sobota, 8 kwietnia 2017

Jam jest Kukłą, Jam strachem bez twarzy


Ivan Zwonariew
nazywany "Hrabią" || hrabia Manteufel || były oficer Armii Carskiej || były oficer NKWD || były oficer GRU || kiedyś zastępca szeryfa w Fabletown || zwolniony ze stanowiska po pół roku urzędowania || szemrane interesy || oficjalnie biznesmen || silny rosyjski akcent || czarne ubrania || głównie garnitury || posiadacz kilku ziem baśniowców odkupionych za bezcen || nałogowy palacz || żonaty z Białą Damą prawie dwieście lat ||  kiedyś jeździł czarną Wołgą (ale nie tą konkretną) || obecnie BMW (ale bez trzech szóstek w rejestracji) || powrócił do Fabletown pod koniec 2016 po dziesięciu latach nieobecności || apartamentowiec Woodlands

Jam twym odbiciem
I wspomnień malarzem
Czarnym aniołem bez skazy

Za czasów jednego z królów elekcyjnych Polski - Augusta II Mocnego, krążyły legendy jakoby po okolicach Miechowa grasował człowiek poruszający się w czarnej karecie, do której zostało zaprzęgniętych sześć czarnych koni. Człowiek ów rzekomo był ubrany w czarny kontusz, opasany jedwabnym pasem i w narzucony płomienisty żupan. Zawsze pojawiał się w towarzystwie służby, która również była ubrana na czarno. Ludzie obawiali się tego jegomościa, gdyż spotkanie z nim wiązało się z wycieczką w jedną stronę do piekła. Hrabia Manteufel...
Gdzie przebywał nim trafił do Fabletown? W Rosji głównie. Trochę w Polsce, gdzie ożenił się z Białą Damą...
Jego, żona to ma cierpliwość! W końcu która z pań wytrzymałaby ciągłe rozłąki ze swoim mężem! Ma się wrażenie jednak, że kochają się na zabój...ale czy to nie są tylko pozory? W końcu jednak to diabeł jest. Diabeł, który już nie porywa do piekła, on urządza piekło na ziemi.
O tym doskonale wiedzą ci, których przesłuchiwał jako oficer Armii Carskiej, jako oficer NKWD, czy też i baśniowcy, którzy mieli wątpliwą przyjemność z nim obcować sam na sam podczas gdy hrabia piastował urząd zastępcy szeryfa.
Czasami zastanawiają się ludzie co jego żona w nim widzi. Owszem jest bogaty, ale i jego małżonka do biednych nie należała. Do tego hrabia znika często i nie pojawia się czasami przez kilkanaście lat! Do tego jego szemrane interesy, poglądy diametralnie różniące się od tych, które ma Król Cole, zdrady których dopuszcza się bardzo często. Ktoś kiedyś nawet niby słyszał jakoby po jakiejś najzwyklejszej kłótni jego małżonka płakała przez cała noc, a następnego dnia wyszła z mieszkania w okularach przeciwsłonecznych i w mocnym makijażu, który chociażby trochę przykrył wydarzenia, które miały miejsce poprzedniej nocy.
A przecież jego żona to dobra kobieta, która prowadzi fundację dla baśniowców, którym trochę w życiu nie wyszło. Kobieta nad wyraz spokojna o anielskiej cierpliwości. Odwiedzająca często farmę i pomagająca tamtejszym mieszkańcom.
Gdyby Zwonariew kandydował na burmistrza to pewnie wybrano by jego żonę... Chociaż jeśli biorąc pod uwagę wiek XX to i radykalni politycy mają poparcie... Ale może i nawet lepiej, że Ivan nie zamierza oficjalnie bawić się w politykę. Wystarczy mu raz na jakiś czas "sypnąć groszem" na cele dobroczynne i tyle (chociaż to tak właściwie jego żona "sypie groszem")... Ale to nie ważne jest w tej chwili...

Jam kusicielem
I królem czartów
Jestem natchnieniem
Bezwzględnym grabarzem

=======
Cóż i jest... Trzecia postać, pan z legend polskich. Mam nadzieję, że jakoś się przyjmie. Tytuł oraz te piękne kawałki wklejone w kartę pochodzą z TEJ strony. Twarzy użycza Grzegorz Damięcki. Nie wiem co mną kierowało tworząc tą postać. Karta pewnie ulegnie zmianie wcześniej bądź później.
NIE MAM NIC DO UKRYCIA!
Żonę bym oddał w ręce dobre i czułe.
Bawmy się :D Ivan nie jest taki zUy
Błagam przykryj ktoś tą kartę i to szybko

55 komentarzy:

  1. [Wow! Bardzo ciekawa postać! :D Widzę tu sporo różnych motywów, które zawsze można wykorzystać w wątkach, a do tego cały przekrój przez historię Polski. Super! :D
    I widzę małą inspirację "Czasem Honoru" xD btw. Zwonariew to chyba najlepszy czarny charakter z całego serialu (jeśli dobrze pamiętam, miał nawet pseudonim "Bocian" xD) :D
    Trzymam kciuki za pojawianie się Białej Damy ;)]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  2. [no i kolejna postac ;) Baw sie z nia dobrze i dluuugo ;)
    Duuzo watkow. ]

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  3. [Świetny jest, cudowna postać. Ogólnie lubię wszystkie Twoje postaci, które do tej pory miałem okazję zobaczyć. Powodzenia w prowadzeniu kolejnej c:]

    Anthony Miller

    OdpowiedzUsuń
  4. ["Belfra" widziałam niestety tylko dwa odcinki, więc muszę koniecznie nadrobić :D
    Pewnie, chętnie coś napiszę! Zastanawiam się, czy nasi bohaterowie mogliby w jakiś sposób spotkać się jeszcze w przeszłości. I w jakich okolicznościach. Możemy też pokombinować z jakimś ciekawym pierwszym spotkaniem już w Fabletown. Masz może jakieś pomysły? ;) Lubię robić burze mózgów, więc jeśli tylko coś podrzucisz postaram się rozwinąć jakiś pomysł :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  5. [ja sie dobrze bawie, gdy mam z kim a tak to wieje nuda xD]

    Eli.

    OdpowiedzUsuń
  6. [wiele rzeczy mowie a potem slysze przez osoby trzecie, ze ktos sie skarzy *smiech* to nawet urocze i nawet z przymruzeniem oka bo sama marudze i narzekam. Baa nawet niektorym o tym mowilam ^^

    Tylko co? W Lucku na dluzsza mete nie dokonczylimy. Will przypomina mi troche Lucka a o Ivanie za bardzo sie nie wypowiem, bo jakos koncepcji na niego nie mam *wzdycha* Ponadto z jednym autorem pisuje tylko z jedna postacia bo im wiecej ma osoba druga tym bardziej sie gubie. Wiec sama nie wiem >.<]

    OdpowiedzUsuń
  7. [Twoja trzecia postać, no i zaraz po Lucku moja ulubiona. :D Powodzenia, Boćku, owocnych wątków!]

    Sygurd Fafnesbane
    Indrid Cold

    OdpowiedzUsuń
  8. [Można Ivana jakoś właśnie wkręcić z tą sprawę z przeszłości, choć już z Night Tear będziemy coś takiego pisać i z jej panią szeryf :D Ale jeśli prowadziłby tą sprawę, można pokombinować z jakimś nawiązaniem i wykorzystać coś w teraźniejszości - a więc w samym wątku. Eh, mi też chwilowo pomysłów brakuje, ale jak w końcu wykuruję się z kataru i coś wpadnie mi do głowy, to dam znać :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  9. [NIESPODZIANKA! :D Proszę cię, Glukhovsky to mój bae - uwielbiam tego człowieka i nie mogłam się powstrzymać, choć mam dziwne uczucie kiedy robię z niego psychopatę :)
    Napisałam do pierwszego Pana na jakiego wpadłam, ale może masz takiego ulubionego a niewykorzystanego do którego mogłabym pomóc z jakimś pomysłem? :)]

    Cash

    OdpowiedzUsuń
  10. [Ivan mi pasuje bardzo, to taki człowiek "w białym kołnierzyku" :)
    Hmm, krwawa akcja powiadasz. Ok, jak bardzo chcesz wejść w ranienie losowego npca i obdzieranie go ze wszelkiej godności? My z Cashem możemy dużo, mam mnóstwo pomysłów tylko musisz mi powiedzieć co cię ciekawi :) Latanie z kałachem to raczej nie nasza broszka niestety - tu jesteśmy bardziej nastawieni na "kontakt" z drugą osobą niż losowe strzelanie.
    Wspólny przeciwnik jednak daje dużo możliwości. Może facet byłby dłużnikiem u obu stron - zarówno u Ivana jak i u Casha. Informatorzy twojego szatana mogliby przekazać mu, że gościu ostatni raz widziany był właśnie w Puddin N'Pie. To czy Ivan będzie chciał wpaść tam z całą bandą czy porozmawiać najpierw z Cashem i przekonać go by "oddał grzecznie" gościa zależy od Ciebie :) Intryga mogłaby się nam rozwinąć do gościa który stałby wyżej w hierarchii niż im się początkowo wydawało.
    Co ty na to?]

    Cash

    OdpowiedzUsuń
  11. [Hohoho taki z niego kozak? No to zapraszamy z Cashem z otwartymi ramionami w skromne progi PN'P :D
    Może... Nie dokładajmy sobie problemów w postaci Bigby'ego i Felice na karku podczas tej "rozpierduchy"? :D Ale fajny pomysł z rozrastaniem się sprawy, może też zahaczyć o "środowisko" Casha ale tylko lekko je musnąć. Możemy wykorzystać Rasputina? Jakby nie patrzeć był postacią w pełni historyczną :D Ale kogoś z całą pewnością wymyślimy po drodze, jakiegoś pakera. Może kogoś na miarę Bluebearda lub Crooked Mana?
    Hahaha nie wiem czy Cash pasuje mi do roli bohatera, to nie jest mężczyzna z dobrą aurą, a po drugie "sława" w pozytywnym świetle utrudnia bycie "low-profile", ale możemy z gościa zrobić szaszłyk... W subtelny i opłacalny na dłuższą metę sposób, mam nawet ciekawy, dość ohydny w swym zezwierzęceniu pomysł :)
    Nah nie jest zawiłe, jest ok. To ustalamy coś jeszcze czy jedziemy z koksem?

