Fabletown News

Uwaga na upały!

Środek lata uraczył Nowy Jork typową dla tej pory roku temperaturą, która nie spada poniżej 28 stopni w dzień i poniżej 20 stopni w nocy. To idealna wiadomość dla ciepłolubnej części Baśniowców. Burmistrz, Król Cole zatroszczył się jednak o tych, którzy nie są zwolennikami tropikalnej pogody. Zwłaszcza o pracowników z najwyższych pięter Woodlands, poprzez zwiększoną ilość schłodzonej wody do picia oraz podział obowiązków w taki sposób, by nikt zbyt długo nie przebywał w nagrzanym pomieszczeniu. Prognozy niestety nie są pomyślne i nie wiadomo, kiedy wreszcie się ochłodzi.
W związku z falą upałów, wszystkie lokale w dzielnicy świecą pustkami. Nawet klub Puddin'n'Pie odnotowuje coraz mniejsze przychody. Władze Fabletown podtrzymują, iż nie ma jeszcze podstaw, aby straszyć nadciągającym kryzysem finansowym właścicieli lokalnych przedsięwzięć i liczą, że sytuacja wkrótce ulegnie znacznej poprawie.



Bufkin donosi, że...

...najwyraźniej nie wszystkich odstraszyła panująca w mieście fala upałów. Podczas gdy pozostali Baśniowcy starają się nie opuszczać swoich mieszkań i przez pogodę brakuje im chęci do wykonywania codziennych obowiązków, Rose Red korzysta z okazji i świetnie się bawi! Podobno ostatnio widziano ją na miejskim kąpielisku w dzielnicy Doczesnych, gdzie wraz z nimi popijała drinki z palemką. Spokojnie, Farma nie pozostała bez opieki w te trudne dni! Biała Dama i kierowana przez nią fundacja, rzetelnie zajęła się mieszkańcami Farmy. Niczego im nie brakuje, a zwłaszcza chłodnej wody i miejsca, w którym mogą schronić się przed żarem z nieba!
Ostatnio w dzielnicy krążą informacje, o rzekomych przerwach w dostawie prądu w godzinach najwyższych temperatur. Podsłuchałem Lucyfera, który w samotności narzekał, że zmuszony będzie pić ciepłą wódkę, jeśli ów plan wejdzie w życie. Z kolei John jako dżinn spełniający życzenia cieszył się z możliwości szybkiego zarobku na ludziach proszących o schłodzenie procentowych napoi!

niedziela, 22 kwietnia 2018

Ruszać tyłki! Oto czas SĄDU!

Najpierw zajrzyj tu i tu i tu
Taaaa-daaaa! Zdążyłam! Cud! Oto moja pierwsza (i oby nie ostatnia) notka w życiu! Bezczelnie pozwoliłam sobie umieścić w niej kilka postaci (a raczej pół Fabletown xD), ale mam nadzieję, że nikogo z Was tym nie uraziłam :) Ach, jeszcze jedno! Istnieje prawdopodobieństwo występowania wulgaryzmów, ale zostaliście ostrzeżeni.
Bez dłuższego przeciągania: Zapraszam!
Obsada:
~Sędzia Anna Maria Wesołowska – Vanessa Grant
~Prokurator – Lucyfer Boruta
~Strażnik Dudzik ♥ – Muchołap
~Policjant - Willard Scarlet
~Obrońca nr. 1 – Cindy Blanche
~Obrońca nr. 2 – Cash Knowles
~Oskarżony nr. 1 – Charlotte Pendragon
~Oskarżony nr. 2 – Snow White
~Oskarżyciel posiłkowy – Ivan Zwonariew
~Ofiara - Czekoladki
~Świadkowie – Bufkin, Percy Fischer, Owen Raven, Jaga Novakowa, Bigby Wolf, Prince Charming, Drake Branson, Mordred Pendragon

