niedziela, 4 czerwca 2017

Niestety, Sasza… Nie dotrzymałeś umowy. Wiesz, co to podwójna gra? To bardzo nieładna rzecz...


Erwin König
12 kwietnia 1909 Monachium - grudzień 1942 Stalingrad
Szkoleniowiec snajperów w Zossen - major Wehrmachtu - odznaczony krzyżem żelaznym - snajper
Od 12 sierpnia 1951 roku w Fabletown - oficjalnie 33 lata - były wojskowy - były najemnik - były/obecny nauczyciel historii - uzależnienie jeszcze z "poprzedniego życia" - właściwie to z wychowania antysemita  - "posiadacz" walniętego sąsiada, który czasami wprasza się na prysznic - częste "wypadki" kończące się wizytą w szpitalu - dla znajomych jest w stanie zrobić swoistą "ekstra" robotę - czasami upija się będąc ubranym w mundur jedynej słusznej armii Wehrmachtu


Doskonale pamiętał tą chwilę. Chwilę w której ocknął się na zimnej posadzce, ściskał swój karabin, łapał powietrze niczym ryba, która przez przypadek wypadła z akwarium. Spoglądał na zebranych przed nim, jakieś zielone coś, od którego czuć było nieco przetrawiony alkohol...albo może to był dopiero co wypity trunek? Nie ważne. Była też kobieta, piękna jak z bajki. Miała lekko połyskujące czarne włosy, czerwone niczym krew usta, delikatne rysy twarzy. Była po prostu piękna, to było aż nierealne że przed nim ktoś taki stał. No i jeszcze starszawy mężczyzna w garniturze i okularach, który na myśl przywodził jakiegoś profesora...ewentualnie ciapowatego polityka.
I leżący oficer Wehrmachtu, który szuka w swoim czole dziury zrobionej przez karabin snajperski Mosin należący do Zajcewa. Dał się podejść jak dziecko! Przecież mógł to wygrać! Mógł...ale nie udało się, po prostu Zajcew okazał się lepszy od niego.
Ale dlaczego żył? Dlaczego był tutaj?
- Gdzie ja jestem? - pytanie zawisło w powietrzu bez odpowiedzi. Wstał powoli i zrobił kilka niepewnych oraz chwiejnych kroków. Podszedł do biurka z kalendarzem, ta data... wydawała sie nierealna, nie możliwa. Przecież był rok...końcówka 1942 roku! A nie 12 sierpnia 1951! To było przecież niemożliwe!
Ale jednak był tutaj. Oni to potwierdzali...byli prawdziwi. On był prawdziwy; żywy. Nie był żadnym podrabiańcem... Nie był żywym trupem; normalnie chodził, oddychał, mówił. To wszystko wydawało się być nierealne, ale jednak był to najprawdziwszy świat. Może nie identyczny jaki znał, bo jednak znał świat pogrążony w wojnie, znał ruiny miast. Zamiast tego okropnego widoku, przed oczami ma wieżowce, drogi z asfaltu, żółte taksówki.
Przed nim jego nowe życie, życie które nie będzie nawet w najmniejszym stopniu podobne do jego poprzedniego. Ale czy aby na pewno?
Czy będzie w stanie wieść normalnie życie pełne zwyczajnych sytuacji? Czy da radę znaleźć sobie kogoś z kim byłby gotów spędzić chociażby kawałek swojego życia? Jak ktoś kto nigdy tak naprawdę nie kochał oraz nie był kochany będzie mógł stworzyć normalną rodzinę? Tego chyba nigdy się nie dowie.

POWIĄZANIA
WIĘCEJ



_______
Twarzy użycza Thomas Kretschmann. Bawmy się, nie wiem dlaczego kolejna postać prawdopodobnie jestem jakimś samobójcą/sadomasochistą. Aha i żeby obyło się bez pytań (chociaż to je niemożliwe), postać to Erwin König, snajper który według radzieckiej propagandy pojedynkował się z Zajcewem w Stalingradzie.
Cytat pochodzi z filmu "Wróg u bram" i jest wypowiedzią (a jakże!) E.Königa
NIE MAM NIC DO UKRYCIA
W sumie to szukam kogoś (pana może?) kto mógłby go pokochać...albo kogoś kto pokazałby mu że istnieje inne uczucie niż obojętność, albo nienawiść.
I owszem, wiem że jedyny i słuszny Erwin König ma twarz Eda Harrisa.

65 komentarzy:

  1. [Trochę taki biedny Pan z niego. Zagubiony w nowej rzeczywistości musiał się nauczyć żyć od nowa. No i sam fakt, że chce być kochany i mieć rodzinę jest rozczulający.
    Baw się nim dobrze, Szaleńcze. A jak chcesz, to wpadnij, może coś uda nam się stworzyć.]

    Dorothy

    OdpowiedzUsuń
  2. [trzeba ci chyba pauze jakas wlaczyc wiesz? szalejesz z postaciami tak, ze niedlugo ci osob do pisania zabraknie ^__^ nie mniej powodzenia.

    btw. oklaski dla autora - shout na monitornigu byl i zaklad przegrany w sumie ale warto bylo ;)]

    zmora blogowa Sha ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. [Shame on you, Szaleńcze. Za ładny wątek zostanie Ci wybaczone.
    Na szczęście ja aż tryskam pomysłami, którymi mam nadzieję że Cię nie zrażę. Podobno to nie prawda, że Doris jest psycholem, podobno to ja nim jestem. Przeżyjesz, ale niczego nie obiecuję.
    Skoro szukasz pana do miłości, to nie pomożemy, ale... Wymyśliłam sobie, że Dorothy mogłaby się stać jego celem. I tu masz dwie opcje, bo przecież nie damy jej tak szybko zabić. Albo ją oszczędzi z sobie znanych powodów, albo da się jej podejść i to ona oszczędzi jego. Po tych pięknych oczach nikt się nie spodziewa, że sobie potrafi w życiu poradzić, a mało osób wie, że czasem łapie się asasyńskiej roboty. To tak na początek, daj znać co myślisz, to będę kombinować dalej.]

    Dorothy

    OdpowiedzUsuń
  4. [Nie wiem jak to wydedukowałeś, ale ok, jestem w stanie Cię zrozumieć. Dla mnie już będziesz Szaleńcem i koniec. O bocianach w moim wieku lepiej nie wspominać.
    O widzisz, jednak coś tam w tej głowie grzechocze. Doris lubi zlecenia, szczególnie samobójcze. A później ta współpraca może nawet się udać. Mogliby razem zapolować na likwidatora, a później na zleceniodawców i ogólnie zrobiliby rozpierduchę *.*
    Niech się leje krew!]

    Dorothy

    OdpowiedzUsuń
  5. [Nienawidzę zaczynać, dlatego tak bardzo główkowałam nad pomysłem. Więc nie obraź się, ale zrzucę to na Ciebie ;*

    Nadal zostajesz Szaleńcem. Przy czwartej postaci każdy zasługuje na to miano.]

    Doris

    OdpowiedzUsuń
  6. [tiaaa chyba zaloze sie o kolejny zaklad ;p
    *wzdycha* i tak troche mi smutno >.< wcale ze nie, mialam wlasnie nadzieje ze uda ci sie wytrwac w abstynencji ;p
    Ja zawsze mam tylko jakos tak nie ma za bardzo z kim (prawde mowiac - ludzie sie mnie boja i takie tam a ja nie gryze xD) tylko jestem kiepska w wymyslaniu i jeszcze zamulona po pracy ;/]

    OdpowiedzUsuń
  7. Wszystko zaczęło się od tego dziwnego uczucia niepokoju, które zrodziło się w niej kilka dni temu. Uczucia bycia obserwowaną, jednak kiedy tylko rozglądała się wokół nie zauważała niczego szczególnego. Poza tym, jej myśli były zajęte czym innym. Już dawno nie brała zleceń, które zakładały likwidację celu. Po ostatniej nieudanej akcji postanowiła się wycofać i raz na zawsze zamknąć ten rozdział swojego życia. Zaczęła nawet nową drogę, która nie miała nic wspólnego z szeroko pojętym mordobiciem, a przynajmniej taki był plan. Najwidoczniej przeznaczenie nie chciało jej odpuścić i co chwilę znowu spychało ją na wcześniej obraną trasę.
    Nie wiedziała co kierowało nią, kiedy godziła się na kolejne zlecenie. Może to przez jakąś nutkę tęsknoty za adrenaliną, może przez nudę, która powoli wkradała się do jej życia, a może przez nazwisko, które usłyszała. Erwin König. Już nie raz jego czyny obiły jej się o uszy i musiała przyznać, że była pod wrażeniem jego osiągnięć. I pewnie właśnie to postanowiła wrócić z wcześniejszej emerytury. Świadomość, że to ona może być tą, która zdejmie słynnego snajpera, sprawiała że podjęcie decyzji nie było trudne.
    Problem pojawił się w momencie, w którym zrozumiała jak trudne będzie to zadanie, poczynając od tego jak ciężko było go namierzyć. Za każdym razem kiedy wydawało jej się, że jest blisko, rozpływał się w powietrzu, zupełnie jakby nie istniał, a ona goniła samą siebie. Aż w końcu nabrało to sensu, gdy w jednym z szemranych barów usłyszała coś, co teoretycznie nie powinno dotrzeć do jej uszu. Erwin König na nią polował.
    Właściwie jej to nie dziwiło. Wiedziała, że prędzej czy później nadejdzie ten dzień, że ktoś w końcu postanowi odwdzięczyć się jej za śmierć bliskiej osoby czy doprowadzenie do bankructwa. Nie wiedziała tylko, że nastąpi to tak szybko. Choć fakt z czyich rąk ta śmierć miała nastąpić sprawił, że po części czuła się zaszczycona.
    Nie zamierzała mu jednak ułatwiać zadania, zwłaszcza, że teraz dokładnie wiedziała jak całą tą sytuację obrócić przeciwko niemu. Domyślała się, że ów dziwne uczucie było spowodowane jego obserwacjami, więc postanowiła to wykorzystać. Kilka razy przeszła się obok okna i zapaliła światło w łazience, bynajmniej nie po to, by z niej skorzystać, a następnie wyszła z mieszkania i przecisnęła się przez niewielkie okno na klatce schodowej prowadzące na drugą stronę budynku. Nie wiedziała czy ma rację, ale będąc na jego miejscu wybrałaby stojący naprzeciwko nowo budujący się wieżowiec, z którego miałby czysty strzał. Nie miała jednak nic do stracenia. Przemknęła za kilkoma budynkami stojącymi w szeregu by zniknąć z jego pola widzenia i dopiero przeszła na drugą stronę ulicy i skierowała się do biurowca. Starając się nie wydać najmniejszego dźwięku pokonywała kolejne piętra, zastanawiając się właściwie jaki ma plan. Nie przepadała za używaniem broni choć oczywiście zabrała ją ze sobą. Jej popisowym numerem za to było skręcanie karku. Wszystko działo się po cichu i zostawiała porządek. Plamy z krwi na ulubionej białej bluzce doprowadzały ją do szału.
    -Szukałeś mnie? –jej cichy głos właściwie ginął w wolnej przestrzeni pomiędzy metalową konstrukcją, jednak była pewna, że ją usłyszał. Zanim się odwrócił odbezpieczyła broń i wyciągnęła niewielki pistolet z tłumikiem w jego stronę. Wiedziała, że nie miała z nim szans w walce wręcz. Złamałby ją jak zapałkę choćby tylko dzięki doświadczeniu, które niewątpliwie miał większe od niej.

    Dorothy
    [W nagrodę dostałeś odpis prosto z pracy, Szaleńcze. Enjoy.]

