poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Notka walentynkowa

Przepraszamy za spóźnienie, ale brak internetu bardzo komplikował nam sprawę i notka w sumie wyszła zupełnie inna niż chciałyśmy. Mamy tylko nadzieję, że da się to czytać w miarę normalnie, a nie jak jakąś prozę z epoki romantyzmu pełną głębokich uczuć. :)
Fragmenty „Snu Nocy Letniej” w tłumaczeniu Leona Ulricha. Cytaty pochodzą z piosenki Adele „Set fire to the rain”, którą polecamy do słuchania przy czytaniu.

Set fire to the rain

Czasami budzę się przy drzwiach
Serce, które złapałeś, musi czekać na ciebie
Nawet teraz, kiedy już po wszystkim
Nic nie poradzę, szukam cię
Oberon z prawdziwą ulgą opuścił apartament. W tej chwili z całego serca pragnął być wszędzie tylko nie tam. Tylko nie w pobliżu Tytanii i jej milczącej furii. Ze wszystkich nastrojów małżonki, szczerze nienawidził właśnie tego jednego. Wolał by była na niego wściekła, by sprowadzała burze, wypominała mu wszystkie błędy i mówiła nawet najgorsze i najbardziej raniące słowa, byle tylko nie milczała. Chwilami nawet chciał zrobić pierwszy krok. Przerwać milczenie, powiedzieć cokolwiek. Niestety nie potrafił ustąpić. Każda próba kończyła się tylko coraz gorzej. Wszyscy pracownicy, służba, a nawet rodzina wolała trzymać się jak najdalej od nieznośnej cichej wojny, niszczącej na oślep wszystko dookoła i każdego kto próbował choćby minimalnie się wtrącić.
Najgorsze w tym wszystkim było to, że sam Oberon nie był już pewien o co właściwie poszło. Pewnie znów o jakąś głupotę. To zawsze były głupoty, nic nieznaczące drobiazgi, które każda normalna para najzwyczajniej w świecie by zignorowała lub wyśmiała. A jednak po tylu wiekach wspólnego życia, po trudach i problemach, którym niewielu zdołałoby podołać, to właśnie te nic nieznaczące drobiazgi okazywały się najgorsze. Jeszcze kilka wieków temu w ogóle nie zwracali uwagi na sprawy, które teraz urosły do rangi nie do wytrzymania. To wszystko było winą tego nowego, przeklętego świata! W baśniowej krainie bywało ciężko, bywało nawet bardzo źle, ale dopiero tutaj Oberon po raz pierwszy poczuł, że jego świat zaczyna stopniowo się walić. Małżeństwo, które przetrwało tak wiele lat i całe setki prób, teraz powoli się rozpadało z powodu głupich kłótni. Miał dość...
Mimo to w jakimś stopniu cieszył się z dzisiejszego wyjścia. Wieczór w towarzystwie Lorelei był dla niego maleńkim światełkiem w całej tej ponurej burzy. Chociaż martwiło go, że postanowiła spędzić walentynki z nim, zamiast na wspólnym wyjeździe, który podarował jej i Hakowi, to i tak cieszył się, że znów ją zobaczy. Zmarnował bezpowrotnie tak wiele lat, tyle okazji do radości i wiedział, że nigdy już tego nie naprawi. Miał tylko nadzieję, że nie zrujnuje również przyszłości. Nawet jeśli oznaczało to tolerowanie jej ukochanego pirata i przymykanie oka na niektóre z jej wybryków. Dla swojej najdroższej córeczki, dla swojej wspaniałej Lorelei, zrobiłby wszystko. Nawet zgodził się na wieczór w teatrze i oglądanie tej kretyńskiej sztuki doczesnych.
„Sen nocy letniej” Williama Szekspira. Oberon zastanawiał się czy Lorelei zrobiła to złośliwie czy po prostu nie rozumiał jej dziwnego poczucia humoru, które było najpewniej skutkiem złego wpływu jaki miał na nią ten przeklęty pirat. Odszukał niewielką lożę. W środku były jedynie dwa miejsca, a także mały stolik z butelką wina i liścikiem. Bez zbytniego pośpiechu wziął liścik. Zanim jednak przeczytał pierwsze słowa w drzwiach loży stanęła Tytania. W mgnieniu oka, nawet bez czytania liściku, domyślił się co się w nim znajdowało i jakiż to szatański plan uknuła jego „kochana córeczka”. Mógł się tego domyślić...
