Fabletown News

Uwaga na upały!

Środek lata uraczył Nowy Jork typową dla tej pory roku temperaturą, która nie spada poniżej 28 stopni w dzień i poniżej 20 stopni w nocy. To idealna wiadomość dla ciepłolubnej części Baśniowców. Burmistrz, Król Cole zatroszczył się jednak o tych, którzy nie są zwolennikami tropikalnej pogody. Zwłaszcza o pracowników z najwyższych pięter Woodlands, poprzez zwiększoną ilość schłodzonej wody do picia oraz podział obowiązków w taki sposób, by nikt zbyt długo nie przebywał w nagrzanym pomieszczeniu. Prognozy niestety nie są pomyślne i nie wiadomo, kiedy wreszcie się ochłodzi.
W związku z falą upałów, wszystkie lokale w dzielnicy świecą pustkami. Nawet klub Puddin'n'Pie odnotowuje coraz mniejsze przychody. Władze Fabletown podtrzymują, iż nie ma jeszcze podstaw, aby straszyć nadciągającym kryzysem finansowym właścicieli lokalnych przedsięwzięć i liczą, że sytuacja wkrótce ulegnie znacznej poprawie.



Bufkin donosi, że...

...najwyraźniej nie wszystkich odstraszyła panująca w mieście fala upałów. Podczas gdy pozostali Baśniowcy starają się nie opuszczać swoich mieszkań i przez pogodę brakuje im chęci do wykonywania codziennych obowiązków, Rose Red korzysta z okazji i świetnie się bawi! Podobno ostatnio widziano ją na miejskim kąpielisku w dzielnicy Doczesnych, gdzie wraz z nimi popijała drinki z palemką. Spokojnie, Farma nie pozostała bez opieki w te trudne dni! Biała Dama i kierowana przez nią fundacja, rzetelnie zajęła się mieszkańcami Farmy. Niczego im nie brakuje, a zwłaszcza chłodnej wody i miejsca, w którym mogą schronić się przed żarem z nieba!
Ostatnio w dzielnicy krążą informacje, o rzekomych przerwach w dostawie prądu w godzinach najwyższych temperatur. Podsłuchałem Lucyfera, który w samotności narzekał, że zmuszony będzie pić ciepłą wódkę, jeśli ów plan wejdzie w życie. Z kolei John jako dżinn spełniający życzenia cieszył się z możliwości szybkiego zarobku na ludziach proszących o schłodzenie procentowych napoi!

sobota, 6 stycznia 2018

The once and future king



KARTA W TRAKCIE REMONTU
ARTUR PENDRAGON
KRÓL ARTUR ● SYN IGERNY I UTHERA PENDRAGONA ● PRZYRODNI BRAT MORGANY, ELAINE I ANNY ● OJCIEC MORDREDA ● PRZYJACIEL MERLINA MĄŻ GINEWRY ● WŁAŚCICIEL EXCALIBURU ● WŁADCA ZAMKU W CAMELOCIE ● PRZYWÓDCA RYCERZY OKRĄGŁEGO STOŁU OBUDZONY W SZPITALU PO DŁUGIEJ DRZEMCE  OBECNIE POSTERUNKOWY W BIURZE SZERYFA ● ZACHOWANE RYCERSKIE CNOTY  PONOWNIE NADEJDZIE CZAS JEGO PANOWANIA...

My father told me great tales of you. … Fairy tales. The kind you hear about people so brave, so selfless, that they can't be real. Arthur and his knights. A leader both Briton and Roman.

Życie króla nie jest usłane różami. Większość nie jest w stanie zrozumieć, że nawet najwięksi władcy byli zaledwie ludźmi. Mieli swoje wzloty i upadki, słabości i mocne strony. Idealizowano ich na potrzeby stworzenia wizerunku osoby, której można powierzyć życie. Bo właśnie tego oczekiwali - szacunku i lojalności. Artur nie mógł tego oczekiwać nawet od najbliższych. Każdy z nich knuł za jego plecami, wyjawiał jego tajemnice, wykorzystywał jego słabości, a nawet życzył mu śmierci. Miał jednak w sobie coś, co sprawiało, że lud był w stanie do największych poświęceń w jego imieniu. Nie szukał uznania w niczyich oczach. Liczyło się dla niego jedynie dobro ogółu. Stawał do walki w imieniu tych, którzy nie byli w stanie się sami obronić i nigdy się nie poddawał. Obawiał się jedynie, że czyny z przeszłości kiedyś go dopadną i nie mylił się. Nie ważne jak dobrym królem próbował być, nie ważne ile istnień uratował, nie był w stanie zapomnieć o dawnych błędach. Jego rodzina również i dla nich na zawsze pozostał tym złym charakterem.
Zapamiętany jako wspaniały władca, nacechowany odwagą i sprawiedliwością, który zawsze dotrzymywał swych obietnic i we wszystkich widział dobro. Nawet w tych, którzy nie potrafili dostrzec niego w nim.

Ready my knights for battle. They will ride with their king once more. I have lived through others for far too long. Lancelot carried my honor, and Guenevere, my guilt. Mordred bears my sins. My knights have fought my causes. Now, my brother, I shall be... king.


BLISCYHISTORIA ● INNE

"A szóstego dnia banan stworzył Artura" Witajcie ponownie! Bananowy król wreszcie stał się prawdziwym królem! Artur nie jest taki zły, jak opisuje go reszta mojej okropnej cudnej rodzinki. Szczególne pozdrowienia dla mściwej uroczej siostruni Morgany, wyrodnego ukochanego syna Mordreda i Boćka, który musi nas wyleczyć z Eskaliburozy. NIE MAM NIC DO UKRYCIA, zaskakujące prawda?
fc: Bradley James

57 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. [Arturze! Witaj i przyjmij moje kondolencje! Życzę CI dużo sił i wytrwałości. Ni daj się zabić... zbyt szybko. I nie lecz się z eskaliburozy, bo alternatywą chorobą jest tęczoza! <3
    A na poważnie to ja Cię pamiętam! Nawet mam gdzieś Twój komć pod kartą, bo mieliśmy coś kombinować wątkowo. Zatem chodź do Drake'a na wątek!]

    Smok

    OdpowiedzUsuń
  3. [Ja tak szybko napiszę: WITAJ Z POWROTEM!
    Od razu na wątek zaproszę, bo w sumie to dlaczego by nie? Masz aż czterech panów do wyboru (chociaż i tak czuję, że przyjdziesz do Lucka xD) Zróbmy coś szalonego w jakiś sposób :D Bo why not?]

    Lucek
    Will
    Ivan
    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  4. [No i mój kochany braciszek się pojawił, witam. I od razu ładnie dziękuję za podziękowania. <3 W sumie się nie spodziewałam, że jakkolwiek mogłam pomóc, bardziej tego, że namieszałam. Ale nieważne. xD
    Pochwalam za kartę, za gify w historii, za powiązania, za długość samej historii też. Wizerunek wielkie plus, jak wszyscy w ogóle.
    Dużo weny, długiego pobytu i obowiązkowo zapraszam do siebie. ;)]

    Morganka

    OdpowiedzUsuń
  5. [Dzień dobry. :D Ja się tak przybłąkałam spoza ścisłego grona wielbicieli, ale mam nadzieję, że też się dla mnie znajdzie miejsce. :D Otóż przychodzę zaprosić na wątek, gdyż to będzie aż przykre, żeby nie wykorzystać (prawie) takiej samej moralności zarówno Artura, jak i Felice. :D A poza tym brakuje mi wątków kryminalnych i jestem w stanie zaoferować ciekawą wycieczkę po tajemnicach i śledztwach. :D
    Witam ponownie i baw się z nami dobrze!]

    Felice Fletcher & co.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. [Witam oficjalnie króla-nie-króla, piękny Arturek, piękna karta (Charlotte płacze), siódmego dnia niech banan odpocznie, bo stworzenie takiego króla musiało wyczerpać jego moce :D Zostań z nami jak najdłużej, a nawet bądź królem, bedzie kogo zwalać z tronu :D Wiadro weny i jak masz ochotę to zapraszam do siebie :)
    Pst! Tam w historii w przedostatnim akapicie mój mężuś chyba miał dostać śmiertelny cios, a nie los :D]

    Charlotte & Jaga

    OdpowiedzUsuń
  8. [Ależ nie ma za co. Jak tu nie powitać długo wyczekiwanego braciszka? :D A notka będzie pisana, chociaż tutaj nie bardzo można jak zdradzać, bo wszyscy będą wiedzieli co i jak. W sumie pomysł jest w fazach testowych i niewiele sama wiem, jak to ma wyglądać, ale jak już będzie doprowadzony do jakiegoś minimum zarys, niezwłocznie Cię poinformuję. :D A wątek musi być, koniecznie! W sumie jest dowolność, bo możemy zacząć od czegoś w przeszłości (jak z Mordziem mamy) i dopiero dojść do Fabletown, albo od razu tutaj. Jak byłoby Ci lepiej? :D I masz moje słowo - nie zabiję. Nawet nie będę próbować. Czas chyba jakoś dojść do porozumienia. ;)]

    Kochana siostrzyczka Morganka

    OdpowiedzUsuń
  9. [A dziękuję, za pomoc przy dopracowaniu dziękuję kryminałom i thrillerom medycznym pani Gerritsen, polecam. :D
    No i ekstra <3 Swoją drogą podoba mi się kreacja Artura jako policjanta, nie spodziewałam się takiej. :D Chociaż skoro chce wrócić jako król, nie powinien raczej wplątać się w politykę Fabletown? ;>
    Ale mniejsza z tym. Wymyślmy coś ekstra. Artur podobno od niedawna jest w policji - więc może pierwsza wspólna sprawa? Oboje by patrzyli na siebie odrobinę nieufnie, no ale - sprawa to sprawa, trzeba ją wyjaśnić i trzeba współpracować.]

    Felice

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. [A wiesz, że to miałoby sens? Byłoby nawet możliwość retrospekcji i w ogóle. Przy okazji by się ładnie wykreowało, jak ich relacja będzie przebiegała tym razem. Bo Morgana na pewno będzie początkowo zła, a potem może mieć jeszcze jakiś urazy, ale ostatecznie uzna, że przecież to inny świat, więc brat jej nie będzie zagrażał, bo nie ma już o co walczyć. Mam w sumie jakiś zarys pomysłu, więc coś nam wykombinuję. Chyba, że jako wzorowy braciszek, zechcesz sam zacząć. xD A jak nie to bez obaw, nie zabiję. Tylko nam coś sklecę. :D]

    Morganka

    OdpowiedzUsuń
  12. [Cześć! Witaj na blogu po raz drugi! :D
    Cieszę się, że pojawia się coraz więcej tak ciekawych postaci. Karta dopracowana na 110%, więc ogromne gratulacje! :D Oby Artur sprawdził się w roli posterunkowego i dał radę tej zgrai Baśniowców xD
    Samych ciekawych wątków i jeszcze więcej powiązań życzę!]

