niedziela, 27 listopada 2016

Sens cierpienia...ból istnienia...

Mario Gomez - FC Bayern Munich:
Lucyfer Boruta
diabeł | książę piekła | upadły cherubin | demon pychy | "syn" Szatana
Wygląda na 28 lat || w NYC dwa lata || wcześniej "podróżnik" || obecnie prezenter wiadomości || ten, który się zbuntował || zbyt pewny siebie || zbyt zaborczy || nadmiernie korzystający z życia || w pewnym sensie chwalipięta || awanturnik || teoretycznie pan poważny i zły || w rzeczywistości pan o dosyć osobliwym poczuciu humoru || z zamiłowania pisarz

Jam Lucyfer. Diabeł wcielony.

Widzisz go jak przemierza pewnym krokiem pomieszczenie. Pomimo uśmiechu jaki ci "serwuje" przechodzą cię ciarki. Patrzysz z bezpiecznej odległości...nie wydaje się być złym. Uśmiecha się, żartuje, śmieje się z czyjegoś nie do końca śmiesznego żartu. Zdaje się, że urodził się by brylować towarzysko.
Inni zdają się nie dostrzegać w nim niczego "innego", "nienormalnego". Ty jednak wyczuwasz w jego aurze coś niepokojącego...wpatrujesz się w niego intensywnie, szukając ogona ukrywanego pod garniturem, albo kopyt...rogów...czegokolwiek.
Nie widzisz...
Chcesz się odwrócić i wycofać się, zanim człowiek się zorientuje, że go obserwujesz. Jest jednak za późno. Zjawia się i zaczyna z tobą rozmawiać. Wydaje się być miły i przyjemny, kiedy proponuje wyjście na balkon nie odmawiasz. Oprócz was nie ma na nim nikogo, wszyscy są w domu i bawią się przy drogim winie i innych alkoholach. Patrzysz przez czystą szybę na tych ludzi. Uciekasz myślami, gdzieś daleko od tego miejsca. Z letargu wyrywa cie jednak jego głos.
- Jam Lucyfer...Książę piekieł...
Spoglądasz na niego z zaskoczeniem. Jednak podświadomie wiesz, że nie kłamie. Wiesz, że mówi prawdę.
- Jam zło wcielone...
Cofasz się w kierunku balkonowej barierki. Niewiele myśląc skaczesz...
...Wtem budzisz się. Wstajesz z łóżka i wychodzisz na balkon. Nieco wychylasz się i obserwujesz ulicę.
Odwracasz się, gdyż czujesz czyjąś obecność.
Widzisz go...to człowiek ze snu! Mówi tą samą kwestię, a ty...ty tylko wpatrujesz się w niego i nie robisz nic.
- A przecież uczono cię jak mnie wypędzać! Uczyłeś się jak pozbywać się mnie z ciał innych!
Po tych słowach znika. A ty? Ty upadasz i próbujesz się otrząsnąć po tym...osobliwym spotkaniu.

Gdyby ktokolwiek się zastanawiał co robił wcześniej w piekle...
- Halo? Dodzwoniłem się?- pyta się zalany w trupa Lucyfer
- Tak...
- To świetnie! Poproszę...yyy...trzy cheseburgery, dwa razy duże frytki...
Rozmówca się rozłączył. Jednak zaraz odebrał ponownie dzwoniący telefon.
- I do tego dużą Colę.
- Lucjan...nie wygłupiaj się.
- Skąd zna pan moje imię?
- Mam cię w sznur wpisany...
- Bogu?! Bogu! Od kiedy ty w McDonaldzie pracujesz?
======
Cześć. Wydaje mi się, ze ten mój Lucyfer wyszedł dosyć znośnie. Dialog pomiedzy Bogiem a Lucyferem zaczerpnięty ze skeczu kabaretu Neo-Nówka.
Fc: Mario Gómez
NIE MAM NIC DO UKRYCIA

203 komentarze:

  1. [ Jak nie Durm to Gomez... no i fajnie :D
    Powitam serdecznie na blogu, jako że już się trochę znamy.
    Zapraszam do siebie na wątek o ile w ogóle nie masz mnie dość, czy coś w ten deseń XD]

    Faust

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć! Witamy serdecznie na blogu!
    Ciekawy pomysł z tym prezenterem wiadomości, Lucyfer pewnie przyciągnie masę widzów :D
    Życzę samych ciekawych wątków ;)]

    Administaracja

    OdpowiedzUsuń
  3. [wpadam powitac i piszczec z wrazenia ^^ (odbija mi - nie zwazaj na to ^^)
    Czesc ;) Duzo weny, watkow i powiazan ;)]

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  4. [Zastanawiam się, czy nie zacząć od ich właściwie pierwszego spotkania kiedy to Faust podpisze umowę z Mefisto. Albo zupełnie w innym czasie. Możemy wymyślić jeszcze jakieś akcje i zadania, które będą musieli wykonać, Lucyfer bo każą mu "z góry" albo uznał, że tak trzeba, a Faust dlatego, że Lucek mu każe sobie pomóc.
    Można właściwie umieści akcję w każdym czasie i miejscu, jeśli lubisz wątki w miarę historyczne. A jesli nie to równie dobrze możemy pobawić sie w coś jakby gangsterkę :) ]

    OdpowiedzUsuń
  5. [ja ostatnio stwierdzam, ze cos mnie do mroku ciagnie, wiec nie widze problemu. Gorzej u mnie z pomyslami niestety]

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  6. [Hej, wpadłam się przywitać i pożyczyć wielu udanych wątków! c:
    Karta naprawdę wyszła ci świetnie, fascynująco tak. I w sumie to chyba nie przyszłoby mi do głowy że diabeł mógłby być z zamiłowania pisarzem. Ciekawi mnie tak w sumie w jakim gatunku najchętniej siedzi, obyczajówce? :D]

    Bazil Valesky

    OdpowiedzUsuń
  7. [No i fajnie :D
    Faust ogólnie lubi pić, a że jest taki a nie inny upija się długo i nie ma potem kaca.
    Pytania mam dwa. Czy mamy coś jeszcze do uzgodnienia w takim razie i czy chcesz zacząć? :D]

    OdpowiedzUsuń

  8. [hmm z braku laku to nawet dobry pomysl by wpadł pozna pora do hotelu caly mokry (acz pewnie deszczu by nawet nie poczul xD) i szukał pokoju dla siebie lub w odwiedziny do znajomego albo tez przesylke komus oddac (ale o bardziej chyba w ciagu dnia by wyszlo - juz go widze jako chlopca na posylki hehe)
    Co do rozprawiania przeszlosci to spojrzala by na niego jak na kogos niespelna rozumu ;p]

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  9. [Uuu, ciekawie. W sumie facet chyba wie dobrze o czym pisze. :D
    To witaj w klubie Niezadowolonych z Siebie Autorów. xD
    Ja też ją uwielbiałam. Dalej znam na pamięć początek swojej ukochanej wersji. <3
    Szczerze mówiąc wątków mam zatrważającą obfitość i ciągle się mnożą, bo tu jest za dużo genialnych postaci a ja nie umiem im odmawiać. I trochę mnie to przeraża. Ale kij z tym, możemy coś zacząć, najwyżej skończą się takie długie odpisy, będziecie dostawać po akapicie na łebka. :')]

    Bazil Valesky

    OdpowiedzUsuń
  10. [ A może od razu kota Behemota? XD ]

    To nie był przyjemny dzień. Miał wrażenie że tego właśnie konkretnego dnia zmieniło się wszystko z jego życiu. Po prostu ktoś uznał, że jest człowiekiem godbym zaszczytu obcowania z diabliskiem i jego planem. Złożył podpis własną krwią na kodycylu.
    Mężczyzna, przedstawiający się jako Mefistofeles przekonał go do podpisu bardzo łatwo. Zawszeczuł, ze został stworzony do czegoś większego niż praktyka lekarska. Jego eksperymenty zaczęły dawać efekty i to chyba był ten bodziec.
    Mefisto zwinął dokumnet, ale Faust nie poczuł żadnej różnicy. Spodziewal się ognia, fajerwerków albo innej magii. Zawiódł się...
    Potem został sam. Tak przynajmniej odczuwał, dopóki ktoś tuż za nim nie wydał z siebie dźwięku.
    Odwócił się machonalnie. Odetchnął głęboko, widząc tylko człowieka. Chyba spodziewał się jakiegoś demona albo skrzydaltej bestii która przyszła go porwać do wnętrza ziemi.
    - Witam. - przywitał się. - A pan to kto?

    OdpowiedzUsuń
  11. [calkiem niezle to podsumowanie ^^ Calkiem niezly plan ;)
    No jak sie juz tak ofereujesz to zacznij ;p Powal mnie Lucus urokiem osobistym ^^]

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  12. Za każdym razem kiedy otwierał usta by coś powiedzieć, on mu przerywał. W końcu poddał się i poczekał aż ten skończy.
    - Mam jedno zażalenie...Nie było żadnej ciekawej oprawy tego paktu. Żadnego ognia ani niczego nedzwyczajnego. Nawet nie czuje się inaczej niż wczesniej... Powinniście to poprawić.
    Otworzył jedną z szuflad komody. Wybrał dwie butelki, zwierające magiczny płyn, który tak uwielbiał.
    Postawił obie na stole, razem z dwoma kubkami.
    - Mefisto wyglądał całkiem zwyczajnie, więc nie spodziewałem się chyba niczego nadzwyczajnego. Chociaż byłoby to zapewne całkiem ciekawe. - wlał alkohol, własnoręcnie destylowany do kubków. - skoro już pospisałem ten pakt i ponoć jestem nieśmiertelny, to co teraz?

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie przepadala za nockami. Wolała sobie posiedziec w swym domku i wygrzewac sie pod kolderka, ale nie. Musiała wrocic po godzinnej przerwie z powrotem do pracy. Moze powinna tu zamieszkac?
    Ziewajac usiadła na obrotowym krzesle i zaczela przegladac papiery, uzupelniajac puste pola i jak to skonczyła zaczela sortowac poczte.
    Ominelo ja niewiele, ale zapalu po godzinach pracy i w dalszej pracy juz nie miała. Dobrze, ze siedziała sobie pod dachem i nie byla zmuszona wychodzic na dwor. Parasola nie wziela.
    Rozmawiała wlasnie z menadzerem, gdy do holu wszedł kolejny gosc, ktory wygladal jakby wyszedl wlasnie spod prysznica. Skonczyła rozmawiac, usmiechnela sie:
    - Dobry wieczór, witamy w hotelu Transylwania. - powiedziała uprzejmie z usmiechem na ustach. - rozumiem, ze nie miał pan zarezerwowanego pokoju... - upewnila sie na wszelki wypadek. - prosze chwile poczekac. Sprawdze. - przysiadła na krzesle i zaczela stukac w klawiature, by sprawdzic stan pokoi - Tak sie dobrze sklada, ze mamy wolny jednoosobowy pokoj na 2 pietrze, na lewo od windy, pod numerem 13. Czy taki pokoj panu odpowiada?

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  14. [AAAAAAAAAAAAA!! Czy to jest analogia do kabaretu neo-nówka - niebo? XDDDDDDD "Bogu wal do sznura" B)
    ...
    ...
    ...
    Anyway! Witaj Lucjanie! Jack Frost się kłania nisko i (nie wiem czy na pewno...) przyjaźnie! ]

    Jack

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Doczytałam teraz końcówkę, że zaczęrpnięty, mea culpa, ale i tak się cieszę!]

      Usuń
  15. [Lucek! Wpadłam się przywitać i życzyć dobrej zabawy z Twoim diabełkiem. :D
    Mary chętnie poogląda go w wiadomościach!]

    Śnieżka, czyli Margaery Blanchard

    OdpowiedzUsuń
  16. Pokiwała glowa.
    - rozumiem. Prosze spoczac. Chwile potrwa nim przygotuja ten pokoj. - odparła - malo osob go uzywa - wyjasnila.
    Tak troche nie ogarnela o co mu chodzi. No ale nie byla od tego by rozumiec kazdego z osbna bo to malo realne. Czasem bylo wrecz niewykonalne.
    - prosze usiasc zaraz kogos zawolam by wskazał panu droge - pokazała swoj firmowy usmiech a potem siegnela po telefon aby pokojowki sprawdzily apartament.
    Jednak niespodziewany gosc nadal tu stal i gapil sie na nia dosyc intesywnie i glugo przez co poczuła sie nieswojo.
    - jeszcze chwile. - zapowiedziała uprzejmie - milo mi to slyszec. Poprosze o panskie dane. O jestes Fran. Zaprowadzisz pana do pokoju jak dopelnimy formalnosci. Na jak dlugo wynajmuje pan pokoj? Woli pan zaplacic karta czy w gotowce?.

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  17. - rozumiem, nie mniej wole sie upewnic - kontunlowała dalej - coz. Nie jest to pelna doba - zaczeła wklepujac dane do rejestru - zatem nie ma tez wygorowanej ceny.
    Sprawdziła jeszcze cennik. Cos jeszcze podliczyła, odjela i wyszlo jej... : - to bedzie w sumie 14 dolarow i 50 centow. - machnela reka - wystarczy jednak pelne 14 dolarow. Niestety aktualnie mamy zawieszona platnosc telefonem. Jest to dla nas male utrudnienie ale serwisanci robia co moga.
    Sama oddała uśmiech.
    - przykro mi odmowic, dopiero co ja zaczelam. - odparla ostrzej niz zamierzała - a z gosmi sie nie umawiam. Taki regulamin tego hotelu. - dodała majac ochote wziac cos ciezkiego i grzmotnac w tego goscia. - To mozliwe. Miasto to az takie rozlegle nie jest. Można mnie czasem spotkac na ulicy. Zapraszam do pokoju, juz na pana czeka.

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie zauwazyła jego reakcji. Po prostu przytaknela. Troche nie bardzo rozumiała calej tej wymiany slow, ale to pewnie przez zmeczenie. Tyle razy mowila menadzerwowi, ze przydala by sie dodatkowa para rak, ale po prosbach pozostawała glucha cisza. Pewnie by musiała kopnac w kalendarz, zeby sie cos zmienilo.
    - Nie neguje. Nie urodzilam sie tutaj. - odparła krótko. - Milego pobytu. - pozegnala nim zniknal. Potem odsapnela chwile a ze w recepcji bylo dosyc spokojnie to poszla sobie zrobic kawe... albo od razu caly dzbanek, by nie chodzi do kuchni co godzine.
    Wrocila z powrotem na swoj posterunek i zaczela sprawdzac co jeszcze bylo do zrobienia nim siegnela po krzyzowke, ktora zaczela rozwiazywac.

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  19. Od czasu do czasu spogladała na wejsciowe drzwi, ale nic sie za duzo nie dzialo. Nikomu w taka psia pogode nie chcialo sie wychodzić i zwykle pozostawiali w suchyma cieplym miejscu.
    Wrocila do krzyzowki, ktora ja tak pochlonela, ze nie usłyszała nadejscia ostatniego zameldowanego lokatora. Zatem jak sie w koncu odezwał az podskoczyła na krzesle i popatrzyła z przestrachem.
    - na litosc boska... - mruknela ale sie zreflektowała. - chce mnie pan przerazic na smierc? - spogladała na niego jakby byl duchem - nie slysZalam pana jak pan podszedł. Czy stalo sie cos? Potrzeba czegos? Moge zamowic jakis posilek z bufetu... - zignorowała krzyzowke acz i tak rzucila okiem na owy numer. Lecz tylko na chwile.
    - niech lepiej siedzi na dole i tam "rzadzi", tu naprawde nie ma co robic. - zauwazyła nieswiadoma, ze ma przed soba przedstawiciela piekla.

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  20. Zamrugała parokrotnie biorac pare glebszych oddechow by sie uspokoic.
    - cieszy mnie to. Na nocnym stoliku jest telefon. 1 do recepcji, 2 na bufet, a 3 na inne potrzeby. Prosze zatem dzwonic jakby bylo panu czegos brak. Tylko zaznaczam ze inny cielesnych uslug tutaj nie prowadzimy. To porzadny hotel. - oznajmila dodajac w myslach: Poniekad
    Czasem lepiej nie zauwazac pewnych rzeczy dla spokoju ogolnego.
    Spojrzala na niego bacznie.
    - zamierza pan prowadzic dysputy teologiczne i religijne? - uniosla brew. - Moze i brak w piekle rozrywek, acz watpie w sumie. W piekle jest mniej piekla niz na samej ziemi. Moglabym powiedziec, ze to jak gra w przedszkole. - zauwazyła - pewnie niektorym wyzszej klasy demonka sie nudzi ich zycie i dlatego czasem mieszaja na gorze? - wzruszyła ramionami - A Lucek? Gosc nawet spoko, ale oplacalo sie zbuntowac? Nie teskni za swiatloscia? No i wazniejsze pytanie: czy jakby mial mozliwosc powrotu... zdecydowalby sie na nie? [teraz sie mnie wzielo na filozofowanie xD]

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  21. [Damn chcę wątek! Cierpię na ich niedobór! xD Tylko, że chyba jestem już wypruta z pomysłów, znaczy się..., w większości przypadków to Jack zaczepia kogoś, to może tym razem... tym razem to ta druga osoba by zaczepiła Jacka? Tyyylko nie wiem czemu Lucyfer mógłby go zaczepić... xD Masz jakiś pomysły?]


    Jack

    OdpowiedzUsuń
  22. Chrzaknela.
    - pora wrecz idealna na takie rozmowy. Ciagle leje... - przypomniała jakby to bylo konieczne, bo kaluz nie bylo widac tak jak i zachlapanej podlogi. Z braku wiekszych zajec brala sie tez mopa by nie zasnac acz nie byly to jej obowiazki.
    - nie powiem, by byl to pewny osad. Raczej dlugo trwale myslenie. Kazdy nosi w sobie wlasne pieklo.
    Wstała, bo akurat zszedl jeden z gosci i poprosil o zmiane poscieli. Ehh moglby zadzwonic zamiast sie pokazywac na dole.
    - oczywiscie - pokazla sztuczny usmiech - przekaze pokojowce - oznajmila. Poczekała az zniknie w windzie nim ponownie spojrzała na mezczyzne.
    - nigdy nie bylam harcerka. Dla mnie takie obietnica sa malo warte. Po czynach widac jak wygladaja takie obietnice. Wiem, nie raz to slyszalam, a teraz przepraszam bo mam troche zajec na glowie.
    Siegnela po telefon, i przyslaniajac usta zaczela rozmawiac z menadzerem.
    - ... Tak to znowu ten sam gość. - wymruczała cicho. - Znowu to samo. Mógłbys przypomniec mu regulamin hotelu? Mnie to srednio wypada...

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  23. - Zdecydowanie powinno dziać się coś więcej. Chociaż podejrzewam, że gdyby Mefisto mnie tak nie uwiódł niewiele by mu z tego wyszło. - wzruszył ramionami. Wypił prawie połowę zawartości kubka i... nic. Zwykle taka ilość wystarczaa by poczuć w głowie przyjemny szum. A teraz czuł się tak jakby napił się wody ze studni. Nijak zupełnie. Dolał i sobie i jemu.
    - Sam to pędzę. Wyszło mi trochę przypadkiem ale i tak jet zacne.
    Zamyślił się. Kim chciałby być? Może lepiej kim kimś taki jak on mógłby zostać by nie wywołać jakieś wielkiej wojny. Westchnął głęboko.
    - Chcę być największym alchemikiem świata. Znaczy, nie dosłownie największym... nie rób ze mną olbrzyma... Chcę po prostu potrafić znaleźć odpowiedzi których szukam. Chce wiedzieć co robić i czego szukać, jeśli postawie sobie jakieś wyzwanie. Chce stworzyć kamień filozoficzny. I by nikt poza mną nie potrafił go uważyć. Nie chce kolejnych dobrych alchemików... I chce widzeć w ciemności, ptawie tak dobrze jak w dzień. Da się to zrobić? - spytał, patrząc na rozmówce. - I chciałbym zwiedzić piekło. Ale tak by móc potem z niego wyjść na ziemę. Chce jeszcze... móc transmutować zwierzęta i tworzyć nowe gatunki. I chce mieć takie małe urządzenie... - nakreślił palcem kształt prostokąta na stole, mniej więcej 7 na 3 centymetry. - które wytwarza ogień. Zaraz sobie coś jeszcze przypomnę... Zapisaujesz?

    OdpowiedzUsuń
  24. [Ależ spokojnie, Elis jak na razie umordowała jeno mężów. xD Myślę, że póki co inni mogą czuć się względnie bezpiecznie. W każdym razie zapraszam może kiedyś się spotkają. Nie muszą jeść akurat obiadu.]

    Elisabeth

    OdpowiedzUsuń
  25. - wcześniej powiedziałeś, że mogę prosić o co zechce. - mruknął. Znów opróżnił kubek. Nie wiedział dlaczego, w ogóle nie czuł zmęczenia. Pracował cały dzień. Potem pojawił się Mefisto. Widywał się z nim już od prawie miesiąca. Jednak dopiero dziś zaproponował mu pakt a po nim, zwyczajnie zniknął. To chyba najbardziej mu się nie podobało. Myślał, że teraz spędzą ze sobą jeszcze więcej czasu.Że diablisko znów spędzi z nim noc, ale chyba się przeliczył. Cóż, nie było sensu teraz o tym myśleć. Przecież nie mogł sie zadłużyć w diable. To było zupełnie irracjonalne i niemożliwe.
    - Ale wracamy. masz dopilnować bym wrócił caly i zdrowy z powrotem tutaj. Pójdziemy tam dzisiaj? Wiesz muszę to wiedzieć wcześniej, bo jak się nastawie na pracę to nie będę myślał o niczym innym.
    Dobra, myślał o czymś innym i to bardzo konkretnym, ale liczył na to że Lucyfer nie potrafi czytać w myślach. Wypili jeszcze po jednym, po czym Faust zaczał sie zastanawiać czy nie otworzyć drugiej butelki.

    OdpowiedzUsuń
  26. [Witam na blogu nowego autora. Życzę Ci miłej zabawy na blogu. ;) Dobrze widzieć taki przyrost nowych osób.
    Lucuś. <3 Kochany tatuś.
    Ciekawa koncepcja Twojego Lucyfera (sama kiedyś go prowadziłam na blogu), mój się zdecydowanie różnił, bo zrobiłam z tego wiecznego filozofa z bolącą egzystencją. :P
    Humorzasta, dobrze i plastycznie napisana karta, z lekkim powiewem tajemniczości. Podoba mi się (plus cytat ze skeczu, genialne!)
    Skusisz się na wątek ze znerwicowanym psychoanalitykiem? ;)

    P.S Mój brat przechodził koło mnie, gdy przeglądałam Twoją kartę. Po chwili powiedział: "o, Gomez"! Nie widziałam o co chodzi, więc mi to wytłumaczył... tak bardzo nie znam się na piłce nożnej... XD]

    Jim

    OdpowiedzUsuń
  27. [Nie bój się, coś wymyślimy. :D
    A jeżeli mogę zapytać, jaką legendą o Lucyferze się inspirowałaś? ;)]

    Jim

    OdpowiedzUsuń
  28. Aaa, i Boruta w nazwisku. <3 Wspaniałe nawiązanie. :D

    OdpowiedzUsuń
  29. [A przedstawisz mi swój pomysł? :>]

    Śnieżka

    OdpowiedzUsuń
  30. - Dlaczego mam nie wierzyć? Siedzimy tu, pijemy razem i rozmawia się nam całkiem dobrze. Jestem człowiekiem kulturalnym i wykształconym. Ty nie jesteś człowiekiem, ale zapewne masz swój honor. - wzruszył ramionami. Wlał jeszcze po porcji do obu kubków, opróżniając całkowicie butelkę.Musiał dorobić tego więcej. Zastanawiał się nawet czy nie dodać jakich owoców albo ziół by nieco zmienić smak.
    - Wątpię bym był w stanie zjeść to wasze piekielne jedzenie. Za kolację podziękuję... Zwłaszcza że penie będzie tam Mefisto. I sam też wolałbym nie zostać posiłkiem.
    Dopili.Mężczyzna skrzywił się trochę bo dopiero teraz poczuł lekkie zumienie w głowie. Ten diabeł zrobił z niego kogoś z bardzo mocną głową... nie tak powinno być...
    Wzdrygnął się, czując jego dłonie na ramionach. Poczuł jak dreszcz przechdzi przez cały kręgosłup aż do stóp. Podniósł spojrzeie. Uznał że Lucyfer nie ma w sobie tej uwodzicielskiej natury. Podejrzewał, że zapewne nie jest mu potrzebna. Chociaż zawsze dodawało to lekkiej tajemnicy i pikanterii.
    - Idziemy... Za trzy godziny moja gospodyni poda wieczerzę. Wolę zjeść ją na ciepło... Więc w drogę.

    OdpowiedzUsuń
  31. ["MOŻE DAĆ MU ZA TO W MORDĘ" OMÓJBO-LUCKU SJDHFAHFLEA XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD *próbuje się pozbierać, ale leży i nie wstaje* Oba mi się bardzo podobają! Aż nie wiem co wybrać, serio! A dawaj ten drugi! >D To co? Wszystko wyjdzie w praniu czy coś jeszcze ustalamy? Plus wolisz zaczynać, czy na mnie to zrzucisz? :p ]

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  32. [Bogu?! Bogu, wal do sznura! xD
    Znaczy się - Lucjan pierwsza klasa. I kabaret NeoNówka. Jak ja uwielbiam skecze z serii Niebo. Lucyferek mega!
    W każdym razie - zapraszam na drinka do Zoltana, upijemy się i będziemy po pijaku dzwonić do Boga. ;)]

    Zoltan

    OdpowiedzUsuń
  33. [Boru mój, przepraszam, czasem piszę z automatu. Wybacz.
    Osobiście mi się podoba ten pierwszy pomysł. ;) Co powiesz na to, aby potem Jim zapomniał o tym, że jest psychoterapeutą i wyżalił także swoje frustracje Księciu Ciemności?
    Potem możemy poszaleć. :D]

    Jim

    OdpowiedzUsuń
  34. [Może nie wyżalił, ale przełamał do tego, że nie ma po co się wysilać przed Luckiem. :D Może z nim od tak na spokojnie pogadać, zdjąć swoją maskę "poważnego psychoterapeuty". xd
    Jasne, mogę zacząć. ;)]

    Jim

    OdpowiedzUsuń
  35. [Spodziewałam się wielu postaci w Fable, ale nigdy nie przypuszczałam, że trafię na Lucyfera z zamiłowaniem do pisania! Dzień dobry, chwalę pomysł na postać i czerpanie ze skeczu Neo-Nówki! Wendy chętnie poznałaby to zło wcielone nieco bliżej, by przekonać się na własnej skórze, czy faktycznie ma osobliwe poczucie humoru. :)]

    Wendy

    OdpowiedzUsuń
  36. Jeszcze godzina, a może nawet dwie i zakończy przyjmowanie pacjentów.
    Tamtejszy dzień był wyjątkowo oporny dla Jima, jedna uparta kobiecina i on - mały Robaczek. To musiało pójść w złą stronę. Nieprzystępność i hermetyczność, w swoich przekonaniach, nie idą ze sobą w parze, a on sam nie miał ochoty marnować czasu na takich osobników. Czasem myślał, że już nie było warto brać od takich ludzi pieniędzy. Satysfakcja w tamtych momentach była w zupełności zerowa, nie przynosząca nic, co mogło wynagrodzić ten stracony czas.
    Właśnie. Pseudo wybitnych intelektualistów i egoistów, myślących inaczej… czy lepiej być nie może? Przypadki te są niesamowite. Pragną zmiany, nie dając z siebie nic, co Jim chciałby uzyskać w takiej sesji. Chęci poprawy.
    I nagle rozległo się pukanie do drzwi. Zgasił swojego ostatniego papierosa i krzyknął:
    - Proszę wejść!

    [Mam nadzieję, że długość nie przeszkadza Ci. Nie mogłam nic lepszego dodać na początek.]
    Jim

    OdpowiedzUsuń
  37. [Z opóźnieniem, ale witam bardzo serdecznie. Lucek mnie powalił kompletnie. xD Brawa za pomysł i poczucie humoru!
    Życzę dużo dobrej zabawy, a w razie chęci zapraszam do siebie.]