– Czyżby Lorelei postanowiła oszukać także ciebie? – spytał chłodno, wpatrując się uważnie w małżonkę. Tytania na pierwszy rzut oka wydawała się oazą spokoju, z pięknym i delikatnym uśmiechem na twarzy. Jedynie lekko zmrużone oczy zdradzały jej wściekłość. Oberon dobrze znał każde jej spojrzenie, każdy drobny szczegół jej twarzy był dla niego jak otwarta księga. Tak samo jak wiedział, że on również nie miał przed nią żadnych tajemnic, co było w równym stopniu cudowne i przerażające.
– Hagen, twój syn – odpowiedziała ostro, wyraźnie podkreślając słowo „twój” – twierdził, że chce się ze mną spotkać w jakiejś ważnej sprawie. Dobrze wiesz, że z przyjemnością skorzystałabym z każdej okazji byle tylko nie musieć cię oglądać – powiedziała niemal jednym tchem, nie odrywając spojrzenia od Oberona, zupełnie jakby to wszystko było próbą sił. Kto pierwsze opuści wzrok, kto pierwszy się podda.
Gdy Oberon na chwilę odwrócił od niej spojrzenie, jej serce zabiło nadzieją.
Po prostu powiedz, że się myliłeś! Albo jeśli nie potrafisz tego zrobić, to powiedz chociaż, że wciąż mnie kochasz... Nadzieja szybko prysła, gdy dostrzegła trzymaną w jego dłoni ozdobną kopertę. Zacisnęła nerwowo szczękę i ze złością wyrwała mu liścik, czytając go nerwowo.
– Chcą byśmy się pogodzili – oznajmił z obojętnością, która doprowadzała ją do furii. Możesz mówić co chcesz, ale nie udawaj, że nic cię nie obchodzę!
– Widzę. Biedna mała Lucy wciąż wierzy w miłość i jej magię. Jakim cudem nie zabiłeś w niej jeszcze resztek nadziei? – nie pozostała mu dłużna. Skoro chciał ją ranić, mogła zranić go jeszcze bardziej. Jeśli na czymkolwiek mu w tej chwili zależało to tylko na dzieciach.
Widziała, że odniosła sukces. Uderzyła w czułą strunę, w najbardziej wrażliwy punkt. Dostrzegła na jego twarzy ból, którego nie potrafił ukryć, chociaż bardzo się starał, a także wściekłość, że przegrywa.
Nie odezwał się ani słowem, nawet na nią nie spojrzał, jedynie ze złością usiadł na jednym z miejsc.
– Naprawdę zamierzasz oglądać tą sztukę? – spytała z drwiną, znając stosunek męża do wystawianego dzieła.
Nie odpowiedział. Nie zaszczycił jej nawet spojrzeniem. Niech cię szlag, Oberon!
– Świetnie! – zajęła miejsce obok niego – od dawna uważałam, że powinieneś to obejrzeć. Jest bardzo, ale to bardzo prawdziwa w tym jak cię przedstawia. Z przyjemnością na to popatrzę. – celowo usiadła tak, by mieć widok zarówno na scenę jak i na Oberona. Mimo to unikała jego spojrzenia. Być może dlatego, że wystarczyło by choć raz spojrzał jej w oczy, a wyczytałby z nich wszystko. Mam dość. Nie mam już siły z tobą walczyć. Jeśli już mnie nie kochasz, skończ to, pogódźmy się, albo rozstańmy raz na zawsze! Tylko błagam nie udawaj, że cię to nie obchodzi...
Siedzieli w milczeniu aż do rozpoczęcia spektaklu. Wreszcie początek sztuki przerwał tą koszmarną ciszę panującą między nimi. Akt pierwszy minął w mgnieniu oka. Zresztą kogo obchodziła głupia Helena, Lysander, Demetriusz czy Hermia? Albo sztuka wystawiana przez wieśniaków.? Dopiero gdy na scenie pojawił się Puk, Tytania uśmiechnęła się nieznacznie z sympatii do Robina, którego pan Szekspir sportretował wyjątkowo trafnie.
W końcu na scenie, wśród odgłosów burzy, pojawiły się dwie baśniowe postacie. Król i królowa. Ich obicia w fantazjach doczesnych... Oboje przyglądali się swoim teatralnym portretom z niemałym zainteresowaniem. Choć żaden z aktorów nie był do nich podobny, zwłaszcza w tej przesadzonej charakteryzacji, musieli przyznać, że było coś w ich grze i sposobie jakim mierzyli się wzrokiem, co na swój sposób przypominało to jak Oberon i Tytania naprawdę potrafili na siebie patrzeć, zwłaszcza w złości.

„Niemiłe zejście przy świetle księżyca,
Dumna Tytanio!”

