wtorek, 11 kwietnia 2017

What if there were no magic?

Bo jak mam pomysł, to nie umiem czekać.
Serdecznie zapraszam na kolejny z serii Jonesowych dramatów.
Tym razem w alternatywnej rzeczywistości, czyli rozważamy, co by było gdyby...
Jak już wielokrotnie wspominałam - chyba nie umiem w szczęście.
Ale co tam.


- Obsługa hotelowa!
Z tymi słowami wchodzi do pokoju. Ma na sobie firmowy strój - biała koszula, czarna kamizelka, etykietka na piersi. Małe literki głoszą Huckelberry Jones, do usług. Szelmowski uśmiech nie schodzi mu z ust, gdy zamyka za sobą drzwi. W prawej dłoni trzyma małą kartę, klucz. Klucz do większości drzwi w tym hotelu. 
Gromadka zebrana wokół stołu odwraca się w jego stronę w milczeniu. Nikt nie śmie się odezwać. Tylko jeden z mężczyzn, najstarszy z nich, wzdycha cicho, jakby z przygnębieniem i zamyka stojącego przed nim laptopa. Potem przeciera okulary i przygląda się uważnie ogolonej buźce Jonesa. Ten dzieciak o ponadprzeciętnej inteligenci zawsze go irytował. Irytował go tym, że zamiast znaleźć sobie porządną pracę i zbijać miliony na swoim mózgu wolał trzymać się z takimi jak on, kraść, pić, palić i zadzierać spódnice kolejnych dziewcząt.  
- No co, Smee? Powinieneś się cieszyć! - oznajmia nowo przybyły i zajmuje ostatnie wolne krzesło. Uśmiech nie spełza mu z gęby, te nienaturalnie białe ząbki aż lśnią w blasku hotelowej lampki. Ktoś z takimi zębami nie powinien zajmować się rabunkami.
- Cieszę się niezmiernie, Jones. Tylko nadal nie potrafię pojąć czemu chcesz to robić. 
Reszta mężczyzn zebranych przy stoliku wydaje z siebie krótki, synchroniczny jęk. Niektórzy z nich nawet wywracają oczyma. Ale Smee wie, że to banda półgłówków, którzy nie dorastają Jonesowi do pięt. Oni tylko chcą swoich udziałów, a ten bezczelny dzieciak załatwia ich im najwięcej. Nie obchodzą ich jego pobudki, w przeciwieństwie do starego informatyka, który traktuje Hucka jak syna. 
- Już to przerabialiśmy, stary druhu - odpowiada niezrażony Jones i unosi jedną ze swoich brwi. Smee wie, że dziewczęta za tym przepadają. Wystarczy, że Huck zadrze jedną tylko brew, a one już wpadają mu w ramiona. Kłopoty zaczynają się potem. Zwykle rozchodzi się o to samo, że to nie miała być jedna noc. One chcą romansu, a chłopak zabawy. Wszystko przez tą jedną dziunię i drugiego Jonesa, tego starszego. Przez tego Jonesa, który nie trafił do rodziny zastępczej, tak jak Huck. Tego, który nie miał przybranych rodziców chętnie płacących za wybielanie mu zębów. Choć mógł mieć. Smee znał tę historię na wylot. On i Huckelberry. Nikt więcej. Nikt więcej nie rozumiał młodszego z braci Jones
- To przeróbmy jeszcze raz - naciska Smee, a wyraz jego twarzy mówi stanowczo, że nie zniesie sprzeciwu. Huck go szanuje, Huck go wysłucha, Huck jeszcze raz odrzuci wszystkie jego argumenty, ale ta rozmowa się odbędzie. Choćby cała reszta myślała inaczej. 
- Panowie przygotujcie sprzęt. Muszę coś wytłumaczyć naszemu komputerowcowi - oznajmia Jones, a jego głos przypomina bardziej warknięcie niż rozkaz. Cała banda wstaje z miejsc i opuszcza mały, hotelowy pokoik. Idą do furgonetki, idą podłączyć wszystkie niezbędne urządzenia i przebrać się w bardziej anonimowe wdzianka. Już tyle razy to robili. Banki, hotele, rezydencje bogaczy. Zawsze to samo, zawsze ryzyko większe niż stawka. Tyle dobrych chłopaków trafiło przez to za kratki. Dlatego teraz zostali sami beznadziejni. 
