czwartek, 8 czerwca 2017

Woodman, is your courage stout?


 
  
Petyr Huisman
30 lat ― Młody myśliwy ― Posterunkowy w biurze szeryfa ― W Fabletown od czterech miesięcy ― Mieszkanie niedaleko Woodlands ― Problemy z przystosowaniem się do nowego świata
A ty?
Czy kiedykolwiek zaznałeś takiego bólu? Odrzucenia? Pokora zbierana przez tyle lata w jego sercu, umknęła gdzieś daleko zalana falą tak dobrze znanej tęsknoty. Kiedyś się uśmiechał. Kiedyś kiedy jeszcze potrafił, kiedy jego jedynym zajęciem było wieczne ubijanie złego wilka, niekończąca się opowieść, w której on był bohaterem; Teraz się stoczył. Już nie jest tym mężnym myśliwym, który co dzień biegł na pomoc starej babce i uroczej, małej dziewczynce. Ona też się zmieniła. Dziewczyna, która wieki temu skradła jego serce, powód wszystkich nieprzespanych nocy — teraz była jeszcze piękniejsza niż zwykle. Czekoladowe oczy nieraz zerkające w jego stronę, słodki uśmiech próbujący pocieszyć zmęczony umysł. Wciąż się starał. Chociaż doskonale wiedział, że jego jedyna miłość nie zmieni już zdania. Jednak coś w środku podpowiadało mu, że lubi ten ból. Rozpalający od środka, rozrywający na strzępy jego dawne jaTutaj już nie jest bohaterem. Zapomniał definicji słowa godność, teraz jedynie udręka prowadzi się powoli wokół myśli. Codziennie to samo, ta sama rutyna, to samo niebo i słońce. Nie dbał już o nic. Już się nie stara. Nie jest tym dawnym myśliwym, pogromcą złego wilka. Teraz zabija jedynie samego siebie — każdego dnia po trochu. 



 paplanina

15 komentarzy:

  1. [Ojej, zostałam nawet wyróżniona w powiązaniach. Nie mogę więc nie skomentować. :D
    W sumie ja Myśliwego widziałam jako pijaczynę (głównie przez The Wolf Among Us), ale ten też jest bardzo spoko. No i intryguje mnie fakt, że Myśliwy i Wilk są w jednym miejscu pracy... Biedna Felice. :D
    A skoro już o niej mowa - Fel naprawdę nie jest tak straszna, sztywna i nachmurzona jak się wydaje. Ciężko z nią rozmawiać w sytuacjach pilnych i podbramkowych, ale tak - nie ma bardziej kochanej i śmieszkowej osoby w całym Fabletown. No, może oprócz jej męża. :D
    W takim razie witam i porywam na wątek, współpracowniku. :3]

    Felice Fletcher & co.

    OdpowiedzUsuń
  2. [O, kurczę, kogo moje oczy widzą? ♥ Nasz myśliwy, cześć, hej, witam Cię serdecznie i tulimy najmocniej z Czerwonym Kapturkiem. Świetna karta, świetna kreacja postaci i najświetniejszy wizeruneczek.
    Jakiś fajny wątek ustalimy sobie na mailu, co? :D Tymczasem życzę Ci mnóstwo fajnych wątków, świetnej zabawy i obyś została tu z nim jak najdłużej. <3 ♥]

    LOLA

    OdpowiedzUsuń
  3. [Cześć witam serdecznie. Dzięki za przykrycie karty, zdecydowanie za długo już wisiała na głównej ;)
    Weny, czasu oraz wspaniałych wątków :D
    W razie chęci zapraszam do któregoś z moich panów, może coś wymyślimy?]

