piątek, 28 kwietnia 2017

“I’ve got to start eating at home more...”



Cash Paul Knowles
Nowy właściciel Puddin N'Pie
- "36 lat" - W Fabletown od niezbyt długiego czasu - Niewielkie mieszkanie na obrzeżach dzielnicy - Po godzinach "dystrybutor filmowy" i administrator pewnego forum - Pilnuje interesów jak nikt inny


"We're gonna have a great time together, Cheryl..."

Ucieczka do Fabletown wydawała się najlepszym pomysłem dla zbrodniarza i więźnia szukającego azylu, gdzie mógłby się zaszyć po zdradzie "ukochanej" i przemyśleć dalsze kroki. Naznaczone bliznami plecy przypominały mu o wielu tygodniach tortur, które sam nie wiedział jakim cudem wytrzymał.

Wszystko to za zbrodnie za które nie chciał błagać o litość i przebaczenie. Jak krzyczeć o łaskę, kiedy nie możesz wyrzec się tego kim naprawdę jesteś? Czy jakby zadał pytanie Baśniowcom "pozwoliłbyś wyrwać kawałek swojej duszy, by zmienić ją dla czyjegoś widzimisię?" pewnie wielu odpowiedziałoby przecząco.
Jego bracia i siostry by spełnić swoje potrzeby korzystali z brutalnego podstępu, ataku znienacka i gwałtu... On po prostu prosił i wykorzystywał charyzmę, urok oraz perswazję.
I za to miał przepraszać Boga?

Odkąd pojawił się w Fabletown stara się utrzymywać "niski profil" własnych działań oraz w miarę czyste ręce. Nie wszystko, co stare i zakorzenione przez lata opuściło jego umysł, ale czasy i realia zmieniły się znacząco. Na straży stał szeryf, który pilnował by w mieście był spokój.
Morderca nie chciał znowu kajać się pod czyimś batem - zmądrzał i stał się ostrożniejszy.
Niemniej jednak najciemniej pod latarnią, czyż nie?


Przejął imię Cash Paul Knowles, by zmieszać się z obecną tutaj masą. Uczył się świata tak zwanych Doczesnych, bo widział w tym szansę na zwiększenie całego szeregu atutów, które mogły się przydać na przyszłość. Zainteresował się klubem Puddin N'Pie, które cierpiało z powodu braku właściciela, a kryło w sobie całkiem ciekawy potencjał. Wiedział jak zdobyć finanse i kontakty, musiał się tylko bardzo mocno postarać i niejednokrotnie przepłacić za własne partackie błędy wynikające z początkowej niewiedzy.
I zbudować kolejną "osobowość", którą mógł wykorzystywać by omamić innych Baśniowców.

Patrząc na niego z boku można powiedzieć, że największym jego grzechem to paranie się interesem opartym na tanim alkoholu i zwierzęcej rozrywce. Sam też przyznaje się przed sobą, że kilku rzeczy nie ma zamiaru się dotknąć, choć go niepomiernie fascynują.

Czy jednak sąsiedzi po ataku psychopaty w swoim otoczeniu najczęściej nie mówią: "a taki był z niego spokojny, poukładany człowiek"?

Jakim naprawdę człowiekiem jest Cash Paul Knowles?


____
Cytat w tytule: Jeffrey Dahmer ("Milwaukee Cannibal")
Cytat w karcie: Rodney Alcala ("The Dating Game Killer") w "The Dating Game 1978" (link)
Wizerunek: Dmitry Glukhovsky ❤ *praise the lawd* (vk.com, Facebook oraz GQ.ru)
Muzyka: L'Enfant De La Forêt - ABRAXAS
Głos: Andrew Rea (bardzo go lubię, a jego przepisy ratują nudne kolacje :))
Imię inspirowane Paulem Johnem Knowles znanym też jako "Casanova Killer".

Witam ponownie, choć pewnie niewielu już pamięta Marianne :) Dziękuję Night Tear na namówienie mnie na bloga i podsunięcie fantastycznego pomysłu na postać, gdzie mogłam wykorzystać wszystkie swoje notatki.
Zapraszam do wątków, ale z góry ostrzegam że mogę pisać bardzo wolno, choć nie zapominam o stworzonych historiach :) Ostrzegam, że w większości przypadków Cash nie będzie miły i kulturalny, więc wątki na własną odpowiedzialność :)
Szukamy współpracowników, towarzyszy własnych pasji, osób chcących spędzić z Cashem "więcej" czasu...

Nie mam nic do ukrycia!
(może trochę, ale zabawa to zabawa :))

61 komentarzy:

  1. [Hu-huu, poczujmy się jak na Oscarach! :D
    Cześć, honey. Już współczuję małej, biednej Felice tego, co się z nią stanie po stanięciu twarzą w twarz z przeszłością.
    Karta jak zwykle beznadziejna. :D
    Szybkiego odejścia i nudnych wątków. <3]

    niewdzięcznica

    OdpowiedzUsuń
  2. [ No witam :D
    Miło mi powitać :D
    I co powiesz na wątek? ]

    Alexander

    OdpowiedzUsuń
  3. [Cześć :D Kogo jak kogo ale Glukhowsky'ego się nie spodziewałem na blogu :D
    Weny, zabawy oraz wielu wątków życzę :) W razie chęci to zapraszam do siebie, może coś się wymyśli ciekawego ;)]

    Lucyfer Boruta
    Willard Scarlet
    Ivan Zwonariew

    OdpowiedzUsuń
  4. [Cześć! Życzę dobrej zabawy, bo postać naprawdę ciekawie wybrana. I nie wiem czemu, ale na początku miałem wrażenie, że na zdjęciu jest Tomasz Karolak. XD W razie chęci zapraszam na wątek do Burtona, gdyż Siggy ma zastój. :)
    PS. Dzięki Tobie zakupiłem "Baśnie braci Grimm" w wersji +18. :D]

    Terrence Burton & Sygurd Fafnesbane

    OdpowiedzUsuń
  5. Senta odeszła. Odeszła wraz z końcem baśniowego świata – pojawiła się Felice. Felice Fletcher, mężatka w separacji, przez długie siedem lat zaledwie policjantka – od zaledwie dwóch miesięcy zastępca szeryfa. Felice Fletcher, która zostawiła za sobą przeszłość. Felice Fletcher, która latami leczyła się po nieprzespanych nocach, która latami starała się wyzbyć nękających ją koszmarów sennych.
    Felice Fletcher, która nie potrafiła wyzbyć się wspomnienia poszatkowanej dziewczyny, gdy patrzyła na mięso. Dlatego wyrzuciła je ze swojego życia – nie zmuszała się do patrzenia na jakąkolwiek jego formę, niezależnie od jakiego zwierzęcia pochodziło.
    Przez te dwa miesiące tyle się działo, że dni zlewały się jej w jedno – a czas minął jak z bicza strzelił. Ona natomiast przywykła już do rangi zastępcy szeryfa i wroga publicznego Bigby’ego Wolfa numer jeden. Włamania, kradzieże, napady, morderstwa – kto by pomyślał, że baśniowa społeczność aż tak bardzo tonie w przestępczości.
    Ledwie zdążyli wyjaśnić sprawę włamań i nielegalnego wytwarzania urody maskującej, już odkryli kolejne zabójstwo – i to tak nietypowe, że zapewne każdy inny doświadczony glina zdziwiłby się, gdyby oglądał ciało. Co za psychopata mógłby zrobić coś takiego jakiejkolwiek kobiecie? Jakiemukolwiek człowiekowi?
    Był w zasadzie środek nocy – i oboje nie spali. Ona i Bigby starali się znaleźć jakieś tropy w tak beznadziejnym i jednocześnie tak finezyjnym morderstwie. Mieli dokładnie tyle, co i nic – nawet nie wiedzieli, jak nazywa się ofiara. W piwnicy spoczywało dobrze zakonserwowane ciało, i to przez samego zabójcę. Nie mieli nawet pojęcia, kiedy zbrodnia mogła zostać popełniona. Na pewno nie wczoraj, na pewno nie w zeszłym tygodniu. To… to musiało być już kilka lat temu.
    Więc dlaczego ciało zostało znalezione dopiero teraz?
    Nie byli w stanie nic wymyślić. Oczy Felice niemal zamykały się już ze zmęczenia. Oboje z Bigbym nie spali ostatnio ani dobrze, ani długo. Tak samo, jak i nie układała im się współpraca. Cholerny, uparty kundel.
    Wykończysz się, Fel - powtarzał Harley tak często, jak tylko ją widywał.
    I ma rację. Wykończy się. Pytane tylko – czy przez pracę, czy przez pożal się Boże wspólnika, oby go diabli wzięli.
    Jeszcze stojąc w windzie, myślała, o co w ogóle powinni się zaczepić. O wypełnienia w zębach ofiary? O kulę, która utknęła w nodze ofiary, gdy ta jeszcze żyła? Czy też o zaszyte we wnętrznościach pudełko glamour? A może istniało coś jeszcze innego?
    Rzuciła torbę w przedpokoju i zapaliła światło. Była tak zmęczona, że miała ochotę od razu rzucić się na łóżko i po prostu pójść spać. Ale nie – musiała chociaż zachować pozory, że wciąż jest kobietą i ma czas na dbanie o siebie. Dlatego, po przegryzieniu rzodkiewki wyjętej z lodówki, poszła od razu do łazienki, aby napuścić do wanny wody. Następnym punktem wycieczki była sypialnia.
    Coś jej się nie zgadzało już w momencie, w którym zapaliła światło. Koszula nocna… była pewna, że nie tak ją zostawiła. W dodatku na toaletce brakowało flakonika jej ulubionych perfum – mieszanki róży i czekolady. A przynajmniej tak wmawiali twórcy tego cuda. No i jej wzrok przykuło od razu… pudełeczko. Niewielkie, obwiązane czerwoną wstążką. Uniosła brwi i uśmiechnęła się pobłażliwie.
    — Naprawdę, myślałam, że skończyliśmy z tą dziecinadą, Harley – odezwała się na tyle głośno, aby mąż mógł ją usłyszeć.
    Ale nikt nie odpowiedział. Nikt nie wyskoczył nagle z szafy, nikt nie zasłonił jej oczu, nikt nie objął wpół, nikt nie pocałował z czułością szyi, nikt nie zaczął odpinać powoli jej paska od spodni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale była pewna, że tu jest. Oboje na początku zachowywali się jak dwójka gówniarzy – najpierw ona znalazła go w swoim mieszkaniu. Co prawda wyrzuciła go chwilę później, wrzeszcząc, że nie ma zamiaru go więcej oglądać. Jakiś czas później to on znalazł w swoim mieszkaniu ją – zresztą, sam dał jej klucze, aby czasem, w chwili wolnego, zajrzała do jego owczarka niemieckiego. Wykorzystała ten fakt, aby przetrząsnąć jego mieszkanie, będąc przekonaną, że to on stoi za falą kradzieży, z którą wtedy zmagała się policja.
      Myliła się. A on urządził jej awanturę stulecia. I dochodzenie – tak, to jest bardzo dobre słowo – do porozumienia tysiąclecia.
      Westchnęła z poirytowaniem.
      — Naprawdę, jeśli chciałeś przyjść na noc, wystarczyło zadzwonić.
      Ponownie odpowiedziała jej cisza. Harley i Felice wciąż byli na drodze poprawiania swoich relacji. Z każdym spotkaniem stawali się sobie coraz bliżsi – choć wciąż nie na tyle, aby nazywać się prawdziwym małżeństwem. Ale nie spieszyli się. Nie poganiali w wyznawaniu uczuć. Nie zmuszali do spędzania ze sobą czasu, gdy cały świat walił im się akurat na głowę.
      — Dobrze, skoro tak… Otwieram w takim razie ten twój śmieszny prezencik! Lepiej, żebyś wyszedł, bo nie będę miała komu… Boże!
      Gdy tylko zajrzała do środka, wyrzuciła z dłoni pudełeczko jak oparzona. Z niego natomiast wyleciało… truchło ptaka. Dokładnie takiego samego, jakiego widziała przed laty, zamkniętego w klatce. Spod całego stosu wspomnień boleśnie wydobyło się jedno – słowa, które odbijały się echem w jej głowie jeszcze przez długie, długie lata.
      Strzeż się! Uciekaj! Uważaj na siebie! To dom mordercy! Zabije i ciebie!
      Przed oczami zobaczyła kiwającą się staruszkę. Za moment skrywała się za wielką kadzią. Za chwilę bandyci przyprowadzili szarpiącą się dziewczynę, która zaraz osunęła się bez życia w ich ramiona, a oni położyli ją na stole, krojąc powoli, kawałeczek po kawałeczku, jak najwyborniejszą potrawę, jaką mogli sobie przygotować… Skóra odsłaniała surowe mięso, które za chwilę posypane zostało solą. Krew spływała ze stołu strumieniami. Na kolana kryjącej się za kadzią dziewczyny upadł odrąbany palec – z którego wciąż kapała krew, z którego jeszcze wystawała śnieżnobiała kość…
      Zatkała usta dłońmi i rzuciła się rozpaczliwie w stronę łazienki, aby tam wyrzucić z siebie całą zawartość żołądka. Spod zaciśniętych powiek zaczęły płynąć łzy – i po raz pierwszy od niepamiętnych czasów czuła, że nie ma nad nimi kontroli. Nie chciała płakać, nie chciała okazać słabości – ale wspomnienia, które uderzyły z nią taką siłą, zmiażdżyły niemal jej całą pewność siebie, budowaną długimi latami.
      Gdy spazmy wymiotów minęły, a ona opadła niemal bez sił obok toalety, ocierając pospiesznie mokre łzy z policzków, zaczęła oddychać głęboko. Próbowała się uspokoić. Doliczyć do dziesięciu. Policzyć barany. Wyprzeć ze świadomości obraz martwego ptaka – i martwej, rozkrojonej kobiety. Albo chociaż wyobrazić sobie ciepło Harleya tulącego ją z miłością w dniu, w którym zmarł jej ojciec.
      Nic nie podziałało.
      Ale…
      Harley…
      Sięgnęła do kieszeni spodni i trzęsącymi się dłońmi odblokowała telefon, by za moment wybrać numer swojego męża. Prawie byłego męża. Był środek nocy, a ona dzwoniła do swojego prawie byłego męża.