    OdpowiedzUsuń
  8. [Na to powinien być paragraf xD]

    Twoja ulubiona autorka

    OdpowiedzUsuń
  9. [pomysł sam w sobie zly nie jest acz lekko zakrecony - zatem podsumowujac: partnerka Erwina miala by z nim jakis problem i zwierzyla by sie z tego Sha. Zaczela by narzekac jaki on sztywny i grubianski i chcialaby w zwiazku z tym zmienic partnera. Tylko wyniklby z tego kolejny problem: zamiennika by nie bylo ^_^ Wtedy tez w formie mediacji wkroczylaby Sha próbujac zalagodzic "konflikt"]

    OdpowiedzUsuń
  10. [ostatnio mam ciezka glowe do czegokolwiek wiec moze pojdziemy z tym pomyslem na spontana? a potem zobaczymy co z tego wyniknie ;)]

    OdpowiedzUsuń
  11. Mimo że patrzyła prosto w jego oczy, skupiała się wyłącznie na tym, by nie drżały jej dłonie. Dlatego nienawidziła broni. Widać było każde zawahanie, a to mogło prowadzić do odwrócenia się sytuacji. W końcu każdy spróbowałby szczęścia myśląc, że oprawca nie czuje się pewnie, prawda? Dorothy na pewno wykorzystałaby taki moment. Dlatego milczała i wpatrywała się w niego, choć myślami była częściowo gdzie indziej. Gdyby znajdowali się w normalnym budynku, który ma podłogi i ściany, miałaby więcej opcji. Mogłaby podejść niepostrzeżenie lub przyczaić się za rogiem i zaczekać aż mu się znudzi przyglądanie pustemu mieszkaniu. Mogłaby zaatakować go znienacka, jednym dokładnym ciosem pozbawiając go przytomności. Mogłaby zrobić wiele rzeczy, a teraz została tylko z jedną opcją. Jedną, najgorszą. Nienawidziła broni.
    Przez cały czas starała się wyglądać na rozluźnioną, choć z każdą sekundą mięśnie spinały się coraz bardziej. Właściwie nigdy nie stawała ze swoim celem twarzą w twarz. Była skrytobójcą, niewidzialnym mordercą, który nigdy nie patrzy swojej ofierze w oczy. Poza tym, że posiadała umiejętności, które przez pewien czas pozwalały jej przeżyć, nie była zła. Nadal była tylko kobietą przepełnioną empatią i mieszanymi uczuciami. Zabijanie nie było pasją czy przyjemnością, a koniecznością. Choć nie wiedziała, czy spowodowaną jej własnymi potrzebami czy brakiem asertywności, ale nie to było ważne. Nie potrafiła patrzeć w oczy, kiedy zabijała, a teraz patrzyła zdecydowanie za długo.
    -Kto kazał Ci mnie zabić? –wydusiła w końcu z siebie, nawet na milimetr nie obniżając dłoni trzymających wycelowany w niego pistolet. Nie wiedziała, czy bardziej grała na zwłokę, czy faktycznie ją to interesowało i musiała się tego od niego dowiedzieć. W końcu pewnie nie będzie miała problemu dotrzeć do źródła, kiedy już go zabije. Jednak z każdą chwilą było to coraz trudniejsze.
    Nawet nie potrafiła zliczyć ilu miała wrogów. Ilu matkom odebrała dzieci, ilu żonom mężów, ilu mężom żony, ilu dzieciom rodzica. Nigdy nie prowadziła zapisków, nie odznaczała kolejnych nazwisk w ukrytym notesie. Zabijała i zapominała, inaczej wyrzuty sumienia zżarłyby ją już dawno temu. Łatwiej było udawać bez niezbitych dowodów na swoje zbrodnie.

    Doris

    OdpowiedzUsuń
  12. Dorothy nigdy nie była na wojnie, jednak nie zmienia to faktu, że często musiała walczyć o własne życie. Nie była jednym z „baśniowców”, a po powrocie do Kanady była zdana właściwie na samą siebie. Oskarżona o chorobę psychiczną uciekła i przez długi czas tułała się z miasta do miasta, aż poznała Jego. Zaopiekował się nią, dał jej dach nad głową i pracę. Początkowo była tylko zwykłą złodziejką, aż przestało mu to wystarczać. Spędziła z nim kilka lat, kradła i zabijała dla niego, kochała go, aż dowiedziała się, że ją tylko wykorzystuje. Kłamał, mówiąc że odwzajemnia jej uczucia, że już zawsze będą razem, że jeszcze trochę i przestaną wieść takie życie. Kłamał, mówiąc że jest jedyna, lecz dopiero kiedy zobaczyła go z inną zrozumiała, że ma już dość. Już wcześniej słyszała o miejscu dla baśniowców, o mieście, w którym mogą być sobą i choć wiedziała, że tam nie pasuje, postanowiła spróbować. Przybyła pod przybranym imieniem, przedstawiając się jako słynny łowca głów, w końcu tylko to potrafiła robić. Do tej pory niewielu zleceniodawców znało ją pod prawdziwym imieniem. Najwidoczniej ktoś jednak je poznał, skoro postanowił pozbawić ją życia.
    Źle czuła się pod jego uważnym wzrokiem. Wydawało jej się, że widzi więcej niż zakładała, że widzi drżące dłonie, które wcale nie drżały, że widzi strach w jej oczach przed naciśnięciem za spust. Przez to sama zaczęła widzieć rzeczy, na które wcześniej nie zwróciła uwagi. Nie bał się. Zachowywał się swobodnie, zupełnie jakby spotkali się na kawie, co niesamowicie ją drażniło. Nikt z wycelowaną w niego bronią nie powinien zachowywać się spokojnie. Byłoby jej łatwiej pociągnąć za spust, gdyby okazał zdenerwowanie, czy nawet wściekłość, gdyby rzucił się w jej stronę z próbą ratowania życia.
    Znowu skwitowała jego słowa milczeniem. Nie było ważne z jakich powodów chciała poznać nazwisko jego mocodawcy, szczególnie że nie zamierzał go zdradzić. I powinien w takim razie wiedzieć, że sama też nie zamierza się bardziej narażać mówiąc mu kto zlecił jej zabicie go.
    -Musimy jakoś rozwiązać tą sytuację. –mruknęła nieco się odprężając, mimo wszystko nadal celując w niego i nie spuszczając z niego oka. Byli dwójką morderców i choć wiedziała, że w tym momencie jest na wygranej pozycji, nie chciała tego robić. Nawet jeśli wiązało się to z utratą sporej sumki. Przecież nie robiła tego dla pieniędzy. Zabicie Erwina Königa dałoby jej prestiż, jednak nie była pewna, czy go chciała. Przecież miała z tym skończyć, mogła odejść po cichu.

    Doris

    OdpowiedzUsuń
  13. [ Fajna postać, papo :D
    Chcesz popisać ze mną jeszcze jeden wątek z Lexem, czy poczekasz na mojego Rasputina? ]

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Cóż, ja również mam nadzieję, że uda mi się zabawić tu nieco dłużej. Owszem, byłam tu kiedyś, ale panowało wtedy nieco większe... zamieszanie. Ostatnio doszłam do wniosku, że drugie podejście nie zaszkodzi.
    Przyznam szczerze, że zrobiłam wyliczankę i wypadło w niej na Erwina, tak więc oto jestem. Wydaje się być bardzo ciekawy, na pewno jest to oryginalny wybór i chętnie się przekonam jaki E. jest w wątkach. ;) Miałbyś może jakiś pomysł? ]

    Mare

    OdpowiedzUsuń
  15. [Z Tym Twoim panem jeszcze w sumie nie miałem wątku... XD Rozszalałeś się z postaciami! Jakbyś chciał coś napisać, to wiesz gdzie przyjść.]

    Brian O'Connor (i martwa spółka)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie wiedział jak długo ten świat będzie jeszcze trwał. Wydawało mu się, że jednak niedługo. Wszystko zaczęło się nakładać na siebie, tworząc na prawdę mroczną przyszłość.
    Jako demon, nie mógł opowiedzieć się za żadną ze stron. Tak na prawdę nawet nie powinno go tu być. Jednak miał na sobie mundur wojsk brytyjskich i czy chciał czy też nie, siedział w alianckim centrum dowiedzenia. Zadanie które otrzymał nie było proste. Miał wykraść pewne mapy, albo chociaż je sfotografować. To była najłatwiejsza część zadania. Najtrudniej było się do tych map dostać.
    Nie wiedział jak to się mogło stać. W jednej chwili przesuwał znaczniki na dużej mapie, rozłożonej na stole a w drugiej, leżał skuty w jakimś obskurnym pomieszczeniu, jak ocenił w piwnicy. Jak przez mgłę wydarzenia poprzedniego dnia. Wybuch bardzo blisko budynku, pisk i szum w uszach. A potem ciszę. Leżąc na podłodze widział obute w wojskowe buciory nogi żołnierzy, którzy pojawili się nie wiadomo skąd. Nie mógł się ruszyć albo po prostu nie chciał. A wtedy ktoś kopnął go w głowę i znalazł się tutaj.
    Możliwe, że został jeńcem...
    ~Oczywiście że jesteś jeńcem - mruknął Hans, jeden z żołnierzy którego pożarł jakiś czas temu - Będą cie przesłuchiwać. Pobiją cie na śmierć. Musisz się stąd wydostać
    Hans wydawał się mówić z sensem. Jednak ta podpowiedź nie dawała zbyt wiele. Był skuty. Nie miał przy sobie broni ani nic innego, gdyż miał na sobie spodnie i koszulę. Zostawili mu chociaż buty...
    Pozostało tylko wybadanie sytuacji. Może pojawi się jakiś wysokiej rangi oficer, którego po prostu zje i dowie się jak mógłby się stąd wydostać.

    Lex

    [Trochę enigmatycznie, ale wolałem zacząć neutralnie :) ]

    OdpowiedzUsuń
  17. Jego rozmyślania przerwało pojawienie się jakiegoś Niemca. Po papie odziedziczył pewną zdolność do posługiwania się wieloma językami, ale tylko w mówieniu. Nie pisał i nie czytał w językach innych niż swoim i tych które istotnie uczył się jak kazdy śmiertelnik, czyli w łacinie, francuskim i włoskim. Jednak nie miał zamiaru nikomu chwalić się tym, że zna niemiecki. Lepiej nie odsłaniać kart zbyt wcześnie.
    ~To on! to König! - zachwycił się Hans, bez konkretnego powodu. Lex uniósł brew... Przecie przed chwilą się przedstawił...
    - Trzeba było nie zrywać ze mnie munduru to byście wiedzieli. - odparł po angielsku. Skoro nie wiedział jakiego był stopnia mógł nakłamać... gorzej jeśli wiedział i go sprawdzał.
    ~Na pewno wie! - podpowiedział Hans, jakby dumny z siebie.
    - Major Heller. - odparł, jakby od niechcenia. Właściwie to kilka dni temu dostał awans ale jeszcze nie dosłali belek. Z resztą nie dziwił się. Trwała w końcu wojna a oni się takimi gównami zajmowali.
    - Mam panu przekazać pozdrowienia od Hansa Wolfa. Chociaż pan go nazywałeś Baldur.
    Przeglądał wspomnienia Hansa, szukając jeszcze czegoś interesującego. Chwilę obserwował jak Hans klęczy przed swoim mistrzem i ssie jego członka. Ciekawe...
    - Ja nie jestem tu w interesie Anglii, Ameryki czy innego ludzkiego kraju. Mam swoje powody i zadania.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  18. Gdyby wstał i spróbował wyjść, Dorothy nie miałaby wyjścia i choć bardzo nie chciała tego robić, strzeliłaby. I nie, nie ze względu na to, że się odważył, że ją zlekceważył, że uznał, że jest zbyt słaba by nacisnąć spust. Zrobiłaby to ze strachu. Nie mogła pozwolić, żeby poszedł wolno i zagrażał każdej następnej sekundzie. Nie mogła pozwolić, żeby każdy kolejny dzień musiała spędzić w ukryciu, czy oglądając się za siebie na każdym kroku. Nigdy więcej.
    Już raz stchórzyła, już raz opuściła broń i patrzyła za oddalającymi się plecami swojego przeciwnika, już raz bała się o własne życie każdego cholernego dnia i nie zamierzała przeżywać tego ponownie. Przekonała się, że bycie litościwym nie popłaca, że nawet przyjazna buźka będzie chciała ją w odwecie dorwać, że będzie żądna zemsty na słabej dziewczynce, która ledwo była w stanie utrzymać w drżącej dłoni pistolet. I już nigdy nie popełni tego błędu.
    Więc dobrze, że poszedł po rozum do głowy i został w miejscu, choć sięganie po paczkę papierosów o mało nie doprowadziło do jego tragedii. Źrenice rozszerzyły jej się, a oddech zamarł, gotowy do opuszczenia jej płuc dopiero po wystrzale. Palec mocniej przyległ do spustu, lecz nie na tyle, by wystrzelić. Jeszcze nie, jeszcze nie teraz. Nazwisko, najpierw nazwisko.
    Wypuściła powietrze i pokręciła głową, odmawiając ”poczęstunku”. Nigdy nie paliła i nie miała zamiaru zaczynać. Smród papierosowego dymu doprowadzał ją do szału, ale co jeśli on doskonale o tym wiedział i postanowił to wykorzystać?
    Spokojnie, Dorothy.
    -Ty chcesz współpracować? W ogóle potrafisz? –prychnęła przekręcając nieznacznie głowę, nie ukrywając swojego zaciekawienia. Zaraz jednak się opanowała i zastąpiła minę zainteresowanej dziewczynki na powrót beznamiętnym spojrzeniem. –Nie mam zamiaru z Tobą współpracować König. Dałeś się podejść, jesteś nieuważny i pewnie zbyt przekonany o tym jaki jesteś dobry. Jeśli ja Cię nie zabiję, zrobi to kto inny, a później przyjdzie też po mnie. –dodała mrużąc złośliwie oczy. Chciała go sprowokować, zmusić do nieuważnego ruchu, który by jej zagroził. Wtedy bez mrugnięcia okiem mogłaby go zabić i zakończyć temat raz na zawsze. Tak jak powiedział. Pociągnąć za spust, zabić, zgarnąć kasę. Przecież o to właśnie chodziło.