    Administracja & Lucy

    OdpowiedzUsuń
  13. ["I widział banan, że jego dzieło jest dobre..." xD

    Oj tato... Tobie się cała historia poplątała! Wcale nikt Cię nie prześladował, po prostu sam podejmowałeś głupie decyzje jak słuchanie Merlina, ślub z Gwen, przyjęcie Lancelota... To Twoja wina tato, więc teraz nie narzekaj, że nikt Cię nie kocha. xD
    I popieram, bądź znowu królem tato, będzie kogo detronizować... ;>

    A tak bardziej na serio - śliczna KP, urocze powiązania (choć Mordziu się pewnie obrazi o ten "błąd" ;)) i historia. Aż miło było czytać! Nie pytam czy masz chęć na wątek, bo na pewno masz... No kto by nie chciał wątku z takim cudownym synkiem, prawda? ;)
    Dlatego zapytam tylko - to co kombinujemy tato?
    Bo na chwilę obecną (w Fabletown) Mordziu jest na etapie, w którym lepiej by taty nie spotkał. A jak spotka to lepiej by nie było w bliskim otoczeniu żadnych ostrych lub niebezpiecznych przedmiotów, bo to może się źle skończyć... A tak na serio. Mordziu po tym co się na koniec stało, ma "lekki" uraz i nienawidzi tatusia bardziej niż kiedykolwiek, więc jeśli chcielibyśmy jakoś próbować sklejać ich relacje i zmusić ich do tego by ze sobą porozmawiali, to chyba trzeba by było wymyślić coś, by jakoś Mordzia zmusić do towarzystwa tatusia i odrobiny rozsądku. xD
    W ogóle skoro Arcio "żałuje przeszłości" możemy im troszkę jeszcze skomplikować relację. Co Ty na to by w ciągu tych lat w towarzystwie Artura, Mordziu miał momentami swoje rozkminy czy dążyć do zemsty czy może wybaczyć. W wątki z mamusią mam takie coś, że na Morganę też był wściekły i nie chciał jej znać, ale dał jej szansę i wybaczył. Z ojcem mogło być podobnie... Może na przykład gdy Arcio zaczął w nim widzieć swojego następcę przywiązał się do niego nie tylko jako do siostrzeńca, ale na zasadzie, że "chciałbym mieć takiego syna jak Ty". Mordziu mógł wtedy próbować wybadać grunt i może nawet się zapytał Arcia czy to prawda, że miał kiedyś syna. Mógł powiedzmy czekać co Arcio powie, bo chciał mu się przyznać kim jest. Ale Arcio powiedziałby coś głupiego lub nieprzemyślanego i szlag trafił "dobry moment" xD Co w sumie Mordziu mógłby mu potem wytknąć. Jak myślisz? I teraz zabawa do trzech razy sztuka - dwa pierwsze Arcio skiepścił, to teraz sam mógłby ruszyć swój królewski zadek i się synem zainteresować. Co Ty na to? ;)]

    Once and future king (ten prawowity xD)

    OdpowiedzUsuń
  14. [Ach, dziękuję Ci bardzo bananku za te miłe słowa w powiązaniach. Czasu na witanie Cię ponownie i pochwały tracić nie będę, bo już Cię na czacie pięknie witałam ponownie... i przechodzę do rzeczy. Dawaj obudzę Cię w szpitalu po długiej drzemce, w którą najpewniej sama Cię wpędziłam. Po obudzeniu mogę lekko namieszać Ci w głowie, a potem - jak zwykle - pomóc stanąć na nogi i nakierować nieco na nowe życie, drugą szansę i takie tam. A Ty możesz wreszcie odkryć mój sekret i dowiedzieć się co naprawdę stało się z Merlinem kiedy zniknął. I gdzie Merlin przebywa. ;)
    Z Eskaliburozy co prawda Cię nie wylecze, bo nie dam Ci znowu ukochanej zabaweczki, ale jak będziesz grzeczny może dostaniesz inny prezent. Co Ty na to? ;)]

    - Administracja & Nimcia

    OdpowiedzUsuń
  15. [W tym szaleństwie jest jakiś sens! :D To trzymam kciuki za strategię Artura, oby był dobrym królem. <3
    Złodziej magicznych artefaktów brzmi obiecująco. :D Czuję, że Felice zrobi jeszcze dodatkowo pogadankę z własnym mężem, ale że się zrobił grzeczny (przynajmniej od niedawna), no to trop nam odpadnie... Tylko może lepiej - kradzieże glamour? Magicznych naszyjników, talizmanów, w których Baśniowcy często zamykali swoje moce i prawdziwą aparycję? Może się zrobić z tego niemałe zamieszanie i przy okazji ogromne niezadowolenie Baśniowców (więc też - większa presja), bo te artefakty wcale nie są tanie. :D]

    Felice

    OdpowiedzUsuń
  16. [No mam głowę *patrzy na biurko, gdzie leży jego głowa*, a co? Chciałbyś? :D
    W sumie...niby mam pomysł, ale nie wiem czy sensowny i mający rację bytu i egzystencji. Mianowicie:
    Może Artur zechciałby odzyskać swój mieczyk, który jest na przykład w dziale z magicznymi artefaktami, albo jest w posiadaniu jakiegoś doczesnego. Artur z pewnością ma dostęp do akt, więc mógłby zwrócić się do Willa o pomoc. Bo skoro złodziej to co to dla niego? Przy okazji może zechciałby go zamknąć, bo miałby solidne przypuszczenia, że na zlecenie Morgany coś ukradł ze skarbca?
    Jako że wtedy Willa nie złapano na gorącym uczynku, to mogłaby to być jakaś prowokacja, ze strony Artura? Will w sumie to mógłby podjąć się kradzieży Excalibura i próbowałby później jakoś to wszystko tak zrobić, żeby nie udowodniono mu przewinienia ;)
    Nie wiem, czy sensownie to wszystko napisałem, czy wręcz przeciwnie, w razie gdyby to krzycz co nie jest jasne! Jasne? :D]

    Will

    OdpowiedzUsuń
  17. [Tak bardzo wzorowym, że odebrał mi prawo do korony! Było się ze mną chociaż podzielić władzą, wtedy bym nawet tego nie próbowała zrobić! :D
    No i takie zdecydowanie mi się podoba. Chwalę! Zatem zaczynam, nie ma problemu, kochany braciszku. :D]

    Morganka

    OdpowiedzUsuń
  18. [Hahaha, nie. xD Nie ma tak łatwo tato, byłeś zbyt beznadziejnym ojcem. :D
    A to jak wolisz, bo ja równie dobrze mogę pisać i w przeszłości i w teraźniejszości. Albo możemy dać dwa w jednym - wątek w Fabletown, a tamtą historię z Camelotu dać w formie retrospekcji lub wspomnień, gdzieś w środku wątku/akcji. To zależy jak Ci bardziej pasuje.

    W ogóle Cię będę musiała porwać na jakieś gg/maila, bo piszę notkę, w której będzie sporo Arturka i będzie mi miło jeśli troszkę mi pomożesz. ;)]

    Jedyny słuszny Król (nie potrzebujący pozwolenia, bo mu się to prawne należy! xD)

    OdpowiedzUsuń
  19. [Mój król żyje! :D Cieszymy się z Percym bardzo, bardzo, bardzo i jak zwykle meldujemy się do usług. No i oczywiście nie wierzymy nic a nic w te wszystkie kłamstwa na temat Artura i w ogóle #TeamArtur!
    A tak na serio, zapraszam na wątek, bo obowiązkowo mieć musimy! ;)]

    Percy

    OdpowiedzUsuń
  20. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ostatnia bitwa o Camelot także i dla Morgany nie była ani łatwa, ani przyjemna. Camlann okazało się być końcem wszystkiego co znała. Przyglądała się temu upadkowi z jedynie pozornym spokojem. Widziała bowiem sceny niemal wprost wyjęte z jej proroczych snów; koszmarów, które nawiedzały ją każdej nocy przed jakimś wydarzeniem. Siejące grozę i pełne mroku. Sprawiające, że budziła się z przerażeniem, a niejednokrotnie także i z krzykiem. Jednakowoż, tym razem to działo się na jawie. Świat, w którym żyła zaczął być trawiony przez nicość. Nawet Avalon, który przez wieki istniał ukryty pośród magicznych mgieł, oddzielił się od świata śmiertelnych i zniknął, nie dając już możliwości wejścia doń komukolwiek… A wszystko w imię czego?
    Owszem, chciała władzy. Pragnęła jej tak samo jak zguby Artura i wszystkich bliskich mu osób. Tak bardzo zaangażowała się w swoją zemstę, że stała się ona jej życiowym celem. Być może nawet, co wcale nie było przesadnie powiedziane, obsesją. Ponadto, samą koronę traktowała jako pewnego rodzaju zadośćuczynienie za wszystko, co ją spotkało. Za kłamstwa, którymi była przez lata karmiona. Za brak akceptacji, wyobcowanie i lęk o własne życie. Bo komu mogła w pełni zaufać w królestwie, w którym takich jak ona zabijano? Wiedziała bowiem, że gdyby tylko ktokolwiek poznał prawdę, z miejsca uznano by ją za wroga numer jeden i skazano na śmierć. Bez względu na to kim była. Na pewno nie uratowałoby jej bycie wychowanicą… albo, czego się dowiedziała przypadkiem, córką ówcześnie panującego króla. A przecież winy Morgany nie było w tym żadnej. Nigdy nie chciała znać magii, nie wybrała tego… Po prostu taka się urodziła...
    Od dziecka uczono ją, że magia jest najgorszym złem; zarazą, która deprawuje każdego, nawet najszlachetniejszego człowieka, jeśli ten tylko pozna jej potęgę. Wierzyła w to, choć z drugiej strony nie potrafiła zrozumieć tej ogromnej nienawiści wobec ludzi, którzy zajmowali się czarami. Nie wszyscy byli źli, nie wszyscy krzywdzili innych... Mimo to, podświadomie się ich obawiała. Być może słusznie? Wszak poznawszy swoją moc, sama przeszła na stronę zła. Zwróciła się przeciwko swoim przyjaciołom, a jej gniew najbardziej na swojej skórze odczuł Artur, który niejednokrotnie stawał się celem do wyeliminowania. Szukała sposobów, by się go pozbyć, a przecież kiedyś żyli w zgodzie. Kiedyś jedno na drugie zawsze mogło liczyć. Kiedyś, przez krótki okres czasu byli sobie nawet bliscy.
    Osiągnąwszy wreszcie swój upragniony cel, nie czuła nic. Żadnej satysfakcji, ulgi czy radości. Może tylko na chwilę, ale zaraz miejsce poczucia zwycięstwa zastąpiła zwykła obojętność… nie tego się spodziewała. Dostrzegła jednocześnie, że wraz z upadkiem Artura, nic nie zostało. Fundament spajający królestwo pękł, a cały kraj popadł w niełaskę. Pozostałości po wielkim królestwie Camelot, prawie natychmiast padły ofiarą najeźdźców, którzy rozgrabili i zniszczyli je do końca. Mogła zatem zapomnieć o swoich planach...
    Czy było warto? Czy o to chodziło? Czy tego właśnie chciała? - te myśli powracały niczym bumerang. Konający Artur nie był już jej śmiertelnym wrogiem, nie czuła względem niego tak ogromnej nienawiści. Widziała w nim już jedynie brata… Dokładnie od chwili, gdy jako jedna z najwyższych kapłanek wsiadła na łódź, którą z pozostałymi kapłankami odwieźć miały umierającego króla do Avalonu, nim ten na dobre oddalił się od tego świata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziała to podczas powrotu z wyspy. Gdy po raz ostatni, łódka bezszelestnie sunęła po tafli jeziora w stronę brzegu, przyglądała się pogrążającym w ciemności, a następnie zanikającym konturom zamku, zamieszkiwanego przedtem przez kapłanki. Sama Morgana niegdyś w nim mieszkała. Tak samo jak jej syn, Mordred, gdzie spotkała go, gdy był jeszcze małym chłopcem. Obserwowała w zupełnej ciszy, jak mgły zaczęły otulać szczelnie wyspę… a następnie rozmywać się wraz z nią, niczym dym rozproszony na wietrze. We wspomnieniach wiedźmy, na zawsze pozostać miało to, jak przy bezwietrznej pogodzie, stojąc na brzegu jeziora, dostrzegała majaczący w oddali zarys wyspy jabłoni przebijający się przez chmurę gęstych, szarych mgieł. W pamięci miała także pierwszą wizytę na wyspie; kiedy to za sprawą,nieznanego jej wówczas zaklęcia mgły rozsunęły się, ukazując Avalon w pełnej okazałości. Nieporównywalna do niczego zieleń zdawała się być tak intensywna i żywa, jak wszystko wokół zresztą. Bywały dni, kiedy dało się odczuć pod stopami, jak życiem tętnił cały ląd. Kwitnące gęsto jabłonie, dębowe gaje i kamienny krąg umiejscowiony w samym centrum świętej wyspy. To w nim znajdowało się źródło największej mocy. W tamtej chwili, gdy wciąż siedziała w łodzi dryfującej po jeziorze, wystarczyło jej zamknąć powieki, a oczyma wyobraźni podziwiała widok z najwyższego szczytu, skąd czasem możliwym było spoglądanie na mgłę z góry. Mgłę, której kłębiące się obłoki zdawały się być niemymi falami morza, stykającego się z klifem. Teraz to miejsce było już niedostępne, nawet dla jego mieszkanek… Wszechobecna magia, którą chwilami można było wręcz fizycznie poczuć na swojej skórze, odeszła wraz z nim. Wyspa na jeziorze była już wyłącznie legendą. Chyba po raz pierwszy od dłuższego czasu, Morgana odczuła żal i smutek. Tęsknotę za starym światem, który już nigdy nie wróci. Może to jednak był błąd?
      (...)
      Fabletown także było spowite magią, lecz Morgana, pomimo już kilkumiesięcznego życia tutaj, nadal nie była w stanie za bardzo się odnaleźć. Nowoczesna technologia, wszechobecny ruch, hałas i brud. Współczesność zdecydowanie nie była epoką przyjazną wiedźmie. Zaczynała od nowa, choć momentami miała wrażenie, że popełniła błąd, że powinna zostać tam, gdzie jej miejsce. Lecz na zmianę decyzji było już za późno. Przecież i tak nie miała do czego wracać... Powoli próbowała żyć i dostosować się do nowej rzeczywistości i najpewniej by się to udało, gdyby nie nagła i niespodziewana wiadomość. Okazało się bowiem, że nie była tu sama. Nie licząc rzecz jasna Mordreda. Syna, który przybył tego samego dnia, ledwo żywy i, którego jakoś udało jej się uratować. Już tutaj, na miejscu, choć odniesione w bitwie rany mogły być śmiertelne. Dowiedziawszy się jednak, że w Fabletown przebywa także Artur, Morgana w pierwszej chwili była poirytowana. Czy naprawdę nie mogła uwolnić się od przeszłości? Dawno zażegnana nienawiść pojawiła się na nowo. Winiła brata za wiele rzeczy. Za to, że nosił się z zamiarem aby zabić ich syna i za to, że chcąc go przed nim ratować, musiała oddać dziecko na wychowanie; za odebranie władzy, a nawet za to, że przez wzgląd na niego, została odepchnięta od rodziny. Musiała jednak przekonać się, czy faktycznie to prawda. Popytała osób, które znała, szukała także informacji na własną rękę… i trafiła. Czekała jedynie na dogodny moment, by o sobie przypomnieć.