    Lucek
    Willard
    Ivan
    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  4. [Świetna postać, podoba mi się taka wizja niegdyś-bohatera... i zawsze wiedziałam, że coś jest między nim, a Kapturkiem! :D Mam nadzieję, że Myśliwy pozostanie z nami jak najdłużej. :)
    Jakbyś miała ochotę i pomysł na wątek między Myśliwym a Królową Kier, zapraszamy! :D]

    Verity

    OdpowiedzUsuń
  5. (Hej! Mogłabyś odezwać się do mnie na maila? Wydaje mi się, że mam cień pomysłu na postać, ale chciałabym powiązać ją z Twoją, więc wypada się jakoś dogadać.

    nothingetsforgiven@gmail.com)

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Witem kolejną postać :D
    Ten blog ma tak fajną atmosferkę, że trudno się powstrzymać przed dodaniem kolejnej postaci :D
    Miłego pisania :) ]

    Alex Heller

    OdpowiedzUsuń
  7. [Cześć, właśnie zastanawiam się jak zapisać sobie Petyra w powiązaniach, bo widziałam już wcześniej u Ciebie, że łączy ich praca. No ale pewnie wyjdzie w praniu jaki stosunek do tak nieufnego pracownika ma Bigby. Cześć! Swoją drogą czytam twoją kartę już trzeci raz i wciąż podoba mi się tak samo mocno. Interesująca kreacja i przejście z obrońcy niejako w antagonistę. Masz może pomysł na wątek? Bo mi przyszło tylko na myśl, że Wolf mógł obrzucić Twojego papierkową robotą (która teoretycznie była jego, ale nie wyrabiał, więc wciągnął w nocne siedzenie nad papierami po godzinach Petyra). Co ty na to?]

    Bigby Wolf

    OdpowiedzUsuń
  8. [Brniemy w kłótnię i brak dyscypliny, a co! Niech się dzieje. A jeśli powiesz mi w jakim momencie chcesz rozpocząć wątek, to mogę nam zacząć :).]

    Bigby Wolf

    OdpowiedzUsuń
  9. [Dlaczego widzę tu Littlefingera z twarzą Jona? Jak mogłaś! :D Myśliwy jest cudownie wykreowany i lepszy niż kanoniczny kutas. <3 Baw się dobrze z drugą postacią, na Val Ci odpisze/zacznę, ale póki co mam urlop i wyłamuję się tylko do witania XD]

    Shadow

    OdpowiedzUsuń
  10. [Mam nadzieję, że niczego nie popsułam ani że nie przerazi Cię mierna jakość tego odpisu. <3]