„Zazdrosny Oberon?
Wróżki, odlećmy, wyrzekłam się bowiem
I towarzystwa, i jego łożnicy.”

Tytania z trudem powstrzymała śmiech, zerkając na męża.
– Pierwsze słowa, a jakże prawdziwe... – szepnęła prowokująco. Uśmiechnęła się widząc, że przestał udawać zainteresowanie sztuką i wreszcie odwrócił się do niej.

„Stój, stój, zuchwała! Czym nie jest twym panem?”
„A więc ja twoją powinnam być panią”

Miała wrażenie, że rozbrzmiewające ze sceny słowa są wręcz odbiciem ich własnych myśli, kiedy przez chwilę wpatrywali się w siebie z mieszaniną złości i wzajemnego żalu. Szybko jednak kolejne sceny odebrały jej cały zapał do walki...

„Po coś tu przybył z kończyn ziem indyjskich?
Bo twa krzykliwa w bucikach kochanka,
Bo Amazonka, twoja wojowniczka,
Tezeuszowi oddaje dziś rękę”
„Nie maszli wstydu, Tytanio, wspominać
O Hippolicie, gdy wiesz, że mi dobrze
Twe z Tezeuszem znane są zaloty?”

Tytania nerwowo zacisnęła dłonie. Samo wspomnienie o Hippolicie i jej romansie z Oberonem napawało ją bezsilną złością. Nawet docześni wiedzieli... I jeszcze śmieli się z tego? Na dodatek obrzydliwie zarzucając jej romans z Tezeuszem. Z tym tępym, pustym królewiczem! Nie miała nawet chęci by spojrzeć w tej chwili na Oberona, bo wiedziała, że potraktowałby to tylko jako zaczepkę i wstęp do swoich irracjonalnych scen zazdrości.
Tym bardziej drgnęła, gdy poczuła na twarzy oddech swego męża, który pochylił się w jej stronę i szepnął do niej.
– Naprawdę myślisz, że mogłoby mnie coś łączyć z Amazonką? – jego głos brzmiał dziwnie. Nie było w nim dotychczasowego chłodu czy obojętności. Przez chwilę pomyślałaby, że triumfował przyłapując ją na zazdrości, której zawsze się tak wypierała. A może to było jedynie zwykłe rozbawienie? Drwina?
Odwróciła się, by na niego spojrzeć. Był tak blisko... Po raz pierwszy od tych koszmarnych kilku dni zniknął dystans. Sama nie wiedziała czy ten fakt ją cieszył czy... denerwował?
Po prostu przestań ze mną igrać. Powiedz mi prawdę, co naprawdę myślisz.
Jej spojrzenie chyba wyrażało więcej niż by chciała, bo zauważyła jak wyraz jego twarzy złagodniał.
– Przysięgam ci, że nie tknąłbym jej choćby była jedyną kobietą na świecie – powiedział.
Poczuła dziwną ulgę słysząc te słowa. W tej chwili nie mogła usłyszeć nic piękniejszego. No może prócz słów „kocham cię, skończmy z tą kłótnią”. Kiedy Oberon się od niej odsunął miała wrażenie, że ta krótka, ulotna chwila właśnie się rozsypuje... Instynktownie złapała go za rękę.
– Posłuchaj... Wiesz, że nigdy nic nie łączyło mnie z Tezeuszem, prawda? – szepnęła patrząc mu w oczy.
– Wiem...
– Zawsze byłeś tylko ty. Od tamtej chwili, kiedy zobaczyłam cię po raz pierwszy. Nigdy nie chciałam nikogo innego...

