Fabletown News

Rewolucja w ogrodach Woodlands

Nie od dziś wiadomo, że koniec wiosny i początek lata jest okresem, w którym ogrodnicy z Woodlands mają najwięcej pracy. Tym razem, o pomoc poproszono uczniów Zespołu Szkół im. Ch. H. Andersena oraz wolontariuszy - wszystkich chętnych Baśniowców, którzy kochają rośliny i chcą, aby to miejsce wyglądało jeszcze wspanialej.
Nie od dziś wiadomo, że po zmroku w sklepie Golden Goose dzieją się dziwne rzeczy. Spadające z półek produkty, latające mopy i samo-jeżdżące wózki. Tym razem, właściciel sklepu stracił cierpliwość i postanowił wytoczyć wojnę złośliwym duchom. Wynajął specjalistów, którzy mają pozbyć się natrętnych mieszkańców.



Bufkin donosi, że...

...po tym, jak Vanessa bohatersko pomogła rozstrzygnąć spór w sprawie skradzionych czekoladek, w barze Trip Trap panuje większy ruch. Nie chodzi jednak o promocję piwa ani nowe piosenki Kapitana Haka. Otóż, wielu Baśniowców szuka darmowej porady "jak żyć" u uroczej barmanki. Podobno pomogła już w niejednej sprawie! Najnowszą z nich jest tajemnicze zniknięcie szamponu, który został skradziony w biały dzień, wprost z łazienki Erwina!
"Zbliża się apokalipsa zombie!" - donoszą nagłówki gazet z dzielnicy Doczesnych sąsiadujących z naszym Fabletown, którzy spanikowali na widok spacerującego po ulicach samotnego zombie. Tymczasem, to tylko jeden z pacjentów Victora wydostał się ze szpitala i wybrał się na wycieczkę. Z kolei przy wszystkich lokalach i tablicach ogłoszeń w Fabletown, pojawił się komunikat z prośbą do wrażliwszych Baśniowców, by nie atakowali zombie. W końcu to też Baśniowcy, prawie tacy jak my!

poniedziałek, 23 lipca 2007

Legendy


Słowiańskie podania
Ciepły, wiosenny wiaterek strącił liść z wysokiego dębu, kiedy wśród ludzi powoli zaczęła roznosić się wieść – Mieszko przyjął chrzest. Królestwo przyjmuje od teraz nową wiarę, ot tak nie będzie więcej modlitw do Mokosz, ani Peruna, skończą się dary dla Welesa, postrzyżyny synów, nikt już nie będzie skakał przez ognisko, ani plótł wianków. Stało się, decyzja zapadła. Przez lata ludziom będą wpajane przeróżne kłamstwa, tylko po to, aby jeszcze mocniej uwierzyli w Chrystusa. Dotychczasowe tradycje zostaną bezczelnie przypisane jakiemuś obcemu Bogu, a te które nie będą pasowały do nowej wiary zostaną zapomniane. Nasze święte miejsca zostaną przeklęte, a na ich miejsce wybudują swoje kościoły. Wszystko w co dotąd ludzie wierzyli zostanie najzwyczajniej w świecie zniszczone i zastąpione nowym, podobno lepszym. Ciemnota – tak mówią. Niech ich zmory dopadną, przeklęci chrześcijanie. Teraz dopiero rozpocznie się demonizowanie wszystkiego na prawo i lewo. I tu oto stoi dobra, ciepła dusza, kobieta niezwykle mądra i doświadczona niczym wiekowa staruszka, pomagająca zbłądzonym, lecząca rany, dbająca o świat, w mig perfidnie zdemonizowana, przeklęta przez kościół równie mocno jak rytułały kupalnocne. Ludzie zaczęli się starzeć, umierali, przychodziły nowe pokolenia, coraz to bardziej podatne na przekazy jakie głosił kościół i tak oto, w niesamowicie krótkim czasie z dobrodusznej, przyjacielskiej istoty nie zostało absolutnie nic. Postrach lasu, demon i szatan, porywa niegrzeczne dzieci, te grzeczne zresztą też, jest paskudna i oszpecona. Taka właśnie się stała, zgodnie z legendami przekazywanymi latami z ust do ust. Wściekła i bezradna zamknęła poprzedni rozdział i zaryglowała się w swoim małym świecie przed ludźmi, nadęta i zgorzkniała. Dawniej uważana niemalże za boginię, teraz zmieszana z błotem i wywołująca przerażenie wśród ludności. Zamknięta w swoim umyśle, otoczona mitami pękła, niczym tafla lodu pod ciężarem duchownych, tupiącymi nad nią butem. Pierwsze zdobycze pamięta do dziś. Ich przerażone twarze mogła by wyrysować ze szczegółami. Początkowo byli to młodzi mężczyźni, łatwo dawali się omamić pięknej kobiecie, zagubionej w lesie. Wystarczyło jedno spojrzenie błękitnych niczym letnie niebo oczu i już byli po pas w pułapce. Z czasem jednak, zgorzkniałość i zło jakie ziało z jej duszy sprawiło, że ciało również zaczęło brzydnąć. Włosy straciły barwnik, a cerę pokryły głębokie bruzdy, niczym cięcia mieczem mitów na jej osobie. Przyszła kolej na zagubione dzieci, gdyż z mężczyznami nie było już tak łatwo jak wcześniej. Nawet nie zauważyła kiedy z mądrej guślarki, stała się paskudną wiedźmą. Teraz kłamstwa przestały być kłamstwami, duchowni dostali to co chcieli, mieli swojego potwora, takiego jakim go stworzyli. A ty, lepiej uważaj na siebie i nie zabłądź w lesie.