    Odkąd przybyła do Fabletown jej życie zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni; a raczej nie tylko jej życie, ona sama cholernie mocno się zmieniła choć do końca nie wiadomym było czy ta zmiana była dobra. Całkowicie jednak wyzbyła się naiwności i tej dziecięcej głupoty, radość życia zastąpił trzeźwy realizm i chłodna kalkulacja, a słabość siła. Popadła także w niezdrowy pracoholizm; zdecydowanie zbyt wiele godzin spędzała w "Gwieździe Zarannej, weekendami także tam przybywała, chcąc aby wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. Była zdecydowaną profesjonalistką i nawet nie widziała kiedy upływały kolejne godziny w jej pracy. Czasami, a właściwie znacznie częściej niż powinna znalazła czas aby odwiedzić biuro szeryfa. Cholera, po co ona to robiła? Im bardziej próbowała strącić cholernego wilka ze stanowiska szeryfa, tym bardziej jego pozycja się umacniała a jej uczucia robiły niezły burdel w jej główce. Jedyną jej opoką, jedyną stałą i ostoją w jej życiu był Petyr; który bardzo zasłużył na swoją pozycje w jej życiu. Przez swą lojalność, szacunek i dobroć którą jej okazywał, oraz to że ratował jej w niemalże każdej sytuacji zajął niemalże szczytowe miejsce w jej życiu. I mimo wszystkich uczuć, którymi go darzyła jej niepokorne, buntownicze serce wciąż rwało się do Wolfa; choć za każdym razem uparcie temu zaprzeczała, okłamywała nawet samą siebie. Kiedy ujrzała go na posterunku, początkowo uśmiechnęła się z ogromem czułości; momentami przy nim bywała Czerwonym Kapturkiem; a nie panną Mikkalsen. Sama nie wiedziała czy była bardziej zdenerwowana czy ucieszona jego widokiem. Z jednej strony, kiedy przychodziła na spotkanie z wilkiem wolałaby żeby byłego myśliwego nie było w pobliżu. Zaś z drugiej... No właśnie, wolała żeby nie był tak częstym ich świadkiem, szczególnie wtedy kiedy przybierały bardziej intymny wyraz co zdarzyło się kilka razy, a za co Lola się szczerze nienawidziła. Kiedy wstał, podeszła nieco bliżej a jej wysokie obcasy odbiły się z charakterystycznym dźwiękiem od podłogi; zbliżyła się jeszcze i bez żadnego zapytania go delikatnie objęła. Taka forma powitania w tym świecie była czystą normą, miała nadzieję, że Petyr chociaż do tego zdążył przywyknąć gdyż bardzo dobrze zdawała sobie sprawę jakie miał problemy w niektórych przypadkach, szczególnie z przeróżnymi urządzeniami.
    — Cześć, Petyr. Miło cię widzieć — szepnęła miękko, a barwa jej głosu była naturalnie słodka i wyjątkowo przyjemna dla jego ucha. Kiedy oderwała się od jego ciała, pośladkami oparła się o kant jego biurka, orzechowymi tęczówkami mimowolnie spoglądając na stos nierówno leżących papierów i dokumentów. Mrużąc oczy, chciała je poprawić, ale sobie szybko darowała i przewróciła ciepłe spojrzenie na przyjaciela. — Ja.. Och, ja.. — urwała, bo niejaką trudność sprawiało jej powiedzenie, że nie przyszła do niego, tylko do Wolfa. — Muszę zobaczyć się z Bigbym. Jak sobie radzisz w pracy? — zapytała z delikatniejszym uśmiechem, zdając sobie sprawę że bycie podwładnym wilka, którego niegdyś zabił nie jest łatwe. — To ty powinieneś być szeryfem, wiesz? — mruknęła życzliwie. Nie spodziewała się, ze zaraz usłyszy za sobą chrapliwy, twardy głos który brzmiał bardziej jak warknięcie. — Ale nim nie jest. — kiedy do jej uszu dotarła tak doskonale znana barwa głosu, zacisnęła wargi w wąską linię, patrząc na Bigby'ego z wyraźną złością. — Postaram się, żeby to w najbliższym czasie się zmieniło. — fuknęła na niego i patrząc jak wchodzi do swojego biura, zmrużyła oczy. — Kiedy wyjdę, porozmawiamy, dobrze? — kiedy skierowała się do Huismana jej głos zdecydowanie złagodniał i chyba nawet się uśmiechnęła. Po chwili jednak wkroczyła do biurka wilka, a drzwi za nią mocno się zatrzasnęły. Do uszu posterunkowego dochodziły już tylko krzyki Dolores i głośne fuknięcia wilczka.