    P.S. Dziękuję za odpis u Basiora - nie wiem jak ty to robisz, że piszesz tak szybko :D]

    Cash

    OdpowiedzUsuń
  12. [Oj tak, zgadzam się w stu procentach. :)
    Dziękuję bardzo, miło mi, no i mam nadzieję, że życzenia się spełnią, bo jak to mówią - do trzech razy sztuka. ;)
    Cała trójka jest kapitalna, ale wpadam do Ivana, bo my Słowienie powinniśmy trzymać się razem. No i jeszcze te rosyjskie nawiązania, moglibyśmy nawet sobie wymyślić jakieś ciekawe powiązanie z przeszłości i czasu pobytu Ivana w Rosji. :)]

    Kostia

    OdpowiedzUsuń
  13. [Lucjan jest świetny, ale jednak słowiańska solidarność mnie przyciągnęła do Ivana. I nie mam pojęcia czemu ma niedobór wątków, bo postać jest genialna.
    A wiesz, że ten pomysł kojarzy mi się właśnie z powieścią, z której mam cytat. Tam właśnie akcja działa się w czasie rewolucji październikowej i świetnie były połączone realia historyczne z baśniowymi. Właśnie w baśniowym świecie w tym samym czasie też były walki (głównie konflikt Kościeja i Wija) i nawet też bajkowe postacie były zaangażowane w rewolucję. Czyli kupuję ten pomysł w stu procentach, bo szalenie mi się coś takiego podoba. Pytanie tylko czy wolisz coś bardziej związanego z wydarzeniami historycznymi, czy raczej bardziej fantastycznego z rewolucją w tle. Bo w obu wypadkach można fajnie coś sklecić. ;)
    Obecnie można w sumie i to i to. Dobrze im się w przeszłości współpracowało, a do tego właśnie obaj jako czarne charaktery się mogli dobrze dogadywać, więc obecna relacja b była właśnie na zasadzie - tu jakaś popijawa, tu sprawa, tu interesy. Może nawet stała współpraca, skoro Ivan w szemranych interesach siedzi. Czasem trzeba dorwać jakiegoś dłużnika, który nie spłacił długu, czasem zatuszować jakiś "nieszczęśliwy wypadek", albo w ogóle przydaliby się od czasu do czasu "nieznani sprawcy". I wtedy właśnie jak mówisz - możemy zacząć od akcji - "Ivan, jest sprawa" :) A jak chcemy bardziej namieszać to można w ogóle połączyć obecną akcję z wątkiem z przeszłości. Powiedzmy z jakąś niedokończoną sprawą z czasów rewolucji, która teraz nagle daje o sobie znać po latach. Co Ty na to?]

    Kostia

    OdpowiedzUsuń
  14. Dzisiejszy dzień, smętny, ponury i deszczowy, był idealną porą na załatwianie tak trywialnych rzeczy jak papierki. Pomimo tego, że PN'P nie było idealnym z definicji "miejscem pracy" podlegającym pod wiele praw oraz obowiązków takowej miejscówki nadal należało zajmować się biurokracją jeśli chciało się utrzymać je w jednym kawałku. Oficjalnie działali jako zwykły klub nocny, z odrobinę inną "boczną" działalnością rozszerzającą się i zataczającą coraz szersze, przyjemne w zyskach kręgi.
    Niemniej jednak, tym bardziej Cash jako właściciel tego miejsca musiał się starać, by chociaż w dokumentach wszystko wyglądało w porządku. Odkąd była narzeczona, Felice Fletcher, dowiedziała się o jego pobycie w Fabletown to wiedział, że nieustannie patrzy mu na ręce. Ha, spodziewał się po niej, że nie siedzi bezczynnie i aktywnie monitoruje, co tu się dzieje przez wzgląd na ich "dawne dzieje". Nawet po kryjomu liczył na to, bo z czystego serca chciał trochę napsuć jej krwi i przypomnieć o tym jak mogło być, a co tak niepoważnie zniszczyła własnymi oskarżeniami.
    Cóż, nie żeby nie były prawdziwe...
    Cash spojrzał na zegarek. Za trzy godziny powinni pojawić się pierwsi stali bywalcy klubu. Przed tym wypadałoby zajrzeć do dziewczyn na standardową pogadankę. Dzisiaj w gruncie rzeczy lśniła tylko jedna z nich, bo jej występ był ogłaszany jakiś czas temu i wielu na niego czekało. Morze chętnych by zapłacić później za czas z jednym z najpiękniejszych klejnotów PN'P. Po przeliczeniu zysków oraz strat, związanych między innymi z masowym uzupełnianiem potencjalnych braków alkoholowych, i tak wychodził na plus, co go osobiście bardzo cieszyło.
    Przeciągnąwszy się miękko, zrzucił ciemną bluzę z barków zasłoniętych rękawami czarnej koszulki, upił łyk kawy i chciał wracać do przerwanej czynności, gdy rozdzwoniła się komórka.
    Na wyświetlaczu zauważył tylko krótkie "Falk".
    Hmm... Tym razem nie "brat w potrzebie" jak zawsze.
    Interesy.
    - Tak? - mruknął rozpierając się wygodnie na krześle i bawiąc długopisem.
    - Cash, jak z tą rezerwacją? Mam jechać ją potwierdzić? Z zaliczką?
    - Słuchaj, zarezerwowałem nam trzy pokoje na ten wypad w góry. W tym samym hotelu, co zawsze.
    - Ok, coś więcej?
    - Dwa standardy tysiąc osiemset i jeden ultra premium z wszelkimi bajerami, cztery czterysta.
    - Cholera, który z nas będzie tam rezydował?
    - Z racji tego, że jesteś mi bliski pozostawiam te przyjemności dla ciebie - Knowles uśmiechnął się do siebie szeroko. Żaden nie mógł oprzeć się takim atrakcjom, a Falk był najlepszym by z nich w pełni oraz efektywnie skorzystać.
    Jeśli dopełni wszystkich swoich obietnic.
    W głosie mężczyzny po drugiej stronie dało się wyczuć wyraźną ekscytację, jakby ktoś właśnie podarowano mu najlepszy prezent w jego życiu. Dyszenie w słuchawce przerywało się co chwila i Cash wiedział, że jego brat już obmyśla co z robi z tym "pokojem".
    Zresztą bawiły go te ich podchody oraz rozmowy. Nic nie znaczące na zewnątrz, a mające w tobie tyle podtekstów dla osób, które znają prawdziwą naturę rzeczy. To nie był serial kryminalny, gdzie podsłuchy znajdowały się wszędzie, ale... Przezorny zawsze ubezpieczony, a miał szczerą nadzieję, że po ostatniej akcji Felice mile go pod tym względem zaskoczy. Była cudownie przebiegła.
    - Kurwa... Ja... Muszę się zastanowić i...
    - Omówimy to później. Na razie jedź tam, przegadaj to w recepcji. I zachowuj się! - podkreślił mężczyzna, kładąc mocny nacisk na to jedno tylko polecenie. Znał Falka i wiedział, że ten czasem lubił popłynąć i bywał bardzo, ale to bardzo gwałtowny. Nie potrzebowali teraz kłopotów z jego brakiem opanowania - Nawet jeśli będzie tam świetna dziewczyna, nie spuszczaj gaci w dół. Nie możemy sobie na to pozwolić.
    - Jasne, Cash i jeszcze jedno...
    Knowles gwałtowniej obrócił głowę, gdy drzwi otwarły się na oścież, a do środka wparował jakiś facet. Mimowolnie sięgnął pod biurko po pistolet, ale powstrzymał się widząc jak osoba bez żadnych ceregieli siada naprzeciwko niego. I nie celuje z żadnej spluwy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otoczony dymem papierosowym jakiejś drogiej marki, na pierwszy rzut oka jednak nie wyglądał na typowego przedstawiciela "tych wyżej od Casha". Kiedy pierwsza adrenalina opadła dopiero go poznał - Ivan Zwonariew. Wiedział kto to i znał też jego żonę. Informacje zawsze stały na pierwszym miejscu, ponad terytorium oraz pieniędzmi. W dzisiejszych czasach znajomość potencjalnego zagrożenia była fundamentem skutecznej obrony, nawet bez wywoływania bezpośredniego konfliktu.
      Ten jednak wyglądał na mocno wyprowadzonego z równowagi i gotowego dotkliwie pogryźć jeśli coś pójdzie nie po jego myśli.
      Czy to jednak miała być groźba i znak, kto tu rządzi?
      Zaśmiał się w duchu.
      - Cash, co do kurwy się tam dzieje!?
      - Nic szczególnego. Zgadamy się później.
      Cash uniósł brew, gdy Rosjanin, jak wnioskował po akcencie oraz imieniu, oznajmił, że mają do pogadania.
      - Mamy? - zapytał, rzucając telefon na stos papierów i sięgając po paczkę papierosów. Odpalił jednego z nich, gotowy wysłuchać co to za interes. Po szybkich, wypowiedzianych niemalże w krótkim oraz żołnierskim stylu, komunikatach Cash patrzył na Iwana ze zdziwieniem.
      Po chwili roześmiał się chrapliwie, strzepując popiół do popielnicy i podsuwając ją "gościowi". Czy naprawdę, wydawało mu się dotychczas, że rozsądny i ogarnięty, gościu wpada do niego i pyta o jakiegoś typka po prostu z imienia, bez żadnych większych danych, wierząc, że w ułamku sekundy Cash mu go znajdzie lub, na co pewnie liczył, wyda?
      Równie dobrze mógłby pytać przechodniów na ulicy, czy znają jakiegoś "Johna", który lubi czasem chodzić na panienki. A i tak byłoby to prostsze śledztwo niż w Puddin N'Pie.
      - Proszę, obsłuż się śmiało - mruknął wskazując na popielnicę, znowu zaciągając się dymem i gestem dłoni zapraszając mężczyznę by usiadł - Nie wiem, czy kojarzysz, ale dzisiaj w Puddin' występuje Aurora Llorist i Johnów znajdziesz pod dostatkiem. Jeśli się nie mylę wielu też lubi jak nazywa się ich "Paul". Zresztą jak każdej nocy, całe dziesiątki Johnów przychodzą tu, biorą dziewczyny i wychodzą. Może gdzieś tam jest twój kochaś.
      Podrapał się po brodzie, opierając skroń na palcach i nadal kiwając głową z rozbawienia. Sam nie wiedział, czego Zwonariew mógł od niego chcieć. Nie kojarzył by mieszali się razem w jakieś interesy. Ten biznesmen raczej słynął z wykupywania ziem Baśniowców niż zaspokajania potrzeb fetyszystów jak Cash. Żaden inwestor jednak nie ma w pełni czystych rąk więc może chodziło o coś więcej, zgrabnie ocierającego się o margines społeczeństwa. Nadal jednak Knowles nie przywoływał w swojej pamięci, by cokolwiek i ktokolwiek łączył go z Iwanem.
      - Przykre, że uciekają ci dłużnicy, ale póki mi płacą inne ich pożyczki mnie nie obchodzą - spojrzał na niego przenikliwie, a z ust nie schodził mu tajemniczy uśmiech - Żarty jednak na bok... To jak, wyjdziesz tak jak zamierzałeś i popytasz na ulicy o "Johna" czy okażesz się jednak sprytniejszy i powiesz mi o nim coś więcej?

