Fabletown News

Uwaga na upały!

Środek lata uraczył Nowy Jork typową dla tej pory roku temperaturą, która nie spada poniżej 28 stopni w dzień i poniżej 20 stopni w nocy. To idealna wiadomość dla ciepłolubnej części Baśniowców. Burmistrz, Król Cole zatroszczył się jednak o tych, którzy nie są zwolennikami tropikalnej pogody. Zwłaszcza o pracowników z najwyższych pięter Woodlands, poprzez zwiększoną ilość schłodzonej wody do picia oraz podział obowiązków w taki sposób, by nikt zbyt długo nie przebywał w nagrzanym pomieszczeniu. Prognozy niestety nie są pomyślne i nie wiadomo, kiedy wreszcie się ochłodzi.
W związku z falą upałów, wszystkie lokale w dzielnicy świecą pustkami. Nawet klub Puddin'n'Pie odnotowuje coraz mniejsze przychody. Władze Fabletown podtrzymują, iż nie ma jeszcze podstaw, aby straszyć nadciągającym kryzysem finansowym właścicieli lokalnych przedsięwzięć i liczą, że sytuacja wkrótce ulegnie znacznej poprawie.



Bufkin donosi, że...

...najwyraźniej nie wszystkich odstraszyła panująca w mieście fala upałów. Podczas gdy pozostali Baśniowcy starają się nie opuszczać swoich mieszkań i przez pogodę brakuje im chęci do wykonywania codziennych obowiązków, Rose Red korzysta z okazji i świetnie się bawi! Podobno ostatnio widziano ją na miejskim kąpielisku w dzielnicy Doczesnych, gdzie wraz z nimi popijała drinki z palemką. Spokojnie, Farma nie pozostała bez opieki w te trudne dni! Biała Dama i kierowana przez nią fundacja, rzetelnie zajęła się mieszkańcami Farmy. Niczego im nie brakuje, a zwłaszcza chłodnej wody i miejsca, w którym mogą schronić się przed żarem z nieba!
Ostatnio w dzielnicy krążą informacje, o rzekomych przerwach w dostawie prądu w godzinach najwyższych temperatur. Podsłuchałem Lucyfera, który w samotności narzekał, że zmuszony będzie pić ciepłą wódkę, jeśli ów plan wejdzie w życie. Z kolei John jako dżinn spełniający życzenia cieszył się z możliwości szybkiego zarobku na ludziach proszących o schłodzenie procentowych napoi!

niedziela, 7 stycznia 2018

Owce jedzą trawę, wilki jedzą jelenie, a smoki pożerają wszystko, co nie ucieka wystarczająco szybko.








Wcale nie ważne jak dawno temu...
W odległych, baśniowych krainach, o których istnieniu nie pamięta zbyt wielu, za licznymi górami, za lasami, wśród zamieci i śniegu, kiedy każda kraina tętniła świeżością, trawa była zieleńsza, kozy tłustsze, a ludzi było jak na lekarstwo, trwała era panowania smoków. Przez ten złoty okres gromadziły wiedzę, błyskotki i władzę, nie wspominając już o zgłębianiu rozumowania magii. Liczna rasa panowała na ziemi i w przestworzach przez długie wieki, nierzadko dzieląc się na stronnicze obozy z powodu różnicy w zdaniach. Część smoków odeszła, pozostając samotnymi jednostkami, część została, trzymając się z resztą braci i sióstr, razem pilnując smoczej wiedzy i sekretów. I właśnie tu, w tym momencie gdzie pojawiają się stronnictwa i podziały, na pierwszy plan wysuwa się sylwetka Alduina, Pożeracza Światów.
Nigdy nie darzył ludzi ciepłym uczuciem, a z biegiem czasu i postępującymi wydarzeniami zaczął ich szczerze nienawidzić. Nie potrafił wybaczyć tego jak dwunogie półgłówki traktują jego rasę, jak potrafią ich okaleczyć dla paru świecidełek, czy smoczych organów i krwi. Żądny mordu i zemsty postanowił mścić się na ludziach wybijając ich co do nogi, niszcząc miasto za miastem. Tropił, znów palił i znów dowiadywał się o koszmarnej śmierci jednego z pobratymców, co tylko pogłębiało jego żal i nienawiść. Nie chciał dłużej słuchać o tym, że nie wszyscy ludzie są źli, że nie może oceniać ich przez pryzmat jednej grupy smokobójców. Wypowiedział otwartą wojnę każdemu człowiekowi za punkt honoru obierając sobie zniszczenie świata, przez co zaczęto jego imię kojarzyć ze zwiastunem końca, apokalipsą.

