Fabletown News

Rewolucja w ogrodach Woodlands

Nie od dziś wiadomo, że koniec wiosny i początek lata jest okresem, w którym ogrodnicy z Woodlands mają najwięcej pracy. Tym razem, o pomoc poproszono uczniów Zespołu Szkół im. Ch. H. Andersena oraz wolontariuszy - wszystkich chętnych Baśniowców, którzy kochają rośliny i chcą, aby to miejsce wyglądało jeszcze wspanialej.
Nie od dziś wiadomo, że po zmroku w sklepie Golden Goose dzieją się dziwne rzeczy. Spadające z półek produkty, latające mopy i samo-jeżdżące wózki. Tym razem, właściciel sklepu stracił cierpliwość i postanowił wytoczyć wojnę złośliwym duchom. Wynajął specjalistów, którzy mają pozbyć się natrętnych mieszkańców.



Bufkin donosi, że...

...po tym, jak Vanessa bohatersko pomogła rozstrzygnąć spór w sprawie skradzionych czekoladek, w barze Trip Trap panuje większy ruch. Nie chodzi jednak o promocję piwa ani nowe piosenki Kapitana Haka. Otóż, wielu Baśniowców szuka darmowej porady "jak żyć" u uroczej barmanki. Podobno pomogła już w niejednej sprawie! Najnowszą z nich jest tajemnicze zniknięcie szamponu, który został skradziony w biały dzień, wprost z łazienki Erwina!
"Zbliża się apokalipsa zombie!" - donoszą nagłówki gazet z dzielnicy Doczesnych sąsiadujących z naszym Fabletown, którzy spanikowali na widok spacerującego po ulicach samotnego zombie. Tymczasem, to tylko jeden z pacjentów Victora wydostał się ze szpitala i wybrał się na wycieczkę. Z kolei przy wszystkich lokalach i tablicach ogłoszeń w Fabletown, pojawił się komunikat z prośbą do wrażliwszych Baśniowców, by nie atakowali zombie. W końcu to też Baśniowcy, prawie tacy jak my!

środa, 27 grudnia 2017

no glamour or garb can hide the animal heart inside of me


Bigby Wolf
How do you think this all works?
właśc. wielki zły wilk • szeryf fabletown • wizualnie ok. 35 lat • tania woda kolońska, papierosy centowej marki i alkohol • wiecznie spłukany technofob • nadwrażliwe zmysły, tłumione używkami •  oprawca trzech świnek i czerwonego kapturka • kiepska reputacja bezdusznego gliny • wiecznie zakrwawione pięści, bezsenność i alienacja • obskurna kawalerka, dzielona ze świnią • nadludzka siła i oddech zdolny zdmuchnąć nawet budynki
                              By being big and being bad.  
                                            