Atmosfera rozluźnia się dopiero, gdy drzwi zamykają się za ostatnim wychodzącym. Smee jest teraz tylko z Jonesem i wreszcie może wypuścić powietrze z płuc. 
- Nie musisz tego robić - oświadcza, gdy Huck ze smutkiem i zmęczeniem przeciera twarz. - O pieniądze możesz prosić rodziców, możesz prosić o nie Davida, możesz zacząć pracować. Wiem że jesteś leniem, ale nie aż takim. W ten sposób tylko niepotrzebnie się narażasz.
Przez chwilę panuje nieprzerwana cisza. Jones wpatruje się uparcie w kartę, którą trzyma w palcach. Jego lewa dłoń spoczywa nienaturalnie nieruchomo na blacie stołu. Biedna, udręczona dłoń po tylu operacjach. 
- Muszę - odpowiada wreszcie chłopak. Jego głos jest pełen żalu i niewysłowionej rozpaczy. Smee ma wrażenie, że widzi ciężar spoczywający na barkach dzieciaka. Ciężar, którego nie powinno się widzieć patrząc na kogoś w wieku Jonesa. Tyle życia jeszcze było przed nim, choć chłopak widocznie nie miał na nie ochoty. Wcześniejsze przeżycia go zniechęciły. Dlatego Smee tak wiele godzin musiał spędzić wysłuchując chłopięcego płaczu, doglądając chłopięcych nadgarstków w poszukiwaniu śladów po żyletkach, dobijając się do drzwi chłopięcego pokoju ze strachem, że jest już za późno. Jones już dawno stracił nadzieję. -  Nikogo nie będę prosił o pieniądze, a praca też odpada. Muszę na niego płacić, a z normalnej pracy go nie utrzymam. Chyba że pozwolę ostatecznie amputować sobie dłoń - oznajmia Huck, a w oczach szklą mu się łzy. 
Wbrew pozorom to wszystko nie wytwarza między mężczyznami napięcia. Nigdy go nie było i oby to się nie zmieniło. Oboje zawsze ufali sobie bez granic i oboje mówili sobie wszystko. Nie było nigdy na świecie dwóch bardziej pokrewnych dusz.
- Huckelberry... - Smee nie jest w stanie powiedzieć nic ponad to.
- Nie rozczulaj się nade mną. Sam nie powinienem się nad sobą rozczulać - stwierdza twardo chłopak i pociąga cicho nosem. Jego usta nie wyginają się już w tym sztucznym uśmiechu, który zwykle prezentuje ludziom. Wobec Smee Jones jest szczery. To dobrze, nawet jeśli widok przygnębionego chłopaka łamie staremu informatykowi serce. To dobrze. - To wszystko jest przecież z mo...
- Ani mi się waż! - wyrywa się z ust Smee, a mężczyzna zrywa się z krzesła i pochyla nad stołem w stronę chłopaka. Jones szerzej otwiera oczy i gapi się z rozdziawionymi ustami na przyjaciela. Z oczu informatyka strzelają pioruny. - Ani mi się waż kończyć. To nie jest twoja wina. Nie ty zdecydowałeś, że urodzisz się w patologicznej rodzinie. Twoja matka zmarła. Co mogłeś na to poradzić? Twój ojciec chlał i bił swoich synów. Co mogłeś na to poradzić? Zakochałeś się w dziwce i na to też nic poradzić nie mogłeś.
- Nie mów tak o niej... - sprzeciwia się szeptem Jones.
