Fabletown News

Rewolucja w ogrodach Woodlands

Nie od dziś wiadomo, że koniec wiosny i początek lata jest okresem, w którym ogrodnicy z Woodlands mają najwięcej pracy. Tym razem, o pomoc poproszono uczniów Zespołu Szkół im. Ch. H. Andersena oraz wolontariuszy - wszystkich chętnych Baśniowców, którzy kochają rośliny i chcą, aby to miejsce wyglądało jeszcze wspanialej.
Nie od dziś wiadomo, że po zmroku w sklepie Golden Goose dzieją się dziwne rzeczy. Spadające z półek produkty, latające mopy i samo-jeżdżące wózki. Tym razem, właściciel sklepu stracił cierpliwość i postanowił wytoczyć wojnę złośliwym duchom. Wynajął specjalistów, którzy mają pozbyć się natrętnych mieszkańców.



Bufkin donosi, że...

...po tym, jak Vanessa bohatersko pomogła rozstrzygnąć spór w sprawie skradzionych czekoladek, w barze Trip Trap panuje większy ruch. Nie chodzi jednak o promocję piwa ani nowe piosenki Kapitana Haka. Otóż, wielu Baśniowców szuka darmowej porady "jak żyć" u uroczej barmanki. Podobno pomogła już w niejednej sprawie! Najnowszą z nich jest tajemnicze zniknięcie szamponu, który został skradziony w biały dzień, wprost z łazienki Erwina!
"Zbliża się apokalipsa zombie!" - donoszą nagłówki gazet z dzielnicy Doczesnych sąsiadujących z naszym Fabletown, którzy spanikowali na widok spacerującego po ulicach samotnego zombie. Tymczasem, to tylko jeden z pacjentów Victora wydostał się ze szpitala i wybrał się na wycieczkę. Z kolei przy wszystkich lokalach i tablicach ogłoszeń w Fabletown, pojawił się komunikat z prośbą do wrażliwszych Baśniowców, by nie atakowali zombie. W końcu to też Baśniowcy, prawie tacy jak my!

wtorek, 16 stycznia 2018

Years, lovers, glasses of wine. These are things that should never be counted

I'm Charming. Prince Charming
Prince Charming


KSIĄŻĘ Z BAJKI —— WIZUALNIE OK. 32 LAT —— OFICJALNIE PROWADZI POWAŻNE INTERESY, NIEOFICJALNIE BEZROBOTNY —— TRZYKROTNY ROZWODNIK —— NIEUMIEJĄCY TRZYMAĆ ŁAPSK PRZY SOBIE —— ZAPATRZONY W SIEBIE BABIARZ, KTÓRY WYKORZYSTA KAŻDĄ SYTUACJĘ, ABY POPRAWIĆ SWÓJ STATUS —— UROCZY UŚMIECH I SŁODKIE SŁÓWKA —— DROGIE GARNITURY I WINA —— CIĄGLE NOWE MIEJSCE ZAMIESZKANIA —— ŁAMACZ DAMSKICH SERC —— CZASAMI BYWA POMOCNY I CAŁKIEM ZNOŚNY ——
Według przedstawicielek płci żeńskiej, jest mężczyzną idealnym.
Przyjedzie na białym koniu, uratuje przed złą wiedźmą czy okrutną macochą, pocałunkiem załatwi wszystkie problemy, a na końcu obsypie złotem i podaruje cały zamek. Każdego dnia będzie zabiegał o względy swojej małżonki, obiecywał raj na ziemi i zabierał w odległe miejsca, o których w swoim poprzednim życiu, mogła tylko pomarzyć. Zanim jego życie wywróciło się do góry nogami, a on wywrócił je kilku innym osobom, faktycznie taki był. Idealny materiał na męża, ojca. Mężczyzna o którym marzyły wszystkie kobiety, a on marzył o nich wszystkich. Nie liczy ile czasu już znajduje się w świecie doczesnych. Jest tu wystarczająco długo, aby poznać większość miejsc w Nowym Jorku, gdzie łatwo o ofiarę, która pozwoli sobie zawrócić w głowie. Żyje głównie z dobroci innych, a raczej z ich naiwności. Nie zawsze da się odmówić takim oczom czy spojrzeniu, prawda? Ze swoimi umiejętnościami z łatwością znalazłby rolę w produkcjach filmowych, nikt nie potrafi grać tak dobrze, jak Prince. Czasem trudno odróżnić czy udaje czy może jednak jest jak najbardziej szczery i nie ma niecnych planów, które wiązałyby się z wykorzystywaniem innych. Skrywa znacznie więcej, niż ładne opakowanie, choć nie widać tego na pierwszy rzut oka.
powiązania
To ja, Narcyz się nazywam 
Przepraszam i dziękuję - ja tych słów nie używam 
Jestem piękny i uroczy - popatrzcie w moje oczy 
Jestem przecież najpiękniejszy, a na pewno najskromniejszy
___________________________________________________________________________________
Witam się z drugim panem, tym razem znacznie innym od Bestii. Tu też serdecznie zapraszam na wątki. Bierzemy chyba wszystko, szukamy dwóch byłych żon, możemy przyjąć też nowe (bo czemu nie?). W razie potrzeby: 50700814 / bysiaa44@gmail.com 
Tytuł zaczerpnęłam z Wieku Adaline, cytat pochodzi z Łzy Narcyz się nazywam, a buzi użycza Sean O'Pry. :) 

