Fabletown News

Rewolucja w ogrodach Woodlands

Nie od dziś wiadomo, że koniec wiosny i początek lata jest okresem, w którym ogrodnicy z Woodlands mają najwięcej pracy. Tym razem, o pomoc poproszono uczniów Zespołu Szkół im. Ch. H. Andersena oraz wolontariuszy - wszystkich chętnych Baśniowców, którzy kochają rośliny i chcą, aby to miejsce wyglądało jeszcze wspanialej.
Nie od dziś wiadomo, że po zmroku w sklepie Golden Goose dzieją się dziwne rzeczy. Spadające z półek produkty, latające mopy i samo-jeżdżące wózki. Tym razem, właściciel sklepu stracił cierpliwość i postanowił wytoczyć wojnę złośliwym duchom. Wynajął specjalistów, którzy mają pozbyć się natrętnych mieszkańców.



Bufkin donosi, że...

...po tym, jak Vanessa bohatersko pomogła rozstrzygnąć spór w sprawie skradzionych czekoladek, w barze Trip Trap panuje większy ruch. Nie chodzi jednak o promocję piwa ani nowe piosenki Kapitana Haka. Otóż, wielu Baśniowców szuka darmowej porady "jak żyć" u uroczej barmanki. Podobno pomogła już w niejednej sprawie! Najnowszą z nich jest tajemnicze zniknięcie szamponu, który został skradziony w biały dzień, wprost z łazienki Erwina!
"Zbliża się apokalipsa zombie!" - donoszą nagłówki gazet z dzielnicy Doczesnych sąsiadujących z naszym Fabletown, którzy spanikowali na widok spacerującego po ulicach samotnego zombie. Tymczasem, to tylko jeden z pacjentów Victora wydostał się ze szpitala i wybrał się na wycieczkę. Z kolei przy wszystkich lokalach i tablicach ogłoszeń w Fabletown, pojawił się komunikat z prośbą do wrażliwszych Baśniowców, by nie atakowali zombie. W końcu to też Baśniowcy, prawie tacy jak my!

poniedziałek, 25 grudnia 2017

there are times in life when people must know when not to let go. balloons are designed to teach small children this.


h a r l e y ⚕ f l e t c h e r
The world is indeed comic, but the joke is on mankind


Zwykle bywa tak, że jedna z pierwszych lekcji, jakie zmuszone są zapamiętać dzieci na swojej drodze do dorosłości to nie przechwalaj się. Hermanowi zapomnieli o tym napomknąć, bo w urokliwym dworku otoczonym walącymi się chałupami przechwalać się wręcz należało. To znaczy, w zasadzie formalnie wciąż nie należało, ale panowało głębokie przekonanie, że trzeba. A nawet jeśli nie trzeba, to na pewno można. Bo to był naprawdę śliczny dworek, ze ślicznymi zasłonkami, ślicznymi okiennicami, ślicznymi deserowymi talerzykami i wszystkim tak ślicznym, że od nadmiaru śliczności można było stracić chęć życia. Ale nikogo w ślicznym dworku nie interesowało, że na sam jego widok ciężko pracującym mieszkańcom okolicznych domów krytych słomą kosy same stawiają się na sztorc. Państwo na włościach dbali tylko o to, żeby przepisowo ciekawskie okoliczne dzieci nie wsadzały swoich ciekawskich nosów gdzie nie trzeba. I żeby ich własnemu potomstwu nigdy nie zabrakło powodów do przechwałek. Dwaj śliczni synkowie terminowali więc u najbardziej znamienitego felczera, jakiego państwu udało się odszukać. Nie z uwagi na wzniosłe ideały niesienia pomocy bliźnim. Bynajmniej. Po prostu kowale, piekarze i bednarze należeli do okolicznego świata, który śmierdział obornikiem i nie miał do zaoferowania nic godnego zainteresowania. Interesujące były rzeczy śliczne i prestiżowe.

