Fabletown News

Jesień w Fabletown

Wielkimi krokami zbliża się jesień, chociaż panujące na zewnątrz temperatury jeszcze nic na to nie wskazują. Jednak już dziś, burmistrz Król Cole poszukuje chętnych do pomocy przy grabieniu liści i przygotowaniu ogrodów przed Woodlands na nadchodzącą porę roku. Według początkowych planów, zająć mieli się tym Baśniowcy osadzeni w więzieniu, jednak tych oddelegowano do prac porządkowych na Farmie.
Jesień oznacza także rozpoczęcie nowego roku szkolnego. W związku z tym w Zespole Szkół im. H. Ch. Andersena ogłoszono nabór na kilka wolnych miejsc w kadrze nauczycielskiej. Zgłaszać mogą się wszyscy ci, którzy lubią pracę z dziećmi i/lub mają doświadczenie w zawodzie.



Bufkin donosi, że...

...w Fabletown jest ostatnio bardzo gorąco. I nie mam tu wcale na myśli upałów czy piekielnych kazań Lucyfera w jego kościele, oj nie. Ostatnio na trzynastym piętrze wybuchł pożar i chociaż wiedźmy nie chcą o tym rozmawiać udało mi się podsłuchać ich rozmowę. Podobno jedna z czarownic postanowiła poprosić ifryta o by zrobił z niej "gorącą laskę" cokolwiek to znaczy. Marid najwyraźniej też tego nie wiedział, bo spełnił jej życzenie bardzo dosłownie i czarownica stanęła w płomieniach. Przy okazji spaliło się też kilka mebli.
Zresztą to nie jedyny pożar w ostatnim czasie. Smok Drake opowiadał mi ostatnio, że niedawny pożar w okolicach Farmy nie był spowodowany falą upałów. Podobno Devril był znudzony i zirytowany wycieczką i postanowił nieco się zabawić. Wydawał się bardzo zadowolony z siebie, zwłaszcza kiedy okazało się, że w trakcie pożaru zginęło kilkoro doczesnych. Podobno Snow White za karę przydzieliła mu kilka godzin prac społecznych. Mam tylko nadzieję, że nie trafi do Biblioteki. Wciąż niemiło wspominam nasze ostatnie spotkanie...

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Miłe złego początki.


WIEDŹMA || W FABLE OD DOBRYCH PARU LAT || NIELEGALNY GLAMOUR || ELIKSIRY NA KAŻDĄ OKAZJĘ || PRZYBRANA MATKA MORDREDA || SIOSTRA I ODDANA WSPÓLNICZKA MORGANY || SERCE Z KAMIENIA



