wtorek, 1 grudnia 2015

Po pierwsze nie szkodzić

Jesteśmy istotami nieukształtowanymi i tylko połowicznie wyrobionymi, jeżeli ktoś mądrzejszy, lepszy i bardziej nam miły niż my sami - bo taki właśnie powinien być przyjaciel - nie użyczy nam swej pomocy, by udoskonalić naszą słabą i błędną naturę.
ok. 30 latdyrektor szpitala (chirurg)naukowiec

Większość dobrze zna jego historię. Zniekształconą, groteskowo odbitą w krzywym zwierciadle i przedstawiającą niewłaściwe osoby w rolach potwora i ofiary. To nie twór, lecz jego stwórca był prawdziwym potworem – nieodpowiedzialnym i niedojrzałym egoistą, bawiącym się w boga, który bezmyślnie odmówił pomocy najbardziej potrzebującej go istocie. Dziś żałuje swoich błędów i stara się na nowo poskładać życie, które na własne życzenie zniszczył sobie i innym. Co prawda wciąż nie potrafi radzić sobie ze śmiercią, ani nie wyzbył się do końca egoizmu. Nauczył się za to odpowiedzialności i tego by nie uciekać od problemów i konsekwencji swoich decyzji. Fabletown traktuje jak swoją drugą szansę, z której stara się jak najlepiej korzystać, robiąc coś dobrego i pożytecznego – wykorzystując swoją wiedzę i zdolności, by ratować życie, zamiast zgłębiać śmierć.
Zachowuje pozory normalności, w oczach innych uchodząc za spokojnego i dość skrytego. Jest dość staroświecki i mimo fascynacji współczesną nauką i wynalazkami, nadal ma w sobie coś z XIX wiecznego arystokraty. Wśród innych baśniowców otwarcie przyznaje się do swojej tożsamości i przeszłości, choć unika jakichkolwiek rozmów na swój temat. Szpital traktuje jak swój drugi dom, spędzając tam większość swojego czasu, głównie w znajdującym się w piwnicach laboratorium, do którego ma dostęp jedynie on i Charlotte Baskerville, jedyna osoba, która tak naprawdę go rozumie i wie, jakie demony kryją się w jego umyśle.




Karta po małym remoncie i mam nadzieję, że na plus. :> Zdjęcia się zmieniają, imię i nazwisko podlinkowane. W karcie Mary Shelley "Frankenstein", w podstronach "Crawl" a buźki użyczył Alec Newman.
Zapraszam na wątki i ciekawe powiązania. Historia Victora będzie na aktualizowana wraz z powiązaniami. Victor do końca normalny nie jest, więc czasem trzeba mu dość ostro przemówić do rozumu. Pilnie poszukiwany Potwór! :)

57 komentarzy:

  1. [Witamy na blogu! :D
    Postać bardzo ciekawa i nie mam wątpliwości, że idealnie pasuje do fabletownskiego społeczeństwa :) Jego obecność na pewno wniesie tu trochę grozy i mrocznego klimatu <3 Poza tym, brakowało nam tu jakiegoś lekarza - o ile pamiętam, jeszcze nikt z autorów nie skusił się na posadkę w szpitalu :D
    Życzę samych udanych wątków! Ja w prawdzie mam już zbyt dużo na głowie i zalegam z odpisami, ale jeśli masz ochotę, zapraszam do siebie. Brakuje mi właśnie czegoś mrocznego :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  2. [Hej :) Intrygująca postać. Karta, choć dosyć krótka, zaciekawia. No i grafika... kocham grafikę. Sama robiłaś, czy znalazłaś w jakimś magicznym miejscu? Poza tym, bardzo podoba mi się to ironiczne dobranie cytatu ;)
    To co, wątek? Tak sobie myślę... moja postać ma talent do narażania się niewłaściwym ludziom. Wydaje mi się, że byłoby prawdopodobne, gdyby trafił do szpitala w stanie wymagającym interwencji chirurga :D]

    Dimitrij Iljanow

    OdpowiedzUsuń
  3. [Karta wspaniała... ta grafika... wybór postaci... Ja się już rozpływam! :D
    Witam na blogu i życzę dobrej zabawy. :)]

    Jack Jones & Alice

    OdpowiedzUsuń
  4. [Haha, nie ma sprawy :D Takiej fajnej postaci po prostu nie mogę pominąć :D
    Mam pewien pomysł na powiązanie. Masz może GG? ;)]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  5. [Wspaniały Victor! Co prawda, biorąc pod uwagę, że niedługo wchodzi film z McAvoy'em to jego widziałam w tej roli, ale Anders (szczególnie na tej świetnej grafice) idealnie wpasowuje się w Frankenstein'a. Cześć! W sumie, jakbyś miała ochotę i mnie wsparła w moim nędznym zalążku pomysłu, to bardzo chętnie napisałabym wątek między dr Shelley i Lyttą (która w 2012 doznała poważnego urazu kręgosłupa w wyniku wypadku samochodowego – wypadek nie jest może do końca prawdziwy, ale bóle w krzyżu i rehabilitacja jak najbardziej). No chyba że pan chirurg woli się upić pod sklepem Johna. <;]

    L. NAPIER & J. EVEREC

    OdpowiedzUsuń
  6. [Dziękuję bardzo. :D
    Myślę, że wybór pozostawiam Tobie. Z którą postacią jest Ci lepiej pisać. A zresztą, moje postacie są ze sobą w pewien sposób powiązane, więc tym lepiej! ;)]

    OdpowiedzUsuń
  7. [Html – coś, czego nigdy nie byłam w stanie ogarnąć lepiej, niż w stopniu pozwalającym wstawić obrazek :P Więc szacun.
    Myślę, że pomysł jest świetny. Jestem za połączeniem obu motywów. Mam zacząć, czy wolisz sama to zrobić?]

