środa, 1 grudnia 2010

Historia



Życie nigdy nie było proste – szczególnie, gdy za drzwiami lichej, drewnianej chatki szalała w najlepsze zima, przysypując płatkami śniegu wszystko, bez wyjątku. I w takich czasach, i w takich okolicznościach żyli ludzie, poszukiwali pożywienia, polowali, budowali domy, zakładali rodziny. Nigdy nie było prosto. Ale nigdy się też nie poddawali.
W Yuza-machi wraz ze swoim ojcem, który na życie zarabiał jako drwal, jeden z wielu w miasteczku, żyła pewna dziewczyna imieniem Yuki. Jej skóra była jasna niczym płatki śniegu, usta czerwone jak krew, a oczy czarne jak nocne niebo. Urodziła się wraz z nadejściem zimy, pierwszymi opadami śniegu – i zabrała życie swojej matce. Nigdy jej nie poznała.
Była dobrą i pracowitą dziewczyną, która szybko postanowiła ulżyć ojcu i przejęła obowiązki domowe, aby nie musiał martwić się wyżywieniem swojego jedynego dziecka i siebie samego. Życie nigdy nie było proste. Ale dzięki wzajemnej pomocy stawało się lepsze, wypełnione miłością, uśmiechem i wdzięcznością.
Czas jednak, tak jak zima, jest bezlitosny – i już wkrótce zaczął odciskać piętno na starym drwalu, który starał się zapewnić godny byt swojej córce. I tym razem Yuki zrozumiała, że najwyższy czas, aby pomóc ojcu inaczej, niż tylko przez zajmowanie się domostwem, gotowaniem i szyciem. Nie mogła być wiecznie jego utrzymanką – teraz to ona musiała wspomagać jego. Dlatego postanowiła poszukać sobie kandydata na męża.
Wiedziała jednak, że bez miłości nie jest w stanie zbudować trwałego związku – dlatego szukała i czekała, ale w jej życiu nie pojawił się żaden mężczyzna, którego byłaby w stanie pokochać. Do czasu, kiedy do miasteczka przyjechał tajemniczy podróżnik. Zdawał się dla Yuki całkowicie zatracić głowę. To jego obdarzyła uczuciem, zaufaniem i czymś najcenniejszym, czym szczycić miał się jedynie ten jeden, wyjątkowy mężczyzna.
Nieznajomy jednak bardzo szybko znudził się towarzystwem swojej przyjaciółki i pozostawił ją bez słowa. Yuki zdana była jedynie na siebie, swoją pracowitość i łut szczęścia, gdyż nikt w wiosce nie chciał jej pomóc, a ona niebawem dowiedzieć się miała, iż nosi pod sercem dowód namiętności jej i szanownego nieznajomego, który opuścił już miasteczko.
Dom Yuki, dotąd tak żywy, tak radosny, pogrążał się coraz bardziej w ciszy i smutku. Jej ojciec słabł każdego dnia. Brakowało im pieniędzy. Zabrakło pomocy, gdy stan ojca pogorszył się, a na dworze szalała burza śnieżna. Nikt z mieszkańców miasteczka, jak i obrzeży, nie chciał udzielić pomocy czy chociażby bezpiecznego schronienia brzemiennej kobiecie.
Yuki, bezsilna, wyczerpana, głodna i wychłodzona, usiadła przy drzewie, by choć na moment odpocząć od przedzierania się przez zaspy śnieżne i od siłowania się z porywistym, lodowatym wiatrem. Nigdy już nie dane było jej wstać z tego miejsca.