      Usuń
    2. Tym dogodnym momentem okazał się być pewien poranek. Dzień wolny od pracy na trzynastym piętrze. Opuściła swój apartament stosunkowo wcześnie. Przed wyjściem zarzuciła na siebie długi, rodem ze średniowiecza płaszcz, którego obszerny kaptur nałożyła na głowę. Okryła się szczelniej materiałem, przez który i tak chłodny, poranny wiatr wdzierał się potęgując uczucie zimna. Nie zniechęciło to jednak Morgany do spełnienia swojego zamiaru.
      Spacerując po ulicach dzielnicy Baśniowców, dostrzegła wreszcie sylwetkę człowieka, na którego czekała. Z daleka rozpoznała w nim swojego brata. Był tu, faktycznie. Podobno mu się nawet powodziło i, w co może było trudno uwierzyć, Morganę to cieszyło. Być może odczuwana wobec niego nienawiść tak naprawdę zmalała po bitwie pod Camlann, podczas drogi do Avalonu. Być może teraz mogła mu nawet wybaczyć? Bo sam Artur, zdawał się do końca szukać w niej dobra. Jak wówczas, gdy zamieszkała na stałe w Camelocie i przez następne lata.
      Kiedy dzieliła ich już niewielka odległość, znajome rysy twarzy i kolor włosów potwierdziły wszystko. Fizycznie niewiele się zmienił… być może używał jakiegoś zaklęcia, a być może miało w tym swój udział coś zupełnie innego. Nie pytała. Zresztą… sama Morgana niewiele się zmieniła, choć w jej wypadku to poniekąd było normą.
      – Znowu się spotykamy, drogi bracie. – odezwała się wreszcie, starając się, by jej ton nie brzmiał wrogo czy nazbyt chłodno, po czym zsunęła kaptur, odsłaniając tym samym swoją twarz. – Niegdyś wielki i potężny król… który nadal spieszy z pomocą biednym i bezbronnym. – dodała i przechyliła lekko głowę. Zawsze zastanawiała się, skąd wzięła się w nim ta szlachetność. Podejrzewała, że była próbą odkupienia win za mord na dzieciach Beltane. Ale to wydarzenia z przeszłości… czy warto było ją tak od razu rozgrzebywać? – Z początku nie wierzyłam, ale jednak… Najwidoczniej nasze drogi zawsze muszą się skrzyżować. I mamy całkiem sporo do nadrobienia.


      [Okej, początek nadesłany. Z góry przepraszam za jakość. Moja samokrytyka mówi, że to jest straszne. Ja słuchając się jej, edytowałam wszystko cały dzień. I w sumie chyba nic lepszego już z tym nie zrobię, więc podsyłam. I w razie czego - nie przejmuj się długością, odpowiedź niekoniecznie musi być koniecznie długości jamnika zapuszczającego żurawia. A w razie reklamacji czy czego tam, daj znać. :D]

      najwspanialsza siostrzyczka Morganka

      Usuń
  22. [Nie ma problemu, mogę być rycerzem okrągłego stolika do kawy mój królu! I przy okazji Indianą Jonesem od świętego graala i innych artefaktów. xD
    Dziękuję, choć wypadałoby zapytać, o której notce mowa. ;)
    A tak na serio to wpadam po wątek i zapytuję o pomysł.
    Jeszcze przyznaję się, że zatęskniło mi się za Yvainem, więc chętnie porwę Artura również do niego. Zatem nie wiem z kim wolisz wątek... A może oba? ;)]

    Percy (i Yvain w roboczych)

    OdpowiedzUsuń
  23. [To pewnie, ja jestem bardzo za! <3
    To proponuję jak w moim wątku z mamusią Morganą - zrobimy najważniejsze rzeczy z ich wspólnej przeszłości w Camelocie, a potem ciąg dalszy damy w Fabletown. Pasuje? :)
    Słusznie mam tylko nadzieję, że nie zaczniesz rozmawiać z brzozami tato. Chociaż... wtedy mógłbym Cię oskarżyć o niepoczytalność i zamknąć w psychiatryku xD

    Ok to od czego zaczynamy tato? Od jakiejś wspólnej misji we dwójkę? Od czegoś zwyczajnego? A może chcesz Mordzia uratować od złej Morgany (jak to mam w wątku z mamusią)? ;)

    Dziękuję bardzo, w nagrodę obiecuję, że będziesz miał szybką śmierć tato. ;)]

    Idealny synek

    OdpowiedzUsuń
  24. – Wiesz przecież, że można było tamtej bitwie zapobiec. Złożyliśmy Ci ofertę pokoju, którą odtrąciłeś. Poniekąd z mojej winy… ale wiesz dobrze, że nie mogłam inaczej. Gdybym Ci powiedziała, że Mordred przeżył, kazałbyś szukać go nawet w samym piekle, byle tylko go zabić. Jak inne dzieci Beltane. – powiedziała, znacznie bardziej akcentując ostatnie zdanie. Oczywiście nie byłaby sobą, gdyby czegoś mu nie wypomniała.
    Zasadniczo, to był przełomowy moment. To od tamtej chwili, w sercu Morgany zaczęła kiełkować nienawiść do brata. Wydał jej się wówczas podobny do ojca. Przecież tak samo łatwo przychodziło mu zabijanie niewinnych. Bo jedynym przewinieniem tych dzieci było przyjście na świat w noc z trzydziestego kwietnia na pierwszego maja.
    To ostatecznie zniszczyło ich relację. Wcześniej wydawała się być inna, pozytywna... Niemal od najmłodszych lat w Camelocie znała tylko Artura. Przyjaźń między nimi zawiązała się już na kilka lat przed tym, jak zmuszona była zamieszkać na zamku. Brak matki skutkował tym, że podczas wyjazdów Gorloisa, Morgana musiała się gdzieś podziać. Jedynym miejscem, w którym, według ojca młodej czarodziejki, miała być bezpieczna, był ów zamek. Nieraz wyobrażała sobie, jakby było, gdyby mogła zostać tam na zawsze. Szybko pożałowała tych myśli, bo tak też się stało. Znała niemal każdy kąt wielkiego zamku, miała własną komnatę i niczego nigdy jej nie brakowało, lecz mimo to, początkowo nie potrafiła do końca się tam zaaklimatyzować. Dobrze wpływał na Morganę czas spędzany z Arturem. Może właśnie dzięki niemu, udało jej się tam wreszcie odnaleźć? Bo z czasem przywykła do nowych zwyczajów; do nowego opiekuna, którego coraz rzadziej obwiniała o śmierć adopcyjnego ojca; do nowego domu.
    Dalszego rozwoju tej relacji nie nazywałaby miłością. Prawdę mówiąc nie wiedziała o ich pokrewieństwie, ale Morgana zaczęła traktować Artura jak młodszego brata. Wspólne lekcje i zabawy były początkiem, bo nawet poza tym przebywali często razem. A to co stało się później? Chwila zapomnienia. Pozostawieni sami sobie wobec spraw, których nie rozumieli. Spraw, na które nie mieli wpływu. Obydwoje nie potrafili sobie poradzić z koszmarem, który każde z osobna przeżywało. A przyczyn należało doszukiwać się w magii. Być może, gdyby któreś się w porę opamiętało i nie dopuściło do tego, co w przyszłości okazało się przypieczętowaniem końca wszystkiego. Ale widocznie niektóre zdarzenia były tak bardzo wplecione w losy świata, że nic nie mogło ich zmienić, bądź zatrzymać.
    Uśmiechnęła się widocznie rozbawiona, po czym na moment wbiła wzrok w ziemię, by zaraz ponownie spojrzeć na brata.
    – Praktycznie mi się to udało, ale widać Tobie nie było pisane zginąć. Albo wielka przepowiednia o twoim powrocie się wypełniła. – uniosła brew i dodała, z dająca usłyszeć się w jej głosie kąśliwością. – Ale też się cieszę, że Cię widzę, bracie.
    Wiedziała, że ma tę przewagę, bo Artur nie miał pojęcia czego się spodziewać. Z pewnością podejrzewał ją o kolejną grę, albo, że prędzej czy później ponownie zechce uderzyć. A może nawet dokończyć to, co jak słusznie zauważył - nie udało się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. – Pytanie tylko, czy tym razem zdołasz w porę rozpoznać, kto jest jego źródłem. – ponownie rzuciła z lekką złośliwością, choć nie pozbawioną nutki żartu. Jak kiedyś. Przecież ich rozmowy często sprowadzały się do złośliwych żartów i dogadywania sobie nawzajem. Być może tym razem miało stać się podobnie? W końcu nie było już o co walczyć. Nie było Camelotu, nie mieli się o co kłócić.
      – Znam się tylko na magii. Ale tym razem robię to legalnie, co pewnie Cię zadziwi. Spodziewam się, że nadal oczekujesz po mnie wszystkiego, co najgorsze. – tym razem ton jej głosu brzmiał już poważniej. – Wszyscy postaraliśmy się, by przepadło to, o co tak walczyliśmy. Ale nie cofniemy czasu i nie naprawimy tego. Możemy wyłącznie pogodzić się z przeszłością. – być może samą siebie zaskoczyła tymi słowami. Prędzej oczekiwała, że sięgnie po ukryty pod płaszczem sztylet i zechce użyć go przeciwko bratu; że dokończy to, co postawiła sobie za cel przed laty. Lecz odkąd stanęła przed nim ani razu nie przyszło jej to na myśl. Czy to by coś zmieniło? Czy miało to w ogóle choć odrobinę sensu? Nawet przez chwilę nie chciała wbić ostrza w serce Artura. I wcale nie dlatego, że wiedziała o nieśmiertelności mieszkańców Fabletown. Zresztą, na pewno i na to znalazłoby się zaklęcie. Ale czy miała ku temu powody? Być może należało odpuścić. Z drugiej strony... przecież od zawsze była tą gorszą. Tą, która najwidoczniej nie zasługiwała nawet na prawdę. Na krótką chwilę poczuła złość, bo bolesna przeszłość wróciła, a trzymany z boku sztylet zrobił się cięższy. Nawet jej ręka powędrowała w stronę jego rękojeści, aczkolwiek odpuściła. Chwyciła mocniej od wewnątrz obydwie strony płaszcza, by poranny wiatr nie wdzierał się z taką łatwością.
      – Dobrze Ci się tu powodzi? – spytała nagle i ponownie skierowała swój wzrok na Artura. Nie było już w jej spojrzeniu chłodu i nienawiści. Choć pewnie i tak niczego, poza pozorną obojętnością, nie udałoby się odczytać z zielonych oczu czarownicy.