      Cash

      [Twój początek był bombeczka! Me gusta po całości <3]

      Usuń
  15. [Dziękuję bardzo. c:]

    Elphaba Harding

    OdpowiedzUsuń
  16. [Zdjęcie Ci wychodzi z karty, chyba ma dość takiego życia!
    Chodź, napiszmy coś destrukcyjnego]

    Shhh, close your eyes

    OdpowiedzUsuń
  17. [Dziękuję za miłe słowa :)
    Limity są dla słabych, ale żeby nie pogubić się w odpisywaniu i życiu (które chwilowo nie jest kolorowe) limity to rzecz niezbędna.
    Jeśli uda się nam jakoś połączyć nasze postaci to na wątek jak najbardziej jestem chętna. Przyszłam do tego pana bo widzę że jakoś pusto u niego w porównaniu do reszty. Myślisz że się coś tu uda czy jednak z inną Twoją postacią będzie lepiej?]

    Nadine

    OdpowiedzUsuń
  18. [Idealnie się składa, bo "wątkowe marzenie", jak i sam pomysł mi się bardzo podobają.
    Oba wstępy są bardzo fajne i aż ciężko mi się zdecydować czy fajniej iść w stronę oszustwa czy morderstwa. Mi każda z tych wersji pasuje perfekcyjnie.
    Zaś co do motywów, to raczej głębszej ideologii by Hati nie miał. Wystarczą dobre pieniądze. Nawet można zakombinować, bo jeśli się okaże, że Ivan jako biznesmen może zaproponować panu detektywowi lepszą ofertę, to Hati pewnie chętnie zmieni stronę. :)]

    Hati

    OdpowiedzUsuń
  19. [Cześć. (:
    Cóż, pierwotny pomysł był inny, ale nie doczytałam wszystkich zakładek, zatem przerzuciłam się na Andersena. Jakoś nie przepadam za mocną fantastyką.
    Właśnie u mnie też z pomysłami kiepsko, myślenie mi ostatnio nie idzie, zatem na razie po prostu podziękuję za przywitanie i może uda nam się kiedyś spisać. (:]

    Gerda Frank

    OdpowiedzUsuń
  20. [Może Twój pan zdejmowałby jakiś dług, a Shadow nagle zmaterializowałby się z wiatru z popcornem i popatrzył jak jego ciało się kurczy? A potem zaproponowałby pomoc, bo jakoś ludzie są mniej podatni na samobójstwa i chętnie spróbuje sztampowego zdejmowania długów xD]

    Shadow

    OdpowiedzUsuń
  21. [Przysięgam, poryczałam się jak to zobaczyłam. XDDDDDDd
    Kocham Cię. Nie wiem, co bierzesz, ale też to chcę. To dziecko chyba nie chce mieć dwóch ojców. Tak myślę. Boże, ten wątek będzie piękny, ja nie wierzę, że to się dzieje XDDD
    Ten pomysł jest tak pojebany, że aż cudowny, ja się na to piszę. Niańczmy smarka :D]

    Shadow

    OdpowiedzUsuń
  22. [Zaczęłam na MC. Tu Twoja kolej XD Chyba że wolisz poczekać, bo teraz lecę spać. Muszę wstać o 5.50 i mam dwa niemieckie na początek XD]

    Shadow

    OdpowiedzUsuń
  23. Shadow, jako czart, rzadko miewał szczególnie wyszukane zajęcia. Mało baśniowców chętnie zadawało się z diabłami jego pokroju, a on, nieco stroniąc od ludzi, wcale się tym nie martwił. Hołdował spokojnemu życiu samotnego fuj człowieka o nieco niepokojącym uśmiechu i jasnych oczach, w których dało odnaleźć się bezdenną otchłań.
    Często więc pojawiał się znikąd, niesiony podmuchem pierwotnego wiatru i obserwował świat, ucząc się nowych rzeczy, starając zapamiętać ludzkie zachowania i po prostu zwiedzając, chłonąc każdy element szczegółowo zaprojektowanego świata. Wcześniej, w swej niehumaidalnej formie nie zwracał uwagi na kreację wszechświata; wtedy istniała dla niego tylko śmierć, ból i otaczający świat smutek, który starał się wzbudzić w każdym, wzrastającym w rozpaczy ludziku. Samobójstwo było tym, do czego chętnie popychał, szepcząc zbereźne kłamstwa na uszy słabych istot; śmierć wcale nie była taka straszna, choć Shadow w swej nieśmiertelności na pewno widział rzeczy o wiele mniej przerażająco niż w istocie były. Żył wiecznie. Więc co mogło mu zagrozić? Baba cmentarna? Syrenka? A może człowiek z pistoletem? Nieśmiertelność nie była jednak jedynym, co stawiało go w położeniu bezdusznego czarta. Chodziło właśnie o to, że był bezduszny. Bezduszny w teorii i praktyce. Trudno było poskładać jego obraz do kupy. Nie działał według schematu, rzadko wychylał się zza zasłony niewidzialności i raczej patrzył, stawiąc przykład prawdziwego obserwatora, karmiącego się informacjami.
    Już dawno nauczył się, że ludzki strach tnie najgłębiej. Lecz bojaźń, jaka wprawiała ludzi w drżenie nie była już tym, co starał się chłonąć; nie był już potworem, a diabłem w ludzkiej, paskudnej formie. Ograniczonej i nie tak skoordynowanej, lecz wciąż pozbawionej skrupułów i wahań.
    Lubił jednak udawać, że ma coś z człowieka, a materialne ciało nie jest tylko powierzchowną formą. Tego typu gra czasami mogła wydać się zabawna.
    Dlatego i tym razem postanowił odwiedzić jednego z pobratymców. Padło na Ivana, którego z popcornem w rękach obserwował, osadzony na czerwono-białej markizie. Patrzył jak wyciąga informacje, perswaduje i milczy, by w ostatecznym rozrachunku pozbawić ofiarę życia.
    Dostrzegł jeszcze jak zapala papierosa, a potem Hrabia wyczuł jego obecność. Czy raczej postanowił zwrócić na niego uwagę, bo nawet sam Shadow, z umiejętnościami maskowania, nie kwapił się, że diabeł nie wyczuje jego obecności. Było to oczywiste. Zbyt oczywiste.
    — Och, zawsze miło mnie widzieć — skwitował z charakterystycznym uśmieszkiem, zeskakując na ziemię i cmokając z dezaprobatą. — Wyglądam przecież tak przystojnie w tej ślicznej, człowieczej formie, prawda? Nie? Tak myślałem — splunął, podchodząc do trupa i przyjrzał się mu uważnie, karcąco kręcąc głową. — Słabo, przyjacielu. Paskudny strzał. Patrz, nie trafiłeś w środek czoła, zjechałeś na prawo. Mózg nie rozbryzgał się równomiernie — odwrócił się w jego kierunku i odruchowo rozpostarł ręce, udając witanie starego przyjaciela. Potem jednak zaprzestał, uśmiechając się do diabła szarmancko. — Paskudny ma odcień krwi. Ciemny. Widać była uboga w tlen... zrobiłeś mu przysługę — kopnął bezwładne ciało. — U kogo teraz rozkręcamy taniec śmierci, hm?

    Shadow

    OdpowiedzUsuń
  24. Shadow miał brzydką tendencję do pojawiania się tam, gdzie akurat miał ochotę. Nieważne, czy było to krematorium, łazienka kąpiącej się dziewki, czy szpital. Po prostu postępował tylko według własnych, wewnętrznych reguł, ignorując narzucane przez społeczeństwo normy. Porzucił wprawdzie los buntownika i już tak chętnie nie wpędzał ludzi do grobu; dzisiejszy świat był tak rozbudowany, że każde samobójstwo wyglądało tak samo. Albo skok z wieżowca, albo przedawkowanie leków... albo strzelenie sobie w łeb. Mortem tęsknił za dyndającymi szubienicami, na których wisieli ludzie; za ptakami, powoli objadającymi ich kości i słońcem, ciepłymi promieniami liżącym ich omszałe ścięgna.
    Realia wysoko rozwiniętego świata stawiały go w jednak w sytuacji, gdy ludzie sięgali po nudne, pozbawione klimatu metody. Shadow więc sukcesywnie wycofywał się z branży, nie chcąc marnować czasu na tak nieopłacalny satysfakcjonująco biznes. Wprawdzie nie znalazł jeszcze równie interesującego hobby zastępczego... lecz lubił obserwować, nawiedzać ludzi i udawać, że ma pojęcie o wszystkim, co działo się w baśniowej części Nowego Jorku.
    Ivan był wyjątkowo irytującym typem diabła, choć Shadow rzadko zdradzał swoje emocje. Nie dzielił się opiniami i nie okazywał uczuć, zamknięty w wykalkulowanej skorupie brzydkiego, nudnego człowieczka. Jako czart zapewne nie posiadał zbyt wielu uczuć — lub nie potrafił się z nimi pogodzić — nie ulegało wątpliwościom jednak, że stanowił swego rodzaju ewenement we wszystkim, czego łapał się, aby... się łapać.
    Tak naprawdę, zupełnie nie drgnął, gdy Hrabia zaprzeczył słowom, które wypadły z cienistych ust. Podświadomie wiedział jak zareaguje i oczekiwał tego, sycąc się tą przewidywalnością. Przymknął jasne oczy i jeszcze raz spojrzał na trupa, wpatrując się w bladą, zakrwawioną twarz o oczach, skierowanych ku górze. Białka zdążyły już lekko sczernieć..? A ciało zesztywniało na amen, co Shadow obserwował ze swego rodzaju fascynacją.
    Chociaż, chociaż może mi się przydasz — powtórzył za nim, nadając głosowi gruby, niski ton, naśladujący wysoko postawionego szefa jakiegoś głupiego biura. — Wybacz, przyjacielu. Jestem czartem, a nie prostytutką. Przed nikim nie odpowiadam równie mocno co Ty — uśmiechnął się paskudnie, nie stroniąc od kontaktu wzrokowego. — Nie słucham nikogo i nie robię za chłopca na posyłki. Nigdy — cmoknął z dezaprobatą, odsłaniając białe kły, które czasem ujawniały się w chwilach takich jak ta. — Jeśli proponuję Ci pomoc, robię to z nudy, a nie podziwu. Nie potrzebujesz mnie, a ja nie potrzebuję Ciebie. Możemy jednak, udając przyjaciół, spróbować zamknąć cudze oczy wspólnie. — wzruszył ramionami. — ... i jestem słowiańskim demonem, брат. Rosyjski nie jest mi obcy w żadnym aspekcie.