Podobno po śmierci przychodzi ukojenie – a wszystkie sprawy, które za życia były tak ważne, nagle zdają się błahe, niemal nieistotne. Niemal można zastanawiać się, jak taka bzdura mogła zakłócać nasze życie, skoro teraz nie ma to żadnego znaczenia.
Yuki odeszła z żalem do tego świata – i wyrzutami sumienia, że nie udało jej się ani pomóc swojemu ojcu, ani wydać na świat dziecka, które przez pół roku nosiła pod sercem. Jednak spokoju nie było dane jej zaznać nawet w Yumi, Krainie Ciemności, gdyż żal i zawiść w jej sercu nie pozwoliły jej przejść rytuału oczyszczenia. Pozostało jej jedynie jedno – wiecznie tułać się po ziemi.
Odkryła, że jako duch potrafi znacznie więcej niż jako człowiek. Jako duch może przybierać zarówno ludzką, jak i niematerialną formę, a swoje ciało przemienić może w mgłę, płatki śniegu czy chmurę. Jako duch nie odczuwała już chłodu tego świata. Chociaż pozornie wciąż pozostawała tą samą, pogodną, pracowitą i piękną Yuki, jej oblicze zmieniło się całkowicie.
Ciepła aura dotąd przez nią roztaczana, zmieniła się w lodowatą, sprawiała, że ludzie czuli się niepewni w jej pobliżu. Jej skóra pobielała do tego stopnia, iż twarz zaczęła przypominać twarz gejszy. Jej krwistoczerwone wargi, dotąd przyjaźnie uśmiechające się, teraz wykrzywione były w pogardliwym, ironicznym uśmiechu. Teraz nie tylko tęczówki przybierały ciemną właśnie barwę – teraz całe jej oczy były czarne jak noc. Była piękna i przerażająca jednocześnie.
Z czasem zrozumiała, że jej nowe umiejętności nie kończą się jedynie na zmianie formy – potrafiła zapanować nad śniegiem, a nawet zamrozić dotykiem. Pierwszy o tym przekonał się mężczyzna, który zostawił ją brzemienną. Nie wzbudził jej litości nawet fakt, że posiadał już kolejną kobietę, która, być może, była jego żoną. Mężczyzna zamarzł w nocy pod wpływem jakże czułego pocałunku.
Jako następni o zemście Yuki przekonali się mieszkańcy Yuza-moshi. Sroga zima zabierała po kolei zarówno mężczyzn, jak i kobiety, skazując ich na śmierć w męczarniach z wychłodzenia i głodu. Pamiętała jednak o niewinności dzieci – dlatego nigdy żadnego nie skrzywdziła. Te, które pozostawały po zmierzchu poza domem, brała pod swoje skrzydła. Nigdy nie wracały już do domu. Tak, jak rodzice, którzy na rodziców się nie nadawali.
Yuki wśród śmiertelnych zdobyła różne przydomki. Yuki-onna (jap. 雪女, kobieta śniegu), yuki jorō (śnieżna kobieta), yuki anesa (śnieżna siostra), yuki banba (śnieżna baba), yuki hime (śnieżna księżniczka), yuki nyōbō (śnieżna dama). Każde miejsce, które odwiedziła, miało swoje własne określenie na demona nieszczęśliwej kobiety, która zmarła w męczarniach – a teraz mściła się.
I tak w Gifu opowiadano, że Śnieżna Dama podąża ludzkimi śladami. W Tōno natomiast wierzono, że piętnastego dnia każdego zimowego miesiąca Śnieżna Księżniczka porywała dzieci, które po zmroku bawiły się na zewnątrz. W Yamagata natomiast opowiadano, że, chociaż ma mnóstwo własnych dzieci, wciąż pragnie ich więcej, a gdy usłyszy ich płacz – natychmiast się zjawia. W Oguni natomiast mieszkańcy zamieć śnieżną nazywali „gładzeniem drzwi przez yuki jōro”. Rodzice straszyli swoje dzieci, że to Yuki-onna szuka w drzwiach dziury, aby wejść do środka i je uprowadzić.
Każda z tych opowieści nosiła ziarno prawdy – a może nawet więcej. Poślizgnięcia, zamarzanie, upadki w przepaść – to wszystko było sprawą nieszczęśliwej i okrutnej Śnieżnej Damy.
Dopóki pewnego razu nie dostrzegła drwala, którego pokochała od pierwszego wejrzenia.



Pewnego zimowego dnia drwal imieniem Mosaku, wraz ze swoim uczniem – Minokichim, pracował bardzo długo i ciężko w górach. Na tyle długo, że nie zdążyli w porę wyczuć zbliżającej się zamieci śnieżnej. Starając się uratować przynajmniej życie, ruszyli czym prędzej szukać schronienia. Znaleźli opuszczoną chatę w lesie – i w niej zostali, by przeczekać zamieć.
W nocy jednak chłód zbudził Minokichiego – a nad swoim nauczycielem dostrzegł piękną kobietę o przerażającym spojrzeniu. Nachylała się nad Mosaku, a gdy złożyła lekki pocałunek na jego wargach, ten natychmiast zamarzł. Sparaliżowany strachem Minokichi nie był w stanie nawet wydusić z siebie słowa w obliczu upiornej kobiety.
Ta jednak rzekła, że, zdjęta litością, postanowiła darować mu życie – pod jednym warunkiem. Nikomu nie może opowiedzieć o tym, co tutaj zaszło i co widział. Po czym zniknęła.
Mijały miesiące, a Minokichi milczał jak grób i nie wyjawił swojego przeżycia nawet własnej matce. Pewnego razu spotkał w górach piękną, samotną dziewczynę – i zaoferował jej schronienie w zimowym dniu. Nieznajoma spodobała się również i matce Minokichiego – i tak O-Yuki, bo tak się przedstawiła, została na dłużej, a już wkrótce została żoną młodego drwala.
Lata mijały, a uroda O-Yuki pozostała nienaruszona przez czas. Pewnego wieczoru Minkochi, zapatrując się na piękną żonę, zaczął wspominać dawne spotkanie z Yuki-onna. Żona, wyczuwając zadumę własnego męża, spytała o powód jego stanu i nalegała na wyjawienie mu go, aż opowiedział jej o spotkaniu ze Śnieżną Damą.
Gdy tylko skończył opowieść, przed swoimi oczami ujrzał właśnie nią – rozgniewaną Yuki-hime we własnej, przerażającej postaci. Przypomniała mu o złożonej obietnicy, lecz nie zabiła go ze względu na dzieci. Zagroziła jednak, że jeśli nie będzie się nimi opiekował odpowiednio, wróci i go zabije.
Od tamtej pory nikt już nie zobaczył Śnieżnej Damy.



