wtorek, 28 marca 2017

Taki miałam sen, najdroższy...


świeżo awansowany zastępca szeryfa
więcejhistoriapowiązania

Żyła niegdyś dziewczyna – nie była żadną księżniczką, panią na zamku czy hrabiną. Była jedynie prostą córką zwyczajnego młynarza. Radosna, uśmiechnięta i jaśniejąca. Jej oczy, bacznie obserwujące świat, odważnie wpatrywały się w przyszłość. Jej twarz prawie nigdy nie szpecił grymas gniewu czy smutek. Spoglądając na nią, miałeś wrażenie, że oto widzisz przed sobą uosobienie radości – bezpretensjonalnej, pięknej, szczerej radości. Która umarła z dniem, w którym ujrzała Jego prawdziwą naturę. Zamiast skrzących się oczu, dostrzeżesz teraz cień podejrzenia błąkający się na jej twarzy. Zamiast zrozumienia, otrzymasz sprawiedliwą karę za każdy swój grzech, który znajdzie, wydłubie i wyciągnie na światło dzienne, choćby miała zanurkować w najgłębszych otchłaniach piekieł. Zamiast litości, dostrzeżesz zatrzaśniętą przez nią więzienną kratę. Taka właśnie jest, pełna sprzeczności, pełna hipokryzji. Nie potrafi zaakceptować wad – choć sama domaga się wyrozumiałości. Nie potrafi przymknąć oka – chociaż sama przecież nigdy święta nie była. Nie potrafi zrozumieć – chociaż sama żąda zrozumienia. I najgorszym w tym wszystkim jest przeświadczenie, że nigdy nie stałaby się takim potworem – gdyby tego dnia nie posłuchała prośby narzeczonego.


Kartę sponsorują cudowna Kristen Bell oraz nieziemski Slash, zachęcam do zapoznania się z zakładkami. Zapraszam też do wątków! Jesteśmy tu dla akcji, dram i innych napędzających fabułę czynników. Medea

60 komentarzy:

  1. [Witam serdecznie i życzę powodzenia z drugą postacią. :)
    Karta jak zawsze wspaniała, przepięknie dopracowana i genialnie napisana. Nie znałem wcześniej tej baśni, ale jest naprawdę niesamowicie klimatyczna.
    Życzę samych ciekawych wątków ( i dram) i dużo weny. :)]

    Mordred Deschain

    OdpowiedzUsuń
  2. [Bardzo fajna postać :D
    Pięknie klimatyczna karta, bardzo smutna i prawdziwa. Naprawdę mnie urzekła. W dodatku pani szeryf! Niech Bigby ma się na baczności ;)
    Życzę powodzenia z drugą postacią i zapraszam do Lucy. Powoli budzę się z zimowego snu (czyt. ogarniam lenia xD), więc przypa mi się noś nowego ;)]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  3. [Dzień dobry! Dzień dobry!
    Witam serdecznie panią szeryf :D Powodzenia z drugą postacią oraz samych ciekawych wątków życzę.
    W razie chęci zapraszam do siebie, moi panowie dwaj raczej do najgrzeczniejszych nie należą więc pewnie pogadanka z zastępcą szeryfa będzie nieunikniona :D
    Weny, weny i jeszcze raz weny :D]

    Lucyfer
    Will

    OdpowiedzUsuń
  4. [Cześć, przychodzę po krew i morderstwa, bo naprawdę mam wielką ochotę napisać coś w tym stylu! A że Felice jest zastępcą szeryfa, który próbuje znaleźć jakiś powód, żeby aresztować Indrid'a, to można pokombinować coś w tym kierunku. :)]

    Indrid Cold

    OdpowiedzUsuń
  5. [O każdej porze dnia i nocy powiadasz? :D Brzmi ciekawie :)
    Mam nawet może jakiś pomysł na wątek.
    Możemy założyć, że w Fabletown ma miejsce seria kradzieży i włamań do mieszkań. Kto będzie podejrzany, oczywiście Will, który jakiś czas temu powrócił do miasta.
    Felice może nakryć włamywacza na gorącym uczynku, jednak ten całkiem szybko się zmywa i ucieka. Felice goni go przez kilka ulic i uliczek, ale tamten jej ucieka. Postanawia więc złożyć nocną wizytę w mieszkaniu głównego podejrzanego, czyli Willa. Jako, ze włamywacz zniknął w bliskiej okolicy głównego podejrzanego to jest też może jakaś szansa, że szkarłatnego nie będzie w domu, bo zorientował się zbyt późno że zgubił ogon.
    Po dotarciu na miejsce, drzwi otwiera jednak zaspany Will, który nie za wiele rozumie z tego wszystkiego.
    Kilka dowodów jednak wystarczy aby przymknąć Willa na jakiś czas... A w tym samym czasie, kiedy główny podejrzany siedzi ma miejsce jeszcze kilka napadów, gdzie tym razem włamywacz nie zasłania twarzy...twarzy, która przypomina twarz głównego podejrzanego.
    Może być coś takiego, czy mam myśleć nad czymś innym?]

    Will

    OdpowiedzUsuń
  6. [Oh, dziękuję bardzo :D Z Panem Piratem jak najbardziej się układa, więc Lucy ma to swoje happily ever after ;) Jeśli chodzi o więzienie – tu troszkę pozmieniało mi się w powiązaniach i Lucy wyszła z niego dzięki Oberonowi i jego znajomościom. Muszę w końcu zaktualizować kartę, może uda mi się w weekend ;)
    Postaram się rzucić kilka pomysłów i może uda nam się coś fajnego stworzyć.
    Crale też święta nie jest, więc pod tym względem może je wiele łączyć. Obie w pewnym sensie udają kogoś, kim nie są – Fel chce być przykładną panią szeryf, Lucy stara się wpasować w świat ludzi i oddzielić grubą kreską swoją niechlubną przeszłość (a więc liczne ofiary, które rozbiły się o skałę nad Renem). Obecnie jest troszkę zagubiona, wciąż dopadają ją te demony przeszłości, a ona stara się ogarnąć dla tego swojego Hucka ;)
    Ja Lucy bardzo chętnie wpędzę w kłopoty :D Możemy więc w jakiś sposób nawiązać do jej przeszłości już z Fabletown sprzed trafienia do Golden Bough – może Felice poprosi ją o pomoc przy jakiejś sprawie? Lucy znałaby półświatek, a przynajmniej w takiej formie, w jakiej istniał powiedzmy rok wcześniej, zanim ją aresztowano. Mogła również poznać w więzieniu męża Fel.
    Wszystko możemy jakoś połączyć i stworzyć im fajną zawiłą relację, która zaczęłaby się właśnie od takiej współpracy przy sprawie. Pewnie mogłyby się dogadać i może zaprzyjaźnić?
    Za to w przypadku Miyuki, mamy tu wspólne powiązanie z Tytanią, która również jest Wiedźmą oraz z Mordredem, który jest jej wujkiem – chodź z Foxem jesteśmy dopiero w trakcie ustaleń :)
    Daj znać, czy coś by ci pasowało :D
    Oh, to ja tak po cichutki podejrzewam, co to może oznaczać i trzymam kciuki :D <3 I gratuluje notki, bo bardzo dobrze mi się ją czytało!]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  7. [W głowie mam obraz magazynu, takieg służącego za rzeźnię, z wielkimi hakami pod sufitem, na których powinny wisieć martwe świnie, ale wiszą ludzie. Przesadzam?]

    Indrid Cold

    OdpowiedzUsuń
  8. [Że tak zacytuję pewnego polityka: "Jestem za a nawet przeciw" xD
    Jak najbardziej mi to wszystko odpowiada :D
    Mam tylko pytanko naturki technicznej...czy możesz nam zacząć? *robi ładne oczka*]

    Will

    OdpowiedzUsuń
  9. [Pewnie! :D W ich przypadku takie powiązanie byłoby chyba najciekawsze ;)
    A może Lucy była jej wtyką jeszcze zanim trafiła do więzienia? Wówczas mogła znać ten półświatek bardzo dobrze. Kiedyś wpadły na siebie, zaczęły rozmawiać i tak się dogadały. Lucy wiele razy pomagała Felice, może nawet nie tylko w sprawach służbowych, policjantka za to mogła ją wspierać, więc zaprzyjaźniły się. Potem Bigdy ją aresztował, mimo ewentualnych protestów Fel.
    Sam wątek mogłybyśmy wówczas zacząć od ich pierwszego spotkania po wyjściu Lucy z więzienia. Fletcher awansowała, Crale znalazła pracę i zaczęła układać sobie życie, minął może nawet rok… A tu pojawiła się jakaś kryminalna sprawa, z którą Fel mogłaby mieć kłopot. Wówczas postanowiła odnowić ich znajomość i zajrzała do kasyna. Lucy mogłaby z początku jej odmówić, nie chcąc wracać do tego, co było. W końcu oczywiście by się zgodziła ten jeden ostatni raz. Wpędzimy je w jakieś cudne kłopoty :D Jak to widzisz?
    Musiałybyśmy tylko pomyśleć, o jaką sprawę mogłoby chodzi :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  10. [Owszem, mamy pełną świadomość konsekwencji, a wizja uciekania przed nimi sprawia, że wątek będzie jeszcze bardziej ekscytujący. :)]

    Indrid Cold

    OdpowiedzUsuń
  11. [Wilk nie zapomniał, wilk jedynie zapadł w sen wycieńczony samotną tułaczką!
    I Wilk z pomrukami przyjmie kochanego zastępcę, byleby udowodnić jak bardzo go nie potrzebuje.
    Lecz i Wilk nie jest nieomylny. Lecz i wilk może się mylić i błędnie ocenić cudną Felice♥
    Wilk pamięta i wilk odezwie się na GG, gdy tylko trochę ogarnie swoją wilczą jamę]

    Bigby

    OdpowiedzUsuń
  12. [Wyobrażam sobie coś takiego, że on ją w jakiś sposób nakieruje do tej swojej prywatnej rzeźni. I w momencie, w którym Felice znajdzie się w środku, będzie panowała całkowita ciemność, po czym Indrid ze sterowni uruchomi reflektory i odsłoni przed nią wszystko, co skrywa się w środku.]

    Indrid

    OdpowiedzUsuń
  13. [Przy stole męża nożem w aortę
    Teraz pozostał po nim portret.


    <3]

    Harley Fletcher

    OdpowiedzUsuń
  14. Od momentu kiedy wrócił ze swojego europejskiego tournée po bankach, był obiektem plotek wśród baśniowców. Chyba większość mieszkańców Fable dobrze pamiętała jego poczynania w mieście oraz to dlaczego znalazł się w więzieniu. Pewnie każdy pomyślał swoje. Jedni może mieli nadzieję, na to że odsiadka nuczy Willa czegoś, że nie powinno się okradać innych, a inni mogli zakładać się pomiędzy sobą kiedy po odsiadce wróci oraz jeśli wróci to kiedy znowu wybierze się „na wczasy” do pudła. W końcu to taka ciekawa rzecz. Toż to takie interesujące jest życie innych niż własne.
    Być może dlatego ludzie lubią oglądać seriale? Bo tam zawsze się coś dzieje i bohaterowie nie mają co liczyć na nudę. Reżyser nazywany też i „siłą sprawczą” często komplikuje wraz ze scenarzystą życie głównych bohaterów, którzy tak czy siak rozwiążą problem.
    Pewnie też dlatego lubili czytać bajki, gdzie to Kopciuszek znalazł księcia, Żabi król przestał być żabą, Robin Hood po raz kolejny daje do zrozumienia szeryfowi Nottingam, że to on i jego wesoła kompania żądzą w tym lesie i okolicach, oraz że to ich Caritas wiedzie prym.
    Chociaż mundies chyba zapomnieli o Caritasie, bo zawsze opowiadają historię bez tej prężnie działającej organizacji. Prawie nie wspominają o Willu Szkarłatnym. Wciąż tylko Robin, Robin i Robin…nawet częściej pojawia się Mały John! A gdzie jest ten, który pomagał im?
    Czuł się niejako zapomniany, jednak nie na tyle jak Róża Czerwona, siostra Śnieżki. Czy też niczym postaci z jakiś mniejszych legend bądź bajek. Bo przecież mogło być gorzej. Przecież pewnie nikt już nie pamiętał o Bezrękiej Dziewczynie, Dwóch Braciach, czy też o Oślej Sałacie… Pewnie Wiliam i Jakob Grimm się w grobie przewracają.
    Był wyjątkowo zmęczony. Niby nie robił zbyt wiele, ale jednak coś go zmęczyło. Może po prostu organizm upomina się o swoją należność snu? W końcu ostatnio prawie nie spał. Urzędował cały dzień i noc…może udało mu się zdrzemnąć na dwie godziny, ale czym są dwie godziny snu skoro przez prawie dwadzieścia dwie było się na nogach i prężnie działało?
    Niczym. Była to po prostu jedna kropla w morzu potrzeb. Może jeszcze gdyby się jakoś wyspał, ale nie. Kot sąsiadki musiał miauczeć jakby mógł. Kierowa taksówki musiał trąbić klakson jakby to miało pomóc i korek by się zmniejszył. Może gdyby jednak przespał te dwie godzinki we względnym spokoju to nie kładłby się aż tak wcześnie.
    ***
    Nawet nie wiedział ile spał. Po prostu nie miał pojęcia, kiedy udało mu się zasnąć. Spał dwie a może trzy godziny? Może więcej? Jedno było pewne, ktoś go bestialsko obudził waląc w drzwi. Przez moment udawał, że go nie ma i próbował zasnąć. Próbował też wyciszyć dźwięki walenia w drzwi poprzez nałożenie poduszki na głowę. Jednak i to nie skutkowało. Zaczęło do niego powoli docierać, co osoba stojąca za drzwiami wejściowymi mówiła. Prawie, że wyskoczył z łóżka.
    Prawie…
    Właściwie to spadł z łóżka. Umysł kazał leżeć, ale ciało musiało wstać. Dlatego tez pewnie nie przemyślał tego wszystkiego i chciał zerwać się będąc zawiniętym w kołdrę. Dało się słyszeć tylko huk upadającego Willa na ziemię.
    — Idę! Już… - krzyknął. Chyba było to mądrzejsze niż: „Jeszcze pięć minut. Dajcie człowiekowi poleżeć”. Wiedział że wizyty o tej porze nie zwiastują niczego dobrego.
    Możliwie najszybciej przemierzył po omacku odległość dzielącą go od sypialni do drzwi wejściowych. Too, że powywracał kilka rzeczy, że zdążył poprzeklinać w kilku znanych językach, to tylko szczegół. Podobnie jak szczegółem było to, że otworzył drzwi będąc wciąż zaspanym i do tego w samych gaciach.
    Policjantki miały dosyć spore szczęście, że Will nie praktykował spania nago, bo wtedy to chyba nie byłoby najlepsze rozpoczęcie rozmowy w środku nocy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Słuchamm panów – powiedział i spojrzał na policjantki przecierając oczy. – Przepraszam panie… Ale czy dałoby radę zgasić słońce? – zapytał mrużąc oczy. Światło go nieco drażniło. Dlaczego te lampki oświetlające korytarze musiały być takie jasne? –W sumie…to może…wejdą panie? Nie wiem czy mam ochotę świecić przed innymi niewyspana twarzą – powiedział przesuwając się i gestem zapraszając do środka. Do środka mieszkania gdzie było strasznie ciepło.

