Fabletown News

Uwaga na upały!

Środek lata uraczył Nowy Jork typową dla tej pory roku temperaturą, która nie spada poniżej 28 stopni w dzień i poniżej 20 stopni w nocy. To idealna wiadomość dla ciepłolubnej części Baśniowców. Burmistrz, Król Cole zatroszczył się jednak o tych, którzy nie są zwolennikami tropikalnej pogody. Zwłaszcza o pracowników z najwyższych pięter Woodlands, poprzez zwiększoną ilość schłodzonej wody do picia oraz podział obowiązków w taki sposób, by nikt zbyt długo nie przebywał w nagrzanym pomieszczeniu. Prognozy niestety nie są pomyślne i nie wiadomo, kiedy wreszcie się ochłodzi.
W związku z falą upałów, wszystkie lokale w dzielnicy świecą pustkami. Nawet klub Puddin'n'Pie odnotowuje coraz mniejsze przychody. Władze Fabletown podtrzymują, iż nie ma jeszcze podstaw, aby straszyć nadciągającym kryzysem finansowym właścicieli lokalnych przedsięwzięć i liczą, że sytuacja wkrótce ulegnie znacznej poprawie.



Bufkin donosi, że...

...najwyraźniej nie wszystkich odstraszyła panująca w mieście fala upałów. Podczas gdy pozostali Baśniowcy starają się nie opuszczać swoich mieszkań i przez pogodę brakuje im chęci do wykonywania codziennych obowiązków, Rose Red korzysta z okazji i świetnie się bawi! Podobno ostatnio widziano ją na miejskim kąpielisku w dzielnicy Doczesnych, gdzie wraz z nimi popijała drinki z palemką. Spokojnie, Farma nie pozostała bez opieki w te trudne dni! Biała Dama i kierowana przez nią fundacja, rzetelnie zajęła się mieszkańcami Farmy. Niczego im nie brakuje, a zwłaszcza chłodnej wody i miejsca, w którym mogą schronić się przed żarem z nieba!
Ostatnio w dzielnicy krążą informacje, o rzekomych przerwach w dostawie prądu w godzinach najwyższych temperatur. Podsłuchałem Lucyfera, który w samotności narzekał, że zmuszony będzie pić ciepłą wódkę, jeśli ów plan wejdzie w życie. Z kolei John jako dżinn spełniający życzenia cieszył się z możliwości szybkiego zarobku na ludziach proszących o schłodzenie procentowych napoi!

poniedziałek, 2 października 2017

Taki miałam sen, najdroższy...

Pierwsze oparzenie – to najprawdopodobniej najbardziej bolesne, najbardziej niespodziewane i najbardziej odciskające piętno doświadczenie. Kiedy ręka, która dotąd nie zaznała zła – z której zasięgu zawsze zabierano przedmioty, którymi mogła się zranić, przekonuje się, że jednak istnieje coś, czego dotykać nie powinna. Co nie powinno dotknąć jej. To dość zastanawiające – czy gorszy jest moment odciśnięcia się gorącej stali na dłoni? Czy też może nieustannie pulsujący w palcach ból? Jedyne, co nie podlega dyskusji, to fakt, że chwilę potem przychodzi doświadczenie. Pamięć zaczyna rejestrować czynniki i okoliczności, w których doszło do zranienia – koduje je w świadomości i przypomina o nich, gdy sytuacja zaczyna się powtarzać. To proces uczenia się. To naturalne. Ale co, jeśli okazało się to tak bolesne, że nie pozwala funkcjonować tak, jak to działo się do tej pory? Co w sytuacji, w której dawna, delikatna powłoka stworzona z radości, szczęścia i otwartości na człowieka została uszkodzona do tego stopnia, że nie da się jej już odbudować?
Widziała w życiu wiele rozdartych kobiet i mężczyzn – a sposoby na wydarcie się ze szponów podświadomości i poczucia wiecznego zagrożenia są tylko trzy. Poddać się – i w ciszy, w samotności odejść ze świata, który był zbyt brutalny, aby na nim żyć. Poddać się – i w ciszy, w samotności, ciągnąć dalej żywot przerażonego, zaszczutego człowieka. Lub walczyć – zbudować wokół siebie kolejną, zastępczą, a przy tym trwalszą skorupę, która znieczuli na kolejne zranienia. I tak przeżyć każdy dzień. Pozostając niewzruszonym. Kontrolując sytuację. Będąc panem swego życia. I użyczając swoich sił tym, którzy nie mają ich dostatecznie dużo, aby żyć dalej.


I hope we're still friends after I taser you
25/08/87 ▪ przez historię zapamiętana jako Narzeczona Mordercy ▪ przed kilkunastoma laty jej imię brzmiało Senta ▪ od marca 2017 roku pełni funkcję zastępcy szeryfa Fabletown ▪ przez jedenaście lat spełniała się jako detektyw policyjny ▪ żona mistrza w odzyskiwaniu prawie-byłych partnerek sms-ami pisanymi pod wpływem ▪ przyczyna załamania nerwowego zbyt pewnych siebie cwaniaczków ▪ Juma

Powracamy z upartym zastępcą szeryfa! Kartę niezmiennie sponsoruje cudowna Kristen Bell, zachęcam do zapoznania się z zakładkami. Karta jest bardzo tajemnicza, więc klikajcie na wszystko, na co się da. Poszukujemy dram, emocji, niewyjaśnionych zagadek, śledztw i adrenaliny. Wymyślam, zaczynam, żongluję, komponuję utwory na orkiestrę jazzową. Zapraszam! Nie mam nic do ukrycia.
✉ nightear8@gmail.com

37 komentarzy:

  1. [Cześć! Witam serdecznie bardzo, ale to wiesz, bo ja zawsze jak na prawdziwego diabła przystało witam serdecznie i piekielnie ciepło :D
    Cieszę się, że widzę Felice i mam nadzieje, ze zagości u nas na długo i wątków nie będzie jej brakowało :D W razie chęci to zapraszam do siebie, do któregoś z moich panów, coś się wymyśli ;)]

    Lucek
    Will
    Ivan
    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć, moja ty psiapsiółko-policjantko! xD <3
    Cieszę się, że wróciłaś z Felice, ba!, cieszę się, że wróciłaś ogólnie :D Koniecznie muszę cię porwać na wątek, bo nie udało nam się jeszcze nic napisać :D Pytanie tylko, czy kombinujemy z Fel, czy może z Medeą? Czy z dwiema na raz? :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  3. Człowiek niekiedy zastanawiał się co jest po śmierci. Czy niebo, piekło, a może czyściec? Albo coś zupełnie innego? Tylko nieliczni wiedzieli co jest po tej „drugiej stronie”, do tych nielicznych (nie)szczęśliwców z pewnością zaliczał się niejaki Ivan Zwonariew. Pan biznesmen mieszkający w niewielkiej dzielnicy Nowego Jorku. Osoba, która na pierwszy rzut oka niczym się nie wyróżniała. Ani nie był ponadprzeciętnie przystojny, nie był też ani za wysoki, ani za niski, można zaryzykować, że przeciętniak do bólu.
    Dopiero po dłuższej chwili spędzonej w jego towarzystwie, w człowieku zaczynał się budzić – wydawać by się mogło – irracjonalny lęk. Niepokój oraz chęć jak najszybszego wyjścia z pomieszczenia, w którym przebywał Zwonariew. Ten…człowiek, który palił chyba więcej niż szeryf Fabletown, Bigby Wolf, a o to naprawdę było bardzo trudno.
    Zwonariew przekroczył taśmę policyjną, zupełnie jak kiedyś za starych dobrych czasów…
    Pomiędzy wskazujący oraz środkowy palec prawej ręki chwycił papierosa i wydmuchał szarawy dym. Uśmiechnął się pod nosem widząc przed sobą zwłoki. Jedni by się przerazili, jeszcze innym byłoby niedobrze widząc rozczłonkowane ciało. Prawa ręka leżała dwa kroki od lewej nogi (która była na swoim miejscu), prawa noga była dziwnie wykręcona i pokiereszowana, na tyle, że widać było kość udową. Blada jak pierwsze śniegi skóra, potęgowała wrażenie…okrucieństwa zbrodni…poza tym bladość świetnie kontrastowała z tym brzydkim kolorem wnętrzności, które wyłaniały się z rozpłatanego brzucha i walały się po okolicy.
    — Ciekawie to wygląda – mruknął do siebie po polsku. Wątpił w to ażeby ktokolwiek go zrozumiał. Prawdopodobnie dlatego użył tego języka…języka za którym niespecjalnie przepadał.
    Spojrzał na przeciwległy kraniec parku. Doskonale widać było apartamentowiec Woodlands. To tajemnicze morderstwo doczesnego, było co najmniej intrygujące, zważywszy na to, że ów denat…był pracownikiem Ivana. Pracownikiem za którym diabeł nie przepadał.
    — Och…myślałem, że sprawą zajmie się OSOBIŚCIE szeryf – chrząknął znacząco – Wolf. A nie…że wyśle sobie zwykłą posterunkową, na miejsce zbrodni – szyderczy uśmiech pojawił się na jego twarzy. Wydmuchał po chwili kolejną porcje dymu papierosowego. Oczywiście wiedział, że to jest pani zastępca szeryfa, ale nie szkodzi się podroczyć. Wbrew pozorom Zwonariew był dobrze poinformowany. – A szkoda…ale no cóż… Czasami nie można mieć wszystkiego. Niekiedy doświadczenie przychodzi samo, niekiedy trzeba poczekać…inni nadają się do tej roboty, inni nie – tutaj wymownie spojrzał na posterunkowego, który co rusz odwracał głowę. Na twarzy był równie blady co ten trup.
    — Dlaczego pani nic nie mówi? – zapytał zbliżając się do pani Flechter oraz do trupa. – Raczej nie wpędziłem panią w żadne zakłopotanie, prawda? Czy może po prostu zwykły krawężnik milczy, kiedy starszy mówi? – strzepnął trochę popiołu na ziemię. Zaśmiał się szyderczo. Czekał na jej ruch.