- Anno, powiedz mi... Co w takich nocach jak ta lubisz najbardziej?
Morgause spojrzała na swojego dzisiejszego towarzysza nocy z lekkim uśmiechem goszczącym na wargach.
- Najpewniej będzie to księżyc. Jasno oświetlający moją drogę, przyświecający moim celom - odparła ciepłym tonem, obejmując towarzysza w pasie i przytulając się do jego boku. Powolnym, nieśpiesznym krokiem spacerowali w kierunku jej niewielkiego mieszkania by tam skonsumować tą świeżą znajomość. On, niedoświadczony i młody, który pierwszy raz zażywał życia jako człowiek. Wcześniej bowiem, nim do niej trafił po glamour, rezydował na Farmie w swojej zwierzęcej formie. Podekscytowany możliwością zmiany postaci wypaplał jej wszystko. Skąd pochodził, z jakiego zakątku innego świata tu trafił. Słuchała z uwagą, jedynie uśmiechając się przemile. Wspaniałomyślnie ofiarowała mu swoja pomoc, nie chcąc wiele w zamian, prócz obietnicy, że spędzi z nią jeden dzień. Obietnica nie musiała być realizowana od razu, Morgause miała czas i nie zamierzała klienta popędzać. Była pewna, że wróci. Zawsze wracali.
- Tutaj - mruknęła miękko, wyślizgując się spod męskiego ramienia - Jesteśmy na miejscu.
Dalej poszło prościej. Mniej było ckliwych romantyzmów za którymi wiedźma nie przepadała, a więcej akcji. Powłóczyste spojrzenia, sugestywne żarciki. Alkohol i półmrok. Słodki zapach perfum czarownicy i miękkość skóry.
Łatwo dał się podejść, zbyt skupiony na ogarniającej go żądzy. Poddał się, ostatecznie lądując na sporym łóżku wśród poduszek i miłej w dotyku pościeli. Morgause zrzuciła ubrania, sztuka po sztuce, uważnie obserwując reakcję. Lubiła kontrolować całkowicie sytuację, lubiła skupiać na sobie uwagę i dobrze wiedziała jak tę uwagę wykorzystać. 
- Chodź - sapnął, podpierając się na łokciach, złakniony bliskości.
Przyszła. Lekkim, bezszelestnym krokiem pokonała tą niewielką odległość i dosiadła go, dobierając się do ust chłopaka. Wprawnie i szybko wyciągnęła mu ręce w górę, przywiązując je miękkimi wstęgami do wezgłowia łóżka. Nie było słowa protestu, a wręcz pomruk zadowolenia na samą myśl co się teraz może stać. Oddawanie się cielesnym uniesieniom było ulubioną rozrywką wiedźmy, zaraz po gotowaniu zupy z kota.
- Och, Anno... - usłyszała sapnięcie tuż przy uchu i zignorowała je kompletnie, wyszukując wolną dłonią w pościeli swojej ulubionej zabawki. Czegoś, bez czego cały ten cyrk nie miałaby sensu. Palce musnęły chłodny metal odnajdując w końcu rytualny sztylet. Kiedy tylko poczuła ciężar broni w ręce, błyskawicznie zaatakowała, wbijając ostrze po samą rękojeść w serce biednego chłopaka. 
- Ccc..Co ty... - wychrypiał zszokowany, w panice szarpiąc związanymi dłońmi. Celny cios szybko pozbawiał go życia, a Morgause spoglądała na swoją najnowszą ofiarę z góry, leniwie okręcając sobie pasmo włosów wokół palca. Potrzebowała jego krwi do kolejnego zaklęcia i paru eliksirów, które obiecała co ważniejszym osobom w mieście. Bezimienny mityczny stwór szarpnął się jeszcze raz, a czarownica złapała ponownie za rękojeść i obróciła sztylet parę razy, sprawiając konającemu niewyobrażalny ból. Krzyk zamaskowało zaklęcie wyciszające.
- To nic osobistego. Czysty biznes - odezwała się w końcu beznamiętnym tonem, patrząc na martwego już chłopaka z tym samym nieodgadnionym wyrazem twarzy. 

Liczko ma gładkie i mowę kwiecistą,
czarci ten pomiot z naturą nieczystą.
Życzenia twe spełni zawsze z ochotą,
da ci brylanty i srebro i złoto.
Lecz kiedy przyjdzie odebrać swe długi,
skończą się śmiechy, serdeczność, przysługi.
W pęta cię weźmie, zabierze bogactwo.
Byś cierpiał katusze aż gwiazdy zgasną.
postać numer 2 się wita i w pas kłania. Tym razem dołączam do #teamMorgana by wspomóc ją w staraniach o koronę :D
wierszyk pod koniec znalazłam grając w Wiedźmina 3, link do niego jest ukryty w karcie.
buźki użyczyła najwspanialsza Lotte Verbeek, nie mam nic do ukrycia, pilnujcie kotów, chwalmy Lucjana i pędźmy bimber!

19 komentarzy:

  1. [Siostrzyczka! <3 Idealna wręcz. Lepsza nie mogłaby się pojawić. Cudny wizerunek i charakter. A za #teamMorgana ukocham siostrzaną tęczozą! <3333
    Koniecznie choć na wątek. Zróbmy wreszcie piękną apokalipsę i niech Fabletown/Camelotown się przed nami pokłoni! <3]

    Kochana Siostrzyczka

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cudne zdjęcie i chwalę za tekst - pochłonął mnie w całości :) Widzę, że potęga rośnie w oczach, tak jak to Morgana ładnie nazwała - Camelotown niedługo nam tutaj powstanie :D Powodzenia z drugą postacią, ave bimber!]