19 komentarzy:

  1. [no to dzień dobry, cześć i czołem, witam serdecznie kolejną postać^^
    Z dopiska czytam, że to już druga, więc życzę dużo weny, pomysłów i krówek, o ile takowe lubisz :D
    od siebie oferuję wątek, choć co do pomysłu to musiałybyśmy się chyba jakoś zgadać, bo mimo przewertowania karty Księcia parę razy, nic sensownego nie przyszło mi do głowy. Mam tutaj niszczycielskiego smoka Devrila, mam bazyliszka Moryenę i wiedźmę Morgause, więc do wyboru do koloru i w razie chęci zapraszam do siebie.
    Idżoj!

    Moryena
    Alduin
    Morgause

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witam serdecznie Czarusia i obruszyłabym się bardzo, że na wizerunku nie widnieje Nikolaj Coster-Waldau, gdyby nie fakt, że Księcia ogranicza kanon... Albo nawet daje potencjał, bo jak usłyszałam o takiej koncepcji postaci, aż byłam pod wrażeniem. :D
    Baw się dobrze z drugą postacią, a ja, udając że przygotowuję się ciężko do sesji, zapraszam do którejś z moich pań. Myślę, że Medea się tutaj niespecjalnie nadaje, więc jeśli jesteś chętna, pozostawiam wybór między Felice a Miyuki. :D
    Udanych wątków!]

    Felice & Miyuki

    OdpowiedzUsuń
  3. [Wszyscy szlachetnie urodzeni są mile widziani w moim zamku :D Byle nie chciał skraść mi korony. Lepiej niech pozostanie przy skradaniu kobiecych serc ;) Arcio raczej na kolejną żonę się nie nadaje, ale zapraszam na wątek jeśli znajdzie się jakiś pomysł! Oczywiście gratuluję drugiej postaci, która wygląda na bardzo dopracowaną. Także sukcesów i miłej zabawy :)]

    Król Artur

    OdpowiedzUsuń
  4. [Cześć były mężu! Jak już rozluźni się całkowicie, to porwę Cię do wątku, ale to pewnie już wiesz :D, tymczasem bawcie się tutaj dobrze i nie rozrabiajcie za bardzo! :D]

    Snow

    OdpowiedzUsuń
  5. [No to witam z pewnym opóźnieniem. Czaruś jest naprawdę bardzo uroczym księciem. Szalenie mi się podoba pomysł na komiksowego księcia i jego małżeństwa z najbardziej znanymi księżniczkami i super w końcu zobaczyć go na blogu (a nie tylko w poszukiwanych). Życzę powodzenia z drugą postacią, wątków i pojawienia się byłych żon. A jak znajdą się chęci to zapraszam. :)]

    Mordred

    OdpowiedzUsuń
  6. [O ominął mnie Prince Charming? Nie wierzę :)
    Bardzo świetna kreacja postaci! Wyciągnięty jak z komiksów! Bardzo podoba mi się wizerunek, ale to opis dostarcza ci pełni atrakcji - świetnie odegrana postać, a kolejne "krótkie zdanka" w ramce kreują pełny obraz.
    Jeśli nie umie trzymać łap przy sobie, to zapraszamy do PN'P. Konflikt? Charming szuka funduszy na swoje drogie zachcianki? Możemy coś pokminić :)]