    [Przepraszam, że tak późno. Miałam pewne... problemy.]
    Dorothy

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie tylko Erwin miał problem z zaakceptowaniem otaczającej ich rzeczywistości. Dorothy może nie brała udziału w wojnie, właściwie była wtedy młodą dziewczyną, a tereny na których zamieszkiwała nie zostały nią dotknięte, jednak wydarzenia z Oz i wiedza, którą posiadła zmieniły jej życie. Oczywiście na lepsze. Jednak żyła, z dnia na dzień zmieniało się wszystko co ją otacza, a ona ciągle pozostawała taka sama. A później znalazła się w Fabletown i wszystko wróciło do normy. Nie była sama, nie była wyjątkowa, właściwie nie była nikim szczególnym, co bardzo jej odpowiadało.
    Nawet nie mrugnęła, choć wiedziała, że trafił w sedno. Oczywiście, że wiedziała, że nikt nie da jej tak po prostu odejść, choć szacunek jaki zdobędzie po zabiciu samozwańczego najlepszego snajpera mógłby w tym pomóc. Mógłby też zwrócić na nią uwagę kilku innych osób, którym by to się nie spodobało, nie mniej miała pięćdziesiąt procent szans na to, żeby jednak ujść z życiem. Co jednak, jeśli współpraca z nim zwiększy te szanse? Jeśli nikt się nie dowie jakim zagrożeniem jest niepozorna rudowłosa z uroczym uśmiechem?
    -Wiem, że będą chcieli mnie zabić. –prychnęła przewracając oczami. Nie wierzyła, że nadal miał ją za amatora. Może faktycznie był od niej lepszy, może mógł zabić ją dawno temu, jednak tego nie zrobił, nie wykorzystał okazji, dlaczego ona miałaby tego nie zrobić?
    Westchnęła cicho i pokręciła głową. Naprawdę nie miała ochoty opuszczać przy nim broni i pozostać nieubezpieczoną. Nie chciała pokazać jak bardzo zmęczona jest tą robotą i konsekwencjami, które przez nią musi ponosić. Nie chciała, jednak miała wrażenie, że to będzie lepsze od zabicia go, bez choćby wysłuchania co takiego miał do powiedzenia.
    -Załóżmy, że jednak chcę współpracować. Teoretycznie. Masz jakiś plan? –zapytała opuszczając broń, jednak nadal trzymała palec na spuście, nadal była w gotowości. Mniej czasu zajmie jej uniesienie dłoni i wystrzał niż jemu sięgnięcie do swojej i wymierzenie w nią. Tak, była bezpieczna. Choć taka się nie czuła.

    Dorothy

    OdpowiedzUsuń
  20. - Niestety, wszyscy dowódcy mają w głębokim poważaniu nas, zwykłych żołnierzy. - westchnął, kręcąc głową. - Ale skargę mogę napisać. Masz pan papier i pióro? Będę panu dyktował, bo tak się składa że nie umiem pisać po niemiecku.
    Poprawił swoją pozycję. Zaczynał nieprzyjemnie drętwieć mu tyłek.
    - A złapałem sobie niedawno takiego człowieczka, wysłanego na przeszpiegi od tych, zza morza. Strasznie irytujący człowiek. Więc możnaby się spodziewać że się jednak ruszą.
    Nie interesowała go ta wojna. Dla niego, ludzie mogliby się pozabijać. To nawet lepiej. Więcj duszyczek napłynie do piekła. Szef szefów będzie zadowolony.
    - Okłamywać to pan może swoich przełożonych. Obaj znamy pewne fakty... Ale jak pan chce to może jeszcze o coś zapytać dla pewności. Hans był całkiem ciekawym człowiekiem. Bardzo mu na panu zależało. Właściwie dalej zależy. Bardzo chce bym panu nie zrobił krzywdy. - zaśmiał się, ale nie było w tym śmiechu ani jednej ciepłej nuty.
    - Nie mam ani żony, ani dzieci i nikt na mnie nie czeka. Przynajmniej nie na ziemi. Jednak proponuje panu układ... Pan mnie stąd wypuści i załatwi mi niemiecki mundur i może jakiś papier bym mógł się dostać tam gdzie chce, a ja w zamian nie będę rozgłaszał pańskich preferencji, bo przecież może mi się to wymsknąć na przesłuchaniu... no i te wszystkie nazwiska... Łącznie z tym pułkownikiem Klosse... I dam wam jakieś tam mikrofilmy z planami inwazji czy czegoś tam. Nie przyglądałem się dokładnie czemu dokładnie robiłem zdjęcia. Straszny burdel tam w tej Anglii mają. Nie to co u was. Macie nawet mapy ułożone alfabestycznie. Podziwiam, na prawdę.
    Zamilkł na chwilę, dając możęczyźnie chwilę na przemyślenie tej propozycji.
    - Przełożonym pan powie, że połknąłem kapsułkę z cyjankiem czy coś. Według Hansa ma pan zawsze zapasowy mundur więc z tym nie powinno być problemu.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  21. Musiała przyznać, że facet mówił całkiem do rzeczy, choć początkowo myślała, że sugeruje, że to ona powinna uciec do Ameryki Południowej i zaszyć się tam pod zmienionym nazwiskiem, co oczywiście nawet nie wchodziło w grę. Było jej dobrze w Fabletown i nie zamierzała się stąd ruszać, choćby miała wybić co do jednego palantów, którzy połaszą się o jej życie. Czy śmierć, wszystko jedno. Całe szczęście, że powstrzymała się od przewrócenia oczami i pozwoliła mu dokończyć, bo reszta planu brzmiała całkiem sensownie. No, może poza opcją z kawą, herbatą czy czymś mocniejszym. Nie, jeszcze nie byli przyjaciółmi, a już na pewno nie zamierzała się z nim pokazywać na mieście. Jeszcze jakiś kolejny jego wróg pomyśli, że faktycznie są w czymś razem i zginie przez marnego snajpera, który dał się jej podejść. Tak, będzie to powtarzać aż jej się znudzi.
    -Możemy dopracować plan tu. –odparła lakonicznie, a gdy rozejrzała się już po pustym betonowym pomieszczeniu, wzruszyła ramionami. Lepsze to, niż zatłoczona kawiarnia, w której każdy będzie na nich zerkał, zastanawiając się co robią. Dorothy miała już dość spojrzeń typu „widziałem Cię wczoraj w nocy” albo ”no już, pokaż co masz pod tymi ciuszkami”. Baśniowcy zdecydowanie zbyt szybko się nakręcali i nie mieli za grosz taktu i wyczucia.
    -Nie sądzisz, że mogą mi nie uwierzyć, że zabiłam najlepszego strzelca? Będą chcieli Twojej głowy, dowodu. –stwierdziła opierając się o ścianę za swoimi plecami. Myślenie i opracowywanie zuchwałych planów nie leżało w jej naturze. Żyła z szybkich decyzji, przeżyła tylko dzięki nim. Wchodzi, strzela, wychodzi. Bez targowania się o życie, bez ostatnich słów, bez sentymentów. Nadal była tylko kobietą i gdyby pozwoliła emocjom przejąć nad nią władzę, mogłoby się to źle skończyć. Dlatego nie wiedziała dlaczego jeszcze z nim rozmawia.
    -Tobie pójdzie lepiej, przecież to takie oczywiste że poradziłeś sobie ze słabą dziewczynką.

    Dorothy

    OdpowiedzUsuń
  22. - Szkoda. Był bystrym człowiekiem. Właściwie to chętnie był się z nim bliżej zapoznał. Miał mi przekazać coś ważnego... - westchnął. Miał odnaleźć tego człowieka i zjeść go, gdyż z tego co wiedział, znał kody wejścia do całego kompleksu podziemi, które go interesowały.
    - Jesteś kreatywnym człowiekiem. Zapewne coś wymyślisz
    ~ Powiedz, żeby powiedział że miałeś tyfusa. Wszyscy boją się tu chorób zakaźnych
    Wydawało się to dość logiczne.
    - Albo lepiej... Powiesz, ze miałem tyfusa... chociaż nie wiem dlaczego akurat ta choroba tak was przeraża, i powiedz że musiałeś mnie spalić czy coś. A ciało do spalenia ci dosterczę w ciągu kilku minut. Ale... ty chcesz zostać zapamiętany. Chcesz być najlepszy. Ja ci mogę to dać. Nie jestem zwykłym człowiekiem...
    Wątpił by mu uwierzył tak na słowo, ale według Hansa major był człowiekiem na prawdę niezwykłym i wyjątkowym.

    Lex
    [Odpiszę ci dopiero w piątek. Muszę się uczyć na obronę XD]

    OdpowiedzUsuń
  23. - A może zrobimy inaczej... Rozkuje mnie pan, panie majorze, ja się zajmę strażnikiem a pan sobie popatrzy co również przecież pan lubi... - powiedział, nim zdążył ugryźć się w język. Jadnak wspomnienia Hansa były bardzo wyraźne i trudno było do nich nie zaglądać.
    Major rozkuł go, chociaż niechętnie. Lex pomasował nadgarstki i znów ukrył je za plecami, by wchodzący strażnik nie zauważył jego uwolnienia. Gdy wszedł i zbliżył się do Hellera, ten uśmiechnął się pogodnie.
    - Ludzie zawsze mnie fascynowali. - powiedział po niemiecku, z doskonałym Berlińskim akcentem. Poderwał się z krzesła, złapał żołnierza za mundur i przyciągnął do siebie, wpijając się mocno w jego wargi. Żołnierz nie protestował. Był zmęczony tą wojną. Bał się iść na front, bał się śmierci i bólu a jednak nie chciał już robić tego czego od niego wymagano.
    Pozwolił ciału opaść na podłogę. Szybko przejrzał wspomnienia mężczyzny, moszcząc mu wygodne lokum wewnątrz siebie. Z litości stworzył mu prawidzwy mały raj, pełen spokoju i wszystkiego tego co kochał i uwielbiał. Dopieszczane dusze były bardziej użyteczne i mniej waleczne.
    - W sumie, dobrze się złożyło... Chciał dziś donieść na pana i tego... Jakoba. Przyjemny młodzieniec.
    Zdjął koszulę, ukazując majorowi zbyt blade i zbyt umięśnione ciało z kilkoma czarnymi znakami na skórze, które były zapisanymi w języku piekielnym informacjami o jego przynależności. Włożył mundur martwego żołdaka.
    - Niech pan tak na mnie nie patrzy... Przecież mówiłem, że nie jestem takim zwykłym człowiekiem...

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  24. To był straszny dzień. Najpierw terapia przedmałżeńska... Ona i on, oboje kochali się bardzo i chcieli się pobrać, ale kłócili się o każdy nawet najmniejszy drobiazg. Potem kilku innych, wcale nie lepszych pacjentów. Czuł się zmęczony psychicznie... Dawniej, kazałby ich podtopić, to zwykle pomagało na większość problemów.
    Jednak jego praca, pozwalała mu na godne życie i duży apartament w centrum dzielnicy Fabletown. Lubił otwartą przestrzeń salonu z wysokim sufitem. Przez lata, w których mieszkać musiał w barakach, jakichś lepiankach i jaskiniach, ukrywając się przed tymi którzy na niego polowali, takie luksusy były wręcz magiczne.
    Nowoczesne, surowe wnętrze idealnie odzwierciedlało jego obecny humor. Ledwie miesiąc temu przemeblował całe mieszkanie z tradycyjnych antycznych mebli i wystroju, na surowy i nowoczesny, pełny szarości, połysku i ostrych kątów. Dużym minusem jednak był puchaty dywan, po którym cudownie chodziło się boso, jednak plamy po winie były dla dywanu tego zabójcze.
    Nie spodziewał się gości, a już na pewno nie tego konkretnego osobnika.
    - Proszę. - powiedział, po krotkiej chwili wahania. Wpuścił go do środka i zamknął dokładnie drzwi. - Mam pokój gościnny, także będziesz miał gdzie spać. Rozgość się... tylko zdejmij buty. - zerknął z powątpiewaniem na biały dywan na którym widniała duża czerwoana świeża plama po winie, który rozlał całkiem niedawno.
    - Więc... byłeś na misji. Opowiesz mi o tym?