    LOLA ♥

    OdpowiedzUsuń
  11. Zawsze miała jakąś wymówkę, żeby tu przyjść. I niby zdawała sobie sprawę jak żałosne były te wizyty; jednakowoż jeszcze żałośniejsze były wymówki, które wmawiała sama sobie, próbując samej sobie wmówić, że nic nie czuła do wilczura, jedynie nienawiść. Za każdym razem ignorowała jego zwierzęcy magnetyzm (choć nie zawsze wychodziło to tak jakby chciała); kiedy jednak teraz wchodziła do jego biura jej myśli uparcie krążyły wokół Petyra. Na krótką chwilę wypełnił całą jej główkę; myślała o tym jak by to było gdyby to on pełnił rolę szeryfa, jakby się sprawdzał i jak funkcjonowałoby ów miasto, gdyby on sprawował tu władzę. Z zamyśleń wyrwał ją dopiero warkot wilka, coś w stylu: Po co znowu przyszłaś? i zdecydowanie za mocny, odpychający zapach fajek unoszący się w całym pomieszczeniu. Z trudem powstrzymała kaszlnięcie, zmarszczyła tylko swój nos w nieco zabawny sposób co nijak pasowało do sytuacji bo słowa Wolfa ją wyraźnie wyprowadziły z równowagi. Jej ciemne oczy niebezpiecznie się iskrzyły, wpatrując się w postać mężczyzny z widoczną złością.
    — Na pewno nie przyszłam tu w celach towarzyskich, bo oglądanie ciebie to ostatnie na co miałabym ochotę. — syknęła wręcz jadowicie, co wyjątkowo mocno do niej nie pasowało. Wilk jednak wzbudzał w niej same negatywne odruchy i instynkty, czego szczerze nienawidziła. W myślach obiecała sobie, że ostatni raz tutaj zawitała. A na pewno ostatni raz zawitała u niego. Była pewna, że nigdy więcej nie pojawi się w celu jakiejkolwiek rozmowy z Bigbym; a jedynie po to aby odwiedzić swojego przyjaciela. — Chciałam.. — tak szybko jak zaczęła, tak szybo urwała; czując jak słowa uwięzły jej w gardle, jakby zdradzenie pretekstu swojej wizyty było najtrudniejszym co mogłaby powiedzieć. — Ostatnio w kasynie była próba kradzieży, nieudana oczywiście. Szef mnie wysłał abym podpisała jakieś dokumenty. — odparła już nie tak krzykliwie. Jednak jego słowa całkowicie ją zmroziły. I tylko po to przyszłaś? Nie chcesz wypróbować mojego biurka? Przez chwilę zastygła w bezruchu, nawet nie wiedząc jaka reakcja byłaby najbardziej odpowiednia. Ale przecież jego słowa nie zostały wypowiedziane bez powodu. W końcu nie zasłużyła sobie na lepsze traktowanie, prawda? A jednak zapomniała o tym obrzydzeniu i niechęci do samej siebie i zaczęła wrzeszczeć; całkowicie zapominając że za ścianą jest jej przyjaciel. — Co ty.. Co ty sobie do cholery wyobrażasz?! Mam cię dość! Jesteś najgorszym szeryfem świata i nienawidzę