Dym papierosowy osadza się w pomieszczeniu, gdy pozbawionym gracji ruchem gasisz cygara o drewniany blat. Smród jest niemiłosierny, nienaturalny, drażniący. Tłumi jednak zmysły, nadwrażliwe w twoim wilczym świecie, pozwalając nie zwariować przez nadmiar dźwięków, zapachów, widoków. Przyzwyczaiłeś się już do jaskrawych ulic, tak różnych od leśnego stonowania; przywyknąć jednak nie znaczy polubić.  Najchętniej w końcu, zrzuciłbyś ten ludzki płaszcz i czując błoto pod łapami, pobiegł siną w dal, nękany jedynie przez wiatr. Wiatr, który podrywa sierść, piszczy przeciągle, przypominając dom...
Nawet wtedy, kiedy ścigasz jakieś wyjętego spod prawa Baśniowca, twoje serce z trudem utrzymuje się na smyczy; jest przecież brutalne, niezmącone ludzką miłością, pozbawione skrupułów i skłonne do agresji. Zawsze ich doganiasz; dopadasz w ciemnym zaułku, nawet jeśli myślą, że Cię zgubili. Przemykasz wtedy jak cień, za szybko, po dachach, po zmroku. A oni zamiast ujrzeć człowieka  — obcują z czterema metrami cielska o jarzących żółcią ślepiach, pozbawionych źrenic i jakichkolwiek śladów człowieczeństwa. Wtedy właśnie poznają czym naprawdę jest strach; jak mąci w głowie, jak uciska pęcherz, jak powoli wwierca się pod samą czaszkę. I śmierdząc moczem, drżąc z ciągłego przerażenia, idą potulnie jak na szubienicę, nie chcąc znaleźć się w szczękach samego potwora prosto z gardzieli piekieł.
Ludzka forma jest śmieszna, słabsza, nieciekawa. Za mało włochata, zbyt humanoidalna. I choć wiele lat zajęło Ci przywyknięcie do dwunożnego chodu, nadal w istocie nienawidzisz swojego cielska. W końcu, zamknięcie zwierzęcia w człowieku nie mogło być dobrym pomysłem, prawda? Nie mogą ujarzmić twej natury, nie mogą pozbawić Cię brutalności, nie mogą stłumić przeznaczenia, narzuconego z potworną naturą.
Nadal jest w Tobie ta dzikość płonąca w złotych oczach; nadal zezwierzęcenie widoczne w ruchach gwałtownych, nieprzemyślanych i silnych jak porywiste tornado, pustoszące wszystko na swojej drodze.
Jesteś tylko wilczym szeryfem, choć nigdy nie zmyjesz tej krwi, plamiącej zbyt ostre zęby; nigdy nie wrócisz życia tym baśniom, które rozszarpałeś w przeszłości, targany pierwotnym pragnieniem.
Czasami nadal mógłbyś zanurzyć kły w surowym mięsie, rozrywając cudze tętnice; posmakować ciepłej posoki, łaskoczącej język i podziwiać te ślepia, z których stopniowo ulatuje życie.
Potwór z Ciebie, Bigby. Pozbawione skrupuł monstrum, które ktoś wreszcie powinien uwiązać na smyczy. Do budy, kundlu!
Prawda jest jednak taka, że wystarczy jedno Twoje spojrzenie; pętasz innych jak lalkarz, spowijając strachem ich nędzne, inteligentne umysły, zanurzone w doczesnych problemach. Boją się, a lęk ów paraliżuje, wprowadza w agonalny stan bezruchu i złącza w sprawnie działający organizm, prezentujący jedynie cień, niezdolny do przeciwstawienia.
Jesteś samotny jak diabli, ale stan ten Ci odpowiada; nigdy nie byłeś zwierzęciem stadnym, nie kroczyłeś w watasze, choć zdarzały się takie, którym [wbrew sobie] przewodziłeś. Jesteś tylko pieprzonym mordercą z wybaczeniem, darowanym przez wojnę, który stoi na czele tego burdelu, starając się zapobiegać rozlewowi krwi.
Ale czy to nie zabawne? Że ty, zabójca milionów, drapieżnik z krwią na łapach, dbasz o to, by inni... nie byli tacy jak ty?
Czy to nie zabawne, Wilku? 
powiązania dodatkowe 

Hej ho, byliśmy tu kiedyś z wilkiem w nieco innej (ale podobnej) wersji. Po czasie coś tam się zaczęło psuć, ale zatęskniliśmy, więc oto jesteśmy! Gwarantujemy, że co złego dobrego to nie my. Wilk jest bardzo (nie)potulnym zwierzęciem i pod żadnym pozorem nie znajdzie się osoba, której nie ugryzie. Sloganom anty paleniu, anty piciu i anty agresji dziękujemy serdecznie i wskazujemy drzwi. Trochę gorzej mi idzie w męsko męskie... trochę bardzo gorzej, więc nie wiem, czy się w nie wepchnę. Na wizerunku nieznany pan, w tytule Miracle of Sound - Dog's life. Grałam w The Wolf Among Us i całą (główną) serię komiksową mam już za sobą.
Jestem zła, więc limitacja wynosi 5 wątków. Nie mam nic do ukrycia, chyba.
1/3

18 komentarzy:

  1. [Więc witam Cię oficjalnie, Panie Wilku! :)]