    Kainan

    OdpowiedzUsuń
  38. - Robota sama do mnie przyjdzie - uciela krótko.
    Czekała na reakcje gory. Acz nie o sama gore jej tu chodzilo. Prawie, ze sie zakrztusila widzac wlasciciela we wlasnej osobie.
    - dobry wieczor panie Germain - wykrztusiła. Cholerny Jerry. Miał sie sam tu przytaszczyc nim zawracac jeszcze wlascicielowi
    Probowała cos jeszcze dodac. Miała to na koncu jezyka, gdy wtem w holu wydarzyło sie cos co nie bardzo dziwnego czego nie umiała okreslic.
    Z otwartymi oczami patrzyła sie to na szefa to na sufit.
    - o rany... - mruknela - szefie... nic panu nie jest? - zapytała sie go ignorujac ubawionego goscia.
    Tymczasem szefuncio spojrzał krótko na Lucka.
    - wstyd czy tez nie. Nie takie rzeczy sie wydarzyły w moim hotelu. - zaczal z powaga - oczywiscie moze pan wzniesc oficjalna skarge, panie...?
    - Boruta, szefie ?! - podpowiedziała pospiesznie.
    - ...Boruta. Panska decyzja. Elizo?
    - Tak?
    - Zajmij sie prosze tym balaganem.
    - Juz sie za to biore... - mruknela niezbyt szczesliwa, ze spokoj i cisze jej zabrano i poszla do kantorka przy okazji zachaczajac o kuchnie.

    [nie czepiam sie oczywiscie - ale troche to zaprzeczenie: z jednej strony mowi, ze nikogo w holu nie ma a z drugiej nagle wyrosla kobieta z dzieckiem... czesc jego mocy? ^^]

    zla Eliza

    OdpowiedzUsuń
  39. [yhmm - dobrze wiedziec, bo juz myslalam ze cos zle przeczytalam xDD i serio.. dobry bylby jako przewodnik wycieczki ;p niezla ironia by byla xD]

    Przez chwile zastanawiała sie poc jej wiaderko z mopem? Po co je wyciagała?
    Calkiem zbita z tropu stala jak posag i gapiła sie na cos czego nie bylo. Mrugała zawziecie myslac, ze ma jakies przewidzenia. To pewnie przepracowanie. Za duzo godzin pracy nie sprzyja jakosci pracy i dodatkowa bezssenosc wcale tu nie byla pomocna.
    - Elizo... Elizo?! - w koncu dotarł do jej umyslu glos szefa jak jakas natarczywa mucha.
    Zamrugała.
    - tak? slucham?
    - Po co ci to wiaderko?
    Cisza.
    - nadal pada. Mozna sie poslizgnac na tych kaflach. Wole je miec pod reka.
    - Rozumiem. Co do... - jego sznrzacy glos usypiał tak wiec znowu "odplynela" zastanawiajac sie co to do licha bylo. Cos tam odpowiadała machinialnie wlascicielowi. Przytakujac juz przeczac az sobie poszedl i zostala sama. Ciezko usiadła w fotelu i glowila sie czy wypada zajrzec do ... 13.

    [az tak bardzo chcesz wizyte? ^__^ przez ciebie Lucek mam kosmate mysli xD]

    skolowana Eliza

    OdpowiedzUsuń
  40. Zesztywniała od tego siedzenia. W recepcji sie nic nie działo, wiec zaprzegla tego durnego menadzera do warty w holu - za kare zreszta, ze sam sie tu nie pofatygował i przy okazji, ze nie byl swiadkiem... w sumie czego? Przed dobra godzine glowila sie co zaszlo. Na koncu stwierdzila, ze ma omamy. Nie mniej jak teraz wyjasnic, ze leci w stone 13 jak urzeczona? Powinni zrobic z tego pokoju jakiś kantorek. Koniecznie musiała pogadac z tym idiota, która posadzila na dole.
    Ale to zaraz potym jak wroci i nie bedzie stala przy drzwiach 13 z dlonia gotowa do pukania. Rzeczona reka zapukała zanim sie powstrzymała.
    Otworzyła drzwi zarumieniona i lekko zawstydzona wlozyla glowe do srodka by sprawdzic czy wszystko gra.
    - ja... - zaciela sie jak 5-latka, gdy cos przeskrobalo - chciałam sie upewnić czy wszystko gra.

    [bo Lucio to Lucio, acz i tak wole Samealka ^__^ Jestes jak bumerang-gdzie rzucisz to i tak przeleci. *smiech* a ja i tak ciagnie do mroku ]

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  41. Pokiwała glowa ze zrozumieniem.
    - no tak. Mozna sie tego spodziewac po TYM pokoju. Goscie sie czesto skarza. - mruknela. - czywiscie ze wezwe, ale to troche potrwa. Przy takiej pogodzie to pewnie przybedzie w ciagu godziny - westchnela - ale prosze sie nie obawiac. Serwis na pewno dojedzie.
    Usmiechnela sie acz usmiech oczu nie obejmował. Jedyna rzecz po 6 wiekach, ktora sie nie zmienila i nie dosiegała. Pustka i smutek odbity przez wieki. Wiecznie czekajacy w nieskonczonym kole odrodzen i szukajacy drugiej "zaginionej" polowki. Jedynie na ulamek sekundy wracalo ze zdwojona sila, ale bylo juz za pozno na cokolwiek.
    - z gory przepraszamy za usterki techniczne. Czy oprocz tych niewygod czegos panu jeszcze brak?

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  42. - ja tam w sumie tez nie, ale niektorzy to owszem sa. Az szkoda gadac. - zauwazyła rozbawiona.
    Spojrzała na niego spod oka. Chyba bylo czas w koncu wrocic na dol. Nie miała pojecia po co tu przyszla.
    Niezmieskie przyciaganie? - podsumowała rozbawiona.
    - No niby nie, ale trzeba na kogos zwalic wine. W koncu tu pracuje i obsluga musi isc na pierwszy szereg. - Zamyslila sie - ostatnio czesto slysze, ze ktos mnie gdzies widzial, slyszal i takie tam. To mozliwe. Nie jest pan pierwszy, ktory mi o tym mowi. Nie bardzo wiem skad sie to bierze. - zauwazyła lekko skonfudowana - wiem, ze to raczej nie moj interes, ale nie miał pan ze soba bagazu...?! - Na pewno nie potrzebuje pan pomocy w czyms? Oczywiscie kawe moge zamowic... jesli spragniony.

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  43. - kto wie.
    Zasmiała się.
    - moze mam jakas i o tym nie wiem. Wszystko mozliwe acz nic mi o tym nie wiadomo. No dobrze, zatem zejde teraz do kuchni i zobacze co sie da zrobić. Nie znam gusta wszystkich, ale jak do tej pory nikt nie narzekał na nasza kawe.
    Usmiechnela sie po czym zaczela wycofywac w strone drzwi.
    - a narazie pana zostawie. - kiwnela glowa i w koncu wyszła. Nawet nie wiedziała, ze wstrzymywała odech i jak juz szla korytarzem to wydawalo jej sie, ze przy okazji biegla tez maraton.

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  44. Wrociła po dluzszym czasie. Z kawa, ktora sama niosła.
    Zapukała do drzwi, potem weszła
    - czy moglby pan potrzymac drzwi? Dziekuje.
    Polozyła tace na stoliku nocnym.
    - nie wiedziałam z czym pan pije wiec wzielam i mleko i cukier. - zaczeła odwracajac sie do niego.
    Zmarszczyła brwi.
    - hmm. A cos takiego istnieje? Znam juz jedno - to w którym mieszkam, zyje i pracuje i pewnie przyjdzie mi kiedys umrzec. Jest jeszcze jakies? - zazartowala.

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  45. Patrzyła na niego i patrzyła jak ciele, ale o dziwo wcale sie nie bala ani nie odczuwała strachu. Moze i powinna-ale geny zrobily tez swoje.
    - pismo swiete czasem nie mówi wszystkiego - zauwazyła - malo zreszta do niego zagladam.
    Zamrugała.
    - wlasnie miałam zapytac, ale tak jakos nie wypadalo. To w holu... co to niby bylo? - zmarsczyła brwi przystepujac z nogi na noge.
    - bo raczej mi sie nie przewidziało.
    Zignorowała na chwile jego reke wyciagajac dumnie podbrodek i zmruzyla oczy jakby zadajac wyjasnien.
    Jednak w gruncie rzeczy nie potrzebowała ich.
    - to mialo mnie w jakis sposob przestraszyc? Macie rogi/ogon albo jestescie owlosieni? No dobrze, niech i Wam bedzie acz wrocimy co gdziekolwiek idziemy?

    Eliza [butna?)

    OdpowiedzUsuń
  46. Sama zachichotała.
    - wiem, ze to nie wojsko, no ale.... - nie zdazyla powiedziec, gdy sie nagle znalezli w "obcym" ale dziwnie swojskim miejscu. Az otworzyła ustaz wrazenia.
    - niewazne - wykrztusila w koncu.
    Z ciekawoscia rozgladała sie na boki chlonac widok.
    - calkiem ... milutko - dodała po chwili nie znajdujac innego slowa by okreslic to co widziała a potem spojrzała na mezczyzne i zagwizdała.
    - No prosze, prosze... - zakaslala - milo mi.. Lucyferze? Ten Lucek? - odstapila troche do tylu by napawac oczy jego widokiem.

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  47. Przesunął spojrzeniem po jego sylwetce. Wykrzywił nieco wargi w dziwnym uśmiechu.
    - Spodziewałem się... z resztą, nie ważne...
    Rozejrzał się po miejscu w którym wylądowali. Słyszał z oddali potępieńcze wrzaski, jęki i zawodzenie, ale nie było to tak dokuczkiwe jak się sobie wyobrażał.
    - Wiele. - przyznał. - Ale nie będę wybredny, więc pokaz mi to co uważasz za godne pokazania.
    Wyciągnął z jednej z licznych kieszeni swojego odzienia, dość długi sznurek, który po przyjrzeniu się okazał się być drobą, misterną koronką. Była mocna, chociaż z wyglądu delikatna. Jedną jej część przywiązał do nadgarstka diabliska a drugą do swojego. Pociągnął jeszcze nieco mocniej, by sprawdzić czy supeł dobrze trzyma z dwóch stron.
    - Gotowe... To tak na wszelki wypadek, gdybyś zechciał mnie jednak gdzieś zostawić. Więc w drogę, mój... nieco czerniawy towarzyszu.

    OdpowiedzUsuń
  48. - Jakby tu zaczac.... - zaczeła troche niesmiało. - dostane twoj autograf? - wypalila bez zastanowienia - no bo to raczej nie jest na porzadku dziennym spotkac upadlego... bez urazy. Nie wiem czy to nawet wypada...
    Ah zamknij sie kobieto juz. To nie sredniowiecze.
    - Jestes piekny - baknela zazenowana - nie smialabym prosic cie o "wycieczke", no chyba ze masz wlasny kaprys. - pokrecila glowa - bylaby to jednak chyba ostatnia rzecz ktora bys chcial robic. - zauwazyła - pytasz sie co chce wiedziec... - zerkała na jego podwladnych katem oka - jestem tu by zabrac mi dusze?

    [oj sorki ze krotko]

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  49. - a wrocimy? - uniosla brew ale wiecej nie skomentowała dalej - probujac wierzyc w to co mowi chociaz 1%. - Moze i tak jest, ale sami powiedzcie. Tu caly czas sie cos zmienia, przestawia, dodaje... Zatem gdzie dokladnie jestesmy? - zaczela go zasypywac pytaniami typu: zawsze tu tak goraco? wszystkie pietra wygladaja tak samo i czy kazdy wyzszy demon ma swoich pacholkow?
    Potem zamilkla.
    - cos w tym przyslowiu jest: ciekawosc prowadzi do piekla. Nie musisz odpowiadac na niewygodne pytania - wymusila usmiech. Troche zaczynalo jej sie krecic w glowie. Tylko troche, ale efekt byl widoczny, gdy w pewnej chwil zlapala go za ramie byle sie nie przewrocic.
    - przepraszam - mruknela cicho.

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  50. [Witaj i dziękuję. Takie miłe słowa od samego Lucka - uroczo. :)]

    Tytania

    OdpowiedzUsuń
  51. - przepraszam. Nie na codzien schodzi sie do piekla - zarumienila sie - normalnie to tyle nie gadam tylko siedze np z ksiazka pod reka zaglebiajac sie w lekture. Juz sie zamykam - teatralnie ulozyla palce w kluczyk i "zamkmela" usta.
    A potem sluchała i sluchała chlonac oczy widokami. Jakby je mozna bylo przeniesc pod powierzchnie, to bylby to raczej mierny efekt.
    Zachichotała.
    - gdy pana nie ma to myszy harcuja - puscila mu oko uznajac to za dobre podsumowanie przy czym zignorowała syczenie jednego z podwladnych gdy przechodzili obok. Po tym zamilkla czujac sie tez troche glupio trzymaj sie go za przed ramie niczym jakas krolowa przechadzajaca sie po swych wlosciach.
    - Mam wrazenie, ze spie i snie jeden z moich niekonczacych sie koszmarow, z ktorych sie czasem nie daje przebudzic. Jak tu czas plynie? W porownaniu z ziemskim?
    Spojrzała na niego.
    - mozemy zrobic przerwe? Troche mi sie w glowie kreci.

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  52. Scisnela jego reke
    - kazdy ma ja jakis swoj prywatny koszmar junior. W moim wiecznie gdziesz uciekam. Wiem, ze brzmi to absurdalnie. W koncu ucieczki to nic nowego - popatrzyła tu na niego znaczaco odnoszac sie troche do jego buntu - Bardziej chodzi o sama atmosfere. Tyle, ze najgorsze jest to ze jak juz sie obudze to tego nie pamietam. I tak siedze skulona w lozko bojac sie czasem ponownie zasnac.
    Westchnela odwracajac wzrok na bok skupiajac na jakims diabelku wywalajacym do niej jezyk i obrazujacy troche obsceniczne i jednoznaczne gesty.
    Uniosla brew nic jednak nie mowiac.
    - a tak sobie... W sumie zawsze bylam ciekawa jak to z czasem jest.
    Z ulga usiadła w lezance.
    - widoki nieziemskie. Oh i dziekuje za picie - podziekowala promiennie biorac puchar w reke. - ale to nie arszenik? - zapytala powaznie ale oczy sie smialy.

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  53. Rozglądał się, podziwiając kunszt architekta. Tak na prawdę to poszukiwał czegoś specjalnego. Nie interesowały go męki ani tortury. Poszukiwał lasu zywych drzew. Przeszli przez kilka kręgów. Piekło było fascynujące. miał wrażenie, że to miejsce było dużo ciekawsze niż niebo. W końcu od wicznego szczęścia można było się porzygać.
    - Ciekawe... A las żywych drzew?
    Zajrzał do jednego z kotłów. Parsknął śmiechem. Czlowiek w nim umieszczony, najzwyczajniej w świecie siedział i czytał książkę, zpełnie jakby wcale się nie gotował żywcem.
    - Uszanowanie. - mruknął Faust. - Podasz mi zaginiony symbol?
    Rozpoznał mężczyznę, chociaż widział tylko popiersia go przedstawiające. Męczennik uniósł wzrok. Zmarszczył brwi.
    - Jesteś żywy? I wszedłeś tu z własnej woli by poznać zaginony symbol?
    - Tak. - skłamał gładko. Nawet nie spodziewał się spotkać tu tego jegomościa.
    - Odważny jesteś.
    - Wiem. Przywiązałem się do Lucyfera. - uniósł rękę, prezentując węzeł. - Więc?
    - Nie wiem czy to szaleństwo czy odwaga...
    - Jedno jest bardzo blisko drugiego. Symbol proszę...
    - Zaginiony symbol to... Ar Ra...
    - Ar Ra? Bezsensu... Ale dziękuję. Przyda się.
    Podszedł znów do Lucyfera. Przeciągnął się, przy okazji wąchając swoje ubranie. śmierdziało smołą, dymem i spalenizną.
    - Żywe drzewa? - spytał raz jeszcze, uśmiechając się przy tym. Bardzo chciał się tam znaleźć.

    OdpowiedzUsuń
  54. - Tyle, ze odnosze wrazenie, ze to nie sa zwykle sny. Inne czasy inna epoka, ale nie jestem w stanie sprecyzowac kiedy i gdzie to sie dzieje. Nie mniej bylabym bardziej wyspana, gdyby to snilo mi sie rzadziej a nie w noc w noc. - westchnela.
    - w sumie to praca dodatkowa, bardziej dla zabicia czasu niz zarobkowa. - wyszczerzyła sie - Mam cie! Ktos inny pomyslalby, ze zartujesz, ale... martwisz sie o mnie? - uniosła brew w niemym pytaniu. - To chyba by bylo cos przelomowego. Sam ksiaze piekiel martwi sie o prace smiertelniczki. Nie ma sie o co martwic....
    Upila troche soku. Coraz bardziej byla tez znuzona, ale nie narzekała. Tyle, ze w pewnej chwili zasnela a w miedzy czasie do Lucka przybyl zaoferowany sluga przynoszacy od kogos pilne wezwanie.
    - wybacz mi panie, ale to sprawa priorytetowa. - opuscil spojrzenie na dol, byle nie patrzec zbyt dlugo.

    OdpowiedzUsuń
  55. Była rozespana i troche skolowana, ale... o dziwo wyspała sie.
    Zamrugała parokrotnie chcac odegnac mgle sprzed oczu. Jeszcze nie dotarło do niej, ze jest w cudzej sypialni, ale...
    - o rany... - prawie ze pisnela ze zgrozy, gdy w koncu dotarlo do niej, ze lezy na czyims lozku w obcej sypialni - nie chcialam zasnac, ale tak mnie jakos zmulilo.
    Rzucila na niego okiem - wystarczyla by ta lezanka. Nie trzeba bylo mnie tu przenosic. - dodała wyplotajac sie z narzutki robiacej za koc.
    - ah spalo. Dziwne, ale jest dobrze. To twoj wplyw?

    OdpowiedzUsuń
  56. [minelo tak malo czasu a tesknic za mym przewodnikiem - dop. Elizy xD]

    - kazdy jakies ma - przytaknela.
    Zarumieniona wygramolila sie jakos z lozka. Acz bardziej przypominalo loze. Nylo wielkie na 6 czy nawet wiecej osob. Polozyła stopy na podlodze - tak zdjeto jej buty, ktore teraz szukała.
    - buty - mruknela widzac nieme pytanie. Podloga byla ciepla, nie zimna, ale wolala tkwic w butach.
    - wydaje sie, ze zasypalam cie gradem pytan. Wiesz lepiej niz ja, ze nie musisz odpowiadac by zaspokoic moja ciekawosc. Powiedz lepiej co zyskasz z mej obecnosci tutaj. Wiem, powtarzam sie, ze pytam o to ponownie. Czego ty chcesz? Moja skrzywiona dusze? Domyslam sie, ze nie majatek...
    Podeszła do niego stajac twarza w twarz i praktycznie zabierajac jego przestrzen osobista. Uniosła glowe, by lepiej go widziec. Był troche wyzszy niz ona. Troche bolała ja przez to szyja, ale przezyje jakos.

    OdpowiedzUsuń
  57. - oh dzieki - wymamrotała siegajac po nie, by ja wlozyc. Chwile to trwalo, ale uporała sie z nimi. Chyba nastepnym razem wezmie sandaly. O ile jakis jeszcze bedzie?! Mila wrazenie, ze bedzie, ale wolala zyc w niewiedzy.
    - moze i nie teraz. Ale domyslam sie, ze przemknelo ci to przez mysl. Moze sie myle? - zachichotała pod nosem - mam sie ukladac z demonami? Szybciej sie sama zabije a patrzac na tempo pracy to sie moze stac lada dzien - zauwazyła wesolo srednio sie tym przejmujac. - Nie neguje oczywiscie twych mozliwosci. O ile pismo sie nie myli... w swych niedomowieniach. Wiec jak to jest naprawde?! - rzucila bardziej retoryczne pytanie niz by rzeczywiscie chodzilo o odpowiedz.
    Odwrocila sie w strone czegos co przypominało okno.
    - czasem lepiej zyc w niewiedzy. - oznajmila - to prawda, ze "luki" bywaja meczace i czasem klopotliwe, ale... przyzwyczailam sie - przymknela oczy. - I tak chyba na mnie juz czas. Czymze dotarl do hotelu w te ulewe?? Bo raczej nie rowerem. - odwrocila glowe spogladajac na niego uwaznie.

    niestety wiem ^^

    OdpowiedzUsuń
  58. - dali... ?! Było by cudownie.
    Tyle, ze malo w to wierzyła. Dano jej czekanie na nie wiadomo na co.
    - dziwnie to brzmi w twoich ustach. Nawet troche niepokojaco.
    Troche zesztywniała gdy znalazl sie za nia.
    - to sie domyslilam widzac ciebie calego mokrego. - przekrecila oczami. Odwrocila sie w jego strone, gdzie nadal trzymal jedna reke tak jakos odruchowo.
    - czy moglbys...? - opuscila oczy na reke cala sploniona. Na rany Jezusa, ile razy juz sie czerwienie? - Musze wrocic na dol... - zawiesila glos. - jak ci potrzeba czegos Lucek to dzwon. - usmiechnela sie dziwnie zmeczona calym zajsciem. - Milej nocy lub tez i dnia. Trudno stwierdzic co jest wlasciwe.
    Skinela glowa i sie ulotnila zapuszczajac zurawia do lazienki.

    OdpowiedzUsuń
  59. - Milo bylo poznac z obydwu stron. - mruknela zanim wyszla.
    Szalona noc - skomentowała wracajac z lazienki do kuchni a z niej z nowym kubkiem kawy na dol. Gdzie przesiedziała reszte nocy juz spokojnie. O i nawet przestalo padac. Swietnie - bo parasola nie miała. Gdzies kolo 5 nad ranem mogla w koncu wyjsc z pracy po nadgodzinach.
    Ziewajaca ubierała sie do wyjscia. Zabrała torebke i wyszła na ulice chlonac mrozny poranek.
    Spacerkiem udała sie do domu. Gdy byla juz blisko, tuz przy samych drzwiach praktycznie potknela sie o wysunieta nieznacznie plyte chodnika skrecajac sobie, jakby na zlosc, kostke.
    - po prostu zajebiscie... - zamrugała zaciskajac zeby i probujac dokustykac do murku by przysiasc na nim i ja unieruchomic na tyle by wejsc jakos do domu.

    OdpowiedzUsuń
  60. Grzebała w swojej torebce rozmyslajac czego uzyc do unieruchomienia kostki.
    Niczego takiego nie miała.
    - co za ironia - baknela zla i zmeczona. Mazylo jej sie lozko.
    Uniosła glowe, gdy uslyszała znajomy juz glos.
    - tak sobie siedze i podziwiam - burknela - widoki - dodała majac na mysli jednoznaczna ulice a nie dwuznaczna jego postac. Katem oka popatrzyła czy ludzie sie nie kreca. - znacznie lepiej wygladasz bedac soba - zauwazyła jednoczesnie masujac kostke i sciagajac z szyi szalik by nim ja obwiazac - rany z ciebie ptaszek. Pospalo by sie jednak co. Pokoj miales zarezerwowany do poludnia?! - jeknela cicho przy wiazaniu nogi.

    OdpowiedzUsuń
  61. - Jesteś bardzo paradny. - uśmiechnął się. - Obaj doskonale wiemy, że drzewa mają się dobrze. Ale trochę humoru zawsze sie przyda.
    Spojrzał na materiał którym ich związał. Było to jego zdaniem dość prymitywne i głupie, ale... podziałało. Niemal słyszał jak Mefisto złorzeczy i już planuje swoją zemstę. Poczuł jak robi mu się lżej na duszy... a raczej na tym co z niej zostało. Czasem dobrze było dosrać komuś, kto wcześniej dosrał tobie. Albo tak zupełnie bez powodu... Czasem po prostu była taka potrzeba i koniec.
    - Chce je zobaczyć... - wyznał. Była to prawda ale nie cała.
    Podszedł do najbliższego i bez skrępowania koronką, która ich łączyła, zaczepił o drzewo i oderwał spory kawał gałęzi. Z rany drzewa od razu polała się bardzo gęsta, ale krew. Owinął kawałek gałązki chusteczką i wsunął pod surdut.
    - Świetnie. Też zgłodniałem... - uśmiechnął się do diabła. - Mefisto mówił, że sam nie mogę oderwać kawałka drzzewa a on tego nie zrobi... bo się obraził. Ty pewnie tez byś czegoś chciał więc... - wzruszył ramionami. - Materiał był przywazany do ciebie więc można uznać, że ty to zrobiłes.

    OdpowiedzUsuń
  62. Zmruzyła oczy.
    - jestes tez telepata? - zapytala kwasno.
    Serio nie miała jakos nastroju na radosny ton.
    - nie daleko. A schodów jest niewiele. Poradze sobie. - sprobowała wstac trzymajac murku i nawet udalo jej sie stac do czasu gdy stanela na drugiej nodze.
    Syknela z bolu.
    Widziała, ze odchodzi... Albo tez udawał, ze to robi. Zagryzla wargi. Wcale go nie chciała prosic o pomoc. Jak zacznie to nie skonczy i nim sie obejrzy zamieszka w piekle. Tyle, ze sama nie dojdzie. Nawet zadzwonic nie mogla bo komorka jej padla.
    - Lucjan... - mruknela.

    OdpowiedzUsuń
  63. Chyba poczuł ulgę kiedy znaleźli się znów w jego domostwie. Pachniało zdecydowanie lepiej. Merry, sądząć po zapachu już nakrywała do stołu i znosiła potrawy do jadalni.
    - Proszę bardzo. Merry i tak zawsze gotuje więcej niż powinna. Nie mam jej za złe, bo zwykle dużo jem.
    Zmarszczył brwi, gdy Lucyfer tak po prostu spalił koronkę.
    - No wiesz...? To ręcznie tkana koronka... - fuknął. Nie była tania. Właściwie kupił ją dla Merry by mogła obszyć sobie rękawy. Cóż... kupi nowy kawałek. Teraz, skoro może stworzyć kamień filizoficzny, może zgromadzić niezły majątek.
    Odwinął gałązkę z materiału. Obejrzał ją dokładniej w świetle powoli zachodzącego słońca. Wetknął ją w przygotowaną w doniczce ziemię. Wycisnął na nią resztkę krwi z chustki, po czym cisnął ją do paleniska. Materiał zajął się ogniem, który przybrał ciekawie zielonkawą barwę.
    Potem wyciągnął przetrzymywanego w klatce szczura i szczypcami odciął mu głowę. Trzymał tuszkę nad gałązką by ją odpowiednio podlać. Kiedy ostatnia kropla ściekła, wyrzucił trupa przez okno. Umył dłonie w misce.
    - Potrzebna mi gałązka, nie krew... Chce by urosła. - wzruszył ramionami. - Nie mam ręki do roślin... - wskazał na kompletnie wysuszone pelargonie i begonie w doniczce.
    Otworzył drzwi swojego gabineu. Teraz zapach stał się jeszcze wyraźniejszy.
    - Merry! - krzyknął do swojej gospodyni i kucharki w jednej osobie. - Nakryj dla dwóch osób...
    Odwrócił się do Lucyfera i wskazał na miskę z wodą i mydło.
    - Umyj ręce.
    Zdjął przesiąknięty zapachem piekła surdut i wdział nowy, świeży. Koszulę też miał zmienić... ale przecież nie będzie się rozbierał przy swoim gościu.

    OdpowiedzUsuń
  64. Pokiwała glowa.
    - to ten drugi dom. Za duzo pieter tu nie ma. Bo tylko dwa. - powiedziala cicho wtapiajac palce w przed jego kurtki.
    Na miejscu podała mu klucze.
    - pewnie to bedzie moja kolejna glupota - westchnela - ale wejdz.
    Nie była zachwycona faktem, ze sie "umosci", no ale coz. Co to bylo dla niego po prostu wejsc.
    - w tym fotelu bedzie dobrze. W kuchni mam apteczke. To drugie drzwi od korytarza. - pokierowała go a gdy sie juz ruszył chwycila go za reke jeszcze i powiedziała ciche "dziekuje".

