wtorek, 20 września 2016

He was like frozen sky in October night

Król Olch ❧ Aes Sídhe ☙ wiek nieznany ❧ stara dusza w młodym ciele ☙ bogacz i filantrop ❧ Król Elfów ☙ potężny czarnoksiężnik ❧ dawny Król Nibelungów ☙ mąż Królowej Mab - Tytanii ❧ czasem ze względu na swoje małżeństwo z Królową Wróżek tytułowany Królem Wróżek ☙ kolekcjoner dusz ❧

Znany również pod imionami - Auberon, Alberich, Gust i Alegast.


Powiązania

Dawno, dawno temu
(chwilowy remont)

Od wielu lat sukcesywnie buduje swoją pozycje w Fabletown hojnie wspierając biednych mieszkańców dzielnicy oraz władze Woodlands. W tej kolejności. Choć niektórzy kwestionują jego altruistyczne pobudki, z roku na rok w Fabletown przybywa jego oddanych zwolenników. Pomimo wizerunku wspaniałomyślnego i hojnego władcy, nie kryje się ze swoją jawną niechęcią do Doczesnych i ich Świata. Wyraźnie faworyzuje elfy, wróżki i leśne duchy jako swoich poddanych. Bardzo lubi również zwierzęta i nie-ludzkich mieszkańców świata baśni, z tego powodu poświęca wiele uwagi rezydentom Farmy i panującym tam warunkom.
Z natury chłodny, spokojny i wyniosły. Niemal w każdej sytuacji zachowuje iście królewską godność. Ma bardzo silny, choć i nieprzewidywalny, charakter. Otacza go specyficzna i dość tajemnicza aura, w której jedynie najbardziej doświadczona wiedźma zdoła wyczuć potężną mroczną moc.


Witam wszystkich z Oberonem w nowej wersji (tym razem 100% fabulous) i zapraszam serdecznie na wątki. Kochamy skomplikowane i zawiłe relacje. Chętnie przygarniemy rodzinkę i powiązania z przeszłości. Wizerunek - Lee Pace, muzyczka w imieniu. GyGy: 60664974. Nie powiem, że NIE MAM NIC DO UKRYCIA, ale co tam... Raz się żyje! ;)

129 komentarzy:

  1. [Witaj ponownie! :D
    Cieszę się, że Fabletown pozostawiło u ciebie same ciepłe wspomnienia :) Mam nadzieję, że zmiany w fabule i innych zakładkach przypadły ci do gustu :D
    Szkoda, że nie udało nam się nic poprzednio napisać (niestety z mojej winy, bo zbyt wiele wątków wzięłam sobie wówczas na głowę). Tym razem musimy no! :D
    Jestem zachwycona wizerunkiem, bo zakochałam się w Lee po obejrzeniu Hobbita, a tu pasuje idealnie! :D Cudnie opisana historia, cudne klimatyczne obrazki, jestem zachwycona po prostu. Do tego, czuję się wywołana do tablicy ze względu na wspomnienie o skarbie Nibelungów i o Loreley :D Musimy im wymyślić jakieś zawiłe powiązanie i ciekawą relację.
    Zapraszam do siebie, cóż mogę więcej powiedzieć :D

    P.S. Postać wpisałam jako "Oberon/Król Olch - legendy germańskie", daj znać, jeśli wolisz inny zapis ;) I czy w jakiś sposób wpisać go do Zawodów?]


    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  2. [Dooobryy! Wpadliśmy się przywitać! Czy Jack zalicza się do listy faworyzowanych? Haha! :D Serdeczne ukłony dla nowej postaci ^^ ]

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  3. [Blog po prostu uzależnia, haha :D
    Zmiany (ba! Samo planowanie zmian!) zajęły nam całe trzy miesiące, nieźle się namęczyłyśmy, przeprowadziłyśmy godziny burz mózgów, ale nie mogłyśmy spokojnie patrzeć jak Fabletown upada ;) Było warto, tak myślę. Oby było nas coraz więcej ;)
    Masz rację, mamy tu tyle możliwości, że ciężko to wszystko ogarnąć :D Ale spróbujmy.
    Może zacznę od tego, że historia Lucy, którą opisałam jest połączeniem kilku legend o tej postaci, na które natknęłam się podczas poszukiwań. Pierwszą jest legenda o dziewczynie, którą porzucił ukochany, i która z tego powodu rzuciła się ze skały do Renu – jej głos do dzisiaj miałby być słyszany w tamtej okolicy (tak tłumaczono dziwny świst wiatru, który podobno jest występuje przy skale Lorelei). Drugą jest legenda o nimfie, która sprowadzała marynarzy na pewną śmierć –wabieni jej głosem podpływali pod skałę, po czym tonęli rozbijając swoje łodzie. Z niej zapożyczyłam postać „Ojca Renu”, który chronił Lorelei i obmywał skałę wodą za każdym razem, gdy komuś udało się podejść zbyt blisko. Nie wiem też, czy w „Pieśni o Nibelungach” lub innych utworach związanych z tą tematyką, pojawiła się taka personifikacja Renu? Spotkałaś się z tym może? ;)
    Kolejnym elementem, który dorzuciłam do historii Lucy jest oczywiście skarb – tej części jednak nie rozwinęłam o wątek Nibelungów i tylko o nim wspomniałam.
    I teraz, jeśli chciałybyśmy im bardziej skomplikować życie, możemy nawiązać np. do tej pierwszej legendy. Może w jakiś sposób poznali się, gdy Lucy była jeszcze człowiekiem? Jakoś do tego nawiązać?

    No i właśnie, jeśli chodzi o temat skarbu… Rozumiem, że dwa razy znalazł się w wodach Renu – jako złoto z Nibelheimu, a następnie już jako pierścień i inne „przetworzone” elementy. Wydaje mi się, że Lorelei możemy wrzucić w cała historię właśnie dopiero przy sprawie pierścienia. Oberon, chcąc mieć pewność, że skarb będzie bezpieczny, mógł nakazać wodom Renu (czyli wspomnianemu Ojcu – choć w jego miejsce możemy wrzucić inną postać, która mogłaby stworzyć Lucy i być jej opiekunem, pochodzącą z celtyckiej czy germańskiej mitologii bądź legend) powołać do życia strażnika obdarzonego potężną morską magią. Ren stworzyłby wówczas Lorelei, przekształcając tragicznie zmarłą dziewczynę w nimfę. Lorelei posiadałaby tylko jedną ułomność – ludzkie serce, a więc i namiastkę ludzkich uczuć, które ujawniłyby się w najgorszym momencie (i tu mamy historię z pojawieniem się Haka). Co sądzisz o takim początku? :D
    Jeśli chodzi o relację Oberona i Lorelei, wydaje mi się, że najlepiej pasowałaby taka typowo szef-pracownik, chociaż i tu można im trochę namieszać. Nimfa mogłaby być dla niego kimś szczególnym, ze względu na rangę tego co robi, traktowałby ją jako kogoś zaledwie troszkę gorszego od siebie. Na pewno musiałby jej ufać, skoro powierzył jej to zadanie. Może w przyszłości miał wobec jej jakieś plany „awansu”? Oczyma wyobraźni widzę nawet spotkania w stylu Białej Rady, której przewodzi Oberon, a Lorelei jest jednym z jego zaufanych podwładnych.
    Potem opuściłaby skałę, a wściekły Oberon nakazałby wodom Renu odebrać jej większość mocy…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale… tu wpadło mi coś jeszcze do głowy. Zupełnie przewrotna historia dotycząca zesłania Lucy do Fabletown. Jeśli uznamy, że Lorelei była całkowicie podległa mocy pierścienia i chroniłaby go bez względu na cokolwiek, to strzegłaby również tego, kto obecnie posiada pierścień. Jeśli jej wodne magiczne moce były naprawdę potężne, Oberon mógł się obawiać, że gdy Adwersarz zdobędzie pierścień, Lorelei stanie po jego stronie w ewentualnej walce przeciwko krainie. Oberon, w ostatniej chwili nakazałby Renowi odebrać jej moce i zesłać ją daleko stąd. Lucy oczywiście nie miałaby o tym pojęcia i obwiniałaby Oberona o wszystkie swoje nieszczęścia – i tu miałybyśmy jakiś wstępny motyw do wątku już w Fabletown. Oberon mógłby wyciągnąć ją z więzienia, a wtedy, po wytłumaczeniu sobie wszystkiego ich relacja byłaby raczej dobra. W tym przypadku możemy całkowicie ominąć wątek Haka – Oberon mógłby nawet nie wiedzieć, że Lucy chciała opuścić skałę na zawsze.

      Zależy też, w jak sposób wolałabyś poprowadzić Oberona. Jeśli byłby bardziej mściwy to pasowałaby tu ta historia, w której uzna Lorelei za zdrajcę i każe odebrać moce. Może nawet zechce ją zgładzić, jednak w ostatniej chwili Ojciec Ren wyśle ją do Fabletown, by ratować córkę. Spotkaliby się ponownie w Nowym Jorku. Lucy, tak jak pisałaś, znów byłaby pod wpływem pierścienia (nawet nie zdając sobie z tego sprawy), który wywoływałby w niej te mordercze skłonności. W jakiś sposób wpadliby na siebie. Oberon mógłby być z początku zażenowany tym, że Lorelei stoczyła się: zatraciła taką nimfią dumę i wyniosłość, podczas gdy on wciąż ma tą królewską postawę ;) Gardziłby nią. Potem dogadaliby się, dałby jej jakąś szansę. Może uknuliby plan przejęcia Fabletown, gdyby Oberon chciał przejąć stołek burmistrza ;)
      Nie mogę się już doczekać naszego wątku! Tyle pomysłów mi po głowie chodzi, tylko nie wiem, jak wszystko ładnie ubrać w całość :D Właściwie pasowałyby obie wersje i kompletnie nie wiem, która wyszłaby nam lepiej :D Może masz jakieś nowe pomysły, które możemy dorzucić?]

      Lucy

      Usuń
  4. [Witam ponownie!
    Szalenie się cieszę widząc znajome twarze, które do nas wracają. Twój Oberon mnie zachwycał jeszcze w poprzedniej wersji, a obecny... aż brak słów. Karta jest niesamowita! Przepiękna i tak baśniowo napisana. Do tego te zdjęcia - coś pięknego. Genialny klimat, zajebisty wizerunek i przepiękna opowieść. Nie mogę się napatrzeć. :)
    Cóż pozostaje mi życzyć masy weny, dobrej zabawy i samych ciekawych wątków. Jeśli masz chęć to serdecznie zapraszam do siebie.]

    - Davy Jones & Henry Baskerville

    OdpowiedzUsuń
  5. [Witam serdecznie i dołączam do zachwytów nad kartą. Coś pięknego! <3 Nie dość, że kocham te klimaty, to jeszcze się zakochałam w tym jak to wszystko prześlicznie opisałaś, jak poskładałaś różne utwory w jedną naprawdę epicką historię. Po prostu piękne! <3
    Kocham i pragnę wątku!]

    Kainan

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Chcę! Oczywiście, że chcę! W końcu mało kto mnie tutaj lubi za sprowadzanie ciągle śniegu lub robienie lodowiska... hehe. Bycie faworyzowanym przez Króla dodaje +10 do obrony/lansu/fejmu/*tu wstaw odpowiednie słowo*.
    Mam ochotę na wątek, aczkolwiek nie mam konkretnego pomysłu. Może Ty jakiś masz? ;) ]

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  7. [Pffhahahah! Tak! +100, dopiszę to sobie potem w powiązaniach! XD
    To może coś w lekkich i wesołych klimatach, szczerze jestem ciekawa jak będzie wyglądał Oberon taki... śmieszny. xD Pomysł gospodarz - gość mi się podoba, będzie to moje pierwsza znajomość przed przybyciem do Fabletown, dlatego to takie intrygujące! Sugerujesz może, by tutaj już się spotkali kiedyś i zaczniemy jakby od "środka", czy może własnie od pierwszego spotkania po jakimś czasie w Fable? ;) ]

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  8. [Wybacz, że tak rzadko odpisuję, ale w środku tygodnia nie mam zbyt wiele wolnego czasu :)
    Haha, nasze komentarze są najlepsze xD Od razu widać napływ weny! Nie mogę się doczekać :D W końcu to przeznaczenie no :D Haha, w ogóle nam taki fajny tolkienowski klimat wyszedł :D Pomijając to, że Tolkien praktycznie przepisał to, co już zostało spisane xD
    No i Lee… <3 (Wybacz, muszę się nim jeszcze trochę pozachwycać)

    Tak jak napisałaś, Oberon mógł zwrócić na nią uwagę jeszcze za jej ludzkiego życia i już wtedy wybrać ją na strażniczkę skarbu. Potem kazał wodom Renu przemienić ją w nimfę. Albo możemy zostawić ten motyw i ich znajomość zacząć dopiero w momencie jej przemiany ;) Nie wiem, nie mam tu też specjalnie pomysłu, z jakiego powodu wybrałby akurat ją. Chyba, że zostawimy to jako taki niewytłumaczony wybór, jakiś podświadomy podyktowany przeczuciem (jak wspomniałaś), jak to w baśniach bywa – nie wszystko musi być logicznie wyjaśnione ;) Przeznaczenie i tyle.

    Wydaje mi się, że byłoby najlepiej, gdyby to właśnie Oberon podarował jej moce, a potem je jej odebrał, a Ren byłby jedynie kimś w rodzaju opiekuna Lorelei. Wówczas, już w Fabletown będzie mógł zaoferować jej np. możliwość odzyskania dawnej magicznej potęgi.
    Tutaj, wpadło mi do głowy coś jeszcze – Lorelei ma moc zwodzenia/uwodzenia mężczyzn, którą teoretycznie musiała zyskać wraz z innymi mocami. Zastanawiam się, w jakim celu właściwie wabiła ich do siebie? W karcie napisałam, że robiła to dla zabawy, bo taka była jej natura i tyle. Zostawiamy to tak, czy dorabiamy do tego jakiś motyw? Może Oberon potrzebował ludzkich dusz? Lub to wpływ pierścienia, który „żywił się” duszami? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ołkej, w takim razie, spróbuję zebrać w całość nasze ustalenia!
      Dawno, dawno temu, nad Renem żyła dziewczyna, która opuszczona przez ukochanego, z żalu rzuciła się ze skały do rzeki. W tym samym czasie, Oberon poszukiwał bezpiecznego miejsca, by ukryć potężny skarb z pierścieniem na czele. Od jakiegoś czasu obserwował dziewczynę, przeczuwając jej tragiczną decyzję. Postanowił uczynić ją potężną strażniczką jego skarbu, więc rozkazał Wodom Renu przemienienie jej w nimfę, po czym obdarzył ją wielką mocą. Wpływ pierścienia sprawiał, że sprowadzała mężczyzn na śmierć u stóp skały.
      Lorelei strzegła pierścienia przed intruzami, będąc zaufanym towarzyszem Oberona. Możemy też uznać, że mogła opuszczać skałę i pozostawiać skarb pod opieką samego Renu, jednak nie na długo. Mogła uczestniczyć w jakichś naradach, spotkaniach.
      Pewnego dnia, poznała Haka i postanowiła opuścić skałę na zawsze. Ojciec Ren ostrzegał ją, by tego nie robiła i przez jakiś czas krył ją, nie mówiąc Oberonowi o jej odejściu. W tym samym czasie, na granicy królestwa pojawił się Adwersarz. Oberon, obawiając się o bezpieczeństwo poddanych, zaczął ich przenosić do Fabletown. Następnie, pozbawił Lorelei mocy, wysłał ją do Świata Doczesnych i zabrał pierścień. (Jak pisałaś, obawiał się o jej bezpieczeństwo - gdyby Adwersarz jakimś sposobem zdobył pierścień, a Lucy musiałaby być mu posłuszna). Oczywiście, nimfa nie miała pojęcia o zbliżającym się Adwersarzu, bo była zajęta szukaniem Haka, a odebranie mocy i przeniesienie do Fabletown akurat wydarzyło się w tym samym czasie, więc sądziła, iż jest to kara za opuszczenie skały.
      To byłoby nasze powiązanie ;) Daj znać, czy wszystko się zgadza?

      A teraz, sam wątek.
      Od czego zaczynamy? Może od wyciągnięcia Lucy z więzienia? Oberon, dzięki swoim znajomościom załatwiłby jej zwolnienie: „Loruś, pan wrócił, całuj w pierścień” xDD (Wybacz, to przez Lee <3)
      Potem mała reprymenda, czemu zrobiła z siebie takie byle co. Lucy byłaby zła za odebranie mocy, ale gdyby poznała prawdę mogłaby poprosić go o szansę, znów chciałaby mu służyć. Tak jak wcześniej pisałyśmy, ich relacja byłaby raczej skomplikowana, bo Oberon byłby zawiedziony jej obecną postawą, ona pewnie wahałaby się, co ma właściwie zrobić. I czy kombinujemy coś z planem przejęcia Fabletown? ;)]


      Lucy

      Usuń
  9. [Dziękuję za miłe powitanie i również witam ^^
    Wpadłam i z ochotą naskrobałabym wątek z Oberonem! Karta jest na prawdę cudownie oraz ciekawie napisana (w dodatku ten Lee Pace *-*).
    Więc bardzo chętnie wymyśliłabym coś wspólnie. C:]
    Mao

    OdpowiedzUsuń
  10. [Hmm... Co powiesz na spotkanie w lesie? Oberon po kłótni z małżonką mógł wyjść na spacer odświeżyć umysł (tak nawiązuję do twojej podkarty). Jack - wiadomo, on lubi być wszędzie, a mógł się na przykład zgubić w lesie, to byłoby do niego całkiem podobne. Co o tym sądzisz?]

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  11. [No wiesz... trwam w zachwycie. xD
    Co do wątku to już mnie moja wredna siostrzyczka nakręciła na to by w ramach walki z moim kompletnym brakiem weny zrobić sobie nową postać, np. synka Oberona (najlepiej z buźką Legolasa coby do tatusia pasować). Chyba że masz jeszcze jakąś ciekawą postać do powiązań to koniecznie daj znać. Mogłybyśmy zrobić konferencję na gg i obgadać szczegóły, co Ty na to? :)]

    - Davy & Henry

    OdpowiedzUsuń
  12. [Haha, wydamy własną książkę, o! :D
    Kocham ustalanie powiązań, zwłaszcza jak wszystko tak pięknie wychodzi, jak u nas :D Oby z wątkiem równie dobrze nas szło xD
    Dziwne skojarzenia są najlepsze :D A szczególnie jeśli chodzi o Thranduila xD Lee tak cudnie wykreował tą postać, że zaczęła żyć swoim życiem dosłownie :D Skradł ten film, mimo że porównując do innych postaci, to wcale go tak dużo w filmie nie było. Ja często zaglądam na tumblra i widzę, co tam się z nim dzieje. Powaliło mnie stwierdzenie, że Thranduil jest jednocześnie matką i ojcem Legolasa xD

    Jesteś genialna! :D Taka historia z Hagenem pasuje tu idealnie, do tego mamy dodatkowy temat do rozmów i ewentualnych sporów już w Fabletown. W takim razie, przeszłość chyba mamy już omówioną :D W razie czego, coś doda się już w czasie pisania, zwłaszcza jeśli Skipper dorzuci kogoś do naszej historii :D Właśnie, musimy spotkać się na GG w tej sprawie :D

    Cieszę się, że motyw dusz się przyda :D Dużo by wyjaśniał i faktycznie możemy to wykorzystać już w Fabletown. Tak jak piszesz, Oberon może mieć jakiś plan, który mógłby zrealizować z udziałem Lucy.

    Jeśli chodzi o wątek, najpierw możemy się skupić właśnie na tych różnych wyjaśnieniach i rozmowach o przeszłości. Oberon sam wysłał ją do Fabletown, wiec możemy uznać, że po jako takim ułożeniu sobie życia w mieście, zacząłby szukać swoich popleczników – między innymi właśnie ją. Dowie się, że Lorelei trafiła do Golden Boughs, więc postanowi użyć swoich wpływów, by ją wyciągnąć. Wówczas zobaczy, że niewiele pozostało z dawnej nimfy, która zarabia śpiewając w kasynie i mieszka z małej kawalerce. Ona z jednej strony byłaby zła za odebranie mocy (według niej, z powodu jej zdrady, o której Oberon niemiałby pojęcia), z drugiej byłaby wdzięczna, że w ogóle po nią przyszedł. Do tego, w pierwszej chwili mogłaby chcieć, by zostawił ją w spokoju, a po chwili stwierdzić, że znów chce my służyć i być taką, jak była kiedyś. Więc z jej strony miałybyśmy cały wachlarz emocji i różnych przemyśleń :D
    W przypadku Oberona mogłoby być podobnie, tak jak wcześniej już o tym pisałyśmy. Gardziłby nią za to, kim się stała, a jednocześnie w pewnym sensie zaopiekowałby się nią tak jak kiedyś, wyjawiłby prawdę o odebraniu mocy i o tym, że była kiedyś człowiekiem (o czym Lucy nie ma pojęcia) i może o Hagenie. Więc wyszłaby nam z tego całkiem ciekawa relacja, w której ciągle coś by się działo :D
    I wówczas, zaproponowałby jej możliwość odzyskania mocy i współpracę przy owym planie związanym z duszami. Może pierścień domagałby się ich? Albo kolejne pójście na całość – Oberon chciałby w jakiś sposób przekształcić Fabletown na wzór swojego leśnego królestwa, a więc i przejąć władzę. Dusze mogłyby wnikać w tutejszą roślinność, a więc cała okolica powoli przekształcałaby się w coś pokroju lasu, nad którym Oberon miałby kontrolę? Tą sprawę najwyżej się jeszcze dokładnie obmyśli ;)

    Możemy wrzucić właściwie wszystko, o czym pisałyśmy. O wspomnieniach Lucy, jak najbardziej. W tym przypadku, po odzyskaniu ich, znów mogłaby mieć jakieś pretensje do Oberona, więc ciągle coś by się działo w ich relacji.