W tym momencie Smee milknie, urwawszy w pół słowa. Ton chłopaka zbytnio rozdziera mu serce. O Huckelberrym Jonesie można było powiedzieć wiele złego. Był to chłopak, który mimo swoich możliwości wybrał łatwiejszą drogę, drogę pod ciemną gwiazdą, drogę rozpusty i niszczejącej moralności. Łatwo się poddał i załamał, choć z drugiej strony musiał przejść przez więcej nieprzyjemności niż typowy nastolatek. Patologiczna rodzina, porzucenie, ulica, dom dziecka, poważna sprzeczka z bratem, prawie utrata dłoni, afera z mafią. Na niewiele z tych przyjemności miał wpływ. To też imponująca była jego zdolność kochania. Smee tego nie rozumiał. Jak można kochać kobietę, która bezczelnie cię zdradziła i zaprzeczyła jakoby tego żałowała? Jak można kochać brata, który cię porzucił i przespał się z twoją miłością? Jak można kochać ludzi, którzy cię skrzywdzili? Czasami miał wielką ochotę wykrzyczeć te pytania Jonesowi w twarz. Twarz chłopca skrytą pod maską mężczyzny. 
- Huck... Nie masz prawa się obwiniać - szepcze jeszcze, nie tracąc tych resztek nadziei, których poprzysiągł nie wyrzec się aż do swojego końca. Miał jedną misję na świecie. Ocalić Jonesa. - Możesz tylko próbować wyjść na prostą.
- Chciałbym. Uwierz mi Smee. Naprawdę. Ale to nie jest możliwe. Mam syna, na którego muszę łożyć. Mam rękę, którą muszę leczyć. Mam przybraną rodzinę, której muszę wysyłać fałszywe dowody na to, że jestem synem, którego chcieli. Nie jestem niewinny i dobrze o tym wiesz. Nie jestem też dzieckiem. Więc z łaski swojej przestań mnie jak dziecko traktować. 
- Z tą rudą to w ogóle niepotrzebnie utrzymujesz kontakt - wyrywa się informatykowi przez zaciśnięte usta. Wciąż nie potrafi zrozumieć dlaczego Huck popełniwszy tyle potwornych zbrodni wciąż nie potrafi skrzywdzić osób, na których zależało mu może przez pięć minut, a czasami wcale. Jakby robił losowanie i wybierał garstkę ludzi, których pragnie bronić. Cholerne serce dziecka w ciele młodzieńca, który się stoczył. - To wszystko jej wina z tym bachorem. Sam mówiłeś, że przed sexem zarzekała się, że brała tabletki. Gówno prawda, a teraz sąd kazał ci płacić na tego niewydarzonego dzieciaka. Jak on ma w ogóle na imię? Norbert? Paweł? Ferdynand?! Co cię on obchodzi?
Cisza trwa kilka długich sekund, podczas których po policzku Jonesa stacza się łza. 
- Peter. Ma na imię Peter i jest moim synem. Ona też nie jest złą kobietą. To ja skłamałem. Wcale nic takiego nie mówiła. Po prostu chciałem nie płacić na dzieciaka. Smee... Dlaczego ty nie widzisz, że jestem potworem? - mówiąc to Huck wstaje ze swojego miejsca i głośno nabiera powietrza w płuca. Potem bez słowa wychodzi, już przy drzwiach przywdziewając na usta ten głupi uśmiech.  
- Ja ci dam potwora, ty niewdzięczny bachorze - mamrocze Smee i ze złamanym sercem wstaje z krzesła. Nie potrafi gniewać się na Jonesa. Potrafi mu tylko współczuć i pomagać ze wszystkich sił. Bo ten dzieciak zasłużył na lepszy los, na odrobinę magii. Choćby najdrobniejszej. Tak jak w tej książce... Tej napisanej przez... Jak on tam miał. Barrie? O krainie, w której dzieci mogą się wiecznie bawić i nigdy nie dorastać. Huckowi przydałaby się wizyta w takim miejscu. Nawet pod groźbą jednorękiego pirata. Chociaż może lepiej nie... Bo jeszcze zająłby miejsce tego pirata. - Peter... Jego syn nazywa się Peter. Cholerny Piotruś Pan. 