    Cash Paul Knowles

    OdpowiedzUsuń
  7. [Witamy drugą postać! :D
    Książę wyszedł ci wręcz idealnie! Powiedziałabym nawet, że książkowo xD Wizerunek bardzo przypasował, więc tym bardziej wszystkie piękne i bogate panie z Fabletown (i nie tylko!) muszą trzymać się na baczności ;)
    Baw się z nami dobrze i zostań jak najdłużej :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  8. Nigdy nie drażnij wkurwionej wróżki o zielonym odcieniu skóry
    Leniwie otworzyła oczy i ze zdziwieniem spostrzegła, że wcale nie leży w swoim łóżku. Uniosła się na łokciu, zastanawiając się, gdzie do cholery jest. Opuściła ciepłe łóżko i spojrzała w dół. Nie miała ubranej swojej ulubionej piżamy, a jedynie białą, męską koszulę; w dodatku krzywo zapiętą. Uniosła ją nieco, chcąc się upewnić, czy chociaż majtki na ubrane i odetchnęła z ulgą.
    Podeszła do okna i odsłoniła ciężkie, czerwone zasłony. Ze zdziwienia lekko rozchyliła usta. Musiała kilkakrotnie zamrugać powiekami, aby upewnić się, czy na pewno dobrze widzi. Znajdowała się w jakimś domku na plaży. Dość blisko morza, albo oceanu, nie potrafiła tego dokładnie określić.
    Zamknęła oczy, wysilając szare komórki, aby przypomnieć sobie, gdzie przebywała ostatniej nocy. Jak przez mgłę pamiętała bal maskowy, na który dostała zaproszenie. Razem ze swoją bliską koleżanką, inną księżniczką, postanowiła się wybrać i świetnie się bawić. Miała się odstresować, miała napić się dobrego wina i zjeść owoce zamoczone w czekoladzie z fontanny, która miała być podstawiona. Pamiętała, że początkowo rzeczywiście świetnie się bawiła. Wypiła kilka kieliszków wina. Albo to był szampan… nie do końca, to pamiętała.
    Mocno zacisnęła oczy, chcąc przypomnieć sobie znacznie więcej. I wtedy przed oczami stanął jej obraz. Mężczyzna, który zaprosił ją do tańca. Mimo maski od razu go rozpoznała i niechętnie się zgodziła. Orkiestra zaczęła grać jakąś wolną piosenkę. Pamiętała to niechętne przytulenie się do byłego męża, pamiętała zdenerwowanie, kiedy jego ręce znajdowały się zdecydowanie zbyt nisko. Pamiętała powolne kołysanie, które w pewnym momencie zostało przerwane. Zielonoskóra kelnerka przyniosła im kieliszki z… chyba szampanem. Dlaczego wzięłam alkohol od zielonoskórej kelnerki?! Po wypiciu zawartości znów zaczęli tańczyć. Niby wszystko było takie samo, ale jednak… inne. Znajomy zapach sprawił, że poczuła się tak… błogo i bezpiecznie.
    Nagle świat zaczął wirować, a wspomnienie nagle się urwało. I chociaż bardzo chciała powrócić do niego, to nie potrafiła. Była tylko ciemność, choć była przekonana, że znała tę kelnerkę.
    Chwyciła szablę, która z niewiadomych powodów leżała koło łóżka. Zakręciła nią młynek i ostrożnie zaczęła iść przed siebie. Będąc na korytarzu zdała sobie sprawę, że znała tylko jedną osobę, którą podejrzewałaby o posiadanie takiej broni. A to nie wróżyło niczego dobrego. Chociaż może to i dobrze, że był tutaj razem z nią? Z dwojga złego, to wolała kogoś znajomego. Nawet kogoś takiego, jak były mąż. Z mocno bijącym sercem szła przed siebie.
    Wiedziona zapachem świeżych tostów doszła w końcu do kuchni.
    — Ty! — Warknęła, widząc swojego byłego męża, który w najlepsze robił jajecznicę. Podeszła do niego, wymierzając w niego końcem szabli. — Co my tutaj robimy? — zapytała, przekręcając głowę delikatnie w bok. Zmierzyła go spojrzeniem i z rosnącym przerażeniem zdawała sobie sprawę, że wcale nie ma ochoty wydrapać mu oczu. Czuła… To samo co na początku ich małżeństwa. Prince wydawał jej się niezwykle przystojny i pociągający. Nie mogła oderwać wzroku od jego przystojnej twarzy, a on widoku nagiej klatki piersiowej, kręciło jej się w głowie.
    — Coś ty mi zrobił?! — Wrzasnęła, unosząc nieco szablę. Dopiero wtedy dostrzegła złoty pierścionek na palcu serdecznym. — Nie… Chyba nie… Coś ty mi zrobił?! — Znów wrzasnęła, a broń wypadła jej z dłoni. Musiała wyglądać niczym wariatka. Wrzeszczała ze wściekłości, para szła jej niemal uszami, a jednocześnie znów miała ten rozmarzony wzrok, którym obdarowywała go na początku ich znajomości. Wtedy była w nim szaleńczo zakochana, a teraz przebłyski świadomości mieszały się z jakimiś uczuciami, które już dawno zagrzebała i zasypała popiołem na dnie własnego serca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — To tylko sen! Jak się obudzę, to to zniknie! — Krzyknęła, wyraźnie zdenerwowana i zamknęła oczy. Przebudziła się, kiedy coś uderzyło ją w czoło. Odruchowo podsunęła rękę, dzięki czemu niewielka czekoladka upadła na jej dłoń, a nie na podłogę. Westchnęła ciężko, widząc, że nic się nie zmieniło. Usiadła na stołku barowym i nieco się zakryła, bo nagle poczuła się dziwnie… naga i onieśmielona.
      — Ubrałbyś się chociaż — mruknęła, jakby wcale nie miała na sobie jego koszuli. Otworzyła czekoladę i aby poprawić sobie humor, szybko ją zjadła.