   
"Zabijam kogo chcę i gdzie chcę, a nikt mi nie śmie stawiać oporu. (...) Moja zbroja warta jest dziesięciu tarcz, zęby służą mi za miecze, pazury - za włócznie, cios mojego ogona to grom, skrzydła niosą huragan, a mój dech - śmierć!"

Mściwy smok rzadko kiedy odnosił podczas swoich eskapad rany. Rzadko kiedy znajdował się w bezpośrednim niebezpieczeństwie i można byłoby myśleć, że nic i nikt go nie zdoła chociażby zadrasnąć. On sam też był tego samego zdania, póki zrządzeniem losu nie otrzymał najgorszego i najcięższego ciosu.
Paarthurnax, jego jedyny brat, jego najsilniejsze wsparcie i jedyny smok zdolny przemówić mu do rozsądku zdradził, sprzymierzając się z tymi, których on sam tak bardzo nienawidził. Alduin nie rozumiał tego czynu i nie chciał nawet spróbować pojąć sensu postępowania brata. Odciął się i zerwał całkowicie kontakt z białym smokiem, nie chcąc mieć z nim już nic wspólnego. Nie dał po sobie poznać jak bardzo dotknęła go ta zdrada i wrócił do tego, co zawsze wychodziło mu najlepiej; siania chaosu i urządzania sobie z miast ognisk z ludźmi w roli uciekających pianek.
Długo toczył swoje wojny, a jego imię urosło niemalże do rangi legendy. Nigdy nie przestał nienawidzić ludzi i najpewniej dalej grasowałby po bajkowych traktach, gdyby nie podstępny portal prowadzący do Fabletown, który otworzył się akurat w momencie gdy lądował, ocalając kolejną wioskę od zrównania z ziemią.
Przeniesiony w sam środek miasta Alduin sprawiał problemy. Nie zamierzał potulnie poddać się czarom wiedźm. Zniszczył znaczną część biblioteki w której znajduje się Zwierciadło, prawie zjadł Bufkina i ciężko ranił paru pracowników. W drzazgi poszły regały, w strzępy stare księgi. Dopiero pojawienie się smokeła Drake'a Bransona przyniosło efekt w postaci poskromienia czarnołuskiego stwora.
Ale czy to znaczy, że Alduin poddał się, uściskał brata i był odtąd grzecznym smokiem?
Nie proszę Państwa. To wszystko oznacza grube kłopoty.



Cytaty: w tytule M.Brennan "Historia Naturalna Smoków", pod zdjęciem: J.R.R. Tolkien
tu też nie mam nic do ukrycia xD

14 komentarzy:

  1. [Mój braciszek taki cudowny! I jak zwykle ten przystojniejszy i bardziej zajebisty, no... <3
    Kocham mocno, ale proszę nie robić w Fabletown ogniska z piankami, ani nie niszczyć bratu książek, bo się pogniewamy! :)
    A teraz baw się dobrze, dużo wątków i nie morduj kogo popadnie. ;*]

    Kochający brat

    OdpowiedzUsuń
  2. [Kolejny smokełek... <3 I kolejne podziękowanie! Karmelki są nowością, więc dziękuję bardzo! :D
    Taki cudnie zły, że aż nie można nie zaprosić na united in evil... ;> Spalmy coś (tudzież kogoś xDD), zniszczmy, zepsujmy. Zło jednoczy ludzi, wiedźmy i smoki. <3
    Co jeszcze muszę dodać - cudowna karta! Bardzo, bardzo mnie się podoba. :D]

    Morganka

    OdpowiedzUsuń
  3. [Cześć smoczku! *macha rączką*
    Bardzo ładna karta i bardzo ładne smoczki na obrazkiach/gifach :D]