    Szarlotka & Jaga

    OdpowiedzUsuń
  3. [Moja cudowna, kochana i ta lepsiejsza mamusia <3 Na dodatek cudownie ruda :D
    Podziwiam za zdolność zarażenia Morgany tęczozą. ;>
    Chodź do swojego ulubionego synka!]

    Mordziu

    OdpowiedzUsuń
  4. [Cudna! Genialnie napisana KP i przepięknie dobrany wizerunek. Wspaniała Morgause, czytałam z przyjemnością. I jeszcze ta zupa z kota... oj wyczuwam tu jakiegoś pana Andrzeja. ;)
    Życzę powodzenia z drugą postacią, wielu wątków i dużo siostrzanej tęczozy ;) Teraz się zastanawiam czy kombinować coś z Moryeną czy z Morgause... Bo w sumie z Morgause by mogło być bardzo ciekawie. xD]

    - Nimue

    OdpowiedzUsuń
  5. [wpada przywitac sie G-ta ktora napiszala jak nikt i jesli i tys chce ja na stos wyslac to trza sie wpisac na liste oczekujacych hehe.
    A tak serio to powodzonka z druga postacia, duzo weny, watkow a powiazan nie dam bo i tak juz sa i to duuzo ;)]

    Gwen

    OdpowiedzUsuń
  6. [Cześć! Witamy drugą postać :D
    Cieszę się, że znalazłaś dla siebie postać z powiązaniem :D Jeśli dobrze pamiętam, to tego własnie na początku szukałaś, więc tym bardziej trzymam kciuki za same ciekawe wątki i jeszcze więcej powiązań :D
    Miałabym tylko prośbę o dodanie Morgause jakiegoś nazwiska. Każdy mieszkaniec Fabletown otrzymuje fałszywą tożsamość, a więc i nazwisko, pod którym figuruje ;) Nazwisko prosiłabym też dodać do etykiety :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  7. Powinna była to przewidzieć. Wprawdzie zawsze się udawało, ale prędzej czy później pojawić musiały się komplikacje.
    Robiła to praktycznie od połowy swojej kariery wiedźmy z trzynastego piętra. Dokładniej odkąd odkryła, że Morgause, jej ukochana siostra tu jest. Może i nie łączyły ich bezpośrednie więzy krwi, bo okazało się, że nie tylko mają różnych ojców, jak słusznie przypuszczały na początku, ale także i matki. Niczego to nie zmieniło. Morgana była jej wdzięczna, choć chwilami równie mocno nienawidziła starszej krewniaczki. Zwłaszcza po tym, gdy dowiedziała się, jak bardzo okłamywała Mordreda w sprawie, dlaczego został przez nią oddany. Nie potrafiła jednak zbyt długo chować urazy. Przecież zawdzięczała jej tak samo dużo. Morgause wspierała Morganę, gdy ta zwracała się o jakąkolwiek przysługę; pomogła w drodze po władzę, mimo że to królowanie trwało wyłącznie krótką chwilę. Udzieliła jej schronienia w swoim domu, w Szkocji. Choć nie musiała przecież robić żadnej z tych rzeczy. Dostała dawno to, czego tak zawsze pragnęła - następcę tronu Camelotu w osobie Mordreda. Syna prawowitej królowej i przyszłego króla. Być może zrobiła błąd, zdradzając siostrze prawdę o jego narodzinach. Ale ufała jej. Tak samo jak teraz.
    Morgana nie uwierzyła w wiadomość o jej śmierci, gdy jeszcze chodziła po ziemiach Albionu. Miała słuszność. Przekonała się o tym, spotykając ją zupełnie przypadkowo na ulicy w Fabletown. Od tamtej pory widywały się regularnie, przecież miały sporo do nadrobienia. To właśnie na jednym z takich spotkań Morgause złożyła Morganie propozycję. Wszak jako wiedźma z trzynastego piętra mogła wiele. Miała dostęp do spisu mieszkańców Farmy, a na tych najbardziej zależało starszej z czarownic. Porzuconych i zapomnianych kreaturach, których nie stać było na legalne glamour. I nigdy stać nie będzie, albowiem w zwierzęcej formie trudno byłoby im znaleźć jakąkolwiek pracę. Kto zatem przejmował się ich losem? Bezimienne istoty, których los i tak z góry był ustalony.