      Will

      Usuń
  15. Bigby, pomimo życia w ludzkiej skórze od dłuższego czasu, nadal jej nienawidził. Chwilami łapał się na zwątpieniu, kiełkującym na dnie serca zirytowaniu i nieprzeniknionym pragnieniu niszczenia. Miał po prostu ochotę zrzucić ograniczające go cielsko i biec przez las. Czuć mokrą ziemię pod łapami, rozkoszować się wspaniałymi zapachami lasu i warczeć gniewnie, rozrywając szczękami napataczające się pod nogi zwierzątka. Poniekąd był uwięziony; ludzkie kształty były dla niego więzieniem, ograniczającym wszystkie wewnętrzne instynkty, odbierającym niektóre zwierzęce przywileje i po po prostu dobijającym. Zwłaszcza, że cały ludzki świat tak cholernie śmierdział.
    Szeryf palił na potęgę; chociaż papierosy dawały mu swego rodzaju wytchnienie. Wytłumiały nadmiernie wyostrzone zmysły, pozwalając cieszyć się wytłumionym światem. Napór bodźców zewsząd doprowadzał go do wrzenia — na początku ogarniało go szaleństwo, wrzeszczące z bólu w każdej jego tkance. Teraz nauczył się to tłumić, choć nadal wprawiało go w zirytowanie. Nienawidził trzymać tej kupy gówna w ryzach; wszystko mogło rozlecieć się przy jednym podmuchu wiatru, a on, za wszelką cenę nie mógł do tego dopuścić. Baśnie uważały się za bezkarne, niezniszczalne i najważniejsze. Nienawidził tego. Nienawidził tego, że każda z nich malowała się tak egoistyczną aurą, świadczącą o wewnętrznej pewności. A on, rękami i nogami, musiał starać się tę pewność zburzyć, aby dotrzeć do krótkiego, niemyślącego perspektywicznie umysłu. Był wilkiem, dzikim zwierzęciem. Subtelności nie były w jego stylu; zdecydowanie wolał brutalną bezpośredniość, zuchwałe prawdy i zupełnie niedelikatne stwierdzenia, gotowe wywołać niejedną wewnętrzną wojnę.
    Lecz była jedna, jedyna rzecz, której w jego przypadku nie powinno było się podważać. Jego samodzielność. Pomimo, że mawiano, iż gdy nadejdzie zima samotny wilk umiera, ale stado przeżyje Bigby nie hołdował temu przekonaniu. Był samotnikiem, niezależnym bytem o złotych oczach, monstrualnych rozmiarach i całkowicie samodzielnym umyśle. Nie potrzebował pomocy. W żadnym tego słowa znaczeniu. Wszystko mógł rozwiązać sam, wywęszyć wyłącznie dzięki własnym zmysłom, dopiąć do końca i ocenić. Nie potrzebował, kurwa, pomocy.
    Dlatego ten dzień tak bardzo miał nadwyrężyć jego wilcze nerwy.
    Wychodził właśnie z gabinetu, gdy do środka zajrzała niska asystentka Króla Cole'a; kojarzył ją głównie z przynoszenia kawy i przekazywania wiadomości, dlatego charknął krótkie czego? i poczekał aż nieco wystraszona dziewczyna wykrztusi wreszcie tę myśl.
    Zastępca. PRZYDZIELILI MU ZASTĘPCĘ.
    Zastępcę szeryfa. Jego zastępce. JEGO ZASTĘPCE.
    Pieprznął pięściami w stół doprowadzony na skraj wytrzymałości. Jakim, kurwa, cudem, mogło do tego dojść? W dodatku bez jakichkolwiek rozmów z nim bezpośrednio?
    — Kto wpadł na taki chujowy pomysł? — warknął na kobiecinę, a ona kuląc się lekko tylko spojrzała na niego z przestrachem.
    — Król Cole... i Śnieżka... — wykrztusiła wreszcie, a jego zgaszone miedzią oczy zalśniły jarzącą się w ciemności żółcią. Kurwa mać. Za mało sypiasz, Bigby — przypomniał sobie słowa Snow. — Potrzebujesz pomocy. Nie, kurwa. Nie potrzebował. Był samotnym wilkiem! Do tej pory radził sobie sam i w taki sposób miał zamiar radzić sobie w przyszłości.
    Machnął ręką na dziewczynę, odsyłając ją w trybie natychmiastowym, a ona przerażonym wzrokiem stanęła przy drzwiach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Przyślę... tutaj. Musicie się poznać — Wolf warknął coś w odpowiedzi, lecz dziewczę najwyraźniej nie rozpoznało słów, bo zaraz zniknęło, ostrożnie domykając drzwi. Bigby ciężko opadł na fotel i odpalił papierosa, obracając go w palcach nerwowym ruchem. Kiedyś musiał nadejść taki dzień... ale dlaczego teraz? Naprawdę nie potrzebował zastępcy. I miał zamiar to udowodnić.
      Musiał jednak stwarzać chociaż pozory niebycia takim chujem, jakim był w istocie. Ale czego spodziewać się po wilku, który wpierdolił miliony istnień, a któremu zabroniono ostrzyć sobie zęby na kolejne?
      Zgasił papierosa w popielniczce, gdy drzwi się otworzyły, a do środka wkroczyła pewnie kobieta, będąca faktycznie jego nowym zastępcą.
      Kobieta. Wspaniale, kurwa jego mać. Nie mogło być chyba gorzej.
      — Eh, chyba jesteśmy na siebie skazani — warknął, wstając z miejsca . Pomimo naprawdę szeroko zakrojonego zirytowania potrafił jeszcze zachować chociaż powierzchowne cechy kultury osobistej. — Nadal uważam, że nie potrzebuję zastępcy i doskonale radzę sobie sam, ale najwyraźniej nikt nie słucha tutejszego stróża prawa — mruknął cierpko, podchodząc do kobiety i podając jej dłoń. — Bigby Wolf, szeryf Fabletown i samotny wilk, który doskonale radzi sobie bez pomocy

      [Surprise!]

      Bigby Wolf

      Usuń
  16. Przetarł zaspaną twarz, jakby to miało go pobudzić, jakby przez ten gest miało zniknąć całe zaspanie. Z lekkim świstem wypuścił powietrze, policja w jego domu to nie była najlepsza rzecz….podobnie jak połączenie on i policja. To nigdy nie kończyło się dobrze.
    Chociaż teraz to mogłaby być jakaś kontrola, czy coś…ale nie w środku nocnym, kiedy każdy porządny obywatel, oraz Will Szkarłatny śpi… To było abstrakcyjne, no bo przecież kto normalny zjawia się w cudzym mieszkaniu, kiedy druga osoba może spać. Zjawia się w celach służbowych…
    — Stop! Chwila! – nieco podniósł głos. Spojrzał na zastępcę szeryfa oraz na panią mundurową. Na zwykłą funkcjonariuszkę policji. – Znam swoje prawa. Mam prawo do odmowy, jeśli nie zobaczę nakazu. Tak więc pytam uprzejmie… Nakaz jest? – skrzyżował ręce na piersi. – Na papierze – dodał z lekkim, nieco szyderczym uśmiechem.
    Miał nadzieję, że nie mają tego nakazu i sobie pójdą. Jeśli nie, to ma prawo je wyrzucić…albo spróbuje zrobić cokolwiek, co pozwoliłoby mu wrócić do łóżka.
    — Wieczorem? – zastanowił się co on tak właściwie robił dzisiaj wieczorem. – Spałem, pani zastępco szeryfa. Byłem zmęczony, więc najprawdopodobniej zasnąłem… albo jest jeszcze jedna opcja. Byłem w domu i próbowałem oglądać telewizję – wzruszył ramionami. – Ale możecie się zapytać sąsiadki z góry, albo tej z naprzeciwka. Któraś z nich może powiedzieć mój cały plan dnia. Nawet wydaje mi się, że u jednej z nich byłem tylko po to aby nawrzeszczeć, żeby uciszyła swojego miałczącego kota – dodał zupełnie poważnym tonem głosu. Przez tyle lat nauczył się, że nie należy żartować z policji, ani w ich towarzystwie, bo zazwyczaj są to wredne istoty, które zapragną wlepić mandat, albo dowalić jakąkolwiek karę chociażby za krzywe spojrzenie.
    — Czy jestem o coś podejrzany? – zapytał. – Czy może właściciel was nasłał bo czynsz pojawił się dwa dni później? – teraz już nie mógł się powstrzymać od takiej małej złośliwości. Najwyżej później za to odpowie…ale średnio go to interesowało. Do pudła nie pójdzie, najwyżej dwadzieścia cztery, czy też czterdzieści osiem aresztu i finito. Tyle mu mogą zrobić.

    Will

    OdpowiedzUsuń
  17. [Dziękuję bardzo. :) Chociaż to zasługa kochanej Ginger.
    Obie opcje są kuszące i - na nieszczęście - do obu mam pomysł.
    Jeśli chodzi o Miyuki to widzę, że coś kręci z Mordredem, którego aktualnie razem z Fanny trochę sobie wykorzystaliśmy do historii., więc mogłoby wyjść dość ciekawie. Już mam w głowie wizję jak Owen zjawia się na 13 piętrze i trafia do Miyuki, bo tylko do niej nie ma kolejek, z pilną sprawą związaną z glamour dla jego lwa (nie mam tego jeszcze opisanego w karcie, ale Yvain aka Rycerz z Lwem jak sama nazwa wskazuje ma lwa :)).
    Zaś co do Felice... to by mogła być zarąbista relacja! Nie wiem co prawda czy Owen nadaje się na wujka dobrą radę, chyba tylko w kwestii tego "jak perfekcyjnie spieprzyć swój związek", prędzej to on by liczył na poradę Felice odnośnie tego jak postępować z silnymi i niezależnymi kobietami... ale i tak już mnie to totalnie zachwyca! xD]

    Owen

    OdpowiedzUsuń
  18. [No wiesz, skoro mam dwie postacie, to mogę też zawsze pisać jedną na dwa wątki, bo czemu by nie? ;)
    Co do pierwszej opcji to myślę, że tutaj sporo też mogłoby nam wyjść z powiązań naszych postaci. Miyuki widzę ma ciekawe powiązanie z Mordredem, Yvain miał z nim sporo kanonicznych powiązań z legend arturiańskich. Pewnie jak coś sobie ustalę z Mordredem to od razu wpadnie mi też kilka pomysłów na rozwinięcie znajomości z Miyuki.
    Co do lwa to chyba prędzej Yvain by się uparł, by Miyuki przyjechała do niego, bo jakby zaczął z lwem paradować po ulicy to jeszcze by władze się wkurzyły i zabrały lwa na Farmę. :D
    W każdym razie tak myślę, że tu można się wstrzymać i zobaczyć co mi z powiązań jeszcze wyniknie, a teraz byśmy się skupili na totalnie boskim wątku z Felice <3
    No to tak... Przyznaję się, że już kocham ten pomysł i tą relację, bo brzmi bardzo zarąbiście :D "Dwa nieudaczniki uczuciowe" jak pięknie ich podsumowałaś xD
    Też mamy z żoną w planach pogodzenie ich, czy raczej staranie się o to. Chociaż powiem Ci, że jakoś kompletnie nie pasują mi do Yvaina negatywne emocje w związku z tym, że komuś się udało, a jemu nie. Prędzej by się trochę zdołował i dostał kolejnego napadu pracoholizmu, niż miał żal.
    Tak mi jeszcze w ogóle chodzi po głowie też, żeby też dodać trochę akcji do wątku. I tu mi chodzi po głowie taki pomysł na drobną pomoc w jakimś śledztwie (w końcu on redaktor, ona zastępca szeryfa). Może do gazety przyszło parę dziwnych anionimów, więc Owen poszedł do znajomej zastępczyni szeryfa, bo może by się tym zainteresowała. Mógłby nawet sam się zaangażować trochę w śledztwo, no i tutaj by się pojawiły kłopoty, bo tak naprawdę największy problem Yvaina i Laudine (prócz trudnego początku małżeństwa) to tendencja Yvaina do zgrywania bohatera. Zamiast być przede wszystkim mężem i stawiać żonę na pierwszym miejscu, Yvain miał tendencję do angażowania się w rycerskie wyprawy i bohaterskie przygody, co jego żonę denerwowało, bo nie chciała być żoną ryzykującego życiem bohatera, którego praktycznie nie widuje, tylko mężczyzny, który jest przy niej i stawia ją na pierwszym miejscu. I akurat znów Owen miałby problem, jak tu pogodzić pracowanie nad naprawieniem małżeństwa z tym, że znów ma chęć się angażować w jakieś niebezpieczne akcje. Jakbyś chciała właśnie iść w pewien konflikt między nimi to akurat - Owen mógłby być niezadowolony, że Felice go wciąga w śledztwo, nawet może być właśnie jak mówiłaś motyw, że miałby do niej pewien żal o to.
    Trochę bez ładu i składu, ale pierwszą wersję wiadomości mi blogger zjadł ;P]

