poniedziałek, 17 lipca 2017

Because my life is sad and small and a burden to those I love

HE'S TALKING ABOUT THE WILD HUNT, ABOUT THE GHOST RIDERS. IMAGINE A NIGHT LIKE THIS, WITH STORM CLOUDS JUST LIKE THESE, PHANTOM HUNTERS WOULD APPEAR, RIDING BLACK HORSES WITH BLOOK RED EYES, WOLVES AND HOUNDS AT THEIR SIDE, BAYING AND SNARLING.

Terrence Burton
JEŹDZIEC DZIKIEGO GONU — WŁAŚCICIEL STAREGO FORDA MUSTANGA — ZAKOCHANY W BURZACH I PEWNEJ SREBRNOWŁOSEJ — ZIELONĄ HERBATĘ POTRAFI PIĆ LITRAMI — PROBLEMY ZE SNEM — W CIĄGU DALSZYM BEZROBOTNY — KOLEKCJA PŁYT WINYLOWYCH — NIEWIELKIE MIESZKANIE

Dawno, dawno temu poznałeś smak miłości. Miała srebrzyste włosy i uśmiech, od którego wręcz miękły kolana. Pachniała lasem i świeżym chlebem, upieczonym w opuszczonej wiejskiej piekarni. W jej oczach odbijały się gwiazdy, wspólnie oglądane nocą na magicznej polanie. Każde dotknięcie miękkiej niczym aksamit skóry powodowało, że serce zaczynało szybciej pompować krew, a ty pragnąłeś więcej. Wiosenne noce mijały na ukradkowych spojrzeniach, skradzionych pocałunkach, miłosnych uniesieniach. Była niczym marzenie senne, które w każdej chwili mogło się ulotnić, dlatego nigdy nie chciałeś spuścić jej z oczu. Ten stan oderwania od rzeczywistości obudził w tobie coś, czego nigdy przedtem nie czułeś. Miłość. Widmowe serce, które wcześniej nie biło w ten sposób, teraz nie chciało przestać. Chciałeś wybudować mały dom na wzgórzu, z którego byłoby widać okolicę. Chciałeś, żeby była przy twoim boku na wieki. Chciałeś, żeby została Twoją żoną. Chciałeś spędzić z nią resztę życia. Chciałeś... Chciałeś wiele, lecz mimo to nie doczekaliście swojego "i żyli długo i szczęśliwie". Odeszła, zostawiając po sobie jedynie list, niewielką kartkę papieru, którą nosisz ze sobą do dzisiaj. Znikając zabrała ze sobą wszystko, czego się przy niej nauczyłeś. Sprawiła, że serce chciało bić, a potem pękło. 
*** 
Całe lata spędziłeś w podróży, starając się uciec przed wspomnieniami o czymś, co wywoływało nieopisany ból. Zwiedziłeś spory kawał świata, poznałeś mnóstwo ciekawych ludzi, lecz mimo to nigdzie nie zostałeś na dłużej niż kilka miesięcy. Chciałeś odnaleźć nowy dom, znowu poczuć się gdzieś tak, jak czułeś się przy niej, ale wszystkie próby zakończyły się klęską. Nikt nie umiał sprawić, żeby twoje serce zachowywało się jak oszalałe. Po latach prób doszedłeś do wniosku, że po prostu nie da się jej zastąpić i postanowiłeś zrezygnować z prób zapomnienia, całkowicie poddałeś się uczuciu tęsknoty. Nie wierzyłeś w to, że kiedykolwiek ponownie ujrzysz jej twarz. Wierzyłeś, że właśnie tak spędzisz resztę swojej wieczności — rozmyślając o cieniu kobiety, którą kochałeś. Wierzyłeś w to, dopóki nie przeprowadziłeś się do Fabletown i nie obejrzałeś lokalnej prognozy pogody. Wierzyłeś w to, dopóki nie stanąłeś pod budynkiem telewizji, czekając na nią. Wierzyłeś w to, dopóki znowu jej nie ujrzałeś. Twoje serce wykonało fikołka, a ty sam ponownie poddałeś się uczuciu, w które przestałeś wierzyć.

