środa, 24 maja 2017

Why, oh, why can't I?


Dorothy Gale
zwykła dziewczyna | tancerka w "Moonriver Burlesque" | szemrane towarzystwo | domniemana choroba psychiczna | nigdy nie nazywaj mnie Dorotką, już dawno przestałam być dzieckiem | urocza kawalerka nad sklepem z alkoholem | Toto


Mogłaś być najpotężniejsza. Czarownica ze Wschodu brzmi dumnie, prawda? Mogłaś zająć jej miejsce. Wybrałaś za to rubinowe pantofelki, które okazały się Twoją zgubą.

Nie powinnaś wracać do Kansas. Wiedziałaś już, że tam nie pasujesz, że wizyta w Oz zmieniła Cię już na zawsze. Pamiętasz jeszcze jak chcieli zamknąć Cię w szpitalu psychiatrycznym za bzdury, które wygadywałaś? Pamiętasz ich pogardliwe spojrzenia? Nic takiego nie miałoby miejsca gdybyś po prostu tam została. Tam gdzie było Twoje miejsce.
Do Fabletown zawitałaś bardzo szybko rozbita stratą najdroższej ciotki. Uciekłaś z Kansas z nadzieją, że znajdziesz tam swoje miejsce, swój nowy dom. I w końcu tak się stało, prawda? Znalazłaś jedyną osobę której na Tobie zależy, którą interesują Twoje dalsze losy. Spotkałaś Czarnoksiężnika, który stał się dla Ciebie jak ojciec i najdroższy przyjaciel. Zadbał o Ciebie jak nigdy nikt co dało mu możliwość kontrolowania Twojego życia. Nie przeszkadzało Ci to, prawda? Przynajmniej na początku. Miło jest być kochaną.
Jak myślisz, jak zareagowałby gdyby dowiedział się gdzie pracujesz? Pewnie z dwojga złego wolałby ten obskurny bar na końcu miasta. Przecież wszystko jest lepsze od świecenia tyłkiem. Tyle, że postanowiłaś uczynić z tego sztukę. Odkryłaś artystyczną część swojej duszy. A może tak naprawdę miałaś dość etykietki grzecznej dziewczynki, Dorotko
Myślisz, że bardzo się zmieniłaś przez te wszystkie lata? Tak, też tak uważam. W końcu przestałaś wiązać włosy wstążką i nosić sukienki z bufiastymi rękawami. Przestałaś uśmiechać się na widok kwiatów i słońca. Przestałaś wierzyć w ludzi. Stałaś się prawie obojętną skorupą, którą ciężko zaskoczyć. Widziałaś już wiele, a doświadczyłaś jeszcze więcej. Dlatego nie powinni nazywać Cię Dorotką. Już dawno przestałaś być beztroską dziewczynką.
_______________________________________________________________
Cześć! Na wstępie zaznaczymy, że debiutujemy w takiej tematyce, więc proszę wytykać błędy, chętnie się czegoś nauczymy. Mam nadzieję, że nikomu nie skopałam wizji Dorotki, później będzie jeszcze gorzej. 
Na zdjęciu Sophie Turner, tytuł z Czarnoksiężnika z Oz i specjalne podziękowania dla xoxo. odnalezionej po latach ♥ burtona za ściągnięcie mnie tu i night tear za inspirację.
Męża szukam, miłości szukam, a tak naprawdę to ogromu dramy, chaosu i może kogoś, kto byłby w stanie ją ogarnąć, a nawet pokochać kiedyś.
Kontakt: elisaabethh@gmail.com & 40568973
Bawmy się!
NIE MAM NIC DO UKRYCIA

53 komentarze:

  1. [a tu tak pusto... No nic czas braki nadrobić i powitac Dorotke ;) Wyszla milo i przyjemnie.
    Wielu, wielu watkow, powiazan i oczywiscie checi i milego pobytu.]

    Shakuntala

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witam swoją pasierb... pracownicę! :D Trzymam kciuki za relacje z Ozem. Myślę, że nie ma sensu od samego początku lecieć z dramą - więc wymyślimy coś jeszcze, dla zbudowania im relacji, hm? Margot zaprasza. :D
    Skip the drama, stay with mama~]

    Margot & co.

    OdpowiedzUsuń
  3. [Doris musi się zachowywać. Margot kocha swoje dziewczyny całym swoim serduchem, ale nie bawi się w sentymenty, gdy ktoś przegina i to ostro. :D
    Mówisz, że chcesz zacząć od samego castingu?]

    Margot

    OdpowiedzUsuń
  4. [Mój boże, nienawidźmy się, ja Cię proszę. <3]

    Elphaba Harding

    OdpowiedzUsuń
  5. [Cześć! <3
    Doris jest taka niepoprawna, ma to na pewno po tatusiu... ekhem. Tak. Nic nie mówiłam :D I fejbjulus też jest, zwłaszcza na tym zdjęciu!
    Piszmy coś, zaczynamy neutralnie czy już od jakiejś dramy?]

    Oz Wielki i Potężny

    OdpowiedzUsuń
  6. [Hej! Witam cię bardzo serdecznie :) Dorotka wyraźnie dorosła i mam nadzieję, że będzie jej się dobrze pracowało u Margot, no i że "rozwinie skrzydła" w tym miejscu. Oby po mhrocznej ścieżce jako dorosłej kobiecie chodziło jej się równie dobrze jak za dzieciaka w rubinowych pantofelkach.
    Baw się jak najlepiej i dużo, dużo weny! :)]

    Cash

    OdpowiedzUsuń
  7. [Witamy na blogu! :D
    Koleżanka Lucy z klubu zawsze mile widziana <3
    Piękne zdjęcie! Aż jestem ciekawa, co wymyślicie z naszym Ozem :D Życzę samych ciekawych wątków.]

    Administracja & Lucy

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Witam serdecznie na blogu :)
    Życzę wielu ciekawych wątków i weny przede wszystkim :D
    W razie czego zapraszam do siebie, może coś wymyślimy ;) ]

    Alexander Heller

    OdpowiedzUsuń
  9. [Miło widzieć Cie na tym blogu, bo kojarzę nick, ale chyba nigdy razem nie pisałyśmy :D Sofia jest zdecydowanie najładniejszą Dorotką, którą widziałam, a sama kreacja postaci jest bardzo udana! Jaka kobieta mogłaby się oprzeć takim cudownym bucikom?! Wielu wątków, długiego stażu i w razie chęci zaproszę do siebie. Myślę, że jakoś się dogadamy :)]

    Amara

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Sophie! <3 Jak ja kocham rudowłose. Oj tak, uwielbiam, a wręcz mam słabość. To też przejść obojętnie obok nie mogłam XD
    Oczywiście nie tylko wizerunek jest cudny. Wykreowanie Dorotki idealne. Motyw psychiatryka cudnie tu pasuje. No i oprócz tego wszystkiego to nasze postacie pewno zostaną znajomymi po fachu, gdyż mojego pana czeka zmiana pracy :>
    Cudnych wątków i masy weny <3 W razie ochoty zapraszam do siebie ;) ]

    Huckelberry Jones

    OdpowiedzUsuń
  11. [Nie ma sprawy, bardzo miło było mi ciebie przywitać! Jeśli Dorothy chce się wpakować w kłopoty to proponujemy z Cashem ich "maleńkie źródełko" :)
    Ooo, mówisz o mitologii czy piosence Jamesa? Jeśli o tym drugim to naprawdę ultra miło mi poznać innego fana jego dzieł! :) Jeśli o pierwszym to też mi miło! :D]