    Ivan

    [Mam nadzieje, ze taki początek może być. W razie gdyby coś to krzycz! :D]

    OdpowiedzUsuń
  4. Uśmiechnął się pod nosem. Ludzie coraz częściej go bawili, chociaż obcował z nimi od około trzystu lat. Sam już dokładnie nie pamiętał kiedy po raz pierwszy pojawił się na ziemi. Było to z pewnością podczas panowania Augusta II Mocnego…a ten zaczął panować, w roku 1697 bodajże. Zwonariew nie przywiązywał do tego jakiejś specjalnej wagi, ot po prostu pamiętał, że jest długo na tym świecie, a żonaty jest od prawie dwustu lat. Dla niego czas i lata to pojęcie względne, bo on przecież nigdy nie przeminie…coś co jest martwe zniknąć nie może.
    — Proszę bardzo ma pani prawo – powiedział. – Zgodnie z którymś tam artykułem kodeksu karnego…oraz „naszego kodeksu” – dodał. Ivan uśmiechnął się cynicznie, jak to zazwyczaj robił, kiedy chciał być zgryźliwy, albo i czymś się chwalił…czyli zazwyczaj często w taki właśnie sposób się uśmiechał.
    Zaśmiał się, kiedy dotarło do niego, że kobieta raczej nie żartowała. Ale przecież jak mógł brać na poważnie kogoś o tak miłej i niewinnej twarzy? Przynajmniej tak Ivan oceniał jej aparycję. Raczej nie brałby jej na poważnie. Nigdy nie brał zbyt wielu ludzi na poważnie, to po prostu nie było w jego stylu. Uwielbiał zaniżać innym samoocenę i w zasadzie to też kochał zachowywać się jak typowy dupek, nie przeszkadzało mu to w niczym. Absolutnie w niczym.
    — Na pani miejscu zacząłbym się zastanawiać, co docześniak tutaj robił. Oraz czego się dowiedział, albo co takiego zobaczył, że ktoś postanowił zabawić się w chirurga, który potraktował go w taki a nie inny sposób – przymknął oczy i wciągnął ze świstem powietrze. – Oraz kto ma zapędy kanibalskie, albo po co temu komuś nerka oraz kawałek wątroby – uśmiechnął się, tym razem dla odmiany przymilnie wręcz. Ot taki diabeł pełen paradoksów.
    Kątem oka dostrzegł jak jeden funkcjonariusz patrzy się w ich kierunku, oraz z pewnością przysłuchuje się ich wymianie zdań.
    — Zajmij się lepiej pilnowaniem terenu! Zobacz imbecylu! Fotoreporter, weź go przegoń i zabierz kartę pamięci! – krzyknął w kierunku funkcjonariusza i wskazał na młodego chłopaczka z aparatem. Zwonariew uśmiechnął się parszywie w kierunku chłopaka, do którego już zmierzał funkcjonariusz. To się diabłu podobało. Uświadczyło go to (w być może błędnym) przekonaniu, że ma władzę. Ivan pod tym względem nie różnił się od innych jemu podobnych. Uwielbiał kontrolować, kochał kusić, rozkazywanie innym sprawiało mu przyjemność. Ogromną przyjemność. Ale jeszcze większą przyjemność sprawiało mu zadawanie bólu, czy to fizycznego, czy psychicznego. Wszak nie był nigdy człowiekiem, był od początku do końca diabłem, może nieco zasymilowanym, ale jednak ciągle diabłem.

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  5. [Teraz to i ja przepraszam za zwłokę, ale mam taką pustkę w głowie, że ciężko mi znaleźć chwilę, by napisać coś logicznego xD
    W sprawie Fel i Lucy ustaliłyśmy wstępnie, że kiedyś razem współpracowały. Lucy była jej wtyką w półświatku, gdy Felice była początkującą policjantką i trochę się zaprzyjaźniły. Potem nimfa trafiła do więzienia, a wątek miał opierać się na spotkaniu po latach i współpracy przy jakiejś kryminalnej sprawie :D Ale taka wersja, w której to Fel przyczyniła się do zamknięcia Lucy w Golden Boughs - a więc mało przyjacielskie relacje - też byłyby ciekawe! W wątku zmusiłybyśmy je do wspólnego działania, więc musiałyby się jakoś dogadać :)
    Natomiast szczerze ciekawi mnie Medea, więc (kiedy się z nią już pojawisz <3) wątek musi być! :D Szczególnie zaintrygowały mnie te mroczne strony, o których wspominasz, więc jestem ciekawa, co wymyśliłaś :D Może udałoby się nawet pomyśleć nad powiązaniem z przeszłości, również ze Smoczkiem :)
    Zależy też, co dokładnie kombinujesz u Med, więc możemy poczekać na pojawienie się karty :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  6. To wcale nie było tak, że Ivan nie rozumiał znaczenia słowa „nie”. Rozumiał, nawet aż za dobrze, ale nie stosował się do tego, przeświadczony o tym jakoby był panem wszechświata i wszystko mu się należało, wszak był kimś lepszym od zwykłego człowieka. Poza tym wszystkim był diabłem, a jak wiadomo diabły to takie istoty, które biorą to co chcą.
    — Dowartościować? – zapytał zapalając kolejnego papierosa. – Ja nie potrzebuję się dowartościowywać – uśmiechnął się szelmowsko. – To dziwne…skoro nie jestem upoważniony, to w takim razie dlaczego zwykły krawężnik słucha moich poleceń? – w jednej chwili znalazł się niebezpiecznie blisko Felice. Jednak nie stał znowuż tak blisko aby stykali się nosami.
    Dziwnie uśmiechnął się na wzmiankę o drugim ostrzeżeniu i zupełnie niezrażony zaciągnął się papierosem. Zaśmiał się cicho pod nosem.
    — Ostra babka, lubię takie. Szkoda że twój mąż nie wspominał o tym że jego żona to taka niezła babka – odsunął się natychmiast po tych słowach. Spojrzał na denata z nieukrywanym zachwytem, zupełnie jakby chciał napawać się taką chwilą, że może popatrzeć na te zwłoki.
    Zastanawiało go tylko kilka rzeczy, ale nie zamierzał się z nikim dzielić. Sam poprowadzi trochę to śledztwo. Przecież może, a i nawet sam szybciej „wymierzy sprawiedliwość” sprawcy. Chociaż w przypadku Ivana pojęcie „sprawiedliwość” to rzecz bardzo umowna.
    — Jestem w stanie założyć się że szybciej rozwiążę tą sprawę – powiedział Zwonariew, po czym zaciągnął się papierosem. Raz jeszcze spojrzał na zwłoki. Nawet nie będzie potrzebować żadnej konsultacji medycznej z patologiem, albo kimś pełniącym te obowiązki. Miał swoje chamskie metody, ale skuteczne.