Jaś i Małgosia
Przed wielkim lasem mieszkał pewien biedny drwal, wdowiec z drugą żoną, a wraz z nimi mieszkały jego dzieci; chłopczyk nazywał się Jaś, a dziewczynka Małgosia. Nie miał co na ząb położyć ani bochenka by się nim przełamać, a pewnego dnia, gdy kraj nawiedziła drożyzna, nie mógł zarobić na chleb powszedni. Kiedy tak leżał wieczorem w łóżku zastanawiał się nad losem, a z trosk przewracał się z boku na bok, westchnął i powiedział do swojej żony:
- Co z nami będzie? Jak wykarmimy nasze biedne dzieci, kiedy sami nic nie mamy?
- Wiesz co, mężu - odparła żona - Jutro wczesnym rankiem wyprowadzimy dzieci do lasu, gdzie jest najgęstszy, rozpalimy im ogień i damy każdemu po kawałku chleba. Potem zabierzemy się do roboty, a dzieci zostawimy same. Nie znajdą drogi do domu, a my będziemy od nich wolni.
- Nie żono - powiedział mąż - nie zrobię tego, bo serce mi pęknie z żalu, że dzieci w lesie zostawiłem, aby wnet rozszarpały je dzikie zwierzęta.
- Ty głupcze - powiedziała -  W takim razie we czworo zdechniemy z głodu. Możesz zacząć heblować dechy na trumny.
I nie dawała mu spokoju aż się zgodził, ciągle jednak było mu żal dzieciaków. One zaś z głodu nie mogły zasnąć i słyszały, co macocha powiedziała do ojca.

Gdy dzień przemógł noc, a słońce jeszcze nie wstało, przyszła żona, zbudziła oboje i ruszyli w las, dzieci jednak nie były głupie i na drodze zostawiały za sobą małe, błyszczące kamyczki. Kiedy byli w środku lasu, rodzice rozpalili ogień i nakazali dzieciom zaczekać przy nim, aż wrócą.

Jaś i Małgosia siedzieli przy ogniu, a gdy nastało południe zjadło każde swój kawałeczek chleba. Siedzieli tam tak długo, aż oczy same zamknęły się ze zmęczenia i zasnęli twardym snem, a kiedy się obudzili, była już ciemna noc. Małgosia zaczęła płakać, jednak Jaś rankiem chwycił ją za rękę i ruszyli przez las śladem kamyczków, niestety zabłąkali się jeszcze głębiej w las, aż wreszcie natrafili na chatkę. Cóż to była za chatka! Dom zbudowany był z chleba a przykryty był plackami, okna były zaś z jasnego cukru. Jaś podszedł bliżej i ułamał sobie ociupinkę z dachu, żeby zobaczyć jak smakuje, Małgosia zaś stanęła przy szybie i sobie ją chrupała. Wtedy cienki głosik zawołał z chałupki:
- Chrup, chrup, kto chrupie
Przy mojej chałupie?
A dzieci odpowiedziały:
- To wiatr, to wiatr,
Niebiański dzieciak hula tak.
I jadły dalej nie dając się zbałamucić. Jaś, któremu dach bardzo smakował, urwał sobie spory kawałek, a Małgosia wybiła sobie całą okrągłą szybkę. Nagle otworzyły się drzwi i ukazała się w nich kobieta stara jak świat opierając się na lasce. Jaś i Małgosia tak się przestraszyli, że upuścili wszystko, co mięli w rękach. Stara pokiwała głową i rzekła:
- Ach, kochane dziateczki, kto was tu przyprowadził? Wejdźcie i zostańcie ze mną. Krzywda żadna wam się nie stanie.
Złapała oboje za ręce i poprowadziła do domku. Tam dostały dobre jedzenie, mleko, naleśniki z cukrem, jabłka i orzechy. Potem zasłała im biało dwa cudne łóżeczka, a Jaś i Małgosia położyli się i myśleli, że są w niebie. Starucha udawała tylko taką miłą, bo była to stara zła wiedźma, która na dziateczki tylko czyhała, domek z chleba zbudowała zaś tylko dlatego, aby je skusić. Kiedy jakieś dostało się w jej moc, zabijała je, gotowała i jadła, a było to dla niej święto. Wiedźmy mają czerwone oczy i nie widzą zbyt dobrze, ale mają świetny węch jak zwierzęta i potrafią wyczuć, kiedy idzie człowiek. Gdy Jaś i Małgosia przechodzili w pobliżu, zaśmiała się złośliwie i rzekła szyderczo:
- Mam ich i już mi nie uciekną.

