poniedziałek, 2 października 2017

Taki miałam sen, najdroższy...

według dokumentów urodzona 25 sierpnia 1987 • wynajmuje jedno z mniejszych mieszkań w Apartamentowcu Woodlands • (już) szczęśliwa mężatka • utrzymuje, że jej nazwisko panieńskie brzmiało Miller • od marca 2017 roku wiceszeryf z powołania • w Fabletown od siedmiu lat, w świecie Doczesnych trochę dłużej • Narzeczona Mordercy
Żyła niegdyś dziewczyna – nie była żadną księżniczką, panią na zamku czy hrabiną. Była jedynie prostą córką zwyczajnego młynarza. Radosna, uśmiechnięta i jaśniejąca. Jej oczy, bacznie obserwujące świat, odważnie wpatrywały się w przyszłość. Jej twarzy prawie nigdy nie szpecił grymas gniewu czy smutek. Spoglądając na nią, miałeś wrażenie, że oto widzisz przed sobą uosobienie radości – bezpretensjonalnej, pięknej, szczerej radości.
Która umarła z dniem, w którym ujrzała Jego prawdziwą naturę.
Zamiast skrzących się oczu, dostrzeżesz teraz cień podejrzenia błąkający się na jej twarzy. Zamiast zrozumienia, otrzymasz sprawiedliwą karę za każdy swój grzech, który znajdzie, wydłubie i wyciągnie na światło dzienne, choćby miała zanurkować w najgłębszych otchłaniach piekieł. Zamiast litości, dostrzeżesz zatrzaśniętą przez nią więzienną kratę. Taka właśnie jest, pełna sprzeczności, pełna hipokryzji. Nie potrafi zaakceptować wad – choć sama domaga się wyrozumiałości. Nie potrafi przymknąć oka – chociaż sama przecież nigdy święta nie była. Nie potrafi zrozumieć – chociaż sama żąda zrozumienia. I najgorsze w tym wszystkim jest przeświadczenie, że nigdy nie stałaby się tym, kim jest dzisiaj – gdyby tego dnia nie spełniła prośby narzeczonego.

Powracamy z upartym zastępcą szeryfa! Kartę niezmiennie sponsoruje cudowna Kristen Bell, zachęcam do zapoznania się z zakładkami. Poszukujemy dram, emocji, niewyjaśnionych zagadek, śledztw i adrenaliny. Wymyślam, zaczynam, żongluję, komponuję utwory na orkiestrę jazzową. Zapraszam! | Medea
✉ nightear8@gmail.com

16 komentarzy:

  1. [Cześć! Witam serdecznie bardzo, ale to wiesz, bo ja zawsze jak na prawdziwego diabła przystało witam serdecznie i piekielnie ciepło :D
    Cieszę się, że widzę Felice i mam nadzieje, ze zagości u nas na długo i wątków nie będzie jej brakowało :D W razie chęci to zapraszam do siebie, do któregoś z moich panów, coś się wymyśli ;)]