    Dobra, to co, chyba już większość mamy? ;) Zaczynamy pisać, czy chciałabyś coś jeszcze omówić? Resztę możemy ustalić już podczas pisania ;)]


    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  13. [A co gdyby połączyć te dwa wątki? W nocy w końcu byłoby jeszcze ciekawiej 8)
    Dwie pechowe postacie obok siebie... Otoczenie mogłoby ucierpieć :')
    Jestem jak najbardziej za!
    Może Mao zmęczona już rutynowymi kontrolami w Pudding 'n' Pie stwierdziłaby, że wyjątkowo ciekawszą opcją byłoby pójście do lasu, gdzie mogłaby się spotkać z Oberonem, który np. szukałby czegoś dla niego ważnego?]
    Mao

    OdpowiedzUsuń
  14. [Mi pomysł odpowiada, a reszta myślę, że wyjdzie nam na żywca? Tak czasem najciekawiej wychodzi. ;) Mogłabym Ciebie prosić o zaczęcie? :) ]


    Jack

    OdpowiedzUsuń
  15. [ To ja przywitam się z wielkim opóźnieniem, tym bardziej, że postać już tu kiedyś była, a wtedy też jakimś cudem nie powitałam. Shame on me. To pewnie przez wizerunek i ten niejaki respekt do Lee w roli Thrandiego - w jakiś taki przestrach popadłam, że skoro ten wizerunek to i autor pewnie taki wyniosły i elegancki X3 Niezrozumiały strach we mnie rozkwitł, że jakąś gafę palnę i zostanę zbesztana, bo przy elfim królu nie wypada XD
    Ale skoro si wywiedziałam, ze nasze postacie mają wspólnych znajomków, ze się tak wyrażę, to postanowiłam przełamać strach.
    Postać ogółem niesamowicie wykreowana, a sama historia dopracowana. Wielki szacuneczek za to ( i jeszcze większy przestrach z mojej strony XD ). Czuć tę wyższość i moc postaci ( co, po raz kolejny, rzutuje na mój przestrach ).
    Także podziwiam, szanuję i nadal trochę się lękam XD
    Ale jeśli nie ma czego, a byłaby ochota, to przerażony piracina zaprasza w swoje skromne progi. Coś się wymyśli ( o ile wielki pan i władca ma ochotę ;) ) X3 ]

    Huckelberry Jones

    OdpowiedzUsuń
  16. [O, bardzo chętnie! (:
    To co, zaczynamy? Czy jeszcze zostało nam coś do ustalenia?]
    Mao

    OdpowiedzUsuń
  17. [Jestem! Wybacz moją nieobecność - i tu i na GG - ale sporo rzeczy zwaliło mi się na głowę, do tego remont (który mam nadzieję zakończyć do końca tygodnia)... ;)
    Przejrzałam to, co napisałyście ze Skipper na GG i wydaje mi się, że większość powiązań i elementów fabuły mamy ustalone. Zostaje sprawa ożywienia Hagena - jak pisałam, mi i Skipper pasowałoby chyba najbardziej, gdyby Hagen został ożywiony już wcześniej i przez jakiś czas znaliby się z Lorelei (z tym, że Lucy nie miała pojęcia, co ich łączyło, a Hagen nic jej nie powiedział). W takim wypadku, możemy wymyślić sobie inne zastosowanie zbieranych dusz w Fabletown, nawet już podczas pisania ;) Tutaj też przyszła mi do głowy Studnia, która znajduje się w podziemiach Woodlands - wrzucane są do niej ciała zmarłych Baśniowców, więc może w jakiś sposób przydałaby się nam? ;) Ale to już na spokojnie sobie wymyślimy.
    Zaczynamy pisać, czy chciałabyś jeszcze coś omówić? :D Daj znać, a ja mogłabym zacząć po weekendzie.]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  18. [ To bardzo dobrze, bo Radagast taki kochany i potulny, to nie mam się czego bać XD
    A rozbudowuj śmiało, bo robisz to świetnie :3 Takie przerażone ludziki jak ja nie zdarzają się często, więc innym to prędzej zaimponujesz :D Ja nadal nie rozumiem co dokładnie mnie wystraszyło XD
    Konkretnych życzeń i pomysłów nie mam, a relacja oparta tak naprawdę na wspólnych znajomych jak najbardziej mi pasuje. Zresztą było by to coś nowego i ciekawego także jestem za! Pomysł żeby Hak przybył nad ren po skarb - bomba. I myślę, że ta odrobina zdobytego wtedy skarbu byłaby świetnym wytłumaczeniem pasma nieszczęść mojego pana. Nieświadomie skazał się na pecha, to mi idealnie pasuje :3 Także skarb i klątwa wydają mi się jak najbardziej na miejscu i są dobrą podstawą do ich późniejszych perypetii.
    No i skoro mówisz, że Oberon wszedł w "erę szarości" to można oba te pomysły połączyć i pozwolić mu się trochę poznęcać nad Hakusiem "bo zasłużył", ale mimo docinek pod adresem pirata, który pozbawił jego skarb strażniczki, Elfi Król mógłby spróbować mu pozbyć się klątwy. Ale przy tym mógłby chcieć coś w zamian. Dajmy na to Oberon mógłby dowiedzieć się o magicznych właściwościach niedawno ściągniętego do Fabletown statku Haka i chcieć je jakoś wykorzystać. Nie wiem do czego i czy Huck musiałby się przy tym całkowicie wyrzec statku, ale to mogłoby zmusić mojego pana do zastanowienia czy na pewno jest na to gotów. Albo Oberon zażądałby od Hucka rozstania z Lucy, skoro doprowadził ją do takiego stanu, jak już sama wspomniałaś ;)
    Także w sumie nasi panowie będą mieli relację opartą na niechęci do siebie nawzajem, ale przez wspólną znajomą jednak nie traktują się tak do końca źle XD
    Pytanie tylko jakby doszło do ich spotkania, z którego miałyby powynikać ich jakiekolwiek układy x)
    Teoretycznie mogliby wpaść na siebie przypadkiem na ulicy, a Oberon wyczułby tę odrobinkę skarbu, którą jakimś cudem Huck miałby akurat przy sobie, ale to chyba trochę naciągane.
    Daj znać co o tym wszystkim myślisz i kombinujemy dalej ^^ ]

    Huck

    OdpowiedzUsuń
  19. [Hahaha, tak a co złego to na pewno po mamusi, bo tatuś zbyt idealny! <3
    Ja się w sumie bałam, że zbyt grzeczny mi wyszedł i taki trochę smutny, ale w sumie jakoś już mi w planach na wątek chce pokazywać charakterek, więc chyba nie jest tak źle. :)
    Dostaniesz ode mnie wypracowanie w sprawie wątku na gg, bo dzisiaj tak się wzięłam za rozmyślania nad powiązaniami i zebranie ich cuzamen do kupy. Jeszcze po drodze moje rozkminy z Lucy i Hakiem wpadną, więc się spodziewaj niebawem prawdziwej epopei. I myślę, że szczegóły to już sobie tam omówimy jeśli Ci pasuje. :)
    Też się nie mogę doczekać. Zwłaszcza, że mam jakąś taką słodko-smutną wizję tego wątku, więc... będzie cudownie! <3]

    Kochający synek,
    - Hagen ;*

    OdpowiedzUsuń
  20. [Dzień dobry :)
    Ciebie pamiętam i ja, fajnie znowu widzieć znajomą autorkę i postać :3
    Kocham Disneya, naprawdę. I wiem, że nie mógł oprzeć się na oryginale, bo musiał zrobić film familijny. Ale nigdy nie byłam w stanie obejrzeć Dzwonnika przez dłużej niż 10-15 minut. Spierdolone na maksa... Eee, zepsute. Dlatego postać oparta na oryginale to jedyna słuszna postać w tym wypadku ;) Mała podpowiedź (bo zakładka powstanie najwcześniej w przyszłym tygodniu, ah te studia i praca!) - jak znasz oryginał, to wiesz czym zajmował się Frollo. Mam zamiar to wykorzystać.
    Dziękuję, chętnie coś napiszę, tylko teraz pytanie czy klepiemy jakieś powiązanie czy też może jakiś spontan?]

    Esmeralda

    OdpowiedzUsuń
  21. [Wolałabym, żebyś to ty zaczęła, jeżeli nie sprawi to problemu ;D]
    Mao

    OdpowiedzUsuń
  22. [ Taaak, to pewnie ta obłędna cudowność wizerunku XD
    Przyznam, że pomysł z Królową Mab mógłby ciekawie urozmaicić ich znajomość :> Tylko wspólna znajomość z Lucy ratowałaby Haka? Tym bardziej jestem na tak XD Nie wiem czemu, ale lubię mu robić pod górkę :’) Biedny on ze mną jest.
    Czyli zostałybyśmy z jakimś żądaniem ze strony Oberona, które dokładniej pewnie wyjdzie w praniu. Wtedy fajnie się tu wpasowuje to co wymyśliłaś odnośnie przywiązania mojego pirata do tego drobiazgu znad Renu. (Tak! Nosiłby na szyi jako wisior <3 Kurczę idealnie XD Jak mi podsuwasz jakiekolwiek skojarzenie z PotC to wiedz, że zawsze będę na tak <3 [choć w sumie to ja wiecznie jestem na tak]) No a wizja Haka, który poczuł się jak Frodo to w ogóle epik XD Potężna siła wzywająca go do siebie, bo skarb chce wrócić do pana :”) Uroczo.
    Co do pierwszych spotkań to one zawsze są nad trudniejszą częścią, ale damy radę ;)
    Najbardziej podoba pomysł właśnie z Królową Mab i ten ze spotkaniem przez Lucy. Więc teraz zrobię to, co robię zwykle i zaproponuje połączenie pomysłów. Dajmy na to Oberon przez wzgląd na Lucy postanowił uciąć sobie poważną pogawędkę z Hakiem, a ten tymczasem dowiedział się o Oberonie od Królowej Mab, która poleciła mu się z nim spotkać w sprawie przeklętego drobiazgu. ( Choć Hak nie do końca będzie przekonany o tym, że to „przeklęty” drobiazg sprowadził na niego nieszczęścia XD ). W każdym razie wyszłoby na to, że oboje wybrali się do siebie nawzajem.
    Pytanie tylko czy jeszcze trochę byśmy im utrudniły i najpierw odbili by się od pustych drzwi, czy minęliby się po drodze, czy jeden wpadłby na drugiego, gdy ten akurat wychodził. Osobiście widzę Haka czekającego pod drzwiami Oberona aż ten wróci na włości XD A gdy Oberon wraca i widzi Haka to może się podirytować, że w ogóle niepotrzebnie gdzieś łaził ;) Także Hak nie zrobiłby dobrego pierwszego wrażenia XD
    Co ty na to? I jasne, że pomogłaś ;) Uwielbiam robić takie burze mózgów ^^ Od razu po nich widać, że wątek dopracowany XD ]

    Huck

    OdpowiedzUsuń
  23. [Ma. Wiesz dlaczego? 90% tego cudownego soudtracka to zrzynka z musicalu. Np. modlitwa Esmeraldy - praktycznie nuta w nutę, słowo w słowo z musicalu. Także wiesz, w tym przypadku Disney się nie popisał.
    Niestety nie wiem, bo ja ekranizacji Dzwonnika, oprócz musicalu na jutjubie, nie widziałam. Ale może kiedyś się skuszę ;)
    Trochę tak. Ale głównie dzieciństwo spędziła na wyspach, co już ustaliłam pod inny wątek. Także w sumie... Możemy zacząć od zera. Też może być ciekawie, a coraz rzadziej (tak przynajmniej zauważyłam) autorzy lubią wątki od pierwszego przypadkowego spotkania.]

    Esmeralda

    OdpowiedzUsuń
  24. [ Ja też pamiętam Oberona, tylko wtedy był z zupełnie innym wizerunkiem, o ile coś mi się nie pokićkało. ;) Dziękuję ślicznie za komplement!
    Oberon to bardzo ciekawa postać, więc i na wątek jest chęć. Możemy trochę pokombinować nad jakimś pomysłem, jeżeli tylko chcesz. :D Burza mózgów jest najlepszym wyjściem, bo obecnie nic mi do głowy nie wchodzi... no chyba, że Ty na coś wpadłaś. ;) ]

    Scarlet

    OdpowiedzUsuń
  25. [ Bo z naszą rodzinką tak to już jest XD Dlatego nie była w stanie nigdy z tego bloga z Hakusiem odejść, mimo kryzysów czasowych :")
    Też myślę że można już zaczynać. Zaś co do samego zaczęcia, to wolałabym żebyś Ty t zrobiła ( nienawidzę zaczynać ), ale jak by Ci to nie pasowała, to równie dobrze ja mogę zacząć ;) Także liczą na Twą łaskawość, ale jak wolisz ( strasznie kompromisowy ze mnie człek :") )]

    Huck

    OdpowiedzUsuń
  26. [ Oj tak, to jest w zaczynaniu najgorsze x) Nigdy się nie wie, czy się przypasowało drugiej osobie. Mi wręcz w nawyk weszło przepraszanie za rozpoczęcia (strasznie zestrachany ze mnie pirat, co? XD )
    W każdym razie Twoje zaczęcie jest jak najbardziej w porządku :D Podoba mi się ^^
    No i mam nadzieję, że sama też nie zanudziłam – mam skłonność do wtryniania rozległych opisów uczuć, które nie wszystkim odpowiadają ]
    Kręcenie się po mieście było jednym z jego niezrozumiałych zwyczajów. Wolał jednak to od bezsensownego siedzenia w domu. Przecież i tu i tam mógł się nad sobą poużalać. Choć ostatnimi czasu zaczynał powolutku odchodzić od tego nawyku. Jego życie minimalnie się poprawiło, ale Jones obawiał się rychłego nadejścia kolejnego kryzysu. Jego szczęście nigdy nie trwało długo i Huck często wątpił w sens swojego istnienia. Stąd też jego liczne próby samobójcze. Nie mniej coś usilnie trzymało go przy życiu, bo gdy tylko zbierał w sobie odwagę potrzebą do rozstania się z nim znikąd pojawiała się pomocna dłoń. Tułał się więc pomiędzy stanem depresyjnym, a chwilami spokoju. Była to tułaczka bezsensowna i nader męcząca.
    Przetarł jedyną dłonią czoło i przeczesał włosy. Zwolnił też trochę kroku i zerknął ku miejscu, do którego zmierzał. Woodlans. Wielki apartamentowiec ukryty za piękną bramą i odgrodzony od szarości ulicy zadbanym dziedzińcem. Ostatni raz, gdy odwiedził to pełne przepychu miejsce, przyszło mu skonfrontować się ze swoim przeklęty bratem po latach rozstania. Teraz miał tam iść po ratunek do osoby, której zupełnie nie znał, a która obrosła niejaką legendę tu, w Fabletown. Oberon Alder, bogaty jegomość uwielbiany przez tłuszczę, królewski i wyniosły. Jones zawsze czuł dziwny lęk przed osobami jego pokroju, choć kiedyś starał się to tuszować. Kiedyś, gdy miał więcej pewności siebie, charyzmy i promieniował urokiem osobistym. Teraz był ledwie marnym cieniem dawnego siebie.
    Wziął głęboki oddech i zacisnął dłoń na złotym naszyjniku. Odrobina skarbu znad Renu, jego jedyna pamiątka po tych cudownych chwilach spędzonych tam z Lucy. Zawsze wiedział, że jest sentymentalistą. Jego marna klitka, w której teraz mieszkał po brzegi wypchana była przedmiotami z jego dawnego życia, a i stroju wiele nie zmienił. Wciąż chodził w czarnej skórze, w wysokich butach ze złotymi klamrami, wciąż używał haku jako protezy, choć w tym świecie próbowano mu wcisnąć sztuczną dłoń. Próbował być dawnym sobą. Niestety tacy jak on zwykle mają trudność z pozbyciem się pamiątek, a jego dobra znajoma oznajmiła mu niejednoznacznie, że to ten wisiorek może być przyczyną jego nieszczęścia. Wszystkie jego porażki, cały ból, cierpienie spowodowane przez małą błyskotę, z którą wiązały się słodkie wspomnienia. Nie chciał w to wierzyć, ale tak naprawdę od dawna czuł, że błyskota chce od niego uciec. Teraz wypełniło go podobne uczucie, jakby naszyjnik ciągnął go ku apartamentowcowi Woodlans. Niedorzeczność.
    W ciszy przekroczył ulicę wraz z innymi przechodniami i skierowała się ku mieszkaniom najbogatszych mieszkańców Fabletown. Gdyby tylko chciał mógłby być jednym z nich, skarb, który spoczywał w jego piwnicy zapewnił by mu dostanie życie. Tylko… Po co? Ostatnio zbyt często zadawał sobie to pytanie.
    Potrząsnął głową, by odciąć się od przytłaczających myśli i ruszył pewniejszym krokiem przez dzieciniec, zostawiając otwartą o tej porze bramę za sobą. Nawet nie zauważył kiedy dostał się na czwarte piętro kierowany podpowiedziami uśmiechniętych lub patrzących na niego wilkiem pracowników posiadłości. Z góry został uprzedzony, że szanownego Oberona Aldera nie ma w tej chwili na włościach. Nie przeszkadzało mu to. Usiadł na jednym z krzeseł i pogrążył się w ciszy korytarza. Skoro Królowa Mab uważała, że powinien się spotkać z tym konkretnym mężczyzną, to nie miał powodu jej nie słuchać. Wszak zdążyli poznać się jeszcze w Nibylandii i oboje całkiem się polubili, Huck miała czasami wrażenie, że Królowa Mab troszczy się o niego niczym o skrzywdzone przez los dziecko. Jakby była matką, której nigdy nie miał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze smętnych rozmyślań o przeszłości i teraźniejszości, o sensie życia i jego braku wyrwał go odgłos kroków. Korytarzem w jego stronę zmierzał nietypowy jegomość. Jones bez problemu domyślił się, ze to ten, na którego czekał. Oberon ubrany był iście po królewsku i minę też miał iście królewską, gdy zaś przemówił po plecach Hucka przebiegły ciarki. Zawsze czuł się nieswojo w obecności takich jak pan Alder. Nic też dziwnego, że zaraz wstał i niepewnie spuścił wzrok, nie chcąc patrzeć rozmówcy w oczy. Nie miał ani siły, ani ochoty na zgrywanie twardego pirata. Byłaby to zwykła farsa, zwłaszcza w tamtej chwili.
      - Przepraszam, rzeczywiście mogłem uprzedzić – przyznał z niechęcią, jak zwykle gdy słusznie wytykano mu błędy – Jednak to nie Lucy mnie tu przysłała, a Królowa Mab. Uznała, że będzie pan wiedział, jak mi… pomóc. Uznała, że jest to konieczne, choć sam nie do końca jestem o tym przekonany. W każdym razie jestem tu z jej powodu, nie chciałbym urazić dobrej znajomej lekceważąc jej radę – wygłosił i uniósł prawy kącik ust w nieudanej parodii uśmiechu.
      Mimowolnie ujął w jedyną dłoń złoty wisiorek, który był powodem jego przybycia w miejsce, do którego zupełnie nie pasował. Wszystko dookoła zdawało się świecić, promienieć i aż narzucać przepychem i czystością, podczas gdy on był tylko małym, brudnym, piratem lubującym się w prostych uciechach życia i zapachu morza. Och gdyby zostało w nim coś z dawnego Kapitana Haka, to swoją bezczelnością i uporem wpasowałby się bez problemu nawet w takie otoczenie.

      Huck

      Usuń
  27. [Jasne, rozumiem i nie gniewam się xD Sama nie piszę jakiś długich, ale nie mam nic przeciwko, naprawdę. :) ]


    Wczoraj był naprawdę odjazdowy dzień! Kurde, mam nadzieję, że jeszcze raz spotkam tamte dzieciaki!, pomyślał Jack idąc raźnym krokiem przed siebie. Nogi właściwie niosły go donikąd. Tak zazwyczaj robił. Po prostu szedł... Lub leciał. Pogodnie nucił zasłyszaną piosenkę w kawiarni, która teraz jest popularna wśród Doczesnych. Bardzo mu się spodobała, była taka wesoła, dlatego zatracił się w pewnym momencie w jej melodii. Odtwarzał ją niemalże non stop. Co utwierdzało go w przekonaniu, że powinien zainwestować w jakiś przenośny odtwarzacz muzyki. Jakaś mp3, ipod, czy co tam teraz jest używane. W sumie nawet nie wiedział. Wiedział, że coś takiego istnieje. Zadowolony ze swego pomysłu podskoczył w powietrzu robiąc salto. W końcu udało mu się przyoszczędzić trochę pieniędzy
    - This is gonna be the best day of my liiiifeee~~ My li- - zaśpiewał wesoło. - Chwila. To nie jest the best day - stwierdził uświadamiając sobie, gdzie się znalazł. No mógłby przysiąc, że przed chwilą był w mieście, w parku! Jakim cudem znalazł się w lesie!?
    Rozejrzał się nerwowo dookoła szukając jakiś oznak swej drogi.
    - No nie róbcie se jaj - westchnął załamany. Tak bardzo pochłonęła go ta muzyka, że mimochodem przyzwał śnieg. Ale w sumie! Co by pesymistom zaśmiać się w twarz postanowił skorzystać z okazji. Wrócił do nucenia, co jakiś czas tańcząc, a okoliczne drzewa, pod wpływem jego dotyku zamarzały, natomiast śnieżynki wesoło tańczyły w najbliższej jego okolicy.
    W chwili, gdy usłyszał czyjeś kroki bez namysłu wspiął się na drzewo chowając w jego koronie. Liście jeszcze miało, dlatego mógł się skryć.
    - Ładnie to tak, panie Frost, nawet się nie przywitać? - usłyszał nieopodal.
    Znał ten głos! Uwielbiał tego człowieka i jego dwór. Zawsze tak ciepło go witali, a tamtejsza ludność lubiła się bawić z nim. I te ucztyyy z dworuuu! Aaah! Cudowne czasy! Z przyjemnością Jack wróciłby w tamto miejsce ponownie.
    Bez namysłu spuścił się głową w dół zaplatając nogi wokół gałęzi, by nie spaść.
    - Witam! - odparł wesoło i dalej wisząc jak wisiał ukłonił się. - Co słychać? Dawno cię nie widziałem, królu!
    Prawie zapomniał o manierach. Dobrze, że w ostatniej chwili sobie przypomniał, bo by wyszła głupia sytuacja. Ale szczerze się cieszył na widok znajomej twarzy sprzed lat.