    Owen

    OdpowiedzUsuń
  19. Bigby przez te wszystkie lata samotności przywykł już do wyłącznie własnego towarzystwa. Hołdował całkowitej niezależności, niezmąconej żadną istotą człekokształtną, która ośmieliłaby się naruszyć jego niezachwiany ład i porządek.
    Wilki z założenia były zwierzętami stadnymi, żyjącymi w watahach, przewodzonych przez jednego, największego i najsilniejszego.
    I to on był tym najsilniejszym, pomimo że nie miał pod sobą żadnych wilczątek.
    Zawsze, odkąd pamiętał, wolał działać na własną rękę. Warczał na wtrącających; przodował w biegu i błyskał złotymi oczami w odpowiedzi na podważanie jego kompetencji.
    Bigby był w istocie wielki i zły, choć trudno było zaprzeczyć trzeźwości jego umysłu. Nadludzki słuch zapewniał mu wychwycenie każdego dźwięku; nadmiernie wyostrzony wzrok rejestrował każdą kropelkę krwi; nazbyt wyczulony węch wyczuwał każdy niechciany pierwiastek, znajdujący się we krwi ofiary.
    Jego myśli biegły innym torem; zawsze za szybko, zawsze inaczej, zawsze gdzie indziej. Nie lubił się nimi dzielić, nie lubił obnażać swoich dywagacji i narażać ich na wycieknięcie. Wolał wszystko robić sam, sam węszyć, sam dowiadywać się prawdy, sam wymierzać sprawiedliwość.
    Dlatego wewnętrznie płonął, topił się we własnym, zwierzęcym gniewie, rozlewającym się irytacją po każdym, najmniejszym mięśniu jego pozornie ludzkiego ciała. Czuł przeskakiwania elektryczności, drobne wibracje pod skórą, nieprzyjemne mrowienie wewnątrz czaszki, tumultem wrzasków, rozpływające się po każdej kończynie.
    Czuł się znieważony; było to jak bezpośredni, gwałtowny cios wprost w jego męską dumę. Radził sobie, nie zawodził i wspomagał; wszystko działało bez zarzutów, a mechanizm pieprzonego Baśniogrodu nie kwapił się do upadku. Dlatego przydzielenie mu pomocy, ba, w dodatku damskiej pomocy nie mogło przejść bez echa. Nie bywał wcale tak zmęczony ani wyczerpany; jego życie kumulowało się właśnie wokół bycia szeryfem i niczego więcej; czuł się więc trochę jak obdarty z tożsamości bezdomny.
    Starał się jednak (dość nieudolnie) stwarzać pozory porządnego faceta, zupełnie nieruszonego domniemaną pogardą, jaką jego zdaniem, został obdarowany.
    Zignorował jej uśmiech, doskonale panując nad emocjami. Zawsze stwarzał wrażenie człowieka zimnego; będącego w istocie zwykłym, obojętnym sukinsynem z drzemiącą na dnie serca wilczą dzikością.
    Pozwolił jej mówić i skrzywił się nieznacznie, dopuszczając jej słowa do siebie; musiał przyznać, że była odważna i przede wszystkim kreatywna. Może nie kwapił się do współpracy, ale zdał sobie sprawę, że musi być uważny. Dziewczę wydawało się na swój sposób niebezpieczne i wymagało obserwacji.
    — Oboje doskonale radzimy sobie bez pomocy, więc duet jest chyba zbędny, prawda, Felice? — pozwolił sobie na zuchwałe przejście na Ty, choć spojrzenie jego złotych oczu nadal pozostawało niewzruszone. Głos miał lekko ochrypły, lecz pewny i całkowicie pozbawiony wątpliwości. — Również mógłbym powiedzieć, że mi miło, ale wtedy pewnie bym skłamał, a brzydzę się kłamstwem — dopowiedział po chwili, zupełnie szczerze, choć w jego głosie pobrzmiewała wyraźna protekcjonalność.
    Uniósł jednak brwi, gdy wspomniała o ciele i jego nietypowym stanie. Widział w życiu już wiele; od zmiażdżonych magią kości po wydrążone ciała, pozbawione wnętrzności. Naprawdę nie istniały rzeczy, które mogłyby doprowadzić go konkluzji. I wcale nie chodziło o to, że jego potężne szczęki same kiedyś rozrywały miliony żyjących istot.
    Ciekawy przypadek — powtórzył chłodno, z zastanowieniem drapiąc się po policzku. Skinął głową, zgarnął z biurka paczkę papierosów i ruszył w kierunku drzwi. — Chodźmy więc zobaczyć, czym tym razem zaskoczy nas baśniowa społeczność — westchnął i mimo wszystko przytrzymał jej drzwi, przepuszczając przodem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i był skurwysynem, ale życie nauczyło go szacunku; nawet jeśli w wilczej postaci nigdy nie patrzył, jakimi genitaliami dysponuje jego obiadek.
      Zejście do podziemi było ciemne i zatęchłe; mało kto zadawał sobie trud, by o nie dbać. W końcu istotę zamkowych podziemi stanowił właśnie brud, gołe kamienie i ziemisty zapach, wypełniający każdą, najmniejszą szczelinę.
      Bigby prowadził, choć pewnie powinien pozwolić jej iść przodem. Nadal nie mógł pogodzić się z myślą, brzmiącą gdzieś w tyle jego głowy; że został zastąpiony, przydzielono mu pomoc, a jego policyjne stanowisko już dłużej nie będzie tak beztroskie i pozbawione nadzoru. Teraz będzie musiał dzielić się informacjami, współpracować i informować. Tymczasem wolałby sam, zupełnie sam rzucać się w wir wydarzeń i rozwiązywać sprawy bez wcześniejszej wspólnej analizy; naprawdę ufał swoim instynktom i nikt nie musiał podawać ich w wątpliwość.
      Przez chwilę szli w milczeniu, a otaczająca ich zewsząd ciemność poprzecinana była wyłącznie słabymi światłami, poprzytykanych przy ścianach pochodni. Nawet w centrum Nowego Jorku można było zachować odrobinę baśniowości.
      Zatrzymał się przed ciężkimi wrotami, już tutaj wyczuwając zatęchły zapach ciał. Nie dał jednak nic po sobie poznać.
      — Zgaduję, że doktor Swineheart wyjaśni nam szczegóły? — zapytał, choć nie potrzebował odpowiedzi, a jego pytanie nie było niczym innym jak pytaniem retorycznym. — A może już Tobie je wyjaśniono, byś zdradziła je policyjnemu kundlowi?

      Bigby i jego autorka, przepraszająca za poślizg

      Usuń
  20. [Lew na pewno by się ucieszył. :) Ok, to jakby co zgłoszę się na pewno z pomysłami.
    Ja ten zawód planowałam od początku tylko trochę się chciałam wstrzymać by wpleść to fabularnie (wiesz - większa odpowiedzialność, lepsze zarobki i generalnie wychodzenie na prostą), aczkolwiek lepiej by mi nikt nie zajął miejsca w międzyczasie. Czyli raczej trzeba Owena traktować jako początkującego redaktora z bardzo krótkim stażem (tak jak Felice od niedawna jest zastępcą szeryfa). I sam jego pobyt w Fabletown zbyt długi nie jest, więc raczej zamiast tych "kilku lat" bym dała "kilka miesięcy". Może nawet im się zawodowe zmiany zbiegły w czasie? :)
    Czyli początek znajomości raczej bym im dała jakiś zwyczajny i bardziej prywatny, a dopiero potem wplotła w to powiązania zawodowe - tu nie wiem które pierwsze by awansowało, chyba Felice, aczkolwiek to już tam szczegół. Wtedy też by dobrze pasowało, bo akurat daleko szukać sobie kontaktu by nie musiał tylko miał znajomą pod nosem, która by mu mogła bardzo w początkach kariery pomóc. Akurat się mogli dogadać tak jak proponowałaś, że nawzajem sobie będą pomagać - on czasem jej pomoże, ona jemu dostarczy informacji i tak dalej. Myślę, że taka relacja dwóch zawodowych świeżynek też wypadnie całkiem fajnie. :)
    A dalej już można dać tak jak piszesz, bo brzmi perfekcyjnie i jak dla mnie jest idealnie. :) Już się cieszę jak sobie to wyobrażę.
    Ha, jemu by się w sumie trochę interesowności przydało. W ogóle jeśli chodzi o jego charakter i ewentualne reakcje na różne sprawy, to wychodzę z założenia, że skoro się nie zmienił w kwestii głupich decyzji i rozwalania sobie małżeństwa, to i charakter mu się raczej nie zmienił, choć nad tym będzie pracował (zwłaszcza muszę go egoizmu nauczyć). Ale chętnie go trochę zdemoralizuję, bo on jest stanowczo za dobry i z takim nastawieniem jakie ma, w Fabletown pewnie często będzie miał kłopoty. :D Czyli jakbyś miała chęć by Felice go trochę posprowadzała na "złą" (w jego mniemaniu) drogę to będzie cudownie. xD]

    Owen

    OdpowiedzUsuń
  21. [ Dziękuję za powitanie.
    Powiem szczerze, że bardzo mi się podobają obie twe panie. I nie wiem na kogo sie zdecydować. Z resztą, ja mam zawsze problemy z podejmowaniem decyzji xD Chociaż mam pewną słabość do Weroniki Mars XD
    Chyba że może masz jakąś myśl jeśli chodzi o wątek, który chciałabyś zrealizować? ]

    Alexander

    OdpowiedzUsuń
  22. Spojrzał na nią, powoli wiedział do czego zmierza. No i co najważniejsze powoli zaczął wchodzić na właściwe obroty, już w jego głowie uaktywniało się coraz więcej połączeń. Już w końcu się coś działo, ponieważ o tak nieludzkiej porze zaczął intensywnie myśleć. A to był nie lada wyczyn!
    — Ja? A czy pani koleżanka jest pewna, że to ja? Wbrew pozorom potrafię wiele, ale nie umiem być w dwóch miejscach na raz – odpowiedział ze spokojem. Tylko spokój może go uratować, poza tym chyba nie warto kłócić się z jakąkolwiek kobietą. Bo chyba jeszcze nikt, żaden nie wygrał takiej kłótni, więc nie miało to większego sensu.
    Pokiwał przecząco głową. Miał już jakieś doświadczenie w tym wszystkim, przecież był jednym z baśniowców, którzy mają jedne z grubszych kartotek, więc nie należy dziwić się, że wiedział jak działa policja. Jakie są procedury, w końcu sam przerabiał to kilka jak nie kilkanaście razy! No może trochę więcej, tylko że zazwyczaj to fatygował się po niego szeryf. Albo zastępca, chociaż w zależności, kto nim był.
    — Nie wydaje mi się – odpowiedział spokojnym tonem głosu. – To są tylko i wyłącznie pomówienia, nie macie dowodów, a za same podejrzenia się nie zamyka. Gdyby tak było, to pewnie non stop byłbym w celi zamknięty – dodał spokojnym tonem głosu. O dziwo jakoś się trzymał, starał się nie wybuchnąć. No bo przecież jak to tak? On wyjątkowo jest niewinny! Poza tym raczej z zasady nie włamywał się do mieszkań baśniowców, ani ich nie okradał. Z początku to i owszem, ale teraz….po co? Ludzie byli zdecydowanie lepszym łupem.
    — Poza tym co? Mam o tak w samych gaciach wyjść? – zapytał retorycznie. – Czy może pozwolą panie założyć coś na siebie. Nie żebym miał się czegokolwiek wstydzić, ale chyba wolałbym uniknąć komentarzy typu „biedny Will nie ma co na siebie założyć” – wyjaśnił. W sumie to pewnie wyglądałoby to dosyć ciekawie, takie prowadzenie skutego Willa w samych gaciach.