cię! —wrzeszczała, rzucając w niego dokumentami które przed chwilą podpisała. — Tak bardzo cię nienawidzę! — powtórzyła uparcie; lecz złość nie schodziła z niej nawet odrobinkę. W amoku zrzuciła wszystkie super-ważne dokumenty z jego biurka robiąc przy tym ogrom hałasu i akurat w momencie w którym wilk na nią warknął i szarpnął mocno za ramię, potrząsając nią i nakazując aby się uspokoiła; do jego gabinetu jak burza wparował Petyr. To dość mocno zaszokowało Lolę, wilka chyba też bo mimowolnie puścił jej ramię a właściwie dziewczyna sama je wyszarpała. Próbowała zapanować nad targającymi nią emocjami, tą całą wściekłością którą nosiła w sobie; jednak nie potrafiła. Jej orzechowe oczy mimowolnie się zaszkliły. Nie chciała by jej przyjaciel był świadkiem tej paskudnej, odrażającej kłótni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Pet..yr.. — jęknęła cicho, wyraźnie spięta i też trochę zdekoncentrowana. Nie chciała dłużej tam być, chciała jak najszybciej opuścić tą przestrzeń, to śmierdzące wspomnieniami i jej bólem miejsce; najchętniej wraz ze sobą zabrałaby Myśliwego, bo instynktownie potrzebowała go teraz jak najbliżej siebie. Nie rozumiała tego ale chciała teraz być w jego ramionach, schować twarz w jego szyi i zapomnieć o całej tej złości, gniewie i bólu. Chciała zapomnieć jak jej niepokorne serce rwało się do Wolfa, a jednocześnie miało też swoje miejsce Huismanie. To było co najmniej chore, ale momentalnie czuła się jak pomiędzy młotem i kowadłem. Z jednej strony chciała być przy swoim przyjacielu, którego kochała całym swoim serduszkiem i chciała zadbać o niego jak najlepiej; chciała by wszystko ogarnął i swoje myśli i życie w tutejszym świecie. Z drugiej zaś strony... właśnie, z drugiej strony był Wilk, który był jej największym wrogiem, największą zmorą i przekleństwem. Te uczucia były bardzo odmienne; a jednak jej serce było rozerwane pomiędzy tą dwójką mężczyzn. Wzięła głębszy oddech i już zrobiła kilka kroków w stronę Petyra, jednak on był szybszy. I wcale nie podszedł do niej, tylko do swojego przełożonego. Dalej Dolores myślała że ma tylko zwidy, że wcale nie widzi tego jak mocny cios wymierzył jej ukochany przyjaciel szeryfowi. Jej usta rozdziawiły się w geście ogromnego szoku i szybko do nich podbiegła, próbując ich rozdzielić i zapobiec nadchodzącej katastrofie. — Petyr, przestań! Co ty robisz? Bigby, nie dotykaj go — warknęła głośno, stając pomiędzy nimi. Plecami oparła się o klatkę piersiową Myśliwego, a jej oddech był zbytnio przyspieszony.