    Jack

    OdpowiedzUsuń
  28. [ Zgoda, koniec z przepraszaniem :D Skoro obie jesteśmy zadowolone to świetnie ^^ ]

    Już po minie Oberona stwierdził, że przegrał. Na królewskiej twarzy wymalował się grymas niezadowolenia, a w oczach pojawił się błysk… zawiści? To jest król, pomyślał Jones, ale nie był w stanie zrobić nic ponad to, jak czekać do końca przemowy Aldera.
    Głupcze! To król! Powinieneś to wiedzieć, przecież okradałeś takich jak on! Król, nie tylko z wyglądu, ale i z nazwy.
    W tej sytuacji miało to kluczowe znaczenie, gdyż królowie byli z reguły kapryśnymi stworzeniami. No i nagle okazało się, że dobra znajoma Hucka, jak na swoje nieszczęście nazwał Królową Mab, była małżonką Oberona. Czy Jones musiał usilnie ignorować wszystkie możliwe podpowiedzi, jakie dawał mu Wszechświat? Przecież wiedział, że była zamężna! I komu ufałaby też na tyle, że wysłałaby do niego Hucka, jednego z najbardziej nieufnych ludzi żyjących w Fabletown? No przecież, że do własnego męża. Królowa Mab! Zatem Oberon zapewne był Królem Elfów… Do tych wszystkich wniosków mógł dojść o wiele wcześniej, gdyby chociaż spróbował. Przeklęta głupota.
    - Powiedziała tylko tyle, że starasz się pomagać tym, którzy tego potrzebują. Stwierdziła, że skoro im, to czemu nie mi – wyszeptał w odpowiedzi, drapiąc się w zakłopotaniu po karku.
    To fakt, Oberon nie miał ani jednego powodu, by pomagać byłem piratowi. Wszak Huck nie był po prostu biednym książątkiem, którego pokrzywdziła rzeczywistość Fabletown. Był złodziejem, krętaczem, mordercą i bestią pełną nienawiści. Czarny charakter, tak go tutaj nazywali. Nie zasłużył na nic poza pogardą. Przecież sam sobą gardził, to jak miał żądać czegoś innego od innych.
    I… tak. Teoretycznie wiedział czemu to właśnie wisiorek miałby być jego przekleństwem. Złodziej. Po prostu ten drobiazg nie należał do niego. Mógł przelać w błyskotkę szczere uczucie, ale to nie zmieniało faktu, że ona chciała od niego uciec. Czuł to, zwłaszcza teraz w obecności Oberona. Tylko że przecież…
    - Nie ukradłem tego – wymamrotał, choć Alder już go zlekceważył i skierował się ku drzwiom – Nie ukradłem – powtórzył trochę głośniej, wbijając spojrzenie w plecy Króla Elfów – Nie ukradłem wisiorka – dodał raz jeszcze, gdy zaoferowano mu pomoc za zwrot drobiazgu.
    Bezwiednie raz jeszcze zacisnął dłoń raz jeszcze na błyskotce, a drugą kończynę przeszył ból. Wspomnienie utraconej ręki. Teraz nie miało to jednak większego znaczenia. Liczyło się jego przekonanie i chęć zatrzymania drobiazgu. Nie mógł go od tak oddać. Za bardzo się przywiązał, za wiele to dla niego znaczyło, by tak po prostu o tym zapomniał. Nie chodziło o chciwość tylko o dobre wspomnienia. Najcudowniejsze wspomnienia z całego jego beznadziejnego życia.
    - Nie ukradłem tego – powtórzył raz jeszcze z większą pewnością siebie – Ten wisiorek znalazłem nad brzegiem Renu. Przyznaje, miałem zamiar zdobyć skarb, przywłaszczyć go sobie bez pytania o to, czy właściciel żyje i dba o całe to złoto – Huck nie wiedział skąd się w nim wzięła nagle ta ochota do walki – Wszystko to prawda, ale ten konkretny wisiorek leżał porzucony na brzegu. Ja tylko go podniosłem. To moja jedyna pamiątka z czasów… - mimowolnie ściszył głos, nie lubił się zwierzać obcym, nikomu nie lubił się zwierzać – Z czasów gdy poznałem Lucy… Porzuciłem zamiary zrabowania twojego cholernego złota. Zachowałem tylko wisiorek, by móc wspominać dobre chwile. Zasłużyłem sobie na wiele mordując, kradnąc i oszukując, ale nie pozwolę sobie zarzucać przestępstw, których nie popełniłem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wbił świdrując spojrzenie w twarz Oberona, który stał przy drzwiach z ręką na klamce. Huck zdał sobie sprawę, że on nim gardzi. To przelało kubeł goryczy wypełniający serce pirata. Był w stanie znieść wiele, ale nie czyjąś pogardę. Wiedział, że nie tylko Oberon darzy go takimi uczuciami, chodziło więc tylko o to, że nie był w stanie rozmawiać z kimś takim. Po co on tu w ogóle przyszedł? Po co próbował?
      Dla Królowej Mab, obiecałem jej.
      - Nie potrzebuję twojej litości – powiedział na głos – Nie potrzebuję niczyjej litości. Nie przyszedłem tu z własnej woli, a za radą twojej małżonki. Najwyraźniej pomyliła się co do ciebie, albo co do mnie. Choć mnie poznała jako tego złego – stwierdził z niejaką dumą – Jeśli jedyne co mi możesz powiedzieć na wstępie to żebym oddał, co ukradłem… Cóż. Wtedy chyba nie mam tu czego szukać. Chyba że raczysz mi wyjaśnić, czemu miałbym to zrobić. Klątwa? Wiele widziałem, ale nie chce mi się wierzyć, że wszystko złe, co mnie w życiu spotkało spowodowała rzecz, z którą wiąże same dobre wspomnienia. O tych złych przypomina mi plejada innych rzeczy - zakończył unosząc hak na wysokość swojej głowy i potrząsając nim delikatnie.

      Huck

      Usuń
  29. [Jestem ;) Miałam nadzieję, że uda mi się wcześniej coś napisać, ale niestety – środek tygodnia jest dla mnie zbyt męczący i muszę pozostać przy odpisywaniu w weekendy ;) Postaram się jeszcze raz dokładnie przeczytać nasze ustalenia, bo tyle tego stworzyłyśmy, że... :D
    Haha, cudowna nowa rodzinka! :D I te powiązania u ciebie <3 Jeszcze dzisiaj pierwsza część Hobbita w tv, więc wena będzie, że hej! xD]

    Obudził ją rytmiczny powtarzający się odgłos, który ucichł po kilku sekundach, rozpływając się gdzieś pomiędzy metalowymi kratami cel na całym piętrze. Nie mając pewności, czy pochodził ze strzępku snu, który śniła, czy z jawy, nie przywiązała do niego większej uwagi. Senne odrętwienie jeszcze nie minęło, było jej ciepło i wygodnie – jak nigdy dotąd w tym miejscu.
    Dźwięk powtórzył się, znów przerywając tak błogą chwilę spokoju. Wdarł się do jej mózgu, był o wiele głośniejszy niż poprzednio i dużo bardziej natrętny. Tym razem towarzyszył mu powolny stukot obcasów i pomrukiwania. Lucy niechętnie otworzyła oczy, widząc tylko niewyraźne zarysy krat swojej celi i ciemną sylwetkę po drugiej stronie.
    - Wstawaj, laleczko – mruknął od niechcenia strażnik, wciąż wodząc policyjną pałką po kratach jakby grał na cymbałkach. Na jego ustach wymalował się uśmieszek zdradzający, że dopisuje mu humor. Lorelei podniosła głowę i powoli usiadła na łóżku poprawiając guziki więziennego stroju. Stary przyszedł sobie popatrzeć lub, co gorsza popatrzeć i pogadać – był znany z prowokowania osadzonych w Golden Boughs, za co nieraz już obrywał od samego dyrektora. Nie było jednak zbyt wielu chętnych na stanowisko strażnika więziennego, więc większość incydentów uchodziło im płazem.
    - Może chcesz mnie wypuścić, skarbie? – rzuciła wyzywająco. Szybko nauczyła się z nimi rozmawiać, a oni zawsze dawali się podejść. Mężczyźni. Dziwne istoty, które szły na śmierć za jeden jej uśmiech. Jedno słowo wypowiedziane jej dźwięcznym głosem, odbijane echem pomiędzy skałami nad Renem sprawiało, że topili się u jej stóp całkowicie oczarowani.
    Wstała z gracją, podchodząc po krat.
    - Wypuścisz mnie? – szepnęła patrząc mu prosto w oczy – Okropnie się nudzę.
    Strażnik wpatrywał się w nią przez krótki moment, a Lucy miała wrażenie, że czar jednak zadziałał. W końcu!
    - Daruj sobie, wiedźmo, twoje sztuczki na mnie nie działają – warknął w odpowiedzi, a dziewczyna westchnęła zażenowana.
    - W takim razie żaden z ciebie facet – odgryzła się triumfalnie krzyżując ręce na piersiach.
    - Ci z Woodlands już zadbali o to, żebyś nie miała na nas żadnego wpływu – oznajmił, o czym sama dobrze wiedziała. Pamiętała dzień, w którym Bigby Wolf w towarzystwie jednej z Wiedźm z 13-ego piętra wpadli do jej mieszkania i zanim zdążyła cokolwiek zrobić, rzucono na nią czar ograniczający jej zdolności panowania nad mężczyznami. Wszyscy dobrze wiedzieli o tym, że było to nieuniknione, jeśli proces skazania jej na odsiadkę w Golden Boughs miał przebiec prawidłowo.
    - Ale wypuszczę cię – dodał szybko z przekąsem – Masz gościa.


    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  30. [ To mógłby być ciekawy wątek – z tym podłożeniem. No bo oboje nasi panowie mogą być wtedy święcie przekonani o swej racji i mamy kolejną podstawę do ich nieprzepadania za sobą XD No i tak jak mówisz potem może być impulsem do współpracy. Także to mi pasi :>
    Wcale nie namotałaś. Wyszło świetnie i klimatycznie :D Ten fragment z przepowiednią to czytałam jak zaczarowana, a szept na końcu dodał tylko tego dramatyzmu i uroku całej scenie. Także spokojnie, osobiście jestem oczarowana <3 No i podziwiam Cię za to, jak zagłębiasz się w te wszystkie legendy i jakie ciekawostki z nich wyciągasz. To dodaje twojej postaci takie wiarygodności :3 Bo ja robię zupełnie inaczej i zdaje się raczej na „własną improwizację” XD]

    Był nabuzowany i podirytowany. Całe to spotkanie podobało mu się coraz mniej. W dodatku król zdawał się być przeświadczony o jego winie. Przecież ten raz akurat nic złego nie zrobił. Tylko podniósł wisiorek z ziemi… Nie ukradł go. Ten jeden cholerny raz nie kradł! Zrozumiał by całe to gadanie o „klątwach” i „prawdziwym złu”, gdyby tyczyło się to wszystkich skradzionych przez niego skarbów, od których pękała w szwach jego piwnica. Gdy zaś chodziło o ten mały wisiorek…
    Nie ukradłem go. Powtarzał w myślach te trzy słowa, mocniej zaciskając dłoń na błyskotce.
    Nie zdążył jednak powiedzieć ani słowa więcej, bo Oberon Alder w całym swoim majestacie zbliżył się do niego i dotknął jego pięści zaciśniętej na wisiorku. Złowrogie słowa wypowiedziane przez jego rozmówcę nagle rozwiały się niczym mgła. Nie było już korytarza, nie było Woodlans. Jones całym swoim jestestwem znalazł się pomiędzy migającymi obrazami, z których emanował ból i cierpienie. Starał się to wszystko ignorować i wychodziło mu to niezgorzej, bo w końcu był pierdolonym egoistą, ale…
    Nagle zamiast bezsensownej plątaniny zdarzeń ujrzał wyraźną historię, a raczej wiele historii następujących po kolei po sobie. Zło, smutek, ból, cierpienie… wszystko następowało zaraz po tym, gdy któraś z nieznanych mu postaci sięgała po przeklęte złoto. Gniew Króla Olch dopadł każdego najmniejszego złodzieja, a był to okrutny gniew. Nie było litości tylko powolna, samotna śmierć.
    To wszystko nie miało znaczenia, Huck nigdy nie wierzył w takie rzeczy. Obrazki w głowie. Podejrzewał, ze jego brat potrafiłby mu pokazać podobną iluzję gdyby tylko zechciał. Czary były tylko kolejnym oszustwem tych, którzy umieli nimi władać. Prawda?
    Potem ujrzał znajomą twarz. Twarz należącą do jego pogodnego znajomego nauczyciela łucznictwa. Nigdy nie pytał Hagena o jego baśniową przeszłość, a ten też mu się szczególnie nie zwierzał. Poznali siebie takich, jakimi byli w Fabletown… A teraz Jones oglądał śmierć Hagena. Jak to w ogóle możliwe? Czyżby pomylił twarze… Musiał, nie było innego wyjaśnienia.
    Skupiony na samym sobie i swoich własnych myślach, nie zauważył smutku Oberona. Tym bardziej, że przyszła kolej na coś, co miało bardziej go dotknąć. Nie pytał skąd Alder zna jego przeszłość. Nie chciał tego wiedzieć, nie chciał wiedzieć dlaczego miał spotkać go taki, a nie inny koniec. Nie chciał, bo wiedział, co usłyszy. Nie podobało mu się to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co ujrzał, było tak realne, że serce zabiło mu mocniej. Wszystkie te chwile, o których tak usilnie chciał zapomnieć. Na nowo przeżywał swoje męki. Lucy w ramionach jego brata. Ta piękna, cudowna kobieta, którą kochał całym sercem znów oznajmiała mu, że woli starszego Jonesa. Potem przyszła kolej na samego Davyego, na ten szalony pojedynek, w którym brat odebrał mu rękę. Ból w kończynie był tak prawdziwy, że Huck miał ochotę krzyknąć. No i Nibylandia… Wszystkie te godziny męczarni, wszyscy fałszywi przyjaciele, wszelkie zdrady i porażki.
      Nie zauważył, kiedy wizja zniknęła. Stał roztrzęsiony w korytarzu apartamentowca, nogi mu drżały, po policzkach spływały dwie samotne łzy. Wielki pirat, król siedmiu mórz, ze strach przed którym drżały królestwa… Wielka kpina. Bał się, cierpiał i miał ochotę wpełznąć do swojego łóżka i zakryć się kocem jak małe dziecko. Cały się trząsł.
      Z otępienia wyrwał go spokojny głos Oberona. Piękny Król Elfów oznajmiał mu, że nigdy nie było ucieczki przed wszystkim nieszczęściami, które dotknęły go w życiu. Był skazany na cierpienie, bo był złodziejem. Najgorsza była jednak obietnica przyszłości, w której jego aktualne szczęście miało obrócić się w pył.
      Sam. Stary. Skończony.
      Te trzy słowa wypowiedziane szeptem dotknęły jego serca. Prześladowały go przez całe życie odkąd Piotruś wypowiedział je po raz pierwszy. Ogarnął go strach.
      Wreszcie Oberon cofnął dłoń, a uczucie pustki i strachu cofnęło się odrobinę w głąb byłego pirata. Nie zniknęły. Na to nie mógł liczyć, ale przycichły. Najgorsza burza minęła.
      - Ja już czekałem na śmierć – wyznał cicho mimo woli – Wychodziłem jej naprzeciw, by mnie zabrała. Wtedy jednak zawsze coś mnie ratowało… Niepotrzebnie, było by już po wszystkim – mówił to wszystko jakby do siebie, nie zważając na obecność Aldera.
      Jednak mimo tego wszystkiego, nadal nie potrafił wypuścić z rąk wisiorka. Niby nic nie znacząca błyskota, ale jakby przywarła do jego duszy.
      - Mówisz, że wybór należy do mnie – zwrócił się wreszcie do swojego rozmówcy, podnosząc na niego spojrzenie szklistych oczu – Tymczasem pokazałeś mi, że nie ma ucieczki. Sam sobie zaprzeczasz. Przyznajesz, że klątwa zaślepia i każesz mi się jej wyrzec wiedząc, że nie jestem w stanie. Tylko mnie torturujesz, kpisz sobie z nieszczęśnika, którego bierzesz za złodzieja. Zrozumiałbym, gdyby to była kara za wszystkie inne moje grzechy, a ty mówisz że to kara za kradzież wisiorka. Za coś, czego nie zrobiłem. Leżał na brzegu, każdy mógł go podnieść. Każdy głupiec mógł wziąć na siebie te idiotyczną klątwę. Gdzie w tym wszystkim sens i sprawiedliwość? – spytał z wyraźnym bólem.

      Huck

      Usuń
  31. [ Udowodnij, że nie kłamiesz XD Cieżkie żadanie ale masz rację, że może się o to kręcić ten warunek.
    Wow. Wychować się na takich historiach, oryginalnie ^^ Ja to się właśnie na Disneyu i Andersenie wychowałam. Choc z czasem ukierunkowałam się na te pirackie, morskie klimat. Zawsze kręciły mnie syreny i krwiożerczy faceci z drewnianymi nogami XDDD
    Spoczko, ja pozwolę Haczkowi trochę się w myślach powściekać, a potem zrobię przeskok XD (uwielbiam łączyć opcje, to przez to że nie umiem się nigdy na jedną zdecydować ). Powiem ci, ze to się wtedy fajnie układa, bo niebawem w moim wątku z Lucy będzie kłótnia o ten właśnie wisiorek XD Także jest powód do zmiany zdania u mojego tchórzliwego pirata :”)
    Pięknie pojechałaś po całości <3 ]

    Zamurowało go. Dosłownie wbiło go w miejsce. Nikt jeszcze nigdy nie ważył się tak go poniżyć. Nie licząc niektórych wybryków Davyego, ale to inna sprawa. Stasi bracia zawsze tak robili, ale nieznajomi… Wielki, wyniosły, bezduszny, pierdolony król. Nie dał Hakowi nawet możliwości obrony lub zripostowania! Wygłosił swoją wielce poprawną opinię i zniknął za drzwiami mieszkania. Jones jeszcze chwilę gapił się na zamknięte drzwi jak głupi.
    - Tchórzliwy? Słaby? Woląc użalać się nad sobą? – powtórzył jak zaczarowany – Chyba robisz sobie jaja.. Ledwie maleńki fragment klątwy… Opuszczenie, zdrada, pobyt w piekle, brak przyjaciół to tylko maleńki fragment. Zabawne. NIE JESTEŚ MI POTRZEBNY! – wydarł się na koniec i opuścił Woodlans zastanawiając się nad wyzwiskami, które mógł dorzucić do tego krótkiego stwierdzenia.
    Prawda, że nie potrafił pogodzić się z losem, że szukał śmierci, ale no chwila. Dotknęło go niejedno nieszczęście, a ludzie i nie ludzie gdzieś mieli jego dobre intencje. Tak samo jak Oberon. Próbował się zmienić, próbował żyć, ale jaki miało to sens gdy nie przynosiło efektów? Wszyscy go nienawidzili, serce miał podziurawione i w strzępkach. Nic nie dawało mu radości, a widma przeszłości ciągle go prześladowały. Nie był bezdusznym stworzeniem, które by na to nie zareagowało. Miał na tle siły by znieść to wszystko, gdy przebywał w Niblandii i na początku w Fabletown. Każdy ma jednak swoje granice! Co go obchodził jakiś podobny do jego znajomego elf, który wytrzymał więcej? Huck nie wiedział z jakimi przeciwnościami losu przyszło się zmagać temu elfowi, kim był i jaki był. Jones byłby w stanie znieść tortury, fizyczny ból, śmierć kogoś bliskiego… Tak, wtedy do końca pozostałby dumnym, choć smutnym piratem. Miałby jednak wrogów do pokonania powód do walki. Z kim miał jednak walczyć w przypadku tego, co przeżył? Przeciw komu miałby skierować cały swój ból i żal? Musiał tłamsić go w sobie. I że niby on czuł się wygodnie z wymówką klątwy, w którą nie wierzył? On, który uważał się za winnego na tyle, że nie był godzien żyć we własnym mniemaniu?
    Najgorsze i najboleśniejsze był ostatnie słowa Oberona. Nie zasługujesz na Lorelei. Na Lucy… Tę piękną, kochającą, ciepłą i pełną miłości dziewczynę. Może rzeczywiście tak było, był czas gdy Huck sam tak myślał, ale ona wybiła mu to z głowy. Poza tym kiedyś był inny. Silny, odważny, pewny siebie. Czyż nie zasługiwał na możliwość znów stania się tamtym mężczyzną? W mniemaniu Obeona Aldera nie.

    ~*~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze jest wybór powiedział mu przed jakimś czasem dostojny elf. Powiedział mu też, że jest słabym, tchórzliwym, zapłakanym niczym i nie jest wart miłości czy ocalenia. Dlatego właśnie Huck nie uwierzył w ani jedno jego słowo. Oberon Alder zaprzeczał sam sobie i gardził ludźmi pokroju Jonesa. W szczególności zaś gardził samym Huckelberrym, co pokazał w dosadny sposób.
      Tego dnia nie liczył się jednak opinie i wierzenia Oberona, nie liczyła się jego pogarda i cholerna wyniosłość. Gdyby to zależało od Hucka, to nigdy więcej nie pokazałby się na oczy elfiemu królowi, ale sytuacja się zmieniła. Chodziło o Lucy i jej szczęście. Jones nie dbał o siebie, wiele już wycierpiał i byłby w stanie przyjąć na siebie więcej. No i był sentymentalistą, który nie wierzył w klątwy. To też oddawanie jego ulubionego wisiorka w zamian za rzekom zwrot jego szczęścia. Jednakże gdy chodziło o Lucy… Ostatnio zrobiła mu awanturę. On też nie był bez win. Pokłócili się. Po tych paru wspólnych, cudownych chwilach znów się pokłócili i rozstali w gniewie. Czuł w sercu potworną pustkę, a wszystko przez ten głupi wisiorek. Oskarżyła go o to, że uwiódł ją, by zdobyć skarb. Zanim więc pójdzie błagać o przebaczenie i tłumaczyć się, że to wcale nie tak, to musi oddać ten cholerny wisiorek. Jeśli zwróci go dla niej, Lucy zrozumie, że się pomyliła. Była ważniejsza niż najlepsza błyskotka, niż najlepsze wspomnienia.
      Stając przed drzwiami mieszkania Oberona Aldera nadal żałował, że musi oddać wisiorek. Ale było już postanowione. To też gdy tylko ujrzał twarz Króla Elfów z tą miną wrażającą wielką pogardę, zerwał wisior z szyi i rzucił mu go pod nogi.
      - Masz ty cholerny bezduszniku. Masz swoje przeklęte złoto, którego nie ukradłem. Masz od tego słabego, tchórzliwego, wrażliwego idioty. Ale nie waż się więcej mówić, że na nią nie zasługuje. Dla niej byłem gotów rzucić świat na kolana, dla niej dałem samemu sobie drugą szansę, tylko dla niej żyję. I nieważne co zrobisz, z klątwą czy bez tylko ona jest moim szczęściem – wykrzyczał elfowi w twarz, a oczy miał czerwone z wściekłości.

      [ Gwoli wyjaśnienia, bo nie wszyscy to wiedzą. Ocz mojego pirata zmieniają kolor na czerwony gdy jest wściekły, a łzy z tej czerwieni są trucizną, na którą nie ma odtrutki. Taka tam ciekawostka XD ]

      tchórzliwy pirat ;)

      Usuń
  32. [Witam pięknie! :) Absolutnie zakochałam się w postaci, karcie i historii. Prawdziwy majstersztyk, na dodatek ten wizerunek i w ogóle. Aż brakuje mi słów. Oberon jest zbyt zachwycający i oszałamiający, żebym mogła napisać coś bardziej sensownego. <3
    Ponieważ mam tutaj postać z tego samego kręgu kulturowego, a reszta ekipy mnie już oficjalnie przygarnęła do rodziny, to mam nadzieję, że uda mi się skusić Ciebie na jakiś wątek. :)]

    Etain

    OdpowiedzUsuń
  33. [Muzyka jest genialna, tutaj zgadzam się w dwustu procentach. Cieszę się, że pamiętasz Morganę, bo ja pamiętam Oberona :) Muszę jeszcze dodać, że Twoja karta jest naprawdę obszerna, schludna oraz interesująca, historia postaci szczegółowa — zazdroszczę, tak bardzo zazdroszczę weny. Na wątek jestem oczywiście chętna, jeśli dobrze pamiętam, poprzednim razem ustaliłyśmy, że Morgana jest matką Oberona — idziemy w tym kierunku?]