Skłonność do popisywania się najwyraźniej trudno w sobie wyplenić. Pewnie dlatego Harley Fletcher nadal bardzo lubi beznadziejne przypadki, spektakularne sukcesy i pieniądze. Na jego szczęście nie spędził w ślicznym rodzinnym dworku na tyle dużo czasu, by zupełnie przesiąknąć próżnością i zepsuciem. Z drugiej strony, nawet wynikły ze wspomnianej skłonności pobyt w więzieniu nie zdołał skutecznie nauczyć go pokory. W tej kwestii polepszyło mu się tylko trochę. Jednak w drodze między wymiarami wypadło mu z głowy i zagubiło się w przestrzeni międzygwiezdnej wiele innych lekcji, których udzielano młodym arystokratom. I całe szczęście. Stał się dzięki temu całkiem fajnym człowiekiem. O ile z fajności nie wykluczają okazjonalne groźby karalne, więcej niż okazjonalne przywłaszczanie sobie cudzej własności i wybuchy złości w momentach tak przypadkowych, że nikomu nie udało się jeszcze opracować scenariusza reakcji na tę okoliczność. Harley gotów jest nad wszystkimi tymi elementami pracować, a to już coś. Chyba.


ten z Trzech Cyrulików, któremu dostała się ręka złodzieja  ◈  niegdyś nosił imię Herman  ◈  traumatolog w Szpitalu im. Frankensteina  ◈  08/19/1980  ◈ wierzący i praktykujący kleptoman  ◈  w Fabletown od dwóch lat, wcześniej przez jakiś czas szalał po świecie jako medyk kompanii najemników, ale współczesne wojny doczesnych to jednak nie jego temat  ◈  jeszcze mniej dumny jest z tego epizodu swojego życia, w którym talenty wykorzystywał do napychania kieszeni własnej oraz zaprzyjaźnionych paserów  ◈  mąż (w jego przekonaniu) przyszłej pani szeryf albo przynajmniej laureatki grand prix dla najlepszego zastępcy szeryfa w dziejach  ◈  jak ładnie poprosisz, to nawet urwaną głowę sklei ci z resztą ciała na magiczny zajzajer  ◈  What if Cinderella was a baking slave instead of cleaning slave and her name was Mozarella? tylko poważne odpowiedzi


f e l l a s ✘ s h e n a n i g a n s
Siema, mordeczko, co napierdala?




Baśniowcy! Trzymajcie portfele i zegarki, lekarz-patolog kontratakuje! Tym razem obiecuje nie znikać w niewyjaśnionych okolicznościach. Wizerunku użycza Chris Hemsworth, kartę dodatkowo sponsorują przeterminowane memy, Pratchett i Lovecraft. Jestem otwarta na szalone propozycje, lubię zaczynać i wymyślać, oddam Kocie Oczy w dobre ręce. Harley jest nieszkodliwy, chociaż czasem bije inne dzieci, ale tylko kiedy musi. Zapraszamy!
Nie mam nic do ukrycia.

24 komentarze:

  1. [Chris jako doktor xD I jeszcze ten tekst... w ogóle cała karta roi się od zabójczych tekstów. W każdym razie, witam serdecznie i życzę wielu pacjentów, najlepiej samych ciekawych przypadków, żeby nudno nie było, no i rzecz jasna równie fajnych wątków. :) A w razie chęci zapraszam do siebie.]

    Mordred

    OdpowiedzUsuń
  2. [karta mnie zabiła i piszę zza grobu xD
    witam się serdecznie i w ogóle dużo weny, wiaderków internetów i pomysłów na prowadzenie postaci! z części oficjalnej mogę jeszcze zaprosić do siebie jeśli doktorek wytrzyma z bazyliszkiem i nie da się zjeść :D]

    Moryena

    OdpowiedzUsuń
  3. [Cześć! ;) Nie wiem co tu napisać, by oddać humor tej karty. Miło się czytało i nawet uśmiech się pojawił. Zwłaszcza na ślicznej śliczności. :D
    Od siebie życzę dużo weny, ciekawych wątków i powiązań, oraz jeśli jest chęć - zapraszam do siebie. ;)]

    Morgana Le Fay

    OdpowiedzUsuń
  4. [Good morning, sunshine! ♥
    Doskonale wiesz, że jestem zachwycona Harleyem, wyrażam swoje ogromne ubolewanie, że ostatnim razem był tak krótko i mam nadzieję, że tym razem zostanie na dłużej! Będzie bardzo mojej dziewczynce potrzebny! :D
    A teraz come to your beloved wifey, nawet nie pytam o chęć na wątek, bo to zbyt oczywiste, że jest.]

