sobota, 25 marca 2017

Baby, let's go home

Uwaga!
Trema występuje chyba zazwyczaj przy przemówieniach publicznych, ale mnie dopadła przy publikowaniu tego czegoś, co zaraz przeczytacie. Lojalnie ostrzegam, że jest to moja pierwsza notka fabularna w życiu, no ale jak pierwsze razy, to najlepiej na Fable. ;-; (przepraszam wszystkich, którym nasunęły się teraz jakieś skojarzenia)
Brakuje chyba ładu i składu, napisane pod wpływem niespodziewanego nagromadzenia weny, której nie mam jak spożytkować, no i pewnej piosenki. Bardzo proszę mnie nie jeść, starałem się jak mogłem. ;-; No i kiedyś chyba trzeba "zadebiutować" z notkami, no nie? Do odważnych świat należy, czy jakoś tak.
Przy okazji bardzo dziękuję kochanej Annie, która na bieżąco czytała i zwracała uwagę na wszelkie dziwactwa, typu urwane w połowie słowo. ;-;
No, to ten, zapraszam do lektury.
PS. Nie ma tu żadnych zboczeństw i innych rzeczy w tym stylu, których można się po mnie zazwyczaj spodziewać.

— Ogłaszam was mężem i żoną.
Pan Burton. Pani Burton. Pan i Pani Burton. Dwa kawałki układanki, idealnie do siebie dopasowane. Stanowiący jedność, prawie jak doktor Jekyll i pan Hyde. Nierozłączni. Kobieta ze świata doczesnych i ludzkie wcielenie Ammita. Piękna, która pokochała Bestię, a raczej potwora. Stwór, który oddałby każdą chwilę wieczności, byle tylko móc być z panią swego zastygłego serca. Oboje głęboko wierzyli w to, że pewnego dnia uda mu się rozwiać czarne chmury, nieustannie nawiedzające jej głowę i prowadzące myśli w jednym, złym kierunku. Upierali się przy tym, że miłość, taka bezgraniczna, jest odpowiedzią na wszystkie pytania i rozwiązaniem problemu, współcześnie zwanego schizofrenią paranoidalną. Ona miała swój świat, a jemu udało się wspiąć na wysokie mury nieufności i skoczyć w dół, na niestabilny grunt, dostać się do jej życia i zostać w nim tak długo, jak mu na to pozwoliła.

Raz. Dwa. Trzy. Oddychaj.

Mieszkali w Nowym Orleanie, ale zgiełk wielkiego miasta bywał przytłaczający, co wpływało niekorzystnie szczególnie na nią. Szwendała się po małym mieszkaniu, nie potrafiła znaleźć sobie miejsca. Czasami bezsilność sprawiała, że zaczynała rwać włosy z głowy. A on zawsze był obok. Szczelnie otulał szerokimi ramionami i nie puszczał, dopóki nie ucichła, nie zasnęła, lekko przez niego kołysana. Całował wtedy czoło, pokryte drobnymi kroplami potu, a swoje objęcia zastępował jasnoniebieskim kocem. Układał ją na łóżku, siadał na parapecie i po prostu obserwował z uwagą każdy szczegół. Kasztanowe, sięgające do ramion włosy, które zawsze pachniały świeżością. Długie rzęsy, fioletowe cienie pod oczami, pełne usta, drobny pieprzyk pod dolną wargą. Mógł śmiało powiedzieć, że znał jej ciało na pamięć i nawet chyba ona sama nigdy nie przywiązywała do tego aż tak dużej uwagi. 

I oczy. Niebieskie, prawie jak woda w oceanie, nad który kiedyś się wybrali. Oczy, w których zawsze widoczna była miłość.

Pogarszało się. Z dnia na dzień coraz częściej traciła nad sobą kontrolę, odcinała się od świata rzeczywistego i zagłębiała w ten, w którym była tylko ona i głosy, zwidy, urojenia. W chwilach świadomości odmawiała pomocy i uspokajała wszystkich. Twierdziła, że to tylko chwilowe i nie ma nawet najmniejszych powodów do obaw. „Za kilka dni będzie lepiej”, drobna, blada dłoń zawsze odnajdywała drogę do jego policzka, gdy wypowiadała te słowa. Głaskanie, które miało być uspokajające, sprawiało jedynie, że czuł się coraz bardziej bezradny i nie wiedział już, gdzie szukać pomocy. Miał wrażenie, że nikt nie będzie w stanie jej pomóc. Lekarze, pod których skrzydłami znajdowała się do tej pory, zaczęli bezsilnie wzruszać ramionami, wypisując przy tym kolejne recepty i polecając nowe leki. Widział, jak powoli ulatuje z niej siła, do tej pory pomagająca jakoś dawać sobie radę z chorobą. 