    Morgan Myers

    OdpowiedzUsuń
  34. [Też mam taką nadzieję :) Kontynuujmy to powiązanie, podobało mi się. Jeśli chodzi o pochodzenie Oberona to, jeśli dobrze pamiętam, poprzednim razem proponowałam coś takiego, że Morgana przez przypadek trafia do innego świata (może do Królestwa Elfów, może gdzieś indziej). Kiedy wraca, nie może przypomnieć sobie niczego oprócz kilku zamazanych obrazów — coś podobnego wydarzyło się w Mgłach (jak już zżynać, to wszystko ;p). Ale to na razie tylko jeden z pomysłów. Ja jeszcze nie mam zbyt dobrze rozpisanej historii Morgany, więc chętnie ją uzupełnię Oberonem. To jakie masz pomysły? :)]

    Morgan Myers

    OdpowiedzUsuń
  35. [Wow, wena rzeczywiście dopisuje ;) Córki króla elfów nie czytałam, ale już sobie zapisuję tytuł. Jak pójdę do biblioteki, to poszukam.
    Zacznę od końca, tzn. od Fabletown. Jeśli chodzi o Morganę, to na 90% będzie zdystansowana w stosunku do Oberona. Będzie przypominał jej to stare życie, o którym chciałaby zapomnieć. Chociaż wszystko i tak zależy od tego, co działo się wcześniej.
    Oberon mógł zostać poczęty w wyniku kontraktu między Nibelungami a czarodziejkami z Avalonu. Oni potrzebowali potężnego władcy, może nawet w grę wchodziła przepowiednia czy jakiś stary zapis, który między innymi wskazywał rodziców owego władcy (czyli Morganę i… no właśnie, kto jest ojcem? Bo to jakby ważne :D). Avalon dostał coś w zamian i w ten sposób niczego nieświadoma Morgana zachodzi w ciążę. Natychmiast po porodzie dziecko zostaje jej odebrane, co prowadzi do jakiegoś konfliktu z kapłankami albo odejścia z wyspy. Jeśli dobrze pamiętam, coś podobnego dotyczyło narodzin Mordreda w Mgłach, ale nie zanosi się na pojawienie na blogu ani jego, ani Artura, więc możemy tę wersję wykorzystać tutaj, a tam wymyślę coś innego. I tak, gdyby nie komplikacje, krzywdy, raczej byłaby kochającą matką, ale teraz już na to za późno ;)
    Czytając historię Oberona, byłam zaskoczona, jak śmiało sobie poczyna: korzysta z czarnej magii, wskrzesza zmarłych, a na dodatek kradnie ziemię jakiemuś królestwu, włącza do swojego terytorium, może nawet wbrew woli mieszkańców! Avalonowi by się to nie spodobało, licencja na magię i te sprawy. A gdyby Earl należało do królestwa Artura? Konflikt z Camelotem gotowy <3 Ale to zależy od Ciebie, czy pasuje to do Twojej historii. Relacje z Avalonem mogły być różnie, raz pokojowe, raz wrogie.
    Ich pierwsze spotkanie mogłoby nastąpić w królestwie elfów. Jak Oberon potraktowałby obcą osobę, czarodziejkę szwendającą się po lesie? Ugościłby ją? Bo wydaje mi się, że fajnie byłoby gdyby dowiedzieli się o swoim pokrewieństwie przez przypadek, właśnie tam.
    Ode mnie też trochę pomysłów, napisz, co o nich myślisz :) Chyba jednak muszę wrócić do Mgieł, pamiętasz więcej ode mnie, a to ja prowadzę główną bohaterkę powieści! :D Ustalę sobie, co warto zatrzymać, co pasuję, przypomnę wszystkie wydarzenia, a potem poukładam chronologicznie. Może uda mi się skończyć w ten weekend…
    Przepraszam za chaos, ale jest pierwsza w nocy :(]

    Morgan Myers

    OdpowiedzUsuń
  36. [Haha, pewnie tak :D Z doświadczenia wiem, że wszystkie pomysły ustalone przed rozpoczęciem wątku potem zmieniają się o 180 stopni :D Dochodzą nowe, a jeszcze w międzyczasie ktoś zmieni wizerunek albo zawód postaci, jak miałam w przypadku Lucy xD Więc patrząc na wątek z Hakiem – jak szła do niego, była kelnerką w Bella Notte, a wyszła już jako piosenkarka w kasynie xD
    Wybacz tak duże opóźnienie!]

    - Gościa? – zdziwiła się, z początku niedowierzając strażnikowi. Jedyną osobą, która zaglądała do niej od czasu do czasu był sam szeryf Fabletown, jednak jego wizyty nigdy nie były jej w ten sposób obwieszczane, a Bigby osobiście przychodził po nią do celi. Tym razem, najwyraźniej był to ktoś zupełnie inny. Zaczęła nawet mimowolnie szperać w pamięci, wyszukując osoby, które mogłyby zostać wpuszczone na teren więzienia, a które chciałaby ją odwiedzić. Nikt jednak nie przyszedł jej do głowy.
    Strażnik otworzył celę i poprowadził ją korytarzem. Na szczęście nie została sklasyfikowana jako niebezpieczna, więc nigdy nie zakładano jej kajdanek, za co dziękowała w głębi serca. Widywała tu różne przypadki, niektórzy osadzeni byli agresywni i nieprzewidywalni, i czasem miała wrażenie, że takich związują nawet na noc. Ona natomiast czuła się czasem jak atrakcja całego więzienia i ktoś w rodzaju maskotki, co miało też swoje dobre strony – w stołówce dostawała dodatkową porcję okolicznościowych smakołyków, bo kucharz był w nią zapatrzony jak w obrazek.
    Po chwili marszu, strażnik poprowadził ją wprost do niedużego korytarzyka, z którego odchodziło kilka małych salek przeznaczonych do odwiedzin. Wprowadził ją do jednej z nich.
    Nogi ugięły się pod nią i mało brakowało, by upadła jeszcze w progu do sali. Oparła się dłonią o futrynę, patrząc na gościa z otwartymi ustami. Zobaczyła ducha. Kogoś z przeszłości, kogo już nigdy nie spodziewała się ujrzeć, a na pewno nie w tym miejscu.
    - Królu… - wydukała cicho, irracjonalnie przerażona jego wizytą. Nie zmienił się od czasu, gdy widziała go po raz ostatni. Wciąż równie olśniewający jak kiedyś, zdawał się błyszczeć w słabym świetle wpadającym przez małe okienko. Sama jego obecność rozjaśniała szary, ponury pokój. Nie zauważyła, kiedy strażnik opuścił pomieszczenie, informując ich o ograniczonym czasie wizyty.
    Oberon od razu zlustrował ją wzrokiem, ocenił i obrzucił pogardliwym spojrzeniem. Nie musiał nawet nic mówić, sama dobrze wiedziała, że w niczym nie przypomina dawnej wspaniałej Lorelei. W jednym spojrzeniu zawarł wszystko, co mógłby w tej chwili powiedzieć na jej temat.
    Na moment wlepiła zawstydzony wzrok w podłogę słysząc jedno, jedyne słowo. Zmieniłaś się. Owszem, zmieniła. Odebrał jej przecież większość mocy i zostawił całkowicie bezradną w dziwnym świecie śmiertelników, w którym nie potrafiła sobie poradzić. Zemścił się na jej zdradzie, nie powinna się temu dziwić. Dlaczego w takim razie odwiedził ją w więzieniu? Co właściwie robi w tym świecie?
    - Po co tu przyszedłeś? – zapytała ze ściśniętym gardłem, celowo nie dodając „królu”, „panie”, czy choćby „Oberonie”. Wciąż darzyła go szacunkiem, przez te wszystkie lata był dla niej prawdziwym ojcem. Miała jednak żal za to, że ukarał ją wtedy, gdy najbardziej potrzebowała swoich mocy. Gdyby nie zesłał jej do tego odrażającego miejsca, może zdołałaby odnaleźć ukochanego.


    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  37. [ Witam :D
    Jesli masz ochotę na jakiś wątek to zapraszam do siebie.]

    Faust

    OdpowiedzUsuń
  38. [Przepraszam, że odpisuję Ci z takim opóźnieniem.
    Jeśli nadal miałabyś chęć na wątek - to serdecznie zapraszam. Jak najbardziej można by pokombinować coś z przeszłości, bo w sumie i czasy i klimaty dość podobne, więc czemu nie mieliby się spotkać. Można nawet zaszaleć i dodać motyw, że smok z którym swego czasu Beowulf miał problem to był właśnie Fafnir... i powiązanie gotowe. Co myślisz? :)]

    Kainan

    OdpowiedzUsuń
  39. Hej,
    Jestem zainteresowana postacią Tytanii i bardzo chętnie ustaliłabym z Tobą szczegóły tej postaci.
    Bardzo lubię "Sen Nocy Letniej", podoba mi się również opis z Poszukiwanych, nawet mam już kilka swoich pomysłów, którymi chętnie się wymienię. Myślę, że się dogadamy, bo postać mężusia mnie zachwyca. <3
    Odezwij się do mnie tutaj: lesnelicho123@gmail.com
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  40. [ Zawsze lubię wątki podszyte historycznie.
    Może rozwiń nieco swoją myśl, bym wiedział lepiej jaki dokładnie masz pomysł :) ]

    Faust

    OdpowiedzUsuń
  41. [ Nic nie szkodzi. Mi po urlopie też zawsze ciężko idzie, także ja cię doskonale rozumiem XD I tak, spokojnie – jest świetnie.
    No to miałaś ciekawe dzieciństwo :D No a ja to rzeczywiście te klimaty XD Drewniane nogi, przepaski, haki <3 Latałam z kuzynami potem po dworze i biliśmy się na kije XD Ale oprócz tego dużo było też westernowych klimatów :3 Tak to jest jak wszyscy w rodzinie lubią fantastykę, westerny i przygodówki XD <3
    Charakterystyka Oberona w jednym zdaniu xD No cóż XD Oj tak, ogarnianie co tam reszty rodzinki to bardzo ciekawa sprawa, zdecydowanie jest na wesoło. Nie ma co narzekać na nudę <3 Niebawem według Oberona to Hak będzie miał zły wpływ na wszystkich dookoła XD
    Ło to Hak by zupełnie zgłupiał i nie wiedział, co zrobić, gdyby Oberon był milusi xD Tego na pewno by się nie spodziewał.
    Jak tylko będzie pomysł żeby to wpleść, to czemu nie? 
    Biedny Oberonek xD Tyle bab i to o takich trudnych charakterach. Musi się czuć oblegany :D ]

    W sumie to nie spodziewał się niczego konkretnego, przychodząc w to miejsce. Wiedział tylko tyle, że chce pozbyć się tej przeklętej błyskotki. Niby mały kawałek złota, a przysporzył mu tak wielu kłopotów. Nawet jeśli Jones nie wierzył w klątwę, to właśnie wisiorek był po części przyczyną jego ostatniej kłótni z Lucy. Kłótni, która posunęła się zdecydowanie za daleko. Powiedzieli sobie z Lucy tyle strasznych słów w tak krótkim czasie. Zarzucili sobie brak miłości. Takie głupstwa, a wszystko to było przecież niepotrzebne. Teraz żałował każdego słowa. Powinien był zachować się zupełnie inaczej. Tymczasem pokazał samemu sobie, że Oberon Alder miał po części rację co do niego. Był tak słaby, tak łatwo ulegał emocjom, dawał się podpuścić i nie panował nad własnym językiem. Jeszcze przyjdzie mu się z tego wszystkiego spowiadać komuś, komu nigdy nie chciałby opowiadać niczego o sobie.
    Alder ograniczył się do chłodnego tonu, ale nie powiedział nic, co mogłoby znieważyć Hucka lub go zranić. W dodatku zaprosił go do środka. To Jones powinien był przewidzieć, a mimo to czuł się zaskoczony. Myślał, że tym razem znów będzie musiał wysłuchać tak wielu nieprzychylnych słów, stojąc na korytarzu. Tymczasem już na wstępie dostał zaproszenie do apartamentu Oberona. Poczuł się z tym trochę dziwnie, ale posłusznie ruszył za gospodarzem.
    Ledwie Huck przeszedł przez próg, a już powalił go wystrój wnętrza. Niby wiedział, że w Woodlans króluje magia, ale jego wiedza ograniczała się tylko do tego. Nie rozmyślał nad tym, co się z tym faktem wiąże i jak magia jest tu wykorzystywana. Okazało się, że do… No cóż. Umniejszenia tęsknoty za dawnym życiem. Najwyraźniej i Oberon Alder miał w sobie coś z sentymentalisty skoro nie wystarczyły mu bogate, nowoczesne pokoje. W każdym Baśniowcu tliła się tęsknota za tym co dawne, znajome i bliskie sercu. Dlatego właśnie Jones poczuł się całkiem dobrze w plątaninie zamkowych korytarzy i z zainteresowaniem błądził spojrzeniem czerwonych z wściekłości tęczówek po pięknych ścianach i sufitach. Czuł się trochę tak jak dawniej… Nie raz przecież odwiedzał pałace możnowładców. Czy to by ich okraść, czy to by zawrzeć z nimi umowę, czy to by zabić. Różnie to bywało. Pierwszy jednak raz był w takim miejscu tylko i wyłącznie z powodu miłości. To wszystko robił dla Lucy i musiał o tym pamiętać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z całego serca pragnął się z nią pogodzić, choć wciąż czuł urazę, ból i żal. Wiedział, że nigdy nie zapomni i nie prędko w pełni jej zaufa, ale musiał próbować. Musiał spróbować pozbyć się wszystkiego, co stało im na drodze, bo bez niej czuł się tylko połówką. Dopiero widząc jej uśmiech, błysk w jej oczach stawał się całością. I choć wiedział, że Oberon tego nie zrozumie, to musiał walczyć o prawo do szczęścia. Wbrew wyniosłym, pełnym pogardy spojrzeniom i niechęci do jego osoby. Przecież nawet tacy jak on zasługiwali na prawo do walki o swoje. Zwłaszcza dla tych, których kochali. Jeśli zaś ta jedyna istota na świecie, dla której był gotów zrobić tak wiele, mówiła że wisior jest przeklęty, to on nie miał nic do gadania.
      Wreszcie dotarli na miejsce wybrane przez Oberona. Ta część pałacu wyglądała trochę skromniej. Nadal była piękna i olśniewająca, ale nie wzbudzała w człowieku poczucia małości. Można by wręcz powiedzieć, że była… przytulniejsza, choć to i tak dość mocne słowo na opisanie tego, co ujrzał Jones. Może widział wiele zamków, wiele królestw, ale dom Aldera wyraźnie różnił się od nich wszystkich.
      Gospodarz prostym gestem, jakże pasującym do jego dostojności i dumy, wskazał Huckowi miejsce, w którym mieli odbyć ich rozmowę. Pirat trochę się tego obawiał, ale postanowił, że nie da się zagiąć królowi elfów. Był gotów na naprawdę wiele. Musiał tylko pamiętać czemu to robi. Do tego zadania przygotowywał się psychicznie już jakiś czas. Wyrzeczenie się egoizmu w jego wypadku wcale nie było proste. Przez większość życia myślał tylko o sobie i o swojej własności. Nie miał kogoś, o kogo miałby dbać. Teraz było inaczej. Dlatego też milczał przez całą drogę i starał się uspokoić. Gdyby poniosły go nerwy, to ta farsa skończyłaby się równie szybko, jak się zaczęła.
      - Więc o czym chcesz rozmawiać? – spytał, powstrzymując się przed kolejnym wybuchem wściekłości.
      O jego stanie emocjonalnym świadczyły tylko oczy. Były czerwone jak krew i jarzyły się nienaturalnym blaskiem. Dawały wyraźne świadectwo gniewu Huckelberryego i jego trzymanej na wodzy wściekłości. Całą resztę Jones kontrolował. Zaciśnięte zęby, dłoń zamknięta w pięść i zmarszczone gniewnie brwi. To wszystko mogło zniknąć w przeciągu jednej sekundy, ale oczy się nie zmieniły. Wpatrywały się oskarżycielsko, złowrogo i z ledwie widoczną odrobiną strachu w wyniosłego, cholernego króla. W tego wielkiego dobrodzieja udręczonych, który już na wstępie osądził Hucka wedle własnej woli. Zrobił to pochopnie i niesprawiedliwie, ale nie o tym chciał rozmawiać pirat. Pogarda to nic, nawet nienawiść. Z tym umiał się uporać, byle tylko udało się osiągnąć cel.
      Jednak nastawienie Aldera mogło okazać się problemem, gdy Jones miałby się wytłumaczyć z posiadania wisiorka. Nie miał zamiaru kłamać w tej sprawie, by zeznaniami dać satysfakcję królowi. Tyle że nie miał żadnego dowodu, który mógłby poświadczyć o jego niewinności, a Oberon nie wyglądał na takiego, który nagle zmieni zdanie i tym razem mu uwierzy. Pozostawała jeszcze sprawa znajomości Jonesa z Titanią, która ostatnim razem zdecydowanie nie przypadła elfiemu władcy do gustu. Choć temu akurat Jones się nie dziwił. Każdy męski znajomy Lucy był dla niego potencjalnym wrogiem. W tamtej chwili liczyły się cierpliwość i opanowanie. Wszystko się ułoży, a on wszystko grzecznie wytłumaczy. Zagra tak, jak Oberon tego oczekuje. Skoro nie było innego wyjścia…

      zdeterminowany Jones

      Usuń
  42. [ Pewnie :) To całkiem dobry pomysł.
    Masz ochotę zacząć? ]

    Faust

    OdpowiedzUsuń
  43. [ano tak wyszla moja "przerwa" xD *wzdycha*
    Po prostu nie bylam pewna co wziac - taaki duzy wybor ale uparcie ide do jednego ehh.
    Taaa, a mail nadal czeka na napisanie >.< i sama czekasz xD Przy okazji bylam ciekawa czy zajarzysz ;p
    Moze - tylko ja ostatnio bez pomyslowa byc ;/ ale moze cos sie skombinuje]

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  44. [ moze acz i tak czesm ciezko ruszyc palce a co dopiero mozg ^_^
    <.< taaa, sprytnie ;p Moze i popularna ale tyle roznych wersji (a czasem ich brak, albo tak napisane, ze w sumie nie wiadomo o co chodzi xD), ze i tak czasem nie wiadomo do konca jak ujac sam zamysl. Ah czasem szkoda, ze nie mozna podloczyc kabel do mozgu-prosciej i szybciej by bylo.
    Ano. Nie chcialo mi sie Ciebie juz meczyc a sie domyslilam, ze wpadniesz, gdy napisze jakies "slowo"
    Nie mniej i rak zawsze mozemy cos 1 na 1 sprobowac i nawet wpadlo mi w swoim czasie - mialam to napisac w eseju - zeby np ja byla tym aniolem a tys np dzinem lub duchem, skoros mowila, ze ci pasowala akurat ta rasa.
    To dobrze, bo ja tu juz zasypiam i malo pomocna bede dzis.]

    Eli.

    OdpowiedzUsuń
  45. [Witam, witam :>
    Wątek jak najbardziej tylko nie jestem pewna, czy moja Mary dogada się z Oberonem, ale zawsze warto spróbować, prawda? Zresztą skoro on wspiera władze (w tym głównie ją i burmistrza) to muszą się całkiem dobrze znać. :D]

    Margaery

    OdpowiedzUsuń
  46. [Dziękuję za takie miłe przywitanie. <3
    A wątku z Oberynem odmówić nie mogę, nawet gdybym chciała. Takiemu combo fejbiulousowości się zwyczajnie nie odmawia. I już. :D]

    Bazil Valesky

    OdpowiedzUsuń
  47. [Ależ oczywiście że Samanta będzie chętna, tyle że ja jeszcze walczę z resztą spraw do pozałatwiania i potem mogę pisać z "jaśnie panem".
    Aż jetem ciekaw spotkania dwóch tak ... boskich charakterów :D. I niech Oberon nie liczy, że Samanta wpadnie w pokłonach.]

    Samanta

    OdpowiedzUsuń
  48. Siedząc w swym ulubionym fotelu, popijał wino. Ten dzień nie należał do najlepszych. Przyjął dziś tylko dwoje pacjentów, daltego ze ten drugi okazał się być człowiekiem poszukiwanym przez władze. Faustowi zależało tylko na tym by zapłacił za leczenie a potem niech z nim robią co chcą. Westchnął przeciągle, dolewając sobie wina. Gdyby nie to, ze musiał zarabiać na swoje badania, nie prowadziłby gabinetu.Wybór nie był prosty. Wiedział, ze nie potrafiłby zrezygnować ze swoich badań. Jednak wrodzone lenistwo, ciągnęło go w dół na dno. Ale czy na dnie na prawdę było tak źle? Spokojnie, cicho może nawet ciepło. A tak trzeba rozpaczliwie machać rączkami i nóżkami aby utrzymać się na powierzchni jeszcze chociaż kilka chwil.
    Pojawił się nagle, jak miał to w zwyczaju. Faust powinien już dawno przyzwyczaiść się do niezapowiedzianych wizyt swojego diabliska, jednak wciąż niezmiernie go to irytowało.
    - Mógłbyś chociaż zapukać w okno... - mruknął, zakorkowując z powrotem butelkę. Mefisto był koneserem alkoholi a to wino do tanich nie należało. Podniósł spojrzenie na swojego niepożądanego gościa. Był przystojnym, czarnowłosym mężczyzną o niezwykle intensywnie niebieskich oczach. Przyciągał spojrzenia wszędzie tak gdzie raczył się pokazać. Biła od niego pewnego rodzaju siła, której trudno się było oprzeć.
    - Mógłbym. - przyznal. - Przebierz się w coś bardziej... uroczystego doktorze. Wybierzemy się w pewne niezwykłe miejsce...
    Doktor Faust podniósł się niechętnie z miejsca i poczłapał do pokoju obok. Otworzył szafę i zaczął przyglądać się z niemym krytycyzmem swoim ubraniom. Nauczył się już tego, aby nie dyskutować z tym diabliskiem. Mefisto i tak zawsze postawi na swoim i będzie bronił swojego zdania, choćby i do końca świata.
    Wdział świezą koszulę, kamizelkę i krótki, najmodniejszy obecnie, surdut. Kieszonkowy zegarek umieścił w kieszonce w kamizelce. Sprawdził czy papierośnica jest pełna. Właściwie chyba cieszył się z tego nieoczekiwanego spotkania i aktakcji wieczoru. Ostatnio poczuł nawet pewną monotonnie dnia.
    Odwrócił się do mężczyzny.
    - Możemy ruszać...
    Mefisto położył obie dłonie na ramionach doktora. Jak zwykle poczuł dreszcze przebiegający po całym kręgosłupie aż po kość ogonową. Potem zapanowała chwila ciemności. Płuca wypełniło dziwnie świeże powietrze. Zapach roślin i lasu.
    Otworzył oczy. Jednak to co ujrzał, całkowicie wykraczało poza jego wyobraźnię.

