niedziela, 27 listopada 2016

Boguś! Boguś, bo pewna sprawa jest! Trzy szóstki z religii dostałem!

Mario Gomez:
Lucyfer Boruta
diabeł | książę piekła | upadły cherubin | demon pychy | "syn" Szatana
Wygląda na 28 lat || w NYC dwa lata || wcześniej "podróżnik" || obecnie prezenter wiadomości || ten, który się zbuntował || zbyt pewny siebie || zbyt zaborczy || nadmiernie korzystający z życia || w pewnym sensie chwalipięta || awanturnik || teoretycznie pan poważny i zły || w rzeczywistości pan o dosyć osobliwym poczuciu humoru || z zamiłowania pisarz || głowa kościoła lucjanistycznego

Jam Lucyfer. Diabeł wcielony.

Widzisz go jak przemierza pewnym krokiem pomieszczenie. Pomimo uśmiechu jaki ci "serwuje" przechodzą cię ciarki. Patrzysz z bezpiecznej odległości...nie wydaje się być złym. Uśmiecha się, żartuje, śmieje się z czyjegoś nie do końca śmiesznego żartu. Zdaje się, że urodził się by brylować towarzysko.
Inni zdają się nie dostrzegać w nim niczego "innego", "nienormalnego". Ty jednak wyczuwasz w jego aurze coś niepokojącego...wpatrujesz się w niego intensywnie, szukając ogona ukrywanego pod garniturem, albo kopyt...rogów...czegokolwiek.
Nie widzisz...
Chcesz się odwrócić i wycofać się, zanim człowiek się zorientuje, że go obserwujesz. Jest jednak za późno. Zjawia się i zaczyna z tobą rozmawiać. Wydaje się być miły i przyjemny, kiedy proponuje wyjście na balkon nie odmawiasz. Oprócz was nie ma na nim nikogo, wszyscy są w domu i bawią się przy drogim winie i innych alkoholach. Patrzysz przez czystą szybę na tych ludzi. Uciekasz myślami, gdzieś daleko od tego miejsca. Z letargu wyrywa cie jednak jego głos.
- Jam Lucyfer...Książę piekieł...
Spoglądasz na niego z zaskoczeniem. Jednak podświadomie wiesz, że nie kłamie. Wiesz, że mówi prawdę.
- Jam zło wcielone...
Cofasz się w kierunku balkonowej barierki. Niewiele myśląc skaczesz...
...Wtem budzisz się. Wstajesz z łóżka i wychodzisz na balkon. Nieco wychylasz się i obserwujesz ulicę.
Odwracasz się, gdyż czujesz czyjąś obecność.
Widzisz go...to człowiek ze snu! Mówi tą samą kwestię, a ty...ty tylko wpatrujesz się w niego i nie robisz nic.
- A przecież uczono cię jak mnie wypędzać! Uczyłeś się jak pozbywać się mnie z ciał innych!
Po tych słowach znika. A ty? Ty upadasz i próbujesz się otrząsnąć po tym...osobliwym spotkaniu.

Gdyby ktokolwiek się zastanawiał co robił wcześniej w piekle...
- Halo? Dodzwoniłem się?- pyta się zalany w trupa Lucyfer
- Tak...
- To świetnie! Poproszę...yyy...trzy cheseburgery, dwa razy duże frytki...
Rozmówca się rozłączył. Jednak zaraz odebrał ponownie dzwoniący telefon.
- I do tego dużą Colę.
- Lucjan...nie wygłupiaj się.
- Skąd zna pan moje imię?
- Mam cię w sznur wpisany...
- Bogu?! Bogu! Od kiedy ty w McDonaldzie pracujesz?
Cześć. Wydaje mi się, ze ten mój Lucyfer wyszedł dosyć znośnie. Dialog pomiędzy Bogiem a Lucyferem zaczerpnięty ze skeczu kabaretu Neo-Nówka.
Jeszcze więcej Neo-Nówki! (tytuł, który jest parafrazą słów z jednego szkeczu)
Fc: Mario Gómez
NIE MAM NIC DO UKRYCIA

100 komentarzy:

  1. [Trzy szóstki z religii xDD No jak tu nie uwielbiać Lucka <3
    Gratuluję dwustu komentarzy i przesyłam kocioł polskiego bimbru!]

    Administracja

    OdpowiedzUsuń
  2. [no no nowa karta ci stuknela - brawo ty ;) zdjecie tez niezle]

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  3. Milczał chwilę, wpatrując się w szkło, z którego przed chwilą pił. To co mówił, wydawało się sensowne. Marcus miał brata, o którym nigdy nie wyrażał się ciepło. Odbił mu dziewczynę chyba. Albo chłopaka. Marcus był dziwny. Wyznawał kult diabła i uważał, ze on jest najlepszym co ten świat mógł dostać. Jeśłi jego brat był tak samo durny to chociaż będzie się z czego pośmiać...
    - Kiedy byłeś szczylem? W epoce kamieni łupanego? - prychnął. - Nawet nie jesteś do niego podobny.
    Odwrócił spojrzenie od pustej szklanki i zerknął na mężczyznę. Jak na glinę był całkiem przekonujący. A z resztą, nawet jak jest gliną to to co mu może powiedzieć, wiele mu nie pomoże.
    - No to słuchaj, przyrodni bracie Marcusa. Gangu nie ma. Ci którzy go jeszcze pamiętają siedzą w piekle albo w pierdlu. Sum, Artemis i Marcus nie żyją. Marcus zdechł nieco wcześniej, przy okazji robiąc nam smród na całą okolicę. Także sprawy które chciałeś z nimi załatwić kieruj poleconym na adres Piekło, ulica Judasza Iskarioty 66 przez 6, czy jakoś tak. Może kiedyś ci odpowiedzą. Ale jak na moje oko, to tam poczta marnie działa...

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiedział, ze powiedział już zbyt wiele. Ale teraz już ciężko było zawrócić z tej obranej drogi szczerej rozmowy.
    - Policja. - odparł. - Nie ma gangu, nie ma towaru, handlu, maszyn, niczego.
    Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów. Miał rzucić, ale paieros pomagał mu się uspokoić. Do niego znów dotarło to w jak beznadziejen sytuacji sie znalazł. Nie mógł luczyć na zbyt wiele. Musiał znaleźć metę, w której mógłby przeczekaż najgorsze a zwłaszcza przezimować. Potem może pojedzie gdzieś na południe, gdzie nie ma zimy takiej jak w tych stronach.
    - Bracie przyrodni Marcusa, nie wiem jak się zwiesz, więc będę ci mówił Teo. nie interesuj się tą sprawą bo dostaniesz kociej mordy albo w mordę od glin, smotników albo chociażby ode mnie. Ja na razie nie robię sobie problemów. Ale może... spotkałeś mnie kiedyś? Gdzieś tu w okolicy?
    Pytanie wydawało się bezsensowne, ale dla Petera było ważne. Szukał swojego brata, swojego Cienia a ten ciągle mu się wymykał. Podświadomie wybierał kierunki marszu, drogi na skrzyżowaniach i miasta w których sie zatrzymywał, bo gdzieś w środku czuł że Cień jest gdzieś w pobliżu. Teraz pewnie również niedługo się spotkają. Może nawet Peterowi uda sie w końcu przyczepić go do siebie na stałę, nim Cień zrealizuje swój dziwaczny plan.

    OdpowiedzUsuń
  5. [Wpadam tutaj, bo pracują w tym samym miejscu, więc jakieś zaczepienie do wątku by było. Za Lucyfera uważam tylko Marka Pellegrino bądź Toma Ellisa, ale ten też powoli dochodzi do listy panów, których za Lucka uznaję. Poza tym bardzo lubię samą postać, która zawsze gdzie ją spotkam jest na swój sposób zabawna. Tu też. :p
    Tylko w sumie nie wiem jaki wątek zaproponować. Powiedz mi, brakuje ci kogoś do powiązań?]

    Kenna Pierce

    OdpowiedzUsuń
  6. [Dobra. Zgłaszam ją na miejsce przyjaciółki. Jej też się ktoś taki przyda. :D Tak sobie pomyślałam, Lucek to na pewno rozrywkowa osoba, a Kenna tak nie do końca. Co ty na to, aby postanowił ją gdzieś wyciągnąć i nieco dziewczynę rozruszać?]

    Kenna

    OdpowiedzUsuń
  7. Peter zmarszczył brwi. Ten mężczyzna był bezczelny i zdecydowanie zbyt pewny siebie. Zawsze cenił takich ludzi.
    Jednak nie ufał ludziom, który bezinteresownie proponowali pomoc. Jakoś nie do końca wierzył w ludzką moralność. Zatem, albo ten facet miał w tym swój interes albo spodziewał się spłaty długu. Ale co ten człowiek mógłby od niego żądać? Skoro był bratem Marcusa mógł wiedzieć o pyłku. Może będzie chciał działki. Albo kilku.
    - Dobra... Ale powiedz lepiej czego chcesz w zamian i niby dlaczego mi to proponujesz?
    Opróżnił swoją szklaneczkę. Odstawił ją na podkładkę, którą podsunął mu barman. Odwrócił się i przyjrzał mężczyźnie z którym miał niby współpracować. Był postawny i silny. Nie był ćpunem, chyba że dobrze się maskował. Wydawał się zrównoważony psychicznie. Zupełne przeciwieństo Marcusa.
    Sam Peter odkąd opuścił swój nowy dom niejako z przymusu, nie rozmawiał niemal z nikim. A ten tu nie dość, że zaytał o gang to jeszcze miał ochotę opowiedzieć mu o wszystkim co go w zyciu spotkało. Musiał na to uważać. Wyglądało na to, że ten człowiek miał nadprzeciątną zsolność empatii i wyciągania z ludzi tego o czym na prawdę myślą. W życiu spotkał tylko jedną taką osobę. Więc mniej więcej wiedział jak się bronić.
    - Może pogadamy gdzieś bardziej na osobności? Jak wspominałeś ja mam kartotekę i jestem dość pożądaną osobistością.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bigby był zdrowo wkurwiony rozgrywającymi się w Fabletown wydarzeniami. Lucyfer zdążył zaleźć mu za skórę tak głęboko, że nawet doktor Swineheart nie był w stanie tego ciała obcego wydłubać. Nic więc dziwnego, że szwendał się podirytowany, węsząc za znajomym zapachem pieprzonego diabła i zwiedzał kolejne miejsca, wilczym wzrokiem szukając wskazówek. Obejrzał się w bok, w idealnym momencie, by zarejestrować wypalający się samoistnie napis. Oho. Lucyfer był niedaleko. Czuł jego zapach, ba, jego smród, drażniący nozdrza niemiłosiernie. Wilczym tempem rzucił się w kierunku hotelu. Zajrzał do środka, omiótł spojrzeniem piętrzące się stosy gratów i westchnął. Typowy Lucyfer. Zostawiał ślady, aby go zmylić. Chciał otumanić jego zwierzęce instynkty, wpędzić w pole. Zagubić i pozostać bezkarnym, bo przecież diabeł pozostawał nieuchwytny. Gniew szeryfa stopniowo rósł, wznosząc go na wyżyny maksymalnego zirytowania. Nienawidził, kurwa, nienawidził tego małego gnojka. Przeklinał go każdej nocy i najchętniej wrzuciłby go do pieprzonej studni czarownic, patrząc jak zdycha powoli, lecąc w nieskończoność aż po kres swojego martwego żywota. Gówniarz. Pierdolony diabełek bez wyobraźni, bawiący się jego kosztem. Mógł się, kurwa, ogarnąć, dorosnąć wreszcie i nie zachowywać jak skończona panienka, chcąca tylko zwrócić na siebie uwagę. Ale nie. Nadal musiał trwać w tych swoich dziecinnych wybrykach, próbować omamić wymiar sprawiedliwości i pozostać nieuchwytnym. Naprawdę, kurwa, przez takich dupków tracił ochotę na cokolwiek. Starał się, naprawdę się starał, utrzymać to jebane gówno w całości. Codziennie przepływał te pierdolone fekalia, bojąc się w nich zanurkować, brodził przez mgłę i utrzymywał w ryzach całą tę rozwydrzoną stertę przekonanych o swojej niezniszczalności baśni.
    Trzasnął drzwiami. Nie miał zamiaru więcej nadwyrężać swoich i tak naprężonych nerwów, cudem trzymanych na wodzy. Machnął ręką i wrócił do biura, ślamazarnie wlokąc się po ulicach.
    — Czego? — rzucił do asystentki króla Cole'a, która przekazała mu wiadomość od Lucyfera. — Powiedzcie mu kurwa, że ma spierdalać, bo jeśli dorwę go w swoje łapska to nawet za niewinność ujebię mu kutasa i powieszę za jaja na pierwszym lepszym płocie — machnął ręką. Zupełnie nie wierzył w niewinność diabła; o ile diabeł mógł być niewinny. Nie był przekonany, że na pewno stał za tymi morderstwami, lecz wiedział co innego: szczerze go nienawidził i naprawdę miał ochotę tylko rozedrzeć mu gardło wilczymi szczękami.

    Bigby

    OdpowiedzUsuń
  9. [szczerze mowiac to i owszem.. myslalam nad tym pobocznym watkiem, gdzie go "oskarazała" i w miedzy czasie (gdzie jeszcze nie zaczelam nawet pisac) wyszlo mi kim byl glowny winowajca. Co poniekad wyszlo by potem w rozmowie miedzy nimi podczas rozprawy, do ktorej mialo dojsc, ale w ostatniej chwili ja odwala i wycofala swoja obrone. Potem miala by na glowie przeprowadzke i przejecie hotelu, wiec ich kontakty w zasadzie by ustaly do jakiegos kolejnego przypadkowego kontaktu - no niewiem, sklep, bar lub nawet i w hotelu lub kazde inne miejsce ^_^. Wiesz beda uniki i takie tam i moze cos z tego wyjdzie, bo pewnie sam skolowany Lucek bylby ciekaw czemu rozprawa skonczyla sie na jego korzysc ]

    OdpowiedzUsuń
  10. [Przepraszam, że tak odpisuję po paru miesiącach, ale dopadł mnie totalny leń na wszystko i dopiero teraz się postanowiłem ogarnąć. Przeglądając stare komentarze wpadł mi w oko pomysł na wątek z Lucyferem, więc jeśli nadal masz chęć to daj znać - chętnie coś z Tobą napiszę. :)]

    Percy

    OdpowiedzUsuń
  11. [tez dobre acz byloby chyba czyms nowym gdyby miala bardzo lekkie poczucie winy ^__^ Nawet bym sie zdziwila xD
    Moze i byc hotel - moze mialby sprawe z wlascicielem, ale nie do konca bylby poinformowany o najnowszysch zmianach personalnych.
    <.< Lucio wiesz jak cie lubie nie? ^__^ zaczniesz ;)]

    OdpowiedzUsuń
  12. [KP bez wzmianki o Lucku to nie KP, tylko jakaś marna podróba. :D Wątek jak najbardziej, bo trzeba Lucjanowi skopać tyłek za wyrzucenie na jakimś zadupiu.]

    Burton

    OdpowiedzUsuń
  13. [Dziękuję za miłe powitanie. I mam nadzieję, że wszystkie życzenia się spełnią i pojawi się więcej rycerzy, a ja będę mieć wenę by prowadzić dwie postacie. Swoją drogą podziwiam, że Ty ogarniasz aż trzy. :)

    Przestudiuję sobie też pozostałe Twoje KP i jakby co, na pewno się zjawię z pomysłami.]