    Lucek
    Will
    Ivan
    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć, moja ty psiapsiółko-policjantko! xD <3
    Cieszę się, że wróciłaś z Felice, ba!, cieszę się, że wróciłaś ogólnie :D Koniecznie muszę cię porwać na wątek, bo nie udało nam się jeszcze nic napisać :D Pytanie tylko, czy kombinujemy z Fel, czy może z Medeą? Czy z dwiema na raz? :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  3. Człowiek niekiedy zastanawiał się co jest po śmierci. Czy niebo, piekło, a może czyściec? Albo coś zupełnie innego? Tylko nieliczni wiedzieli co jest po tej „drugiej stronie”, do tych nielicznych (nie)szczęśliwców z pewnością zaliczał się niejaki Ivan Zwonariew. Pan biznesmen mieszkający w niewielkiej dzielnicy Nowego Jorku. Osoba, która na pierwszy rzut oka niczym się nie wyróżniała. Ani nie był ponadprzeciętnie przystojny, nie był też ani za wysoki, ani za niski, można zaryzykować, że przeciętniak do bólu.
    Dopiero po dłuższej chwili spędzonej w jego towarzystwie, w człowieku zaczynał się budzić – wydawać by się mogło – irracjonalny lęk. Niepokój oraz chęć jak najszybszego wyjścia z pomieszczenia, w którym przebywał Zwonariew. Ten…człowiek, który palił chyba więcej niż szeryf Fabletown, Bigby Wolf, a o to naprawdę było bardzo trudno.
    Zwonariew przekroczył taśmę policyjną, zupełnie jak kiedyś za starych dobrych czasów…
    Pomiędzy wskazujący oraz środkowy palec prawej ręki chwycił papierosa i wydmuchał szarawy dym. Uśmiechnął się pod nosem widząc przed sobą zwłoki. Jedni by się przerazili, jeszcze innym byłoby niedobrze widząc rozczłonkowane ciało. Prawa ręka leżała dwa kroki od lewej nogi (która była na swoim miejscu), prawa noga była dziwnie wykręcona i pokiereszowana, na tyle, że widać było kość udową. Blada jak pierwsze śniegi skóra, potęgowała wrażenie…okrucieństwa zbrodni…poza tym bladość świetnie kontrastowała z tym brzydkim kolorem wnętrzności, które wyłaniały się z rozpłatanego brzucha i walały się po okolicy.
    — Ciekawie to wygląda – mruknął do siebie po polsku. Wątpił w to ażeby ktokolwiek go zrozumiał. Prawdopodobnie dlatego użył tego języka…języka za którym niespecjalnie przepadał.
    Spojrzał na przeciwległy kraniec parku. Doskonale widać było apartamentowiec Woodlands. To tajemnicze morderstwo doczesnego, było co najmniej intrygujące, zważywszy na to, że ów denat…był pracownikiem Ivana. Pracownikiem za którym diabeł nie przepadał.
    — Och…myślałem, że sprawą zajmie się OSOBIŚCIE szeryf – chrząknął znacząco – Wolf. A nie…że wyśle sobie zwykłą posterunkową, na miejsce zbrodni – szyderczy uśmiech pojawił się na jego twarzy. Wydmuchał po chwili kolejną porcje dymu papierosowego. Oczywiście wiedział, że to jest pani zastępca szeryfa, ale nie szkodzi się podroczyć. Wbrew pozorom Zwonariew był dobrze poinformowany. – A szkoda…ale no cóż… Czasami nie można mieć wszystkiego. Niekiedy doświadczenie przychodzi samo, niekiedy trzeba poczekać…inni nadają się do tej roboty, inni nie – tutaj wymownie spojrzał na posterunkowego, który co rusz odwracał głowę. Na twarzy był równie blady co ten trup.
    — Dlaczego pani nic nie mówi? – zapytał zbliżając się do pani Flechter oraz do trupa. – Raczej nie wpędziłem panią w żadne zakłopotanie, prawda? Czy może po prostu zwykły krawężnik milczy, kiedy starszy mówi? – strzepnął trochę popiołu na ziemię. Zaśmiał się szyderczo. Czekał na jej ruch.

    Ivan

    [Mam nadzieje, ze taki początek może być. W razie gdyby coś to krzycz! :D]

    OdpowiedzUsuń
  4. Uśmiechnął się pod nosem. Ludzie coraz częściej go bawili, chociaż obcował z nimi od około trzystu lat. Sam już dokładnie nie pamiętał kiedy po raz pierwszy pojawił się na ziemi. Było to z pewnością podczas panowania Augusta II Mocnego…a ten zaczął panować, w roku 1697 bodajże. Zwonariew nie przywiązywał do tego jakiejś specjalnej wagi, ot po prostu pamiętał, że jest długo na tym świecie, a żonaty jest od prawie dwustu lat. Dla niego czas i lata to pojęcie względne, bo on przecież nigdy nie przeminie…coś co jest martwe zniknąć nie może.
    — Proszę bardzo ma pani prawo – powiedział. – Zgodnie z którymś tam artykułem kodeksu karnego…oraz „naszego kodeksu” – dodał. Ivan uśmiechnął się cynicznie, jak to zazwyczaj robił, kiedy chciał być zgryźliwy, albo i czymś się chwalił…czyli zazwyczaj często w taki właśnie sposób się uśmiechał.
    Zaśmiał się, kiedy dotarło do niego, że kobieta raczej nie żartowała. Ale przecież jak mógł brać na poważnie kogoś o tak miłej i niewinnej twarzy? Przynajmniej tak Ivan oceniał jej aparycję. Raczej nie brałby jej na poważnie. Nigdy nie brał zbyt wielu ludzi na poważnie, to po prostu nie było w jego stylu. Uwielbiał zaniżać innym samoocenę i w zasadzie to też kochał zachowywać się jak typowy dupek, nie przeszkadzało mu to w niczym. Absolutnie w niczym.
    — Na pani miejscu zacząłbym się zastanawiać, co docześniak tutaj robił. Oraz czego się dowiedział, albo co takiego zobaczył, że ktoś postanowił zabawić się w chirurga, który potraktował go w taki a nie inny sposób – przymknął oczy i wciągnął ze świstem powietrze. – Oraz kto ma zapędy kanibalskie, albo po co temu komuś nerka oraz kawałek wątroby – uśmiechnął się, tym razem dla odmiany przymilnie wręcz. Ot taki diabeł pełen paradoksów.
    Kątem oka dostrzegł jak jeden funkcjonariusz patrzy się w ich kierunku, oraz z pewnością przysłuchuje się ich wymianie zdań.
    — Zajmij się lepiej pilnowaniem terenu! Zobacz imbecylu! Fotoreporter, weź go przegoń i zabierz kartę pamięci! – krzyknął w kierunku funkcjonariusza i wskazał na młodego chłopaczka z aparatem. Zwonariew uśmiechnął się parszywie w kierunku chłopaka, do którego już zmierzał funkcjonariusz. To się diabłu podobało. Uświadczyło go to (w być może błędnym) przekonaniu, że ma władzę. Ivan pod tym względem nie różnił się od innych jemu podobnych. Uwielbiał kontrolować, kochał kusić, rozkazywanie innym sprawiało mu przyjemność. Ogromną przyjemność. Ale jeszcze większą przyjemność sprawiało mu zadawanie bólu, czy to fizycznego, czy psychicznego. Wszak nie był nigdy człowiekiem, był od początku do końca diabłem, może nieco zasymilowanym, ale jednak ciągle diabłem.