    Will

    OdpowiedzUsuń
  23. [Wątek obowiązkowo! Proponuję jakąś relację, jak już Amara wyjdzie z więzienia (jesteśmy aktualnie w toku!) Piszemy się na wszystko :D]

    Amara

    OdpowiedzUsuń
  24. [Mnie wszystko jak najbardziej pasuje. :)
    No i pięknie i po prostu idealnie. Wręcz się doczekać nie mogę spełnienia tych gróźb, bo na pewno będzie wesoło.
    Nie ma problemu, zwłaszcza że początek wychodzi bardziej od mojej postaci i nawet sama miałam to zaproponować. Postaram się wieczorem coś już podesłać. ;)]

    Owen

    OdpowiedzUsuń
  25. [A cóż ma się stać? Po prostu zaprosi ją na obiad, gdzie będą się razem fantastycznie bawić i doceniać zapachy z kuchni. Coś czego nie udało im się zrobić wiele lat temu, bo ktoś postanowił zepsuć całą zabawę :)
    Inspirowałam się Twoją, więc dzięki że zdissowałaś się sama :D]

    Szukający Narzeczonej przystojny, elokwentny mężczyzna

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie powinien tego robić.
    Nie dlatego, że włamanie się do czyjegoś mieszkania było czymś złym, a on liczył swoje grzechy - niektórzy z Baśniowców robią to, by przeżyć kolejny dzień i jakoś udaje im się wyjść ze "zbrodni" bez szwanku. Kto po drugie zauważy go w środku nocy, zwłaszcza gdy przygotował się na tą skromną, maleńką wizytę?
    Absolutnie nie mógł tutaj być z jednej tylko przyczyny, jaką było mianowicie dbanie o własny rodzący się interes w klubie Puddin N'Pie.
    Cała ta historia, z nim patrzącym na luksusowy apartamentowiec Woodlands, rozpoczęła się dosłownie kilka dni temu. Kiedy zdążył na tyle stabilnie postawić stopy w Fabletown, by móc zająć się czymś co niechętnie dusił w sobie od jakiegoś czasu.
    Poszukiwaniem swojej ukochanej Narzeczonej.
    Oczywiście, że nadal ją pragnął i chciał, by wypełniła przeznaczenie jakie dla niej zaplanował. Byłaby też idealnym elementem jego drugiego, podziemnego, ale nad wyraz fascynującego, biznesu. Gdyby tylko mógł zmusić ją do posłuszeństwa i podążania w miejsca jakie jej wyznaczy tak jak to było wtedy... Chyba oszalałby ze szczęścia i podniecenia patrząc jak gnie kark zlizując z podłogi coś co kilka chwil temu mogło znaleźć się w jej wnętrzu.
    I on również by do niej dołączył, głaszcząc ją po puszystych włosach i ślicznym, chudziutkim karku dla uspokojenia targającej nim adrenaliny. Oddychałby spokojnie wsłuchując się w cichutki jęk, patrząc na nią z niemym zachwytem i rozdzierając ją powoli - kawałek po kawałku przy zagłuszających dźwiękach muzyki. Napięcie wzrosłoby w nim do dość nieprzyjemnego nastroju, gdzie nie jest się w pełni zadowolonym, wchodzi się dopiero do tego stadium, ale brak spełnienia zaczyna gryźć niczym wredna pchła. Napawałby się jej słabością oraz własnym "cierpiętniczym" stanem.
    Zaciskając palce na ramionach, podniósł wzrok widząc mrugające światła w niektórych apartamentach. Musiał być ostrożny, w końcu w tym miejscu mieszka wielu bardzo wpływowych Baśniowców którym nie chciał przypadkowo podpaść. Musiał zostawić coś tylko i wyłącznie dla niej, bez zbędnych spojrzeń.
    Małą symboliczną rzecz, którą trzymał w kieszeni skórzanej kurtki. Zawiniętą w papier i schowaną w plastikową reklamówkę, by zapach nie dotarł do wyczulonych zmysłów węchu jakiegoś zbłąkanego wędrowca.
    Jeśli informacje były prawdziwe i chciał załatwić to szybko, miał piętnaście minut na dostanie się na górę i zajęcie się zamkiem dzięki sprytnie spreparowanym kluczom.
    Dzięki konieczności odwiedzenia swojej "ukochanej", którą tak kochał i nienawidził jednocześnie, utwierdził się w przekonaniu, że posiadanie kontaktów w tej dzielnicy jest niezwykle przydatne i bardzo, ale to bardzo, potrzebne. Kilka dobrze wykonanych telefonów, bez żadnych spotkać by się nie wydać, i wiele informacji trafiło do niego od ręki. Za pieniądze można kupić wszystko, także potrzebne ci dane dotyczące Felice Fletcher, której chciał dzisiaj zostawić podarunek.
    Prezent od fana.
    Poczuł jak serce bije mu szybko pompując nabuzowaną krew do żył. Sam nie wiedział jak określić to, co pierwsze poczuł kiedy pewna bardzo uprzejma osoba przekazała mu wieści, których tak szukał. Wydawało mu się, że tonie w chaosie emocji i nie może oddychać z tego wszystkiego.
    Jego narzeczona jest w tym mieście jako zastępca szeryfa.
    Jest w Fabletown i prowadzi w miarę poukładane życie, spełniając się jako strażnik prawa - co miałoby sens biorąc pod uwagę jak zręcznie podkopała własnego narzeczonego w dniu ślubu.
    Jest tuż obok niego, prawie na wyciągnięcie ręki.
    Dreszcz podniecenia znowu przeszedł mu po kręgosłupie, musiał go z siebie strząsnąć by nie zacząć uśmiechać pod nosem się niczym szaleniec. Z przyjemnością znowu się z nią spotka, ale tym razem ostrożnie - świat ten nie działał tak jak ich stara, znajoma baśń. Tu charyzma nie wystarczała, kobieta nie musiała słuchać się ojca, a prawo rozrosło o milion paragrafów.
    Także prawa Baśniowców.
    Cash potrząsnął głową spoglądając na zegarek - nie mógł się teraz rozpraszać.
    Wszystko co do minuty, mógł zacząć działać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Założywszy kaptur i poprawiwszy rękawice, mężczyzna udał się na tyły apartamentowców, by niezauważenie wślizgnąć się do środka. Ochroniarz mógł spać, jak przekazał mu kontakt, ale nie wiadomo na kogo natkniesz się w windzie.
      Schody pożarowe wydawały się dużo bezpieczniejsze.

      Cash odetchnął z ulgą, gdy klucz który wsunął do zamka przekręcił się w nim gładko. Ostrożnie uchylił drzwi upewniając się, że wnętrze jest ciemne i bezpieczne. Brakowało oznak czyjejkolwiek obecności w środku, więc pewniej wślizgnął się do apartamentu raz jeszcze rozglądając po korytarzu.
      Oczy powoli przyzwyczajały się do ciemności, ale pierwsze co poczuł to... Jej zapach. Tak bardzo znajomy i przywołujący wspomnienia. Czuł delikatną woń perfum i mięciutkiej skóry, którą tak dobrze pamiętał. Gdyby miał więcej czasu po prostu usiadłby w fotelu stojącym w rogu i pozwoliłby zmysłom pławić się w tym wszystkim, oddając się we władanie najniższych z fizycznych instynktów.
      To zdawało się mu tak przerażająco piękne, że znowu poczuł ucisk z przodu głowy spowodowany przyśpieszonym oddechem. Nie ściągnąwszy kaptura, przeszedł się po mieszkaniu rozglądając się z uwagą. Miał dokładnie niewiele ponad sześć minut, ale zdąży.
      Mało mógł rozpoznać w ciemnościach, mieszkaniu ledwo oświetlanym smugami światła latarni ulicznych z zewnątrz, ale apartament wydawał się elegancki i bardzo stylowy. Cash wkroczył do sypialni cicho niczym kot.
      Koszulka nocna Felice leżała na łóżku. Przesunął po jedwabistym materiale dłonią w leniwym, sennym tempie uśmiechając się do siebie. Uniósł ubranie, przyglądając się uważniej i pogrążając w rozmyślaniu jak jego była narzeczona prezentowałaby się w tym na jednym z jego filmów. Przytulił materiał do twarzy, wdychając jego zapach - odurzającą woń mydła, ciała i płynu do płukania. Zza spierzchniętych warg wyrwał się cichy jęk zachwytu, a dłoń zatrzęsła się gdy ciało zadrgało poruszone nagłą lecz krótką falą entuzjazmu.
      Cash odłożył z nadobną czcią koszulkę na łóżko. Nie... Musiał się uspokoić i powstrzymać, chciał tylko coś zostawić.
      Sięgnąwszy do kieszeni, wyciągnął zawiniątko. Ze środka specjalnie owiniętej paczuszki wyciągnął skromne pudełeczko przewiązane czerwoną tasiemką - pakuneczek który mógłby kryć w sobie kolię lub naszyjnik, ale tym jednak nie był.
      Nie oznaczało to jednak, że to co znajdowało się w środku nie miało wartości sentymentalnej. Miał nadzieję, że sprawi radość Felice tym, iż pamięta o ich wspólnej historii. O baśni w której dziejach nadal się rozpamiętuje z mniej lub bardziej ukrywanym rozczuleniem, przemieszanym z chęcią zadania bólu oraz ponownego poczucia kontroli.
      Cash położył prezent na toaletce, w widocznym miejscu. Pozwolił zabrać sobie jeszcze mały flakonik z perfumami Felice, by mieć przy sobie coś co "namacalnie" będzie mu o niej przypominać w zimne, samotne noce.
      Obróciwszy się miękko, z ledwo ukrywaną radością, wyszedł z mieszkania dokładnie zamykając drzwi.
      Zostawił wszystko tak ja to zastał. Miał tylko nadzieję, że porcelanowa laleczka znowu poczuje się tak jak tego chciał.
      Zaszczuta.
      Zagoniona w róg niczym nieposłuszne zwierzątko czekające na wymierzenie kary.
      Że zmusi ją do oglądania się za siebie bardziej niż zazwyczaj.
      Przeczucia, iż koszmar wrócił i ponownie czai się w każdym cieniu.

      Cash

      Usuń
  27. [Pseudofilozoficzne wywody są super! :D Nie krępuj się.
    Co zabawne: wiem, że z tym zdaniem można polemizować, ale to jej pogląd na tę sprawę. Takie typowo ludzkie podejście, gdzie liczy się tylko to, żeby "nachapać się" możliwie jak najwięcej i nie stracić nawet minimalnej części, bo "olaboga, koniec świata". W tym przypadku dosłownie. ;)

    Dziękuję za słowa powitania i od razu prostuję: to nie tak, że nie jestem chętne, wręcz przeciwnie :D Tylko uznałam, że wypada uprzedzić lojalnie, że taki wątek może nie spełnić oczekiwań drugiego autora, bo w tym połączeniu dopiero raczkuję. Ale jeśli chcesz, możemy oczywiście próbować, najwyżej mnie zamordujesz ;) ]

    Gabe

    OdpowiedzUsuń
  28. [Pomysł jak najbardziej na plus! Postaram się jutro (albo najdalej w poniedziałek) podrzucić Ci ciekawy początek :D Biorę to na siebie, bo wyznaję handel wymienny <3]

    Gabe

    OdpowiedzUsuń
  29. Czuł jakby wygrał los na wyjątkowo bogatej loterii, wszystko układało mu się tak jak sobie to wymarzył. Maleńki prezent czekał na jego Narzeczoną, obiecując miłość oraz czułość ze strony darczyńcy. Tak naprawdę gnijące, śmierdzące truchło pisklaka którego z tak wielkim trudem i drobiazgowością szukał... Miało być znakiem, że powrócił do jej życia.
    I jest gotowy odebrać każdą najmniejszą nawet myśl oraz emocję, zgnieść ją w dłoniach niczym szklaną kulkę i zastąpić strachem wymieszanym z niepewnością. Tak by dopełnić choć maleńkiej części zemsty jaką z przyjemnością dla niej szykował.
    Żałował jedynie tego, że nie będzie mógł zobaczyć jak Felice rzuca się i szaleje z przerażenia po własnym mieszkaniu i błaga Boga o litość. Jak kuli się w łazience wśród smrodu bezradności, przypominając sobie o odciętym palcu, który niczym żywy broczył ciepłą, słodką krwią.
    Ile by dał żeby to ujrzeć!
    Gula rosła mu w gardle, prawie jak wtedy gdy organizm chce byś dał upust emocjom, ale ty ze wszystkich sił nie chcesz się popłakać. Cash oparł się o rozmokłą, obdrapaną ścianę zakrywając usta dłonią, oddychając coraz szybciej i gwałtowniej. Łzy zaczęły cieknąć mu po palcach, gdy zaciskał powieki próbując odgonić od siebie to wszystko co w nim narastało boleśnie pieszczotliwym płomieniem. To nie był jego świat, nawet nie był w pobliżu klubu, i nie mógł tak po prostu pozwolić sobie na to wszystko co w tym momencie czuł. Na to i jeszcze więcej co chciał w tym momencie zrobić. Zapach z mieszkania Felice ponownie go otoczył, jakby jaskrawe wspomnienie na które Cash cicho jęknął osuwając się na kolana.
    - No... Daj sobie na wstrzymanie, Cash... - wymruczał do siebie słabo, pocierając dłonią spocone czoło - Cała noc jeszcze przed tobą.
    Zaśmiał się nerwowo, ledwo chybotliwie wstając i strząsając z siebie te wszystkie maleńkie mrówki rozchodzące się po rozgrzanym ciele niczym zaraza. Tyle jeszcze dzisiaj przed nim, planów i problemów, potrzeby zarobku oraz ukrywania drugiej działalności. Tyle filmów, które musiał dzisiaj zlecić.
    Tyle scen do obejrzenia...
    *
    Kilka tygodni później Cash siedział we własnym mieszkaniu, otoczony bezpieczną ciemnością i zamknięty na cztery spusty. Jedyna łuna światła jaka pojawiła się w pokoju dochodziła z ekranu laptopa, który leżał na biurku. Co chwila biała luminacja przecinała się kolorami: niebieskim, żółtym, różowym, głównie nastrojowo przemiłym karminem. Żaden dźwięk okraszający film jaki oglądał nie docierał jednak do czujnych sąsiedzkich uszu, Cash zawsze odtwarzał materiały na słuchawkach. Budował obraz miłego człowieka, zaradnego i eleganckiego na swój sposób, który wraca z pracy jak każdy zwyczajny mężczyzna i ma dość całego dnia, kładąc się po prostu spać.
    Nie oglądając wyjątkowo niepokojące filmy dla własnej korzyści.
    Skrzywił się na widok tego co zobaczył, ale nie dlatego, że uderzyło to w jego strunę wrażliwości i naturalnej dobrotliwości. Nagranie było... Po prostu słabe.
    Cash skreślił cenę jaką miał zapisaną w notesie i poprawił ją na dużo niższą. Naprawdę sądzili, że u niego przejdzie każde gówno, które złaknione adrenaliny i "sławy" hieny były gotowe mu sprzedać? Doprawdy, widział już coś takiego nie raz i to w dużo lepszej formie. Po drugie ten wiecznie trzęsący się kadr... Może jakiś amator się tym zainteresuje jako "preludium" i tani wstęp do wejścia niżej w ten świat. Nie zaoferuje jednak więcej niż ci chcieli na początku.
    Dziesięć tysięcy za to? Dobre żarty... Naprawdę świetny kawał.
    Dziewczyna na ekranie krzyknęła ponownie, gdy Cash mruczał pod nosem melodię uzupełniając notatki. Jej jasna, niemalże koralowa krew spłynęła po kamerze zabrudzając na chwilę kadr nim "reżyser" zgrabnie go nie wytarł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mężczyzna uniósł spojrzenie, gdy ukazano zblizenie na jej twarz. Obdarta finezyjnie ze skóry, ledwo trzymała się całości próbując zapaść do środka niczym ziejąca na zewnątrz czarna dziura pozbawiona oka. Drobniutka, ruda istotka która bez całej tej "maskarady" z całą pewnością mogła uchodzić za piękność. Posiniaczone ciało ze skręconymi nogami i wyrwanymi z barku ramionami, brak wielu szczegółów twarzy, zagryzione z bólu wargi i ucho wiszące na ostatnim skrawku skóry... Z całą pewnością nie dodawały jej uroku, chociaż było w tym coś podniecająco rozkosznego. Sposób w jaki patrzyła na widza, kiedy dopełniały się jej ostatnie chwile.
      Cash postukał długopisem po zarośniętej brodzie. To spojrzenie wwiercające się w duszę i docierające do najgłębszych warstw twojej świadomości oraz fascynacji.
      Mógł dołożyć im za to coś bonusowego, ale nic więcej.
      Film urwał się, kończąc czarnym ekranem. Nie miał na dzisiaj już więcej, a po drugie musiał zaraz zbierać się do klubu. Czekały go rozmowy z przyszłymi menadżerami, chciał trafić na ludzi kompentnych... Jakkolwiek ta branża nie przedstawiałaby ludzi biegłych w dziedzinie dostarczania zwierzęcej rozrywki spragnionym atrakcji Baśniowcom. Zresztą zawsze rozbawiało go to, jaka opinia krążyła wokół Puddin N'Pie - wszyscy piętnowali to miejsce, także nowego właściciela, ale to nie on dokładał pieniądze na rachunek, nie on z lubością oglądał tancerki wyginające się na rurach by później wybrać sobie jedną z nich i zaprosić do "Open Arms". Nikt nie krytykował, łajał i opieprzał tych, co codziennie zostawiali zacne kwoty w barze i w biustonoszach striptizerek - wszelkie artykuły dotyczyły tego, jaki ferment oraz zgorszenie sieje Cash i jak na tym korzysta.
      Cole jednak dalej zezwalał na istnienie tego miejsca, więc... Czy naprawdę wina leżała tylko po jego stronie? Słyszał o historiach z Georgie'm i pomimo swej pokręconej natury Cash zdawał sobie sprawę, że to nie on zarabiał na Puddin N'Pie. Owszem trzymał dziewczyny i chłopców krótko, bo taka była rzeczywistość dookoła nich, ale jeszcze na żadną nie podniósł ręki.
      No może poza kilkoma zgrabnie rzuconymi uwagami kryjącymi w sobie ogrom obietnic, które, znając reputację Casha, mogły się spełnić wcześniej jak później.
      Bo choć tak naprawdę pławił się w agresji i gwałcie na każdym kroku, sam preferował metody delikatniejsze, swoiście stylowe i nieszablonowe. Nie dla niego było latanie z nożem czy pistoletem i tworzenie krwawej łaźni na każdym kroku - zdecydowanie osobisty kontakt z "ofiarą" sprawiał mu najwięcej radości, wprowadzając w stan podobny do zażycia ketaminy. Więcej potrafił zrobić będąc zamkniętym z kimś w maleńkim pomieszczeniu niż na otwartym terenie, nie należał do dryblasów oraz kafarów których niejednokrotnie sam opłacał by pozałatwiali dla niego sprawy "dłużników".
      Jeśli mógł narcystycznie o sobie powiedzieć - stawiał się wyżej od nich, choć nie pokazywał tego chcąc zachować u nich lojalność.
      Cash podniósł się z krzesła, przeciągając leniwie i czując jak siatka brzydkich blizn na plecach znowu go boli. Nie powinny, ale sam nie wiedział czemu rany zadane w baśniowym świecie wciąż nękały go tutaj. Będzie musiał odwiedzić którąś z wiedźm by się temu przyjrzała. Nie chciał się ich pozbywać, były częścią jego historii, ale zapłacić za cokolwiek by tylko przestały swędzieć.