    To był kolejny, tak sam dzień, jak wszystkie inne. Snow opuściła swój apartament, zajadając się bananem, który z całą pewnością był zbyt mało bananowy. Nie był odpowiednio dojrzały, przez co nie był odpowiednio słodki. A to z kolei nie odpowiadało Snow, która nie cierpiała bananów o mało bananowym smaku, była z tego powodu bardzo zawiedziona.
    Szukając odpowiedniego klucza do biura, wyrzuciła skórkę do śmietnika. Dopiero po uporaniu się z zamkiem, z którym jak zwykle miała problem, weszła do pomieszczenia. Odpaliła światło i udała się w kierunku własnego biurka. Tam zostawiła swoją torebkę i odeszła na bok, aby zaparzyć kawę, która była jej niezbędna do przeżycia kilku niezbędnych godzin bez chęci zrobienia z tej stery papierów wygodnej poduszki i zaśnięciem na biurku.
    Z filiżanką gorącej i parującej kawy, będąc jeszcze nie do końca obudzona, szła w kierunku biurka. Powoli, kroczek po kroczki. Stuk, stuk, prawa, lewa. Prawa, lewa. I wszystko było niemal idealnie. Głośny brzdęk, który rozległ się po pomieszczeniu, wystraszył ją na tyle, że aż podskoczyła. Kawa, która do tej pory znajdowała się w filiżance, w wyniku skoku, postanowiła ją opuścić. Wrzasnęła głośno, kiedy gorący płyn przedarł się przez materiał koszuli i zetknął się z jej ciałem. Odrzuciła filiżankę na podłogę, która potłukła się na kilkadziesiąt malutkich kawałeczków. Poruszając koszulą, starała się nieco ochłodzić. Odpięła trzy pierwsze guziki, które znacznie ułatwiły jej zadanie.
    — Bufkin! — Krzyknęła, kiedy zdała sobie sprawę, że to czyny latającej małpy były źródłem hałasu, który tak ją przestraszył. — Już! Zmykaj stąd, bo muszę się przebrać! — mruknęła, podnosząc blaszany wazon do kwiatów. Odstawiła go na miejsce, po czym zakręciła się na pięcie, dochodząc do wniosku, że filiżanką zajmie się potem. Najpierw musiała się przebrać. Podeszła do niewielkiej szafki, która znajdowała się koło biurka i w której trzymała wszystkie niezbędne rzeczy. Prócz kilku pudełek czekoladek i butelek z czerwonym winem, miała tutaj zapasową spódnicę, koszulę i parę butów. Praca w biurze nauczyła ją, że przezorny, zawsze ubezpieczony! Nigdy nie było wiadomo, kiedy będzie musiała zmienić dotychczasowy strój.
    Na chwilę podeszła do drzwi. Otworzyła je i wyjrzała na korytarz. Upewniła się, że nikt się nie kręci i dopiero wtedy wróciła za biurko. Pośpiesznie odpięła guziki od koszuli. Rzuciła ją na biurko i chwyciła czystą, którą miała zamiar ubrać. Wsunęła dłoń w rękaw i niemal podskoczyła, słyszą jak drzwi się otwierają.
    — Bigby! Naucz się pukać! — krzyknęła, powstrzymując się od rzuceniem w niego pierwszą rzeczą, jaką miała pod ręką. — Oby, to było coś naprawdę ważnego! — Warknęła ze złością, w pośpiechu wkładając rękę w drugi rękaw. Jeszcze szybciej zaczęła zapinać guziki. Co w efekcie końcowym nie przyniosło niczego dobrego, ponieważ okazało się, że ma jeden wolny guzik. Zaklęła siarczyście w myślach i jak, gdyby nigdy nic, skrzyżowała ręce na wysokości piersi, udając, że wszystko jest w porządku.
    — Więc o co chodzi, panie Wolf?