POZDRAWIAM KUNDELKA, KTÓRA PRZEWIDZIAŁA, ŻE WRÓCĘ DO TEGO WIZERUNKU.
Tak w sumie to oprócz wizerunku wrócił też stary tekst karty, a przynajmniej jego 1/2.
Cytat w tytule: Galina "Red" Reznikov z Orange Is the New Black.
Wizerunek: jednak niezastąpiony Julian Morris.
Notki fabularne postaci: [1], [2], [3]
Inne notki mojego autorstwa: [1], [2]
NIE MAM NIC DO UKRYCIA!
z dedykacją dla jednorożca

13 komentarzy:

  1. [Burton, Burton... A ty niby ciągle bezrobotny? Chłopie! Kościół Lucjanistyczny czeka na ciebie! Zgodnie z moją obietnicą to masz posadkę księdza. Płacę w wódce, kobietach i piniądzach!
    A tak poza tym to baw sie dobrze.]

    Lucek
    Will
    Ivan
    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  2. [Burton! Coś nie tak z twoją twarzą! xDD
    A jednak zmieniasz wizerunek? :D Julian był bardziej uroczy, ale nowy pna też może być :D Cieszę się, że odżywasz ;)]

    piękna królewna

    OdpowiedzUsuń
  3. [A spamuj sobie ile chcesz xD
    Będę się śmiała, jak ktoś teraz przejmie tamten wizerunek i będzie lekki mindfuck xD Koniecznie wpadaj z Brianem :D]

    OdpowiedzUsuń
  4. [Na pewno nie zaprzeczę, że najbardziej uroczy xD W takim razie, jestem już ciekawa notki i twoich nowych pomysłów na Burtonka :D
    Przepraszam bardzo, co to znaczy "władca wszystkich niewiast"?! xD Nie wszystkich, o nie! xD]

    OdpowiedzUsuń
  5. [Lucy została stworzona do pyskowania, więc niestety xD Ojej, to co w niej takiego jest? xD Ja nie wiem, czy kiedykolwiek uda się zebrać wszystkie na raz :D Najwyżej napisz na GG, że mamy się stawić o konkretnej godzinie, konkretnego dnia xD
    Możesz ewentualnie napisać "niektórych niewiast" albo "jednorożnocych niewiast" :D]

    OdpowiedzUsuń
  6. [Oh, jak uroczo! <3 Czuję się zaszczycona xD Skipper jest, mogę ją zaraz zawołać. Nie wiem, jak z resztą dziewczyn x)
    Hahahaha, władca Hagena, umieram xDDD]

    OdpowiedzUsuń
  7. [Nie spodziewałam się aż tak gruntownych zmian, ale może to Terowi wyjdzie na zdrowie. Osobiście popchnęłabym trochę akcję, bo sama nie pamiętam gdzie skończyliśmy przed Twoją nieobecnością. No i oczywiście gratuluję udanej notki. Dobrze pokazała ich obecną relację]