    Owen (i Percy)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie ufał ludziom, którzy bezinteresownie się chcieli wysilić. To było dobre dla księży i naiwniaków, przepełnionych wiarą w ludzkie dobro. A ten tutaj nie wyglądał na takiego. Węszył podstęp. Był pewien, ze ta cała propozycja posiada dopisek małym druczkiem. Jednak ciężko było odmówić... Potrzebował pomocy.
    - Chyba koloratkę zgubiłeś panie "chodzące Caritas".
    Zsunął się ze stołka. Poczęstował sie papierosem. Odpalił od swojej zapalniczki. Rzucił na blat jakiś banknot i spojrzał barmanowi w oczy.
    - butelka czystej na wynos. I powiedz mi jeszcze, jak długo dziewczynki tu przesadują?
    - Do pokoju nie można... - zaczął barman, ale gdy pojawił się na blacie drugi banknot, jego opory zniknęły. Postawił na blacie zchłodzoną butelkę wódki a potem dpowiedział na drugie pytanie. - Są zwykle do rana. Więc zdązy pan się zabawić.
    - Pysznie. - odparł Peter. Zgarnął butelkę. Machnął do obcego i zaprowadził go do swojego pokoju.
    Nim wpuścił obcego do środka, upewnił się że żadna z jego przyjaciółeczek, nie wyszła poza "dom". Widocznie były bardzo zmęczone bo żadna z nich nawet się nie pofatygowała by sprawić gdzie są.
    Peter zamknął kuferek i odstawił go na podłogę. Postawił butelkę na rozchybotanym stoliku obok dwóch niezbyt czystych szklanek. Potem usiadł na jednym z dwóch krzeseł.
    - Więc... co możesz dla mnie zrobić?

    OdpowiedzUsuń
  15. [Jeśli by Ci to nie przeszkadzało to prosiłabym o zaczęcie. ^^ ]

    Kenna Pierce

    OdpowiedzUsuń
  16. [Dziękuję Ci kochany Lucusiu <3 Wątek Nam nie wyszedł, ale tej pijaczyna na zawsze będzie w moim serduszku. Postacie Ci się rozmnożyły jak mnie nie było więc życzę z nimi powodzenia! Ps. Zabierz nas na następną olimpiadę w piciu, to odpalimy Ci jakiś tęczowy alkohol.]

    stara dobra Amara

    OdpowiedzUsuń
  17. [ Hej :D To co? Piszemy coś?
    Obaj tacy trochę Piekielni to sie pewnie dogadają ;) ]

    Alexander

    OdpowiedzUsuń
  18. [ Dawaj co masz :D Mogę zgodzić się na wszystko XD ]

    Alexander

    OdpowiedzUsuń
  19. [ Właściwie to mi to pasuje :D
    Przyda mi się chyba ucieczka od tych dość tragicznych, wzniosłych, romantycznych i heroicznych wątków, które zwykle tworzę.
    Masz ochotę zacząć? ]

    OdpowiedzUsuń
  20. [ Piękne :D ]

    Po wielu latach praktyki, nauczył się już wyłączać w swoim umyśle głosy. Obecnie nie pozwalał sobie na więcej niż dwie dusze w swoim wnętrzu. Czasem potrafił mieć ich nawet dwadzieścia. Tyle że wszystkie gadały, krzyczały i czuły. Wtłaczały w niego swoje emocje, słowa i potrzeby z czym zaczynał sobie powoli przestać radzić.
    Pukanie, a właściwie walenie do drzwi przerwało jego chwilę życiowego kryzysu w którym postanowił siedzieć i walić palcami w klawisze fortepianu aż zacznie mu wychodzić jakaś komplikowana linia melodyczna.
    Uniósł brew. A potem się tylko uśmiechnął.
    - Namówiłeś mnie. - odparł. Włożył buty i wyszedł za Lucynką, jak zwykł go nazywać. Rzadko robił to na głos, by diablisko się nie obraziło zbyt szybko.
    - Jak stawiasz to idę.
    Zamknąl drzwi. Pomacał się po kieszeniach, ale papierosy najwyraźniej musiał zostawić w domu. Trudno, kupi się.
    - To gdzie mnie zapraszasz?

    OdpowiedzUsuń
  21. - Ale zdajesz sobie z sprawę z tego, że ja się już starzeje? Czasy gdy tak po prostu wychylałem beczkę miodu na raz dawno minęły. Czuje się staro... - westchnął. Była to najszczersza prawda. Znów wpadł w błędne koło melancholii, która zwykle wiązała się z pochłonięciem nowej duszy. Właśnie teraz gdzieś wewnątrz jego jestestwa przyciszony głosik amerykaskiego komandosa prosił o śmierć. Cóż, nastrój udzielał się i Lexowi.
    - Zaskocz mnie. Ostatnio dostałem zlecenie od twojego braciszka. Znaczy jednego z braci... W końcu masz ich dużo. więc ten cwaniaczek powiedział, że twój papa zesłał na ziemię nowego proroka i że niby ja mam go znaleźć. I co niby mam z nim później zrobic? Zeżreć?
    Poszedł do sklepiku po papierosy. Wziął od razu dwie paczki. Po co sie rozdrabniać? Odpalił jednego i zaciągnął się z lubością dymem.
    - Kazałem mu spierdalać. Ale wiem, że ci skrzydlaci nie odpuszczają, więc na wszelki wypadek zeżarłem jakiegoś komandosa.

    OdpowiedzUsuń
  22. [Odpisuję Ci tutaj, bo to nawet na swój sposób zabawne, Panie Bracie :D
    Wiem, że taka wersja Gabriela może budzić mieszane uczucia, ale kiedy bawić się konwencją, jak nie teraz i tutaj? :D Musiałam spróbować czegoś nowego, mam nadzieję, że nikt się na mnie nie pogniewa.

    Do rzeczy jednak: a skąd myśl, że "nie wiesz, czy możesz"? :D Można, można, a nawet trzeba, o! Z chęcią ukręcę z Tobą jakiś ciekawy wątek, jak mi tylko powiesz, u którego ze swoich panów, widzisz to najlepiej. Ja się dostosuję :)]

    Gabe

    OdpowiedzUsuń
  23. Lex spojrzał na swoją dłoń. Lucyfer mimo ogólnego wstawienia miał silny uścisk. Szukał we własnych wspomnieniach chwili, gdy ostatnim razem diabeł trzymał go za rękę. To chyba było wtedy gdy Lucek uznał, że powinien go oprowadzić po francuskich winnicach, by mogli sprawdzić które wino jest najlepsze. Tak, on zawsze trzyma go za rękę jeśli idzie o sprawyzwiązane z alkoholem. Nie żeby w innych sytuacjach... Bezczelność.
    Wnętrze pubu było takie jak powinno. Półmrok. Mieszanka zapachu alkoholu, papierosów, zjełczałego seksu i tego czegoś, co zawsze było w takich miejscahc. Lex zawsze interpretował to jako odór przetrawionej wódy. Ale źródeł mogło być kilka...
    Usiedli przy jednym z wolnych stolików, blisko baru by nie mieli zbyt daleko.
    - Mam życiowego doła. - burknął. - Chyba tylko wódka może mi pomóc. Dawno mnie nie nawiedzałeś, Lucynko. Co? Znudziłem ci się już?

    OdpowiedzUsuń
  24. [Możemy kręcić wątek na tym polu, w takim razie :D Jestem bardzo ciekawa, co nam wyjdzie. Jak słusznie zauważyłeś - styczność ze sobą to oni mieć musieli. Gabe przeżywa swój rodzaj zachwiania wartości, więc może być zabawnie. Masz jakieś niespełnione, wątkowe marzenia, które dałoby się tutaj z mojej strony zrealizować? :D]

    Gabe

    OdpowiedzUsuń
  25. [Bardzo mi się taki front wątku podoba! Może być ciekawie, jeśli się o to postaramy :D Zacznę Ci to oczywiście w ramach rekompensaty za pomysł :) ]

    Gabe

    OdpowiedzUsuń
  26. Zerknął na jego dłoń na swoim kolanie i udzie. Cóż, na tyle ile znał Lucyfera, to wiedział, że diabeł jest troche niewyżyty i zapewne będzie się później próbował do niego dobrać. Ale Lex planował być niedostępny i twardy jak ta skała, targana przez silne fale wzburzonego morza.
    Szkoda tylko, ze to nigdy nie wychodziło tak jakby sobie tego życzył.
    Parsknął, kręcąc głową.
    - Od kiedy, przepraszam bardzo, słuchasz jak ktoś każe ci wypierdalać albo mówi byś czegoś nie robił? Siedziałem z tobą w Piekle więc wiem.
    Odkręcił butelkę i polał. szklanki które przed nimi postawiono nie były bynajmniej literaktami. Zwykli smiertelnicy pijali z takich whisky.
    - Ostatnio mam problem z samokontrolą. Jeszcze sto lat temu pożerałem po kilka czy kilkanaście dusz na raz i nad wszystkimi panowałem. A teraz zdarza się, że mną żądza. Słucham ich jak jakiś debil...

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  27. [Mam nadzieję, że będzie okej :) W razie czego, daj znać, a się poprawię]

    Gdyby jakiś czas temu, ktoś polecił jej stworzenie listy najbardziej wyszukanych kar, którym miałaby zostać poddana, by dotkliwie odczuć potencjalne przewinienie, nigdy nie przeszłoby jej nawet przez myśl, by umieszczać na niej możliwość rozpoczęcia nowego życia. Życia zupełnie odmiennego od tego, które znała do tej pory. Wcześniej – co całkiem prawdopodobne – mogłaby nawet pokusić się o stwierdzenie, że rozwiązanie to ocierało się o miano… pociągającego.
    Dziś wszystko przypominało jedynie złośliwy chichot parszywego losu, który Gabe najchętniej posłałaby teraz w diabły. O ironio.
    Choć minęło już sporo czasu, nadal nie potrafiła, mało tego – nawet za bardzo się nie starała – odnaleźć w zupełnie nowej, przypisanej dla niej roli. Zasady, które tutaj funkcjonowały, nijak miały się do tych, które wcześniej znała. Hierarchia upadała, a w raz z nią wszelkie moralne naleciałości. Biel zmieniała się w szarość, a czerń stawała się jeszcze bardziej nieprzenikniona. Naturalna kolej rzeczy. Każdy, kto miał choć trochę oleju w głowie, robił wszystko, by szybko dopasować się do nowego porządku. By wsiąknąć w rytm Fabletown, zająć myśli jednym z dostępnych tutaj zadań i… po prostu przetrwać. Każdy, ale nie ona.
    Zawsze aspirowała do rzeczy wielkich. Ku swej nieskrywanej irytacji, ze skutkiem raz lepszym, raz gorszym, jednak ciągle niezmiennie zaciekle. Być może to właśnie dlatego nie oszalała jeszcze do końca, zmuszając się każdego ranka, do opuszczenia małego mieszkania, które zajmuje niezmiennie od pierwszego dnia pobytu na tym padole.
    Ukojenie odnajdywała w murach szpitala, choć i tak była to jedynie chwilowa ulga. Wszystko i tak sprowadzało się do tego, że wieczorami błąkała się po mieście lub lądowała w szemranych zakamarkach, naiwnie kusząc los.
    Ten wieczór nie różnił się pod tym względem od wielu poprzednich. Gabe siedziała w jednym z zapomnianych barów, spędzając tam kolejną godzinę (choć nawet tego nie mogła być pewna… Nadal nie nauczyła się korzystać z zegarka, a miarą czasu stało się dla niej to, w ilu irytujących sytuacjach zdążyła znaleźć się między zajęciami, które sobie wynajdywała). Wpatrywała się w ciemną uliczkę rozciągającą się za oknem, jedynie w towarzystwie na wpół wypalonego papierosa i szklanki wypełnionej trunkiem, stanowczo zbyt gorzkim, jak na jej gust.
    - Na zdrowie, Gabe, ty skończona kretynko – mruknęła jedynie, kręcąc głową z politowaniem nad własnym zachowaniem. Przestawała poznawać samą siebie i nie potrafiła już jasno określić, czy bardziej ją to niepokoiło, czy… fascynowało.

    Gabe

    OdpowiedzUsuń
  28. [Odzywam się tutaj, bo wydaje mi się, że znacznie ciekawsze może być starcie Lucyfera i Gothel. :D
    Teoretycznie Roszpunka też moją ulubioną bajką nie jest (chociaż Zaplątanych po prostu kocham, ale głównie przez dubbing <3), ale zawsze fascynowała mnie ta druga strona medalu i sposób myślenia tych złych.
    Okej. No to wracając. Gothel vel. Margot do przyjemnych osobowości nie należy, ale wydaje mi się, że sarkazm Lucyfera i chłód wiedźmy mogą dać naprawdę fascynujące powiązanie. :D]

    Margot Werner

    OdpowiedzUsuń
  29. [Bry wieczór, cześć, hej. (; Cieszę się, że mój Kapturek przypadł Ci do gustu!
    Co do pracoholizmu; Lola chyba już w niego popadła, niestety... Jednak ja wątkiem z samym Luckiem nie pogardzę, więc gdybyś miał chęć albo pomysł (bardziej pożądane <3) to serdecznie zapraszam. ;D]

    Lola

    OdpowiedzUsuń
  30. Nie musiała nawet na sekundę odrywać wzroku od stojącej przed nią szklanki, by wiedzieć, kogo licho przyniosło. I to dosłownie, jak na ironię.
    Miała wielką ochotę powiedzieć teraz coś uszczypliwego i zasugerować, by po prostu dał jej spokój, ale… coś poszło nie tak. Od dłuższego czasu nie nadążała za własnymi myślami. Miała ochotę zrobić jedno, a ostatecznie podążała w zupełnie innym kierunku. Mogła oczywiście zrzucać ten fakt na barki rozbicia emocjonalnego, ale przebywała w tym miejscu już wystarczająco długo, by wziąć się w końcu w garść. Ten przypadek nie różnił się jednak od setki tych, do których przypisuje się, nad wyraz często, określenie – łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić.
    I pomyśleć, że jeszcze jakiś czas temu, takie rozterki były dla niej czymś zupełnie nieistotnym.
    - Nie żartuj sobie, mogłabym zapytać o to samo – warknęła w końcu, dmuchając dymem prosto w tę irytująco pewną siebie twarz. Na litość boską, czy nawet w tak zapyziałym miejscu jak to, nie mogła liczyć na chwilę spokoju? Zupełnie tak, jak gdyby wszyscy sprzysięgli się po to, by nieustannie przypominać jej o tym, o czym i tak nie była w stanie zapomnieć nawet na ułamek sekundy.
    - Sam nigdy nie wypełzłbyś z tej swojej dziury, więc nie próbuj udawać, że wszystko poszło po twojej myśli – dodała i tym razem to ona uśmiechnęła się złośliwie. Nie chciała, ale czasem nie potrafiła zapanować nad własnymi odruchami.
    - A może się mylę, Lucynko? – zapytała i ostentacyjnie utopiła niedopalonego papierosa w szklance, która w tym samym momencie wylądowała przed Lucyferem. – Czego chcesz?

    [No coś Ty super jest! :D]
    Gabryś

    OdpowiedzUsuń
  31. [ Wiesz co... tak mi teraz wpadł do głowy taki pomysł xD Ale musielibyśmy w sumie zacząć wątek od nowa... Chodzi o to, by Peter sobie po prostu przywołał Lucka przez pentagram, a skoro Lucyfer ostał już przywołany to będą musieli podpisać pakt. Co powiesz na to? ]

    Peter

    OdpowiedzUsuń
  32. Alexander prychnął, przysuwając sobie szklankę bliżej. Chwilę przyglądał się bezbarwnej zawartości po czym po prostu ją podniósł i wychylił niemal połowę na raz.
    - Głupi jesteś. Po pierwsze, z tego co pamiętam to ty jesteś władcą Piekła, czyli... moim szefem. A po drugie... Ja mam urlop. Tylko do niektórych to nie dociera. a jak jesteś taki ochoczy do pomocy, to dzwoń do Boga i załatw z nim by dał tę robotę komuś innemu, bo ode mnie to nikt kurde nie odbiera.
    Ci z góry kontaktowali się z nim tylko wtedy gdy sami chcieli. Co prawda miał numer do kilku pierzastych, którzy rezydowali stale na ziemi ale z częścią był w śmiertelnym konflikcie z reszta albo nie odbierała albo była wiecznie zajęta.
    - Byle wódka była zimna... - westchnął, dopijając alkohol ze szklanki. - A co mi tam. Niech ci będzie. Tylko masz mnie, tym razem kurwa, pilnować. Schlałeś mnie i zostawiłeś w jakimś zamku czy pałacu, a potem jakiś ćwok mnie oskarżył o posuwanie jego żony. A jak ja mu miałem wyjaśnić że posuwałem ją razem z diabłem? I to na raz? I jeszcze chcieli mnie zabić... A wiesz że duszy to ja nie mam własnej. Jak mnie zabiją to zniknę całkowicie. Ty to chociaż się do piekła przeniesiesz z powrotem.
    Dolał sobie i wypił wszystko na raz. Odkaszlnął i przetarł usta wierzchem dłoni.
    - Kebsa bym zjadł z ostrym sosem...