    Dimitrij Iljanow

    OdpowiedzUsuń
  8. [Jack i Ala mają psychopatyczne skłonności. :] Tylko Jack próbuje zakopać swoją przeszłość, aby nikt się nie dowiedział.
    Ja jestem za Alą i Twoim pomysłem. Alice będzie chciała jeszcze zatuszować swoją chorobę, bo wtedy może być jeszcze gorzej z jej przypadkiem wśród ludzi.]

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  9. [Myślę, że z widzenia, z baru Trip Trap.]

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Dziękuję za komentarz :)) Można pokombinować coś z wątkiem, będzie mi bardzo miło. Masz jakiś pomysł? ]

    Nate

    OdpowiedzUsuń
  11. [Mogą się znać z Trip Trap. ;) Z widzenia, bo kilka razy się "minęli"...
    Już okej?]

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  12. [O rany, przepraszam. :O
    Może być to ich pierwsze spotkanie...]

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  13. [Mogę zacząć, nie ma problemu. Zastanawiałam się nawet, czy od razu tego nie zrobić, ale pomyślałam, że może masz konkretną wizję, jak ten wstęp ma wyglądać.
    Uprzedzam, początek jest dziwny. Nie wiem, czemu tak wyszło. Na razie pisałam z takiej ogólnej perspektywy, zamiast jako postać. Nie wyjaśniałam przyczyn, bo chyba ciekawiej będzie dochodzić do nich w wątku. ]

    Był koniec listopada. Ziemię skuł pierwszy przymrozek, ozdabiając źdźbła wymizerowanej trawy na trawnikach lśniącymi igiełkami lodu. Drzewa na nielicznych skwerach dawno już straciły ostatnie liście. Miasto składało się z przeplecionych ze sobą szarości budynków i feerii barw wylakierowanych, stojących w korkach aut. Nic nie zapowiadało, by ten dzień miał różnić się od innych.
    A jednak.
    Ludzie, którzy około godziny ósmej przechodzili chodnikiem biegnącym wzdłuż ulicy łączącej Fabletown z Brooklynem stali się świadkami trudnego do wyjaśnienia wypadku. Jedno z aut, jadących w luźnej kolumnie w kierunku Fabletown, nagle skręciło, wjeżdżając prosto w pieszych. To stało się w ułamku sekundy. Nikt nie zdążył nic zrobić. Ci, którzy mieli szczęście iść dalej od ulicy, stali zszokowani. Wystarczyła chwila, by ludzie, którzy szli tym samym chodnikiem, zostali staranowani, zmasakrowani. Ktoś krzyczał. Wielu uciekało. Ktoś zobaczył, jak kierowca samochodu wymyka się w ogólnym chaosie. Ktoś płakał rozdzierająco, jakieś dziecko, wołające martwą matkę. Ktoś zadzwonił po pogotowie.
    Ratownicy, którzy dotarli na miejsce tragedii, musieli najpierw okiełznać ludzką panikę, jaka ogarnęła oszalały ze strachu tłum. Trzem spośród ofiar nie można było pomóc w żaden sposób, poza zebraniem ich okrwawionych, pogruchotanych ciał z chodnika. Dwie: młody mężczyzna o zlepionych własną krwią brązowych włosach i pobladłej twarzy oraz nastolatka ze zmiażdżoną nogą wciąż walczyli o życie.

    Dimitrij Iljanow

    OdpowiedzUsuń
  14. [Ooo, ale super postać! Chętnie skusiłabym się na jakiś wątek, tylko niestety nie wiem, skąd mogliby się znać :'( Bo raczej dyrektor szpitala do Pudding'n'Pie nie chodzi. No chyba, że chodzi, to rozwiej moje wątpliwości xD W końcu pełna dyskrecja.
    Także no, jeśli miałabyś jakieś chęci, to zapraszam i się dogadamy.
    Ja mogę zaproponować, że załamany jakimś niepowodzeniem z pracy, przyszedłby upić się w Pudding 'N' Pie, zagadnąłby go Kuzco i poszliby "na zaplecze", ale nie w celach wiadomych, tylko pogadać. Po pijaku ludzie dziwne rzeczy robią, więc mógłby sobie kupić kolegę do wygadania się.
    Czekam na opinie!]