    OdpowiedzUsuń
  5. [Przyjemny ten Harley :D
    Nie wiem, co tutaj mógłbym napisać, bo karta wyszła E-P-I-C-K-O! Mega, ale to mega. Myślę, że każdy się ze mną zgodzi (a ten, kto się nie zgodzi to ma wpierdol) :D
    Baw się dobrze, długiego pobytu i mnóstwa, weny!]

    Lucyfer
    Will
    Ivan
    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  6. [Już wiem, ze jest cudowny przez cytat w karcie :D Z góry przepraszam, że nie jestem w stanie skomentować karty w bardziej obiektywny sposób, ale na jaw wychodzi moja miłość do Marvela. Pozostaje mi jedynie zaprosić na wątek, bo przyznaję, że postać wydaje się być naprawdę ciekawa :)]

    Amara

    OdpowiedzUsuń
  7. Ravioli, ravioli, your wife will be my loli...
    Śmieszkowata karta, ale urocza i co najważniejsze konkretna! Magiczny zajzajer to musi być niesamowite osiągnięcie współczesnej baśniowej medycyny. Dobra karta jest dobra i co tu więcej mówić :) Łączy nas w sumie jedna postać, więc jeśli chcesz dramy to zapraszamy. A ty razem miłego dalszego świętowania i zajrzę jeszcze pod Waszą notkę! :)]

    Cash Paul Knowles

    OdpowiedzUsuń
  8. [Dziękuję bardzo, jeśli dzielnie przebrnęłaś przez całość to zgłoś się po ciasteczko w nagrodę. :)
    Magiczny zajzajer brzmi intrygująco, więc piszę się na coś takiego z wielką chęcią. Tak się zastanawiam jakby tu ich pierwszy raz spotkać, żeby mogli się dogadać i zacząć coś razem kombinować i tak sobie myślę... Mordred trafił do Fabletown w dość kiepskim stanie i przydałby mu się lekarz. Może akurat Harley był wtedy pod ręką i trochę pomógł Mordreda poskładać i pozszywać? Akurat mieliby wtedy okazję jako tako pogadać, a potem podczas którejś kontrolnej wizyty zgadać się co do magicznego zajzajera? ;)
    p.s. rozwala mnie "magiczny zajzajer" xD]

    Mordred

    OdpowiedzUsuń
  9. [Witamy ponownie! Śmiechłam mocno - na ślicznej karcie, śliczym Thorze... znaczy się doktorze Chrisie i równie ślicznej treści. No przy takim doktorku to aż szkoda być zdrowym! ;)
    Baw się dobrze, zostań z nami tym razem dłużej. Życzę dużo weny, ślicznych wątków i dobrej zabawy. A jak najdzie Cię chęć kupić kwiatki dla żony to wpadnij do Nimci. ;)]

    - Administracja & Nimue

    OdpowiedzUsuń
  10. [Cześć! Witamy ponownie na Fabletown! :D
    Harley wydaje się o wiele bardziej uroczy, niż poprzednia wersja. To chyba kwestia mniej mrocznego wizerunku xD
    Trzymam kciuki za Harlice! - taki mi ship wyszedł xD I zaraz biorę się za czytanie waszej notki :D
    Duuuużo ciekawych wątków i zostań z nami jak najdłużej :)]