Wstała wczesnym rankiem, zanim dzieci się obudziły i patrzyła na nie, jak sobie smacznie śpią i na ich pełne czerwone policzki. Złapała Jasia swą suchą ręką i zaniosła do małej stajenki, gdzie go zamknęła za kratami. Mógł tam krzyczeć ile wlazło, lecz nic by mu to nie pomogło. Potem podeszła do Małgosi i zaczęła nią potrząsać aż ją zbudziła i rzekła:
- Wstawaj, leniu i noś wodę. Ugotuj coś dobrego swojemu bratu, który siedzi w stajni, żeby się utuczył. A jak już będzie tłusty, to go zjem.
Małgosia zaczęła gorzko płakać, ale wszystko na darmo; musiała robić, co zła wiedźma jej kazała.
Starucha chodziła każdego ranka do stajenki i wołała:
- Jasiu, wysuń paluszka, żebym wiedziała już robisz się tłusty.
Lecz Jaś nie wystawiał jej palca, tylko kosteczkę, a starucha, która miała mętne oczy i nic nie widziała, myślała, że to palec Jasia, dziwiła się, że wcale nie robi się tłusty.

Gdy minęły cztery tygodnie, a Jaś wciąż był chudy, straciła cierpliwość i nie chciała dłużej czekać.
- Jazda, Małgosiu - zawołała do dziewczynki - Uwiń się i nanoś wody: Czy Jaś jest tłusty czy nie, jutro go zarżnę i ugotuję.
Ach, jak płakała biedna siostrzyczka, gdy nosiła wodę, a łzy ciekły jej po policzkach!  Wczesnym rankiem Małgosia musiała wyjść, by powiesić kocioł z wodą i rozpalić ogień. Starucha pchnęła biedną Małgosią w kierunku pieca, z którego płomienie już buchały.
- Właź - powiedziała wiedźma - i zobacz, czy już dobrze nagrzany, żebym mogła wsunąć chleb.
I chciała zamknąć piec, gdy Małgosia będzie już w środku. Małgosia miała się tam smażyć, bo wiedźma też chciała ją zjeść. Małgosia jednak połapała się, co starucha miała w planie i powiedziała: 
- Nie wiem, jak mam to zrobić; jak mam tam wejść?
- Głupia gęś - powiedziała starucha. - Przecież widzisz, że otwór jest wystarczająco duży. Sama bym wlazła.
Potem ruszyła na czworaka pod piec i wsadziła w jego otwór głowę. Wtedy Małgosia ją pchnęła, że stara wjechała głęboko do środka. Zamknęła żelazne drzwi i zasunęła rygiel. Hu! Zaczęła ryczeć, całkiem potwornie, ale Małgosia uciekła, a bezbożna wiedźma spaliła się marnie.

Małgosia pobiegła prosto do Jasia, otworzyła stajenkę i zawołała:
- Jasiu, jesteśmy zbawieni. Stara wiedźma nie żyje.

Jaś wyskoczył jak ptak z klatki, gdy Małgosia otworzyła mu drzwi. Dzieci bardzo się cieszyły, objęły się za szyję i skakały w kółko całując się, a ponieważ niczego nie musiały już się obawiać, weszły z powrotem do domu wiedźmy. We wszystkich rogach stały tam skrzynie z perłami i drogimi kamieniami. Jaś napchał swoje kieszenie, ile wlazło, tak samo jak Małgosia i dzieci szczęśliwie wróciły do domu.