    OdpowiedzUsuń
  65. [e to... kolejne przeslanie od niesmialej Elizy: kiedy buzi dostane? - rumieniec E. ^_^
    A z mej strony: moze kiedys wpadnie do jej mieszkania niezle pocharatany? ;) Tak jestem okropna dla wlasnych postaci, gdy chce zrobic im krzywde. Takie spaczenie zawodowe - zbyt dlugo gralam wampirami xD]

    W tym tez czasie gdy wyszedl zdazyła zdjac kurrtke, ktora niedbale rzucila na oparcie krzesła przewieszajac je wraz z torebka a potem wziela sie za zdejmowanie butów. Kostka zdazyła niezle spuchnac. Jak tez miała isc jutro do pracy?
    Potrzasnela glowa.
    Sredni pomysl, ale musiała zadzwonić. Pozniej - pomyslała, ze moze uda jej sie jednak pojsc.
    Westchnela ciezko rozpinajac gorne guziczki bluzki, by sie troche ochlodzic. Mniejsza z tym, ze bylo widac kawalek nagiej skory.
    W sumie chciała sobie sama zrobic opatrunek, ale jej nie pozwolil biorac stope w rece.
    - jest w sam raz - odparła zmieszana ignorujac przyspieszony rytm serca - Napewno uzyje. Z niechodzeniem to moglby byc problem. Kiedys trzeba i jesc i korzystac z lazienki... - znowu sie zarumienila. O losie. Czemu takie proste slowa wywoluja dwuznaczne mysli. Chyba do psychologa powinnam sie udac - pewnie cie odciagnelam od twoich "zlych i podłych" planow trucia, pfuu umilania, innym zycia.

    OdpowiedzUsuń
  66. [Dziękuję za powitanie :D]

    Chelsey

    OdpowiedzUsuń
  67. [Cześć Lucjan, jak tam problemy z polakami? (Wybacz, ale aż się prosiło xD). Tak bardziej na serio - dziękuję bardzo za miłe powitanie i cieszę się smok się podoba. Jeśli masz chęć to wpadnij na wątek. :)]

    Drake

    OdpowiedzUsuń
  68. Niezbyt często, ale zdarzało się. Zdarzało się, że Frost odczuwał potrzebę poczuć się bardziej... "ludzko". Założył inne ubranie niż swoja niebieska bluza ze śnieżynkami i brązowe spodnie, które, de facto, wołały o pomstę do nieba już. Czuł się dość niekomfortowo w jeansach, t-shircie i trampkach (o zgrozo, przecież on normalnie butów nie nosił, ale to cholerstwo niewygodne...!). Nie licząc zwykłego ubioru postanowił też rozstać się ze swoją laską i udać się do baru. Wszedł do środka niepewnym krokiem poprawiając czapkę z daszkiem, którą zgarnął tuż przed wyjściem. Chciał choć trochę ukryć swoje białe włosy, ale wiedział, że nie bardzo mu się to udało.
    - Whiskey z lodem - poprosił barmankę z lekkim uśmiechem, po czym odszedł ze szklanką na ubocze. Po kiego on tu przylazł? By się pogapić na ludzi? Przecież to nie ma sensu. Spuścił głowę załamany, a wzrok wbił w szklankę. Mało to zabawne.


    [Wybacz, że tak długo!]

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  69. [zle ze mna xDD to upadlych zabic mozna? wiesz.. upadly a demon czy diabel to w sumie rozne istoty xD]

    - Moze nie mowiles, ale tak to zabrzmialo - zauwazyla przekornie. - no raczej skokow na linie nie planuje - usmiechnela sie - dobrze sie wyrazil. Podpuszczam cie - wyszczerzylasie w szerokim usmiechu.
    Teraz to ona wywrocila oczami.
    - widac, ze sie nudzisz w "domu".
    Spowazniała.
    - odprowadzilabym cie do drzwi, ale sam rozmuiesz - - zaczeła - dzieki raz jeszcze. - pomachała mu na odchodne i jak juz sama zostala to sprobowała wstac. Pierwsze proby byly mizerne, ale jakos sie przetransportowała do sypialni i nie zdejmujac cichow polozyla sie na lozku, prawie od razu zasypiajac.

    [strzelaj ! xD]

    OdpowiedzUsuń
  70. - Nie chce cie prosić o zbyt wiele, bo potem się okaże, że chcecie w zamian niewiadomo czego. A je jestem wciąż tylko człowiekiem. Chciałem dostać drzewo z piekła. Mefisto twierdził, że to nierealne więc... sam zadbałem by posiadać drzewo.
    Zabrał z szafki dwie butelki swojego własneg alkoholu i tę której jeszcze nie dokończyli. Napełnił szklaneczkę diabła. Nie pijał z kieliszków. Jak się już piło to trzeba było robić to porządnie.
    Sam również wlał słuszną porcję. Upił łyk i kiwnął głową. Tym razem napitek miał przyjemny korzenny smak.
    - Mógł mi dać czas. - przyznał zgodnie z prawdą. - Bogactwo i władza to sprawy przereklamowane, mimo że pomagają w zyciu. Wiedzę można posiąść jeśli... jeśli ma się czas. Nie starczyłoby mi życia, gdybym chciał zrobić wszystko to czego pragnę. Więc... czasu nie da się wycenić. Chcę patrzeć jak zmienia się świat. Chcę wiedzieć i pamiętać... i to wszystko dał mi właśnie ten cyrograf.
    Jedząc pieczeń, właściwie się spodziewał, ze będzie czuł mdłości albo obrzydzenie, po wizycie w piekle. Ale nie... Nie współczuł żadnej z uwięzionych tam duszyczek. Nie myślał o nich, nie wspominał. Zmarszczył nieco brwi.
    - Chyba Mefisto zabrał mi nieco więcej niż śmiertelność i cnotę... - zamyślił się. - Chociaż nie... ja chyba zawsze taki byłem. - wzruszył ramionami i opróżnił swój kieliszek.

    OdpowiedzUsuń
  71. [coz .. dla mnie (wiem, wiem, marudze juz) zawsze bedzie upadlym nie demonem. Zwlaszcza, ze wczesniej nim nie byl ^^)a aniol do demona ma sie tak jak mysz do kota ;p]

    Przez caly czas ja cos niepokoilo. Czuła sie tak jakby miała miec wlasnie okres (nawet gdy byla juz po). Coś ja draznilo, przez co byla tez nie w sosie. Tylko nie wiedziała co, co ja jeszcze bardziej wkurzalo. Nie mogła sobie znalezc miejsca. Postanowila wczesniej polozyc sie spac, ale i w lozku nie mogla zasnac.
    - co jest... - mruczała wkurzona. Starala sie nie brac nasennych i teraz tez po nie nie siegnela. Spanie odpadalo wiec wstala z lozka w swej kusej koszulce nocnej i zeszla do kuchni, by nalac sobie wody. Kilka kropelek zlecialo na biust, ale nie starla ich. Nalała sobie drugiej szklanki, gdy to uslyszała.
    Zmarszczyła brwi i poszla sprawdzic.W mieszkaniu nic sie nie dzialo, zatem wyszła na zewnatrz przed drzwi. Tam co zobaczyła... nie był to przyjemny ani mily widok. Obraz nedzy i rozpaczy utylany krwia
    - na rany jezusa... - mruknela podbiegajac prawie do osuwajacego sie mezczyzny. Zdazyla w ostatniej chwili. - Lucek...? - dotknela piersi by go przytrzymac. - Lucek! Tylko mi tu nie padaj. - poprosila biorac jego ramie i opierajac na sobie by moc go wciagnac do srodka. Przy czym bardziej go ciagnela nim by jej pomagal. Stopa zamknela drzwi, gdy przechodzili korytarzem w strone drugiej sypialni. Nawet nie chciała ogladac teraz podlogi pozaznaczanej kroplami krwi. Usadziła go wpierw na lozku a potem polozyla.
    - no niezle sie urzadziles. - mruknela zapalajac swiatlo w lampce na szafce nocnej, aby przyjrzec sie rana. Oprocz drobnych plytkich naciec bylo tez pare glebszych. Chyba jej nawet naga kosc po zlamaniu sie ukazała. - i co ja mam teraz zrobic... - zapytała w niebycie. Był nieprzytomny i mocno krwawil. Zostawiła go na chwile by pojsc po opatrunki, by zatamowac krwawienie, ale.. czy nie bylo zapozno? Nie wiedziała co ma robic za bardzo. Bo niby skad nie znajac fizjonomii aniolow. Mniejsza z tym, ze upadlych. Aniol to aniol. Kiedys probowała manipulowac swoja aura. Moze to pomoze?
    Lezał u niej takie bezbronny juz kilka dni. Nie chodzila w tym czasie do pracy, bo sie nim zajmowała. Od czasu do czasu robiac zakupy kupujac srodki opatrunkowe w ilosciach hurtowych. A potem wracała do domu czujac zmeczenie za kazdym razem przekazywania. Ciagle krwawil, wprawdzie mniej juz, ale nie obudzil sie jeszcze.
    - tylko mi tu nie umieraj slyszysz? To jeszcze nie twoj czas. - warknela podajac mu wody z lekami. Trzeba bylo go rozebrac, by moc zobaczyc skale obrazen. Nie miała pojecia jaki mial rozmiar wiec wziela najwieksze dresy, by go ubrac (acz pewnie nie mial by nic przeciwko byciu nagim.), narzucajac koce, ale temperatura spadala. Prawie bez zestanowienia weszła pod koce i wtulajac sie oddawała wlasne cieplo. Zlaczone dlonie ulozyła na jego sercu bijacym nie rowno. Przymknela oczy.
    - Lucyferze... Gwiazdo Zaranno, slyszysz mnie? Wiem, ze tu jestes. Jak odejdziesz to skopie twoj tylek - zazartowała - tak... to ja. Eliza, nic ci nie grozi. Skup sie na biciu mego serca. Oddychaj gleboko. Wez ja, [dusze oczywiscie], nie chce bys odszedł.
    Uscisnela ich zlaczone dlonie. Z kacika oczu poleciały samotne lzy znikajac gdzie na kocach.

    [teraz moge poplakac? ^^]

    smutna Eli.

    OdpowiedzUsuń
  72. Drgnela. Nie za sprawa poruszania palcami, ale gleboko w umysle. Był tutaj. Czuła go przez polaczenie.
    - Juz dobrze. - glaskała jego naga piers - Jest dobrze. Nie martw sie o mnie. To nie pakt. To ofiara, acz pewnie trudno w nia uwierzyc. Mówilam kiedyś... ze nic mi sie nie stanie, gdy ja wezmiesz? Po to sie odradzam. Dziwne, ze zawsze ratuje komus tylek nie oczekujac niczego w zamian. Wez ja wez. - nakazała surowo - nie krepuj sie. A chyba chcesz wiac odwet prawda? Zamieniles sie w aniola zemsty. Tym jestes i zawsze bedziesz. Zawsze mnie cos ciagnelo do mroku. Gdziekolwiek bym nie była i cokolwiek bym nie robiła i tak mam krew na rekach. Teraz mam twoja. Walcz! Nie uwazałam cie za slabeusza i nadal tak jest. Kiedys zadalam ci tez pewne pytanie, pamietasz? Czy bys powrocil gdyby bylo ci dane, odpowiedziales to co powiedziales, ale czuje twoj bol. Ty wciaz tesknisz. Moze jestem mala i malo znaczaca, moze i malo rozumiem, ale twe udreczone serce, bo wiem, ze je masz, krzyczy. Nie odchodz prosze cie.
    Wypuscila kolejna wiazanke energii w cialo, by wspomoc regeneracje.
    - kto mnie bedzie nosil na rekach? - zapytała zdyszana jedna reka zabierajac oklad, by zmoczyc na nowo i polozyc znowu na spotniale czolo. - wiesz jakby patrzec na pewne rzeczy z jednej perspektywy to w sumie jestesmy podobni. W pewnym sensie.
    Pocalowała jego dlon.
    - zaraz wracam. - odparła wyslizgujac sie spod poscieli. Puscila jego dlon, by moc skorzystac z lazienki i cos wrzucic na zab. Przez te pare dni, byla wiecznie glodna. Mimo zmeczenia nie mogla tez zasnac, ale to uczucie juz znala. Po krotkim czasie wrocila do sypialni by zmienic bandaze, podac dostepne leki - nie, nie poszla z nim do lekarza, bo nie byla pewna czy koledze od bitki nie wroca dokonczyc dziela a tu byla bezpieczna, i ponownie wrocila do lozka, ponownie laczac dlonie.
    - wez ja. To rozkaz. - mruknela. - mam sie pogniewac. A moze wolisz bym ja komu innemu dala? - zapytała podpuszczajac. Chcesz by me wysilki poszly na marne? [btw. zawsze mozesz ja w demona zamienic xD i tak sie wahalam miedzy nim a wampirem xD]

    OdpowiedzUsuń
  73. - Widzisz, mój drogi diable... Ja jestem wyjątkowy. Dlatego własnie tacy jak ty i ci z drugiej strony świata raczyli się mną zainteresować. Ale gdy powiedzieli mi, że pijaństwo i rozpusta to grzech... to wybrałem tę waszą stronę - zaśmiał się. - Poza tym, dowiedziałem się, że moje ciało się nie zmienia, czyli mogę jeść co chce i jak dużo chce i nie przytyje. Nie ma nic lepszego na tym świecie...
    Zjedli prawie wszystko co przygotowała Merry. Kobieta miała talent, dlatego właśnie zdecydował się płacić jej troche więcej. Cóż, nic nie motywowało tak jak pieniądze.
    Rozmawiali o różnych sprawach, chociaż wątki zwykle kręciły się okół mieszkańców miasta oraz jego zacnych przybytków. Pił szklanka za szklanką. Uważał, że alkohol sprzyjał kreatywności. Poza tym, pozwalał uciec od niachcianych myśli i wątpiwości. Musiał przyznać, że ta partia się udała. Zerknął na butelkę, odczytując datę. Będzie musiał zajrzeć do księgi i sprawdzić, co też takiego dodał tym razem. Chociaż równie dobrze mógł być to rozpuszczalnik... Parsknął śmiechem.
    Był już na prawdę nieźle wstawiony. Szum w głowie się wzmógł i nagle wszystko stało się piękniejsze. Uśmiechnął się do Lucyfera i to nawet ładnie.
    Merry zebrała naczynia. Zostawiła im szklanki i butelki a potem doniosła jeszcze szarlotkę, które teraz była głównym obiektem, przyciągającym spojrzenie Fausta.
    A potem Lucyfer nagle wstał. Mógłby się spodziewać prędzej ciosu w twarzy niź czegoś takiego. Ale w sumie, to było nawet miłe. Może to taki diabelski zwyczaj? Albo zwyczajnie Lucyfer uznał, że tak bardziej wypada? Cóż, kiedy alkohol krąży w żyłach, każda teoria jest dobra.
    - Tylko nieźle? - obruszył się. Podniósł się z krzesła, chociaż dość niezdarnie. - Co ty insynuujesz?

    OdpowiedzUsuń
  74. Usmiechnela sie w duchu jakby dowcip dobry uslyszała.
    - w prozni nie ma zycia - mruknela tylko stajac sie dziwnie otepiala. Nie czuła juz ciała bedac w domu i nie bedac w nim. Dziwne uczucie. Nie mowiła tego, ale zabierała tez ze soba jego bol rozdzierajacy ciało na strzepy. Niewiele juz "zostalo" Krucha nic - wystarczyłoby tylko jedno szarpniecie by sie rozplynac.
    Poczuła ulgę.
    Dziekuje ci... mruknela ostatni raz i nastala pustka.
    ***********
    Gdzie ja jestem?
    Rozejrzała sie na bok. Piekny widok. Panowała wieczna wiosna. Było cieplo i pogodnie, gdy stala na jakies lace. Chcialo jej sie plakac i smiac jednoczesnie. Zostac tu na zawsze. Nogi ruszyły same przed siebie. Nie zauwazyła tego. Poprostu szla. W oddali bylo widac brame. Z poczatku była ona malutka kropeczka powiekszajaca sie z kazdym krokiem. Jeszcze pare i bedzie obok. Troche niepokoili ja straznicy, ale i tak szla dalej.
    - przepuscie mnie - poprosiła.
    - musisz czekac. - jeden z nich machnal w strone krzesla.
    Usiadła.

    ***********
    W tym samym czasie.
    Dostał wody, tyle, ze nie od niej.
    - ostroznie stary druhu - przestrzegł archaniol [dajmy ze michal]. - wygladasz okropnie. - zauwazył pomagajac pic.

    OdpowiedzUsuń
  75. Michał uspokoił straze chwytajac bylego przyjaciela za ramie i prowadzac go przed soba.
    - przejdzmy sie. Krzykiem i piescia niczego nie nie zyskasz. - usmiechnal pogodnie lagodnie upominajac.
    Odprowadził kawalek.
    - zawsze chcialem to zrobić no ale jak to mowia przypadki chodza po ludziach.
    Oczywiscie widział, ze te nonsensy malo interesuja Lucka. - Musimy poczekac i nie mam na to wplywu. Ty tym bardziej. O tu sobie usiadziemy. - skazał lawke od bardzo starym debem.
    - wiedziales, ze uwaza cie za bohatera? - zapytała po chwili ciszy - bardziej sie przejela twoim losem niz ty sam. Nadal nie masz pojecia czym byla jej "ofiara"?
    Spojrzał na niego przelotnie po czym pokrecil glowa.
    - nie... zawsze byles troche narwany. - rozmarzył sie - mozna to nazwac testem. Spokojnie, nie jest do konca jej pomysl, ale jej wybor i teraz toczy zazarta "dyskusje". Jestem pogodnej mysli. Nie umarła, nie do konca... znalazla sie w czasie pomiedzy. Wiesz jak i ja kim byla wczesniej. Moze i moja wina, ze nie zdaje sobie z tego sprawe, ale to bylo dla bezpieczenstwa jej samej. Nie musisz tego rozumiec. Wyzsza wola. A co do niej samej... mam nadzieje ze ty sam w szoku nie bedziesz i jestes przygotowany do troche wiekszego bolu niz teraz czujesz. Przepraszam cie na chwile. Badz teraz tak mily i nie ruszaj sie stad.
    Znikl na dluzsza chwile, by po chwili pojawic sie z powrotem z nia na rece. Spała glebokim snem.
    - potrafi byc przekonywujaca - usmiechnal sie szeroko - coz teraz uczynisz? - zapytał z ciekawoscia przekazujac ja uczynnie w jego wyciagniete rece. - kuruj sie. Masz tez pozdrowienia od Ojca. Nie zapomnial o tobie, ale kara nadal trwa, niestety.

    OdpowiedzUsuń
  76. Już zbierał myśli aby stworzyć w miarę logiczną odpowiedź na ten bezczelny atak. Jednak nie miał okazji wypowiedzieć niezwykle dobrej, w jego mniemaniu w obecnym tanie, odpowiedzi, ponieważ jego usta znów zostały zatkane przez przyciśniętego wargi Lucyfera.
    Oddał pocałunek, bo dlaczego nie? Nie miał wobec żadnej ze znanych sobie osób, żadnych zobowiązań. Stęknął, gdy został może trochę zbyt brutalnie przyciśnięty do diabła. Wiedział, że tacy jak on mają bardzo dużo siły i że potrafią to odpowiednio wykorzystać.
    Nie miał zbyt dużego doświadczenia z mężczyznami. Jego stosunki z przedstawicielami tej samej płci, można było policzyć na palcach jednej ręki i tylko w jednym z przypadków, partnerem był człowiek.
    Tak, Mefisto potrafił być czarujący. Lucyfer nie posiadał tego czaru, ale i tak posiadał w sobie coś, czemu trudno się było oprzeć. Zwłaszcza kiedy było się poważnie wstawionym.
    Wzdrygnął się, czując jego bezczelne ruchy ręki. Oparł dłonie na jego klatce piersiowej i spróbował, bardzo niezdarnie go od siebie odsunąć.
    - Ale wiesz, że nie wypada ci tak się do mnie dobierać, nie?

    OdpowiedzUsuń
  77. - Niektorych rzeczy nie trzeba tlumaczyc - wzruszyl ramionami - to mozliwe, ale jestem juz za stary by sie bawić w byc albo nie byc. Gdybym slepo je wykonywal, to ciebie by nie bylo. Byla taka mozliwosc. Nie oczekuje wdziecznosci, wiesz o tym rownie dobrze jak ja.
    Zasmial sie serdecznie.
    - oj Lucyferze. To by bylo dopiero cos, prawda?. Chcialbym tylko zobaczyc wtedy twoja mine. Zrob mi kiedys przysluge: gdyby tak sie stalo. Zrob zdjecie i przekaz mi je.
    Spojrzał na dziewczyne.
    - pamiec wroci z czasem. Przypomni sobie gdy ten czas nadejdzie. - przymknal oczy - bywajcie. Obysmy sie spotkali w lepszych czasach - kiwnal glowa zegnajac i jednoczesnie wspomogl ich w dotarciu na ziemie.
    [dodatkowy bol-chodzilo mi o nowe skrzydła tylko czarne. Taki maly bonusik wygrany na loterii ^_^ nie jestem za szybka?]
    *****
    Wlasnie byc lub nie byc. Czuła sie piekielnie zmeczona tym wszystkim. Spała, ale to byl inny sen. Taki bez snow i koszmarow. Gdzie w koncu odpoczywała przed nowym koszmarem. Taki oddech przed burza.
    Nie mniej czuła, ze lezy na lozku. Czuła musniecie ust na policzku. Poruszyła powiekami uchylakac je nieznacznie. Nie zauwazyl jak sie odsuwal, jednak uslyszała pytanie.
    - bo... - szepnela slabo - zbyt duzo cierpienia przeszedles. Kazdemu przydaje sie chwila oddechu - wodzila za nim wzrokiem. - lepiej ci juz? - zapytała jeszcze probujac sie podniesc, ale nawet palcemnie ruszyła.

    OdpowiedzUsuń
  78. - Gdyby mi to przeszkadzało to bym ci powiedział i chciał byś mnie naprostował, nie? Oj... ciężko z logicznym myśleniem. - poklepał go lekko po policzku. nie miał problemów ze sobą a raczej z tym, że ciężko znaleźć kogoś kto podzielałby takowe fantazje. W końcu, gdyby się trafiło na nieodpowiednią osobę, można było w najlepszym wypadku zostać powieszonym.
    - Za dużo pijesz. - zdiagnozował. Zerknął na trzy puste butelki i zadumał się. Kiedy on to wypił...? Fascynujące...
    Przeczesał palcami włosy i wciąż dumnie, starał się trzymać pion.
    - A sie narzucasz. - przyznał. - Narzucasz się bo może... nie pomyślałeś, że może Mefisto by się obraził, co? No nie na mnie bo ja tu jestem tylko człowiekiem... na ciebie się obrazi że się odbierasz do mojej osoby.
    Oparł łokcie na stole, wciąż jednak stojąc i nożem począł dźgać ciasto.
    - No bo widzisz diablisko... W tym wieku i w tym czasie... nie można robić wszystkiego. A jak nie można robić wszystkiego to pozostaje chędożenie i oddawanie sie żądzą.

    OdpowiedzUsuń
  79. Zatrzepotała rzasami, bo tylko to zmusila do wspolpracy i jakos panowala nad odruchem.
    - za co to? - mruknela gdy sie odsuwał. - wcale nie zasluzylam. Wydawalo mi sie, ze wiem coz powinnam zrobic, bys sam poczuł sie lepiej. Nawet jesli tylko troche. - skrzywila sie, gdy probowała chociaz troche sie przesunac a tylko sie bardziej przy tym spocila. - obojetnie. Byle by do picia. Prawie ze go juz nie bylo gdy powiedziała jeszcze: - warto bylo, bo.. wiesz, ze wtedy zyjesz i mozesz miec pewnosc, ze to twoja wola. - mruknela ponownie przysypiajac. Wyczerpanie nie chcialo zejsc. Czuła sie jakby lezała pod betonem uwieziona i przytwierdzona na stole czekajac na laske i nielaske praw natury.
    POonownie uchylila powieki.
    - pic... - poprosiła - do czego to doszlo - probowala sie usmiechnac - upadly pomaga kruchej iskierce w takich blahych czynosciach. - zazartowała - to mile prawda? Tak mile to uczucie, ze jestes przerazony. Wiesz jak nadal cie czuje wewnatrz. Zostan tu ze mna. Zaraz znowu odplyne ale nie chce bys odszedl.

    OdpowiedzUsuń
  80. Zerknela na chwile przytomniej.
    - bo pomysle, ze sobie ze mnie teraz zartujesz albo tez mowisz prawdę. Z toba to chyba trudno jednocznie stwierdzic. - ofuknela go - moze kiedys. Jak w formie bede. - mruknela zawstydzona odwracajac wzrok gdzie indziej. - a jak bedziesz niegrzeczny to ci wypomne fakt, ze stales sie nianka "robaczka" - pokazala jezyk. - oj to by sie dopiero dzialo - zachichotała pod nosem. - wolniej. Nie zatykaj mnie kanapka. - pozalila sie.
    Ulozyła wygodniej glowe na poduszce. Chociaz tutaj sztywnienie troche ustepowalo. Zasnela po dluzszej chwili. Wyjatkowo spiac bez snow. Było juz chyba pozne popoludnie albo wczesny wieczor nim sie obudziła w lekkiej panice. Nie mniej uspokoiła sie widzac, ze jednak sama tu nie jest. Został acz wcale nie musiał. Przesunela reka w strone jego glowe i dotknela lekko czuprynke targajac wlosy.
    - Lucek... - zamruczała. Nie chciała go budzić no ale coz. - musze... - zaczerwienila sie - do lazienki. - czy moglbys.?

    OdpowiedzUsuń
  81. - Dlatego właśnie wybrałem waszą stronę. Zbawienie... paradwanie w białej sukience i jakimiś naroślami na plecach, mnie nie podnieca. Nie tego chce od zycia. Mogłem żyć jak zakonnik i oczekiwać cudów w raju, ale nie takich jakich potrzebuje. A wy daliście mi nie dość że nieśmiertelność to jeszcze możliwość robienia tego na co będę miał ochotę.
    Przysiadł na stole. Dolał sobie i diabłu do szklanek, oprózniając już całkowicie ostatnią z butelek. Opróżnił niemal połowę od razu, prawie nie czując palącego w przełyk alkoholu.
    - Ja mam tu swoje własne małe piekiełko. - oznajmił. - Ty masz swoje i wszyscy jesteśmy zadowoleni. Czemu tak na mnie patrzysz? - zadał jedno z najgłupszych pytań jakie istnieją. - Myślisz, że skoro jest nawalony to możesz tak po prostu mnie zerżnąć? - fuknął jakby z oburzeniem. Potem parsknął śmiechem. - No... coś w tym jest...

    OdpowiedzUsuń
  82. Nadal czerwona jak piwonia powiedziała, ze da.
    - wiem, no. Nie przypominaj mi, ze jestem kula u nogi - wydela wargi w udawanym grymasie. - bede wolac jak cos.
    A gdy została sama... sprawa nie wygladala zbyt prosto. Nadal srednio panowała nad cialem. Jakos dowlokla sie do sedesu i usiadła, ale krecilo jej sie w glowie. Zmienila bielizne na swiezsza ale o prysznicu mogla juz zapomniec. Podpierajac sie brzegu brodzika podwinela jej sie noga i sie wylozyla na plytki wyduszajac resztki powietrza w pluc. Została tak jak lezala mdlejac.

    OdpowiedzUsuń
  83. - Nie jestem typem lubiącym przestrzegać wszystkie zasady. Zwykle kilka z nich ignoruje...
    Dopił resztkę alkoholu. Żołądek zaczął się buntować, ale szybko powstrzymał jego zapędy. POdejrzewał, że minie dużo czasu nim pozna wszystkie wady i zalety tego ciała.
    Wytarł jakoś dziwnie spocone dłonie w spodnie. Nosił się elegancko. Zwykle cenił sobie wygodę, ale dobierał odzież w określonym stylu. Chyba że przebywał w laboratorium. Tam nic nie miało znaczenia. Wpadał w swój trans i potrafił zapomnieć o świecie nawet na kilka dni. A teraz? Teraz w końcu mógł stanąć przed wszelkimi możliwymi wyzwaniami.
    - Zastanowię się. - mruknął. - A możesz sobie dorobić ogon i taki... ten... - wskazał na swój język i potem jego. - że bardziej rozdwojony i dłuższy? Jakoś tak... no nie wiem...