    C&J

    OdpowiedzUsuń
  4. [Witamy kolejnego smokeła! :D I to w dodatku Lokiego xD
    Musimy coś w końcu razem napisać, więc czas, żebym się ogarnęła :")
    Baw się dobrze i z tą postacią <3]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  5. [Skyrim... :) Szalejesz z postaciami. Aczkolwiek smok cudowny. Uśmiałam się przednie na karci, zwłaszcza epickim pojawieniu się Alduina w Fable. Oj ciekawie się robi. Na wątek Cię nie zapraszam, bo jeden już mamy, a drugi się kroi. Za to życzę dużo weny i wątków. A jak masz chęć na ognisko z piankami to polecam pewnego Arturka... xD]

    Mordred

    OdpowiedzUsuń
  6. [Poprzednich Twoich postaci nie powitałam, bo jakoś tak za dużo się działo, więc grzecznie witam smoka i powiem, że kocham Ciebie i Q za ten Skyrim, bo jest epicki! Proszę mi Percy'ego nie zjadać, bo na co komu taka konserwa. Prawie jak homar...
    Życzę powodzenia i wpadnij do mnie. Czy to ze Smokiem, czy z Morgause (czy jako była kochanka mojego starszego brata jesteś dla mnie prawie szwagierką czy jednak nie? xD) czy jako Bazyliszek. Na co tylko najdzie chęć. Pozdrawiam!]

    Percy

    OdpowiedzUsuń
  7. [Przyznać Ci się do czego? Moja historia to tylko lekko przerobione oficjalne streszczenie "Percivala" de Troyesa... które można sobie znaleźć w sieci nawet na wikipedii. xD Ale będę udawać, że mam w tym jakieś zasługi!
    Zadajesz strasznie trudne pytania! Bo nie wiem. O zgrozo mi właśnie Percy do wszystkiego pasuje. No prawie do wszystkiego, bo Alduin pewnie prędzej czy później by go jednak zeżarł wbrew zakazowi, bo miałby dosyć radosnego entuzjazmu Percy'ego wobec wszystkiego i o zgrozo miłości Percyego do wszystkiego. :D
    Bohaterskie ratowanie bazyliszka w potrzebie brzmi pięknie. Na pewno Percy by się czuł w tej roli bardzo spełniony, bo nie dość, że białogłowa to jeszcze zwierzaczek. xD Co do Morgause to pewnie Percy by się jej trochę (a gdzie tam - bardzo!) mimo wszystko bał. Chociaż i tak by był miły, bo to przecież kobieta. Nawet jeśli gotuje zupę z kotków, które Percy bardzo mocno kocha...
    Nie wiem, za trudny wybór chodź na 3 wątki! Albo wybierz sama :D]

    Percy

    OdpowiedzUsuń
  8. [O, a to jest idealna myśl! To dawaj Percy z damą bazyliszkiem i okazjonalnie wkurzonym smokiem. A co do Morgause to ją bym porwała do mojej drugiej postaci, która się tworzy. Bo Morgause jest ciocią Yvaina, więc na pewno się dogadają. A przynajmniej lepiej niż z Percym. ;)]