    Morgana zgodziła się bez wahania. Nie przeszła magicznej przemiany i nie stała się dobrą czarodziejką, choć sprawiała takie wrażenie. Opanowała tę umiejętność do perfekcji jeszcze w Camelocie, mydląc oczy ojcu i bratu. Gdy nikt nie patrzył, regularnie zaczęła przeglądać listy wyrzutków i korzystając ze swojej magii robiła kopie, które potem zanosiła siostrze.
    Doskonale zdawała sobie sprawę, do czego ofiary były potrzebne. Z ich krwi, Morgause wytwarzała eliksiry i inne magiczne mikstury. Morgana bacznie przyglądała się i uczyła, zapamiętując co trzeba. Nigdy nie wiadomo, co i kiedy z poznanych rzeczy może się przydać, prawda? Poza tym widziała w tym korzyść także i dla siebie. Czynienie dobra prędzej czy później musiało jej się znudzić.
    Główną wadą wiedźmy, był jednak jej brak cierpliwości. Od samego mała narwana, uparta i impulsywna. Jedyne cechy, które prawdopodobnie odziedziczyła po znienawidzonym ojcu. Nie potrafiła działać powoli, chciała wszystko na już i wykorzystywała każdą okazję, aby tylko osiągnąć swój cel. Nie zmieniła się w tej kwestii. I być może to właśnie to doprowadziło niemalże do zguby obydwu wiedźm. Zbyt bardzo zaangażowała się w to dzieło i trafiły na niewłaściwego stwora. Owszem, skorzystał z oferty Anny. Więcej, kilkakrotnie wrócił. Aczkolwiek z czasem zaczął rozpowiadać wśród mieszkańców Farmy dziwne rzeczy. Naturalnie, że zgodnie z prawdą… ale czyż nie każdy sposób był dobry, by zarobić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Morgana jednak nie mogła pozwolić sobie na taką aferę. Nie jako legalna wiedźma. Ale i nie chciała sprowadzić problemów na swoją siostrę i przyjaciółkę. Jeszcze tej samej nocy, kiedy dowiedziała się o problemie, wyciągnęła z szafy ciemny płaszcz, który narzuciła na siebie. Obszerny kaptur założyła na głowę, zakrywając tym samym połowę twarzy. Nikt nie zwrócił uwagi. Portier w Woodlands jak zwykle spał, a o tej porze mało kto wyłaniał się ze swoich mieszkań. Może poza powracającymi, bądź spieszącymi do klubów nocnych Baśniowców spragnionych, obcym wiedźmie, doznań cielesnych. Nigdy nie widziała w tym żadnej radości, dlatego też zastanawiała się często, jak Morgause mogła tak żyć. Słyszała nie raz od Mordreda o wyczynach siostry. Cieszyła się przy tym, że ten nie przejął złych nawyków.
      (...)
      Niewielkie mieszkanie, które kilkakrotnie już odwiedzała. To tam miała się stawić. Bezszelestnie zjawiła się pod drzwiami, które otworzyła i weszła do cichego, a zarazem ciemnego wnętrza zajmowanego przez Morgause.
      – Zła passa długo nie potrwa. Niewdzięcznik odwiedził dzisiaj trzynaste piętro. Zdziwi się, jak łatwo uda się go namierzyć. – odezwała się, gdy tylko zielone tęczówki natrafiły na rudowłosą kobietę. Uśmiechnęła się i podała kobiecie fiolkę z preparatem, który jej podarowała. Na wypadek, gdyby taka sytuacja miała miejsce. Zdenerwowany Baśniowiec, pod działaniem nielegalnego glamour chętnie przyjął szklankę wody. Nieświadomy, że było w niej coś jeszcze.
      – Czar lokalizacyjny zadziała, ale powinnyśmy się spieszyć. Jeśli rozejdzie się to po okolicy, możemy nie mieć już tyle szczęścia. – dodała, zakrywając z powrotem bok długim, iście z epoki średniowiecza płaszczu, chowając pod nim także sztylet, który był nieodłącznym rekwizytem Morgany. Rozejrzała się po pomieszczeniu pełnym przygotowanych wywarów, oraz różnych osobliwych pamiątek, prawdopodobnie po ofiarach, których śmierć miała większy sens, niż żałosny żywot.