Miszczostwo Painta xDDD

Nastał kolejny, zupełnie przeciętny dzień w Fabletown. Całe miasto budziło się do życia z nadzieją na koniec mrozów i nadejście upragnionej wiosny. Twarze mijanych przechodniów delikatnie oświetlały promienie słońca, nadając im przyjaźniejszy wygląd. Sędzia Vann Maria Wesołowska również liczyła na udany, przyjemny dzień w pracy. Jednak pracując w sądzie potwór nigdy się nie nudzi... Na ten dzień przypadały jej do poprowadzenia jedynie dwie, pozornie proste rozprawy. Według załączonej kartoteki jest mnóstwo świadków, dowodów i właściwie wydanie wyroku skazującego to tylko czysta formalność. Kto by pomyślał, że taka formalna papierkowa robota może tyle zająć...
- Proszę wstać, Sąd idzie! Rozprawę poprowadzi sędzia Vann Maria Wesołowska! - na sali rozległ się donośny głos strażnika. Vanessa zajęła swoje arcyważne miejsce i pozwoliła zebranym spocząć.
- Otwieram rozprawę przed Sądem bla bla bla... Będzie rozpoznana sprawa... – tu rzuciła okiem na przygotowane przed sobą dokumenty. - pani Charlotte Pendragon. Stawiła się oskarżona.
Wesołowska przyjrzała się stojącej kobiecie. Długowłosa blondynka o ślicznych, błękitnych oczach... Wyglądała na istotę kruchą i delikatną. Tymczasem uznano ją za więźnia szczególnie niebezpiecznego i przypisano obstawę funkcjonariusza policji.
- Lat 33; zamieszkała w Fabletown; aktualnie bezrobotna. Dotychczas niekarana. Już wcześniej była pani podejrzana o udział w kilku demonstracjach religijnych, które charakteryzowały się poważnymi aktami przemocy.
- Sprzeciw, Wysoki Sądzie! Śledczy nie zdobyli żadnych dowodów na udział mojej Klientki we wspomnianych wydarzeniach. W związku z tym nie widzę powodów, aby przybliżać te sprawy.
- Ach, właśnie miałam o panią pytać! Obrońca prywatny, a nie z urzędu... - sędzia zerknęła w dokumenty. - pani Cindy Blanche, się stawiła. To dobrze. Proszę wybaczyć, ja doskonale rozumiem, że zapłacono pani wystarczająco, aby nie zadawać pytań. Przypuszczam, że gdyby komuś innemu, dla przykładu panu śledczemu Scarletowi trafiła się taka okazja, również by skorzystał. Jednak sprawa pańskiej klientki dotyczy szczególnie brutalnego incydentu przy miejscowym Kościele Lucjanistycznym, ale o tym za moment. Kontynuując: czy pan Prokurator obecny?
- Z drobnymi problemami po drodze, ale jestem, Wysoki Sądzie! - Lucyfer Boruta chwiejnie podniósł się z krzesła.
- Czy zdarzyło się coś poważnego? - sędzia zmarszczyła brwi.
- Można powiedzieć, że... warunki atmosferyczne próbowały przeszkodzić mi w stawieniu się tutaj.
- Co ma pan na myśli?
- Trochę dziś wiało, Wysoki Sądzie! Jak to w poniedziałki bywa! - wyjaśnił z uśmiechem strażnik Muchołap. Wesołowska wywróciła oczami.
- Lepiej kontynuujmy. Stawił się również Oskarżyciel posiłkowy, czyli pan Ivan Swomorief...
- Zwonariew, Wysoki Sądzie. - odezwał się grzecznie poszkodowany.
- Przepraszam, niedopatrzenie. Śledczy Scarlet bazgrze gorzej niż kura pazurem... - postanowiła nie brnąć w to dalej, odchrząknęła więc i wróciła do sprawy. - Otwieram przewód sądowy i udzielam głosu panu Prokuratorowi.