    Snow White

    OdpowiedzUsuń
  2. [witamy Zlego Wilka :) widze, ze podobnie jak moj bazyl uwaza ludzka forme za slaba i dosc zalosna, wiec moze by sie nawet dogadali...
    Ja wlasnie zaczynam grac w The Wolf Among Us i strasznie mi sie ta ponura szorstkosc Bigbiego podoba.. I trzeba dodac, ze ladnie ujete to wszystko w karcie jest. Bigby jest taki.. Bigbowy xD
    Gdyby byla ochota to rzecz jasna zapraszam do siebie.]

    Moryena

    OdpowiedzUsuń
  3. [Pan Wilk, witamy! :D
    Już mi się kreacja podoba. Taka typowo z gry, co jest ciekawa. Widać wręcz z daleka, że to będzie zupełnie to samo, albo coś identycznego! I oczywiście trzeba pochwalić kartę, bo ładne wykonanie. ;)
    Życzę, by tym razem pobyt na blogu był znacznie dłuższy, owocował w ciekawe wątki. I, jeśli jest chęć, zapraszam do siebie.]

    Morgana Le Fay

    OdpowiedzUsuń
  4. [Cudowny Zły Wilk! Chociaż na zdjęciu ten wilczek wygląda zaskakująco słodko. :) Witam w każdym razie serdecznie i zachwycam się świetnie napisaną i pięknie dopracowaną kartą. Też znam tylko grę, ale i tak śmiało mogę powiedzieć, że Bigby jest idealnie taki jaki powinien być.
    Życzę dużo weny i wątków, no i rzecz jasna trzymam za wilczka kciuki w kwestii Śnieżki. ;) Do siebie chyba nie zapraszam, skoro męsko męskie Ci nie idą, bo raczej nie mam jakiegoś oszałamiającego pomysłu. Zatem baw się dobrze i pilnuj naszego bezpieczeństwa szeryfie. ;)]

    Mordred

    OdpowiedzUsuń
  5. — Panie, Wolf — powiedziała dobrze akcentując te dwa człony. — Ale przecież od stuleci nie mieszka pan w lesie — zauważyła, unosząc brew delikatnie w górę. Starała się nie zwracać uwagi na swoją koszulę, co wcale nie było takie proste. Jej wewnętrzny pedantyzm niemal krzyczał z rozpaczy, że guziki pozostały w takim stanie.
    — Proszę usiąść i powiedzieć, co się stało. I kogo tym razem pan aresztował. I za co — powiedziała. Odwróciła się i pośpiesznie sprzątnęła swoje biurko ze wszystkich niepotrzebnych rzeczy, które teraz tylko przeszkadzały. Zresztą, zaplamiona kawą koszula nie nadawała się do publicznego oglądania. Zmięła ją i wrzuciła do niewielkiej szafki, którą pozostawiła otwartą. Zamknęła ją z trzaskiem i przekręciła kluczyk. Do jej czekoladek i ciasteczek tylko ona mogła mieć dostęp.
    — Dlatego tak się pan na mnie gapi, panie Wolf? — zapytała, nim zdążyła ugryźć się w język. Niektóre pytania powinny zostać niewypowiedziane. Choćby nie wiadomo, co się działo. Trochę profesjonalizmu, White! Skarciła się w myślach i usiadła na wygodnym, obrotowym fotelu.
    — Guziki są źle zapięte. Ale moda wciąż idzie do przodu. Jeszcze nie tak dawno nie do pomyślenia było, że kobieta chodzi w spodniach, a nie w pięknych sukniach. Docześniacy biegają w dziurawych spodniach. Więc może źle zapięte guziki też będą modne? — zapytała, starając się złapać z nim kontakt wzrokowy. Jeśli patrzyłby jej ciągle w oczy, to ukradkiem mogłaby poprawić te guziki, nim wpadnie w wewnętrzne szaleństwo.
    — Kawy? — zapytała po chwili, zdając sobie sprawę, że sama również chętnie napiłaby się ciepłego napoju. Tym razem bez zbędnych niespodzianek.