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  33. [ Widzę, że Władca się tu normalnie łokciami teraz rozpycha XD A tak długo go przekonywałam by się dodał XD
    Może być. Bo ja mam taki niecny pomysł na samo to przywołanie XD Wiesz, pentagram, świeczki, jakieś zaklęcia po łacinie a na ofiarę... a mianowicie spermę. Czytałam ostatnio taką mangę, w której pewien chłopak przypadkiem spuścił się na tapetę na której były narysowane pentagramy i tak przypadkiem wezwał sobie demona XD I mi się ten pomysł spodobał i chce wykorzystać go XD
    To tak. Możemy uznać że Peter wiedział ze Marcus chce przywołać jakiegoś demona ale uznał że mu się to nie udało. Po tym nalocie policji, Peter stwierdził ze przydałaby mu się pomoc i sam spróbowałby kogoś przywołać. I udałoby mu się. Chociaż zapewne byłby zawiedziony że to nie cycata naga blondyna z ogonem... Ale podpisaliby umowę, ze Lucek pomoże Peterowi dorwać Cienia i coś... a Lucek w zamian dostanie zapas pyłku. Co powiesz? ]

    Peter

    OdpowiedzUsuń
  34. [ Widzę, ze mnie rozumiesz xD
    Zacząć? ]

    Peter

    OdpowiedzUsuń
  35. Wieczór nastał szybciej niż się spodziewał.
    - Ten pomysł jest gupi - mruknęła Haya, przeżywając kawałek banana. Peter spojrzał na nią z irytacją. Wróżka ta często nie wysilała się by wypowiedzieć "ł"lub zastępowała tę literę zwykłym "l". Dlatego w jej słowniku istniało na przykład "dugo, gupi, tumok, lawka".
    - To nie jest wcale głupi pomysł. To pomysł bardzo dobry. - odparł Peter. Pozostałe wróżki nawet nie wysilały się by komentować sytuację. Pomogły Peterowi tak jak chciał, z ogarnięciem pentagramu oraz reszty procedur, niezbędnych do przywołania demona. Jednak teraz nie były przekonane co do słuszności całego przedsięwzięcia nie były przekonane.
    Peter skończył rysować symbol na betonowej podłodze starego magazynku w którym obecnie spędzał noc. Był zmęczony i właściwie było mu wszystko jedno, czy będzie spał w takim miejscu czy w jakimś motelu.
    Zapalił świeczki. Odchrząknął i raz jeszcze przeczytał wypisane na skrawku papieru słowa.
    - Zapomnialeś o ofierze. - przypomniała Haya.
    - Jakiej ofierze? - warknął Peter.
    - No wiesz, tej takiej aby coś dać, poświęcić by demon przybyl.
    - Nic nie mówiłyście! - warknął Peter, podchodząc do wróżek.
    - Nie pytałeś! Poza tym... myśmy myślały że zartujesz. - fuknęła Will.
    - Cudnie. I co teraz?
    - Widziałam ja tu jechaliśmy tych... - Irma chwilę szukała odpowiedniego słowa. - Prostytutów. Weź któregoś z nich!
    - Ja pierdole... - mruknął Peter, ale pomysł był całkiem logiczny.

    Po dwudziestu minutach przywiózł jakiegoś zapalonego faceta. Trudno było powiedzieć ile mógł mieć lat. Zachowywał się jak szczyl.
    - To bardzo ekscytujące miejsce. - ucieszył się. - Więc... w czym ci mogę służyć przystojniaku...?
    Widać było że miał doświadczenie i nie lubił się bawić w jakieś mizianie. Przechodził od razu do rzecz. Więc zanim Peter zdążył zareagować, facet już rozpiął mu rozporek i się przyssał. Co jak co, ale robił to na prawdę profesjonalnie. Aż szkoda było zabijać...
    Pan chyba nie spodziewał się, że coś takiego może mu się spodobać. Nigdy wcześniej nie pozwalał sobie robić takich rzeczy mężczyzną. Już nie mówiąc o jakichś pełniejszych stosunkach. Ale jak się okazało, potrafili obciągać lepiej niż większość dziewczyn które znał.
    Ale rytuał musi się dopełnić. Facet skończy i dostanie kulkę w łeb. Ale niech skończy. Z dobrych rzeczy trzeba korzystać.
    Zaczął czytać słowa rytuału. Facet nie zwracał na to uwagi. Wyglądało na to, że nie interesowało go komu obciągał, tyle tylko to robić.
    Pentagrał zaczął lekko dymić. Już miał wyciągnąć broń by odstrzelić facetowi połowę czaszki, kiedy... po prostu doszedł. Ale facet widząc broń w dłoni Peta odsunął się nagle a cała sperma wylądowała na pentagramie. Znak zaczął błyszczeć i żarzyć się. Pan uniósł brew.
    - Taka ofiara też się liczy? - spytał siebie i wróżek.

    Peter

    OdpowiedzUsuń
  36. Ponownie opróżnił kieliszek. Czuł lekkie szumienie w głowie, czyli to co teraz było mu najbardziej potrzebne. Dolał i sobie i jemu alkoholu.
    Potem sięgnął po kebab. Zapijanie ostro przyprawionego mięsa alkoholem, nie było najlepszym pomysłem. Ale nad tym będzie się zastanawiał później. Kiedy będzie trzeźwiał. Czyli pewnie, znając Lucyfera, w przyszłym tygodniu. Albo za dwa tygodnie, skoro ma dobry humor.
    - Ostatnio spotkałem tą...jak jej tam... Analiz. Wiesz, tę z dużymi cyckami. Zawsze te jej cycki były większe od jej głowy i mnie to ciekawiło. Ale tak czy inaczej... - odsawił na podłogę pustą butelkę po wódce, którą już zdązyli opróżnić. - Powiedziała mi, że jesteś moim ojcem. Tak właściwie to się nad tym nigdy nie zastanawiałem... Ale tak obiektywnie patrząc, to dołożyłeś swoje 50% do mojego poczęcia.
    Machnął do barmana, by przyniósł kolejną schłodzoną butelkę wódki. Potem wsadził ją do wiaderka z lodem.
    - Ale ze względu na to, że robiliśmy to co robiliśmy, nie uznaje cie oficjalnie za mojego ojca.
    Zgniótł opakowanie po kababie i popił resztkę mięsa wódką. Tak, teraz zaczęło mu w łepetynie szumieć tak jak powinno. Głosy w głowie zaczynały przycichać. Ale emocje, które w sobie jeszcze dusze miały, zaczęły być bardziej ekspresyjne i odczuwalne. Demony nie czuły tak jak ludzie. Same nie posiadały duszy. Nie były upadłymi aniołami jak Lucyfer.
    Ludzkie emocje, będące wciąż w pożartych duszach, widział jako kolory, otaczające inne postacie, czasem zwierzęta. Ludzie nazywali to aurą.
    Widocznie tej kobiecie z cukierni, którą zjadł aby nauczyć się piec ciasta, Lucek się spodobał, bo teraz otaczała go jeszcze dość przejrzysta ale jednak, błękitnawa aura.Zachichotał.
    - No dobra... Zawody? Czy dziś kulturalnie?

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  37. [hej.
    Wcale nie wytykasz. Myslalam, ze udalo sie wszystkie mi wylapac ale zawsze mi cos zostaje niestety. No, ale dzieki za pomoc. innym zawsze udaje sie znalezc cos co samej sie ominie. Dlatego nie lubie kart pisac.
    Dzieki za powitanie. Zawsze lubilam twe postacie. Tylko nie rob ich wiecej bo sie juz gubie ;) Nie no zarcik. I tobie rowniez weny i jak cos to do siebie zapraszam... Ja sama mam troche trudny wybor w wyborze]

    Sha.

    OdpowiedzUsuń
  38. [Ja nic nie mam, ale możemy zrobić ewentualną burzę mózgów. :D]

    Margot Werner

    OdpowiedzUsuń
  39. [ To powiem ci tak... tak jak wspomniałem o tym ojcu, to sobie pomyślałem, by Lex istotnie był synem Lucyfera. Nawet zaraz pojawiłaby się matka Alexa, która uznałaby że powinni nadrobić stracony czas jako ojciec i syn. Może poszliby do Disneylendu na jakieś kolejki, pochlaliby i jeździli do upadłego górską kolejką. I ogólnie to mieliby przez jakiś czas wątpliwości, czy mogą się na przykład ze sobą przespać...
    Taki śmieszkowy pomysł, dziwny ale może być zabawnie XD ]

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  40. - Nigdy nie można marnować dobrej wódeczki. Skończymy tę napoczętą a potem... pociągniemy na raz po półlitrówce i zobaczymy, któremu się cofnie.
    Przelał zawartość napoczątej butelki wlawając do szklanek tyle że prawie się ulało. Odstawił drugą butelkę na podłogę. Mieli jeszcze jedną litrówkę, ale Lex i tak zamówił dwie półlitrówki.
    Oblizał jezykiem wargi, podnosząc powoli szklankę, napełnioną do granic możliwości. Jak głosi stara dobra mądrość, jeśli się nie ulało ze szklanicy to znaczy że było za mało nalane.
    Pulchna rubaszna cukierniczka śmieszkowała, podsuwając mu coraz to nowe obrazy i myśli. Kobieta mimo swojego wieku i sporego miękkiego ciała oraz ogromnych wręcz cycków, którymi mogłaby udusić trzy osoby na raz, miała zawsze wielu chętnych mężczyzn. Czasem gdy Lex piekł jakieś ciasto, korzystając z jej wiedzy, co chwile chichotał, widząc co z kim i gdzie robiła. A co gorsza, co czasem dodawała do ciast. To dopiero było złe...
    - No to co? Na zdrowie?
    Można było wymyślić wiele toastów. Ale ten był najbardziej popularny i miał najwięcej znaczeń. Opróżnił szklankę na dwa. Jeszcze czekała go półlitrówka. Odstawił szklankę. Oparł sie wygodnie na krześle i westchnął głęboko.
    Alice, cukiernicza, coraz bardziej go prowokowała a im bardziej był wstawiony tym gorzej się jej opierał.
    - Myślałeś kiedyś... by sobie zrobić owocowy deser? Z podwójną śmietanką?- zapytał. Alice huczała ze smiechu a i on zaczął chichotać jak ogłupiały.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  41. - BEz pierdolenia nie ma życia. - prychnął. Czknął i sięgnął po butelkę. Cóż, szybko się upijał ale bardzo szybko trzeźwiał, dzięki czemu mógł spożyć bardzo dużą ilość alkoholu w niedużych odstępach czasu.
    Gdy tylko diabeł wymówił magiczne słowo "start", Alex przechylił butelkę, wypijając jej zawartość jak wodę. Tego się nauczył od Lucyfera. I wykorzystywał to od czasu do czasu, ścigając się z ludźmi albo innymi demonami.
    Nawet nie zarejestrował tego kto wygrał. Bardziej zaabsorbowany był Alice i jej całkowicie niemoralnymi propozycjami.
    Otarł wierzchem dłoni usta. Zamlaskał kilkukrodnie. Świat stał się chaotyczny, nieco rozmazany i dziwnie wirujący. Znaczyło to ni mniej ni więcej że był pijany i to bardzo. Ale za kilka minut zacznie się proces trzeźwienia i mu przejdzie. Oparł łokcie na blacie stołu a brodę na splecionych dłoniach. Zatrzepotał rzęsami, wgapiając się w Lucyfera.
    - Dziwnie się patrzy bo ma na ciebie ochotę. Wiesz z czego była znana za życia? Miała wielu facetów... Zawsze do niej wracali... podduszała ich cyckami gdy ich ruchała. To to nie oni ją ruchali tylko ona ich! To jest sztuka... No i piecze zajebistą szarlotkę.
    Czknął i znów zachichotał. Wyciągnął przed siebie długie nogi, nie przejmując się tym, ze ktoś może się o nie potknąć.
    - Mógłbym ci powiedzieć to co mi szepcze tu. - wskazał na swoją głowę. - Ale nie zrobię tego, bo się jeszcze podniecisz... a w twoim wieku to moze być już niebezpieczne. Bo wiesz... można dostać przepukliny na chuju.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  42. - Nie bądź już taki ten... pewny siebie. Jakimś cudem to ty nie jesteś. - prychnął. Aura wokół Lucyfera zaczęła pulsować i zmieniać się. Świadczyło to tylko o tym, ze Alice coraz wymowniej kształtowała swoje plany wobec niego. Cóż, ta biedna kobieta jeszcze nie do końca zdawała sobie sprawę z tego że jest martwa.
    Prychnął jakby urażony.
    - Po pierwsze spadaj. A po drugie... I co z tego? - wzruszył ramionami. To że nie miał ochoty na seks nawet go nie dziwiło. Zbyt dużo sił poświęcał na to, by ujarzmić to co w nim drzemało.
    Uniósł szklankę. Teraz mu było wszystko jedno co pije i w jakich ilościach. Zrobiło mu się niedobrze, ale jakoś to przetrwał.
    - Od czego by tu zacząć... Alice chce cie przeruchać. Jest strasznie zboczona. - zachichotał. - Wsadziłaby ci w tyłek swoje czarne dildo... Takiej szerokości... - złączył opuszki paców wskazujących i kciuków. - Normalnie jak pocisk do czołgu. - to porównanie również go rozbawiło. - Ona mi tu dominuje. Thomas... żołnierz jest zniesmaczony. Nie lubi alkoholu! Jest bardzo fit...
    Opróżnił szklankę. Zaczął przeszukiwać kieszenie w poszukiwaniu fajek. Thomas zaczął znów mówić o szkodliwości palenia papierosów.
    - Nie pierdol... fajka do wódki jest jak seks i orgazm. Osobno fajnie ale razem najlepiej.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  43. - Trudno, najwyżej nie będę miał potomstwa. - wzruszył ramionami. Zapalił papierossa i zaciągnął się mocno dymem. Palił od lat, a właściwie to od wieków. Zaczynał od opium a potem przerzucił się na tytoń.
    - Nie mam. Jak sie pracuje tak jak ja to nie można mieć nikogo. Ciągłe zmiany humoru, zmiany pociągu, gustu... Miałem kiedyś tą... Rose. Brała te moje zmiany humoru za ciekawe wyzwania ale jak mnie trafiło by dzieci mieć, to mnie rzuciła. Normalnie trzy miesiące byliśmy razem. - pochwalił się, wypuszczając kłąb dymu. Zrobił sobie przerwę w piciu by trochę otrzeźwić zmysły. Poza tym trochę się obawiał, zę gdyby teraz sie podniósł to nie utrzymałby równowagi.
    - Widziałem pocisk od czołgu... Takiego niemieckiego... Geparda czy pumy... jakiś taki duzy kot. Ale jakby ci go w dupę wsadzić to chociaż byłoby na co popatrzeć. - zachichotał, wtórując w tym Alice.
    - Na ja z nimi to nie chce gadać... Szukam informacji i zdolności, których potrzebuje i koniec kropka. Ale zdarza się, że sobie konwerss... konowers... no że gadamy. Bo się czuje samotny.
    Zaciągnął się raz jeszcze, przypalając lekko filtr. Potem wcisnął niedopałek do popielniczki. Ktoś się chyba potknął o jego nogi, bo poczuł nagłe szarpnięcie. Jednak się tym nie przejął zbytnio.
    - A po co ich uświadamiać? - prychnał. - By się mieli denerwować? Sami to odkrywają, gdy idą do piekła. Bo tam ich wysyłam... Tych grzecznych to raczej nie zjadam. Bo są nudni... No ale Alice to wie, że nie żyje. I się dobrze bawi wkurzając mnie. I ona mi teraz mówi, że ty chcesz mnie przeruchać bo się patrzysz. Bezsensu...
    Wyciągnąl jedną kostkę lodu i wsunął sobie do ust. Obracał ją językiem, obijając o zęby.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  44. [A znamy się i mieliśmy nawet w planach piękny wątek z wspólnym piciem, ekstremalnym powrotem z baru do domu i dzwonieniem do Boga. ;)
    Dziękuję bardzo, no i wpadam. Jeszcze nie wiem do kogo, bo widzę, że pod moją nieobecność sporo postaci Ci przybyło. Masz jakiś konkretny pomysł? Bo z tego co widzę Hati jako detektyw mógłby równie dobrze dogadać się z każdym z panów. Zatem jakieś specjalne życzenia lub sugestie?]