What if it was a trick?


Na ulicach jest strasznie tłoczno. Wszyscy wypełzają z mieszkań, by nacieszyć się nielicznymi promieniami słońca. Na ludzkich twarzach goszczą uśmiechy, które tak bardzo irytują starego informatyka. Zwłaszcza jeden z tych uśmiechów. Ten sztuczny i wymuszony, choć wygląda na najprawdziwszy, najszczerszy i najnaturalniejszy. Do tego ta uniesiona w górę brew. Co za cholerny amant o pogruchotanym sercu. Smee nigdy nie spotkał gorszego rodzaju człowieka. 
- Moja droga. Skoro tak mówię, to tak właśnie jest - zapewnia Huck, uśmiechając się szeroko do dziewczęcia o kasztanowych włosach. Przy tym wszystkim Jones aż emanuje pewnością siebie. Aż rzygać się chce. 
Smee ma wrażenie, że dziewczyna patrzy na Jonesa nie tak, jak powinna. Owszem, w jej oczach jest fascynacja i zachwyt, ale widać też odrobinę rozczarowania. 
- Stella McCartney. Ona sama, my love. 
- Ta angielska projektantka mody Stella McCartney?! I ty z nią współpracowałeś?
Gdyby nie ich wieloletnia znajomość, sam Smee gotów byłby w to uwierzyć. Choć wyobrażenie sobie Hucka jako projektanta mody niezwykle go rozbawiło. To byłby hit, punkt zwrotny w historii, moment, gdy Nowe Szaty Cesarza odnalazłyby swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Wszystkie kobiety chodziłyby nago i jeszcze uważały to za modne. Tak właśnie wyglądałaby kariera Huckelberry'ego Jonesa w tym zawodzie. 
- Zgadza się - potwierdza z dumą chłopak i prezentuje dziewczęciu kolejny uśmiech. Smee ma ochotę parsknąć. To wszystko kończy się buziakiem w policzek, co zaskakuje kasztanowłosą. - I powiem ci, że teraz nie zapina się koszul pod samą szyję. Dwa, trzy guziki od góry powinny zostać odpięte.
- Okej... - szepcze dziewczyna, powoli kiwając głową. - Ale wierzę ci tylko dlatego, że jesteś gejem.
Teraz Smee nie może się powstrzymać i wybucha głośnym śmiechem. A więc to był ten błysk rozczarowania! Wszystko nabiera sensu, choć sam Jones zdaje się go nie widzieć. Wygląda tak, jakby ktoś mu wylał kubeł zimnej wody na głowę.
- Że co proszę? - pyta.
- Gejem - powtarza dziewczyna. - Kolczyk w uchu, kredka pod okiem, projektant mody, skórzane spodnie i idealnie ułożone włosy. Ci najprzystojniejsi zawsze są gejami. I jeszcze ten twój kolega, który nie oddala się nawet na krok. Wybacz jeśli nie chciałeś mówić, ale to aż nazbyt rzuca się w oczy - oznajmia właścicielka kasztanowych włosów i z przepraszającym uśmiechem całuje Hucka w policzek, a potem odwraca się i odchodzi.
Cała sytuacja jest tak komiczna, że Smee nie może przestać się śmiać. Choć dopiero co został wzięty za chłopaka swojego najdroższego przyjaciela. Jednak mu wcale to nie przeszkadza, w przeciwieństwie do Jonesa, do którego zaczynają docierać fakty. Szelmowski uśmiech zostaje zastąpiony wściekłym grymasem, a słodkie słówka przekleństwami. To tylko bardziej nakręca starego informatyka, który chciałby pohamować śmiech, ale nie jest w stanie.
- I ty siebie nazywałeś kiedyś Szekspirem? - pyta Hucka z rozbawieniem. - Mistrzem słowa i szarmancji? A może on też był gejem? Codziennie uczymy się nowych rzeczy.
Huckelberry podsumowuje to kolejnym przekleństwem i z wściekłością rusza do najbliższego baru. Do tego samego baru, w którym był dzień wcześniej. Smee automatycznie przestaje się śmiać. Nie powinni pojawiać się dwa dni pod rząd w tym samym miejscu. Tym bardziej, że ten idiota Jones postanowił ten raz korzystać ze swoich prawdziwych danych. Za dużo ryzykuje. Za bardzo liczy na łut szczęścia, którego w życiu miał przecież tak mało. Stary informatyk zaciska usta w wąską linię i prędko rusza za przyjacielem. Musi go pilnować, chronić. Musi go przekonać do innego życia. Może Jones rzeczywiście spełniłby się jako projektant mody? 

What if it was just a sweet dream?