      [Idealnie było i nie narzekać mi tu proszę! :D Mnie się podobało i efekt końcowy był bardzo fajny. Także zacny wąteczek, braciszku! :D]

      prawie dobra siostrzyczka Morganka

      Usuń
  25. [Arturze! Przede wszystkim Złoty Banan dla Ciebie za napisanie mi dokładnie setnego komcia pod kartą smoka. Bądź z siebie dumny! :D
    A teraz przechodząc do spraw poważnych i wątkowych!
    Pomysł bardzo zacny, chętnie trochę niecnie wykorzystamy Arturka w Fabletown. Pytanie tylko w czym mógłby nam się przydać? I jak bardzo chcesz wątek trololo... ;)]

    Smokeł Drake

    OdpowiedzUsuń
  26. [Jestem świeżo po maratonie z Merlina, więc nie mogłam się nie uśmiechnąć, widząc Bradleya na wizerunku u Artka.
    Bardzo podoba mi się pomysł z pododawaniem gifów po bokach historii, to znacznie uatrakcyjnia lekturę, chociaż ten na samym początku i tak wymiata :D
    Bardzo się cieszę, że Artkowi udało się wybudzić ze śpiączki i jakoś daje sobie radę w społeczeństwie :D. Widziałabym kilka punktów zaczepienia między nimi - od doglądania jego stanu przez Śnieżkę (w końcu za coś jej płaca), poprzez mały opieprz za źle wypełnione raporty (które trafiają i tak do niej, aby mogła sprawdzić, czy kogoś nie poniosło podczas przesłuchiwać/aresztowań), aż do wspólnego rozwiązania jakieś sprawy. Także, jak coś, to serdecznie zapraszam do siebie! :D]

    Snow White

    OdpowiedzUsuń
  27. [Luzik, luzik. W sumie, to całkiem ciekawie by było, jakby wylądowali razem w parze. No nic, pozostaje czekać :D. Co do notki, to na pewno ją przeczytam, tak jak i pozostałe, które się pojawiły, jak tylko zdam ostatni egzamin, co będzie zasłużona nagroda :D
    Tak naprawdę, to mnie tutaj nie powinno w ogóle być, ale wpadł mi do głowy nieco szalony pomysł, więc się nim podzielę, nim zapomnę :D
    Otóż, skoro Artek był w śpiączce i wybudził się w tutejszym szpitalu, to Snow na pewno o nim słyszała. Mogłaby poczuć pewną dziwną nic porozumienia, bo przecież sama również zapadła w kamienny sen, z którego została wybudzona pocałunkiem. Mogłaby co jakiś czas doglądać jego stanu zdrowia; siedzieć przy nim i po prostu coś opowiadać. Jakieś plotki z pracy, problemy i tak dalej. Skoro śpi, to i tak nie słyszy, a ona przynajmniej mogłaby się wygadać. Kilka dni po przebudzeniu się ze śpiączki również mogłaby przyjść, nie wiedząc o tym. Jak zwykle usiadłaby i zaczęła opowieść. W pewnej chwili mogłaby powiedzieć coś o tym, że Morgana dobrze sobie radzi, czy coś takiego. W tej chwili Artek mógłby otworzyć oczy i coś odpowiedzieć, doprowadzając biedną Snow na skraj zawału, bo przecież miał spać, a nie się wciskać w jej rozmowę.
    I tutaj mój pomysł się urywa, więc w sumie możemy albo wymyślić co jest teraz, albo napisać wątek jako retrospekcję właśnie z tego szpitala :D]

    Snow White

    OdpowiedzUsuń
  28. [Mam nadzieję, że może być i nie jest zbyt chaotycznie. Zapomniałam Ci chyba wspomnieć, że Mordziu w wątku z Morganą, a więc i naszym ma jakieś 16 – 17 lat... czyli jeszcze trochę dzieciak xD]

    Od chwili opuszczenia zamku Morgany, Mordred nie odezwał się ani słowem. Ostatnie dni zmęczyły go zarówno psychicznie jak i fizycznie. Chociaż chyba bardziej psychicznie. Jeszcze tydzień temu sam by nie uwierzył w to, jak nagle życie wywróci mu się do góry nogami...
    Wszystko zaczęło się od tego nieszczęsnego zwiadu. Gdy kolejni ludzie Artura nie wracali, sam zgłosił się na ochotnika, by sprawdzić co się dzieje. Wiedział, że Artur nie był zachwycony tym pomysłem, ale... Mordred po prostu czuł, że musi choć na chwilę wyrwać się z Camelotu. To miejsce go przytłaczało, tak samo jak ciągła obecność Artura, przed którym w kółko musiał udawać przykładnego siostrzeńca. To było trudne, czasami trudniejsze niż mógł przypuszczać. Bywały chwile, gdy miał ochotę wykrzyczeć Arturowi prawdę w twarz... albo po prostu zostawić to wszystko i wrócić do Szkocji, do jedynego domu jaki znał. Zaraz potem przychodziło jednak opamiętanie i myśl, że musi poznać odpowiedzi. I zemścić się za wszystko. Teraz jednak, po wydarzeniach na zamku Morgany, Mordred powoli zaczął wątpić w sens całej tej gry, którą prowadził. Gdy kilka dni temu, podczas zwiadu napadli go ludzie Morgany i zabrali do zamku swej pani, wszystko się zmieniło. Jeszcze kilka dni temu mógłby przysiąc, że nie chce nawet widzieć na oczy swojej matki, że nie ma jej nic do powiedzenia i że nigdy jej nie wybaczy tego, że najpierw go porzuciła, a potem nie interesowała się nim przez te wszystkie lata. Potem jednak, ku własnemu zaskoczeniu, wysłuchał jej... i wybaczył.
    W ciągu paru dni, mur jaki wokół siebie zbudował częściowo runął. Mimo lat żalów i pretensji był w stanie pogodzić się z matką, dać jej szansę. To całe wydarzenie wzbudziło w nim kolejne wątpliwości. Gdy zgodnie z przewidywaniami Artur postanowił przyjechać mu na pomóc i bohatersko odbić go z „niewoli” u Morgany, Mordred bez trudu odegrał swoją rolę. Był wdzięczny za pomoc i za to, że Artur nie zostawił go w potrzebie. Powiedział kilka banałów, które król chciał usłyszeć... Nie musiał nawet specjalnie się starać. Był na tyle wykończony emocjonalnie poważnymi rozmowami z matką, że Artur pewnie bez trudu uwierzył, że zjawił się w porę z pomocą. Wracali właśnie do Camelotu.
    Mordred wiedział, że powinien coś powiedzieć... i że jeśli dłużej będzie zachowywał się w ten sposób, Artur w końcu zainteresuje się tym, co właściwie stało się na zamku Morgany. Owszem, Mordred wiedział, że mógłby wykręcać się tym, że nie czuje się najlepiej, że został ranny podczas zwiadu lub wymyślić jakąś bajeczkę o Morganie. Ale nie miał na to siły. Wciąż czuł się nieswojo, a nadmiar emocji zdawał się go przytłaczać. Zwłaszcza, że teraz, w towarzystwie Artura, zaczęły nachodzić go dziwne myśli. Co by było gdyby i jemu dał szansę? Może Artur tak samo żałował swoich błędów jak Morgana? Mordred zdawał sobie sprawę, że do tej pory znał całą historię jedynie z wersji jakie przedstawiła mu Morgause i Morgana. Artur nigdy nie mówił o przeszłości, ani słowem. Już w przeszłości bywały chwile, kiedy Mordred z trudem powstrzymywał się przed tym by nie zapytać ojca o przeszłość. Zawsze jednak zwalczał tę myśl. Po części dlatego by nie wzbudzać podejrzeć. Bo w końcu skąd miałby o tym wiedzieć? A po części dlatego że bał się tego co mógłby usłyszeć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam nie był pewien co wydawało mu się gorsze... dowiedzieć się, że ojciec szczerze żałuje, czy że naprawdę nienawidził go od pierwszej chwili. W pierwszej sytuacji Mordred obawiał się, że podobnie jak w wypadku Morgany, złamałby się i wybaczył ojcu. Z kolei w drugim wypadku obawiał się, że nawet cała pielęgnowana latami nienawiść nie wystarczyłaby do złagodzenia bólu, jaki sprawiłaby mu ta odpowiedź. Wolał nie pytać... Nawet jeśli teraz w końcu zyskał idealny pretekst. Mógł od niechcenia wspomnieć o tym, że Morgana powiedziała mu coś dziwnego o przeszłości...
      Zawahał się. Spojrzał na Artura, w myślach wciąż powtarzając sobie, że musi przestać rozmyślać na ten temat. To wszystko było bezcelowe i nigdzie nie prowadziło. Nie zaprzepaści przecież wszystkich planów jakie obmyślił wspólnie z matką tylko z powodu jakiś głupich rozterek.
      – Moglibyśmy zrobić krótki postój? – odezwał się w końcu do Artura, pierwszy raz odkąd opuścili zamek Morgany.
      Byli już niemal w połowie drogi do Camelot. Mordred wiedział, że to głupie, ale chciał odwlec moment powrotu na zamek. Potrzebował chociaż odrobiny czasu, na poukładanie sobie całego emocjonalnego chaosu, zanim znów będzie w stanie spokojnie odgrywać swoją rolę. Miał nadzieję, że Artur nie będzie się zbyt śpieszył i zgodzi się chociaż na chwilę odpoczynku.

      Synek

      Usuń
  29. Artur miał słuszność, ich widok mógł wzbudzić niemałe zaskoczenie i zdziwienie. Tym bardziej stojących i rozmawiających ze sobą, jak gdyby nigdy nic. A czy którekolwiek z nich chciało, bądź potrzebowało tego rozgłosu? Tu wieści rozchodziły się szybko. Niekiedy w nieco zmienionej formie, bo plotki nie omijały nawet Baśniowców. A tych wolała oszczędzić zarówno sobie, jak i jemu. Zwłaszcza, że z pewnością wiedziano, co działo się w przeszłości. Kto by pomyślał, prawda? Pierwszy raz postanowiła nie działać na szkodę brata. Chociaż trudno było to nazwać brakiem egoizmu, wszak rozmowa w bardziej ustronnym miejscu, mogła działać również i na korzyść Morgany.
    Wybrała najlepiej znany sobie kierunek i kiwnęła głową, dając mu znak, by za nią poszedł. Upewniwszy się jeszcze, że to uczynił, postanowiła podtrzymać rozmowę. Odnieść się do tego, co było najistotniejsze. Do tego, o czym w przeszłości nigdy sobie nie powiedzieli. Może to był błąd? Może wówczas powinna była mu zaufać i powiedzieć o problemie? Jednak zbyt bardzo obawiała się tego, że Artur od razu pobiegłby z tym do Uthera. Wówczas wątpiła, że cokolwiek mogło ją ustrzec przed rychłą śmiercią. A może zrobiłby wręcz przeciwnie? Może zachowałby wieść o posiadanej przez Morganę magii dla siebie i robił wszystko, by król się nigdy nie dowiedział? W końcu wtedy przyjaźnili się; wtedy, gdyby zaszła taka możliwość, jedno zabiłoby za drugie. Niejednokrotnie, Morgana we wczesnych latach przejmowała się losem brata. Szczególnie, gdy w przeddzień jakiegoś wydarzenia miała koszmar zwiastujący nieszczęście. Teraz jednak było za późno na gdybanie.
    – Wystarczająco długo w milczeniu patrzyłam na śmierć niewinnych, nie sądzisz? Twój… nasz ojciec przecież zadbał o to, by egzekucji nigdy nie zabrakło. – nadal z trudem przyznawała się do swojego pochodzenia, nadal żywiła urazy z przeszłości. Już w przeszłości chciała odciąć się od wszystkich zbrodni popełnionych na podobnych sobie, od kłamstw, tajemnic i całej reszty. Ale to najwidoczniej było niemożliwe. I musiała się pogodzić, zarówno z powrotem przeszłości, jak i z prawdą. Wywodziła się z tej samej rodziny, w jej żyłach płynęła ta sama krew. Czy tego chciała czy nie.
    Otworzyła mocnym i zdecydowanym szarpnięciem drzwi wejścia głównego do Woodlands. O tej porze było to jedyne miejsce wolne od wścibskich oczu i uszu świadków. Śpiący ochroniarz nigdy nie zwracał uwagi na to, kto wchodził. Mieszkańcy zaś, albo byli w pracy albo odsypiali zarwaną noc.
    – Gdybyś tak bardzo nie uwierzył w tamtą przepowiednię, nikt nie musiał ginąć. Ale prościej teraz zwalić winę na mnie i mi podobnych. – w jej głosie pojawiła się nuta pretensji, która maskowała nieco złość. Przecież to Merlin opowiedział o przepowiedni, to w nim powinien szukać winnego, nie w Morganie. – I jeśli myślisz, że nie zależało mi na Camelocie to się mylisz. To był tak samo mój dom, jak i Twój. Nigdy nie chciałam go opuszczać ani zostawać waszym wrogiem, ale zmusiliście mnie do tego. Ty tego nie zrozumiesz, bo to nie Ciebie się wyparto; to nie twoje życie od samego początku było kłamstwem. – tym razem, nawet ku zdziwieniu samej Morgany, nie było w jej głosie aż tak wiele złości. Pretensje oczywiście pozostały, ale o dziwo, nareszcie szczerze wyjawiła jeden z powodów swojej nienawiści.
    Dla bezpieczeństwa, poprowadziła na górę schodami. Owszem, windą byłoby szybciej, tym bardziej na szóste piętro, aczkolwiek nie chciała ryzykować, że ktoś mógłby dostrzec obecność brata.
    – Nie wszystkie jednak dochodzą do skutku. To też powinieneś wiedzieć. – rzuciła, gdy otwarła drzwi i wskazała na wnętrze, zapraszając go do środka. Choć z drugiej strony nie wiedziała czy to dobry pomysł. Czegoś się obawiała? Ale odwrotu nie było, stali już przed drzwiami, za którymi mieścił się apartament Morgany, urządzony niemal jak komnata w Camelocie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. – Nie masz powodów do obaw, nie chcę Cię zabić. Tak samo jak nie zamierzałam robić tego na ulicy. Ale wiedz, że gdybym chciała to zrobić, nie użyłabym sztyletu. Ani nie zabiłabym Cię w moim mieszkaniu. To zbyt proste. – odpowiedziała i uśmiechnęła się lekko. Poniekąd bawiło ją to, że Artur faktycznie oczekiwał z jej strony wszystkiego najgorszego. Ale czy nie była sama sobie winna? Nastawała na jego życie nie raz, wybierając coraz to nowe sposoby. Od tych, do których potrzebowała magii, po zwykłe, gdzie wystarczyła wyłącznie ludzka siła. A teraz? Teraz naprawdę nie musiała tego robić. To, na czym im obojgu zależało, dawna przestało już istnieć. Camelot przepadł, może to była też pora na załagodzenie konfliktu? A może potrzebowała tego do swoich celów? A może mieć go za przyjaciela, było teraz bezpieczniejsze? – Owszem, słyszałam o tym. Szpital, śpiączka… nowa praca. Początkowo miałam nadzieję, że to tylko plotki. Ale może wcale nie złożyło się tak źle. – kontynuowała. Głos Morgany był już zupełnie pozbawiony negatywnych emocji, co dało się z pewnością usłyszeć. Była niemal pewna, że i to Artur może wziąć za jakiś podstęp z jej strony, że nie była szczera. Być może miał rację, być może nie. Jedno było pewne, po Morganie można było spodziewać się wszystkiego. W jej działaniach zawsze był jakiś cel i niekoniecznie zawsze na czas dało się rozszyfrować zamiary czarownicy.
      Odwiesiła płaszcz na rzeźbionym, drewnianym haczyku przy starodawnej szafie i odwróciła się z powrotem w stronę swojego gościa.
      – Rozgość się. Mieliśmy w końcu porozmawiać. Chcesz coś, czy boisz się, że mogę Cię otruć? – spytała, unosząc lekko brew.