    Kuzco

    OdpowiedzUsuń
  15. [ Masz świetne pomysły! Nate łapie się każdej pracy i nawet jeśli ma jeszcze forsę, to nie lubi nic nie robić. Myślę, że mógłby u Victora pracować, albo przyjemniej próbować. Kompleks boga, który ma Victor strasznie mi się podoba o poszłabym w tę stronę. Może być? ]

    Nate

    OdpowiedzUsuń
  16. [Haha, Kuzco nie potrzebuje alkoholu żeby narzekać xD Ale jasne, ten pomysł mi się podoba. Mógłby go właśnie poznać przy barze i zagadać. Więc mogę prosić o zaczęcie? :)]

    Kuzco

    OdpowiedzUsuń
  17. [Spóźnione, ale bardzo serdeczne powitanie. :)
    Frankenstein <3 Coś pięknego po prostu. Kocham "Frankensteina". W sensie książkę, bo Victora zawsze miałam chęć zadźgać tępą łyżką, ale i tak jestem zachwycona postacią. Życzę całej masy ciekawych i mrocznych wątków. I sama bardzo serdecznie zapraszam do siebie.]

    - Davy Jones

    OdpowiedzUsuń
  18. [Jeszcze raz, dziękuję za wszystkie pochwały :D Nie wiem, czy zasłużyłam xD Poza tym, twój Victor mnie zainspirował, więc brawa dla ciebie! :D
    Niedługo jakoś lepiej uzupełnię jej historię i więcej napiszę o ich wspólnych badaniach. I dodam powiązania, oczywiście ;)
    Przeszłość mamy ustaloną, został sam wątek ;) Może w ogóle przenieśli się do Fabletown przypadkiem, w skutek jednego z eksperymentów z elektrycznością? :D Nie wiem, czy to nie byłoby trochę naciągane? ;)
    I tak jak pisaliśmy, oboje zatrudnili się w szpitalu i tam dalej sobie kombinują. Mogą nawet razem mieszkać, jak najbardziej :D Wątek możemy właśnie zacząć od informacji podanych w tv, dotyczących jakiegoś morderstwa na terenie NY. Oboje akurat siedzieliby sobie przy porannej kawce. Jakiś świadek powiedziałby reporterowi, że napastnik wyglądał dość dziwnie - wtedy Victora i Charlotte dopadłyby złe przeczucia. Jeśli potworowi udało się przedostać do tego świata, może wciąż chce się zemścić na swoim stwórcy. W szpitalnej piwnicy mogą zacząć tworzyć coś, co pozwoliłoby go powstrzymać: jakąś pułapkę, machinę lub inne cuda. Jak sądzisz? Najwyżej dalszą część obmyślimy już później :D
    W karcie dodałam, że Charlotte zdarzają się niekontrolowane "odloty", co jest skutkiem ubocznym mikstur Victora. Jednak bez nich nie mogłaby funkcjonować, bo glamoury poprawiają tylko wygląd, a jej potrzeba jeszcze pewnego rodzaju środka uspokajającego :D W sumie, to oboje mają z tego korzyści, bo Ch. może normalnie funkcjonować dzięki niemu, a V. ma w niej oparcie i jak napisałeś w karcie, przemawia mu do rozumu :D]

    Charlotte

    OdpowiedzUsuń
  19. [ten z 94' to z DeNiro? <3 W kwestii wypadku: Zła Królowa Ravenna wykorzystała przenosiny do FT, żeby zemścić się na Ericu-Łowcy i odebrała jego ukochanej Lytcie nie tylko pamięć, ale wsadziła ją w centrum wielkiego wypadku samochodowego. Pani Napier czuje się winna, ma uraz kręgosłupa i nie lubi szpitali. W zasadzie to tyle – nie ma w tym nic super ani odkrywczego. :C]

    LYTTA NAPIER

    OdpowiedzUsuń
  20. [Haha, oboje będziemy mieli teraz super-dopracowane karty :D Magia weny xD
    Ok, kwestię przeniesienia się możemy zostawić, może coś nam wpadnie jeszcze do głowy :D Dokładnie tak! Układ idealny - psychopaci i geniusze jednocześnie, bez przesady oczywiście, haha :D Już nie mogę się doczekać tego wątku!
    Byłabym wdzięczna za zaczęcie :)]

    Charlotte

    OdpowiedzUsuń
  21. [ Myślę, że można by zacząć od tej pracy. Tylko nie wiem, co Nate mógłby u Victora robić. To już zależy od Ciebie :3 ]

    Nate

    OdpowiedzUsuń
  22. [Pięknie dziękuję za tak miłe przyjęcie! Muszę przyznać, że postać Victora całkowicie mnie fascynuje! Oczywiście, chciałabym, połączyć nasze dwie postacie wątkiem, choć co prawda, nie wiem jeszcze co mogło by łączyć Victora i Pocahontas, ale mam nadzieję, że coś wymyślimy :> Może w szpitalu potrzebują wolontariuszy?]