    Administracja & Lucy

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. [Proste mój drogi Watsonie - pojawi się ktoś trzeci w myśl "The enemy of my enemy is my friend" :)
    Felice to twarda babeczka, nie daje sobie w kaszę dmuchać (widzę to po notkach i wątkach :D) i też myślę, że kiedyś ze swoją determinacją zostanie szeryfem. Stąd też, może wciskać się w miejsca i do osób, które niekoniecznie chcą by zastępca szeryfa im się w obejściu kręcił. Po drugie świrów takich jak Cash jest dużo, więc nasz nowy przyjaciel mógł zacząć śledzić i/lub wrzucać jej niespodzianki podobne do kartki Casha - natrafiać będzie na nie Harley, bo przeczytałam w notce, że ma mocne poczucie tego by chronić dobre nerwy własnej małżonki. I jeśli sądzisz, że pasuje to do twojej postaci, może wpieni się i w końcu skonfrontuje z Cashem, że teraz to już przesadził i chce go zabić gołymi rękami, ale okaże się... Że to nie Cash jest autorem ostatnich zmasowanych ataków tylko jakiś inny gnojek :D
    Pójdą na układ, który proponuje jeśli uważasz, że Harley na niego się zgodzi: Cash znajdzie przestępce szybciej niż zajęta policja, bo ma kontakty. Jeśli Harley pójdzie z dowodami do oficjalnych władz to pierwsze będą węszyć przy Cashu więc prawdziwy sprawca w tym czasie nadal będzie sobie hasał i szybko do niego nie dojdą bo będą chcieli przeprać Knowlesa od góry do dołu - niebezpieczeństwo będzie dalej istniało :D
    I to tyle z mojego pomysłu. Gnojka mogą usieknąć, pytanie tylko czy Harley będzie chciał w taki sposób brudzić sobie ręce, jest lekarzem i złodziejem, ale nie wiem czy tak naprawdę mordercą :)]

    Cash Paul Knowles

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  14. [Zasłużone były, bo karta cudnie napisana i humorystycznie. Aż miło! ;)
    No ba, z pewnością sam by się nie wybrał, więc Morgana jako bardzo wzorowa mamusia z pewnością poszłaby poszukać pomocy i nawet siłą by go tam zaciągnęła. Ewentualnie sama, za jego plecami by wszystko załatwiła, a on by został wysłany na gotowe. Już mi się podoba! :D]

    Morgana Le Fay

    OdpowiedzUsuń
  15. [Oki, czyli lecimy sobie powolutku od pierwszego spotkania i sukcesywnie ogarniamy potem resztę, tak? ;)
    Mam tendencję do poświęceń i pisania początków jeśli fabularnie wychodzą od mojej postaci, więc nie ma sprawy. Tylko z góry ostrzegam, że mam jeszcze parę zaległych początków do napisania, więc poczekasz sobie do roku 2018. xD Dasz radę? ;)]

    Mordred

    OdpowiedzUsuń
  16. [DokThorze, brzmi idealnie :D Jestem zainteresowana, więc koniecznie rozwijaj. ;)]

    - Nimue

    OdpowiedzUsuń
  17. [W sumie to, to załatwianie za plecami miało być bez wiedzy Mordreda. Bo w sumie on by nawet nie wiedział co się dzieje. :D Poniekąd byłoby właśnie takim wejściem w interesy. Morgana sama przyszłaby do szpitala z tą sprawą, gdzie by ją odesłali do Harleya właśnie. Może nawet przez kogoś życzliwego zostałaby tam podesłana, bo w końcu nowym trzeba pomagać. Bo na dobrą sprawę, zrobiłaby pewnie wszystko, aby tylko pomóc Mordziowi. :D]

    Morgana Le Fay

    OdpowiedzUsuń
  18. [Alkohol łączy ludzi! xD
    No a tak na poważnie, to jestem za tym aby się znali. Moze nawet po jednej z czysto alkoholowych eskapad, popełnią jakąś cholerną głupotę, którą będą musieli zamaskować? Harley przed żonką, a Lucek przed resztą xD
    Myślę, że byłoby wesoło, takie...Fable kac vegas xD Co ty na to?]