Nikt nie zobaczył Śnieżnej Damy, chociaż przez kilka najbliższych lat czaiła się w cieniach drzew, czasem zaglądając do chaty męża w postaci pyłu śnieżnego. Dzieci jednak były z nim szczęśliwe, a ona nie chciała zabierać im dobrego ojca. 
Była znów wolna – mogła znów mścić się i spychać ludzi w przepaście, zamrażać ich i zabierać im życie, nadzieję oraz potomstwo. Ale nie sprawiało jej to już żadnej satysfakcji. Yumi nadal nie chciała jej przyjąć, a więc, nie mogąc zaznać spokoju w królestwie zmarłych, spełniała swój los samotnej, niechcianej duszy. Rozpoczęła swoją tułaczkę po świecie.
Jej obecność objawiała się gwałtownymi opadami śniegu, nagłymi burzami śnieżnymi spowodowanymi jej nastrojem. A w miejscach, w których zatrzymała się dłużej, panowała niezwykle sroga zima, która potrafiła zebrać żniwa w postaci ludzkich dusz.
Nie wiedziała, ile lat upłynęło, gdy dotarła do Grenlandii – gdzie panowała akurat długa noc polarna, a niebo rozświetlały różnorodne barwy sypiące się z nieba. Zauroczona widokiem, postanowiła zostać tam na dłużej i dać sobie szansę na dłuższe podziwianie tego niecodziennego, zachwycającego widoku.
Dni zmieniły się w miesiące, miesiące w lata, lata – w dekady. Żyjąc samotnie pośród śniegu, mrozu i ludzi przyzwyczajonych do tak srogich warunków, niemal zapomniała o swoim pełnym niepowodzeń i nienawiści życiu po życiu. Zapatrzona w obcą kulturę, dzięki swoim umiejętnościom stworzyła lodowy pałac, w którym zamieszkała. Wszystko, aby móc dłużej wpatrywać się w cudowną zorzę polarną.
Yuki nie szkodziła już więcej ludziom. Nie zmieniała również swojej ludzkiej formy – do tego stopnia, że jej ciało, włosy i szata oblepione zostały śnieżnobiałymi płatkami śniegu. Mieszkańcy pobliskich miasteczek i osad obwołali ją Królową Śniegu. Kilku śmiałków próbowało nawet dostać się do jej pałacu – i właśnie z tego powodu stworzyła śnieżną armię, która za zadanie miała strzec jej prywatności i samotności.
W samotności – może nie czuła się szczęśliwa, ale czuła się bezpieczna.
W murach zbudowanego przez siebie lodowego zamczyska poczuć mogła się jak prawdziwa królowa – jak ktoś ważny i dumny. Jedyne, co jej czasami przeszkadzało, to przerażająca cisza. Dlatego czasem, gdy samotność zaczęła doskwierać jej za bardzo, zaprzęgała swoje sanie i wyjeżdżała z zamku – aby chociaż popatrzeć na ludzi, z którymi i tak nigdy nie zamieniła żadnego zdania.
To podczas jednej ze swoich wypraw dostrzegła jego – cudownego, bystrego chłopca o przenikliwym spojrzeniu. Kaj był wyjątkowym chłopcem. Kaj był wyjątkowym małym człowiekiem, którego zapragnęła poznać – po raz pierwszy od stuleci naprawdę chciała się do kogoś zbliżyć. Jednak ten, widząc jej przeraźliwe oczy, zląkł się i uciekł z krzykiem.
Być może miała coś wspólnego z umieszczeniem okruchów magicznego lustra w oku i sercu Kaja. Być może nie. Nikt nie jest w stanie jej tego przecież udowodnić – prawie tak, jak i tego, że przez najbliższe tygodnie Królowa Śniegu nie opuszczała miasteczka, sprowadzając na nie straszliwy mróz, który nie przeszkadzał jednak dzieciom w zabawie, lepieniu bałwanów i jeździe na sankach.
Zjawiła się na placyku dokładnie w momencie, w którym Kaj postanowił pojeździć na sankach. Nie protestowała, gdy przywiązał swoje saneczki do jej sani. Było to wręcz idealnym zbiegiem okoliczności. Widziała go, ale nie odzywała się do niego ani słowem – uśmiechała się jedynie od czasu do czasu. Kaj zbyt późno spostrzegł, że jego sanki przymarzły do sań Królowej Śniegu. Zlitowała się nad nim dopiero w chwili, w której przestraszył się nie na żarty.
Nie chciała, aby jej się bał. Zaprosiła go do siebie, otuliła futrem i ucałowała czule, aby nie czuł już więcej chłodu. Aby nie czuł już więcej bólu. Aby nie czuł już więcej miłości – która potrafiła jedynie ranić. Wraz z Kajem i jego sankami dojechali do pałacu Królowej Śniegu.
Królowa Śniegu nareszcie miała własne dziecko. Mogła być nareszcie szczęśliwą, prawdziwą matką. Mogła mieć swojego małego dziedzica.
Kaj miał wszystko, czego tylko zapragnął – najlepsze słodycze, najlepsze zabawki, najlepsze rozrywki. Mógł poruszać się swobodnie po całym pałacu, mógł nazywać go domem. Królowa była dumna, widząc, jak szybko jej młody podopieczny rośnie i staje się coraz bystrzejszy. Była szczęśliwa, gdy dostrzegła, gdy Kaj stał się od niej całkowicie zależny.
Kaj lubił słuchać opowieści Królowej Śniegu. Szczególnie upodobał sobie te nieszczęśliwe, z których mógł wynieść dla siebie nauczkę, a Królowa mogła przestrzec go przed miłością i jej niszczycielskimi skutkami. Z tym, że Kaj nie był w stanie zrozumieć, co znaczy słowo „kocham”. Nie potrafił nawet ułożyć go z lodowych kosteczek. 
Rzadko zostawiała go samego – mały Kaj uwielbiał przebywać w jej towarzystwie i prawie wszędzie chodził za nią. Nie mógł jednak przedostać się przez portale do innego świata, nie pozwalała mu na to Królowa. Dlatego właśnie został w pałacu w chwili, w której Królowa przeszła przez portal do realnego świata, aby tam, dzięki swoim mocom, przykryć gorące wulkany warstwą śniegu. Gdy wróciła – Kaja już nie było.
Jeden z rannych rycerzy wyjawił jej, że w pałacu pojawiła się dziewczynka, która żarliwą modlitwą przywołała anielskie zastępy do walki ze strażą Królowej Śniegu. A następnie odeszli razem z Kajem, jakby doskonale się znali. Jakby Kaj kompletnie nie pamiętał o przywiązaniu do chłodu. Jakby zapomniał o niej.
Serce Królowej Śniegu zostało złamane po raz trzeci.