    Hati

    OdpowiedzUsuń
  45. [Skoro "Lucyfer is hir!" to odpisuję u Lucka, którego jak wiesz kocham. I mimo sympatii dla Bogusia, jestem "Team Lucek" :D
    Ach jaka szkoda, bo chciałam wybrać opcję numer 2.
    Za to zgodni jesteśmy w kwestii chcenia wątku oraz E-P-I-C-K-O-Ś-C-I, więc się melduję. A co do wyboru postaci to...
    Możemy napisać coś w opcjach: Davy & Ivan/Lucek, bo Davy to diabeł, więc wątek między diabłami to będzie coś fajnego. Można się współnie uchlać, śpiewać hymn ZSRR czy co tam jeszcze.
    Możemy napisać też Nimue i Lucyfer. Bo Nimue to taka baba, że gorsza niż wszyscy Polacy w Piekle i sam Lucyfer by miał jej dość, więc może być ciekawie, zwłaszcza jeśli, nie daj Bogusiu!, by się dogadali. :)
    No i opcja numer 3 - Hagen i Will, jakoś mi tak pasuje ten mój Hagen do ekipy od Leśnego Caritasu i może nawet w świecie baśni był członkiem Caritasu?
    Co Ty na to Lucjanie? ;)]

    - Nimue, Hagen & Davy

    OdpowiedzUsuń
  46. Prychnął.
    - Nie bądź taki mądry. - fuknął.
    Nie miał zamiaru szukać sobie kogoś przez Internet. Właściwie to w ogóle nie miał zamiaru sobie szukać kogoś na stałe. Nie nadawał się do związków. Z resztą, miał swoje dusze. Zawsze mógł sobie z nimi porozmawiać.
    Albo zadzwonić do Lucka, który zawsze był chętny na chlanie i gadanie głupot.
    Alice coś tam mruczała, jakby urażona. Lex machnął ręką, odganiając od siebie jej obecność. Przerwa w piciu mu sę przyda. Powoli zaczął z niego parować alkohol.
    - Patykiem umaczanym w gównie to sam się dźgaj. Skoro to lubisz... - zachichotał. Spojrzał na Lucyfera, marszcząc brwi.
    - To co robimy, dalej właściwie? Tu jest tak... zwyczajnie.
    Polał znów wódki, ale tym razem nie wypił duszkiem. Przesuwał palcem po obrzeżu szklanki. Teraz Alice schodziła na dalszy plan a rządzić zaczął Mex, ćpun i chemik-samouk i jego wieczne poczucie niesprawiedliwości. Westchnął głęboko, kręcąc głową.
    - Muszę poszukać kogoś bardziej rozrywkowego... Albo odeślę wszystkich. I będę sobie siedział taki pusty. - wzruszył ramionami.
    - Alex? - kobiecy głos wyrwał go z chwilowego melancholijnego zamyślenia. Demon odwrócił się. Napotkał spojrzenie czarnowłosej kobiety. Wysoka, zgrabna kobieta, podeszła do stolika uderzając obcasami szpilek w podłogę.
    - Dobry dzień. - mężczyzna uśmiechnął się. - Mogłaś zadzwonić jak coś chcesz...
    - Twoja subtelność jest porażająca. - fuknęła. Kobieta przesunęła spojrzeniem po towarzyszu swojego syna i pokręciła głową.
    - Nie za późno, Lucyferze, na integracje? Trzeba było sobie wcześniej przypomnieć ... - fuknęła. Potem znów spojrzała na syna. - Dzwoniłam pięć razy. nie odebrałeś i nie oddzwoniłeś. Więc przyszłam, pijaku cholerny... Masz przyjść na urodziny Yugo.
    - Marzę o tym by przyjść na urodziny tego smroda... - fuknął Lex, sięgając po szklankę.
    - Nie wyrażaj się. - warknnęła. Wyciągnęła synowi szklankę z dłoni i sama ją opróżniła. - To o 13. Do zobaczenia.
    Zmierzyła raz jeszcze spojrzeniem Lucyfera. Właściwie mogła się domyślić, że Alex odziedziczy po ojcu coś więcej niż wygadanie, ładną buźkę i dziwne podejście do życia.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  47. Peter spojrzał na swoje krocze a potem na pedałka, który wgapiał się w diabła jak w obrazek. Niewiele myśląc zdzielił mężczyznę po głowie, pozbawiając bo tym przytomności. Poprawił spodnie. Skrzyżował ramiona na piersi.
    - Jesteś taki mało... diabelski. Spodziewałem się raczej kogoś bardziej rogatego czy coś. - mruknął Pete. Jakoś nie spcjalnie oczuwał strach przed tym osobnikiem. Ale skoro go już przywołał to nie mógł wybrzydzać.
    - Ale jakoś damy sobie radę. Zgodnie z zasadami, które ponoć istnieją, skoro już cie przywołałem to masz spełnić moje życzenie. Jakiś pakt czy coś.
    Nie lubił owijać w bawełnę. Gdy miał coś do powiedzenie mówił to wprost albo wcale.
    - Chcesz to to zjeść, zabić albo wyruchać? - spytał wskazując na nieprzytomnego prostytuta. - Ale to potem... Chce byś mi pomógł znaleźć i przytwierdzić do mnie na stałe mój cień.
    Przesunął spojrzeniem p sylwetce diabła, albo kogoś kto się za niego podawał. Szału nie było... Ale cóż się spodziewać po diabłach w XXI wieku?
    - Jak jesteś taki potężny to pewnie nie będziesz miał problemu z tak prostym zadaniem...

    Peter

    OdpowiedzUsuń
  48. Alex parsknął. On najlepiej wiedział, ze jego matka nigdy nie wymyślała swoim dzieciom normalnych imion.
    - To ona tak krzywdzi dzieci. - mruknął, wskazując na swoją matkę. - Mi też nadała kretyńskie imie... Nadmienie tylko, że to swoje imię Alexander, sam sobie nadałem, bo nie brzmi kretyńsko.
    - Ty to masz imię po ojcu. -mruknęła, patrzac wymownie na Lucyfera. - I nie mógł tak o Yugo. To dobry demon. Poza tym jesteś jego ulubionym starszym bratem więc się hamuj.
    Lex na prawdę nie miał ochoty iść na jakąś nudną imprezę dla demoniaków i ich mamusiek, które pierniczą tylko o kosmetykach i nowej modzie. Poza tym wiedział, że Yugo chce by przyszedł tylko po to, by namówić go do ucieczki. Chyba wszystkie dzieci Caliope się trochę jej obawiały, poza Alexem. Chyba zbyt wiele odziedziczył po ojcu, którego nawet nie znał.
    - Z tobą nie będę pić. Nie dam się nabrać tak jak poprzednio. Nie dzwoniłeś, unikałeś mnie... Już nie mówiąc o tym, ze nie przejąłeś się zupełnie swoim dzieckiem. - fuknęła. Lex robił to w podobny sposób, co dostrzegali wszyscy, którzy widzieli ich razem. - I popatrz na kogo wyrósł przez ciebie? - wskazała na Alexa, który obecnie był zajęty dolewaniem sobie alkoholu. - No co się tak gapisz...? Nie mów że nie wiedziałeś...

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  49. - Nie bądź taki mądry. - prychnęła. - Nawet nie próbowałam cie szukać ani dzwonić gdy się dowiedziałam że jestem w ciąży. A wiesz dlaczego? Jesteś kobieciarz, babiarz i dziwkarz! i nikt tego nie zmieni.
    Sięgnęła po szklaneczkę, którą Lex włąśnie napełnił wy wypiła wszystko duszkiem.
    - Myślisz, ze jesteś w łóżku taki dobry? To nie tylko moja opinia. Jesteś znany w niektórych kręgach. I wiesz co? Większość z nas udaje by ci nie było przykro... w Końcu jesteś kim jesteś i nie byłoby fajnie gdyby się okazało, ze książę Piekielny jest mierną fujarzyną.
    Lex zaczął chichotać, chociaż bardzo chciał się powstrzymać. Wyraz twarzy Caliope złagodniał gdy zwróciła się do syna. Pogłaskała go czule po policzku.
    - Dlatego nie chciałam ci powiedzieć, kto jest twoim prawdziwym ojcem. To coś... - zerknęła ze złością na Lucyfera. - Nie nadaje się na ojca. Tylko byś się zawiódł... Jednak wiedziałam, że w końcu coś was do siebie przyciągnie. Ale nie spodziewalam się że będzie to właśnie wóda!
    Lex przyglądał się matca, nie do końca rozumiejąc o co jej właściwie chodzi. Był demonem. Nie było nic dziwego w tym, że nie wiedział kim jest jego ojciec.
    - No tak... jasne. - odparł tylko. Alice huczała ze śmiechu. Maks bardzo ubolewał nad sytuacją Lexa a Thomas, bardzo ubolewał nad pustmi kaloriami w alkoholu, który Lex tak chętnie spożywał.
    - Masz przyjść na urodziny brata. I koniec...
    Alex odprowadził matkę spojrzeniem. Pokręcił głową i dolał sobie wódki. Tym razem sam opróżnił szklankę.
    Spojrzał na Lucyfera i wzruszył ramionami.
    - A bo ja tam wiem? jakieś tysiąc lat chyba... Przestałem obchodzić urodziny. - machnął ręką. Wychylił wódeczkę. Odstawił szklankę na stół.
    - Co mówiłeś o tym zabalowaniu? Nie mam zamiaru iść na urodzinki do gówniaka. Jakoś nigdy nie przejmowałem się matką i jej fochami. Za to właśnie nienawidzi mnie moje rodzeństwo. - parsknął śmiechem.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  50. - Dopóki nie odzyskam cienia nie dostaniesz mojej duszy. Chyba ze sie zadowolisz jej połową. A jak już go do mnie przytwierdzimy to możesz sobie zabrać moją duszę czy co tam chcesz. Obecnie... Jestem raczej nieśmiertelny.
    Peterowi nie bardzo zależało na przyszłości. Co miał robić teraz sam na tym świecie? Jedyne co mógł zrobić to poświęcić się w walce ze swoim braciszkiem.
    Szturchnął butem nieprzytomnego faceta, leżącego wciąż na ziemi.
    - Dobrze ciągnie druta. Lepiej niż niejedna laska.
    Zerknął w stronę kuferka i wróżek, które zajęły miejsce obok niego. Wszystkie przyglądały się diabłu jakby był najciekawszą personą jaką w życiu widziały.
    - Nie ma rogów! - burknęła Irma. - Jakoś oszukany jest...
    - Nieeee, to musi być on! Widzieliście ten szlafrok i kapcie?! Tylko diabeł ma tak świetny gust. - ucieszyła się Haya, klaszcząc w dłonie.
    - Ty w ogóle nie masz gustu... - mruknęła Will. - To strasznie pedalskie.
    - Co ty wiesz o mężczyznach? - prychnęła Haya, wywracając oczami.
    Peter pokręcił głową. Pięć kobiet, nawet takich małych potrafiło przyprawić o potężny ból głowy.
    - Nie jarają mnie różowe konie. To... chcesz mi powiedzieć, ze taki poteżny niby to diabeł, nie potrafi znaleźć jakiegoś tam Cienia i sobie z nim poradzić? To takie trochę... żałosne, nie?

    Peter

    OdpowiedzUsuń
  51. [ Pewnie że tak XD Tylko co? XD Głupie dowcipy ludziom i nie tylko? XD ]

    Pokręcił głową.
    - Nie wyglądasz młodziej ode mnie. Po prostu wsmarowujesz w ryja te wszystkie przeciwzmarszczkowe kremy i botoksy.
    Nie była to prawda ale co tam. Ważne że zabawnie brzmiało. Lex był po prostu zmęczony życiem. I to bardzo odbijało sie na jego wyglądzie.
    - Nie żeby coś... czy coś innego... Ale jakoś tak ciężko mi uwierzyć że jesteś moim ojcem. Jakiś taki mało podobny jesteś... Poza tym, jakby nie patrzeć... ruchaliśmy się. To byłoby obleśne, nie? Chociaż było to dawno...
    Uniósł brew, patrzeć na swego towarzysza. Czy on na prawdę uważał, że Lex będzie za to płacił? Zabawne. To zapraszający stawia zaproszonemu. Takie prawo barowe.
    - Pijemy. Jasne że pijemy...
    Sięgnął po szklaneczkę. Chwilę przyglądał się nieco mętnemu płynowi w środku. Ale co tam... Mówi się trudno i żyje się dalej.
    Uderzył lekko swoją szklaneczką o jego, w geście toastu i wypił duszkiem wszystko.
    Na chwilę pociemniało mu w oczach. Stracił też dech na kilka sekund. Ależ to było mocne... Kaszlnął i odchrzakną.
    - Oż kurwa... Ale mocne.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  52. Wiedział że to zly pomysł. Nawet jak pił dużo, zawsze zostawiał sobie margines. Nie wiedział co się stanie gdy jego świadomość odpłynie. możliwe było, że zamknięte w nim dusze przejmą kontrolę nad jego ciałem.
    Wziął co miał wziąć, dopił co miał dopić i czuł się świetnie. Jeśli Lucyfer był rzeczywiście jego ojcem to istotnie mieli coś wspólnego. Chociaż z drugiej strony trudno mu było uwierzyć, że matka przez tyle wieków ukrywała to kim jest jego ojciec bo uważała, że Lucyfer się nie ojca nie nadaje. To trochę bez sensu.
    Ale teraz to nie ważne.
    Przesunął dłońmi po policyjnej koszuli.
    - Ładnie ci w tym. - mruknął, chociaż to nie były jego konkretnie słowa a Alice. - Może zmienisz branżę?
    - Tak. Na chippendalesa. Z resztą twój kumpel też pasuje do tej roli. - burknął Max, przez usta Alexa.
    - Cicho tam. - prychnął Alex, masując sobie skronie jakby to miało w czymś pomóc.
    Wtoczył się za kółko. Włąściwie gdy siedział nie było widać ze jest pijany. Chwilę mocował się z kluczykiem w stacyjce.
    - To dokąd Batmanie? - zachichotał. Wyobrażenie Lucka chippendalesa w czarnym stroju Batmana był bardzo zabawny. A za to była już odpowiedzialna wiecznie niewyżyta Alice.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  53. [A dziękuję ślicznie za powitanie! :D Nie lubię nawet "normalnych" ludzi z kijami w tyłkach, więc tym lepiej, będzie na wesoło, ot co.
    Co do pomysłu, mam dybuka w skrzyneczce, który mówi po polsku! Jakby nie patrzeć materiał do TV jak znalazł, więc się coś napisze. Ja to wiem!
    Oraz też dziękuję za resztę życzeń, że tak to ujmę, bo wszystko się przyda. I będę próbować się starać tu zostać jak najdłużej, bo już mi się tu podoba. ;)]

    Asherah, czyli bardzo zuy Phoenix.

