poniedziałek, 16 stycznia 2017

Keep the streets empty for me

Josephine Redhood
                                                     • znana również jako  Czerwony Kapturek
                                                                   • właścicielka schroniska i lecznicy dla zwierząt

Mawia się, że potknięcia są rzeczą ludzką, przeto każdemu z nas przysługuje przywilej popełniania błędów. Skoro pomyłki są ludzkie, to znaczy, że nie tyczą się Boga. Bóg jest nieomylny. Bywa jednak, że wbrew ogólnie panującej opinii podważasz jego autorytet, zastanawiając się, czy podejmowane przez niego decyzje są słuszne. Powątpiewasz w boskie racje, pochylając się nad zimnym kamieniem, pod którym na wieki spoczywać będzie najbliższa Ci osoba, a wraz z nią wszystkie Twoje nadzieje, marzenia i plany. Dotknięta poczuciem straty przeklinasz los, a w tym także najwyższy majestat, bo jedyne, co teraz potrafisz, to rozpatrywać wszystko, co Cię spotyka w kategoriach krzywdy i niesprawiedliwości.
Chociaż trudno to sobie wyobrazić, istnieje coś gorszego od śmierci. Jest coś straszniejszego od końca, który jest tylko kwestią czasu i który, choć wstrząsa za każdym razem, zaskakuje nas tylko wówczas, gdy przychodzi gwałtownie lub o wiele za szybko. Gorsza od śmierci jest samotność. To ona wywabia z życia kolory, to ona otacza piersi jak cierń, to ona mrozi Cię do głębi, obezwładnia Twoje członki. Za dnia możesz walczyć, zatracając się w na tysiące lepszych i gorszych sposobów, ale po zmroku stajesz się wobec niej bezbronna niczym pachnący mlekiem noworodek. Każdej nocy zakrada się do łóżka i jak odtrącona kochanka natarczywie orze Ci plecy pazurami, nie pozwalając na sen. Sprawia, że płoniesz żywym ogniem, który obłaskawia tylko wspomnienie Jego barytonu.
Czas nie wyleczy tych ran. Będą otwierać się na nowo, na nowo i na nowo. Jątrzyć, jątrzyć i jątrzyć. Nie zasklepią się nigdy, nie, dopóki tkwią w nich odłamki nadziei. W końcu nadzieja umiera ostatnia. Nadzieja matką głupich, jak to powiadają, nic więc dziwnego, że wypchano Cię nią po brzegi. Masz coraz mniej sił, by się opierać, więc ulegasz. Bez Niego jesteś słaba. Nie próbujesz czuć, nie próbujesz żyć, po prostu jesteś i nie przestajesz być, bo wierzysz, że pewnego dnia znów będzie Ci dane zatopić jasne palce w Jego gęstej, ciemnej szczecinie. Nic na to nie wskazuje, ale egzystujesz, bo wciąż masz wiarę. Jest w Tobie każdej nieprzespanej nocy, w każdym oddanym przestrzeni oddechu, w drżących, znerwicowanych dłoniach, w każdym przedmiocie i stworzeniu.

***
Odsłonięte skrawki skóry drżą w chłodzie wieczora, kiedy bosa siadasz w oknie dwunastego piętra. Zdajesz się jednak nie przywiązywać uwagi do przejmującego chłodu, mimo, że Twoje ciało okala jedynie cienki muślin. Wiatr przemykający między budynkami, odbijający się od ścian wieżowców sprawia, że jedwabny materiał opina się na Tobie i niesfornie plącze się między udami, nie pozostawiając zbyt wiele dla wyobraźni. Ten fakt również Ci nie przeszkadza. Ludzie pod Tobą Cię nie zauważą, a brat oddał się już objęciom snu. Spoglądasz w górę, łagodnym ruchem dłoni odciągając pszeniczne kosmyki włosów od wysmaganej zimnym powietrzem twarzyczki. Nie myślisz o tym, żeby skoczyć, choć osoba postronna mogłaby Cię o to podejrzewać. Zwyczajnie usiłujesz być bliżej nieba, mimo, że nawet niebo nie wygląda tutaj tak samo. Pragniesz być bliżej natury, tak blisko, jak tylko możesz być w tej betonowej dżungli. Wiesz, że gdzieś tam są gwiazdy, a mimo to nie potrafisz ich dostrzec, co wprawia Cię w przygnębienie.
Boisz się tego świata. Głośnych, warczących karet na gumowych kołach, natarczywych świateł i wszędobylskiego hałasu. Jedyne, co Cię uspokaja, to obecność brata i księżyc. Wypatrujesz więc usilnie jego srebrnej tarczy, a kiedy wreszcie Ci się uda, odnosisz złudne wrażenie, że odzyskałaś cząstkę dawnego domu. Jednocześnie coś w Tobie ulega rozpadowi - czujesz ból, bo wiesz, że już nigdy tam nie wrócisz. I masz ochotę wyć, wyć jak wilk do księżyca, z nadzieją, że być może i On usłyszy Twój lament, śpiew bliski wilczemu sercu, które kiedyś miałaś okazję trzymać w dłoniach. 