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie spodziewał się takiego obrotu spraw, ale no co tutaj dużo mówić? Podobało mu się to. W pewnym sensie osiągnął to co chciał osiągnąć. Ale nie zamierzał tego mówić na głos.
    Wbrew pozorom nie protestował, kiedy go kuła. Może trochę się szarpnął, ale to tylko i wyłącznie dlatego, że jego piersiówka nieco mu przeszkadzała w takim wylegiwaniu się na trawie pokrytej kolorowym dywanem z liści.
    Przy szarpnięciu szybko wstał, zupełnie jakby to wszystko go ani nie oszołomiło, ani też nie zdziwiło. Dobrze grał i no cóż…chwała mu za to, co nie?
    Żałował tylko tego niedawno napoczętego papierosa, który teraz leżał na ziemi. Ale przecież nie będzie się zniżać do poziomu jakiegoś…biedaka i nie będzie bawić się w podnoszenie go, co i tak byłoby trudne zważywszy na fakt, że jego ręce były skute za plecami.
    — Nie powinnaś tego robić – powiedział, o dziwo, spokojnym głosem. Diabeł pełen niespodzianek, nieprawdaż?
    — Och nie przesadzajmy z tymi zarzutami – zaśmiał się. – Poza tym, ty chyba dziecko nie wiesz z kim mówisz…ale to dobrze, nie będę ci psuć niespodzianki, a do samego „komisariatu” nie mamy raczej daleko o ile mnie pamięć nie myli – to aż cud, że przy słowie „komisariat” nie splunął na ziemię, tyle w tym jednym słowie było ironii, sarkazmu i jeszcze tyle innych epitetów, że głowa mała.
    **
    Na miejscu Zwonariew wygodnie rozsiadł się na stołku, założył nogę na nogę i położył na blat biurka kajdanki, z których to sam się uwolnił. Raczej był to odruch niż konieczność aby rozetrzeć przeguby rąk.
    — To słucham tych zarzutów w takim razie – powiedział zapalając papierosa i z wyraźną ulgą zaciągając się nim. Odchylił głowę mając wzrok utkwiony w suficie wydmuchał dym i uśmiechnął się pod nosem. Tego mu było trzeba.

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  8. [Jestę!
    W takim razie, ogarniając przeszłość: poznałyby się około, hm, 1,5 roku temu? Lucy wówczas naciągała facetów na kasę, trochę kradła i oszukiwała głównie wykorzystując swoje nimfie moce wpływania na mężczyzn. Felice była wówczas "zwykłą" funkcjonariuszką i to mogłaby być jedna z pierwszych spraw, które prowadziła/współprowadziła. Doprowadziła do ujęcia Lucy i osadzenia jej w więzieniu. Zgadza się? :D
    Następnie Lucy wyszłaby po kilku miesiącach dzięki znajomościom ojca. Obecnie, Felice prowadziłaby nową sprawę... i teraz, może to byłaby sprawa związana z Moonriver, a Fel nie miałaby pojęcia, że spotka tam kogoś, kogo wsadziła do ciupy? :D Może Fel przesłuchiwałaby każdego z pracowników po kolei, bo w klubie doszło do morderstwa? Lucy mogłaby nie chcieć z nią rozmawiać ze względu na tą przeszłość, ale jednocześnie wolałaby nie robić sobie dodatkowych problemów, więc trochę biłaby się z myślami.
    Ale co do samej sprawy, dałabym im coś, żeby trochę razem pochodziły :D Mogłoby się okazać, że ktoś dorzucał coś do drinków - coś, co nie miało powodować śmierci, ale akurat u jednej osoby właśnie spowodowało zgon. To mogłaby być taka tradycyjna sprawa, gdzie każdy kolejny świadek odsyła je w kolejne miejsce, żeby wątek nabrał fajnej akcji :D Możemy zostać przy starym pomyśle z nielegalnym glamour, ale nieco poszaleć. Może jakiś zwyrol wymyślił zupełnie nowy czar upodobniający, ale byłyby do niego potrzebne włosy osoby, w którą ktoś ma się fizycznie przemienić? Coś jak eliksir wielosokowy xD Mógł zbierać włosy i wykonywać takie eliksiry na zamówienie lub "na magazyn" - wówczas nasze panie mogłyby po jakimś czasie znaleźć właśnie takie laboratorium, a tam dziesiątki fiolek z nazwiskami Baśniowców, których włosy tkwiły wewnątrz już w gotowych roztworach...
    A wracając do Moonriver. Może sprawa wyglądałaby tak, że Lucy znalazła na zapleczu martwą tancerkę. Przyjechałaby policja i zaczęłyby się przesłuchania. Po oględzinach okazałoby się, że dziewczyna oberwała czymś w głowę/została otruta i wyraźnie obcięto jej spory kosmyk włosów. Potem mogłoby wyjść, że innym dziewczynom też ktoś poodcinał włosy, ale nawet nie wiedziały kiedy. A ów zwyrol mógł po prostu upodobać sobie Moonriver ze względu na to, że ma kilkanaście ładnych i zgrabnych pań w jednym miejscu. Potem może się też okazać, że włosy znikały także w PnP. A więc miałybyśmy zwyrola-zboka xD Uh, coś z tego by ci pasowało? xD
    I teraz, co skłoniłoby Lucy i Fel do współpracy? Obie mogły sobie uświadomić, że jakiś czas temu też straciły pukiel włosów, ale do tej pory nie rozmyślały nad tym. Ewentualnie, zabita dziewczyna mogła być taką jedyną przyjaciółką Lucy z pracy, więc nimfa chciała pomóc w sprawie mimo niechęci do Felice. Mogły też zostać w coś na siłę wciągnięte lub Fel zaszantażowała Lucy, ale nie wiem czym :D
    Daj znać, co sądzisz i jak dokładnie można by to pociągnąć :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  9. [Myślę, że chyba wolałabym pójść na łatwiznę i wymyślić coś z Felice, bo naprawdę nic sensownego mi do głowy w związku z Medeą nie przychodzi. Tutaj mam pomysł taki, że może zaraz po przybyciu Keiry do Fabletown (to było około sześć lat temu), wpadłyby na siebie z Felice w związku z mężem Keiry, księciem, który przybył za nią do Świata Doczesnych. Ogólnie wcześniej Keira miała dość mroczny okres, bo książę jej nie kochał, a ona jego tak, więc wyczyniała tam różne cuda z eliksirami, nawet można założyć, że próbowała go otruć. No i niedługo po przybyciu do Fable książę mógłby oskarżyć Keirę o właśnie jakąś próbę zabójstwa czy coś, a skoro Felice była funkcjonariuszką policji, to tak by się spotkały. I dalej to można pociągnąć na różne sposoby, może się zaprzyjaźniły, może wręcz przeciwnie. No, nie wiem, tak mi jakoś przyszło do głowy, daj znać, co o tym sądzisz, i czy w ogóle pasuje czasowo, bo nie wiem, kiedy dokładnie Felice była funkcjonariuszką policji.]

    Keira

    OdpowiedzUsuń
  10. [Ładna karta, komentarze od przystojnego narzeczonego :D 1)https://78.media.tumblr.com/8cfdb6ec3dc7f8628bf2d41576a3a03e/tumblr_ot7dmzsN5m1wu3uwxo1_1280.jpg
    2) https://78.media.tumblr.com/12f1074291b8f5ba7402894332fa8980/tumblr_o5g80oPVOZ1uevfw4o1_500.jpg]

    Cash Paul Knowles

    OdpowiedzUsuń
  11. [Wiem, wiem, miałam na myśli to, że mogłaby to być taka jej pierwsza samodzielna sprawa, którą prowadziła. Albo jedna z większych? Bo rozumiem, że była jakby posterunkową? Ale to w sumie nie ważne, tak czy inaczej prowadziłaby tą sprawę z przeszłości xD
    O kurcze, nieźle :D Ja przypomniałam sobie, że chłopcy w podstawówce takie rzeczy robili, ale żeby w tramwaju… xD
    Jak najbardziej pasuje mi taka wersja :D Możemy zrobić tak, że zaginięcie zgłosiłaby właścicielka Moonriver (Margot! xD), ponieważ jedna z tancerek nie pojawiła się od kilku dni – mogła nie mieć rodziny i mieszkać sama, więc nikt inny nie przejąłby się jej zniknięciem. Felice przybywa do klubu i zaczyna od przesłuchań. I tu spotykają się z Lucy ;) Okazuje się, że nimfa wiedziałaby najwięcej, bo mogły się przyjaźnić. Najpierw gadu gadu, potem jakieś przeszukanie garderoby dziewczyny, a następnie obie udałyby się do mieszkania zaginionej – Lucy mogła mieć klucz. Tylko jak Fel zmusi Lucy do współpracy? Teoretycznie, mogłaby iść po dobroci chcąc pomóc w odnalezieniu przyjaciółki, ale dodatkowo policjantka mogłaby coś jej nagadać (ewentualnie ustalimy to na bieżąco ;)). Po wizycie w mieszkaniu mogły wrócić do Moonriver i być świadkami sytuacji, o której napisałaś: jedna z dziewczyn wyrzuca faceta, który odciął jej pukiel włosów. Fel mogła próbować do dogonić, ale zgubiłaby go.
    Dalszy ciąg możemy ustalać już podczas pisania :D Dotarłyby do nich jakieś plotki a propos odcinanych włosów w Puddingu, może też w innych miejscach w Fabletown. Może nawet odnajdą tą tancerkę żywą, ale okaże się, że to ktoś przemieniony w nią (czyli trochę jak z Wolf Among Us)? Potem odnajdą prawdziwe ciało tancerki i cały magazyn. Ten Glamour z włosów służyłby tylko dla osób, które chcą przemienić się w kogoś konkretnego, z jakiegoś powodu. Może nawet spotkają drugą Fel i drugą Lucy? xD Pewnie w międzyczasie nam coś jeszcze do głowy wpadnie.