    OdpowiedzUsuń
  54. Poczęstował się skrętem. Maks był przeszczęśliwy, że dostał kolejną porcję dragów. Alice wciąż huczała ze śmiechu a Thomas już nawet nie próbował się wysilać. Mimo wszystko Alice była najsilniejszą duszą, jaką obecnie w sobie miał. Znaczyło to, że ten dzień nie skończy się spokojnie. Ta kobieta miała niezaspokojoną chuć i gdy jeszcze żyła, wiedziała o tym cała okolica.
    Wsunął sobie skręta między wargi i pozwolił by Lucek go podpalił, nie przejmując się tym że może mu podpalić na przykład ubranie albo włosy.
    Świat od razu stał się piękniejszy. Nie miał pojęcia czy prowadzi auto prosto czy nie. Ale chyba na nich trąbili inni kierowcy i co chwila dochodziły go przekleństwa pieszych. Ale co tam... Był z Lucyferem, więc wolno mu.
    Zaśmiał się, nie wypuszczając resztki skręta z pomiędzy warg.
    - Jasne. Alice wie gdzie można znaleźć chętny towar... Znaczy kogoś kto mnie zajmie kiedy ona będzie ruchac ciebie. - brzmiało to całkiem logicznie, gdyby nie fakt że Alice w razie czego, korzystać będzie z ciała Lexa.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  55. [Dziękuję za powitanie krakenka.
    A no moja głupota nie zna granic, bo mi się zachciało (Twoim wzorem) mieć 3 postacie. Tylko w przeciwieństwie do Ciebie, ja nie mam na nie kompletnie czasu. :)
    Cóż na razie Ci wiszę odpis u Smoka dla Willa, chociaż korci mnie by też coś z diabełkiem zakombinować. Coś proponujesz? ;)]

    D&D i Walter

    OdpowiedzUsuń
  56. [Eluwa, Lucjan. :D Z Tobą to ja zawsze coś chętnie napiszę, o. Na pewno przy diable-alkoholiku Will jakoś się rozrusza.]

    Sweeney

    OdpowiedzUsuń
  57. Hej, hej! :D
    Ustaliłyśmy, że Zajcew spokojnie się łapię, więc możesz go stworzyć ;) Będzie widniał jako postać historyczna legendarna. Daj znać pod Administracją, czy chciałbyś rezerwację :D

    OdpowiedzUsuń
  58. [Lucjanie Ty lepiej nic nie mów, bo ja mam jeszcze jedną swoją starą postać - w roboczych na blogu! :D
    Oj krakena długo nie trzeba namawiać, zwłaszcza do głupich rzeczy :D
    Można by było. Ale chyba najpierw Ci zrobię odpis na smoku, bo mimo weny na krakena wypada najpierw odpisać, a potem brać kolejny wątek.]

    Walter, (i Q kochająca Twoja postacie)

    OdpowiedzUsuń
  59. Spojrzał na Lucyfera, całkowicie ignorując to co się działo przed nim na drodze. zignorował nawet kilka uderzeń w karoserię. Mozliwe że w coś wjechał...
    - Nie bądź durny. - fuknął. - No nie da się ze wszystkimi na raz... Przecież oni są gdzieś indziej.
    Jego rozumowanie było na tyle pokrętne, ze sam nigdy nie zastanawiał się nad filizofią własnego istnienia. Gdyby był trzeźwy zapewne powiedziałby cos sensownego i prawdziwego. A teraz, nie musiał się wysilać na coś zrozumiałeg.
    - Chociąz w sumie... Oni już są we mnie. - zarechotał.
    Gdy Lucek gadał przez telefon, znów spojrzał na drogę. Thomas się ukatywnił, rzucając mu irytujące komendy, więc pozowlił tej duszy zawładnąć na chwilę swoim ciałem. Złapał pewniej kierownicę, zmienił bieg i jechał w końcu prosto, patrząc na świat przez oczy demona. Lex w tym czasie chichotał sobie wewnątrz siebie.
    Thomas spojrzał we wsteczne lusterko.
    - Cudownie. Jeszcze mi tego brakowało. - mruknął wojskowy. Zredukował bieg i skręcił nagle kierownicą, wjeżdzając w jakąś wąską uliczkę.
    - Czego się szczerzysz diable? - warknął Thomas, zerkając na Lucyfera. - To nie jest śmieszne! Ten oszołom może nas wszystkich zabić!
    Nagle odwrócił się w kierunku Lucyfera, wcisnął hamulec i z całej siły uderzył diabła pięścią w twarz. Gdy samochód się tylko zatrzymał, wyskoczył z niego i zaczął biec w stronę swojego domu, miejsca w kórym mieszkał zanim pojawił się Alexander Heller i pochłonął jego duszę. Teraz musiał wykorzystać tę szansę, bo demon mógł w każdej chwili odepchnąć go i znów przejąć władzę nad swoim ciałem.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  60. Te dziwaki miały niezwykłe zdolności. I przerażało Thomasa najbardziej. W jego do bólu realnym świecie, pełnym ćwiczeń, dyscypliny, moro i wszelkiej maści wojskowych zadań, nie było miejsca na fantazje.
    Szamotał się chwile, leżąc pod tym całym Lucyferem. Uspokoił sę gdy pojawiła się kobieta. Chciał do niej przyczeć by mu pomogła, ale usta nie chciały sie otworzyć. Widocznie Lex zaczynał powoli przejmować kontrolę. A na to nie mógł pozwolić. Spiął się, przypominając sobie wszystkie szkolenia na których był. Rozluźnił się a potem spiął nagle mięśnie, i zrzucił z siebie oprawcę.
    - Jesteście wszyscy pojebani! - wrzasnął. - Nie dotykaj mnie pierdolony zboczeńcu!
    Cofał się, aż w końcu odwrócił sie i znów ruszył biegiem. Chciał uciec od tego diabła. Jednak podejrzewał, ze mu się to nie uda.
    Skręcił nagle w bok, biegnąc w kierunku mostu. Tutaj będzie miał szanse znalezienia jakiejś pomocy. Czesto przychodzili tu jego koledzy z oddziału. Miał pecha, bo nie było nikogo. Znalazł jedynie jakiś kawałek metalowej rurki.
    Podniósł go i trzymając oburącz czekał na Lucyfera. Może chociaż uda mu się go zranić...

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  61. - Odwal się ode mnie. Idź sobie poszukaj kogoś innego do zabawy. - warknął, wciąż ściskając w dłoni swoją prowizoryczną broń. - Pieprzone potwory... Dotknij mnie tylko a się zabije. Nie żartuje! Jestem żołnierzem! Potrafię zabijać innych i siebie też!
    Obserwował wyczyny mężczyzny, wciąż nie mogąc uwierzyć w to co się dzieje. Takie rzeczy zdarzały się w filmach albo książkach.
    - Myślisz, ze to że ten... diabeł mnie porwał, to mu ujdzie bez zemsty?! O nie! Poderżnę mu gardło i pozwolę ci na to patrzeć!
    Zmusił się do tego by się nie cofnąć. Napawało go obrzydzeniem to, że ten mężczyzna tutaj i ten który go porwał, mogli uprawiać wspólnie seks. Przecież to było obrzydliwe! Nie dość że obaj byli mężczyznami to jeszcze... jak się okazało, byli najbliższą rodziną.
    - Idź odwalać te swoje zboczeństwa gdzieś indziej!

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  62. - Mam żonę i córkę. I chce do nich wrócić...
    Rozglądał się dyskretnie, oceniając swoją sytuację. Poza tą rurką nie miał przy sobie czego, czym mógłby zrobić sobie krzywdę. Chociaż policjanci zwykle mają przy sobie broń... albo chociaż nóż?
    W jednej ręce wciąż trzymał rurkę a drugą zaczął się obmacywać, szukając czegoś przydatnego. Kajdanki, notes, paralizator... i nic poza tym.
    Chociaż paralizator był. Wyciągnął go i na chwilę spuścił spojrzenie z diabła. Nie wiedział jak to sie włacza. Pamiętał tylko, że trzeba coś wcisnąć by zaczął się ładować. Wcisnął jakiś guzik a paralizator zaczął burczeć cicho.
    - Jestem piątym pokoleniem żołnierzy w rodzinie. - odparł, chociaż właściwie nie wiedział dlaczego rozmawia z tym stworzeniem. - Potraktuję cię prądem jak pójdziesz za mną. - ostrzegł, cofając się powoli. Teraz uzbrojony w rurkę i paralizator czuł się pewniej.
    - Jesteście obrzydliwi... - mruknął jeszcze, nim znalazł się na tyle daleko by mógł się odwrócić i puścić sie znów biegiem w stronę domu.
    Na szczęście mieszkał niedaleko. Pewnie Rachel wezwała policje i zgłosiła zaginięcie. Pewnie się martwi...

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  63. Zwolnił gdy uznał, ze jest wystarczająco daleko. Diabła nigdzie nie było widać. Może rzeczywiście odpuścił? Szedł teraz szybkim krokiem w kierunku piątej alei, którą zawsze sobie skracał drogę do domu. Zatrzymał się przy jadnym z biurowców, gdy dostrzegł coś niespodziewanego.
    Mężczyzna, którego odbicie w szybie widział był mu obcy. Zmarszczył brwi. Dotknął swojej twarzy, a człowiek w odbiciu zrobił to samo. Ale to przecież niemożliwe! To nie jeog twarz... To pewnie jakieś diabelskie sztuczki.
    ~ To nie sztuczki.
    Usłyszał nagle dłos wewnątrz siebie. On sam nie poruszał ustami ale odbicie w szybie, jak najbardziej.
    ~ Wiesz dobrze, że to nie jest twoje życie. Umarłeś
    - Nie! Ty mnie zamordowałeś!
    Odbicie w szybie wywróciło oczami. Miał rację, tylko co z tego?
    ~ To nie ma znaczenia. Ty umarłeś. Twoja żona pochowała twoje ciało. Jeśli tam pójdziesz, zranisz ją. Bardzo, bardzo mocno.
    - Ah, pierdol się.
    Odwrócił spojrzenie i ruszył znów przed siebie. Widział kontem oka odbicie swojego zabójcy, który wciąż m towarzyszył.

    Zbliżył się do budynku. Zawahał się przed zapukaniem do drzwi. A może ten demon miał racje? Jednak nie dowie się tego, jeśli nie sprawdzi.
    Zapukał do drzwi. Po kilku chwilach otworzyła Rachel. Jego piękna, młoda żona, wyżyłowana na siłowni tak jak on. Na jej ciele nie było ani grama tłuszczu. Wszysctko było zbitą masą twardych mięśni.
    - Dzień dobry. - wykrztusił, nie wiedziąc właściwie jak zacząć. - To ci się na pewno wyda dziwne... Ale to ja, Thomas. Możesz zadać mi każde pytanie. Znam wszystkie nasze sekrety, wszystko co mi kiedykowliek powiedziałaś...

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  64. wpuściła go do domu. Osiadł w swoim ulubionym fotelu i spojrzał na żonę. Kobieta napisała komuś sms a potem usiadła na kanapie i zaczęła zadawać pytania. A on odpowiadał...

    Płakała. I nie czuł się z tym dobrze. Zadał jej okropny ból. Chyba uwierzyła, ze ma przed sobą demna, kóry pochłonął duszę jej ukochanego męża. Potem ktoś zapukał i wszedł do środka. Znów ten diabeł...
    Podniósł się powoli ze swojego miejsca.
    - Ona wie. Wierzy mi.
    Spojrzał na kobietę. Wydawała się przerażona. Jego żona taka nie była! Była twarda i silna. A teraz... była taka delikatna. Pokręcił głową.
    - Chciałem się tylko pożegnać...Nie zdążyłem tego zrobić nim ten demon mnie znalazł i odebrał mi duszę... I wszystko co kochałem. Żegnaj Rachel...
    Pogładził ją wierzchem dłoni po policzku, jak zwykł to czynić. Odepchnął diabła na bok i wyszedł z domu. Słyszał jak kobieta zaczyna płakać. Ale co mógł poradzić? Było już za późno...
    Odwrócił się w kierunku Lucyfera.
    - Co? Pewnie chcesz się jeszcze zabawic. - prychnął. - Jesteś psychiczny... całkowicie nienormalny.
    Usiadł na chodniku i cofnął się do strefy cienia, gdzie zwykłe rzeczy nie działy się zbyt często.

    Lex otworzył oczy. Pomasował skroni i wstał. Alkohol zdążył już z niego ulecieć. Pozostała tylko suchość w ustach i lekki mętlik po narkotykach. Podniósł spojrzenie na Lucka.
    - Zabawiasz się w lakarza czy co? - spytał rozbawiony. Wstał nieco chwiejnie.
    Chyba lepiej było nie pić przez jakiś czas...

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  65. [Komu jak komu, ale Lucyferowi nie odmówimy wątka! ;p Nie mniej ostrzegam, że Śmierć może być raczej uprzedzony do diabła xD]

    Seth

    OdpowiedzUsuń
  66. [Uprzedzony... bo to Śmierć, więc nie musi być logiczny, ale kręcić nosem na niektóre osoby będzie xD Nie mniej może jednak się dogadają przy butelce (lub kilku) alkoholu ;p
    Właśnie średnio mam pomysł, a nie chcę by wyszło to coś słabego :c]

    OdpowiedzUsuń
  67. [Jak witasz piekielnie ciepło, to tak rozumiem bezpośrednio od Lucyfera ten kanał komunikacyjny idzie, co? Dzięki wielkie za życzenia i mam nadzieję, że Tobie też nie zabraknie pokładów weny. A jak ogarnę na ile wątków mogę sobie pozwolić to może nawet zgłoszę się do Ciebie. Tak więc do ewentualnego napisania. :)]