      [Dodałam mały dodatek od siebie, o bardzo fajnym eliksirze, który przyczyni się do większego zła. Mam nadzieję, że pasuje! A w razie czego, poproszę o reklamację. :D]

      Siostrzyczka

      Usuń
  8. [Ojej, bardzo dziękuję! :D Ja to mam jakąś manię zmieniania kart i co gorsza - robię to zamiast wziąć się za odpisy xD
    Ale powoli odżywam i oczywiście z chęcią zgłaszam się po wątek! Nie wiem tylko, czy z Bazylkiem czy Morgause? Masz może jakieś pomysły?]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  9. [Siostruniu należy ci się złoty banan za pierwszy komentarz! Twoja okejka znaczy dla mnie bardzo wiele, a wiaderko z pewnością się przyda :) Są rodzinką, wiec przydałoby się im jakiś wątek stworzyć i z mojej strony znajdą się chęci :D ]

    Arturo

    OdpowiedzUsuń
  10. [A co powiesz na stworzenie im jednak jakiejś historiI tutaj w Fabletown? Może udałoby nam się rozwiązać dawne spory i Moraguse przejrzałaby na oczy, że Arcio to całkiem fajny facet. To znaczy nie wiem jakie cuda i czarna magia musiałyby się zadziać, by tak się stało, ale jesteś wiedźmą, więc z pewnością masz eliksir na wszystko xD]