      Usuń
    2. Nim zdążyła zrozumieć, jak bardzo bezlitosna jest dla niego w tym momencie, usłyszała jego zaspany głos w słuchawce. Na pytanie, co się stało, odpowiedziała mu cisza – przerywana jedynie jej nerwowym oddechem. I to rozbudziło go jeszcze bardziej.
      — Felice? – Usłyszała w słuchawce skrzypnięcie łóżka. – Gdzie jesteś? Wszystko w porządku? Mów do mnie, Felice.
      — Przyjedź – wydusiła z siebie w końcu, szeptem. – Błagam.
      I rozłączyła się.
      Telefon wypadł z jej dłoni i osunął się na płytki. Ona przygarnęła kolana pod swoją brodę i opuściła głowę. Drżała na całym ciele. Jej oddech był nerwowy. A ona nie była w stanie zrobić nic, aby uspokoić kołatanie serca, które zamierzało najwidoczniej wyskoczyć z jej klatki piersiowej.
      Koniec jej świata właśnie nastąpił.
      On wrócił.
      *
      Był wszędzie. W ciemnym rogu jej sypialni. W kuchni, siedząc za stołem. W łazience, za zasłoną w wannie. W szafie. W sklepie. Na ulicy, tuż za rogiem. W zamkniętej jeszcze windzie Woodlands. Za biurkiem Bigby’ego Wolfa. W taksówce.
      Był wszędzie – a ona po raz pierwszy od niepamiętnych czasów czuła się bezpieczna jedynie w ramionach własnego męża. Ona! Tak silna kobieta, która własnymi ambicjami ciężko zapracowała sobie na tytuł zastępcy cholernego szeryfa! Ona! Która nie bała się odszczeknąć szeryfowi, gdy nadeszła tylko taka potrzeba! Ona! Która nie bała się puścić w pościg za sprawcą, wtargnąć do siedliska zła, patrzeć na ślady zbrodni.
      Ona. Na powrót stała się biedną, zaszczutą kobietą, pragnącą jedynie świętego spokoju, ciepła i opieki. I zrozumienia.
      Tak długo budowała to wszystko. Tak długo kładła fundamenty na ruinach, tak długo budowała kolejny dom, własną osobowość, własną pewność siebie. I po co? Po to, aby okazało się, że, gdy przeszłość uderzyła w jedną ze ścian, cały dom zburzył się z powrotem?
      Harley robił wszystko, co w jego mocy, aby się nie poddała – praktycznie zamieszkał z nią znów, bo potrzebowała jedynej ostoi bezpieczeństwa niemalże bez przerwy. Bigby łypał na nią jeszcze bardziej nieufnie niż dotychczas, zapewne wyczuwając paraliżujący ją strach. Ale nie pytał – pewnie go to nawet nie obchodziło. Pewnie dla niego byłoby lepiej, gdyby sama zrezygnowała. Może sądził, że przerosły ją obowiązki.
      Ale i tym razem się nie poddała. Krzywdziła samą siebie, gdy każdego dnia schodziła z łóżka, twierdząc, że nie potrzebuje przerwy. Że jest zastępcą szeryfa – nie może sobie zawiesić obowiązków, wziąć sobie po prostu wolnego.
      Robiła wszystko wbrew sobie. Sama drążyła swoje rany, sama drażniła własne nerwy, gdy zmuszała się do patrzenia na osoby, które przypominały jej jego.
      Spodziewała się ataku, chciała być na niego przygotowana. Nie rozstawała się z bronią, reagowała na każdy nagły ruch, na każdą niespodziewaną osobę – ale to nie był on. Mijały kolejne tygodnie. Kształty wracały do normalności, codzienność do realności. Wszystko wskazywało na to, że sobie odpuścił. Drapnął ją tylko. Poszczuł, rozdrażnił, rozdrapał stare rany – i uciekł w cień, przypatrując się z psychopatycznym uśmiechem, jak jego ofiara rzuca się w szoku, spazmach bólu, jak z przerażeniem jest w stanie rozerwać każdego i jednocześnie pragnie schować się w kąt. Targały nią tak rozbieżne emocje, że… sama dziwiła się, jak to jest możliwe.

      Usuń
    3. *
      Minęły kolejne miesiące, przez które Felice i Bigby zdążyli przemierzyć pół świata w poszukiwaniu mordercy-psychopaty. Były sytuacje, w których zdani byli jedynie na siebie i swoją łaskę. I… może to zabrzmi źle – ale chwile spędzone w samotności, tylko z Wilkiem, w pogoni za sprawcą, sprawiły, że zaczęła naprawdę zapominać. Rzucenie się w wir obowiązków odciągnęło jej myśl od sprawy z Narzeczonym. Czuła się… bezpieczniej ze świadomością, że jest na drugim końcu świata – że tutaj jego wzrok już jej nie dosięgnie.
      Ledwie wrócili, ledwie zaczęli łączyć tropy jednej sprawy – już dotarła do nich kolejna sprawa. Zaginięcie dziewczyny z Pudding n’Pie. Nie powinna się dziwić – w tej dzielnicy chyba nie istniało bardziej szemrane miejsce.
      Bigby mruknął jedynie, że sam sobie poradzi w biurze – ona niech zbada sprawę.
      No jasne. Kto by śmiał wątpić.
      Zjawiła się w klubie jeszcze przed jego otwarciem, wpuszczona przez jedną z dziewczyn. Wyglądała na odrobinę przerażoną – i Felice w drodze zastanowiła się krótko czy to przez pojawienie się tutaj policji, czy też może z innego powodu.
      Przed oczami miała natomiast obrazek, o którym nie wiedziała, co powinna myśleć – wyginającą się przy rurze tancerkę i mężczyznę siedzącego do Felice tyłem, oglądającego pokaz.
      Ale to nie był czas na przyjemności, na oglądanie półnagich tancerek. Przyszła tutaj w sprawie – skoro ją wezwali, muszą poświęcić jej teraz czas.
      Podeszła więc pewnym krokiem do siedzisk przy scenie.
      — Felice Fletcher, zastępca szeryfa, dostaliśmy od was wezwanie. Jak rozumiem, mam do czynienia z właściciel…
      Nie dokończyła – nie była w stanie. Rozpoznałaby twarz tego człowieka nawet na końcu. Cofnęła się o pół kroczku, chociaż twarz pozostawała jakby zastygła w emocjach.
      — …em – dodała szeptem.