    OdpowiedzUsuń
  84. Spała przez kilka kolejnych dni to sie budzac to ponownie odplywajac i stan byl nadal sredni.
    - Lucek. Pewnie masz wlasne sprawy na glowie. - zauwazyła pewnego poranka, gdy probowala cos zjesc. - nie musisz sie katowac wyrzutami winy z mojego powodu. To byl moj wybor. - opuscila spojrzenie na ledwo tkniety talerz. - to mile miec towarzystwo i nawet milo patrzec na twoja troske, ale to nie jestes teraz ty. - spojrzała na niego uwazniej - co sie dzieje? Jestes jakis taki "mizerny". Dobrze sie "czujesz"? Prosze o dobra odpowiedz jak na spowiedzi - zagrozila.

    OdpowiedzUsuń
  85. - Mefisto zwykle nie miał nic przeciwko. - specjalnie podkreślił słowo "zwykle". Za pierwszym razem, uważał że to śmieszne i się nie zgodził. Problem polegał na tym, że Faust był bardzo upartą istotą i postawił na swoim. Nie znał Lucyfera zbyt dobrze. Takie zabawy z Mefisto udawały się, ale co z nim? Domyślał się, że gdyby Lucyfer chciał wziąłby go siłą, ale jakoś się tym nie przejmował.
    - A mógłbyś... tak na dłużej? - spytał, uśmiechając się prowokująco. - Mężczyzną z ogonem nie umiem się oprzeć...

    OdpowiedzUsuń
  86. Uniosła brew nie komentujac tego. Z checia by polemizowała sobie na ten temat i wtedy by sie wkurzył.
    - no nie wiem, nie wiem. Wydajesz sie byc jeszcze bardziej dziwny niz jestes. O ile tak mozna. - wyszczerzyła zeby w usmiechu, ktory potem lekko przyasł.
    - dzwonilam do swej robotki, bo zostawili mi tyle wiadomosci na automacie, ze az sie zapchala. Mam przeciez "ostre zapalenie pluc". no wiesz. Po co ludzi i nieludzi zarazac - zasmiala sie - srednio. Jak sie krece po domu godzine to jest cud - westchnela - ciagle mnie cos boli. Lecek moze mnie czolg przejechal... pare razy gdy spalam?! - zapytała puszczajac mu oko acz wtedy snem to nie bylo. - klapnij sobie gdzies. Dziwnie mi, gdy tak stoisz nade mna i udajesz posag. Bardzo przystojny zreszta - dodala kokietujac.

    OdpowiedzUsuń
  87. Nie tego się spodziewał. Nie zdązył zareagować w żaden sposób, chociaż w tym stanie i tak nic nie mógłby zrobić. Nagła zamiana położenia, sprawiła że zakręciło mu się w głowie. A potem nagle nie mógł się ruszyć. Lucyfer był silny. Silniejszy niż się spodziewał. Skok adrenaliny zaczął wypierać alkohol. Powoli dochodziło do niego to w jakiej sytuacji się właśnie znajduje.
    - Dlaczego od razu idiotyzmy? - mruknął z urazą. - Skoro nie próbowałeś to nawet nie wiesz co tracisz. Poza tym sam mówiłeś że spełnisz moje zyczenia...
    Chciał coś jeszcze dodać, lecz został skutecznie uciszony. Przez kilka chwil nawet chciał się opierać. Ale potem jakiś dziwny dreszcze przeszedł przez całe jego ciało. Przestał walczyć o uwolnienie rąk z uścisku. Już tylko oddawał ten dziwnie silny pocałunek.
    Zastanawiał się czy jest w ogóle sens się opierać? Czy był jakikolwiek sens w byciu, możne nawet, zgwałconym przed diabła? Po co, skoro i on mógł czerać z tego jakąś przyjemność? Szkoda tylko że bez ogona... ale chyba mógł się poświęcić.

    OdpowiedzUsuń
  88. [Z dużym opóźnieniem, ale dziękuję za powitanie i miłe słowa. Nieco dziwna jest wizja diabła prezentera wiadomości, choć z drugiej strony postać jest naprawdę ciekawa.]

    Horace Norton

    OdpowiedzUsuń
  89. - taa czuje twoj "wplyw". Nie narzekam na mego "straznika" - udała skromna. - troche mi sie juz zaczyna nudzić. Powinnam zrobic zakupy. Ciebie nie bede wysylac przeciez. - pozalila sie patrzac na niego znaczaco - wiesz, ze probuje sobie przypomniec? Moze lepiej walnac sie w glowe by doszlo do odwrotnego skutku? - zamyslila sie glosno.
    Udalo jej sie wstac, narzucic sweter na ramiona i usiasc blizej. A potem cmoknela go w polik.
    - wiesz, ze jestes kochany. To byloby ciekawe. Zobaczyć jak ktos cie z pozytywnym skutkiem wprawia w zaklopotanie. - pokazała mu jezyk - jak myslisz? jakbym wystawila na allegro ile bym zarobila na zdjeciu, ktore bym zrobila?
    Znowu wlaczylo jej sie paplanie. To chyba byl dobry znak do stania na wlasnych nogach, bo szczerze mowiac krepowalo ja, ze ciagle musiała prosic o jedzenie czy skorzystanie z wc. Było to krepujaco. Nie zeby sie skarzył. Czasem udalo jej sie zlapac go na cierpieniczej minie gdy myslal, ze tego nie widzi. I uparcie odmawiał by ja juz zostawić. Ah te istoty.
    Polozyła glowa na jego ramieniu przymykajac oczy.

    OdpowiedzUsuń
  90. - gdziezbym smiala - udała przestraszona mine - jeszcze by ci cos do glowy wskoczyło w formie "kary" A ja jestem grzeczna. - dokonczyła z powaga
    - to teraz juz wiesz - posmyrala jego ucho. - moge tak zawsze? Trzeba cie dopiescic - dodała ignorujac fakt, ze brzmi to jednoznacznie. - mozliwe, ale moze warto sprobowac? Posmiejemy sie - wlepila w niego oczka. Mrugajac zawziecie,
    - jestes tego pewnym. Facet na zakupach to nieszczesliwy facet - zauwazyla - zwlaszcza jak ma na nie isc. - wtulila sie w jego ramie. - jesli chcesz mozesz isc. Tylko skocze sie ubrac.
    Uscisnela jego ramie wyswobadzajac sie, by moc wstac i wejsc na pietro gdzie miała sypialnie swoja. Wrociła po jakis 20 minutach juz ubrana i uczesana i gotowa na wyjscie. Zabrała tez torebke i klucze i wyszli. Wpierw szybkie zakupy w ogolnym, potem wskoczyła do drogerii i do apteki. Coz... potrzebowała ludzkich srodkow. Chyba, bo nawet jesli "udawała" zapalenie to tym ono nie bylo.

    OdpowiedzUsuń
  91. [ Czemu nie :D Mmm... co powiesz na Mefisto? Albo lepiej... Lilith :D Lubię ją :D i tak sobie myślę... że może teraz zaraz zakończymy tę część i przeniesiemy akcję o kilkadziesiąt lat później? Moglibyśmy tak skakać sobie w różne epoki, nawet w sumie do jakiejś starożytności. W końcu nic nas nie ogranicza :D]

    Wszystkie możliwe myśli przelatywały mu przez głowe. Zwykle nie miały większego sensu albo zupełnie nie odnosiły się do zaistniałej sytuacji. Możliwe że było to spowodowane jednak rodzącym się w nim strachem. Obawiał się Lucyfera. Wiedział, że ten meżczyzna jest jak burza, gwałtowny i nieprzewidywalny. Co prawda zabić go nie mógł, ale taka hańba była gorsza niż śmierć. BMusiałby z tym żyć do końca świata. Dlatego przestał się opierać. Tak na prawdę, gdyby nie przysłaniający wszystko lęk, pewnie dobrze by się bawił.
    To, że go nie odarł z ubrań tylko sokojnie rozpinał guziki, było równie zaskakujące jak widok postaci, która pojawiła się tuż za plecami Lucyfer. Zamarł, wpatrują sie w duże intensywnie zielone oczy kobiety. Była piękna. Jeszcze nigdy nie widział tak idealnie pięknego oblicza zła. Poklepał Lucyfera po ramieniu, zwracając tym jego uwagę.
    - Chyba ktoś do ciebie.
    Położył dłonie na piersi mężczyny i znów próbował go odepchnąć. Potem zgiął nogę w polanie i poagał sobie nogom.
    - Albo do mnie... No witam. - usmiechnął się kokieteryjnie. - Szanowna pani do mnie czy do tego zbereźnika?

    OdpowiedzUsuń
  92. [Marnowanie życia na niedopracowane kody to zawsze dobry sposób na spędzanie wolnego czasu!
    Wpadłabym, ale u mnie z pomysłami krucho (teraz stać mnie tylko na wymyślanie w jaki sposób dana postać mogła podpaść Wolfowi, a to średnie rozwiązanie, takie mocno na skróty), ale obiecuję, że jeśli na coś wpadnę, to się zgłoszę!]

    #wolf

    OdpowiedzUsuń
  93. Zachichotała.
    No nie mogla inaczej - bywal taki pocieszny.
    - ten usmiech jest zarazliwy wiesz - powiedziala powaznie gdy szli - nie. Idziemy juz do domu. Zmeczyłam sie troche a i tobie podobne wyprawy raczej nie sluza. Nie bede juz taka i sie zlituje.
    - dzieki wielkie - dodała gdy wrocili - idz odpocznij i podladuj "baterie". Wpadaja czasem i... nie bola cie czasem plecy? - zapytała jeszcze zabierajac pakunki na blat stolu w kuchni. Zywnosci rozladowała od razu i wlozyla do lodowki a inne zostaly.

    OdpowiedzUsuń
  94. Przesłała buziaczka gdy wychodzil kustykajac do drzwi.
    - nie wem. Troche drazniace uczucie. Zupelnie jak moja niepamiec. - zrobila dziwna mine - mam to na koncu jezyka a nie umiem nazwac. Eh - potrzasnela glowa. - no nic. Moze mam juz jakies omamy - machnela reka - wydaje mi sie lub cos w tym guscie. Nie przejmuj sie i dzieki za wszystko. Powinnam sobie poradzić sama. Jedzenia na jakis czas wystarczy a ze sama jestem to pewnie na dlugo. Jasne, zadzwonię jak bedzie trzeba.
    Pomachała mu.
    - do zobaczenia - powiedziała zamykajac drzwi za soba. One i tak nie byly jakims szczegolnym utrudnieniem. Ale chwila! miala jego numer telefonu? Zdzwila sie idac korytarzm do salonu.
    Troche zaniedbala go. Powinna odpoczywac, ale... ile i jak dlugo mozna lezec. Chociaz zgarnela smieci i wlozyła do workow. Niby bylo latwe i proste, ale ze krecilo jej sie w glowie to poszla sie polozyc.

    OdpowiedzUsuń
  95. Minęlo pare dni. Niby to stanela juz na nogi i nie przypominala zombie, gdyby nie fakt, ze przestała chodzic do pracy czy odbierac telefony od nikogo albo wychodzic gdziekolwiek. Nawet zaslonila wszelakie swiatla pograzajac dom w ciemnosci. I sama tez zaczela pic, wlewajac w siebie ile sie dalo by przestac myslec. O spaniu mogla zapomniec, bo ledwo co zmruzyla oko, to sny wrecz ja falami bombardowaly bez zwiazku, skladu i ladu. Była jeszcze bardziej niespokojna i pobudzona i nie znajdowala juz sily by sie nawet uspokoic. Tabletki tez nie pomagały. Po dluzszym czasie miewala juz jakby sny na jawie.
    - nie chce - pisnela skulona na lozku w pozycji emrionalnej - niech to odejdzie. Nie chce patrzec...
    Jednak nie odchodzilo. Wszedzie krew, wszedzie bitwy i totalny chaos. Niby znajomy widok, ale i obcy. Odganiała reka przesuwajace sie obrazy.

    OdpowiedzUsuń
  96. [Po pierwsze przepraszam, że odpisuję dopiero teraz, ale kiepsko u mnie niestety z czasem.
    A po drugie... Pomysł jest absolutnie GENIALNY! :D
    Nic dodać, nic ująć - po prostu idealny, zajebisty i w ogóle diabelnie świetny! Kupuję w całości i jedyne co mi zostaje do powiedzenia to kto zaczyna?
    Chyba ciekawiej będzie jeśli wątek wyjdzie ode mnie i ja zacznę. Tylko czy nie przeszkadzałoby ci, jeśli mogłabym to zrobić najwcześniej w weekend?
    No chyba, że wolisz zacząć ty, wtedy to już wedle uznania.]

    Kainan

    OdpowiedzUsuń
  97. Odsunął się o krok i obserwował całe zajście. Przesuwał spojrzenie z niej na niego, nie do końca orientując się co się dzieje.
    - A ja myślałem że do mnie... - mruknął pod nosem. Chociaż właściwie, nie miałby nic przeciwko towarzystwu, to jednak to, że Lucyfer nie dorobił sobie ogona alni takiego zabawnego języka, uznał za zupełną ignorancje i nieuprzejmość. Uznał nawet że tę kobietę wysłano właśnie z tego powodu. Tak, to na pewno było to. Pogratulował sam sobie swojej błyskotliwości.
    Zrobiło mu się sucho w ustach. Potrzebował albo większej ilości alkoholu albo snu.
    pomachał im, kiedy kobieta powiedziała, że wracają. Potem został sam. Rozejrzał się po pokoju, opanowując wirowanie wewnątrz czaszki. Spojrzał na stół i zmarszczył brwi.
    - Ten... cham... ukradł mi ciasto. - fuknął z urazą. W miarę utrzymując pion, udał się do swej sypialni i padł na łóżko. Dużo sił poświęcił na zdjęcie butów a potem spodni. Odkrył ze zdziwiniem że koszulę ma już rozpiętą. Zawinął się w kołdrę i zasnął.

    Ocknął się jakiś czas później. Miał wrażenie, że w ustach ma tonę piachu. Usiadł, pocierając twarz dłońmi. Starał się wrócić myślami do wspomnień poprzedniego dnia. Chyba... miał obcować z diabłem a potem chyb pojawiła się jakaś kobieta. Chyba też ukradziono mu ciasto...
    - Muszę mniej pić. - zachichotał, powtarzając swój ulubiony poranny dowcip.

    Wiele godzin spędził w laboratorium, aż do później nocy. Miał wrażenie, że gdyby zechciał mógłby odkryć jak działa wszechświat. Przyjrzał się niewielkiej grudce złota, leżącej na drewnianym blacie. Świat jest tak niezwykły, że aż trudno było czasem uwierzyć w to że na prawdę istnieje.

    OdpowiedzUsuń
  98. [No proszę jak można pięknie sobie poradzić z polakami. :D
    Z pomysłami u mnie różnie bywa, ale w sumie zawsze coś się da wykombinować.
    Prawie wcale, czyli czasem jednak wychodzi. Najczęściej można go spotkać generalnie na terenie Woodlands albo w jakiś dość dziwnych miejscach, więc tu mógłby być punkt zaczepienia. Może też na jakiejś imprezce w Woodlands, bo coś czuję, że Lucjan by takiej okazji nie przepuścił (w końcu alkohol i te sprawy). Możemy też sobie sprawę ułatwić, by panowie się znali jeszcze z baśniowego świata. W końcu smok i diabeł chyba by się jakoś dogadali, w końcu obaj lubią gorące klimaty. ;) Albo można też iść na całość. Lucek coś przeskrobał, naraził się władzom i dostał karę w postaci prac społecznych - na przykład na Farmie, Drake z kolei wybrał się tam, bo usłyszał plotki, że na Farmie mieszka jakiś smok. A na miejscu obaj rozpętają piekło, czy wpakują się w jakieś kłopoty, ewentualnie transport się popsuje i Drake będzie musiał zostać kilka dni w towarzystwie Lucka i wtedy coś narozrabiają...
    Co myślisz? :)]

    Drake

    OdpowiedzUsuń
  99. [Dziękuję bardzo. :) Cóż chyba dlatego, że strasznie ciężko mi się pisze karty.
    Cóż, Percy się uganiał za Świętym Graalem i trochę przez to miał już styczności z siłami piekielnymi, które mu chciały życie utrudnić, więc spotkanie z samym Lucyferem mogłoby być naprawdę ciekawe, więc z chęcią przyjmę wyzwanie. :)]

    Percy

    OdpowiedzUsuń
  100. Otwarła oczy. Puste. Ciało tu bylo, ale dusza juz nie. Stracila reke gdy sie zerwała odskakujac na bok jak zranione zwierze i wycofala w kat probujac sie w nie wcisnac i udawac, ze jej tu nie ma. Wydawalo jej sie, ze cala plonie i kazdy dotyk sprawial bol. Jakby ktos nadziewal ja na szpile. Bolało.
    - nie... nie chce - belkotala bez sensu przelykajac sline w suchym gardle. A potem przeszla nagle na rumunski myslac, ze nadal byla w XV wieku - gdzie jest nasz syn? Vlad... gdzie? To boli. Niech przestanie. Pozwol mi. - zamrugała parakrotnie nawet nie wycierajac mokrych policzkow - nie odradzaj sie ponownie... - jeknela zamykajac oczy wstrzasana placzem. Ukryła glowe w podsunietych do siebie kolanach a w pomieszczeniu nagle zalegla martwa cisza jakby nic sie tu nie wydarzyło. Odplynela w zbawienny sen, wyjatkowo spokojny jak na te kilka dni i kilka nastepnych gdzie zapadla w spiaczke.

    [sorki-mam dziwna schize i tak srednio to wyszlo >.<]

    OdpowiedzUsuń
  101. Od wpatrywania się w probówki rozbolałby go oczy. Było to coś do czego był jednak pzyzwyczajony. Znalazł nawet na to sposób. Kiedy brał kąpiel, kładł na powiekach bawełniane woreczni zanurzane w wywarze z ziół. Przynosiło to niezwykłą ulgę. Z rozkoszą obserwował jak bąble po oparzeniach wchłaniają się w kilka sekund. Mimo to, blizny, które rozsiane były niemal po całym jego ciele nie znikły. Trudno. Jemu akurat nie przeszkadzały.
    Wyszedł z bali, zakładając na wolgotne nagie ciało szlafrok. Zabrał kieliszek z winem i ruszył do swoich komnat. Merry zostawiła na stoliku przy drzwiach jego sypialni wieczorną przekąskę i kubek z gorącym melkiem. Kobieta zdecydowanie była zachwycona podwyżką.
    Zabrał tacę z ciastem i kubkiem i wszedł do środka. Wzdrygnął się, niemal zrzucając ciasto na podłogę. Nie mógł sobie na to pozwolić bo był to prawie ostatni kawałek.
    Zmarszył brwi.
    - Właściwie, jeśli mam być szczery to... niezbyt. - wzruszył ramionami. Spojrzał na zawartość talerza i odstawił go na komodę, mając nadzieję, ze poza jego zasięg. Dopił wino z kieliszka i również go tamodstawił.
    - Zapomniałeś czegoś? A jak tam... Lilith, tak? Bardzo urodziwa kobieta. Dziś znów mnie odwiedzi?

    OdpowiedzUsuń
  102. Nie bardzo wszystko ogarniała po tej zajawce szesciowiecznego zycia, albo tez i nie-życia. Egzystowania na ziemi tylko na chwile, by znow przestac istniec. Nie wiedziala co bylo gorsze? Ogladanie siebie z boku gdy spadala z wiezy czy sam upadek. Jakby ze snu sie obudzila. Wciaz czula pod skora lamiace na male kosteczki kosci. Bolalo jak diabli mimo uplywu czasu. Bozie, czemus nie pozwolil mi umrzec na amen? - zapytala tego u gory z ironia.
    Zmusiła sie by poruszyc uparte czlonki do ruchu i otworzyc oczy. W pokoju panowal zaduch od nie otwieranych okien oraz ciemnosc nie od odslonietych rolet.
    Zmruzyła oczy, probujac odgadnac czy aby znowu nie snila. Podniosla rece do twarzy jakby bojac sie ze nie posluchaja. Nie mniej mimo obaw, dretwienie ustepowalo. Czuła tez glod i pragnienie.
    Przesunela glowe na bok.
    - coz dzis za dzien? - zapytała tonem nalogowego palacza. - nie wiem czy mam sie z tego cieszyc?!

    [no nie... bedziemy sie teraz przepraszac? xD spoko luz xD]

    OdpowiedzUsuń
  103. Wyszczerzyła sie zbyt szeroko i na jej gust gdyby tylko siebie widziala.
    - ty i mordesrstwo - przelknela slina - no wiesz ty co?! - oburzyla sie - jestes za zdolny by sie dac zlapac. Nie patrz tak - moze sie myle co?
    Dziwne ale zabrzmialo to jak by byla naburmuszona i zla.
    - z czystej ciekawosci ile mnie to w pracy nie bylo... praca. Cholera. - przymknela oczy - zaslon! - pisnela w panice - bola oczy. - wyjasnila zabierajac koc do siebie by sie odgrodzic od swiatla - z mila checia zrobilabym jeszcze kilka innych rzeczy, ale moze wode?
    Nie ustawala w wysilku by reszte ciala rozruszac. Trwala tak nie bardzo wiedzac jak dlugo.
    - co mam? - zapytala zmeczona - cofac sie o kilka wiekow wstecz i byc w czymś rodzaju fantoma ogladajac wlasna smierc? Nie.. nie mialam okazji.

    OdpowiedzUsuń
  104. Zmarszczył nieco brwi. Lecz po chwili uśmiechnął się i rozpogodził.
    - Więc spełniasz życzenia? Moje wszystkie?
    Stał w tym samym miejscu, zmuszając się do tegto by się nie cofnąć i nie okazać słabości. Pewnej rzeczy nauczył się już w życiu. Każda słabość będzie natychmiast wykorzystana. A on miał ich wiele.
    - Na razie życzeń nie mam żadnych. - wzruszył ramionami. - Pracowałem cały dzień i jestem wykończony. Może pojawisz się kiedy idziej, to się przejdziemy do klubu, coś wypić i się zabawić. Także... Do widzenia.
    Stał i czekał aż zniknie. Był na prawdę zmęczony. Mimo że uważał go za bardzo atrakcyjnego mężczyznę, czułby się chyba dziwnie oddając mu się. Z Mefisto nie miał takich problemów. Ale Lucyfer to jednak Lucyfer, nawet taki, któremu kobieta mówi co ma robić.
    Skrzyżował ramiona na piersiach.
    - Nie patrz tak na mnie. Obaj wiemy, że jesteś bardzo atrakcyjnym mężczyzną... Nie mówię, że nie będę chciał nigdy... tylko akurat dzisiaj na prawdę jestem zmęczony. Wciaż jestem ludzki. Muszę spać i się szybko męczę.
    Zerknął na wsadzony w doniczkę czarny badyl. Podlał go dziś również. Wyglądał jakby trochę inaczej niż poprzedno, więc może się przyjął do tej ziemskiej ziemi.
    - Jak przybędziesz w przyszłym tygodniu, to będziesz miał okazję spróbować nowego samogonu.

    [ http://i1.kwejk.pl/k/obrazki/2016/12/c08ee29499e75492ee244d87da0cdc39.jpg
    Tak ciężko odmawiać XD ]

    OdpowiedzUsuń
  105. - Matka mnie tak wychowała - wzruszył ramionami. - Miej do niej pretensje. Ale ja całkowicie poważnie cie zapraszam. Wymyśliłem dziś nową recepturę na samogon. Uznałem, że ciekawym rozwiązaniem będzie stworzenie tak słodkiego by miało się wrażenie, że pije się sok z jakichś egzotycznych owoców.
    Często mówił ludziom w prosto co o nich myślał. Dlatego właśnie był dość nielubiany w towarzystwie alchemików, zwłaszcza, ze zaczynał odnosić coraz wieksze sukcesy. Jednak w stosunku do diabłów i innych istot nadprzyrodzonych, wolał zachować pewnien rozsądek i nie obrażać ich bez powodu. W końću wciąż był tylko człowiekiem.
    - Oczywiście, że uważam że jesteś atrakcyny. I proszę cie, nie udawaj ze cie to zaskoczyło - zaśmiał się, nawet uroczo. Wzdrygnął się, słysząc swoje imię. Od dawna nikt się do niego nie zwracał po imieniu. Dziwni brzmiało w ustach innych.
    Długo się nie pojawiał. Czekał ponad pół roku. Później jakoś skupił się na czymś innym. Zwłaszcza że Mefisto wciąż go od czasu do czasu odwiedzał.
    Czas mijał. Wszystko się zmieniało. Faust uznał, zę musi się częściej przeprowadzać. Zdarzał się, ze spotykał przypadkiem dawnych znajomych i musiał udawać własnego syna albo wnuka.
    Z czasem zaczął pojawiać się problem sprzedaży złota. Złotnicy nie patrzyli przychylnie na ludzi, którzy przynosili piękne złote grudki czystego złota. Musiał uważać. Czasem tworzył biżuterię, która była bardziej popularna.

    [ To spotykamy ich we współczesności czy jeszcze w jakimś XIX wieku? ]

    OdpowiedzUsuń
  106. [Wujo Lucyfero! Chodź, chodź coś wymyślimy! Mam nawet pomysł! Spotkanie w pracy. Lucek będzie zastanawiał się skąd kojarzy młokosa, aż dostanie olśnienia typu "A to ty jesteś tym dziciokiem Azazela. Pamiętam jak byłeś mały..." i takie tam xD ]

    OdpowiedzUsuń
  107. [Może kojarzyć z tego co opowiadał mu ojciec (z ojcem ma całkiem dobry kontakt) W Tv zaczął pracować od niedawna, bo on to ma tak, że co jakiś czas lubi zmieniać pracę co by mu nudno nie było ;) MOże być pod wrażeniem stawianego oporu Adwersarzowi xD]

    OdpowiedzUsuń
  108. To był spokojny poranek. Faust stoczył się z łóżka i poczłapał do łazienki. Przydrożny motelik w którym się zatrzymał nie grzeszył ani czystością ani porządkiem. Nie tego teraza potrzebował. Długi prysznic, z naprzemian, chłodną i ciepłą wodą, pobuził go do zycia. Kopnął jedną z butelek, którą porzucił na podłodze i rozejrzał się.
    Potrzebował na prawdę dużej ilości alkoholu by się upić. Miał bardzo mocną głową, co po latach, bardzo mu przeszkadzało.Nie mógł odpłynąć, poczuć się spokojny, niczym nie przejmować. Po prawie dwunastu godzinach spędzonych w samochodzie, potrzebował przerwy. Dlatego właśnie wybrał ten motel. Nikogo nie obchodziło to jak dużo i czego wypije klient, byleby tylko zapłacił.
    Po godzinie znów był w trasie. Mapa wskazywała, że dobrą drogę wybrał. Bardzo chciał być już w mieście.

    Dawno tu nie był. Wybrał wyprawę na Karaiby. Miłe miejsce. Było trochę zbyt gorąco ale atmosera była wyjątkowa. Zastanawiał się, czy tam nie wrócić za jakiś czas. Byłoby fajnie znaleźć towarzystwo na taką wyprawę.
    Rozpakował się, zdrzemnął i wyszedł się napić. Cóż, z alkoholizmem się nie wygra tak szybko. Bar był tam gdzie pamiętał. właśnie starał się trafić niedopałkiem do kratki kanalizacyjnej, kiedy ktoś po prostu na niego wpadł. Już nabierał powietrza by opierdzielić tą fajtłapę, kiedy... ten ktoś wydawł mu się znajomy. Dłuższy czas szukał jego twarzy w pamięci. Minęło tyle lat...
    - No proszę. Lucyfer... zjeb który miał przyjść na picie i nie przyszedł. Musiałem pić sam. - fuknął, przypominając sobie dawną urazę. - Idę właśnie... się napić. - wyznał, jakby była to jakaś tajemnica.

    OdpowiedzUsuń
  109. - jesli cie tym pociesze.... za tym gosciem tez zbytnio nie przepadalam - wyszczerzyla sie wygladajac nienaturalnie i nie do konca panujac nad miesniami. - probowales, ale pytanie brzmi czy rzeczywiscie chciales albo to tez mogla byc proba sil obu stron - puscila mu oko.
    Probowala sie troche podniesc, gdy poszedl z mina ciepietnika do kuchni. Nawet nie chciala wiedziec ile trwala w tym niebycie.
    - ehh przesadzilam. Tak dlugo parlam naprzod, ze nie nadazalam za mniejszym przeplywem. Oh dzieki za wode - musiala uwazac by nie pic zachlanie - jakbym zjadla caly piasek pustyni. - prychnela - wiedza nie czyni tu pozytku. Wiem, ze zostala ze mnie miazga, ale co z reszta "rodziny"? o Vlada sie nie martwie bo dawal sobie zawsze rade ale synus - skrzywila sie. - z checia bym urwala Michalowi skrzydla jak go kiedys dorwe... ale Lucek, co ty w ogole tu robisz? - przyszpilila go wzrokiem.Nie wiesz, ze jak dom zamkniety na glucho to nikogo "nie ma"?