Mieszkanie Jonesa nie należy do najprzyjemniejszych. Choć fakt, że jest mieszkaniem tylko na chwilę pewnie odgrywa tu sporą rolę. W każdym razie jest może ono w miarę schludne, ale znać w nim rękę dziecka z patologicznej rodziny. Smee nie umie tego inaczej określić. Niby wszystko leży na swoim miejscu, a jednak panuje tam jeden, wielki chaos, bałagan. Puste butelki po alkoholu może i są zebrane w jednym miejscu, ale wciąż na widoku. To samo tyczyło się gazet pornograficznych. Smee woli nie przyglądać się bliżej temu zakątkowi, który Huck wybrał na gromadzenie tego wszystkiego. Cholerny sentymentalny zbieracz. Ale chyba każdy musi mieć jakąś pasję. Jonesowi najwyraźniej zainteresowanie żeglarstwem nie wystarczyło, albo przerzucił się na zbieractwo ze względu na to, iż mniej się ono kłóciło z kradzieżami. W końcu nie okradają statków, a domy. 
- Nowoczesny pirat - mamrocze pod nosem Smee, przeciskając się miedzy gratami przyjaciela. Cały czas rozgląda się uważnie dookoła, szukając czegoś, co ułatwiło by mu jego zadanie. Ale Jones nie jest człowiekiem schematycznym, ani przewidywalnym i stary informatyk ma problem. Przynajmniej do czasu, gdy odnajduje położony na szafce nocnej pamiętnik. 
Myślisz, że znasz człowieka, a potem odkrywasz jego pamiętnik. Odkrywasz to, że on w ogółem prowadzi pamiętnik. Huckelberry Jones spisuje swoje dzienne przemyślenia na papier! On! Boże na wysokościach, jeśli istniejesz, chroń nas wszystkich. Smee właśnie zaczyna pojmować jak mało zna swojego małego, ukochanego Szekspirka
Nie marnując więcej czasu na rozmyślania i poddawanie się szokowi, bierze do ręki pamiętnik. Te kilkadziesiąt kartek niezwykle mu ciąży. Choć to może nieprzekonane o szlachetnych intencjach sumienie. Smee nie przypomina sobie, by kiedykolwiek czuł coś podobnego przed włamem. Wychodzi na to, że naprawdę kocha tego dzieciaka. Dzieciaka, który nieudolnie staje się mężczyzną. 
- Przecież nie chcę jej zabić. Chcę ją zmusić do naprawienia całego tego gówna - przekonuje sam siebie i wreszcie otwiera pamiętnik Jonesa. Od razu też znajduje to, czego szukał. Cała pierwsza strona zapełniona jest jednym słowem przepisanym po tysiąckroć na różne sposoby. Lucy. Lucy. Lucy. Lucy. Lucy. Lucy. Lucy. Cholerna Lucy i jej błękitne oczy.Ten dureń wciąż ją kocha. Bierze do łóżka tysiące dziewcząt, a wciąż kocha te jedną wariatkę, która go zdradziła. I to z jego bratem! Jak można kochać kogoś kto cię skrzywdził? Smee jest pewien, że nigdy tego nie zrozumie. 
- Dobrze. Ale Lucy jaka? - pyta i zaczyna kartkować pamiętnik w poszukiwaniu nazwiska. Usilnie stara się nie zauważać rysunków, zaschniętych kropel krwi i łez. Widzi słowa skreślone pod wpływem wściekłości i żalu. Serce mu się ściska. 
Wreszcie znajduje jej nazwisko. Crale. Tak, to było to. Kobieta której tak nienawidził ze względu na to, jak skrzywdziła jego Huckelberrego. To też rozstanie z nią na dobre wpędziło chłopaka w interesy z typami spod ciemnej gwiazdy. Jedyne co Smee zdołał naprawić to układy z mafią, a to nie było wcale proste. Oni nie rozumieją słowa nie
Zamyka pamiętnik i opuszcza mieszkanie Jonesa. Teraz musi użyć wszystkich swoich zdolności, by skontaktować się z dziewczyną. I wszystkich swoich sił, by jej potem nie zamordować. Ona jedna może dać szczęście jedynej osobie, na której staremu informatykowi zależy.
- O ile nie jest gejem, jak mu ostatnio zasugerowano - śmieje się cicho pod nosem.

What if i can't forget you?