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  25. - i tak nikt nie korzysta z tego pokoju. Zastanawiałem się nawet ostatnio po co mi on, skoro nie miewam gości... A jeśli już miewam, to raczej nie kładą się spać w innym pokoju.
    Pamiętał pierwszą wizytę Erwina w swoim gabinecie. Właściwie obaj nie byli pewni po co mężczyzna przyszedł do terapeuty. Długo trwało nim Cillian zdołał przekonać go do pewnych zwierzeń i spokojnych rozmów, których żołnierz nie uznałby za zdradzanie tajemnic wojskowych.
    - Każdy dzień z życia terapeuty jest ciekawy. Chociaż od czasu gdy chciałeś zastrzelić pająka chodzącego po mojej ścianie, nic tak spektakularnego się nie wydarzyło. Zjesz coś? Zwykle jadam sam ale i tak przygotowuje większą porcję.
    Wolał sie ne przyznawać do tego, ze czasem wstawał w środku nocy pozjadać jakieś resztki z obiadu czy kolacji, umieszczone specjalnie w lodówce na później.

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  26. - Oczywiście, że diabły nie istnieją. - sarknął. - Przecież mnie tu nie ma.
    Mundur był trochę zbyt duży, ale zarzekanie niewiele by pomogło. Ujął krzesło. Chwilę kontemplował jego metalowe nóżki po czym zaczął uderzać nim w głowę trupa. Gdy uznał, zę twarz jest wystarczająco zmasakrowana, rzucił krzesło gdzieś w bok.
    - I gotowe. - powiedział, znów po niemiecku. - Nie jestem Lucyferem. Ale go znam i bardzo lubię. Ma fantazję, to trzeba przyznać. Kiedy już umrzsz, bo każdy kiedyś umrze, powiem mu by cie w piekle odwiedził i pokazał jak bardzo jest prawdziwy.
    Odwrócił się w kierunku swojego rozmówcy, wycierając dłonie w kawałek materiału, który następnie rzucił na zwłoki.
    - Ah... i jeszcze te twoje mikrofilmy.
    Uniósł nogę i chwile gmerał nożem w obcasie. Otworzył malutką skrytkę i wydobył dwie malutkie rolki, ukryte w plastikowych cylindrach. Oba wręczył majorowi. Dla niego były już bezużyteczne. planował je wymienić na mapy. Jednak jak się okazało mapy będzie musiał zdobyć inaczej, może finezją? Albo zdobędzie więcej mikrofilmów...
    - Złapaliście pułkownika Callmana? Taki mały tłuścioch...

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  27. - Tak najgorsi są ci debile, którzy nie chcą współpracować i mentalnie zatrzymali się w poprzednim wieku. - odparł z lekkim uśmiechem. - Gdybym założył blog z ploteczkami, byłbym najpopularniejszy bo miałbym zawsze jakieś świeżynki do przekazania.
    Wyciągnął z szafy świeże ręczniki. Zaniósł je do łazienki.
    - Ostatnio zapisał się do mnie pewien mężczyzna. Ciekawy przypadek... - zaczął, wracając do salonu. - Ma żonę, trzecią z kolei. Czy czwartą... Nie ważne. Ale teraz, po kilkunastu latach, uznał że bardziej chyba pociągają go mężczyźni. Bardzo spodobał mu się kolega jego najstarszego syna. Więc przyszedł do mnie i oczekiwał, że powiem mu co powinien zrobić. Czy poddać się instynktom o pragnieniom czy pozostać wiernym najmłodszej żonie i jakoby swojemu heteroseksualizmowi. - zamilkł i zastanawiał się chwilę. - Mam też młodzieńca, który przespał się z własnym ojcem. To najciekzwsze nowe przypadki z tego tygodnia.
    Zgarnął kieliszek ze stołu i opróznił go szybko.
    - W łazience masz ręczniki.

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  28. - Uwierz mi... Wiem na której liście jest twoje nazwisko. Dostaniesz uroczy pokoik w piekle. Może nawet z ładnym widokiem? Choćby na ludzi gotujących się w smole. Ja od ich widoku zaczynam się robić głodny... Pachną jak pieczony kurczak. To też męka dla tych co głodują, by ich trochę podrażnić.- westchnął na wspomnienie tej dobrej zabawy z lat swego dzieciństwa - Polubisz Lucyfera. Robi wspaniałe przyjęcia. Alkohol, niezłe jedzenie i wszechobecny wspaniały seks. Spodoba ci się... Można się pieprzyć z kim się chce, w jakich się chce kombinacjach.
    Przejrzał wspomnienia żołnierza, którego zjadł. Dowiedział się ktore formularze trzeba wypełnić, po zgonie przesłuchiwanego. Fascynujący są ci niemcy... Mają formularze na wszystko. Zwłoki należy wrzucić do pieca, a jak nie będzie w nim miejsca to oddać cieciom, którzy zawiozą je do wielkiej dziury na południe stąd.
    - Callman miał mikrofilmy wsadzone w skrytkę w protezie zębowej. jak go jednak gdzieś najdziecie to sobie sprawdź.
    Naciągnął zwłokom podkoszulkę na głowę by krew i resztki mózgowia nie zabrudziły podłogi gdy będzie go przenosił do cieciów. Złapał ciało za nogę i bez większego problemu podniósł do góry. Zupełnie jakby nosił szmacianą laleczkę.
    Otaksował sylwetkę swojego rozmówcy. Był przystojnym postawnym mężczyzną i dobrze o tym wiedział. Zajrzał też we wspomnienia Hansa, by sobie go obejrzeć nago.
    - Podobasz mi się. Lubię ciekawych mężczyzn, którzy podejmują ryzyko i którzy... cóż... którzy nie boją się rżnąć podwładnego w magazynie amunicji. I dlatego powiem ci coś... Zdradzę ci jak mnie wezwać, gdybyś akurat potrzebował pomocy albo… może miał ciśnienie na pytę i chciał się z kimś przerżnąć… Wolałbym tę drugą opcję, prawdę mówiąc. Nie każdy może się pieprzyć z diabłem… – Zbliżył się do majora. – A zatem, wygląda to tak… Swoją krwią ryzujesz koło, na ziemi, liściu, swojej dłoni - bez znaczenia. Do koła musisz wkropić trzy krople swojej krwi… Albo więcej, ale minimum trzy. I w myślach albo na głos powtarzaj moje imię… Im dłużej będziesz powtarzał tym szybciej cie znajdę. – przysunął się jeszcze bliżej, ostentacyjnie się o niego ocierając i szepnął do ucha. – Alexander Samael Luciferum Hellerum… Wiem że zapamiętasz. I że pomyślisz o mnie, gdy będziesz sam w swojej kwaterze.
    Przerzucił sobie zwłoki przez ramię i wyszedł z pomieszczenia. Bez problemu wyszedł z budynku i rzucił ciało na wóz cieciów.
    - Zaraz przyniosę formularz do podpisania. – zwrócił się do ciecia od zwłok.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  29. - Nie wiedział, ze to jego ojciec. i teraz nie przyjmuje tego za prawdę, bo jak sam twierdzi, podobało mu się to co robili. Poza tym uważa swoją matkę za dość mało inteligentną ździrę i uważa, ze pewnie sobie to wymyśliła. No ale tego to ja już nie jestem w stanie zweryfikować.
    Pościelił łóżko swojemu gościowi. Uchylił okno by trochę przewietrzyć w środku.
    Odstawił kieliszek na stół i spojrzał na swojego gościa. Rasputin miał nawyk wpatrywania się w ogień. Nie mrugał wtedy i w takiej pozycji mógł spędzić długie minuty a nawet godziny. W językach ognia można było dostrzec bardzo wiele. On, w chwilach swojej dziwacznej medytacji pił wino i palił papierosy.
    - Nie wiem. - odparł. - Może gdybym wiedział, że mogę zmienić to co się wydarzyło, ze mogę zmienić całe swoje późniejsze zycie, to wróciłbym. Jednak gdybym miał to wszystko przeżywać raz jeszcze, nie zdecydowałbym się. Dlaczego pytasz? Czego ci tu brakuje?

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  30. Nie odszedł daleko. Przebył klkadziesiąt kilometrów, mknąć na ukradzionym motocyklu. Zdążył zmienić znów tożsamość i mundur. W czarnym mundurze z czaszką na czapce, prezentował się dużo lepiej. Przybrał twarz jasnowłosego oficera, którego pożarł. Przyglądał się swojej nowej twarzy w lustrze, we wręcz luksusowej kwaterze SS, w której spędzał noc. Nawet mu się podobała. Miał duże szczęście, że trafił właśnie na tego oficera, ponieważ właśnie on miał jechać na południe do podziemnego kompleksu.
    Nawoływanie usłyszął bardzo wyraźnie. Uśmiechnął się szeroko.
    - A więc jednak... - mruknął do siebie, z zadowoleniem. Zostawił pod łóżkiem znacznik, by wiedzieć gdzie się przenieść z powrotem i pozwolił by wołanie porwało go daleko.
    Stanął za nim. Czarny mundur zlewał się z mrokiem pokoju. Przechylił nieco głowę w bok.
    - Raczej chciałeś sprawdzić, czy nie zwariowałeś. - odparł, z uśmiechem. - Mam tak wyglądać? Czy wolisz moją twarz, tą z którą się urodziłem? Z tego co wiem lubisz jasne włosy...
    Podszedł bliżej i bez większego wahania, przycisnął pana majora do ściany, wsuwając kolano między jego uda.
    - Mogę też wyglądać jak Hans. Przyznaj że lubiłeś patrzeć na niego gdy jego głowa poruszała się między twoimi nogami.
    Zdjął czapkę z głowy i niedbałym ruchem rzucił ją za siebie.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  31. - Brakuje ci poczucia stabilności. Przekładasz na wspomnienia i tęsknotę za przeszłością poczucie samotności. Chciałbyś by ktoś na ciebie czekał gdy będziesz wracał z misji. Dawniej, miałeś swój cel i rodzinę. Chciałeś być zapamiętany. Chciałeś zostać kimś wielkim... I udało ci się to.
    Zamilkł gdy Erwin usiadł obok niego na kanapie. Przyglądał się chwilę rozmówcy, z niemałym zainteresowaniem. Wiele pracy włożył w to by ten człowiek otworzył się przed nim i przed sobą samym.
    - Na początku naszej znajomości, nie chciałeś się przyznać do swojego pociągu do mężczyzn. Współcześnie nie jest to powód do wstydu ani strachu, bo nie grozi za to ani śmierć ani kalectwo. Jednak też nie odrzucasz zalotów i flirtów kobiet... Może powinieneś się zastanowić nad... związkiem? Poczuł byś się stabilniej. W Fabletown można spotkać wiel ciekawych osób każdej płci. Jesteś atrakcyjnym mężczyzna. Zapewne gdybyś się trochę postarał, szybko znalazłbyś sobie kogoś odpowiedniego.

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  32. - Owszem. Taką dostałem w prezencie od rodziców.
    Przez ledwie sekundę czy dwie, jego twarz zmieniała się, przybierając swój zwyczajny wyraz i rysy.
    - Chyba dawno się nie rżnąłeś skoro masz taką ochotę... poradzę sobie z twoim temperamentem.
    Pozwolił mu się rozbierać. akurat taki miał kaprys. Swój pas, kopnął bliżej łóżka by w razie czego był w zasięgu ręki. Erwin jeszcze nie wiedział na co a raczej na kogo sie porwał. Demon miał dużo więcej sił niż zwyczajni ludzie. I do tego dysponował większą wiedzą na temat rozkoszy cielesnych.
    Dłonią złapał go mocno za twarz, ściskając mocno policzki. Przycisnął mocnoe wargi do jego, nie pozwalając mu się odsunąć. Całował go mocno, rozpinając przy tym koszulę. Nie męczył się nawet z rozpinaniem jej do końca. Wystarczyło kilka guzików. Pociągnął materiał do góry by zdjąć mu ją przez głową. Major uniósł ręce by Lex mógł się jej szybciej pozbyć, ale diabeł nie zamierzał zdejmować jej do końca. Uwięzione w rękawach ręce Erwina trochę uniemożliwiały mu ruchy. I obaj o tym wiedzieli. Diabeł pocierał udem krocze swojej nowej ofiary, odbierając mu oddech kolejnymi pocałunkami.
    - Czy twoje łóżko skrzypi? - spytał całkowicie poważnie, rozpianjąc mu pas i rozporek.