    Snow White

    OdpowiedzUsuń
  6. [Colin w powiązaniach jest genialny. XD
    Czeeeść! Ja tego pana kojarzę z poprzedniej wersji, ale i ta bardzo mi się podoba. Szkoda trochę, że nam nie wyszło z wątkiem, bo zapowiadało się ciekawie. :D Teraz tym bardziej nam nie wyjdzie, obie postacie to panowie, choć z tym drugim, który siedzi w roboczych na pewno byłoby ciekawie. =P
    Udanego wątkowania życzę! :D:D]

    Beast & Charming

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [PS, bo jestem zapominalska - cudowny ten html u White. <3]

      Usuń
  7. [Ciężko Cię nie pamiętać, panie Wilku. Mam nadzieję, że nie krzywisz się na powitanie i przyjdziesz do mnie w miarę chętnie na wątek, bo zdecydowanie brakuje mi czegoś kryminalnego i tajemniczego w swoich wątkach. ;)
    Kreacja naprawdę bardzo podobna do poprzedniej, ale mam nadzieję, że ta bardziej przypadnie Ci do gustu, zostaniesz z nami na dłużej i faktycznie przełamiesz niepisaną klątwę. ;)
    Powodzenia z Wilkiem i miłego wątkowania!]

    Felice Fletcher & co.

    OdpowiedzUsuń
  8. [Naprawdę ciężko, ale to bardzo ciężko cię nie pamiętać :D *wspomina akcję z Luckiem* Twój wilkeł wyszedł genialny i taki jaki powinien być, czyli budzący grozę (chociaż jestem w stanie się założyć że Lucek i Ivan mieliby inne zdanie).
    W razie chęci, to zaproszę do siebie. O ile będziesz mieć ochotę (szczerze powiedziawszy to wykorzystałbym kiedyś fakt, że Ivan był zastępcą szeryfa...).
    A tak poza tym, to baw się dobrze i niech wena będzie z tobą!]

    Lucek
    Will
    Ivan
    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  9. [ojeju, wilk wrocil i Annie wrocila - yuhuuuu ^_^
    Samych przyjemnosci z powrotu, wielkiej weny i radosci z pisania - eh wyszlo to jakbym pisala zyczenia swiateczne, ale doobra - Szczesliwego jeszczenieNowego Roku ^_^]

    Fio.

    OdpowiedzUsuń
  10. [Jejku jaki śliczny Colin, wygląda jak prawdziwy intelektualista! :) A teraz kochana, witam Cię oficjalnie (i ponownie)! Szalenie się cieszę, że wróciłaś do nas z naszym ulubionym Wilczkiem i mam nadzieję, że ponownie przełamiesz klątwę tej postaci i zostaniesz na dłużej. Dużo uścisków od Administracji, weny, wątków i wszystkiego co najlepsze. I może wpadnij do Nim, może w końcu uda nam się coś razem napisać. ;)]

    - Administracja & Nimue

    OdpowiedzUsuń
  11. [Witamy serdecznie drogiego Wilczka!
    Cieszę się ogromnie, że wróciłaś do nas z Bigbym. Opis i sama karta wyglądają cudownie! Wilk na zmienianym zdjęciu jest tam mięciutki, że aż mam ochotę go przytulić - choć oczywiście jest bardzo zły i groźny! ;)
    Colin wygrał wszystko! Hmm, ciekawe dlaczego widać tylko jego głowę...? xD
    Życzę ci samych ciekawych wątków i tego, byś została z nami jak najdłużej. Ktoś w końcu musi zapanować nad Fabletown! :D

    Nie wiem, czy tylko u mnie, ale część kreski na dole i napis "dodatkowe" mają inną czcionkę ;)]


    Administracja & Lucy

    OdpowiedzUsuń
  12. [Nie wiem co napisać, więc powiem tylko, że buziaki! <3]