    Bigby Wolf

    OdpowiedzUsuń
  68. - Nie wiem czy chce by mi ktoś to tłumaczył. Jeszcze nigdy nie czułem... takiego żalu. I to chyba moje własne uczucia. Oni milczą, a mnie się to nie podoba.
    Przez wieki pracy i użerania się z umarłymi, porwała go fala pewnej znieczulicy. Nie obchodziło go kogo pożera, byleby tylko mieć z tego korzyści. A teraz, żałował że zabił tego mężczyznę. Jednak nie mógł zrobić niczego. Mógł go tylko odesłać w zaświaty albo zostawić i karać samego siebie, czując jego ból. Obie opcje były złe. Lex był zbyt samolubny by pozowlić Thomasowi zostać, ale z drugiej strony... Wszystko wydawało się takie inne. Wszystko to było tylko iluminacją i fatamorganą.
    Plątały mu się trochę nogi, ale próbował nadążyć za diabłem, który ponć był jego ojcem. To też było niezwykle. Takich jak Lex, nie było wielu na świecie. Oprócz niego była jeszcze jego siostra bliźniaczka i kilku innych, których poznał dawno temu.
    Stał chwilę w bazruchu opierając się rękami o samochód.
    - Wolisz bym ci obrzygał tapicerkę? - odparł, zerkając na Lucka. Po kilku głębszych oddechach, zawroty głowy i mdłości ustały. Usadził się na miejscu pasażera i z przyzwyczajenia zapiął pasy.
    - To był bardzo głupi pomysł - mruknął bardziej do siebie niż do swojego towarzysza. - Odwieź mnie do domu... Proszę.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  69. - Całe szczęście, ze ty jesteś tak doskonale idealny. - uśmiechnął się, przymykając powieki. Rzadko odczuwał jakieś bardziej złożone emocje związane z jakimiś ludzkimi istotami. Nie przepadał za ludźmi. Jednak przez wieki obcowania z nimi nauczył się ich dostrzegać i w pewien sposób tolerować.
    Jak zwykle, otworzył mentalne drzwi w swoim umyśle i wszedł do sieni. Z korytarza odchodziły liczne drzwi. Część zamknięta na głucho, część otwarta na oścież. Jednak jego interesowały trzy pary drzwi, umieszczonych mniej więcej w połowie korytarza. Te drzwi były uchylone. Otworzył pierwsze z nich. Alice, naga, leżała na dużym drewnianym stole i polewała się bitą śmietaną i rozpuszczoną czekoladą. Ją zostawi. Jeszcze musi go nauczyć pieczenia szarlotki. Za drugimi dzrzwiami był ciemny surowy pokój, w którym siedział Matt. Jego też już nie potrzebował. Złapał go za ramię i wyciągnął z pokoju na korytarz. Z ciemnej oddali, dobiegły wycia i powarkiwania psów. Po chwili wybiegły trzy wściekłe bestie. Piana sączyła im się z pysków a czerwone oczy były groźne i wywoływały tylko strach. Jeden z piekielnych ogarów porwał Matta i zaciągnął go w ciemność. Mężczyzna próbował się rzucać i wyrywać, ale piekielnym psom nikt nie mógł uciec. Alex przeszedł do kolejnych drzwi. Psy skamlały u jego stóp, czekając na kolejny łów. Thomas stał na środku pokoju i czekał aż przyjdą i po niego. Wyszedł sam. A potem bez słowa pozwolił by psy wbiły kły w jego łyski i zaciągnęły go w ciemność, prosto do piekła.
    Przechodząc z powrotem, sprzwdził czy na pewno wszystkie drzwi które miały pozostać zamknięte istotnie zamknięte są. Trzymał tam wspomnienia i inne rzeczy, które nigdy nie powinny ujrzeć przebłysku świadomości. Zatrzymał się przy jednych z drzwi na dłużej. Miał niejasne wrażenie, że te również powinny być szczelnie zamknięte.
    Gdy wrócił ze swojej mentalnej wycieczki, minęły ledwie trzy sekundy. W umyśle, czas płynął zupełnie inaczej.
    - Po cóż mi większe mieszkanie? Mieszkam sam. I nie zapowiada się by miało się to zmienić.
    Demon wyciągnął z lodówki ciasto, kóre upiekł wraz z Alice ledwie wczoraj.
    - Zostań jak chcesz. Ciasta? Alice zna się na rzeczy. I dalej ma na ciebie ochotę.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  70. [Gratuluję zajęcia tego honorowego pierwszego miejsca! W nagrodę wręczamy Ci z Amarą mnóstwo wódki zrobionej z łez jednorożców! Podobno wysokoprocentowa ;)
    No i Lucek jest mile widziany na każdej imprezie, tylko niech pamięta o tym alkoholu :D]

    Twój koniorożec

    OdpowiedzUsuń
  71. [Dzień dobry!
    Filmik dość dobrze oddawał sytuację Księcia i Kopciuszka (tak, mnie też zawsze dziwiło, że to męskoosobowy), także bardzo dziękuję za podrzucenie linku!
    Kanoniczna Kopciuszek była twarda i jakoś spodobała mi się w tej wersji, więc nie chciałam jej tego pozbawiać. A z wątkiem jak najbardziej możemy kombinować. Ja, ponieważ zawsze mam problemy decyzyjne, gdy mam wybrać między kilkoma postaciami, piszę tutaj, bo mam małe pytanko: na czym polegałaby rola poszukiwanej pani (bądź pana), oprócz pilnowania, by wódka była schłodzona? Bo ogłoszenie brzmi dość interesująco, a Cindy zdecydowanie nie należy do tchórzy. ;)]

    Cindy

    OdpowiedzUsuń
  72. - Nie obchodzą mnie inni. Mam gdzieś to co o mnie myślą. Żyję tak jak mi się podoba i gdzie mi się podoba.
    Pstryknął właczynik ekspresu do kawy. Miał dziwną ochotę na ten ciemny aromatyczny płyn. Podstawił pod dyszę niedużą filiżankę do espresso.
    - Gdzie tam - prychnął. - Nie mam najmniejszej ochoty tam iść. Nie będę się zajmował gówniarzerią. Nawet nie będę się matce usprawiedliwiał. Nigdy dobrą matką nie była i nie jestem jej niczego winien.
    Opróżnił filiżaneczkę dwoma łykami. Gorzkawa kawa o przyjemnym posmaku kakao spłynęła po języku w prost do żołądka. Wbił widelczyk w ciasto i przeniósł się na kanapę. Czuł jak wszystkie emocje, które pobudził Thomas ulatują i znów wypełnia go pustka. Jakiś czas temu próbował ją zapełnić jednak uznał, ze to nie ma większego sensu.
    Przesunął spojrzeniem po sylwetce mężczyny, który podobno był jego ojcem. Cóz... nic nadzwyczajnego. Jego matka nie miała gustu, ale zawsze pociągała ją władza. Lexa najbardziej przekonywała nuda. Zwykle nie czuł pożądania. To dusze w nim namawiały go do pewnych rzeczy.
    - No to mów. Jaką misją dla mnie masz? Włamanie? Kradzież? Zabójstwo?


    [ Co powiesz na to by połączyć pierwszy i ostatni pomysł? :D ]

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  73. - Da się zrobić. - odpadł, pochłaniając cały kawałek ciasta. Jego demoniczne ciało było niezwykłe. Nie tył w ogóle. Dlatego jego głównym pożywieniem były słodycze, ciasta i pieczone mięso. Czasem kusił się na owoce albo warzywa jeśli były podane razem z mięsem.
    - Przez te lata nagromadziło się trochę tego wszystkiego. Każda dusza zostawia pewną cząstkę w moim umyśle. Na początku nie było problemów ale teraz tych cząstek jest tysiące. To męczące bo sam nie mogę się ich pozbyć. Ale nie buntują się zbytnio gdy je przycisnę. A właśnie to robię bo jestem prawie pusty. Alice ze mną dobrze i nie robi mi problemów.
    Wrzucił talerz do zlewu. Nalał do szklanek dwie porcje whisky. Jedną podał Luckowi i usiadl obok niego na kanapie.
    - Dusze i wyciąganie z nich informacji to moja specjalność. Opowiedz z czym będę miał doczynienia i czy masz jakieś informacje, które pozwolą mi zidentyfikować cel. Najlepiej zdjęcie bo imię i nazwisko może nie wystarczyć.
    Opróżnił szklaneczkę na dwa łyki.
    - Zostajesz na noc? Mogę ci pościelić w drugim pokoju. - wskazał na drzwi, za którymi mieściła się jego biblioteka i jednocześnie gabinet, w którym zwykł pracować. Nie często się zdarzało, że miał pełne informacje o swoim celu, a tam mógł się skupić i szukać.
    - Kojarzę Ivana. Chyba... - zmarszczył brwi. Wolał nie kończyć tego zdania, by nie wyjść na kogoś totalnie puszczalskiego. Ale co tam...

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  74. - Trudno powiedzieć. Tak na prawdę nie mam nikogo, kogo mógłbym o to zapytać. Pożeracze dusz szybko kończą swoją karierę. - wzruszył ramionami.
    Przyjrzał się obliczu swojego celu. Podejrzewał, że to nie będzie proste. Chłystek miał twarz prawdziwej mendy i małego cwaniaczka. Trzeba będzie się postarać. Versper, jako kobieta zawsze miała nad nim przewagę, jeśli chodziło o męskie dusze. Kto o zdrowych zmysłach nie chciałby buziaka od ślicznej młodej dziewczyny?
    - W prostych slowach was wychujał? Jak mi przykro. - sarknął. - Słuchaj, to też tak nie działa. Jak go znajdę i zjem, to będę miał dostęp do wszystkich jego wspomnień i myśli, nawet tych które będzie ciągle produkował. Ciało to najmniejszy problem... Jeśli przybiorę jego postać mogę mu wmówić, że nic się nie stało i że wciąż zyje. Będzie bardziej spontaniczny.
    Odstawił pustą szklankę na stół i przyglądał się jej chwilę. Nie czuł się zmęczony, ale miał wrażenie że przyda mu się sen.
    - Dla mnie takie akcje to codzinność. Zajmuje się przypadkami beznadziejnymi...
    Zerknął na zdjęcie Ivana z żoną. On - masakra, zakazana morda, tak jak go zapamiętał, ona - fajniutka, ale jakoś nie miał z nią jeszcze przyjemności.
    - Wpadnij później. Uzgodnimy zapłatę. Nie będę się męczył za darmo. - wyszczerzył się do diabła nim ten opuścił jego mieszkanie.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  75. [O matko, a skąd on te dziewice brał, z przedszkola? Czy prosto z porodówki? :D
    To skoro tak już Lucjan się wychylił, to biorę go! :D]

    Medea

    OdpowiedzUsuń
  76. - Nie przesadzaj. Przynajmniej się nie ponudziłeś. A ja się dowiedziałem, że przez te wszystkie lata miałem racje... To właściwie dobrze. - zachichotał, kręcąc głową. - Jasne, ty i twoje nieziemsko skomplikowane życie. Ty to akurat masz zawsze wszystko co chcesz i to na skinienie palca. A ruchanie się z innymi, to nie praca anie obowiązek.
    Obserwował go gdy wychodził. Zdziwił się, że nie zapytał nawet co chce jako wynagrodzenie. Przecież... Są rzeczy dużo cenniejsze od pieniędzy. Uniósł kąciki ust w grymasie, który miał być uśmiechem. Chociaż w sumie, to chyba dobrze. Właściwie Lucyfer zgodził się przyjąć jego warunki nim zdążył je przedstawiać.

    Podniósł się z kanapy. Poszedł do sypialni. Otworzył jedną z szafek. Pokój zalało mętne ciemnoczerwone światło. Trzy kule, wytwarzające własne światło, umieszczone w szklanych kieliszkach od wina. Przyglądał się im dłuższą chwilę, co czynił każdego wieczora.
    - Już niedługo... - mruknął do siebie i zamknął drzwi szafy. Zabawa zacznie się później.

    Lex

    [ Od razu tu napisze XD W wątkach z Cillianem kto zaczyna? ]

    OdpowiedzUsuń
  77. Następny dzień przypominał każdy inny, chociaż w swoich szczegółach był całkowicie wyjątkowy. Zrobił naleśniki z serem i jak raziła Alice, dorzucił do sera trochę brzoskwiń z puszki. Istotnie bardzo zacny posiłek. Przysiadł do komputera i zaczął przegądać wiadomości. Wiadomość od brata ze zdjęciami z przyjęcia zostały przez niego właściwie pominięte. Nigdy nie był blisko ze swoją rodziną. A ojciec, o ile rzeczywiście był nim Lucyfer, był bardziej jego kolegom niż rodzicielem.
    Wzruszył ramionami i zaczął szukać czegoś o jego najnowszym zleceniu. Miał zdjęcie chłopaczka, czyli większa część roboty była już odznaczona jako zrobiona.
    Założył czarny garnitur i białą koszulę. Chyba w takim stroju najmniej rzucał się w oczy. Jeśli Lucek będzie chciał i tak go znajdzie. Obecnie wolał się przejść i jeśli się uda, poobserwować swój nowy cel.
    Usiadł przy wolnym stoliku przy jednej z obecne najmodniejszych restauracyjek w mieście. Młody mężczyzna siedział ledwie trzy stoliki dalej i z zamyśleniem wpatrywał się w kartę win. Lex natomiast od razu wiedział które z win chce zamówić. Podnosił od czasu do czasu spojrzenie znad czytanej książki, między popijaniem wina a jedzeniem wielkiej porcji lodów z owocami. Wiedział, ze książka którą czytał została niedawno nabyta również przez jego ofiarę. Przynajmniej to wynikało z jego obserwacji. Kilka razy dostrzegł spojrzenie jego nowej ofiary. Jednak nie odwzajemniał jego spojrzeń. Wydawał się go ignorować, ale to wszystko było jedną wielką grą. Musiał poznać trochę jego charakter by mniej więcej mógł przewidzieć jago kolejne kroki.
    Jednak teraz wystarczyło tylko poczekać na telefon od Lucka, kiedy będzie mógł zacząć to przedstawienie.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  78. [Kłaniam się, dzięki dzięki :D Lucuś najbardziej mnie urzekł z twoich postaci, mogli by się poznać w Fable, tylko narazie mi nie przychodzi nic mądrego do głowy :D]


    Jaga

    OdpowiedzUsuń
  79. [Na taką popijawę z diabłem to i sama bym poszła :D Zgadzam się, ktoś ją musi trochę rozruszać, bo jest jeszcze z lekka naburmuszona, że musi siedzieć w wielkim mieście, trochę rozrywki jej się przyda.
    Wyobraziłam sobie taką scenę i śmiechłam srogo, nie powiem xD Jeszcze niech zapyta czy te marihunaneny ma na sprzedaż to leżę i nie wstaję :D]


    Jagusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [W sumie to można obie te sytuacje połączyć, może Lucek wpaść do zielarni pod koniec jej pracy i potem wyciągnąć ją gdzieś, gdzie tam się szwenda po nocy (załóżmy, że inwentaryzację będzie robiła do późna)]

      Usuń
  80. [Więcej postaci to nie mogłeś sobie zrobić? XDD Wybierz, któregoś ze swoich panów i coś wymyślimy bo ja za chiny ludowe sie nie zdecyduje :D]

    Damien

    OdpowiedzUsuń
  81. [Jak chcesz zacząć to droga wolna, przynajmniej się nie skompromituję w razie czego xD Długość, no kurczę, jak wyjdzie tak wyjdzie, nie oczekuję koniecznie referatu, bo wiem że sama rzadko mam na tyle weny, żeby rypnąć długi odpis (przy okazji, z góry sory jak nie zaspokoję oczekiwań w długości odpisów, staram się xd)
    A przyjdzie ze szczotą w czerwonej kokardzie? Jak tak to może podpuszczać :D
    Ambitnie, nam to wyjdzie, nie powiem, ale niech się dzieje wola nieb... piekła! :D]


    Jadźka

    OdpowiedzUsuń
  82. Odebrał telefon, dopiero po krótkiej chwili, jakby się wahał.
    - Dobrze. - odparł. - Będę za godzinę.
    Wsunął telefon z powrotem do kieszeni. Zerknął ukradkiem raz jeszcze na swój cel. Młodziak z zainteresowaniem przyglądał się czemuś na swoim talerzu. Czas wykorzystać swoje demoniczne zdolności.