      Felice

      Usuń
  6. [Witam, witam! Fajny tutaj pan wyszedł, mordercy są fajni, lubię bardzo. Duży plus za dystrybutora filmowego oraz cieszy mnie, że ktoś wreszcie stanął na czele Puddin N'Pie. Życzę dużo dobrej zabawy i jeśli są chęci to zapraszam do siebie. c:]

    Valerie Rabinow

    OdpowiedzUsuń
  7. [ Oj wiesz, że uwielbiam z tobą pisać :D
    Możemy zacząć od rozmowy kwalifikacyjnej a potem pójść dalej :D
    Lex i tak jest na emeryturze więc nie ma co robić.
    Możemy zacząć od tego, że twój szanowny pan, organizuje rozmowy z kandydatami a Lex mógby sie tam pojawić przez przypadek trochę, tylko by sie napić. A zostałby na stanowisko :D ]

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  8. [Godny następca Georgiego. ;) Bardzo ciekawy typ, resztą sama baśń jest genialna (jak tu nie lubić Grimmów? :)). Życzę dużo dobrej zabawy i jakby co - zapraszam do siebie.]

    Nuada

    OdpowiedzUsuń
  9. [Mam problemy z odróżnianiem ludzi, niestety. :D
    Zacznijmy od tego, że Burton jest straaasznym leniem, bo już jakiś czas siedzi w Fabletown, a do tej pory nie znalazł sobie żadnej roboty, więc jakiś pieniądz w końcu by się przydał. Chętnie przyjmie to, co dla niego wynajdziesz. :D]

    Burton

    OdpowiedzUsuń
  10. [Poszłabym w coś niebezpiecznego, bo dramy kocham i potrzebuję trochę akcji. XD Val może chciałaby napisać jakiś negatywny artykuł o Puddin N'Pie, bo sama nie przepada za takimi miejscami. Albo... Już by go opublikowała i nagle by się w klubie zjawiła chcąc uregulować pewne sprawy z pracownicami. Cash by ją rozpoznał i chciał sobie porządnie z dziewczyną pogadać. Nie wiem, nie wiem, na razie tylko coś takiego mi po głowie lata. :D]

    Val

    OdpowiedzUsuń
  11. [Zostajemy u Ivana, bo facet właściwie to ma potencjał i do tego niewykorzystany :D
    Ivan to diabeł, który ma cóż...szemrane interesy, więc myślę, że się obaj dogadają :) Poza tym Ivan to też trochę taki psychopata jest (w moich zamierzeniach). I nawet widzę jakąś krwawą akcję z ich udziałem :D Oczywiście nie mówię o tym, że sobie po prostu wyjdą do ludzi i będą strzelać z kałacha, ale może będą musieli pozbyć się kogoś kto zagraża ich interesom? W końcu nic nie jednoczy tak jak wspólny wróg :D
    Co ty na to?]

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  12. [Pewnie by się dało, ale co ja tam wiem. Profil dziennikarski, a jak narazie nic mnie tam nie nauczyli. :') Rzeczywiście Val raczej chciałaby obronić pracowników i pewnie pomóc niektórym paniom. Po tym jaką sobie zrobił reputacje Georgie, raczej odrazu poszłaby w to jak to klub Casha rozszerza niemoralnie i nieeleganckie zachowania. Myślę, że mogłabym tym trochę nadepnąć na piętę twojego pana. :D]

    Val

    OdpowiedzUsuń
  13. [Przyznam szczerze, że pomysł mi się podoba. :) Tajemnice zawsze zachęcają do ciągnięcia wątku i stopniowego odkrywania ich. Burton chętnie podejmie się wszelkiego rodzaju pracy. Tylko w jakich okolicznościach mieliby się spotkać?]

    Burton

    OdpowiedzUsuń
  14. [Ivan wcześniej sobie latał z kałachem i to mu wystarczy (biegał z kałachem zanim to stało się modne).
    Dłużnik mi pasuje, Ivan to raczej zjawi się w pojedynkę (w końcu diabeł, piekielny wysłannik beemką jeżdżący). Zjawi się, powkurwia może innych. Porozmawia z Twoim panem i jakoś przekona :D
    Możemy tak zrobić, nasi panowie mogą nawet każdego wykańczać, bo ten gościu co to winien jest im hajs pracuje dla kogoś wyżej, ten co wyżej, to znowu ma kogoś nad sobą itd.
    Dotrą do jakiegoś baśniowca (takiego Raspuina, albo innego Ryśka z Klanu), który kieruje tym wszystkim, może nawet dojść do jakiejś pięknej rozpierduchy (bo po co się ograniczać?). W sumie to żeby było śmieszniej to wykańczając tego głównego bossa, mogą stać się dla niektórych baśniowców jakimś bohaterami, bo tamten to lichwiarz był i ogólnie taki skurwysyn...a że Twój pan dba o interesy, mój też...to mogą obaj zechcieć przejąć teren :)
    Przepraszam że jest to zawiłe niczym kolejki w urzędzie, ale ja tak mam xD]

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  15. [Uhuhuhu, robi się ciekawie i bardzo mi się to podoba. :D Co do zrzucania win poprzedniego właściciela na nowego, to cóż mogę powiedzieć - cała Valerie i jej dziennikarskie zajęcie. XD Nie tylko jej czasem zdarzyło się naciągnąć jakąś prawdę. A więc chyba w coś takiego pójdziemy, hym? Nawkurzają się na siebie, nakrzyczą i tak dalej. Może coś później niemiłego z tego wyjdzie. Zostawiamy to tak? :)]

    Val

    OdpowiedzUsuń
  16. Znalazłaby się na pewno co najmniej jedna osoba, która ochrzaniłaby ją od góry do dołu za tak nagłe zniknięcie – i znalazłaby się też co najmniej jedna osoba, która obraziłaby się, gdyby Felice jej powiedziała, że tego właśnie potrzebowała.
    Rzucenia się w wir tajemnic, dziwnego śledztwa do rozwiązania, węszenia i szukania tropów ramię w ramię z Wilkiem. To zabrzmi dziwnie, ale potrzebowała chwil samotności z ponurym człowiekiem, żeby poczuć się lepiej – i zapomnieć.
    Pierwsze noce były dla niej katorgą. Nękające ją koszmary senne wróciły, a ona zrywała się niemal noc w noc z łóżka, ze zduszonym krzykiem. Znów przed oczami miała rozrywane ciało niewinnej dziewczyny, gasnące w jej oczach życie. Jej palec, który Senta wzięła ze sobą tylko przez namowę gosposi.
    Wcześniej… wcześniej pocieszać się mogła, że skurwiel, który był zdolny do czegoś tak okropnego, ohydnego – poniósł odpowiednią karę. Już się nie wywinie z rąk tych, którzy doskonale wiedzą, jak zająć się wynaturzeniami ludzkości.
    A teraz? Teraz był niewinny. Na nowo. Nie wiedziała, jak się tutaj dostał, jakim cudem umknął strażnikom więziennym – czy za coś takiego w ogóle nie powinien zostać ugotowany w oleju, powieszony, ścięty… cokolwiek wtedy obowiązywało.
    Teraz wprowadzono amnestię – a każdy, nawet największy zbrodniarz ze świata Baśni mógł liczyć się z ułaskawieniem. Ot, jakby nic się nie stało. Jakby nie zginęły miliony, jakby nie cierpiały tysiące. I może w tym przypadku myślenie Felice było bardzo nieobiektywne – bo w końcu sam Bigby Wolf przyczynił się do śmierci wielu Baśniowców – wciąż nie wierzyła, że ktoś taki jak Marius może się zmienić.
    Nie po tym, co zobaczyła na toaletce w swojej sypialni.
    Wyrzuciła to. Wyrzuciła też koszulę nocną, którą dotykał. Wyrzuciła ze swojego życia flakonik perfum – jej ulubioną różę i czekoladę, zastąpiła je równie słodkim olejkiem malinowym, peonią i piżmem. Wyrzuciła nawet swoje mieszkanie – przynajmniej tymczasowo.
    Na kilka tygodni przeprowadziła się do Harleya. Towarzystwo mężczyzny, który się o nią martwił, i owczarka niemieckiego, który w najgorszych chwilach wiedział, kiedy podejść, aby dodać jej otuchy, pomagały jej. Przynajmniej na tyle, żeby miała siłę wstawać rano, mimo przerywanego i niespokojnego snu.
    A potem zniknęła.
    A teraz stała tutaj – w klubie, do którego normalnie nigdy w życiu by nie przyszła. Stała i patrzyła w jego oczy. Och, jak doskonale je pamiętała. Nie zmieniły się wcale, a jego wzrok – jego wzrok zdawał się wwiercać w jej dusze, powodując skurcze, prowokując dreszcze i chęć jak najszybszego opuszczenia budynku.
    Na brzmienie własnego, prawdziwego imienia, którym w tym popapranym świecie mogła zwracać się do niej tylko jedna osoba, jakby syknęła cicho i skrzywiła się lekko, dosłownie na ułamek sekundy.
    Wyciągnął do niej dłoń – a ona zareagowała automatycznie, jeszcze zanim zdążyła przeanalizować sytuację. Jej ręka wystrzeliła od razu w stronę paska, gdzie zawieszona i schowana była broń. Nie dotknęła jej jednak, nie wyciągnęła, jej dłoń po prostu zawisła nad pistoletem, a wzrok zdawał się przeszywać postać Mariusa na wskroś.
    Właśnie się przed nim odsłoniła. Nie musiała być wilkiem z wyczulonymi zmysłami, aby widzieć cień triumfu w jego płonących czymś… czymś, co budziło w niej niepokój, oczach.
    Nie odpowiedziała na żadną jego zaczepkę. Miast tego, śledziła go wzrokiem dokładnie, każdy jego ruch, gdy przechodził zza kanapy w stronę baru, gdy nalewał do kieliszków jakiś nieznany jej alkohol.
    Przed jej oczami mignęły kielichy wina podawane dziewczynie, która za moment osunęła się w ramiona swoich zabójców.
    Wzdrygnęła się lekko i odsunęła jeszcze o krok od niego, choć i tak był od niej tak daleko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiero po chwili dotarł do niej sens wypowiadanych przez niego słów. Chciała się rozluźnić – ale nie potrafiła. Każdy jej mięsień wręcz wyczekiwał jakiegokolwiek ciosu, nagłego ruchu. Był w gotowości, aby się bronić – i, gdyby nie była w stanie go obezwładnić, uciekać. Jak spłoszony, zaszczuty zwierz – jak najdalej od niego.
      Naprawdę sądził, że to odpowiedni czas na takie gierki? To miejsce i tak miało już niezbyt dobrą reputację. A on, jako król rozpusty i wszystkiego, co zepsute, mógłby chociaż zachować pozory. Że martwi się o zaginioną dziewczynę.
      Otworzyła lekko usta, ale żadne słowo nie wypłynęło z jej ust. Chociaż wiedziała już, co chce mu powiedzieć, nie potrafiła zmusić się do wyduszenia z siebie choćby słowa.
      No, odezwij się, do jasnej cholery! Jesteś stróżem prawa. Policja bardzo nie lubi, gdy atakuje się stróżów prawa.
      Tak długo, jak nie zrobisz nic, co byłoby na granicy, jesteś bezpieczna.
      Przynajmniej będzie cierpiał. W zamknięciu. Znów.
      Wzięła głęboki wdech, zamknęła na chwilę oczy i opuściła powoli, choć nieznacznie rękę. Choć było to tak naprawdę tylko rozluźnieniem mięśni, które zaczynały po prostu boleć od ciągłego napięcia.
      — Zadziwiasz mnie, Marius - również podkreśliła jego prawdziwe imię. – Dzwonisz na policję, zgłaszasz zaginięcie pracownicy, a gdy policja podejmuje kroki w tej sprawie, ty najpierw wznosisz toast za spotkanie po latach? – zaśmiała się. Choć chciała brzmieć jak pewna siebie, ironiczna kobieta, zabrzmiała raczej nerwowo. – Tak bardzo zależało ci na tej pracownicy czy tak naprawdę nikt nie zginął, a ty masz tak dużo pieniędzy, że masz ochotę za moment zapłacić karę za nieuzasadnione wezwanie?