    jednorożec

    OdpowiedzUsuń
  8. Odkąd wyprowadziła się z jego mieszkania, nie potrafiła siedzieć bezczynnie. Każdy drobny szczegół przypominał jej o nim. Godzinami mogła spoglądać uporczywie w lustro i czekać, aż on pojawi się w odbiciu. Ale tak się nie działo.
    Wzięła ciepły sweter i wyszła z domu. Ruszyła uliczkami, które wcześniej były jej obce. Zimny wiatr łaskotał jej policzki i o mały włos nie przegapiła wspaniałego budynku. Mała kamieniczka ze starym szyldem. Wychodził z niej właśnie mężczyzna i zamykał ją na klucz. Podbiegła do niego, licząc, że ten zdradzi jej sekretną nazwę tego miejsca.
    — Dobry wieczór, panu. Co to za miejsce?
    — Jeszcze wczoraj była tu kawiarnia mojej żony, ale zmarła dziś rano, więc planuję ja zamknąć — odpowiedział smutnym głosem. Naprawdę kochał tę kobietę. Poczuła ukucie w sercu ze względu na jego cierpienie, które przypomniało jej o własnym.
    — Moje kondolencje. Jak żona miała na imię?
    — Elle, kochane Elle. — Pociągnął nosem, ale starał się to ukryć za rękawem. — Nigdy tu panienka nie była?
    — Niestety nie. Wygląda na naprawdę piękne miejsce. — Mężczyzna opowiedział jej ze szczegółami o tym jak się tu przenieśli i ile pracy w to miejsce włożyła jego żona. Amara naprawdę była poruszona tą romantyczną historią, które dobiegła końca. — Takich miejsce nie powinno się zamykać.
    — Masz rację panienko. Planowałem sprzedać to miejsce, nie byłabyś zainteresowana? Moja żona z pewnością, by tego chciała. To miejsce jeszcze nie skończyło z tym miastem. — Dziewczyna rzuciła mu się w objęcia, a on odwzajemnił uścisk.
    — Dziękuję. Przyniosę panu pieniądze, obiecuję! — Postanowiła, że wykorzysta resztę oszczędności, które zostały jej po pracy prezenterki pogody i weźmie mała pożyczkę. Mężczyzna obniżył cenę mimo wielu sprzeciwów Amary. Pozostało zrobić kilka drobnych poprawek i wszystko było idealnie. Kilka akcentów, nowe menu, ale też specjał dedykowany Elle. Mężczyzna odwiedzał ją każdego ranka i zawsze brał to samo. Z początku pracowała sama, ale kawiarnia robiła się coraz bardziej popularna więc zatrudniła baristów, a sama załatwiała formalności i dbała o to, by to miejsce miało ręce i nogi. To pozwoliło jej na chwilę zapomnieć o utracie Burtona, a przynajmniej na chwilę.
    Był wieczór i powinna była już wracać do domu, ale serce kazało jej zostać. Usiadła w rogu i obserwowała ostatnich klientów opuszczających jej lokal. Barista świetnie sobie radził, więc postanowiła, ze jutro zaskoczy go małą podwyżką.
    — Ostatni klient i zamykamy. Już wieczór! — krzyknęła do pracownika, na co on pokiwał głową z zadowoleniem. Powinna była zamknąć go wcześniej, ale skąd mogła wiedzieć. Wszedł kilka minut później. Ostatni klient, a jakże istotny. Piosenka Lany w tle. Zamówił espresso i usiadł kilka stolików dalej. I wtedy ich spojrzenia się skrzyżowały. Jej serce zaczęło bić szybciej, a w oczach pojawiły się dziwne iskierki. Nie widziała go przez jakiś czas, a teraz bała się do niego podejść. Był blisko, na wyciągniecie ręki. Swój lęk tłumaczyła tym, że nie powinna mu przeszkadzać. W końcu był klientem, a ona właścicielką. Spuściła wzrok. Czy on nadal coś do niej czuje?

    nieśmiały jednorożec

    OdpowiedzUsuń
  9. Sama dobrała kawałki do playlisty, którą puszczała w lokalu. Nie miała jednak pojęcia, że są jej tak bardzo bliskie. Musiała zrobić to nieświadomie, myśląc o swoim ukochanym. Teraz gdy siedział zaledwie kilka stolików dalej, wydało się to absurdalne. Tylko barista zdawał się zachowywać adekwatnie do sytuacji. Doskonale widział, że ostatni klient, nie jest zwykłym klientem. Skinął głową, zostawił fartuszek, wziął swoje rzeczy i wyszedł. Pożegnała go szczerym uśmiechem, gdy ten znikał za drzwiami. Zostali sami w pokoju wielu świateł nasiąkniętym zapachem kawy i słodkości. Pamiętała, że Burton zwykł pić z nią herbatę, więc zadziwił ją jego nowy wybór. Może teraz woli kawę? Może zmienił swój gust, nie tylko wobec gorących napoi? Ale wtedy zrobił coś, co ją kompletnie zaskoczyło. Zaczął zmierzać w jej kierunku, nie spuszczając przy tym z niej wzroku. Ona również nie mogła przestać patrzeć w jego stronę. Chciała się nacieszyć ostatnimi minutami jego wizerunku. To los chciał, by akurat tego dnia została dłużej i się z nim spotkała. Tęskniła. Cholernie za nim tęskniła.
    Stanął tuż nad nią przy pustym krześle.
    — Usiądziesz? — spytała.