A razem z siłą ulatywało życie. 

Rzadko pozwalali sobie na spontaniczność, a szczególnie on. Był raczej zorganizowany, musiał mieć wszystko zaplanowane i zmiana wcześniejszych ustaleń rzadko wchodziła w grę. Sytuacja wymagała jednak dostosowania się. Gdy spała, szybko zapakował do walizki najpotrzebniejsze rzeczy. Trochę ubrań, książkę, którą zawsze trzymała na szafce nocnej, kosmetyki. Lubiła o siebie dbać, mimo że rzadko kiedy miała ku temu okazję. Musieli się wyrwać, chociaż na kilka dni odciąć od otoczenia, w którym przebywali na co dzień. Po prostu zapomnieć i pobyć sam na sam. Bez kontaktu ze światem zewnętrznym. Nie znał się na medycynie, psychiatrii, ale głęboko wierzył, że to w jakimś stopniu pomoże. 

Że chociaż przez chwilę będzie lepiej.

Zabrał ją na wieś, do małej, drewnianej chatki, którą wynajął od znajomego. Dookoła były tylko pola, a w nocy światła miasta nie przesłaniały gwiazd. Tutaj świeciły jasno i były doskonale widoczne. Oglądali je co wieczór, aż do końca pobytu. Ona nie wiedziała jednak, że gdy tylko przymykała na chwilę oczy, to cała jego uwaga skupiała się na niej. Wycieńczona, zmęczona, ale znowu zaczęła się uśmiechać. I była najpiękniejszym, co widział w życiu. Nie zamieniłby jej na nikogo innego. Każdy cal twarzy kobiety znał na pamięć, więc wodził tylko opuszkami palców po delikatnej skórze, starając się zachować resztki optymizmu. Przez te kilka dni znowu była taka, jak na początku, a przynajmniej bliższa tamtemu stanowi niż kiedykolwiek wcześniej. Dało się w niej dostrzec to światło, które nieubłaganie gasło.

Z każdym dniem coraz bardziej.

— Będziemy razem już zawsze. — powiedziała pewnego wieczora, kiedy siedzieli na sofie, otoczeni stertą albumów. Każde zdjęcie było cennym wspomnieniem, a oni starali się pielęgnować wspomnienia, żeby na zawsze zatrzymać je nie tylko na papierze, ale też w głowie. W sercu.
— Wiem. — tylko tyle, cała jego odpowiedź zmieściła się w jednym, krótkim słowie. Bardzo chciał, żeby miała rację. Życie z nią było wszystkim, czego pragnął, bo dopiero przy niej zaczął dostrzegać zalety ludzkiej egzystencji i w pełni ją doceniać, nawet jeśli nie zawsze było kolorowo i szczęśliwie. Wiedział, że czasami musi być smutno i czarno, że po każdej złej chwili przychodzi jakaś dobra.

A może nie po każdej?

Miesiąc później posypał się świat, który znał do tej pory, i do którego był przywiązany. Po obiedzie wyszedł z domu. Sam. Był to jeden, jedyny raz, kiedy zostawił ją samą, nie wziął jej ze sobą. Ale ona też tego chciała — chwili samotności. Twierdziła, że udowodni mu, że umie sama o siebie zadbać, i że nie potrzebuje całodobowej opieki. 

Jeden raz, który kosztował wiele.

Wrócił, od progu wołając jej imię. Odpowiedziała cisza. Sama nie wyszłaby z domu. Szybkie oględziny mieszkania. Dalej ani śladu. I właśnie wtedy dostrzegł coś, co jasno wskazywało, gdzie ją znajdzie. Łazienka. I zamknięte drzwi. Od środka. Na szczęście miał wystarczająco siły, żeby wyważyć je kilkoma solidnymi ciosami.