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  19. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  22. Nareszcie chwila spokoju – nie pomyślała nigdy Felice, gdy dostała dzień lub dwa wolnego. I miała cholerną rację, bo święty spokój i życie prywatne pani Fletcher zestawione w jednym zdaniu brzmiało jak jeden z największych oksymoronów świata.
    Nie narzekała. No, może trochę. Czasem. Średnio co dwa dni. Ale z całą pewnością nie żałowała. Oprócz tych napadów depresji i zwątpienia w ludzkość, kiedy żałowała. Ale zdarzało się to zdecydowanie rzadziej niż narzekanie.
    Nawet jeżeli miała ochotę ostatnimi czasy trochę ponarzekać, to nie miała za bardzo sposobności. Humor, jaki utrzymywał się u Harleya od czasu Świąt Bożego Narodzenia zabijał w niej wszelkie komórki marudzące i wszystko kończyło się co najwyżej na westchnięciu pełnym zrezygnowania i uśmiechu pełnym rozczulenia.
    Otóż minął dopiero tydzień, a Harley przyniósł do mieszkania całą kolumnę książek o tatusiowaniu i mamusiowaniu. Minął dopiero tydzień, a on zdążył już dołączyć do chyba pięćdziesięciu grup dla świeżutkich matek i tatusiów i zdawał regularnie swojej najmilszej żonie relacje z tego, co się tam dzieje. A więc tak – święty spokój i życie prywatne pani Fletcher były jeszcze większym oksymoronem niż święty spokój i służba policyjna.
    Zmęczenie, które dopadało ją przez ostatni tydzień, o dziwo, było nawet przyjemne. Harley miał od zawsze w sobie coś, co sprawiało, że podzielała jego nastrój. I nie za bardzo potrafiła się przed tym wybronić. Po prostu był zaraźliwy, i tyle. Nie było na to lekarstwa, system odpornościowy nie nauczył się z tym walczyć. Trzeba więc było się poddać.
    Poza tymi wszystkimi sprawami – było jeszcze jedno, o czym chciała z nim porozmawiać. Ale ten temat był zbyt trudny i mógł być dla niego zbyt bolesny, aby mógł go przełknąć w całej swojej euforii. Bała się, że przejdzie z krytycznego stanu zachwytu i pełni szczęścia aż po krytyczny stan depresji i załamania nerwowego.
    To zabawne. Przez ten tydzień zdążyła przeczytać też, że mężczyźni razem z kobietami potrafią przechodzić ciążę. Tak… dosłownie. Miała nadzieję, że najukochańszy Harley nie zżyje się z nią aż do takiego stopnia.
    Zabawnie byłoby zobaczyć go z brzuszkiem ciążowym. Bez ciąży.
    Patrząc po ilości jedzenia, jaką przygotowali na dzisiejszy wieczór, stwierdziła, że jej marzenia są jednak mało prawdopodobne. Ale jest jeszcze iskierka nadziei!
    Wieczór miał być całkiem normalny, bez zbędnych przeżyć. Spędzony we dwoje (a w sumie – troje) i spokojny. Ha-ha. Nie, naprawdę, tak miało być. Jakkolwiek by w to nie wątpiła.
    A w zasadzie bardzo w to wątpiła, bo miała ku temu dostateczny powód.
    Z cichym westchnięciem opadła obok Harleya, któremu tymczasowo skończyła się energia na krzątanie się po kuchni i chwilowo usiadł w salonie przed telewizorem i zastawionym stołem, pełnym potraw, jakie zazwyczaj i tak jadała. Ciąża nie wprowadzi jej chyba jeszcze bardziej ścisłej diety. Coś, czego tutaj brakowało – to alkohol. Z wiadomego powodu.
    — Na dziś koniec ze śledzeniem postów mamusiek? – spytała, wtulając się w jego ramię z uśmiechem. – Nie miałam pojęcia, że będziesz aż tak się cieszył. Myślałam dotąd, że nie zależy ci na dzieciach. – W zasadzie jej tok myślenia nie był nieuzasadniony. Nigdy za bardzo o zakładaniu rodziny nie rozmawiali. Felice nigdy nie była na to gotowa emocjonalnie. Miała problemy z samą sobą, a co dopiero by się stało, gdyby musiała jeszcze wychować małego człowieka. W zasadzie, nie wiedziała nawet czy jest gotowa nawet i teraz. – Tak szczerze, myślałam, że się przestraszysz. – Na moment uciekła wzrokiem w bok. Ale musiała z nim o tym porozmawiać. Nie mogła trzymać tego w sobie. – Ja się przestraszyłam. Nie masz pojęcia, jak. Na początku… w ogóle nie miałam zamiaru ci powiedzieć…