Czekamy na naszego wilka, na wizerunku cudowna Amanda Seyfried, w tytule Fever Ray, w cytatach ukryta niespodzianka.
Reszta bezapelacyjnie należy do nas. Jesteśmy jak otwarta księga, nie mamy nic do ukrycia.

11 komentarzy:

  1. [ W końcu mogę oficjalnie powitać własną siostrę w naszym gronie! :D Kochana, dużo weny, ciekawych wątków, których tu nie brak, powodzenia z Wilczkiem, no i mnóstwa powiązań. Z niecierpliwością czekam na nasz wątek! :) ]

    Brat

    OdpowiedzUsuń
  2. [Nie zgadzam się, bycie singlem jest super!
    Cześć już tak oficjalnie, mam nadzieję, że nikt cię nie zje i wraz z wilczkiem zaopiekujecie się własną watahą. :)
    A karta cudna. <3]

    Wendy i Izolda

    OdpowiedzUsuń
  3. [oh juz ja lubie ;)
    Sama singlem jestem wiec wiesz xD zaluzmy klub ;)
    Karta fajna i przyjemna - duzo watkow i powiazan ;)]

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  4. [Podglądałam KP na bieżąco i powiem jedno - kapitalna. <3
    Baw się dobrze, zwłaszcza z wilczkiem, i bez obaw. Obiecuję, że Cię nie zjem!
    Życzę dużo wątków, weny i jak najwięcej pięknych szczeniaczków. <3]

    Drake, zły smok

    OdpowiedzUsuń
  5. [(Aaaaaaaa, piszę to drugi raz.)
    Czy w lecznicy dla zwierząt leczą złamane wilcze serca? Bo kolega pyta :D.
    Karta jest jednym słowem kapitalna. Ma swój klimat i wprowadza w swego rodzaju stan melancholii. Aż budzi w silnym wilczym sercu potrzebę przytulenia i chronienia przed złem tego świata :c.
    Oczywiście zapraszamy na wątek, coby trochę poobgadywać Zoltana, brata kochanego :D]
    Bigby

    OdpowiedzUsuń
  6. Niespokojnie poruszył się na łóżku, skopując kawałek cienkiej kołdry na podłogę. Nieprzyjemne sny dręczyły go od momentu, kiedy tylko przybył do Fabletown, i zawsze były takie same. Widział w nich swoją pierwszą i jedyną miłość — Amarę. Było to o tyle dziwne, że nigdy wcześniej srebrnowłosa nie nawiedzała go w wizjach. Wyglądało to prawie tak, jakby usilnie starała się zwrócić na siebie jego myśli, uwagę, dać jakiś znak, poinformować o swojej obecności. Odnosił wrażenie, że dziewczyna jest gdzieś blisko, lecz wciąż poza jego zasięgiem.
    Do rzeczywistości przywróciło go uczucie chłodu, oplatające całe jego ciało. Burton powoli uniósł powieki, zaspanym wzrokiem starając się zlokalizować jego źródło. Znalazł je prawie od razu — Josephine leżała, cóż, prawie że na nim, a odrobinę przestraszone, lecz wciąż żądne nowej wiedzy oczy uważnie obserwowały jego twarz.
    — Dlaczego nie śpisz? — wymamrotał niewyraźnie, ledwo składając litery w słowa. Odrobinę orzeźwiło go dopiero jej pytanie. Współczuł jej, szczególnie wtedy, gdy widział, jak bardzo obcy jest dla niej nowoczesny świat.
    — Bo widzisz... — zaczął cicho, a blade palce powoli przesunęły się po włosach dziewczyny w uspokajającym geście. — W miastach niebo jest jaśniejsze. To wszystko przez światła, od tych wielkich budynków. Ale jeśli chcesz, zabiorę Cię kiedyś na wieś. Tam wszystko wygląda ładniej.
    Na jego twarz zawitał delikatny uśmiech. Nie powiedział tego na głos, ale wiedział, że będzie musiał jakoś przyzwyczaić ją do tego miejsca. W końcu to był jej nowy dom.