      Usuń
    2. Burczenie w brzuchu przypomniało mu o konieczności przygotowania sobie późnego obiadu.
      Pół godziny później, Cash przekrajał już kawał mięsa wyciągniętego z tyłu zamrażarki. Pochodzenie wyśmienite, czterdzieści osiem godzin bez jedzenia, na samej wodzie, pozwalało mięsu oczyścić się z toksyn i nieużytków ciała, sprawiając także że czyszczenie krwi stawało się szybsze i prostsze. Ostry nóż przecinał gładko spreparowany, opłukany "karczek" oddzielając grube kawałki. Udało mu się tym razem uniknąć zbędnego tłuszczu i odcinania żyłek, dzięki spędzeniu dodatkowego czasu na wcześniejszej obróbce przed mrożeniem. Owszem mógł uzyskać więcej mięsa, ale zależało mu na jakości - jego doznania smakowe dzięki "cywilizacji" świata Doczesnych wzrosły i rozwinęły się.
      Dzisiaj jednak miał ochotę na coś prostego, bez zbędnych przypraw i wyszukanych smaków.
      Bob Crosby i jego "Way Back Home" cicho płynęły z odtwarzacza, kiedy Cash wyjmował mięso uprzednio wymoczone w solance, by zabezpieczyć je przed rozdzieleniem się podczas pieczenia. Dzięki prostemu "marynowaniu" mógł poczuć pełen smak przygotowywanego dania. Cash osuszał kawał bardzo dokładnie przez kilka godzin, by teraz upiec je przez kilkanaście minut w wysokiej temperaturze dla zapewnienia chrupiacej skórki i później w niższej upiekł się środek.
      Odpoczynek dla mięsa przez 10-15 minut, puszka piwa i mógl usiąść w spokoju, by zjeść obiad.
      Westchnął z czułością, gdy odłożył talerz i położył się na środku salonu.
      Wśród setek rozrzuconych zdjęć kobiet i mężczyzn, które były aktorami filmów. Zdjęcia z ukrycia, podczas kręcenia materiałów, przypadkowe fotki pozwalające ocenić "potencjał" i wiele, wiele innych. Musiał je spalić i zachować tylko w pamięci dobrze oszyfrowanego serwera... Ale mógł tak pobyć jeszcze minutkę, prawda?
      Tarzanie się w tych wszystkich zdjęciach radowało go i przepełniało ciało przyjemnym dreszczem, ostrym jednak niczym rozgrzany brzeszczot. Cash sięgnał dłonią, by pod palcami poczuć jedwabny szalik, który kupił kilka dni temu. Zwiewny materiał, spryskany perfumami które tak dawno zabrał Felice, zdawał się miękki jak jej skóra. Chciałby ją dotknąć... Zacisnąć palce na tej wąskiej szyi i sprawić by jej twarz spurpurowiała, a usta cicho błagały o litość. Zwilżałby językiem jej twarz, zabierając dla siebie słony smak łez i krew z warg. Posiniaczyć ją i dać jej wybór między młotkiem, a wiertłem. Przebić kolana gwoździami tak by nie mogła uciec i kazać jej jeść własne palce...
      Cash obrócił się na bok, a przez jego ciało przeszły spazmy. Przyciągnął szalik do siebie, czując intensywnie i wyraźnie woń czekolady, zmieszaną z jego własnym ostrym potem. Przesuwał dłoń po zdjęciach, zmęczony i roztrzaskany falą emocji oraz obrazów nacierających na jego umysł. Bez wahania gotów był dać sobie spełnienie...
      W tym właśnie momencie.
      *
      Cash uderzał miarowo palcami o kanapę w rytm ostrej muzyki, wybranej dla nowiutkiej tancerki prezentującej teraz swoje umiejętności. Coraz bardziej naga z każdą upływającą minutą dziewczyna była naprawdę śliczna i utalentowana, ale... Nie umiał skupić na niej swojej uwagi.
      Myśli chaotycznie wracały do zaginięcia jednej z jego najbardziej lukratywnych pracownic. Żałował też jej zaginięcia z wielu innych powodów, ale budżet był najważniejszym z nich. Pociągający klejnocik zdecydowanie wyrównywał rachunek zysków i strat na ich korzysć, przyciągając więcej klientów niż mógł sobie wymarzyć. Kim naprawdę była i z jakiej bajki pochodziła? Nie pytał, ważne że potrafiła zauroczyć także i jego choć do największych piękności nie należała. Miała w sobie to coś, błysk w oku, zgrabne udo i otwarte, doświadczone podejście do życia - to mu wystarczyło i wielu klientom także.

      Usuń
    3. Zgłosił zaginięcie do władz nim zacznie szukać Alice na własną rękę - chciał to załatwić tak, by odsunąć wszelkie podejrzenia od Puddin N'Pie i pokazać, że "dba". Obawiał się odrobinę, że któryś z jego konkurentów próbował ukrócić mu biznes, ale żaden nie śmiałby zranić którąkolwiek z dziewczyn wiedząc, że opiekę nad nimi ma Cash. Przez te długie miesiące dobitnie oznaczył swój teren i nie znosił sprzeciwów pod tym względem. Miał też kontakty tam, gdzie inni mogli pomarzyć. Walka z nim nie należałaby do łatwych, choć nie niemożliwych.
      Po drugie... Wiedział, gdzie pracuje Felice choć w tym momencie nie spodziewał się, że sam zastępca Bigby'ego tu zawita. Prędzej wyślą jakieś żółtodzioba, który będzie musiał się przed nimi wykazać nim zachowa swoją robotę.
      Jakie było jego zdziwienie, gdy ktoś trącił go lekko, zmuszając do odwrócenia się i przerwania "oceny" nowej pracownicy. Cash uniósł dłoń, by barman wyciszył muzykę. Z lubością stanął twarzą w twarz z osobą, którą pragnął tak bardzo ujrzeć, ale jednocześnie nie śmiał nawet o to prosić kiedy zgłaszał wezwanie.
      Felice zastygła, starając się nie wyrazić nawet najmniejszym drgnięciem tego, co tak naprawdę odczuła. A Cash zdawał się chłonąć strach całym sobą. Poza skromnym, tajemniczym półuśmieszkiem nie pokazał nic więcej. Nie to, jak jego dusza szalała teraz w środku chcąc porwać Felice i zaciągnąć ją do piwnicy, by poprzypominać "stare, dobre czasy".
      - No proszę... Nie spodziewałem się tutaj ciebie, Senta, w Fabletown - mruknął chrapliwie, ale nad wyraz grzecznie zwrócił się do niej. Wiedział jakie imię przyjęła, sama mu się przedstawiła, ale po co odsłaniać wszystkie karty skoro można udać nieuświadomionego? I wbić jeszcze jedną szpilę w jej bolesną przeszłość - Pracujesz w policji?
      Zadał to pytanie gładko jakby zupełnie naturalnie prosił o informacje i chciał usłyszeć odpowiedź.
      Wyciągnął dłoń w jej kierunku by się z nią przywitać, ale zaraz ją jednak cofnął widząc reakcję kobiety. Oh, czyżby ją wystraszył? Przeciąganie i bawienie się było dużo lepsze niż bezpośrednie zagrożenie. A jej widok oraz zachowanie dostarczały mu tak dużo rozrywki! Schował ręce do kieszeni wytartych dżinsów.
      - Nie przywitasz się z dawnym znajomym? - zapytał wyraźnie urażony jej nagłym zimnem - Szkoda, ja tęskniłem. Ale dawne dzieje, tu jest Fabletown...
      Obrócił się, zmierzając w kierunku baru, nakazując rosłemu meżczyźnie by zabrał tancerkę i zostawił ich samych. Sięgnął po butelkę szkockiej i szkło.
      - Cóż, sprawa sprawą, ale może... Napijemy się za ponowne spotkanie po tylu latach? Tylko kieliszek, nie chce rozpijać stróża prawa na służbie - powiedział, opierając się swobodnie o bar. Wypełnił alkoholem szkło - Jak ci się pracuje pod Bigby'm?
      Z boku absolutnie nie wyglądało to na spotkanie dawnego kata i dawnej ofiary. Dwójki "znajomych" z czego jeden z nich bardziej cieszył się na to niż drugi. Cóż... Może rozstali się w nieprzyjemnych warunkach?
      Cash zaśmiał się w duchu przechylając kieliszek.
      Ohh tak... W bardzo nieprzyjemnych.