    OdpowiedzUsuń
  49. [niektore wersje draculi byly niezle zrobione, ale i tak nic nie przebije nosferatu xD
    W zasadzie to mam wiecej, ale tamtych nie uzywam ;p
    Nie wiem szczerze mowiac - mozemy w sumie od zera]

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  50. [Wtedy powstałby spory problem dla Mary, bo ona byłaby przyzwyczajona do tego, że finanse napływały regularnie. Gdyby jednak Oberon zaprzestał tych działań moja Śnieżka mogłaby się wkurzyć :D I tak, musieliby być dla siebie mili, przynajmniej Margaery dla niego.
    Od czego zaczniemy wątek?]

    Margaery

    OdpowiedzUsuń
  51. [Nie krępuj się. ;D
    Uprzedzony, on? Niiiii, żadne takie. On zwyczajnie ich nie lubi. XD
    Ale za pomoc byłby bardzo wdzięczny, bo odzyskanie swojej dawnej postaci to jego priorytet. Tylko na początku próbowałby gorączkowo dojść do tego, po co Oberyn chce mu pomóc. I co ewentualnie będzie z tego miał, bo przecież nie ma nic za darmo. Co jeśli elf chce mu pomóc bo potrzebuje go jako składnika do jakiegoś eliksiru czy innego magicznego draństwa? XD]

    Bazil Valesky

    OdpowiedzUsuń
  52. [ Dokładnie. Trzeba wpaść w rytm i tyle :)
    Latanie z kuzynami z kijami zawsze dobre XD Ty w Króla Artura, a ja rzecz jasna w piratów XD Zawsze musiałam być kapitanem :D
    Naszej rodzinki nie da się nie kochać <3 Ta cudowna patologia ^^
    Haha XD „Nie patrz na moją żonę” – leże i płaczę :D
    Przydałoby się biedakowi XD Choć jak się dogadają z Hakiem to będzie miał męskie towarzystwo XD Tylko że trochę to potrwa za nim to nastąpi <3
    Spokojnie, ogarniam XD Otoczenie inspirowane „Władkiem” oki doki :3 Po prostu miejsce tak fabulous, że aż ciężko je opisać XD ]

    W komnacie panował półmrok, a fotel, na którym spoczął Jones wyglądał jak pozrastane gałęzie. Zresztą podobnie jak inne elementy wystroju. Ogółem całe pomieszczenie zdawało się żyć, jakby było wciąż rosnącą rośliną. Dawało to… Ciekawy efekt, z którym pirat jeszcze nigdy się nie spotkał. To wszystko wyglądało pięknie i przy okazji wyzwalało w człowieku dziwne poczucie małości wobec natury i kunsztu rzemieślniczego wykonawców wszelkich zdobień czy samych mebli. To wszystko stwierdził Jones po ledwie krótkich oględzinach pomieszczenia. Osobiście wolał raczej prostotę i przytulne, małe pomieszczenia. We wnętrzach takich jak ta komnata czuł się mniej pewnie niż w małej, ciasnej kajucie na kołysanym falami okręcie.
    Król Elfów nieśpiesznie zajął miejsce naprzeciw niego i przez chwilę milczał. Utrzymanie kontaktu wzrokowego w tamtej chwili było dla Hucka wyzwaniem, bo nie podobało mu się spojrzenie Oberona. Nienawiść, pogarda, wyższość i ta cholerna duma aż się wylewały z jego jasnych oczu, a Jones mógł tylko czekać, aż Alder raczy do niego przemówić. Więc chwilę trwali tak w tej drażniącej uszy ciszy, mierząc się wzajemnie spojrzeniami. To dziwne, ale w tamtej właśnie chwili, przez jedno uderzenie serca, pirata naszła dziwna myśl. Wszak te patrzące na niego błękitne oczy były tak bardzo podobne do innych, które ukochał ponad życie… Nie. Wcale nie. To tylko gra światła, wzburzone emocje i inne pierdoły. Oczy Lucy były zupełnie inne od tych Oberona, po prostu jedne i drugie były błękitne. Tak samo błękitne….
    Na szczęście elfi król uwolnił Jonesa od nieprzyjemnych myśli, kierując je swoimi słowami na zupełnie inny tor. Wcale nie wiele przyjemniejszy. Mogłoby się wręcz wydawać, że Huck wylądował na pewnego rodzaju przesłuchaniu, bo żądano od niego tłumaczeń i wyjaśnień. Jakby zrobił coś złego.. W dodatku ta kolejność spraw, o których miał mówić… Zrozumiałe, że Tytania wylądowała na pierwszym miejscu. W końcu Królowa Mab była małżonką Aldera, a jej znajomość z Jonesem najwyraźniej królowi nie leżała. Ale czemu Lucy wylądowała na drugim miejscu? Czemu tak bardzo obchodziła Oberona?
    Huck zamknął na chwilę oczy i wielkim wysiłkiem woli odepchnął dziwaczne przeczucia. To wszystko przez ten cholerny skarb, którego Lucy była strażniczką. Tak. Może Oberon myślał, że Jones uwiódł nimfę dla bogactwa? Może to właśnie o to się rozchodziło… Wszak sama Błękitnooka zarzuciła to Huckowi podczas ich kłótni. Wszyscy wciąż doszukiwali się w nim złych, nikczemnych pobudek, które nigdy nie istniały. Naprawdę zakochał się w Lucy i teraz żałował słów, które wyrzekł do niej w gniewie. Jak mógł jej zarzucić, że to ona rzuciła na niego urok? Przecież sam dobrze wiedział, że jego miłość do niej jest najprawdziwsza w świecie. Nigdy nie czuł czegoś podobnego do nikogo, a do czynienia miał z niejedną niebrzydką kobietą.
    Westchnął cicho i opanował burzę, która rozrywała go od środka. To wszystko wcale nie był łatwym zadaniem i wiedział, że wszelakie wyjaśnienia, nieważne że płynące z serca, mogą tylko bardziej rozjuszyć Oberona. Zwłaszcza te dotyczące Tytani, z która Huck spędził nie mało czasu. Może i ich znajomość zaczęła się od tego, że mieli wspólnego wroga i gdyby na tym poprzestało, to pewnie wszystko potoczyłoby nie inaczej. Gorzej, lepiej… Tego już nie umiał określić. W każdym razie musiał czym prędzej stawić czoła zazdrosnemu władcy elfów, który aktualnie świdrował go wzrokiem na wylot.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Czyli na początek sprawa Tytanii – powtórzył powoli – To zrozumiałe – dodał jakby od niechcenia – Poznałem ją w Nibylandii. Słyszałeś o tym miejscu, czy nie, to nie ważne. Grunt, że było tam potwornie, a władzę sprawował tam… Najkrócej mówiąc wróg zarówno mój jak i twojej żony. Nasza znajomość opierała się na posiadaniu wspólnego wroga – starał się mówić spokojnym, nic nie sugerującym tonem, mając nadzieję, ze w ten sposób powstrzyma ewentualny napad złości swojego rozmówcy – Chcąc, nie chcąc spędziliśmy ze sobą trochę czasu. Twoja żona uznała, że nie jestem taki zły i vice versa. Ona pomogła mi, ja pomogłem jej. Nic szczególnego. Ot sojusznik w mroku. Nie masz się o co martwić – zapewnił.
      Dla własnego dobra pominął szczegóły i rodzaje przysług jakie sobie z Tytanią wyświadczyli. Zaś o własny zachowaniu wobec Królowej Mab nie miał zamiaru nigdy, nikomu opowiadać. Sprowadziłoby mu to na głowę same kłopoty. Kto by pomyślał, że flirtowanie z jedyną w Nibylandii niechcącą go zabić kobietą jeszcze ściągnie mu na głowę zagrożenie życia? On na pewno o tym nie pomyślał. Po swoim rozstaniu z Lucy nie stronił od kobiet i flirtu. Tytania najzwyczajniej w świecie nie była wyjątkiem. Lepiej jednak, by Oberon nigdy tego się nie dowiedział, bo o zrozumieniu nie było mowy.
      - Wiem, że to nic konkretnego… - zaczął ostrożnie po chwili przerwy – Ale nie wiem, co więcej miałbym powiedzieć. Uwierz, że nasza znajomość opiera się na wzajemnej pomocy. Po prostu po Nibylandii nic się nie zmieniło.
      Bo Tytania jako jedyna wie, że nie byłem czarnym charakterem w tej bajce, dodał w myślach. Miał nadzieję, że jego wyjaśnienia zakończą ten temat, bo wiele więcej nie mógł powiedzieć. Nie chciał wszak rozwścieczyć Oberona. O dziwo, z nie do końca racjonalnych powodów, czuł jakiś lęk przed cholernym królem. Czy to przez jego spojrzenie, sposób bycia, wypowiadane przez niego słowa, ale Jones bał się Aldera. O niewielu osobach mógłby powiedzieć to samo, bo Huck nie należał do strachliwych osób. To raczej jego bali się inni. Ludzie i nie tylko. Nawet jego wrogowie. Sprawa miała się inaczej tylko z Piotrusiem, który nie tyle bał się Hucka, co doceniał go jako przeciwnika. Bo wbrew opinii wszystkich tych, którzy poznali go już w Fabletown, Jones naprawdę był niebezpiecznym człowiekiem. Kiedyś samo jego imię budziło postrach na siedmiu morzach, a w portach opowiadano o nim straszliwe historie. Zawsze towarzyszyła mu rozlana krew, płacz wdów i sierot, strach, krzyk. Zrobił tyle straszliwych rzeczy, dokonał wielkich, acz potwornych czynów, a jedna animacja Doczesnych zrujnowała cały jego wizerunek. No. On w sumie też się do tego przyczynił poddając się depresji. To też jedni go lekceważyli, a inni na wstępie przekreślali. Tak dobrzy jak i źli, bo nagle okazało się, że nie należy ani do jednych, ani do drugich.

      Huck

      Usuń
  53. [Mężu najdroższy, przybywam po wątek <33]

    Twoja Tytania

    OdpowiedzUsuń
  54. [Mój piękny, ukochany mężuś! <3
    Oj tak mi mów kochanie. <3 Cieszę się strasznie, że się podoba, zwłaszcza opis Oberonka w powiązaniach, bo długo nad nim myślałam. <3
    Wątek chyba już w większości omówiliśmy... No chyba że coś jeszcze w międzyczasie Ci wpadło do głowy?]

    Żoneczka

    OdpowiedzUsuń
  55. [mistrzostwo jedyne w swoim rodzaje ^^
    To prawda... Taki zabieg kosmetyczny, majacy uchronic i tak krucha psychike.
    Czyja wiem czy ciezko.... Oberonek zna sie dobrze na magii mogl np. podarowac jakis drobiazg, cos w stylu pamiatki rodowej przechowywanej z pokolenia na pokolenie, dzieki czemu pamiec o nim by trwala (nie wiem jak to inaczej napisac xD) i by znany bylby w rodzinie jako partner interesow.

    Inna strona - mogla by do niego przyjsc gdy dowiedzialaby sie ze moglby jej pomoc uporac z tymi koszmarami. Moze hipnoza? W koncu jest tylko przecietnym czlowiekiem i na wplywy jest podatna w mniejszym lub wiekszym stopniu]

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  56. [Z takim rodzicem będzie jeszcze bardziej fejbiulos! <3
    Pewnie tak. ;p
    To jest niezły plan. Mogliby kiedyś zboczyć z tematu, albo akurat obgadywać jakąś rzecz podobną do przedmiotu, który Bazil kiedyś posiadał. Tak mimochodem by wtedy wyszło, że strzegł skarbów w lochach, a stąd już prosta droga do opowieści o klątwie. ;)]

    Bazil Valesky

    OdpowiedzUsuń
  57. [Dziękuję za powitanie i miłe słowa.
    Muszę przyznać, że niesamowity jest sposób w jaki udało Ci się połączyć różne utwory, w których pojawia się postać Króla Elfów. Historia jest więc może długa, ale bardzo ciekawa, tak samo zresztą jak postać Oberona.
    Zastanawiam się, co mogłoby doprowadzić do ich spotkania i w zasadzie przychodzi mi do głowy tylko praca Romulusa, a nie wiem, czy Oberonowi mogłaby być do czegokolwiek potrzebna studnia, ale jeśli masz jakiś pomysł, zapraszam.]

    Horace Norton

    OdpowiedzUsuń
  58. [To ja przepraszam, że tyle musiałaś czekać :c]
    A możemy jednak trochę zmienić wersję narodzin Oberona? Bo pobyt w królestwie elfów i urodzenie dziecka tam ma taki fajny, baśniowy klimat i pasuje do postaci Oberona. Nie będzie Ci to przeszkadzać? Ja jestem trochę niezdecydowana, zwłaszcza gdy mam do dyspozycji tak wiele możliwości :c
    Jeśli chodzi o ojca, to ostateczną decyzję oczywiście powinnaś podjąć Ty, bo kwestia ta dotyczy bardziej Twojej postaci niż mojej. W każdym razie Tuatha De Dannan brzmi ciekawie, ale czy to nie za wysokie progi dla Morgany — jak sądzisz? Przyszło mi też do głowy, że mógł to być poprzedni Król Elfów, jeśli takowy był. Możemy wymyślić same albo wykorzystać istniejącą już postać, ale najpierw napisz, czy kogoś już sobie nie upatrzyłaś? Ach, no i jeszcze jedno pytanie: jak dużo Oberon wie o swoim pochodzeniu? Ustaliłyśmy już, że wie o Morganie, ale co z ojcem? Bo jeśli, na przykład, nic Ci na razie nie przychodzi do głowy i wolałabyś poczekać z określeniem jego tożsamości, to na razie możemy uznać, że Morgana też nic nie wie albo nie pamięta.
    Ale czy relacje z Avalonem były takie pokojowe? Teraz słuchaj (czytaj) uważnie :D Mam taki pomysł, żeby trochę tutaj namieszać. Powiedzmy, że Morgana przybyła na wyspę, mając lat siedem, wtedy Avalon był takim sanktuarium oddalonym od świata, miejscem harmonii, gdzie żyło się w zgodzie z naturą, nauczało sztuki leczenia, ale przede wszystkim magii. Ale wraz z nową Panią Jeziora, nadeszły nowe porządki i Avalon zaczął mieszać się w politykę, chcąc ugrać dla siebie jak najwięcej. Więc spięcia pojawić się mogły. No i jeszcze jedna ważna sprawa: mogłabyś mi napisać, jak wyglądała sprawa z Adwersarzem w Twojej historii? Bo w karcie Tytanii jest o nim wzmianka i zastanawiam się, czy to nie będzie się trochę kłóciło z moim pomysłem.
    Myślałam o czymś związanym z magią, może podczas jakiegoś święta, coś w stylu wizji jakiejś staruszki? Albo komuś się wymsknie przez przypadek? Jakie jest Twoje zdanie?
    Ja zaczęłam niedawno, ale z powodu nawału obowiązków nie mogę się za to wziąć porządnie.
    Dzięki <3 My dla Oberona możemy nawet napisać opowiadanie <3]

    Morgan Myers

    OdpowiedzUsuń
  59. [Witam również i dziękuję za miłe powitanie. Tym bardziej się cieszę, bo historia twojej postaci mnie zauroczyła. Masz przepięknie dopracowaną kartę i idealnie przedstawiony tak skomplikowany charakter postaci. :)
    Ha, jakoś mnie niechęć do smoków nie dziwi. :D Tym chętniej korzystam w takim razie z zaproszenia na wątek. Będzie się działo!]

    Drake

    OdpowiedzUsuń
  60. [Bardzo dziękuję za miłe słowa! :)]

    Chelsey

    OdpowiedzUsuń
  61. [Cieszę się, że pomysł ci się spodobał. :)
    Dobra myśl. Możemy w ogóle zrobić im układ na zasadzie - coś za coś. Beowulf będzie dość mocno martwił się smokiem i z chęcią zgodzi się na każdą propozycję Oberona, jeśli miałoby to pomóc rozwiązać problem z gadem. Tylko powiedz mi czy wolisz by zrobić coś na zasadzie, że Beowulf zabije smoka (Lindworma) i Oberon uzna, że z Fafnirem też sobie poradzi. Czy raczej Lindworm i Fafnir to będzie jeden i ten sam smok? Wybacz, że tak mieszam, ale tak mi teraz przyszło do głowy, że skoro Fafnira nie możemy uśmiercić to może być kłopot.
    A w kwestii czasów obecnych. Skoro znają się z przeszłości i obaj mieszkają w Woodlands to może jakaś wspólna sprawa? Jeśli Beowulf w przeszłości się dogadał z Oberonem to pewnie wiedział mniej więcej o jego zdolnościach. Mógłby w takim razie poprosić go o małą pomoc w śledztwie, bo powiedzmy jeden z tropów miałby związek z czarną magią. Co ty na to?]

    Kainan

    OdpowiedzUsuń
  62. [taaa jestem w "transie" ^_^ U mnie tak to zwykle bywa i pewnie by tak bylo, gdybysmy 1 na 1 pisaly jak bys miala czas ;p
    Probowałam jeszcze cos wymyslec ale pustka w glowie - chyba mam "przeciazenie" ;/
    Cholibka.. nie wiem jak to zlapac by wyszlo z sensem. Chyba narazie zawiesze pisanie z Oberkiem bo zle by bylo zaczac a potem przerwac w polowie ehh. Nie bij >.<]

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  63. [I wszyscy szczęśliwi. :D
    Tak, tak chyba będzie wygodniej. :)]

    Bazil Valesky

    OdpowiedzUsuń
  64. [Hahaha, o nie xD
    Skoro Oberon smoków nie lubi to można nawet pomyśleć nad konfliktem z przeszłości. Co prawda Drake raczej nie miał jakiś specjalnie wielkich ciągot do tego by kraść przeklęte skarby, za to jest z niego taki trochę intelektualista. Między innymi dość mocno zainteresowany tajemną wiedzą, smoczą magią i tak dalej. W końcu umie się zmienić w człowieka, czyli poniekąd ten sam typ smoka - czarownika co i Fafnir. Może kiedyś jeden wszedł drugiemu w drogę i doszło między nimi do jakiegoś konfliktu? Pytanie tylko o co... Ze strony Oberona przychodzi mi do głowy motyw smoczych kamieni, które dla potężnego czarnoksiężnika są bezcenne. Oberon mógł chcieć je zdobyć, może nawet nie zabijając smoka tylko stosując jakiś czar czy magiczny podstęp, co w sumie rozwścieczyłoby Drake'a. Jak uważasz? Bo chyba innego pomysłu w tej chwili nie mam. :)]

    Drake

    OdpowiedzUsuń
  65. [W zasadzie to z chęcią bym coś skrobnęła, tylko nie wiem czy ten Pan nie ma zbyt silnego charakteru na moją Chels :3]

    Chelsey

    OdpowiedzUsuń
  66. [Mam taki pomysł, że może Oliver uratuje króla Olch przed jakimś złem czy coś? Najpewniej trochę poturbuje zło, bo lubi czasami grzmotnąć pięścią, aż zęby gruchotną xD]

    OdpowiedzUsuń
  67. [Wybacz, że odpisuję tak późno, ale chciałam trochę przemyśleć wszystkie możliwości, a ostatecznie trochę się to myślenie przeciągnęło. Myślę, że możemy uznać, że z samą studnią dzieją się dziwne rzeczy, ale że tylko Romulus uznaje to za coś groźnego, ostatecznie zdecyduje się zwrócić nie do władz, a do Oberona, bo sam na magicznych sprawach zwyczajnie się nie zna i wtedy rzeczywiście mogłoby powstać z tego śledztwo.
    A jeśli chodzi o samo powiązanie, dlaczego nie. Z pewnością łatwiej byłoby mu się zwrócić do Oberona, gdyby spotkali się wcześniej i nawet nie tyle ufał królowi Olch, co zwyczajnie chociaż trochę o nim wiedział.
    W zasadzie to myślę, że mogłabym już zacząć, a reszta wyjdzie jeszcze w praniu.]

    Horace

    OdpowiedzUsuń
  68. [Dziękuję bardzo! :) Podwójnie mi miło słyszeć tyle komplementów od kogoś kto ma tak perfekcyjnie dopracowaną postać. :) Jeszcze raz dziękuję, również mam nadzieję, że tym razem już znalazłam postać idealną dla siebie.
    Królowi wątku nie odmówię. Jakieś pomysły? :)]

    Saoirse MacCodrum

    OdpowiedzUsuń
  69. [I tak niesamowicie skromnego... ;*
    Tak mi mów, od razu się czuję idealnie doceniona.
    O ile w międzyczasie nic Ci się radykalnie nie zmieniło w historii lub powiązaniach. :)
    W takim razie postaram się zacząć najszybciej jak się da, ale mam teraz takie urwanie głowy, że kto wie... może nawet do 2017 poczekasz. <3]

    Żoneczka

    OdpowiedzUsuń
  70. [Hmm...to może jakie powiązanie by nam stykło :D]

    Chelsey

    OdpowiedzUsuń
  71. [ Damy radę :D Nie przejmuj się. Mam obecnie lekki zastój bo sesja zaraz, więc się nie gniewam :D ]

    Miejsce w które przeniósł go Mefisto, było niezwykłe. Rozglądał się, nie mogąc uwierzyć w to co widzi. Najbardziej podobał mu się jednak zapach. Świeżość w połączeniu z pewną soczystością i naturą. Mógłby tu zostać dla samego powietrza.
    Nie chciał się zbytnio rozglądać, aby nie wyjść na ignoranta i miejskiego ważniaka. Minęło na prawdę dużo czasu odkąd przeniósł się na stałę do miasta. Miał wrażenie, że już nie pasuje do świata przyrody, że nie jest naturalny tylko sztuczny, stworzony przez diabła, dla diabła.
    Skłonił się nisko, kiedy Oberon został mu przedstawiony. Możliwe, że wyczuł jego wewnętrzną sztuczność bo nie wydawał się mu przychylny. Nie będzie z tego powodu rozpaczał. Jednak nie był u siebie. W tym świecie, rządził Oberon i obojętnie jak bardzo by się starał, nie może tu dokonać niczego istotnego.
    Powitał małżonkę Króla, z wrodzoną sobie uprzejmością i szarmanckim podejściem. Lubił kobiety i nigdy tego nie ukrywał. Przez lata swojej pracy, uświadomił sobie tylko tyle, że to nie mężczyźni powinni rządzić tym światem, tylko kobiety. Ale na ten temat nie miał zamiaru debaować.
    - Prawdę mówiąc... magiem zbyt dobrym nie jestem. Moją pasją są eliksiry i tym się głownie zajmuje. Wolałem się nie tytułować magiem, bo to co potrafię tylko urąga innym. - wyjaśnił, kiedy jak się spodziewał Mefisto go zostawił. Zawszego go zostawiał. Podejrzewał, ze zabiera go ze sobą by odwrócić od siebie uwagę.
    - Mefisto ma w zwyczaju... - przerwał na chwilę, bo coś jakby zakręciło go w nosie. Odchrząknął i wrócił do przerwanej myśli - ... trochę koloryzować. Prawdę mówiąc czuję się trochę zakłopotany. Gdybym wiedział na jaką uroczystość zabiera mnie to diablisko, postarałbym się o dobry prezent...
    Ledwo zdążył skończyć zdanie a pojawił się pierwszy atak kichania.
    - Bardzo przepraszam... - zaczął, ale nie skończył, bo znów zakręciło mu się w nosi i kichnął. Robił to w zabawny sposób, zupenie jak kot.