    Percy

    OdpowiedzUsuń
  9. Sama myśl o zejściu do podziemi jakoś dziwnie cieszyła Morganę. Lubiła tam chodzić, bo klimat i sceneria przypominały jej dawne czasy. Zwłaszcza te, kiedy mieszkała jeszcze w Camelocie. Przecież nie raz zakradała się do podziemnych przejść, by wydostać się niezauważona na zewnątrz. Nie raz, jeszcze jako dziecko, z czystej ciekawości schodziła w oficjalnie zabronione miejsca. Nigdy nie była posłuszna, a takie lokacje ciekawiły ją najbardziej. Zwiedziła każdy korytarz podziemi, zwiedzała nawet lochy, grobowce i inne części przestrzeni pod zamkiem. Jedynym miejscem, w którym nie była to jaskinia, gdzie podobno trzymano smoka. Wątpiła jednak w prawdziwość tych słów…
    Wbrew pozorom wcale nie było jej tam źle. A przynajmniej nie na samym początku. Późniejsze życie było już inną historią. I być może udałoby się tego uniknąć… ale czy był sens rozpamiętywania dawnych sytuacji, których już i tak nic nie mogło zmienić? Tym bardziej, że musiała skupić się na obecnym problemie. Parę dni wcześniej Devril, jeden ze smoków narobił porządnego bałaganu w bibliotece. Powstrzymała dalszą destrukcję, bo akurat zmuszona była się tam wybrać. Nie było to łatwe, ale z pomocą magii jakimś cudem się to udało. Sprzątaniem i naprawą zajął się ktoś inny, lecz pozostawała sprawa nagany dla gada. Skoro była świadkiem wcześniejszej destrukcji, została oddelegowana. Być może przez wzgląd na to, że rozeszły się plotki o jej domniemanej władzy nad smokami. Cóż… jako kapłanka miała niejaką takową, ale czy wobec wszystkich? Istotnie, jakimś cudem udało jej się powstrzymać dalszy bałagan w bibliotece. Ale czy aby na pewno za pomocą swoich zdolności? Nie była tego do końca pewna. Bardziej stawiała na łut szczęścia, bądź fakt, że wówczas jej jeszcze nie znał. A jeśli słyszał o Morganie, to wyłącznie z opowieści brata, Moryeny, lub innych mieszkańców podziemi, z którymi się zapoznawała. Gdy przybyła do Fabletown, Devril podobno był gdzie indziej. Domyślała się, że prawdopodobnie dzięki jednemu ze swoich wybryków. Na koniec miał takich wiele i podobno nie tylko w tym świecie.
    Zbliżając się do leża Aludina, słyszała pobrzękiwanie wielkiego łańcucha oraz odgłosy kolejnej, wielkiej destrukcji. Raz nawet zatrząsł się budynek, a drobne kawałki sufity podziemnego korytarza opadły, tworząc niewielką chmurkę pyłu. Nie powstrzymało to Morgany. Przystanęła dopiero, gdy usłyszała porządny huk, jakby co najmniej fragment betonu, rzucony z całym impetem, uderzył o posadzkę. Nie pomyliła się. Tuman pyłu unosił się w pomieszczeniu ze studnią, przez który bez magicznej pomocy nie zdołałaby przejść. Słyszała bowiem o trudnym charakterze smoka. Był prawdziwym przeciwieństwem Drake’a, któremu powierzyła Aithusę w opiekę. I cieszyła się w tej chwili, że to ten drugi się nią zajmował. Wolała nawet nie myśleć, co wyrosłoby ze smoczątka, gdyby było pod opieką tego gorszego z braci. Westchnęła na samą myśl, a wreszcie docierając na miejsce, omiotła spojrzeniem pomieszczenie, które wyglądało jak prawdziwe pobojowisko.
    - Chyba nietrudno się domyślić… Jeszcze trochę, a zawali się cały apartamentowiec. - odparła i uniosła brew, patrząc na smoka. Uśmiechnęła się lekko, gdy wspomniał o rzeczach, które mogły ją tutaj przyciągnąć. Nie była wrogiem smoków i starała się to okazywać. Trudno było stwierdzić, czy brat Aludina się o tym przekonał, kiedy przyszła z prośbą o przejęcie opieki nad białą smoczycą, ale na pewno łatwiej było o jego przychylność, niż w przypadku Devrila. - Po żadne z nich, przysłano mnie tutaj, bym Ci nakazała skończenia tej destrukcji. - poinformowała i wolnym krokiem obeszła wokół studnię, do której koniec końców zajrzała. Rzecz jasna od strony, po której znajdowała się dalej od smoka. Nie ufała mu tak bardzo. W końcu jego niechęć do ludzi była już doskonale znana, nawet na 13. piętrze. - Tylko od Ciebie zależy, czy to zrobię. Bo równie dobrze możemy się dogadać.