- Dziękuję, dziękuję. Zebraliśmy się tutaj, aby roztrzygnąć sprawę tej oto Charlotte Pendragon, którą oskarża się o bójkę, napad i rozbój na tle religijnym pod Kościolem Lucjanistycznym w Fabletown. Pan Zfonorfiek...
-  Zwonariew, panie Prokuratorze. - poprawił grzecznie Poszkodowany.
- Najmocniej przepraszam, ale te literki tak zabawnie wirują... - odparł Boruta, kręcąc w powietrzu kółeczka palcami.
- Dziękuję, panie Prokuratorze. - mruknęła sędzia. - Z tego, co widzę nasz Poszkodowany jest głównym dobroczyńcom wspomnainego przybytku i to On ucierpiał najbardziej. Panie, Zwonariew, czy mógłby pan przybliżyć nam co zaszło?
- Postaram się, Wysoki Sądzie. Odkąd tylko powstał nasz Kościół pani Pendragon sabotuje jego działalność. Na pierwsze Halloween w programie było sypanie kwiatów. Zamiast nich ktoś podrzucił nam ulotki z hasłami typu "Pan jest Waszym pasterzem!" czy "Raaadiooo Maaaryjaaa!". Do dziś nie udało nam się wszystkich sprzątnąć, wciąż walają się gdzieś pod ławkami. Planowaliśmy zorganizować miejscowe "Hell's Kitchen", ale Magda Gessler w ostatniej chwili się wycofała. Jej fotki z sanktuaryjnego spa pewnie dręczą niejednego w koszmarach. Potraktowaliśmy to jako zwykłą nietolerancję religijną. Tym razem polała się krew!
- To wstrząsające! - jęknął strażnik Muchołap.
- Tak przynajmniej myśleliśmy. Okazało się, że z Halloween zostały nie tylko ulotki, ale także część systemu antywłamaniowego w postaci wiader ze sztuczną krwią. Muszę przyznać, że działają fenomenalnie! Ale wracając do incydentu: Pani Pendragon prawie rzuciła się z pięściami na jednego z naszych parafian!
- Panie Muchołapie, proszę poprosić pana Bronsona. - zarządała Wesołowska.
- Świadek Drake Branson! - wydarł się na pół budynku, strażnik.
- Proszę zająć miejsce i się przedstawić.
- Nazywam się Drake Branson i należę do Parafii Lucjanistycznej w Fabletown.
- Spokrewnieni państwo nie jesteście, a za składanie fałszywych zeznań idzie się siedzieć. Co wie pan w tej sprawie?
- Niewiele brakowało, a ja siedziałbym na miejscu pana Ivana. Albo gorzej! Wciąż tkwiłbym w publicznym szpitalu! Kto wie, do czego zdolne są takie kobiety?!
- Co pan ma na myśli?! - fuknęła pani adwokat, wstając ze swojego miejsca. - Czy to miała być obraza mojej klientki?
- Proszę o spokój! - sędzia rąbnęła młotkiem. - Co ma pan na myśli?
- Nieobliczalność, Wysoki Sądzie! Ale to jakaś nowość. Do tej pory działania pani Pendragon były raczej niegroźne. Tym razem pokazała się z zupełnie innej strony! Prawie spaliła cały kościół!
- Ten karygodny czyn zasługuje na karę, Wysoki Sądzie. - przytaknął Prokurator.
- Cieszę się, że tak się pan angażuje, panie Boruta, ale wysłuchajmy wszystkich zeznań. Zwłaszcza, że w raporcie wyraźnie jest mowa o trwałym uszkodzeniu trzech butelek wódki oraz… - tu przetarła oczy ze zdumienia. - portretu Głowy Kościoła?
- Niebywale udanego portretu. - dodał Poszkodowany.
- Rozumiem… Czy obrona ma pytania?
- Tak, Wysoki Sądzie. Panie Branson, czy dostrzegł pan różnicę w zachowaniu pani Pendragon?
- Jak już mówiłem, Jej działania były… znacznie bardziej pokojowe. Starała się przekonać do swoich poglądów w sposób humanitarny. Była gorsza niż 95% Jechowych, ale wszystko legalnie. Natomiast od Halloween poczynania innych wyznawców w celu nawracania naszej Parafii stały się dużo śmielsze i mniej zgodne z prawem.