    Felice

    OdpowiedzUsuń
  23. Felice zaśmiała się krótko, choć był to śmiech słyszalnie radości pozbawiony. To było coś w okolicy niezręcznego chichotu w odrobinę żenującej i niespodziewanej sytuacji, choć sytuacja ani nie była żenująca, przynajmniej ze strony Harleya, ani niespodziewana. Przez lata współpracy z mężczyznami zdążyła nauczyć się, że swoje zdanie trzeba wyrażać jasno i wyraźnie, nie pozostawiając wyobraźni żadnego pola do popisu. I nie, żeby przyrównywała swojego najsłodszego Harleya do napakowanych buców, którzy wiecznie śmieszkowali o kobietach w kuchni i patrzyli na każdy jej ruch, nasłuchiwali każdego słowa, byleby tylko użyć go przeciwko niej. Jednak nadal – niektóre, a w zasadzie wszystkie rzeczy należało przedstawiać jasno i wyraźnie.
    Przygryzła dolną wargę i odsunęła się odrobinę od męża, choć jego dotyk i jego ciepłe ramię to w tej chwili było coś, czego potrzebowała najbardziej. Mimo to intuicyjnie czuła, że lepiej będzie, jeśli zachowa pewien dystans. Jeśli nie ona – za moment odsunie się i on.
    — Nie, kotku – odparła po chwili niezręcznej ciszy, która zapadła na moment po niezręcznym śmiechu. – To byłoby idiotyczne, gdybym jeszcze przy rozwiązaniu krzyczała, że ja wcale nie jestem w ciąży. – W zasadzie nie byłoby idiotyczne, bo upór Felice zdecydowanie zezwoliłby jej na taki absurd, nawet jeśli wszystkie fakty świadczyły przeciw jej najszczerszym zapewnieniom. – Nie dowiedziałbyś się w żaden sposób o ciąży, nawet poprzez mój wygląd, bo… bo by jej nie było.
    Mogłaby na tym poprzestać, ale już po krótkim rzucie oka na twarz Harleya zrozumiała, że zakończenie wypowiedzi właśnie w tym momencie będzie złym pomysłem. Skoro już podjęła się tego tematu…
    — Chciałam usunąć tę ciążę, na początku. I nie mówić ci o niej.
    Świadomość coraz boleśniej podsuwała jej myśli, że właśnie niszczy radość ostatnich dni swojego ukochanego i zabiera mu coś, na czym zaczęło mu zależeć najbardziej na świecie. Nie do końca wiedząc, co powinna zrobić, aby to szczęście nie uszło całkowicie, dotknęła delikatnie i niepewnie jego dłoni.
    — Bo to wszystko jest tak strasznie pojebane. – Westchnęła, przenosząc wzrok na okno. Noc zapadła już na dobre. Niedługo zaczną się pierwsze próby wystrzałów. – I nie chodzi mi nawet o to, że jesteśmy ze sobą tak formalnie dopiero od trzech miesięcy, nie jesteśmy przecież nowożeńcami i znamy się bardzo dokładnie. – W tym momencie zdała sobie sprawę, że odrobinę przekoloryzowała. Między Sentą, żoną lekarza, a Felice, zastępcą szeryfa, była przeogromna przepaść. Mimo wszystko, może jednak gdzieś wciąż była jakaś część, która zespajała te dwie kobiety…? Może właśnie tę część Harley widział w niej przez cały czas i akceptował ją, zarówno jako Sentę, jak i jako Felice. – I nawet nie o to, że mój partner jest strasznym bucem i uważa, że mój awans to jakaś pomyłka. Chodzi o niego.
    Oczywiście, że chodziło o niego. Zawsze chodziło o niego. Wszystkie problemy tego świata, w które wplątywana była również i Felice, zawsze łączyły się z nim, a jednak nie miała na tyle wystarczających dowodów, albo nie miała ich wcale, aby go nareszcie złapać, zamknąć i pozbyć się ze swojego życia raz na zawsze.
