Fabletown News

Rewolucja w ogrodach Woodlands

Nie od dziś wiadomo, że koniec wiosny i początek lata jest okresem, w którym ogrodnicy z Woodlands mają najwięcej pracy. Tym razem, o pomoc poproszono uczniów Zespołu Szkół im. Ch. H. Andersena oraz wolontariuszy - wszystkich chętnych Baśniowców, którzy kochają rośliny i chcą, aby to miejsce wyglądało jeszcze wspanialej.
Nie od dziś wiadomo, że po zmroku w sklepie Golden Goose dzieją się dziwne rzeczy. Spadające z półek produkty, latające mopy i samo-jeżdżące wózki. Tym razem, właściciel sklepu stracił cierpliwość i postanowił wytoczyć wojnę złośliwym duchom. Wynajął specjalistów, którzy mają pozbyć się natrętnych mieszkańców.



Bufkin donosi, że...

...po tym, jak Vanessa bohatersko pomogła rozstrzygnąć spór w sprawie skradzionych czekoladek, w barze Trip Trap panuje większy ruch. Nie chodzi jednak o promocję piwa ani nowe piosenki Kapitana Haka. Otóż, wielu Baśniowców szuka darmowej porady "jak żyć" u uroczej barmanki. Podobno pomogła już w niejednej sprawie! Najnowszą z nich jest tajemnicze zniknięcie szamponu, który został skradziony w biały dzień, wprost z łazienki Erwina!
"Zbliża się apokalipsa zombie!" - donoszą nagłówki gazet z dzielnicy Doczesnych sąsiadujących z naszym Fabletown, którzy spanikowali na widok spacerującego po ulicach samotnego zombie. Tymczasem, to tylko jeden z pacjentów Victora wydostał się ze szpitala i wybrał się na wycieczkę. Z kolei przy wszystkich lokalach i tablicach ogłoszeń w Fabletown, pojawił się komunikat z prośbą do wrażliwszych Baśniowców, by nie atakowali zombie. W końcu to też Baśniowcy, prawie tacy jak my!

środa, 7 lutego 2018

A co jeśli się zamienimy?

Achtung! Pewnie nikt na to nie czekał i liczył, że nic ode mnie się nie pojawi. Mylił się! Pojawia się właśnie oto w tejże chwili. Notka, która przewyższa absurdem wszystko, utrzymana w konwencji słabego polskiego kryminału, trzyma w napięciu niczym taki lektor z np. "Szpitala" albo "Trudnych Spraw"...
Aha...i można to szybko zakryć. Nie pogniewam się.
aŁtor Bociek