    guess who

    OdpowiedzUsuń
  13. Snow wstała z krzesła i odwróciwszy się na pięcie i podeszła do ekspresu do kawy. Rozejrzała się, jakby w obawie, że latająca małpa znów wywinie jej jakiś numer. Kiedy jej nie zauważyła, ostrożnie wlała zawartość dzbanka do nowej filiżanki. Kiedy odstawiała pusty już dzbanek, znów podskoczyła, gdyż do jej uszu doszedł dźwięk spadających książek. Zamorduję ją kiedyś przemknęło jej przez myśl, gdy wracała do swojego biurka. Odstawiła naczynie na specjalną podstawkę, aby przypadkiem nie narobić brzydkich odcisków na biurku.
    — Panie Wolf, nie da się ukryć, że pana metody są dość… niekonwencjonalne. Niejednokrotnie pana więźniowie żalili się, że traktował ich pan za ostro i zbyt brutalnie. Ponadto pana raporty są niezgodne ze schematem i czasami trudno doszukać się w nich sedna sprawy. Nie mam zamiaru ingerować w pana działkę. Jednak póki nie dostosuje się pan do obowiązujących reguł, jestem zmuszona, aby pana co jakiś czas kontrolować. Chociażby po to, aby potem nie wysłuchiwać jęków więźniów — powiedziała, starając się zachować spokój. Uniosła wzrok, aby spojrzeć mu w oczy. I tym razem nie ugięła się pod wpływem jego spojrzenia.
    — Więc… co tym razem się wydarzyło? — zapytała, zahaczając nogę o kółeczka od krzesła. Pociągnęła za nie w swoim kierunku i wygodnie usiadła na nim, dochodząc do wniosku, że ta rozmowa zajmie im nieco dłużej niż początkowo zakładała.

    Meoow?

    OdpowiedzUsuń
  14. Snow westchnęła ciężko, dochodząc do wniosku, że czeka ich dłuższa rozmowa niż początkowo zakładała. Ona miała swoje racje, on swoje, więc trudno będzie im dojść do porozumienia. Tym bardziej, że temat ten powracał niczym bumerang zadziwiająco często.
    — Ale przyzna pan, panie Wolf, że czasami winni okazują się być niewinni — zauważyła, przekręcając nieco filiżankę z kawą, która stała w nieodpowiednim miejscu. — Nie ma pan udawać kundla. Ale, do stu diabłów, niech nie udaje pan też rottweilera zarażonego wścieli… — Nie zdążyła powiedzieć więcej. Odruchowo odskoczyła na bok, nie wiedząc się dzieje.
    Dopiero po chwili, kiedy sytuacja nieco się wyklarowała, przeniosła wzrok na ramię mężczyzny, a całość powoli zaczęła układać jej się w głowie.
    — Co do jasnej cholery — warknęła pod nosem do samej siebie, zupełnie mimowolnie uciekając myślami do tego kto i dlaczego chciałby się jej pozbyć. Co zapewne stałoby się, gdyby nie było tutaj Bigbiego. Przyłożyła dłoń do czoła i wzięła kilka głębszych oddechów. Przecież nic się nie stało. Dalej tutaj stała. Pocisk jej nie trafił. To nie był odpowiedni czas na atak paniki, dlatego starała się go w sobie zadusić.
    I udało jej się to dopiero, kiedy również podeszła do okna. I zobaczyła czerwoną strużkę krwi na ramieniu mężczyzny.
    — Krwawisz… — stwierdziła cicho, skutecznie ignorując jego powarkiwania. — Nawet o tym nie myśl! Pewnie i tak już uciekł. Potrzebujesz pomocy. Musimy iść do szpitala. Albo sama cię opatrzę. I odejdź od tego cholernego okna! — Złapała go za dłoń zdrowej ręki, starając się odciągnąć go nieco na bok.