      Felice

      Usuń
  17. [Bry dzień, hejka. Piękna historia postaci a wizerunek idealnie dopasowany do jej kreacji! Naprawdę bardzo podobała mi się baśń o Narzeczonej Mordercy.
    Dziękuję za wszystkie słowa pod swoją kartą. Cieszę się, że przypadła Ci do gustu. (; I choć Dolores wcale nie jest Lolitką, tylko silną, pewną siebie kobietą to przy wilku sprawy mają się inaczej.
    Nie wiem czy Lola zaglądałaby do Puddin N'Pie, bo jest tyci wyniosła, ale Knowles mógłby jej złożyć jakąś propozycję, której nie byłaby w stanie odmówić i chciałaby dodać lokalowi elegancji; wyeliminować egzotyczne tancerki, co doprowadzałoby do konfliktów. :D
    I dziękuję raz jeszcze. <3]

    Lola Mikkalsen

    OdpowiedzUsuń
  18. [Dziękuję bardzo za miłe słowa i również witam! :)
    Ojoj, strasznego szefa ma ta moja Lise, chociaż pewnie o tym nie wie :D A wątek na pewno jakiś się przyda, pytanie jak bardzo zażyłe relacje ma Paul ze swoimi pracownicami? :D]

    ANALISE

    OdpowiedzUsuń
  19. [Hmm, czyli jak? Bo nie wiem jaki kontakt ma z nimi większość właścicieli ^^
    Hmm, a może zaczniemy od pierwszego dnia jej pracy? Lise przyjdzie wcześniej, aby Cash pokazał jej lepiej klub, opowiedział o zasadach, miałaby też chwilę, aby poćwiczyć trochę przed otwarciem klubu :D]

    ANALISE

    OdpowiedzUsuń
  20. [W takim razie okej, Lise może wpaść do klubu w poszukiwaniu pracy :) Właśnie jakaś pracownica mogła jej szepnąć, że poszukują prostytutki i ta sama pracownica mogła szepnąć słówko Cashowi, że warto przyjrzeć się Lise. Mogli też umówić się przez nią na spotkanie i rozmowę o pracę. Ustalamy coś jeszcze czy lecimy na żywioł? I kto zaczyna? :D]

    ANALISE

    OdpowiedzUsuń
  21. [A jak, lecimy! Byłabym jednak bardzo wdzięczna za zaczęcie, bo coś ze mną i pisaniem dzisiaj słabo. XD]

    Valerie

    OdpowiedzUsuń
  22. [A tam zaraz kozak...po prostu były oficer NKWD i GRU xD
    A tam...proszę ja ciebie "rozpierduchę" przeprowadzi się dyskretnie, zwłoki znikną, ewentualne żywe istoty też. Nikt nic nie wie, powiedzą, że pili z Lucjanem :D Lucek z pewnością potwierdzi i powie, że przecież jeszcze siedzą u niego i polewają (no cóż, ten typ tak ma). No i chcę powiedzieć, że szaszłyk brzmi piekielnie dobrze no i bardzo często tak jest, że ci którzy mają jakieś brudne interesy dla opinii publicznej są tymi dobrymi ;)

    No to tak, Rasputin głównym bossem, Ivan zjawia się w PNP u Casham, prowadzi kulturalną rozmowę jak na diabła przystało i po tym wszystkim, kiedy panowie dowiedzą się że mają wspólny interes w tym całym grajdołku, to połączą siły :D Aha mam takie pytanie, na kogo spływa zaczęcie? Na mnie?]

    Ivan

    [PS. Trik z szybkimi odpisami jest prosty. Mam stary komputer i boję sie, że jak nie napiszę tego odpisu teraz to później mogę już nie mieć na czym :D]

    OdpowiedzUsuń
  23. [Ależ jakież Prawo Niespodzianki, ona go chciała tylko kulturalnie oduczyć kradzieży. Jego sprawa, że wolał oddać dziecko niż wysłuchiwać awantury od żony. :D
    Cóż, to samo tyczy się Ciebie i Casha. <3]

    Margot Werner

    OdpowiedzUsuń
  24. [Poczekam cierpliwie :) I z góry dziękuję!]

    ANALISE

    OdpowiedzUsuń
  25. [Haha, witaj i wybacz pominięcie! xD Właśnie doniesiono mi o tym, więc przyjmij przeprosiny! xD
    Ja Marianne pamiętam i nawet to jej cudnie barwne zdjęcie w Karcie! :D Tym bardziej cieszę się, że do nas wracasz i mam nadzieję, że chociaż z ułamkiem sentymentu :D Nowa postać również niezwykle ciekawa, imiona i nazwisko od razu kojarzą się z przemysłem muzycznym. A zdjęcie na dole - cudne!
    Życzę samych ciekawych wątków i zostań z nami jak najdłużej! :D]

    Administracja & Lucy

    OdpowiedzUsuń
  26. [Hahahaha, nie, spokojnie, ja oczywiście również piszę to w żartach :D Ale jak Tear mi to napisała, to musiałam! xD Po prostu tradycją jest, że witamy tu każdą nową postać, a ciebie jakimś cudem pominęłyśmy xD]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  27. W trzynaście godzin można zrobić naprawdę dużo, jeśli ma się odpowiednie umiejętności lub potrzeby. Oczywiście. Sam doskonale o tym wiesz, prawda, Mariusie? Gryzła się w język, byleby tylko swoich myśli nie wypowiedzieć na głos. Nie miała zamiaru wdawać się z nim w niepotrzebną dyskusję.
    No i ta amnezja… Zakładała, że zbrodnie popełnione przed Fabletown są darowane. Cash nie zrobił jeszcze niczego, co przyciągnęłoby uwagę szeryfa lub zarządu dzielnicy. Wykazanie się takim sceptycyzmem nie zabrzmi dobrze w ustach kogoś, kto powinien raczej stać na straży praw drugiego człowieka. Nie je odbierać, bo tak jej się wydawało.
    Chociaż jej intuicja była jednym z najlepszych partnerów w śledztwie – i za nią mogła podążać. Szkoda, że nie mogła się na nią powoływać. Argument bo tak mi się zdaje raczej nie brzmi jak dowód rzeczowy lub coś nie do podważenia.
    Ale teraz zdawało jej się, że on wcale nie miał zamiaru porzucić swojej dawnej natury. Że wciąż babrał się w szemranych interesach – tylko nikt tego jeszcze nie odkrył. Czy więc mógł mieć coś wspólnego z zaginięciem tej dziewczyny? Kto wie…
    A jeśli miałaby być szczera – po raz pierwszy wolałaby nie utwierdzać się we własnym przekonaniu. Wolałaby odwrócić wzrok, wysłać kogoś innego. Wiedziała, że nie wytrzymałaby drugiej takiej sytuacji, jakiej była świadkiem na kilka dni przed własnym ślubem.
    Zamknęła oczy na dłuższą chwilę. Nie rozpraszaj się, Felice. Nie możesz się teraz rozpraszać. Nie przy nim.
    Westchnęła jedynie. Nie miała zamiaru tłumaczyć mu działalności policji. Nie mała zamiaru tłumaczyć mu siebie i Bigby’ego – którzy dopiero co wrócili z poszukiwać mordercy. Nie z pustymi rękami, ale wciąż bez sprawcy. Choć byli bliżej niż dalej…
    Nie miała zamiaru tłumaczyć, że może być przemęczona. Co go to obchodziło? Na świecie była tylko jedna osoba, która przejęłaby się jej zmęczeniem. I tą osobą nie był on.
    — Nie rozumiem, co ma renoma lokalu do zgłoszenia zaginięcia. Spodziewasz się pochwały za spełnienie obowiązku obywatelskiego? Pochwal się w kościele, może dostaniesz pochwałę za dobry uczynek. Policja działa tak szybko jak może.
    Nie zdążyła ugryźć się w język. Chociaż pasowałoby. Nie wyłapała nawet momentu, w którym jej strach, wcześniej paraliżujący ją do tego stopnia, że traciła mowę, teraz przeradzał się powoli w czystą agresję, niechęć i pogardę – którymi, swoją drogą, i tak go darzyła.
    Drgnęła jednak lekko, gdy zapytał czy nie zechciałaby przejść do gabinetu…
    I jedną dłoń zacisnęła w pięść, aby nie krzyknąć, nie odskoczyć, nie cofnąć się – zostać w miejscu, w którym nadal stała, z twarzą, która równie dobrze mogłaby wyrażać pogardę, co zirytowanie. Tylko lekkie drgnienie warg mogło ją zdradzić.
    Poczuła dreszcze przeszywające jej plecy. Za nic w świecie. Za nic w świecie nie chciałaby znaleźć się w jednym pomieszczeniu – sam na sam – z nim. Z nim na wolności, gdy może zrobić jej… wszystko. Nawet mimo tego, że Felice miała przy sobie broń. Jej myśli malowały najczarniejsze ze scenariuszy.
    Gdyby znalazła się z nim sam na sam, bez świadków, w zamkniętym, odizolowanym pomieszczeniu… Nie chciałaby nawet myśleć, co mogło się stać. Mógł jej zrobić to samo, co zrobił tamtej dziewczynie. Lub nawet rzeczy gorsze.
    W końcu to ona była powodem jego cierpień w baśniowym świecie. Gdyby nie ona… Gdyby nie ona… dalej mordowałby niewinne istoty, obdzierając je z godności, ze skóry, z człowieczeństwa…
    — Tutaj – odparła ciszej niż by chciała. Odchrząknęła krótko i za moment zaczęła szukać wolną ręką niewielkiego, kieszonkowego notesika. Znalazła go, a wraz z nim, ale nie wyciągnęła.
    Czy zajmowanie swoich rąk pisaniem w jego obliczu byłoby dobrym, bezpiecznym posunięciem…? Była na jego terytorium, wśród jego ludzi…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale policja wie, gdzie jesteś, Felice. Bigby skojarzy fakty. Może jest wrednym dupkiem, ale nie jest głupi, ani nie jest ślepy.
      Wypuściła powoli powietrze z płuc.
      — Z twoimi dziewczynami też mam zamiar za moment porozmawiać – dodała, kątem oka obserwując striptizerkę zbierającą się ze sceny, której przed momentem Marius poświęcał tyle uwagi. – Gdzie i kiedy widziałeś Felice ostatnio?
      Po tym pytaniu nabrała wątpliwości. Powinna takie pytania zadawać w samotności, szczególnie, gdy ma w okolicy potencjalnych świadków i mogą powiedzieć coś innego w sprawie…
      A ją paraliżował strach. Obawa. Uraz.
      Ale jesteś żałosna, Felice.