    W sumie mogłabym zacząć, daj tylko znać, czy wszystko ci pasuje :D]


    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  12. Nudził się, Frank nie był za bardzo rozmowny. A szkoda, w sumie to teoretycznie mógłby wniknąć do jego umysłu, czy coś…ale po co? Po co miałby to teraz robić, skoro Frank wydawał się myśleć tylko o jednym. O emeryturze, albo i o końcu służby. Średnio go to obchodziło, o której z tych rzeczy myśli częściej.
    — No Frank…porozmawiałbyś ze mną! Nudzi mi się! Poza tym pewnie masz coś do powiedzenia, w końcu dziesięć latek mnie nie było! No dalej Frank, nie wstydź się, jesteśmy sami…zdradź mi swoje pragnienia – powiedział Ivan z uśmiechem. Policjant jednak miał to gdzieś, pamiętał żeby nie utrzymywać kontaktu wzrokowego z tym diabłem, bo to może się naprawdę źle skończyć dla niego. Może i Ivan nie zrobiłby mu jakiejś dużej krzywdy, no ale w końcu to diabeł, a im nie wolno ufać. Diabłom i babom w ZUSie nie można ufać!
    — Okres ci się spóźnia? – zapytał zapalając papierosa. – No dalej Frank, przecież jestem na twoim terenie. Nie mam żadnej władzy, nic ci nie mogę zrobić. No a pogadać przecież możesz. Znamy się nie od dziś – wypuścił szary dym z ust. Palacz… No a palić mu nie zabroni przecież. Nie mógł i Ivan doskonale o tym wiedział, wiedział też że nie może wyjść z tego pokoju.
    — Nie chcesz mówić, to nie. Ja naciskać nie będę – powiedział w końcu. Chyba Frank przyjął to z niejaką ulgą.
    **
    — Nie dziękuję. Na diecie jestem – uśmiechnął się lekko. Wypalił tylko jedną paczkę papierosów. To prawie nic jak na jego standardy.
    Ożywił się nieco słysząc o dzwonku na służbę.
    — Właśnie! Przyjzie tutaj jakaś księżniczka i co? – zapytał zupełnie poważnym głosem. – Zgłodnieje bo trzymają ją na komendzie przez pół dnia. Albo będzie się nudzić…czy bo ja wiem…? – zapytał ni to jej ni to siebie po czym odpalił papierosa. Zaciągnął się porządnie i uśmiechnął pod nosem.
    — No to mogę wiedzieć o co jestem oskarżony? Frank jakoś nie był zbyt rozmowny. Poza tym no…skoro to nic poważnego, to bym sobie poszedł. Siedzenie tutaj nie sprawia mi jakiejś większej przyjemności – wzruszył ramionami i wstał z miejsca. Strzepnął popiół do prawie całkowicie zapełnionej popielniczki. Nikomu nie chciało się ruszyć żeby ją opróżnić.
    Stanął naprzeciwko Felice i spojrzał jej w oczy.
    — A może powiesz mi coś…o czym marzysz? – zapytał i uśmiechnął się lekko. – Jakie są twoje marzenia? – papieros powędrował wprost do jego ust. Ciekawiło go to co powie Fel. Czy cokolwiek odpowie.

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  13. Na szczęście papieros nie wyleciał z jego ust. A naprawdę niewiele brakowało aby jego bodajże ostatni papieros upadł na podłogę! Jeszcze musiałby się schylać po niego albo coś! Chociaż…i tak pewnie tylko by go zgasił.
    — A skąd pomysł, że udaję? – zapytał siadając na wcześniej zajmowanym miejscu. Postukał palcami w blat biurka i spojrzał na panią Flechter. – Intrygujące marzenie…no ale cóż… pani prosi, pani pyta, to ja musze odpowiadać – zaciągnął się papierosem i spojrzał na kobietę z lekkim uśmiechem.
    — Stałem, po prostu stałem i przyglądałem się, bo to takie ekscytujące. Morderstwo i do tego tutaj! – niemalże aż krzyknął z radości. – A tak na poważnie, to to morderstwo wcale mnie nie ucieszyło – powiedział zdecydowanie bardziej poważnym tonem głosu. Jego zachowanie zmieniło się o niemalże sto osiemdziesiąt stopni.
    — Poza tym, szczerze powiedziawszy to intryguje mnie jedna kwestia. Otóż, jest morderstwo, są zwłoki…a szeryfa brak! To poważne niedopatrzenie – pomiędzy wskazującym a środkowym palcem był tlący się papieros. Wskazywał prawą ręką na Flechter. – I co mi powiecie ciekawego? Chciałbym coś ciekawego napisać do najnowszego artykułu. Śmierć Doczesnego, a policja bezradna, myślisz że nada się to na nagłówek? – zapytał. Zastanawiał się ile ona o nim wie. Czy cokolwiek o nim wie.
    — Tak w ogóle…to wiesz coś o mnie kochanieńka? – zapytał szyderczym tonem. Pomiędzy jego wargi po raz kolejny powędrował papieros. Zaciągnął się po raz ostatni i zgasił peta…a właściwie to zgasiłby go, gdyby popielniczka była…gdyby było tam jeszcze trochę miejsca.

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  14. [Przepraszam, że tyle to trwało. Rozchorowałam się i miałam kilka podejść do naszego rozpoczęcia, ale dopiero dzisiaj zdołałam naskrobać coś w miarę logicznego x)
    Póki nie ma innego właściciela klubu, użyłam właśnie Margot – mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko? :D
    O, super! W takim razie możemy go sobie wkręcić w dalszych częściach wątku :)]