    OdpowiedzUsuń
  72. [Dziękuję za przywitanie i miłe słowa. <3 Gdybyś była chętna na wątek u Seta, serdecznie zapraszam. ;)]

    set&jim

    OdpowiedzUsuń
  73. [W końcu przybyłam :D
    Zaczęłam z takim małym nawiązaniem do naszego poprzedniego wątku ;) Resztę będziemy sobie chyba wymyślały na bieżąco, bo mimo że mam zapisane wszystkie nasze wcześniejsze ustalenia i czytam je w kółko, to i tak ciężko to wszystko ogarnąć :D Możemy potem zahaczyć (zaHACZYĆ xD) o pomysł z duszami, ale to się jeszcze pomyśli <3]

    Lucy przebudziła się gwałtownie, owładnięta dziwnym irracjonalnym lękiem. Oczy zasnuwała jej mgła, więc zamrugała z nadzieją, że obraz za moment się wyostrzy. Wypierając ze zmęczonej głowy resztki snu przez kilka minut patrzyła tępo w sufit zastanawiając się, skąd akurat dziś w jej umyśle pojawiły się obrazy z tamtego dnia. A śniła o pierwszym spotkaniu z Oberonem w Fabletown, w sennych marach widząc dokładnie każdą minutę ich rozmowy w więzieniu i każde sprzeczne uczucie jakie temu towarzyszyło. Przyszedł po nią i kupił jej wolność, choć wcale na to nie zasłużyła. Zważywszy na to, że odeszła znad Renu bez słowa i pozostawiła skarb niemal bez opieki, jego reakcja w Golden Boughs była nad wyraz dobroduszna. Wydawało jej się nawet, że choć bardzo chciał, nie potrafił się na nią gniewać. Mimo wszystko, znów chciał przyjąć ją do rodziny, pomóc jej podnieść się z samego dna. Lucy podejrzewała, że swój spory udział w tej decyzji miała Tytania, nie robiło jej to jednak większej rodziny.
    Powoi zwlekła się z łóżka i stanęła bosymi stopami na chłodnej podłodze. Przetarła twarz, przeczesała włosy, wyprostowała plecy i łopatki. Nie czuła się zbyt dobrze, wieczorem wypiła całą butelkę wina i długo nie mogła zasnąć myśląc o kłótni z Hakiem. Najchętniej nie wychodziłaby dzisiaj z domu, korzystając z okazji wolnego od pracy dnia i przemyśleć sobie wszystko na spokojnie. Zarzuciła na siebie długi sweter i podreptała do kuchni.
    W tym momencie myślała tylko o tym, by wypić całe wiadro zimnej wody i znów zatopić się z miękkiej pościeli, więc automatycznie sięgnęła po swój kubek i napuściła wody z kranu. Jeden łyk, drugi, trzeci, od razu lepiej. Nalała kolejną porcję do czajnika, nastawiając wrzątek na poranną herbatę i znów pogrążyła się w myślach. Jej życie mogłoby wyglądać zupełnie inaczej. Król z pewnością miał wobec niej jakieś plany i po jakimś czasie może nawet zamieszkałaby w pałacu. Poznanie Hucka zmieniło wszystko i czasem żałowała, że nie przemyślała swojej decyzji. Nie zrezygnowałaby z wyjazdu z piratem, mogła jednak zupełnie inaczej się zachować – powiedzieć o wszystkim Oberonowi, w jakiś sposób się z nim dogadać. A jeśli nie puściłby jej, wówczas uciec. Zachowała się niedojrzale i z tego powodu czuła się okropnie, szczególnie teraz, gdy znów jest wśród nich. Po raz pierwszy od dawna poczuła, że ma rodzinę. Oberon zawsze był dla niej jak…
    Dźwięk telefonu wybił ją z przemyśleń, a po chwili zrównał się z piskiem czajnika. Lucy pospiesznie wyłączyła gaz, drugą ręką sięgając do słuchawki. Zaskoczona przeczytała krótki napis na ekraniku. Dzwonił Oberon.


    Twoja kochająca córeczka nimfomanka <3

    OdpowiedzUsuń
  74. [ Jaki chaos – jest świetnie :>
    Ooooo… na łódce <3 My musieliśmy niestety wyobrażać sobie i łódkę i wodę XD Naszym okrętem zwykle była sterta piachu XD
    Głupawki na gg zmieniają spojrzenie człowieka na wątki XDDD Powaga gdzieś wyparowuje :”)
    Może się dowiedzieć od Oberona :) To w sumie nie było ustalone, więc wszystko zależy od nas XD
    Ach ta zmiana frontu XD Hakuś ma w głowie zamieszanie teraz, że aż strach.
    Niech Oberoncio go nie zje XD ]

    W pierwszej chwili nawet trochę się wystraszył, ale to uczucie szybko minęło. Gdy Oberon ze swojego wymownego chłodu i pogardy przeszedł do otwartego ataku, to na chwilę stracił przewagę. Huck lepiej radził sobie w sytuacji, gdy ktoś na niego krzyczał, wściekał się czy w podobny sposób okazywał swoją do niego nienawiść niż gdy musiał znosić dostojne milczenie i pioruny bijące z oczu. Już miał nawet się odprężyć i uśmiechnąć półgębkiem, gdy Król Elfów zupełnie zmienił swój sposób mówienia. Wystarczyło pół uderzenia serca, pół sekundy, ledwie mgnienie. To zupełnie strąciło Jonesa z pantałyku.
    O stary… Zaczyna się robić ciekawie.
    - Czyli wiesz o Nibylandii – podsumował, starając się na razie poruszać w strefie neutralnych tematów – Możesz wierzyć lub nie, ale naprawdę była moją sojuszniczką. Jeśli chodzi o to czy wspominała o tobie…
    Nie, ani razu.
    Krótka myśl, nieznośna myśl, nieodpowiednia odpowiedź. Doskonale wiedział, o co pytał go Oberon. Niewypowiedziane oskarżenia wisiały w powietrzu, ale Huck nie chciał na nie odpowiadać, nie mógł. Każdy mężczyzna rozumie zazdrość nawet lepiej niż miłość. On też, zazdrość była zawsze łatwiejsza od miłości. Była też jednak niebezpieczniejsza. Zwłaszcza zazdrość kogoś, kto trzymał przeklęty wisior i dzięki niemu mógł cię potępić lub uwolnić. Pozostawało więc tylko jedno rozwiązanie. Musiał sięgnąć głęboko do swoich trzewi, do dawnych dni, do Kapitana Haka i jego daru słowa.
    - Być może – dokończył – Nie mam pojęcia, szczerze powiedziawszy. Jestem piratem, choć może lepszym słowem byłoby byłem. W każdym razie nigdy nie zwracałem uwagi na opowiastki o mężach. Tytania mogła coś wspominać, ale ja najzwyczajniej wyrzuciłem to ze świadomości – oznajmił ze wzruszeniem ramion, mając nadzieję, że to wystarczy – Poza tym mieliśmy inne zmartwienia niż jej ukochany, który nie przybył razem z nią.
    Potem sprawy znów się skomplikowały, jakby poziom trudności nie był dostatecznie wielki. Teraz pojawił się dobrotliwy Oberon, wyrozumiały i opanowany. Oberon zakochany w swojej żonie. Huck nie do końca był pewien, czy może zaufać temu obliczu Aldera. Jeśli powiesz mi prawdę, niezależnie od tego jaka ona jest, zrobisz lepiej niż ukrywając ją przede mną. Te słowa jakoś nie trafiały do Jonesa, choć bardzo chciał by były prawdziwe. Zwłaszcza, że niewypowiedziane pytanie teraz praktycznie zostało zadane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy miałeś romans z moją żoną? krzyczały oczy Oberona.
      Na usta byłego pirata oprócz bardzo wymownego cholera, cisnęły się bezczelne odpowiedzi. Co by jednak dało tłumaczenie, że nie był to romans tylko flirt, że była to głupia zabawa, że to wcale nie było prawdziwe, że tylko się wygłupiali. Mógłby dodać, że przecież oboje kochali kogoś innego, ale dla Oberona Aldera raczej nie byłaby to dostateczna odpowiedź.
      - Słuchaj… Doskonale wiem, o co pytasz. Może nie mówisz tego na głos, ale i tak słyszę. Twoje oczy wręcz rzucają mi to w twarz. Tylko co ja mam ci powiedzieć? Nie zaszło nic, czy musiałabyś się przejmować. Gdyby było inaczej sama by ci o tym powiedziała. Nie opowiadam ci banałów, tylko prawdę. Nie miałem romansu z twoją żoną, uspokój się. Nie spałem z nią, nie podglądałem jej, nie całowałem, nie dotknąłem nieodpowiednio. Nie zrobiłem nic, o co musiałbyś być zazdrosny. Tak, owszem, byłem cholernym piratem. Tak, owszem, kobiety to specjalność takich drani – wyrzucił z siebie praktycznie na jednym oddechu.
      Zostało mu tylko zgrabnie to zakończyć i jakoś zamknąć wreszcie ten temat. Naginanie rzeczywistości na swoją korzyść było kiedyś jego największą zdolnością, talentem, ale tamte czasy minęły. Choć w sumie nie okłamał swojego rozmówcy, to wolał nie ciągnąć tematu. Sposób w jaki rozmawiał z Tyranią, spojrzenia jakie jej posyłał, wszystkie te znaczące gesty… No i jej odpowiedzi… Wtedy zdecydowanie nie podejrzewał jej o bycie mężatką, ale tego Oberon wiedzieć nie powinien.
      - Ale to była Tytania… Twoja żona, przecież powinieneś znać ja najlepiej, ufać jej. Ona wiedziała, że ja tęsknię za kimś innym. To była smętna i długa rozmowa o Lucy, okej? To było zmuszenie idioty do tego, by przyznał się, że nadal kocha tą, co go zdradziła. Zawsze rozchodziło się o nią i nie każ mi dalej tego ciągnąć, bo ja też nie mam na to ochoty. Przyszedłem tu ze względu na Lucy i tylko dla niej mówię to wszystko. Wiesz co to miłość? W takim razie miejże dla mnie trochę wyrozumiałości.
      Zamknął oczy, zacisnął dłoń w pięść i odetchnął.
      - To co masz dalej na liście tematów? – spytał po chwili, otwierając oczy i przywdziewając na twarz wymuszony uśmiech.

      Hak

      Usuń
  75. [To jest świetne :D Tak się cieszę, że to znalazłaś!
    Pozwól, że uporządkuję: Herla jest Królem Elfów —> Morgana przybywa do jego królestwa —> rodzi się Oberon, Herla odwiedza królestwo karłów, klątwa —> Morgana, wydostaje się z Królestwa Elfów —> Oberon trafia do Nibelheimu. Wszystko się zgadza?
    Cały czas zastanawiam się, jak Morgana trafiła do Królestwa Elfów i wydaje mi się, że mogła tam przybyć wraz z delegacją z Avalonu przysłaną, aby rozwiązać jakiś konflikt albo nawiązać współpracę w dziedzinie magii, lecznictwa, uprawy ziół, ale nie wiem, czy elfy tak chętnie podzieliłyby się swoją wiedzą. W tym czasie między Herlą a Morganą narodziłaby się fascynacja, może zadurzenie, spędziliby ze sobą noc, okazuje się, że kobieta jest w ciąży, co przedłuża jej pobyt co najmniej do czasu rozwiązania. Wieści dochodzą do Avalonu oraz Nibelheimu, który poszukuje jakiegoś czarownika mogącego zasiąść na tronie. Zdają sobie sprawę, że to dziecko będzie bardzo potężne i postanawiają wykraść je elfom. Zawierają porozumienie z Avalonem, że w zamian za ochronę dziecka podczas ciąży, pomoc, zabranie z królestwa elfów i bezpieczne przetransportowanie do Nibelheimu lub ichniego wysłannika otrzymają niesamowicie potężny magiczny artefakt. Aby odciągnąć Herlę od nienarodzonego jeszcze Oberona, karły we współpracy z Nibelungami wywabiają go z jego ziem pod jakimś pretekstem, gdy pojawia się w ich krainie, zostaje rzucona na niego klątwa (może nawet zrobiła to Pani Jeziora?). W tym czasie rodzi się Oberon, następnie zostaje zabrany niczego nieświadomej Morganie i oddany pod opiekę Nibelungów. Co o tym myślisz? :)
    Jeśli chodzi o relację między Morganą a Herlą, to z jej strony nie byłaby to wielka miłość. Myślę, że fajnie byłoby, gdyby tuż przed wyruszeniem do królestwa elfów Morgana odkryła, że Lancelot jest zakochany w Ginewrze. Przez to byłaby nieszczęśliwa, przybita, a zainteresowanie okazywane przez samego króla elfów odciągałoby jej uwagę od tamtej dwójki, trochę uleczyło złamane serduszko i podbudowało samoocenę. Po tym, jak dowiedziała się, że jest w ciąży, pewnie chciała zostać i wychować Oberona, ale skończyło się, jak się skończyło.
    Ta sytuacja mogła być zarzewiem konfliktu między elfami a Avalonem; może nie od razu, ale po czasie, gdy wszystkie fakty wyszły na jaw. Oberon poznałby też całą historię swojego pochodzenia, bo mogliby mu ją opowiedzieć świadkowie tamtych zdarzeń.]

    Morgan Myers

    OdpowiedzUsuń
  76. [Mam już soundtrack do pisania - https://www.youtube.com/watch?v=gGGk47eJnGM
    Czyli nic tylko siadać i pisać. Może nawet dzisiaj już coś dostaniesz, więc mam nadzieję, że się cieszysz. ;*]

    Tytania

    OdpowiedzUsuń
  77. [ Dziękuję, przybrany dziadku :D
    Każdy dobry dziadek przynosi swoim wnukom, nawet tym adoptowanym, Kinder niespodzianki :D Zatem czekam :)
    Już odczuwam te wszystkie... rodzinne cierpienia XD Ale nie jest źle, nie będę narzekać ;)
    Na wątek chętnie się skuszę. Masz może jakąś myśl? ]

    Pan Peter

    OdpowiedzUsuń
  78. [to co? adoptujesz mnie? ;>]

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  79. [ale ze serio.. as mowil ze nie lubi ludzi.. acz w sumie Eliza nie do konca wie czy czlowiekiem jest czy czyms w rodzaju ifryta xD ale oblezenie dzis mamy - tatusiu kochany ;*]

    Eli

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [dodam ze ona nieslubna wiec to mozliwe - a tu dnia pewnego.. viola - corenka ^^ tatus sie cieszy ]

      Usuń
  80. [papo! bede dobra coreczka i zaczne, by tatus sie nie meczyl po robocie i mial o czym rozmyslac zaraz po przeczytaniu. Dobre bylo, ze jak wyszlam z kompa to mi sie zachcialo pisac o.O acz troche w innym kontekscie niz gadalysmy a mianowicie nie porywanie a branie na litosc xD
    wybacy córoni? *trzepocze oczkami* ]


    Panujaca wokolo cisza była ogluszajaca i bardziej przytlaczajaca niz to co sie zdazylo predzej.
    Czuć było won spalenizny. Gdzieniegdzie dogorywały kikuty stojacych wczesniej domow a teraz nic juz z nich nie zostalo.
    Dzien zaczał sie jak codzien. Panujaca monotonia otulała wioske odznaczajac spokojny rytm zycia jego mieszkanców. Urodził sie gdzie indziej, ale mieszkała tu juz cztery wiosny. Została podrzucona i nie poznała wlasnych rodzicow. Bylo jej smutno i nawet troche zloscilo, ale zdecydowano za nia. Była pogodnym dzieckiem i cieszyła sie wiejskim zyciem. Zadko kiedy chorowała. Pomagała jak mogla acz była tez urwisem. Wszedzie jej bylo pelno, jednak nie byla uciazliwa w swym zachowaniu i nawet patrzono przez palce.
    - ide! - odkrzyknela na wolanie przybiejajac na swych krociutkich nozkach do domu.
    - no w koncu. Gdziez tak dlugo byla dziecko? Na lace? Tobie tylko jedno w glowce a prace trzeba zrobić.
    Zarumienila sie.
    - przepraszam matulu. Sniegu tyle napadalo. Stracilam poczucie czasu.
    Machnela na nia reka uciszajac.
    - dobrze juz, wez wiadro z prosem i nakarm zwierzeta, ale to migiem.
    - juz ide. - i tak sie tez stalo gdy trzmychnela z chatki zabierajac za duze dla niej wiadro i poszla po jedzenie dla zwierzat. Zamarudziła tutaj dlugo. Nazbyt dlugo i przez to uratowalo sie jej zycie. Ale czy napewno?
    Napadnieto na wioske, by grabic, gwalcic, palic i zabijac, gdy ktos stawial opor. nie oszczedzili nikogo. Zastala sama jak palec posrod trupow. Niewidzace juz niczego oczy spogladaly na nia, gdy w koncu zdecydowała sie wychynac ze swej kryjowki. Patrzyla na nie, one odpowiedziała tym samym zadajac pytanie czemu z nim nie podzielila tego samego losu. Naprawde zadawala sobie to pytanie, ale nie odnajdowała odpowiedzi. Szukała swej matki. Miała nadzieje, ze przezyła ale znalazła ja z porwanymi oczami i poderznietym gardlem. Przypadła w zakrzeplej kaluzy krwi tuż obok juz zimnego ciala. Sama chlodu nie czuła i zaplakala. Plakala tak dlugo az nie miała juz lez. Podniosła sie w koncu, gdy glod ja do tego zmusil. Poszła szukac jedzenia. Nie znalazła. Skierowała sie w blizej nieokreslonym kierunku. Tam gdzie nogi poniosly, ale niezbyt daleko. Nie miała juz sily i padla tam gdzie stala czekajac na wyroki boskie, ktory mial roztrzygnac co z nia poczac.

    coreczka ;)

    OdpowiedzUsuń
  81. [ Dziękuję za miłe powitanie. :D Cieszę się, że postać przypadła do gustu. A na wątek zawsze chętnie się zgodzę. :) ]

    Terrence

    OdpowiedzUsuń
  82. [ Czuje się zaproszona :D
    Wstępnie mam tak ustalony wątek z Tytanią, że to ona wywróżyła mu prawdę o tym kim jest jego ojciec. Możemy to trochę powiązać i uznać, że Tytania przekazała małżonkowi te "cudowne" wieści a szanowny Oberon zechciał wcześniej poznać Petera i po prostu go sobie... porwał? ]

    OdpowiedzUsuń
  83. [Nie odmówię, zwłaszcza, że może mu z altruistycznych pobudek zaserwować mięsny obiad :D.
    Bardzo ciekawa karta, minimalistyczna, ale takie są najbardziej... tajemnicze. I to jest fajne. Postać też mi się podoba, jest taka... magiczna(no co ty nie powiesz?).
    Myślę nad wątkiem i myślę...
    I póki co nic nie przychodzi mi do głowy. Może ty masz jakiś pomysł, ja nadal będę się nad tym intensywnie zastanawiać. :D]
    Bigby

    OdpowiedzUsuń
  84. [Oberon jest cudny! 1000% fab. Może to po części przez to, że mam słabość do wszystkich leśnych stworzeń, a w szczególności elfów <3 Bardzo się cieszę, że Amara się spodobała, choć jest zdecydowanie wiele rzeczy, które bym poprawiła, ale żyje się dalej! Co do wspólnego wątku, to mógłby mieć on podłoże w przeszłości. Jednorożec bowiem przemierzał lasy i ukrywał się w nich przed ludźmi. Jakieś dramy, trochę niebezpieczeństwa i wyjdzie mieszanka wybuchowa. W poszukiwaniu pomysłów udało mi się przebrnąć przez całą historię, która została tak dobrze napisana, że aż wstyd pokazywać się z moją skromną kartą. Znalazłam też z innych źródeł połączenia między elfami i jednorożcami. "It seems that a White Unicorn was the symbol of Quel'thalas and the High Elves before the Third War." I tak pomyślałam, że może Oberon mógłby zaadoptować Amarę niczym zwierzątko i zamieszkałaby u jego boku przez kilka, kilkadziesiąt, kilkaset lat w postaci tylko jednorożca. To dzięki niemu nabyłaby niektóre ze swych magicznych mocy, a ona "poprawiała" mu wizerunek. Jednorożce bowiem są sztuk jedna i zwykle kojarzone są w potężną mocą. Myślę, że Oberon mógłby chcieć ją u swego boku nawet dla samego szacunku, że ujarzmił to zwierzę. Tutaj mogą wyniknąć jakieś komplikacje, ale taki mam ogólny zarys. Chętnie poznam Twoja opinię, co do moich chaotycznych zapisków i poznam Twój punkt widzenia :)]

    Amara

    OdpowiedzUsuń
  85. [Aktualnie również choruję, więc mamy idealne zgranie. Widzę, ze wszystko ładnie się złożyło w wątku. Według mojego zarysu miał być tylko jeden jednorożec, ale Oberon może ukrywać przed nią fakt, że mieszkają one w jego królestwie. Mroczne klimaty bardzo nas kręcą, wiec jesteśmy bardzo za. Nie wiem, jak u Ciebie z zaczynaniem, ale u nas nie ma problemu. Daj znać, czy masz ochotę, czy nam przypadnie ten "zaszczyt" xD Ps. Obrazek pierwsza klasa, a na rekompensatę ofiaruję idealne awokado ]

    jednorożec

    OdpowiedzUsuń
  86. [ Możemy wykorzystać jeszcze motyw wróżek, które sa obecnie w posiadaniu Petera. Wyrwał im wiele lat temu skrzydełka, a one dostały pewnego syndromu sztokholmskiego i teraz nie chcą go opuścić.
    Do tego można jeszcze wykorzystać Cienia i to, że Pan gdy już się zorientuje, że to w wiekszości wina Cienia, zechce go znaleźć i do siebie "przyszyć" na stałe. ]

    Pan Peter

    OdpowiedzUsuń
  87. [Również witam. I dziękuję bardzo za tyle miłych słów. Zwłaszcza cieszę się, że historia nie jest taka zła jak mi się wydaje. :)
    Oberon jest fenomenalny, więc z wielką przyjemnością skorzystam z zaproszenia.]