    [ Dobry pomysł :D Tylko obawiam się tych wniosków do których dojdzie Cillian XD ]

    OdpowiedzUsuń
  33. Ludzie zawsze go fascynowali. Mieli w sobie tyle sprzeczności... Danie im wolnej woli było błędem. Jednak z drugiej strony, dzięki temu mógł ich kusić, nęcić i drażnić tak jak chciał. Jednakże teraz, gdy świat był pogrążony w wojnie trudno było się bawić. Zwłaszcze gdy dostawało się Mission Inposible "z góry", jednocześnie nie dostając nic co ogłoby tę misję ułatwić. Durne anioły sobie wyobrażały cuda... A on był tylko zwykłym demonem, niestety całkowicie śmiertelnym.
    Jednak wszystko miało swoje dobre strony. Mógł spotykać na swojej drodze takich niewyżytych ludzi, jak ten tutaj, który w zwykłych warunkach bez problemu rozładowałby swoją chuć.
    Pochlebiało mu to zainteresowanie. I zastanawiało go to, dlaczego ten cżłowiek się go nie lęka. Przecież był demonem, potworem, czymś co jego ziomkowie nazywali wybrykiem natury.
    Mógłby mu właściwie pokazać ten drugi rodzaj sexu... Mniej cielesny, ale dużo lepszy. Jednak tę opcję zostawi na później, kiedy nie będą mieli prywatności tak jak teraz. Złapie go sobie później, o ile znów zechce go wezwać.
    Miał więcej sił niż zwykły smiertelnik. Był też szybszy i zwinniejszy, jednak należał do szeregu pomniejszych demonów chaosu i wątpił by dostał awans i co za tym idzie, dodatkowe zdolności. A może nawet nieśmiertelność?
    Złapał majora za nogę, unosząc ją. Zmusił go do przewrócenia się na bok, prosto na łóżko. Sam podniósł się i bez zbędnego oczekiwania, rozpiął spodnie. Ponoć przyrodzenie odziedziczył po ojcu. Jednak gdyby chcial, mógłby sobie przywłaszczyć to należące do któregoś z pożartych ludzi. Właściwie mógłby nawet zmienić płeć na jakiś czas, jednak bycie mężczyzną podobało mu się najbardziej.
    Potem wepchnął mu swojego członka do ust. Poruszał miarowo biodrami, czując jak przyciska go językiem do podniebienia.
    - Całe szczęście, ze w obecnym wieku nie jeździ się już konno... Sopdłobyłoby dla ciebie jutro prawdziwą torturą. - dodał, uśmiechając się szalmowsko.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  34. Cillian słuchał uważnie swego rozmówcy, starając się coś wyczytać z jego twarzy. Coś było, tam głęboko. Coś ukrytego i raczej coś do czego Erwin nie chciał się przyznać. Jednak nie był pewien czy chce drążyć czy nie lepiej poczekać aż on sam zechce mu opowiedzieć o tym co go dręczy.
    - Żyjesz już parę lat na tym świecie. Powinieneś już dojrzeć do dokonywania pewnych wyborów i próbowania pewnych zmian, które mogą się okazać bardzo pozytywne w końcowym efekcie.
    Podrapał się po karku. Właściwie powinien położy się już spać. Rano miał pacjentkę. Jednak nie czuł się senny. Najlepiej pracowało mu się wieczorami i nocą. Gdy tylko zachodziło słońce wpadał w pewien tryb pracy. Mimo upływu wieków wciąż nie mogł się przestawić do pracy rano.
    - Może powinieneś rozważyć biuro matrymonialne, jeśli nie chcesz samemu szukać partnera czy partnerki? - pokiwał głową. - Dobrej nocy.
    Jeszcze jakiś czas siedział na kanapie. Wspominał przeszłość. Może gdyby nie zawahał ię zabić, jego życie potoczyłoby się inaczej? Dlaczego nie zabił tego czlowieka, a jak się potem okazało... diabła, od razu? Miał okazję. Czasem sam siebie nie rozumiał. Lekarze nie potrafią się sami uleczyć.

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  35. Właściwie nie powinien być zdziwiony. Tego się właśnie spodziewał... Od lat z resztą. Stracił czujność. Uznał że jest bezpieczny a to najgorszy błąd jaki można popełnić. Ci, którzy go ścigali już pewnie wymarli. Minął przecież ponad wiek. Wiele lat poświęcił na studiowanie ludzkiej psychiki. Chyba spodziewał się, że znajdzie u siebie jakąś uleczalną niegroźną chorobę umysłową. Jednak zamiast tego, znalazł pewnego rodzaju cel i obsesję, której się teraz trzymał. Swoje eksperymenty i badania porzucił niemal całkowicie. Leżący w bezpiecznej skrytce kryształ, który dawał mu nieśmiertelność był czymś na kształt jego serca, gdyby został uszkodzony Rasputin zmarłby momentalnie. Jednak ten kryształ mógł też dać nieśmiertelność innej osobie, wystarczyło tylko wyrwać z piersi maga drugi kawałek kryształu i umieścić go w piersi innej osoby.
    Uczucie niepokoju pojawiło się całkowicie niespodziewanie. Chociaż w pierwszej chwili myślał, ze to Erwin przyszedł po coś… Ale Erwin raczej nie zarzuciłby mu worka przesiąkniętego chloroformem na głowę.
    ***

    Nieprzyjemny, narastający ból głowy sprawiał, że czuł się ociężały i osłabiony. Ztrudnem zmusił mięśnie do napięcia się. Uchylił powieki. Siedział w pomieszczeniu, które przypominało tani pokój w motelu. Łóżko z obrzydliwe brudnym materacem, granatowa wykładzina pełna plam i śladów po zaciekach, tandetne meble, wyblakły od światła obrazem i łuszcząca się na ścianach farba. Po prostu cudownie…
    Zerknął na swojego również związanego towarzysza. Widoczie na Erwina zabrakło im chloroformu.
    - Pewnie się zaraz dowiemy czego chcą. Kimkolwiek są… Chociaż chyba się domyślam.

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  36. - Nigdy nie wątp w moje możliwości… Później pokażę ci jeszcze inne sposoby w jakie mogę dawać rozkosz.
    Zszarpał z majora resztę ubrań. Miał go teraz całego dla siebie. Złapał mocno jego członka i również zaczął go pobudzać, chociaż niewiele mu było trzeba. Wydawał się nieźle podniecony tym co się działo i tym co miało się dziać. Pocałunki stawały się coraz bardziej chaotyczne, mokre i mocniejsze. Badali swoje ciała, aż w końcu podniecenie stało się wręcz bolesne. Mógłby mu dać teraz dojść. A potem jeszcze raz i jeszcze raz. Bardzo rzadko kończył na dwóch orgazmach. Ale w tych warunkach, dłuższa zabawa mogłaby być ryzykowna.
    Zsunął się nieco niżej i złapał jego członka między zęby. Lizał i ssał go aż wsunął go sobie całego do gardła. W odróżnieniu od ludzi, nie miał odruchu krztuszenia się i mógł sporo wytrzymać bez kolejnych oddechów. Brał go w całości, przyspieszając co chwilę ruchy głowy, aż poczuł cieplą maź, niemal palącą w gardło. Wyciągnął jego fiuta z ust i spojrzał prowokująco na Erwina.
    - Ja cie będę teraz rżnął… I za każdym razem gdy będziesz takiego kolejnego rżnięcia chciał, będziesz wciskać sobie mojego fiuta w gardło aż do samego końca, a potem sam się do mnie wypniesz.
    Wypluł na dłoń wszystko to co wypłynęło z członka Erwina do jego gardła. Niczego nie można marnować. Przewrócił go na brzuch i podciągnął jego biodra do góry. Kilka klapsów zabarwiło pośladki majora na wręcz uroczy różowy kolor. Wetknął palce uwalone śliską mieszanką spermy i śliny między pośladki, wciskając je powoli w jego tyłek. Osrzegła… Erwin miał jeszcze możliwość by się wycofać…

    Pieprzył go silnymi, pełnymi pchnięciami, co chwilę trafiając w stercz. Czuł jak jego kochanek się spina i hamuje pomruki rozkoszy. Wyszedł z niego na chwilę, by zmienić pozycję. Na prześcieradle świeże plamki spermy były czymś w rodzaju trofeum. Przekręcił Erwina na plecy, umieszczając jego nogi na swoich ramionach. Znów w niego wszedł i znów brał go mocno. W pewnym momencie ręką złapał majora za szyję i ścisnął. Wiedział gdzie i jak mocno ściskać by podduszenie potęgowało przyjemność. Możliwe że jutro pojażą się ślady tej rozkosznej zabawy, w postaci siniaków na szyi, ale trudno. Ta mała niedogodność jest tego warta.
    Gdy Erwin dochodził po raz trzeci, zdecydowanie najbardziej intensywnie, zacisnął się na nim tak mocno że i demon nie mógł już wytrzymać. Trochę szkoda, bo planował pieprzyć go jeszcze w usta i tam się spuścić. Przez chwilę obaj się nie ruszali, smakując tę chwilę. A końcu Lex wysunął się ze swojego kochanka i opadł obok niego na łóżko. Zapach seksu i potu inosił się w powietrzu. Cudowna woń…
    - Masz papierosy? – spytał w końcu, gdy oddechy nieco im się uspokoiły.


    Lex

    OdpowiedzUsuń
  37. Wziął papierosa, odpalając od płomienia całkiem ładnej zapalniczki majora. Zaciągnął się mocno dymem. Zawsze lubił palić po seksie. Był to pewnego rodzaju rytuał.
    - Następny raz, może być bardziej... czysty. Wystarczy, ze wejdę do twojej głowy. Chociaż ja wolę taki. - znów zaciągnął się dymem. Przyglądał się chwilę siwej stróżce, unoszącej się w powietrzu.
    Pochlebiały mu zabiegi Erwina. Chyba już wtedy postanowił się nim w pewnym sensie opiekować. Człowiek ten potrafił zabijać i lubił to. Potrafił grzeszyć i to cudownie grzeszyć. i to tego ta pycha... Wszystko do diabły lubią najbardziej.
    - Właściwie jestem. Ale to nawet lepiej. W niebie zanudziłbyś się i groziłoby to drugim zgonem. W piekle rządzi mój szef, Lucyfer. Wszystko zależy od niego... Możesz dostać pokój pełen chętnych przystojnych młodziaków... - wypuścił kolejny kłąb dymu. - Ale to wszystko zależy od niego... Podobasz mi się. Masz wszystkie cechy, które pociągają nas u ludzi. Gdy przyjdzie twój czas, to moze wstawię się za tobą byś otrzymał nagrodę zamiast kary.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  38. Zaśmiał się, kręcąc lekko głową.
    - Nie zdziwiłbym się dyby to był on. A skoro z tobą rozmawiał to możliwe że ma wobec ciebie plany. Chociaż wolałbym by cie zostawił dla mnie.
    Wplótł palce w jego włosy, wilgotne od potu. Wcisnął niedopałek w kryształową popielniczkę, stojącą na szafce obok łózka. Zupełnie nie pasowała do wystroju.
    - Może zabiorę cie do swojego domu, jako moją maskotkę. Przyda mi się ktoś, kto będzie bez problemu trafiał do duszyczek umarłych. Gdy przychodzi moja kolej na wartę przy martwych, muszę ich trzymać w ryzach. Kiedyś używaliśmy łuków i kusz ale skoro technika poszła do przodu... ja używam karabinu. Będziesz miał świetną zabawę. Nawet nie wiesz jak oni cudownie jęczą gdy się ich trafia.
    Oddał pocałunek, pogłębiając go nieco. Trochę normalności w tym chaotycznym świecie było potrzebne każdemu.
    - To pytanie musisz kierować wyżej. - odparł z uśmiechem. - Ja żyję juz... kilka wieków. Może mileniów? W piekle czas płynie inaczej. Tam zostałem poczęty i tam się narodziłem. Pytaj jeśli chcesz... odpowiem na wszystkie pytania, jeśli zdołam. Ja nie kłamię. Niemal nigdy... Zdarza mi się okłamywać Lucyfera gdy jest nawalony.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  39. - Ja należę do szeregu demonów chaosu... Zwą mnie pożeraczem grzechów albo kolekcjonerem dusz. Powierzają mi zadania, które wykonuje. Nie zwodzę ludzi... No, chyba że akurat nie mam co robić.
    Palcami masował skórę na jego karku i ramieniu.
    - Ale tak, to właściwie taki jakby konkurs. Wybierają sobie kogoś czystego, niemal świętego... i rzucają mu pod nogi wszystko to co normalnego człowieka pociąga, czego pożąda, pragnie i co kocha. Jeśli czysty się skusi, demon ma punkt, a jeśli nie... Zwykle ginie w jakimś wypadku czy w mękach okrutnych by nikt nie musiał oglądać swojej porażki. A ci z góry zwykle chcą go wyświęcić.
    Zapalił kolejnego papierosa. Przesunął fajkę do ust Erwina by też mógł się zaciągnąć.
    - Swego czasu była wielka kłótnia... Czy jeśli ktoś zabija w imię Boga to powinien trafić do nieba czy piekła? Wszyscy poszli do piekła. Smażą sie aż miło. Pachną jak pieczona wieprzowina i zawsze chce mi się jeść gdy obok nich przechodzę. Od czasu do czasu się kogoś wypuszcza, że niby już odbył swoją karę i albo idzie do czyśćca jeszcze, albo do nieba albo odsyłają go na ziemię by przeżył swoje życie jeszcze raz. - zaciągnął się dymem z papierosa. - W niebie są puchy i jest tam cholernie nudno. Do nieba trafiają głównie dzieci bo jeszcze nie zdążyły nagrzeszyć.
    Były chwilę gdy miał dziwną ochotę na bycie z kimś blisko. Miał wrażenie, ze Erwin również własnie tego potrzebuje. Na codzień zimny i mrukliwy, ale czasem zupełnie inny.
    - Nie widziałem Boga. On nigdy nie ma czas... Rozmawiam za to czasem z jego pierzastymi koleżkami. Są aż nazbyt święci i upierdliwi.
    Dopaplili papierosa. Lex wcisnął niedopałek znów do popielniczki. Spojrzał na zegarek na swoim nadgarstku. Należał do tego pułkownika SS, który obecnie łkał wewnątrz jego głowy, przepraszając każdego najmniejszego owada za wyrządzoną krzywdę.
    - Różnie to bywa. Zwykle widać w piekle ludzi w sile wiek, bo tacy najlepiej pracują i są najmniej pogodzeni ze śmiercią i bólem. Ale bywają też starcy... Na razie się tym nie przejmuj. Jeszcze nie umierasz.
    Miał jeszcze czas. Zniknie stąd przed wschodem. Zgodnie z planami, miał wyruszyć rano z kompanią na południe, do podziemnego kompleksu czyli właśnie tam gdzie chciał się znaleźć.
    - Wezwiesz mnie jeszcze? - spytał - Możesz mnie też wezwać gdy będziesz miał kłopoty, nie tylko po to by sobie pofolgować.