    Popołudnie było wyjątkowo deszczowe. Ciemne chmury okalające niebo sprawiały, że Lucy coraz bardziej chciało się spać i nawet ciepła kawa, którą ogrzewała dłonie nie mogła nic na to poradzić. Najchętniej nie ruszałaby się z domu i spędziła na miękkiej kanapie cały wieczór, dopóki Hak nie wróci z pracy. Niezmiernie cieszyła się z każdego wolnego dnia, mogąc na nowo przyzwyczaić się do okrętu, który od kilku tygodni był jej nowym domem. Ich nowym domem. Przeprowadzka z Fabletown do Zatoki Nowojorskiej wcale nie była łatwa. Szczególnie nie podobało się to Oberonowi, który otwarcie twierdził, że te dodatkowe kilkaset metrów całkowicie zniszczy ich relacje rodzinne. Lucy natomiast była niezwykle podekscytowana powrotem na Jolly Rogera i po cichutku cieszyła się, że może dzięki temu uniknie wizyt nadopiekuńczego ojca.
    Czuła, że jej życie powoli zmierza w dobrym kierunku i wszystko układa się tak, jak powinno. W końcu odnalazła spokój po tych dwóch chaotycznych, samotnych latach w Fabletown i starała się, by żaden dzień nie był dniem straconym. Miała Huckelberry’ego i rodzinę Alderów, nic więcej się nie liczyło. Powoli kończyła wszystkie niechlubne rozdziały swojego życia, rezygnowała ze znajomości, które tylko przynosiły jej jeszcze więcej problemów. Wszystko po to, by wyjść na prostą, by Jones był z niej dumny, a ojciec i macocha nie musieli się jej wstydzić. Musiała się poprawić, choć odrobinę.
    Wzięła kolejny łyk kawy i przymknęła oczy, rozkoszując się ciszą. Okręt delikatnie kołysał się na falach, poskrzypując rytmicznie. Krople deszczu stukały o pokład i o szybki dużych okien kajuty, co było nawet przyjemne dla ucha. Nimfa uwielbiała takie leniwe wieczory, choć kapitan zdecydowanie tęsknił za czasami, gdy Roger pełny był rozpitych, śpiewających i pracujących marynarzy.
    Telefon zawibrował po chwili. Dziewczyna sięgnęła go z szafki, z zaciekawieniem zerkając na ekranik.
    - Słucham?
    - Violet odezwała się? – usłyszała znajomy głos Margot, szefowej Moonriver Burlesque.
    - Nie, niestety nie. – odrzekła, po czym westchnęła ciężko. Skoro Werner już na wstępie zarzuciła ją takim pytaniem oznaczało, że dziewczyna wciąż nie dawała znaków życia.
    Violet Redbone była tancerką w ich klubie i jeśli Lucy miałaby nazwać kogokolwiek z pracy ‘przyjaciółką’, byłaby to właśnie ona. W Dawnym Świecie była córką władcy niedużej krainy, natomiast do Fabletown trafiła zupełnie sama, bez środków do życia. Zaczynała jako striptizerka w Puddin n’Pie, z którego wyciągnęła ją sama Margot oferując zdecydowanie lepszą pracę w burlesce. Violet zgodziła się niemal od razu, trafiając do Moonriver właściwie w tym samym czasie, co Lucy. Obie miały niemały bagaż złych doświadczeń: jedna rozbierała się przed tłustymi, obleśnymi bogaczami, druga wyszła właśnie z więzienia. Zaprzyjaźniły się niemal od razu. Trzy dni temu, Violet nie pojawiła się na próbie, co było do niej nie podobne. Zawsze zależało jej na pracy i nigdy się nie spóźniała, więc Werner od razu uznała, że stało się coś niepokojącego. Przez kolejne godziny nie odbierała telefonów, a następnego dni Lucy nie zastała jej w mieszkaniu. Podpytywała nawet sąsiadów, ci jednak nie byli skorzy do pomocy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś mijał czwarty dzień. Telefon Violet musiał się rozładować, bo nie było już nawet sygnału. Lucy martwiła się, choć była zdania, że wypadło jej coś nagłego i ważnego. Choć z drugiej strony, Fabletown było dość niebezpiecznym miejscem, a Violet zawsze wracała do pustego mieszkania zupełnie sama…
      - Dzwonię na policję – oznajmiła stanowczo Margot – Nie ma na co czekać. Dziewczyna może wykrwawia się w jakimś zaułku, albo jakiś posraniec trzyma ją w piwnicy. To nie są żarty.
      - Na policję? – fuknęła Lucy – Chcesz, żeby przegrzebali Moonriver od góry do dołu?
      - Dziecko, ja nie chcę mieć Violet na sumieniu! – zdenerwowała się szefowa – Kto inny zainteresuje się jej losem, jeśli nie my?
      - Ok…
      - A ty przychodź zaraz do klubu! – dodała szybko – Pozostałe dziewczyny już tu są. No już, zbieraj tyłek z kanapy, ucałuj narzeczonego w czółko i chcę cię tu widzieć za 15 minut!
      Rozłączyła się. Lucy zwlekła się z kanapy z miną przypominającą wyraz twarzy ucznia, który musi odrobić zajęcia w wolny dzień. Ale nie miała co marudzić, może dzięki temu dowiedzą się, czy z Violet wszystko w porządku. Choć perspektywa rozmowy z policją wcale jej nie cieszyła.


      Lucy

      Usuń
  15. [Ojej, kompletnie zapomniałam, że Książę od Kopciuszka to również kanoniczny Książę z Bajki! Ja również kanon znam tylko z zakładek na blogu, dlatego czasami mi się niektóre rzeczy mieszają. Ale w takim razie można uznać, że Książę naprawdę podejrzewał Kopciuszka o kolejną próbę otrucia, już w Fabletown, i dlatego zgłosił to na policję. Potem by się jednak okazało, że Keira nic takiego nie próbowała zrobić, a on jedynie jest trochę przewrażliwiony. W ten sposób by się z Felice zakolegowały i właśnie teraz mogłyby być takimi trochę koleżankami z pracy, bo Keira zwraca się do Felice o pomoc w niektórych sprawach, i Felice również do Keiry, bo dziennikarki śledcze czasami potrafią dokopać się do rzeczy, których policja w życiu by nie odkryła. Wydaje mi się, że taka relacja będzie ciekawa :D To teraz może ustalmy, w którym miejscu zaczynamy jakiś wątek? Masz jakieś sugestie?]

    Keira Tyler

    OdpowiedzUsuń
  16. — Pudelek, to zawsze kojarzy mi się z psem z trwałą ondulacją zamiast futra. Naprawdę nie wiem jak można w taki sposób skrzywdzić zwierzaka – powiedział zupełnie szczerze. Ivan miał to do siebie, że czasem kłamał a czasem mówił prawdę, jednak jak na diabła przystało to częściej się mijał z prawdą. Byłby cudownym politykiem, bo przecież niewiele osób potrafi kłamać innym prosto w oczy i jeszcze uśmiechać się przy tym!
    — Ale ja wcale nie jestem ciekawym człowiekiem. Poza tym pytałem się na wszelki wypadek, bo wolę wiedzieć, czy mogę kłamać o sobie, czy może wiecie o mnie coś więcej niż to co widzicie – powiedział z lekkim uśmiechem. – Właściwie to powiedziałbym, że chcę żebyście wiedzieli o mnie jak najmniej, bo sam wiem o sobie tylko tyle ile wiem, a wiem niewiele. Tylko stwórca może wiedzieć więcej o mnie niż ja sam, ale przypuszczalnie nie wie, bom ja sam jest tajemnicą. Jednym z wielu wśród niewielu – wyprostował się i spojrzał na nią. Wziął głębszy wdech.
    — To co? Skoro już wiecie, co robiłem tam, to mnie puścicie? – zapytał. – Naprawdę mam kilka innych rzeczy do roboty, musze dziecko z treningu odebrać – skłamał. Nie miał żadnych dzieci. No ale skoro ona nie wiedziała o nim nic, to dlaczego by nie miał skłamać? Taka zabawa w kotka i myszkę była intrygująca! Naprawdę!

    [To teraz fajnie byłoby gdyby przyszedł ktoś i podał odpowiednie dokumenty z Ivanem :D Aha i przepraszam za tamten fragment pozbawiony sensu, ale musiałem, bo był bardzo bez sensu i chyba nawet bardzo w stylu diabła (jak na mój gust)]

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  17. Uwielbiał doprowadzać ludzi do wściekłości. Każdy diabeł uwielbiał to robić. To przecież była ich domena. Denerwowanie, kuszenie, namawianie do złego i grzeszki małe i duże. Ludzie to wszystko przypisywali im – siłom nieczystym. To w zasadzie bawiło Ivana, bo nie zawsze namawiali. Czasem wręcz olewali i nie wtrącali się.
    Uśmiechnął się nieznacznie.
    — Niektórzy mają to szczęście z małżeństwa…inni jak widać nie – powiedział. – W moim przypadku małżeństwo jest całkiem udane i dość długim stażem – dodał. – Bez kłótni i straszeniem się wzajemnie rozwodem, albo separacją – ciągnął dalej. Zastanawiał się, kiedy kobieta osiągnie punkt krytyczny i wreszcie się na niego wydrze. To byłoby piękne!
    — W sumie to mam – powiedział i przekrzywił głowę. Uśmiechał się delikatnie. Może wyglądał jak pies, który spogląda na właściciela. – Chciałem tylko powiedzieć, że jesteście TYLKO zastępcą szeryfa i realnej władzy nie macie. No, a…zostały tam jakieś moje odciski? Albo cokolwiek? Nie licząc bodajże dwóch papierosów?

    [Wybacz, że tak. Ale mam pomysł jak to zrobimy z żoną Ivana :D Masz coś przeciwko pojawieniu się Lucyfera, kiedy wreszcie przyniosą akta? Myślę, że Felice zasługuje na spotkanie z Lucjanem w pełnej krasie i swoim żywiole :D]

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  18. [<3
    Moja droga, bądź tak miła i odbierz od kuriera wszystkie pozycje z kategorii Książki dla nieogarniętych przyszłych mamuś i tatusiów na Amazonie, a ja tymczasem zarejestruję się na pięciu forach dla madek i tatełów. Thanks from the mountain! <3]