Nigdy nie przepadał za swoim kuzynkiem. Zawsze go irytował. Śmiał się z niego oraz jego własnego życia! A przecież nie było mu nic do tego! Prawda? Prawda, że to potrafiło być irytujące i uciążliwe? Mogło to wyprowadzić każdego z równowagi, o czym Lucyfer zdawał się doskonale wiedzieć i do tego jeszcze skrzętnie to wykorzystywał. Ten pewny siebie i odpowiedzialny biznesmen, który jest właścicielem stacji telewizyjnej „Piekiełko TV”, działał tak bardzo na nerwy. Nie musiał nic mówić, wystarczy że się pojawił. Wystarczyło, że poczuł tylko jego perfumy o nazwie „Rzeka Hadesu” i już ciśnienie podskakiwało. Aha! No i jeszcze Ivan miał wrażenie, że Lucyfer odebrał mu wszystko!
Wszystko…żonę, pracę…właściwie to nawet nie do końca wszystko. Bo nie zabrał mu oficerskiego honoru, ale dostatecznie go nadszarpnął. Można powiedzieć, że zniszczył jego reputację.
Czyli zabrał wszystko, co było do zabrania i zniszczenia.
— Ivan! Wziąłbyś się za siebie! – krzyknęła jego (na szczęście) była żona. Ich pierwsze trzy lata małżeństwa były cudowne. Kochali się, szeptali czułe słówka, wysyłali SMSy i dzwonili znacznie ponad normę. A teraz? Teraz to co? – W pośredniaku byłeś?
Zwonariew posłał kobiecie groźne spojrzenie i wrócił do picia taniego piwa i oglądania serialu, który to nie był ani śmieszny, ani dobry. Był nijaki do bólu, jak życie Ivana. Chociaż tyle, że był rozwodnikiem, był wolny jak ten kurwa gołąb, który znowu nasrał na jego cudowne Passeratti!
— Przecież wiesz doskonale, że w tym kraju nie ma pracy dla mnie! – krzyknął wściekle. – A w ogóle to wyjdź z MOJEGO mieszkania! – krzyknął i odwrócił się w kierunku, gdzie stała jego ex. Oczywiście oprócz niej zobaczył też i Lucyfera, który strasznie się szczerzył i chwalił swoim śnieżnobiałym uzębieniem. Ivan miał wielką ochotę uderzyć go w twarz i wybić ze dwa zęby, wtedy jego idealne uzębienie nie byłoby już takie idealne.
— Nie złość się Ivan, złość piękności szkodzi a ty nie masz czym szastać – powiedział Boruta, pan prezes telewizji. Obrzydliwie bogaty i do tego nieprzyzwoicie dobry. – Przyszliśmy cię zaprosić na nasz ślub. Mamy nadzieję, że przyjdziesz…mimo wszystko – powiedział i wręczył zaproszenie.
— Masz tupet – burknął Zwonariew i przeszedł wyrzucić pustą butelkę po piwie. Przy okazji odpalił papierosa. Tani, kupiony u jakiegoś Ukraińca na bazarze, normalnie było czuć, że to człowiek skręcał a nie maszyna. – Najpierw odbijasz mi żonę, następnie zapraszasz na ślub – powiedział zaciągając się papierosem. – Może co? Bogdana jeszcze zaprosiłeś, żeby ten alkoholik rozwalił całą imprezę w drobny mak?!
— Nie! Bogdan niech razem ze swoją świtą siedzą tam, gdzie ich miejsce. Niech patrzą na tych błogosławieńców! Na całe szczęście, że ludzie nie chcą do nieba – westchnął z niejaką ulgą.
— Zastanowię się – powiedział i odebrał zaproszenie. – A masz może dwie stówy pożyczyć? – zapytał tak mimochodem. – Oddam pod koniec miesiąca. Tak więc…spokojnie.
— Nie dawaj mu, bo znów przepije! – powiedziała Maria Zwonariew, która zdążyła poznać na tyle dobrze swojego męża, by nie ufać mu w tej kwestii.
— Masz – Lucyfer wręczył Ivanowi dwieście złotych. – Trochę to smutne, że były oficer ABW prosi o pieniądze. No ale…cóż, mówi się trudno i żyje dalej. Poza tym doskonale wiesz Ivanku, że na mnie zawsze możesz liczyć. Zawsze ci pożyczę pieniądze. I nawet nie musisz mi ich oddawać – uśmiechnął się słabo.
Zwonariew pokiwał głową, spojrzał na te dwie stówy. Miał dużo lepszy pomysł niż ich przepicie. Zamierzał je przepalić! Pójdzie do jakiegoś klubu i po prostu je przepali jak Samael przykazał!
Kilka godzin później… Klub jakiś…