    Dusza była wyrywna i silna, jednak poradził sobie z nią bez większych problemów. Alice była zachwycona towarzystwem. Jechał swoim ukochanym autem przez miasto. Mniej więcej pamiętam gdzie Lucjan mieszka. Kupił wódkę. Jedna wystarczy, zwłaszcza że on ogranicza picie. Zaparkował i ruszył w stronę mieszkania diabła. Przeglądał wspomnienia jego ofiary. Gdy opuszczał restaurację, ktoś z obsługi już wzywał pogotowie do gościa, który dostał niespodziewanego zawału serca.
    Zmarszczył brwi. Wspomnienia tego czlowieka były w części zatarte i zniekształcone. Przyczyny tego mogły być trzy. I żadna z opcji nie była dobra.
    Zapukał do drzwi, a gdy nie było odpowiedzi uderzył w nie dwa razy pięścią. dopiero to poskutkowało.
    - Mamy problem, Lucy. Temu twojemu koledze już ktoś chyba w głowie grzebał.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  83. Wszedł do środka, rozglądając się bez większego zainteresowania.
    - nie masz żadnego mojego zdjęcia? Co z ciebie za ojciec... - powiedział, wcale nie siląc się na szept. - Już sobie macałem raz ten twój tyłek. Szału nie ma... - wzruszył ramionami. Usiadł na kanapie, sprawdzając najpierw czy przypadkiem się podejrzanie nie klei. Ale była czysta.
    Założył nogę na nogę. Korzystając z okazji ostentacyjne otaksował sylwetkę swojego towarzysza.
    - Za dużo pijesz. Nie wiesz że od nadmiaru alkoholu, jaja sie kurczą i nie wytwarzają wystarczającej ilości plemników? - pokręcił głową. Zastanowił się chwilę nad odpowiedzią.
    - Nie psycholog ani psychiatra... Chociaż znam jednego całkiem ciekawego. Nawet ostatnio u niego byłem... Mogę go poprosić o opinię, ale potrzebujemy najpierw faktów. Ten ktoś oglądał wspomnienia od środka, nie wyrządzając żadnych szkód fizycznych ani psychicznych. Nie ma śladów strachu, nienawiści czy innych emocji, które zwykle wywołuje nadejście demona. Jest natomiast coś ciekawego co nawet mnie stawia namiot gdy otwieram tę myśl. Ale nasz intruz był na tyle niechlujny, że pozacierał przeglądane wspomnienia. Albo zrobił to specjalnie... Nie ma w jego wspomnieniach nic nadzwyczajnego. Bywał w klubach, tańczył, pił i bzykał się po kiblach. Ostatni był jakiś chłopaczek, który zrobił mu nieziemską laskę w kiblu w "Markizie". Chcesz popatrzeć?

    Lex

    [ Lucek dobrze kmini XD
    Mam jeszcze tajną sprawę... Masz jakieś plotki ploteczki o zacnych naszych mieszkańcach Fabletown? Wiem że masz XD
    bufkinfabletown@gmail.com tu poproszę XD Ja też mam kilka zacnych]

    OdpowiedzUsuń
  84. - Czy ty wiesz, ze nie jesteś normalny? - spytał retorycznie. Lucyfer musiał to wiedzieć. Z resztą dodawało mu to pewnej atrakcyjności. Może dlatego właśnie dał się uwieść... Ale chociaż spędził cudowną noc, chociaż włąściwie powinien powiedzieć kilka nocy. Gdyż było to jeszcze w czasach, gdy Lucyfer bywał bardziej poważny i nie wychodzili właściwie z łóżka albo z basenu w łaźni.
    - Nie przesadzaj. Poza tym, jakoś trudno mi wciąż uwierzyć w to że jesteś moim ojcem. Nie czuje do siebie tego szacunku, którym powinienem obdarzać rodziciela.
    Zapadła chwila niezręcznej ciszy. Lex wzruszył lekko ramionami.
    - Zdarzyło mi się zjeść duszę kogoś po opętaniu. Ze dwóch księży, po krótkim opętaniu ledwo kilkudniowym i za trzy albo cztery kobiety, po długotrwałym w tym jedną przez Bala. Wyższe demony rzadko zostawiają ludzi przy życiu, więc nikogo takiego nie miałem... Co prawda przypomina ta sprawa nieco duszę człowieka opetanego, ale problem polega na tym, że on do niczego nie był zmuszany. Wszystko to co robił, robił z własnej woli a ten ktoś tylko obserwował na bieżąco albo włamał się do wspomnień już po czasie. Ale... Widziałem Ivana i jego żonę w tych wspomnieniach. Widziałem ciebie, chociaż niewyraźnie. Jeśli chcesz, wpuszczę cie do siebie i przejrzymy je razem.

    Lex

    [ I tak się przyda XD Dzięki :D ]

    OdpowiedzUsuń
  85. [Jest kokarda <3]


    Dzień zdecydowanie zaliczał się do ciężkich, a przynajmniej ciężkich psychicznie, użeranie się z tyloma klientami i nie pozamienianie ich wszystkich w paskudne ropuchy było ekstremalnie ciężkie w przypadku Jagi, no niestety, świat się zmienia, a przyzwyczajenia zostają. Na domiar złego czekała ją dzisiaj przeklęta inwentaryzacja, z którą zwlekała już chyba od ponad tygodnia. Taka papierkowa robota była w jej mniemaniu okropnie męcząca, po stokroć wolałaby przejść wzdłuż i wszerz wszystkie nowojorskie parki, niż babrać się w papierach. O nie, wszystkie te sklepowe sprawy niesamowicie ją drażniły, jednak nie mogła sobie pozwolić na siedzenie w domu, z czegoś trzeba było żyć, a w tych czasach najważniejsze były pieniądze. No i w Fabletown nie mogła bezkarnie okradać ludzi, czy też żądać ofiar w zamian za uwolnienie i zostawienie w spokoju. I tak wybrała możliwie najprzyjemniejszą formę pracy w tym mieście, może pomijając wszystkie te procedury jakie musiała przejść zakładając własną firmę, na szczęście jednorazowo i na szczęście jeden z robotników malujących jej sklep nie zgłosił się nigdzie z tym, że spuściła mu na ten pusty łeb wiadro z farbą, kiedy porysował jej kafelki. Praca w tym sklepie wiązała się niestety z kontaktem z różnymi ludźmi i przede wszystkim masą rozliczeń, faktur, umów i innych takich wymysłów nowoczesności. Chyba musi zacząć rozglądać się za jakimś pracownikiem, choć wiadomo, z tym też same kłopoty... Ale tak to nie musiałaby siedzieć po nocy i liczyć szamponów, tak jak teraz. Z zamyślenia nad kolejną buteleczką wyrwał ją dźwięk cichego dzwoneczka oznaczającego otwarcie drzwi wejściowych. Kurwa, zapomniała je zamknąć. Było już bardzo późno, więc nie spodziewała się żadnych klientów o tej porze, ale kiedy usłyszała głos intruza od razu wszystko się wyjaśniło. Nie podniosła się jeszcze z kolan zza lady, więc po chwili Lucyfer stał już nad nią. Impreza? Jej dusza już się zaśmiała. A kiedy usłyszała drugą sprawę z jaką do niej przyszedł, oderwała wzrok od etykiety i spojrzała w twarz sprawiającego wrażenie wiecznie dumnego z siebie diabła. Wwiercała się w niego beznamiętnym wzrokiem usiłując zrozumieć, czy on sobie żarty robi, czy poważnie mówi. Zmrużyła oczy, to było na serio.
    - Przepraszam, co sprzedaję? - odpowiedziała unosząc brwi. Na bogów, ten facet jest po prostu niemożliwy...


    [czy Lucek właśnie pojechał jej, że jest brzydka? xD]


    Jagusia

    OdpowiedzUsuń
  86. - A po co mi twoje pieniądze? - spytał z prychnięciem. - Jestem dorosły... nawet piekielne prawo mówi, ze po osiągnięciu pełnoletności alimentów się nie płaci. Trochę za późno na t wszystko.
    Pokręcił głową. Chociaż... mógłby mu wmówić jakieś głupoty. Na przykład, ze żeby wejść do jego głowy musiałby włożyć różowe tutu i udawać kaczkę przez kilka minut. Chociaż pewnie ten wariat jeszcze by się z tego cieszył...
    Westchnął głęboko. Zanim Lucyfer zdążył wpaść w swój dziwny słowotok, przysunął się i przycisnął mocno swoje wargo do jego. W świecie realnym ten pocałunek trwał ledwie kilka sekund. Natomiast w jego głowie Lexa czas płynął zupełnie inaczej.

    Stanął obok Lucyfera w ciemności.
    - Nie marudź. - mruknął. W ciemności nagle pojawił się długi korytarz z rzędami drzwi po obu stronach. Końca i początku korytarza nie było widać.
    - No chodź...
    Minęli kilka zamkniętych i otwartych drzwi. Na kilku była tabliczka z napisem "Nie otwierać". Spod niektórych wydobywała się dziwna mgła. Do innych ktoś dobijał się od wewnątrz, ale nie był w stanie się wydostać.
    Lex zajrzał do Alice, ale ona akurat byłazajęta kopulowaniem z trzema wielkimi murzynami z monstualnymi penisami. Cóż... każdy ma swój własny mały raj.
    Podeszli do kolejnych drzwi. Wewnątrz był nieduży obskurny pokój w tanim motelu. Na łóżku leżał interesujący ich pacjent. Obaj weszli do środka.
    - Chodź bliżej. Z odległości niewiele zobaczysz.
    Usiadł na skraju łóżka a gdy Lucyfer do niego dołączył, wsunął dłoń w ciało mężczyzny. Obaj wkroczyli do wspomnień duszy.
    Ta cześć dotycząca dzieciństwa i mlodości ich nie interesowała. Wpsomnienia wyglądały jak klisze na starej taśmie filmowej. Przesuwały się przed ich oczami. Lex zatrzymał w pewnym momencie i odtworzył wspomnienie.
    Toby Adams szykował się na spotkaie. Był denerwowany ale bardzo chciał by nie było tego po nim widać. Sprawdził, czy wszystko zabrał i wyszedł ze swojego mieszkania. Spotkał się z Ivanem... A potem całe wspomnienie było zatarte, jak szaro biała plama aż do momentu, kiedy Toby wrócił do swojego mieszkania. Następnego wieczora mężczyzna poszedł do klubu. Umówił się tam z kimś. Jednak to wspomnienie też było zatarte. Stawało się wyraźne dopiero po kilku godzinach, gdy jakaś napita dziewczyna obciągała mu w klubowym kiblu.
    - Mniej więcej tak wygląda reszta wspomnień. Możliwe że nie uda mi się to nich w ogóle dotrzeć, jesli ktoś usunął je skutecznie z jego pamięci. Ale musze wiedzieć też czego szukać...

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  87. Słuchała uważnie z otwartą buzią, jak nucił jakąś piosenkę. Czy on już do reszty odurniał? Zapisała sobie w myślach, żeby następnym razem wymieszać jego porcję z jakimś szpinakiem czy coś, bo może jednak mu jeszcze bardziej zaszkodzi.
    - Mam łośku, ale nie wiem czy powinnam ci cokolwiek sprzedawać, bo chyba powoli mózg ci się przepala. Albo przepija. - odpowiedziała dając wyciągnąć się zza sklepowej lady i pokręciła głową. - Przyjdź jutro.
    Kazała mu jeszcze poczekać, żeby mogła pozamykać wszystko. Poszła na zaplecze po torbę i klucze od zielarni, odkładając po drodze segregator z dokumentami i notes, w którym przerwała zapiski. Wróciła, zgasiła światło i cały sklep pogrążyła ciemność, zmącona jedynie słabym światłem latarni.
    - Mam nadzieję, że diabły widzą w ciemności - rzuciła sarkastycznie i zatrzepotała kluczami - Wychodzimy!
    Impreza z panem piekieł... To musi się źle skończyć. Za każdym razem kiedy gdziekolwiek z nim szła, działo się coś czego nie przewidywała, a raz nawet... nie pamięta co się działo. Ale nie było sensu z nim dyskutować i tak by ją zaciągnął tam gdzie chciał, w to nie wątpiła, poza tym, ostatnio spodobało jej się nocne życie tego miasta, takie imprezy były namiastką rytuałów w jakich brała udział w dawnych latach, jeszcze przed chrystianizacją Europy. Och, to były czasy i to dopiero były imprezy... czy też orgie... kto by tam zgłębiał się w szczegóły ważne, że każdy żerca i każda szeptucha wracali do domu zdecydowanie spełnieni i zdecydowanie nietrzeźwi. Nic nie było już tego w stanie zastąpić, ale takie wyjścia w Fable były jedyną alternatywą.


    [uff... xD]

    Jadzia

    OdpowiedzUsuń
  88. Wzruszyła jedynie ramionami i zrobiła wielkie oczy jakby nie wiedziała o co chodzi. Po ambicji? Ambicję to on widać miał, ale żeby spić ją do nieprzytomności. O nie Lucuś, nie ze mną te numery [gdyby to był film, wrzuciłabym właśnie kadr rzygającej pod siebie Jagi xD]. Wyszła za nim przewracając oczami, całe szczęście nie widział tego, po czym w ręce Jagi została wciśnięta starodawna, drewniana miotła. Dokładnie taka na jakiej zwykła podróżować w czasach świetności. Z wielką, czerwoną kokardą. O Bogowie... Początkowo wytrzeszczyła oczy nie wierząc w to co widzi, a po chwili buchnęła śmiechem biorąc się pod boki. Dopiero widząc minę towarzysza, natychmiastowo spoważniała i zaczęła się tłumaczyć:
    - Ja się z ciebie nie naśmiewam. Poważnie. Doceniam to, jest bardzo ładna, ale co u licha mam z nią zrobić w Nowym Jorku? - przerwała na chwilę i dodała uśmiechając się słodziutko - Może wykorzystam ją zgodnie z przeznaczeniem, kiedy uda mi się zdobyć przepustkę.
    Zgodnie z przeznaczeniem, ha, gdyby zobaczyła to przeznaczenie jakaś gospodyni domowa, z pewnością popukałaby się w głowę. Albo uderzyłaby nią o futrynę uciekając przed wiedźmą...
    - Dziękuję Ci Lucyferze, Panie Piekieł za twój niezwykły podarunek - ukłoniła się z gracją, trzymając w jednej dłoni prezent, a w drugiej brzeg niewidzialnej sukni.
    Teraz albo się na nią wścieknie za robienie sobie jaj, albo uda. że się nie wścieka, albo... albo po prostu się nie wścieknie. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, odsłaniając już rząd białych ząbków.


    Jagusia

    OdpowiedzUsuń
  89. - Każdy dostaje pokój jaki sobie przypisał. Alice ma wieczną orgię a ten... Najwyraźniej w takim pokoju wydarzyło się coś dla niego ważnego. Może w takim go ojciec z matką zrobili - wzruszył ramionami. Przewinął wspomnienia w tył. Możliwe, że ich kolega był już wcześniej w tym klubie. Lex rzadko zwracał uwagę na wystrój klubów. Bardziej interesowały go istoty ludzkie, w nim się bawiące.
    Na szczęście Toby lubił odwiedzać kluby i w tym też już był kilkukrotnie. Znalezienie nazwy i adresu nie było trudne.
    - Przejże jego wspomnienia od najwcześniejszych wspomnień jakie ma. Spróbuje w międzyczasie rozszyfrować to co jest zamazane. A klub to "Sky City"...
    Przyjrzał się jednemu z zamazanych obrazów. Kształty budynków i ich ułożenie coś mu przypominały. Zniekształcone wspomnienia można było częściowo naprawić, gdy odzyskiwało się koncept i pewne punkty odniesienia.
    - Spróbuje coś z tymi wspomnieniami zrobić. Ale zajmie mi to jakiś czas... Skoro już przy tym jesteśmy, powiesz mi co ci ten chłopaczek zabrał? Komuś musi na tym bardzo zależeć...

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  90. [sorka, że tak długo, ale dopiero teraz ogarnęłam, że w końcu nie odpisałam xD]

    Pokręciła głową ze śmiechem, przekręcając klucz w drzwiach sklepu. Z planu Harry'ego Pottera? Gdzie takich diabłów sieją? Wiele demonów na swojej drodze spotkała, ale tak pociesznego jak Lucyfer - nigdy. Jak na władcę piekieł był wyjątkowo zabawną postacią, choć czasami Jaga zastanawiała się czy tylko zgrywa takiego, a kiedy nie będziesz się spodziewać pokaże rogi, czy rzeczywiście taki jest. Na jego ostatnie pytanie początkowo nie odpowiedziała, spojrzała jedynie wilkiem przekręcając kolejne zamki, a kiedy sklep był już w pełni zabezpieczony, odwróciła się w stronę ulicy. Głupie pytanie, czy tęskniła za starymi czasami. Zupełnie nie odpowiadała jej obecna rzeczywistość, choć po latach udało jej się nieco odnaleźć w Fabletown, to wciąż nie umiała pogodzić się z tym, że wszystko co najlepsze już dawno przeminęło.
    - A ty nie tęsknisz? - odpowiedziała pytaniem rozkładając ręce - Nic nie poradzimy, że zamknęli nas jak w jakieś klatce... A przynajmniej mnie zamknęli. - przez ułamek sekundy, a może trochę dłużej jej twarz wykrzywiła się w zbolałym grymasie, by po chwili rozpromienić się niemalże wesoło - To gdzie idziemy - dodała szybko, zmieniając temat.