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  5. [Teraz to i ja przepraszam za zwłokę, ale mam taką pustkę w głowie, że ciężko mi znaleźć chwilę, by napisać coś logicznego xD
    W sprawie Fel i Lucy ustaliłyśmy wstępnie, że kiedyś razem współpracowały. Lucy była jej wtyką w półświatku, gdy Felice była początkującą policjantką i trochę się zaprzyjaźniły. Potem nimfa trafiła do więzienia, a wątek miał opierać się na spotkaniu po latach i współpracy przy jakiejś kryminalnej sprawie :D Ale taka wersja, w której to Fel przyczyniła się do zamknięcia Lucy w Golden Boughs - a więc mało przyjacielskie relacje - też byłyby ciekawe! W wątku zmusiłybyśmy je do wspólnego działania, więc musiałyby się jakoś dogadać :)
    Natomiast szczerze ciekawi mnie Medea, więc (kiedy się z nią już pojawisz <3) wątek musi być! :D Szczególnie zaintrygowały mnie te mroczne strony, o których wspominasz, więc jestem ciekawa, co wymyśliłaś :D Może udałoby się nawet pomyśleć nad powiązaniem z przeszłości, również ze Smoczkiem :)
    Zależy też, co dokładnie kombinujesz u Med, więc możemy poczekać na pojawienie się karty :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  6. To wcale nie było tak, że Ivan nie rozumiał znaczenia słowa „nie”. Rozumiał, nawet aż za dobrze, ale nie stosował się do tego, przeświadczony o tym jakoby był panem wszechświata i wszystko mu się należało, wszak był kimś lepszym od zwykłego człowieka. Poza tym wszystkim był diabłem, a jak wiadomo diabły to takie istoty, które biorą to co chcą.
    — Dowartościować? – zapytał zapalając kolejnego papierosa. – Ja nie potrzebuję się dowartościowywać – uśmiechnął się szelmowsko. – To dziwne…skoro nie jestem upoważniony, to w takim razie dlaczego zwykły krawężnik słucha moich poleceń? – w jednej chwili znalazł się niebezpiecznie blisko Felice. Jednak nie stał znowuż tak blisko aby stykali się nosami.
    Dziwnie uśmiechnął się na wzmiankę o drugim ostrzeżeniu i zupełnie niezrażony zaciągnął się papierosem. Zaśmiał się cicho pod nosem.
    — Ostra babka, lubię takie. Szkoda że twój mąż nie wspominał o tym że jego żona to taka niezła babka – odsunął się natychmiast po tych słowach. Spojrzał na denata z nieukrywanym zachwytem, zupełnie jakby chciał napawać się taką chwilą, że może popatrzeć na te zwłoki.
    Zastanawiało go tylko kilka rzeczy, ale nie zamierzał się z nikim dzielić. Sam poprowadzi trochę to śledztwo. Przecież może, a i nawet sam szybciej „wymierzy sprawiedliwość” sprawcy. Chociaż w przypadku Ivana pojęcie „sprawiedliwość” to rzecz bardzo umowna.
    — Jestem w stanie założyć się że szybciej rozwiążę tą sprawę – powiedział Zwonariew, po czym zaciągnął się papierosem. Raz jeszcze spojrzał na zwłoki. Nawet nie będzie potrzebować żadnej konsultacji medycznej z patologiem, albo kimś pełniącym te obowiązki. Miał swoje chamskie metody, ale skuteczne.