Ivan siedział przy barze i czekał na Lucyfera. Zdziwił się, że kuzyn zadzwonił do niego i zaproponował spotkanie przy kieliszku wódki i rozmowę. Zważywszy na to, że Lucek to abstynent tak właściwie i on alkoholu to nawet nie wącha. No dobrze…czasem lampkę wina do obiadu, albo lampkę szampana na Sylwestra, ale nic poza.
Pierwszy z diabłów, był już lekko wstawiony, kiedy pojawił się Lucek. Dla odmiany dla ogółu był chyba najbardziej trzeźwą osobą w całym lokalu. Ba! W całym mieście trzeźwiejszego mieszkańca się nie uświadczy! Gdyby tylko było to możliwe, to Lucek miałby ujemny wskaźnik alkoholu we krwi.
— Colę proszę – powiedział do barmana i uśmiechnął się przy tym czarująco.
— Weś niepierdol Lucek – mruknął niewyraźnie Ivan. – Lej czystą dla tego pana – wymownie wskazał barmanowi Lucyfera. – A ty Lucyferku, pij nie pierdol – zwrócił się do kuzyna.
Kilka kolejek później…
Zwonariew nie spodziewał się tego, że tak szybko upije Lucka. Miał wrażenie, że teraz światła w klubie nie były tak irytujące, muzyka jakby przycichła, barman jakby był bardziej zajęty czymś innym prawdopodobnie tym awanturującym się kolesiem, albo tymi nastolatkami, które bawiły się w swoim towarzystwie.
To wszystko był tak jakby inny świat. Teraz liczyło się to, że Lucek był na tyle wstawiony, że w sposób łatwy BYŁY oficer ABW mógł wyciągnąć z niego potrzebne informacje. Przypuszczał, że Lucyfer wyjawi mu to i owo i w tym stanie udzieli odpowiedzi na nurtujące go pytania.
— No i wiesz…gdybyś wziął łapóffkeee – Lucek spojrzał na kuzynka i klepnął go po ramieniu – To mosze…mosze…byś nadal pracoffał f ABW – dokończył i zaśmiał się cicho.
Ivan zmarszczył brwi. Skąd Lucek wiedział o łapówce? Skąd wiedział że jej nie przyjął? Coś mu tutaj zaczynało śmierdzieć i to wcale nie były stopy gościa, który przyszedł do klubu w sandałach i skarpetkach. No cóż…Yanusz pełną gębą…szkoda tylko że w lutym założył takie buciki. Skarpety to pewnie po to, żeby mu zimno nie było.
— Skąd wiesz o łapówce? – zapytał podejrzliwie Ivan i chwycił Lucka za ramię. O tym wiedział tylko niedoszły łapówkarz, on i jego przełożeni, którzy dostali donos o tym jakoby major ABW wziął piętnaście tysięcy łapówki…w zamian…tego to już niestety nie pamiętał w zamian za co miała być ta łapówka. Jednak do niedawna oficer kontrwywiadu, nikomu nie mówił, przełożeni tym bardziej nie powiedzieliby tego cywilowi jakim bez wątpienia był Lucyfer.
— Szszsz… szkond? Aaaa…sssss…se śródła. No booo wieszzzz… - nachylił się konspiracyjnie do starszego kuzyna – bo to jaa. Jaa saproponowałem… To jaa, to jaaa typ niepokorny.
Ivan pokiwał głową. Zapłacił i wyprowadził pijanego Lucyfera. Ignorował fałsz Lucka, który sobie śpiewał pierwszy hit koreańskiego rapera PSY. No co mógł zrobić? Jedynie taśma i do bagażnika wrzucić to śpiewające i w sztok pijane mięso, ale przecież nie był tak okrutny, żeby robić coś takiego kuzynowi. Jeszcze by się obraził i pieniędzy nie pożyczył. No i też był zbyt dobry i nie zrobiłby tego Luckowi, skoro on mógł znosić dzielnie fałsze Ivana, kiedy ten był pijany i wyczyniał różne dziwne rzeczy.
Zamiast zamykać w bagażniku, to zabrał Borutę do mieszkania…swojego mieszkania kawalera. Na miejscu napisał SMSa z telefonu kuzynka, do swojej byłej, a Lucyferowej przyszłej. Wiadomość oczywiście napisana w imieniu bełkoczącego właściciela stacji. Ktoś czepliwy mógłby się zapytać jak, skoro Lucek miał przecież telefon chroniony hasłem…no ale umówmy się, że istnieją bardziej skomplikowane hasła niż „1234”. Wracając jednak do wiadomości, to napisał, że zostaje u Ivana…i coś tam jeszcze dodał, żeby wyszło bardziej autentycznie.
Oczywiście, nie mógł nie skorzystać z tego, że ma telefon Lucyfera…zrobił mu więc zdjęcie z króliczymi uszkami i ustawił to na tapetę oraz wygaszacz ekranu. Się chłopak zdziwi jak się ogarnie.
Następny dzień…