    Pocahontas

    OdpowiedzUsuń
  23. [Jasne, jasne, tylko najpierw muszę znaleźć czas, a to zrobię (pewnie dzisiaj). Niedługo Viktor znajdzie się u powiązań Ali. :D]

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  24. [Haha, początek jest jak najbardziej w porządku! :D]

    Mimo całego wieczoru i kilku późnych nocnych godzin wertowania kilkunastu czasopism medycznych, Charlotte podniosła się z łóżka wyspana i pełna energii. Dawno nie czuła się tak dobrze, zupełnie niczym nowonarodzona. Lubiła to słowo, przypominało jej o wydarzeniu, które całkowicie odmieniło jej życie – życie kobiety, która utknęła w ciele piekielnego psa buszującego po angielskich wrzosowiskach. Spotkanie Victora była darem od losu. To dzięki niemu i jego miksturom może korzystać z uroków życia, znów jako człowiek. Wstała, przetarła oczy i sięgnęła po miękką podomkę. Wychodząc z pokoju zarzuciła ją na siebie i wolnym, leniwym krokiem doczłapała się do kuchni.
    Przy stoliku zauważyła Victora, pochylonego nad otwarta książką. Uśmiechnęła się i zaśmiała wesoło.
    - Spałeś? Czy spędziłeś tu całą noc? – spytała, choć dobrze znała odpowiedź. Telewizor stojący na szafce grał cicho w tle, więc Charlotte obrzuciła machinę krótkim spojrzeniem i odwróciła się, by sięgnąć toster. Wstawiła grzanki, wyciągnęła z lodówki dżem i masło. Już po chwili przysiadła się do stolika, dziękując towarzyszowi za poranną, gorącą kawę.
    - Piszą coś ciekawego? – zagadała, wskazując na książkę – Sama miałam zacząć ją czytać, ale czasopisma zajęły mi cały wieczór. Wciąż zachwycają mnie te kolorowe ilustracje, hmm, zdjęcia?
    Dawno nie była w tak dobrym nastroju. Czuła przypływ energii i chęci do pracy, więc liczyła na to, że za kilka minut zbiorą się i ruszą do szpitala. Jej uwagę przykuły wyrwane z kontekstu, ciche zdania płynące z głośnika, więc ukradkiem zerknęła w stronę telewizora.
    - Znów jakieś morderstwo w Nowym Jorku – wypowiedziała na głos. W tym momencie, nawiedziła ją dziwna myśl, poczucie irracjonalnego strachu. Posiadała szósty zmysł i instynkt rzadko ją zawodził. Pokazywali właśnie kolejne miejsce zbrodni z lotu ptaka, a jakiś przerażony świadek tłumaczył coś reporterowi, gestykulując energicznie i nerwowo. Nic nie słyszała.
    - Masz pilot? Mam wrażenie, że to coś ważnego…

    Charlotte

    OdpowiedzUsuń
  25. [Mogą być sąsiadami, i tak jak mówisz, znaliby się jako tako z widzenia, czasem chwilę porozmawiają.. i pewnego razu Victor wspomniał coś o zapotrzebowaniu na dodatkową parę rąk do pracy (w postaci wolontariuszy) i Pocahontas by się zgłosiła. Stąd też czasem mogliby ze sobą wracać do domu, a bycie tak ciekawską jak moja indiańska księżniczka, mogło by ją popchnąć do zainteresowania medycyną. I tak dalej i dalej.. hm? Bo fajnie by było, jakby nam się temat nie skończył po trzech wiadomościach ;)]

    Pocahontas

    OdpowiedzUsuń
  26. [Cześć! I dziękuję. :)
    "Wampira" polecam, zwłaszcza że to efekt tego samego wieczorku grozy, co "Frankenstein". Twój Victor jest naprawdę świetny, więc po wątek przybywam z wielką chęcią.
    Tak sobie myślę, że Victora na pewno bardzo zainteresowałby wampir - jako istota która tak naprawdę łamie prawa natury. Możemy dać nawet powiązanie z przeszłości. Podczas studiów Ruthven mógł spotkać Victora i zainteresować się jego badaniami nad przywracaniem życia zmarłym. Mógł nawet wprost Victorowi zasugerować kim jest. Pytanie tylko czy Victor był na tyle zapatrzony w naukę, że to zignorował, czy też zainteresował się naukowo. Tak czy siak Ruthven mógłby traktować Victora trochę inaczej niż innych ludzi (zwłaszcza, że Victor i tak miał talent do autodestrukcji ;)) i interesować się jego badaniami. Mógł mieć z tego również jakieś korzyści dla siebie - może liczył, że dowie się więcej o własnym gatunku i zyska przewagę nad pobratymcami? Byłaby taka relacja na bazie wzajemnych korzyści i naukowego zainteresowania. Albo możemy też pójść dalej. Victor w swojej obsesji odnośnie śmierci chciałby również stać się nieśmiertelny, a Ruthven raczej by się nie palił do przemieniania kogokolwiek. Można też inaczej - Victor w swoich badaniach mógłby chcieć wykorzystać wampiryzm jako lek - mistyczne panaceum. A to by się już Ruthvenowi bardzo nie spodobało i najpewniej zacząłby manipulować Victorem chcąc go zniszczyć. Do wyboru do koloru. :)]

    William

    OdpowiedzUsuń
  27. [Teraz ja muszę przeprosić za opóźnienie :D
    Jak dalej kombinujemy? Może oboje postanowią wybrać się na miejsce zbrodni, by upewnić się, że za wszystko odpowiada stwór? Jak sądzisz? Potem możemy iść w kierunku psychiki Victora – zacznie nieco wariować ;) Jak to widzisz?
    I może mieszkaliby w apartamencie w Woodlands, co ty na to? :D Kasy mają pewnie sporo i jako lekarze są w pewnym sensie VIPami :D
    Z tą tajemnicą chodzi o jego wyjazd na Koło Podbiegunowe? ;) Bo muszę jakoś się odnieść do tego :D Charlotte wiedziała o tych pierwszych morderstwach potwora, a z Victorem rozstała się, gdy ten ruszył jego śladem. Zgadza się? :D]