    [Coś jest. Mam nadzieję, że da się to jakoś ogarnąć i coś się z tym zrobi. A jak nie, to poproszę reklamację. :D]

    Morganka

    OdpowiedzUsuń
  10. [Cześć! Mam ogromną, naprawdę wielką słabość do smoczków i koniecznie muszę mieć z nim wątek.
    Tylko kurczę, naprawdę nie wiem jak można by ich połączyć? Masz może jakiś pomysł, zalążek, cokolwiek? :D]

    Syanna Ilvesh

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapewne wbrew oczekiwaniom Aludina, nie obawiała się. Smok być może nie wiedział, ale Morgana pochodziła ze świata pełnego magicznych stworzeń. Może, gdyby była dalej tą niczego nie świadomą młodziutką czarodziejką, którą wystraszyć mógł każdy głośniejszy hałas, wycofałaby się z podziemi. Albo może jakimś łzawym sposobem próbowałaby wymusić na smoku zmianę nastawienia. Lecz nie tym razem. Wprawdzie hałas stawał się już powoli nieznośny i miała dosyć słuchania smoczych ryków, ale czekała. O dziwo cierpliwie. Z obojętnością również spoglądała w sufit, z którego przy każdym kolejnym ryknięciu, spadały odłamki betonu. Zupełnie, jakby nie robiło to na Morganie żadnego wrażenia. Lecz ten spokój był pozorny. I do czasu...
    – Ic eom heah nunne, ic hæefe miht ofer dracan!* – nie wiedziała czy podziała, ale warto było spróbować. Powołała się na swoją zdolność, którą uzyskała zostając kapłanką Avalonu.
    I jak zawsze w takich chwilach, używała języka znanego jedynie wtajemniczonym w starą religię. Tutaj, w świecie doczesnym z pewnością zapomnianym… A jeżeli ktoś, prócz niej mógł znać tenże język, była to najpewniej jej siostra, Morgause. Obserwując jednak starszą czarodziejkę spostrzegła, że jej metody, jak i magia też zostały dopasowane do nowej rzeczywistości. Dawne czasy minęły, więc miała słuszność i nie potępiała siostry. Niemniej dla Morgany, nie robiło to żadnej różnicy. Wciąż praktykowała dawne rytuały, nadal była wierna starożytnym wierzeniom i dalej pragnęła, by stary porządek powrócił.
    – Masz wiele oczekiwań… – ponownie zabrała głos, którego ton nie zdradzał złości, czy jakiejkolwiek innej emocji. Na bladym obliczu czarownicy pojawił się jednak lekki uśmiech i uniosła wzrok, patrząc na mityczne stworzenie. Westchnęła teatralnie i przechyliła głowę. Nie okazała jednak swojego rozbawienia oczekiwaniami smoka. Cóż, większość była pewnie teoretycznie nie do spełnienia, ale zawsze mogła sprawić, by było inaczej. Poza tym… sam fakt trzymania w nieludzkich warunkach smoka gorszył Morganę na tyle, że prawdopodobnie chętniej dołączyłaby do szerzenia destrukcji, niż powstrzymywania jej. Smoki przecież były wolnymi istotami, a trzymany na grubym łańcuchu, w dodatku w ciasnym pomieszczeniu to było za wiele. Co z tego, że niszczył? Co z tego, że nienawidził ludzi? To, co tu miało miejsce skutecznie pokazywało, że miał rację...
    – Może być trudno… ale część z nich spełnię, możesz być tego pewien. Skończy się Twoje głodowanie. Twoja wolność również może Ci być zwrócona, ale poniesiesz przy tym niewielki koszt. – stwierdziła pewnie i zrobiła jeden krok w kierunku Aludina. Niewielki, bo nadal chciała znajdować się poza jego zasięgiem. Dodatkowo, włożyła spory wysiłek, by móc być przekonującą. Zdążyła dowiedzieć się, że starszy z braci nie lubił ludzkiej formy jeszcze bardziej, niż Drake. – Przyjmij ludzką formę, chociaż na kilka dni i nie hałasuj. Zdejmą Ci łańcuchy, a to pierwszy krok do wolności... – zaznaczyła wyraźniej, ostentacyjnie spoglądając na zniszczenia. Tym samym dając do zrozumienia, że to zły kierunek i w ten sposób nigdy nie osiągnie tego, na czym mu zależy. A po chwili krótkiej przerwy dodała. – Gdy już pozwolą Ci wyjść, znam miejsce, w które nikt się nie zapuszcza. Tam swobodnie będziesz mógł latać w swojej normalnej formie. Sama trzymałam tam jakiś czas Aithusę.