    Shadow

    OdpowiedzUsuń
  25. [Dziękuję za powitanie :) Mam nadzieję, że to wszystko się spełni i Królowa będzie mogła się tu rozwinąć :)]

    Verity

    OdpowiedzUsuń
  26. [To dawaj, zrobimy nagły zwrot akcji pod tytułem "lepsza oferta" i zmiana pracodawcy w samym środku zlecenia. :)
    O brzmi świetnie, jestem za taką akcją.
    Wątek raczej wychodzi ode mnie, więc może ja zacznę. Tylko trochę to potrwa, bo dopiero z urlopu wróciłem i muszę trochę ogarnąć życie.]

    Hati

    OdpowiedzUsuń
  27. [Wybacz, że dopiero teraz odpisuję, jednak Twój komentarz gdzieś mi zginął. Nadrabiam jednak! Przyszłam do Ivana, bo pomyślałam, iż ta dwójka ma szansę na najbardziej interesującą relację z racji wspólnej pracy w przeszłości, w tym samym budynku, biuro obok biura. Wyobrażam sobie, że tę ponad dekadę temu przez kilka nieprzespanych nocy nad papierami udało im się wspólnie zaliczyć. Hm, postawiłabym więc na coś neutralnego z nakierowaniem w pozytywną stronę może? Jeśli nie masz nic przeciwko. Bo chętnie bym jakiś wątek napisała.]

    Blanche

    OdpowiedzUsuń
  28. Shadow, jak na diabła, zdecydowanie grzeszył cierpliwością. I o tyle, o ile zdecydowana większość demonów i innych nieczystych sił po prostu grzeszyła, on miał ten ładny dodatek pozytywnej zalety, jaką była właśnie, prozaicznie, niepasująca jak cholera anielska cierpliwość, kontrastująca z całą jego ideą istnienia. Czarcia cierpliwość w końcu pewnie nie posiadała definicji, choć w jego przypadku zdecydowanie chyliła się ku tej anielskiej, już określonej w słowniku.
    Wbrew powszechnemu przekonaniu, nie był też idiotą. Nie miał aż tak nadmuchanego ego i poczucia wyższości; owszem, znał swoją wartość i wiedział w jaki sposób wykorzystać kłębiący się w małych sercach lęk, by zbudować z niego mur, dodatkowo odgradzający ludzi od jego jestestwa. Stanowiło to swego rodzaju ponadprogramowe zabezpieczenie, którego w gruncie rzeczy nie potrzebował; lubił jednak je w sobie odkrywać, stawiać tak po prostu, by jeszcze w gratisie zwiększyć swój autorytet. W przeciwieństwie do innych diabłów jednak, nie wzbudzał samym swoim pojawieniem zirytowania. Umiejętnie operował słowami i nie czerpał radości tylko z wyprowadzania kogoś z równowagi. Czasami, zdarzało mu się wręcz zaprzeczać idei własnego istnienia. Robił to jednak rzadko, bo z reguły ciął słowami jak sztyletem, powalając elokwencją proste, pozbawione horyzontów osoby. I to, jak na czarta, było zdecydowanie ogromnym ewenementem. Nawet nie wiedział kiedy, przez te wszystkie lata, zdołał zgromadzić tak pokaźny bank słów i korzystać z nich z wprawą; czasem bliżej było mu zdecydowanie do jakiegoś wyedukowanego biznesmena z przylizanymi włosami niż zwykłego, prymitywnego demona.
    Ale nie przejmował się tym, tylko korzystał, czerpiąc frywolnie z życia tak wiele, jak tylko martwy mógł dosięgnąć.
    Jego uśmiech natomiast był zawsze tak rubaszny, iż trudno było podać w wątpliwość jego naturę.
    — Dzień dobroci dla zwierząt, przyjacielu? — zapytał obscenicznie, kręcąc głową, a jego jasne oczy odbiły światło, przez chwilę sprawiając wrażenie pustych białek, ogarniających całe źrenice. — Nie podejrzewałbym Cię nigdy o zoofilię, naprawdę. Wiem, że paskudny ludzki świat zmusza do różnych patologii, ale zwierzęta? Jeszcze niedawno trudno było mi zrozumieć fizyczny pociąg do kobiet, a co dopiero psów, kotów... krów? — źrenice zwęziły mu się nieznacznie, a skóra jakby zbladła, by jeszcze mocniej stopić się z jego jasnymi oczami. — Nie dość, że upadłeś tak nisko, by uzależnić się od ludzkiego gówna, jeszcze kutasa moczysz nie tam, gdzie trzeba — pokręcił głową z dezaprobatą i wzruszył ramionami, by złożyć dłonie w gest modlitwy. — Chyba pierwszy raz w moim vanitatywnym  życiu, posunę się do złamania idei jestestwa i pomodlę się za Twoje odkupienie — mruknął już ciszej, choć jego ochrypły głos nadal nie zelżał, promieniując nutą pewności i całkowitą pogardą.
    — Jestem i tak martwy, więc nieważne, jak fatalnie idzie Ci jazda za kółkiem, co najwyżej kilka pieszych umrze... w moim przypadku natomiast, co jest martwe, nie może umrzeć ponownie — gwizdnął i ruszył w kierunku jego auta. Zatrzymał się.
    — No? Leziesz, czy nie? Próbuję udawać człowieka i chętnie wszedłbym do tego auta przez drzwi. Chętnie tez obrócę w proch jakąś zbłąkaną duszę, która nie umie czytać podpisanych cyrografów.

    Shadow

    OdpowiedzUsuń
  29. [ Jasne :D Mogę się skusić na dwa kolejne wątki z tobą XD
    Mów, coś wymyślił chłopcze :D ]

    OdpowiedzUsuń
  30. Shadow w gruncie rzeczy nie był taki zły, choć daleko mu było do altruisty; rzucony na głęboką wodę, wśród ludzi, których cierpienia pragnął, musiał nauczyć się wielu rzeczy, bo do reszty nie oszaleć w tym dziwacznym społeczeństwie. Nie był człowiekiem, a diabłem zamkniętym w jego skorupie; chciał jednak chociaż w małym stopniu spróbować nabrać ludzkich cech, by bez przeszkód egzystować swoim martwym cielskiem wśród tych dwunogich, wcale nie tak skomplikowanych psychicznie stworzeń. Był zdecydowanym indywidualistą z małą obsesję na punkcie obserwacji. Lubił czytać z ludzi, składać do kupy, wpasowywać w schematy; lubił siać zamęt, uśmiechać się, wprowadzać w szeregach popłoch i patrzeć na konsekwencje swoich działań. Czasami, zdarzyło mu się nauczyć czegoś nowego, dopaść nową umiejętność, przyswoić nowe słowo; był jednak osobą dość prostą, raczej niebawiącą się w skomplikowane aluzje, rozbudowane porównania, czy durne tajemnice i sekreciki. No, chyba że akurat miał humor na takie zabawy. Czart i człowiek, człowiek i czart. Trudno było oczekiwać konkretów, gdy dwie natury (w tym jedna narzucona i dopiero, powoli się kształtująca) spierały się ze sobą w morderczej walce o dominację; a wygrać mógł każdy, bo nic nie wskazywało na przewagę.
    — Czasami warto się pomodlić o zbawienie, może akurat ubędzie konkurencji? — wzruszył bezwolnie ramionami i spokojnie wsiadł do samochodu, wcale nie zwracając uwagi na zawrotną prędkość i dziwaczne manewry kierowcy; siedział w milczeniu, co jakiś czas wywracając oczami i śmiejąc cicho pod nosem, gdy Ivan uciekał przed służbami porządkowymi.
    — No, ładnie, ładnie — mruknął, gdy szarża dobiegła końca i zaklaskał z uznaniem, spoglądając w lusterko, a następnie wysiadając z zupełnie nieruszonego samochodu. — Jeździsz fatalnie, gdybym miał dzieci, w życiu bym ich z Tobą nie puścił — uśmiechnął się paskudnie i wzruszył ramionami, jasnymi oczami mierząc rozciągający się przed nimi horyzont. — Gdybym był przykładnym tatusiem, oczywiście. W moim przypadku pewnie, jak najbardziej chciałbym śmierci tych bachorów — westchnął i zadumał się na chwilę. Ciekawe, czy w ogóle mógł mieć dzieci? Mechanizmy ich tworzenia nie były wcale takie trudne, ale z drugiej strony... czy po transformacji zyskał możliwość reprodukcji? W jakimś tam stopniu był przecież nadal czartem... ale z drugiej strony, był Baśnią, a w Baśniach ponoć, wszystko bez wyjątku mogło wydarzyć się bez precedensów.
    — Pozwól, że pójdę przodem, tzn. pobiegnę przodem, siejąc zamęt moim puchatym brzuszkiem — mruknął neutralnym tonem, przemieniając się w małego czarnego kota z niebieskimi, jak toń morska wokół topielca, oczami. Lubił kocią formę, bo dawała mu zwinność, niewidoczność i... lizanie własnego tyłka nie stanowiło żadnej zalety. Ale przynajmniej jako kot zawsze był nienagannie ulizany i ładnie błyszczał w słońcu.
    Puścił się kocim, pełnym gracji biegiem, a gdy znalazł się pod właściwymi drzwiami, zwinął się w kłębek na wycieraczce. Czekał aż Ivan wreszcie się zjawi, a gdy w końcu ujrzał go na horyzoncie, wyciągnął grzbiet, zaparł się małymi łapkami i znowu przemienił, witając Zwonariewa uśmiechem.
    —Po kociemu jest szybciej — wzruszył ramionami.