- Czy wyklucza pan wpływ środków odurzających? - ciągnęła Blanche.
- Nie, byłyby one całkiem logicznym wyjaśnieniem.
- Dziękuję, nie mam więcej pytań.
- Dziękuję, panie Branson proszę usiąść. A na salę poprosimy Mordreda Pendragona.
- Mordred Pendragon, mąż oskarżonej. Składanie fałszywych zeznań jest karalne, bla, bla, bla. Co wie pan w tej sprawie? -
- Wysoki Sądzie, Charlotte to bardzo wierząca osoba, ale nigdy przedtem nie była zamieszana w tego typu nieporozumienia.
- To ciekawe… Według moich danych, była już podejrzana o udział w podobnych demonstracjach. -sędzia uniosła w górę jedną brew.
- Nic mi o tym nie wiadomo. Ale chyba wycofano te zarzuty?
- Zgadza się, ale wciąż bierzemy to pod uwagę. Proszę powiedzieć, czy żona w ostatnim czasie zaczęła zażywać jakieś leki albo inne środki?
- Czy wywary herbaciane się zaliczają?
- „Cudowne herbatki”, hmmm? Owszem, bierzemy je pod uwagę.
- Cóż… Ostatnio zdarza Jej się sięgać po takie wywary…
- Dziękuję, proszę usiąść. Gratuluję, panie Scarlet. Pańskie źródło po raz kolejny nie zawiodło. Proszę wprowadzić Owena Ravena.
- Niestety, Wysoki Sądzie, moje źródło jest coraz bardziej oporne. - mruknął śledczy Scarlet.
- Spokojnie, jakoś sobie poradzicie. A tymczasem… pan Owen Raven, sprzedawca w „Herbarium”. Za składanie fałszywych zeznań grozi odpowiedzialność karalna.
- To dla mnie oczywiste, Wysoki Sądzie. - odparł świadek.
- Wspaniale. Proszę nam powiedzieć, czy w ostatnim czasie sprzedał pan jakiekolwiek ziółka Oskarżonej?
- Nie osobiście, Wysoki Sądzie, ale pani Pendragon jest na liście naszych stałych klientów. Jednak nigdy nie była obsługiwana przeze mnie.
- Potajemne zakupy, co? - Wesołowska zmrużyła oczy.
- Niestety, ale tak to wygląda. Nie miałem o tym pojęcia, słowo!
- Wierzę panu, proszę usiąść. - mruknęła zrezygnowana. Liczyła na jakąś sprawę rozwodową, przy której można by chociaż jeść popcorn i przyjmować zakłady, a tu coś takiego…
- Świadek Jaga Novakowa! - wydarł się strażnik. Sędzia aż podskoczyła.
- Panie Muchołapie, cały Nowy Jork nie musi pana słyszeć. Następnym razem, proszę nieco ciszej.
- Tak jest, Wysoki Sądzie!
- Pani Jaga Novakowa, właścicielka „Herbarium”. Za złożenie nieprawdziwych zeznań pójdzie pani siedzieć, co zresztą powtarzam cały dzień… Czy to prawda, że potajemnie sprzedawała pani zioła Charlotte Pendragon?
- …
- Proszę odpowiedzieć! - fuknęła coraz bardziej poirytowana Wesołowska. Była tutaj, żeby szybko wydać wyrok i zająć się swoimi sprawami, a nie ścigać dilerów ziółek.
- Tak, to prawda.
- Dlaczego było to tak tajne? - zainteresował się nagle Prokurator Boruta.
- Pani Pendragon nie chciała informować o tym męża. Poza tym jako osoba religijna nie powinna psuć sobie reputacji cudownymi ziółkami…
- Które sprowadziły Ją przed oblicze Sądu Przenajwyższego?
- Nie wiedziałam, że mają takie właściwości! To nowy towar, który pewnego razu przez przypadek pomyliłam z melisą. Charlotte była zachwycona, więc kontynuowałam sprzedaż. Nigdy ne zgłosiła reklamacji.
- Dziękuję, proszę usiąść. Wyrok zostanie ogłoszony po naradzie.
♥REKLAMA CZY CUŚ♥