      LOLA, która próbuje powstrzymać nadchodzącą katastrofę ♥

      Usuń
  12. Nie mogła uwierzyć własnym oczom, oboje byli wściekli i kiedy Petyr zadał wilkowi pierwszy cios Lola doskonale wiedziała jak źle to się skończy. W myślach modliła się aby otrzeźwieli, uspokoili swoje rozszalałe emocje; głównie gniew i wściekłość. Jednak kiedy Myśliwy odsunął ją na bezpieczną odległość i wymierzył swojemu przełożonemu kilka ciosów, ciemnoczekoladowe oczy kobiety rozwarły się szeroko jakby nie mogła w to wszystko uwierzyć. Obawiała się tego, że Petyr mógł stracić przez nią pracę jak i tego że oboje mogli zrobić sobie krzywdę. Nie chciała tego, nie chciała aby któryś z nich ucierpiał. Wzięła głębszy wdech, patrząc jak Wolf docisnął jej przyjaciela do ściany i kiedy podrapał mu twarz, mruknęła coś niezrozumiale pod nosem. Drżącymi dłońmi wytarła łzy, które spłynęły jej po policzkach i szybko do nich podbiegła, szarpiąc Bigby'ego za rękaw koszuli i chcąc oderwać od posterunkowego.
    — Przestańcie do cholery! — syknęła zła. Cała sytuacja zaczęła się robić naprawdę groźna, także dla Dolores która została brutalnie odepchnięta przez Wilka; czemu towarzyszyło ciche fuknięcie mężczyzny jednak kobieta nie była w stanie stwierdzić z ust którego się wydobyło. Teraz oboje zachowywali się jak zwierzęta; żaden z nich nie zachował zimnej krwi ani nie potrafił wyjść z amoku. Powoli podniosła się z podłogi, poprawiając swoje włosy które były w kompletnym nieładzie; nawet nie zauważyła że jej warga była rozcięta i że sączyła się z niej krew. Zdała sobie z tego sprawę dopiero kiedy czerwona ciecz spłynęła na jej podbródek. Szybko ją starła i obrzuciła kolejnym spojrzeniem walczących mężczyzn i była pewna jednego; tego że sama nie była w stanie ich rozdzielić. Pokręciła delikatnie głową a kosmyki ciemnych włosów opadły na jej policzki. Wybiegła z biura, z hukiem trzaskając drzwiami chociaż była pewna że nawet to nie skupi ich uwagi. Wbiegła na pierwsze piętro, gdzie dostrzegła dwóch funkcjonariuszy.
    — Musicie mi pomóc. W biurze szeryfa... doszło do bójki. Szybko! — podniosła swój drżący głos; a widząc zaskoczenie a wręcz niedowierzanie; chyba jej nie uwierzyli co jedynie sprawiło że pociągnęła jednego z nich za rękaw uniformu. — Mówię poważnie — jęknęła głośno, wyraźnie zrezygnowana. — Szeryf Wolf i Huisman się biją. Przecież oni się nienawidzą! — palnęła nieco bezmyślnie, a mężczyźni spojrzeli po sobie. Jeden wziął ją pod ramię, ochrypłym i nieprzyjemnym tonem mamrocząc coś o tym, że zaraz zaprowadzi ją do Bigby'ego i udowodni jak bardzo się myli.
    I kiedy weszli do środka zobaczyli że, o dziwo Lola ma racje. Mężczyźni wciąż się szarpali, ich koszule były rozerwane, jeden miał rozbity nos a drugi łuk brwiowy. Kobieta znacznie zbladła na ich widok, a kiedy mężczyźni w końcu zostali rozdzieleni; jej wzrok zatrzymał się na dłużej na Bigby'm. Jednak to nie do niego podeszła, tylko do Petyr'a. Sama nie wiedziała czy miała ochotę wpierw go uderzyć czy przytulić. Ujęła jednak jego twarz w dłonie, zatroskana spoglądając na rysy jego twarzy a także łuk brwiowy który rozciął mu wilk. Opuszkami palców przesunęła wzdłuż jego policzka; po czym zsunęła dłoń niżej, po jego szyi przez ramię aż napotkała jego dłoń, na której zacisnęła swoje palce.
    — Zajmijcie się szeryfem Wolf'em, a ja... Zajmę się panem Huismanem. — mruknęła, nawet na nich nie patrząc. Jej orzechowe oczy były intensywnie wpatrzone w twarz przyjaciela, zupełnie jakby chciała odgadnąć każdą z jego myśli i wybadać czy był już spokojny. Mocniej oplotła swoje palce wokół jego nadgarstka i powoli wyprowadziła go z biura szeryfa, jednocześnie mierząc go karcącym spojrzeniem. Naprawdę chciała mu powiedzieć co myślała o tej całej sytuacji, zafundować mu wykład wszech czasów, jednak najpierw... Właśnie, najpierw musiała go opatrzyć. — Usiądź. Gdzie masz apteczkę? — delikatnie popchnęła go na krzesło, a jej głos był takim który nie znosił sprzeciwu. Lepiej więc było by Petyr nie protestował.