    Shadow

    OdpowiedzUsuń
  31. [ Z Ivanem pomysł podoba mi się bardzo :D
    A jeśli chodzi o naszego pana snajpera to Cillian mógłby być po prostu jego terapeutą xD Na pewno takie wiekowy żołnierz ma wiele problemów psychicznych xD I dlatego Cill zgodziłby się go przenocować. Mogliby ich porwać i okazałoby się, że oni chcieli tylko Rasputina do jakichś niekromantycznych praktyk a Erwina wzięliby "przypadkiem" XD I musieliby niejako współpracować by się wydostać z tego więzienia. Co powiesz? ]

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  32. Shadow w sumie nie orientował się w ludzkich kanonach piękna. Nie miał pojęcia w jakich granicach powinien uplasować własne ludzkie ciało, lecz nie przejmował się tym, bowiem nie było mu to ani trochę potrzebne; póki co rzekome męskie instynkty, które powinien był nabyć nijak się nie ujawniały, a on mógł spokojnie cieszyć się żywotem niezaangażowanego aseksualnego czarta, patrzącego na wszystko trzeźwym, pozbawionym hormonalnego zmącenia okiem. Doceniał estetykę i perfekcjonizm, widoczny w rzeczywistości; nie pałał jednak sympatią do rzeczy charakterystycznych dla płci, nie odczuwał pociągu i też nie zastanawiał się jakby to było zaciągnąć kogoś do łóżka — uważał to za niskich lotów zabawę, a obowiązek swego rodzaju wzajemności w takich czynach zupełnie mu nie pasował. Nie był arogantem, ale nie był też altruistą. Gwałt wydawał mu się pochłaniać zbyt wiele energii, zwłaszcza, że (na razie) nie umiał czerpać fizycznej przyjemności. A z kolei rzekoma zgoda obu stron była jego zdaniem zbyt dobroduszna i nie pasowała do jego czarciej natury. Jednymi czułościami, jakie na razie potrafił zaakceptować było mizianie jego kociego cielska i łaszenie się do ludzi. O tak, w kociej formie bardzo lubił być obdarzanym różnego rodzaju pieszczotami.
    Dlatego zbył wzruszeniem ramion wspomnienie Ivana. Nawet jeśli mógłby mieć dzieci, pewnie by ich nie chciał; ba, uważał te smarkacze za rozwydrzone i chętnie powoli pourywałby im rączki i nóżki. Z premedytacją. Nożykiem.
    Wodził wzrokiem po okolicy, udając, że grzebanie w zamku jest bardzo potrzebne i wcale nierobione na pokaz; oboje mogli użyć niematerialnych form, przeteleportować się, przeniknąć, a zamiast tego bawili się w ludzi. Cóż, Shadow musiał przyznać, że mimo wszystko właśnie tego chciał się nauczyć. Zachowywania wśród ludzi. Więc nie przyjął źle faktu, że właśnie to narzucił mu Ivan, poddając się tej nużącej, wcale nie tak długiej ludzkiej czynności.
    Wszedł powoli zanim, nawet nie udając zainteresowania i powiódł po pomieszczeniu, tłumiąc ziewnięcie. Dziwne, nigdy nie potrzebował snu, a jako mężczyzna zaczynał odczuwać potrzeby takie jak ta; choć musiał przyznać, że spożywanie posiłków było czasami bardzo ciekawe i przyjaźnie drażniło to, co nazywało się kubkami smakowymi. Jedzenie było miłą częścią ludzkiego żywota i choć jego forma nie zmieniała się pod jego wpływem, musiał przyznać, że naprawdę rozumiał, dlaczego ludzie lubili tego typu ekscesy.
    Nie drgnął, gdy Ivan podszedł do kanapy, wyciągając małego chłopca. Uniósł brew, widząc go i ledwo powstrzymał się od parsknięcia śmiechem.
    —O dzieciach Ci się zachciało, to masz dzieciaka — mruknął, kręcąc głową i zamknął na chwilę oczy, szukając aury obcego, dorosłego człowieka. Spojrzał jak diabeł nieudolnie sadza dzieciaka na kanapie w towarzystwie jego głośnego Au!, a rezolutny chłopiec wcale nie boi się w swojej dziecięcej, typowej naiwności. Shadow zasalutował i rozmył się w powietrzu, zmieniwszy w wiatr, by wybadać całe pomieszczenie. Po dosłownie kilkunastu sekundach zmaterializował obok Ivana, uśmiechając się brzydko swoim typowym, czarcim uśmiechem.
    — Czysto. Żadnych ukrytych ludzi, żadnego smrodu Glamour — mruknął, czochrając dzieciaka po głowie w akompaniamencie jego słodkiego prychnięcia. — Wygląda na to, przyjacielu, że zostałeś ojcem wcześniej niż myślałeś — dodał z kpiną, a zanim Ivan zareagował, zamienił się w kota i zwinął w kłębek obok małego chłopca.
    — Sam sobie mu ojcuj. Ja jestem tylko zwierzątkiem — wymruczał, unosząc łepek. — Mnie się tylko mizia.

    Shadow

    OdpowiedzUsuń
  33. Stał przy oknie, przyglądając się musztrze. Młodzi oficerowie, przyjmowanie do honorowej gwardii ochrony cesarza. Szukali przystojnych i postawnych młodzieńców w całym kraju. Kilku przywieziono tu wraz z rodzinami z odległego wschodu. Jednak było warto. Mimo wszystko, Rasputin lubił przystojnych mężczyzn... A zwłaszcza pięknych chłopców o jasnych oczach. Westchnął na samo wspomnienie, nowego chłopca który biegał po pałacu z liścikami.
    Zmarszczył brwi, gdy na placu pojawił się ON. Zwrócił uwagę na tego oficera już wcześniej, nim dowiedział się kim jest i jak bardzo może być irytujący. Chętnie pozbyłby sie go, jednak to nie było takie proste. Stal sie zbyt popularny...
    Jednak znajdzie sposób by go odsunąć i odebrać mu wpływy. To tylko kwestia czasu.
    Odwrócił się energicznie, zarzucając długim płaszczem i pomaszerował z powrotem do swojego laboratorium.

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  34. Właśnie przysiadł do pracy, gdy usłyszał kroki... Przylazł. Słyszał dobrze jak lezie. On był na tyle bezczelny by tupać tak głośno podkutymi buciorami. Westchnął głęboko.
    - Nie tęskniłem zbyt namiętnie. - odparł. - Skoro mnie widziałeś i ja widziałem ciebie, zatem powinieneś mieć już wystarczająco dużo kontaktu ze mną na cały najbliższy tydzień. - Podniósł spojrzenie z zapisanych stron swojego dziennika, którego każdą kartę zapełniał zgrabnymi znakami tylko sobie znanego szyfru.
    - Ta sztuczna troska o carewicza nie pasuje do ciebie.Ty powinieneś się raczej przejmować wszami łonowymi we własnym oddziale, to jest sprawa odpowiednia dla kogoś takiego jak ty. A zatem, przyszedłeś po coś konkretnego, czy tak po prostu nie masz zajęcia? Mogę zaraz jakieś znaleźć specjalnie dla tak zacnego oficera...

    Cillian

    [Chemia między nimi jest niemal tak duża jak w Czarnobylu XD ]

    OdpowiedzUsuń
  35. [Wydaje mi się, że Ci panowie się polubią :D Cóż na sam początek nie mam nic konkretnego, dlatego też muszę trochę pomyśleć, ale jeśli Ty masz coś w zanadrzu to z chęcią wysłucham :D]

    Damien

    OdpowiedzUsuń
  36. Zachował kamienny wyraz twarzy, chociaż bardzo miał ochotę wylać mu na twarz zawartość butelki stojącej w zasięgu jego ręki. Doskonale znał jej zawartość, tak jak zawartości wszystkich butelek i fiolek w tym pomieszczeniu. Kwas ten nawet rozcieńczony w wodzie mógł bardzo mocno poparzyć. A stężony wypalał skórę i mięśnie do kości. Z rozkoszą doleje mu czegoś do napitku i będzie patrzył jak wielki Zwonariew robi z siebie głupca, mając za widownie wielkich możnych. Albo co jeszcze lepsze, doda mu do jedzenia odpowiednich przypraw, które sprawią, że będzie chodził ze sterczącym fallusem przez całydzień, nie mogą się zaspokoić. To dopiero byłby ciekawy widok.
    - Wydaje się, że rotmistrz nie ma podstawowej wiedzy biologicznej. - westchnął kręcąc lekko głową. Nie oderwał spojrzenia od jego oczu. Nie dał się zdominować. Był dumny i wiedział, jak wiele znaczy.
    - Ty nie bywasz grzeczny. - odparł.
    Zapewne rozmowa potoczyłaby się w niezbyt przyjemne strony a w końcu zawartość butelki przypadkiem wylałaby się oficerowi na twarz. Jednak ktoś ocalił sytuację.
    Rasputin uniósł lekko brew. Skoro car wzywał, nie było wyjścia. Odczekał chwilę, aż obaj mundurowi znikną mu z oczu. Bezgłośnie otworzył jedno z wejść do korytarza schadzek, jak był nazywany przez cesarzową. Siec tajnych przejść była rozbudowana, a wiedziała o nich tylko garstka elity. Ludzie mówili, ze Rasputin przechodzi przez ściany, ze potrafi się przenosić z miejsca w miejsce za pomocą czarów i magii. Nikt nie wpadł na to, że przechodzi tuż obok nich, między ścianami.

    Rasputin pokłonił się cesarzowi. Chiwlę później nadszedł Zwonariew. Zignorował jego spojrzenie, pełne złości i pogardy.

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  37. Rasputin odczekał, aż ten cały Ivan sobie pójdzie. Tak, dawka sildenafilum i hormonów zwierzęcych w alkoholu, sprawi że na musztrze albo innym oficjalnym wydarzeniu, będzie mógł się pochwalić rozmiarem swojego fallusa w zwodzie przed wszystkim. W spodniach będzie to świetnie widoczne.
    - Panie... - zwrócił się do cara. - Mam wrażenie, ze na carewicza rzucono zły urok. Mam przypuszczenia sądzić, ze mógł mieć z tym coś wspólnego Zwonariew. Nie mam dowodów, bo jest zbyt sprytny by je zostawiać... Ale uznałem, ze należy o tym ci powiedzieć, panie. - mówiąc to skłonił się nisko. - Doszły mnie słuchy że Zwonariew pertraktuje z mocami ciemności. Może lepiej będzie... odsunąć go od rodziny carskiej, a zwłaszcza od carewicza... Lepiej nie ryzykować.