      [Spokojnie, nie zabijam za mały poślizg w odpisach. A na notkę czekam! :D I wzajemnie, bo mnie tak samo! I kto Ci takie kłamstwa opowiada, braciszku? Przecież tak naprawdę my się bardzo lubimy, jak na wzorowe rodzeństwo przystało! <3]

      Siostrunia Morganka

      Usuń
  30. [W ramach odstresowania i podczas oglądania Starej Baśni napisałam początek, mam nadzieję, że może być pod względem długości. Jak coś, to możemy to zmienić :D I lepiej, żeby Artur nie wspominał jej o chrapce na posadę burmistrza. Biedna będzie wściekła, bo przecież podczas swoich opowieści zdradziła mu ciut więcej niż powinna xD
    I napiszesz do mnie na mejla? W celu uzgodnienia szczegółów notki :D]

    Zwykle opuszczała swoje biuro, kiedy na zewnątrz było już ciemno, a większość pracowników dawno siedziała w swoich domach. Niektórzy ze swoimi rodzinami, niektórzy w towarzystwie znajomych, a niektórzy sami ze sobą. Snow z całą pewnością należała do tej ostatniej kategorii społeczeństwa. Dzień w dzień wracała do pustego apartamentu. Dzień w dzień zasiadała na kanapie i dzień w dzień zastanawiała się, dlaczego akurat jej przypadło życie w samotności. Ten stan nie trwał długo. Właściwie kończył się, kiedy odkrywała, że paczka z czekoladkami jest zupełnie pusta. Wtedy miała ważniejsze sprawy na głowie. Od nadmiaru słodkiego było jej zwyczajnie niedobrze. A kiedy cukier opadał, pojawiała się senność. I tym samym dzień Snow White dobiegał końca.
    Jednak nie wszystkie dni były takie same. Czasami opuszczała swoje cztery ściany i wychodziła na nieco dłuższy spacer. Wciąż nie do końca rozumiała, co takiego pięknego jest w oświetlonym Nowym Jorku nocą, aczkolwiek wolała ten widok, od koloru ścian, który znała na pamięć. Jednak od pewnego czasu miała znacznie lepsze zajęcie. Co jakiś czas, nie za często, aby nie wzbudzić jakichkolwiek podejrzeń, przychodziła do pobliskiego szpitala, odwiedzając Artura Pendragona, który wciąż był w śpiączce. Twierdziła, że musi wykonać swoje obowiązki, choć w rzeczywistości była to jedynie przykrywka. Ale nikt nie musiał o tym wiedzieć.
    Weszła na korytarz, a przed salą, ubrała odpowiedni szpitalny płaszczyk. Jedna z pielęgniarek spojrzała się na nią dość dziwnie, lecz jedynie machnęła ręką. Kobieta nigdy za nią nie przepadała, a Snow nie należała do osób, które zabiegają o czyjeś względy.
    — Oh, Arturze… — westchnęła cicho, będąc już przy łóżku mężczyzny, i zupełnie odruchowo, niemal w matczynym geście przesunęła dłonią po jego policzku. Lubiła do niego przychodzić. Lubiła siedzieć na tym niewygodnym krześle (na które wmontowała poduszkę, aby plecy za bardzo nie bolały) i po prostu opowiadać co się wydarzyło w przeciągu tych kilku dni. Mówiła o wszystkim. Nawet o tym, o czym nie powinna. Ale nie posiadając prawdziwych przyjaciół, musiała radzić sobie na inne sposoby. Mówienie do samej siebie byłoby pierwszą oznaką wariactwa. Tymczasem mówienie do Artura, będącego w śpiączce, nie było niczym dziwnym.
    Nieco zmarszczyła brwi, mając nieodparte wrażenie, że coś się zmieniło od jej ostatniej wizyty. Rozejrzała się po sali, ale nie zauważyła niczego niepokojącego. Aparatura wciąż stała, choć możliwe, że ubyło kilka kabelków. Były król wciąż spał, a kwiatki stały na swoim miejscu.
    — Nawet owoce ukradną — mruknęła, zdając sobie sprawę, że na szafce przy łóżku brakuje kilku pomarańczy, które przyniosła ostatnim razem. Dochodząc do wniosku, że zapewne o to chodziło jej przeczuciu, poprawiła jeszcze włosy mężczyźnie, aby nie nachodziły mu na powieki, i usiadła na krześle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Miałam lepsze zdanie o personelu i innych pacjentach. A teraz widzę, że nawet nieprzytomnego okradną. — Znów westchnęła, przysuwając się z krzesłem bliżej łóżka. Oparła łokieć na balustradzie. — Dzisiaj znów musiałam odesłać kilku baśniowców na Folwark. Doprawdy, nie potrafię zrozumieć, dlaczego mają przed tym takie opory. To nie jest kara, a większość traktuje zesłanie jako więzienie. To przecież nie moja wina, że Glamour jest takie drogie. To nie ja wymyślam składniki i ceny, tylko Wiedźmy z Trzynastego Piętra. Dobrze się spisują, ale to nie zmienia faktu, że niektóre składniki są bardzo trudno dostępne. Wiem, że to nie moja wina, ale tak czuję za każdym razem, kiedy podpisuję stosowne dokumenty. To tak samo, jak boję się jabłek. Wiem, że nie każde jest zatrute i nie zapadnę w kolejną śpiączkę, tym razem wolałabym być zjedzona przez wilki niż znów dać się pocałować Uroczemu. Na szczęście twoja siostra, Morgana, pomaga mi wyleczyć tę fobię. Mam jedynie nadzieję, że w końcu się uda. Na szczęście wiedzą o tym tylko nieliczni. Ja, Morgana… i ty. Ale ty śpisz, więc mój sekret jest bezpieczny. — Urwała na chwilę, aby przesunąć wzrokiem po jego twarzy.

      Snow White

      Usuń
  31. [No to Królu kochany wbijaj na wątek albo nawet i dwa - do wyboru do koloru. ;)]

    Percy & Owen

    OdpowiedzUsuń
  32. Prawda była taka, że Snow czułą się strasznie samotna w tym świecie. I co z tego, że miała kilku zaufanych znajomych? Co z tego, że była na bardzo wysokim stanowisku i właściwie tylko burmistrz Cole był nad nią? Co z tego, że właściwie to ona tym wszystkim rządziła? Niby jej się to podobało, ale czy na pewno? Czasami miała zwyczajnie dość.
    Niby przyzwyczaiła się do tego, że musiała wysyłać Baśniowców na Farmę. Miała nawet utarte schematy, którymi się posługiwała podczas tych rozmów. Zazwyczaj od początku do końca przebiegały one tak samo. Najpierw prośby, aby nie wysyłać na Farmę. Potem wielkie oburzenie. Potem znów prośby. Czasami dochodziło do kłótni i mini wybuchów agresji. Ale koniec zawsze był taki sam. Jeśli Baśniowca nie było stać na Urok Maskujący, to lądował na Farmie. I choćby nie wiadomo co zrobił, to tego przepisu nie dało się jakoś obejść, czy przeskoczyć. Docześniacy nie mogli dowiedzieć się o ich istnieniu. A widok gadających zwierząt, biegających swobodnie po Nowym Jorku, mógł być nieco problematyczny.
    Przychodzenie do Artura pozwalało jej w jakimś stopniu wyrwać się od tego wszystkiego. Mogła się wygadać, po marudzić i miała pewność, że nikt jej nie przeszkodzi. Artur był w śpiączce, a z tego co mówil ilekarze, to nieprędko się obudzi. Podejrzewała, że nawet nie wiedzieli co dokładnie mu jest, ale nie chcieli się do tego przyznać. Początkowo chciała sprowadzić pomoc z 13 Piętra. Kto jak nie Wiedźmy znają się najlepiej na czarach i klątwach? Ale to oznaczałoby, że musiałaby też powiedzieć Morganie i Mordredowi, którzy również tam urzędowali. A tego burmistrz Cole zabronił jej robić. Nie rozumiała dlaczego, ale musiała spełnić jego rozkaz. Tak więc jej genialny plan zakończył się nim w ogóle się rozpoczął. Ale może to i lepiej?
    Dzięki temu mogła do niego przychodzić. Siadać na krzesełku i po prostu mówić co jej ślina na język przyniesie.
    Tego dnia miało być nie inaczej. Gadała w najlepsze i początkowo nawet nie zarejestrowała tego, że Artur jej odpowiedział. Dotarło to do niej dopiero po dłuższej chwili. Ale i tak nie była pewna, czy przypadkiem jej się nie przesłyszało.
    — Świetnie. Jeszcze słyszę, jak prawie trup mi odpowiada — westchnęła ciężko, dochodząc do wniosku, że przecież nie mógł się odezwać. Gdyby się obudził, to wiedziałaby o tym. Lekarz miał ją natychmiast o tym poinformować.
    Otworzyła oczy, które zamknęła jakiś czas temu. I wrzasnęła głośno, kiedy napotkała niebieskich oczu. Odskoczyła na krześle, a te upadło z głośnym hukiem. Hałas, z kolei, sprowadził zaciekawioną pielęgniarkę, która musiała sprawdzić, co takiego się działo.
    — Nie wolno hałasować w szpitalu! — Skarciła Snow, a ta posłała jej niemal mordercze spojrzenie.
    — Mieliście mnie informować na bieżąco o jego stanie zdrowia — powiedziała wyraźnie zdenerwowana. Pielęgniarka wzruszyła lekko ramionami, nie przejmując się czarnowłosą.
    — Lekarz nie zdążył go zbadać. Bo poszedł na operację.
    — Ale on się obudził i to już wymaga informacji.
    — Nie mieliśmy pewności, czy to długotrwałe. Równie dobrze mógł znów zasnąć. Śpiąca Królewna zasypia do tej pory, kiedy skaleczy się w palec. — Pielęgniarka wzruszyła ramionami i nie czekając na odpowiedź Snow opuściła salę. Chwilę przed trzaśnięciem drzwiami zdążyła jeszcze powiedzieć, że lada moment sprowadzi jakiegoś lekarza, aby zbadał Artura, skoro ten i tak już nie śpi i nie odpoczywa.
    Snow podniosła krzesło do odpowiedniej pozycji i opadła na nie. Kiedy spał, to nie miała problemu, aby zacząć mówić. Jednak teraz, kiedy się w nią wpatrywał, nagle nie miała pojęcia, co mówić.
    — Więc… dawno się obudziłeś? — Chyba nic durniejszego w tej chwili wymyślić nie mogła.