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie spodziewał się takiego obrotu spraw, ale no co tutaj dużo mówić? Podobało mu się to. W pewnym sensie osiągnął to co chciał osiągnąć. Ale nie zamierzał tego mówić na głos.
    Wbrew pozorom nie protestował, kiedy go kuła. Może trochę się szarpnął, ale to tylko i wyłącznie dlatego, że jego piersiówka nieco mu przeszkadzała w takim wylegiwaniu się na trawie pokrytej kolorowym dywanem z liści.
    Przy szarpnięciu szybko wstał, zupełnie jakby to wszystko go ani nie oszołomiło, ani też nie zdziwiło. Dobrze grał i no cóż…chwała mu za to, co nie?
    Żałował tylko tego niedawno napoczętego papierosa, który teraz leżał na ziemi. Ale przecież nie będzie się zniżać do poziomu jakiegoś…biedaka i nie będzie bawić się w podnoszenie go, co i tak byłoby trudne zważywszy na fakt, że jego ręce były skute za plecami.
    — Nie powinnaś tego robić – powiedział, o dziwo, spokojnym głosem. Diabeł pełen niespodzianek, nieprawdaż?
    — Och nie przesadzajmy z tymi zarzutami – zaśmiał się. – Poza tym, ty chyba dziecko nie wiesz z kim mówisz…ale to dobrze, nie będę ci psuć niespodzianki, a do samego „komisariatu” nie mamy raczej daleko o ile mnie pamięć nie myli – to aż cud, że przy słowie „komisariat” nie splunął na ziemię, tyle w tym jednym słowie było ironii, sarkazmu i jeszcze tyle innych epitetów, że głowa mała.
    **
    Na miejscu Zwonariew wygodnie rozsiadł się na stołku, założył nogę na nogę i położył na blat biurka kajdanki, z których to sam się uwolnił. Raczej był to odruch niż konieczność aby rozetrzeć przeguby rąk.
    — To słucham tych zarzutów w takim razie – powiedział zapalając papierosa i z wyraźną ulgą zaciągając się nim. Odchylił głowę mając wzrok utkwiony w suficie wydmuchał dym i uśmiechnął się pod nosem. Tego mu było trzeba.