    #har

    OdpowiedzUsuń
  19. Minuty spędzone z Frankiem nie były ani przyjemne ani zabawne dla Ivana. Jako diabeł miał bardzo dziwny wachlarz emocji, inne rzeczy go bawiły inne cieszyły, a jeszcze inne go smuciły i denerwowały. Frank nie dawał się wyprowadzić z równowagi i ignorował to wszystko co Ivan mówił. T przyprawiało diabła o białą gorączkę.
    Ostentacyjnie zaklaskał w ręce i pokiwał głową.
    — No brawo! W końcu. Masz tępo niczym PKP Intercity. Jesteś szybka niczym polskie Pendolino! – krzyknął z niejakim rozbawieniem. Nawet i chciał coś dodać, kiedy na środku biurka pojawił się on…
    — Heloł! Itz mi! Heloł, ken ju hir mi? – zapytał śpiewnie (o dziwo względnie trzeźwy) Lucek.
    — Lucek! Idioto, debilu patentowany! Co do chuja jasnego tutaj robisz?! Nie widzisz ty jebana ciemna maso, że kurwa jestem chuju zajęty?! – Ivan krzyknął i w momencie stanął.
    Lucyfer niczym nie zrażony uśmiechnął się do Felice i pomachał jej. Spojrzał na Ivana i uśmiechnął się do niego.
    — Ivan…czy ty mnie obrażasz? – zapytał i zszedł z biurka. Uśmiechnął się do niego. – Mam do ciebie sprawę – powiedział po polsku. – Bo jakoś tak przez przypadek wszedłem do twojego mieszkania, żeby pożyczyć pieniądze. No i tak jakby…twojej żony nie ma – dokończył i uśmiechnął się lekko.
    — No i? Miała coś załatwić w fundacji – odpowiedział po polsku, zupełnie nie przejmując się faktem braku żony. Może pisała albo dzwoniła do niego, że wróci później. A on miał wyładowany telefon.
    — Masz burdel w mieszkaniu jakby stoczono tam bitwę Stalingradzką! – krzyknął i machnął rękami. – no, chyba że sprzątaczka dzisiaj nie przyszła, to okej, zrozumiem – usiadł na biurku i spojrzał na panią zastępcę szeryfa.
    Lucek rzucił Ivanowi paczkę fajek, zupełnie jakby wiedział, że kuzynowi brakło papierosów. Zwonariew niemalże natychmiast zapalił jednego z nich i usiadł na krześle. Założył nogę na nogę i przybrał zamyśloną minę, godną radzieckiego oficera pozującego do portretu, na którym ma wyglądać dostojnie, ale jakoś tak…bez wymuszonego dostojeństwa.
    — Przepraszam, nie przedstawiłem się. Lucyfer Boruta, piekielnie mi miło poznać panią zastępczynię szeryfa – powiedział Lucek z uśmiechem i pocałował Felice w dłoń. – Normalnie bym tak nie wpadał, ale nagła sytuacja. Mam nadzieje, że nie potrzebuje prawnika – wymownie wskazał na Ivana.
    — Potrzebuję wódki, albo spirytusu – burknął po polsku, na co Lucyfer się zaśmiał. Zaraz jednak Ivan się wyprostował i uśmiechnął do Felice – No to, zignorujmy tego debila i kontynuujmy to czego nie skończyliśmy. Znaczy się do czego zmierzaliśmy, przed jego pojawieniem? – zapytał Ivan jakby to wtargnięcie Lucyfera było absolutnie normalne.

    Ivan z Luckiem

    OdpowiedzUsuń
  20. [Na wstępie tylko powiem, że twoja karta mi się strasznie podoba, ale nawet nie tak bardzo jak wykreowana postać. Historia została dopracowana w każdym szczególe, wiec kłaniam się niziutko :D Widzę w nich podobieństwo, więc myślę, że jest szansa się dogadać. Jako niższy szczeblem zgłaszam się na służbę i na kryminalny wątek!]

    ARTUR

    OdpowiedzUsuń
  21. [Ktoś, kto wybudził się ze śpiączki nie wydaje się być godny zaufania, ale policjant, który odznaczy się służąc swym ludziom, będzie miał większe szanse. Małymi kroczkami przeniknie w ich mentalność tak, że oni sami będą prosili, by został ich burmistrzem :D (a przynajmniej taki jest plan). Pierwsza wspólna sprawa, brzmi obiecująco. Może na rozgrzewkę damy im złodzieja magicznych artefaktów Baśniowców? Skradziony drugi pantofelek Kopciuszka, czy coś w ten deseń. Chyba, że idziemy raczej w jakąś sprawę morderstwa, aby było bardziej mrocznie :D]

    ARTUR

    OdpowiedzUsuń
  22. [Liczymy, ze gdy przyjdzie, co do czego to Felice dołączy do team Artur :D Pomysł z Glamour zdecydowanie wydaje się być tym lepszym! Na dniach podeślę rozpoczęcie i zaczynamy śledztwo! <3]

    ARTUR

    OdpowiedzUsuń
  23. To nie tak miało wyglądać. Harley w zasadzie nie wiedział, jak inaczej miałoby wyglądać, ale na pewno nie tak. Myśl o rodzicielstwie nie mieściła mu się w głowie na tyle, że jeszcze 23 grudnia, zapytany o perspektywę zostania ojcem odpowiedziałby coś w okolicach “ale jak to ojcem...?” lub nie odpowiedział nic i przezornie wskoczył do najbliższego portalu i później kilku kolejnych, żeby już nigdy go nie znaleźli i nie zrobili ojcem. Tak przynajmniej podejrzewał. A raczej podejrzewałby, gdyby w ogóle o tym myślał.
    Nie miał jednak czasu na tego typu rozważania, bo spis lektur do przeczytania przez najbliższe miesiące nie miał zamiaru przeczytać się sam. I w dokładnym zapoznawaniu się z treścią tych wszystkich poradników przyszłego i początkującego rodzica nie przeszkadzał mu nawet fakt, że wszystko to już wiedział lub był w stanie bez problemu wywieść z posiadanej wiedzy. To było całkowicie nieistotne.
    Choć Harley Fletcher, gdyby zechciał, mógłby domagać się paru ładnych tytułów, to w tym momencie nawet pozycja Landgrafa (lub raczej Młodszego Brata Landgrafa, choć nie podejrzewał Phoenixa o ziemiańskie ambicje) go nie interesowała. Oficjalnie poprzestał na statusie Ojca Rodzinie. To momentalnie zaskoczyło w jego głowie, choć nie podejrzewał się o dysponowanie odpowiadającym za te kwestie przełącznikiem. A jednak. Odpowiednia informacja wpadła we właściwe miejsce, i jak magiczny artefakt dopasowany kształtem idealnie do dziury na magiczny artefakt uruchamia mechanizm, przesuwa ściany i odkrywa wejście do skarbca, tak ona ujawniła istnienie obszaru jego umysłu odpowiedzialnego za intensywne tatusiowanie. Bardzo intensywne tatusiowanie, od pierwszej sekundy, kiedy jeszcze mentalnie (i trochę też fizycznie) smarkał się w rękaw Felice, jednocześnie przytulając ją do siebie jak największy skarb świata, którym zresztą była, więc nikogo nie powinno to dziwić. Jego nie dziwiło. I - o dziwo - nie dziwiło go również to, że nagle oszalał na punkcie całej trzyosobowej rodziny Fletcherów z psem w zestawie, chociaż pozostawał w pełni władz umysłowych i nic nie stało na przeszkodzie temu, żeby mógł w pewnym momencie zatrzymać tę karuzelę przyszłego rodzicielstwa i zastanowić się nad wszystkimi jej aspektami. Otóż nie. Nie planował tego ruchu, był na to zdecydowanie zbyt podekscytowany i szczęśliwy. Może kiedyś, może później. Prawdopodobnie nigdy. Albo jak najmłodszy Fletcher osiągnie już pełnoletniość, wyfrunie z gniazda i zostawi swoich rodziców samym sobie. Tak, to będzie odpowiedni moment.
    Harley podejrzewał, że ten dzień nie skończy się na jedzeniu, telewizorze i patrzeniu ze zgrozą, jak Juma w pogoni za piłką lub własnym ogonem wpada na kredens, wprawia pół domu w rezonans i zmusza swoich właścicieli, by w popłochu zerwali się z kanapy i łapali w locie doniczki z kaktusami. Nie był tylko pewny, o której godzinie nagle stwierdzą, że nudny wieczór z jedzeniem, telewizorem i (...) był fascynującym pomysłem jedynie w teorii, a kiedy przyszło do praktyki, o wiele chętniej szaleliby właśnie po mieście, więc niewiele myśląc złapią pierwsze lepsze ciepłe ubrania i smycz, a potem… ahoj, przygodo! Mógł powiedzieć na pewno, że jeszcze było na to za wcześnie. Odpowiednia ilość jedzenia nie znalazła się jeszcze w ich żołądkach i nie mieli prawa wpadać na jakiekolwiek szalone pomysły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaśmiał się, kiedy Felice wspomniała o internetowych mamuśkach. W końcu jeszcze kilka godzin temu przytaczał jej co lepsze fragmenty mądrości na temat czerwonych wstążeczek przeciwko urokom i szczepionek powodujących autyzm, a w czytaniu tych pierdół odkrył swoje ostateczne guilty pleasure. Choć w sumie nie czuł się ani trochę winny z tego powodu. Więc… guiltless pleasure.
      - Nie miałaś zamiaru mi powiedzieć? - Potrząsnął głową. - To byłby całkiem niezły wyczyn. Przez jakiś czas, owszem, mogłabyś twierdzić, że z Nightlingerem postanowiliście na każdy lunch najadać się do oporu w Chipotle i to jest teraz twoja nowa droga życia, usłana potrójnymi burritos i cysternami queso, ale w pewnym momencie ciąża zaczyna wyglądać jak ciąża, taka… standardowa, niespożywcza.