A ile siły potrzeba, żeby się pozbierać?

Rzeźnia. Szeroka wanna, w której tak często się razem kąpali, teraz przypominała pełen krwi basen. Z jednym, bladym topielcem w środku. Świat na krótką chwilę stanął, po czym w sekundzie runął, przygniatając go całym swoim ciężarem. Do dzisiaj nie jest w stanie sobie przypomnieć, co dokładnie stało się potem. Chyba wezwał pogotowie, a może zawołał starszą sąsiadkę, i to ona to zrobiła? Wie jednak, że przyłożył lodowatą dłoń do policzka, dokładnie tak samo, jak zrobiłaby to ona. Do dzisiaj czuje na sobie ten dotyk. Dotyk, który zakończył najważniejszą część jego życia. Już nikt nigdy nie dotknie go w ten sposób.

Nie pozwoli na to. 
Koniec, dziękuję za uwagę, kocham wszystkich. ;-;

7 komentarzy:

  1. [jest dobrze, co mowisz, baaa nawet lepiej skoro plakac mi sie chce ;)
    W pozytywnym znaczeniu oczywiscie - debiut ci sie udal ;) Moge o autograf prosic? Zanim zrobia to inni.... ^__^ Ja taka biedna i samotna jakby siebie tu opisywala. ;)]

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  2. Notka jest po prostu genialna. Fenomenalny debiut! Jedno z lepszych opowiadań o miłości jakie czytałem, przepiękne, smutne - jak dla mnie majstersztyk. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Twoja pierwsza notka, a ja po raz pierwszy czytam notkę (jeszcze nie bardzo wiem o co chodzi) i bardzo mi się podoba. Widać, że masz lekkie pióro i sprawia ci to przyjemność. Szkoda tylko twojego pana, bo stracił ukochaną, a jak wiemy złamane serduszko niełatwo się goi. Szklaneczka whisky jednak pomaga na chwilę zapomnieć i jeśli Gareth będzie potrzebował przyjaciela, może liczyć na Daniela :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwsza? Naprawdę pierwsza notka? Jeśli tak, to naprawdę gratuluję! Po pierwsze odwagi, której trzeba do zrobienia tego pierwszego kroku, a po drugie samej notki. Jest bardzo klimatyczna. Nie ma tu nic dodanego na siłę, jest tyle, ile być powinno. Choć chętnie przeczytałabym coś dłuższego, bo to naprawdę kawał dobrej roboty. I ta historia. Tak gorzka i smutna. Znam ten klimat aż za dobrze, bo sama się w takich historiach lubuję. Więc ode mnie jak najbardziej wielki plusik.
    Sama forma notki też mi się bardzo podoba. Nie jestem w stanie do niczego się przyczepić, naprawdę <3
    Raz jeszcze gratulacje debiutu, wielkie brawa za stworzenie tego cuda. Oby więcej notek twojego autorstwa! <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Powaliłeś mnie tą notką! Poważnie! Przyznaję rację Zuz, że trochę za krótka, bo chętnie przeczytałabym coś więcej, ale jak na pierwsze opowiadanie w twoim życiu, jestem naprawdę pod ogromnym wrażeniem :D Nie wiem, co te smutne notki w sobie mają, ale chyba takie właśnie czyta się najprzyjemniej.
    Oby Burton odnalazł nową miłość życia <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyznam szczerze, że jak na pierwszą notkę w Twojej karierze, to jest świetnie. Mogłaby być trochę dłuższa, bo odczuwam lekki niedosyt wszystkiego :)
    Ale naprawdę, świetne opowiadanie ci wyszło Burtonie :D Lucek jest z ciebie dumny.
    Jeśli nasz mityczny Ammit będzie miał doła to zapraszam do Lucyferka, toż to taki wesoły diabełek, że rozrusza Garetha :D Gratuluję debiutu literackiego :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Mój dziabąg taki zdolny! <3 Dumna jestem z Twojego cudownego debiutu! :)
    Normalnie chwytasz mnie za serducho, aż mam chęć Cię przytulić (i Burtonka też). I tak oto jedną krótką notką opisałeś piękniejszą historię miłosną niż we wszystkich romansach razem wziętych. Prawie się wzruszyłam, a to mi się nie zdarza! Rozczulam się i w ogóle. <3

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.