sobota, 1 kwietnia 2017

Historia


Każdy zna historię wiedźmy, która porwała i więziła królewnę w wieży.
A co, jeśli powiem Ci, że nie było żadnej królewny i nikt nigdy nie został porwany?

Dawno, dawno temu żyła sobie pewna… czarownica. Czarownica ta była bardzo nietypowa jak na swój gatunek – nikomu nie wadziła, nikomu nie szkodziła, nikomu źle nie życzyła. Żyła własnym życiem, pogrążała się we własnych zaklęciach, księgach i miksturkach. Czarownica ta jednak, znana przez sąsiadów pod imieniem Gothel, była zafiksowana na jednym punkcie – prywatność. Szanowała własną przestrzeń, własne podwórko i nie patrzyła przychylnie na nieproszonych czy niezapowiedzianych gości.

W zasadzie, gdyby głębiej się zastanowić – nie jest to takie nielogiczne i dziwne. W końcu była czarownicą. Kto wie, co akurat gotowała w tym swoim wielkim kotle? Kto wie, co akurat trzymała w słoiczkach na widoku? Nieupublicznianie tych wiadomości nie było wcale takie dziwne, jeśli mogło zaważyć na życiu czy zdrowiu – psychicznym czy fizycznym – nieproszonego, zbyt ciekawskiego gościa.

Ale wracając. Gothel nie była zbyt towarzyska, nie mieszkała też w wiejskiej chatce czy nawet pięknym, zadbanym pałacu, co już stawiało ją w niekorzystnym świetle. Wieśniacy patrzyli na nią i jej posesję jak na jakieś wynaturzenie i z jakiegoś powodu ostrzegali przed nią swoje dzieci. Z czasem nawet zaczęli je nią straszyć.

Ale jej to nie przeszkadzało.

Zaczęło jej za to przeszkadzać, że szanowny Pan Sąsiad postanowił naruszyć tak ważną dla niej prywatną posesję. Raz go nie zobaczyła. Drugi raz – darowała mu, bo za moment przeskakiwał już na drugą stronę, co prawda z zielskiem w dłoniach. Ale przecież miała go dużo. Naprawdę zezłościła się dopiero za kolejnym razem – gdy mężczyzna pochylił się, aby zebrać z jej ogrodu roszpunki.

Gdyby i tym razem mu darowała, prawdopodobnie pojawiłby się tutaj po raz kolejny. A wiadomo, że jeśli kara za zbrodnię nie nadchodzi – to znaczy, że można coś robić dalej. Prawda?

Otóż przyszła do niego tylko i wyłącznie po to, aby go postraszyć. I faktycznie, zląkł się jej na tyle, że zaczął od razu się tłumaczyć – że to jego ciężarna żona tak bardzo nalegała na to, aby wkradł się do ogrodu Gothel, bo akurat mała ochotę na tę roszpunkę. Że zaczęła odstawiać naprawdę ciekawe sceny, fochy i inne atrakcje.

Nawet odrobinę ją rozśmieszył tą opowieścią.

Postawiła mu więc warunek. Zostawi jej ogródek w spokoju i natychmiast opuści posesję, albo, gdy tylko dziecko przyjdzie na świat, odda je jej.

Nigdy by się nie spodziewała, że zgodzi się na taki układ. Że zgodzi się oddać własne dziecko czarownicy. Najwidoczniej gniew żony był straszniejszy niż świadomość, iż może utracić potomka.

Jeśli sądził, że jakoś jej się od tego wymiga – bardzo się pomylił. Zaledwie na kilka dni po porodzie, gdy Gothel usłyszała płacz dziecka, zjawiła się i zabrała dziewczynkę od wyrodnych rodziców.

Dziewczynka wyrosła na śliczną, jasnowłosą panienkę, której Gothel nadała imię Roszpunka. Gdy tylko skończyła dwanaście lat, przeniosły się razem do innej kryjówki – z daleka od ludzi i wścibskich spojrzeń. Z daleka od tych, którzy mogliby skrzywdzić jedyny skarb, jaki miała czarownica.

W wysokiej wieży była bezpieczna – a Gothel odwiedzała ją tak często, jak tylko mogła. Kochała dziewczynkę jak własne dziecko, troszczyła się o nią i chciała, aby ta miała wszystko, co tylko sobie wymarzy – w zamian za wolność, której ta nie chciała jej dać.

Chciała ją tylko chronić. A ona odwdzięczyła jej się, sprowadzając co noc do wieży jakiegoś królewicza. Nie dość, że naraziła całą ciężką pracę czarownicy na zniszczenie – to jeszcze przypadkiem mogła wyjawić, że jej matka zajmuje się czarami. Gothel w szale obcięła włosy Roszpunce i porzuciła ją na pustelni – aby tam przemyślała swoje czyny.

Pozostawało jeszcze rozprawić się z księciem, który zjawił się wieczorem.  Chciała go jedynie wystraszyć i raz na zawsze ostudzić jego młodzieńczy zapał – a ten w przerażeniu wyskoczył z wieży i upadł niefortunnie w kłujący krzew, który wyłupał mu oczy.

Zanim zdążyła zrozumieć, co się właściwie stało, już go nie było.


Tak właśnie wygląda opowieść o rodzicach, którzy sprzedali własne dziecko za garść roszpunki – oraz o dziewczynie, która nie doceniła troski przybranej matki i postanowiła zlekceważyć wszystkie jej prośby oraz całą ciężką pracę.
Ale to było dawno. Możemy już o tym zapomnieć.
Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.