    [P.S.
    Snow chce się znaleźć w powiązkach jako ulubiona udawana (nie)żonka :D]

    Śnieżka

    OdpowiedzUsuń
  33. Felice rzuciła torbę z drugim śniadaniem, na które pewnie nie będzie czasu, na biurko i sięgnęła po kalendarz z diabelnym przeczuciem, że czegoś zapomniała i może jeszcze nie teraz, ale za moment grunt spłonie pod jej stopami. Z którejś z szuflad wyciągnęła swój kalendarz, który kupiła sobie na początku roku, żeby chociaż w jednym miejscu w jej życiu panował porządek. Oczywiście, czym byłyby postanowienia, gdyby nie były słodkie, naiwne i jak najbardziej niemożliwe do zrealizowania. W jej przypadku od tego roku zacznę dbać o porządek, przynajmniej na stole w salonie, który to zazwyczaj zawalony był dokumentacją szpitalną i tropami aktualnie prowadzonego śledztwa było tak naiwne, jak wpisy zakompleksionych instamodelek, że w tym roku zacznę się zdrowiej odżywiać, w tym roku schudnę.
    Odszukała aktualną datę i przejechała palcem po kartce, wzrokiem odczytując zapisane plany na dziś. Na szczęście nie było tutaj tego, o czym, jak jej się zdawało, zapomniała. Wizyta u lekarza zaplanowana była na za dwa dni. Skrzywiła się lekko. Wtedy Harley miał mieć dyżur, nie da rady się urwać. Będzie musiała tam pójść sama.
    Głos Bigby’ego wyrwał ją z chaotycznych myśli, wrzuciła kalendarz z powrotem do szuflady, zatrzasnęła ją i wstała z cichym westchnięciem. Dopiero usiadła, a już musi wstać. Zawód nauczył ją, że przestępcy nigdy nie śpią – ale czy wilki też?
    W każdym na razie na korytarzu niemal nie zderzyła się z nowym posterunkowym, który również zmierzał do gabinetu Bigby’ego. Teraz sobie dopiero uświadomiła, że jego też wołał. Ciekawe. Próbował go sprawdzić? Wolf nie chciał tolerować słabych pracowników. W zasadzie mu się nie dziwiła – praca policjanta czasem ocierała się o naprawdę nieprzyjemne sprawy.
    Bigby bez słowa podał jej akta sprawy. Felice mruknęła coś pomiędzy „dzięki” a „na miłość boską, Bigby, kiedy nareszcie nauczysz się prowadzić normalne odprawy?”, po czym zajrzała do środka i przygryzła wargę. Zerknęła na posterunkowego, po czym rzuciła w stronę szeryfa:
    — To wszystko czy masz coś jeszcze?
    — Pełne akta sprawy trzymasz właśnie w rękach.
    — Więc znikamy do mojego gabinetu na tajną naradę. Na pewno będziemy się świetnie bawić. – I, nim wyszła, posłała lekki uśmiech Arturowi.
    Gdy drzwi do jej zabałaganionego królestwa się zamknęły, Felice zrobiła sobie siłą miejsce na biurku i usiadła na nim, wzrokiem szukając czegoś w aktach. Gdy skończyła, podała je Arturowi.
    — Naszym celem będzie złapanie złodzieja. Ktoś z Baśniowców zrobił sobie złote łowy, rabując mieszkańców z glamour i innych drogich czarów. To już czwarte zgłoszenie w tym tygodniu, przestępca jest bardzo zachłanny, a jeśli pozwolimy mu na jeszcze więcej, tylko przyjdzie nam czekać, jak Baśniowcy ruszą z widłami i pochodniami na Woodlands. Wiedźmy bardzo sobie cenią swoją magię, nie wszystkich na to stać. A już szczególnie, gdy uczciwie zapłaciłeś, a potem jesteś zmuszony zapłacić jeszcze raz albo wyjechać na Farmę, bo ktoś ci to zabrał. – Westchnęła cicho. – Nie muszę mówić, że to też kwestia czasu, jak Fabletown News zacznie o tym trąbić, siać panikę i obniżać i tak już niski poziom zaufania do policji. Więc trzeba go złapać. I przesłuchać wszystkich czterech poszkodowanych, którzy się zgłosili.

    [Totalnie, powinien już w tym momencie się schować. :D]
    Felice Fletcher

    OdpowiedzUsuń
  34. [To tak na wszelki wypadek, bo zamulam... ;)
    W przeszłości to w sumie mamy mało możliwości, bo pod Camlann sobie za bardzo nie pogadali, a wcześniej jakoś pewnie nie było okazji... No chyba że masz chęć popisać w czasach gdy Yvain jeszcze siedział przy okrągłym stole i łaził z lwem. :D
    Za to w Fable moglibyśmy zrobić im dramatyczne pierwsze spotkanie z miłym zaskoczeniem, bo Arturo widział śmierć Yvaina, nie miał okazji się z nim pogodzić, ani mu podziękować za pomoc na polu bitwy i w ogóle tyle spraw do wyjaśnienia. No i jeszcze sprawa z Mordziem by mogła być poruszona i Arturo miałby szok, że Yvain by bronił Mordzia mimo tego co się stało pod Camlann. ;) Potem panowie mogliby sobie pogadać, wszystko sobie wyjaśnić... a potem by nudno nie było można ich wpakować w jakąś przygodę. Jeśli nie masz nadmiaru kryminałów - to Yvain może mu pomóc przy jakimś śledztwie, a jeśli masz to można coś bardziej przygodowego. Ewentualnie znów się Yvain może kretyńsko wpakować między młot a kowadło... znaczy się Artura i Morganę, żeby wesoło było. xD]

    Owen z #TeamArtur

    OdpowiedzUsuń
  35. [Cześć! Serdecznie dziękuję za powitanie i chęci na wątek mam zawsze, szczególnie z Królem Arturem. :3 Tylko totalnie nie mam pomysłu, jakby ich połączyć w wątku... Ale może Ty masz chociażby jakiś zalążek pomysłu? c:]

    Cindy

    OdpowiedzUsuń
  36. [Proszę moja Śpiąca Królewno <3 Mam nadzieję, że początek może być. Dawno bardzo nie pisałam i trochę zardzewiałam]

    Odnalazła go już dawno, praktycznie zaraz po swoim przybyciu do Fabletown. Odwiedzała go... raz na jakiś czas by upewnić się, że był bezpieczny. Zwykle podczas tych krótkich wizyt siadywała obok niego w milczeniu. Za każdym razem w duchu powtarzała sobie, że to jeszcze nie pora. Musiała zrobić tak wiele, zanim będzie mogła zająć się Arturem... Musiała mieć pewność, że nie popełni błędu i będzie w stanie go ochronić. Często zastanawiała się jak to wszystko ma się do przepowiedni. Merlin zawsze obsesyjnie wierzył w przepowiednie. Wiedziała, że to pod jego wpływem Artur także w nie wierzył. Co jeśli teraz również uzna, że wypełnia się kolejne proroctwo i pisane jest mu wrócić na tron? Albionu już nie było. Tak samo jak nie było przeznaczenia. Nimue jak przez mgłę pamiętała, że ktoś powiedział jej kiedyś, dawno temu prostą prawdę – sami kreujemy swój los. Udowodniła to samej sobie, gdy wyrwała się z krępujących ją nakazów, gdy odrzuciła to co było jej pisane, na rzecz tego co sama pragnęła. Jesteś tą, która wybierając pomiędzy dwiema drogami, zawsze wybierze trzecią... Tak często to słyszała, zwykle od Merlina. A jednak na próżno walczyła z przepowiedniami. Czasem miała do siebie żal, że nie była w stanie zapobiec upadkowi Camelotu, że nie zapobiegła ostatniej bitwie. Wiedziała, że mogłaby to zrobić gdyby tylko miała więcej czasu. Teraz miała jedynie okazję by dać Arturowi drugą szansę. O ile rzecz jasna będzie w stanie przekonać go, że nie ma przeznaczenia, że przyszłość nie jest mu z góry pisana lecz znajduje się w jego rękach. Wiedziała, że to może być trudniejsze niż cokolwiek innego...
    Tego dnia przyszła do szpitala wczesnym rankiem. Nikt nie zwrócił na nią uwagi, podobnie jak niewielu lekarzy interesowało się pacjentami w śpiączce dopóki wszystkie wykresy aparatur pozostawały niezmienne. Usiadła na brzegu łóżka przez chwilę wpatrując się w nieruchomą twarz Artura. Wyglądał tak spokojnie, zupełnie jakby pogrążony był w lekkiej drzemce, z której mógłby obudzić go najmniejszy szmer. Uśmiechnęła się. Pamiętała doskonale jak sama uśpiła go zaklęciem. Tylko tak mogła zyskać czas i pozwolić kapłankom uleczyć jego ciało, tylko tak mógł przetrwać bezpiecznie. Nie chodziło jej jednak o przepowiednię. Chciała dać mu drugą szansę... By żył własnym życiem, by wreszcie pojednał się ze swoim synem, by po prostu był szczęśliwy i wolny od przeznaczenia.
    Wstała i podeszła na tyle blisko, by móc dotknąć jego twarzy. Delikatnie pogładziła jego policzek, odgarnęła jasne kosmyki włosów z jego czoła. Wyglądał dokładnie tak samo jak w dniu, w którym go pożegnała. Musnęła wargami jego czoło. Tamtego dnia też pocałowała go na pożegnanie, jakby właśnie ułożyła dziecko do snu. Zabawne, że myślała o Arturze w ten sposób...
    – Pamiętasz ten dzień, kiedy podarowałam ci Excalibur? – odezwała się cicho, pierwszy raz odkąd zjawiła się tu pierwszy raz – Teraz też dostaniesz ode mnie dar, tym razem bez żadnej przysięgi czy warunków. To prezent, który nigdy nie będzie podlegał zwrotowi Arturze. Daję ci drugą szansę i mam nadzieję, że dobrze ją wykorzystasz... – mówiła cicho, niemal szeptem wciąż pochylając się nad śpiącym Arturem.
    Jeśli tylko zechcesz wystarczy jedynie twój głos byś sprowadziła wieczny sen lub obudziła z niego nawet umarłego... Nie była pewna kto i kiedy powiedział do niej te słowa, ale doskonale wiedziała jaka kryła się za nimi moc.
    – Obudź się Arturze... – wyszeptała wprost do jego ucha.
    Przez chwilę panowała przejmująca cisza, którą przerwał nagle sygnał aparatury. Podniosła wzrok na jeden z monitorów badający wykres fal mózgowych. Za chwilę przybiegnie tu personel.
    Uśmiechnęła się tylko i bez pośpiechu podeszła do drzwi. Zanim wyszła odwróciła się jeszcze by po raz ostatni spojrzeć na Artura.
    – Do zobaczenia Arturze – odezwała się, po czym opuściła szpitalną salę. Na korytarzu minęła przejętą dyżurną pielęgniarkę zaalarmowaną nagłą zmianą odczytów. Wszystko będzie dobrze...

    - Nimue

    OdpowiedzUsuń
  37. [Sam Król nas wita, jak miło! :D I to jaki król, można się zakochać w tych błękitnych oczkach. <3
    Cześć, chęci u mnie są, ale gorzej z pomysłami... Może wymyślimy coś wspólnymi siłami? c:]