    Czasami czuła się jak ofiara. Detektywi z Bostonu zwykli mawiać, że ofiary, którym udało się zbiec, i ich oprawcy, którym udało się przeżyć, są już ze sobą połączeni, na zawsze. Nie mieli pojęcia, jak cholernie mają rację – i nie mieli też pojęcia, jak doskonale o tym wiedziała detektyw Miller. Nie mogli wiedzieć, że za jej determinacją kryje się współczucie i zrozumienie, nie tylko policyjny obowiązek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z drugiej strony – to zabawne, że kobieta, która pomagała wyrwać się ludziom ze szponów swoich prześladowców, sama dawała zamknąć się w klatce własnego koszmaru. To zabawne jak bardzo bezsilna była i to prześmieszne, jak bardzo starała się nie pogodzić z faktem, że ją skrzywdził – jak często szamotała się, wmawiając sobie, że zniknął raz na zawsze z jej życia.
      Nie zniknął. Zawsze w nim był. Nawet jeśli stawał się na moment słabiej widoczny i pozwalał jej na chwilę zapomnienia – potem wracał, aby jeszcze bardziej boleśnie odcisnąć piętno na jej psychice i przypomnieć jej, że on jeszcze nie zginął. I on pamięta.
      Dokładnie to samo stało się na początku lata. Gdy znalazła w domu martwego ptaka – dokładnie takiego samego, jak ten, który ostrzegł ją przed niebezpieczeństwem kryjącym się w domu Mordercy…
      Bała się. Och, na bogów, jak ona się wtedy bała. Strach paraliżował każdy skrawek, każdy mięsień i każdą tkankę jej ciała. Znów widziała go w każdym rogu pustego pomieszczenia, na chwilę znów pojawił się wyraźnie w jej umyśle, z perfidnym uśmiechem wykwitającym na ustach. Tym właśnie uśmiechem obiecywał jej, że nareszcie ją upoluje – gdy będzie słabsza, i stanie się jego najdoskonalszym trofeum.
      Ale wtedy pojawił się Harley. Harley, który rozwiewał cały strach i który, ściskając w swoich ramionach, dawał do zrozumienia, że nie pozwoli jej nigdy skrzywdzić. Gdyby nie Harley… Wątpiła, że dane by jej było przenieść się do tego świata. Wątpiła, że to ona nosiłaby żałobę po własnym ojcu, nie na odwrót.
      Felice wstała i westchnęła ciężko. Odeszła kawałek, krzyżując ramiona pod biustem. Wzrok wbiła intensywnie w podłogę. Dlaczego jej życie musiało być aż tak pojebane… Dlatego w to wszystko wciągnęła Harleya…?
      On się w końcu dowie. Nie wiem, co dokładnie do mnie czuje, ale tłumaczy to sobie pewnie jakąś pokręconą miłością. Teraz również frustracją, bo nie jest w stanie przestąpić muru, który wokół siebie wybudowałam. Niektórzy psychopaci właśnie tak postępują. – Westchnęła ponownie. Nienawidziła takich przypadków w karierze policyjnej. Bo rozumiała je aż zbyt dobrze, a każda taka sprawa była dla niej zbyt osobista. Każdą kolejną stratę odczuwała podwójnie boleśnie. – To są myśliwi. Mogą czekać. Mogą gnębić, wysyłać liściki i podarunki, mogą robić zdjęcia i włamywać się do mieszkania, do biura, byleby tylko osłabić swoją wybraną ofiarę, która jest dla nich jeszcze zbyt silna. A gdy nareszcie stanie się dla nich osiągalna, wtedy atakują. – Zamknęła oczy i przygryzła boleśnie dolną wargę. – A ja zaszłam w ciążę. To tak, jakby łania sama podcięła sobie nogi. Przez kilka miesięcy będę słabsza, nie będę mogła się tak skutecznie bronić i będę bardziej wrażliwa psychicznie. To idealny moment, aby go wykorzystać. A jeśli nie wykorzysta samego faktu ciąży, może przecież porwać to dziecko. Kto wie, co on mu może zrobić? W tym momencie jestem w stanie spodziewać się po nim wszystkiego. Włącznie z odesłaniem pocztą, po kawałku. – Wzdrygnęła się na samą myśl i potrząsnęła głową, zmuszając się do otworzenia oczu. – Dlatego nie chciałam go urodzić. Wolałam sama go zabić niż pozwolić na to jemu.

      Felice Fletcher
      Cast your light upon us, for the night is dark and full of terrors

      Usuń