    Cash

    OdpowiedzUsuń
  12. [O proszę! Uderzyłaś w bardzo wrażliwe struny u mnie, James to dla mnie wspaniały i interesujący człowiek oraz świetny artysta. Kocham jego muzykę w każdej formie. Jak uwielbiam ponad wszystko jego piosenki pod szyldem "Perturbator" (zwłaszcza na kasetach brzmi to masakrycznie dobrze!) to L'Enfant ostatnio bardziej do mnie trafia :) Naprawdę jest moc, a na koncertach nie musi nic mówić by porwać za sobą publikę. Wybierasz się na któryś czerwcowy koncert? Wrocław, Gdańsk? :) Ja mam nadzieję na powtórkę z Wawki!
    Którą piosenkę najbardziej lubisz jeśli oczywiście możesz wybrać jedną? Jak ci się ta najnowsza podoba, Tactical Precision Disarray? :)

    Ojej rozgadałam się, przepraszam... Możesz mi proszę opowiedzieć coś więcej o szemranym towarzystwie Dorothy? Spróbuje do tego dopasować gdzieś Casha :)]

    Cash

    OdpowiedzUsuń
  13. [ Postać rozwijała się z czasem, wszak jestem tu od pierwszego dnia bloga XD Na początku wcale Hakuś nie był tak dopracowany ;)
    Najbardziej uroczym powiadasz? :D Najprzystojniejszym i najgroźniejszym dodaj, a Jones się już nie odczepi. Lubimy jak łechtać jego ego <3
    To co? Masz jakieś wątkowe życzenia, marzenia, czy robimy burzę mózgów? :3 ]

    pirat bez ręki

    OdpowiedzUsuń
  14. [Oj tak, ta piosenka jest naprawdę świetna. Zwłaszcza to gwałtowne zejście w środku, daje połera kiedy się tańczy. Oj, I am the Night! Większość ludzi z którymi gadam zazwyczaj wybiera coś z Dangerous Days, a ty pojechałaś klasykiem. Naprawdę fajnie! :)
    Ojej przykro mi :c Daje trzy koncerty i byłam na warszawskim, a teraz na te dwa kolejne jadę chociaż podróż z Wrocławia do Gdańska w jedną noc będzie mega, mega ciulasta, ale nie takie rzeczy się już w trasach robiło :)

    Haha pod tym względem dogadamy się bardzo dobrze. Mam nadzieję wyhaczyć go w końcu po koncercie i poprosić o autograf bo ciągle mi ucieka!

    Rozmawianie z nieodpowiednimi ludźmi sprowadza kłopoty :)
    Może wpakujemy się w nie razem? Dorothy z ciekawości, bo za dużo pytała i ktoś ją wziął na celownik, a Cash bo w jednym momencie na chwilę przestanie się oglądać za siebie? Ktoś może ich bardzo brutalnie zgarnąć i uczynić ofiarami jednego z dziwnych miejsc dla bogatych i złaknionych emocji ludzików, chcących zabawić się w coś czego zwyczajne środowisko im nie da :)]

    Cash

    OdpowiedzUsuń
  15. [W sumie ciężko wybrać, zgadzam się - każda jest wyjątkowa na swój sposób i fajnie, że James ciągle eksperymentuje dodając znajomego sobie black metalu do nowych kawałków. Dąży gdzieś w tej muzyce i to jest super :)
    Nie ma sprawy! Jak ci się może uda pójść to nawet gdzieś na siebie wpadniemy :)

    Dla Dorothy to może być starcie z innym światem i możliwość zdobycia wiedzy, dla Casha możliwość zemsty na konkurencji która położyła łapy nie na tym człowieku :) Hmm... Może podam ci filmowe przykłady - kojarzysz takie filmy jak "Nekromantik", "Terror Firmer" Tromy i ciut popularniejsze "Srpski film" czy "Hostel 2" lub niesławną "Fabrykę Śmierci 2: Krwotok"? Chodziłoby o coś takiego, ale bez ekstremum tak obecnego w tych filmach - po prostu lekko tego dotknąć, ale nadal potraktować te materiały filmowe jako przykład. Nie chcemy tutaj w końcu w wątku otworzyć fabryki gore i zboczeństw, bo to blog, a tu przewijają się różni ludzie z różnymi gustami którzy lubią czytać wątki i lepiej oszczędzić im kilku scen :)

    O co chodzi w skrócie - miejsce gdzie są osoby, które płacą i mogą wymagać czego tylko chcą. Gdzie nie ma kar, jest dowolność wyboru "towarzysza", a dyskrecja jest zapewniana do granic możliwości póki wywiążesz się z płatności.]

    Cash

    OdpowiedzUsuń
  16. [Ojoj przykro mi :C

    Hmm... Żaden z filmów nie jest ciężki do zdobycia, ale najbliższy temu pomysłowi chyba będzie "Hostel 2". Jeśli masz dzisiaj czas na dużo cięższy film to "Srpski film" będzie w sam raz. "Fabryka Śmierci 2" w sumie możesz odpuścić, bo to bardziej z perspektywy oprawców niż "ofiar" :)]

    Cash

    OdpowiedzUsuń
  17. [Niegrzeczna Dorotka z domniemaną chorobą psychiczną, jak uroczo. ;) Życzę dużo dobrej (i rzecz jasna niepoprawnej) zabawy, no i wielu wątków. W razie czego zapraszam też do któregoś z moich panów.
    P.S.Pieseł przesłodki <3]

    D&D czyli Duncan&Drake... i Walter :)

    OdpowiedzUsuń
  18. [Halo, jestem, udało mi się zmotywować do ruszenia tyłka i wejścia! Wstyd tylko, że tak późno Cię witam, ale liczę, że mi wybaczysz. :D Ta "zwykła dziewczyna" mi się podoba, ale to już wiesz. No i cieszę się, że udało mi się namówić Cię na Fable! Szalej w wątkach, kochana.]

    Sweeney & Burton

    OdpowiedzUsuń
  19. [No witam! Aż mi głupio, że tak późno przychodzę ale urlop w końcu nie bez powodu, bo czasu ostatnio brak.
    Ah, Dorotka już nie taka słodka. ;) Cały pomysł bardzo mi się podoba, w końcu coś z tej dziewczyny wyrosło (no może niekoniecznie dobrego, ale jak kto woli). XD
    Tak sobie teraz jeszcze myślę, czy my przypadkiem na Burnley wątku nie miałyśmy. Elodie, Agnes i jej ucieczka podczas nocnego spaceru? Coś takiego albo kompletnie się mylę. Jeśli tak to bardzo przepraszam. XD
    No więc nie pozostaje mi nic jak życzyć cudownych wątków i dużo weny! No i w razie chęci zapraszam do siebie, może uda nam się coś z naszymi dziewczynkami wykombinować. :)]

    Valerie

    OdpowiedzUsuń
  20. [Najprawdopodobniej jeszcze tydzień i już będzie trochę spokojniej, także nad wątkiem w sumie możemy już myśleć. :)
    Pytanie tylko w jaką stronę idziemy. Coś w stylu psiapsie czy całkowita nienawiść? XD No zostaje nam jeszcze pierwsze spotkanie i rozwijająca się relacja w wątkach. Daj znać co tam Ci siedzi w głowie. :D
    PS. Reunion tak bardzo, ah! <3]

    Valerie

    OdpowiedzUsuń
  21. [O manio, ale czad! Tak, tak, tak! Jesteśmy jak najbardziej na tak! Co prawda Valerie w paniach nie gustuje, więc ostatecznie by pewnie Dorotce serduszko złamała, ale pomysł cudowny — najwidoczniej ze mną też jest coś nie tak. Valerie Moonriver odwiedza dosyć często w poszukiwaniu gorących ploteczek, więc mogłyby tam jakoś na siebie wpaść i tak by się ich relacja rozwinęła. Dorcia mogłaby jej przynosić jakieś świeże wiadomości, a gdy już by się bardziej przed sobą otworzyły, Val wzięłaby pod swoje ramię nową koleżankę. I tak by się zaczęła drama. :)]

    Val

    OdpowiedzUsuń
  22. [Hahah gurl, spokojna twoja rozczochrana (lub wyprostowana :D)! Nie śpiesz się i take your time.]