Pozwoliłem upaść mojemu sercu
A kiedy upadało, zgłosiłaś się po nie
Ciemno było, a ja już odpuściłem
Aż pocałowałaś mnie i ocaliłaś
Chłodny wiatr rozwiewał jej włosy. Niebo było ciemne od zbierających się gradowych chmur, zbliżała się jedna z kwietniowych burz. Zwykle lubiła te burze i oczyszczające, rześkie powietrze jakie ze sobą niosły. Lubiła kwiecień, gdy natura budziła się do życia, gdy radość i słońce przeplatały się z chłodem zimy. To był jej ukochany miesiąc. Od zawsze aż do teraz... Dzisiejszego dnia nienawidziła kwietnia, nienawidziła słońca, deszczu i całego świata. Nienawidziła samej siebie za to, że w ogóle opuściła zieloną wyspę i przypłynęła do tego dzikiego kraju, do tego mrocznego, szarego królestwa. I do przeklętego olszynowego króla. Jego w tej chwili nienawidziła najbardziej...
Całe życie była tak rozsądna, tak bardzo wierzyła w to, czego nauczyli ją rodzice, że jest silna i nie potrzebuje nikogo. Do niedawna nawet wierzyła, że w przeciwieństwie do tych wszystkich głupiutkich księżniczek, nie potrzebuje do szczęścia mężczyzny. W końcu nie była głupiutką księżniczką siedzącą w wieży, tylko królową. Potężną królową, wielką czarodziejką, silną przywódczynią... i oto właśnie płakała z powodu mężczyzny, który nie był wart nawet jednej z tych łez!
Pamiętała jak ujrzała go po raz pierwszy. Wiele miesięcy temu, w czasie Samhain. Przybyła właśnie zza morza, by spotkać tajemniczego króla elfów, by negocjować z nim sojusz, na którym skorzystałyby oba królestwa. Przyjął ją z najwyższymi honorami, był nienaganny i perfekcyjny w swoich manierach, idealnie taki jaki powinien być król. I był piękny... Chyba pierwszy raz pomyślała tak o jakimś mężczyźnie. A jednak nie umiała znaleźć innego słowa by opisać jego niezwykłość. Nawet mrok i wszechobecna czerń jakimś cudem czyniła go fascynującym. Przez moment wydawało jej się, że nie był żywą istotą lecz duchem jednego z dawnych królów, któremu noc Samhain pozwoliła na krótką chwilę zagościć w świecie żywych... Ale był prawdziwy!
Fascynował, ale była to fascynacja czymś nowym i nieznanym. Był zagadką, którą chciała rozwiązać i triumfować mogąc powiedzieć mu „znam wszystkie twoje tajemnice!”. Ale nigdy nie chciała go kochać! Był przeciwieństwem tego czego pragnęła, przeciwieństwem tego w co wierzyła i o co chciała walczyć. W pewnym sensie był upiorem, cieniem króla którego mogłaby pokochać. To nie mogło się wydarzyć...
Niemniej wystarczyło kilka jego słów, by siedziała teraz w środku lasu i płakała jak dziecko. Jak głupia księżniczka, która nie potrafi normalnie żyć, bez miłości rycerzyka czy innego księcia na białym koniu. Te słowa zniszczyły jej życie. „Wyjdź za mnie”. Jak w ogóle mogła ucieszyć się na te słowa? Jak mogła chcieć powiedzieć „Tak”? Przecież chodziło mu tylko o politykę. O sojusz, o powiększenie królestwa, bogactw i własnej mocy! Sam jej to powiedział przekonując o korzyściach z tego małżeństwa. Powinna być wściekła. Powinna posłać go do samego piekła! Zamiast tego po prostu uciekła. Rozpłakała się jak zwykła głupia dziewczyna. Zakochana dziewczyna... Jakim cudem mogła go w ogóle pokochać? Jak mogła polubić jego towarzystwo? Owszem był mądry i potężny, znał fascynujące tajemnice i mieli ze sobą tak wiele wspólnego, ale to nic nie znaczyło. On nie miał serca... Sprzedał miłość w zamian za władzę. Jak można było kochać kogoś takiego?
– Mab... Wszystko w porządku? – usłyszała jego głos za swoimi plecami. Poczuła jak przeszył ją lodowaty dreszcz.
– Nic mi nie jest – pośpiesznie otarła łzy. Nie mógł zobaczyć jej słabości. Nie on... – Potrzebowałam chwili samotności by przemyśleć twoją prośbę – zebrała wszystkie swoje siły, by zmusić się do spojrzenia na niego, do tego by mówić swobodnie i by powstrzymać napływające jej do oczu łzy.
– Jaka jest twoja decyzja? – spytał, jak zwykle niewzruszony, zupełnie jakby pytał ją czy zdecydowała się jaką suknię założyć.
Nienawidziła go w tej chwili z równą siłą z jaką serce biło jej szybciej na jego widok.
– Czy ty mnie kochasz? – podeszła do niego powoli czując, że kręci jej się w głowie z nadmiaru emocji. To nie tak miało być! To wszystko nie tak...
Stanęła naprzeciwko niego i wzięła go za ręce. Wpatrywała mu się w oczy, pragnąć przebić się przez ten głęboki mrok i dostrzec w jego oczach choć jedną iskrę jakichkolwiek uczuć.
Powiedz coś... Powiedz, że mnie kochasz. Albo, że potrafisz pokochać. To mi wystarczy. Daj mi nadzieję, a będę twoja. Tylko nie mów, że nie wierzysz w miłość...
– Proszę, powiedz coś... – dodała niemal szeptem, nie mogąc znieść ciszy z jego strony.
Czuła na sobie jego spojrzenie, to jak wpatrywał się w nią w milczeniu. Nie potrafiła go rozgryźć, nie potrafiła dostrzec nawet przebłysku, który mógłby dać jej jakiś znak. Był tylko mrok. I smutek?
– Gdybym tylko mógł cofnąć czas, oddałbym swoje serce tobie – przyznał
Nie potrafiła powstrzymywać więcej łez. Nie miała już sił walczyć i udawać dzielnej kobiety. Po raz pierwszy w życiu chciała choć na chwilę zapomnieć, że jest wielką królową i być tylko zwyczajną zakochaną dziewczyną...
– To mi wystarczy – uśmiechnęła się przez łzy, ujmując jego twarz w dłonie – Wierzę w ciebie...
Stanęła na palcach i pocałowała go. Nie tak wymarzyła sobie swój pierwszy pocałunek. Miał być piękny i romantyczny, najlepiej w najpiękniejszym zakątku magicznego królestwa. Tymczasem stała pośród szarych, pokręconych drzew w olszynowym gaju, a pierwszy pocałunek miał smak gorzkich łez...