      Felice Fletcher

      Usuń
  28. Naprawdę, naprawdę usilnie powstrzymywała się w tym momencie od wywrócenia oczami. Albo powiedzenia czegoś, czego potem będzie żałowała.
    Ile to już takich ludzi słyszała. Ilu musiała przekładać łopatą istotę działalności policji. Ile razy miała wykładać, że bezpieczeństwo każdego jest dla stróżów prawa ważne. Każdego - czytaj, i primabaleriny z teatru, i burmistrza, i prostytutki czy striptizerki z najciemniejszego zapchlonego kąta tej wątpliwie przyjemnej dzielnicy.
    Jaka szkoda, że ludzie rozumieli wasze bezpieczeństwo jest dla nas ważne jako twoje bezpieczeństwo i twoje interesy są dla nas najważniejsze, reszta się nie liczy, resztę możemy olać, co tam inni ludzie, co tam aktualnie prowadzona sprawa, co tam aktualnie prowadzone poszukiwania.
    — Twoje wrażenie jest twoją prywatną sprawą – odparła, z cichym westchnięciem krzyżując ramiona pod biustem. – Policja jest przede wszystkim służbą porządku publicznego, która traktuje wszystkich potrzebujących równo.
    Popraw mnie, jeśli się mylę – dodała do siebie w myślach. Mała ochotę stąd wyjść, jak najszybciej. Fakt, że tak bardzo nie spieszyło mu się do rozmowy o swojej pracownicy, kłócił jej się z tym, co próbował jej wmówić. Z tym, jak bardzo Alice była dla niego ważną owieczką, jak bardzo się o nią martwi.
    Oczywiście. A to właśnie zmartwienie masz wymalowane na twarzy.
    Jej brwi lekko drgnęły, gdy wytknął jej dosłownie drobne przejęzyczenie. Ale nie odpowiedziała mu, gdy rozplatała ramiona, a notesik podniosła wyżej, by było wygodniej jej pisać.
    Nie odzywała się podczas zeznania. Jej ręka mknęła wręcz jak szalona, prowadząc długopis po niewielkich kartkach notesu. Felice, marszcząc lekko brwi i słuchając ze skupieniem, zanotowała cały rys planu tych kilku dni, o których opowiedział jej Cash. Drgnęła jedynie lekko, gdy usłyszała piękna jak zawsze. Biedna dziewczyna. Ciekawe, czy miała być jego kolejną ofiarą – lub faktycznie nią została – czy raczej mogła być jego wspólniczką?
    Och, skup się, Felice. To nie o dawne zatarczki chodzi, a o bezpieczeństwo zaginionej dziewczyny.
    Więc – po kolei. Pierwszego maja o szóstej Alice wyszła z pracy. Tego samego dnia o piętnastej Cash widział się z Alice w jej mieszkaniu, wyszedł o siedemnastej, pozostawiając ją i jej mieszkanie podobnież w stanie nietkniętym.
    — O co poprosiła cię Alice? – podniosła głowę znad notesika, żeby na niego spojrzeć. Choć, Bóg jej świadkiem, z jakiegoś powodu lepiej czuła się, gdy nie musiała widzieć jego sylwetki przed sobą.
    Tego, jak się pewnie rozsiadł. Tego, jak chłodno i przenikliwie na nią patrzył. Jakby ją już rozgryzł. Jakby doskonale wiedział, jak pociągnąć za sznureczki, aby podskoczyła tak, jak on chciał.
    Nic o mnie nie wiesz, Cashu Knowles. I nie pozwolę Ci się zastraszyć.
    — Dlaczego potrzebowała do tego akurat ciebie? Co robiliście pomiędzy piętnastą a siedemnastą, kiedy to… jak to ująłeś… wyszedłeś z jej mieszkania i wszystko wyglądało w porządku, piękna jak zawsze. Co was łączy? Przyznasz, że to odrobinę nietypowe, komplementować w taki sposób nawet przyjaciółkę, a co dopiero pracownicę, podwładną.

    Felice Fletcher

    OdpowiedzUsuń
  29. [A dziękuję bardzo. ;) W sumie nieznane, bo wszyscy (prócz Islandczyków) kojarzą Vargów z "Grą o Tron", "Władcą Pierścieni" albo grami rpg w świecie fantasy, a nie z pierwotnym znaczeniem. A szkoda, bo takie fajne bestyjki. :)
    Z przyjemnością trochę powęszę, bo już lubię tego drania. Chora bajeczka braci Grimm i do tego jeszcze Casanova Killer jako inspiracja, brawo! xD
    Nie wiem czy się nadaję na towarzysza wspólnych pasji, chociaż gust kulinarny podzielam, czy może raczej robić za upierdliwego detektywa (lub detektywa wynajętego przez Casha), ale coś na pewno nam wpadnie, więc zapraszam na burzę mzógów. ;)]

    Hati

    OdpowiedzUsuń
  30. [Ja pamiętam Mariannę! Była cudnie święta i poprawna. Takie perfekcyjne przeciwieństwo tego pana. ;) Mieliśmy mieć nawet wątek z moim ówczesnym Krakenem. Czyli witaj ponownie! Jak masz chęć znów spróbować coś ze mną napisać to zapraszam do siebie.]

    D&D czyli Duncan&Drake

    OdpowiedzUsuń
  31. [hej. A dziekuje. A sprawdzalam czy czegos nie ominelam a tu masz xD Sie poprawi.
    Interpretacja troche w ciemno, bo samego utworu nawet nie znam a pomysl wyplynal po przeczytaniu charakterystyki ze slownika ^__^ sposobala mi sie i oto jest. Nie mniej dobrze czasem sie dowiedziec czegos nowego. Co innego inne oko od wlasnego.
    Dziekuje.
    Twoj pan rowniez niezly. Duzo watkow i tobie życze ;)]

    Sha

    OdpowiedzUsuń
  32. Zastukał palcami nerwowo o kierownicę. Padało, była po prostu najzwyklejsza ściana deszczu. Nic nie było widać na dalej niż dwa metry, strach wyjść z ciepłego i suchego miejsca…znaczy się pewnie nikt o zdrowych zmysłach nie opuściłby jakiegokolwiek suchego miejsca. Nawet ten diabeł z Polski. Niby nie był to deszcz z wody święconej, ani nic podobnego.
    Po prostu Ivan nie lubił deszczu. Nie lubił też zbyt wysokich temperatur, nie przepadał kiedy na dworze padał śnieg… Mało rzeczy nie przyprawiało go o zdenerwowanie. Chociaż chyba coraz rzadziej wpadał w zdenerwowanie. Już powoli przyzwyczaja się do „nowej rzeczywistości”. Owszem minęło ponad dwadzieścia lat od momentu kiedy upadł Związek Radziecki, kiedy mur dzielący Berlin upadł, od momentu kiedy Europa znowu była niejako zjednoczona. To jednak chyba zbyt wiele lat spędził jako ten, którego należało się obawiać do granic możliwości. Zbyt długo był żołnierzem, oficerem…katem innych. W końcu, nie licząc krótkiej przerwy cały czas był w Rosji, oraz późniejszym Związku Radzieckim. Prawie cały XX wiek tam spędził.
    Spojrzał na swój telefon. Nie tak się umawiali. Facet spóźnia się już ponad pół godziny, niby był nieśmiertelny i nie zależało mu jakoś na czasie, ale miał też poza tym wszystkim niejakie życie rodzinne. Miał żonę, z którą chciał spędzić chociaż trochę czasu. Może nawet nie tyle że chciał ile wypadało. Musiał robić dobrą minę do złej gry.
    Zwonariew przekręcił kluczyki i ruszył z miejsca. Podjechał pod jeden z klubów. Nieco ponad dekadę temu był w PNP, teraz to chyb jest tam nawet nowy właściciel. W sumie to nawet i dobrze, bo nigdy za Georgiem nie przepadał. Nie lubił tego wytatuowanego dupka. Chociaż Georgie mógł powiedzieć to samo o diable…czy też i raczej Hrabi.
    Zatrzymał się przed wejściem do klubu. Poprawił swoją skórzaną kurtkę. Dzisiaj wyjątkowo nie w garniturze, może nawet nieco częściej będzie robić takie wyjątki? W końcu jeansy, i zwykły T-shirt oraz adidasy nie są złe. Nawet są wygodne i nie ma na co narzekać.
    Szybko przemierzył te kilkanaście metrów dzielące samochód od wejścia. Wszedł do środka, miał wrażenie, ze nic się tutaj nie zmieniło przez te lata. Może to nawet i dobrze.
    Zabije tego skurwiela, że zamiast normalnie się z nim spotkać o umówionym czasie ten woli posuwać panienki na godziny, co samo w sobie nie było złe… Ale no jednak należało mieć chociaż odrobinę szacunku do czasu! Należało mieć odrobinę szacunku do jego osoby!
    — Zdrastwujtie – powiedział wściekłym tonem głosu. Kiedyś jeszcze dorzucał do tego słowa „towarzysze”, ale teraz to chyba nie należało tego dodawać. Chociaż pokusa była zbyt silna. – Gdzie jest twój szef? – zapytał wściekle kobietę, stojącą za barem.
    — J-ja…
    — Słuchaj kobieto, nie mam czasu, jestem wkurwiony, oraz przemoczony, nie dawaj mi kolejnego powodu, żeby rozpierdolić ten przybytek – warknął. Wyciągnął paczkę papierosów i zapalił jednego z nich. – No? Gdzie jest szef? – nie przepadał za angielskim, wolałby powiedzieć to po polsku, rosyjsku…albo nawet i po niemiecku.
    Widząc ociąganie kobiety, odsunął niby przez przypadek poły kurtki i oczom kobiety ukazała się broń. Może i diabeł, ale nie chciał ryzykować, poza tym broń dla każdego była zabójcza…no chyba, że ktoś już był martwy tak jak on. Barmanka wskazała na drzwi prowadzące na zaplecze, na tych drzwiach pisało „Nieupoważnionym wstęp wzbroniony”, ale to jakoś nie przeszkadzało Ivanowi. Wszedł do środka, nie bawiąc się w pukanie.
    — Zdrastwujtie, mamy do pogadania – powiedział. Zaciągnął się papierosem i po chwili wypuścił szary kłąb dymu z ust. – John, govorit vam chto-nibud'? – spojrzał na niego. – Wisi mi kasę, wiem, że co chwila rucha w tym klubie każdą prostytutkę, powiedz gdzie on jest, rozejdziemy się w spokoju, nikomu nic się nie stanie – strzepnął nieco popiołu na podłogę. Czekał na reakcję właściciela. Wbrew pozorom wolał mieć dobre, albo chociaż poprawne układy z innymi baśniowcami.