    Cindy

    OdpowiedzUsuń
  38. Mordred zsiadł z konia niemal natychmiast, gdy Artur zarządził postój. Starał się ignorować ukradkowe spojrzenia pozostałych rycerzy. Może po prostu się niepokoili albo chcieli wiedzieć czy wszystko w porządku... A może zdążyli zauważyć jego dziwne zachowanie? Nerwowo poprawił siodło, choć nie było czego poprawiać. Musiał po prostu się czymś zająć by przestać zachowywać się irracjonalnie. Zerknął ukradkiem na Gawaina. Oczywiście, w końcu czy Artur ruszyłby się gdzieś bez Gawaina? Szybko jednak odwrócił wzrok. Nie chciał rozmawiać z przybranym bratem... W tej chwili żałował, że był z nimi Gawain, a nie Agravain. Z nim mógłby porozmawiać szczerze. Agravain zawsze rozumiał, nawet jeśli nie wiedział wszystkiego, to i tak potrafił zrozumieć.
    Mordred odetchnął głębiej. W duchu powtarzał sobie, że musi jakoś poradzić sobie sam. Przestać się zastanawiać nad rzeczami, które tylko mieszały mu w głowie. Jaki był sens w katowaniu się rozważaniami co by było gdyby? Czy naprawdę był tak słaby, że pewne sprawy wciąż potrafiły sprawiać mu ból? Że wciąż się łudził i liczył na coś nierealnego? Na jakiej podstawie? Bo Morgana zmusiła się do odrobiny szczerości i paru serdecznych gestów? To wszystko nie miało sensu.
    Obejrzał się, gdy usłyszał obok siebie głos Artura. Mordred skinął jedynie w milczeniu głową i przyjął od niego wodę. Wcale nie był spragniony, ale wolał odwlec rozmowę, której Artur zapewne nie odpuści. Wiedział, że król stara się nie naciskać, choć tylko czeka na odpowiedni moment, by dowiedzieć się wszystkiego. Mordred już wcześniej, wspólnie z Morganą, ustalił wersję wydarzeń, którą opowie Arturowi. Teraz jednak cała ta bajeczka wydawała mu się tak sztuczna i naciągana. Tak nie pasująca do sytuacji. Nie potrafił powstrzymać się od myślenia, że ma właśnie idealną okazję... pretekst do poznania odpowiedzi na tak wiele swoich pytań. Wciąż jednak nie czuł się na siłach by rozmawiać. Bał się... Bał się własnej słabości i uczuć, tego że może powiedzieć za dużo, odkryć przed Arturem swoje słabości.
    Nic nie odpowiedział na uwagę Artura, jednak kiedy ten wspomniał o tym, że może mu wszystko powiedzieć, po prostu nie wytrzymał.
    – Tak myślisz? – odparł gwałtownie, zbyt gwałtownie... Nie powinien tak mówić. Rycerz nie powinien zachowywać się tak wobec króla. Nie powinien reagować w ten sposób. Nie potrafił jednak się opanować. – Czemu to robisz? Dlaczego mnie uratowałeś? Dlaczego przyjechałeś po mnie, a nie po którykolwiek z wcześniejszych zwiadów? I dlaczego w ogóle... – zawahał się i w porę ugryzł w język zanim zdążył zapytać Artura dlaczego w ogóle go to obchodzi, w końcu lepiej by pozwolił mu zginąć. To byłoby zbyt dziwne... głupie... Jak cały ten nagły wybuch pretensji. Mordred czuł, że z nerwów omal nie załamał mu się głos. Po raz kolejny odetchnął głębiej, zamrugał kilkakrotnie jakby w obawie, że za chwilę zdradzą go oczy. Milczał przez chwilę nim znów spojrzał na Artura.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. – Przepraszam... Wybacz mi, nie powinienem zwracać się w ten sposób do mojego króla... Nie powinienem tak reagować... – odezwał się cicho, czuł się jakby recytował z pamięci wyuczoną formułkę.
      Odruchowo odszedł nieco na bok. Potrzebował dystansu. Od Artura, od reszty rycerzy, którzy mogli obserwować całą tą dziwną scenkę.
      – To co wydarzyło się na zamku Morgany. Muszę jakoś poukładać sobie to w głowie... Nic mi nie będzie, ale... po prostu potrzebuję chwilę odpocząć. – zmusił się do spokoju i tego by brzmieć szczerze. Choć tak naprawdę wcale nie musiał niczego udawać. W końcu wszystko to było prawdą. W tej chwili sam już nie wiedział co właściwie robi. Z jednej strony nie chciał rozmawiać z Arturem, chciał znaleźć się jak najdalej od niego... nawet wracać pieszo do Camelotu, byle z dala od Artura. Z drugiej jednak strony miał nadzieję, że Artur nie odpuści, że zechce rozmawiać, a całą tą rozmowę uda się jakoś skierować na odpowiednie tory. Wśród chaotycznych myśli Mordreda jawił się jakiś dziwny, desperacki plan, zmuszenia Artura do szczerości i rozmowy na temat przeszłości.

      Synek

      [Przepraszam, że tyle to trwało. Wracam do żywych i do naszego małego dramatu! <3
      p.s. Piękny wianek tato ;)]

      Usuń
  39. [Dziękuję pięknie za powitanie!
    Kto wie, może ten duet oficjalnie stanie się duetem, a wtedy lepiej niech wszyscy trzymają swoje serduszka zamknięte na kłódkę :D
    Las to właśnie to miejsce, gdzie Artur mógłby spotkać Mirę, także proszę, rozwiń ten pomysł. Bo ja jestem bardzo chętna i bardzo zainteresowana.
    I muszę przyznać, że strasznie podoba mi się karta Artura (ach, ten Bradley, ach, ten wianek <3) i bardzo propsuję za pięknie i szczegółowo opisaną historię. Zdecydowanie jestem #teamartur :D
    Ach, i wkradła ci się literówka w karcie: Bo właśnie tego oczekiwali - szacunku i lokalności — chyba miało być lojalności. ;)
    Jeszcze raz dziękuję pięknie i również mam nadzieję, że zostanę tu na długo. :)]

    Mojmira

    OdpowiedzUsuń
  40. [ Cześć, dziękuję za powitanie! Wybacz, że odpisuję tak późno, od świata odcięły mnie problemy z netem. Muszę przyznać, że Arthur jest obiecujący, szczególnie, że mam słabość do legend arturiańskich. Karta jest śliczna zarówno pod względem estetycznym jak i jakościowym, urzekły mnie te rycerskie cnoty xd Chętnie wysłucham pomysłu, jeśli nadal masz ochotę na wątek :D]

    PS: Kiara dużo się rusza, wszędzie jej pełno, tak spala tę przeklętą pizzę.

    Kiara

    OdpowiedzUsuń
  41. [Jakoś przeżyjemy bez wianka, trudno. *idzie popłakać samotnie w kąciku*
    Podoba mi się ten pomysł! Mojmira chętnie poznęca się nad Arturem jeszcze za czasów jego panowania, więc okoliczności ich spotkania jak najbardziej mi pasują. Ona raczej żadnego większego celu by nie miała — po prostu chciałaby zabawić się jego uczuciami, uwieść, w porywie szaleństwa może nawet zatańcować na śmierć, ale do władzy jej specjalnie nie cięgnie. Chociaż wiadomo, nie pogardziłaby niczym, co drogie i błyszczące. ;)
    I w sumie prawdopodobieństwo, że coś do niego poczuje, jest dość duże — bo nie dość, że przystojny, to jeszcze porządny facet, a na takich zbyt często nie trafiała. Także możemy zrobić z tego sporą dramę, ja zawsze jestem za.
    No i chętnie nam zacznę, jeśli nie masz nic przeciwko. :)]

    Mojmira

    OdpowiedzUsuń
  42. Może zacytuję siebie z komentarza pisanego do Charlotte.

    Ja również witam, choć, WIERZ MI, ja jestem #teamArtur. xD Niemniej tutaj Morgankę pewno pokocham, ale i od Merlina z Arturkiem się nie odwrócę! W końcu Merlin nadał mi imię, a Artur nic złego mi nie zrobił! Jak mogłabym się na niego bez powodu złościć? Zero emocji = zero żalu. xDDD

    Ciężko odeprzeć mi Twoje wrażenie po jednorożcu, ale jeszcze nic straconego, jak się rozegram to może nawet wspólnie uda nam się odświeżyć Twoją zbroję. (Jak nie to karzemy Merlinowi ją wypolerować). Po wątek może się jednak zgłoszę, kiedy ta będzie już błyszczeć. Jestem jednym z tych graczy, co wolą aktywniejszą, szybszą rozgrywkę, bo inaczej szybko się zniechęcają i nie znajdują dla siebie miejsca, dlatego poczekam na pełny zapas energii i weny do pisania!

    Aithusa

    OdpowiedzUsuń
  43. Snow nie znała wszystkich szczegółów choroby Artura. Wiedziała jedynie, że ten był w śpiączce i raczej nieprędko się z niej wybudzi. Właściwie, to lekarze nie do końca wiedzieli, co mu było. Podobno jakaś czarownica została do niego sprowadzona, ale ona również powiedziała niewiele i jeszcze mniej mogła zrobić.
    Snow naprawdę lubiła do niego przychodzić. Siedziała przy łóżku i po prostu mówiła. Początkowo dziwnie się czuła, ponieważ nikt jej nie odpowiadał. To bardzo szybko się zmieniło i po kilku wizytach przestała mieć wrażenie, że gada sama do siebie. Mówiła do legendarnego króla Artura, który – co prawda – leżał w śpiączce, to jednak ciałem był w jej świecie. Nie rozumiała dlaczego tak to jej się spodobało. Może potrzebowała kogoś kto jej wysłucha? Albo kogoś kto nie będzie się wtrącał w to co mówiła. Przecież opowiadała mu nie tylko o samej sobie i swoich problemach i historii, ale również o problemach związanych z Fabletown i ich mieszkańcami. Często mu się żaliła, że znów nie może zrobić tego, czego by chciała, bo nie miała do tego odpowiednich środków finansowych albo po prostu miała związane ręce. Najgorzej zawsze było, jak opowiadała mu o Farmie. Niby odkąd rządziła nią Rose Red było lepiej, ale… Farma była Farmą. Więzieniem dla Baśniowców, którzy nie mogli wyglądać jak ludzie. Może na to nie wyglądało, ale Snow naprawdę bardzo to przeżywała. A dzięki wygadaniu się przed Arturem czuła pewną ulgę.
    Dlatego nic dziwnego, że teraz była przerażona, kiedy wpatrywała się w jego błękitne oczy. Serce jej waliło i miała wrażenie, że znalazła się w jakimś dziwnym śnie, z którego zaraz moment się wybudzi.
    — Jak… Przecież… No… Miałeś spać… — mruczała pod nosem i na chwilę przyłożyła sobie dłonie do czoła. — Dobrze. Nie zawołam lekarza. Ale musisz mi wyjaśnić, co tu się dzieje. Przecież miałeś spać — powiedziała. I to nie tak, że się nie cieszyła. Ale po prostu była przerażona. Nie wiedziała od kiedy nie spał. A wypaplała przed nim sporo ważnych informacji, których nikt nie powinien słyszeć.
    Przysunęła się z krzesłem do niego. Usiadła i zupełnie odruchowo złapała go za dłoń.
    — Co to za pytania? — zapytała cicho. — Odpowiem ci na wszystko szczerze pod warunkiem, że potem ty odpowiesz na moje pytania — powiedziała i spojrzała w kierunku drzwi, które na szczęście wciąż pozostawały zamknięte.

    [Bardzo się cieszę, że nowe zdjęcie się podoba :D Śnieżynki muszą zostać, bo pasują do imienia :D A na nowych gifach Artura też można oko zawiesić ]

    OdpowiedzUsuń
  44. Snow doskonale wiedziała, jak to jest wybudzić się dopiero ze śpiączki. Wiele, wiele, wiele lat temu przecież sama przez to przechodziła. W jednej chwili była w chatce krasnoludków i rozmawiała z jakąś staruszką, w drugiej jadła soczyste i czerwone jabłko, w trzeciej była przerażająca i otaczająca ciemność, a w czwartej… W czwartej chwili nachylał się nad nią jakiś przystojny książę i wyrażał ogromną radość z tego, że się wybudziła. Wydarzenia rzeczywiste i wspomnienia mieniły jej się wtedy przed oczami. Tysiące pytań, tak mało odpowiedzi. Może dlatego była tak wyrozumiała dla Artura? To jednak nie zmieniało faktu, że wciąż pozostawała wściekła przez to, że dopiero teraz dowiedziała się o jego wybudzeniu.
    — Kto zginął z honorem? — zapytała, marszcząc lekko brwi. — O czym teraz mówisz, Arturze? — zapytała, a jej głos przybrał może nieco zbyt oficjalny ton. To wszystko przez paskudne przyzwyczajenia, których nabawiła się przez sprawowanie tak wysokiego stanowiska.
    — Pani Jeziora… Mogłam się domyślić, że ona coś kombinuje — westchnęła ciężko. Co prawda nie widziała żadnych znaków, które wskazywałyby cokolwiek, ale i tak… Pani Jeziora i Król Artur w jednym mieście, z tego musiało coś powstać!
    Spojrzała na niego zaskoczona, kiedy wspomniał o historiach.
    — Ty pamiętasz wszystko, co ci mówiłam? — zapytała, rozchylając nieco usta ze zdziwienia. — W sensie nie tylko to co ci przed chwilą mówiłam? — zapytała, szybko mrugając powiekami. Jeśli rzeczywiście pamiętał, to miała troszkę przerąbane.
    — Wypaplałam ci o swojej fobii związanej z jabłkami — wzruszyła lekko ramionami, odsuwając się nieco i puszczając jego dłoń. — Avalon to wyspa jabłoni. Morgana w poprzednim życiu była kapłanką na tej wyspie. Po prostu, przypadkiem się dowiedziała o mojej fobii i postanowiła mi pomóc. A skoro pamiętasz wszystko co ci mówiłam, to sam dobrze wiesz, dlaczego ci to powiedziałam — wyjaśniła, co chwila na niego zerkając. Mówiła mu o wszystkim, co działo się w jej życiu, więc nawet wzmianka o jego siostrze nie powinna budzić w nim zdziwienia. — Nie martw się. Ona tutaj nie przyjdzie. A nawet jeśli, to wedle prawa Fabletown nie może ci nic zrobić.