Moje ręce są silne
Ale moje kolana były o wiele za słabe
By ustać w twoich ramionach
I nie upaść ci do stóp
Świat zawirował. Czas się zatrzymał. Krótka chwila, mgnienie oka, w którym magicznie zaklęta była cała przeszłość i przyszłość. Wszystkie uczucia, cała istniejąca magia. Wszystko to zamknięte w tym jednym jedynym pocałunku. Czuł jakby każda sekunda życia przelatywała mu przed oczyma, jakby każde uczucie, jakiego w życiu doświadczył, powracało teraz ze stukrotną siłą. Czuł dotyk jej drżących ust i smak jej łez. Czuł, że nie chce już nigdy więcej wypuścić jej z ramion, że nie pragnie niczego ani nikogo innej prócz niej. Czuł... po raz pierwszy od dawna czuł...
Oderwała swoje usta i spojrzała na niego z nadzieją jakiej nie widział nigdy wcześniej. Była blada ze zdenerwowania, z którym nie miała już siły walczyć. Z jej spuchniętych od płaczu oczu, wciąż wypływały kolejne łzy, spieczone usta drżały jej z emocji, a potargane wiatrem włosy kleiły się do mokrej od łez twarzy. A mimo to nigdy nie wydawała mu się tak piękna jak w tej chwili.
Gdy ujrzał ją po raz pierwszy od razu zobaczył w niej królową. Taką jaką powinien mieć przy swoim boku. Była wspaniała – potężna, silna i nieugięta. Władała mocą potężniejszą od magii wszystkich znanych mu czarodziejek. I była piękna. Tak idealna, jakby nie pochodziła z realnego świata, lecz wprost ze snów. Już wtedy wiedział, że mogłaby być jego królową. Z każdym kolejnym dniem, tygodniem, miesiącem, utwierdzał się w przekonaniu, że była perfekcyjna. Imponowała mu i fascynowała pod każdym względem. Jednak dopiero dzisiaj, teraz stojąc tu, trzymając ją w ramionach i patrząc w jej szkliste od łez oczy, poczuł, że była kimś więcej niż myślał. Nie była tylko królową, którą chciał poślubić z tych wszystkich rozsądnych i racjonalnych powodów... Była kobietą, którą chciał kochać do końca swoich dni, przy boku której chciał spędzić całe swoje życie. Od teraz już na zawsze, do końca czasu...
Delikatnie, z największą czułością otarł jej łzy. Miał wrażenie, że z każdą chwilą, z każdą sekundą świat dookoła nich się zmienia. Zza burzowych chmur powoli wyjrzały pierwsze promienie światła. Drzewa wokół nich zaczęły pokrywać się pączkami i drobnymi liśćmi. Ziemię pokryła trawa, wśród której nieśmiało zaczęły pojawiać się pierwsze wiosenne kwiaty. Czuł jak cały świat wraz z nim obudził się do życia. Wszystko dzięki niej... Tym razem to on złożył na jej ustach pocałunek. Dziwnie niepewny, zupełnie jakby czynił to po raz pierwszy. Jakby wszystko co przeżył do tej pory było nierealnym snem, jakby nie było żadnej przeszłości – tylko tu i teraz. Tylko ona...
Nie potrafił powstrzymać łez wzruszenia, nie potrafił racjonalnie myśleć, ani zachować niezruszonego spokoju i obojętności, która towarzyszyła mu przez całe życie. Najchętniej zatraciłby się w tym pocałunku i już nigdy nie wrócił do rzeczywistości. Z trudem odsunął się nieznacznie. Nie chciała wypuścić go z ramion i on również nie chciał by to zrobiła. Ale musiał, musiał to zrobić jak należy. Klęknął przed nią i podniósł wzrok by spojrzeć jej w oczy.
– Mab... Kocham cię i pragnę spędzić z tobą resztę życia, całą wieczność, aż do końca czasu. Bądź moja i tylko moja... – zsunął z palca królewski pierścień, a ona pozwoliła mu wsunąć go sobie na palec. Nie musiała nic mówić, ten gest wystarczył mu za odpowiedź. Jedno jej przepełnione uczuciem spojrzenie znaczyło dla niego więcej niż najpiękniejsze wyznania.
Uklękła tuż przed nim. Oparła czoło o jego czoło i przez chwilę trwała tak razem z nim w milczeniu. Drżącymi dłońmi zsunęła z palca pierścień z białym kamieniem i wsunęła mu go na palec.
– Dla mnie już jesteś moim mężem – wyszeptała obejmując go z całych sił – Obiecujesz, że będziesz mój i tylko mój? Na zawsze, na całą wieczność?
– Obiecuję. Niczego bardziej nie pragnę.