      Cash

      Usuń
  30. [No dobra, po kolei xD
    Powiązanie: Poznały się jeszcze zanim Lucy trafiła do Golden Boughs. Fel była wówczas początkującą policjantką, a Lucy trochę broiła i w jakimś stopniu znała ówczesny półświatek Fabletwon. Poznały się, zaczęły współpracować i zaprzyjaźniły się. Jedna drugą jakoś tam wspierała – Fel wysłuchiwała różnych durnych wyrzutów sumienia Lucy, a nimfa wspierała ją podczas gorszych dni, problemów z facetami itp. ;) Potem złapali Lucy i ich kontakt się urwał.
    No i sam wątek: Po kilku miesiącach (lub roku?) Fel, już jako zastępca szeryfa, prowadzi sprawę, z którą ma kłopot. Wpada na pomysł, by odnowić znajomość z Lucy. Może przypadkiem dowiaduje się, że nimfa wyszła z więzienia? Postanawia poprosić ją o pomoc przy śledztwie, więc udaje się do klubu. I w sumie chyba od tego momentu możemy rozpocząć wątek, jak sądzisz? :D Lorelei pewnie nie zgodziłaby się na początku, bo nie chce już mieszać się w takie sprawy, powoli układa sobie życie etc., ale zgadza się z imieniu dawnej przyjaźni ;)
    No i teraz, co kombinujemy z tą sprawą? Czy podciągamy właśnie pod twoje inne wątki?]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  31. — No właśnie, właśnie… podejrzenia – pokiwał głową. Niby wiedział, że powinien przestać cwaniaczkować, bo źle się to dla niego skończy. Westchnął słysząc co dalej mówi pani zastępca szeryfa. No cóż, niby było w tym sporo racji, ale przecież on był teraz wyjątkowo niewinny. No i ogólnie to grzeczny chłopak jest.
    — Bo obie trzy wersje są prawdopodobne – powiedział. Nawet nie zastanawiał się czy to miało jakikolwiek sens, po prostu musiał coś odpowiedzieć. Nie byłby sobą gdyby nie dodał czegoś, takie pozostawianie czegoś w sferze domysłów nie leżało w jego naturze. No chyba, że chodziło o coś co ukradł, czy też raczej pożyczył bez pytania. Wtedy to zdecydowanie lepiej było pozostawiać to wszystko w sferze domysłów.
    — Nawet bez wsparcia się obejdzie, raczej nie zgubię się ani nie zabiję po drodze – wyjaśnił. Przeszedł do sypialni gdzie założył leżące na oparciu łóżka jeansy, oraz wyciągnął szybko jakiś t-shirt. Jak już miał się ubierać to normalnie po całości. Założył jeszcze na bose stopy buty i wrócił do pani zastępcy szeryfa. Wyciągnął do niej ręce, wiedział (czy też może raczej przypuszczał), jak bardzo chce go zakuć w kajdanki. Chociaż nie miał zamiaru nigdzie uciekać, bo nie miałby żadnych szans.
    — Lubi pani grać? – zapytał z czystej ciekawości – Bo z wielką chęcią założyłbym się, że wyjdę szybciej niż pani się wydaje – uśmiechnął się szelmowsko i spojrzał na drugą policjantkę. Był tego pewny, w końcu był niewinny, a nie mogą zamknąć kogoś niewinnego. Poza tym szeryf wyczuje…czy też raczej nie wyczuje jego zapachu w tym mieszkaniu do którego się niby włamał. Bo nie mógł wyczuć kogoś, kogo nie było tam.

    Will

    OdpowiedzUsuń
  32. [Wybacz mi za częstotliwość moich odpisów :') Cóż, wszystko czasowo sie zgadza, bo nastąpił pewien przełom. Burton wrócił do świata żywych i postanowił uwolnić ją z więzienia. Potem udali się do wioski, by sprawa trochę ucichła i na końcu rzucili czar zapomnienia. Tak więc Amara jest w mieście z czystą kartą! Wszystko napisałabym to w karcie postaci, ale obecnie właśnie prowadzę ten wątek z Burtonem i czekam na rozwój wydarzeń. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by trochę nagiąć przestrzeń czasową. Chyba, że coś takiego Ci nie odpowiada, to wtedy przyjdę już, jak wszystko wyjdzie na prostą :)]

    Amara

    OdpowiedzUsuń
  33. [Ok, w takim razie powiązanie mamy ogarnięte :D
    Super, podoba mi się ta sprawa i w sumie już chyba nic więcej nie trzeba kombinować :D Czyli właściwie to Harley podsunął jej trop Lucy, tak? No to może zasugerowałby, że to Crale może być winna bądź zamieszana w sprawę? Wcześniej również kradła, a do tego Fel zorientowałaby się, że nimfa wyszła z więzienia w dość niejasnych okolicznościach, a w jej aktach „brakowałoby strony”. Mogłaby podpytać kogo trzeba i okazałoby się, że wyszła dzięki interwencji i znajomościom Oberona, co zatuszował sam Król Cole.
    I dalej tak, jak napisałaś – Felice leci do klubu, gdzie spotyka Lucy ;) Gadu, gadu, trochę wesołych rozmów i podejrzliwości z obu stron xD I teraz tak, wpadło mi do głowy, że w sumie Oscar zajmuje się nielegalnym glamourem, a wiedzę, że już coś razem obmyślacie z Margot, więc może jakoś jego potem wykorzystać? A póki co, Fel podpyta Lucy, czy ta coś wie i czy czasem sama nie jest w coś zamieszana. W sumie może jakoś przypadkiem wyjść, że niektóre tancerki używają nielegalnego glamour, żeby lepiej wyglądać na scenie? Jak sądzisz? Wówczas trochę pokręciłyby się po Moonriver, może Fel poprosiłaby, by Lucy stanęła na czatach, gdy ta będzie przeszukiwała garderobę jednej z nich? Mogą wówczas znaleźć jakąś wizytówkę. No i właśnie, czyją i co dalej? :D
    Jeśli tak wstęp odpowiadałby ci, możemy zacząć pisać, a resztę jakoś ogarniać już potem. Co sądzisz?]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  34. Bawiła go. Jej niepewny ruch za każdym razem, gdy na nią spojrzał. To jak szybko chwyciła za pistolet, kiedy wyciągnął w jej kierunku dłoń. Jak pozwoliła ponieść się emocjom, które karmiły go niczym wygłodniałego zwierza…
    I drażniły jeszcze bardziej, bo chciał więcej i więcej. Móc zatopić się w prawdziwie słodkim jęku oraz łzach bez zagrożenia ze strony broni, którą gotowa była go zabić jeśli tylko wykona jeden zły ruch. W sumie podniecało go to w jakie „nieszczęście” i niespełnienie go wpędzała. Sprawiało, że w żyłach szybciej płynęła krew, a serce pompowało adrenalinę w szaleńczym tempie. Czuł gorąco palące jego ciało, ale krył się z emocjami bardzo dokładnie.
    Szkoda - nie wydawało mu się, że jednak docierał do niej tak jak sobie tego życzył. Jeszcze nie.
    Ta mała ladacznica wciąż mu się wymykała i skrywała. Ale jak to mówią „możesz się ukryć, ale nie możesz uciec”. Wierzył w siłę tego przysłowia.
    Widział jak uważnie go obserwowała gotowa wykorzystać każdą najmniejszą groźbę w jej stronę. Laleczko z porcelany...
    Nie był taki głupi i zatopiony we własnej pasji za jakiego go brała. Z całą pewnością domyślała się, że nie zrobi niczego, co mogłoby mu zaszkodzić i sprowadzić na głowę władze Fabletown z Bigby'm na przedzie.
    No i jej inteligenckim kochasiem. Oj tak... Obserwował ją przez te długie miesiące, nie siedział bezczynnie snując tylko sieci i pogrążając się wieczorami w jej pięknym zapachu. Zdjęcia wypełniały zabezpieczony serwer aż nazbyt ściśle, niemalże przekraczając rozmiarami jego schowek z "kandydatkami do filmów" i informacje z forum.
    Każdy mięsień przygotowany do kontrataku, uniku i natychmiastowej ucieczki jeśli zajdzie taka potrzeba. Jak on to w niej kochał... I uwielbiałby jeszcze bardziej gdyby ją tego pozbawił, przywiązał do kaloryfera w piwnicy i kazał jej napawać się własną bezradnością, gdy on przygotowywałby dla niej odpowiednią karę za wtrącenie go do więzienia.
    Zabawne... Z całego serca chciał ją zapytać, czy naprawdę wydawało jej się, że oddanie go ręce ludzi, którzy doskonale wiedzieli jak poradzić sobie z taką aberracją jak on, wszystko zakończy? Zamknie ten rozdział jej życia i sprawi, że będzie mogła odetchnąć pełną piersią oddając przyjemnością i związkowi z tym lekarzyną? Prawda, że czasem i on tracił wszelką nadzieję na ucieczkę z sali "odkupienia" mającej nie wymazać jego grzechy, a po prostu przygotować na wspaniałe spotkanie z Bogiem, sprawić by był czystszy w jego obliczu niż w życiu doczesnym. Los jednak chciał, że udało mu się i znalazł się tuż obok niej, by ponownie napełnić jej kruche serduszko strachem.
    Komu powinna za to dziękować? Bogu?
    Obserwował ją uważnie, gdy próbowała się odezwać, oddychając głęboko i rozluźniając mięśnie. Nie bez powodu zaproponował jej by się z nim napiła. Musiała widzieć w jaki sposób on i jego towarzysze oraz towarzyszki zabili tamtą dziewczynę wywołując w Sencie falę nawracających koszmarów. Mały powrót do przeszłości jeszcze nikogo nie zabił...
    Ale można sprawdzić to na jakimś przykładzie.
    Uśmiechnął się kątem ust, gdy odważnie podkreśliła jego prawdziwe imię dodając sobie, tak potrzebnego w tym momencie jej nerwom, animuszu. Gryzła i nie zamierzała oddać pola - taką ją lubił. Większe wyzwanie, a on ukochał takie stylowe prowokacje.
    Odwrócił się, opierając łokieć o bar i nie spuszczając z Felice oczu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Zależy mi prawie tak bardzo jak wam. Zaginięcie zgłosiłem 2 maja o dwudziestej drugiej a jest teraz... - spojrzał na zegarek, podciągając rękaw czarnej bluzy - 3 maja godzina jedenasta. Niezbyt szybko tu dotarliście. Czyżby brakowało rąk do pracy albo kanały informacyjne się zapchały?
      Podrapał się po brodzie.
      - W trzynaście godzin można zrobić naprawdę dużo jeśli ma się odpowiednie umiejętności... Lub potrzeby - mruknął pewniej, odrywając się od blatu, mijając Felice i chowając dłonie w kieszeniach - Alice jest bardzo ważną dziewczyną, i dla klubu i dla mnie, więc pragnę by wróciła cała i zdrowa. Czy to, że pozwoliłem wykazać się prawdziwym obrońcom prawa nie jest znakiem, że pomimo "sławy tego miejsca" zależy mi na bezpieczeństwie jednego z Baśniowców...
      Odwrócił głowę w jej kierunku, a z jego ust nie schodził tajemniczy grymas.
      - ...Wiceszeryf Fletcher?
      Wzruszył ramionami, wygrzebując z kieszeni bluzy paczkę papierosów. Wyciągnął jednego, ale gdy chciał poczęstować Felice, zatrzymał się w połowie ruchu.
      - Ahh, no tak. Przepraszam - zapalił swojego, wypuszczając ciężki dym z ust - Nie chce wam utrudniać, chce pomóc jeśli jakoś będę mógł. Więc zadaj swoje pytania, nie znam się zbytnio na waszych procedurach.
      Ależ wcale nie prowadzisz nielegalnych działań i nie szukasz kruczków prawnych, gdzie tylko można. Cash.
      - Wolisz tu czy w gabinecie?

      Usuń
  35. Zmrużył brwi, gdy Felice nie zdążyła ugryźć się w język i odpowiedziała, że "działają tak szybko jak powinni". Nie, absolutnie nie czuł się urażony jej słowami, bo sam chciał wywołać tą agresję, ale poudawać zawsze mógł prawda? Wzbudzić w niej poczucie winy, że nie jest taką policjantką na jaką się kreuje - zawsze gotową do akcji, oddaną Baśniowcom i, co najważniejsze, ścigającą takich zwyrodnialców jak on biegających teraz swobodnie na wolności.
    Stojącą na straży praw obywateli tej dzielnicy.
    - Renoma może ma i może nie ma... - wzruszył beznamiętnie ramionami, opierając się leniwie o tył kanapy - Ale mam wrażenie, że przez nią stawiacie nas na końcu łańcucha pokarmowego i przestajecie traktować poważnie, kiedy cokolwiek zgłaszamy. Idąc dalej, w skutek tego policja, jak to określiłaś?, "działa tak szybko jak może" i niebezpiecznie ryzykujecie przez to bezpieczeństwo jednego z Baśniowców, a wasza praca chyba jest inna, czyż nie? Popraw mnie jeśli coś się zmieniło.
    Nie uśmiechnął się ani na chwilę, po prostu na nią patrząc i oczekując odpowiedzi na zadane pytanie. Jego wzrok, pewny i surowy, przedzierał się do najgłębszych zakamarków duszy. Chciał tam dotrzeć i obedrzeć Felice z ostatnich jej kawałeczków zastępując ciemną, zimną pustką bez nadziei i światła. Powoli jego dawna ukochana zmieniała strach w agresję i bardzo, ale to bardzo mu się to podobało. Wywoływało dreszcze przebiegające ekstatycznie po kręgosłupie, które przeniosłyby się dalej, gdyby nie zacisnął mocno palców na przedramionach.
    Wiedział jakimi uczuciami go darzy i nie mogły być one inne jak obrzydzenie, wstręt i pogarda. Nie miał jej tego za złe, ale chciał by to właśnie one przebiły się na światło dzienne, zlikwidowały jej społeczne bariery i przegryzły się przez fobię oraz lęki. Gwałtowne uczucia dodawały ikry, a to podniecało go jeszcze bardziej. Jaka jest zabawa w działaniu, gdy nie możesz komuś czegoś odebrać? Czegoś, co druga osoba tak łapczywie broni, a w przypadku Felice były to właśnie jej silna wola i zdrowy rozsądek?
    Cash znał definicje strachu oraz szaleństwa spowodowanego bezsilnością oraz utratą nadziei. Dlatego lubił oglądać materiały zgromadzone na własnych serwerach. Kiedy ostatnia iskierka ducha oraz nadziei umiera w czyiś oczach jest to naprawdę cudowny widok. Albo wolniutkie ograbianie kogoś z wszelkich myśli na ucieczkę i tego, że to co dzieje się w zamkniętym, piwnicznym pomieszczeniu jest snem. Ukrócanie marnych prób ucieczki i karanie ich stokroć bardziej.
    I obserwowanie jak ludzie, którzy jeszcze godzinę temu gotowi byli wydrapać ci oczy poddają się wszystkiemu niczym teatralne lalki na sznureczkach - jęczą kiedy nie powinni, nadstawiają się tobie byś ich pogłaskał oraz pokazał jakikolwiek strzępek ciepła lub zrobił z nimi to na co masz aktualnie ochotę, bo z radością będą ci służyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mmmm, tak...
      Wypuścił mgiełkę dymu z ust, gdy czekał na odpowiedź Felice dotyczącą zmiany miejsca rozmowy. Tutaj nie było ono najlepsze, ale jeśli się uprze by nie zostawać z nim sam na sam... Ha, na pewno tego nie zrobi. Igrał z nią jak tylko mógł, dalej utrzymując to, że jego grzechy rzekomo "zostały wymazane" i nie ma wobec niej żadnych urazów czy planów. Jest po prostu zwykłym mężczyzną dbającym o swój interes, który właśnie lekko się wykruszył. Czy naprawdę był tak niebezpieczny?
      Czy mógł zabawić się dalej w to, że to Senta tworzy urojenia?
      Oczywiście, że mógł.
      Skinął głową, a Felice wyciągnęła notes.
      Uniósł brew do góry, uśmiechając się lekko.
      - Są do twojej dyspozycji, jak zawsze, ale większość z nich jest domach. Jedenasta to nie pora nocnych klubów, a ja w sumie przyszedłem tu tylko by sprawdzić nową tancerkę i uzupełnić papiery - powiedział, jakby prośba wiceszeryf nie wywarła na nim najmniejszego wrażenia i obawy, że dziewczyny coś chlapną. Były na tyle mądre, że wiedziały co jest dla nich bardziej opłacalne - Proszę cię Senta, jeśli mamy do czegoś w tym "śledztwie" dojść to zapisz chociaż poprawnie jej imię. Chyba ty masz na imię Felice, ona przybrała Alice.
      Zaśmiał się cicho, poprawiając na oparciu kanapy i strzepując popiół do stojącej obok popielnicy na cienkiej nóżce.
      Podrapawszy się po brodzie, zastanowił się chwilę nad pytaniem. Nie było sensu kłamać, bo zresztą nie robili niczego zdrożnego przed jej zaginięciem.
      - Alice kończy zmiany koło szóstej i tak się stało pierwszego maja. Widziałem się z nią jednak jeszcze o piętnastej tego samego dnia, bo poprosiła mnie o pomoc w kilku kwestiach i nie chciałem jej odmawiać. Wyszedłem z jej mieszkania po siedemnastej i wszystko wyglądało w porządku, piękna jak zawsze choć trochę zmęczona. Gdy jednak miała się pojawić na zmianę drugiego o dziewiętnastej słuch o niej zaginął. Oczywiście w porządku, mogło jej coś wypaść na "już", ale koło dwudziestej pierwszej trochę mnie to zaniepokoiło. Nie odbierała telefonów, sygnał zanikał jakby kompletnie wyłączyła komórkę. Ze stacjonarnym tak samo. No i do czasu waszej "interwencji" również nie odbierała. Nie mogłem się stąd ruszyć, bo mój menedżer wziął sobie wolne więc nawet nie wiem czy jest na mieszkaniu. Prawda mój błąd, mogłem najpierw sprawdzić, ale mam wrażenie, że jakbym to zrobił dałbym wam bardzo dobry argument pod tytułem "zacieranie potencjalnych śladów".
      Wyrzucił niedopałek i oparł dłonie o zagłówek.
      - Coś jeszcze chcesz wiedzieć, Felice?