      Sweet Summer Harley, too good for this world, too pure

      Usuń
  24. — Ale jaki tam ze mnie pan? – zapytał Lucek. – Mów mi Lucek, wszyscy mi tak mówią a ja nie protestuję – uśmiechnął się szczerze. Jak na diabła to był bardzo wesoły. I bardzo nieogarnięty…pojebany jakiś taki w ogóle był.
    — Powód… - westchnął Ivan, nawet i pewnie coś by dodał, gdyby nie to, że Lucek nagle wstał i z takim jakimś opętańczym uśmiechem zaczął trajkotać.
    — Mogę skoczyć po wódkę! W ogóle to wymyśliłem nowy samogon! Ale wy wiecie jaki jest epicki?! – spojrzał to na Ivana, to na Felice. – Swoją drogą…to dawno pani na mszy nie widziałem – powiedział spoglądając na zdjęcia z minionej imprez…znaczy się mszy. Co jak co, ale Lucek to dbał o to aby każda msza była jedyna i niepowtarzalna. Chociaż może i nawet każda była taka sama? Przecież chyba niewielu pamiętało co się minionego dnia wyczyniało w kościele. – ciebie Ivan zresztą też nie widziałem…
    — Lucek siadaj i nie wydurniaj się. To raz. Dwa… Powiedzmy, że ten oto pan, zwrócił się do mnie o pożyczkę, na wysoki procent…
    — Którego i tak nie oddam – wtrącił się Lucyfer. Ivan tylko zaciągnął się papierosem i po chwili wypuścił szarą smugę dymu.
    — No nie ważne. Nawet i to wtargnięcie jest nie ważne, poza tym on – wskazał na Lucyfera – i tak już będzie wychodzić. PRAWDA? - zapytał i spojrzał na niego. Boruta pokiwał głową, zrobił smutną minkę.
    — No tak, ja już sobie pójdę – powiedział smutno. – Do widzenia pani, miło było panią poznać – podszedł do Ivana, któremu położył rękę na ramieniu. – To do zobaczenia!
    Pstryknął palcami i zniknął…
    …a wraz z nim i Ivan.
    Pojawili się natomiast kilka metrów dalej. Lucyfer oczywiście ucieszony, przeszczęśliwy, wesoły aż do bólu.
    — Haha! Ale ją wykiwałem! – powiedział i sam przybił sobie piątkę. – No to teraz, nic tylko możemy iść na jakiś alkohol.
    — To ty idziesz na alkohol, a ja idę szukać swojej żony – powiedział Ivan. Nie spodziewał się tego, że Lucek coś takiego zrobi. Ale czy aby na pewno? Przecież po tym diable to wszystkiego człowiek mógł się spodziewać.

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  25. Artur w policji pracował od niedawna, więc jak większość z nich nie zdążył jeszcze dostać własnego biurka z plakietką z jego nazwiskiem, czy nawet własnego kubka na kawę. Obecnie zajmował miejsce dawnego członka zespołu - Gilly MacMillan. Wolał nie pytać, co spowodowało jej odejście, bo odpowiedź mogła okazać się jeszcze straszniejsza niż prawdopodobne scenariusze w jego głowie. Z początku czuł się wyobcowany, dalej starał się zrozumieć mechanizmy współczesnego świata, ale inni zaprzyjaźnieni Baśniowcy znacznie mu pomagali. Zanim mógł w ogóle dostać się do biura szeryfa, czekała go seria spotkać u psychologa, który mógł określić jego zdolność do pracy. On sam wzbudzał wiele wątpliwości ze względu na to, że jeszcze jakiś czas temu był w śpiączce. Dla Artura jednakże nigdy nie było rzeczy niemożliwych. Musiał jedynie przyzwyczaić cie do wysokich cementowych budynków, dróg wyłożonych asfaltem, urządzeń mieszczących się w kieszeni, za pomocą których można rozmawiać z osobą z drugiego krańca świata, czy nawet takich, które zawierają cała wiedzę zebrana w jednym miejscu. Teraz już nikt teoretycznie nie potrzebował magii, ale nigdy nie należy lekceważyć czarownic. Gdy z początku dowiedział się, że jego siostra też tu jest, wiedział, że miasto należy chronić. Może właśnie dlatego zdecydował się zostać policjantem, by chronić tych, którzy nie potrafią zrobić tego sami. Według przepowiedni miał wrócić, gdy będzie potrzebny i znów zdobyć władzę, ale to się okazało trudniejsze niż przypuszczał. Na początku musiał zrozumieć świat, pomóc zbudować go od podstaw, a potem ewentualnie wspinać się po koronę władzy.

    - Artur Pendragon! - wołanie mężczyzny wybudziło go z porannego stanu bliżej nieokreślonej senności. - I Felice, do mojego gabinetu!

    Zanim nawet zdążył zareagować Bigby posłał mu już jedno z tych naglących spojrzeń. Sprawa musiała być poważna, skoro zaczęli tak wcześnie. Zwykle dzień rozpoczynali od kubka kawy, a przynajmniej od skromnego śniadania. Nie lekceważyli swojej pracy, ale nawet złoczyńcy lubią sobie trochę pospać, a ci dobrzy najeść i załatwić papierkową robotę. Szeryf nie odezwał się nawet słowem. Podał jedynie teczkę akt Felice i oparł się o szafki z resztą dokumentów. Artur mógł jedynie stać i czekać na dalszy bieg wydarzeń, bo dopiero za chwilę zostanie wtajemniczony. Prowadzić wspólne śledztwo wraz z zastępcą szeryfa? Osobiście nie znał kobiety, czasami jedynie mijali się przypadkowo, albo podglądał ją jak pracuje. Robił tak ze wszystkimi pracownikami na początku, gdy z trudem przychodziło mu używanie myszki. Wiedział o niej jednak to, co było najważniejsze. Była dobra, ba! Najlepsza. Nie bez przyczyny dostała własne stanowisko. Większość i tak generalizowała ją do postaci kobiety, która nie nadaje się w miejscu takim jak to, ale ona z pewnością skopałaby im tyłki gdyby tylko chciała. Artur widział już silne kobiety, wiec nauczył się ich nie lekceważyć. Jako swój własny cel postanowił się jej zaimponować, choć nigdy sam tego nie przyznał.

    - Co tam mamy? - spytał, by w końcu przerwać tą głuchą ciszę.
    To miało być ich pierwsze wspólne śledztwo.

    [Przepraszam, ze musiałaś tyle czekać i mam nadzieję, że moje wypociny nadadzą się na rozpoczęcie naszej sprawy :D Winny powinien już sikać ze strachu!]

    ARTUR

    OdpowiedzUsuń
  26. [Na początku miałam kilka pomysłów, no i padło na Jasmine, ale niestety nie mogłam jakoś jej stworzyć. Totalnie zabrakło mi do niej weny. :< Przez myśl przeszła mi też Alicja, Calineczka i Małgosia (może kiedyś któraś z nich zagości na blogu, w mojej wersji) ale ostatecznie padło na Kopciuszka. :D Napisałam kartę w jeden dzień (a czasami męczę jakąś dwa tygodnie xD), więc chyba nie jest tak źle, co? :D
    Co do Twoich postaci... zachwycam się mocno, szczególnie Królową Śniegu, do której mam boską słabość. c:
    Miałam pomysł, żeby współpracowała z Bigbym, więc jak najbardziej mogłaby także pomagać Felice. Może dziewczyna wiedziałaby, że Kopciuszek często pomaga szeryfowi i miałaby właśnie jakąś trudną sprawę, przy której przydałyby się umiejętności Cindy? Albo chciałaby ją wykorzystać do załatwienia prywatnych porachunków? Ale to drugie chyba mniej, bo trochę wątpię by Felice załatwiała cokolwiek, naginając bądź łamiąc prawo. :D]

    Cindy Kopciuszek Blanché

    OdpowiedzUsuń
  27. [Hej, hej! A miałam do Ciebie pisać, bo chciałam odpisywać, a Medei nie ma. I dalej chętnie bym coś napisała. Widzę nieco więcej punktów zaczepienia u Felice. I tak sobie pomyślałam, że w sumie tamten pomysł był całkiem w porządku, więc można go nieco przerobić? W takim sensie, że Felice i Snow pojadą, bo na Farmie dojdzie do jakiegoś przestępstwa? :)]