    OdpowiedzUsuń
  110. Pierwszy dzień w robocie. Albo pierwszy dzień pójścia do roboty. Każdy niech to sobie nazywa jak chce. W każdym razie nie wypadało się spóźnić. Przez moment przysłuchiwałem się wymianie zdań dwóch mężczyzn. Jeden z nich był moim szefem, a drugi podobno kolegą po fachu.
    - Ocipiałeś? - Zapytałem się go. Ja! Ja- wielki generał trzeciej dywizji kambionów, zło w najczystszej postaci, syn Azazela, książę ciemności... Ten, który miał iść w parze ze Śmiercią w trakcie Apokalipsy, kambion i czarnoksiężnik, miałem podawać kawę jakiemuś chłystkowi, który... No właśnie. Który nie wiedział pewnie z kim ma do czynienia, bo ktoś wypierdolił mnie z mojej własnej legendy. - Nie. Nie pójdę ci po kawę. Automat masz za sobą. Poza tym kawa? Ludzie, mamy już osiemnastą. O tej porze to wódeczka tylko. - Zaśmiałem się cicho.

    OdpowiedzUsuń
  111. - Dajże spokój. Trzeba było tyle nie melanżować i miałbyś dzisiaj spokój. Poza tym mój ojciec jest spoko. Trzyma ze mną sztamę. I ostatnio ma jakieś kłopoty. Piekło zostało nawiedzone przez wielkie A. Dostało solidny wpierdol, a ojciec musi teraz się tłumaczyć z tego, jak to ja i moje wojsko dwa razy odparło atak, kiedy piekło za pierwszym razem dostało takie bęcki. Więc jak na mnie naskarżysz to nie będzie zdziwiony. Nie weźmie mnie także w obroty, bo sam ma swoje własne problemy. - Od razu wyczułem w nim aurę podobną do aury Azazela. Swój człowiek, że tak można rzec. - To co idziesz po tą kawę czy dalej masz zamiar grać rozkapryszoną księżniczkę?

    OdpowiedzUsuń
  112. - Akurat ci uwierzę. - mruknął. - Wiesz ile lat minęło? - zawahał się bo sam nie był pewien ile - Bardzo dużo... jakieś... 500 lat minęło. A ty nie miałeś czasu by mnie odwiedzić... Mefisto jakoś miał dużo czasu.
    Zastanowił się nad tą hojną propozycją. Lucyfer musiał wiedziać ile on może wypić i że pewnie na ich dwóch wyda jakiś mały majątek. Ale skoro zapraszał... kulturalny człowiek nie mógł odmówić.
    - No dobrze. - zgodził sie w końcu. Znał tę knajpe. sWojego czasu bywał w niej czesto i chętnie. Weszli do środka, wpuszczając do lokalu trohcę świeżego powietrza.
    Zajeli miejsca i zaczęli od razu od zamówienia całej butelki czystej wódki, kartonu soku na możliwą popitkę, a Faust dodatkowo zamówił zapiekankę. Uznał, ze jednak jest głodny.
    - Przyznam, że nasłuchałem się o tobie wielu rzeczy. Mefistoś gada dużo i czasem bez składu. Ale Lilith już całkiem składnie. Lubię ja.

    OdpowiedzUsuń
  113. [teraz to mnie wcielo z Michasiem xD]

    - a mozna? - zapytala rozbawiona.
    Siegnela ponownie po wode, ale musiala przytrzymac kubek obiema rekoma. Inaczej by rozlala - no wlasnie widze, ze sie tu szarogesisz i rzadzisz bez mej wiedzy - wydela wargi w dezaprobacie. - wstydz sie. powinam przelozyc cie przez kolanko i zlac pupe - pogrozila palcem. - ale nie odpowiedziels co tu robisz.. - zauwazyla "czekajac" - ah - zaczela gapiac sie to na jednego to na drugiego z otwarta buzia. Mina bezcenna.
    - witaj Elisabeth - usmiechnal sie lagodnie.
    Skinela sztywno glowa w jego kierunku. Coz... po co miala kryc fakt, ze wie jak sie nazywa.
    - skoro juz wiesz po cos tu jest to gadaj. I mam nadzieje, ze pamietasz to co masz pamietac.
    Skinal glowa na potwierdzenie [skrzydelka dla Lucka].
    - musisz mi wybaczyc moja droga...
    - do rzeczy. Acz nie zapomne bys dostal z poduszki jak juz dojde do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  114. - Dała Bozia rączki? Dała! Więc z nich korzystaj. - Odpowiedziałem mu. Nie zamierzałem nikomu uslugiwac. Nie tak mnie wychowano. - Poza tym zobacz jak sobie świetnie radzisz. Brawo. - Powiedziałem z ironią i poklaskalem w dłonie. - Czy mam ja na dzisiaj jakieś plany na wieczór? - Zapytałem sam siebie. - Oprócz poszukiwania swoich ziomkow z mojej legendy to odpowiedź brzmi stanowcze nie. A poza tym gorzalka zawsze dobra jest. - Zanucilem po polsku.
    - Tylko ty młodego nie sprowadzaj na zła drogę. - Powiedział szef do Boruty.
    "Mnie już się na nią nie sprowadzadzi, szefie. Ja już na niej jestem." - Przemknelo mi przez myśl.
    - Jasne. Nie dam mu się. - Usmiechnalem się przyjaźnie do mężczyzny. Ten pokiwal mi głową z niejakim uznaniem. I w końcu sobie poszedł. - Skąd on się do groma jasnego urwał? - Zapytałem się Lucyfera. Lucek chyba jeszcze mało co ogarnial. - Halo! Tu ziemia do Lucjana. - Pomachalem mu dłonią przed oczami. Ocknął się. Brawo ja!

    OdpowiedzUsuń
  115. - wiem. Tylko to nie jest takie proste. - westchnal - Nigdy nie było zwrocil sie do niego nadal sie usmiechajac, ale bylo widac tez zmeczenie. W koncu zajmowanie sie ludzkościa nie bylo łatwe. Co prawda miał pod reka anioly sluzebne ale jesli przychodzilo do ostatniego zdania to był w zadaszie sam. Acz na reke mu to nie szlo.
    - czy ja wiem. - dodala do wypowiedzi Lucka wcinajac sie w ta ich malo zrozumiala rozmowe. - tylko z ciekawoscia trzeba uwazac, bo mozna sie sparzyć. - Lucek wolalabym bys zostal, bo ciebie tez to dotyczy.Moglo by byc zabawnie, gdyby Michal nagle stal sie zywym jezozwiezem i potrzebowalabym pomocy przy kolejnych iglach - wyszczerzyla sie do niego - zostan prosze.
    Zwrocila teraz uwage na Michała.
    - moglbys mnie uzdrowic? I pozbyc sie tych snow, skoro juz wiem co gdzie i jak - skrzywila sie na samo wspominenie.
    - pewnie - odparł potulnie z przepraszajacym usmiechem podchodzc blizej i przykladajac reke do czola a potem do innych partii ciala przy okazji wyjasniajac to i owo. A potem miala wrazenie, iz stara sie ja unikac.
    - cudownie... - podsumowala - a nie bylo by lepiej zostawic jak bylo a nie meczyc mnie?
    - moze i tak. - westchnal - no juz powinno byc lepiej
    - to teraz powiedz co zostalo ustalone temu o to udajacemu, ze nie slucha Lucyferowi.
    - a musze? - zajaknal sie
    - no raczej. To sie juz zaczelo, acz jeszcze o tym nie wie. Wy sie znacie dluzej. Znacznie a ja pojde sobie do kuchni... - spojrzala na obu znaczaco chcac sie ewakuowac w strategiczne miejsce, by nie widziec reakcji na rewelacje Michasia odnosnie Lucka. - tylko mi tu nie zdemolujcie czegos.

    OdpowiedzUsuń
  116. Uniósł brew.
    - Oczywiście, że uważam, ze robisz to z przyjemnością. Od lat wysłuchuje tego co aktualnie robisz i właściwie dlaczego... Byłem na bieżąco. A potem pokłóciłem się z Mefisto i tak jakoś... Eh... - weschnął, wspominając te kłótnie. Ten niezwykle długi romans, bo inaczej nie można tego znazwac, sprawił, że przyzwyczaił się do tego że diablisko pojawia się do czasu do czasu. Zdarzało się, ze przychodził codziennie, innym razem zostawał na cały tydzień czy miesiąc a kiedy był zajęty, pojawiał się czasem raz w miesiącu a czasem raz w roku. Ale zawsze sie pojawiał. Przychodził kiedy się go wzywało.
    A teraz? Pokłócili się o coś tak... niezwykle zwyczajnego, że aż nie mógł uwierzyć ze w ogóle wpadł na taki pomysł i zechciał mu o tym opowiedzieć. Tak więc został porzucony już rok temu i od tamtej pory tylko Lilith raz czy daw pojawiła się, chyba tak z czystej ciekawości.
    Opróżnił kieliszek, krzywiąc się nieco. Obejrzał etykietę butelki. Musiał zapamiętać by nie kupować tej marki. Ale po trzech kieliszkach będzie mu obojętne co pije. A po ośmiu wpije wszystko co da się wypić.
    Zerknął na niego i uśmiechnął się w sposób bardzo miły, ciepły i uroczy. Takim uśmiechem obdarzał swoich pacjentów, zwłaszcza tych którzy płacili mu na tyle dużo by użył swoich zdolności do wyleczenia ich z różnych, nawet tych smiertelnych, chorób.
    - Nie wiem dlaczego uznali że nadaję sie na ich spowiednika. To może przez tę moją inteligentnie wyglądającą mordę. - wzruszył ramionami. - Tak ogólnie... to na przykład że strasznie błaznujesz. Że może powinieneś sobie założyć... rodzinę? Albo znaleźć kogoś dla kogo zechciałoby ci się starać.

    OdpowiedzUsuń
  117. - Słyszałem, że wujek Buba ma większe znajomości. - Stwierdziłem, ziewajac przeciagle i zakrywajac dłonią usta. Mimo wszystko ja kulturalny chłopak byłem i wiedziałem jak się w ludziach zachowywać. Przygotowałem się do wejścia na wizje. Nie odczuwałem żadnego stresu. To chyba dobrze. Uznałem to za dobry znak. Dzisiaj miałem poprowadzić przedwieczorne sportowe wiadomości. Bardziej liczyłem na jakieś zle wieści. Takie to mnie najbardziej radowaly. Ale coz, bywa i tak... Jak nie dzisiaj to jutro. O ile dzisiaj nie przychlorze za dużo.
    W końcu nastąpił koniec. Do domu, fajrant.
    - No to w takim razie chodźmy. - Powiedziałem do mężczyzny, wychodząc z roboty. - Tak swoją droga niezle ciało masz. Właściciel pewnie był z niego dumny. - Stwierdziłem, uśmiechając się delikatnie pod nosem.

    OdpowiedzUsuń
  118. - Michał? - Zapytałem się z zaciekawieniem. - Chodzi o tego archanioła? - Spojrzałem na niego uważnie. - W "Supernatural" to straszny z niego skurwiel był. - Stwierdziłem, kiwając delikatnie głową. Weszliśmy do baru i zajęliśmy miejsce. Spojrzałem zaskoczony na Lucyfera, kiedy ten oprócz wódki przyniósł też i sok pomarańczowy. No cóż... Jak kto woli. Upiłem łyk wódki zanim mu odpowiedziałem.
    - Ten skurwysyn Adwersarz najechał na nas. Trzy bitwy żeśmy stoczyli. Pierwszą i drugą wygraliśmy. Rozgromiliśmy sukinsyna tak, że przez killka miesięcy się nie podniósł. Myśleliśmy, że skurwiel dał już sobie z nami spokój i sobie polazł w cholerę. Ale nie. I zaatakował po raz trzeci. W dzień moich urodzin. A raczej w noc, kiedyśmy wszyscy świętowali i chlali do upadłego. No, jednak udało nam się jakoś zebrać. I stawialiśmy opór aż do upadłego. I stało się coś, że nagle w trymiga wykosiło nam pół wojska. I krowę. Ta krowa była dla nas jak... Jak miś Wojtek w armii Andersa. Później poszły jeszcze trzy fale i dalej nie wiem co się stało. Obudziłem się, jak Xenia i Xander mieli mnie już wpuszczać tutaj. Powiedzieli, że reszta też tam jest. Wysłali mnie z księgami. Teraz chcę odnaleźć resztę ocalałych. Zjednoczyć i wrócić i odbić naszą ziemię. Mam nawet plan. - Stwierdziłem. - A co ciebie tutaj sprowadza?

    [Co do ziomków Olivera: wszyscy nie żyją, ale niebo z piekłem uzgodniło, że lepiej, aby chłopak o tym nie wiedział, bo zrobi taką rozpierdziuchę, że wszystko pierdzielnie xD]

    OdpowiedzUsuń
  119. - Jak to "nie warto ich szukać"? - Zapytałem się go. - Co ty chcesz przez to powiedzieć? My jako pierwsi nie ulegliśmy od razu temu sukinkotowi i wygraliśmy dwie bitwy. Ojciec mówił, że ten skurwiel nawet kawałek piekła sobie zabrał przy pierwszym podejściu. Poza tym ja chcę wrócić do miejsca, które jest moje. Gdzie jestem gospodarzem, a nie tkwić tutaj cały czas jako gość. To momentami bywa męczące. Poza tym jestem... Znaczy się byłem generałem trzeciej dywizji kambionów. A tutaj? Tutaj nikt mnie nie zna. Czuję się niedoceniany. - Mój humor nieco się zepsuł. - Jedno słowo: nostalgia. - Westchnąłem cicho, pijąc wódkę. - Więc czym tym razem masz zamiar namieszać? Jest w czym wybierać. Tu terroryści, tu zamachy stanu, tam gdzieś indziej wojenka... Jest na co popatrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  120. - Mój ojciec też lubił sobie pouzywac życia. I tego co w nim jest. Z tego używania życia wyszedłem na przykład ja. Chociaż ojciec twierdzi, że to akurat na dobre mu wyszło. Ja tam nie narzekam. Też co sobie mogę to pouzywam. Nikt się jeszcze nie skarżył. - Zasmialem się cicho pod nosem. - Jest całkiem przyjemnie, ale macie tu problem z dziewicami. - Pokrecilem głową z niezadowoleniem. - Aby sobie wychedozyc taka jedną to musiałem pryzwdziac habit. Do dzisiaj mam blizne po tym jak ni to krzyżyk skórę przyjaral. - Wzdrygnalem się delikatnie na samo wspomnienie. - Mam alergie na takie rzeczy. Dostałem to w spadku po Azazelu. A w spadku po matce dostałem to, że jestem pięknym chlopczykiem. - Wyszczerzylem się w jego kierunku niczym dziecko. Lyknalem kolejny kieliszek wódki. - I byle by ci do głowy nie przyszło testowanie tego na mnie. Bo łeb upierdziele przy samej dupie. - Spojrzałem na niego. - Ale wodeczka dobra jest.

    OdpowiedzUsuń
  121. - nie, nie - machnela reka - musze cos zjesc
    Przyszpilila go wzrokiem.
    - to zle - zauwazyła zdegustowana i zla jednoczesnie. - bo nie po to walczyłam, bys mnie teraz olal - wzruszyła ramionami - rob jak tam chcesz, bo ciebie to nie interesuje. Michas zrob mi przy okazji przysluge i wzmocnij bariere wokol domu, by TO juz sie tu nie paletalo - polecila uroczo wychodzac ze swej sypialni.
    - dobrze? Moze poczekam jak rzeczywiscie umre i to na amen?! W koncu to bylo czescia petraktacji. No nic bywaj aniele - mruknela zostajac sama z bajzlem w domu. Trzeba sie bylo za to wziac, ale marzyl jej sie prysznic, jedzenie i dlugie ozywczy sen dla urody. Zostawiła otawrte okna na gorze by przewietrzyc. Wziela swieza pizame i poszla sie umyc dlugo stojac pod natryskiem. Vlad.. gdzie jestes?! - mruknela pod nosem. Gdy zrobilo jej sie zimno w koncu wyszla, by cos zjesc i zadzwonic do pracy, bo pewnie mysleli ze umarla. Znowu !

    OdpowiedzUsuń
  122. - Kiedyś dziewice były wszędzie. Nawet czterdziestoletnią łatwo było dorwać. Albo prawiczków. Wiesz jak takich fajnie jest wodzić na pokuszenie? - Zapytałem się go. - Najpierw udają takich niedostępnych. A później tak uroczo jęczą w łóżku. - Rozmarzyłem się nad tym. - Chcesz mi zasugerować, że nie jestem ładny, interesujący i niepociągający? - Spojrzałem na niego uważnie. Upiłem znowu wódki i tak przyjemnie zaczęło mi się robić. - Ale jak to jedna z niewielu rzeczy, która mu się udała? - Uniosłem brew nieco zaskoczony tym faktem.

    OdpowiedzUsuń
  123. Gdy sie w koncu obudzila, po raz pierwszy olno od mar sennych, nie wiedziała co ma robić i od czego sprzatac. Wiec zaczela od zakupow, bo niestety to co w lodowce bylo nadawalo sie tylko do smietnika i dopiero jak do domu wrocila to zaczela sprzatanie. Niby nie bylo tego duzo, ale zawsze. W glowie juz planowała wyjazd. Male wakacje dobrze jej zrobia.
    Zasiadala z miska popcornu na kanapie, gdy ktos zaczal sie dobijac do drzwi.
    W sumie nie musiala sie domyslac ktoz to taki, by wlasciwie sie wydzieral na cala ulice - tak jej sie wydawalo. Nawet sie nie ruszyła w tamta strone zajadajac sie popcornem podczas ogladania jakies komedii.
    A na sasiedniej parceli ktos wyszedl, by sprawdzic co to za halasy i wlasnie wyrazal swoja opinie na jego temat. Chyba zly byl to pomysl.

    OdpowiedzUsuń
  124. - Ja słaby w łóżku? - Zapytałem się go. - No chyba śnisz. Ja jestem zajebisty w tym. Na drugim miejscu jest ojciec. Ty się kłócisz o sześdziesiąte dziewiąte z lodówką. - Stwierdziłem. - Zawsze możesz się przekonać. - Puściłem do niego oczko. Przez chwilę przysłuchiwałem się wymianie zdań pomiędzy Lucjanem a striptizerką. Była zdecydowanie nie w moim guście.
    - I tak słyszałem. - Stwierdziłem. - Dasz radę? Wątpię. Za stary jesteś i tyle. - Zaśmiałem się głośno. - A tak swoją drogą... - Spoważniałem nieco. - Ten cały wielki Adwersarz to wasza sprawka? - Zapytałem się go z czystej ciekawości. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Nie było tutaj nikogo kto przykułby bardziej moją uwagę. No cóż... Mówi się trudno i żyje się dalej.
    - ej, czy ty dzisiaj występowałeś w telewizji? - Podeszła do mnie jakaś dziewczyna. Nawet ładna.
    - Owszem. - Odpowiedziałem jej z nonszalanckim uśmmiechem.
    - Dziewczyny! Tu jest to ciacho ze sportowego programu! - Krzyknęła dziewuszka, a zaraz zjawiło się kolejnych osiem. I wszystkie były skupione tylko na mnie. Takie piękne, takie seksowne... Takie ach i och! I porwały mnie ze sobą do jakiegoś pokoju. Orgietka na całego psze państwa!
    Wróciłem do stolika po jakimś mega dłuższym czasie. Tak dłuższym, że w barze siedział tylko Boruta i czekał na mnie. Uśmiechnąłem się do niego.

    OdpowiedzUsuń
  125. [psuje mi zabawe no. Brzydko xD a chcialam, zeby sie dalej wydzieral xD i tego... zrobimy im dziecko? <.< *smiech*]

    Nadal usilowala ogladac film, ale gdy sasiad sie wlaczyl do akcji nie mogla tego przegapic. Zwlaszcza, gdy byla w dobrych relacjach z sasiadami nie chciala miec ich pzypadkowej smierci na sumieniu. Jakby nie wystarczalo, ze i tak zbyt duzo ich miala.
    Westchnela odstawiajac miske na bok i wyciszajac telewizor przeszla sie do drzwi frontowych i je otworzyła zanim znowu zaczal dzwonic.
    - bylo by milo, gdybys nie straszyl mi innych sasiadow. - zganila go jakby byl malutkim dzieckiem, ktore zrobil cos niedobrego i czekalo na reprymende od strony rodzica. - Nie ma u mnie twego zegarka. Nie zostawiles w domu? - zapytala chlodno.

    OdpowiedzUsuń
  126. Nie wnikalem z kim gadał Lucek. Za to podszedłem do baru i wypilem duszkiem dwie setki. Barwione na owocowo psia mac. Co to za szajs jest? Zapłaciłem barmanowi, radzac mu, aby pozostałe flaszki nieco schlodzic. No bo kto to widzial, żeby ciepła wódkę pić? Szczyt absurdu. Nie podobało mi się to w jaki sposób patrzył się na mnie basniowiec. Był chyba trochę zazdrosny o to, że Boruta wychodził właśnie ze mną a nie został z nim.
    - To był bardzo dobry pomysł z tym wyjściem na wódkę tutaj. Następnym razem też tutaj przyjdziemy. - Powiedziałem z tajemniczym usmieszkiem, który poszerzal się na mojej twarzy. - Też byś całkiem nieźle skorzystał, gdybyś z nami poszedł. Chyba, że ty tylko chłopców lubisz posuwać... No to ja już wtedy nie wnikam.
    - Oliver, nie wkurwiaj wujka! - Usłyszałem upomnienie od ojca. - W domu musisz mi coś przypilnowac.
    Pogrzalismy do domu z Lucyferem. Weszliśmy do mieszkania, gdzie stała... Kolyska. Z dzieckiem.
    - Co to kurwa ma być? - Zapytałem się.

    OdpowiedzUsuń
  127. Zwezila oczy. Nadal nie wpuszczala go do srodka. Byla ciekawa czy Michas zrobil swoje.
    - a ja ci mowie, ze nie ma go u mnie bo zdazylam juz posprzatac a WIESZ mi raczej bym nie ominela cudzych zegarkow.
    Uparcie odmawiala. Chwicila za ramie i potrzasnela syczac ciche: przestan. A do sasiada usmiechnela sie szeroko.
    - nic sie nie dzieje. ten pan niedlugo sobie pojdzie - wycedzila z radosnym usmiechem - prosze spokojnie wrocic do siebie.

    [taa? nie dowie sie jak nie sprobuje xDD *smieje sie*]

    OdpowiedzUsuń
  128. - Radzilabym w domu sprawdzic - odparla zmeczona juz wszelaka rozmowa z osobnikami nie z tego swiata. Z mila checia przeniosla by sie na bezludna wyspe i mieszkac na niej jak czlowiek kamienia lupanego.
    - To bedzie najlepsza rzecz, ktora zrobisz Lu. - zamyslila sie - nie obraz sie, ale innym razem - mam sporo rzeczy do zrobienia a randki sa akurat na ostatnim miejscu. Naprawde innym razem dobrze?
    Spojrzała na niego krotko z wymuszonym usmiechem - i zebys nie myslal wlamywac sie tu - zagrozila - kto wie co moze sie zdazyc... - zachichotała - ah i nie przejmuj sie zbytnio bolacymi plecami. Jak ci skrzydla w koncu wyrosna to bedzie po krzyku - oznajmila zamykajac drzwi pod nosem acz mine mial bezcenna.

    [serio chcialam zobaczyc jak synus lub coreczka zwraca sie do niego w stylu: tatusiu, czy jak przyprowadze do domu chlopaka to nie urwiesz mu glowy? xD]

    OdpowiedzUsuń
  129. - zabijcie mnie raz a porzadnie - wzniosla oczy to gory jakby sie modlila o szybkie zejscie. - nie narzekaj. Nie masz zielonego pojecia z jakiej to okazji, wiec zamilcz chlopie poki mam cierpliwosc do ciebie.
    Burknela jeszcze cos pod nosem malo zrozumialego.
    - szybciej pieklo zamarznie niz zadzwonie - dodala glosniej, wiedzac ze i tak ja uslyszy przez zamkniete drzwi.
    Wrocila do swego filmu i wylaczyla pauze ogladajac dalej i powoli zapominajac ta mala utarczke. Tez mi podziekowanie. Zwlaszcza, gdy nie bedzie juz wiecej "powrotu" do zywych i jak umrze to tym razem na bank. I jeszcze tu zaraza sie panoszy i daje rady. Zmarszczyla czolo w zadumie traca glowny watek filma, ktora stal sie nagle nijaki, zatem go wylaczyla i poszla poczytac. A ze zasnela podczas czytania i wybudzila sie spokojnie bez koszmarow, ubrala sie niespiesznie i postanowila do pracy zajrzec majac nadzieje, ze nie przypomina troche zombie. Lustro nie klamalo: troche jej "ubylo".

    [hihihi - omeny ogladalam wszystkie czesci, nawet ta zalosna probe remaku z 1-ki (jak cos takiego mozna bylo wypuscic! toz to badziew jakis) a ten drugi? w sumie nawet go nie znam - to film czy serial?]

    OdpowiedzUsuń
  130. - Borze zielony i szumiacy... - Złapałem się za głowę. To przeszło już wszystkie pojęcie. Przecież ja nie umiałem zajmować. - To mi się w pale nie mieści. Co to do groma jasnego ma być? - Chodziłem nerwowo w kółko. - To nie jest moje dziecko. - Warknalem do Lucyfera. - Jeżeli chciałeś mi zakomunikowac, że właśnie mam młodsze rodzeństwo to mogłeś zrobić to w bardziej normalny sposób Aza. - Burknalem pod nosem. Podszedłem do kolyski i poniuchalem nosem. Nie, dzieciak nie narobił w majtki. Jego aura była jakas inna... - Coś jakby od aniołów. Ale nie do końca anioł. Dawno żem już tego nie widzial. - Chyba już wiedziałem co z tym dzieckiem jest nie tak. - To żeśmy się kurwa dobrali... - Westchnalem głośno. - Pół- demon, pół człowiek i pół- anioł, pół człowiek. Tylko pozazdrościć komuś poczucia humoru. Azazelowi pewnie nie było do śmiechu.

    OdpowiedzUsuń
  131. Odczytala mms-a patrzac na niego z politowaniem.
    Co tez on sobie wyobrazal - zapytała sie samej zdegustowana. Zachowuje sie jak dzidzius. Chyba wyganie calkiem mu zaszkodzilo i glupieje na stare lata. [wiem, zaszalalam z tymi skrzydelkami xD nie bijesz? xD] Poczatkowo chciala cos mu zlosliwego odpisac a potem zrezygnowala bo miala taakie zaleglosci ze szkoda gadac. Wiec w gruncie rzeczy zeszlo to na dalszy plan. Zreszta jak ja zobaczyli w pracy taka wymizerowana to prawie spadli z krzesel. Taaa czasem sie udaje kogos nastraszyc.
    - taaa, nie bedzie mnie dluzej. - odparla - trudno powiedziec ile, ale to prywatna sprawa. Poradzicie sobie. Ah i bede juz leciec. Pakowanie walizek w moim wykonaniu nigdy nie bylo krotkie - zasmiala sie, podpisujac papierek dotyczacy "chorobowego" a potem urlopu bezplatnego.
    - zadzwonie pozniej - dodala wychodzac i idac na zakupy. Dopiero w centrum sobie przypomniala o wiadomosci: Aniele, ile ty masz lat, by sie bawic w cos takiego? - dodala minke z emotkow i wyslala.