    Nuada

    OdpowiedzUsuń
  88. [Nie no, moim zdaniem pomysły bardzo dobry i przede wszystkim zagmatwany - a wątki pełne dziwactw są najlepsze.
    Tylko trzeba wymyślić jakie to śledztwo mogłoby być. Fabletown było pełne magicznych artefaktów, różnej maści, więc można by się pokusić o to, że którychś z nich został skradziony. Bigby musiałby artefakt odnaleźć (lecz trzeba wymyślić jego przeznaczenie...), a owa rzecz może miałaby jakiś związek z Oberonem (niezbyt silny... no chyba że coś z przeszłości?) i musiały się do niego udać, chcąc, nie chcąc. Oberon wyczułby okazję i "pomagając mu w śledztwie", zbierałby informację, by być o krok przed szeryfem, coby np. odzyskać ten artefakt, ale na własny użytek? Chyba że może masz coś ciekawszego, bo ja zawsze słabo myślę :D
    No chyba że tu naprawdę nic nie wykminimy, wtedy można by spróbować skleić coś z moją drugą postacią, tzn. Leslie]
    Bigby & Leslie

    OdpowiedzUsuń
  89. Stał jakieś dziesięć metrów od studni, która w przeciągu niespełna tygodnia zdołała zamienić jego monotonną na ogół pracę w szereg problemów, których nie potrafił rozwiązać. Zaczęło się od dymu, który w ostatni piątek, gdy miał już wracać do domu, wypełnił część korytarzy wokół pomieszczenia, w którym się znajdowała. Uznał to początkowo za zwykły wypadek, by później dojść do wniosku, że coś mu w tym wszystkim nie gra. Szybko zresztą się o tym przekonał, gdy cała sytuacja powtórzyła się dwa dni później, a mu udało się dostrzec kogoś majstrującego przy studni. Niestety nie udało mu się go złapać, a ciemna postać zniknęła tak szybko, jak pojawiła się w kłębach dymu, który po raz kolejny zaczął wydobywać się ze studni.
    Na magii znał się w dokładnie takim samym stopniu, jak na broni palnej, o której z kolei wiedział czym jest i jaki jest skutek jej użycia, ale niespecjalnie interesowały go jakiekolwiek szczegóły. Przez lata wychodził z założenia, że nigdy nie była mu do niczego potrzebna, a to z kolei klasyfikowało ją jako ostatni element tak obecnego, jak i poprzedniego życia, którym powinien się przejmować. Problem pojawiał się dopiero, gdy wokoło działo się coś niepokojącego, a nikt nie był w stanie albo nie chciał wytłumaczyć mu, o co chodzi. Pilnowanie studni różniło się tymczasem od pasienia owiec (pomijając oczywiście fakt, że studnia raczej nigdzie się nie wybierała, a przynajmniej w niekrótkiej już karierze Romulusa jeszcze do tego nie doszło) głównie tym, że o ile Faustulus miał czas i chęć tłumaczyć wszystko choćby po raz dziesiąty, o tle władze Fabletown do reakcji innej niż przesłanie wiadomości, że wszystko jest z pewnością w porządku, zmusiłby chyba tylko wybuch niszczący Podziemia. Tymczasem nic się nie działo, a on nabierał tylko coraz więcej podejrzeń zamiast znaleźć odpowiedzi na nurtujące go pytania. Jego współpracownik postarał się co prawda o wytłumaczenie całego tego zamieszania bez szukania w nim czegokolwiek nadzwyczajnego, ale nawet w normalnych warunkach przekonanie Horacego do czegokolwiek graniczyło z cudem. Nie miał pojęcia, co robić, a choć ten pomysł wcale mu się nie podobał, postanowił, że będzie musiał poszukać kogoś, kto będzie w stanie mu to wszystko wyjaśnić.
    Nie znał wielu czarnoksiężników, co po części wynikało pewnie z jego nastawienia do magii, a po części z faktu, iż pochodził z nieco innej bajki, gdzie to nie czary były problemem, przestępcy (do których z perspektywy współczesnego prawa sam należał) zakładali miasta i żyli jakby ich czyny nie miały znaczenia, a porwane kobiety nie tylko nie były ratowane przez książąt na białych rumakach, ale też same broniły swoich oprawców(i mężów), zapobiegając rozlewowi krwi. Oberona jednak znał, choć sam nie wiedział dokładnie jak do tego doszło ani nie znał Aldera na tyle, by mu całkiem zaufać. Wyszedł jednak z założenia, że trzeba działać szybko, a tak się akurat składało, że elf był pierwszą osobą, o której pomyślał.
    — Gdzieś się wybierasz? — krzyknął do niego jego współpracownik, który dopiero po chwili spostrzegł, że Horace otwiera ciężkie drzwi prowadzące na jeden z podziemnych korytarzy.
    — Szukać pomocy — odparł, gdy znalazł się już na korytarzu. Drugi strażnik machnął tylko na to ręką, rozumiejąc chyba, że i tak nie uda mu się go przekonać.
    Odszukał odpowiednie drzwi na czwartym piętrze Woodlands i z czystego przyzwyczajenia zapukał, nie zwracając uwagi na dzwonek. Jednak po upływie dłuższej chwili bez odpowiedzi, zdecydował się jednak zadzwonić. Minęło kolejne kilka minut, w czasie których zaczął się zastanawiać, czy nie powinien jakoś się zapowiedzieć, nim otworzyło mu wysoki mężczyzna. Zanim ten zdążył cokolwiek powiedzieć, Romulus, przekonany, że czekał już wystarczająco długo, a sprawa jest wystarczająco pilna, powiedział, jednocześnie wchodząc do mieszkania:
    — Muszę się widzieć z Oberonem Alderem. — Widząc jednak, że mężczyzna ma zamiar coś powiedzieć, dodał: — To dosyć pilne.
    [Wybacz, ze tyle to trwało, muszę jakoś powrócić do pisania po przerwie i na razie mozolnie mi to idzie.]

    Horace Norton

    OdpowiedzUsuń
  90. [No ja wiem, że on jest cudowny, bo to w końcu Aragorn. <3 Nawet nie wiesz ile radości mam z Duncana. Bardzo nieobiektywnie popadam w samozachwyt nad tym jaki on jest wspaniały. (Już wiem co czujesz prowadząc Oberona <3).
    Nie wiem czy chcę mówić do Ciebie tato, ale wątek wręcz obowiązkowo musi być. :)]

    Duncan

    OdpowiedzUsuń
  91. [Dziękuję bardzo, dziękuję. Z ust tak znakomitej istoty, istoty która jest fabulous na 1000%. Chęci zawsze są :) Poza tym Will z leśnego Caritasu cierpi na taką manię, że on ciągle pomaga (głównie sobie), więc wydaje mi się, że można by coś zrobić ciekawego.
    Może nie koniecznie Will zechce go okraść... W końcu chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie chciałby podpaść Oberonowi, prawda?
    Pewnie znali się z czasów, kiedy to Will jeszcze nie trafił do więzienia. Moglibyśmy wtedy pójść nieco w tym kierunku i Will po powrocie z paki oraz tourne po Europie, mógłby zechcieć odwiedzić Oberona. Chciałby się z całą pewnością dowiedzieć co to sie działo kiedy go nie było. Iii...tak właściwie to nie wiem :/
    Chyba, że miałabyś ochotę bardziej na wątek z Lucjanem, mnie to tam rybka.]

    Lucek
    Will

    OdpowiedzUsuń
  92. [Czyli chyba to mamy :)
    Kto zaczyna i od czego?]

    Pan Peter

    OdpowiedzUsuń
  93. [Uwielbiam Sunrise Avenue od kilkunastu już lat, jakoś tak będzie ;) Prawie się nawet na koncert załapałam, ale w ostatniej chwili rozłożyła mnie choroba :(
    Czy grzeczniejsza... Na pewno przybita, co wpływa bardzo na to, że chwilowo nie ma siły na nic. Ale idzie do przodu, malutkie kroczki. Miałam całą notkę na powitanie, ale się zgubiła się. I muszę nową napisać, bo wielką ma dziurę w historii teraz, co może nieco dezorientować.
    Oberona pamiętam, także cieszę się z ponownego spotkania, i jeśli masz ochotę (bo niestety nie pamiętam czy coś kiedyś razem miałyśmy) to zapraszam.]

    Gretel

    OdpowiedzUsuń
  94. [ Nie tylko ty masz lenia XD
    Cóż, Peter nie wsiadłby z własnej woli do limuzyny, która po prostu podjechałaby do niego na ulicy XD Pewnie zacząłby wrzeszczeć że pedofilia się szerzy. Więc może rzeczywiście spotkanie na 13 piętrze? Peter mógłby wychodzić po kolejnej wizycie u Tytanii. ]

    Pan Peter

    OdpowiedzUsuń
  95. [Bardzo! Że tak wzorem Oberona powiem: http://i1185.photobucket.com/albums/z341/pcongiusta/aragorn-2.gif :D
    Bez obawy, będę konkurować z Samantą o drugie miejsce. :D
    Ze Skipper w sumie wszystko omówiłyśmy na gg i w sumie tworzymy powoli historię dla Duncana, więc w sumie konferencję zrobię i Ci prześlę lub streszczę nasze ustalenia.]

    Duncan

    OdpowiedzUsuń
  96. [Teraz ja Ci kazałam czekać, ale sesja nie wybiera! Ja zawsze mam chęć wątkowania~!]

    - Co robiłem? Hmm... - chłopak skrzyżował ręce na klatce piersiowej i zrobił zamyślony wyraz twarzy, lekko marszcząc brwi. - Byłem w tym... No... O! W Japonii byłem! W Korei, ogółem zwiedziłem Azję, troszkę zabawiłem w Rosji, wiesz, tam zawsze mnie nazywają Dziadkiem Mrozem, a zimy są srogie, temu moja obecność była... niezauważalna. A! Jeszcze odwiedziłem Australię, ale tam jest ciepło, rozumie król to?! W dzień siedziałem schowany praktycznie, bo nie szło wytrzymać. Nawet cola była ciepła - uśmiechnął się szeroko, pokazując język, by wyrazić obrzydzenie. - A nawet nie wiem jak długo jestem tutaj, w Fable. I tak, trochę czasu minęło. Mi właśnie głównie na podróżach, nigdzie nie jestem w stanie zagrzać długo miejsca.
    Frost umilkł na chwilę i zastanowił się nad tym co powiedział. Miało to w ogóle sens? Było składnie? Raczej nie. Ale w sumie taki był. Nic się nie zmienił, odkąd został tym, kim został. Dalej dzikus i psotnik. Ale lubił to. Lubił bycie wesołym wśród tych wszystkich nieszczęsnych, pokrzywdzonych gburów. Och, jakże oni byli irytujący!
    Jack rozplótł nogi, po czym delikatnie opadł na ziemię, wspomagając się swoją umiejętnością latania, bo normalnie to by wywinął orła, czy coś.
    - Gdybyś, królu, potrzebował się komuś wygadać, to oto jestem! Zawsze służę uchem, może nie jakąś dobrą radą, bo, no cóż, znasz mnie, ale jednak! Z ogromną przyjemnością ci pomogę - skłonił się lekko. Chłopak czuł sentyment do tego człowieka i jego poddanych, temu chciał to jakoś okazać.

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  97. [Dziękuję za powitanie i również mam nadzieję zostać dłużej. Chętnie wątek bym wzięła. Można ustalić jakieś powiązanie z przeszłości, choćby dla Meery Nibelungowie byli nieoceniony mistrzami w tworzeniu artefaktów, których pewnie chętnie podpatrzyła.]

    Meera

    OdpowiedzUsuń
  98. [Dziękuję pięknie za powitanie. :) Ja myślałam, że z Japonii już wyrosłam (faza na gejsze, anime i całą resztę kultury minęła mi wraz z wiekiem gimnazjalnym), ale Yuki Onna ciągle za mną idzie, jak cień... więc cieszę się, że kogoś jeszcze zdołałam tą legendą zauroczyć. ;)
    Bardzo chętnie bym wciągnęła Miyuki w jakiś wątek, ciekawe powiązanie, szczególnie z tak dopracowaną postacią jak Oberon, ale kompletnie brak mi pomysłów. Powiedz mi, brakuje Ci jakiegoś powiązania, do którego Miyuki by akurat pasowała? Czy robimy burzę mózgów? ;)]

    Miyuki Fuyuhime

    OdpowiedzUsuń
  99. [Dziękuję! Cieszę się bardzo, nawet podwójnie, aż zazdroszczę Twojemu Oberonowi tak szczegółowej i przemyślanej historii. :) Trzymaj kciuki, jeszcze by się jakiś Lancelot przydał. ;)
    Ja z wielką chęcią, bo nawet mam już w głowie całą masę pomysłów na wątek z bratem. Mam tylko nadzieję, że Morgana nie będzie miała nic przeciwko, bo jednak trochę mi głupio, że tak bez ustaleń z nią coś kombinuję.
    No ale. W sumie z pomysłu z Tytanią wychodzi mi, że Królowa Mab zabrała umierającego Mordreda do swojej krainy, a on już tam został praktycznie aż do Fabletown. Czyli musiałby być przy tym jak Mab poślubiła Oberona. No i właśnie. Jak to widzisz? Zaprzyjaźniliby się czy raczej by za sobą nie przepadali? Może Mordred byłby poniekąd zazdrosny o Mab, bo poczułby się trochę odsunięty na bok? Czy może to Oberon byłby zazdrosny o Mordreda? (Bo mamy z Tytanią pomysł na taką platoniczną, jakby dla Mordreda Mab była rodziną). No i jeśli robimy z nich braci to mniej więcej kiedy i jak, mogliby się o tym dowiedzieć? (I czy nie popsuje to za bardzo waszych wątkowych planów z Morganą? :)).]

    Mordred Deschain

    OdpowiedzUsuń
  100. [ Wiem... Peter wchodzi... w pokoju panuje półmrok. Drzwi zamykają się nagle z trzaskiem a nad fotelem za biurkiem zapala się światło. Fotel powoli odwraca się...
    A tam fabiulus blondi, głaszczący swojego fabiulus kota...
    To mogłoby być ciekawe :D
    A potem wspólnie mogliby pouganiać się za Cieniem, bo dlaczego nie XD ]

    Pan Peter

    OdpowiedzUsuń
  101. [The Rasmus też, Nickelback mniej, aczkolwiek również mi się zdarzało. W sumie ja w gimbazie też największą fazę miałam, aż czytałam fanfiki o Sunrise Avenue, był jeden taki po polsku zacny, do tej pory żałuję że autorka go nie dokończyła :(
    Ogólnie to we wtorek miałam w nocy pomysł na jeszcze lepszą, więc może jutro, skoro dzisiaj odpoczęłam, a mam jeszcze jutro wolne, coś zacznę tworzyć. I zobaczymy co z tego wyjdzie. Ahaha, ja miałam planowany wątek z każdym starym autorem na blogu, tyle ile moich postaci się przewinęło to wiesz... Nie dało się mnie ominąć, jeśli ktoś mnie złapał przed tą przerwą od Fable, którą teraz miałam.
    Także chętnie coś napiszę, aczkolwiek pomysłu nie pamiętam ;( Możemy do czegoś dojść wspólnymi siłami, wystarczy ustalić czy znali się sprzed Fable. Mogli, ale niekoniecznie. Aczkolwiek brakuje mi powiązań sprzed, więc możemy w tym kierunku coś pokombinować.]

    Gretel

    OdpowiedzUsuń
  102. [Jeszcze można zaznaczyć, że Miyuki zna z pracy żonę Oberona. Nie wiem jeszcze co prawda, jakie relacje by łączyły te dwie panie, ale można to też gdzieś wykorzystać. ;)

    O-Yuki też podobnież dzieci miała, ale to odrobinę bardziej skomplikowane i za bardzo nie wiemy nic o tych dzieciach.
    Coś mi się zaczęło jawić w głowie, ale nie wiem czy ma to ręce i nogi, a na pewno pasowałoby też to jakoś rozwinąć. ;)

    Oboje mieliby do siebie przez bardzo długi czas dystans, oboje są chłodni i jakoś nic za bardzo by ich do siebie nie ciągnęło. Miyuki pewnie też doczepiłaby Oberonowi milion etykiet związanych z jego fortuną i faktem, że posiadał własne królestwo, ma poddanych i tak dalej.
    Ten wizerunek jednak odrobinę by stopniał, bo:
    a) dostrzegła Oberona wśród dzieci w sierocińcu, a wiadomo, że ktoś, kto lubi dzieci i dobrze się czuje w ich towarzystwie, pomaga im - nie może być aż taki zły (i w ten sposób właśnie zburzyłam cały wizerunek mojej Miyuki, brawo ja :D)
    b) dostrzegła jak pomógł jakiemuś dziecku na ulicy, które akurat wpadło w tarapaty, a ona była zbyt daleko by samemu rzucić się na ratunek.
    Co myślisz?]

    Miyuki Fuyuhime

    OdpowiedzUsuń
  103. [Jeszcze ja Ci trochę na pewno w historii namieszam... braciszku. ;)
    I cieszę się bardzo. Mamusię już mam teraz by się jeszcze tatuś na blogu przydał i byłaby piękna rodzinna drama. :)
    Przyznaję, że ja bym najchętniej zrobił im relację pozytywną. Mordredowi bardzo by się przydał taki prawdziwy brat. A jeszcze w ogóle jakby rozumiał jego problemy, sposób myślenia itd. to w ogóle by było super. W końcu z przybranymi braćmi relację miał dość skomplikowane i chociaż mu zależało, to jednak przyczynił się do rodzinnej tragedii. Dlatego ja bym mu dał z Oberonem taką prawdziwie braterską relację. Ale! Połączyłbym w sumie oba pomysły, żeby za prosto nie było.
    Poczytałem sobie trochę też to co ustalaliście z Morganą i co powiesz na coś takiego... Niedługo po tym jak Mab zabrała do swojego królestwa umierającego Mordreda zjawił się Oberon i tak dalej. Chociaż obydwaj byli wówczas trochę zazdrośni o Mab, jakoś się dogadali, bo się zaprzyjaźnili. Mogli dość dobrze się rozumieć, mieć sporo wspólnych cech i tak dalej. Nawet można z nich zrobić przez pewien czas najlepszych przyjaciół, ale! Potem, kiedy wychodzi na jaw, że są braćmi, cała relacja mogłaby się popsuć, bo każdy z nich by na to inaczej zareagował np. Oberon mógłby nagle się zdystansować w momencie kiedy Mordred liczyłby, że będą rodziną, albo to Mordred by się poczuł znowu manipulowany lub oszukany i nie chciałby brnąć w dalsze relacje. (To już powiedz co by Ci bardziej pasowało do charakteru Oberona i się wymyśli). Pewnie trochę by to trwało nim obaj przeszliby nad tym do porządku dziennego i jakoś naprawili początkową przyjaźń. W sumie nawet można uznać, że Mab ich próbowała ze sobą pogodzić (o ile jej autorka nie będzie mieć nic przeciwko, ale sama mi przeplatanie wątków proponowała). Ostatecznie jednak jakoś by się dogadali. W ustaleniach z Morganą masz fajny pomysł odnośnie relacji Oberona z Avalonem i złością o przeszłość. Myślę, że to mogłaby być płaszczyzna, która by ich połączyła. Obaj czuliby złość i żal wobec Avalonu, obaj mieliby słuszne pretensje o swoją przeszłość. No i w końcu obaj się zbuntowali i pokrzyżowali plany reszcie i to w jakim wielkim stylu. :) Mordred mógłby wtedy poczuć, że ktoś go nareszcie rozumie i jest po jego stronie (nawet jeśli tylko na zasadzie wróg mojego wroga to i tak dobrze, choć idealnie by było gdyby Oberon rzeczywiście był po stronie Mordreda). Ostatecznie rozwinąłbym im stopniowo relację, w której obaj mają dość dziwną relację. Oberon i ta jego czarna magia to trochę jak taki Merlin w mrocznej wersji, który za bardzo nie ma hamulców w tym co robi. Myślę, że Mordredowi mogłoby to imponować, mógłby sam chcieć się nauczyć magii i tak jak Oberon dostawać zawsze to co chce. Chcąc nie chcąc mógłby być pod dużym wpływem Oberona, choć na podobnej zasadzie co z Mab - z własnego wyboru, bo kochałby brata, uważał go za swojego przyjaciela i prawdziwą rodzinę. Ale też żeby nie było tak perfekcyjnie dałbym w tej relacji trochę rys. Myślę, że Mordred mógłby czuć się gorszy, bo przecież jego brat ma wszystko - jest królem, mężem Mab, ma nieskończone bogactwa, włada potężną magią i zawsze dostaje to co chce. Nawet jeśli Mordred nie byłby o to wszystko zazdrosny, to pewnie czułby się gorszy lub sfrustrowany sytuacją. I tak mielibyśmy zarówno bardzo fajną pozytywną relację, ale też możliwość by im trochę namieszać i skomplikować. Co o tym wszystkim myślisz?
    Wybacz, że tak trochę chaotycznie, ale mam nadzieję, że się połapiesz. :)
    Co do tego jak Mordred się dowiedział, że Oberon jest jego bratem, to nie będę się wam za bardzo w wątek mieszał. Myślę, że Mordred nie byłby zbyt chętny do spotkania z Morganą, zwłaszcza jeśli to Mab, a nie Morgana, była przy Mordredzie w chwili, gdy był umierający. Dlatego prędzej by się wszystkiego dowiedział od Oberona lub Mab. Nawet nie musiał się dowiadywać od razu, więc tutaj już się do was dostosuję. :)]

    Mordred Deschain

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [W ogóle uciekło mi to w tym moim wypracowaniu...
      Ja bym Mordreda z wielką chęcią nauczył magii. W końcu jako syn Morgany na pewno miałby jakieś, choć minimalne zdolności magiczne. Myślę, że fajnie i dość ciekawie by było, gdyby Oberon podzielił się z nim wiedzą, może nawet trochę tą zakazaną wiedzą odnośnie czarnej magii. Jak myślisz?]

      Braciszek

      Usuń
  104. [Dziękuję za przywitanie!
    Zachwycił mnie Lee w Twojej karcie. Jaki on piękny, a jaki dostojny. Jest jednocześnie bardzo daleko od wyobrażenia Oberona, jakiego miałam w głowie. Tamten był bardziej... przaśny. W Twojej wersji bardziej mi się podoba.
    Wrócę, kiedy będę mieć pomysł na wątek.]