    Snow White

    OdpowiedzUsuń
  28. [Może na podstawie tamtego zaczęcia nam zacznę? Tylko trzeba by ustalić jaki to rodzaj przestępstwa :D]

    Snow White

    OdpowiedzUsuń
  29. [A więc chyba mamy podobnie. :D
    O, to jest niezły pomysł. Mogłaby ją wsadzić do aresztu, załóżmy że tak by się złożyło, że byłyby same na posterunku. Cindy dość mocno by się wkurzyła i dopiero Bigby by ją wypuścił, albo jakiś funkcjonariusz, który wie, że współpracują. No i z początku, dziewczyna miałaby za złe Felice co jej zrobiła i rzucała by jej kłody pod nogi; tu mam na myśli to, że pracowałyby przy wspólnym śledztwie i ta by jej podrzucała fałszywe tropy etc. :D No i gdyby Felka się o tym dowiedziała to doszłoby do konfrontacji, obie wylałyby sobie żale i jakoś doszły do porozumienia.
    No i z czasem zaczęłyby się lepiej dogadywać, zaprzyjaźniłyby się, bo szczerze... Cindy raczej stroni od wszelakich zobowiązań i przydałby jej się ktoś, z kim mogłaby pogadać czasem na różne tematy.
    Ogólnie widzę ich relacje trochę na zasadzie przyjaźni Chloe i Maze, nie wiem czy oglądałaś Lucyfera, ale jeśli tak to będziesz wiedziała o co mi chodzi. :D]

    Cindy

    OdpowiedzUsuń
  30. [Jasne, rozumiem. :D Możemy skupić się na czymś delikatniejszym. I jak najbardziej to mi odpowiada!
    Chciałabyś coś jeszcze ustalić? Zaczynamy od momentu aresztowania Cindy? :D]

    Cindy

    OdpowiedzUsuń
  31. [Faktycznie, nie pomyślałam o tym. XD Więc... co to miałaby być za sprawa? Zabójstwa, ucieczka z więzienia, kradzież? Czy coś jeszcze innego? :D
    Okej, będę pamiętać. :D]

    Cindy

    OdpowiedzUsuń
  32. [O, cudowny pomysł. Bardzo ciekawy i nie ma opcji, żebym się nie zgodziła. :D Co Ty na to, żeby Cindy bądź Felice natknęła się na nią zupełnym przypadkiem w jakimś podejrzanym miejscu, a dziewczyna byłaby przerażona, zagłodzona i brudna?
    Pozostaje nam chyba już tylko kwestia zaczęcia. Mogę to zrobić, gdy uporam się z moimi wątkowymi zaległościami. :D]

    Cindy

    OdpowiedzUsuń
  33. [Będę wdzięczna za zaczęcie, bo moje tempo ostatnio jest dość wolne. D:
    O, w sumie to świetny pomysł. Na tej podstawie Felice mogłaby stwierdzić, że Cindy ma coś wspólnego z tym całym handlem ludźmi :D Choć ostrzegam, że Kopci nie dałaby się tak łatwo zakuć w kajdany <3]

    Cindy

    OdpowiedzUsuń
  34. [Piękny wianek :)
    Dziękuję i mam nadzieję, że jakoś się rozkręcę, bo chwilowo chyba mi to niezbyt wychodzi. Oki, zerknąłem na tamte propozycje no i większość już raczej nie jest aktualna, bo Twojej Medei nie ma, wątku z Cashem też nie, więc jedyne co nam zostaje to fakt, że Victor by pewnie kojarzył męża Felice, bo szpital to dla Victora drugi, a nawet pierwszy dom i w ogóle jego dzieło.
    Za to tak myślę, że żeby nudno nie było to może pobawić się w jakiś kryminał (tak wiem, bardzo oryginalne). Powiedzmy na stół Victora (w tej bardziej oficjalnej pracy) trafiają zwłoki z dziwnymi obrażeniami i doktorkowi z miejsca załącza się paranoja związana z jego Potworem, który na pewno znów go śledzi i znowu morduje. I powiedzmy Felice okazuje się jedynym ze stróżów prawa, który zainteresuje się sprawą bez uznawania, że "Victor ma po prostu obsesję". Co sądzisz? ;)]

    Victor

    OdpowiedzUsuń
  35. [O! Podoba mi się. Można zrobić porwanie pod przykrywką ucieczki z Farmy. Morderstwo też w to można wrzucić, ale na nieco późniejszym, albo nawet w końcowym etapie wątku, bo np. porwany uciekając porywaczowi go zabije :). I już leci obiecane zaczęcie. Przepraszam, że tak długo to trwało, ale Snow zapadła mi w śpiączkę i dopiero niedawno się w pełni rozbudziła :(
    I świetne jest to nowe zdjęcie! <3 ]

    Snow White była osobą, która była bardzo skrupulatna, więc nic dziwnego, że ze zwykłej asystentki awansowała w końcu na stanowisko zastępczyni burmistrza. To stanowisko z całą pewnością wypełniało jej ambicję, choć czasami miała ochotę rzucić to wszystko w cholerę i po prostu zająć się innymi sprawami, które nie wymagały od niej takiego zaangażowania i pełni gotowości o każdej porze dnia i nocy, bo czasami i takie wypadki miała. Na szczęście takie uczucia nie pojawiały się zbyt często. A ona bardzo lubiła swoją pracę, choć ta była niezwykle stresująca. Szczególnie, kiedy wpadał do niej jakiś wściekły Baśniowiec i zaczynał jej grozić. Doskonale pamiętała, że na początku bała się takich wariatów. Nie wiedziała, jak reagować, jak się zachowywać i co dokładnie robić, aby nie paść trupem. Teraz, choć takie sytuacje zdarzały się nieco częściej niż powinny, to już się nie bała. Miała wyćwiczone różne teksty, które zazwyczaj działały. A kiedy wariat był bardziej stuknięty i nie działały na niego takie teksty, to wtedy zaczynała się martwić. Ale nawet i z tego zawsze wychodziła obronną ręką, choć czasami było niezbyt ciekawie.
    Nie dziwiła się, że najbardziej wściekli byli Baśniowcy, których wysłała na Farmę. Ale nie mogła postąpić inaczej. Gadające zwierzęta, nawet najbardziej urocze i tulaśne, nie byłyby zbyt dobrze odebrane przez Docześniaków. Snow naprawdę nie chciała skazywać ich na takie więzienie, ale czy miała inny wybór? Nie mogła wszystkim fundować uroków maskujących, bo nie było jej na to stać. Fabletown również nie mogło sobie na to pozwolić. Farma była dobrym miejscem na kryjówkę. I – co musiała przyznać dość niechętnie – odkąd rządziła na niej Rose Red, zrobiło się tam jakoś… przyjaźniej. Albo po prostu chciała to tak odbierać i oszukiwała samą siebie.
    Nie zdziwiła się, kiedy dotarła do niej informacja o ucieczce kogoś z Farmy. Czy to był pierwszy raz, kiedy ktoś coś takiego robił? Do tego również już zdążyła się przyzwyczaić. Chyba siedziała w tym za długo, aby ucieczki robiły na niej wrażenie.
    Początkowo chciała zostawić tę sprawę policji. Bigby i Felice na pewno poradziliby sobie z tym sami. Jednak, co uświadomiła sobie dopiero, biorąc gorący prysznic chwilę przed snem, Bigby nie mógł wkroczyć na teren Farmy. Niby Felice mogłaby pojechać sama albo zabrać ze sobą nowego posterunkowego, ale Snow chciała osobiście przyjrzeć się tej sprawie. Oficjalnie dlatego że coś nie dawało jej spokoju i musiała przeprowadzić Coroczny przegląd pracowników. Nieoficjalnie dlatego, że chciała się wyrwać z miasta i zaczerpnąć świeżego powietrza. Nigdy nie zmieni się w stuprocentowego mieszczucha i duchem zawsze będzie wśród natury i wolności.
    Snow stanęła koło samochodu i przez drzwi wrzuciła do niego swoją torbę, w której miała wszystkie potrzebne rzeczy.
    — No! — powiedziała i klasnęła w dłonie. — To teraz mamy chyba już wszystko — powiedziała, upewniając się, że w kieszeni ma portfel i pęczek kluczy od różnych pomieszczeń. — Jedźmy już. Może uda nam się ominąć korki — powiedziała, zerkając na Felice i wsiadając do samochodu. Im szybciej się znajdą na Farmie, tym lepiej dla nich.

    Snow White

    OdpowiedzUsuń