    [yhmm ;)]

    OdpowiedzUsuń
  132. - W trakcie apokalipsy mógłby nam się przydać. - Stwierdziłem cicho, zastanawiając się nieco. Przetarlem się dłonią po brodzie.
    - Więc mógłbyś się nim zająć. - Stwierdzil z powagą Azazel, ukazując się w całej swej okazalosci.
    - Albo nią. - Mruknalem cicho. - Nie zgadzam się.
    - Ty i to coś macie w sobie jakąś cząstkę człowieka. Ja tylko jak tego dotkne to mi skórę spala.
    - A nie można byłoby tak stworzyć coś co go lub ją wychowa? - Zapytałem się. Nie widziałem siebie w roli nianki. - Co żeś ty musiał posunąć, aby takie coś zrobić? - Zapytałem się go.
    - Tej, synek, bo zaraz wpierdziel dostaniesz. Jak ty do ojca mówisz?
    - Normalnie. Boruta ma rację. Trzeba pozbyć się problemu. Ci z góry nie będą się mieszać. To nie ich broszka. Tak w ogóle to gdzie jest matka tego dziecka?
    - Skończyła jak twoja, nie pamiętasz?
    - Pozdrów ją ode mnie. Jak będziesz tam na dole. Dobra panowie. Co robimy? To przestaje być śmieszne. - Stwierdziłem. Azazel się zmyl.

    OdpowiedzUsuń
  133. Czy on sobie kpi czy jak? Zirytowala sie widzac kolejne zdjecie.
    -Jesli to Cerber to ja mu wspokczuje... biedne psisko - dodala zlosliwie. A nastepna wiadomoscia bylo: Co za kretyn!? (z minka >.<) Oby ci nie stanelo oscia w gardle. Pozdrowienia od (chyba, bo nawet nie wiem czy tym jestem) śmiertelniczki
    Wyslala i wygasila telefon, wkladajac do torebki, by w koncu zajac sie typowymi, babskimi sprawami. Planownie podrozy nie bylo proste ani szybkie, ale miesiac musial wystarczyc. Moze poleci na Majorke? Nie przypominala sobie, by tam byla.
    Uśmiechnela sie do siebie idac obladowana zakupami w strone domu.

    OdpowiedzUsuń
  134. [w zasadzie glownym celem wyjazdu jest Rumunia. ^_^ wiec tam mozemy ich napotkac xD ciesze sie, ze wprawiam go w dobry nastroj ale chce przetestowac skoz wiezy - swoiste deja-vu i dalabym tu problemy ze skrzydlami. cos typu: dlaczego one mnie nie sluchaja skoro juz je mam xD]

    Nastepne kilka dni iplynely szybko i nawet sie nie zastanawiała nad nimi. Musiała i nabrac sily i odsapnac. Nie wszystko jeszcze "wrocilo". Na to potrzebowala czasu i spokoju, ale cieszyla sie, ze juz bedzie mogla spac spokojnie bez wstawania w nocy.
    Po spakowaniu sie wyruszyla na przystanek, by poczekac na autobus, ktorym miala dojechac do dworca a po dojechaniu do innego miasteczka miala lot samolotem. Pierwsze byly Bahama na ktorych malo spedzila czasu a potem poleciala na Majorke, gdy zostala dluzej. Podobalo jej sie acz tesknila za "domem". Zdawala sobie sprawe, ze uplyw czasu swoje zrobil i bedzie inaczej wygladal, ale korcilo ja by tam pojechac.

    OdpowiedzUsuń
  135. - Czyli, że zabić? - Zapytałem się go, przełykając głośno ślinę. - Stary, ja pacyfistą jestem. Mnie brzydzą pojedyncze mordy. Co innego masowe. To wtedy i owszem.- Stwierdziłem. - Poczekajmy z tym jeden dzień. - Kiwnąłem lekko głową, uznając to za najlepszy pomysł na tą chwilę. - Nie mam sił, aby gdziekolwiek teraz pójść. - Położyłem się na łóżko, tym samym znikając z pola widzenia dziewczynki. Ta zaczęła głośno płakać. Jakby ją ze skóry obdzierali. - Boruta nie strasz dzieci po nocach. - Podszedłem do kołyski, a dziecko się uspokoiło. - Aha... Ciekawy przypadek. - Stwierdziłem, biorąc dzieciaka na ręce. Dziecko zaczęło się śmiać. I o dziwo nie paliłem się. Trochę pokołysałem ją na rękach, widziąc jak wyciąga maleńkie piąstki w moją stronę. - Chcesz może potrzymać? - Zapytałem się Lucka, wyciągając dzieciaka w jego stronę. - A jeżeli chcesz już się dzisiaj przydać to skombinuj jakieś butelki dla dziecka, kaszę i pieluchy.

    OdpowiedzUsuń
  136. Niepewnie postawila stopy na dawnej ziemi. Miała wrazenie, ze ja parzy przy kazdym kroku. Ale byla tu. Miala lzy w oczach, gdy wysiadala z taksowki, ktora zawiozla ja z lotniska do jakiegos podrzednego hotelu. Na zatroskanie taksowkarza nic nie powiedziala. Poprostu zaplacila za usluge, wziela bagaze i udala sie do pokoju hotelowego.
    Tam zostala do konca dnia aby rankiem "zwiedzac" sobie stare smieci. Szkoda tylko, ze nie umiala zmienic rysow twarzy. Tak na wszelki wypadek acz watpila, by ktos jeszcze przechowyal stare obrazy z XV wieku. Chyba jakis kolekcjoner.

    [ja wybredna babka, dlugo szukala, juz chciala przestac acz natrafila z mieczem i wiola. Historyja ta sama acz troch podgladzona a reszta idzie w toku xD]

    OdpowiedzUsuń
  137. - Mnie się pytasz? - Zapytałem się go, biorąc w jedną dłoń zapiekanke a w druga poradnik. - O, tu jest napisane, aby... Kurwa nie czaje... Wyparzyc smoczek przed podaniem go dziecku. - Przegryzlem zapiekanke. - Przecież to jest gumowe. To się nie stopi w wodzie? Nie czaje. - Odlozylem książkę. - A może to był bardzo osłabiony Nefilim. Wtedy jest możliwe, że parzyc nie będzie. Ja nie wiem o czym on myślał... Ja zawsze mam przy sobie komplet gumek na wszelki wypadek. Mógł się do mnie o to zwrócić. Odstapilbym mu kilka. Najwyżej później by mi kasę za nie przelał na konto. Poza tym myślę, że gdyby on chciał zabić dziecko to już by to zrobił. Bez odpierdzielania tej całej szopki. - Spojrzał na kolyske, gdzie znajdowała się mała. - Poza tym myślę, że wypadałoby jakoś ją nazwać. - Zastanowił się przez chwilę. - Może niech będzie Meg? W "Supernatural" tak jedna demonica się nazywała. - Wytlumaczylem mu. - A może gdyby tak ściągnąć vivian tutaj? Była całkiem dobra matka dla mnie...

    OdpowiedzUsuń
  138. [138 komentarzy, a ja dopiero teraz przybywam się oficjalnie przywitać... No ale czym byłby pobyt na blogu bez tradycyjnego, administracyjnego słodzenia, więc witam serdecznie! Lucuś bardzo zacny, a te nawiązania do NeoNówki mnie po prostu zabiły! Jak ja kocham jak Lucjan rozmawia z Bogiem, jak boga kocham! xD Cudna postać!
    Życzę dużo dobrej zabawy, zadomowienia i wątków nie musze życzyć, bo już widzę pięknie nam się Lucek urządził, za to życzę dużo alkoholu i jak najmniej problemów z polakami! :)
    Co prawda wciąż jestem na przymusowym urlopie, ale gdy wrócę - to serdecznie zapraszam.]

    - Administracja & Hagen Alder

    OdpowiedzUsuń
  139. Patrzyła sie na to wszystko i patrzyla czujac jakis niepokoj i uscisk w sercu. Ah, przestan bo znowu zaczynasz zlajaja sie w duchu.
    - po prostu przestan - dodala glosniej.
    Jakas babka sie na nia spojrzala dziwnie, ale nie zauwazyla tego zabierajac sie za zwiedzanie sklepow. Cos tam kupila, ba nawet do ksiegarni wpadla ciekawa jak opisza dalsza historie miasta. Po drodze zostawila zakupy w hotelu a potem podjechala pod zamek. Wczesniej to byly tylko wozy - usmiechnela sie pod nosem. Nie byl to ten, w ktorym mieszkala wczesniej. Ten warownie przypominal jakby dodac pare elementow. Nie pamietala go, ale nie przejela sie tym, bo wroci jak bedzie chcialo.
    Sprawdzala cos w torbie, gdy cos wpadlo. Chciala zrugac a sie wsciekla.
    - na wszystkie kregi, co ty tutaj robisz? - zaczela pasywnym tonem. - tylko mi nie mow, ze jestes dalej moja nianka?

    OdpowiedzUsuń
  140. - Nie patrz się tak na mnie. Nie umiem wyparzac smoczkow. Nigdy mnie nikt tego nie uczył. Za to całkiem dobrze spelnialem się w roli dowódcy. - Usmiechnalem się delikatnie, wspominając stare, dobre czasy. - Jakby nie patrzec to ty jesteś jej jakby wujkiem. Więc mógłbyś wykazać chociaż troszeczkę większego zainteresowania. - Zasmialem się cicho. - Ja już sam nie wiem co mam z tym zrobić. Mnie to przynajmniej ojciec mógł dotknąć bez obawy, że splonie. - Spojrzałem uważnie na Borute. - Powiem ci, że nawet sobie nie wyobrażam jakbym tak miał zostać ojcem. Serio do tego się nie nadaje. - W tym momencie Meg zaczęła płakać. A po pomieszczeniu rozszedł się nieprzyjemny smród. Zaklalem głośno i siarczyscie. Skupilem się przez chwilę. Dawno nie używałem magii. Odkąd tutaj przybylem. Zaraz smród zniknął, dziecko się uspokoiło. Zakleciem zmieniłem jej pieluche. - Cebula przy tym to perfuma. - Stwierdziłem zrezygnowany. - To nie jest śmieszne Lucek. - Powiedziałem, widząc jak ten się śmieje głośno.

    OdpowiedzUsuń
  141. Zapomniała, ze miala byc zla gdy tak tu przed nia stal calkiem w dobrum nastroju.
    - ON i tak o mnie zapomnial, zreszta tyle "zlych" uczynkow sie porobilo przez ten czas, ze i tak by mnie nie chcieli - machnela reka - jesli mam byc szczera to bardziej mi sie podobalo u ciebie na dole niz u gory. - wzruszyla ramionami. - no raczej widze, ze stoisz. Czasem mam wrazenie, ze za mna lecisz... bez skojarzen. - przetoczyła oczami.
    Westchnela rozcieraja ramie. Miala wrazenie, ze zdezyla sie ze sciana.
    - Zrobilam sobie wolne od pracy. Zebys ty widzial ich miny: Eliza, to ty zyjesz?! o rany... szkoda gadac i tak podrozuje sobie i zwiedzam miejsca w ktorych nie bylam. Po prostu chce odetchnac od tego calego bajzlu, zatem badz dobrym aniolkiem i zniknij - popatrzyla na niego znaczaco. - no nie patrz tak na mnie. Jestem tutaj i dziwnie mi z tym.

    OdpowiedzUsuń
  142. Prychnął. Wychylił drugi kieliszek. Dostał swoją zapiekankę i wchłonął ją w kilka minut. Potem znów zostało polane, jeszcze raz i jeszcze raz, aż nastała konieczność zamówienia kolejnej. Kiedy dobierze się do jednego stolika dwóch mężczyzn, którzy uijają się długo i bardzo chętnie, wódka leje się non stop, aż któryś z nich uda się na stronę, by tę wódkę zwrócić a potem znów zasiądzie do picia.
    - Pracowałem. Podróżowałem. Szukałem... Uciekałem przez tym zakonem białej róży czy jakoś tak... Debile. Zawsze, prędzej czy później mnie znajdą. Nie wiem jak to robią ale podejrzewam, że tamci... - tu wskazał kciukiem na sufit a właściwie na niebo, który on zakrywał. - ... im trochę pomagają. Ileż ja się lat przed nimi chowam... Co któregoś zabije, to pojawia się dwóch następnych. Wiesz... szukają takich jak ja, co podpisali kodycyle i ich zabijają w jakiś tylko im znany sposób. Do mnie ostatnio taki gówniarz strzelił...
    Podniósł się z krzesła, wyciągnął koszulę ze spodni i podciągnął ją na tyle by pokazać Lucyferowi wklęsłą jasną bliznę na biodrze.
    - Widzisz? Chujek jeden... Za jedno nicelne trafienie wygral tylko jedną kulkę... między oczy. Ale Mefisto twierdzi... bo on zawsze tyko twierdzi, bo za chuja do niczego innego się nie nadaje... więc twierdzi, ze nie może im nic zrobić, że nie może mnie nawet obronić bo nie może i tyle. Bez sensu...
    Odkręcił nową butelkę i napełnił ich kieliszki. niestety doszło do tego, że przypomniał sobie powód, przez który stracił swojego, jakby nie patrzeć, przyjaciela i kochanka w jednej osobie. Ale łaski nie robi. Westchnął z wyczuwalnym smutkiem.
    - Polowałem sobie teraz ostatnio... na smocze jajo. Tylko nie tego dużego smoka co tak sobie zionie ogniem i jest nie do trzymania w domu. Takiego mniejszego kolorowego. Pływałem sobie na Bahamach ale pojawili się ci z zakonu i musiałem sie ewakuować. Ale wrócę tam za miesiąc albo za trzy... Albo może jutro. Jeszcze nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  143. - Jakby nie patrzeć to trochę przechodziłem to dorastanie. Od poczęcia aż do teraz. Natura to jednak zagadkowa rzecz jest. No bo zobacz... Z takiego małego czegoś, co ledwo pod mikroskopem widać, wyrasta takie coś co czasami ma ponad dwa metry wysokości. No, ja tam urosłem sobie na metr osiemdziesiąt, ale też chyba jest całkiem nieźle. - Uśmiechnąłem się delikatnie w jego kierunku. - Azazel mówił, że byłem i jestem pierwszym jego dzieckiem, którego się nie pozbył w żaden sposób. - Powiedziałem do niego. - Mówił, że już od momentu poczęcia wszyscy przeczuwali we mnie ogromny potencjał. - Zaśmiałem się cicho pod nosem. Zastanowiłem się przez chwilę. - Wiesz, raczej byłoby ciężko ukryć u niej na przykład rogi albo ogon. W sumie ja też tego nie mam, a jakoś rozkminy nad tym nie prowadzisz. Chyba, że już myślałeś o tym wcześniej i dałeś sobie z tym spokój. w sumie to ojciec nigdy mi nie opowiadał jak przyjęli w piekle wieści o tym, że ja jestem w drodze. Ale nie byłem tam jakoś traktowany po macoszemu więc może nie było aż tak tragicznie. - Spojrzałem na Lucyfera. - Trzeba też pomyśleć w drugą stronę. Co jeżeli oddamy gdzieś ją, a tam trafi się jakiś anioł, któremu piekielna cząstka małej spali rękę? - Zapytałem się, zastanawiając się.

    OdpowiedzUsuń
  144. Zachichotala.
    - nie da sie ukryc - wymownie spojrzała w gore - Bozie jakim cudem ty tos stworzył. No jakim - tym razem wyrazila swa dezaprobate.
    Pokazała mu jezyk.
    - moze i by cos to dalo na krotsza mete, ale znajac ciebie. Znaczy ten maly kawaleczek ciebie, na dluzej by sie nie sprawdzilo. Jak samzes mowil ciekawosc to pierszy stopien do piekla, tyle, ze ty tam mieszkasz, zatem zaden to "grzech"- zauwazyła rozbawiona. - No juz zostan jak jestes, bo jeszcze wpadnie ci do glowy jakis chory pomysl i wtedy zacznie sie zabawa. Masz ochote na kawe lub cos? Niedaleko widzialam knajpke.

    OdpowiedzUsuń
  145. Zmienila kierunek i weszli w boczna uliczke wychodzac spod budynku.
    Wzruszyła ramionami.
    - w sumie od paru dni tu jestem i zwiedzam. - przetoczyła - troche sie tu pozmienialo - skrzywila sie lekko - no ale w sumie nie dziwi mnie to. Podoba czy nie, co za roznica. Raczej nie wroci to co juz bylo, bo nie ma jak. Wolalabym osobiscie tamten klimat. Staroswiecki mial swoj urok. Nie bylo telewizorow, telefonow i innych nowinek technologicznych. Zycie toczylo sie leniwie. Co jakis czas wybuchaly sprzeczki, wasnie czy wojny, ale to wszedzie sie powtarza. Bez wzgledu na czas. Wzieli by mnie za wariatke, gdybym nagle weszla do miasta w stroju XV-wiecznym jadac po damsku na koniu i sprawdzajac jak sie miewaja wiesniaki. Daleko bym nie ujechala zreszta. Wyslali by mnie na odzial do czubkow i tyle by bylo.
    Prowadzila ich teraz wglab miasta az doszli na rynek.
    - to wiadome, ze sie troche teskni, ale chyba bym nie chciala "powrotu" - oznajmila beznamietnie - lepiej ty mi powiedz co tu robisz?

    OdpowiedzUsuń
  146. Posłala mu spojrzenie mowiace w stylu: gadaj tak jeszcze to ci wbije cos gdzies z usmiechemna ustach.
    - moze, acz szczerze mowiac jak tak slucham niektorych "starszych" mieszkancow to tutaj nadal zyja w leku. Wzieli by mnie za zlo wcielone - zachichotała skrecajac w jeszcze jedna uliczke, by w koncu dojsc do lokalu. - widze, ze nadal stoi na starym miejscu. Acz bylo tu cos innego. - mruknela cicho wchodzac do kawiarni - moze pod sciana? O tam bedzie dobrze - wskazała rog.
    Potem zlozyli zamowienie w rumunskim i odczekali az im przyniesie.
    - mnie natomiast podobal sie okres wiktorianski. Mrok sam w sobie. - zauwazyła - wiesz Kuba Rozpruwacz i takie tam. - puscila mu oko. - bedzie lepiej jak tu nie bedziemy mowic takich rzeczy. Zabobony tu nadal gleboko tkwia. Ile mnie one kosztowały dawniej - westchnela biorac sie za kawe - Nie chcesz by nam truli przez caly pobyt prawda? - uniosla lekko brew. - biedne male skrzydelka - podsumowała - dbaj o nie, prosze cie. Kiedys moga sie przydac, nawet jesli patrzysz na to inaczej. - poslala mu zlosliwy usmieszek - nie dziekuj...

    OdpowiedzUsuń
  147. - Na bank ostro pokłócił się ze swoją kobita. - Stwierdziłem, widząc faceta z bukietem na zewnątrz. - Ma zbyt duży bukiet. - Wyjaśniłem Lucyferowi. - Mi to powinno zwisac i powiewac. Te anioły i dzieci... Ale jakby nie patrzec w połowie jestem też i człowiekiem. A to człowieczeństwo czasami się uaktywnia. I nie da się tego w ogóle wyłączyć. Gdyby to zrobiono to umarlbym. Nie chce jeszcze umierać. A już na pewno nie tutaj. Chce odnaleźć swoich ziomkow. Wrócić z nimi do siebie. Wypierdizelic z moich włości Adwersarza. I tam dożyć sobie spokojnie starości i sobie tam umrzeć. - Nie miałem zbyt wygórowanych oczekiwań od losu. Świat z reszta też niewiele ode mnie oczekiwał. Ot uczestniczyć w apokalipsie idąc ramie w ramie że Śmiercią. Takie tam sobie nic. Westchnąłem głośno, spoglądając na sufit.
    - Nadal uważasz, że oddanie jej zakonnicom to najlepszy pomysł? - Zapytałem się Boruty. - To spójrz na sufit. - Ten był cały oblodzony. I nie była to moja sprawka.

    OdpowiedzUsuń
  148. - Nie. Na bank się pokłócił ze swoją drugą połówką. Wielkość bukietu mówi sama za siebie. - Odpowiedziałem tonem znawcy. Coś z resztą na ten temat wiedziałem. - Ej, nie wszystkie teściowe są takie znowu złe. - Jak byłem Carmen to moja przyszła niedoszła teściowa była zajebista. - Powiedziałem. Była tak bardzo zajebista, że aż wylądowaliśmy w łóżku. Tam była jeszcze lepsza. Szkoda tylko, że to się skończyło jak się skończyło. Jedna wielka awantura i nic więcej. Znaczy się więcej to było. Carmen do tej pory nie chce ani mnie, ani swojej matki znać. W sumie to nawet nie żałowałem tego. Od jakiegoś czasu Carmen była po prostu męcząca. - Ty chcesz, aby nam nagle świat w ogniu stanął? - Zapytałem się go. Coraz bardziej człowiecze uczucia przebijały się przeze mnie. Sam nie wiedziałem czy to dobrze czy źle. Zobaczyłem jak Boruta kładzie się spać. - Myślałem, że wy diabły nie musicie spać. - Stwierdziłem nieco kąśliwie. - W końcu przecież licho nie śpi. - Zaśmiałem się cicho. Rozłożyłem sobie tapczan i też się położyłem, ale nim zdążyłem zasnąć usłyszałem płacz dziecka. Wziąłem małą do siebie, gdzie się uspokoiła. A kiedy znowu chciałem odłożyć ją do kołyski to ta znowu się rozpłakała.
    - Nie możesz ze mną spać. Bo jestem trochę za ciężki. Jak na ciebie przez sen się położę to nawet "kurwa mać" nie zdążysz powiedzieć. - Dziecko zaczęło się śmiać. Serio? W końcu jednak położyłem ją na tapczanie obok siebie. I zasnęliśmy. Kiedy rano się przebudziłem nade mną stał Boruta z telefonem w ręku i właśnie uwieczniał te "cudowne" chwile.
    - Serio Boruta? - Zapytałem się go.

    OdpowiedzUsuń
  149. - Ej, nie mów o tym chłopakom w piekle. Bo jeszcze wpadną na iście genialny pomysł, aby kolejne dzieci mi podrzucać. A co jak co, ale ja nie nadaje się do tego. Poza tym i tak dużo się nie wyspalem. - Przetarlem dłonią twarz. - Musiałem uważać, aby nie zgniesc jej. - Westchnalem głośno. - Gdybym położył ją na noc w kolysce to byśmy w ogóle nie spali. Tak głośno płacze, że aż by umarlego postawiła na nogi. - Podszedłem do lodówki, aby sprawdzić co mam do zjedzenia. Piwo, piwo, piwo... Tam piwo i jeszcze tam. I jeszcze więcej piwa. Otworzyłem zamrazarke. Wódka, wódka i jeszcze więcej wódki. W sumie to nie było tak źle. W końcu mogłem mieć tam tylko samo światło. Skupilem się przez chwilę a zaraz potem na stole stał wyśmienicie przyrzadzony kurczak z różna, surówka z czerwonej kapusty, ziemniaki z koperkiem i cola.
    - No i mamy śniadanie. - Stwierdziłem, siadając do stołu. - Dobrze jest od czasu do czasu posluzyc się magia. Smacznego.

    OdpowiedzUsuń
  150. - Lubiłam ten okres. Miał swoj urok. - podsumowała krotko.
    Przez chwile w milczeniu pila kawe.
    - ojoj, malusie dziecko marudzi no. To tak jak z nauka chodzenia. Z poczatku kulawo idzie i czesto sie potykasz, ale w miare nauki idzie ci lepiej az w koncu przestajesz sie nad tym zastanawiac. Jak cie stworzono to raczej tez nie umiales sie nimi poslugiwac. Zapomniales jak to bylo latac. - wydela usta w parodii usmiechu - ale ty bys chcial wszystko od razu. No ale taki juz jestes czyz nie? Nie usiedzisz na miejscu - puscila mu oko. - zobacze je pozniej?

    OdpowiedzUsuń
  151. - A widzisz! - zauwazyla z triumfem i blyskiem w oku jakby wygrala z milion dolcow - potrzebowales tego. - wyszczerzyla sie jakby byl to calkiem udany psikus.
    Odstawila na stol kubek.
    - mowisz to tak jakbys nigdy jej nie mial. Ah jak z tb dalo sie wytrzymac? No powiedz - zapytal wzor niewinnosci - chyba bede siemusiala zaopatrzyc wode swiecona. - pogrozila mu palcem - na wszelki wypadek abys mi tu spokornial. Tak swoja droga i z ciekawosci, krzyze i inne dewocjonalia na ciebie dzialaja? Te kilka kropelek wody? Chyba by potrzeba bylo calego basenu co?. - zapytala powaznie - dziwne "przezylam" upadek z wiezy i pewnie jakas tam traume mam, ale lubilam wysokoscie.

    OdpowiedzUsuń
  152. |Ja chcę wątek! Piszę się na wszystko, nawet na kradzież Księżyca :D|

    Lillyan Seymour

    OdpowiedzUsuń
  153. - a ja ci mowie ze musisz byc grzeczny abym nie musiala stosowac takich "podlych" sztuczek - zauwazyła dalej tonem powaznym - albo tez szepnela tu i tam w odpowiednich miejscach. Abys jakiegos dnia lub nocy, nie zauwazyl tlumu wiesniakow nad glowa wyglaszajacych egzorcyzmy. Zwlaszcza tutaj w Rumunii - spojrzała na niego znaczaco. - Jestem pewna, ze "zla" slawa tego miejsca nadal wartko plynie i ma sie calkiem dobrze i pewnie denerwuje ich, mieszkancow, opowiadanie na pytania turystow. Dobra, my tu gady, gadu a chyba czas sie zebrac - dopiła reszte kawy do konca - pojde zaplacic - ruszyła sie z miejsca zanim zaczal protestowac i podeszla do kierownika szczebioczac po rumunsku.
    Wrocila po kilku minutach zgarniajac plaszcz i torebke ze soba.
    - z twej perspektywy to moze i nie grozi... ale kto cie tam wie.

    OdpowiedzUsuń
  154. - jak to z nami było? - Zapytałem się ni to siebie ni to jego. - Normalnie. Podszedłem, zagadalem... Zabrałem na dyskotekę. Później jakieś kwiatki, bombonierki i kino. Kolacja. Czule słówka i gesciki i zaczęliśmy się spotykać. Później poszliśmy do łóżka. Tak, robiliśmy to tam gdzie spales. - Kiwnalem lekko głową. - Później ona przedstawiła mnie swojej matce. Całkiem fajna kobieta. Dojrzała, piękna... Taki milf. - Zasmialem się cicho. - A później... Kiedyś zostałem tam na noc. Wracaliśmy z Carmen z dyskoteki. Car za dużo wypila. Była praktycznie nieprzytomna. Jej matka zaproponowała nocleg. Nie odmówiłem jej. A później to poszło. Przyszła i zaczęła grę wstępną. A mi to się podobało. Była taka domibujaca. Istne przeciwieństwo Carmen. I tak kilka razy sobie się spotykaliśmy.

    OdpowiedzUsuń
  155. - Moze kiedys to sprawdzimy/ - zapytala sie rozbawiona. - pamietaj gdzie jestesmy?! Sam mowiles i to calkiem nie dawno, ze ten kraj ma sielska atmosfere. Ty mity i legendy zyja wlasnym zyciem. Nawt jesli to XXI wiek, niektorzy sa baardzo staroswieccy i uwierza we wszystko. Wystarczy pare milych slowek to tu to tam i lincz masz zapewniony i to nawet wczesniej niz bys zdazyl powiedziec ostatnie slowo. - zachichotała - a to byloby nawet gorsze od opetan. Ah wierze na slowo ale mimo wszystko chcialbym to zobaczyc. Wielki L. zwiewa az sie po nim kurzy - zasmiala sie nawet glosniej gdy juz byla ubrana i wyszli na ulice. - oj aniele, aniele. Nikt ci nie mowil, ze aniolki to najokrutniejsze stworzonka po ludziach? Mowiec ci, bo pare juz poznalam. - dala mu sojke w bok - Michas jest od ciebie brzydszy - wyszczerzyla sie w szerokim usmiechu.
    - prawdepowiedziawszy, gdybys rzeczywiscie chcial cos mi uczynic, juz dawno bylabym trupem albo jakis ksiezunio by mnie egzorcyzmowal albo wyladowalbym u czubkow - zamrugała - zatem dobrze wiedziec, zes honorowy. - inna droga szli na rynek, gdzie dyskusja trwala sobie w najlepsze. - zaczyna sie robić pozno... chyba wroce do hotelu.