    Całą uwagę skupiła na materiale wyświetlanym w telewizji. Młody mężczyzna, który tak nerwowo opisywał wydarzenie, którego był świadkiem, był naprawdę przerażony. Przez kilkanaście sekund obserwowała go bez słowa i była pewna, że nie kłamał. Jego oczy, wyraz twarzy i gestykulacja nie były udawane, a trzęsący się podbródek świadczył o strachu. Westchnęła.
    - Opis, który przedstawił zgadza się – szepnęła po chwili – I jestem przekonana, że mówi prawdę.
    Przez kolejne minuty dokładnie analizowała każde kolejne wypowiedzi świadka, potem policji i reportera. Jak szybko się przekonała, w Nowym Jorku często dochodziło do morderstw i innych katastrof. Podobno, pod tym względem również czasy się zmienił i wiele razy słyszała, jak mundurowi chwalą się, że takich przypadków z roku na rok jest coraz mniej. Wątpiła w te słowa. W jej czasach zabijano się bardzo często, pojedynki w wyższych sferach i bójki w podlondyńskich slumsach były na porządku dziennym. A odkąd tylko pamięta, od przybycie do Fabletown, nie słyszy o niczym innym, jak o zwłokach i jatkach w podrzędnych barach. Ludzie się zabijają i będą zabijać.
    Zerknęła ukradkiem na Victora. Jego przerażony wzrok wciąż spoczywał na kolorowym ekranie, a dłonie zaciskały się mimowolnie na oprawie książki. Był niemal równie wystraszony jak młody świadek z telewizji.
    - Victorze, nie mamy stuprocentowej pewności – zaczęła stanowczo, chcąc wybić mu z głowy czarne myśli, które najwyraźniej go naszły. Szybko jednak odwróciła głowę, by towarzysz nie wyczytał z jej twarzy zwątpienia we własne słowa. Było zbyt wiele zbiegów okoliczności, zbyt dużo podobieństwo. Chciała wierzyć, że to zwyczajna, pospolita sprawa – morderstwo człowieka popełnione przez człowieka. Nic więcej. Znów zerknęła na reportaż. Wszystko działo się w Queens, kilkanaście przecznic od granic Fabletown. Podobno, to kolejne morderstwo w tamtej okolicy, każde podobne po poprzedniego. Oparła łokcie o blat stołu i potarła dłonią czoło. Zupełnie zapomniała o kawie, która wystygła tuż pod jej nosem.
    - Zaraz… Co masz na myśli? – podniosła nagle głowę, słysząc nie do końca zrozumiałą dla niej wypowiedź – Co robił? Jakie wiadomości?

    Charlotte

    OdpowiedzUsuń
  28. [Przepraszam Cię strasznie, że odpisuję dopiero teraz.
    O dokładnie - uwielbiam ten film, uwielbiam De Niro, ale jak widzę Victora to coś mnie trafia. Czyli widać, że aktor się spisał. ;) Widziałam połowę tej ekranizacji z 2004 i szalenie mi się podobała, więc wierzę.
    W ogóle muszę pochwalić podstronę z historią. Jak ja bym chciała takie świetne karty pisać. :)
    Z pomysłami się na razie wstrzymam, bo na dniach planuję dodać drugą postać - Henrego Baskerville, który będzie bratem Charlie i jednocześnie wilkołakiem. :D Skoro Victor i Charlie mają takie ciekawe powiązanie, to wydaje mi się, że lepiej zrobić wątek między Victorem i Henrym. Może tak jak w wypadku Charlie, Victor pomógłby również jakoś Henremu, który nie ma kontroli nad przemianami i nie pamięta nawet co wtedy się z nim dzieje. W planach z Kundelkiem mamy, by Henry nie był nawet świadomy, że jest wilkołakiem, a Charlie odkryłaby to dzięki sesjom hipnozy. No i tutaj dalej może jakoś wtrąciłby się również Victor? Jak masz gg to możesz się do mnie odezwać to pokombinujemy z wątkiem lub powiązaniem. :)]

    - Davy Jones (i przyszły Henry Baskerville)