    Siedzieli przy palenisku, a raczej robiła to tylko ona. On stał nad nią i spoglądał w tańczące płomienie.
    — Usiądziesz? — spytała, poklepując miejsce na ziemi tuz koło siebie, które po chwili czekania było już zajęte. Położyła głowę na jego ramieniu, nie mówiąc nic więcej. Po co, skoro rozumieli się bez słów. Minęły już tygodnie odkąd przybył wraz z burzą do tej wioski i skradł jej serce, a jej uczucia nadal pozostały niezmienne. Potrzebowała tylko jego i jego bliskości. Był dla niej dobry, wyrozumiały i nie oszukujmy się, znakomicie całował. Chciała przekonać się o tym jeszcze raz wiec skradła jeden pocałunek, zanim zorientował się, co planuje. Uśmiechnęła się lekko i znów ułożyła głowę na poprzednim miejscu. Często chodzili na magiczna polanę, by odpocząć od domowych obowiązków. Nadal pamiętała smak ich pierwszej wspólnej zupy i to, jak uprzedzała go przed tym, by się nie oparzył. Wszystko, co dobre jednak szybko się kończy. Zastanawiała się więc kiedy wybudzi się z tego pięknego snu i spotka się z rzeczywistością. Nie chciała myśleć o tym długo. I wtedy pojawiły się gwiazdy, a ona straciła swą jasność umysłu i zdolność podejmowania racjonalnych decyzji.
    — Kocham Cię — powiedziała szeptem.


    Wspomnienie przyszło zbyt szybko, ale na szczęście trwało krótko. Możliwe, że nie zorientował się, że myślała o ich wspólnej przeszłości. Od zawsze był dla niej kimś wyjątkowym. Liczyła na to, że i ona kiedyś będzie dla niego kimś takim.

    dla strażaka-robotnika

    OdpowiedzUsuń
  10. Usiadł naprzeciwko, a ona nadal nie mogła oderwać wzroku od jego twarzy. Nic się nie zmieniło, nadal był równie przystojny. Jego oczy nadal ja hipnotyzowały, a ona im na to pozwalała. Była w nim równie mocno zakochana, co podczas ich pierwszych miesięcy razem, kiedy ich miłość rozkwitała. Teraz jednak siedzieli naprzeciw siebie, jak dwójka nieznajomych. Byli sobie obcy, choć wiedzieli o sobie tak wiele. Wiedziała, co robi przed snem, znała jego ulubione potrawy i udawała, ze nie wie, jak patrzy na nią, gdy śpi. Był jej drugą połówką, która się wyłamała i zniknęła pod taflą lodowatej wody. Widać ją, lecz obawia się zmrozić swej dłoni, by ja wyciągnąć. Niektóre sytuacje wymagają jednak radykalnych rozwiązań. Położyła dłonie na stole tuż obok, niechcący przez chwilę delikatnie zahaczając o jego palce.
    — Ja też nie spodziewałam się ciebie tu zobaczyć — powiedziała cicho, choć oprócz nich nie było już nikogo. Czasami jednak ciszę lepiej przerwać cichymi szeptami aniżeli krzykiem. Krzyczą jedynie ci, którzy pragną być usłyszani. Ona wolała, by Terrence ją zrozumiał i to jak bardzo za nim tęskni. Nie mogła jednak ująć tego w słowa, a za pomocą drobnych gestów. — Przejęłam to miejsce niedawno, ale już się do niego przywiązałam. Niewiele zmieniałam, bo chciałam zachować klimat starej kawiarni, ale też uczynić je bardziej "moim". Cóż pogodynka i zbiegła więźniarka, to nie są prace marzeń.
    Na jej szczęście nikt w Fable nie pamiętała o tym, że zamordowała trzy kobiety. Została oczyszczona z zarzutów, ale nigdy nie mogła sobie tego wybaczyć. Były winne jego śmierci, ale to on podjął decyzję. Amara też jedną podjęła, ale wymazano ja z kart historii.
    — Właściwie to chciałam ci coś pokazać. — Tę zmianę wprowadziła jako ostatnią. Była ona zwieńczeniem tego miejsca, choć żaden z klientów nie mógł jej zobaczyć. Był to raczej gest w stronę jej przeszłości. Nie sądziła, że pokaże ją kiedyś mężczyźnie, ale to właśnie z nim była związana. Amara wstała z miejsca i zgasiła wszystkie światła. — Popatrz w górę.
    Sufit rozbłysł gwiazdozbiorami. Nie były to tanie naklejki gwiazdek, które dzieci bojące się ciemności, wieszają przy łóżku. To było coś więcej. Prawdziwe arcydzieło. A oni znów spotkali się pod gwiazdami.