Ale podpaliłam deszcz
Patrzyłam, jak płynie, kiedy dotknęłam twojej twarzy
Cóż, płonął, kiedy płakałam
Bo usłyszałam, jak woła twoje imię
Nie odpowiedział ani słowem. Chociaż chciał jej powiedzieć tak wiele. Minęły całe wieki, zmienił się świat, zmieniło się całe ich życie, ale tak naprawdę wciąż pragnął tego samego, swojej królowej, która wierzyła w niego, która go ocaliła i dała mu największe szczęście.
Nigdy nie chciałem niczego więcej. Złota, władzy, mocy... Chcę tylko ciebie. Oddałbym wszystko by znów było jak dawniej, jak wtedy gdy wciąż się nie kłóciliśmy.
Przez krótką chwilę uśmiechnął się do niej. Nie był już nawet pewien o co się pokłócili, więc czy warto było w ogóle to ciągnąć?

„Śmiertelnych ludzi głód dręczy; już zima,
A ich wieczorów pieśń nie rozwesela,
Przeto i księżyc, ten król morskich toni,
Blady od gniewu, za mgłami i deszczem,
Sieje po ziemi tysiączne choroby;
Pory się roku zmieniły w zamęcie,
Na świeże łono róży mróz upada,
Na siwej głowie i na brodzie zimy,
Jak na szyderstwo, słodkich lata pączków
Wonne paciorki puszczają na chwilę.
Wiosna i lato, płodna jesień, zima,
Swoje zwyczajne odmieniły barwy,
Świat ich zdziwiony nie może rozróżnić.
Całe to mnogie strasznych klęsk potomstwo
Z naszych wyrosło sporów, naszych kłótni,
My ich początkiem, my ich rodzicami.”