    * Jestem najwyższą kapłanka, mam władzę nad smokami.

    Morganka

    OdpowiedzUsuń
  12. Morgana spostrzegła, iż słowa wypowiedziane w starożytnym języku Avalonu podziałały. Ucieszyła się w duchu, bo do końca nie była pewna, czy to wystarczy, aby zyskać uwagę smoka. Pomocne okazało się również napomknięcie o smoczej przyjaciółce, która także przebywała w Fabletown. Czarownicę cieszyła próba usamodzielnienia się swojej dawnej podopiecznej, od której nie tylko otrzymywała ogromne wsparcie, lecz przez lata była ważną i oddaną sojuszniczką.
    Długo się zastanawiała nad tym, czy nie byłaby w stanie pomóc Aithusie szybciej pokonać niedoskonałości, które towarzyszyły jej od samego początku. Tylko surowe i zimne mury zamku, w którym ówcześnie mieszkała, pamiętały, jak wiele czasu poświęciła na rozmyślanie nad tym. Jak wiele złości towarzyszyło jej w każdej kolejnej chwili, gdy uświadomiła sobie, że nie jest w stanie tego dokonać. Moc Morgany, choć ogromna, nie mogła zaradzić wszystkiemu. A pomijając władzę, na niczym bardziej nie zależało Morganie, jak na spłacie długu wobec stworzenia. Gdy sama tego potrzebowała, smok bez chwili wahania ją uratował. Zawdzięczała Aithusie więcej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Czarownica z wielkim smutkiem musiała pogodzić się z faktem, że nie da rady odwrócić tego, czym pokarało smoczycę przyjście na świat, choć wedle kapłanki, ta zasługiwała na znacznie lepszy los, który tutaj, w Fabletown miał okazję się ziścić.
    Wypowiedziane przez Alduina Niech będzie skutecznie kupiło uwagę Morgany. Poszło tak łatwo? — spytała siebie w myślach. Choć ukrywała, w tamtej chwili była zaskoczona. Spodziewała się bowiem kolejnej wielkiej demolki bądź złorzeczeń pod swoim adresem.
    Kiwnęła głową, wyrażając swoją aprobatę. Również z wielkim zainteresowaniem przyglądała się przemianie Alduina ze smoczej formy w ludzką. Chyba żaden rodzaj magii nie był jej obcy, aczkolwiek nigdy przedtem nie widziała przemiany odbywającej się w taki sposób. Pomijając oczywiście tę, która następowała po miejscowym Glamour, lecz to nie było tak spektakularne.
    Po wszystkim Morgana pozwoliła sobie na podejście bliżej mężczyzny.
    – Teraz widzisz to wszystko tak, jak my to widzimy – omiotła wzrokiem pomieszczenie, które nagle stało się większe. Skala zniszczeń okazała się większa, niż wydawało się na początku. Liczne dziury w ścianach, zwłaszcza w ciemniejszych kątach straszyły, niczym czarna otchłań, z której nie dałoby się już wrócić; mnóstwo większych i mniejszych odłamków leżących w miejscu, w którym wcześniej Devril leżał w swojej smoczej formie, a do tego pęknięcia w skalnych murach, które natychmiast przywoływało pytanie: czy budynek to wytrzyma?
    Kapłanka szczerze wątpiła, aby warto było fatygować kogokolwiek do naprawy tych szkód, aczkolwiek zmuszona była wszystkie zgłosić i tym samym skazać kogoś na syzyfową pracę. Bardziej niż pewne było, że po powrocie smoka, prędzej czy później wszystko będzie wyglądało tak samo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Usłyszawszy pytanie, Morgana zaśmiała się krótko. Obeszła studnię dookoła, stawiając kroki pomiędzy leżącym gruzem, robiąc to sprawnie i z gracją.
      – Nie przeceniasz mnie, Alduinie? – spytała, unosząc nieco jedną brew, a dłonią przejechała po studni, której część będącą na powierzchni zbudowano się kamieni. Poczuła pewien dyskomfort, gdy jej dłoń natrafiła na ostrą krawędź jednego z nich i zaprzestała swojej czynności, otrzepując zaraz dłonie z pyłu.
      Podeszła do łańcucha, który ciągnął się po ziemi aż do przemienionego smoka i westchnęła. Spoiwa były wielkie, grube i emanowały magią. Nie jakąś potężną, ale jednak.
      – Zobaczę, co da się zrobić – odparła, po czym przeszła wzdłuż łańcucha, zatrzymując się obok Alduina, którego jedna ze stóp, nadal tkwiła w kajdanach. Nie potrzebowała zachęty, nigdy nie była zwolenniczką trzymania smoków w zamknięciu. Były wolnymi stworzeniami i tak powinno pozostać. – Fȳr, Lyft, Hruse, bunde mæġnu. Ābrece þes fetorwrásen; gewanhále ic be gewiht þusenda géarrím – zrobiła krótką pauzę, a gdy tęczówki jej oczu zabłysły na złoto, dokończyła – ende þes clústorloc!*
      Rozległ się głuchy szum, któremu towarzyszył pojedynczy i niezbyt mocny powiew wiatru. Jednocześnie na metalowych kajdanach, po obu stronach pojawiły się jasnoczerwone linie, wzdłuż których doszło do pęknięcia i metalowe części z charakterystycznym brzękiem upadły na ziemię.
      – Możesz mi wierzyć, że najchętniej pozwoliłabym Ci zostać na wolności już na dobre, lecz to nie ja o tym decyduję – stwierdziła, po czym skinęła głową, ponaglając Devrila. – Spodziewają się, że negocjacje potrwają długo, więc mamy czas. Może nie do wieczora, ale parę godzin na pewno.