    Lex


    OdpowiedzUsuń
  40. - Wiecie za jaką informację zapłaciłby najwięcej nekrofil zoofli? - spytał nagle Rasputin, całkiem odbiegając od tematu. - Chciałby wiedzieć gdzie jest pies pogrzebany.
    Ten stary dowcip rozśmieszył tylko tego z porywaczy, który stał najbliżej niego. Ten za Erwinem wydawał się zbity z tropu. Rasputin uśmiechnął się lekko. A więc... jeden był niezbyt rozgarnięty, drugi miał to wszystko w głębokim poważaniu, a szef tej całej bandy najwyraźniej niewiele o nim wiedział.
    - Jaki rytuał? - spytał, patrząc szefowi grupy prosto w oczy. Wciąż miał to dziwne, inteligentne świdrujące spojrzenie które potrafiło wtłoczyć do umysłu obłęd, kropla po kropli.
    - Ale zanim to, chce od was wieczystej przysięgi, że mojemu koledze nie stanie się żadna krzywda, już nie mówiąc o nieplanowanym zgonie. Dla niedoinformowanych, wieczysta przysięga polega na tym, że za jej złamanie karą jest śmierć.

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  41. - Mam wrażenie, że nie do końca wiecie kim jestem... Byłem palony żywcem, topiony, pobity na śmierć, zastrzelony, powieszony, otruty... i mam się wciąż całkiem dobrze. Mogę wam niczego nie powiedzieć. Możecie mnie próbować zamęczyć na śmierć ale niewiele to wa pomoże. A gdy się już mną znudzicie ja was znajdę i będziecie bardzo żałować tego co chciecie zrobić.
    Znów wbił swoje świdrujące spojrzenie w oczy szefa gangu.
    - Dlatego... trzymajcie łapska z dala od mojego kolegi. Jego życie jest dla was gwarancją dobrego zdrowia. A ze mną, łatwo się da dogadać... A zatem... o jakim rytuale mowa? Jeszcze nie wiem czego chcecie. Nie wiem czy to jest realne...

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  42. Rasputin pokręcił głową. Dlaczego zawsze chcieli tylko tego? Nie eliksiru który zmienia ołów w złoto,(który właściwie nie istnieje, ale znał sprytny sposób na oszukanie imbecyli), ani czegoś na wzrost potencji... Wszyscy chcieli albo żyć wiecznie albo skrzesić umarłego.
    - Wiecie jak wysoka jest cena, którą trzeba zapłacić za wypuszczenie z piekła jednej duszy? Macie tu gdzie pochować sto ciał ludzkich? Jesteście w ogóle gotowi zamordować setkę niewinnych osób dla jednej duszy? A co z ciałem? Kiedy ten ktoś zmarł? Trzymacie ciało w lodzie? Jak zaczęło się już rozkładać to jak mam go ożywić? Będzie gnił i się rozpadał jak zombi.
    Trochę przesadzał z tą setką dusz, ale nikt nie musiał o tym wiedzieć.
    - Chyba że macie gdzieś w pobliżu zbiorowy grób, który ma co najmniej 10 lat i nie był nigdy wcześniej rozkopany. No co tak patrzycie? Myślicie że nekromancja to stawianie kart, chodzenie w głupiej szpiczastej czapce i rysowanie prentagramów? - poprawił się na krześle. Więzy wbijały mu się w nadgarstki. Pieczenie świadczyło o tym, ze już przecięły skórę.
    - Jak mi przedstawicie dokładnie sytuację to wam powiem co da się zrobić. Może chociaż się lalkę uda zrobić...

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  43. - Snajperów nie bierze się do niewoli. Takich zabija się na miejscu... Żołnierze idą na przeciw siebie i się zabijają a snajperzy ukrywają się w cieniu i strzelają z ukrycia. Słyszełem o zasadzie trzech kul. Dobry pomysł... Ale właśnie przez takie pomysły snajperów zabija się na miejscu. Więc pamiętaj... jak cie złapią, wyrzuć lunetkę. A potem mnie zawołaj.
    Miło było leżeć obok tego ciepłego ciała. Musiał się tym zadowolić na długi czas. Podróż na południe była długa i niebezpieczna. Że też nie dali mu skrzydeł.
    - Wszyscy jesteśmy żołnierzami. Ja też jestem... wykonuje tylko rozkazy.
    Podniósł się i usiadł na łóżku. Erwin wydawał się nejlepszą rzeczą jaka go spotkała od dłuższego już czasu.
    - Nie zdiw się jak nastęnym razem będę kobietą. - zachichotał. - Zdarza mi się to. Ludzi bardzo łatwo się zwodzi.
    Przyjrzał mu się z uwagą. Nie wyglądał na delikatnego i spokojnego. I chyba to mu się tak bardzo spodobało gdy zobaczył go po raz pierwszy.
    - Powiedz mi, byłeś na południu? W podziemnym kompleksie?

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  44. Cillian zmarszczył brwi. Miał od czynienia z głupcami. Oni na prawdę myśleli, że wskrzesi jakąś kobietę? Już prędziej wywoła jakiegś demona który zeżre ich wszystkich za karę. A poza tym, nawet jeśli chciałby ją wskrzesić... to nie miał przy sobie większości notatek, w których miał receptury. Wszystkie notatki, zapisane były skomplikowanym szyfrem, który tylko on umiał odcyfrować.
    - Muszę wiedzieć wszystko... Przyczynę śmierci, wzrost, wagę przed śmiercią i wagę tuż po śmierci... To nie jest proste zadanie. Dusza waży średnio 8 gram. Ale czasem bywa cięższa. Jeśli źle wyliczę, mogę stworzyć warzywo w śpiączce. Wy ludzie, myślicie że to wszystko jest takie proste...
    Spojrzał na Erwina. Liczył na to, ze jego towarzysz uwolni ich obu, zanim zmuszą go do zrobienia czegoś głupiego. Chciaż... jak mieliby go zmusić? Nie można było go zabić. Można było tylko zadać ból... A on bardzo bał się bólu. Było mu tak wstyd, że bał się cierpienia.
    Poszedł ze swoimi porywaczami tam gdzie chcieli. Wydawało się, ze byli w jakimś opuszczonym motelu. Zabite deskami okna, brudne porwane dywany, odpadające z sufitu burczące świetlówki. Po dywanie bez strachu kroczyły karaluchy. I jeszcze ten zapach... Właściwie nie do określenia mieszanka kurzu, chemikaliów, zgnilizny, wilgoci i innych dziwności.
    Zaprowadzono ich do większego pomieszczenia, w którym sądząc po ilości rzuconych na kupę połamanych krzeseł i stolików, było kiedyś restauracją. Większość okien było całych ale przez szpary między listewkami zamkniętych okiennic wpadało nienaturalnie czerwone światło, chyba z jakiegoś neonu.
    Rasputin spojrzał na wytarty i poplamiony bordowy dywan.
    - Zwińcie dywan. Nie da się na nim rysować. Gdzie ciało?

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  45. - Wezwij mnie gdyby działo się coś, z czym nie poradziłbyś sobie sam. Jako moja maskotka masz specjalne względy.
    Przycisnął wargi do ust Erwina. Musiał jeszcze zgłosić jego osobę do tych "wyżej" by przydzielili go jako jego duszę. Lucyfer powinien się zgodzić. Z resztą, on miał to wszystko gdzieś, więc pewnie nawet nie zwróci uwagi na to co podpisuje.
    - Sypiamy. Rzadziej niż ludzie, ale sypiamy.
    Zaczął się ubierać. Przez kilka chwil skakał po pokoju na jednej nodze, starając się wciągnąć buty. Wysoka cholewa wyglądała świetnie, ale zakładanie i zdejmowanie ich było koszmarkiem.
    - Znalazłem sobie takiego, którego wszyscy się boją. Syn kogoś ważnego w Berlinie więc mogę wydawać dziwne rozkazy i nikt ich nie zakwestionuje. A będą dziwne...
    Zapiął koszulę. Wsadził ją w spodnie. Przystosował już wcześniej swoje ciało do gabarytów pułkownika by zmieścić się w mundur.
    - Nie jestem po niczyjej stronie. Musiałem się po prostu tu dostać. Chociaż teraz mam na sobie mundur niemiecki, więc masz obowiązek mi pomagać. - podszedł i znów go pocałował. Tym razem na pożegnanie.
    - Ludzie nigdy nie przestaną mnie fascynować. Do zobaczenia.
    Ugniatał chwilę palcemi twarz aż znów wyglądał jak jasnowłosy przystojniaczek o zaciętym wyrazie twarzy. Włożył czapkę. Wziął głęboki oddech i po prostu wyparował.

    Usiadł na łóżku w swojej kwaterze. Było dużo wygodniejsze niż to, w którym się kochali ale nieprzyjemnie chłodne. Umył się w chłodnej wodzie i położył się spać. Nie potrzebował wiele ale każda okazja powinna być wykorzystana na sen.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  46. Już zaczął obmyślać jakieś plan. Skoro nie przestraszyło ich to, że będą musieli sprowadzić i zamordować setkę osób, i to w jedną, ewentualnie dwie doby i to, że kobieta może nie być do końca żywa to świadczyło tylko i determinacji tych ludzi.
    Na szczęście nie było to konieczne. Erwin spisał się doskonale. Ian odetchnął z ulgą, gdy jego kolega tak sprawnie poradził sobie z napastnikami. Rozmasował nadgarstki, obtarte przez więzy.
    - Wygląda to jak jakiś stary motel. - podszedł do zabitego dechami okna i starał się zobaczyć coś w szparach miedzy deskami. - Nic nie widać...
    Wziął broń od Erwina. Sprawdził magazynek, przeładował. Miał wielokrotnie doświadczenie z bronią. Potrafił się nią posługiwać.
    - Dam sobie radę. Poszukajmy wyjścia. Jakoś nas tu wnieśli przecież.