    OdpowiedzUsuń
  156. |zdecydowanie piszę się na to :D. Kwestia tego, kto zaczyna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. |wcięło końcówkę :(|

      Lillyan Seymour

      Usuń
  157. Zrobila takie oczy ze az dziwne, ze nie wyszly.
    - jak bozie kocham, grzeczna jestem psze pana - zatrzepotala rzesami - to ja sie moze odsune? - zachichotala - nawet nie chce wiedziec coz takie bys mi wtedy robil. - nawet troszke poczuła sie nieswojo. Tak ociupinke.
    - jak chcesz ale jestem juz duza tatusiu. A to niedaleko w sumie. Oj Luciu, Luciu... bo pomysle ze sie o mnie martwisz - zauwazyła - a to chyba ostatnia rzecz, ktora by lezala w twym charakterze.

    [ja i te moje literowki - chyba jestem glodna. a i btw. nawet sie Eli podoba jego adoracja ^_^ wiec so. Nie krepuj sie]

    OdpowiedzUsuń
  158. Nim się spostrzegł to Lucka już u mnie nie było. No cóż. Mówi się trudno i żyje się dalej. Spojrzałem to na mała, to na butelkę z kasza. Trzeba jakoś będzie sobie poradzić. Zupełnie nie wiedziałem jak mam się za to zabrać. W końcu pierwszy raz zajmowałem się dzieckiem. Wziąłem poradnik i poczytalem nieco. Dobrze, nie wyglądało to na coś skomplikowanego. Jedziemy z tym koksem. Nakarmilem ją i zmieniłem pieluchy. Przy okazji zawitał do mnie Azazel. Próbował mnie przekonać, abym to ja wychował to dziecko. No chyba go pogiwlo. To byłoby ponad moje siły. Ledwo co sam siebie ogarnialem. A co dopiero siebie i dziecko. Ulozylem mała do snu. Sam zaś wziąłem jakąś książkę i zacząłem z nudów czytać. W tym czasie przybył Lucyfer. Ojca już nie było za to. Z reszta kazałem mu się wypchac i zastanowić się nad tym co on ma zamiar zrobić z tym fantem.
    - Ojciec prosił, aby na chwilę wstrzymać się z ostateczna decyzja. Powiedział, że coś wymyśli. - Odpowiedziałem Borucie.

    OdpowiedzUsuń
  159. Przystanela na chwile przy jakims murku mruzac oczy.
    - nie mialam na mysli innych biednych bliznich altruistow, gdzie tylko czekaja by komus cos zrobic. Wiec na dobra sprawe czlowieczenstwo idzie prawie po rowno z pieklem. I tam i tu mamy i wony i sprzeczki i inne takie.
    Ponownie ruszyła wzruszajac ramionami.
    - zalosne... po co mam o tym mowic skoro niby juz wiesz?! - zirytowala sie lekko - on ci ich nie oddal. To co zabrane raz nie mozna dostac po raz drugi. Byłes niegdyś Cherubem, prawda? To co stworzone przez niego nie traci znaczenia nawet jesli sie zbuntowal. Wiesz jakby nie patrzec ktos pewnie i tak by to kiedys uczynil predzej czy pozniej. bylby innny Adam, inny Kain lub inny Jezus, ale bylby tez inny Lucyfer lub inny swietlisty aniolek, ktory powiedzialby dosyc. Zaprzeczysz faktowi, ze jakas malutka istotka sie o ciebie "martwi", ale to byla prawda. Jestes slodki jak sie irytujesz, ale mimo twej uroczej osobowosci, ty nadal cierpisz gdzies tam w ukrytym zakamarku serca, ktorego rzekomo nie masz.
    Tak pewnie zaraz mi powiesz co ona moze o tym wiedziec... moze nie wiem. Moze to obce bo jestem tylko czlowiekiem (chyba). Dam ci przyklad Vlada. Podobny troche prawda? - zarumienila sie nieznacznie - dzieki Michalowi pozbylam sie koszmarow, ale... nie moge sie juz reinkarnowac. Wymienilam to na twoje skrzydła. Jestem juz nimi zmeczona, wiec w zasadzie to byla takze i przysluga w twej sprawie. Mozliwy byl tez jednak fakt iz mial juz dosyc mej paplaniny i moze w koncu spasowal. Nie zbadane sa wyroki boskie, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  160. Jako właścicielka baru rzadko kiedy decydowała się na robienie drinków - nie tylko dlatego, że nie miała na to czasu czy ochoty, ale dość często miewała wrażenie, że to uwłacza jej osobie. Ona – Lilith - miałaby zniżać się do tak niskiego poziomu, będąc stworzoną dla wyższych celów?! Jednak tego dnia miała naprawdę dobry humor, co wiązało się z tym, że stanęła za tym przekletym barem, oplatając wzrokiem każdego z nowo przybyłych.
    Ku jej zasmuceniu na horyzoncie nie pojawił się nikt godny uwagi, więc bedąc znudzoną i z kieliszkiem wódki w dłoni zaczęła kręcić biodrami w rytm lecącej muzyki niczym Shakira z teledysków. Zdążyła się tylko wczuć w melodię, gdy w zasięgu jej wzroku pojawił się nie kto inny jak Lucyfer. Siłą rzeczy skrzywiła się na ten widok, czując przy tym żal, że śmie przeszkadzać jej w tańcu. Nim mężczyzna zbliżył się do blatu, opróżniła swój kieliszek, który następnie z cichym brzdękiem odłożyła na ladę.
    -Czyżbyś tak szybko zatęsknił za moją osobą, kochany? - spytała się, gdy ten był już na tyle blisko, by usłyszeć jej głos.
    Siląc się na uśmiech, nalała do kieliszka czystego spirytusu, który podsunęła Lucyferowi pod rękę. Oczywiście sama nie mogła przepuścić takiej okazji – jej naczynie momentalnie również było pełne i gotowe do spożycia.
    -Zły dzień czy stulecie? - zaśmiała się, nie zwracając zbytnio uwagi na wygląd Lucyfera; do szczęścia wystarczył jej fakt, że czerwona sukienka idealnie podkreślała jej krągłości, przez co wyglądała obłędnie. Dopiero, gdy demon zakazał jej patrzenia na siebie...
    No cóż, zakazany owoc zawsze smakował najlepiej, to też od razu zbliżyła się niego na tyle blisko, by zobaczyć poranioną twarz i niestety czuć alkoholowy oddech. Słysząc jego gadkę o kibicach Cracovii, Lillyan tylko westchnęła, mając wrażenie, że gada z pięcioletnim dzieckiem, które na poczekaniu wymyśliło wymówkę, która pozbawiona była sensu. No, ale od dawna wiadome było, że nie lubiła się wtrącać w sprawy, które nie niosły jej korzyści.
    Na krótką chwilę odsunęła się od diabła, by po sekundzie wrócić z kostkami lodu opatulonymi ręcznikami, które od razu przyłożyła Lucyferowi do skroni. Oczywiście nie byłaby sobą, gdyby nie zrobiła tego w taki sposób, by demon miał doskonały widok na jej piersi.
    -Oj, Luciu, szkoda takiej twarzy dla awantur o podrzędne kluby piłkarskie. Cały bar jest do twojej dyspozycji, co tylko zechcesz ci zrobię - puściła mu oczko, by tuż po tym zaśmiać się. Oczywiście nie raczyła wspomnieć o tym, że miała w tym swój interes...

    Lillyan Seymour

    OdpowiedzUsuń
  161. - Wczoraj z tobą poszedłem i co z tego wyszło? Dziecko. - Odpowiedziałem polzartem, pół serio. - Więc chyba powinienem się obawiać co tym razem mi los wywinie. Ale namowiles mnie. Idę z tobą tam gdzie dzisiaj mnie prowadzisz. Tym bardziej, że lubie jak czasami jakas bitka jest. - W moich oczach można było zauważyć błysk. Zawsze mnie to kręciło. No co? Kto bogatemu zabroni psze państwa? Otóż odpowiedź brzmi: nikt.
    - Tylko znajdę jakieś tymczasowe rozwiązanie dla księżniczki w kolysce. Przecież nie weźmiemy jej ze sobą. - Stwierdziłem, spoglądając na dziecko w kolysce. Spala. Na całe szczęście. Dzieci kiedy śpią są nawet urocze. Odpalilem laptopa i szybko wszedłem na jakąś stronę co to polecane są jakieś nianki. Taka jedna mi się spodobała. Piękna cycolina o włosach koloru blond i brązowych oczach. Od razu z nią się skontaktowalem. Zgodziła siwe. Ustaliliśmy stawkę i ile ma być. I godzinę o której ma przyjść.
    - No to jedna sprawa jest już załatwiona. - Powiedziałem do Lucyfera.

    OdpowiedzUsuń
  162. - Wiem, ze jest pamiętliwy. Nie pierwszy raz się pokłóciliśmy. Nic w tym nowego... Tylko że tym razem to chyba coś powazniejszego. Bo widzisz... - wychylił kielonek. - Po tych latach, odkąd jestem taki a nie inny, dopiero teraz trafiło mnie to... że chce mnieć dziecko. No wiesz... taką dzidzie i w ogóle. Mefisto twierdzi, że z ludzką kobietą nie mogę mieć. Więc albo jakimś sposobem przeruchaam demonice albo mogę sobie kupić lalkę... - prychnął. Wychylił kolejną porcję, dolanej przez Lucyfera wódki. - To powiedziałem, ze chce z nim. Bo... podpytałem Lilith i się dowiedziałem, ze możecie się mnożyć, kurwa sami ze sobą. - zachichotał. - A ten że on nie chce i coś tam coś tam... nie pamiętam dokładnie, bo byłem pijany... jak zwykle z resztą.
    Oparł łokcie na stole a na slecionych dłoniach brodę. Wyglądał bardzo inteligentnie i profesjonalnie, mimo że był poważnie wstawiony.
    - Ale łaski mi nie robi. - fuknął. Usiadł głębiej na siedzisku. pokiwał głową, zgadzając się z Lucyferem co do jego wyjazdu na Bahamy. Potem zerknął na jego dłoń na swoim udzie. Nie miał nic przeciwko.
    - To może i dobrze. - zaśmiał się, słysząc ze nic nie zapamięta z tej rozmowy. Podniósł się po chwli by iść do toalty. W końcu coś musiał zrobić z tym wypitym alkoholem, a sikanie do pisuaru w stanie ogólnego upojenia było niezłą zabawą.

    OdpowiedzUsuń
  163. - ciesze sie, ze moglam cie oswiecic w tej materii.
    Z powaga pokiwala glowa. Energicznie wiec zwiazane wlosy wiec podrygiwaly przy kazdym ruchu.
    - Zatem jak widzisz upieklam dwie rzeczy za jednym razem i jednym ruszcie i dobrze mi z tym. Cos mi sie wydaje, ze ON zdawał sobie z tego sprawe - wyszczerzyla sie w szerokim usmiechu.
    - nie mow, ze nogi cie bola.... Nie w sumie jestesmy na miejscu - wskazala ruchem glowy.
    Przez cala rozmowe zdazyli przejsc spory odcinek drogi.
    - jak chcesz wejsc to sie nie krepuj.

    OdpowiedzUsuń
  164. - Georgia wydaje się być godna mojego zaufania. - Stwierdziłem, ale fakt faktem w dużej mierze zasugerowalem się jej dwoma pagorkami rozkoszy. Myślałem w większości jak typowy facet. No cóż... Bywa i tak. Poza tym po pracy może coś nam się uda wykombinowac... Zabawić jakoś. To też zależy jeszcze od tego w jakim stanie wrócę z dzisiejszej imprezy. Z ostatniej wróciłem bardzo zadowolony. Tylko późniejsze wydarzenia sprawiły, że niezbyt miło wspominam to co działo się później. W sumie to mogłem się cieszyć, że Mego nie jest moim dzieckiem. Z tego dobre było i to. W końcu przyszła nianka, a my wyszliśmy z mieszkania. Próbowałem nieco poflirtowac z dziewczyna i całkiem nieźle mi to szło. Tylko Lucyfer zaczął mnie poganiac. Niedługo potem urzedowalismy w Trip Trap. Było całkiem przyjemnie. Później jakiś gość wyskoczył do mnie z lapami a ja zrobiłem mu z dupy prawdziwą jesień średniowiecza. Miałem w tym ogromne doświadczenie. No i spory zasób zaklec po mojej stronie. A to zawsze się przydawalo.

    OdpowiedzUsuń
  165. Musiała się przyznać przed samą sobą, że wystarczyło jej pstryknąć palcami, by wszelkie obrażenia Lucyfera zniknęły w mgnieniu oka. Przez całe swoje życie przestudiowała tyle zaklęć, że spokojnie mogłaby wyleczyć go bez większego wysiłku, ale po co? Mimo, że nie powinna za bardzo igrać z księciem piekła, bo nawet pobity był silniejszy od niejednego demona, ale od zawsze żyła na krawędzi. Tym razem też nie zamierzała rezygnować ze swojego sposobu bycia.
    Słysząc pytanie Lucyfera, spoważniała - rzecz jasna spodziewała się tego pytania, w końcu znali się nie od dziś, a na dodatek Lilith nigdy nie ukrywała swej materialistycznej natury. Oblizując wargi (co miała w zwyczaju, gdy skupiała się na czymś), nalała do kieliszków spirytusu i dopiero, gdy odłożyła butelkę pod ladę, powróciła wzrokiem do Lucyfera.
    -Jest coś, co tylko ty jesteś w stanie mi dostarczyć - powiedziała, po uprzednim upewnieniu się, że wokół nich nie było osób nieupoważnionych - Kiedyś, za czasów piekielnych widziałam w twoim przydomowym ogródku pewien kwiat, jest mi on pilnie potrzebny. Nie musisz się martwić, nie będę ci parzyć ziółek byś szybciej wrócił do zdrowia, to dla celów - zamilkła na chwilę, próbując znaleźć odpowiednie określenie - naukowych i badawczych.
    Paznokcie lewej dłoni nerwowo zastukały o blat, gdy w prawej znalazł się kieliszek. Może i była demonem, który najprawdopodobniej pił każdy rodzaj alkoholu, ale mimowolnie skrzywiła się czując na języku ostry posmak spirytusu. Zupełnie niczym Małgorzata u Bułhakowa...
    Po odstawieniu kieliszka, na jej twarzy ponownie pojawił się uśmiech, co mogło wskazywać na jedno - wrócił jej dobry humor, zapewne na widok pobitego Lucyfera, którego twarz uwieczniłaby na fotografii na pamiątkę. Nie zwracając uwagi na to, czy Lucek wyraził zgodę na ich współpracę czy nie, musnęła go opuszkami palców, po zewnętrznej stronie dłoni - ten jeden raz może być po prostu miła, a swoje krzaczki odebrać w jak najmniej oczekiwanym momencie. Ktoś, kto się nie znał na magii empirycznej spokojnie mógł stwierdzić, że flirtowała z nim, a nie sprawdzała jego obrażenia.
    -Jak dobrze, że zawsze mam przy sobie flaszki z lekami - uśmiechnęła się niewinnie, tuż przed tym jak zniknęła na zapleczu.
    Po kilku minutach wróciła z fiolką z czarną cieczą, którą przeturlała w stronę Lucyfera.
    -Nieskromnie przyznam, że to najlepszy eliksir jaki kiedykolwiek zrobiłam. Wypij to lepiej bez zawahania, bo kopie mocniej niż ta anielska woda święcona z Lourdes- uśmiech rzecz jasna nie schodził z jej krwistoczerwonych ust, gdy mówiła o swoim talencie do eliksirów - To skoro doszliśmy do tego momentu, to zdradzisz mi, co kibice Cracovii robili w USA?
    No cóż, pewnym było to, że Lillyan należała do osób ciekawskich, co – gdyby nie to, że już tam była - doprowadziłoby ją do bram samego piekła

    |Nie krzycz, końcówka mi nie wyszła :(|
    Lilka

    OdpowiedzUsuń
  166. [A dziękuję. :)
    Zwłaszcza, że administracyjne słodzenie jest u nas tradycją, więc być musiało. Jak to dobrze, że w końcu sytuacja w piekle opanowana. xD
    Trzymam za słowo, jak tylko wrócę wpadam na imprezkę do piekła i na bimber. Hagen ma mocną głowę, więc trochę sobie popijemy. xD]

    - Hagen

    OdpowiedzUsuń
  167. [Ostatnio tata mnie wciągnął w Legendy Polskie od Allegro... i już wiem o twej postaci więcej! Znaczy się, Boruta, super pomysł..! :D]


    Jack podniósł głowę zaskoczony dostrzegając towarzystwo. Dość nerwowo poprawił swoją czapkę.
    - Nie jestem smutny. Po prostu taka rozrywka jednak mnie nie bawi. Ale spróbowałem! - popatrzył na mężczyznę uważnie. - Jestem Jack. - Umilkł na chwilę analizując jego imię. "Lucjan" Parsknął śmiechem. - Serio? nazywasz się Lucjan? To cię Bozia pokarała~ Chociaż z drugiej strony... Z drugiej strony fajnie brzmi. Można zdrabniać do Lucek. - Frost uśmiechnął się. - No, Lucek brzmi spoko. I jest krótsze - pokiwał zadowolony głową. - To ja cię będę nazywał Lucek. Pasuje ci? - Jack popatrzył mężczyźnie w oczy z lekkim rozbawieniem.


    Jack

    OdpowiedzUsuń
  168. - Cudownie! - wypalił natychmiast. - Nienawidzę jak ktoś zdrabnia moje imię. Zawsze wtedy wskazuję drzwi. A jeśli jestem na zewnątrz to robię inny gest - chłopak uśmiechnął się promiennie, lecz i z nutą złośliwości. - Rozrywki? Hmm... Lubię rzucać się śnieżkami i jeździć na lodzie. Albo zjeżdżać z górki. Super sprawa, zwłaszcza, jeśli nie ma się jakiś zabezpieczeń. Adrenalina rośnie! - zaśmiał się. - Zima to zdecydowanie najlepsza pora roku. Lato mogłoby nie istnieć. Nienawidzę lata - burknął i upił trochę zawartości ze swojej szklanki. - A ty? Co lubisz robić?

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  169. - No właśnie nie mogę. - mruknął. - Ja tu jestem lekarzem i ja wiem swoje. - mruknął. - Poza tym jakbym mógł kiedykolwiek to przez te pare wieków miałbym jakieś. A wiesz... zmuszę go. Mogę i zmuszę. Niby taki wielki diabeł czy coś tam, a taka cipa, że się go podpuścić zawsze da i to cąłkiem łatwo. Z tobą jest problem... ale będę próbował. Nie poddam się.

    Kiedy wrócił z łazienki i zobaczył zgrabne kreseczki, parsknął i usiadł ciężko na krześle. Wyciągnął z kieszeni portfel a z portfela banknot. Oczywiście taki o wysokim nominale. Przez takie wciągało się najlepej. Wciągnął jedną z kresek, na pół do kazdej dziurki. Potarł nos, by pozbyć się śmiesznego uczucia łaskotania.
    - Słabe. - mruknął. - Mam lepsze... Ale w pokoju. Chcesz iść do mnie? Alkohol też mam... A końcu jak się jest alkoholikiem to się ma więcej wódy niż jedzenia
    Znów potarł nos. Proczek zaczął działać i świat nagle wydał się bardzo piękny. Dźwięki koiły nastrój i kołysały w przyjemnej harmonii mimo, że z głośników leciała jakaś mało rytmiczna rąbanka.
    Przeniósł spojrzenie na diabła i uśmiechnął się błogo.
    - Zrób sobie ze mną dziecko.

    OdpowiedzUsuń
  170. Posłala mu rozbawione spojrzenie gdy sie odwrocila na moment nim weszli go holu. Poprowadziła ich na gore. Pogrzebała w torebce szukajac klucza a potem otworzyla zamek machajac gestem by wszedl do srodka.
    Chciała zaproponowac drinka, ale nie zdazyla. O ten Lucek - przemknelo przez mysl, gdy ja calowal. Acz i tak dosyc dlugo mu sie czekalo.
    Nawet zaprotestowala gdy sie odsuwal.
    - to mile - zarzucila mu rece za szyje - bo juz myslalam, zes zly za wtracanie w nie swoje sprawy - zrobila mine skrzywdzonego dziecka i sie przysunela blizej napierajac cialem na jego klatke.
    - ktos tu jest niecierpliwy. Chcialam wino zaproponowac ale chyba sobie poczeka. - zagryzla dolna warge.

    [biedny misiek, nie wie co odpisac xD ja czasem tak mam - nie bijta >.<]

    OdpowiedzUsuń
  171. Jeszcze przez chwilę poobijalem mój worek treningowy. Aż gdzieś mi umknął i nie mogłem go znaleźć. Szkoda. Taki dobry do bicia był. Ech... Mówi się trudno i żyje się dalej. Zacząłem przyglądać się bitce Lucyfera z jakimiś basniowcami. Przez moment zastanawiałem się czy mu nie pomoc, ale chciałem też zobaczyć jak sobie z tym poradzi. I poradził. Wręcz koncertowo. Musiałem przyznać, że to z opetaniem było całkiem niezle. Ja tego nie umiałem. Ale za to znałem się na technikach przenoszenia umysłu. A to wyglądało podobnie do tego co zaprezentował Lucyfer. Tylko trochę więcej zachodu z tym było. I nieco bardziej męczące.
    Usmiechnalem się delikatnie pod nosem w kierunku szatana, kiedy ten skończył.
    - No, na nudę tutaj nie ma co narzekać. - Stwierdziłem z lekkim rozbawieniem w głosie. - Myślę, że trzeba będzie częściej tutaj przychodzić.

    OdpowiedzUsuń
  172. - Podejrzewam, że twój materiał będzie niezły. Gębę masz wyjściową. Intelekt i charakter pewnie odziedziczy po mnie. A dzieciakiem wcale zajmować się nie będziesz musiał.
    Nie miał pojęcia skąd ta nagła potrzeba posiadania potomstwa. Nie znosił dzieci. Ciągle wrzeszczały, zadawały głupie pytania, ciągle czegoś chciały i dziwnie pachniały. Szkaradne gremliny, które sprawiały mnóstwo problemów.
    Ale coś w sobie miały. Takie coś, co całkowicie zmieniało podejście do świata.
    Podobały mu się te zaczepki i zaloty, w dość wulgarny sposób wykonane przez Lucyfera. Zawsze lubił w prost przedstawione sprawy. Oddawał mu pocałunki, uśmiechając się czując jak jego coraz bardziej nachalna ręka sprawdza jak bardzo się zmienił przez te lata. A zmienił się bardzo. Jego ciało nie mogło się zmienić samo, ale zadbał o to Mefisto. Więc nawet nie musiał ćwiczyć by utrzymać sprawność fizyczną i mięśnie, ładnie prezentujące się bardzo ładnie pod skórą.
    - Do mnie. - zdecydował od razu. Miał tam wszystko co potrzeba, łącznie z proszkami, które sam robił. Niektóre potrafiły tak pobudzić ciało i sprawić że każdy dotyk był bardziej intensywny a orgazm trwał w nieskończoność.
    Podniósł się z krzesła, odrywając się bardzo niechętnie od ust i dłoni diabła. Miał słabość do istot piekielnych ale nic nie mógł na to poradzić.
    Wytoczyli się z lokalu. Zrobiło się już ciemno. Szli dość chwiejnie, co jakiś czas zaliczając którąś ze ścian. Zwykle to Faust pchał Lucyfera na ścianę by raz jeszcze sprawdzić, czy aby na pewno całuje tak dobrze jak to zapamiętał.
    Wtoczyli się do mieszkania. Faust zapalił światło by się nie zabili o meble, których tak na prawdę było bardzo mało. Jedyne co mu przeszkadzało a tym mieszkaniu, to sąsiadka z dołu, która ciągle narzekała na hałasy.
    Otworzył barek, którzy był najbardziej okazałym meblem w salonie, poza ogromną narożną kanapą i telewizorem, zajmującym pół ściany.
    - Co chcesz? - rzucił prezentując zawartość barku. Potem z ukrytej szufladki wyciągnął cztery nieduże srebrne pudełeczka. Oczwiście pudełeczka było niemal takie same, ale on bez błędnie, nawet w ostrym stanie upojenia, odróżniał co jest gdzie.
    Otworzył jeden z nich i wybrał dwie tabletki. Położył je na blacie do przygotowywania drinków i wskazał je dłonią.
    - Chcesz? Czy jednak nie mieszasz?

    OdpowiedzUsuń
  173. Uniosła brew w niemym pytaniu, ktorego jednak nie zadala jakby sie bojac odpowiedzi.
    Zachichotała do wlasnych kosmatych myśli, ktore sie ulotnily gdy ponowił pocałunek. - pewnie, bo nog nie posiada. Zaczela glaskac mu kark delikatnie jakby byl ze szkla a to raczej ona była "krucha". Odchylila nieznacznie glowe na bok ulatwiajac mu dostep.
    - yhmm - wymamrotała - wczesniej czules sie tu nieswojo? - zrobila teatralnie zadziwiona mine jednak teraz sama nie dala mu czasu na odpowiedz, gdyz zamknela mu usta ledwo co sie odsunal.
    - gdzie sie wybierasz? - mruknela zdyszana "zagradzajac" mu dorge ramionami. - przeciez obiecalam. - puscila mu oko jednoczesnie bawiac sie guziczkami jego bluzki - a ty masz za duzo ciuchow. - zamrugała niewinnie.

    OdpowiedzUsuń
  174. - a niby co miałoby jej być? - Zapytałem się Lucyfera. Nie widziałem niczego złego w tym, że mała została pod opieką nianki. I to całkiem ładnej niani. Chyba będzie mi się po nocach snila. - od kiedy tak nagle zaczales przejmować się Meg? - Zapytałem się go. - To bardziej powinien być Azazela problem a nie mój. O, o wilku mowa. - Stwierdziłem, mówiąc do Azazela. - Wymysliles coś? - Zapytałem się go, kiedy usiadł przy nas.
    - Gdzie jest mała? - Zapytał się mnie ojciec.
    - Z nianka.
    - Mówiłem ci, abyś nie zostawiał i nie spuszczal z niej oka! - Zaczął mnie szarpać mocno.
    - Pierdol się. To nie mój dzieciak. W ogóle nie powinno nas... - Spojrzałem na Lucyfera. - ... Nas to obchodzić. Nawet nie wiesz czy to twój dzieciak. - Rzuciłem zaklęcie a ten aż poleciał na ścianę. Wylądował z hukiem.
    - rękę podnosisz na ojca!
    Wzruuszylem obojętnie ramionami i wypiłem swoje whyski.
    - Idziemy stąd czy masz zamiar odpowiadać za tego dziecioroba? - Zapytałem się Lucka.

    OdpowiedzUsuń
  175. Nic juz nie mowila bo nie bylo potrzeby prawie od razu zabierajac sie do rzeczy. Poczatkowo rozkrecali sie powoli, ale potem poszli na calosc i zanim sie obejrzali minelo pare godzin z krotkimi przerwami na "odpoczynek", po ktorych wracali zabawach trwajacych prawie, ze do rana.
    Zasnela lezac na nim po ostatnim akcie oddychajac ciezko.
    - no niezly maraton. - podsumowała chichoczac pod nosem, gdzie swoj nos wciskala w dolek jego. Zartobiliwie skubajac zebami zanim dawala tam male buziaki. Ziewnela. - zmeczylam sie - mruknela przymykajac oczy zrelaksowana i rozluzniona jak nigdy. Zdrzemnela sie wtulajac w jego tors jakby byl poduszka.