    Cash

    OdpowiedzUsuń
  23. [Myślę, że dobrze byłoby zacząć jak Dorcia zaczyna już coś powoli czuć do Valerie. Tak ładnie nam wymyśliłaś, więc to raczej ja tu powinnam zacząć. Mogę na spokojnie coś pierwsza nabazgrolić, ale trochę może to potrwać bo czekam na jakieś spokojniejsze popołudnie. ;)]

    Val

    OdpowiedzUsuń
  24. [ Bardzo mi miło :D
    Miejsce dla tak uroczej damy się znajdzie zawsze.
    Masz może jakieś ukryte pragnienia, które mógłbym spełnić? ]

    Alexander

    OdpowiedzUsuń
  25. [Jejku przepraszam bardzo za opóźnienie, ale mam straszne urwanie głowy. Zgłoszę się do Ciebie w przyszłym tygodniu i coś razem wymyślimy takiego fabulous <3]

    Amara

    OdpowiedzUsuń
  26. [ Na pewno tak będzie ;)
    Słusznie, słusznie. Trzeba dbać o to by główka została na karku, ale najważniejsze że się w tej kwestii zgadamy XD
    Okej. Pierwsze nad czym trzeba pomyśleć to czy zapoznajemy ich dopiero w Fabletown czy już w przeszłości? Mój Hakuś miał magiczny okręt, wiec to problemem by tez nie było. Także wszystko zależy od naszego pomysłu na ich relację na to w co się wplączą xD
    Można na ten przykład zrobić coś w stylu, ze spotkali się w Oz. Hak ja trochę wykiwał, jak to miał w zwyczaju. Do tego mógł trochę oczarować, bo młoda, ładna dziewczyna. Tylko że wtedy, nawet jak zrozumiała, że to oszust i że tylko wykorzystywać innych potrafi, to odpłacić się nie mogła. Teraz jest mroczniejszą wersją siebie i mogła by mojemu Jonesowi chcieć wymierzyć jakoś sprawiedliwość.
    Albo idziemy w coś bardziej pozytywnego i poznajemy ich dopiero w Fable. I tutaj mam kilka pomysłów. Masz w karcie napisane „szemrane towarzystwo”. Hak idealnie by się pod tę etykietkę nadawał. Lub mogli się na siebie natknąć podczas wizyt u psychologa ( bo podejrzewam, ze Dorothy choć raz takowego odwiedziła skoro ma domniemaną chorobę psychiczną? ), mój niedoszły samobójca przez jakiś czas na wizyty chodził. Jest tez możliwość by w stronę ich talentów pójść. Hak gra i śpiewa ( tańczy też nie zgorzej) może Dorothy potrzebowała muzyka lub nawet partnera do prób?
    Daj znać czy coś ci przyszło do głowy po mojej paplaninie XD ]

    H. Jones

    OdpowiedzUsuń
  27. [ Gif w karcie <3 Jaki słodki rudzielec C:
    No to pięknie się dobraliśmy skoro lubisz łamać jej serduszko ( ja Haka krzywdzę na wszystkie sposoby, ale ciii ), bo ja uwielbiam gdy Hak może swoje powszechnie znane zainteresowanie kobietami i porzucanie ich udowodnić na konkretnych przykładach XD
    Już czuję, że będzie przecudnie <3 Czyli podsumowując spotkają się jakoś przypadkiem u psychologa i Dorothy zacznie knuć swoją straszliwą zemstę XD Szykuje się niezłą zabawa.
    Moje pytanie brzmi od czego zaczynamy pisanie?
    Bo możemy zacząć od przeszłości, teraźniejszości lub przeplatać obie wersje ;) Wiesz, pisać niby o zdarzeniach w Fabletown, ale wrzucać retrospekcje z Oz XD
    Która opcja by Ci bardziej pasowała? :3 ]

    Hakuś

    OdpowiedzUsuń
  28. [ Wszystko ślicznie pasuje! Także się zgadzam, tym bardziej, że wyrażasz chęć zaczęcia ;)
    A sadyzm wobec postaci doskonale rozumiem XD Mi to stale zarzucają i nie kryję, ze to prawda. To jakoś tak fajnie uprzykrzać im życie. ]

    Hakuś

    OdpowiedzUsuń
  29. [Skoro z chęcią wplączesz Dorotkę w wątek ze Śmiercią to od razu można kombinować... chociaż zależy w co chcemy iść; dramat czy coś zwyklejszego? :)]

    Seth

    OdpowiedzUsuń
  30. [Cześć, Night, chcesz być lady Bolton? XDD]

    Shadow Mortem

    OdpowiedzUsuń
  31. [Nie pal świeczki na wieży. Nie zadziała :D.
    Na jaki wątek masz ochotę?]

    Shadow

    OdpowiedzUsuń
  32. [Żona zgłasza swą obecność i pełną gotowość do zatracenia się w wątkowaniu, ot co! (ale kłamię, wcale tak nie jest).]

    OdpowiedzUsuń
  33. [Aj... aż mi się "fstyd" zrobiło. Powinienem był cię przywitać... ale no cóż, mówi się trudno, życzy się weny, czasu i wielu wątków oraz długiego pobytu...i żyje się dalej :)
    Dzięki za przywitanie, naprawdę ;)
    Tak więc "Szaleniec" wpada i rozkminia co możnaby tutaj ciekawego stworzyć :D
    Jednak na nic nie wpada...znowu...]

    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  34. [Jak na tą chwilę to nie mam żadnych konkretnych powiązań, które można wykorzystać. Brak mi nawet punktu zaczepienia dla ich znajomości :(]

    Seth

    OdpowiedzUsuń
  35. [Dziki tobie stwierdziłem że Bociek oraz "Szaleniec" to są to w sumie podobne słowa xD
    E spoko luz, każdy jest wariatem :D Wszyscy jesteśmy walnięci tylko nie u wszystkich to stwierdzono :)
    Cóż... wydaje mi się, że pierwsza opcja z tym, że to Erwin oszczędza byłaby chyba bardziej prawdopodobna. Bo jednak (przynajmniej według mnie) były wojskowy/oficer bądź co bądź zbrodniczej armii, nie dałby się tak łatwo podejść i nie nabrałby się na coś takiego jak "słodkie oczka".
    Chociaż możemy zawsze zrobić tak, że da sie Dorothy podejść...ale tak zupełnie nieświadomie :)
    Czyli Twoja pani musiałaby "zajść go od tyłu", że się tak wyrażę. Czyli musiałaby się jakoś przez przypadek dowiedzieć (albo mogłaby dostać i na niego zlecenie). W przypadku gdyby dostaliby na siebie wzajemnie zlecenia, to moglibyśmy jakoś to dalej pociągnąć, w stylu że chcąc nie chcąc muszą ze sobą współpracować...no chyba że chcą się pożegnać ze swoimi życiami (moglibyśmy wtedy przyjąć, że w sumie to czas na wykonanie zleceń im się skończył...no i cóż... mocodawca, albo i mocodawcy są wściekli i zatrudnił/zatrudnili likwidatora/likwidatorów.
    Co ty na takie coś?]