Lucek obudził się z bólem głowy. Leżał na kanapie w nie swoim mieszkaniu. Jęknął i usiadł. Zaraz też otrzymał butelkę z zimnym piwem.  Odebrał ją z wdzięcznością i spojrzał na Ivana, który wyglądał o niebo lepiej niż ostatnio.
— Pij. Klin jest dobry na wszystko – przekonywał go i poklepał lekko o ramieniu. – Pamiętasz o czym rozmawialiśmy? – zapytał.
— Eeee….nie – mruknął po czym pociągnął łyk z butelki.
— Mówiliśmy o twoim ślubie – powiedział spokojnie Ivan. – I zgodziłem się przyjść…po twoich długich namowach – skłamał. Nie mówili o ślubie, nie zgadzał się przyjść, ale słowa pijanego Lucyfera dały mu powód do wątpliwości. No i też musiał coś sprawdzić…
— Aha! – Lucyfer krzyknął i pokiwał głową. Nieznacznie się skrzywił. Oj jak ta głowa go bolała. Wypił kolejny łyk piwa, musiał przyznać Ivanowi rację, powoli niemalże z każdym łykiem głowa przestawała boleć. – To świetnie, że w końcu cię przekonałem. Nawet nie wiesz jak się cieszę! Szkoda tylko, że niewiele z tego wszystkiego pamiętam – mruknął cicho, aczkolwiek radośnie.
Podczas gdy Lucyfer się cieszył i już obmyślał, gdzie posadzi Ivana, tak sam obiekt zainteresowań miał zupełnie inne plany. Nie przejmował się weselem, w jego głowie zaczął kiełkować pewien plan. Będzie co prawda potrzebował trochę czasu i funduszy, oraz prawdopodobnie pomocy sił niebieskich i tego alkoholika Bogdana. Ale ogarnie to wszystko, bo jak nie on to kto?
Co z tego, że od jakiegoś czasu zmienił się nie do poznania i z odpowiedzialnego mężczyzny stał się takim…dość dziwnym lekkoduchem.
Teraz miał cel, do którego należało dążyć zawzięcie!
Maj 2018, Warszawa… Dzień ślubu po prostu…
Lucyfer stał poddenerwowany przed ołtarzem. Zaraz wszystko miało się zacząć, a gdzie Ivan? Jego miejsce było puste! Jak to tak? Przecież obiecał, rozmawiali jeszcze wczoraj i Ivan potwierdzał, zapewniał że będzie. Teraz nie pisał, nie dzwonił że się spóźni, bo korki na mieście, albo cokolwiek w tym stylu.
Minęło pierwsze pięć minut ceremonii, a Zwonariewa dalej nie było.
Kwadrans…
— Jeśli ktoś zna powód, dla którego… - prowadzącemu uroczystość nie dane było dokończyć, ponieważ drzwi otworzyły się z hukiem. A stał w nich…
Nie kto inny jak spóźniony Ivan.
— Nie zgadzam się! – krzyknął. – Ta kobieta to oszustka, manipulantka i do tego przestępca! – wyjaśnił z palcem skierowanym oskarżycielsko w swoją byłą małżonkę.
— Ivan! Co ty bredzisz?! – zapytał zdziwiony Lucyfer.
— Ta kobieta współpracuje z mafią Radomską! Do tego posiada ogromny kapitał. Wszystkie jej dokumenty zostały sfałszowane, no i co tam jeszcze… Ach tak! Chce naszego biednego Lucyfera ogołocić z majątku! W Azerbejdżanie ma hodowlę dzikich świń żywiących się marihuanenami! – wyjaśnił to wszystko Ivan. – Aresztujcie ją! – polecił stojącym za nim funkcjonariuszom policji.
Właściwie to ta cała sytuacja wyjaśniała dlaczego Ivan ubrany był w podarte jeansy i miał na sobie skórzaną kurtkę. I w ogóle to był ubrany…tak po ludzku.
— Nie! – krzyknął Lucyfer – To wariactwo!
— Wybacz mi Lucek, ale takie są fakty. A on… - wskazał na niepozornego mężczyznę, który był bratem oskarżonej o to wszystko kobiety. – To…
Wypowiedź przerwał huk wystrzału. Ivan dalej już nie dokończył, bo nawet i diabły z dziurą w głowie nie są za bardzo rozmowne.
— Co do… - również i Lucyfer nie dokończył swojej wypowiedzi…z bliźniaczego względu co i Ivan.
Wśród gości zapanował chaos. Niepozorny mężczyzna, trzymał pistolet, jeszcze przez chwilę, może kilka sekund po oddaniu drugiego strzału i on padł na podłogę. Z tym, że tylko raniony. Jak to mówią…rodziny się nie wybiera, ale wspominają też, że niedaleko pada jabłko od jabłoni. Bo prawda była taka, że pierwszego strzału mimo wszystko nie oddał mężczyzna, tylko zdesperowana panna młoda.