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  8. [Jestę!
    W takim razie, ogarniając przeszłość: poznałyby się około, hm, 1,5 roku temu? Lucy wówczas naciągała facetów na kasę, trochę kradła i oszukiwała głównie wykorzystując swoje nimfie moce wpływania na mężczyzn. Felice była wówczas "zwykłą" funkcjonariuszką i to mogłaby być jedna z pierwszych spraw, które prowadziła/współprowadziła. Doprowadziła do ujęcia Lucy i osadzenia jej w więzieniu. Zgadza się? :D
    Następnie Lucy wyszłaby po kilku miesiącach dzięki znajomościom ojca. Obecnie, Felice prowadziłaby nową sprawę... i teraz, może to byłaby sprawa związana z Moonriver, a Fel nie miałaby pojęcia, że spotka tam kogoś, kogo wsadziła do ciupy? :D Może Fel przesłuchiwałaby każdego z pracowników po kolei, bo w klubie doszło do morderstwa? Lucy mogłaby nie chcieć z nią rozmawiać ze względu na tą przeszłość, ale jednocześnie wolałaby nie robić sobie dodatkowych problemów, więc trochę biłaby się z myślami.
    Ale co do samej sprawy, dałabym im coś, żeby trochę razem pochodziły :D Mogłoby się okazać, że ktoś dorzucał coś do drinków - coś, co nie miało powodować śmierci, ale akurat u jednej osoby właśnie spowodowało zgon. To mogłaby być taka tradycyjna sprawa, gdzie każdy kolejny świadek odsyła je w kolejne miejsce, żeby wątek nabrał fajnej akcji :D Możemy zostać przy starym pomyśle z nielegalnym glamour, ale nieco poszaleć. Może jakiś zwyrol wymyślił zupełnie nowy czar upodobniający, ale byłyby do niego potrzebne włosy osoby, w którą ktoś ma się fizycznie przemienić? Coś jak eliksir wielosokowy xD Mógł zbierać włosy i wykonywać takie eliksiry na zamówienie lub "na magazyn" - wówczas nasze panie mogłyby po jakimś czasie znaleźć właśnie takie laboratorium, a tam dziesiątki fiolek z nazwiskami Baśniowców, których włosy tkwiły wewnątrz już w gotowych roztworach...
    A wracając do Moonriver. Może sprawa wyglądałaby tak, że Lucy znalazła na zapleczu martwą tancerkę. Przyjechałaby policja i zaczęłyby się przesłuchania. Po oględzinach okazałoby się, że dziewczyna oberwała czymś w głowę/została otruta i wyraźnie obcięto jej spory kosmyk włosów. Potem mogłoby wyjść, że innym dziewczynom też ktoś poodcinał włosy, ale nawet nie wiedziały kiedy. A ów zwyrol mógł po prostu upodobać sobie Moonriver ze względu na to, że ma kilkanaście ładnych i zgrabnych pań w jednym miejscu. Potem może się też okazać, że włosy znikały także w PnP. A więc miałybyśmy zwyrola-zboka xD Uh, coś z tego by ci pasowało? xD
    I teraz, co skłoniłoby Lucy i Fel do współpracy? Obie mogły sobie uświadomić, że jakiś czas temu też straciły pukiel włosów, ale do tej pory nie rozmyślały nad tym. Ewentualnie, zabita dziewczyna mogła być taką jedyną przyjaciółką Lucy z pracy, więc nimfa chciała pomóc w sprawie mimo niechęci do Felice. Mogły też zostać w coś na siłę wciągnięte lub Fel zaszantażowała Lucy, ale nie wiem czym :D
    Daj znać, co sądzisz i jak dokładnie można by to pociągnąć :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  9. [Myślę, że chyba wolałabym pójść na łatwiznę i wymyślić coś z Felice, bo naprawdę nic sensownego mi do głowy w związku z Medeą nie przychodzi. Tutaj mam pomysł taki, że może zaraz po przybyciu Keiry do Fabletown (to było około sześć lat temu), wpadłyby na siebie z Felice w związku z mężem Keiry, księciem, który przybył za nią do Świata Doczesnych. Ogólnie wcześniej Keira miała dość mroczny okres, bo książę jej nie kochał, a ona jego tak, więc wyczyniała tam różne cuda z eliksirami, nawet można założyć, że próbowała go otruć. No i niedługo po przybyciu do Fable książę mógłby oskarżyć Keirę o właśnie jakąś próbę zabójstwa czy coś, a skoro Felice była funkcjonariuszką policji, to tak by się spotkały. I dalej to można pociągnąć na różne sposoby, może się zaprzyjaźniły, może wręcz przeciwnie. No, nie wiem, tak mi jakoś przyszło do głowy, daj znać, co o tym sądzisz, i czy w ogóle pasuje czasowo, bo nie wiem, kiedy dokładnie Felice była funkcjonariuszką policji.]

    Keira

    OdpowiedzUsuń
  10. [Ładna karta, komentarze od przystojnego narzeczonego :D 1)https://78.media.tumblr.com/8cfdb6ec3dc7f8628bf2d41576a3a03e/tumblr_ot7dmzsN5m1wu3uwxo1_1280.jpg
    2) https://78.media.tumblr.com/12f1074291b8f5ba7402894332fa8980/tumblr_o5g80oPVOZ1uevfw4o1_500.jpg]