    wściekła, zaniepokojona i zmartwiona DOLORES

    OdpowiedzUsuń
  13. Była na niego cholernie wściekła za to co zrobił; za to że wykazał się tak wielką lekkomyślnością i pobił się ze swoim przełożonym. Wiedziała, że stanął w jej obronie choć średnio się jej to podobało gdyż nie uważała się za damę, którą trzeba ratować. Kiedyś tak było lecz od tamtego czasu wiele się zmieniło, a Lola była znacznie silniejsza i pewna że sama sobie poradzi, bez niczyjej pomocy. Zaś z drugiej strony doskonale zdawała sobie sprawę, że nie była jedynym powodem ich bójki; Myśliwy i Wilk po prostu się nienawidzili i w środowisku naturalnym byli śmiertelnymi wrogami, to nie uległo żadnej zmianie choć ona wolała by było inaczej co czyniło ją okropną hipokrytką bo przecież sama nienawidziła Wolf'a, pomimo że było to podszyte pewną dziwną intymnością. Kiedy w końcu była sama ze swoim przyjacielem; chciała jak najszybciej go opatrzyć. Zignorowała nieco złośliwą uwagę Petyra o tym, że Bigby nie ma nigdzie apteczki i już chciała przeszukać jego szuflady kiedy poczuła delikatny uścisk jego dłoni na swoim nadgarstku. Jego pytanie zbiło ją z tropu, a wręcz sprawiło że jej skóra z mlecznej stała się papierowo blada. Spuściła spojrzenie gdzieś w dół, na własne nieco drżące dłonie.
    Po chwili spojrzała na niego; wiedziała że chciał by była z nim szczera. W myślach więc układała odpowiednie słowa, którymi powinna była go uraczyć. Intensywnie brązowymi tęczówkami wpatrywała się w jego twarz, w jego oczy; spojrzeniem badała każdą jego rysę i każdy detal jego skóry. Nie byłaby zaskoczona gdyby uciekł od niej swoim wzrokiem, bo ona boleśnie go świdrowała orzechowymi oczami, jakby chciała przeniknąć do każdej z jego myśli. Po krótkiej chwili pełnym czułości gestem, z delikatnością pogłaskała go po policzku; musnęła ostrożnie jego skórę omijając miejsca zaatakowane przez Wilka, by zamiast bólu poczuł jedynie ukojenie.
    — Naprawdę myślisz, że mając do wyboru ciebie i jego, zechciałabym opatrzyć jego rany? — wywróciła oczami, jednak mimo wszystko pozostała szczera. Nie chciała pomagać Bigby'emu, raczej z niejaką satysfakcją by zobaczyła grymas bólu malujący się na jego twarzy. Powoli wycofała swoją dłoń jednak wciąż stała blisko niego, na tyle blisko by mógł poczuć zapach jej zmysłowych perfum i ciepło bijące od jej ciała. Nie dotykała go jednak już, ani nie głaskała po policzku, ani nie trzymała jego dłoni; po prostu wpatrywała się w niego. — Chyba wiesz ile dla mnie znaczysz, prawda? Zawsze będę o ciebie dbać — chciała go objąć, jednak uznała że ze względu na jego obrażenia warto się powstrzymać. Uśmiechnęła się czule i delikatnie; by po chwili się od niego odsunąć tylko po to aby wyjąć apteczkę a raczej coś na jej podobe z szuflady leśniczego. Przesunęła dokumenty i teczki które miał na biurku by wślizgnąć się na nie swoimi jędrnymi pośladkami. Wyciągnęła waciki a także wodę utlenioną i powoli, ostrożnie przemyła jego rany by po chwili posmarować je kremem leczniczym. Nakleiła na rozcięty łuk brwiowy gazę wraz z plastrem, choć nie była do końca przekonana czy to wystarczyło. — Powinien obejrzeć cię lekarz — mruknęła z przekąsem, delikatnie ujmując jego podbródek w dłoń i dokładnie lustrując wzrokiem jego twarz czy aby na pewno niczego nie przegapiła. Jej bystre spojrzenie zsunęło się niżej, na poszarpany materiał jego koszuli. Zagryzła wargę i rozpięła pozostałości guzików które mu pozostały. — Muszę cię dokładnie obejrzeć. Żebra, ramiona.. — wytłumaczyła nieco ściszonym głosem mając nadzieję że nie będzie protestował. Czuła się nieco niepewnie bo nie chciała aby Petyr poczuł się niekomfortowo w jej obecności. Wzięła głębszy wdech a jej spojrzenie przeniosło się na zadrapania na jego ramionach. Mimowolnie się skrzywiła i powoli je przemyła ze skupieniem wpatrując się w jego ciało.

    troskliwa i opiekuńcza LOLA, która chce jak najlepiej zaopiekować się (swoim) Myśliwym ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  14. [Z jakiegoś powodu postanowiłam Ci nie odpisać, nie wiem dlaczego... ale już naprawiam ten błąd ;)
    Tak w zasadzie to Felice od 3 miesięcy dopiero piastuje to wdzięczne stanowisko zastępcy szeryfa. A w policji pracuje od 7 lat. Więc co Ty na to, aby znali się już, gdy oboje byli tylko posterunkowymi?
    W sumie, jeśli zakładać, że Myśliwy był od samego początku w policji, to i tak będzie krótko, ale...
    w sumie - może to ona mogła go wprowadzać w realia policyjne? W końcu policja Fable nie działa tak jak każda inna. ;)]

    Felice Fletcher

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.