    Matthew Stanford

    OdpowiedzUsuń
  105. [ To jest bardzo epicka wizja, która powinna być wykorzystana! Mam wiele takich pomysłów XD
    Dobrze, nie ma sprawy :) Mogę poczekać.]

    Pan Peter

    OdpowiedzUsuń
  106. [To bardzo mi miło, ja też chętnie dodam Oberona do swojej historii, bo już się cieszę na ten wątek. :) Ale ostrzegam, żebyś nie żałowała jak Ci za bardzo namieszam w historii lub jakimś pomyśle.
    Tak widziałem właśnie i przyznam, że bardzo fajny pomysł. Sama legenda świetna, bo Dziki Gon po prostu uwielbiam. Pomyślę na pewno, bo im więcej postaci z legend arturiańskich by się pojawiło tym lepiej. :)
    A no to widzisz jak idealnie się składa. Mi w ogóle brakuje jakiegokolwiek męskiego wątku - czy to przyjaciel czy wroga czy kogokolwiek. xD
    Ok tak też mi pasuje. Grunt by się działo i by relacja nie była jednostajna od początku do końca. Jak najbardziej można dać na początku niechęć - też mi to będzie pasowało. Nawet historia układa się ciekawiej, więc jestem za.
    Tak, tak, tak! Jest super, zróbmy tak, bo najlepiej to pasuje do charakteru ich obu, fajnie się to układa i akurat daje nam super opcję, żeby się ze sobą porozumieli, może nawet zżyli. Tu bym w ogóle dał coś takiego, że Mordred najpierw by się poczuł oszukany, że nie miał pojęcia, że w ogóle ma brata, a potem zaraz właśnie ta świadomość, że obaj zmagają się z podobnymi uczuciami i tak dalej - jak mówisz. I w tym miejscu nawet to Mordred mógłby bardziej zabiegać o relację. Można zrobić tak, by Oberon raczej trzymał dystans i podchodził do wszystkiego dość ostrożnie, z kolei Mordred mógłby wręcz zabiegać o uwagę brata i szukać jego akceptacji (ale w takim sensie bardziej bycia rodziną niż tylko zwykłej tolerancji, na którą mógłby na początku liczyć, wiesz o co chodzi?). Tutaj właśnie można w pełni wykorzystać zainteresowanie magią - wszystko byle tylko Oberon przestał się dystansować. Coś na zasadzie - Mordred chciałby najlepiej wszystko od razu, a Oberon wolałby powoli wszystko przetrwać. Co Ty na to, by z kolei z czasem to odwrócić - Mordred w końcu zacząłby być zmęczony i się dystansować, podczas gdy Oberonowi zaczęłoby bardziej zależeć.
    Okej, jestem jak najbardziej za. Zresztą jak widać i tak relacja mnie wciągnęła niesamowicie i już się wątku doczekać nie mogę.
    Jestem za. Myślę, że nawet Mordreda mogłoby to irytować, bo mógłby chcąc nie chcąc czuć się zależny od Oberona, podczas gdy wolałby żyć po swojemu. Co do wątku. Moglibyśmy zacząć nawet od kłótni - o coś konkretnego lub tak po prostu, bo od dłuższego czasu coś między nimi narasta i w końcu Mordred po prostu wybuchnie. Poważna rozmowa by im się przydała, w ogóle najlepiej taka szczera i od serca, żeby oboje powiedzieli sobie co naprawdę myślą (a widzę, że u nich obu jest z tym ciężko). Może w takim razie pojechać po całości i jak robić dramat to co powiesz na coś takiego. Coś by się wydarzyło - czy to Mordred wpakowałby się w jakieś kłopoty czy też czar, który uratował mu życie jakoś przestał działać - grunt, że odezwałyby się rany po Ekscaliburze, ale tym razem poważnie do tego stopnia, że niejako historia by zatoczyła koło i Mordred znów by znalazł się na granicy śmierci - jak pod Camlan. No i skoro braciszek potrafił nawet przywracać zmarłych do życia to potrafiłby tym bardziej uratować brata. Obaj by się znaleźli w sytuacji takiej, że jak nic musieliby z sobą normalnie porozmawiać i w końcu powiedzieć co naprawdę myślą. A żeby samego dramatu nie robić można potem dodać akcję - Oberon użyje jakiejś mrocznej magii albo mocy pierścienia by uratować Mordreda i wynikną z tego jakieś dziwne konsekwencje, które trzeba będzie jakoś razem odkręcić.
    Super jest! Podoba mi się bardzo, zresztą sama widzisz jak się produkuję. :)]

    Mordred Deschain

    OdpowiedzUsuń
  107. [Nie przepraszaj za ten ogrom tekstu, bo piękna to historia, dzięki której już układam sobie w głowie kto jest kto w Waszej historii :) Cieszę się, że Marzenka do gustu przypadła, bo w pierwszej chwili bałam się, że się nie odnajdzie.

    Tak wyskoczyłam z tymi etykietami na wypadek jakbym miała więcej postaci i chciała mieć wszystko pod jedną autorską, ale rozumiem, że robi się bajzel. Wszystko już poprawione!

    A co do wątku to jeszcze nie narodził mi się jasny i klarowny pomysł, ale jeśli chodzi o relację to wpadłam na taki mało kochany pomysł, ale chyba dość ciekawy. Co powiedziałabyś na to, gdyby kilka lat temu, po przybyciu do Fabletown Marzenki otrzymała ona dwie propozycje - pomoc od Oberona lub pomoc od właściciela Pudding n'Pie. Jak wywnioskować można z jej karty dziewczyna wybrała to drugie, nadeptując Oberonowi na odcisk poprzez odrzucenie jego hojnej i oczywiście bezinteresownej pomocy. Dziewczyna wspina się wyżej o własnych siłach, wyszła jakiś czas temu z dość mrocznego półświatka, może będzie można zgotować im jakiś kryzys, jakieś spięcie, albo jakąś sytuację, w której Marzenka na swoje nieszczęście nadszarpnęłaby niedajbóg publicznie jego wizerunek? Jak nie masz pomysłu to możemy po prostu poprzestać na historii sprzed paru lat i ewidentnej niechęci jednej strony do drugiej, zapisać to sobie w pamięci, w powiązaniach czy gdziekolwiek i za trochę do tego wrócić. Rzucam zalążkiem idei w powietrze i może się nam coś uda :)]

    Thorne

    OdpowiedzUsuń
  108. [Bardzo lubię tą bajkę i długo zastanawiałam się jak stworzyć moją Pocahontas. Mam nadzieje, że się udała :3 Dziękuję za powitanie i szczerze mówiąc, chętnie coś z Tobą stworzę. Chociaż ciężko mi wymyślić coś, co mogłoby połączyć ją i Oberona :<]

    Millie Salome

    OdpowiedzUsuń
  109. [Jeszcze będziesz tego żałować... :D
    Widzę i wciąż jestem w szoku.
    Czyli to już mamy na 100% ustalone i dobrze jest. Co do odwrócenia sytuacji to można w sumie z tego zrezygnować. Obaj mają ciężkie charaktery do tego stopnia, że i bez tego mieliby bardzo skomplikowane relacje. A za bardzo kombinować też nie ma co, więc myślę, że można to zostawić tak, że jak już się dogadali to było ok. A że Oberon jest jaki jest, a Mordred ma swoje problemy to nawet teraz czasem się nie dogadują, a czasem wręcz przeciwnie. Pewnie i tak dostatecznie namieszamy w wątku. :D
    Lepiej! Co Ty na to by trochę wykorzystać moje zadanie walentynkowe z Miyuki? Mordred sobie za plecami wszystkich otworzył portal, bo miał mały interes w świecie baśni. Oberona mogłoby to wkurzyć, bo po pierwsze - to nielegalne, po drugie mógłby mieć żal, że Mordred nie przyszedł z tym do niego i w ogóle niepotrzebnie ryzykował, kiedy można to było załatwić inaczej. Co powiesz na taki motyw kłótni? Reszta bomba! Chyba dałbym jakiś dziwny wpływ na Mordreda. Może mu się jakaś moc uaktywni nad którą nie będzie umiał zapanować albo zły wpływ pierścienia na niego podziała. To się jeszcze ogarnie potem, bo znając życie nim do tego momentu w wątku dojedziemy to pewnie z rok minie albo i dłużej. xD
    No to chyba można by już było zacząć... Namówię Cię na to? :)]

    Mordred Deschain

    OdpowiedzUsuń
  110. [Wybacz, że tak późno odpisuję... ostatnio nie mogłam się jakoś zebrać! :(
    Myślę, że gdyby za wszystkim stał Oberon, byłoby o niebo ciekawiej... bo w dodatku przy rozwikłaniu tajemnicy wszedłby na ego szeryfa, który nie zorientował się w sytuacji, mimo że rozwiązanie miałby pod nosem... na pewno by mu się to nie spodobało! W każdym razie bardzo podoba mi się ten pomysł... tzn, ten z przykrywką, wyprowadzającą w pole. Trzeba jeszcze tylko znaleźć jakiś sensowny artefakt no i chyba już będę mogła spokojnie zacząć :D.
    A co do Leslie to bardzo chętnie bym coś skleiła, no ale nie wiem, czy życie mi na to pozwoli, bo naprawdę ostatnio wszystko mnie dobija :D]
    Bigby

    [A co do gifa to on jest taki superkochany, ojejku. <3 Taka typowa Leslie :D]
    Leslie

    OdpowiedzUsuń
  111. [A wiesz, że to jest świetny pomysł? Chyba nawet lepszy niż nasz początkowy. :) W ogóle jak to czytam to przychodzi mi do głowy jeszcze jedna myśl, ale to Ci na gg napiszę, żeby za bardzo publicznie spoilerów nie było. ;)
    Ale w skrócie - jestem za, brzmi świetnie (zwłaszcza wplątanie Oberona w akcję już wcześniej). A co do początku - nie śpiesz się. U mnie z czasem i weną jest tak trochę w kratkę, więc poczekam sobie. I będę trzymać kciuki za reaktywację weny. :)]

    Mordred Deschain

    OdpowiedzUsuń
  112. [Racja, z Mordredem Miyuki (aktualnie przynajmniej) się dogaduje. Chociaż nie wiem czy ma pojęcie o jego pokrewieństwie z Oberonem. ;)

    Co do wątku - podobają mi się obie opcje, ale chyba przy drugiej Miyuki ma większą rolę do odegrania, mimo wszystko, dlatego chętniej bym się podjęła tej drugiej. ;)
    Zaczęcie jest na moich barkach, rozumiem, skoro Ty podrzuciłaś pomysł. Pytanie - czy jesteś dalej zainteresowana, bo trochę minęło od naszych ostatnich ustaleń... :)]

    Miyuki Fuyuhime

    OdpowiedzUsuń
  113. Wiosna powinna być powodem do radości. Gdy biały, chłodny puch zaczyna niknąć, by ustąpić miejsca cudownie budzącym się do życia, rozkwitającym pąkom liści i kwiatów, a dni wydłużają się coraz bardziej, ludzie zdają się wariować. Pomijając, że wszyscy budzą się z zimowej chandry, aby zaraz stwierdzić, że wiosna uderzyła im do głowy na tyle, że teraz nie chce im się robić dosłownie nic – wiosna powinna być powodem do radości, uśmiechu na twarzy.
    Jeśli miała być szczera, najgorzej znosiła upalne lato, gdy żar lał się z nieba, a ludziom dalej nie chciało się nic – bo było tak upalnie.
    Swoją drogą, to zadziwiające, jak bardzo Docześni, a wraz z nimi niektórzy Baśniowcy, potrafią sobie podporządkować i wytłumaczyć każdy stan, przełożyć każdą porę roku na chęci i poczucie humoru. Wiosną nie chce im się robić nic – bo nareszcie świeci słońce. Latem nie chce im się robić nic – bo żar leje się z nieba, pot oblepia ciało i każdy marzy tylko, aby zanurzyć się w przyjemnie chłodnej wodzie. Jesienią nie chce im się robić nic – bo przychodzi przygnębienie, jesienne depresje. Zimą nie chce im się robić nic – bo jest tak zimno, że najlepiej byłoby jedynie posiedzieć przed kominkiem.
    Te same myśli towarzyszyły Miyuki, gdy jedna z wiedźm opowiadała drugiej, jak bardzo rozwlekłe stały się jej dni na wiosnę. Była pełna zapału dosłownie przez dwa dni, a potem postanowiła korzystać z pierwszych promieni słońca.
    Nie odezwała się słowem, nie podzieliła swoimi myślami, gdy zapinała na szyi srebrny naszyjnik, który zamykał cały chłód jej ciała wraz z całą płynącą w jej żyłach magią. I tak była tu na tyle nielubiana, że nie miała ochoty pogrążać jeszcze tego stanu. Baśniowcy, jak Docześni, częściej woleli słyszeć słodkie kłamstwo, fałszywe słowa pokrzepienia i zrozumienia niż szczerą prawdę. A w tym momencie Miyuki powiedziałaby jej tylko tyle, że jest po prostu leniwą krową przez cały boży rok.
    Burknęła jedynie coś pod nosem, gdy wychodziła z trzynastego piętra, a następnie windą zjechała na piętro i mogła odprężyć się we własnym mieszkaniu. Gdy chwytała za klamkę, obejrzała się za siebie, aby odczytać po raz kolejny napis Mordred Deschain. Westchnęła głęboko i weszła do własnego apartamentu. Tutaj dopiero mogła odetchnąć.
    To, co zaczynała czuć do tego człowieka, było złe. Obiecała sobie setki lat temu, że skończy z tym. Nie zaufa już żadnemu człowiekowi, a tym bardziej mężczyźnie. Jeśli jej chłodne, lodowe serce zostanie złamane po raz czwarty… nie będzie w stanie tego przeżyć.
    Zajrzała do barku. Miała ochotę napić się wina. Miała potrzebę napić się wina. Tłumaczyła sobie, że to nie przez doskwierającą jej momentami samotność i nie przez to uczucie, które próbowało usilnie przebić się do jej rozumu, aby nareszcie zaczęła nazywać rzeczy po imieniu. To tylko i wyłącznie dlatego, że słodkie, rozgrzewające wino tłumiło jej lodową naturę, pomagało w utrzymaniu swoich magicznych, chłodnych mocy na wodzy – przynajmniej na tyle długo, aż promile krążyły w jej krwi.
    Ale w barku stała jedynie ostatnia już, pusta butelka po winie. Wyklinając się w myślach, że nawet ostatnio nie chciało jej się tej butelki wyrzucić, poszła po torebkę. Zarzuciła na plecy czarną, pikowaną kurtkę, włożyła buty z obcasami (gdyż innych butów w jej garderobie nie było) i wyszła.
    Zaklęła w duchu, gdy, wychodząc z apartamentowca, zobaczyła kropiący deszcz. Świetnie wręcz. Westchnęła ciężko, zarzuciła kaptur na głowę i poszła przed siebie. Sklep przecież był tuż na rogu. Wystarczyło przejść przez ulicę i…
    Podniosła gwałtownie głowę, gdy usłyszała pisk opon. Kierowca nie zdążył wyhamować i potrącił… dziecko.
    Chłopiec leżał dosłownie metr od przejścia dla pieszych. Nie podnosił się, nie krzyczał. Nie ruszył nawet dłonią. Kierowca samochodu zsunął szybę samochodu, wyjrzał, zaklął szpetnie, po czym… wycofał się i odjechał z piskiem opon.
    Jak on mógł, do cholery…?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyspieszyła kroku, aż sama nie zdążyła pojąć, w którym momencie zaczęła po prostu biec. Upadła na kolana obok dziecka, nie dbając o to, że właśnie być może pozdzierała sobie kolana wraz z cienkim materiałem spodni.
      Jasnowłosy chłopiec leżał z zamkniętymi oczami – bezwładnie. Był… ranny. Jego niewielka główka została rozcięta, nie wiedziała czy poważnie, czy nie, nie była przecież lekarzem – ważne było, że zaczął krwawić. Zaklęła w myślach. Nie może przecież pozwolić mu umrzeć. Tak na środku ulicy. Gdzieś tam są przecież rodzice, którzy się o niego martwią.
      Z drugiej strony… czy to był Baśniowiec? Czy nie powinien więc być choć odrobinę wytrzymalszy niż Docześni? Nie miała pojęcia, ale nie znaczyło to w tym momencie nic. Chłopiec tak bardzo przypominał jej Kaja. Coś w jej rozbitym, lodowym sercu drgnęło.
      Obejrzała go dokładnie. Poza krwią sączącą się z głowy, chłopiec uniknął innych urazów. Nie znaczyło to jednak, że ta rana nie była poważna – wręcz przeciwnie. Syknęła cicho. Gdyby tylko miała pojęcie, co w tej sytuacji powinna robić…
      Powinna wezwać lekarza. Przede wszystkim wezwać karetkę!
      Złapała swoją torebkę z jezdni i trzęsącymi się rękoma zaczęła przegrzebywać całą zawartość, aby tylko odnaleźć telefon. Ale nie było go. Jak mogła nie wziąć ze sobą telefonu! Ten chłopiec umrze, jeśli nie wezwie do niego pomocy!
      Gdy miała zamiar odrzucić już w nerwach torebkę, gdy miała już wpaść w panikę, dostrzegła mężczyznę. Smukłego, jasnowłosego mężczyznę. On musi jej pomóc. Musi zlitować się nad tym niewinnym dzieckiem.
      — Hej! – krzyknęła do niego, mając nadzieję, że tylko jego aura jest tak odpychająca, nie on sam. Że potrafi się zlitować, że potrafi pomóc i nie prychnie na nią z wyższością. – Ten chłopiec umiera, pomóż mi! Zadzwoń po karetkę!

      [Mam nadzieję, że takie rozpoczęcie przejdzie... ;)
      Co do ustosunkowania się Oberona do relacji Mordred-Miyuki, jestem otwarta na propozycje. Chociaż jeśli chcemy dać im niezbyt przyjemną relację na dzień dobry, dobrze by było, aby chociaż Miyuki z Oberonem starali się polubić... oboje mają ciężkie charaktery, ale myślę, że dzięki ciężkiej pracy i samokontroli uda im się nad nimi zapanować. ;)
      No i nie chcę też, aby Oberon wyszedł na takiego, który nie akceptuje żadnego związku w swojej rodzinie... :D]
      Miyuki Fuyuhime

      Usuń
  114. [W sumie to widziałam historię Miyuki jako bardziej pokręconą, ale... Okej, pasuje mi ta wersja, która mi przedstawiłaś. :D
    Haha, już wyobrażam sobie dwie takie lodowe diwy panujące (nie)miłosiernie nad Fabletown. Czyż to nie jest piękne? :D
    W zasadzie z Mordredem mamy zamiar zrobić taką uroczą dramę - i mamy wolne miejsce na rolę epizodyczną. O co mi chodzi - Miyuki i Mordred za moment będą naprawiać błędy, które zrobili na dworze króla Ryszarda, potem udadzą się do jej lodowego królestwa (które nie jest ogarnięte wojną, nadal. ciekawe dlaczego :D :D), z tym, że Mordred takich temperatur nie znosi - dlatego pomoże mu tak samo, jak pomogła Kajowi, czyli go trochę zmrozi. A potem trzeba taką mordredową mrożonkę rozmrozić - czułym pocałunkiem.
    Z tym, że to chyba było za wcześnie i Mordred, nie chcąc ranić Miyuki, odejdzie od niej. Nie chcąc ranić - zranił ją i tak. Mogła zamienić parę słów z Oberonem, mogła mu się wyżalić, ale to i tak nie posklejało jej rozsypanego serduszka - dlatego postanowiła wyjechać, i to szybko. Do Japonii. Japonia jest dość sporym państwem i dość daleko stąd - jest nikła szansa, że Mordred ją tam znajdzie.
    Potrzebujemy więc osoby, która naleje mu rozumu do głowy i skopie tyłek, żeby się ruszył, zanim będzie za późno. :D
    No, to tyle z miłosnych rozterek Fuyuhime-Deschain.
    Swoją drogą - to będzie przeurocze, gdy Miyuki i Oberon dla wszystkich wokół będą chłodni, a dla siebie mili i kochani! :3
    Fox mi tutaj coś szepcze, że to jest podejrzane, że Oberon chce być dla kogoś miły... Nie wiem czy powinnam uważać w takim razie... :D]

    Miyuki Fuyuhime

    OdpowiedzUsuń
  115. [Przepraszam, że odpisuję po kilku miesiącach, ale mam bardzo mało czasu — właściwie wcale go nie mam :(
    Czyli Morgana została wysłana razem z delegacją. Powodem mógł rzeczywiście być dawny sojusz, ale może bardziej jakieś święto z okazji stulecia jego podpisania albo na przykład pojawienia się jakiejś komety…
    Pani Jeziora to u nas arturiański Frank Underwood :D
    Coś podobnego się pojawiło, tylko że w książce było na pograniczu snu i jawy. Relacja Morgany i Herli była jak najbardziej rzeczywista.
    Myślę, że Oberon mógłby nawet zabić Panią Jeziora albo przynajmniej poważnie ją zranić. Albo sprawić, by cierpiała w inny sposób. I to mogłoby stać się zarzewiem konfliktu.
    A teraz wątek w Fabletown. Raczej żadne nie spotkałoby się z drugim z własnej woli, więc trzeba jakoś wrzucić naszą dwójkę do tego samego pomieszczenia. Może jakiś bal charytatywny? Oberon zostałby zaproszony ze względu na swoją pozycję w mieście oraz jako jeden z głównych darczyńców, a Morgana musiałaby napisać relację z wydarzenia, bo osoba, która miała się tym zająć, nagle zachorowała, a tak wielkie święto nie może zostać pominięte przez gazetę. Mogą przez przypadek stanąć obok siebie albo w tej samej grupce i zostali zmuszeni do rozmowy, a redaktor naczelny Fabletown News wymagałby od Morgany wywiadu z Oberonem. A później mogą się zdarzyć różne rzeczy… Co o tym myślisz? :)
    W ogóle mogłabyś mi trochę poopowiadać o naszym drzewie genealogicznym? Bo nagle okazuje się, że Oberon ma jakieś pięć tysięcy dzieci, a ja jak zwykle nie wiem, o co chodzi :c]

    Morgan Myers

    OdpowiedzUsuń
  116. // Nie wiem czy widzialas, ze pisalam do Ciebie na gg.

    Prince

    OdpowiedzUsuń
  117. [Dzień dobry. Jako, że przejęłam postać Morgany i stworzyłam ją niejako od nowa, dowiedziałam się o powiązaniach, jakie były tutaj wśród innych. M.in. od Lucy, która objaśniła mi co nieco. W związku z tym, prosiłabym o kontakt. W razie chęci - zapoznam się z ową historią, albo się zgadamy i nie ma problemu, by dalej pociągnąć owe powiązania. ;)]

    Morgana Le Fay

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.