    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  36. [Hehehe...krew w wątkach jest zawsze spoko :D To mam takie pytanie kontrolne. Kto zaczyna?]

    Erwin

    [PS. Jestem chyba jedynym bocianem, który dzieci nie przynosi...bo bachorów drących ryja nie lubi xD Więc nie masz sie czego obawiać]

    OdpowiedzUsuń
  37. Rozłożył się ze spokojem w jednym z szkieletów pod kolejny wierzowiec. Kolejny biurowiec, który powstanie w Nowym Yorku. To będzie przecież idealne dopełnienie obrazu tej metropolii. Co tego to chyba nikt nie ma jakichkolwiek wątpliwości. No może jednak znalazłby się ktoś komu taki stan rzeczy nie odpowiadał. Jednak pewnie byłby ro ktoś kto nazywany był "staruszkiem"... O ile Erwin przeżyłby wojnę to pewnie też do pewnego momentu nazywany byłby staruszkiem, oczywiście o ile dożyłby wieku "poźnej starości", bo przecież istniała taka możliwość że umarłby krótko po wojnie w jakimś soweckim łagrze, albo podczas procesów zostałby skazany na śmierć. Nie mógł tego przewidzieć. Podobnie nie mógł wiedzieć tego że kiedykolwiek trafi w takie miejsce gdzie mieszkają " baśniowcy". To ciągle wydawało mu się nierealne.
    Włożył magazynek do snajperki i przeładował umieszczając tym samym nabój w komorze. Uśmiechnął się pod nosem...czuł się jak za starych dobrych czasów. No może nie do końca, bo jednak nie był to Stalingrad, nie był to Mauser, nie były to ruiny miasta. Nie miał na sobie munduru, ani żadnych szlifów oficerskich. Nic... Był kolejnym zwykłym szarym człowieczkiem, który niczym nie wyróżniał się z tłumu. Nikt nie będzie na niego zwracać uwagi. O to mógł buć spokojny.
    Dostał dosyć sporą sumę za zlecenie na pewną kobietę. Cóż...pensja nauczyciela wysoka nie była, a i rachunki duże...raczej nikogo nie dziwiło to że podjął się roboty. Poza tym... Dlaczego miałby tego nie robić? Przecież był szkolony w tym kierunku... W pewnym sensie oczywiście.
    Miał niecałe sześć dni. Termin upłynie za kilka godzin, ale wypadałoby już teraz pozbyć się kobiety. Przecież im wcześniej tym lepiej. Będzie przynajmniej mógł spokojnie spać. Może dla odmiany dzisiaj prześpi całą noc? W końcu i jemu należy się porządny odpoczynek. Chociaż nie... Będzie musiał sprawdzić kartkówki uczniów. Przecież odkłada to od jakiegoś czasu, będzie musiał wystawić oceny.
    A mógł nie wracać do nauczania. Mógł nadal być najemnikiem wojskowym. Przynajmniej lepsza płaca, no i blisko wojny...jakiejkolwiek. Tak mu brakowało tego wszystkiego. Pocisków latających nad głową, wybuchów granatów, krzyków, zapachu krwi. Może był jakimś wariatem...ale nikt tego głośno nie mówił. No bo w sumie to przecież nikt nie wiedział co dzieje się w jego głowie.
    Przez celownik optyczny spojrzał na drzwi frontowe. Powinna za chwilę wyjść. On będzie sobie tutaj czekać i w odpowiednim momencie naciśnie za spust. I tyle z jego roboty... Bo śledzenia celu oraz szukania odpowiedniego miejsca, do właściwej pracy nie zaliczał.
    Spojrzał na chwilę za siebie. Wydawało mu się że coś słyszał...nie widząc jednak niczego, oraz nie słysząc jakichkolwiek dźwięków, które wychodziłyby poza normę, powrócił do oglądania okolicy przez celownik.

    [Nie dość że szalony to jeszcze szybki xD]

    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  38. Coś mu w tym wszystkim nie grało. Było za spokojnie w tym mieszkaniu. Żadnego ruchu, nawet miał wrażenie, że nikogo tam nie ma. Że wszyscy domownicy po prostu wyszli, jakby przeczuwając że ktoś ich obserwuje. Chociaż... Może tylko jemu sie tak wydawało? Może był przewrażliwiony? Przecież był ostrożny, Dorothy go z całą pewnością nie widziała... Chociaż próbowała go śledzić.
    "Próbowała" to bardzo dobre słowo. Może i Erwin wyglądał na idiotę, albo na po prostu zwykłego belfra od historii, który w każdej klasie znajduje kozła ofiarnego (co jest kłamstwem), któremu co chwila stawia jedynki. Wbrew pozorom uczniowie z jego lekcji wynosili coś więcej niż kredę do tablicy. A już z pewnością każdy wiedział co działo się podczas bitwy Stalingradzkiej.
    Słysząc cichy głos oderwał wzrok od celownika. Powoli puścił karabin snajperski, dłonie położył na betonowej podłodze. Nie wykonywał żadnych gwałtownych ruchów, nic nie mogło go zdradzić. Poza tym wykonywanie szybkich ruchów dezorientowało (albo po prostu denerwowało) tego, który celował. Życie było mu jeszcze miłe, nie zamierzał kończyć z rozwaloną głową. Właściwie to być może zrobiłby jeden wyjątek...pozwoliłby zabić się pewnemu fińskiemu snajperowi, albo Ludmile Pawliczenko. To były naprawdę wyjątki...poza tym właściwie to nie musiał się niczego z ich strony obawiać. Fin oraz Rosjanka nie żyli od dłuższego czasu.
    - Możliwe - odpowiedział ze stoickim spokojem. Odwrócił powoli głowę i spojrzał na Dorothy. Nawet nie tyle że na nią ile na jej pistolet. Kaliber nie należał do największych...ale nie o to chodziło. Rozbijało się o tłumik. W jego mniemaniu niepotrzebnie brała go ze sobą. I tak chyba nikt nie usłyszałby strzału, a szeryf to nie powiązałby tego wszystkiego. Może dopiero za kilka godzin, kiedy pierwsi pracownicy znaleźliby jego ciało. Jedynym plusem w tej sytuacji było to, że przynajmniej teraz ktoś by go pochował jak należy.
    - Schowaj te pukawkę - powiedział. Był spokojny, może dla kogoś brzmiałoby to nieprawdopodobnie, ale König zachowywaŀ się tak jakby rozmawiał z kimś o pogodzie. Jakby nie zdawał sobie sprawy z tego że zaraz może zginąć. Jednak śmierć była mu nie straszna. Już raz ją przeżył. Nie było tak źle jakby się mogło wydawać.
    Przyglądał się jej z niejakim zainteresowaniem. Zastanawiał się czy była dobra w swoim fachu. Pewnie tak...podkradła się tutaj prawie bezgłośnie. Zaszła go od tyłu...miała czysty strzał. Wbrew pozorom znała się na tym wszystkim. Nie żeby jej nie podejrzewał. Skłamałby gdyby powiedział, że nie. On podejrzewał wszystkich, był wyczulony na tym punkcie. Wojna nauczyła go wielu rzeczy, sporo też przeczytał we wspomnieniach, albo usłyszał od naocznych świadków.
    - Brawo... - powiedział cicho bez emocji. - Na co czekasz? Dokończ swoje zadanie - nie spuszczał z niej wzroku. Wiedział, że niektórzy tego nie lubią. Chyba nikt nie lubił kiedy ofiara spoglądała beznamiętnie na swojego kata.