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  38. - Zrobię co w mojej mocy, panie. Dobro twej rodziny jest dla mnie najważniejsze... - skłonił się znów, nisko i dystyngowanie, jak miewał w zwyczaju. - Jeśli moje przypuszczenia są słuszne, wkrótce wiele faktów ujrzy światło dzienne.
    Odszedł. Ruszył w kierunku swojego laboratorium. Tym razem szedł normalną trasą przez pokoje, korytarze i krużganki.
    Skurwysyn... pomyślał. A więc donosi na mnie... Na mnie! Ja mu jeszcze pokarzę...Będzie błagał o pomoc! Będzie błagał o moją uwagę i zainteresowanie!
    Był zły jak osa. Miał ochotę krzyczeć, ale nie wypadało mu. Z kamienną twarzą przemierzał korytarze. Aż tu nagle... z pokoju obok, wyszedł ten chłopaczek, który nosił liściki po pałacu. Rasputin przystanął. Cóż... Własciwie dlaczego nie?

    Wypuścił chłopca z komnat po długich dwóch godzinach. Chłopaczek ze wciąż roziskrzonymi z rozkoszy oczami i rumianymi policzkami niechętnie wyszedł. Chciał zostać z Rasputinem, najlepiej już na zawsze. Rasputin wciągnął bieliznę na tyłek i poprawił łóżko. Chwilę przyglądal sie swojemu odbiciu w lustrze. Był dobrze zbudowany, zupełnie inaczej niż tutejsi szlachcice. Był synem chłopa z północy. Połowę swojego zycia spędził, pracując cięzko fizycznie. widać to było dopiero po zdjęciu zwiewnej nieco zbyt dużej szaty. Szerokie bary, mocna klatka piersiowa i ramiona, płaski brzuch i długie silne nogi. Jednak taki obraz nie pasował do naukowaca. Ukrywał swoją sylwetkę w luźnych ubraniach.
    Skoro już wyładował złość, może wziąć się do pracy. Pora na zemstę i nauczkę dla tego... Ivana.

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  39. Shadow póki co żył sobie spokojnie, nie przejmując się ciągotami; takie położenie mu odpowiadało, choć stopniowo nabierał ludzkich cech, a co za tym szło, życie stawało się coraz bardziej trapiące. Musiał liczyć się z następstwami czynów, które wywoływały w nim określone emocje; nie lubił ich, lecz spadały jak grom z jasnego nieba, a on w żadnym wypadku nie miał szans im przeciwdziałać. Były niezależne, samodzielne, dziwne i zupełnie nielogiczne; nie robił z tego jednak niczego wielkiego i starał się sukcesywnie dostosowywać, coby po drodze nie zagubić siebie w tej całej gonitwie. Oczywiście, wszystko szło mu dość opornie, a on nawet nie kwapił się do włożenia większego wysiłku; życie było w końcu zbyt długie, by tracił czas na człowiecze starania. Niech dzieje się, co się ma dziać; i tak był nieśmiertelnym czartem bez duszy, bez serca i bez życia. Co jest martwe, umrzeć nie mogło.
    Chociaż z dziećmi doświadczenie miał dość nikłe; domyślał się, że funkcjonowały podobne jak dorośli, mając jedynie mniej rozwinięte umysły, percepcję zmysłową, czy drogę dedukcji. Nigdy jednak nie przyszło mu namawiać do samobójstwa małego bachora.
    Tak naprawdę, wcale nie zrobił sobie nic z faktu, że Ivan wpadł w szał. Uniesiony zaczął lizać w zadumie łapkę, demonstrując jak bardzo człowiek ów go nie obchodzi. Jego czarcie ślepia nie wyrażały niczego, a upuszczony na podłogę, spadł na cztery łapy, wyciągając grzbiet. Wywrócił kocimi oczami.
    W zadumie lizał łapkę, nie reagując, gdy Ivan kneblował malucha. Po prostu przyglądał się pozbawiony radości, kpiny, czy też smutku. Nieszczególnie się tym przejął; być może była to kwestia tego, że po raz kolejny czarcia natura zdominowała tę ludzką.
    Rozpędził się więc tylko, biegnąć wprost na dzieciaka, a przy zderzeniu zmienił w wiatr; obejmując go ze wszystkich stron. Rzadko go robił, ale bachor był tylko bachorem i nie miał szczególnie rozwiniętych systemów obronnych.
    Z tego właśnie powodu postanowił wleźć do jego głowy i pogrzebać trochę w jego umyśle.
    Nie zajęło mu to dużo czasu, bo już po minucie, wyskoczył, materializując się, a dzieciaka, dziwnym trafem znużył sen.
    — Nic nie wie — mruknął Shadow, wzruszając bezwiednie ramionami. Otrzepał nadgarstki i westchnął, przenosząc wzrok na Ivana. — Uśpiłem go i pobawiłem się trochę jego mózgiem. Po wszystkim nie będzie pamiętał nic z naszego spotkania... no, oprócz tego, że się tu pojawiliśmy. Doszedłem do momentu, gdy znalazł gazetki pornograficzne ojca i straciłem ochotę, by dalej szukać — westchnął. — Jeśli ta myśl o zaadoptowaniu go jest nadal aktualna, lepiej go odklej — rzucił, po chwili unosząc dłonie w geście kapitulacji. — Nie grzebię Ci w umyśle. Czasami wyłapuję zbłąkane myśli, gdy zbyt silnie się nad nimi rozwodzi.
    I właściwie, nie mijał się z prawdą. Lata praktyki czyniły swoje, a on, przebywając wśród ludzi za żadne skarby nie mógł się wyzbyć przechwytywania ich ciągów myślowych; nawet gdy nie chciał, to po prostu spadało na niego jak grom z jasnego nieba, a on nie mógł w żadnym razie spróbować temu zaradzić.
    Taka była jego biedna czarcia natura.

    Shadow

    OdpowiedzUsuń
  40. [Damien z otwartymi ramionami przyjmie współpracę z Ivanem bo załóżmy, że ich interesy były dość owocne oraz udane :D Ogólny zarys pomysłu mi się podoba i sądzę, że to jednak Ivan powinien sie pofatygować do Damiena jeśli oczywiście Ci to nie przeszkadza i wyjaśnić Torresowi zaistniałą sytuację jeśli to pomysł wychodzi od Ciebie. Chodzi mi to, że dzięki temu wciągnąłbyś mnie tak bardziej w tą sytuację, a wtedy mi lepiej będzie poznać pomysł na wątek ^^]

    Damien Torres

    OdpowiedzUsuń
  41. Leniwy wieczór nie zawsze zdarzał się często. Nawał wielu obowiązków, nie pozwalał Damienowi na codzienne lenistwo. Bardzo często do domu wracał dopiero po paru dniach, jednakże zaraz znowu interesy wyzywały, dlatego też tak bardzo odpowiadało mu dzisiejsze nieróbstwo w towarzystwie ukochanej whisky z lodem. Wyciągnięty na kanapie naprawdę nie chciał słyszeć o ruszaniu się gdziekolwiek, a mimo to istniało duże ryzyko iż spokój zostanie przerwany i tak też było. Nieco poirytowany, podniósł się ze swojego miejsca, gdy usłyszał pukanie do drzwi. Kiwnął głową w stronę jednego ze swoich ludzi; Hansa, aby ten został na swoim miejscu.
    Uniósł brew ku górze, gdy ujrzał swojego wspólnika, który od razu przeszedł do konkretów. Aż takich rewelacji szatyn się nie spodziewał. Damien uważnie słuchając jego słów, przeszedł za nim do salonu, gdzie poczęstował go szklaneczką ze złotym płynem w środku. Damien nie lubił, gdy coś szło po jego myśli, a tak tez się działo. Jego interes został zagrożony, a na jakiekolwiek nieprawidłowości nie mógł sobie pozwolić. Każde najmniejsze niedopatrzenie, potknięcie, mogło go kosztować naprawdę wiele. Przez wiele lat tworzył swoje imperium, aż dorobił się największej narkotykowej dystrybucji w mieście, szerokiego uznania oraz respektu. Nie mógł tego zaprzepaścić, tylko i wyłącznie ze względu na kompletnego idiotę, który nie umiał trzymać języka za zębami.
    — Sądziłem iż wyraziłem się jasno na temat pouchwalania się z innymi. Staruszek stąpa po bardzo kruchym lodzie. Dorwiemy go szybciej niż zrobi to policja — odparł Torres, uzupełniając zawartość swojej szklaneczki, w której ostatecznie umoczył swe wargi i zasiadłszy naprzeciwko swojego gościa, zagryzł na moment dolną wargę.
    — Nie ma na co czekać, Ivan i nie ma też co się patyczkować. Musimy go sprzątnąć bez zbędnych wyjaśnień i świadków. Nie możemy trzymać przy życiu kogoś kto może nas wysypać jak na spowiedzi — stwierdził po dłuższej chwili kiwając przy tym głową. — Był dobrym wspólnikiem, ale każdy kto staje po złej stronie barykady staje się celem do wyeliminowania. — kiwnął głową jakby chciał potwierdzić słuszność swych słów i przymknął na moment powieki, starając się ułożyć to wszystko w logiczną całość.


    Damien

    OdpowiedzUsuń
  42. Cześć! Mieliśmy wspólny wątek, ale niestety (z powodu braku weny jak i zbyt dużej ilości postaci na głowie), zmykam stąd z Shadowem. Bardzo przepraszam, jeśli ów czas na nasz wątek był zmarnowany, a ze swojej strony bardzo dziękuję za wspólną zabawę i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś gdzieś się spotkamy!

    Duszę z najwyższą pieczołowitością i palcami na krtani,

    Shadow

    OdpowiedzUsuń
  43. często przechadzał się po pałacu i ogrodach. Pomagał mu to myśleć. Snuł się jak cień, niemal bezgłośnie, przenikając przez ściany, strasząc tych, którzy obawiali się jego magii.
    Zastanawiał się, o cóż tez może chodzić rotmistrzowi? Musi mieć jakiś cel, tylko jaki? Tego się trzeba dowiedzieć. Przystanął w pewnym momencie i uniósł spojrzenie. Kika chwil wpatrywał się w obraz, piękne działo stworzone przed wiekami było jego ulubinym dziełem w pałacu. Mimowolnie, instynktownie zawsze kierował sie w jego pobliże.
    A moze... zahipnotyzować jenego z jego "przyjaciół"? Tak... to byłoby dobre wyjcie. Hipnoza nie pozostawia śladów ingerencji, nie to co serum prawdy. Po serum człowiek zwykle mia rewolucje w żołądku i jelitach. Ale hipnoza...
    Doskonale. Uniósł kącik ust do góry. Powstał grymas, który można było uznać za uśmiech. Pozostawało tylko znaleźć właściwego kandydata. Kogoś bliskiego rotmisrzowi, kogoś... komu mógłby zaufać na tyle by zdradzić chociaż część swoich planów. Ale najlepiej znaleźć kilku ktosiów, by potwierdzić informacje.
    Tak, to idealny plan. Odwrócił się nagle i ruszył w innym kierunku. Po kilku krokach zatrzymał się, stając znów niemal twarzą w twarz z tym całym Ivanem. Stali jakieś 10 metrów od siebie, patrząc na siebie ze skrywaną wrogością.
    A może... może po prostu go otruć? Albo spreparować dowody... To było łatwe. Może zbyt łatwe... Lepiej się zabawić w kota i małego ptaszka.