    Jadzia

    OdpowiedzUsuń
  91. Szczęściarz, pomyślała Jaga. On najwyraźniej świetnie się bawił w tej rzeczywistości, w przeciwieństwie do niej. Ten przynajmniej beztrosko niszczył sobie świat, a Jadze, kiedyś siejącej ogromny postrach, co zostało? Zbierać zioła na przedmieściach Nowego Jorku, wdychać spaliny samochodowe i siłować się z obrotowymi drzwiami na poczcie. Być może powinna się zmienić, przyzwyczaić w zupełności do takiego świata, a o starym zapomnieć, ale w żaden sposób jej to nie wychodziło. Podniosła dłoń do amuletu wiszącego na szyi obiecując sobie w myślach, że dziś będzie się zachowywać tak, jakby była stąd, natychmiast jednak opuściła ją. Jak udawać, że przeszłość nie istnieje, jak wciąż za tobą chodziła krok w krok?
    Wyparła wszystkie te myśli i zaczęła słuchać propozycji Lucyfera na dzisiejszy wieczór. Trip Trap miał swój klimat, ale tam już była, a jeśli chciała się zmieniać, to wolała iść gdzieś, gdzie nie miała jeszcze żadnych wspomnień.
    - Może trzeba było jednak wziąć ze sobą tę miotłę? - rzuciła beznamiętnie i dodała po chwili - Nie wiem Lucjan czy ja się nadaję na oklepywanie twarzyczek, ale jeśli ty masz taki zamiar to chętnie popatrzę. A jakbyś chciał, to mam tu gdzieś taki eliksir...
    Zaczęła grzebać w niewielkiej torebce, w której ktoś normalny zmieściłby tylko klucze i portfel, a kiedy już poczuła pod palcami to czego szukała, wyciągnęła ze środka rozkładane, skórzane etui, podobne do tych w których teraz dziunie trzymają swoje kolekcje pędzli do makijażu. Odwiązała pętelkę i strzepnęła materiał, tak, że rozwinął się na ponad metr długości. W środku porobiona była masa malutkich kieszonek z równie małymi kolorowymi fiolkami, dla niepoznaki wyglądającymi jak próbki perfum. Przejechała palcem po kilku rzędach i zatrzymała się przy przezroczystej cieczy.
    - No jest! - rzuciła ucieszona, wyciągając fiolkę ze środka i wyciągając ją w kierunku Lucyfera. - Działa podobnie jak pigułka gwałtu.


    Jaga

    OdpowiedzUsuń
  92. - W sumie... zjadłabym pieczonego dziesięciolatka - odpowiedziała mu zupełnie poważnie, wpatrując się gdzieś w dal.
    Gdyby to jednak zrobiła, zaraz zleciały by się te skrzeczące, policyjne wrony "to nie twój świat ble ble", "nie możesz zabijać ludzi ble ble", "obyś miała dobrego adwokata ble ble"... A kij im wszystkim w oko! Z drugiej strony, przed sekundą obiecała sobie być inna... Rany, jakie to życie było ciężkie.
    Popatrzyła na Lucyfera, czyżby pan piekieł chciał być perfekcyjną panią domu i zaczął oszczędzać miejsce wokół siebie? Nerkę nie nerkę, przecież nie jestem głupia, pomyślała, po czym wyobraziła sobie jak Lucjan chowa portfel w fasolkowatej części swojego ciała i aż uśmiechnęła się pod nosem. Za to chwilę później, po tej sugestii z gwałtem uśmiech zszedł z jej twarzy tak szybko jak się pojawił, zastąpiony grymasem w stylu "co ty pierdolisz?".
    - Przecież nie ty będziesz to pił, gamoniu... - westchnęła i dodała po chwili spodziewając się, że o tym też mógł pomyśleć - Ani ja. Na litość boską, nie wiem jak bardzo musiałabym być pijana... Pytam po raz ostatni, chcesz czy nie? - obróciła w palcach malutką buteleczkę - Jak nie, to nie, pomyślałam, że do czegoś może ci się przydać, znając ciebie, ale jak nie chcesz to dam innemu diabłowi.
    Wzruszyła ramionami przy ostatnim zdaniu i powoli zabrała rękę w kierunku torby, jakby czekając, aż Lucyfer jednak ją weźmie.

    Jadźka

    OdpowiedzUsuń
  93. - Mogę wchłonąć resztkę twojej duszy. Ty masz sprawę ułatwioną, bo twoje ciało się nie rozkłada i w kazdej chwili mógłbym zwrócić twoją mentalność do ciała. - wzruszył ramionami. - Anioły, te które nie mają materialnej postaci są jedną samą czystą duszą ale ich zjedzenie i utrzymanie w ryzach jest męczące.
    Słuchał Lucyfera, z nieodgadnioną miną. W końcu pokręcił głową.
    - Spodziewałem się czegoś... kurwa, czegoś kosmicznego. A ten cały Toby zajebał ci pieczęć a ty sam się boisz że wsadzą cie do klatki? Pojebane... już mogli zarąbać ten kielich co zmienia ludzi w demoniaki albo miecz anioła co rozcina barierę między ziemią a niebem i można sobie tam bezkarnie hasać... Nawet Ostrze Azraela byłoby ciekawsze. Nim przynajmniej możnaby było cie zabić... Zabić każdego z aniołów i demonów nieśmiertelnych.
    Ścisnął palcami nasadę nosa. Ale za taką zapłatę... o której jeszcze Lucjan nie wie, bo przecież nie pytał co chce w zamian za wykonanie misji.
    - No dobra. Ja się zajmę przeglądaniem jego wspomnień. Jak wrócimy do siebie to pójdziemy do tego klubu. Gotowy? - spytał. Płożył dłonie na piersi Lucyfera i pchnął mocno, niejako wypychając go z pokoju.

    Lex otworzył oczy i odsunął się od diabła. Ich podróż i niejako pocałunek trwał ledwie kilka sekund.

    [Oj tam XD ]

    OdpowiedzUsuń
  94. Uśmiechnęła się szeroko na reakcję Lucyfera. Wiadomo, nie przepuściłby takiej okazji, a tym bardziej nie akceptował, że mógłby dostać to ktoś inny. Pomyśleć, że wystarczyło jedno zdanie...
    Dała się poprowadzić do jakiejś nieznanej jej części miasta, a następnie do baru. Na wstępie prawie wpadła na jakiś ludzi, w ostatniej chwili odsuwając się na bok, 'kiedy ostatni raz byłaś w podobnym miejscu?' Muzyka była tak głośna, że ledwie słyszała co mówił do niej jej towarzysz, zdecydowanie za głośna. Przewróciła oczami, ganiąc się w myślach, 'uspokój się Jadźka, to nie średniowiecze'. Wyparła z głowy wspomnienia z dawnych czasów i poszła za Lucjanem wgłąb sali, aż znaleźli się przy barze.
    Jeśli Lucek proponował coś gratis, to znaczy, że nie było gratis. W zasadzie jeśli ktokolwiek to proponował, zawsze był jakiś haczyk. Jak to teraz mówią? Nawet w mordę nie można dostać za darmo, diabeł pewnie znał to doskonale. Przymrużyła oczy próbując rozgryźć o co tym razem może chodzić, narkotyki odpadały, o to prosił wprost, ale jeśli tak kręcił, to znaczy, że było to coś mniej błahego niż załatwienie paliwa na piątkowy wieczór.
    - Dobra, czego chcesz tym razem? - zapytała w odpowiedzi na propozycję kupna alkoholu.

    Jaga

    OdpowiedzUsuń
  95. Cały czas dokładnie mu się przyglądała, jakby myślała, że w oczach ma zapisane zamiary, ale nic z tego. Samotny? Och, patrzcie, nasz diabeł jest samotny... Jakoś w to nie wierzyła, ale cóż. Nie wtrącała się na razie, wiedząc, że i tak nic jej nie powie jeśli nie będzie chciał, a czuć było z daleka, że coś kombinuje. Oby tylko przypadło jej to do gustu, w głębi duszy jednak czuła, że będzie zupełnie odwrotnie. Kiedy barman zatrzymał się przy nich, prawie go nie zauważyła, była tak zajęta snuciem różnych wniosków i podejrzeń we własnej głowie, że zapytana o zamówienie, zupełnie nie umiała podjąć żadnej szybkiej decyzji. Było jej w zasadzie obojętne co będzie piła, inna sprawa ją w tym momencie interesowała, dlatego uśmiechnęła się do mężczyzny:
    - Dla mnie niespodzianka. Liczę na kreatywność i tak ten pan stawia - wskazała palcem na Lucyfera i również do niego uśmiechnęła się, tak samo sztucznie.
    Och gdyby mieli w ofercie alkohol z opiłkami złota to z pewnością by go zamówiła, żeby choć w ten sposób dopiec temu przebiegłemu szatanowi, ale mogła liczyć tylko na to, że będą chcieli na nich zarobić i dadzą coś najdroższego. Jednocześnie oby to było coś mocnego, jeśli Lucyfer zamierzał wpakować ją w jakieś kłopoty to przynajmniej będzie już znieczulona. O ile można znieczulić zimną sukę, w końcu zupełnie beznamiętnie potrafiła zamordować człowieka.
    - Opowiedz mi najpierw jak władca piekieł może być samotny - zapytała opierając się o blat, kiedy barman odszedł już na bok.

    Jaga

    OdpowiedzUsuń
  96. - Nie wiem czy jestem. -wzruszył ramionami. - Wątpię szczerze. Matka pewnie chce mi zrobić przyjemność by nie wyszło, że jestem synem jakiegoś podrzędnego demona albo któregoś z twoich kumpli z wyższego rzędu. Mnie to tak na prawdę mało obchodzi.
    Uniósł brew. Akurat tego, że całuje jak swoja matka wiedzieć nie chciał. Teraz będzie miał jakieś dziwne wizje i wyobrażenia. Dreszcz przebiegł mu po plecach.
    - Weź mnie nie pouczaj. - mruknął, gdy wyszli z domu. - Jestem dorosły i dużo bardziej odpowiedzialny niż ty.

    W Sky City były tłumy. Ludzie uzależnieni od alkoholu, dragów, klubowego życia, spermy i przygodnego seksu lgnęli do klubów takich jak ten i z rozkoszą oddawali się atmosferze takich miejsc. Lexowi się podobało. Ten klub to wulkan grzechów... Podejrzewał, że Lucjan jest tym równie zachwycony. Dopchali się do baru, zamawiając cokolwiek byle mocne.
    - No to jesteśmy... Co teraz? Mam szukać tego lachociąga? - zerknął na Lucjana, który wydawał się już być porwanym przez atmosferę klubu. Lex pokręcił lekko głową. Tylko czekać aż zacznie tańczyć na stole a potem będzie znikał w różnych ciemnych zakamarkach tego przybytku, co chwilę z inną osobą albo osobami.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  97. Alex prychnął, kręcąc głową.
    - Myślałem, że takie rozrywki ci się znudziły. Ale właściwie... czemu nie. Będzie chociaż można się zabawić z durnymi ludźmi.
    Wychylił kieliszek, a potem jeszcze dwa kolejne.
    - Zwykle przychodzą to zwykłe spermopije - zachichotał - Ale niech ci będzie... Na kilometr widać, że masz potrzebę by ktoś ci się do wacka przyssał. W męskim kilku to się pewnie zaraz ze dwóch będzie o twojego chwosta biło. - parsknął śmiechem.
    Zostawił Lucka i ruszył w tłum. Ignorował zaczepne macanie jego tyłka i figlarne spojrzenia. Szukał chłopaczka ze wspomnień Tobyego. Może Lucynka będzie miał więcej szczęścia, bo Lexa coraz bardziej przyciągała wizja zabawy z chętnymi do tego ludźmi.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  98. Dosiadł się do jednego ze stolików i gawędził z zawsze chętnymi panienkami. W każdym klubie była taka loża w której zawsze przesiadywały chętne panie, gotowe niemal na wszystko jeśli oczywiście miało się odpowiednią prezencję albo chociaż odpowiedni samochód.
    Wszystko układało się dobrze. We wspomnieniach Tobyego znalazł te panie, także wiedział jak i którą najlepiej poderwać. Lepiej było ię uczyć na cudzych błędach i doświadczeniach. Jednak cały ten mistery flirt zepsuł wrzask Lucyfera. Demon westchnął głęboko... Lucek albo dobry, zapewne ostry seks i trzema paniami na raz. Wybór bardzo trudny.
    - Wybaczcie drogie panie... mój poważnie opóźniony kolega znów władował się w tarapaty. - z niechęcią wstał i ruszył w kierunku zamieszania, które zaczęło się tworzyć przy toaletach. Momentalnie jego miejsce zajął inny mężczyzna, który również wpisywał się w kanony typu, proeferowanego przez te panie.
    Lex przepchnął się przez tłum.
    - Zawsze to samo... - mruknął do siebie. Wyciągnął z kieszeni paralizator, przełączył przycisk ładowania. Po dwóch sekundach urządzenie zaczęło brzęczeć gotowe do użytku. Może powinien poczekać aż mięśniak puści Lucjana. W końcu gdy jego mięśnie pod wpływem elektryczności skurczą się, zaciśnie jeszcze mocniej łapska na ciałku jego kolegi... Ale w końcu go nie zabije...
    Przyłożył widełki do tyłka napastnika. Zrobił to specjalnie gdyż po oparzeniu zostaną ranki, bolące bardzo. Więc facet nie usiądzie spokojnie przez jakiś czas. Prąd o wysokim napięciu przepłynął przez ciało mięśniaka, telepiąc nim i zmuszając wszystkie mięśnie do napięcia się.
    Mężczyzna jeszcze dygotał lekko gdy już opadł na posadzę nieprzytomny. Lex przesunął butem jego nogę, jakby z obrzydzeniem. Spojrzał z góry na Lucyfera.
    - A taki wielki diabeł z ciebie... - pokręcił głową. - A nie umiesz nawet się postawić jakiemuś pół mózgowi. Wstawaj, nie kompromituj się.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  99. [tak mi się skojarzyło... https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/20708092_1695677793799771_2654512856490714364_n.jpg?oh=27ffd8f8617b60a0ebbf8fc651dfe926&oe=5A3699A6 :D]


    Podziękowała uśmiechem za swoją "niespodziankę" i przyjrzała jej się obracając szkło w rękach. Dziwaczne, jakieś takie kolorowe... a dobra, co jej tam, pociągnęła duży łyk licząc się z tym, że może być paskudny... ale był dobry. Nawet bardzo dobry. Dawno nic jej tak miło nie zaskoczyło. Spojrzała znad drinka na Lucyfera biorąc kolejny łyk, tym razem odważniejszy.
    - To ci dopiero historia. Myślałeś o... jak to się nazywa... o blogu? To chyba taki jakby pamiętnik, pewnie ludzie z ciekawością czytali by twoje historie nie z tej ziemi - odpowiedziała mu złośliwie odstawiając szklankę na blat.
    W sumie nie była pewna czy dobrego słowa użyła, niestety, ale jedyny większy kontakt jaki miała z internetem to były zamówienia do sklepu i sprawdzanie czy facet od strony internetowej nie leci sobie z nią w kulki, choć pewnie i to nie wychodziło jej tak jak powinno. Może więc leciał sobie w kulki...
    - Plan na co? Chcesz porwać swoją przeszłą-niedoszłą? - zapytała przesuwając palcem po brzegu szklanki.
    Tak serio to całkiem ciekawiło ją, co tym razem wymyślił, ale nie umiała się powstrzymać, żeby jednak trochę się nie ponaśmiewać ze starego Lucjana.

    Jaga

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.