    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  39. [Ach, wybacz mi tą okrutną zwłokę, życie mnie przygniata.
    Nienawiść trzeba wprowadzić w życie! (W końcu w oryginale zabiłaś mi siostrę, no weź). Na mailu łatwiej można mnie złapać, więc: your.thoughts.kill.you@gmail.com C:]

    Elphaba Harding

    OdpowiedzUsuń
  40. [Przepraszam, że tak długo musisz czekać aż wreszcie rozpocznę nam ten nasz cudowny wątek, ale ostatnio mam całkowity brak życia. Na dniach nadrobię! c:]

    Valerie

    OdpowiedzUsuń
  41. Patrzył na nią ze spokojem. Zawsze liczył się z tym że ktoś będzie chciał go sprzątnąć, że kieryś znowu może umrzeć. Nie przeszkadzało mu to, w końcu wiedział jaka jest specyfika "branży". Zabijasz albo sam zostaniesz zabity, zupełnie jak na wojnie. Tylko że tam każdy człowiek w innym mundurze niż twój własny, z inną flagą na ramieniu niż twoja, był wrogiem. Wrogiem który nie zawaha się ani chwili i zabije cię; jeśli chcesz przeżyć to musisz być po prostu szybszy. Szybszy, sprytniejszy oraz bardziej pewny siebie niż oponent.
    Widział jak udaje że jest spokojna i opanowana. Jak próbuje pokazać mu, że takie wpatrywanie się w nią nie przeszkadza jej. Obserwował mięśnie, które powoli się napinały. Zastanawiało go to kiedy kobiecie zacznie drżeć ręka. Chociaż była niby profesjonalistką, więc nie powinno tak być. Teoretycznie nie powinna też odwrócić wzroku, gdyby tak zrobiła byłaby to oznaka słabości.
    Słabości i niezdecydowania
    Uśmiechnął się lekko. Właściwie to tylko prawy kącik ust podniósł ku górze. To był taki cały uśmiech...na tą chwilę w wydaniu Königa.
    - Ciekawość? - zapytał. Chyba nie tak powinna się czuć ofiara. Ona powinna bać się tego co za chwilę nastąpi, powinien obawiać się że Dorothy zaraz naciśnie na spust a kulka zrobi mu małą, ładną dziurkę w głowie. Snajper wręcz preciwnie się czuł! Był pewny siebie, mówił bez zająknięcia, wydawać by się mogło że zupełnie nie robił sobie niczego z tego faktu, że przed nim stoi kobieta z pistoletem oraz że chce go zabić. Brakowało tylko żeby wyciągnął papierosa i jak gdyby nigdy nic zapalił. Może i nawet by tak zrobił, gdyby nie fakt że mimo wszystko nie chciał wykonywać ruchów, które mógłby zostać źle odczytane. Wiedzieł do czego zdolni są nerwowi ludzie oraz kobiety z bronią. - Czy może chęć zemsty? - nieco uniósŀ brwi. Przyjemna rozmowa, nieprawdaż?
    Lekko podniósł się do pozycji siedzącej. Zachowywał się bardzo swobodnie.
    - Ale jeśli chcesz wiedzieć to no cóż... Niestety nie pomogę. Zasada pierwsza... Żadnych nazwisk mocodawcy. Im mniej człowiek wie tym lepiej śpi - chociaż w jego przypadku to nie było tak do końca. Nie przeszkadzało mu takie zabijanie, przyzwyczaił się do tego. Poza tym przecież był szkolony w tym kierunku.
    No i raczej nikt kto jest słaby psychicznie nie zostaje snajperem, albo tym kim w "wolnych chwilach" jest König.
    - A na mnie? Kto zadecydował o skończeniu mojeje "kariery"?

    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  42. Jeszcze chwilę wpatrywała się w ciemne, drewniane drzwi zanim postanowiła położyć na nich rękę. Godzina była już późna, większość miasta kładła się już do łóżek po kolejnym prawie całkowicie wykańczającym dniu. Jednak Fabletown dopiero teraz naprawdę tętniło życiem. Wszystkie bary i kluby otworzono godzinę temu, restauracje zamykano tylko dla najbardziej prestiżowych klientów gdzie mogliby omówić kolejny, ważny plan biznesowy czy też pożywić się sałatką i kieliszkiem wina.
    Valerie nie zaliczała się do żadnej z tych grup. Wycieńczona codzienną pracą, nie myślała nawet o zarywaniu kolejnych nocy przed szklanką alkoholu czy też oglądając tańczące w środku tancerki, czego tak naprawdę nienawidziła. Teraz powinna znajdować się w domu. W swojej małej kamienicy na Sesame Street. Wreszcie mogła pozwolić sobie na spokojniejszą noc. Nie miała na głowie kolejnych artykułów do sprawdzenia, uganiania się za potencjalnym tematem do gazety ― wreszcie mogła odetchnąć. Po tylu tygodniach nieustannej pracy, braku dobrego snu i prawidłowej diety. Chwiała się na bladych, wychudzonych nogach, sińce pod oczami wskazywały na to że nie jest z nią najlepiej. Niektórzy pytali się nawet czy nie wpakowała się przypadkiem w kolejny konflikt z niezadowolonym obywatelem Fabletown. Pokręciła przecząco głową, myśląc jedynie o możliwości zajścia takiego incydentu.
    A jednak, chociaż mogła teraz leżeć w swoim wygodnym łóżku w starej kamienicy, wpatrywać się w brudnobiały sufit i układać w umyśle plan na kolejne kilka dni, stała teraz tutaj ― przed drzwiami do małej kawalerki Dorothy Gale. Od dobrej minuty sterczała przed drzwiami, bawiąc się własnymi palcami i czekając aż rudowłosa otworzy jej drzwi do mieszkania. Odkąd spotkała młodą kobietę pewnego wieczoru w Moonriver Burlesque były omal nierozłączne. Na początku łączyły je jedynie interesy; Czyli właściwie to co w Fabletown łączy każdego z każdym. Dorothy była jej idealnym uchem i przekaźnikiem w kabaretowej burlesce. To właśnie dzięki niej uzyskiwała informacje, których nigdzie indziej by nie znalazła. Tajemnice bogatych mieszkańców z Woodlands, ich pragnienia i skrywane głęboko wady, fetysze ukrywane pośród najbliższego towarzystwa.
    Dopiero po pewnym czasie dziewczyny naprawdę zaczęło coś łączyć. Widząc Dorothy i jej niestabilne życie w Fabletown, Valerie postanowiła jej pomóc; Tak jak każdej młodej dziewczynie, która nie potrafiła odnaleźć się w przepełnionym smrodem papierosów i alkoholu mieście. Codziennie prawie nauczała ją jak powinno żyć się w Nowym Jorku aby rzeczywiście przeżyć i nie wpaść pod pazury wściekłej bestii, jak skrywać prawdziwe wnętrze pod maską uśmiechu i rozpromienionej twarzy. Życie w Fabletown było niczym gra. Jedni przegrywali, a inni brnęli dalej w nieznane zakątki rozbudowanej mapy, którą odkrywali każdego dnia po trochu.
    Ale bywały też takie dni, kiedy po prostu zapraszała ją na herbatę do pobliskiej księgarni lub kawiarni. Dopiero tam mogły naprawdę ze sobą porozmawiać, nie martwiąc się że nieodpowiednie informacje dotrą do niezaufanych osób. Między zapachem starych ksiąg śmiały się jedna do drugiej, zapach kawy rozchodzący się po kawiarni towarzyszył dziewczynom kiedy wymieniały się własnymi sekretami. Tak dotychczas wyglądała ich relacja; Zepsuta Dorotka z Oz i przeklęta Południca ze wschodu.
    Wreszcie usłyszała za drzwiami głośno stawiane kroki i wysokie szczekanie psa. Drzwi machinalnie otworzyły się przed jej nosem, ukazując rudowłosą piękność, spoglądającą niepewnie w jej stronę. Młody Toto szybko wyleciał zza drzwi i zaczął prowadzić się wokół jej nóg, obwąchując każdy skrawek jej ubrania.
    Valerie uśmiechnęła się do przyjaciółki.
    - Pomyślałam, że wpadnę… - powiedziała, spłoszona delikatnie wzrokiem Dorothy. – Nie idziesz dzisiaj do Burlesque, prawda?