    Cash Paul Knowles

    OdpowiedzUsuń
  11. [Wiem, wiem, miałam na myśli to, że mogłaby to być taka jej pierwsza samodzielna sprawa, którą prowadziła. Albo jedna z większych? Bo rozumiem, że była jakby posterunkową? Ale to w sumie nie ważne, tak czy inaczej prowadziłaby tą sprawę z przeszłości xD
    O kurcze, nieźle :D Ja przypomniałam sobie, że chłopcy w podstawówce takie rzeczy robili, ale żeby w tramwaju… xD
    Jak najbardziej pasuje mi taka wersja :D Możemy zrobić tak, że zaginięcie zgłosiłaby właścicielka Moonriver (Margot! xD), ponieważ jedna z tancerek nie pojawiła się od kilku dni – mogła nie mieć rodziny i mieszkać sama, więc nikt inny nie przejąłby się jej zniknięciem. Felice przybywa do klubu i zaczyna od przesłuchań. I tu spotykają się z Lucy ;) Okazuje się, że nimfa wiedziałaby najwięcej, bo mogły się przyjaźnić. Najpierw gadu gadu, potem jakieś przeszukanie garderoby dziewczyny, a następnie obie udałyby się do mieszkania zaginionej – Lucy mogła mieć klucz. Tylko jak Fel zmusi Lucy do współpracy? Teoretycznie, mogłaby iść po dobroci chcąc pomóc w odnalezieniu przyjaciółki, ale dodatkowo policjantka mogłaby coś jej nagadać (ewentualnie ustalimy to na bieżąco ;)). Po wizycie w mieszkaniu mogły wrócić do Moonriver i być świadkami sytuacji, o której napisałaś: jedna z dziewczyn wyrzuca faceta, który odciął jej pukiel włosów. Fel mogła próbować do dogonić, ale zgubiłaby go.
    Dalszy ciąg możemy ustalać już podczas pisania :D Dotarłyby do nich jakieś plotki a propos odcinanych włosów w Puddingu, może też w innych miejscach w Fabletown. Może nawet odnajdą tą tancerkę żywą, ale okaże się, że to ktoś przemieniony w nią (czyli trochę jak z Wolf Among Us)? Potem odnajdą prawdziwe ciało tancerki i cały magazyn. Ten Glamour z włosów służyłby tylko dla osób, które chcą przemienić się w kogoś konkretnego, z jakiegoś powodu. Może nawet spotkają drugą Fel i drugą Lucy? xD Pewnie w międzyczasie nam coś jeszcze do głowy wpadnie.

    W sumie mogłabym zacząć, daj tylko znać, czy wszystko ci pasuje :D]


    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  12. Nudził się, Frank nie był za bardzo rozmowny. A szkoda, w sumie to teoretycznie mógłby wniknąć do jego umysłu, czy coś…ale po co? Po co miałby to teraz robić, skoro Frank wydawał się myśleć tylko o jednym. O emeryturze, albo i o końcu służby. Średnio go to obchodziło, o której z tych rzeczy myśli częściej.
    — No Frank…porozmawiałbyś ze mną! Nudzi mi się! Poza tym pewnie masz coś do powiedzenia, w końcu dziesięć latek mnie nie było! No dalej Frank, nie wstydź się, jesteśmy sami…zdradź mi swoje pragnienia – powiedział Ivan z uśmiechem. Policjant jednak miał to gdzieś, pamiętał żeby nie utrzymywać kontaktu wzrokowego z tym diabłem, bo to może się naprawdę źle skończyć dla niego. Może i Ivan nie zrobiłby mu jakiejś dużej krzywdy, no ale w końcu to diabeł, a im nie wolno ufać. Diabłom i babom w ZUSie nie można ufać!
    — Okres ci się spóźnia? – zapytał zapalając papierosa. – No dalej Frank, przecież jestem na twoim terenie. Nie mam żadnej władzy, nic ci nie mogę zrobić. No a pogadać przecież możesz. Znamy się nie od dziś – wypuścił szary dym z ust. Palacz… No a palić mu nie zabroni przecież. Nie mógł i Ivan doskonale o tym wiedział, wiedział też że nie może wyjść z tego pokoju.
    — Nie chcesz mówić, to nie. Ja naciskać nie będę – powiedział w końcu. Chyba Frank przyjął to z niejaką ulgą.
    **
    — Nie dziękuję. Na diecie jestem – uśmiechnął się lekko. Wypalił tylko jedną paczkę papierosów. To prawie nic jak na jego standardy.
    Ożywił się nieco słysząc o dzwonku na służbę.
    — Właśnie! Przyjzie tutaj jakaś księżniczka i co? – zapytał zupełnie poważnym głosem. – Zgłodnieje bo trzymają ją na komendzie przez pół dnia. Albo będzie się nudzić…czy bo ja wiem…? – zapytał ni to jej ni to siebie po czym odpalił papierosa. Zaciągnął się porządnie i uśmiechnął pod nosem.
    — No to mogę wiedzieć o co jestem oskarżony? Frank jakoś nie był zbyt rozmowny. Poza tym no…skoro to nic poważnego, to bym sobie poszedł. Siedzenie tutaj nie sprawia mi jakiejś większej przyjemności – wzruszył ramionami i wstał z miejsca. Strzepnął popiół do prawie całkowicie zapełnionej popielniczki. Nikomu nie chciało się ruszyć żeby ją opróżnić.
    Stanął naprzeciwko Felice i spojrzał jej w oczy.
    — A może powiesz mi coś…o czym marzysz? – zapytał i uśmiechnął się lekko. – Jakie są twoje marzenia? – papieros powędrował wprost do jego ust. Ciekawiło go to co powie Fel. Czy cokolwiek odpowie.