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  44. Rasputin obserwował pokaz konnej jazdy. Koń, którego dosiadał rotmistrz był inny od zwierząt, z którymi miał do czynienia. Biła od teo zwierzaka pewna mroczna energia, która w pewien sposób hipnotyzowała obserwatorów. Dopiero kiedy człowiek zda sobie sprawę z tego, ze wgapia się w ruchy mięśni tego zwierzęcia, dociera do niego że dotąd żaden koń tak go nie fascynował.
    Uniósł brew, gdy oficer spadł z konia. Nie wypadało wybuchnąć śmiechem, ale uśmiech satysfakcji pojawił się na jego wargach. Wszedł na plac, kierując się w stronę rannego. Jakiś niższej rangi oficer stanął przy Rasputinie i skłonił się.
    - Panie, dopomożesz?
    - Oczywiście... Skoro już tu jestem nie odmówię pomocy. - podszedł bliżej i pochylił się nad Ivanem, by ten wyraźnie go zobaczył. - Znieczulę Rotmistrza... Przenieście go do mego laboratorium. Nogę trzeba nastawić... A i pewnie żebra gruchnięte.
    Wyciągnął z kieszeni bawełnianą chusteczkę i fiolkę. Odkorkował buteleczkę i kilka kropli płynu wylał na chustkę. Widział, ze Ivan będzie protestował, ale zapewnie niewiele zdąży zrobić.
    - Miłych snów, słodki książę. - wyszeptał tak by tylko Ivan mógł to usłyszeć i przyłożył chusteczkę do jego twarzy. Substancja natychmiast zwiotczyła mięśnie i wprowadziła rotmistrza w głęboki, spokojny sen.

    Cillin

    OdpowiedzUsuń
  45. Spędził godzinę na składaniu nogi oficera. Strzaskana kość wymagała zrośnięcia ale i na to były odpowiednie eliksiry. Jednak nawet z użyciem magii i alchemii, proces ten trwał dzień lub dwa. To i tak dużo krócej niż naturalnie.
    Zdjął swoją długą szatę, która znacznie utrudniała mu ruchy. Lubił "grzebać" w ludzkim ciele. Lubił składać i leczyć ludzi, ponieważ za każdym razem odkrywał coś nowego.
    Zapiął guziki bawełnianej białej koszuli na wciąż wilgotnym ciele. Zmył z siebie krew i przygotowywał się do lżejszej pracy, jaką było nastawianie żeber i łatanie żył. Aż tu nagle...
    Głośne ŁUP oznajmiło, że jego pacjent się wybudził i próbował samodzielnie zejść ze stołu.
    Wrócił do laboratorium, podwijając rękawy. Położył dłonie na biodrach. Miał zgrabną i mocną sylwetkę, trzeba było przyznać.
    - śmieszy mnie niezmiennie głupota. Jeśli kości w nodze się przestawiły, będę musiał łatać je od początku.
    Podszedł bliżej. Stanął nad nim, wsunął ramiona pod pachy Ivana i dźwignął go do góry. Posadził go na stole i zmusił do tego by się położył.
    - Jeśli głupota jest dziedziczna to z rozkoszą cie wykastruje. Oszczędzisz temu światu problemów.
    Przesunął się i zaczął oglądać usztywnioną nogę.
    - a poza niskim poziomem inteligencji, wysokim poziomem testosteronu i wielkim dodatkiem chęci samozagłady, masz ciekawą fizjonomię. - nie siląc się nawet na delikatność czy poszanowanie rzeczy, rozciął Ivanowi koszulę. Mundur z niego zdjął, bo to jednak własność cara. Na piersi powoli zaczynały pojawiać się siniaki.
    - Ładnie, za prawdę ładnie... Załatwiłeś sobie jeszcze złamany obojczyk. Lubisz ból? Mogę cie związać i kroić na żywca...

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  46. Pociągnął z jego piersiówki. Sam pijał sporo i chyba wszyscy o tym wiedzieli.
    - Oczywiście że lekarze i chirurdzy mają wiele z sadystów. Możemy się pastwić nad ciałem leżącym przed nami a i tak potem wszyscy są zadowoleni. Tobie mogę zszyć jelita z tchawicą i zaszyć odbyt. Ciekawe co by się z tego... urodziło.
    Skrzyżował ramiona na piersi. Już widział tą niepewność i lekką panikę w oczach Ivana, gdy ten stąd wyjdzie bez pewności czy Rasputin mu czegoś dziwnego nie zszył albo nie przeszył od kogoś innego.
    - Ty już dobrze wiesz co mam na myśli. Poza tym że jesteś bardzo... aktywny seksualnie, jesteś mniej ludzki niż to tałatajstwo z którym się rżniesz po kontach. Plotki docierają nawet tu... Córka ministra... Inni powiedzą głupio ale ja powiem odważnie. Bo to, żeś głupi jest już ustaliliśmy.
    Wyłożył na stół wygotowane noże o cienkim ostrzu, kleszcze i szczypczyki. Polał dłonie przejrzystym płynem z butelki i podpalił je. Przez kilka chwil bawił się ogniem, wcierając go w dłonie aż w końcu ugasił je, wycierając dłonie ręcznikiem.
    - W takim razie... słodkich snów.
    Przyłożył u znów do twarzy nasączoną chloroformem szmatkę i zabrał się do pracy.

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  47. Dużo czasu poświęcił na badanie tkanek. Z fascynacją obserwował jak fragment skóry Ivana pływa w kwasie, zamiast rozpuścić się i rozpłynąć. Usypiał go jeszcze dwa razy, tak na wszelki wypadek. Chciał skończyć swoje badania. Dopiero po tym zaczął go składać do kupy.
    Sprawnie rozciął skórę i mieśnie, nastawił kość i zszył wszystko. Ta praca dawała mu dużo satysfakcji. Był samoukiem. chociaż właściwie powinien powiedzieć, ze został obdarzony tą wiedzą. Nigdy nie uczył się medycyny ani alchemii. Po prostu potrafił to wszystko.
    Właśnie wycierał dłonie w ręcznik, gdy jego pacjent odzyskał przytomność.
    - To już sobie sam ocenisz. Nie będę ci psuł niespodzianki. - odparł. - Nie muszę uciekać. Nie jesteś wstanie zrobić mu krzywdy,większej niż ból.
    Zdjął z siebie zakrwawioną koszulę i rzucił ją na niemałą górkę ubrudzonych krwią i innymi płynami, ręczników. Założył czystą koszulę z miękkiej bawełny.
    - Nie spełniłem wszystkich, ale część owszem. Lubię kroić nieludzi. Zawsze może się okazać, ze macie dwa serca. Chociaż i tak najbardziej lubię obcować z hermafrodytami. Ich fizjonomia jest wręcz fascynująca.
    Podwinął rękawy koszuli. Na przedramionach wypalone miał dziwne znaki runiczne. Jasne, gładkie blizny wręcz hipnotyzowały.
    - Zmartwie cie, nie będzie zbyt wyraźnych blizn. Chyba że bardzo chcesz, to ci coś wytnę na brzuchu... - oczami wyobraźni widział bliznę w kształcie fallusa na brzuchu rotmistrza. Ach, marzenia...

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  48. - A jak ma pachnieć? Fiołkami? Dopiero robiłem sekcję zwłok, więc nic w tym dziwnego. To laboratorium a nie sypialnia. Do swojej sypialni bym cie nigdy nie wpuścił.
    Skrzyżował ramiona na piersi. Wezwie, albo i nie wezwie... Może każe mu tu leżeć przez ta kilka dni? W tej chwili trochę żałował, że jednak nie amputował mu nogi, po pretekstem zakażenia i innych medycznych problemów. Nikt nie negowałby jego decyzji a poza tym odciętej nogi nie można było już przyszyć.
    - Moim zdaiem pasujesz do tego miejsca. Mógłbym cie tu przywiązać na stałe. Najpierw to przydałyby się jakieś portki, chyba że twoi oficjerowie są przyzwyczajeni do widoku twojej pyty.
    Wyszedł na chwilę. Miał swoich chłopców na posyłki, ślicznych młodzieńców, którzy z poświęceniem wykonywali każde jego polecenie. Jednemu z nich, urodziwemu delikatnemu blondynkowi, mniej więcej 14 letniemu, kazał wezwać kogoś kto przeniesie rotmistrza.
    Wrócił do Ivana.
    - Dziś pierwszy dzień pełni. I tak nie mógłbyś tu zostać. Będę miał dużo pracy tej nocy.

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  49. - Prawda jest jak dupa. Każdy ma swoją. - odparł Rasputin wzruszając ramionami. - Ale akurat w tym przypadku obaj znamy prawdę.
    Obserwował dwóch pomocników Ivana z uśmieszkiem błąkającym się na wargach. Eh, ludzie... jak to się stało, ze te istoty przejęły władzę nad tym światem?
    Uniósł brew, gdy rotmistrz pakował się na wózek z kółkami. Mógł go ostrzec że najlepiej by było gdyby leżał, to nie będzie czuł zbyt dużego bólu ze złamanych żeber. Jednak wydawało się że zrozumiał to gdy tylko usiadł.
    Pokręcił głową, gdy Rotmistrz wytoczył się z jego labratorium.
    Spojrzał na Bykowa, taksując go od stóp po czubek głowy.
    - Jakieś pięć dni. - wyznał. - Podałem mu coś przyspieszającego gojenie... Ale sądząc po jego upierdliwym charakterze i ogólnemu idiotyzmowi, to pewnie po trzech dniach już będzie chodził. W razie gdyby był bardzo denerwujący, przyjdź do mnie. Dam mu coś na uspokojenie. Po tym będzie spokojny. Ale ty... - zmarszczył nieco brwi. - Masz jeszcze inną sprawę... Prawda?
    Otworzył jedną z szuflad i wyciągnął z niej pudełeczko z opłatkami, w których była mieszanka różnych leków.
    - Masz... Jedna 10 minut przed stosunkiem. Tylko się nie przestrasz jak jeden szczyt nie ugasi twoich potrzeb.