    Tak to ja, W R E S Z C I E

    OdpowiedzUsuń
  43. [ Wybacz, że z takim opóźnieniem, ale miałem ciężki początek sesji...
    Na razie nie mam żadnego konkretnego pomysłu właściwie...
    Mogliby się spotkać w barze. Ktoś, kto zleciłby kolejne zadanie Lexowi, mógłby uznać Dorotkę za kogoś innego i wciągnąć w całą grę, żądając dużej zapłaty jeśli nie zrobią tego czego od nich chce ]

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  44. Przeszło mu przez myśl że z wielką chęcią zobaczyłby co zrobiłaby Dorothy, gdyby on po prostu wstał i sobie poszedł w siną dal. Naprawdę chciałby wiedzieć co ona zrobi. Ciekawiło go to czy strzeli, czy może jednak nie, tylko powłóczy za nim jakimś beznamiętnym wzrokiem, czy może jednak strzeli mu kilka razy w plecy. Po chwilowym namyśle jednak wolał nie ryzykować ewentualną śmiercią. Chociaż jak zdążył się przekonać; śmierć to nie jest nic takiego strasznego.
    — Właściwie to… - przerwał na chwilę, spojrzał na pistolet. Jeśli dobrze mu się wydawało to była to Beretta. Swoja drogą całkiem niezła, chociaż on osobiście nie przepadał za tą firmą. Wolał… ”sprawdzone” pistolety oraz karabiny. Zazwyczaj brał takie, które ciężko jest dostać na amerykańskim rynku, więc policja zazwyczaj miała ciężki orzech do zgryzienia, owszem mogła przepytywać każdych informatorów, każdych przemytników, ale to było zbyt pracochłonne. No i efekt zazwyczaj okazywał się dosyć marny. – Właściwie to jest sposób, pociągasz za spust, zabijasz mnie, zgarniasz forsę i tyle… - dokończył. Może trochę się obawiał tego, że jednak strzeli. Bo w sumie nie po to tyle czasu sobie „naprawiał” reputację, po pojedynku z Zajcewem w roku 1942, żeby teraz też ginąc w tak idiotyczny sposób. Chociaż i tak w przypadku Zajcewa to przedstawiono ten cały ich pojedynek w sposób…dziecinny co najmniej. Ale czego mógł się spodziewać? Przecież to klasyczna zagrywka radzieckiej propagandy. Zajcew został bohaterem, on snajperem, który popełnił szkolny błąd, dzięki czerwonej propagandzie wyszedł na „najlepszego snajpera, który popełnia dziecinne błędy”. Ale jednak… König po swojej śmierci się odkuł. Pokazał innym że jest najlepszy, głównie jako bezimienny strzelec, ale to tylko drobny szczegół.
    Teraz też popełnił błąd, w końcu mógł jakoś się ubezpieczyć. Mógł przewidzieć kilka rzeczy…ale chyba jednak uwielbiał igrać ze śmiercią. Uwielbiał igrać ze wszystkim.
    —Chociaż…nie musisz mnie zabijać – powiedział i spojrzał na kieszeń w swojej kurtce skąd „wychodziła” paczka papierosów. Powoli sięgnął po nią, wyciągnął równie powoli zapalniczkę i dopiero po tym zdecydował się spojrzeć na kobietę. – Chcesz, Dorothy? – jak gdyby nigdy nic wyciągnął w jej kierunku paczkę z papierosami. Wbrew pozorom nie palił zbyt wiele, właściwie to tak podpalał raz na jakiś czas.
    — Zawsze możemy…współpracować – to zdanie powiedział zupełnie poważnym tonem głosu. Zaciągnął się lekko, po chwili oczekiwania na odpowiedź ze strony kobiety wypuścił dym z ust. – Spokojnie…nie strzelę ci w plecy, nie uduszę podczas snu, nie doleję trucizny… Nie uduszę cię struną fortepianową…nie zrobię nic – zapewnił zaciągając się papierosem. W tej chwili zależało mu tylko na tym żeby opuściła broń, oraz żeby dorwać tego gościa co to kazał się go pozbyć.

    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  45. [Nie wiem, czy mój Shadow byłby na tyle nieogarnięty, by wplątać się w małżeństwo. Zwłaszcza, że do tej pory nie do końca rozumie ludzkie zainteresowanie kobietami i jakoś miłość nie jest czymś, co w ogóle do niego przemawia. xD
    Mógłby jednak chętnie ją powkurwiać i czasami ponazywać Dorotką. Najlepiej w trakcie jej tańca, co chwilę wytrącając ją z rytmu :D]

    Shadow

    OdpowiedzUsuń
  46. [Pff, czyżbyś nie była chętna ani odważna w tym momencie?]

    Brian

    OdpowiedzUsuń
  47. [A wiesz, co Ci powiem w odpowiedzi na to pytanie? PFFF i tyle w temacie.
    Jasne, jasne.]