    [Mam nadzieje, że takie zaczęcie może być]

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  33. [Kto inny niż Bowie pasuje do roli nieśmiertelnego. ;) I w takich chwilach ciężko mi wykazywać entuzjazm wobec Wiedźmina. Ale cieszę się bardzo, bo Kościeja warto poznać choćby z powodu najbardziej ogarniętej baśniowej bohaterki ratującej swojego zdecydowanie nieogarniętego księcia. ;)
    Też piszę w ślimaczym tempie, więc z chęcią wpadnę na powolny wątek. Myślę, że jak najbardziej mogliby prowadzić interesy i może nawet by się całkiem nieźle ze sobą dogadali. W ogóle ja Kostię widzę trochę jako takiego "Crooked Mana", który najbardziej chciałby albo kontrolować co się da, albo otaczałby się siateczką powiązań opartych na wzajemnych korzyściach. Czyli jeśli masz chęć możemy coś pokombinować właśnie odnośnie tych interesów i zależności. :)]

    Kostia

    OdpowiedzUsuń
  34. Zaśmiał się nieco szyderczo. Strzepnął trochę dymu do popielniczki. Pokręcił głową, rozglądając się po pomieszczeniu.
    — Słyszałem, słyszałem…ale jakoś cóż... – zaciągnął się papierosem i wypuścił szary obłok dymu wprost na twarz właściciela. – Średnio mnie interesuje, która to po kątach dupy daje, oraz komu i za ile. Powiedzmy, że interesują mnie pieniądze – prawy kącik ust nieznacznie uniósł ku górze. Zaciągnął się po raz ostatni, po czym zgasił papierosa i zapalił nowego. Owszem dużo palił, ale mu to jakoś nie przeszkadzało, na raka nie mógł umrzeć. Właściwie to w ogóle nie mógł umrzeć, nie mógł być bardziej martwy.
    — John Arbeitsunfähigkeitsbescheinigung , znany szerzej jako po prostu „John” ponieważ większość nie potrafi poprawnie wymówić jego nazwiska. W świecie doczesnych szerzej znany jako „Wierny Jan”, taki sługa, który był grzeczny, dobry i uczciwy i uratował młodego króla – wyjaśnił w skrócie. – Teraz to obecnie gówno robi, wisi mi pieniądze, spóźnia się z płaceniem, spóźnia się na spotkanie bo rucha wszystko co się rusza w tym klubie… - zaciągnął się papierosem – I z tego co wiem… jest tutaj i wam też wisi z płaceniem – oznajmił wypuszczając dym. Oparł się wygodniej i spojrzał na Knowlesa
    wyczekująco. W końcu chyba każdemu w takie sytuacji zależałoby na szybkim odzyskaniu pieniędzy.
    — Mam może powiedzieć jaki ma numer buta, albo co jada na śniadanie, czy darujemy sobie takie mniej istotne szczegóły? – założył nogę na nogę. Lewą ręką przeczesał włosy. – To jak? Interesuje mnie czy pomożecie, czy generalnie to sam sobie mam pomóc i mam dzwonić po ekipę remontową, po to żeby wywleczono tego chujka? – pytanie było retoryczne. Chyba nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby, żeby w jego klubie zjawili się panowie, którzy gotowi są rozgnieść wszystko w drobny mak. Poza tym, jakby na to nie patrzeć, to Zwonariew był diabłem…tak więc nie miało się pewności, że nie zjawią się cztery takie demony i nie rozwalą wszystkiego.
    Prawa ręka z papierosem powędrowała w kierunku jego ust. Powoli się zaciągnął, nie spuszczając wzroku z Casha. Czekał na jakąkolwiek odpowiedź dotyczącą tego pana. Zależało mu na jak najszybszym rozwiązaniu sprawy, chciał zabrać tylko to co jego, a jeśli nie miałby kasy, to najwyżej przehandluje jego organy. Taka nerka to przecież dobra sprawa jest, no i całkiem łatwo jest wykonać taki zabieg. Poza tym…jeszcze nawet zarobiłby na tym baśniowcu, gdyby rozebrał go na części pierwsze. Nawet nie musiałby zbyt długo szukać jakiegoś kogoś, kto zechciałby kupić organy wewnętrzne.
    — Nu Knowles…to kak? – dosyć często wplatał rosyjskie bądź polskie słowa do wypowiedzi po angielsku, to było zbyt silne. Prawdopodobnie zbyt wiele czasu spędził na wschodzie Europy, za długo rozmawiał w języku polskim oraz rosyjskim. Niby niemiecki też znał, ale jednak chyba zdecydowanie rzadziej używał niemieckich słówek. – Powiecie gdzie jest? Czy mam się domyślać, albo…albo nie wiem – wzruszył ramionami, wyglądało to zupełnie tak jakby naprawdę nie wiedział, prawda była z goła inna. Doskonale wiedział co chce robić. Co może zrobić. Był zdolny do wielu rzeczy, może miał jakieś zahamowania, ale chyba w tej chwili wszystko poszłoby się walić.
    Niby mówił, że jest wkurzony, ale jednak jak na niego to jest spokojny. Większość powie, że taki Ivan wcale nie jest jakoś bardzo wściekły. Właściwie to ciężko byłoby Zwonariewa tak totalnie wyprowadzić z równowagi. Ale jednak kilku znalazło się takich odważniaków, szkoda tylko, że była to ich ostatnia rzecz jaką zrobili.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zadzwonił telefon Zwonariewa. Diabeł wyciągnął dzwoniące urządzenie i spojrzał na wyświetlacz. Odrzucił połączenie, nie miał teraz ochoty na pogawędkę z żoną. Poza tym, rzadko kiedy rozmawiał przez telefon w czyimś towarzystwie, no chyba, że rozmowa dotyczyła wspólnego interesu, to wtedy robił wyjątek. A teraz to raczej powątpiewał aby żona chciała pomówić z nim o interesach, zważywszy na to, że nic nie wiedziała o jego działalności. Wystarczyło mu, że ta ma zupełnie inne zapatrywania, na niektóre rzeczy. Jednak mimo wszystko są razem. Może nie byli jakąś najbardziej znaną parą w Fabletown, ale chyba większość kojarzyło ich. Ivana znano głównie z tego silnego rosyjskiego akcentu, oraz…skłonności do różnych niemoralnych oraz nieetycznych metod, które godzą w ludzką etyczność, a także z tendencji do nagłego znikania oraz pojawiania się. Żona była natomiast przeciwieństwem, dobra oraz pomocna…kobieta udzielająca się na akcjach charytatywnych. Była osobą łagodzącą wizerunek męża wśród opinii publicznej. Chyba większość baśniowców pamiętała jak wyglądał system policyjny, kiedy Zwonariew był zastępcą szeryfa…
      Ale nie był okrutny…tak bardzo. Mimo wszystko jakoś się hamował przez tym całym krzywdzeniem. Co jak co, ale przypuszczał, że może się stać tak, że szybko zleci ze stołka. A nie zamierzał aby później osądzono go o zabójstwa podczas przesłuchań, czy może też o ciężki uszczerbek na zdrowiu, czyli trwałe kalectwo.
      Schował telefon do kieszeni, zgasił w popielniczce papierosa. Na razie nie zapalał kolejnego, poczeka chwilę aż wszystko będzie jasne. Chociaż…chociaż chyba jednak nałóg wziął górę, ponieważ ledwo wziął dwa oddechy, to już pomiędzy jego wargami znalazł się papieros. Chyba tylko szeryf więcej palił. Tyle że Bigby palił jakieś podróby papierosów, bo Huff&Puff, w mniemaniu diabła nie były prawdziwymi papierosami. Ale no cóż… skoro szeryfa nie było stać na lepsze, to już nie jego problem.
      — To co? Dajecie adres, czy numer pokoju, czy co to tam konkretnie macie, ja znikam i tyle mnie widzieli – zaciągnął się po raz kolejny podczas dzisiejszej rozmowy. – Czy chcecie ze mną jeszcze porozmawiać? – spojrzał na Casha z lekkim, może nieco zbyt pewnym siebie uśmieszkiem. Osobiście wolałby, żeby dał mu numer tego pokoju i żeby nie drążył tematu. Oraz, żeby nie wpieprzał się w jego interesy. Albo, żeby od razu z miejsca mówił mu gdzie są jego dłużnicy, owszem sam nieco zawalił sprawę, nie mówiąc od razu pełnych danych osobowych, ale jednak takie rzeczy zdarzają się nawet najlepszym.