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  47. Często wracał mylami do Erwina, gdy tylko miał ku temu mozliwość i czas. Dokończył zadanie. Dopilnował by przejścia do podziemnego kompleksu zostały zasypane i odcięte. Znalazł główne plany kompleksu i zmodyfikował je, usuwając z nich ślady pewnych korytarzy i miejsc.
    Praca się skończyła więc, zaczął sie zastanawiać jak pędzić otrzymane kilka dni urlopu. Przeniósł się na południe Włoch, przybierając postać uroczej, długnogiej włoszki o niezwykle pięknych kasztanowych włosach. Właśnie ubierał się po opalaniu, gdy usłyszał wołanie. Uśmiechnął się szeroko. Więc jednak o nim nie zapomniał...

    ***

    Stanął w pokoju, całkiem przyjemnie urządzonym, postukując obcasami wysokich butów.
    - Już myślałam że o mnie zapomniałeś. - powiedział melodyjnym kobiecym głosem. - Mam nadzieję, ze użyczysz mi swojej koszuli i spodni. Mogą być te które masz teraz na sobie.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  48. [No to może wątek z Erwinem? Mógłby uczyć Frosta historii. xD On jest totalnie niededukowany, wręcz geniusz inaczej, bo nigdy się niczego nie uczył. Tylko nie wiem jak to rozwinąć, mam pomysły, ale dość mi ciężko. Liczę na twą pomoc~ :)]


    Jack

    OdpowiedzUsuń
  49. - Czasem lubię być kobietą. Wiesz ile można załatwić, mając duże cycki w świecie zdominowanym przez mężczyzn? - żachnął się. - Wystarczy kilka sztuczek i już wszyscy się ślinią.
    Przeciągnął się. Zaczął przechadzać się po pokoju, oglądając jego wystrój.
    - Mogę przybieać formę tylko tych, których zjadłem i których aktualnie w sobie mam. Jeśli się uprę to mogę być zwierzęciem, ale nie jest to zbyt przyjemne. Dziećmi też bywałem. Starcami, karłami, bogami, szarlatanami... Każdym kto mi wpadnie w oko i kto może mi się przydać.
    Podszedł do Erwina. Położył dłonie na jego piersi i gładził chwilę jego tors.
    - Ależ się zaprawił... Trzeba było mnie wezwać zamiast dać się poranić. Może... będę mógł cie wyleczyć. Ale nie wiem czy zechce... - westchnął. - Musisz mnie przekonać że warto.
    Zgrabnie, wyćwiczonym ruchem objęła go za szyję. Michell, dziewczyna którą zjadł i której postać obecnie przybrał zawsze miała czego chciała. Z gracją i bez strachu uwodziła żołnierzy by dostać się bliżej generałów, którzy dawali jej wszystkiego czego zapragnęła. A teraz jej ciało gniło w ziemi, a Lex mógł czarować jej wdziękami kogo chciał.
    Zacisnęła palce na włosach majora.
    - Nie podobam ci się? - spytała z udawanym świetnie żalem, robiąc smutną minę.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  50. - To miejsce jest dziwne. - przyznał Rasputin, człapiąc za Erwinem. Wstyd było się przyznać, że bał się bólu. Jednak żaden człowiek nie mógł go zabić, więc czuł się z miarę pewnie.
    - Panuje tu dziwna atmosfera. Coś się tu musiało wydarzyć. Jednak nie umiem powiedzieć co dokładnie... Ale to miejsce jest bardzo mroczne, zupełnie jakby było w innym świecie.
    Mówił bardziej do siebie iż do Erwina. Zwykle sens słów dochodził do niego dopiero gdy wypowiadał je na głos.
    Nagle usłyszeli odgłos ciężkich kroków. Raspotin przystanął i obejrzał się. W głębi korytarza, zza rogu, wyszła bestia. Szła na dwóch nogach a raczej kopytach. Duże bawole sękate rogi niemal tarły o sufit. Bystre niebieskie oczy besii wydawały się być podświetlone od wewnątrz. Szybko doszedł ich głęboki zapach piżma, trawy i surowego mięsa.
    Cillian poczuł jak krew odpływa mu z twarzy. Zrobiło mu się zimno. Złapał Erwina za rękę i pociągnął go, przyspieszając krok do biegu.
    - Kurwa, kurwa, kurwa, kurwa... - mruczał przekleństwa pod nosem, odwracając co chwilę głowę, by sprawdzić czy faun ich ściga. Zatrzymal się dopiero wtedy gdy był pewien, że są wystatczająco daleko.
    - Jest źle, bardzo bardzo bardzo źle. Musimy się stąd wydostać zanim nas dopadnie...

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  51. [No to liczę na jego cierpliwość. xD
    Jack do szkoły nie chodzi, zazwyczaj się bawi z dzieciakami, to nie wiem, Erwin mógłby zarzucić jakąś historyczną anegdotką, że robi coś jak ktoś tam w jakimś roku (najgłupsze co mi przyszło, to strzela jak Niemcy w '39...)?, Frost nie zakuma o co chodzi i będzie miał kompletnie głupi wyraz twarzy, świadczący o jego braku wiedzy - to tu by się przydało go jakoś zaciekawić - na co nie mam pomysłu, acz to raczej nie powinno być trudne, bo jest to ciekawska persona. Potem może Erwin uzna, że zachęci go do nauki i sam będzie go szkolił z elementarnej wiedzy z naciskiem na historię? Nie wiem co Jack mógłby dać "w zamian" za naukę, czy satysfakcja edukacji tłumoka usatysfakcjonuje twą postać? Chciałabym wprowadzić też jakąś relację, by pokazać Erwinowi jakieś kolory życia, o których pisałeś poniżej w karcie, co prawda o związku nie mówię, acz jakaś więź, nie wiem, braterska(ze względu na różnicę wieku)?, ale z drugiej strony zastanawiam się, czy Erwinowi by to "pasowało". Oczywiście pomysły są do odrzucenia/zebrania, jestem otwarta! Tak mi się to wszystko nagromadziło i nie wiem, czy też nie przesadziłam. xD]


    Jack

    OdpowiedzUsuń
  52. [Czyli nie tylko mnie bawi ten tekst, to super. XD Okej, może być xD I tak, Frost jest typem osoby, który ni z gruchy wpadnie by kogoś wyrwać z domu, ale pod pretekstem "nudziło mi się, pomyślałem, że cię odwiedzę, chodźmy gdzieś".
    Z "bełkotu" wszystko zrozumiałam i chyba wszystko ustalone. :D To kto zaczyna?]


    Jack

    OdpowiedzUsuń
  53. Szkoła Andersena..., jak on uwielbiał to miejsce! Tutaj zawsze znalazł jakieś dzieciaki do zabawy! Zawsze byli chętni, by stoczyć bitwę na śnieżki nawet w lato i jesień. W końcu co to dla niego, stworzenie śniegu? Pffft. Łatwizna! Razem z chłopakami podzielili się na dwie grupy. Frost wiedział, że bez znaczenia do której pójdzie i tak się będzie świetnie bawił. Uprzednio zbudowali pseudo-bunkry ze śniegu, za którymi się schowali, a potem uformoawli pociski. Kiedy bitwa się rozpoczęła, jego drużyna spostrzegła, że zrobiła za mało śnieżek, dlatego dwaj z nich szybko dorabiali, niestety nie dociskali na tyle mocno, by były wytrzymałe i rozpadały się zazwyczaj przed trafieniem do celu.
    - Szturmem iiiiich! - krzyknął jeden z jego drużyny, a Jack wpatrywał się oniemiały na chłopaka. Wszyscy wstali i ruszyli do ataku na fortyfikacje przeciwnika.
    - Stój! Oni nas-
    Ale nim zdążył skończyć przeciwna drużyna zniknęła na chwilę. Podnieśli głowy z uśmiechami, by chwilę później obrzucić ich salwą śnieżek. Los drużyny Frosta był przesądzony. Przegrali. Jack pokręcił głową ze zrezygnowaniem i wstał z miejsca. Mimo że się świetnie bawił to, chyba jak każdy, lubił wygrywać i na swój sposób chciał to wygrać.
    Gdy usłyszał klaskanie podniósł głowę do góry, rozglądając się na źródłem dźwięku. Spostrzegł mężczyznę, chyba nawet młodego? Nie Jackowi oceniać wiek ludzi, czy tam baśniowców, gdyż sam nie wygląda na to ile ma lat. Słysząc jego słowa o jakimś Stalingradzie, Niemcach, Putinie i embarcośtam Unii czegośtam przekrzywił głowę na bok. O czym ten człowiek mówi?, pomyślał zaskoczony.
    Uważnie obserwował, jak mężczyzna zbiera śnieg i celnie wrzuca go do śmietnika, na co Jackowi zaświeciły się oczy. Szybko uformował kulkę śniegu w dłoni za pomocą magii, a potem powtórzył jego czyn, również trafiając do celu. Z usatysfakcjonowaną miną popatrzył na mężczyznę i czekał na dalszy ruch.


    Jack

    OdpowiedzUsuń
  54. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  55. - Mogę jeść zwykłe, ludzie jedzenie. Ale mogę się obejść bez niego.. Chociaż nie wiem ile bym wytrzymał bez pieczonego mięsa, słodyczy i alkoholu. - zachichotał - Jestem pożeraczem dusz. Z natury zjadam ludzkie dusze.
    Odsunął się o kilka kroków. Zsunął z ramion ramiączka sukienki, odpiął zamek z boku i pozwolił by materiał opadł na podłogę. Miał na sobie jedynie majtki i pończochy, ale skoro to Erwina nie interesowało...
    - Chętnie. Coś z procentami. I daj mi jakiś przyodziewek. Chyba że mam chodzić w tym. - wskazał na pas do pończoch.
    Czuł się rozleniwiony. Był spokojny i zrelaksowany, na tyle na ile pozwalała mu trwająca wojna. Chociaż właściwie, nigdy nie przejmował się ludzkimi konfliktami. Gdyby nie problemy z przemieszczaniem się, mógłby się przyzwyczaić. Jednak rozwój maszyn latających go fascynował. Może niedługo będzie można się przemieszczać a kontynentu na kontynent w godzinę czy dwie? Przyda mu się to. Lubił robić sobie wakacje i wyjazdy, gdy tylko czuł się przytłoczony.
    Odwrócił się w kierunku Erwina, opierając dłonie na biodrach.
    - No ruchy. Chyba nie każesz mi tu czekać całą noc.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  56. - To konkretnie jest strażnik. - mruknął Rasputin. - Ci idioci musieli go ściągnąć. Pewnie próbowali wskrzesić tę kobietę na własną rękę albo znaleźli przede mną jakiegoś idiotę, który schrzanił sprawę i ściągnął strażnika... Chyba ze... On już tu był. A jeśli tak, to mamy wielki problem.
    Rasputin podrapał się w czubek głowy. Musiał się zastanowić.
    - Tak, jasne. Spróbujmy się stąd wydostać. Może nas wypuści. Kurwa... gdyby tamci żyli, moglibyśmy ich oddać strażnikowi i tyle.
    Czuł jak rośnie w nim strach. Strażnik własnie ty się żywił. Strach, złość, nienawiść, żal... To wszystko przyciągało strażnika.
    Szedł za Erwinem, oglądając się co chwilę. Rasputin pchnął jedne z drzwi. Jednak pokój do którego weszli nie był pusty. Na łóżku siedział smutny klaun w czerwonej peruce i z umalowaną na biało twarzą. Trzymane w dłoni klauna kolorowe balony skrzypiały, ocierając się o siebie.
    Klaun powoli obrócił twarz w stronę gości, uniósł rękę i ścisnął czerwoną piankową piłeczkę, przyczepioną do nosa. Rasputin otworzył szerzej oczy. Strach jak gula podszedł mu do gardła. Podniósł broń i strzelił klaunowi prosto w głowę. Na ścianę trysnęła rozpylona krew i kawałki mózgowia. Klaun pozostał niewzruszony. Znów ścisnął swój nos.
    Obaj wypadli na korytarz, zatrzaskując drzwi.
    - O ja pierdole... - mruknął Ian.