- Proszę wstać, Sąd idzie!
- Witana na stojąco czuję się jak angielska królowa, ale taka praca. Proszę usiąść. Podczas narady ustalono rzeczy następujące… - sięgnęła po swój średnio profesjonalny notes i odczytała: - Zaleca się, aby pani Jaga Novakowa uprzedziła swoich przyszłych klientów o możliwości wystąpienia efektów ubocznych przy stosowaniu ziół z Jej „Herbarium”. Natomiast pani Charlotte Pendragon zostaje uznana niewinną zarzuconych czynów ze względu na niepoczytalność. Nakazuje się, aby Oskarżona zrekompensowała wszelkie wyrządzane szkody to jest odkupiła butelki wódki sztuk trzy, uprzątnęła swoje ulotki z całego terenu Kościoła oraz załatwiła nowy portret dla Kościoła i odstawiła produkty zielne tudzież podjęła się leczenia. W przypadku niespełnienia któregoś z nakazów sądu do trzech miesięcy, zostanie pani ponownie aresztowana i karana, ale to już problem innego sędziego. Dziękuję, zamykam przewód sądowy. Na mowę końcową nie mamy czasu z racji problemów pana Prokuratora z wysłowieniem się po niedzieli. - Wesołowska niezwłocznie opuściła salę, zatrzaskując za sobą drzwi. Pierwsza rozprawa z głowy i zostaje tylko jedna.
- Proszę wstać, Sąd idzie! - ryknął Muchołap. - Rozprawę poprowadzi sędzia Vann Anna Wesołowska!
- Proszę usiąść. Otwieram rozprawę przed Sądem bla bla bla... Zostanie rozpoznana sprawa pani Snow White. - oświadczyła bez patrzenia w papiery przed sobą. - Widzę, że Oskarżona się stawiła.
- Tak, Wysoki Sądzie.
- Wspaniale. Pan prokurator się nie zmienił, nadal Lucy... Panie Boruta? - sędzia przekręciła głowę lekko w bok, przyglądając się przysypiającemu mężczyźnie.
- Tak jest! - ocknął się po chwili. - Przepraszam bardzo, Wysoki Sądzie. Ciężki dzień w pracy, sama pani rozumie.
- Ja bym powiedziała „Ciężki dzień po weekendzie”, ale jak zwał tak zwał. Obrońca?
- Adwokat Cash Knowles z urzędu! - zameldował się prawnik.
- Świetnie. Niechętnie oddaję głos panu Prokuratorowi.
- Dziękuję, Wysoki Sądzie. Spotykamy się tu dziś, aby rozpatrzeć sprawę pani Snow White, którą oskarża się o porwanie, uwięzienie i brutalne skonsumowanie kilku pudełek czekoladek. Ten paskudny czyn zasługuje na należną karę!
- Oczywiście, oczywiście. Na panu można zawsze polegać, panie Prokuratorze. Dopilnuję, aby ta sprawa została zakończona w sposób sprawiedliwy. Zapraszam na salę pierwszego świadka.
- Świadek Bufkin… po prostu Bufkin! - wydukał Muchołap.
- O, cholera… - dało się słyszeć gdzieś od strony śledczego Williarda.
- Słucham, panie Scarlet? - srogi wzrok sędzi wylądował na Policjancie, który momentalnie znalazł się obok Wesołowskiej.
- Nie jestem pewien czy to dobry pomysł… Pan Bufkin jest tym moim „Źródłem” i… ostatnio nie jest zbyt rozmowny… - mruknął.
- Jakoś sobie poradzimy, proszę usiąść. Wracając: panie Bufkin, uprzedzam, że składanie fałszywych zeznań jest karalne. Co może nam pan powiedzieć w tej sprawie?
- To zależy do tego, co jesteście skłonni mi zaoferować. - odparł Świadek.
- Pan Scarlet może ci zaoferować cieplutką celę za utrudnianie śledztwa i współudział w konsumpcji czekoladek. - fuknęła Vanessa.