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  13. Na szczęście papieros nie wyleciał z jego ust. A naprawdę niewiele brakowało aby jego bodajże ostatni papieros upadł na podłogę! Jeszcze musiałby się schylać po niego albo coś! Chociaż…i tak pewnie tylko by go zgasił.
    — A skąd pomysł, że udaję? – zapytał siadając na wcześniej zajmowanym miejscu. Postukał palcami w blat biurka i spojrzał na panią Flechter. – Intrygujące marzenie…no ale cóż… pani prosi, pani pyta, to ja musze odpowiadać – zaciągnął się papierosem i spojrzał na kobietę z lekkim uśmiechem.
    — Stałem, po prostu stałem i przyglądałem się, bo to takie ekscytujące. Morderstwo i do tego tutaj! – niemalże aż krzyknął z radości. – A tak na poważnie, to to morderstwo wcale mnie nie ucieszyło – powiedział zdecydowanie bardziej poważnym tonem głosu. Jego zachowanie zmieniło się o niemalże sto osiemdziesiąt stopni.
    — Poza tym, szczerze powiedziawszy to intryguje mnie jedna kwestia. Otóż, jest morderstwo, są zwłoki…a szeryfa brak! To poważne niedopatrzenie – pomiędzy wskazującym a środkowym palcem był tlący się papieros. Wskazywał prawą ręką na Flechter. – I co mi powiecie ciekawego? Chciałbym coś ciekawego napisać do najnowszego artykułu. Śmierć Doczesnego, a policja bezradna, myślisz że nada się to na nagłówek? – zapytał. Zastanawiał się ile ona o nim wie. Czy cokolwiek o nim wie.
    — Tak w ogóle…to wiesz coś o mnie kochanieńka? – zapytał szyderczym tonem. Pomiędzy jego wargi po raz kolejny powędrował papieros. Zaciągnął się po raz ostatni i zgasił peta…a właściwie to zgasiłby go, gdyby popielniczka była…gdyby było tam jeszcze trochę miejsca.

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  14. [Przepraszam, że tyle to trwało. Rozchorowałam się i miałam kilka podejść do naszego rozpoczęcia, ale dopiero dzisiaj zdołałam naskrobać coś w miarę logicznego x)
    Póki nie ma innego właściciela klubu, użyłam właśnie Margot – mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko? :D
    O, super! W takim razie możemy go sobie wkręcić w dalszych częściach wątku :)]