    OdpowiedzUsuń
  29. [Haha, o właśnie, przez ten rok zapomniałam o czym piszemy xD
    Ok, w takim razie, może niech teraz trochę pogadają sobie, a potem stwierdzą, że tam pojadą. Mogą wkraść się w nocy na miejsce zbrodni. W międzyczasie Victor może mieć coraz większe obawy itp., jak wolisz :D Usłyszą, że ktoś się kręci po budynku, więc Charlotte zmieni się w psa i przywlecze w zębach pana, który okaże się ów świadkiem z telewizji. Co ty a to? :D No i właśnie, on może im wówczas coś więcej powiedzieć: albo że zmyślił wszystko policji, albo potwierdzi, że faktycznie widział jakiegoś potwora. A czy to faktycznie byłoby nasze monstrum, hmmm, w sumie to możemy tego jeszcze nie rozwiązywać i wciąż nie mieliby pewności. Będziemy na bieżąco ustalać, bo może nam coś lepszego do głowy wpadnie :D
    Zastanawiam się, jak byłoby ciekawiej. Bo z jednej strony, Charlotte mogłaby wiedzieć o pierwszych zabójstwach i nie mieć pojęcia o wyjeździe, czyli tak, jak jest teraz. Ale z drugiej, gdy Potwór zaczął mordować rodzinę i przyjaciół Victora, to Baskerville raczej coś by z tym zrobiła – tzn., próbowała go powstrzymać już nie samym wpłynięciem na jego psychikę, ale siłą. Bo tu, raczej widzę ją jako obrońcę Victora, która z wdzięczności zrobi wszystko, by go ocalić ;) No chyba że Victor poprosił ją, by nie krzywdziła Potwora. Teraz w Fabletown może być podobnie. Charlotte będzie chciała go powstrzymać, za wszelką cenę. Ochroniarz taki xD
    Ale lepiej zostawmy tak jak jest, czyli nie wie tylko o wyjeździe Victora :D
    To się rozpisałam xD Daj znać, jak to widzisz ;)]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzięła kilka głębokich oddechów, wodząc niespokojnym wzrokiem po drewnianym blacie kuchennego stołu. W skupieniu słuchała tłumaczeń Victora i z każdym kolejnym słowem miała ochotę walnąć pięścią w stół. Nie mogła uwierzyć w to, co mówił i była wściekła, że przez tyle lat ukrywał to, co wydarzyło się podczas ich rozłąki.
      - Dlaczego o niczym nie mówiłeś? – warknęła w końcu, marszcząc brwi – Mogłeś zginąć! Mógł cię dopaść i rozszarpać! Nie mogę uwierzyć w to, że milczałeś.
      Nerwowo szarpnęła krzesłem i wstała od stołu. Szybkim ruchem ręki chwyciła pilot wyłączając telewizor. Była wściekła i czuła się oszukana. Przez cały wspólnie spędzony czas dzielili się wszelkimi spostrzeżeniami, uwagami, wątpliwościami i lękami. Była świadkiem interakcji Victora z Potworem, ich walki, w której poniekąd uczestniczyła. Nieraz próbowała przemówić obu do rozsądku, zwłaszcza temu drugiemu, którego mentalność w dużej mierze przypominała małe dziecko. Odrzucone dziecko.
      Gdy wszystko zaczęło wymykać się spod kontroli, ochrona Victora stała się jej priorytetem. Był jedyną, bliską jej osobą. Zawdzięczała mu wszystko i poświęciłaby swoje marne życie, by go ocalić. Była silna i posiadała szereg zdolności, nawet pod postacią człowieka – jako pies była niemal niezwyciężona. Sądziła, że Victor dobrze o tym wiedział.
      Podeszła do okna i utkwiła wzrok w szarozielonym trawniku ogrodu na tyłach Woodlands. Drzewa i krzewy pokryte były srebrzystym szronem i mieniły się w słabym porannym słońcu. Dalej rozciągał się widok kolejnych ulic i wysokich kamienic Fabletown, do których zdołała przywyknąć. Westchnęła.
      - To było głupie, Victorze – odezwała się ponownie, odwrócona od niego – Sądziłam, że ufasz mi na tyle, że w razie jakiegokolwiek zagrożenia poinformujesz mnie o wszystkim. Mogliśmy go zniszczyć już wtedy, gdy był w naszym zasięgu. Może tak właśnie byłoby najlepiej…
      Znów się zamyśliła. Zawsze, gdy wydawało jej się, że będzie lepiej i Potwór zaczyna się uspokajać, coś szło nie tak. Zupełnie, jakby jakaś niewidzialna siła nie pozwalała całej trójce żyć w zgodzie i w spokoju. Może to była kara za eksperymenty, może sami byli sobie winni. Historia znów się powtarzała – gdy ich życie zaczęło się prostować i układać na nowo, ktoś próbował siać w nim niepokój.
      - Pojadę tam jeszcze dziś – dodała spokojnym, stanowczym głosem. Uspokoiła się; nie potrafiła długo gniewać się na przyjaciela. Odwróciła się do Victora i skrzyżowała ręce na piersiach. Chciała dobrze widzieć jego reakcję. – Nie proszę, byś jechał i lepiej, gdybyś poczekał, aż wszystko sama sprawdzę.
      Dobrze wiedziała, że zaprotestuje.

      Charlotte

      Usuń
  30. [O, dziękuję bardzo :D
    Zgadzam się na wszystko, co napisałeś - tak chyba będzie najprościej i najciekawiej. A w razie czego, jeszcze będziemy kombinować nad jakimiś szczegółami. Motywacja Victora również dobra ;)]

    Charlotte

    OdpowiedzUsuń
  31. [Z lektorem? Jak tak to koniecznie podeślij mi linka na galdulcu. :)
    W końcu Henry już jest, więc mogę oficjalnie zaprosić.
    To może w takim razie szczegóły wątku dogadamy na gg - będzie wygodniej i szybciej. Zwłaszcza, że przydałoby się jakieś powiązanie. ;)]

    - Henry Baskerville

    OdpowiedzUsuń
  32. [Hej. Dziękuję bardzo. Też nie jestem entuzjastką miejskich legend, ale Boogeyman akurat zawsze mi się wydawał ciekawy. Victor to klasyka, więc z przyjemnością wpadnę na wątek. Masz jakiś pomysł?]