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  50. Obserwował grupkę żołnierzy przez okno. A gdyby tak przejąć władzę w tym kraju? Chociaż po co mu to? Wystarczy że jakiś głupiec będzie finansował jego eksperymenty. Włożył kaftan, przeszywany srebrną nicią. Wyłożył na stół wszystko co mogłoby być mu potrzebne w polowaniu. Sprawdzał czy buteleczki, czy przypadkiem nie przeciekają. Proszki w pudełeczkach, srebrne łańcuszki i kilka innych przedmiotów. Wkładał do torby wszystko po kolei, grupując wszystko na odpowiednie działy.
    Podróż na północ nie potrwa długo. Wilcze leże jest niedaleko. A skoro ten palant Ivan jest niedysponowany, nie będzie mu przeszkadzał.
    Przerzucił torbę przez ramię. Włożył kapelusz, osłaniając szerokim rondem twarz. Koń był już osiodłany i czekał na jeźdźca na dziedzińcu.
    - No to w drogę... - mruknął Rasputin, wsiadając na wierzchowca.

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  51. Wypił dwa eliksirów. Wyostrzone zmysły i wzmocnione mięśnie i refleks były niezbędne przy polowaniu na księżycowych. Nazywał tak ogólni wszystkich tych, którzy w jakiś sposób zmieniali się podczas pełni. Najczęsciej spotykało się tych, który przybierali bardziej zwierzęcy kształt. Musiał wyglądać dość niezwykle, skacząc po drzewach, unikając wściekłych pazurów wikołaków. Z kotołakami nie miałby tak łatwo. Te bestie były zbyt szybkie i zwinne ale można było łatwo odwrócić ich uwagę.
    Kruklik wpadł do starej kaplicy, starając się ukryć w ciemności i licznych zakamarkach budowli. Było to niezwykłe stworzenie, przypominające czarnego królika ze skrzydłami. Ni to królik ni kruk...
    Wszedł do cerkwi za swoją ofiarą. Jego nienaturalnie rozszerzone źrenice wyglądały dość przerażająco, jednak nie wyczuwał w pobliży nikogo ludzkiego. Zerknął na zwykłe czarne ptaszysko siedzące na jednej z krokwi. Nie tego szukał, chociaż i ten wyglądał dziwnie.
    - Gdzieś się schował? - mruknął do kruklika, który i tak by mu nie odpowiedział. Zerknął na wyrysowane na posadzce linie. Przechylił głowę w bok.
    - Władcy piekieł? Poważnie? - prychnął, kręcąc głowa.

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  52. Skoro już ktoś nabazdrał pentagram i to całkiem ładnie, to on go dokończy, wzmocni i przywoła kogoś ciekawego do rozmowy. Dorysował kilka linii i znaków. By ciekaw kto przyjdzie. Liczył tylko że nie Lucyfer bo ten pewnie znów będzie chciał pić i polowanie na kruklika się skończy wielkim kilkudniowym chlaniem i kacem.
    - Nie przesadzaj z tym pasterzem... Miałem być cieślą. - prychnął, jakby urażony. Usiadł na kamiennej podłodze, krzyżując nogi. Chwilę bębnił dłońmi o kolana i uda.
    - Szukam kruklika. Wiem ze tu wleciał. Poza tym wiem, że gdybyś chciał to byś się sam pojawił. Jak zawsze... Chociaż rzadko mnie ostatnio odwiedzacie. Tylko Lilith wpada na herbatę. Przekaż Lucyferowi by mi oddał buty w taki stanie jak je ukradł. - westchnął głęboko. - A po co mi władza nad krajem? Wystarczy mi władza nad ludzmi, którą tak łatwo zdobyć. Wystarczy ich leczyć i dawać złudne nadzieje. Poza tym, ja chce wiedzy... nie władzy. Dobrze jest być niezależnym.
    Gdzieś w kącie kruklik zaczął się tarmosić. Rasputin westchnął znów. Wyglądało na to, że zaczął przechodzić przemianę.
    - A teraz tak poważnie, skoro już sobie gaworzymy... Ten Zwonariew jest od was? Tak dla pewności... Bo na kilometr capi siarką i całym cierpieniem tego świata. Poza tym ma zbyt proste nogi jak na kogoś kto całe życie jeździ konno.

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  53. Może było to nieskromne i odrobinę naiwne, ale wierzyła, że nie ma na stanowisko zastępcy szeryfa lepszej osoby niż ona. Ona, która stanęła twarzą w twarz z najgorszymi, najbardziej przerażającymi ludzkimi instynktami, ona, która domagała się sprawiedliwości za wszelką cenę. Nawet za cenę własnego szczęścia.
    To były trudne decyzje. Szczególnie ta druga, gdy odsyłała własnego męża do więzienia, bo nie potrafił przestać kraść. Z czasem, gdy ich małżeństwo już trwało, nauczyła się go kochać, tolerować niektóre z mniej przyjemnych rzeczy – nauczyła się na nowo ufać. Jednak nie nauczyła się wybaczać.
    Skłamałaby, gdyby powiedziała, że tego nie żałowała – bo żałowała, szczególnie w samotne wieczory spędzone w swoim niewielkim mieszkaniu w apartamentowcu Woodlands. Żałowała, a jednocześnie bała się do tego przyznać, bo to oznaczałoby, że jej poczucie sprawiedliwości jest słabsze od emocji i sentymentów. Dobry gliniarz powinien się ich wyzbyć. Przeszkadzały w pracy.
    W pracy, w której za jakiś czas się zatraciła. Jeden przestępca za drugim, jeden mandat za kolejnym, jedno pouczenie za kolejnym – godziny spędzane na strzelnicy i siłowniach wypełniły jej życie do tego stopnia, że przestała rozmyślać i rozpamiętywać. Z jednej strony – to dobrze. Widok pożeranej przez mężczyzn bezbronnej dziewczyny zaczął się zacierać gdzieś w jej podświadomości i patrzenie na zwłoki nie wywoływało tego samego uczucia, które towarzyszyło jej wtedy, w piwnicy. Z drugiej strony – człowiek, który odcina się od swoich emocji, tych pozytywnych, staje się… nieludzki.
    A to pierwszy krok do postradania zmysłów.
    Przeszła pod taśmą policyjną. W tle gdzieś migały policyjne światła. Kątem oka dostrzegła funkcjonariuszy pilnujących dokoła porządku. Nim jednak zauważyła osobę, której w ogóle nie powinno tutaj być, w oczy rzuciły jej się zwłoki. Zmasakrowane zwłoki.
    Przystanęła, przez moment wpatrując się w rozczłonkowane ciało Doczesnego, jak ją powiadomiono. Czas się zatrzymał, a wspomnienia zatarte w podświadomości zaczęły powoli wracać. Znów dostrzegła stół, na którym ułożono ciało zamordowanej dziewczyny, które posypano solą i dzielono na części, aby zaraz smażyć i podać jak najwykwintniejsze danie. Wśród nich był też jej narzeczony. I w chwili, w której miał zatopić zęby w ludzkim mięsie, do jej świadomości dotarł męski głos.
    Spojrzała na niego wpierw odrobinę nieprzytomnym wzrokiem. Później mgła przysłaniająca jej oczy zaczynała znikać, a do Felice powracało trzeźwe, analityczne myślenie. Zmarszczyła brwi, wsłuchując się w kąśliwy monolog.
    Kim w ogóle jest ten mężczyzna? I dlaczego ktokolwiek wpuścił go na miejsce zbrodni? Kto znowu nie dopilnował porządku i pozwolił na zadeptywanie śladów?
    — Dlaczego nic nie mówię? – powtórzyła po nim, krzyżując ramiona pod biustem. – Zastanawiam się czy powinnam pana oskarżyć o utrudnianie śledztwa czy niszczenie dowodów zbrodni. Będę jednak na tyle miła, że pozwolę panu stąd odejść z własnej woli, bez kajdanek, zarzutów i towarzystwa moich kolegów. Proszę opuścić miejsce zbrodni.

    Felice Fletcher

    OdpowiedzUsuń
  54. - Gówno tam - wywrócił oczami. - Już widzę tę waszą robotę w piekle. Zwłaszcza Lucjan ma jej tyle, ze nie ma kiedy trzeźwieć. Nie chce wam się nawet pilnować tych waszych demoniaków. Ciągle przyłażą tu, do świata przyziemnych a potem ja muszę je z powrotem do was odsyłać.
    Zajmowanie się egzorcyzmami nie było jego ulubionym zajęciem, ale niestety niezbędnym. Demoniaki przeszkadzały mu w pracy. Nie mówiąc już o mieszańcach, które pozwalały sobie na zdecydowanie zbyt wiele.
    - Głupek. Jak się nie wie jak formułować umowy i pakty, to się ich nie zawiera. No ale racja, proste nogi to podstawa. - prychnął. Podniósł się. Czuł jak drżą mu mięśnie. Bylo to niezwykle przyjemne uczucie. Był pełen energii, chęci i sił.
    - Ja? Bać się jego? - zaśmiał się. - Nie przesadzajmy. Ciekawi mnie, to wszystko... Wziąłbym go sobie, skoro go nie potrzebujecie. Poskładałem go ostatnio i tak się zastanawiałem... A z resztą... Nie będę ci tego tłumaczyć, bo i tak masz to gdzieś. - wzruszył ramionami. - Będzie tak jak będzie. Do później Sammy. Wracam do polowania.
    Końcem noża zaczął zdrapytać jedną z linii pentagramu. Gy przerwał wzór, diabeł zniknął. W normalnych warunkach zapewne zignorowałby widoczność wzoru pentagramu przywołania, ale nie dało się ukryć, że ktoś ten wzór wyrysował. I co gorsze ten ktoś mógł tu jeszcze być, chociaż nie wyczuwał w pobliżu nikogo poza kruklikiem i tym ptaszyskiem, który darł dzioba. Ale lepiej nie kusić losu.
    Wylał na podłogę zawartość małej butelki, przytroczonej do paska. Po kilku chwilach płyn zaczął bulgotać i dymić się, aż zaczął płonąć błękitnym ogniem. Lepiej było wypalić symbol niz go pozostawić.

    Cillian

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.