    Popołudnie było wyjątkowo deszczowe. Ciemne chmury okalające niebo sprawiały, że Lucy coraz bardziej chciało się spać i nawet ciepła kawa, którą ogrzewała dłonie nie mogła nic na to poradzić. Najchętniej nie ruszałaby się z domu i spędziła na miękkiej kanapie cały wieczór, dopóki Hak nie wróci z pracy. Niezmiernie cieszyła się z każdego wolnego dnia, mogąc na nowo przyzwyczaić się do okrętu, który od kilku tygodni był jej nowym domem. Ich nowym domem. Przeprowadzka z Fabletown do Zatoki Nowojorskiej wcale nie była łatwa. Szczególnie nie podobało się to Oberonowi, który otwarcie twierdził, że te dodatkowe kilkaset metrów całkowicie zniszczy ich relacje rodzinne. Lucy natomiast była niezwykle podekscytowana powrotem na Jolly Rogera i po cichutku cieszyła się, że może dzięki temu uniknie wizyt nadopiekuńczego ojca.
    Czuła, że jej życie powoli zmierza w dobrym kierunku i wszystko układa się tak, jak powinno. W końcu odnalazła spokój po tych dwóch chaotycznych, samotnych latach w Fabletown i starała się, by żaden dzień nie był dniem straconym. Miała Huckelberry’ego i rodzinę Alderów, nic więcej się nie liczyło. Powoli kończyła wszystkie niechlubne rozdziały swojego życia, rezygnowała ze znajomości, które tylko przynosiły jej jeszcze więcej problemów. Wszystko po to, by wyjść na prostą, by Jones był z niej dumny, a ojciec i macocha nie musieli się jej wstydzić. Musiała się poprawić, choć odrobinę.
    Wzięła kolejny łyk kawy i przymknęła oczy, rozkoszując się ciszą. Okręt delikatnie kołysał się na falach, poskrzypując rytmicznie. Krople deszczu stukały o pokład i o szybki dużych okien kajuty, co było nawet przyjemne dla ucha. Nimfa uwielbiała takie leniwe wieczory, choć kapitan zdecydowanie tęsknił za czasami, gdy Roger pełny był rozpitych, śpiewających i pracujących marynarzy.
    Telefon zawibrował po chwili. Dziewczyna sięgnęła go z szafki, z zaciekawieniem zerkając na ekranik.
    - Słucham?
    - Violet odezwała się? – usłyszała znajomy głos Margot, szefowej Moonriver Burlesque.
    - Nie, niestety nie. – odrzekła, po czym westchnęła ciężko. Skoro Werner już na wstępie zarzuciła ją takim pytaniem oznaczało, że dziewczyna wciąż nie dawała znaków życia.
    Violet Redbone była tancerką w ich klubie i jeśli Lucy miałaby nazwać kogokolwiek z pracy ‘przyjaciółką’, byłaby to właśnie ona. W Dawnym Świecie była córką władcy niedużej krainy, natomiast do Fabletown trafiła zupełnie sama, bez środków do życia. Zaczynała jako striptizerka w Puddin n’Pie, z którego wyciągnęła ją sama Margot oferując zdecydowanie lepszą pracę w burlesce. Violet zgodziła się niemal od razu, trafiając do Moonriver właściwie w tym samym czasie, co Lucy. Obie miały niemały bagaż złych doświadczeń: jedna rozbierała się przed tłustymi, obleśnymi bogaczami, druga wyszła właśnie z więzienia. Zaprzyjaźniły się niemal od razu. Trzy dni temu, Violet nie pojawiła się na próbie, co było do niej nie podobne. Zawsze zależało jej na pracy i nigdy się nie spóźniała, więc Werner od razu uznała, że stało się coś niepokojącego. Przez kolejne godziny nie odbierała telefonów, a następnego dni Lucy nie zastała jej w mieszkaniu. Podpytywała nawet sąsiadów, ci jednak nie byli skorzy do pomocy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś mijał czwarty dzień. Telefon Violet musiał się rozładować, bo nie było już nawet sygnału. Lucy martwiła się, choć była zdania, że wypadło jej coś nagłego i ważnego. Choć z drugiej strony, Fabletown było dość niebezpiecznym miejscem, a Violet zawsze wracała do pustego mieszkania zupełnie sama…
      - Dzwonię na policję – oznajmiła stanowczo Margot – Nie ma na co czekać. Dziewczyna może wykrwawia się w jakimś zaułku, albo jakiś posraniec trzyma ją w piwnicy. To nie są żarty.
      - Na policję? – fuknęła Lucy – Chcesz, żeby przegrzebali Moonriver od góry do dołu?
      - Dziecko, ja nie chcę mieć Violet na sumieniu! – zdenerwowała się szefowa – Kto inny zainteresuje się jej losem, jeśli nie my?
      - Ok…
      - A ty przychodź zaraz do klubu! – dodała szybko – Pozostałe dziewczyny już tu są. No już, zbieraj tyłek z kanapy, ucałuj narzeczonego w czółko i chcę cię tu widzieć za 15 minut!
      Rozłączyła się. Lucy zwlekła się z kanapy z miną przypominającą wyraz twarzy ucznia, który musi odrobić zajęcia w wolny dzień. Ale nie miała co marudzić, może dzięki temu dowiedzą się, czy z Violet wszystko w porządku. Choć perspektywa rozmowy z policją wcale jej nie cieszyła.


      Lucy

      Usuń
  15. [Ojej, kompletnie zapomniałam, że Książę od Kopciuszka to również kanoniczny Książę z Bajki! Ja również kanon znam tylko z zakładek na blogu, dlatego czasami mi się niektóre rzeczy mieszają. Ale w takim razie można uznać, że Książę naprawdę podejrzewał Kopciuszka o kolejną próbę otrucia, już w Fabletown, i dlatego zgłosił to na policję. Potem by się jednak okazało, że Keira nic takiego nie próbowała zrobić, a on jedynie jest trochę przewrażliwiony. W ten sposób by się z Felice zakolegowały i właśnie teraz mogłyby być takimi trochę koleżankami z pracy, bo Keira zwraca się do Felice o pomoc w niektórych sprawach, i Felice również do Keiry, bo dziennikarki śledcze czasami potrafią dokopać się do rzeczy, których policja w życiu by nie odkryła. Wydaje mi się, że taka relacja będzie ciekawa :D To teraz może ustalmy, w którym miejscu zaczynamy jakiś wątek? Masz jakieś sugestie?]

    Keira Tyler

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.