    Brian

    OdpowiedzUsuń
  48. Shadow, rzucony na głęboką wodę w innym, pełnym jaskrawych barw i zapachów mieście, łapał się każdej możliwej rzeczy, mogącej pogłębić jego wiedzę o życiu, jakiego musiał się nauczyć. Rzecz jasna, miewał problemy, związane z asymilacją i odmiennością, jaka spoczęła na jego barkach po porzuceniu rodzinnych, pachnących błotem i mchem terenów, na których siał terror i węszył, za wszelką cenę chcąc zamknąć cudze oczy. Przetransformowany w człowieka utracił wiele nadludzkich umiejętności, co zdecydowanie wpędzało go w przekonanie o własnej, rosnącej słabości, w jakiej utonie tylko dlatego, że wiedźmy zdecydowały się uraczyć go nie urodą maskującą, a prawdziwym przeistoczeniem, którego nawet się nie spodziewał. Pewnie chciały, by miał jak najmniej zasobów do psocenia. Nie mogły jednak spodziewać się tego, że na niewiele się to zda; Shadow bowiem wynajdował innowacyjne, do tej pory nieznane sobie sposoby, by siać chaos i mieszać w szeregach biednych baśniowców. Posiadał w swoim sercu dostateczne pokłady zła, by robić to bez typowo ludzkich skrupułów, które na przestrzeni lat powoli się w nim kształtowały. Jako czart, nie posiadał uczuć, duszy ani serca. Teraz, coś biło w jego klatce piersiowej, lecz wiedział, że jest to wyłącznie ewenement bycia człowiekiem, który mógł przebić, nadal zachowując siły witalne. Nie dało się wyplenić z niego natury, nawet jeśli zamknięcie w człowieczej, brzydkiej formie stanowiło swego rodzaju ujarzmienie.
    Shadow jednak, nie lubił się płaszczyć, nie podlegał cudzym regułom i nie wahał się przed skrzętnym łamaniem barier, z radością ulicznego dziecka. Jego problematyczny, czarci charakter nie ustępował przed narzuconą ludzkością i nadal ział ogromną, pustą dziurą z tyłu jego czaszki. Z tego powodu, często wyrywał się z uwięzi i czynił rzeczy, których chętnie podejmował się jeszcze w poprzednim życiu. Obecnie bowiem, wpędzanie ludzi do grobu było o wiele nudniejsze i obleczone w pokaźnych rozmiarów suknię papierkowej roboty. Nawet jeśli nie on się nią zajmował, nie lubił czekać, by ujrzeć powoli gnijące ciało, przykryte metrami ziemi, wśród robaczych przyjaciół, żywiących się niszczejącą mozolnie materią.
    Często więc, w obecnych czasach, porywał się z przysłowiową motyką na słońce, chcąc jedynie dostarczyć sobie rozrywki. Często później, cierpiał z powodu następujących konsekwencji, choć trudno było powiedzieć w jak wielkim stopniu dało się to z niego odczytać. Uczucia w końcu, dopiero z czasem zaczęły się w nim ujawniać; zewnętrznie stanowił natomiast oschłą skorupę chłodnej kalkulacji i całkowitego znieczulenia, ponoć typowego dla dzisiejszego społeczeństwa.
    Kolejną ofiarą, którą obrał sobie za cel, była niejaka Dorotka, z dobrze znanej mu bajki (w której nie brał udziału, lubił jednak dowiadywać się o baśniach, z którymi de facto musiał dzielić się powietrzem; choć nie wiedział, czy musi oddychać, w końcu był czartem i pewnie nadal nie potrzebował tlenu do istnienia). Pod postacią wiatru, lubił się jej przyglądać, analizować działania, rysować mapę tików i po prostu budować schemat, wyznaczać drogi, prowadzące do określonych celów i ustalać działania, jakich musiał się podjąć, aby wykrzesać nieco rozrywki i nieładnie zabawić się cudzym kosztem.
    Nie potrzebował wiele czasu. Wystarczyło go dosłownie trochę, by w jego małym, czarcim umyśle zrodził się diabelski plan. Chciał przeszkodzić jej w tańcu, ot tak, po prostu. Rozwalić przedstawienie i zaśmiać się wesoło. Nie chciało mu się jednak przeciskać przez tłum gapiów, więc postanowił, rzecz jasna, dopaść ją na próbie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako niewinny, czarny i uroczy kociak, liżący własną dupę, udał się więc w odpowiednie miejsce, wertując okoliczne panienki niebieskimi oczami. Kocie źrenice miały dziwny kształt, lecz lubił je. Widział więcej, a od dołu miałby doskonały widok na damskie nogi. Oczywiście, gdyby jego spaczona, czarcia natura w jakimś stopniu interesowała się kobietami. Dopiero stopniowo próbował odkryć, co takiego widzieli w tym mężczyźni. W końcu, ponoć był jednym z nich. Ech, aż dziwne, że te worki testosteronu wolały kobiecą nagość niż ładne, równe cięcie po karku. Przecież dławiący się krwią człowiek z przeciętym gardłem wydawał tak przyjemne dla ucha dźwięki. Nie jakieś miękkie jęki...
      Zatrzymał się, bezwolnie poruszając ogonem. Denerwował się? Niee. Chyba kocie mięśnie totalnie się zepsuły.
      Rzucił się do szarży i pełnymi gracji susami ruszył w kierunku tańczącej kobiety, wplątując się w jej nogi, a następnie zwinnie unikając jej ciała, gdy prawie przygniotła go w trakcie upadku.
      Z przeraźliwym miauknięciem odskoczył nagle, a znalazłszy się na skrzyneczce, przybrał postać mężczyzny, patrząc na rozłożoną na podłodze dziewczynę.
      Dorotka, Dorotka ― zanucił potępieńczym tonem. ― Słodka Dorotka boi się małego kotka ― zrymował i rozmył się w powietrzu, zamieniając się w wiatr, by po chwili znów pojawić się, pod postacią kota, siedzącego na tekturowym księżycu, wiszącym pod sufitem, wysoko, z dala od blasku lamp.
      Zamiauczał, przechylając łepek i obdarzył ją spojrzeniem równie niebieskich, wielkich, rozumnych oczu.

      Shadow

      Usuń
  49. Nie wiedział o tym, że papierosy oraz ich zapach denerwowały Dorothy. Ale nawet gdyby wiedział, to nie zrezygnowałby z zapalenia jednego papierosa. Nie był jakoś bardzo uzależniony od tego, ot czasami podpalał, jakoś nie potrafił się odzwyczaić od czasów wojennych, od czasów jego „właściwego” życia; to co teraz było to tylko marna podróbka, która starała się uchodzić, za nową rzeczywistość. Owszem jakby na to nie patrzeć to była to ciągle TA SAMA rzeczywistość TEN SAM świat, w którym się wychowywał…tylko że no cóż, był w przyszłości i gdyby przeżył wojnę to pewnie (o ile dotrwałby do obecnych czasów) miałby prawie 110 lat.
    Ale jednak umarł w wieku 33 lat, z ręki Wasilija Zajcewa w Stalingradzie podczas drugiej wojny światowej. Poległ niczym tysiące bezimiennych żołnierzy, którzy walczyli ku chwale III Rzeszy. Dopiero z czasem zaczął rozumieć, że ten system nie był taki kryształowy jaki kiedyś mu się wydawał…ale wtedy to naprawdę było bez znaczenia, skoro i tak dla większości ludzi był tylko jednym z wielu „nazistów”, nawet gdyby nie był nazistom i tak opinia publiczna przypięłaby mu takową łatkę.
    — Dlaczego miałbym nie potrafić? – zapytał. Zaciągnął się lekko papierosem, powoli wyciągnął go z ust, strzepnął trochę popiołu na beton i znowu papieros „utknął” między jego wargami. Był spokojny i opanowany, w końcu wiedział, że jeśli sprowokuje ją jednym nieopatrznym ruchem to pożegna się z życiem. —To błąd, że nie chcesz współpracować – wypalił. Ręce trzymał na widoku, tylko czasem prawa dłoń wędrowała do ust po papierosa.
    Zaśmiał się cicho słysząc ją. Rozbawiła go swoimi słowami, chociaż miała mimo wszystko sporo racji w tym co mówi. Owszem, dał się podejść, owszem wiedział że jest (oraz był) najlepszy w swoim fachu.
    — A myślisz, że co? Dopiero teraz dostrzegłem okazję na pozbycie się ciebie? – zapytał i uniósł brew. – Uważasz, że jeśli mnie zabijesz, to zapomną o tobie i po otrzymaniu pieniędzy będziesz mieć święty spokój? – poczekał chwilę. – Nie. Wyślą kogoś, kto się ciebie pozbędzie. Może nawet w przeciągu kilku godzin od odebrania wynagrodzenia. Nie będziesz wiedzieć kto to będzie. Może to być taksówkarz, który od kilku dni zatrzymuje się pod twoim mieszkaniem, nowa koleżanka z pracy, która sfinguje wypadek… - wymienił. Sięgnął po papierosa i zgasił go nie spuszczając wzroku z Dorothy. Raczej nie można mu było odmówić, że mówił z sensem.