    ARCIO

    OdpowiedzUsuń
  11. Skinęła głową w odpowiedzi na otrzymaną pochwałę, a na jej twarzy pojawił się nawet cień uśmiechu. Oczywiście, bardzo doceniała, że siostra ją takową uraczyła. W końcu nawet i tu uczyła się od niej wiele i starała się pomagać, jak tylko mogła. Może nie korzystała z tych nauk na co dzień, jak zresztą z wielu innych, które poznała w swoich czasach. Chociażby tajniki czarnej magii, które przez lata tak rzetelnie studiowała. Morgana zawsze pragnęła wiedzy, zwłaszcza odnośnie magii. To dla niej była najważniejsza rzecz, zaraz po władzy, o którą równie mocno zabiegała. I niekiedy bolało ją, że tu musiała działać legalnie. A już na pewno wtedy, gdy przez kilkanaście godzin dziennie wykonywała swoją pracę na 13. piętrze. Marudzący i wiecznie niezadowoleni odbiorcy glamour, którzy nie potrafili zdecydować się na wygląd; zamawiający eliksiry, którym nie pasował zapach, kolor czy nawet smak specyfiku. Zmuszała się wtedy, by zamiast odpowiedniego wywaru nie podać trucizny i nie pozbyć się delikwenta raz na zawsze. Męczył ją ten perfekcjonizm i ponowne udawanie idealnej. Przecież tak długo zmuszona była grać dobrą dawno temu, jeszcze kiedy mieszkała w Camelocie… Wciąż w pamięci miała jak wielkim trudem zdobywała się na wymuszony uśmiech, podczas gdy w rzeczywistości niczego tak bardzo nie pragnęła, jak wbić sztylet w serce i wreszcie się uwolnić. Jak bardzo chciała jednym zaklęciem odrzucić kogoś od siebie, gdy jednak musiała pozwolić na niechciany, przyjazny gest względem niej od osoby, którą darzyła szczerą nienawiścią. Widocznie była na to skazana także i tutaj...
    Nie czekała i nie traciła czasu. Śladem siostry, ponownie nałożyła na głowę obszerny kaptur swojego płaszcza i szczelniej się nim okryła. Wychodząc, obrzuciła jedynie spojrzeniem leniwie wylegującego się na fotelu kota siostry, który chwilami z nadmierną ciekawością przyglądał się Morganie, gdy ta zjawiała się w mieszkaniu Anny. Podobno potrafił mówić, lecz w jej obecności nigdy tego nie robił. Być może nie ufał obcym, a być może sama Morgause o to zadbała. Nigdy nie wypytywała.
    Ostatecznie wyszła za nią na zewnątrz. Chłodne wieczorne powietrze znów zetknęło się z jasną skórą twarzy Morgany, przy czym na moment przymknęła powieki. Minęły sekundy, nim ponownie przywykła do chłodu. Ciepły apartament w Woodlands, czy mieszkanie Morgause były zdecydowanie przyjemniejszymi miejscami w tej chwili, ale musiały działać.
    Po dłuższej przechadzce po opustoszałej o tej porze dzielnicy, przystanęła, słuchając uważnie uwag siostry. Czyżby kłopoty nie były tak małe, jak przypuszczała? Odruchowo rozejrzała się po okolicy, wyłapując kątem oka każdy, nawet najmniejszy ruch. W większej mierze były to cienie rzucane przez gałęzie kołyszące się na wietrze, chociaż towarzyszyło jej wrażenie, iż nie tylko. Jednakże nie wyczuwała magii. A może ktoś postarał się o to, by nie była w stanie tego zrobić.
    – Gryf? – spytała, jakby lekko zaskoczona. No tak… zbyt szybko działała. Skąd zatem mogła wiedzieć, kto widniał na liście nowo przybyłych do Fabletown? Brakuje ci tej cholernej cierpliwości pomyślała i wzruszyła ramionami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. – My też możemy go zlokalizować. Nie po to miał przyjąć ten eliksir? – ponownie zabrała głos i z lekko zmarszczonymi brwiami spojrzała na siostrę. Jeśli zamierzała jej powiedzieć, że preparat nie zadziałał i tak naprawdę to nie ów Daniel, a Morgause z Morganą są wystawione na cel, byłaby w stanie nawet kogoś zamordować. Kogokolwiek, nawet pierwszą lepszą osobę, która pojawi się na horyzoncie.
      Powiew wiatru spotęgował poczucie dziwnego niepokoju. W powietrzu wręcz dało się wyczuć dziwną i gęstą atmosferę. Jakby omen nadchodzących kłopotów, albo i klęski. Choć czarownica początkowo uważała, że to tylko dziwne wrażenie. Mocniej zacisnęła dłoń na krańcach płaszcza, co i tak nie pomagało. Zimne powietrze podstępnie wdzierało się ze wszystkich stron. Jednakowoż… przed rozwiązaniem problemu nie mogły wrócić. Nawet gdyby miały tu zamarznąć.
      – Co zatem robimy? Nikt nie może się dowiedzieć. Jeśli to się wyda, więcej nie będę mogła Ci pomóc. – przeszła kawałek, po czym odwróciła wzrok i spojrzała na rudowłosą. – Jeśli jeden zniknie, chociaż wcześniej pojawił się w Woodlands, raczej nikt się tym nie przejmie. Nawet wiedźmy nie przejmują się tak bardzo tymi, których nie stać na glamour. – powiedziała i uśmiechnęła się lekko. – Mamy tam pewien specyfik, wystarczy zamienić jeden składnik, by wykonać doskonałą truciznę, którą znam. Albo możemy uciec się do mniej przykrych… – nie zdążyła dokończyć, kiedy spostrzegła kątem oka ruch w okolicach budynku, z którego wyszły. Przyjrzała się uważniej. Poza Danielem było paru innych, których widziała siedząc za zasłoną w mieszkaniu Anny, gdy ta przyjmowała swoje ofiary. Wyglądało na to, że nie tylko gryfia chimera miała coś przeciwko temu procederowi. Być może utworzył się cały front, z którym musiały się uporać. I to jak najszybciej. Wprawdzie Morgana potrafiłaby się wybielić bez problemu... doskonale opanowała tę sztukę. Gorzej było z Morgause, której nie zamierzała zostawiać. – Chyba już nie musimy go szukać. – wskazała siostrze kierunek i drzwi wejściowe, przed którymi stało kilku zbuntowanych mieszkańcy Farmy. Wprawdzie byłych mieszkańców, ale jednak... Widać było wśród nich pewne zamieszanie. Być może odkryli miejsce obecnego pobytu wiedźm, a może miało to związek z czymś, o czym rozmawiali. Morgana jednak z tej odległości nie była w stanie nic dosłyszeć.