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  57. - Ja nie miewam wakacji. Korzystam z momentów spokoju między zadaniem a zadaniem. Poza tym... Mam dużo rodzeństwa i zawsze ktoś coś ode mnie chce.
    włożył koszulę. Chwilę się zatanawiał czy nie zdjęć pończoch. Właściwie jakoś mu to nie przeszkadzało. Powrócił do swojego naturalnego wyglądu w kilka sekund. Pociągnął dwa łyki ze szklaneczki.
    - Przyznaj się... Po prostu chcesz się do mnie dobrać i oczekujesz, że będę się do ciebie się do ciebie przytulał. - stwierdził. - Chyba coś w tym jest...
    Objął go w pasie i przyciągnął do siebie bardziej. Musiał uważać, by być w miarę delikatnym by przypadkiem nie zgnieść jego ludzkiego ciałka.
    - Mogę się tu zadomowić...

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  58. - Nie myśl o tym czego się boisz, bo to wszystko się tu zmaterializuje. Zawsze kiedy się to mówi by nie myśleć o pewnych rzeczach to zawsze sie o tym myśli. Więc... Myśl o czymś co cie bawi albo podnieca. Przypomnij sobie najlepsze porno jakie oglądałeś. - pomasował skronie. - Ci idioci przyciągnęli Strażnika... Muszę się zastanowić jak to odkręcić.
    Szli przed siebie. Cillian wiedział, ze jeśli się zatrzymają gdzieś na dłużej, strażnik ich znajdzie. Zawsze kroczył tuż za nimi.
    - Ja nie mogę umrzeć o ile sam tego na prawdę nie zapragnę. Jednak Strażnik żadnego z nas nie będzie chciał zabić. Będziemy po powoli wariować ze strachu i poczucia wiecznego zagrożenia i niepewności. Strażnik karmi się strachem, zgadłeś. Zawsze przyciąga go czarna magia, zwłaszcza nekromancja. Miałem z nim kilka razy do czynienia, jednak... Wtedy było inaczej.
    Nie lubił mówić o swojej przeszłości. Nie lubił być oceniany.
    Wzruszył ramionami. Musiali znaleźć wyjście nim opadną z sił. Szedł obok Erwina, rozglądając sie niepewnie. Starał się przypomnieć sobie wszystko co wie o strażniku. Niedużo tego było, bo nikt nie zbadał dotąd tego zjawiska. Ludzie, którzy go widzieli nieczęsto przeżywali. Było kilka szkiców i to wszystko.
    - Jak wrócimy do miejsca, w którym zabiłeś tych głupoli to pobiorę od nich trochę... elementów.

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  59. - Świetnie. Zielony ogr to świetny przykład przypowieści. - fruknął sarkastycznie. - Nie mogę tak po prostu robić z ludzi nieśmiertelnych. To zawsze ma swoją cenę. Mnie na przykład rodzice oddali dla tych piekielnych w darze. Zawsze woleli mrok i ciemność niż niebo i białe skrzydła.
    Wolał by nie został rozdzielony z Erwinem więc złapał go za rękę.
    - Nie wyobrażaj sobie zbyt wiele. Po prostu razem mamy większe szanse...
    Rozejrzał się i pokręcił głową. To nie będzie proste... Ale jak Strażnik tak szybko wpłynął na tę rzeczywistość? Przecież wyjrzał przez okno. Byli w przydrożnym motelu... A to miejsce na pewno się w motelu nie znajdowało.
    - Nie możemy być w tej rzeczywistości... - mruknął. - Możliwe, że jesteśmy w czymś jakby sen... jakby...
    - Wymyślasz najbardziej skomplikowane rozwiązania. Zamiast iść prosto przed siebie...
    Obaj odwrócili się raptownie. Kilka kroków za nimi, opierając się o ścianę stał Rasputin. Wyglądał dokładnie jak Cillian, nie licząc mlecznych, zamglonych tęczówek i źrenic.
    - Teraz już wiesz gdzie jeteście? - spytał ten drugi Rasputin, uśmiechając sie wrednie.
    Ian poczuł jak krew odpływa mu z twarzy. Zrobiło mu się zimno, cofnął się o krok wpadając na Erwina.
    - Jeśli znasz siebie tak dobrze jak ja siebie, to mamy powazne kłopoty. - mruknął do towarzysza i pociągnął go w kierunku labiryntu. Biegli kilka chwil, aż Rasputin uznał, że TEN DRUGI ich nie dosięgnie.
    - Jesteśmy w Czarnej Chacie! - wrzasnął, łapiąc się za głowę. - Ale jak to możliwe?! Całe zycie unikałem tego miejsca...!

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  60. - Ah, piekło... to takie odległe miejsce. Będziesz pomagał mi unikać mojej rodziny. Mam dużo upierdliwego rodzeństwa...
    Uśmiechnął się uwodzicielsko. Pochlebiało mu zainteresowanie Erwina. Podobało mu się pragnienie w jego oczach. Cóż, był próżny. Lubił widzieć podziw dla swojej osoby.
    - Powiem ci jeszcze... Że wziąłbym cie na na fortepianie. - wskazał głową czarny instrument, który widawał się stary jak ten dom. - Ale szkoda mi tego instrumentu. Pewnie nie wytrzymałby tego, pozostając w jednym kawałku.
    Przywiązywanie się do ludzi było niebezpieczne dla istot demonicznych. Zawsze znajdzie się ktoś, kto zechce dokuczyć swojego koledze po fachu i spuści na takiego człowieka wszelkie nieszczęścia tego świata. Jednak Lex uważał Erwina za swoją słodką tajemnicę. nie miał zamiaru się nim chwalić nikomu.
    - Należysz do mnie. - szepnął, nim przycisnął wargi do ust Erwina. Mógłby zaprosić go do swojego umysłu i pokazać świat taki jaki on widzi, ale straszenie go teraz nie było dobrym pomysłem. Zwłaszcza, ze obaj mieli zamiar przeleżeć kilka długich godzin w łóżku.
    Ale z drugiej strony... Gdyby kochali się wewnątrz jego umysły, nie uszkodziłby bardziej ciała Erwina. Oderwał się od niego na kilka chwil. Włąśnie uświadomił sobie że przejmuje się zdrowiem i samopoczuciem tego człowieka. to bardzo zły znak... Chociaż z drugiej strony...? Co złego może się stać?
    - Pokażę ci coś, jeśli się nie przerazisz i nie uciekniesz. - zaproponował w końcu.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  61. - Odważny... Lubię takich.
    Zwykle ludzie bywali albo odważny albo głupi. Erwin wydawał się mu ufać, co było ogromnym błędem. Demony przywiązywały się do ludzi i miejsc. Jednak czasem, gdy były znudzone porzucały swoje zabawki na pastwę losu, czasu i przestrzeni.
    Alexander przycisnął mocno wargi do ust Niemca.

    Wciągnął Erwina do swojego umysłu, tam gdzie był panem i władcą.
    - Jestem. - odpowiedział, stając tuż za nim. Tym razem zamiast koszuli i bielizny miał na sobie idealnie skrojony garnitur. - Umysł ludzki składa się z warstw. Najpierw zawsze są drzwi. Przekroczenie ich jest bardzo trudne... Ale nie dla mnie. A to - zatoczył ramieniem, wskazując przestrzeń w której byli. - To mój umysł. Nie wpuszczam tu nikogo... No, prawie nikogo. Czasem zdarzają się przypadki wyjątkowe.
    Krok w przód wystarczył, by wszystko się zmieniło. Stanęli na lśniącej drewnianej podłodze, z ułożonych w różne wzory drewnianych paneli. Sala miała wysoki malowany sofit, zdobiony kominek w którym wesoło błękitnym płomieniem płonęły ludzkie czaszki.
    - Nie martw się, nie umarłeś. Nie pochłonąłem twojej duszy. Po prostu... Zaprosiłem cie. Tutaj czas płynie inaczej niż w rzeczywistości. Nie czujesz też bólu... Ale wszystko inne czujesz doskonale. - uśmiechnął się kokieteryjnie i pstryknął palcami. W sali pojawił się ciosany z grubego kryształu stół i dwa fotele. Na stole wyrosła karafka z bursztynowym alkoholem, wykonana z litego lodu.
    - Mogę cie oprowadzić po zakamarkach mojego umysłu... ale po co? Tam są tylko moje wspomnienia i kilka dusz które zjadłem. Tutaj, mogę stworzyć co zechcesz. - usiadł na jednym z foteli i wlał whisky do lodowych szklaneczek.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  62. - Każdy kto wchodzi do Czarnej Chaty trafia na pewne... próby, pewne rzeczy... Nie wiem jak to określić. Ale najważniejsze jest to, że Chata może wypuścić tylko jednego... Bo kazdy kto tu trafia otrzymuje swoją kopię, taką... złą. Mówią na to doppler. Zawsze ktoś musi zostać w Chacie, oryginał albo doppler. Mojego dopplera już widzieliśmy, został jeszcze twój. Jeśli któremuś z nich uda się wyjść przed nami będzie problem. Duży problem.
    Szedł a właściwie truchtał za Erwinem. Wciąż oglądał się za ramię, upewniając się że jego doppler już ich nie dopadł.
    - Oni wiedzą to samo co my. Mają nasz wiedzę i zdolności, chociaż niedawno się urodzili więc nie potrafią jeszcze z niej korzystać. Trzeba się spieszyć...

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  63. Jack obserwował poczynania mężczyzny i jego celne rzuty, wręcz z uznaniem kiwał głową, po czym przysiadł na murku i słuchał. Jego głos był nawet przyjemny, a to co mówił brzmiało ciekawie, w odróżnieniu od tych wszystkich nauczycieli, jakich spotkał na swojej drodze. Nie było to, że "pierwsza wojna wybuchła w którymśtamroku przez kogośtam cośtam bla, bla, bla".
    - A powiesz coś o Dziadku Mrozie? - zapytał zaciekawiony, po czym widząc zaskoczone spojrzenia chłopców szybko się poprawił: - powie pan coś? Co pan o nim wie, widział go pan kiedyś?
    Na jego ustach malował się figlarny uśmiech, był ciekaw co ludzie, bądź baśniowcy myślą o słynnym Dziadku Mrozie i czy wiedzą, że właśnie z nim rozmawiają. Zawsze lubił widzieć te zabawne reakcje.


    Jack

    OdpowiedzUsuń
  64. - Jesteś w mojej głowie. - zachichotał. - Tutaj mogę wszystko.
    Przymknął powieki, oddając się lekkim i przyjemnym pieszczotom Erwina.
    - Ale skoro tu jesteśmy i mamy trochę czasu...
    Podniósł się powoli. Wybrał jeden z matalowych prętów, wystający ze ściany i wyciągnął go. Potem wsunął jego koniec w płomienie kominka. Postanowił oznaczyć go już teraz. Poczuje ból dopiero gdy wypuści go ze swojej głowy. Ale to szybko minie.
    Wrócił do Erwina. Przyciągnął go mocno do siebie. Był taki ciepły. Wiedział czego pragnie. Wyczuwał to, niemal widząc. Zmienił pokój, dostosowując je do wyobrażeń Erwina. Nawet zapach i temperatura była odpowiednia.
    Sięgnął po pręt, wystający z ognia. Jego koniec jarzył się już na czerwono, rozgrzany i gotowy do użycia. Pocałował mocno swojego człowieka, przykładając jednocześnie rozżarzony koniec ze swoją pieczęcią do jego boku. Rozległ się cichy syk, gdy na skórze wypalał się znak.
    - Teraz jesteś już na pewno mój. Gdybyś się zgubił, zawsze do mnie wrócisz. - wymruczał, odrzucając stelę gdzieś w tył. Mimo wszystko wciąż pozostawał demonem. Zawsze brał to co chciał, nie przejmując się sprzeciwami i moralnością. Nie wiele obchodziło go to co myślą o nim inni.
    Wystarczyła tylko chwila by rozpakował Erwina z ubrań. Za bardzo go pragnął by czekać i się wstrzymywać.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  65. Z lekkim, wręcz niezdowolonym grymasem słuchał o złym pierwowzorze swojej postaci, acz na wspomnienie o wkładaniu do pieca się krótko zaśmiał. Kiedy usłyszał o tym, że jest porównywany do Świętego parsknął nieopanowanym śmiechem, łapiąc się za brzuch starał utrzymać równowage, ale spadł z murka, na którym zdążył usiąść. Nie był w stanie się opanować. On i Święty? Ta, aha, ta, dobra bajka! Ludzie to mają fantazję!
    W końcu podniósł się, podpierając ręką o owy murek i wychylił głowę zza niego.
    - Wierz mi lub nie, ale jestem Jack Frost! Ten psotny chochlik, pseudo-Mikołaj. A jeśli nie wierzysz to samo imię Jack po prostu wystarczy byś wiedział - machnął ręką z szerokim uśmiechem.


    Jack

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.