    specjalista od gwiazd i nocnego nieba

    OdpowiedzUsuń
  7. [Kapturku! <3 Cieszymy się, że jesteś już z nami tak oficjalnie i życzymy Ci masy świetnych wątków, w tym wspaniałej futrzastej rodzinki z Zoltanem i dobrej zabawy! Jeśli masz ochotę, to dałabym im jakieś zwariowane powiązanie, pełne zawiłości i dramatów xD Czyż nie to pisze się najlepiej? :D]

    zachwycona Amara

    OdpowiedzUsuń
  8. Doskonale pamiętał swoją pierwszą dłuższą wizytę w świecie ludzi, mimo że było to wieku temu. Brak tylu nowoczesnych technologii i hałasów sprawiał, że łatwiej było się zaadaptować, ale i tak rozumiał, przez co przechodzi Josephine. Nowe początki nigdy nie są łatwe. Z resztą, nikt nigdy nie twierdził, że są. A on rozumiał to jak mało kto, dlatego chciał zrobić jak najwięcej, żeby pomóc dziewczynie. W końcu lata temu obiecał, że się nią zaopiekuje.
    — Na pewno już niedługo. — tylko tyle mógł powiedzieć. Sam zresztą nie wiedział, kiedy znajdzie w sobie na tyle dużo odwagi, żeby pozwolić jej opuścić jedyne miejsce, w którym w jakiś sposób mógł się nią opiekować, chronić ją. Na wsi wystarczyła odrobina nieuwagi, aby dziewczyna pognała w las albo wpadła na inny głupi pomysł, byle tylko nie wracać do hałaśliwej metropolii.
    — Też się cieszę. Nawet nie wiesz jak bardzo. — ostatnie zdanie wypowiedział już szeptem. Nie był miłośnikiem okazywania uczuć, ale wiedział, że ona tego potrzebuje. Potrzebuje miejsca, w którym będzie mogła czuć się jak w domu. A on chciał takie miejsce dla niej stworzyć. — Jasne, że możesz.
    Ręka powędrowała do talii dziewczyny, aby niczym wąż owinąć się wokół i przyciągnąć drobną osóbkę bliżej. Liczył, że to uspokoi ją na tyle, że będzie mogła spokojnie zasnąć, chociaż na te kilka godzin pozostałych do świtu.

    strażnik snów

    OdpowiedzUsuń
  9. [Problem w tym, że ich relacja jest nieco mocno skomplikowana. Wolałabym więc by poznały się bez jego obecności. Nie mógł się chyba zajmować nią całe życie, prawda? Ale jeśli razem mieszkali, to mała mogłaby uciec na chwilę do lasu i spotkać jednorożca, a potem powiedzieć o tym bratu, który, by za nią pobiegł, ale Amara by się ukryła. Uznałby, że sobie z niej żartuje i spotkałyby się dopiero następnego dnia. Mogłaby być na nią zła, bo widziałaby że braciszek jest smutny, a ona uciekła znowu. Wtedy dałaby jej jakieś urocze wytłumaczenie (jeszcze nad tym pracuję). Przydałoby się coś więcej, by mogły nawiązać jakąś relację, ale to może już w Fable? Kompletnie nie idzie mi wymyślanie Amaltea/Amara

    OdpowiedzUsuń
  10. [Witam serdecznie na blogu naszego Czerwonego Kapturka! :)
    Postać przeurocza i przepięknie opisana, a sama karta szalenie klimatyczna. Niespodzianka w cytatach naprawdę słodka. Ogółem Kapturek wyszedł naprawdę wspaniale, więc mam nadzieję, że będziesz się z nami dobrze, i jak najdłużej, bawiła. Tradycyjnie już życzę dużo radochy z bloga, samych ciekawych wątków, no i rzecz jasna weny. :) A w razie chęci, zapraszam również do siebie.]

    - Administracja
    (&Hagen Alder)

    OdpowiedzUsuń
  11. [Witam serdecznie Kapturka. Postać, jak i karta, są wspaniałe. Jak widzę pan wilk to prawdziwy szczęściarz, tylko mu pozazdrościć. :)
    Życzę dużo wątków i weny, no i jeśli tylko znajdziesz chęć to zapraszam czy to Kapturka, czy to Śnieżkę do siebie. :)]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.