      Cash

      Usuń
  36. Prychnął pod nosem rozbawiony.
    - Są, ale w wolnym kraju mam prawo wypowiedzieć własne zdanie, prawda? Nie żyjemy w czasach cenzury.
    Zdawał sobie sprawę jak pracuje policja i jak wielu Baśniowców stoczyło się na samo dno, byleby tylko zawiązać w tym miejscu koniec z końcem, pakując się przez to w coraz bardziej wymyślne problemy. Nie, żeby go to jakoś zbytnio grzało lub mroziło, ale Senta oraz ten zapchlony Bigby mieli pełne ręce roboty. Nie był jedynym w tej dzielnicy.
    Heh, mieliby jeszcze więcej, gdyby morze interesów prowadzonych poza ich czujnymi oczyma wyszło na jaw. No, ale cóż... Na tym one polegają, by nie pchać się przed widok stróżów prawa.
    Kiedy on się tłumaczył, Felice zdawała się całkowicie pochłonięta pisaniem w niewielkim notesie. Nie spojrzała na niego ani razu, nie oderwała wzroku od zgrabnego pisma wypełniającego kartki jakby szukała tam otuchy oraz spokoju nerwów. Cash jednak obserwował ją bardzo uważnie, zwłaszcza gdy zaciskała drobne palce na krawędziach notatnika, mimowolnie reagując na poszczególne słowa. Tajemniczy uśmiech nie schodził mu z ust, naprawdę go to bawiło choć wiedział, że stąpa po bardzo cienkiej linii. Ile to już razy widział, jak strach potrafi w ułamku sekundy zmienić się w dziką i wprost zwierzęcą chęć obrony, coś co dyktują nasze pradawne, pierwotne instynkty. Felice, choć obecnie wydawała się być pełna trwogi, za kilka minut z łatwością mogła wybuchnąć czystą agresją jeśli zbyt mocno naruszy jej "jestestwo". I wykorzystać cały szereg praw nadanych jej przez "urząd", który pełniła.
    Ale czym jest zabawa bez ryzyka i konsekwencji? Ledwo śmieszną, dziecięcą igraszką w którą dorośli mężczyźni już dawno przestali się bawić.
    Przechylił lekko głowę, patrząc na nią niemalże nieszkodliwie i tak, jakby naprawdę szczerze chciał odpowiedzieć na zadane przez nią pytanie. Zastanawiał się, jakie emocje wzbudzała teraz w Sencie Alice. Czy martwiła się o nią? Rozważała hipotezę, że niewinna striptizerka jest jego wspólniczką w zwodniczym interesie jaki prowadził swego czasu w ich baśniowym świecie? Może Alice była jego ulubioną kochanką? Tyle możliwości i tak mało śladów - mmm... Przyjemna zabawa w berka, gdzie żadne z nich nie ma na tyle topowych kart by partię rozegrać szybko i bezboleśnie.
    Uniósł dłoń, by powstrzymać potok słów wychodzący z jej ust.
    - Po kolei, jeeezu... Strzelasz pytaniami jak z karabinu. Zdążę zapomnieć pierwsze nim skończysz zadawać ostatnie i... - odparł, wyciągając z kieszeni telefon, który zaczął dzwonić. Na ekranie wyświetliło się krótkie "Falk".
    Cash zmarszczył brwi, ale odrzucił połączenie z wiadomością: "oddzwonię za chwilę". Czego on chciał, mieli się spotkać dopiero wieczorem.
    Prawda może powiadomił policję, że Alice zaginęła i potrzebował ich pomocy, ale... Interes musiał kręcić się dalej, a nikogo nie będzie obchodziło, że gwiazdeczka "zniknęła i nie może zaspokoić niektórych państwa potrzeb". Owszem, była dobra w tym co robiła i ciężko znaleźć zastępstwo, ale wierzył, że Falk sobie poradzi i porozmawia z interesującymi Casha kandydatkami.
    Z całego ich bogatego portfolio.
    Czyżby napotkał jakieś problemy?
    - Wracając... - schował komórkę, po czym znowu obdarzył Felice wnikliwym spojrzeniem oraz niebanalnym uśmiechem - Naprawdę aż tak nietypowe? Jako mężczyzna nie mam prawa powiedzieć kobiecie, że "jest piękna"? To, że Bigby jest wysuszonym gburem nie znaczy, że ja też. Doprawdy ranisz mnie Senta i traktujesz jak tego złamańca, Georgiego. Lubię komplementować dziewczyny, zwłaszcza jak dobrze sobie radzą, tak jak Alice. Równie dobrze mogę tobie powiedzieć, że naprawdę wyglądasz cudownie po tylu latach rozłąki, ale... Nie chce rozpraszać oficera na służbie.
    Wzruszył ramionami, krzyżując dłonie na szerokiej piersi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Ale konkrety, bo nie przyszłaś słuchać "moich wrażeń". Alice jest tu już od dłuższego czasu, dobrze sobie radzi, przynosi zyski i powiedzmy, że ją "polubiłem" z ciepłą wzajemnością, choć pewnie zinterpretujesz to inaczej. To samotna kobieta w wielkim mieście i czasem potrzebuje pomocy mężczyzny, więc czemu ma się nie zgłosić do kogoś kogo dobrze zna i traktuje jak bliskiego znajomego, zamiast do jakiegoś losowego gnojka? Co do tego, co robiliśmy w te dwie krótkie godzinki... Omawialiśmy jej plany na potencjalną "karierę". Alice od początku była ambitna i nie chciała wiecznie świecić piersiami przed każdym spłukanym gościem, który za występ, coraz bardziej profesjonalny, nic jej nie dawał ponad to co jest tu odgórnie ustalone. Więc dlatego mogłem to być tylko ja. W końcu nadal jest moją pracownicą, a ma na tyle taktu, że nie odeszła bez słowa.
      Spojrzał w bok, znowu się uśmiechając.
      - Cóż... W sumie teraz tak jakby "zniknęła bez słowa" - spojrzał na zegarek. Musiał oddzwonić do Falka do dziesięciu minut, żeby ten nie zaczął robić rzeczy po swojemu, jak na tego "bardziej szalonego" z rodzeństwa przystało - Masz jeszcze jakieś wątpliwości lub pytania w związku z tym co powiedziałem?

      Cash

      Usuń
  37. [Przepraszam za tak długą zwłokę. Miałam małe problemy poza blogiem. Ale już się ogarniam i biorę za obiecane wątki.]

    Owen

    OdpowiedzUsuń
  38. Uśmiechnął się na słowa Felice. Był przekonany o tym, że jeśli dotrzyma słowa, to będzie mógł jej to do końca urzędowania wypominać. W końcu niektórzy zastępcy byli krócej inni dłużej. Jedni byli ciapami, drudzy byli…zbyt krwawymi hrabiami, których należało się możliwie jak najszybciej pozbyć. Jak najszybciej zrzucić ze stołka władzy.
    Chociaż Felice nie wyglądała na taką, która szybko odpuści. Will przypuszczał, że będzie tak długo piastować urząd wice szeryfa, jak tylko będzie mogła. W końcu nie wyglądała (przynajmniej w mniemaniu Willa) na osobę, która szybko z czegoś rezygnuje. Chociaż pewien hrabia, też nie rezygnuje ze wszystkiego tak szybko, ale jednak po pół roku skończył urzędowanie na tej samej funkcji. Wiadome jednak było, że hrabi pozbyto się odgórnie.
    — Trzymam za słowo. A jeśli się tak nie stanie to osobiście poskarżę się burmistrzowi – powiedział pewnym siebie głosem.
    Usiadł na tylnym siedzeniu w samochodzie i wpatrywał się w miasto, przez lekko przyciemnianą szybę radiowozu. Fabletown w nocy było całkiem ładne. Może jakoś nie szczególnie rzucało na kolana bardziej wysublimowane gusty, ale jednak Willowi się tutaj podobało. Nie ukrywał, że z początku te wygody były dla niego niesamowite. Te udogodnienia, telefony, internet… Chociaż zanim przybył do tego miasta to tego nie było. Nie było internetu, nie było takich zabezpieczeń systemowych. Było zdecydowanie łatwiej…przynajmniej dla takiego złodzieja z lasu.
    Nieco zmierzwił swoje włosy, kajdanki nieco zabrzęczały trzy ruchach dłoni, ale nie przejmował się tym. Właściwie to niczym się nie przejmował. W swoim mieszkaniu nie trzymał rzeczy dopiero co skradzionych. Miał za to stare „pamiątki rodzinne”. Stare skradzione rzeczy, które zdecydował sobie zostawić, były w jego mieszkaniu.
    — Tak właściwie to poprawiło się coś w areszcie od mojej ostatniej wizyty? – zapytał z czystej ciekawości. – Nieco ponad dziesięć lat wstecz to było jakieś łóżko z poprzedniego wieku, zepsuta, popękana i brudna umywalka… i chyba jakaś goła żarówka zwisająca na izolowanym kablu – odpowiedział. Od swojego wyjścia z więzienia jeszcze nie gościł w areszcie. Myślał, że jakoś uda mu się tego nie powtarzać. Chociaż jedna nocka w areszcie była niczym w porównaniu do kilku lat odsiadki. W pudle było zdecydowanie gorzej. Jeszcze jak sobie przypomni jednego strażnika to włosy mu się na karku jeżyły niemalże natychmiast. Jednak nikt nie musiał o tym wiedzieć…przynajmniej na razie. Bo Will nie wykluczał, że wcześniej czy później większość się dowie jak to było z tym więzieniem.
    — Że się tak zapytam jeszcze o jedną rzecz. Ile zamierza pani wice szeryf piastować to stanowisko? – uniósł brwi w oczekiwaniu na odpowiedź. Ciekawiło go to lekko. Poza tym, może gdyby coś to uśmiechnąłby się do takiego jednego i takiego drugiego, no i ktoś mógłby napisać jakąś skargę, ewentualnie zażalenie na Flechter. – Tak tylko z ciekawości pytam… - dodał ciszej.