Chociaż odbudowała swoją śnieżną armię, nie potrafiła odbudować swojego trzykrotnie złamanego serca. Wiedziała doskonale, że gdzieś tam, za murami jej zamku, jest wojna. Ale nie zrobiła nic, aby jej powstrzymać – chociaż mogła. Mogła wysłać swoich lodowych żołnierzy, mogłaby wspomóc walczących swoimi mocami. Ale jaki był sens? Ten świat był zły. Zepsuty. Zasługiwał na to, aby go zniszczyć – tak, jak ten świat zniszczył ją.
Istnienie drugiego świata nie było dla niej niczym nowym. Czasami w końcu tam bywała, głównie po to, aby przykryć warstwą śniegu kolejne budynki czy góry, nawet te, których nikt jeszcze nie zdążył zdobyć i przejść.
Minęło trochę czasu, nim postanowiła opuścić również i swój śnieżny pałac, a szczęścia poszukać właśnie w Nowym Jorku – w Fabletown. 
Ale nie mogła się pokazywać wśród Doczesnych jako kobieta tak przeraźliwie blada, że w wątpliwość można by poddawać, czy aby na pewno żyła. No i jej czarne oczy wciąż budziły nieufność, strach, czasami wręcz panikę nawet u Baśniowców. Dlatego musiała postawić na glamour, który przywrócił jej ludzką formę – tą właściwą, której nie znała od stuleci.
Jako istota, która potrafiła zawładnąć magią, przystąpiła do szkolenia na wiedźmę, a następnie stała się jedną z nich. Jej moc jednak zaczęła jej przeszkadzać w codziennych sprawach, zdarzało jej się przypadkowo zamrozić dotykiem różne przedmioty. To właśnie dlatego zamknęła ją w srebrnym naszyjniku, który zdejmuje jedynie podczas pracy. Naszyjnik ten bowiem zamyka całą jej magiczną moc, więc jednocześnie sprawia, że jest bezbronna i niezdolna do jakichkolwiek czarów.

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.