    [nastepny *wznosi oczy do gory* ja tam szczerze mowiac nie widze sensu opisywac wiadomych rzeczy ;p
    btw. niezle rzeczy tam widze w twym watku z Fauscikiem xD]

    OdpowiedzUsuń
  176. [ Mnie w sumie też XD To jak chcesz. Możemy przeskoczyć do następnego dnia jak się obudzą albo zabawiać sie całą noc XD Ale w sumie możemy sobie to przeskoczyć xD Może to ich pierwszy raz ale na penwno nie ostatni]

    Zaśmiał się. Czuł się bardzo dobrze. Bardzo lekko i świeżo. sięgnął po tabletki. Jedną wsunął sobie pod język. Rozpuściła się błyskawicznie. Drugą wepchnął mu do ust. Szybko działały. Co prawda nigdy jej nie mieszał z tym co wciągneli e barze, ale trudno. Pomógł mu zdjąć z siebie koszulę. Oparł się plecami o ścianę i przyciągnął do siebie. Lucyfer wydawał się dokładnie wiedzieć, co lubi i czego potrzebuje.
    Stęknął, kiedy sutki stały się jeszcze bardziej wrażliwe. Drżącymi rękami i dość nieporadymi ruchami zaczął rozpakowywać diabła.
    - Mnie też by było... ale to nowa kanapa. - zachichotał.
    Zaprowadził go do sypialni, do swojego łóżka z nieziemsko wygodnym materacem Podejrzewał, że tak samo dobrze pieprzyłby się z nim teraz jak lata wcześniej, gdyby on zechciał go odwiedzić.
    A teraz nie mógł zbyt długo wytrzymać kiedy w nim nie był.
    Sąsiadka z dołu musiała dostać szału przez tę noc, bo kiedy się obudził był zachrypnięty i cały obolały.
    Gorące ramie obejmowało go w pasie. Grzało jakby krążył mu w żyłach wrzątek. Pogładził go po ramieniu. to była cudowna noc. Lucyfer miał prawdziwy talent i odpowiednio dużo sił i otywacji by go zaspokoić, co wcale nie było takie proste. Fausy miał to do siebie, że mógł uprawiać sex wszędzie i zawsze.
    Poczuł jakiś dyskomfort w dolnej częsci pleców. Poruszył się trochę i wtedy sobie przypomniał, dlaczego lezą w taki sposób. Uparł się by z niego nie wychodził, kiedy będą spać. Także wciąż w nim tkwił. Faust sięgnął między nich. Przełknął ślinę. Lucyfer miał erekcje. Bardzo go korciło by zacząć poruszać biodrami i się nim pomasturbować z rana.
    Po walce z samym sobą, odsunął się. Stęknął, bo główna rozkocznie otarła się o stercz. Wyplątał się z jego ramion i poszedł do łazienki, nie odwracając się. Czuł jak sperma zaczyna spływać mu po udach.
    Jego wielka nowoczesna łazienka był jego ulubioym pomieszczeniem. Ominął wannę i wszedł do kabiny prysznicowej. Odkręcił wodę i zmył z siebie wszystkie rewelacja tej nocy. Wymył się w środku. Chyba musiał się z nim przespać na trzeźwo.

    OdpowiedzUsuń
  177. - dobse tatusiu.
    Pokiwala mimochodem nieznacznie glowa bedac juz praktycznie w objeciach Morfeusza.
    Po kilku dobrych godzinach w konca zaczela sie wybudzac tym razem w innej pozycji, gdy w czasie snu sie przekrecila i teraz wtulala plecy w jego cialo. Nie chcialo jej sie wstawac. Wcale, ale zoladek glosno zaczal sie dopominac ze az wstyd jej bylo.
    - zaraz kogos tu zjem... - skomentowała przecierajac oczy i rozcierajac reszte troche obolalego ciala po intensywnym stosunku. Przekrecila sie z powrotem w jego strone. Zauwazyła, ze nie spi - chyba cie nie obudzilam co? - zapytala zgraniajac niesforne wlosy na jedna strone.

    [taaa ^_^ Mnie tam bez roznicy w sumie. Pierwsze pare razow to pewnie by byly opisywane, ale nastepne? watpie ]

    OdpowiedzUsuń
  178. Posłala mu powatpiewajace spojrzenie, ale udala, ze mu wierzy.
    Mruknela.
    - a mnie sie wydaje, tylko troszeczke, ze nie wyjdziemy z tego hotelu zbyt szybko - zartobliwie siegnela do noska by go cmoknac w czubek, podczas gdy dlonie sunely sobie po jego plecach wynajdujac kazde zglebienie - cos bym zjadła. Siebie tez serwujesz?
    Westchnela.
    - chcesz bym zasnela? - opadla z powrotem na poduszki pociagajac go ze soba. - by mnie sobie zjesc? - zapytała z udawana powaga calujac jego podbrodek - zaskocz mnie. Lubie niespodzianki aniele. - zamrugała niewinnie - i ciebie na deser - poglaskala policzek a potem sie wysunela spod jego ciala oznajamiajac, ze idzie wziac prysznic i moze do niej wpasc, gdy juz jedzenie bedzie gotowe.
    Gdy weszla do lazienki i spojrzala w lustro pokrecila z dezaprobata na swe siniaki widoczne w niektorych miejscach. Lucio pewnie sie i tak ograniczal o ile sie nie zapominal. Nie zeby protestowała.
    Bawiła sie przednio, wiec te slady byly prawie niczym. Odkrecila wode w kabinie, by sprawdzic wode nim weszla pod prysznic zamykajac sie w kabinie. Male pomieszczenie szybko wypelnilo sie para.

    [co myslisz o porwaniu?]

    OdpowiedzUsuń
  179. Wróciłem do siebie, klnac na wszystko co tylko istniało. Ojciec chyba naprawdę postradal zmysły. I zglupial totalnie na starość. W domu zapłaciłem szanownej pani niani za fatyge. Tak jął obiecywalem. Hajs jej się zgadzał. Poza tym trochę ją pobajerowalem i wyladowalismy w łóżku. A tam przerobilismy chyba cały w-f i alfabet. Była całkiem niezla w te klocki. W sumie to ona także była bardzo zadowolona. Jej jęk i orgazmy chyba cały blok słyszał. Ale nie zwracaliśmy na to uwagi. Niech inni wiedzą, że mam bardzo udane życie seksualne. Została u mnie aż do rana. Około piątej nd ranem zasnelismy. Obudzilem się dopiero około trzynastej, kiedy usłyszałem jak ktoś próbuje wejść do mojego mieszkania. Ubralem się w spodenki i otworzyłem drzwi.
    - Lucjan to naprawdę nie jest dobry moment na odwiedziny. - Powiedziałem do wujka. - O, czesc tato. - Przywitalem się z ojcem.
    - Ja już będę się zwijac. - Stwierdziła Georgia, calujac mnie kuszaco na pożegnanie. - Zdzwonimy się. - Wyszła, a ją zaprosiłem ich do środka.

    OdpowiedzUsuń
  180. Kiedy wyszedł z łazienki w sypialni nie było już Lucyfera. Włożył gatki i spodnie. Żołądek przypomniał o swoim istnieniu, więc polazł do kuchni, sprawdzić czy w lodówce jest jeszcze coś co w międzyczasie nie ożyło i nie uciekło.
    Uśmiechnął się do swojego kochanka, kiedy ten tak zwyczajnie podszedł i go pocałował. To było tak zwyczaje, że aż niecodzinne. Trochę dziwnie się z tym poczuł. Zupełnie jak wtedy kiedy miał żonę i w miarę tradycyjne zycie.
    - Tyłek mnie boli. - wyznał z westchnieniem. - Pół godziny się wypłukiwałem.- pożalił się. Diabeł wciąż miał ciepłą skórę. Bardzo przyjemna w dotyku. Łatwo mona było się o niego ogrzać.
    - Zjesz coś? Nigdzie mi się nie spieszy... A jak tobie też nie to możesz sobie posiedzieć.
    Lucyfer brał prysznic a on zastanwiał się cóż zrobić na śniadanie. W końcu zdecydował się na jakieś placki, które było zrobić najprościej. Trochę mąki, sody, jajko i mleko. Usmażył pokaźny stos na patelni.
    Włożył w międzyczasie bluzę z długim rękawem. Szybko marzł.Postawił na stole w kuchni talerz z plaskami, jakiś dzem i dwa kubki z kawą. Nie miał pojęcia jaką kawę pije Lucek, więc zrobił taką jaką pije on sam.
    - Siadaj bo wystygnie. Kucharzem nie jestem najlepszym... Ale piekę świetne ciasta. wiesz... odaje dokładnie tyle ile chcą w przepisie i zawsze mi wychodzi to co chciałem. - parsknął śmiechem. Ujął w dłonie kubek i grzał chwilę o niego palce. Zachichotał, kiedy padło pytanie.
    - Nie pamiętasz? No... pewnie nie. Więc ja, bardzo się uparłem wczoraj byś ze mnie nie wychodził i poszliśmy spać. A d kiedy się obudziłem, nie dość że ciągle ci stał to jeszcze ciągle tkwił w moim tyłku. Jakbym poleżał dłużej nie byłoby bata, bym nie zaczął sobie tobą robić dobrze. Więc wolałem iść się umyć, zwłaszcza że wyciekło ze mnie pare litrów twojej spermy.

    OdpowiedzUsuń
  181. Po pol godzienie w koncu wyszla, gdy zaczelo robic sie jej juz zimno. Zakrecila kurek i siegnela po reczniki, ktorym jednym sie owinela w okolicach piersi a drugim zakrecala wlosy jak wszedl do lazienki. Złapala jego odbicie w lustrze, gdy ja prawie ze pozeral wzrokiem.
    - ja nie wybrzydzam - usmiechnela sie promiennie - jestem wszystkozerna acz lepiej salatek mi nie polecac - wyszczerzyla sie do swego odbicia. Oparła sie o niego plecami. - nie masz za co. To tylko siniaki. Do wesela sie zagoi - odwrocila sie w jego strone gladzac policzek. - bylismy zbytnio zajeci bym je miala poczuc - cmoknela go zaborczo w usta - pojde sie ubrac bo mi troche zimno w samym reczniku. Chyba ze mnie sam rozgrzajesz - polizala wargi.

    OdpowiedzUsuń
  182. Prychnalwm pod nosem, widząc jak ojciec wodzi wzrokiem za Georgia.
    - No co tak prychasz znowu? - Zapytał Azazel.
    - Nie twoja liga tatku. Jesteś dla niej za stary. I dzieciaty. Powinieneś teraz zajmować się dzieckiem a nie, że ja to robię z Luckiiem i niania na zmianę.
    Lucek poszedł zająć się mała. A my poszliśmy do kuchni.
    - Wpadłem na pewien pomysł. Ale musisz mi pomoc. - Powiedział ojciec.
    - Wiesz, jakby nie patrzec to w tej sytuacji każdy tobie tutaj pomaga, bo ty postanowiles spierdolic i do niczego się nie przyznawać.
    W tym momencie poczułem ból i pieczenie na policzku.
    - A to kurwa za co ja się pytam?! - Bolało jak cholera.
    - Twoja matka zajmie się mała. Wpada do ciebie w piątek.
    - Ale dlaczego do mnie? A nie na przykład wynajmie sobie czegoś, albo ty jej jakiegos lokum nie zalatwisz? Wjebales się w niezle bagno i teraz chcesz wszystkich tym obbrudzic. - Uchylilem się aby znowu nie oderwać. Przy następnej próbie zablokowalem go.
    - Pomogę, ale nie licz na dużo. - Syknalem wkurwiony.

    OdpowiedzUsuń
  183. - Może kiedyś jak mnie weźmie to upiekę jakieś ciasto. Zwykle mi się nie chce... Nie mam dla kogo się starać więc już nawet nie próbuje sam siebie przekonać ze warto.
    Zjadł kilka placów i dopił kawę. Uwielbiał ten smak i zapach. Kupował często bardzo drogą, specjalnie parzoną kawę tylko po to by sprawdzić czy w ogóle jest smaczna. Większość okazała się gorsza niż zalane wrzątkiem ścinki gumy.
    Nie zwrócił większejuwagi na jego dłoń. Była ciepła i chyba polubił jego dotyk. Zaśmiał się, słysząc to pytanie. Udał że się zastanawia. Zrobił minę największego znawcy i profesora z danej dziedziny odpytującego swego nic nie wiedzącego, w jego mniemaniu, studenta.
    - No tak... można uznać, że było dobrze.
    Zasmiał się znów. Odstawił kubek na stół i pochylił się nieco do przodu.
    - Nie przeżywaj tak. Mnie się podobało. Zwłaszcza, ze grzejesz jak mały piecyk. Nie będę ci kadził, nie licz na to... Ale mnie nie jest łatwo zaspokoić. Jak się zyje tyle lat, to taki zwykły sex przestaje już... wystarczać. - dobierał ostrożnie słowa, by wyrazić własnie to i tylko to co chciał. - A tobie się to udało. Dzięki, tak w ogóle.
    Postawił kubek pod duszą ekspresu i wcisnął jakiś guzik. Maszyna zadrżała, zacharczała i plunęła kawą. Uśmiechnął się i okręcił głową. pobrał kubek ze świezą gorącą kawą.
    - Mnie ciągle jest zimno. Nie mogę nic na to poradzić. Chcesz mnie ogrzać? Czyli co? Proponujesz wspólne siedzenie na kanapie pod kocem, z miską popcornu i oglądanie jakichś głupich filmów? Tylko ostrzegam, że będę ci wsadzał ręce do jakiś czas pod tyłek by je ogrzać.
    Udawał, że nie zauważył jego lubieżnego spojrzenia i tonu w jakim się wypowiedział.

    OdpowiedzUsuń

  184. Robaczek przewrócił dwuznacznie oczami.
    - Po kolei szanownego pana - powiedział Jim, sięgając ze stolika obok po swój notatniki i długopis. - Oboje oszczędzimy sobie nerwów, gdy będziemy dla siebie kulturalni.
    Jim otworzył zeszyt, po czym położył sobie go na kolanie, gotowy do zapisania potrzebnych dla niego rzeczy o pacjencie.
    - Proszę zaczynać i dokładnie opisać swój problem.

    jim&set

    OdpowiedzUsuń

  185. - moze - odprala enigmatycznie z usmiechem na ustach - chcesz sprawdzic? - puscila mu oko a jak wysunal sie pierwszy klepnela go w tylek chichoczac - zaraz wroce - odparla udajac sie do pokoju i walizki z rzeczami. Wyciagnela top i dzinsy i wraz z bielizna naciagnela na siebie. Wysuszyła recznikiem troche wlosy, ale i tak byly jeszcze wilgotne. Zostawila je luzem zatem i na bosa wrocila do drugiego mniejszego pomieszczenia.
    - lepiej mi wygladasz bez recznika - zauwazyla niewinnie zabierajac sie za swoj talerz. Było dobre. - hmm mialam zamiar pojechac do starego zamku i pozwiedzac stare katy. Zdjecia nie odzwierciedlaja rzeczywistosci, wiec bylam ciekawa w jakiej ruinie go zostane.

    OdpowiedzUsuń
  186. - Jak to za co? - zdziwił się, przekrzywiając głowę jak zdziwiony pies. Potem uśmiechnął się szerzej i pokręcił głowa. Czasem zastanawiał się jak bardzo się zmienił. Wracał myślami do wydarzeń sprzed lat i czasem nie mógł uwierzyć, że robił to co robił i nie miał wyrzutów sumenienia. Porywanie ludzi, torturowanie ich a potem zamienianie w żywe głazy, które wiziały, słyszały i myślały ale nie mogły nawet drgnąć, wydawało się czymś zwyczajnym. Zastanawiał się jak wiele jego żywych aniołów stoi wciąż na cmentarzach i w ogrodach bogaczy. Kiedy przykładało się ucho do marmurowej powierzchni, słyszało się bicie serca.
    Swego czasu kilka roztrzaskał by ich zabić. Wcześniej chciał ich ożywić, ale te które powróciły do zycia były oszalałe i niebezpieczne.
    Podejrzewał, że spędzą miło ten dzień. Podejrzewał tak dopóki nie zadzwonił telefon Lucyfera. Cóż, nie można mieć wszystkiego.
    Wzruszył lekko ramionami. Chyba poczuł zawód. Ale trudno. Nie pierwszy to raz i nie ostatni.
    - Jasne. Idź. Kup mleko jak będziesz wracał.
    Chciał rzucić jakimś zabawnym tekstem, których znał bardzo wiele ale Lucek skutecznie zamknął mu usta. Co z resztą mu się spodobało.
    Zmrużył nieco oczy, kiedy się odsunął i otaksował go spojrzeniem.
    - No idź. O mleku nie zapomnij. Jutro do późna jestem w pracy. Dalszych planów nie robie bo i tak chuj z tego wychodzi. Obojętnie jak doskonały plan dnia ułożę zawsze coś jebnie. Jak będziesz w okolicy to po prostu daj znać albo wpadnij tu. Jak będę to będę a jak nie będę to pewnie będę akurat kogoś kroił na stole operacyjnym. W końcu jestem świetnym chirurgiem.

    OdpowiedzUsuń
  187. Prychnela cicho pod nosem.
    - jeszcze ci sie nie znudzilam? - zapytala poprostu odkladajac widelec na talerz, ktory polozyla na kolanach - skoro tak mowisz - wzruszyła lekko ramionami. Rzucila mu spojrzenie spod oka gdy dalej konsumowała. Gdy jej to zaproponowal zamarła w polowie drogi widelcem do ust.
    - zabrzmialo to jakbys proponowal mi szybka smierc. A raczej to zadnym problemem nie bylo z twej strony - zrobila dziobek - nie wiem czy to najlepszy pomysl spotkac swoje przeszle "ja" i ogladac powtorke z rozrywki - opuscila wzrok na talerz - przeciez ja ogladalam co noc. Mowilam ci o moich koszmarach. Glownie snily mi sie ostatnie chwile. Moze lepiej zostawic przeszlosc przeszlosci? - popatrzyla na niego bez wyrazu - sama pojde. Wogodne w tym wszystkim jest to, ze nikt tu mnie nie pamieta a i watpie by jakies obrazy zostaly zachowane.

    OdpowiedzUsuń
  188. Musiał zagrzać się sam. Z resztą tak jak zwykle ostatnimi czasy.
    Dwa dni spędził w pracy. Od rana zajmowal się pacjentami. Wiekszość przychodziła z dość błahymi problemami. Chociaż kiedy pojawił sie facet z hemorojdami. Ledwo powstrzymał śmiech kiedy wkładał rękawiczki by wcisnąć mu zaraz rękę w tyłek.
    Potem były dwie operacje. Jedna prosta a druga na tyle skomplikowana, by czuć pewne napięcie i stresik. Ale się udało. Niewiele operacji, których dokonywał w tym wieku, się nie udawały. Mimo, ze był alkoholikiem, jego ręce wciąż były pewne. Wiedział co i jak robić, więc radził sobie bardzo dobrze.
    Wrócił do domu późno. Dziś nie spodziewał się gości. Tak samo jak poprzedniego dnia. Chociaż mleko sie kończyło...
    Wziął prysznic. Wdział domowe ubrania, w których było mu w miarę ciepło. Na zapach krwi był niezwykle wyczulony. Od razu wiedział, że coś się nie zgadza.
    Zmarszczył brwi, widząc Lucyfera.
    - Babcia cie tak skroiła? Starzejesz się chłopie...
    Odniósł mleko do lodówki. A Lucyfera postanowił poskładać, tak jak zwykle składa ludzi.
    Skończył po ponad dwóch godzinach. Wyprostował się powoli, czując ucisk w plecach. On tez się starzał.
    Zdjął fartuch i rękawiczki. Fartuch razem z resztą ubrań poszedł do prania a rękawiczki do kosza. Zrobił sobie drinka. Sprawdził szwy na ciele diabła. Trzymały się nieźle. Jego kochanek przypominał trochę potwora Frankensteina ale trudno. Wyliże się. W końcu jest diabłem.

    OdpowiedzUsuń
  189. - Azazel uznał, że małą ma się zajac moja matka. - Powiedziałem do Lucyfera. - I mamy pomoc jej zaklimatyzowac się tutaj. - Spojrzałem znacząco na wujka. - Problem w tym, że matka od ponad dwudziestu lat nie była na tym świecie. Jak zamierzasz jej nauczyć dwudziestu lat życia w jedno popołudnie? - Zapytałem się Azazela. - To jest niewykonalne ojciec. - Przesylabowalem to zdanie. - Nawet gdyby nasza trójka się patroila to i tak zakończy się to klęska. - Spojrzałem na nich uważnie. - Czy nie lepiej byłoby opetac nią jakąś duszyczke, która zna ten świat? - Zapytałem się ojca. W tym momencie z pokoju do naszych uszu doszedł płacz. - Idź, twoja córka płacze. - Powiedziałem ironicznie.
    - Doskonale wiesz, że nie mogę jej dotykać. - Usłyszałem w odpowiedzi.
    - To nie trzeba było pieprzyc się z kim popadnie.
    - Oliver, grabisz sobie, oj grabisz.
    Wzruszylem ramionami i poszedłem do dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  190. Wrócił do niego, słysząc że się ocknął. Wykrzywił wargi w dość kpiącym śmiechu.
    - Babcia z moherem na głowie... Bardzo dużą stopę miała, sądząc po siniakach. I jakiś taki... miecz. Wysuwał się z laski?
    Pokręcił głowa. Cóż, skoro chciał wiezyć w babcie, niech wierzył. Z resztą, doktor uznał, że nie musi wiedzieć wszystkiego. Przyjął takie podejśie do życia już dawno temu.
    - Ale wiesz, że łatałem cie ponad dwie godziny, nie? Możesz dostać najwyżej herbatę z rumem.
    Udał się do kuchi, zrobić herbate. Chociaż było w niej więcej rumu niż naparu. Przyniósł też koc. Postawił kubek z nieco chłodniejszym już płynem i wcisnął Luckowi słomkę.
    Okrył jego ciało kocem, uprzednio sprawdzając, czy krew aby na pewno nie przescza się przez któryś ze szwów. Nie przejmował się tym, że może poplamić koc, a raczej tym, że gdyby materiał przysechł do rany, miałby problem z oderwaniem go tak by mu nie zrobić krzywdy.
    Przyniósł z kuchni szklankę wody. Postawił ją na szafce, by była w zasięgu reki.
    Sięgnął po pilot i wlaczył telewizor, wiszący na ścianie na przeciw łóżka. Odkąd go kupił, właczył go może z pięć razy. Nie lubił oglądać telewizji w sypialni. Ale teraz się do czegoś przydał.
    Wdrapał się na łóżko obok Lucyfera. Oparł się plecami o opartą na wezgłowiu poduszę. Jakoś odruchowo pogłaskał go po głowie.
    - Staraj się zbytnio nie ruszać... Ciesz się, że jutro mam wolne i nie idę na dyżur. Będę cie doglądał...

    OdpowiedzUsuń
  191. Zmruzyla oczy.
    - alez tak. No ale przyjmuje twe przeprosiny, bo chyba rzadko ci sie zdaza za cos przepraszac - zachichotała. - szkoda, ze aparatu nie mam to bym sobie selfie zrobila.
    Pogrozila mu palcem.
    - brzydki chlopiec - zauwazyla rozbawiona po czym zabrala sie zakonczenie swego juz chlodnego posilku.
    [rzeczywiscie zdzwonil? ;>]
    - 6 wiekow to spory naklad czasu. Watpie w to. No dobrze, chyba sie zaczne zbierac do wyjscia powoli. A ty sie ladnie zachowuj i nie rzadz za bardzo bo ci na koncu zastrajkuja - zauwazyla ze smiechem.

    OdpowiedzUsuń
  192. Wróciłem, kiedy mała się uspokoiła. Lucyfera już nie było w mieszkaniu.
    - Więc jaki jest ostatecznie pomysł na to wszystko? - Zapytałem się ojca.
    - Przyśle tutaj twoja matkę. - Usłyszałem w odpowiedzi.
    - A coś bardziej ogarnietego w XXI wieku by się znalazło?
    - Bądź dla niej miły. - Ojciec w tym momencie zniknął. Miał do tego skurwiel szerokie umiejętności. To ja już podziekuje za taka pomoc.
    Wieczorem poprowadzilem główne wydanie wiadomości. Lucyfer jakoś nie wyglądał na szczęśliwego, kiedy szef oznajmił mu, że dzisiaj to ja będę to robił.
    - Mamy nowy rekord ogladalnosci. - Powiedział Steve bardzo uszczesliwiony tym faktem. - Młody jesteś wielki. - Poklepal mnie po ramieniu,
    - Tylko, że większość to oglądała tylko dlatego, że on był. - Powiedziała Marta. - Większość oglądających dzisiejsze wydanie to dziewczyny w wieku od 14 do 20 lat. Zostales nowym idolem nastolatek. Brawo Oliver. - Powiedziała z lekka kpiną.

    OdpowiedzUsuń
  193. Rozbila duze oczy.
    - rany Luci. z toba jest cos nie tak? - udala powage - chyba troche zmiekles na stare lata co? - zmarszczyla zabawnie nosek. - bardzo smieszne - podeszla blozej zarzucajac rece na szyje - i tak Michasowi do ciebie duzo brakuje. Wyglada mi na postawnego starszego pana, ale chyba to nie byl jego realny wyglad co? - stanela na palcach by cmoknac go w nos - lepiej ci z "ogniem" w wygladzie niz ze swiatelkiem. Nie na miejscu zreszta. - kolejny calus a potem zaczela chichotac - no tak.. pewnie z nudow zrobia strajk, bo slug nie przestawiasz na prawo i lewo. Normalnie w piekle masz jak w niebie - zauwazyla - no raczej sie nie spodziewam takowych, ale pamietac bede. Nie mam twego telefonu przeciez - zrobila dziobek - zobaczymy sie pozniej co? - poslala mu calusa nim znikl.

    OdpowiedzUsuń
  194. [Przyznam, że Lucyfer jest świetny, a fragment kabaretu przekomiczny. Myślę, że skoro oboje pracują w tym samym miejscy, trudno byłoby im się nie spotkać. Lucyfera nigdy nie odbierałam w ten sposób, raczej jako anioła, który chciał podążać własną ścieżką i nie cierpiał ludzi. Amara też za nimi nie przepada i ma kilka istnień na swoim sumieniu. Nie wiem, czy jest to wystarczający dobry podkład pod wątek, ale chociaż się staram :D Bardzo dziękujemy za miłe słowa i życzymy kolejnych ekscytujących wątków!]

    Amara Celeste

    OdpowiedzUsuń
  195. Wróciłem do domu, gdzie była Georgia. Nie przypomniałem sobie, abym dzwonił do niej. Być może Azazel to zrobił. Najpewniej, bo ja wyleciały dzisiaj z mieszkania jak z procy zapominając o tym, aby zapewnić opiekę małej. Odpowiedzialność level hard. Dziewczyna usmiechnela się na mój widok i powiedziała, że zrobiła dla mnie kolację. Nie chcąc się przyznawać do tego, ale zrobiło mi się nawet miło, że ktoś chociaż raz pomyślał o mnie. Na stole w kuchni stał jeszcze gorący kurczak pieczony. Wygladal i pachnial wręcz idealnie.
    - Pomyślałam, że będziesz głodny jak wrócisz... - Otarła się o mnie kuszaco.
    - Nie dzisiaj. Nie mam na to nastroju. - Rzecz się stała nieslychana! Nie chciałem uprawiać seksu. Zaczęliśmy rozmawiać. Rozmawialiśmy długo. Aż znowu zrobiło się jasno. Nie wierzyłem, że można z nią przegadac całkiem sensownie całą noc. W sumie to głównie ona gadala, a ją uważnie jej słuchałem.

    OdpowiedzUsuń
  196. [A w jakim celu wychodził Lucek na powierzchnię? Bo jeśli wskazałby ludziom jej miejsce, to skąd miałaby wiedzieć, że to jego sprawka? xD Ale mogłaby mieć do niego żal, a teraz gdy będzie z nią flirtował beztrosko to wykorzystywać.]

    Amara

    OdpowiedzUsuń
  197. [zapominalam - to w niebie maja zasieg? ^_^ jednym slowem narycyz z niego wyszedl]

    Pokrecila tylko glowa zdegustowana gdy znikl. Spakowała swoje dwie torby sprawdzajac czy niczego nie zostawila. Ubrała sie do konca nalozyla buty i plaszcz i zeszla do recepcji by oplacic hotel i sie wymeldowac a potem wyszla na ulice kierujac sie w strone pociagu, bo taniej bylo niz taksowka czy busem. Podroz trwala z pare godzin, ale nie nudzila sie.
    Wysiadła na docelowym i z ciekawosci zaczela ogladac widoki. Znalazla jakis motelik, gdzie zostawila bagaze i poszla zwiedzac. Niby znajome, ale inne, obce. Nagle zatesknila za starymi czasami. Piechota przeszla odcinek do zamku. Z daleka nadal robil wrazenie, ale z bliska. Coz zab czasu zostawil swe pietno. Wspomnienia wracaly i nawet miala ochote wejsc jak gdyby nigdy nic gdy nie fakt, ze ochrona ja wstrzymała.
    No tak... to juz zabytek - skrzywila sie wykupujac bilet, gdzie dopiero wtedy mogla wrocic na stare wlosci.

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.