Lucy Crale wcale się nie postarzała. Przynajmniej Smee nie zauważa, by było inaczej. Jednak czegoś w niej brakuje. To nie ta sama bogini sexu, co dawniej. Choć Huck z pewnością stwierdziłby inaczej. Ale Smee jest obiektywny, Smee wie co widzi, a nie widzi tej same Łabędzicy, którą niegdyś przedstawił mu Jones. Wciąż ma w pamięci tamtą chwilę. Rozpromieniony Huckelberry z śliczną kobietą zawieszoną na jego szyi. Te wszystkie pocałunki, które wciąż wymieniali, a które tak bawiły starego informatyka. Ależ on był wtedy dumny. To jemu Huck przedstawił swoją miłość. Jemu, a nie przybranemu ojcu i matce. Prawda była taka, że im Jones nikogo nie przedstawiał. Powtarzał, że ich szanuje i nic więcej. Żadnej miłości, tylko wdzięczność za opiekę i wybielone zęby. Tak właśnie było. 
Raz jeszcze lustruje stojącą przed nim kobietę i teraz już wie. Nie ma tego błysku w jej oczach. Nie ma tam... miłości. Skruszona wariatka o pustym spojrzeniu. Teraz jej oczy wcale nie wyglądają jak ocean, nie da się w nich utonąć. 
- Tylko się nie porycz - nakazuje i rzuca jej twarde spojrzenie. Pani Crale wygląda jak skrzywdzona dziewczynka. Na jej barkach spoczywa ciężar dawnych przeżyć. Teraz Smee to widzi. Jak ona mogła go zdradzić? Jak mogła skrzywdzić mężczyznę, którego tak wyraźnie kochała? Tego stary informatyk nie wie. - On zaraz tu będzie - dodaje. 
Po chwili też słychać warczenie silnika. Po przeciwnej stronie ulicy parkuje samochód, z którego wysiada młody mężczyzna. Huckelberry Jones w całej swej żałości. Dzień w dzień udający się w jakieś miejsce nad wodą, by powspominać i pocierpieć w samotności. Tego Smee też nie wiedział. Jak mógł tego nie wiedzieć? Huck okazał się zbyt dobrym aktorem nawet dla mężczyzny, który praktycznie go wychował. 
- Idź tam i nie waż się mu powiedzieć, że to ja cię znalazłem i przysłałem. To ma wyglądać na przypadek - rozkazuje twardym głosem. Ale jego oczy nie potrafią kłamać. Patrzą miękko, ze współczuciem. Na oboje. Dwoje młodych kochanków rozdzielonych przez życie. Okropne życie okropnego dwudziestego pierwszego wieku. Lepiej byłoby im w bajce. Tylko czy to oznaczałoby, że Smee jest dobrą wróżką? Ciężko mu się nie zaśmiać na tę myśl. Cholerne hapilly ever after. Nie ma za co, Huck. - No już dziecino. Tylko mu nie mów. Bo jeszcze się wyda, że stary cap ma serce. Leć i módl się o miłość i przebaczenie, którego ode mnie nie otrzymasz. 
Poleciała. Poszła. Krok za krokiem. Tip-topami. Bardzo niepewnie. Jakby się bała, jakby Jones był niebezpiecznym potworem. Potworem. Jak ktokolwiek mógł tak uważać o tym skrzywdzonym przez los chłopaku? Jak on sam mógł tak o sobie uważać? To niesamowite jak często tłuszcza wydaje pochopne osądy. Na tę myśl Smee przypomina sobie o książce, którą ostatnio czytał. Nie żadnej durnej baśni, ale książce z prawdziwego zdarzenia. Takiej z krwią, śmiercią, gwałtem i niesprawiedliwością. Bez szczęśliwego zakończenia. Tam też wszyscy osądzili pewnego młodego chłopaka po jednym jego czynie, choć on uratował ich wszystkich. Idealny literacki odpowiednik Huckelberrego. On też nadawałby się na cierpiącego bohatera. 
Bohatera, który właśnie otrzymał swoją drugą szansę. Smee nie miał prawa widzieć wyrazu twarzy Jonesa. Nie miał prawa go słyszeć. To było za daleko. Ale stary informatyk mógłby przysiąc, że widział jak biedna, zmaltretowana lewa dłoń chłopaka drgnęła tylko po to, by odgarnąć kosmyk złotych włosów z twarzy zdrajczyni. Nie ma na świecie dwóch bardziej wartych siebie dusz. 
- I obyście tym razem uciekli - oświadcza Smee i czuje, jak ogarnia go osłabienie. Ostrożnie opiera się o ścianę i stwierdza, że musi przysiąść. Tylko na chwilkę, na sekundkę. Popatrzy stąd na ich szczęście. Albo zamknie oczy. Zaraz je otworzy, oczywiście. Żeby dalej patrzyć na tę dwójkę idiotów. Na Króla i Królową Katastrofy. Tak. On jeszcze będzie śmiał się z ich dziećmi. Może nawet przekona się do tego całego Petera? Wszystko się jakoś ułoży. Przecież pani Crale ma wpływowego ojca i macochę. Tak twierdzą kontakty Smee, a kontakty Smee nigdy się nie mylą. Wszystko się jeszcze ułoży. Tylko... On chwilę się zdrzemnie. 
Godzinkę.
Dwie. 
Wieczność. 
Przyda mu się sen.
Zasłużył.