    egipskie ciemności

    OdpowiedzUsuń
  11. W tej jednej chwili cały świat przestał dla niej istnieć. Wszystko dążyło do tego momentu. Los splótł ich ciała jeszcze raz. To on wskazał drogę Burtonowi do kawiarni, to on nakazał zostać jej odrobinę dłużej. Byli jak przeciwne strony magnesu. Przyciągali się do siebie, a później byli nierozłączni.
    "Honey I'm on fire, I feel it everywhere
    Nothin' scares me anymore"

    Słodki smak jego ust był rzeczą, której nigdy nie mogła zapomnieć, ale marzyła by ciągle do niego wracać. Był delikatny, a zarazem okazywał ich wszelkie pragnienia. Pocałunki z nim były niezapomniane, każde wyjątkowe na swój sposób. Nie była gotowa przestać, ale oboje potrzebowali zaczerpnąć tchu. On strategicznie uniemożliwił jej ucieczkę, przyszpilając ją do ściany. Ona natomiast nie chciała uciekać. Chciała trwać w nieskończoność równie długo, co galaktyka nad nimi. Opuszkami palców musnęła jego policzek.
    — Czasami zastanawiam się jak to robisz. Potrafisz zniknąć, a potem pojawić się i znów skraść moje serce. Chyba za łatwo daję się ci uwieść. — Przegryzła wargę, ale tylko dlatego, ze uwielbiała się z nim droczyć. Była kobietą sprzeczności, która potrafiła mówić jedno i robić całkowicie coś odwrotnego.
    "You get ready, you get all dressed up
    To go nowhere in particular
    Back to work or the coffee shop
    Doesn't matter 'cause it's enough
    To be young and in love"

    Kolejny kawałek jednej z jej ulubionych wokalistek zjawił się i znikł równie szybko. Czas przy nim biegł dla niej trzy razy szybciej. Mówi się, że szczęśliwi czasu nie liczą. Ona go zwyczajnie ignoruje. Jej dłoń znów powędrowała ku jego twarzy. Ujęła jego twarz i złożyła kolejny pocałunek.

    krótko, ale dwie piosenki!

    OdpowiedzUsuń
  12. Propozycja choć niespodziewana, to skrycie na nią liczyła. Nie pamiętała ile minęło od jej ostatniej wizyty w jego mieszkaniu. Zostały jej tylko urywki wspomnień, jak razem siedzieli pod ciepłym kocem na kanapie i rozmawiali o wszystkim, i o niczym. Za to go kochała, że mogli siedzieć i rozmawiać godzinami albo w zupełnej ciszy. Uzupełniał ją w każdym calu. To właśnie takiego mężczyzny chciała i potrzebowała. Wspomnienie wspólnych poranków z jeszcze nieświeżym oddechem i wieczorów, które kończyły się przyjemnościami. Zwykłe codzienne obowiązki, wspólne gotowanie, czy oglądanie telewizji sprawiało jej radość, której nie potrafiła zrekompensować sobie w żaden inny sposób. Był niezastąpiony.
    — Zapraszasz mnie do siebie na pierwszej randce? — zaśmiał się. — Dobry pomysł. Zabiorę tylko swoje rzeczy.
    Opuściła go na chwilę, by zebrać torebkę i klucze zza zaplecza. Gdy zniknęła za drzwiami zanim to zrobiła, wzięła kilka głębokich oddechów. Nie wiedziała, co planuje Terrence, ale widziała w nim kolejną szansę. Mówił szczerze, bo zdawał sobie sprawę, że ona zauważy każde jego kłamstwo. Zbyt dobrze się znali, by móc ukryć przed sobą prawdę. Czego od niej oczekiwał było prawdziwą zagadka. Zebrała torebkę i klucze oraz upewniła się, że wszystko zostawiła wyłączone. Niepotrzebnie miałby się marnować prąd. Na wszelki wypadek zjawi się tu odrobinę wcześniej następnego dnia. Ruszyła w stronę Burtona, który już czekał zza drzwiami. Zamknęła lokal, a klucze schowała. Przytuliła się do mężczyzny i zaczęli iść do jego mieszkania. Znała drogę, znała to miejsce i znała jego, ale czuła się jakby wyruszali w podróż w nieznane.