    Snow

    OdpowiedzUsuń
  45. Pokiwała lekko głową na znak, że zrozumiała. Mogła sobie jedynie wyobrazić, jak to jest być na jego miejscu. Sama przechodziła przez coś podobnego wiele lat temu. Ale nie chciała się porównywać do niego. Ich śpiączki i wybudzenia były zupełne różne.
    — Myślę, że wcześniej, czy później wszystko sobie przypomnisz i jakoś poukładasz w głowie — powiedziała, uśmiechając się do niego ciepło. Ewentualnie mogłaby mu w tym pomóc i zagadać do wiedźm z trzynastego piętra. Może miały jakiś eliksir albo znały zaklęcie, które mogłoby mu pomóc?
    Niemal podskoczyła na krześle, kiedy krzyknął. Spojrzała na niego, po czym bardzo głośno westchnęła.
    — Że też akurat musiałeś przypomnieć sobie mojego byłego męża i siostrę — mruknęła. Było tyle osób w jej życiu, a on akurat musiał przypomnieć sobie o tych dwóch, które czasami ma ochotę rozszarpać gołymi rękoma. — Nie da się nie być złym, kiedy się o nich mówi — dopowiedziała, co było już prywatnym i zwyczajnie zbędnym komentarzem, ale nie mogła się powstrzymać.
    — Może i w twoim świecie tak było. Na przykład w moim zło zawsze przegrywało, bo dosięgało je prawo. W tym świecie obowiązuje prawo. Wszyscy są równi wobec niego. A to co działo się przed przejściem tutaj jest zapomniane, a dawne spory zażegnane — powiedziała dość twardo. W teorii to było coś pięknego. W praktyce to tak nie działało i widziała to po samej sobie. Powinna wybaczyć byłemu mężowi i siostrze, ale nie mogła tego zrobić. Zbyt bardzo ją zranili.
    — Jesteśmy w Fabletown. W Nowym Jorku. W Ameryce — powiedziała, choć pewnie i tak nic mu to nie mówiło. — Jesteś bezpieczny i tyle powinieneś wiedzieć. Mordred również tutaj jest. Pomaga mi w innej sprawie. Nawet jeśli Morgana i Mordred będą chcieli obalić dotychczasową władzę, to im to nie wyjdzie. Tym bardziej, że tutaj nie wszystko jest takie, jak w waszym świecie, Arturze.

    Snołek

    OdpowiedzUsuń
  46. Jeszcze do niedawna wyśmiałaby każdego, kto zasugerowałby, że wraz z bratem powinni porozmawiać. Była przekonana, a nawet więcej — była pewna, że taka rozmowa nigdy nie dojdzie do skutku, a jeśli nawet to nie obejdzie się bez obustronnej chęci mordu na tej drugiej osobie. Tymczasem nic takiego się nie działo, Artur siedział na jej kanapie, a ona nawet przez chwilę nie zastanawiała się nad sposobem, by jak najszybciej go wykończyć. Co więcej, sama podjęła decyzję, aby go zaprosić do swojego apartamentu.
    Nieznacznie uniosła kąciki ust w lekkim i ledwie zauważalnym uśmiechu na wspomnienie o truciźnie. Przywykła już, że spodziewano się po niej wszystkiego, co najgorsze. Wielokrotnie udowodniła, że słusznie. Niemniej jednak, robiąc wszystko na widoku, wyjęła z szafki dwie pękate szklaneczki i od razu podeszła do stolika, stawiając je na nim. Nalała do obydwu wody ze stojącego na środku dzbanka i jedną z nich podała bratu.
    – Niestety nie mam tu żadnej, co najpewniej też Cię zdziwi – powiedziała, nie przepuszczając okazji do kolejnej małej złośliwości i usiadła po drugiej stronie kanapy. Upiła ze szklanki niewielki łyk przezroczystego płynu, być może chciała tym uwiarygodnić swoje słowa. Następnie spojrzała na Artura znad brzegu naczynia i ostrożnie odstawiła je na blat stolika. Domyślała się też, że wnętrze jej apartamentu mogło przywołać bolesne wspomnienia. Nie ominęły także i jej, bo przecież ostatnią normalną rozmowę odbyli w podobnej scenerii. Ponadto, Morganie również z początku towarzyszyły dziwne, czasem mieszane odczucia. Do czasu, bo teraz było to chyba jedyne miejsce, w którym czuła się całkiem dobrze.
    – Tutaj, w tym świecie? – spytała i na krótką chwilę wbiła wzrok w podłogę. – Żadnych. Tu nie ma już nic poza nami, jak sam zauważyłeś – dodała, przenosząc spojrzenie z powrotem na Artura. W ostatniej chwili powstrzymała się przed wybuchem złości, która wypełniła ją przez wspomnienie przeszłości. Nie dawała po sobie tego poznać, lecz krótka chwila milczenia mogła zostać zinterpretowana na różne sposoby. – A do czego to nas doprowadziło? Nienawidziłam i obwiniałam cię za wszystko, mimo że na niektóre rzeczy żadne z nas nie miało wpływu. Obydwoje straciliśmy to, na czym nam zależało. Poza tym, czy nie jest tak, że tu zaczyna się od nowa? Może warto zatem naprawić błędy, które popełniliśmy – gdy wreszcie odpowiedziała, jej głos brzmiał pewnie. Zadbała, aby wypowiadane słowa były jak najbardziej wiarygodne. Nieraz nabierano się na jej przemianę, bo gdy jej na czymś zależało, starała się podwójnie.


    [Kategorycznie zabraniam przepraszania za jakość, bo jest dobrze! Jakby było źle, to bym nakrzycała. ;) Karcenia nie będzie, obiecuję! Zamiast tego idę Cię tu ładnie wątkowo ozywić. Tak, jak obiecałam w mailu — pisałam krótko na tyle, jak mogłam i się chyba udało. Mam nadzieję, że pomogę Ci wrócić do wątkowego życia, bo bardzo podoba mi się nasz wąteczek i czas Cię rozruszać. ;)]

    nawrócona siostrzyczka

    OdpowiedzUsuń
  47. Śnieżka uniosła brew delikatnie w górę, zastanawiając się, czy przypadkiem się nie przesłyszała.
    — Nie musisz mnie za nic przepraszać, Arturze — powiedziała zupełnie spokojnie. Powstrzymała się od głupiego komentarza, który miał dotyczyć jego wybudzenia. Powinna się cieszyć z tego, że wszystko dobrze się skończyło. I naprawdę się cieszyła. Ale… sądziła, że ta chwila nigdy nie nastąpi. I teraz strasznie dziwnie było jej się odnaleźć w tej dziwnej sytuacji.
    — Owszem. Obowiązuje tutaj dość sporo praw. I masz rację. Nikt cię nie zmusi do tego, abyś tutaj został, jeśli nie chcesz. Ale gdzie pójdziesz, Arturze? — zapytała zupełnie spokojnie. Nieco przesunęła się na krzesełku. — Nikogo tutaj nie znasz. Znalazłoby się kilku rycerzy Okrągłego Stołu, ale wydaje mi się, że oni nie wiedzą o tobie. Chcesz się rzucić w oczy siostrze i synowi? Co prawda zostaliby za to ukarani, ale jeśli chcesz stracić życie, to nie mam pytań.
    Miał rację. Nie mogła zmusić go do tego, aby tutaj został. Dlatego zamierzała przemówić mu do rozumu. Ale czy to było w ogóle możliwe? Miała nadzieję, że choć jeszcze ten jeden raz przemyśli sprawę i sam zauważy, że wyjście teraz jest bardzo złym pomysłem.
    — Ucieczka? Gdzie ty chcesz uciekać? — zapytała, po czym westchnęła ciężko, dochodząc do wniosku, że miała trudniejsze zadanie niż początkowo sądziła. Odgarnęła czarne włosy na plecy, aby jej nie przeszkadzały. I aby nie kręcić kosmyka na palcu, bo potem znowu będzie głupawo wyglądała. — Posłuchaj, bo nie będę się powtarzać. Mogę wyjść i porozmawiać z lekarzami, aby ocenili twój stan zdrowia i tak dalej. Mogę iść i przynieść ci jakieś ubrania. Mogę ci nawet jedzenie kupić, oddasz mi pieniądze przy okazji, abyś nie padł z głodu. Ale nie pomogę ci stąd uciec. Nie przyłożę ręki do twojego samobójczego planu, Arturze. Jeśli opuścisz szpital, to osobiście… Jesteś honorowy, prawda? — Przerwała na moment i zadała to pytanie, bo w głowie pojawił jej się pewien pomysł. — Więc nie odmówisz spełnienia rozkazu wydanego przez głowę państwa, w którym obecnie się znajdujesz, prawda?

    Cieszymy się bardzo <3

    OdpowiedzUsuń
  48. Doskonale pamiętała, jak było kiedyś. Była starsza, choć trudno powiedzieć czy rzeczywiście mądrzejsza. Może i kryła się w niej nienawiść, lecz nie kierowała jej względem Artura. Darzyła nią jego ojca, chociaż też nie ciągle. Bywały momenty, kiedy złe emocje ustępowały. Podobnie było teraz, mimo że wciąż za uprzejmymi uśmiechami ukrywała wrogość, a za dobrymi gestami — złe intencje. I mogła się wypierać, ale doskonale wiedziała, że gdyby podjęła inne decyzje, być może wiele rzeczy wyglądałoby dzisiaj inaczej.

    Morgana siedziała nad kartą pergaminu, na którym stawiała kolejne, niedoskonałe litery, choć już bardziej kształtne, niźli jeszcze miesiąc temu. Zdecydowanie wolała zabawy z przyjacielem niż narzucone zajęcia. Jednak przez nie, czasu na zabawę mieli niewiele.
    Znudzona nauką, rzuciła trzymane pióro, przez co na środku karty pojawił się spory, czarny kleks, jednak wcale się tym nie przejmując, podbiegła do lustra.
    – Teraz lepiej – oznajmiła z uśmiechem. Drobna dłoń zacisnęła się na krawędzi korony i podtrzymała ją, by jej młodszy towarzysz zabaw mógł spokojnie przejrzeć się w lustrze.
    Kiedy korona znalazła się na jej głowie, uniosła ją dumnie, po czym zaśmiała się i wyplątała swoje włosy, których spore pasmo zawinęło się na bardziej wysuniętych krawędziach królewskiego atrybutu. Zdążyła, nim „zabawka” została im odebrana przez właściciela, którego obecność zburzyła wesoły nastrój w pomieszczeniu.


    Przez chwilę milczała, wpatrując się w podłogę. Uniósłszy wzrok, wzięła głębszy oddech, będąc gotową do tej rozmowy.
    – Na początek wiem, że nie powinnam była cię okłamywać. Wtedy się bałam, chociaż byłam prawie pewna, że być może udałoby cię przekonać, by oszczędzić Mordreda. Mogłam też szybciej powiedzieć o naszym pokrewieństwie. Sam jednak wiesz, że zostałam ze wszystkim sama – powiedziała z lekką pretensją, zdołała jednak powstrzymać gniew. – Tak samo, jak ty ze swoją przepowiednią, ale wtedy myślałam wyłącznie o sobie – dodała spokojniej, po czym skupiła swój wzrok na twarzy brata. – Nigdy o tym nie myślałeś? – spytała nagle i przechyliła lekko głowę. – Skoro Merlin wiedział, kto przyniesie ci zgubę, czemu nie powiedział wszystkiego? Z pewnością wiedział, że chodzi o Mordreda. Wiedział też pewnie o naszym pokrewieństwie na długo przed nami. Czemu nie uprzedził cię o tym?

    [Jak zapowiedziałam, tak pogrubiam tekst. xD Kategorycznie zabraniam myślenia, że krótszy odpis mnie ogranicza, jak i faktu, że mogę się rozczarować twoim odpisem, bo piszesz dobrze! :D I cieszę się bardzo, bo tutaj pusto było i nie było komu mieszać tak cudnie w głowie <3]

    cudownie mieszająca w głowie siostrzyczka

    OdpowiedzUsuń
  49. [Dziękuję bardzo, miło mi, że karta przypadła do gustu! :) Faktycznie, Artur może być wrażliwym tematem dla Thany, jako że każde oszukanie jej, jest dla niej wyrazem braku szacunku i zlekceważeniem roli Śmierci. Mogłoby wyjść z tego coś ciekawego, choć na razie nie wiem co tu ciekawego wymyślić i jak połączyć sytuacje, żeby doszło do wątku. Jak na coś wpadnę, to się odezwę znów. Chyba, że ty coś masz. ;)]

    Thana Ali

    OdpowiedzUsuń
  50. [dinozaury.nie.wyginely@gmail.com

    Mogę prosić o kontakt w sprawie Ginewry? :)]

    OdpowiedzUsuń