    Roy

    OdpowiedzUsuń
  33. [Victora pamiętam, ale nie wiem czy to jest ten sam ;) W każdym razie dzięki, chociaż to tylko odświeżenie karty i ogarnięcie się :D Jak masz jakiś pomysł to pisz, bo aktualnie mam terminy przed egzaminami i razem z Jeffersonem zakuwamy fizykę ;D]

    Jefferson Hatter

    OdpowiedzUsuń
  34. W spokoju wysłuchała każde jego słowo, próbując go zrozumieć i postawić w jego sytuacji. Robiła to bardzo często, niezależnie od tego, czy ma do czynienia z pacjentem, czy z innym rozmówcą. Taktyka Co ja zrobiłabym na jego miejscu okazała się pomocna w wielu trudnych sytuacjach, z którymi przyszło jej się stawić. Miała w sobie sporo empatii i postawienie siebie w czyjejś sytuacji przychodziło jej z łatwością.
    A Victor postąpił dokładnie tak, jak postąpiłaby ona. Teraz już była tego pewna, choć wciąż w głębi duszy była na niego zła. Cała sytuacja dotycząca Potwora niepokoiła ją jeszcze bardziej. Wiedziała, że jest inteligentny i szybko się uczył, jednak to, co opowiedział Victor było zaskakujące. Jeśli faktycznie udało mu się przedostać do Nowego Jorku, musieli trzymać się na baczności.
    - Cieszę się, że przynajmniej teraz mi o tym powiedziałeś – westchnęła po chwili – Jeśli to ON, musimy dobrze się przygotować. Nie mam pojęcia, co teraz potrafi, ile wie i co siedzi mu w głowie…
    Zamyśliła się na moment spoglądając Victorowi prosto w oczy. Wiedziała, że nie zgodzi się jej samotny wyjazd do Queens. Zawsze wiedziała, że czuł się odpowiedzialny za Stwora, choć czasem usilnie starał się tego nie ukazywać. Był zdeterminowany jak wtedy, gdy pragnęli tchnąć w niego życie.
    - Pojedźmy tam razem, w takim razie – uśmiechnęła się i kiwnęła głową. Poczuła zastrzyk adrenaliny, której od dawna jej brakowało. Znów mogli działać, jak za dawnych czasów. Ruszyła w kierunku salonu i przykucnęła przy najniższej szufladzie zabytkowego drewnianego kredensu. Trzymali tam szpargały, które otrzymali m. in. od władz Fabletown, tuż po przybyciu do dzielnicy. Były tu zakurzone przewodniki, które miały ułatwić im poruszanie się w nowej rzeczywistości, katalogi pełne zdjęć i opisów przedmiotów codziennego użytku, które widzieli po raz pierwszy na oczy i krótka rozprawka o moralności, kulturze ogólnych zasadach współczesnego świata. Charlotte sięgnęła natomiast po złożoną mapę leżącą w rogu szuflady i popędziła z nią z powrotem do kuchni. Rozłożyła ją na stole. Korzystali z niej o wiele częściej niż z tej dostępnej w Internecie.
    - Pierwsze morderstwo miało miejsce chyba tutaj – wskazała palcem jedną z ulic na planie dzielnicy Queens – Drugie, hmm, nie pamiętam… A to, o którym mówili rano… - zatrzymała palec wskazujący na budynku przy 188th Street. Zerknęła na Victora. – Pewnie wciąż jest zaplombowane przez policję.

    Charlotte

    OdpowiedzUsuń
  35. [Teraz to ja przepraszam za opóźnienie ;) Dymitra spokojnie można trochę poturbować, tzn. nie chciałabym robić z niego kaleki na całe życie, ale poza tym wszystko jest dozwolone ;)
    Swoją drogą, masz genialne zdjęcia w karcie. Takie… klimatyczne.]