      Znów kochająca, choć chyba nienawidząca Śnieżka

      Usuń
  9. — Bo zawsze zabierałeś mnie do tego domku, kiedy zrobiłeś coś złego, Prince. Czyżbyś już nie pamiętał?! — warknęła w jego kierunku. Na moment wsunęła palce we włosy i wzięła kilka głębokich oddechów. — Zresztą, wszystko co złe w moim życiu, to… — zacięła się, choć chciała wszystko wyrzucić z siebie na jednym wydechu, poddając się swojej wściekłości. Ale nie mogła wypowiedzieć tych trzech słów takim samym tonem. Miała wrażenie, jakby ktoś ścisnął jej gardło i rozluźnił dopiero, kiedy w miarę się uspokoiła. — To twoja wina… — powiedziała w końcu, ale już nie ze złością, lecz z pewną dziwną czułością. Miała ochotę rozpłakać się ze złości. Choć chyba jeszcze większą ochotę miała go po prostu pocałować. Znów wydawał jej się tak kuszący i pociągający. Znów miała ten głupawy uśmiech zakochanej małolaty na ustach i chociaż chciała go zetrzeć z twarzy, to nie potrafiła.
    — No właśnie. Dlatego mam twoją koszulę? — zapytała, wciąż czując się dziwnie onieśmielona tą nagością. — Ale wiesz co? Mniejsza z tym. Idę się przebrać — powiedziała, resztką zdrowego rozsądku powstrzymując się przed zrzuceniem tej koszuli przed nim.
    Opuściła kuchnię i poszła do garderoby. Chwilę tam pobyła, szukając odpowiedniego stroju. W końcu zdecydowała się na długą, bo aż do ziemi, jasnobrązową spódnicę i białą koszulkę na cieniutkich ramiączkach.
    Wiedziała, że schudła. Jednak dopiero teraz, kiedy sukienka nieco zsunęła jej się z bioder, uświadomiła sobie, że jej dieta zadziałała większe cuda, niżby tego chciała. Weszła do kuchni i nie zauważywszy materiału, który zaplątał jej się między nogami, nadepnęła na niego i poleciała przed siebie. Zdążyła jedynie cicho pisnąć, będąc przygotowana na upadek. Jednak ten nie nadszedł.
    Ostrożnie otworzyła oczy i ze zdziwieniem odkryła, że znajduje się w ramionach byłego męża.
    — Puść mnie… — pisnęła niepewnie, wyciągając dłoń w kierunku jego twarzy. Czule przesunęła palcami po jego policzku. Niegdyś uwielbiała, to robić. Miała wtedy pewność, że on był prawdziwy, a nie jedynie wytworem jej wyobraźni. Wtedy nie mogła nadziwić się swojemu szczęściu. I naprawdę nie spodziewała się, że kilka lat później dojdzie do takiej tragedii.
    — Puść mnie, bo chcę zjeść twoje tosty — powiedziała nieco bardziej pewnie, lecz sama nie odsunęła się nawet o milimetr. Ba! Nawet nie przestała jeździć palcami po jego policzku.
    Ze zdziwieniem odkryła, że już nie jest wściekła. Teraz targały nią uczucia, które kilkadziesiąt lat temu zagrzebała na dnie swojego serca i które miały już nigdy nie powrócić. A już na pewno nie w stosunku do Pricne`a!