Ivan obudził się i widział przed sobą biały sufit. Zaraz też usłyszał:
Okurwa ojapierdole – oczywiście mówił to nie kto inny jak sam Lucyfer. – Moja głowa. Ivaaannnn Bogdaaaaannnnn!!!! Boliiii…. – jęczał, a Ivan tylko zamknął oczy w nadziei, że ten debil w końcu się zamknie.

_____
Gdzie się obudzili? co się stało? Tego dowiecie się w kolejnym odcin...znaczy się notce! I tak, chciałem dobrze a wyszło jak wyszło i mnie to boli, tak wiec ten no...zakryjta to ktoś!

6 komentarzy:

  1. A co my tutaj mamy, noteczka od Boćka, no kto by się spodziewał :D
    Szpitalowe napięcie porywa niesamowicie, ale przykro mi, twoja notka jest ciekawsza xD
    Trzeźwy Lucek... Bogdan alkoholik... Łolaboga, co to się porobiło! A hasło 1234 to na pewno najtrudniejsze hasło na świecie, tylko Ivan się nie zna xD Teraz proszę szybko smarować odcinek 59812, boś smaka narobił co to ta Marynia z braciszkiem nawywijała!
    A, azerbejdżańska hodowla dzikich świń rozjebała system... xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No kto by się spodziewał?
      Ja nie. xD
      Miało być odwrócenie ról, to jakoś to tak wyszło. Trzeźwy Lucek solista; Bogdan alkoholik, Ivan poszukiwacz sprawiedliwości i obrońca światłości i prawości....no i jeszcze zUa Maryśka xD

      I dziękuję. To akurat był jedyny moment z którego sam ryłem xD

      Usuń
  2. Obiecałam sobie, że wpierw nadrobię wszystko co mi zostało i skomentuję, ale nie umiem. To jest tak genialne...
    W pośredniaku byłeś? i od razu skojarzenie z najbardziej polskim serialem... xD Do tego Lucek abstynent, a w zamian za to Bogdan alkoholikiem. Śpiewy, pijany Lucjan, a potem - dosłownie wystrzałowy ślub... No, ale azerbejdżańska hodowla dzikich świń to wielkie 11/10 za styl! xD
    Dołączam do prośby Red, niech się kolejna część szybko pojawi, bo i ja chcę wiedzieć co dalej! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak :D Miało być bardziej w tym kierunku, miało to być bardziej polskie niż ten serial xD Ale wyszło jak wyszło, wyszło coś na miarę wybitnego reżysera którego nazwisko zaczyna się na Ve...
      Dziękuję, dziękuję....Notka powinna się szybko pojawić ;) Zobaczymy jak to wszystko wyjdzie, bo teraz olimpiada i te sprawy...zobaczymy jak to będzie xD

      Usuń
  3. Kocham Twoje notki tato xDDD
    Piekiełko TV i Bogdan alkoholik <3 Nie wiem co bierzesz, że masz takie pomysły, ale proszę się ze mną podzielić, bo ja też chcę pisać takie epickie notki! :D
    Hodowla dzikich świń żywiących się marihuanenami - 10/10 padłam i nie wstaję xD
    Dołączam do prośby o kontynuację w trybie natychmiastowym! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie wiem, ale lekarz zmniejsza mi dawki xD Nie no dobra nic nie biorę, pomysły same przychodzą i odchodzą, takie kapryśne są!
      I spokojnie, kiedyś nauczysz się tak pisać, pamiętaj (uwaga! ojciec radzi!) samogon oraz kabarety pomagają!

      Usuń