Delikatnie dotknął jej dłoni. Nie cofnęła jej, ani nie spojrzała na niego, a mimo to wzięła go za rękę. On także nic nie powiedział. Był pewien, że wiedziała lepiej niż, gdyby próbował jej cokolwiek mówić.
Przez dłuższą chwilę siedzieli w milczeniu, śledząc rozgrywającą się na scenie historyjkę z udawanym zainteresowaniem.
– Oberonie? – odezwała się w końcu, odwracając wzrok od sceny – Czy ty mnie jeszcze kochasz?
– Przecież wiesz... – jej pytanie zabolało go bardziej niż wszystkie słowa jakimi raniła go w kłótniach, bardziej niż obelgi, czy oskarżenia o zdrady – Kocham i zawsze będę kochał. Czemu w ogóle o to pytasz?
Uśmiechnęła się blado i poprawiła w fotelu, tak by móc patrzeć na niego, a nie na scenę.
– Jestem zmęczona. Wciąż kłócimy się o drobiazgi... Zobacz, nawet Docześni śmieją się z naszych kłótni. Po prostu nie mam już na to siły. Jeśli tak bardzo nie możesz już ze mną wytrzymać może powinniśmy w końcu się rozstać – mówiła spokojnie, choć wiedział ile kosztowały ją te słowa.
– Nie mógłbym żyć bez ciebie – odparł gwałtownie, niemal podnosząc głos – Jeśli chodzi ci o moją zazdrość...
– Nie – zaprzeczyła pośpiesznie, miał wrażenie, że nawet się uśmiechnęła – Wbrew temu co mówię lubię twoją zazdrość. Często celowo robię ci na złość, żebyś wściekał się z zazdrości o mnie. Wiem wtedy jak bardzo ci zależy. Nie mów, że przez te wszystkie lata tego nie zauważyłeś?
– Zauważyłem – odparł z uśmiechem – I zawsze obiecuję sobie, że nie dam ci się wciągnąć w te gierki... Ale nie potrafię wytrzymać nawet kiedy ktoś na ciebie patrzy. Wiem co sobie myślą ci wszyscy mężczyźni, którzy pożerają cię wzrokiem i mam chęć ich za to zabić.
Uśmiechnęła się do niego i mocnej ścisnęła jego dłoń. Delikatnie przejechała palcami po pierścieniu, który podarowała mu tamtego dnia, gdy przysięgali sobie miłość. Wiedziała, że nigdy go nie zdejmował. Nawet przy najgorszych kłótniach, kiedy było bardzo źle... Szybko jednak jej wzrok padł na drugi pierścień, który również od jakiegoś czasu zawsze towarzyszył jej mężowi. Przeklęty pierścień Nibelungów. Miała wrażenie, że wszystko układało się dobrze kiedy ten potworny przedmiot spoczywał ukryty pod skałą. Wszystko zaczęło się psuć, kiedy pierścień wrócił do swego pana.
– Czasem mam wrażenie, że jesteś żonaty ze mną i ze swoim przeklętym złotem – czuł ciężar jej spojrzenia – Nie chcę cię zmuszać do tego byś wybierał między mną, a tym czymś, bo wiem, że nie mogę tego od ciebie wymagać. Ale nie chcę ciągle z tym konkurować...
Miała nadzieję, że nie rozpęta w ten sposób kolejnej kłótni. W końcu miała wrażenie, że Oberon był przeczulony na tym punkcie. Ostatnio nawet bardziej niż kiedykolwiek. Zaskoczył ją jednak, kiedy zobaczyła, że zdjął przeklęty pierścień i schował do kieszeni. Miała wrażenie, że westchnął cicho, zupełnie jakby nawet tak nieznaczne rozstanie z tym koszmarnym przedmiotem sprawiało mu fizyczny ból.
– Przecież wiesz, że nic nie jest dla mnie ważniejsze od ciebie – powiedział udając, że nic się właściwie nie stało.
– Za to chyba warto wypić – powiedziała siląc się na uśmiech. Dziękuję, po prostu ci dziękuję...

„Lat tysiące niech przepłynie,
A dom szczęściem ten niech słynie!”

W tle rozbrzmiewał ostatni akt sztuki, kiedy w końcu oboje mogli odetchnąć z ulgą. Burza minęła.

Kiedy tak leżę przy tobie
Mogłabym tu zostać, zamknąć oczy
Czuć cię tutaj, na zawsze
Ty i ja razem, nie ma nic lepszego
Przytuliła się do męża. W świecie doczesnych powoli zbliżał się ranek, ale nie była senna, ani zmęczona. Wręcz przeciwnie, czuła się wspaniale. Zupełnie jakby na chwilę zniknął gdzieś ciężar wspólnych lat, wszystkie problemy. Jakby znów była tą młodziutką królową, która choć na chwilę chciała przestać być silna, która przez krótką chwilę marzyła tylko o tym, by jej król ją kochał.
Chciała znów wrócić do tamtych dni, kiedy była tą jedną jedyną w jego życiu. Kiedy nie było dzieci, ani wnuków. Kiedy przeklęty skarb spoczywał ukryty gdzieś daleko. Kiedy Oberon należał tylko do niej.
Ucałowała go czule, rozkoszując się łagodnym dotykiem jego dłoni na swoim nagim ciele. Nawet po kilku wiekach wciąż wzbudzał w niej te same uczucia. Nikt inny nie potrafił doprowadzić jej do łez, nikt inny nie umiał sprawić by potężna królowa wróżek stała się zwyczajną kobietą – żoną, kochanką, przyjaciółką, matką... Tylko przy nim chciała na chwilę się poddać i powiedzieć „jestem twoja”. Uśmiechnęła się obejmując go i przyciągając jeszcze mocniej do siebie. Dziś nie zamierzała iść do pracy. Nie zamierzała nawet na chwilę rozstawać się z Oberonem.
Obsypywał ją pocałunkami, nie wiedząc jakim cudem jeszcze poprzedniego ranka mógł nie chcieć z nią nawet rozmawiać. Jak cokolwiek mogło być ważniejsze od niej? Była wszystkim, była całym jego życiem. Bez niej świat nie miałby najmniejszego sensu.
– Zdradzić ci pewien sekret? – szepnęła mu nagle do ucha.
– Masz jeszcze przede mną jakieś sekrety? – odpowiedział pytaniem na jej pytanie.
Uśmiechnęła się tajemniczo, po czym popchnęła go delikatnie na łóżko. Teraz to ona znalazła się nad nim. Musnęła jego usta drażniąc się z nim.
– Ta historia skończyła się nieco inaczej...
– Która historia?
– Ta z osłem. Naprawdę myślisz, że udało ci się mnie przechytrzyć i wygrałeś?
Spojrzał na nią z rozbawieniem.
– Oczywiście, że wygrałem. Jesteś moja.
– Nie zapominaj kto nauczył cię uroków miłosnych – szepnęła między kolejnymi pocałunkami.
– Zaraz... Chcesz powiedzieć, że ty...
Nie dała mu dokończyć zamykając mu usta długim i namiętnym pocałunkiem. Dopiero po chwili znów się odezwała. Nachyliła się i łagodnie wyszeptała mu do ucha.
– Naprawdę myślisz, że tak łatwo bym się poddała i nie próbowała odegrać? Koniec końców i tak zawsze robisz to czego chcę. To ty jesteś mój...
I zawsze będziesz.