    Snow, która nie ogarnia

    OdpowiedzUsuń
  10. — Bo tak się zawsze dzieje. Nie pamiętasz już? — zapytała, również mierząc go wzrokiem. I chociaż bardzo chciała, aby jej spojrzenie zabijało, to nie mogła się do tego zmusić. To co się z nią działo przerażało ją. Nie potrafiła na niego krzyknąć, pogrozić mu, czy kazać spierdalać. Niby wiedziała, że już go nie kocha. Jednak jej uczucia krzyczały co innego. Zupełnie, jakby pojawiło się pewno spięcie, którego nie potrafiła w żaden sposób przeskoczyć.
    — Ja ciebie? Wolałabym sobie głowę odstrzelić niż… — znów się zacięła, nie mogąc wyrzucić tych słów z siebie. Przez chwilę wyglądała, jakby lada chwila miała się zaraz udusić, bo coś utknęło jej w gardle. — Zawsze wszystko sprowadza się do ciebie — powiedziała w końcu, ciesząc się, że jakoś udało jej się obejść i przekazać, co dokładnie miała na myśli. Choć może i nie dokładnie? Ale przynajmniej nie wyznała mu miłości na co miała ogromną ochotę.
    Nie spodziewała się, że może się zaplątać we własnej sukni i się potknąć. Doskonale pamiętała te wszystkie szkolenia chodzenia, aby uniknąć brzydkiej wpadki. A jednak teraz, w najmniej oczekiwanym momencie, okazało się, że trening nie przyniósł niczego dobrego.
    — Ale ty mnie trzymasz… — odpowiedziała na jego mały zarzut odnośnie tego, że sama też się może odsunąć. Może gdyby chciała, to by to zrobiła. Ale prawda była taka, nawet jeśli nie umiała się z nią pogodzić, że chciała pozostać w jego ramionach. Chciała, aby ją trzymał, aby ją przytulał i wpatrywał się w ten sposób.
    Kąciki jej ust mimowolnie wygięły się w uśmiechu. Tym specyficznym, pełnym miłości i szczęścia. Tym, którym nie obdarowała nikogo innego, ponieważ nikogo tak nie kochała.
    Gdzieś z tyłu głowy cichutki i cieniutki głosik darł się wniebogłosy, że ma jej nie całować. Ale ten głośniejszy i mocniejszy głos kazał jej przygotować się na tę chwilę. Zamknęła oczy, a kiedy ich usta się złączyły, przeszedł ją przyjemny dreszcz. Niemal od razu oddała pocałunek. Dłonią przesunęła po jego nagim ramieniu, aż dotarła do włosów, w które wplotła palce.
    Prawie nieświadomie przekręciła ich tak, że plecami dotykała ściany, a on mógł ją do niej dociskać.
    — Dlaczego to robisz? — wymruczała cicho, pomiędzy kolejnymi pocałunkami.