      [Chyba powinienem sie leczyć na głowę...chyba nikt normalny nie dałby komukolwiek na nazwisko "L4" po niemiecku xD]

      Ivan

      Usuń
  35. [Miałam Cię już wcześniej powitać ponownie. Od "Świętoszki" do uroczego psychopaty, przepiękna różnorodność postaci. No i miło, że w końcu Pudding N'Pie ma odpowiednio charakternego właściciela. Życzę powodzenia i dużo dobrej zabawy. Czekam też na Twoją notkę, bo widziałam, że coś kombinujesz. :)
    No i jakby co, wpadaj do mnie. ;)]

    - Administracja
    (Nimue Vern & Hagen Alder)

    OdpowiedzUsuń
  36. Zacisnęła ledwie widocznie wargi. Cash pogrywał sobie z nią jak chciał. Istotnie napawał się stanem zdumienia, w jaki ją wprawił. A nawet więcej – chciał pielęgnować w niej tą nieufność, ten krótkotrwały lęk, spowodować kolejną falę nawracających wspomnień. Zagonić w róg klatki i pastwić się, aż jej nie złamie, nie zmusi do posłuszeństwa – lub błagania o litość. Bóg sam jeden wiedział, co mu w tym momencie chodziło po głowie.
    Chciałaby w tym momencie mu powiedzieć, że nie ma prawa mówić do niej takich słów. Że nie ma prawa zwracać uwagi na jej wygląd, a tym bardziej komentować go. Że lata temu podjęła decyzję – nie spuściła po sobie uszu, nie przemilczała zbrodni, jaką widziała na własne oczy. Nie skryła się w cieniu grozy i nie uciekła, a wyznała światu to, czego była świadkiem.
    Lata temu podjęła decyzję. Lata temu podjęła z nim walkę. Z nim, jego znajomymi i jego wynaturzeniami.
    I ma zamiar ją kontynuować.
    Nic, czego dorobiła się Felice, nie jest jego zasługą. I nie poświęci całego swojego misternie zbudowanego, cegiełka po cegiełce, świata, tylko dlatego, że on wrócił.
    Przemilczała jego słowa odnoszące się do wyglądu. Gdyby mu odpowiedziała, pokierowałaby dyskusję na tor najmniej istotny w tym momencie. A priorytetem była teraz Alice – jej odnalezienie. Liczyła się każda minuta, której nie mogła tracić na głupie pogadanki, które nie wniosą do sprawy nic.
    — Jestem tu po to, aby ustalić fakty, nie oceniać i porównywać – odrzekła chłodnym, rzeczowym tonem. Dopisała kilka słów do swojego notatnika i spojrzała na Casha znów.
    Ludziom zdawało się, że od razu, na wstępie, podczas przesłuchań, podlegali ocenie i krytyce. Czuli się niekomfortowo, musząc się tłumaczyć ze swoich dziwnych nawyków, które policja usłyszeć musiała – bo i najmniejsze szczególiki, dosłownie jedno dorzucone przypadkiem słowo, mogło zmienić cały tok śledztwa. Nadać mu nowy cel, gdy koło zaczynało się zamykać.
    Ale nie Cash. On wyglądał w tym momencie, jakby świetnie się bawił. Jego postawa krzyczała wręcz do niej „pytaj, o co chcesz. Nic mi nie możesz zrobić. Jestem tu panem, jesteś na moim terytorium.”
    Nie musiał wiedzieć, jak bardzo w tym momencie mógł się mylić.
    „Polubiłem” ją z ciepłą wzajemnością.
    Na usta cisnęło jej się pytanie. Pytanie, które jako pierwsze będzie musiała zadać – i to akurat nie jemu.
    — Polubiłeś też inne pracownice?
    Cash jej powiedział dokładnie tyle, co nic. Ludzie, którzy starają się – sądzą, że mogą wodzić policję za nos, często nie zdają sobie sprawy, że, nawet jeśli przekupią pół komisariatu, znajdzie się kret, który wyryje ścieżkę do prawdy. Nie zdają sobie sprawy z tego, że, starając się strząsnąć z siebie podejrzenia zdawkowymi odpowiedziami, jeszcze bardziej zwracają na siebie uwagę funkcjonariuszy.
    — Czy dziewczyny, które darzysz sympatią, mogą liczyć na jakieś dodatkowe względy?
    Wzrok Felice przykuł też kolejny punkt, który przed momentem zapisała w swoich notatkach. Alice była w mieście od pewnego czasu.
    — Jak długo pracuje u ciebie Alice?
    Zmrużyła oczy na ułamek sekundy, gdy Cash spojrzał na zegarek. Odrzucone połączenie. Rzucenie okiem na godzinę. Fakt, nie spodziewał się policji o tej porze, ale… tak bardzo chciał stąd uciec?
    Czy też jakaś sprawa była ważniejsza niż zaginięcie pracownicy, którą darzył sympatią na tyle, aby pomagać jej planować swoją przyszłą karierę?
    — Spieszysz się gdzieś?

    Felice Fletcher

    OdpowiedzUsuń
  37. [Mam nadzieję, że wybaczone mi będzie, że przychodzę tak późno, bo postać jest naprawdę udana! Nie widziałam tej wcześniejszej, ale spodziewam się, że poziom nie spadł, a może nawet wzrósł :D Nie wiem, czy jakimś cudem udałoby się nam połączyć obie nasze postacie, ale w razie pomysłów zaproszę do siebie. Tymczasem życzę udanych wątków i długiego stażu tutaj! :)]

    Amara

    OdpowiedzUsuń
  38. [D&D to klasyka, tam chyba są nawiązania do wszelkich możliwych mitologii. :)
    Oglądałem kiedyś świetny program dokumentalny o Meiwesie - "Wywiad z kanibalem", więc jeszcze lepiej.
    Jak bardzo naruszalny kręgosłup moralny ma Hati? Odpowiem pytaniem: Jaki kręgosłup moralny? ;) To wnuk Lokiego, więc raczej ciężko tu mówić o jakiejkolwiek moralności czy wyższych wartościach. Jak już mówimy o D&D to taki klasyczny - neutralny zły, co najwyżej nieco bardziej honorowy i lojalny wobec swojego bliźniaka i ewentualnie małej garstki bliskich osób. A tak poza tym to będzie się kierował zyskiem i wybierze stronę, z której będzie czerpał najwięcej korzyści. Bestia się chętnie uwolni, bo bycie grzecznym obywatelem jest dla Hatiego wbrew naturze. Pomysłu jestem bardzo ciekaw i nie musisz się w nim ograniczać. :)]

    Hati

    OdpowiedzUsuń
  39. [Bardzo dziękuję za miłe słowa! Postaramy się, żeby Dorcia jak najlepiej się tu odnalazła :)
    Powiem tylko... Abraxas ♥ Pasuje tu idealnie.]

    Dorothy

    OdpowiedzUsuń
  40. [Oczywiście o piosence. Jestem zafascynowana Perturbatorem ♥
    Doris o niczym innym nie marzy, jak o kłopotach. Niby dorosła, ale nadal nie patrzy gdzie chodzi ;)]

    Dorothy

    OdpowiedzUsuń
  41. [Podczas słuchania TPD moją jedyną reakcją było: "I just perturbated in my pants. Zakochałam się. Osobiście ogromny sentyment mam do I Am The Night i jeśli musiałabym wybierać, to padłoby na nią. Niestety na żaden się nie wybieram :( Rozumiem, że Ty tak? Zazdroszczę bardzo :)

    Gadaj! Cieszę się, że w końcu znalazłam kogoś, kto wielbi Kenta tak samo jak ja!

    Szemrane towarzystwo dopiero się rodzi, przez chwilę Doris miała zostać asasynem, więc myślę, że Cash idealnie się tam znajdzie. Chciałam zacząć od mniejszych fuch, w których mogłaby wykorzystać swój wdzięk, choć z drugiej strony opcja z Dor, która jest pracodawcą szemranych typków też mi się podoba, także powstaje dylemat. Na razie wiem tyle, że kręci się w nieodpowiednich miejscach i rozmawia z nieodpowiednimi ludźmi :)]

    Dorothy

    OdpowiedzUsuń
  42. [Klasyka, bo mega dużo wspomnień. Gdyby nie to, nie byłabym w stanie wybrać ulubionej ;)
    Dasz radę! Nie zapomnij podzielić się ze mną wrażeniami :)

    Strasznie mi się ten pomysł podoba! Ale musisz mi coś więcej opowiedzieć o tym dziwnym miejscu, bo obrazy które pojawiają się w mojej głowie zaczynają mnie przerażać xD]

    Dorothy

    OdpowiedzUsuń
  43. [Wiesz, gdyby to był weekend to nawet bym się nie zastanawiała, ale niestety praca wzywa :<

    Powiem szczerze, że nie oglądałam żadnego z tych filmów, ale dziś nadrobię :D wybierz jeden, na którym ewentualnie byśmy się wzorowały, co? A jak już obejrzę to strzelę nam piękne zaczęcie :3]

    Doris

    OdpowiedzUsuń
  44. [Nie da się nie pamiętać Marianne, bo była tak specyficzna, że zapadała w pamięć :D
    W sumie to w międzyczasie reaktywował mi się również kraken... Czyli co do wątku sprawa wygląda tak:
    Drake - on mi powoli ewoluuje w bardzo dziwnym kierunku, ale faktycznie Pn'P raczej nie znajduje się w kręgu jego zainteresowań, chociaż gdyby za odpowiednie pieniążki Cash mógł załatwić dziewicę... i nie zadawałby pytań co się potem dzieje z tymi dziewczynami i dlaczego znikają bez śladu to mogłoby wyjść coś ciekawego. :)
    Duncan - Z Duncanem jest o tyle dziwnie, że na standardy rycerskie był zbyt pragmatyczny i za mało rycerski, a na standardy Fabletown jest raczej zbyt zasadniczy i rycerski. Aczkolwiek w jego wypadku rozsądek przede wszystkim, więc gdyby miał powody, pewnie też by sobie trochę pobrudził ręce.
    No i wisienka na torcie czyli Walter.
    Walter jest dzieciakiem, co prawda fizycznie ma 200 lat, ale na standardy swojego gatunku, jest dzieciakiem. Ale biorąc pod uwagę wspominany gatunek - to bardzo trudny dzieciak. Kroi mi się też bardzo ciekawy wątek Waltera z nieletnią pracownicą Pn'P, więc punkt zaczepienia jest.
    Czyli - do wyboru do koloru. ;)]

    D&D i Walter

    OdpowiedzUsuń
  45. Cześć!
    Z tego, co mi wiadomo, pełnoletność w Stanach uzyskuje się w wieku osiemnastu bądź dziewiętnastu lat, zależy, w jakim konkretnie stanie, natomiast wiek lat dwudziestu jeden to czas, kiedy można legalnie zacząć kupować alkohol. (: Założyłam sobie natomiast, że, skoro i w realnym życiu takie rzeczy się dzieją, Gerda mogła zwyczajnie nakłamać/posługiwać się fałszywym dowodem osobistym, żeby uchodzić za starszą, niż jest. c: Mam nadzieję, że nie masz mi za złe takiego rozwiązania?
    To fakt, liski są cudowne i okropne jednocześnie, ale Dzikus jest grzecznym lisiątkiem. :D
    Dziękuję za powitanie i, oczywiście, chętnie wpadnę. Mam ochotę na wątek przepełniony dramatami i niekonwencjonalnymi sytuacjami, o ile coś takiego wpasowuje się w Twój typ.]