      *Ogień, powietrze, ziemia, połączcie siły. Zerwijcie te łańcuchy; sprawcie, by były słabe przez wagę tysiąca lat; zakończcie to więzienie.

      [Zmieniłam parę rzeczy, bo głupio byłoby sterować postacią, która już u nas jest, a te drobne zmiany nie zaburzają całości. :D]

      Morganka

      Usuń
  13. Ej, muszę Ci powiedzieć, że mam to samo. Też wgapiam się w ten gif i nie mogę się nawet zebrać do odpisów z tego powodu. Po prostu skupia spojrzenie i już. Dlatego wklejanie go w kartę było moim przekleństwem, ale też zbrodnią i niemożliwością byłoby go tam nie wrzucić. Bym chyba nie przeżyła, gdybym się nim nie pochwaliła. xD

    Przyznam szczerze, że zastanawiałam się nad wieloma postaciami z legend arturiańskich, bo są one akurat bardzo lubianym przeze mnie motywem. Jednak dopiero po przeczytaniu Twojej karty i karty Twojego brata, natchnęło mnie na Aithusę i w zasadzie to wam, Przygodom Merlina i legendom arturiańskim zawdzięczam pomysł na postać. Dlatego z miłą chęcią zagrałabym coś z Alduinem. Myślę, że fakt, że jest mocno zawistny i typowo bestialsko dziki i nieposkromiony, jest tylko atutem. Może po smoczej solidarności wskażę Aithusie trochę złych stron człowieczeństwa, oduczy ją zaufania do ludzi i tej jej wrodzonej potulności? Może pomóc jej zahartować charakter i przygotować nie tylko dupę do twardych upadków, ale też pokazać jej jak naprawdę wygląda życie i jak reagować otwartą wrogością. Aithusie trochę negatywnej energii akurat nie zaszkodzi, skoro na razie jest mocno bezbarwna i niegroźna.

    W zasadzie myślę, że Aithuska mogłaby Alduina nawet instynktownie lubić, bo wydaje się trochę podobny do Kilghharraha. Ma z nim kilka wspólnych cech. Niechęć do ludzi, smoczą dumę. Nie jestem tylko w stanie powiedzieć jak miałyby przebiegać ich relacje, więc może po prostu staniemy na tym, że Alduin dał jej kilka lekcji życia i beszta ją za jej “obojętność” i “uległość”, a resztę zobaczymy jak wyjdzie w praniu?

    Aithusa vel Eirwen Drake

    OdpowiedzUsuń