    Zakochana była żonka

    OdpowiedzUsuń
  11. Fabletown było dla niej wyjątkowym miejscem. Choć zdarzały jej się częste wyjazdy, zawsze wracała tu z uśmiechem na ustach. To właśnie to miasto uczyniło z niej zupełnie inną osobę; zupełnie jakby z poczwarki powstał piękny motyl. I choć wiele uznałoby, że ta przemiana wcale nie była na plus, że Cindy zmieniła się na gorsze, to ona była całkowicie zadowolona ze swojego aktualnego życia i z pracy, która pochłaniała większość jej czasu, jeśli nie cały. Poczucie niezależności i samowystarczalności, które osiągnęła własną pracą, nie musząc liczyć na niczyją łaskę; dawało jej prawdziwą satysfakcję. Niezależnie od okoliczności, nie chciałaby wrócić do swojego starego życia. Choć życie z Księciem było wspaniałe i naprawdę cukierkowe, to tylko do pewnego czasu. Choć była przerażona, zagubiona i naprawdę samotna, gdy musiała uciekać przed Adwersarzem, to w pewien sposób była cholernie wdzięczna, że właśnie tak to się potoczyło. Bo jak by skończyła, gdyby nie trafiła do Fable? Jako zdradzana żona? Jako nieszczęśliwa rozwódka? Może zgubiłaby pantofelek (bądź majtki) na innym balu i wyszłaby za innego Księcia? Jakby wyglądało jej życie, gdyby nie była tu gdzie jest teraz? Wiele razy tak gdybała i zastanawiała się nad tym. Cieszyła się jednak z tego, że jej życie ułożyło się tak, a nie inaczej.
    W Fabletown ostatnio działo się dużo, policja miała spore problemy z rozpracowaniem gangu. Co prawda mieli kilka tropów, ale ilekroć próbowali ich złapać, ci zawsze się wymykali; dlatego Cindy postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Dostała cynk, że dzisiejszego wieczoru w jednej z podejrzanych uliczek znajdzie tych, których szuka. I rzeczywiście, znalazła. Tylko zamiast czterech członków, dostrzegła jedynie dwóch. I Księcia. Co on do cholery tutaj robił? Zacisnęła wargi w wąską linię, będąc niemal pewna, że spieprzy jej całą akcje. Wzięła głębszy wdech i oparła się ciasno ciałem do ściany budynku i obserwowała jak Prince próbuje coś powiedzieć, a zaraz potem oberwał w głowę, o dziwo się nie przewracając. Dopiero za drugim uderzeniem nieco się zatoczył, a jeden z mężczyzn kopnął go kilkukrotnie w brzuch. Nie żeby sobie nie zasłużył, choć Cindy uważała że krzywdę miały prawo mu robić jedynie byłe żony. O tak, one robiłby to z ogromną przyjemnością… Mimowolnie na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech zadowolenia. Słysząc jednak jęki bólu Księcia, stwierdziła że wystarczy. Wycelowała broń prosto w czoło mężczyzny, który już po chwili padł martwy tuż obok ledwie przytomnego Księciunia. Teraz będzie musiała się pozbyć ciała, a miała dostarczyć ich żywych na posterunek… Westchnęła nieco niezadowolona. Gdy drugi mężczyzna zaskoczony się obrócił, ta podbiegła do niego i powaliła go swoim ciałem na ziemie. Natychmiast wytrąciła mu broń z ręki, tak że ta odleciała kilka metrów dalej i wymierzyła mu mocne uderzenie pięścią w twarz. Najpierw jedno, później trzy kolejne, aż zobaczyła krew na swoich kostkach. Odetchnęła i wykręciła jedną z jego dłoni, zaraz się podniosła i złapała obie jego ręce, boleśnie wbijając w nie paznokcie i związała cienkim sznurkiem. Widząc że był pół przytomny, wyciągnęła chustkę chloroformem do jego ust i nie minęły trzy sekundy a opadł nieprzytomny na ziemie. Teraz jej spojrzenie powędrowało na byłego męża. Klęknęła przy nim i poklepała go delikatnie po policzku, by odzyskał przytomność, choć odrobinę swojej świadomości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Prince… — warknęła cicho, podnosząc go i łapiąc pod ramię. Dwie uliczki stąd miała zaparkowane auto. Niestety, nie miała innego wyjścia jak zawieść go do szpitala. Na litość Boską, co on robił w jej życiu? Naprawdę nie miała pojęcia i żywiła nadzieje, że ten etap ma już za sobą. Westchnęła ciężko. — Rusz się, do cholery. Nie przeteleportuje Cię do auta, a tym bardziej do szpitala, choć bym chciała. — fuknęła na niego, choć tak naprawdę z jakiegoś dziwnego powodu martwiła się o niego. Nie chciała by coś mu się stało. Póki co zostawiła tu dwójkę mężczyzn, jednak kiedy już udało jej się wsadzić Księcia do auta, wróciła do nich. Rozejrzała się za miejscem, gdzie na kilka godzin mogłaby ukryć zwłoki i jak z nieba spadł jej niedaleko opuszczony magazyn. Czasami jednak miała to cholerne szczęście. Z uśmiechem złapała martwego mężczyznę za nogi i wciągnęła do środka; jej tęczówki zbadały otoczenie i zaraz dostrzegła wielką skrzynię w której schowała zwłoki. Szybkim krokiem stamtąd wyszła i złapała za nogi drugiego typa, który wciąż był nieprzytomny i miał taki być przez kilka najbliższych godzin. Wrzuciła brutalnie jego ciało do bagażnika i mocno go zatrzasnęła. Wsiadła do samochodu, jednocześnie zerkając na tylne siedzenia i jęczącego z bólu Księcia.
      — Bądź cicho. Zaraz dojedziemy. — mruknęła i z piskiem opon ruszyła z miejsca. Nie minęło dziesięć minut, a ta już parkowała przy Szpitalu im. V. Frankensteina.

      tylko trochę zatroskana i bardzo zaskoczona tym spotkaniem Cindy

      Usuń
  12. Sprawdź to! 