      [Nie jestem zadowolona z tego, ale mam nadzieję, że ujdzie.]

      Siostrzyczka

      Usuń
  12. [Nie wiem czy zdążyłaś poprzedni komentarz przeczytać, ale jak tak to zapomnij xD Pozmieniałam znowu Charlotte w historii, tak żebym miała w tym jakiś umowny ład i tamto już nieaktualne :D
    Więc raz jeszcze: wybacz, starałam się wysilić wszystkie komórki mózgowe, żeby wymyślić coś chwytliwego dla nich i... w sumie nie wymyśliłam, a zarys pomysłu na temat przeszłości przestał być aktualny jak zmieniłam historię, żeby trzymała się kupy, więc już zupełnie nie wiem co mogłyby robić, a chciałabym kurcze coś z polotem xD]

    Charlotte

    OdpowiedzUsuń
  13. [Ha! Z takiego kota to sobie zupy nie ugotujesz. ;)
    Dziękuję za miłe powitanie, choć zmartwiłaś mnie moją postaciozą.
    No to co kombinujemy ciociu? Może załatwisz mi jakieś glamour dla lwa?]

    Owen

    OdpowiedzUsuń
  14. [wspaniale, kupuję! :D rozpoczęcie już daję, ale co do fabledolców proszę mnie na krechę policzyć, mam horom curke... oh, wait... mam martfych synuf! xD
    niespodziewane przerywniki bardzo chętnie!
    No i ten... tak jakoś opornie mi szło, ale w końcu cuś tam wyszło, wybacz, że tyle czekasz :D]