- W porządku, będę mówił! Jestem pewien, że to ten cały Fischer! - wydukał.
- Kto taki?
- Percy Fischer, kochaniutka! Ten żółtodziób bawi się w poszukiwacza skarbów! A wszyscy wiedzą, że nie ma większego skarbu niż czekoladki!
- Skoro tak twierdzisz. Dawać tego Fischera!
- Świadek Percy Fischer!
- Mów prawdę, całą prawdę i tylko prawdę, bo inaczej to ty pójdziesz siedzieć! - mruknęła Wesołowska.
- A nie powinna pani poinformować o karze za składanie fałszywych zeznań?
- Proszę nie pyskować Sądowi Przenajwiększemu! Nie mam ochoty po raz kolejny wygłaszać tej samej przemowy! A teraz proszę powiedzieć, co pan wie w tej sprawie?
- W sumie to chyba niewiele… Chodzi o skradzione czekoladki ze sklepu ze słodyczami?
- O! Czyli jednak coś panu na ten temat wiadomo!
- Bufkin miał do mnie żal, że bardziej od czekoladek cenię znaleziska archeologiczne.
- Indiana Jones! - dobiegł stłumiony głos gdzieś z tyłu.
- Panie Bufkin! Jeszcze jedno słowo i nałożę na pana grzywnę! Dziękuję, panie Fischer, proszę usiąść. Bigby Wolf proszony na salę! Za fałszywe zeznania idzie się siedzieć. Co może nam pan powiedzieć w tej sprawie?
- Pracuję z panią White i nie sądzę, aby mogła dokonać czegoś tak potwornego.
- Czy widział pan, aby w domu tudzież biurze oskarżonej znajdowała się podejrzana ilość opakowań czekoladek?
- Nie, nic takiego nie widziałem. Albo ich tam nie było, albo zostały dobrze ukryte.
- Tylko idiota zostawiłby czekoladki na wierzchu! - wrzasnął Bufkin.
- Dosyć tego! Panie Bufkin proszę wstać! Jak człowiek, a nie jak małpa! Nakładam na pana karę, którą jest darowizna na miejscowy Kościół w wysokości pięciu butelek wódki! Schłodzonej! Zrozumiano?
- Tak…
- Proszę należycie zwracać się do Najwyższego Przenajwiększego Sądu!
- Tak, Wysoki Sądzie. Przepraszam.
- Wracając: Czy pani White ma słabość do słodyczy?
- Każdy z nas ma do czegoś słabość, czyż nie? Ale nie jest to chyba powodem, aby od razu iść do więzienia?
- To prawda. Czy obrona ma jakieś pytania?
- Tak, Wysoki Sądzie. Panie Wolf, czy ukradłby pan te czekoladki, mając do tego sposobność?
- Raczej nie. Jak już wspomniałem, każdy ma inną słabość. A poza tym była mowa o kilku pudełkach. Taka ilość czekolady jest nieco przytłaczająca.
- Dziękuję, to tyle z mojej strony. - rzucił adwokat Knowles, zapisując coś w notatniku.
- Dziękuję, może pan usiąść. Panie Muchołapie, proszę zawołać ostatniego ze świadków.
- Świadek Prince Charming!
- Jako, że jest pan związany z Oskarżoną, nie będziemy naciskać na pana zeznania. Jeśli jednak by się pan zdecydował, uprzedzam, że krzywoprzysięstwo jest surowo karane.
- Decyduję się na zeznania, nie mam nic do ukrycia i Snow zapewne też nie.
- Jest pan pewien, że pani White nie byłaby zdolna do popełnienia tego przestępstwa?
- Absolutnie pewien, Wysoki Sądzie.
- I nie zauważył pan u Oskarżonej nic dziwnego? Przyrost na wadze? Nowa szafa z racji braku miejsca na pudełka w tej starej?
- Nic takiego nie miało miejsca, Wysoki Sądzie.
- W porządku. Dziękuję panu, proszę usiąść. Wyrok zostanie ogłoszony po naradzie.
♥REKLAMA CZY CUŚ♥