    Gerda Frank

    OdpowiedzUsuń
  46. [Zbyt lubię krakena by się z nim rozstać. :)
    Drake - W Fabletown chyba już łatwiej o jednorożca niż o dziewiecę. ;) No, ale cóż... wiadomo, za taki ginący gatunek cena na pewno jest wygórowana. W każdym razie nic innego w wypadku smoka mi do głowy nie przychodzi, bo jednak smok jeszcze większa rzadkość i cała rzesza klientów by się znalazła chętnych na jakiś "składnik" smoka. Czyli Drake się raczej nie wychyla z Woodlands.
    Duncan - toż to Aragorn jest! :D Lotr to nic innego jak Tolkienowska przeróbka Nibelungów wzbogacona o inne mity. Nawet imiona wielu bohaterów Tolkien nie zmienił (Gandalf, Thorin, Frodi, Durin itp.), a Smaug ma przepisany cały długi dialog Fafnira. No a Duncan to Aragorn. I nawet był motyw cały motyw, że miał być królem, a nie chciał. A potem ruszył cztery litery i dorwał wielką armię, która poszła za "przyszłym królem". Dlatego jest raczej pozytywny. :)
    Walter - teraz już masz. Na głównej. :) Czyli Cash będzie musiał uważać z Gerdą, by jakoś zachować w miarę czyste ręce. W każdym razie można to jakoś wykorzystać w ewentualnym wątku, bo pewnie Walter by się kręcił po Pn'P, co w sumie też by było kłopotliwe, bo formalnie - w świetle prawa doczesnych - w tym weku nie powinien mieć w ogóle wstępu do takiego lokalu. Jeszcze gorzej jakby dzieciaki narobiły Cashowi jakiś problemów.]

    D&D i Walter

    OdpowiedzUsuń
  47. [No tak, jakby nie było zawsze jest jakieś ryzyko, że coś gdzieś pójdzie mocno nie tak i wszystko się zawali. Niemniej, to w gruncie rzeczy tylko zabawa, i o ile staram się trzymać realiów, tak tylko od nas samych zależy, czy ktokolwiek zorientuje się w całym tym kłamstewku, nieprawdaż? :D
    No właśnie ja nie byłam pewna, co napisać, bo, kurczę, według książki powinna mieć wiek, że ohoho, ale jakoś tak nie przepadam za bawieniem się w coś takiego – nieodmiennie kojarzy mi się to z małolatami ze skrzywieniem psychicznym na punkcie „dobrych, słodkich wampirków”, a to jest... niesmaczne, że tak powiem. No, ale to tylko moja opinia!
    Jestem jak najbardziej za, jeśli chodzi o dramaty wszelakie i wszystko, co łamie zasady mocno i na dobre. Druga propozycja szalenie mi się podoba, i tak sobie nawet pomyślałam, żeby zamiast szukać Salvadora, stworzyć taką relację z szefem. O ile, oczywiście, i Tobie coś takiego leży. (:

    Ja mam słabość do lisów, bo ludzie ich nie znoszą i obwiniają za wszelkie zło, a one potrafią być naprawdę przekochane. :c]

    Gerda Frank

    OdpowiedzUsuń
  48. [Wczoraj zalepiłam, dziś też zalepię, ale jutro obiecuję przybyć z rozpoczęciem! ♥]

    Dorothy

    OdpowiedzUsuń
  49. [To może... Pozwolę sobie zaprosić na maila w celu obgadania sprawy? (:
    pain.osteogenesis.imperfecta@gmail.com]

    Gerda Frank

    OdpowiedzUsuń
  50. [ Będę cie krzywdzić długo i bardzo boleśnie... ]

    OdpowiedzUsuń
  51. Wychodziła właśnie z Moonriver, zwyczajowo używając bocznych drzwi dla personelu prowadzących na ciemną uliczkę. Lokal był jeszcze otwarty przez kilkadziesiąt minut, jednak z uwagi na niewielką ilość klientów postanowiła się wyrwać przed zakończeniem zmiany. Początki w nowej pracy okazały się dużo mniej przyjemne niż się spodziewała po miejscu tego typu. Okazało się, że rywalizacja między dziewczynami jest zacięta do tego stopnia, że dziś o mało jedna z bardziej ambitnych nie wyrwała jej włosów za to, że Dor zgarnęła jej sprzed nosa jednego z najlepszych klientów. Wprawdzie była nowa, może nie miała takiego doświadczenia jak reszta, ale już kilka razy zdarzyło jej się zauroczyć mężczyznę na tyle, by wybrał ją zamiast dziewczyny, którą wybierał zazwyczaj.
    Dziś jednak było jeszcze gorzej, a zadrapanie na policzku było jedynie wierzchołkiem góry lodowej, w którą przemienił się konflikt narastający od pierwszego dnia. Konflikt, którego nawet Margot nie potrafiła stłumić. Zimna wojna trwająca za kulisami dziś po raz pierwszy przeniosła się na scenę, więc widzowie zamiast delektować się niezwykle pobudzającym występem, byli świadkami drapania, pisków, wyrywania włosów i obelg, które z ust tak pięknych kobiet nie brzmiały najlepiej.
    Nadal lekko roztrzęsiona osłoniła się przed wiatrem i odpaliła papierosa. Nie, nie była palaczką, a przynajmniej nie w normalnych warunkach. Zawsze jednak miała przy sobie paczkę właśnie na takie sytuacje jak teraz. Zanim jednak zdążyła się porządnie zaciągnąć usłyszała za sobą kroki, więc odruchowo odwróciła się i spojrzała za siebie.
    -Co do…?! –udało jej się wyrwać z gardła zanim wilgotna szmatka nasączona chloroformem została przytknięta do jej twarzy. Przez chwilę walczyła, próbowała kopać i machała rękami z nadzieją, że na czymś się zatrzymają, że nie przetną jedynie powietrza. Zanim jednak zdążyła się o tym przekonać straciła przytomność.
    Kiedy tylko się ocknęła jej zamroczony umysł nie był w stanie przypomnieć sobie wydarzeń sprzed… No właśnie. Ostatnie co pamiętała to smutny uśmiech Margot obserwującej jej jak opuszcza lokal. Dopiero kiedy coś nią szarpnęło uświadomiła sobie, że nie wie gdzie jest. Zaczęły docierać do niej zapachy i dźwięki, minęła jednak chwila zanim połączyła wszystko w całość.
    Znajdowała się w jadącym samochodzie, usta miała zaklejone taśmą, a nadgarstki związane liną. Rozbiegane spojrzenie próbowało przyzwyczaić się do panującej ciemności i zajęło jej chwilę zanim dostrzegła sylwetkę jeszcze jednej osoby siedzącej tuż naprzeciwko. Niewiele myśląc wyciągnęła nogę i kopnęła towarzysza z całych sił, nawet nie wiedząc w co trafia. Miała ochotę krzyczeć, i pewnie gdyby nie taśma nie zdołałaby się powstrzymać i zdradziłaby tym samym fakt, że już się ocknęła. W napływie nieznanych wrażeń i plączących się informacji nie zdążyła nawet zastanowić się co takiego się stało i z jakiego powodu. Wiedziała jedynie, że została porwana.

    [Jeżu, obejrzałam. Nie krzycz za to co stworzyłam i co pojawi się później.]
    Dorothy

    OdpowiedzUsuń
  52. [Poniekąd za to uwielbiam D&D, w pewnym sensie. ;)
    Ok, pomysł bardzo fajny. Zwłaszcza, że "baśniowcy fetyszyści" mają jeszcze dziwniejsze upodobania i pomysły niż zwykli ludzie. Pytanie tylko w jakich rolach widzisz Casha i Hatiego? Bo z mojej strony to tak... Mogę Hatiego zaangażować w to całkowicie zawodowo - miały kogoś znaleźć, może córkę klienta, która ma być wykorzystywana jako "aktorka" lub coś w tym guście. Mogę też go osobiście zaangażować by sobie dorobił na boku. Pewnie sporo baśniowców chętnie by sobie zobaczyło jak demoniczny wilk kogoś rozszarpuje itp. Hati nie miałby oporów przed czymś takim, a nawet to by mogło być dla niego dość oczyszczające, bo nie musiałby na co dzień powstrzymywać agresji. Dalej... Hatiego w roli widza takiego show raczej nie widzę - to jest typ, który woli działać niż oglądać. W roli "przypadkowej ofiary" czy czegoś takiego też go nie widzę, bo nie bardzo wiem czego by było potrzeba, żeby Hati nie rozmazał wszystkich po ścianach.
    I w sumie sporo zależy w jakiej roli Ty widzisz tu Casha. :)]

    Hati

    OdpowiedzUsuń
  53. [Cieszymy się, że notka się spodobała! Deser wygląda smakowicie, wiec pewnie wprowadziłaby go do swego menu :D
    Dziękujemy za miły komentarz, który motywuje do pisania :)]

    Amara Celeste

    OdpowiedzUsuń
  54. [Dziękuję za tak miłe słowa odnośnie notki :) I od razu przepraszam, że dopiero teraz odpisuję, nie mam pojęcia jakim cudem nie odpisałam wcześniej, mimo iż komentarz widziałam :/ Czasami wydaje mi się, że chyba trochę za bardzo poturbowałam Verity... ale tylko czasami - przez resztę czasu moja sadystyczna część bardzo cieszy się z takiego rozwinięcia wydarzeń ;)]

    Verity Coeur i jej skruszona autorka

    OdpowiedzUsuń
  55. [Cześć, wpadam z zapytaniem, czy bywasz tu jeszcze i czy nasz wątek jest nadal aktualny. Nie żeby coś, ale chciałbym sie upewnić, że żyjesz :D]

    Ivan

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.