    Snow nie wiedziała, co się właściwie działo. Nie rozumiała, dlaczego nie miała ochoty go zabić, albo chociaż uszkodzić. Pragnęła go. Tak, jak wtedy, kiedy byli jeszcze małżeństwem. Pragnęła, aby ją całował, dotykał. Aby patrzył na nią w ten specyficzny sposób, od którego miękły jej kolana. W tej chwili nie chciała być tą twardą Snow White, która stała na czele Baśniogrodu. Pragnęła być Śnieżką. Jego Śnieżką. Tą niewinną, młodą kobietą, którą uratował i która potrzebowała go, aby przeżyć. Pokazał jej, że życie może być piękne i pozbawione strachu o następny dzień.
    A potem wszystko popsuł. W ciągu chwili cały jej świat runął niczym domek z kart.
    Ale to nie było teraz ważne. To co złego przestało mieć znaczenie. Zupełnie jakby jego zdrada była tylko nic niewartym wspomnieniem. W jej głowie ucichła walka pomiędzy tym, co powinna, a tym co chce i całkowicie poddała się urokowi Prince`a.
    — Spodziewałam się odpowiedzi bardziej… w twoim stylu — mruknęła cicho, nieco rozczarowana, że odpowiedział jej właśnie w ten sposób. Ale szybko wyrzuciła to ze swojej głowy. Wygodniej oparła się o ścianę, dając mu kolejny sygnał, że nie ma ochoty przerywać tych pieszczot.
    Przesunęła dłońmi po jego nagich ramionach. Mocno zacisnęła na nich palce, po czym podskoczyła i oplotła nogami jego biodra. Wiedziała, że ją złapie. Zawsze ją łapał.
    — Chodźmy do sypialni… — wymruczała, pochylając się nad jego szyją, na której złożyła długi i mokry pocałunek. — Chyba że wolisz najpierw śniadanie… — dodała i nagle jakby oprzytomniała. Ale tylko na chwilkę. Odsunęła się nieco, aby móc spojrzeć mu w oczy. Spojrzenie, które mu posłała, trwało stanowczo zbyt długo. — Chyba tosty ci się przypalają… — mruknęła, nieco mocniej zaciskając uda i znów go całując. I to byłoby na tyle z jej oprzytomnienia.

    Twoja Śnieżka  

    OdpowiedzUsuń
  13. [Dziękuję pięknie za powitanie! Sean też ma ładną buźkę (tak, kiedyś był moim crushem) i faktycznie, bardzo pasuje do komiksowego Księcia.
    Faktycznie, są do siebie bardzo podobni, więc nie byłabym sobą, gdybym jakoś tego nie wykorzystała. W ogóle mam taką trochę szaloną wizję, gdzie oni się kumplują i razem łamią serca nowojorczykom — to jedno drugiemu zasugeruje, kto jest warty uwagi (czyt. bogaty) i akurat szuka partnera, to wyciągną informacje. Taka trochę ukryta przyjaźń i współpraca, o. Co ty na to? :)]

    Mojmira

    OdpowiedzUsuń
  14. Snow kochała swojego Księcia. Był dla niej całym światem. Jej życie nie było usłane różami, jak niektórym mogłoby się wydawać. Wiodła szczęśliwe życie, mieszkając w chatce z matką i ukochaną siostrą. Wtedy miała cudowną sielankę. Jednak, niestety, pojawienie się przystojnego księcia zamienionego w niedźwiedzia, wszystko skomplikowało. Musiała uciekać. Trafiła do swojej ciotki, która wcale nie była do niej pozytywnie nastawiona. Macocha, bo tak musiała ją nazywać, była okropną kobietą, która próbowała ją zabić. Kolejna ucieczka również nie skończyła się zbyt dobrze. Trafiła do siedmiu krasnoludków i tylko głupiec wierzyłby, że wtedy jej życie było dobre. Podtrzymywała oficjalną wersję, aby prawda nie ujrzała światła dziennego. Wydarzenia z chatki stanowiły dla niej ten element przeszłości, o którym pragnęła zapomnieć. Ale nie mogła. Po prostu nie mogła. Kiedy miała słabsze dni, to nawiedzało ją to w koszmarach. Śniło się po nocach i nie dawało żyć za dnia. Na szczęście, takie stany miała coraz rzadziej.
    Kiedy Książę pojawił się w jej życiu, sądziła, że teraz jest już oficjalny koniec wszystkiego. Koniec problemów, koniec trosk, koniec nieszczęścia. Kochała go i była z nim naprawdę szczęśliwa. Starała się być dobrą żoną. Popełniła kilka błędów, a za swój najgorszy wcale nie uważała kłamstwa na temat śmierci tych cholernych krasnali. Za największy błąd uważała to, iż zbyt bardzo mu zaufała. Ufała mu bezgranicznie, więc nic dziwnego, że początkowo nawet nie zorientowała się, że coś jest nie tak. Prince i Rose Red wbili jej nóż prosto w serce i długo nie mogła się po tym pozbierać. Ale wtedy była zbyt spokojna i miła, aby chociaż planować zemstę. Zresztą, nawet teraz nie miała tego w planach. Wierzyła, że kara wcześniej, czy później i tak ich spotka. Los bywał przewrotny – raz na wozie, raz pod wozem!
    Teraz nie rozumiała co się działo. Wszystkie negatywne emocje i uczucia związane z byłym mężem odeszły w niepamięć. Znów pojawiło się bezgraniczne zaufanie, znów pojawiła się bezgraniczna miłość.
    Nie bała się tego, że przez niewyłączone tosty mogą spłonąć, bo wiedziała, że będzie przy niej. Nie bała się, kiedy leciała w kierunku podłogi, bo wiedziała, że ją złapie. Nie bała się, kiedy niósł ją do sypialni, bo wiedziała, że jej nie upuści. Po prostu… wiedziała.
    Jęknęła cicho, czując pod plecami miękki materac. Otworzyła oczy i spojrzała uważnie na swojego (chyba) byłego męża. Spowolniła go trochę, nie chcąc się nigdzie śpieszyć. Uniosła jego podbródek.
    — Też za tobą tęskniłam, kochanie — powiedziała cicho, po czym odwdzięczyła mu się długim i namiętnym pocałunkiem. Jednocześnie dłońmi zjechała niżej i pośpiesznie pozbyła się niepotrzebnej warstwy ubrań z jego ciała. — Nawet nie jesteś w stanie sobie wyobrazić, jak bardzo tęskniłam… — wymruczała, wbijając mu palce w plecy i przenosząc się z pocałunkami na szyję.