To by było na tyle, dziękuję za uwagę.
Stwierdziłam, że brakuje mi Smee, więc sama go sobie ofiarowałam.
Scenkę z projektantem mody dedykuję Skipperkowi, bo wiem jak pragnie by Hakuś spełnił się w tej roli <3
No a całą możliwą tęczę, która pojawia się przez łzy ofiaruję Kundelkowi <3
Matko jak bardzo życie Haka opiera się na miłości XD Zdominowałaś jego żywot, honey!
Także ten, no. Obsługa hotelowa!
No i szanowny PAN SMEE rozgląda się za chętnym na niego AUTOREM :3

 

THE END

3 komentarze:

  1. (Eh, kochamy znikające komentarze... Once again)

    Tradycyjnie, prawdziwa miszczyni tempa z ciebie i rekordzistka w szybkiej publikacji notek ever :D I równie tradycyjnie, przez ciebie chyba nie potrafię napisać tu niczego obiektywnego xD
    Po pierwsze, ogolony Hakuś - już cię za to kocham xD Do tego banda piratów-złodziei na czele z Hakiem i Smee wygrała wszystko. Tyle tu cudnych pomysłów, że nawet nie wiem od czego zacząć! Oczywiście brawa dla części z projektantem mody, bezcenną miną Haka i reakcją Smee xD Skipper miała rację, że w tej roli sprawdziłby się wprost idealnie.
    Biedny ten nasz Hakuś, ale przynajmniej się nie nudzi!
    Niezmiernie mi miło z gościnnego występu, miałam piękną niespodziankę! :D Jak zawsze tyle samo tęczy co dramatu <3 Jak tak dalej pójdzie, to przechrzczą nas na Króla i Królową Tęczy xD Dzięki wielkie :*

    Jej, jak cudownie byłoby, gdyby, ekhem, Smee pojawił się na blogu (i w końcu polubił Lucy, rzecz jasna! :D)

    P.S.: taką obsługę hotelową to ja chętnie przyjmę o każdej porze dnia i nocy, my love xD <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Łał, chyba na tym "łał" bym zakończył, ale to zdecydowanie mijałoby się z celem pisania tego komentarza.
    Konkurs dopiero co został ogłoszony, a ty już wyskakujesz z notką. Jestem pełen podziwu dla ciebie i twojej twórczości, bo notka do najkrótszych nie należy.
    Z cała pewnością masz tępo jednego z najlepszych bolidów F1 :D

    Ale do rzeczy. Notka jest...no co tutaj dużo mówić, jest po prostu świetna. Na swój sposób smutna, chyba nie tak wyobrażałem sobie kapitana Haka aka Huckelberrego Jonesa... Ale twoja wizja jest i tak świetna i ta na swój sposób niespełniona miłość, Smee, który pomaga Hakowi. Cud miód normalnie.

    Nie wiem co mógłbym jeszcze napisać... Może że tak pozwolę sobie sparafrazować słowa pewnego człowieczka:
    Niech wena będzie z tobą...
    I niech moc twórcza cie ogarnie, żebym mógł przeczytać więcej notek z życia Haka naszego :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Po prostu bak mi słów...
    Jak ty pięknie piszesz! Ja z moim drobniutkim talencikiem nawet nie mam co próbować ci dorównać :(
    Pomysł na współczesnego pirata - genialny. Pasuje do pana Kapitana :D
    I kochany synuś potrzebuje alimentów by sobie kupił buty bez sznurówek, bo nie ma kto mu ich wiązać XD
    Ten wątek z projektantem mody i tym niecodzinnym odkryciem, a raczej wnioskiem tej młodej kobiety, mnie rozbroił XD Cóż, niewielu mężczyzn podkrada swoim kobietą kredkę do oczu XD
    Osobiście planuję stworzyć swoją notkę już niedługo... ale brak mi motywacji.

    Mam nadzieję, że niedługo dodasz kolejną notkę :D
    Czekam z niecierpliwością :D

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.