    chce moją niespodziankę

    OdpowiedzUsuń
  13. Kiedy zobaczyła klękającego przed nią Burtona, myślała, że to kiepski żart. Myślała, że ten ze śmiechem zawiąże sznurówki i znowu wstanie. Jednak, gdy spojrzała w jego ciemne oczy, wiedziała, że się nie zgrywa. Traktował ją poważnie. Przez chwilę chciała rzucić mu się w ramiona i ze łzami szczęścia wykrzyczeć kilkukrotnie słowo "tak". Mimo tego udało się jej zachować kamienna twarz i podejść do tego bardziej racjonalnie. Uczucia musiała trzymać na wodzy.

    — Kiedyś skoczyłeś z budynku, takiego jak ten. Pamiętam dzień, w którym się o tym dowiedziałam. Ktoś w pracy powiedział mi, że pewien mężczyzna popełnił samobójstwo. Nie odzywałeś się, a ja już od rana wiedziałam, że coś jest nie tak. Odczuwałam smutek na długo zanim to zrobiłeś. To było moje przekleństwo. Wybaczyłam ci to, ale nie dlatego ci o tym mówię. Nigdy nie powiedziałam ci, czemu nie próbowałam cię ratować z piekła. Wiesz czemu? Bo prawda jest taka, że cholernie się bałam. Nie Lucyfera, nie diabelskich płomieni, nie bólu, czy tortur. Bałam się, że gdy tam pójdę, to cię tam nie znajdę, że znikłeś już na dobre. Mogłam zamiast tego czekać i liczyć, że żałowałeś swego haniebnego czynu i że wrócisz. Wrócisz do mnie i wszystko będzie tak jak dawniej. Ciągle popełniam ten sam błąd. Widzisz, nie chodzi o to by było jak dawniej. Nie możemy żyć przeszłością. Tym pierścionkiem oferujesz mi przyszłość, choć tak naprawdę nie wiesz kim jestem. Kochamy nieznane, więc czy jesteś gotów poznać mój największy sekret? Pewnie w moich ustach zabrzmi to absurdalnie, ale prawda jest taka, że jestem jednorożcem, a przynajmniej nim byłam. Tak, tym koniem z rogiem pośrodku czoła. Już dawno nie zmieniałam swej postaci, ale robiłam to za każdym razem, gdy byliśmy razem w wiosce. Kiedyś przemiany uwalniały mnie od bólu, to te leśne przechadzki, którymi zaspokajałam twą ciekawość. Zaskoczyłam cię, prawda? Schowaj więc już ten pierścionek, bo chyba nie chcesz ożenić się z klaczą, co? — Odwróciła się z powrotem w stronę szyby. Widok był naprawdę wspaniały. Zapierał dech w piersiach, tak samo jak jego pocałunki. Nie była kobietą dla niego. Nie była nią dla nikogo. Teraz jest tylko człowiekiem, ale co jeśli kiedyś chciałby założyć rodzinę. Małe kucyki, które bawią się ze swoimi rówieśnikami? Czy może ludzkie dzieci z różowymi kopytkami. Drugi obraz wydał się straszny, więc obiecała sobie nigdy do niego nie wracać. Kochała Burtona i chciała, by był szczęśliwy.

    happy ending

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.