    Ukochana Snołka

    OdpowiedzUsuń
  15. Snow nie spodziewała się, że jej książkę z bajki okaże się takim… prostakiem. Nie spodziewała się tego, że ją zdradzi. Początkowo sądziła, że sama się do tego przyczyniła. Uważała, że nie była dobrą żoną, że mogła się bardziej postarać i powiedzieć mu stu procentową prawdę. A przecież Uroczy nie wiedział o krasnalach i o tym, co ją spotkało. Wtedy uważała, że musi zachować to w tajemnicy. I właściwie, to wciąż tak uważała. Niewiele osób znało prawdę. Tylko ona, martwe krasnale i nijaki Artur, któremu wypaplała to w przypływie szczerości. Podejrzewała, że Uroczy i Wolf domyślają się, co takiego się wydarzyło, ale nie mówią tego na głos. A jej również nie ciągnęło do tego, aby znów paplać.
    Dopiero po czasie zrozumiała, że to nie była jej wina. Uroczy zdradziłby ją i tak i tak, bez względu na jej szczerość, czy nieszczerość. Po prostu już taki był. Nie potrafił trzymać przyjaciela na uwięzi. Naprawdę ją to bolało, ale co mogła zrobić? Przecież nie mogła zmusić go do zmiany. A wybaczyć również mu nie mogła. Skoro zdradził raz, to zrobi to po raz kolejny – to zdanie okazało się być niezwykle trafne. W końcu Książę zdradził również swoje dwie kolejne żony, a teraz jego życie miłosne przypominało… burdel na kółkach.
    Ale teraz… teraz wszystko było inaczej. Wszystko co złe i negatywne odeszło w niepamięć. Była w bardzo dziwnym stanie. Wiedziała, że nie kocha Księcia. Wiedziała, że to uczucie jest sztucznie wywołane przez jakieś czary. Ale niewiele ją to obchodziło, ponieważ… kochała go. To co działo się w jej sercu nie słuchało się tego, co było w jej głowie.
    Snow nie lubiła pośpiechu. Szczególnie w łóżku. Uwielbiała spędzać długie minuty na wzajemnych pieszczotach i poznawaniu własnych ciał. Teraz było tak samo. Jednocześnie pamiętała, że jej były-obecny mąż nie należy do zbyt cierpliwych osób. Dlatego postanowiła nieco przyśpieszyć.
    Podniosła się do pozycji siedzącej i pozbyła się koszuli, która opadła z jej ramion. Odrzuciła ją na bok, aby nie sprawiała problemu. Następnie przeniosła się i usiadła okrakiem na jego udach.
    — Kocham cię — powiedziała wbrew samej sobie, bo wcale nie chciała mu tego mówić. — Nigdy, tak naprawdę, nie przestałam cię kochać. I nigdy nie przestanę, choć moja nienawiść do ciebie była znacznie silniejsza — wyznała, obejmując go za kark i patrząc prosto w oczy. — Nienawidzę cię za to co mi zrobiłeś. Nienawidzę cię za to, że obiecywałeś, że nigdy mnie nie zranisz, a mnie zdradziłeś. I nienawidzę cię za to, że choćbym nie wiem, jak bardzo się starała i co robiła, to nigdy nie przestanę cię kochać. Na zawsze pozostaniesz w moim sercu, choćbym wieszała na tobie najgorsze psy. Nie potrafię przestać cię kochać. I nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo za tobą tęskniłam… — Swoje słowa zwieńczyła długim i namiętnym pocałunkiem.

    Rozgadany Snołek

    OdpowiedzUsuń