- Proszę wstać, Sąd idzie!
- Wszyscy wiedzą, że idę! Nie musisz im tego ciągle przypominać, Muchołapie! Proszę usiąść! Podczas narady ustalono, iż pani Snow White jest niewinna zarzucanych jej przestępstw z racji braku dowodów. Zamykam przewód sądowy! Dziękuję, dobranoc!

Gdyby ktoś zastanawiał się, dlaczego Nessie siedzi za tym barem całe życie xD Nie wygwizdujcie mnie tak od razu, ok? Na swoją (słabą) obronę powiem, ze trochę późno kończyłam to pisać i mózg już nie kontaktował, więc... Nie bijcie?

3 komentarze:

  1. Na początku przyznam szczerze, że zamiast Vann Maria Wesołowska czytałam Vanna Wesołowska i coś mi się nie zgadzało. Ale pora późna, czas spać, więc i literki skaczą przed oczami :D
    Czytając notkę, świetnie się bawiłam. Doprawdy! Genialny pomysł z tymi rozprawami sądowymi. Początkowo myślałam, że będzie to jedna rozprawa, a Charlotte i Snow uknuły spisek przeciwko czekoladkom... Cóż, zaskoczenie było tym lepsze!
    Nie spodziewałam się, że coś takiego wydarzy się u Charlotte. No kto by pomyślał, że herbatki mogą mieć jeszcze inne właściwości? :D
    Cieszę się, że Snow - mimo wszystko - została uniewinniona. W końcu miała świetnego obrońcę! I świadków, którzy potwierdzili jej niewinność :D
    No, to chyba wszystko ode mnie - jak coś mi się przypomni, to dam znać! A tymczasem mam nadzieję, że jeszcze kiedyś coś dla nas napiszesz :D Może jakaś kontynuacja przygód Vann Marii Wesołowskiej?

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam podobnie z tym plakatem, też przeczytałam Vanna Maria Wesołowska. xD I te czasy, kiedy to było tak popularne, że każdy o tym gadał!
    Biedna Szarlotka została oskarżona o takie czyny niecne! A przecież ona taka grzeczna i kochana, a do tego cudowną audycję prowadziła w swoim radiu... :D A do tego te nieszczęsne czekoladki... Ukradli i wszystko poszło na Snow. Prawdę mówiąc, na pewno ona to zrobiła... xD
    Fajnie i szybko się czytało. Liczę, że coś jeszcze napiszesz i też podpytam, może kontynuacja kiedyś się pojawi? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Co ja tam u Arturka napisałam? Że śmiałam się jak idiotka? No to tutaj ryczałam jak dzik ze wścieklizną xD
    Charlotte wyszła ci tak okrutnie Charlotkowa, że nawet nie masz pojęcia, chyba muszę ją wkręcić w jakieś demonstracje pod kościołem Lucka <3
    Tak wiało, jak cholera, że aż kogoś zawiało! No tu już oplułam ekran, ale jak doszło do szczwanych literek przy nazwisku Ivana to już w ogóle rżałam xD Czyli nie tylko ja zawsze inaczej wymawiam to nazwisko! XD
    RIP [*] trzy flaszki wódki... jak Charlotte będzie protestować, to ja jej osobiście karzę odkupić 10 w pokucie!
    Witana na stojąco czuję się jak angielska królowa, ale taka praca. <3
    Olaboga, biedne czekoladki! I uniewinniona?! Szok! Szok i niedowierzanie! Sprawa powinna zostać poprowadzona raz jeszcze!
    Vann się tak uroczo denerwuje :3 Dziękujemy serdecznie za użycie moich dziewczyn, spisały się na medal :D Dawaj wincyj takich notek, może częściej będę myć ekran laptopa! (O fuuuuuuuuuuu!)

    OdpowiedzUsuń