    Will

    OdpowiedzUsuń
  39. [ Właściwie dwie ostatnie opcje odpowiadałyby mi najbardziej. Lex bywa postrzelony ale ma duże możliwości i tak na prawdę przysługi u niego są bardzo tanie.
    Zatem może wątek z Felice? ]

    Alexander

    OdpowiedzUsuń
  40. [Ok, no to tak: Harley proponuje Fel, żeby ta zajrzała do Moonriver + mówi jej o tym, że kręci się tam Lucy. Felice mogłaby wcześniej nie wiedzieć, że jej dawna znajoma tam pracuje, ale oczywiście udałaby się na miejsce. W sumie, można nawet uznać, że Lucy znała się z Harleyem, bo w takich miejscach każdy zna każdego – więc tu możemy nawet sobie potem zaczepić o to, że Felice będzie podpytywała Crale o Harlsa :)
    Dalej. Przyszło mi jeszcze do głowy coś takiego:
    1. Felice przychodzi do klubu, wita się z Lucy, a ta patrzy na nią dość zaskoczona, bo przecież byłaś tu godzinę temu! - i możemy sobie zrobić w wątku taki mindfuck, że same nie będą wiedziały, kto kim jest, bo osoba, która jest za wszystko odpowiedzialna ciągle zmienia wygląd i w pewnym momencie, z jakiegoś powodu mogła też przybrać wygląd Fel i ubiec ją w „przesłuchaniu” Lucy.
    2. Po spotkaniu w klubie mogły dojść do dwóch wniosków. Po pierwsze – oczywiście nielegalne glamoury, po drugie – ktoś zmiennokształtny. I tu mogą się razem udać do Bufkina, który w Bibliotece Woodlands trzyma Księgę Baśniowych Krain, w których opisane są (no, powiedzmy…) wszystkie postacie. Żeby Felice chciała zabrać ze sobą Lucy, możemy znać, że nimfa zna się z małpką dość dobrze, bo czasem korzysta z portali (dostaje przepustki dzięki tatusiowi xD), a przy okazji wie, jaki alkohol dla przekupstwa przynieść Bufkinowi :D
    Możemy połączyć te wszystkie pomysły, a więc najpierw udałyby się do Biblioteki (i kogoś tam z tej Księdze znalazły), a potem poszperać w sprawie z nielegalnym glamourem.
    Daj znać, czy coś takiego by ci odpowiadało. Resztę możemy ogarniać sobie już podczas pisania ;)]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  41. [No hejo hej! Jako współpracownik wpadam po wątek, którego nie może zabraknąć. ;)
    Na początku, cieszę się że jednak myśliwy jakoś się przyjął. Rzeczywiście nie jest on taki jak w TWAU, ale tu już musiałam trzymać się mniej więcej wizji autora od którego brałam mojego nieszczęsnego myśliwego. :D
    No więc co by tu między nimi wymyślić, hym? Skoro łączy ich praca (i chyba tylko to), to dobrze by było wpakować tę dwójkę w coś w godzinach roboczych. A tutaj raczej mamy duże pole do popisu. Petyr może dostać od Felice gruby arkusz dokumentów do przejrzenia aby pomóc w śledztwie, albo nawet sam może towarzyszyć jej w jakiejś sprawie, ponieważ Bigby nie miał za bardzo czasu dołączyć do własnej zastępczyni. To w co idziemy? c:]

    Petyr

    OdpowiedzUsuń
  42. [Właśnie wchodzę sobie w powiązania ludzi i dochodzę do wniosku, że Bigby to jednak taki trochę protagonista oberwany z wartości przez innych ludzi. Nawet współpracownicy mu nie ufają. Choć przyznam szczerze, ze z KP Felice i z historią Bigby'ego ta relacja jest skazana na trudy komunikacji. Nie chciałabym rzucać banalnymi pomysłami, które opierałyby się na samej pracy, więc chwilowo wstrzymam się z proponowaniem scenariusza gry i najpierw zapytam: może Ty masz jakiś pomysł, który nie zanudziłby nas od wstępu?

    PS. Czemu wszyscy tutaj mają takie ładne opisy postaci? :)]

    Bigby Wolf

    OdpowiedzUsuń
  43. [To totalnie źle to zinterpretowałam, ale też w dużej mierze kierowałam się opisem z KP. „Nie potrafi zaakceptować wad”, a przecież Bigby ma ich mnóstwo. „Nie potrafi przymknąć oka”, a szeryf swoje za uszami ma. „Nie potrafi zrozumieć”, no do tego to akurat przywykł, bo nikt go nie rozumie.
    W każdym razie po twoich wyjaśnieniach już mi się rozjaśniło w głowie i faktycznie ma to większy sens. A co do wątku to możemy pójść w tym kierunku , tylko musiałabyś mi podpowiedzieć jakie było rozwiązanie tej sprawy, bo zupełnie nie wiem o co chodzi z tą mumią. Swoją drogą Bigby pewnie traktowałby ją dość pobłażliwie na początku, więc możemy zacząć od tego, że bardzo niechętnie brałby ją do tej sprawy. No ale z drugiej strony pewnie chciałby ją sprawdzić.
    Powinnam zacząć, czy Ty chcesz to zrobić? Przyznam szczerze, że mam już z dwa zaczęcia na swoim karku, ale jeśli będzie to konieczne, mogę dolutować sobie kolejne, hah.]

    Bigby

    OdpowiedzUsuń
  44. [Nie chciałam wpływać na Twój zamysł, bo wiem, że niektórzy wolą pisać według założonego planu, ale skoro to była tylko propozycja zaczęcia to jak najbardziej możemy rozłożyć siły na dwie osoby w jej rozwijaniu :). Co prawda tak nie bardzo czuję tę mumię, ale w zasadzie może nawet wykorzystam to w wątku - Bigby też tej sprawy nie będzie czuł, albo będzie ją czuł za mocno ze swoimi wyczulonymi zmysłami, więc powinno być zabawnie. Jestem już po egzaminie, które spędzał mi sen z powiek także może nawet uda mi się dzisiaj zacząć nasz wątek. :)]

    Bigby

    OdpowiedzUsuń
  45. [No jak widać jednak nie udało mi się zgodnie z planem zacząć wcześniej, ale nadrabiam zaległości, więc mam nadzieję, że nie ostudziłam chęci pisania swoim nieogarnięciem. Obiecuję też poprawę i przede wszystkim — zaangażowanie w wątek. A mumią się nie przejmuj. Mój brak przekonania wykorzystam na plus. Będzie to jakiś punkt zaczepienia przy nastawieniu Bigby’ego do sprawy.]

    Jedną z niewielu zalet pochodzenia ze społecznego marginesu jest swoboda decydowania o samym sobie. W rzeczywistości, im lepiej poznawał świat, tym lepiej rozumiał, że nie jest to wolność, a raczej konieczność. Był pierwszą i jedyną osobą, która odpowiadała za swoje życiowe wybory. Również ostatnią, którą one interesowały. Gdyby rzeczywistość malowała się w innych barwach, być może dostrzegliby w nim coś ponad wizerunek zawszonego przez przeszłość kundla, a skoro tak się nie działo, na nowo uczył się przezwyciężania prawa ciążenia, co oznaczało, że każdy cios wymierzony w jego dumę i upadek moralny z tym związany traktował jako skutek uboczny szeryfowania. Wbrew naturalnej chęci odwetu za nieprzychylność mieszkańców, sięgał więc do ostatnich pokładów cierpliwości, chamstwo niwelując wyuczonym sobie opanowaniem. Czasem jednak i to nie wystarczało. Wyżyny wilczego spokoju miały swoje granice. W takich momentach po prostu się ulatniał — z gabinetu, z wnętrza ratusza, spod krytycznych spojrzeń dzielnicy Baśniowców.
    Wsparty o chłodną ścianę budynku, tuż za kolumną, był ledwie dostrzegalny. Zarys sylwetki ginął w ciemnościach pod gwiazdami, a szelest koszuli, który towarzyszył mu z każdym pociągnięciem fajki, niknął pod miejskim warkotem silników. W milczeniu, z papierosem wetkniętym między spierzchnięte usta, łatwo było skryć się przed wiedźmami. Minęło już paręnaście godzin od oficjalnego końca jego zmiany, a wizyty czarodziejów z trzynastego piętra wciąż trwały, co wskazywało na to, że sprawa z tajemniczym artykułem dla niektórych wciąż była świeża. Do tego wszystkiego rozwiązana niedostatecznie szybko i niedostatecznie sprawnie, co wiązało się z licznymi skargami. Wieczorna czerń, rozpościerająca śmiało ramiona w zajmowanej przez niego ulicy, zakrawała o jedynego sojusznika. Zacieniała postać Bigby’ego na tyle mocno, że przypadkowi przechodnie z pewnością nie zwróciliby na niego uwagi. Tylko rozżarzona końcówka papierosa zdradzała jego położenie, generując tlące się nieśmiało światełko, dodatkowo rozmyte przez gęstą chmurę dymu. Dymu, za której fasadą znalazła się nagle dobrze znana mu kobieta. Felice Fletcher.
    — Wciąż czekam na noc bez rewelacji... — rzucił niegłośno, choć przy braku jakichkolwiek innych osób w otoczeniu miała pewność, że zwraca się do niej. Nawet przy fakcie, że mówił cicho i pomimo tego, że oczy zerkały na rękę. Chwilę temu, w momencie wypowiadania zdania, zadrżała niespodziewanie, gdy w akompaniamencie niskiego głosu, w kieszeni jeansów zawibrował telefon.
    — A więc mumia, huh?
    Zerknąwszy na telefon, wiedział już po co przyszła tak więc kwestia obecności panny Fletcher szybko się rozwiązała, a nastawienie wilczka do sprawy najlepiej obrazowały dalsze dwie minuty. Upuszczony niedopałek przydeptany podeszwą ciężkiego obuwia, przenikliwe spojrzenie jasnych oczu skierowanych wprost na kobietę i delikatne, ledwie słyszalne westchnienie, zapewne zupełnie niewidoczne, gdyby nie ostatnia dawka dymu, wypuszczona przy tej okazji z płuc.
    — Jak to jest, że zawsze wiesz przede mną, Felice?

    Bigby

    OdpowiedzUsuń
  46. — O! To coś nowego! To nasz szeryf potrafi pisać? No proszę…a ja myślałem, że on to odcisk łapy da – zażartował z tego wszystkiego. Doskonale o tym wiedział, że był to żart złośliwy, a nawet mogłoby to zahaczać o obrazę funkcjonariusza na służbie. Jednak średnio go to w tej chwili interesowało. W ich przypadku byłoby to słowo przeciw słowu…jednak mimo wszystko wydawało mu się, że i tak prędzej uwierzyliby Felice jak jemu.
    — Ta…jasne… Czyli nic od ponad dziesięciu lat się nie zmieniło? – zapytał rozbawiony. Mógł się tego spodziewać. – Kurcze…widzę, że tutaj zmiany są niczym w służbie zdrowia w Kenii. Wcześniej miali poplamione prześcieradła, a teraz proszę! Prześcieradła są czyste…tylko nie domyślili się jeszcze tamtejsi lekarze, że należy zadbać także o higienę pracy – westchnął. – Postęp technologiczny w Fabletown, jak widzę to kwitnie – zdanie aż ociekało ironią i sarkazmem.
    Kartę stałego klienta przemilczał. Nie watro było, w końcu z tego co mu się wydawało, to był zdecydowanie dłużej w świecie doczesnych niż ona. Wiedział więcej, słyszał więcej…czuł się nawet lepiej w towarzystwie doczesnych, niż w towarzystwie baśniowców. Sam do końca nie potrafił tego wytłumaczyć, może po prostu lubił tą ludzką naiwność? Albo przez to, że dla nich po prostu był Willardem Scarlet? A nie Willem Szkarłatnym, towarzyszem Robin Hooda?
    — Ja się z gwałcicielami, mordercami i złodziejami nie zadaję – prychnął. Gdyby mógł to pewnie skrzyżowałby ręce na piersi i odwrócił głowę. Teraz to tylko lekko odwrócił głowę w geście tego, że jest obrażony. Może nawet nie tyle co obrażony ile oburzony tym faktem. Z kim jak z kim ale z mordercami i gwałcicielami to się nie zadawał.
    — Ale może wiem kto się zadaje? – zapytał i spojrzał na nią. – Może wiem kto spotyka się ze złodziejem? Albo z pewnym mordercom? – uśmiechnął się szyderczo w jej kierunku. – Może wiem, też coś więcej? Na przykład to, że pewien biznesmen spotyka się z właścicielem jednego z tutejszych klubów? – z największą przyjemnością założyłby teraz nogę na nogę, ale niestety przednie siedzenie ograniczało jego ruchy.

    Will

    OdpowiedzUsuń
  47. [Wybaczam :D
    Miałyśmy ustalić do końca naszą kryminalną sprawę, ale nie odpisałaś mi jeszcze xD U Miyu ja miałam zacząć, ale już nie zdążyłam :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Ewentualnie, możemy pomyśleć o wątku z Medeą i zostawić Fel na razie :D Zależy, kim miałabyś ochotę popisać ;)]

      Usuń
  48. Dla niego król Cole był słabym burmistrzem. Szczerze powiedziawszy to widziałby kogoś innego w roli człowieka, który opiekuje się i zarządza Fabletown. Innego przedstawiciela wśród władz miejskich. Kogoś kto potrafiłby chwycić ich wszystkich za mordy. Chociaż z drugiej strony obawiał się tego, bo mogłoby się okazać, że dla takich jak on nie byłoby miejsca. Musiałby się wynieść, choćby i kilka ulic dalej, gdzie kończy się Fabletown.
    Poczekał aż ktoś otworzy mu drzwi i będzie mógł wysiąść. Oczywiście nie zamierzał uciekać, bo ze skutymi rękami raczej daleko by nie uciekł. Poza tym tylko winni uciekają. Niby miał ten odruch ucieczki, ale starał się nad tym panować. Niektórzy na dźwięk słowa „policja” już uciekali i mieli pełne gacie. On nie. On starał się zachować zimną krew.
    Przeszedł przodem do środka apartamentowca Woodlands. Stanął na środku holu i rozejrzał się po nim. Stróż jak zwykle spał (albo i udawał), kilka kluczy wisiało na tablicy za nim. Mały monitor pokazywał obraz z kamer. Wszystko tak jak zapamiętał.
    — Jakieś przemeblowanie miało miejsce podczas mojej nieobecności? – zapytał na wszelki wypadek. – Areszt może przenieśliście, albo…biuro zastępcy szeryfa? Cokolwiek? – spojrzał wyczekująco. Teoretycznie mógł od razu udać się do aresztu, ale skąd miał mieć pewność, gdzie najpierw zechcą go zabrać?
    — Tak w ogóle to gdzie najpierw mam iść? – zapytał. – Od razu areszt i przepisowe czterdzieści osiem? Czy może najpierw jakieś zeznania? – aż go korciło żeby podnieść głos, że niewinnego człowieka aresztowali i z łóżka wyciągnęli. W sumie mógł nie otwierać, tylko założyć zatyczki do uszu i udawać że go nie ma.

    Will

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.