    Snow

    OdpowiedzUsuń
  15. — Owszem, zgadzam się z panem — powiedziała i skinęła lekko głową. — Ale nie może ich pan karać za coś, czego być może nie zrobili. Co innego jeśli sprawa jest jasna. Ale nawet wtedy… żyjemy w cywilizowanym świecie. — Z trudem powstrzymała się od głośnego jęku na sam koniec swojej wypowiedzi. Ile to razy już rozmawiali na ten temat? I za każdym razem skutki były takie same. Snow powoli nie miała już do niego ani siły, ani cierpliwości. Miała ochotę nim potrząsnąć albo walnąć go parasolką. Może metoda kary i nagrody by podziałała? Szczerze w to wątpiła.
    Wiedziała, że wielu życzyło jej śmierci. Wielu osobom podpadła i pewnie niejeden ucieszyłby się, gdyby zginęła. Niestety, taki był przywilej zastępcy burmistrza. Jednak, aby przeprowadzić tak otwarty zamach na jej życie? Tego się akurat nie spodziewała.
    W jej głowie toczyła się istna gonitwa myśli. Przecież gdyby nie Bigby, to ona oberwałaby z tej kulki. To ona zostałaby ranna i to ona potrzebowałaby pomocy lekarza. A co jeśli strzał okazałby się śmiertelny?
    Widząc stróżkę krwi na jego ciele, zrobiła się nagle jeszcze bledsza (o ile było to możliwe przez jej kolor skóry). Nawet zrobiło jej się słabo, ale starała się to ukryć. Z niezrozumiałych powodów nie chciała pokazać, że cała ta sytuacja powoli zaczynała ją przerastać.
    Kiedy sądziła, że już wszystko zmierza ku dobremu, a jej udało się odciągnąć Pana Wolfa od okna, coś poszło nie tak. Właściwie, to mogła się tego spodziewać. Zatrzymała się w półkroku, czując nieprzyjemne dreszcze. Skłamałaby mówiąc, że teraz się go nie bała. Właściwie, to nie miała powodów, aby się go bać. To nie ona doprowadziła go do takiego stanu. Rzecz działa się przez nią, ale w zupełnie innym sensie.
    Wyglądał przerażająco. Słuchała pojedynczych słów, wpatrując się w jego przerażające oczy. Nie miała odwagi mu przerwać, albo dokończyć za niego. Wciąż trzymała go za rękę, choć mimowolnie mocniej zacisnęła na niej palce.
    — Bigby… — wymruczała cicho, patrząc jak strząsa jej rękę. — Bigby! — Wrzasnęła, lecz było już za późno. Przerażenie ustąpiło miejsca ogromnej wściekłości. Nie chodziło jej o to, że znów jej nie posłuchał. Teraz był ranny! Mógł udawać superbohatera, ale nawet ktoś taki jak Bigby Wolf, nie był nieśmiertelny!
    Starając się uspokoić, wyszła ze swojego biura. Nakazała strażnikowi, aby pilnował jej biura, po czym poszła do łazienki. Tam zmyła z rąk krew wilka, której wcześniej nawet nie zauważyła. Przemyła twarz zimną wodą i nieco się uspokoiła. Dopiero wtedy opuściła łazienkę. Idąc przed korytarz, miała nieprzyjemne poczucie, że ktoś ją obserwuje. Możliwe, że dlatego w ostatniej chwili się rozmyśliła i gwałtownie skręciła, wchodząc do biura szeryfa. Zatrzasnęła drzwi i usiadła na krześle. Wjechała nim w jeden z kątów pokoju, aby zmniejszyć ryzyko zauważenia.