    Dopiero od niedługiego czasu znajdowała się w świecie doczesnych, jeszcze krócej w dzielnicy Fabletown, a już miała pełne ręce roboty. Wkraczając w granice azylu baśniowców, zadeklarowała się do pomocy prawnej, nawet darmowej jeśli sytuacja finansowa mieszkańca była beznadziejna, bądź za jakąś przysługę jaką był w stanie zapewnić klient, a jak się okazało sporo książąt i księżniczek, dzieci młynarza, czy też innych bestii miewało niemałe problemy z prawem. Jedni nie mogli się oprzeć przed kradzieżą mniejszego bądź większego stopnia, inni z kolei oskarżani zostawali o morderstwo. Niektóre sprawy różniły się od siebie diametralnie, ale jeśli już Charlotte zabierała się za jakąś, robiła wszystko, aby jak najlepiej wybronić swojego klienta, jeśli coś nie leżało w jej możliwościach, potrafiła przekopać się na drugą stronę planety, aby znaleźć kogoś, kto załatwi to dla niej. Lubiła stawiać na swoim i udowadniać, że ma rację, dlatego też chętnie angażowała się w cudze problemy, jednak jeszcze chętniej pragnęła zaangażować się w sprawę bliskiej sobie osoby.
    Morgause zawsze była dla niej ważna, mimo iż właściwie nawet nie była matką jej męża, jedynie przybraną matką, ale i ciotką, zawsze umiały znaleźć wspólny język, dlatego Charlotte bez wahania zgodziła się pomóc jej w potrzebie. Kiedy tylko otrzymała wiadomość o oskarżeniach jakie zarzucała jej doczesna policja, cały wieczór czytała w kółko wszystkie dostarczone jej papiery na temat tej sprawy, bo wciąż coś jej się w tym wszystkim nie kleiło. Znała Morgause, wiedziała przynajmniej mniej więcej do czego była zdolna, ale zwyczajnie nie pasowała do niej ta historia, a musiała mieć raczej dobrego nosa, jeśli Morgause twierdziła, że została niesprawiedliwie oskarżona. Gdyby już wiedźma chciała kogoś zabijać, raczej zrobiłaby to w bardziej kreatywny i ambitny sposób, a już na pewno nie zostawiałaby po sobie tylu śladów, z daleka śmierdziało zwykłym ludzkim morderstwem.
    Powoli organizowała sobie małe biuro w centrum, przeznaczone na sprawy biznesowe, jednak było jeszcze kompletnie nie gotowe, czekało ją malowanie ścian, wniesienie mebli takich jak choćby biurko czy szafki, nie mówiąc już o poukładaniu wszystkich starych papierów, które nadal trzymała, spakowane w kartonach i odłożone w rogu mieszkania. Z tego powodu umówiła się z czarownicą w bardziej publicznym miejscu, swoją drogą, nie widziały się odkąd Morgause opuszczała ich krainę, a więc trwało to już ładnych kilka lat. Charlotte była ciekawa jak radzą sobie w tym świecie inni baśniowcy, a tym bardziej była ciekawa jak żyją ci, których znała wcześniej.
    Umówiły się w kawiarni "Na rogu", Charlotte wciąż zwiedzała to miasto, odkrywając różne dziwne i ciekawe zakamarki, nie mogła odpuścić sobie wypicia kawy z jednorożcem. Z całym, grubym plikiem sądowych dokumentów pod pachą wkroczyła do wnętrza baśniowej kawiarenki, która właściwie była mniej baśniowa niż się spodziewała, choć liczenie na maleńkie wróżki latające po lokalu było raczej głupie. Jak się okazało była pierwsza, więc sama wybrała sobie stolik, oddalony jak najbardziej od pozostałych gości, aby mogły w miarę swobodnie porozmawiać, bez zbędnych ciekawskich spojrzeń, po czym rozsiadła się wygodnie na jednym z krzeseł, nim jednak zdążyła zastanowić się, co będzie lepiej smakowało w towarzystwie jednorożcowej kawy, drzwi kawiarni otworzyły się cicho dzwoniąc i do środka weszła rudowłosa czarownica. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, Charlotte pomachała jej radośnie na przywitanie.

    Szarlotka

    OdpowiedzUsuń
  15. [Piszę tutaj, bo miałem taki niecny plan, by wpaść się przywitać z Lokim i tekstem, że witam się tak późno, bo Loki się boi matki xD
    No, ale jakoś tak sentymenty wygrały i wróciłem do mojego Śmierci. Dziękuję za cudowne powitanie i przybijam piąteczkę, bo ja Pratchetta w ogóle zacząłem czytać po tym jak przeczytałem "Morta" i uznałem, że Śmierć to najgenialniejsza postać jaką znam. :)

    No to zapraszam! Możemy nawet próbować zrozumieć ludzi albo zamordować porcję curry. :) Pomysły? No i którą postać mi polecasz?]

    Śmierć

    OdpowiedzUsuń
  16. [Wybacz, że tyle zamulałam, ale myślałam, że ogarnę życie bez urlopu.
    Oj tam, mnie się podoba. To zgodnie z umową podrzucę początek dla cioci. Nie wiem tylko czy w trakcie urlopu czy dopiero po, ale na pewno się postaram. :)]

    Owen

    OdpowiedzUsuń