6 komentarzy:

  1. Wow - tylko tyle jestem w stanie z siebie wydusić po przeczytaniu notki. A już dawno nie czytało mi się czegokolwiek tak łatwo, płynnie i przyjemnie. To, co nam przedstawiliście, jest po prostu mistrzostwem. Zakochałam się w przedstawionym przez Was tekście, zakochałam się w tak silnej miłości, która łączy Mab i Oberona.
    I w tym właśnie rozmarzeniu pojadę na nudne, przyziemne zajęcia. Nie żałuję. :D
    Ja oraz Miyuki nie możemy się już doczekać, aż poznamy dwie strony tak cudownego medalu bliżej. Obie jesteśmy Wami zachwycone - chociaż Miyuki nie przyzna tego tak chętnie jak ja.
    Gratuluję cudownego opowiadania! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Wielkie brawka dla was słoneczka <3 Czytało się cudnie ^^ Tylko aż ciarki przechodzą, gdy się pomyśli, że Hakuś do takie rodzinki chce się wplątać XD <3 Ale, ale... W końcu zawsze wygrywa miłość, nieprawdaż? I póki jest Tytania to Oberon nie taki straszny, jak to ślicznie udowodniliście w tekście :3
    I scena oświadczyn - cudo :D Biedna, płacząca Tytania. Co to za facet, skoro ją do łez doprowadza? Chociaż może akurat ja w te kwestii nie mam prawa się wypowiadać XD
    W każdym razie notka przeurocza, fragmenty "Snu nocy letniej" idealnie dobrane. No i w ogóle ładnie się wszystko ułożyło. Kolejna kłótnia zażegnana i to się liczy! Po takim waszym wystąpieniu aż duma rozpiera, że Hakuś ma takie, a nie inne z wami powiązania <3 Bo Oberon i Tytania są po prostu... co już dobrze wiecie... FABULOUS <33333
    Tak jak to napisane przez was cudo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oh, pięknie wam to wyszło! :D Opisy i sam styl pisania są po prostu idealnie dobrane, pasujące do Oberona i Tytani - takie, hm, wyniosłe i iście królewskie :D Charakter tatusia genialnie oddany, Tytania cudnie wredna, uwielbiam <3 Scena w lesie bardzo romantyczna i chwytająca za serduszko! I ten pomysł z ukazaniem ich myśli <333
    Do tego ta okropna Lucy <3 :D I Hakuś, znowu jako ten zły, eh xD
    Mogę tylko dodać to samo - FABULOUS! xD

    I duuuużo tęczy dla was!
    <3333333333333333333333333333333333333333333333

    OdpowiedzUsuń
  4. Popieram Night Tear i skomentuje dokładnie tak samo - jedno wielkie Wow. Notka jest niesamowicie napisana, genialnie dopracowana, no i klimat przepięknie wykreowany. Jest bajkowo i nie z tego świata, czyli perfekcyjnie. :)
    Koniecznie musicie napisać razem kolejne notki, bo wyszło wam to cudownie! jestem zachwycony i już nie mogę się doczekać wątków z wami. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. No tatko... ty i te twoje klotnie - nie wiem czy uciekac, plakac czy sie smiac ;p Było bosko i nawet wyciagnelam stos chusteczek. Moge je jeszcze pokazac.
    Ja chce na opka... czuje sie taaka samotna ;) I wiecej czytania cudnych notek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i zapomnialabym bo bylo to pierwsze co mi przyszlo podcza czytania: papcio pod pantoflem *szczerzy sie*

      Usuń

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.