    Nieco przestraszona Śnieżka

    OdpowiedzUsuń
  16. To miał być kolejny, nudny dzień w pracy. Papiery, sprawy do załatwienia, popijanie kawy i zajadanie się czekoladkami. Pewnie doszłoby do kilku kłótni, albo musiałaby znowu gdzieś interweniować. Najgorszą rozmowę miała zaplanowaną z Szeryfem. Ich nieporozumienie w kwestiach organizacji pracy było zbyt głębokie, aby dało się je zakopać podczas jednego, krótkiego spotkania.
    Wiedziała, że była łatwym celem. Wiedziała, że ma masę wrogów, którzy bardzo chętnie pozbawiliby ją życia. Wiedziała, że nie powinna całkowicie ignorować tego całego gadania. Dlaczego więc nie wzięła pod uwagę, że kiedyś może dojść do realnego zagrożenia? Dlaczego nawet nie brała takiej opcji pod uwagę?!
    Zadziałał efekt zaskoczenia, który w zmieszaniu ze strachem o siebie i Wolfa, doprowadził ją do stanu przerażenia. I długo zajęło jej, nim otrząsnęła się na tyle, aby zacząć racjonalnie myśleć.
    Była Snow White, do cholery! Przeżyła ojca Brandisha. Przeżyła Złą Królową. Przeżyła siedmiu krasnali. Przeżyła nawet atak Adwersarza, więc i napaleńca z bronią przeżyje. Nie była zwierzyną łowną, którą ot tak ktoś mógł zastraszyć. Ale nie była też wilkiem, bo tę funkcję wolała pozostawić komuś innemu.
    Była Snow White.
    Wciąż siedziała w tym kącie na krześle Szeryfa, wzrokiem szukając czegoś, co mogłoby jej posłużyć do obrony. Była na posterunku. Coś powinien mieć! Jakąś broń, nóż, pałkę… No cokolwiek! I znalazła.
    Nie da się zastraszyć.
    Drgnęła, słysząc, jak ktoś wchodzi do pomieszczenia. Wbiła się bardziej w fotel, a w dłoni mocno ścisnęła buta. Może nie była to najlepsza broń, ale jeśli rzuci w odpowiedni sposób, to obcas może wyrządzić sporą krzywdę. A na pewno spowolni przeciwnika, a moment zaskoczenia wykorzysta dla siebie.
    Odetchnęła cicho, czując dym papierosa. Znała tylko jedną osobę, która mogłaby sięgnąć po to świństwo. Poruszyła się i założyła buta, bo jednak nie wypadało, aby to jego próbowała nim zaatakować.
    Stanęła naprzeciw niego i w pierwszej chwili miała ochotę głośno krzyknąć. Oczy rozszerzyły jej się, kiedy śledziła strużki krwi na jego ciele.
    — Jesteś ranny — stwierdziła, przenosząc wzrok na jego oczy. Zadarła głowę w górę i przez chwilę przygryzała dolną wargę. — Chodź — powiedziała i zacisnęła palce na jego nadgarstku. Pociągnęła go lekko w stronę drzwi. — Nie możesz zostać w takim stanie — westchnęła cicho, jeszcze raz sunąc wzrokiem po jego klatce piersiowej. — W łazience jest apteczka. Chociaż umyj się z krwi.

    Buzi-buzi

    OdpowiedzUsuń
  17. — I co z tego? — mruknęła, kiedy jej próba wyciągnięcia go z tego pomieszczenia spełza na niczym. Poleciała w jego kierunku, jednak zdążyła złapać równowagę i nie wpaść w jego ramiona, a tym bardziej, aby się od niego nie odbić. — Draśnięcia draśnięciami. Ale ta ilość krwi przekracza normę — powiedziała i mocno zacisnęła usta w wąską linijkę. Bardzo uważała na słowa, nie chcąc dać się ponieść jakimkolwiek emocjom, bo wtedy – zdarzało się – że wygadywała głupstwa.
    — Właśnie widzę, jak nic ci nie jest, Bigby — odparła, siląc się na spokój. Powoli do niego podeszła i oparła się biodrem o kant biurka.
    — Zgoda — powiedziała powoli i kiwnęła głową. Musiała przyznać mu rację – odpoczynek dobrze jej zrobi, a Baśniogród nie spłonie. Aczkolwiek, mając na stanie kilka nieokiełznanych smoków, mogłaby się z tym kłócić. Przed oczami wciąż miała tę zdemolowaną bibliotekę, którą zastała po powrocie z lunchu i Bufkina, który starał się ugasić swój ogon.
    — Pójdę do apartamentu i odpocznę — powiedziała, odsuwając się nieco, aby nie dostać upaćkaną koszulką. — Pod warunkiem, że pójdziesz ze mną. Baśniogród nagle nie opanują złe charaktery, jeśli zrobisz sobie wolne, a ja nie chcę być sama. A twoi pomocnicy na pewno niczego nie nawywijają — stwierdziła i znów wróciła na wcześniejsze miejsce, ponieważ tutaj była nieco dalej od okna. — Ponadto naprawdę potrzebujesz prysznica.

    Hej ho, do domu by się szło?

    OdpowiedzUsuń