    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  50. Zaśmiał się. Czy on miał jakiś plan? Owszem! Może nie wyglądał na takiego „zabijakę”, a aparycją naprawdę mógł przywodzić na myśl nauczyciela historii, jednak jak widać pozory potrafiły mylić. Szczerze powiedziawszy, to wojskowi zawsze się pytali, czy przypadkiem nie służył gdzieś wcześniej. Niektórzy, wciąż jeszcze żyjący weterani drugowojenni, zachodzili w głowę, czy przypadkiem facet nie jest stworzony do munduru Wehrmachtu, lub jakiegokolwiek innego, zamiast do nauczania dzieci. Jakoś chyba bardziej im pasował w roli wojskowego.
    Człowiek z wojska wyjdzie, ale wojsko z człowieka nigdy - pomyślał.
    Miał sporo racji. Wbrew pozorom ciągnęło go do wojska, zawsze i wszędzie. Czasami ten jego niemiecki akcent przeszkadzał w dostaniu się do armii…ale właściwie to potrafił mówić bez akcentu, nauczył się. Akcent pozwala mu jednak pamiętać o tym kim jest i skąd pochodzi. Taką namiastkę poprzedniego życia.
    — Owszem. Mam plan – powiedział. To że opuściła broń nie oznaczało, że już poderwie się na równe nogi. Nawet gdyby nie trzymała palca na spuście, to tak by nie ryzykowałby tym wszystkim. Chciał jeszcze trochę pożyć. Zdawał sobie sprawę z tego, że nie jest żadną popularną legendą jak na przykład Slenderman, albo Krwawa Mary… Nie jest też bajką pokroju Kopciuszka, lub Królewny Śnieżki. Nie był nawet diabłem pokroju Lucyfera, ani demonem pokroju takiego Azazela. Był nikim, zwykłym człowiekiem, który kiedyś w zniszczonym wojną Stalingradzie przegrał z Zajcewem.
    — Wiesz jak niektórzy zbrodniarze wojenni unikali odpowiedzialności? – zapytał. Temat był mu wbrew pozorom bardzo bliski. – Niektórzy wybywali do Ameryki Południowej i tam dokonywali żywota pod zmienionym nazwiskiem. Część uciekała do Hiszpanii, inni starali się żyć w Niemczech…a kilku nawet sfingowało swoją śmierć. Oczywiście sfingowanie swojej śmierci nie jest czymś nowym i nie tylko oni to praktykowali – westchnął. – Proponuję rzecz następującą… mianowicie sfingowanie mojej śmierci. Pójdziesz do swojego zleceniodawcy, odbierzesz pieniądze, kiedy odejdziesz wystarczająco daleko…pozbędę się twojego zleceniodawcy, oraz ewentualny pościg. Nie będzie zmieniać to faktu, że wciąż będzie jeszcze jedna osoba, która będzie tobie zagrażać…mój zleceniodawca – powiedział. – Ale wiesz…że należałoby to na spokojnie ustalić, wszystko dopracować – uniósł brew. – No i też…chyba wolałbym porozmawiać jak cywilizowani ludzie…zresztą wy Amerykanie zawsze to szczyciliście jacy to dobrzy jesteście….więc może też i gościną nie grzeszycie? Chociaż jeśli wierzyć wspomnieniom, oraz niektórym aktom, jakie wyciekły…to jesteście nawet bardzo gościnni. To jak? Porozmawiamy przy kawie, albo herbacie? Że o jakimś mocniejszym trunku nie wspomnę.

    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  51. — Dobrze. Mnie to bez różnicy – wzruszył ramionami. Nie przeszkadzało mu to, że jest w takim „nagim” budynku. Naprawdę, przywykł do różnych standardów, o czym można było się przekonać śledząc jego historię „przed” i „po” śmierci z rąk Zajcewa.
    Zaśmiał się. Położył na bok swój karabin i zakrył lunetę. Spojrzał na Dorothy rozbawiony tym stwierdzeniem.
    — To dostaną dowody, tyle ile będą chcieli, mnie na tym nie zależy. Będą chcieli skalpy? Dostaną. Będą chcieli jakiś palec? Ty zapytasz który konkretnie. Może zdjęcie? Zrobisz i wyślesz, czy też pokażesz na spotkaniu – wymienił z niebywałą lekkością możliwe dowody śmierci. – Nawet jeśli mają kogoś na komisariacie, czy w jakiejkolwiek kostnicy, to też potwierdzą – uśmiechnął się tajemniczo. Znał wielu, sporo ludzi też go znało. Poza tym naprawdę jemu było zdecydowanie łatwiej zniknąć. Spojrzał na Dorothy i pokiwał głową, ona musi się jeszcze zdecydowanie poduczyć. Albo on, bo może się okazać, ze to on źle myśli. Jednak nic mu nie szkodziło aby teraz powiedzieć dlaczego tak a nie inaczej. Ona się zgodzi lub nie. Jeśli się nie zgodzi to będzie myślał dalej. Może wybitnym myślicielem nie był, ale przez kilka(naście) dni wodził Rosjan za nos po ich terenie, którego prawie nie znał.
    — Może dla ciebie – powiedział po chwili. – Może i jestem snajperem bez uczuć, ze starej szkoły wojskowej. Może brałem udział w wielu najkrwawszych konfliktach jakie miały miejsce w ubiegłym wieku…ale prawda jest taka, że zatrudniając ciebie chodziło im o to aby pokazać, że można mnie zabić. Że nie tylko Rosjanin może mnie wysłać na tamten świat i to w dość…niejasnych okolicznościach – odkaszlnął, po czym kontynuował dalej swój wywód. – Zabijesz mnie, powiesz że wracałem pijany jak bela przez miasto, zaczepiłem cię, albo coś…i wtedy się mnie pozbyłaś. Pokażesz im miejsce, czy co to tam będą chcieli. Ciałem się nie martw, ani żadnym rozgłosem, to pozostanie na mojej głowie – mruknął. – Ty masz tylko odebrać pieniądze i wyjść z budynku…oraz udawać, że nic się nie dzieje. Ja pozbywam się twojego oraz mojego mocodawcy, oraz w razie czego eliminuję kogokolwiek, kto zechciałby się ciebie pozbyć. Poza tym jest też jedna rzecz, która bardziej przemawia na twoją korzyść. Jesteś kobietą…ładną oraz inteligentną zapewne, ale nie oszukujmy się masz nad mężczyznami dosyć sporą przewagę – spojrzał na nią wymownie. – No i też drobnych kobiet nikt nie bierze pod uwagę, że będą w stanie poradzić sobie z kimkolwiek…więc nie będą cię przyszli likwidatorzy traktować poważnie, na czym się przejadą bez wątpienia.
    Spojrzał na Dorothy, poprawił się nieco, nawet oparł się o ścianę i skrzyżował ręce na swojej piersi. Pomijając ten chwilowy kontakt z bronią, to nawet nie spojrzał na nią ani na momencik.
    — Źle myślę? Czy wręcz przeciwnie. Poza tym…mnie będzie zdecydowanie łatwiej zniknąć. Rok szkolny się skończył…a ty? Nie pojawisz się w robocie to wylecisz, weźmiesz urlop to reszta się pozna. Teoretycznie możesz też porozmawiać tylko z szefową, ale to i tak może wyglądać bardzo podejrzanie że prosisz o kilka…kilkanaście dni wolnego i błagasz niemalże aby nie wpisywała tego do dokumentów. Mam rację? - uniósł pytająco brew. Może owszem mylił się, wszak był tylko człowiekiem.

    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  52. [ A może słynne rubinowe pantofelki? Chcieliby by Lec pożarł duszę Dorotki i dowiedział się gdzie one są i by je przyniósł, ale ze względu na to że znałby kobietę, byłoby mu szkoda jej zabijać więc zaproponowałby jej współpracę]

    Lex

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.