    Leżał w niewielkim, szpitalnym pomieszczeniu. Biało-niebieskie ściany, sterylna czystość, trzy duże łóżka o metalowych ramach, takie, na których w razie potrzeby można szybko przewieźć pacjenta na salę operacyjną albo inny oddział. Na tym po lewej, przy oknie, leżał pomarszczony, siwy staruszek. Środkowe zajmował on. Łóżko po prawej było puste.
    Jeszcze w karetce podali mu coś niwelującego szok. Czuł się otumaniony, jakby leki skuły jego myśli w ociężały, senny obłok. Patrzył w sufit, niespecjalnie mając zresztą wybór. Usztywnili mu kark, widocznie jeszcze nie byli pewni, czy nie ma czegoś z kręgosłupem. Po czole spływały mu strumyczki zimnego potu. Bolało. Przez te cholerne leki nawet nie był w stanie określić w którym konkretnie miejscu. Klatka piersiowa? I to jak. Do tego plecy, ramiona, w zasadzie łatwiej byłoby powiedzieć, co go nie boli. Potwornie chciało mu się pić. Oddałby wszystko za szklankę wody. Kręciło mu się w głowie. Może to i lepiej, że wpakowali go na łóżko, bo na krześle by nie usiedział, nie mówiąc nawet o staniu. Świat wirował, migocząc jak dyskoteka klasy B. Odetchnął. Co się, u diabła, stało? Szedł spokojnie do pracy, przy samej jezdni, potem, na krótką chwilę bliżej środka chodnika, bo przepuścił jakąś kobietę. Bardzo się spieszyła. I wtedy wjechał w nich samochód. Cały czas miał przed oczami ciemną karoserię. Ta kobieta… to on miał tamtędy iść. Czy przeżyła? Znów zawroty głowy. Nie mógł się na niczym skupić.
    Usłyszał kroki. Lekarz.
    Udało mu się odwrócić głowę na tyle, by na niego spojrzeć. Starszy od niego zaledwie parę lat blondyn. Uważne spojrzenie, bardzo prosty nos, zacięte wargi…
    Spróbował głębiej odetchnąć, ale się zakrztusił. Uniósł rękę i otarł usta. Krew. Cholera.

    OdpowiedzUsuń
  36. [Papa!
    Już zacieram łapki na ten wątek. I liczę na jakieś latające hydranty. >3]

    Potworek

    OdpowiedzUsuń
  37. [Cóż, Adaś na chwilę obecną jest na tym jakże dorosłym etapie, że od Victora oficjalnie nie chce już właściwie nic, ale gdzieś tam w głębi swojego małego, złamanego serduszka wciąż ma jakąś nikłą nadzieję, że doktor go zaakceptuje i może nawet jakoś pomoże się ogarnąć. Oczywiście wciąż ma mu za złe, że tak po prostu się go pozbył i zupełnie nie obchodziło go co się z biednym potworkiem dzieje, ale z drugiej strony gryzie go sumienie, że dał się ponieść wściekłości i pozbawił swojego stwórcę rodziny, nie ważne, czy mu się należało czy nie. Tak po prostu mu z tym źle, bo sam nie ma nikogo bliskiego i nie życzy nikomu być w podobnej sytuacji, a przecież to przez niego papa też właściwie nie ma teraz nikogo. Poza Charlotte, ale Charlotte to już, jak to mówią, inna bajka, z nią Adaś akurat kontakty będzie próbował odnowić.
    Zajrzałam jednym okiem w wasz wątek i powiem szczerze, że wykorzystanie go jest świetnym pomysłem. Szczególnie podoba mi się wizja przypadkowego spotkania w barze. Adam jest teraz w pewnym sensie pacyfistą i aspiruje do miana broniącego uciśnionych rycerza na białym koniu bez konia, więc można by było założyć, że zdarzyło mu się kogoś mocno poturbować, ale raczej nie zabić, więc prawdziwy sprawca dalej byłby nieznany. Nie chcę się na razie wdawać za bardzo w szczegóły samego zajścia, bo nie wiem czy ustalałyście jakieś konkrety o ofierze. XD]

    Potworek

    OdpowiedzUsuń
  38. [Nie, no to tym bardziej Adam będzie się obwiniał. Wyrodny syn z niego po prostu. XD
    Więc zamieszajmy w to Potwora. Nie chciałabym od razu robić z niego mordercy, więc możemy zrobić tak, że zwyczajnie starał się komuś pomóc - nie wiem, napastowane przez kogoś biedne dziewczę, szkolny kujon który przypadkiem zawędrował wieczorem w jakąś ciemną uliczkę, cokolwiek - ale wyszło jak zwykle i wpakował się w głębokie gówno, bo chociaż nikogo nie ubił, to jednak przypadkowa ofiara pobicia została znaleziona następnego dnia martwa. I wtedy Victor miałby tak jakby pełne prawo go oskarżać jak już przypadkiem się na niego natknie, czy to w barze, czy gdzieś zupełnie indziej.]

    Potworek

    OdpowiedzUsuń
  39. [O tak, może być bardzo ciekawie. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że Adam jest w niektórych kręgach znany jako taka typowa cicha woda. Na pewno znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że to jego sprawka i będą próbowali spalić go na stosie.
    W takim razie czekam z niecierpliwością, bo szczerze mówiąc jaram się tym wątkiem jak niczym w ciągu ostatnich tygodni. XD]

    Potworek

    OdpowiedzUsuń
  40. [Genialny to mało powiedziane! Normalnie już widzę Adama próbującego spacyfikować tatusia żeby przypadkiem nie zrobił nic ani jemu, ani sobie. :')]

    Potworek

    OdpowiedzUsuń
  41. [O ile nie zrobię tego pierwsza. XD
    Do jutra. Mam nadzieję że jakoś wytrzymam. >3]

    kochający synek

    OdpowiedzUsuń
  42. [A jeszcze raz podziękuję, Fox. :)
    Niedługo wracam do życia na bloga, bo jak na razie przechodzę małe załamanie... Szkoda gadać nawet.
    Ja dalej jestem za naszym wątkiem, naszym zapomniałam o nim ;)]

    Ala & Jack

    OdpowiedzUsuń
  43. [Oj no, co chcesz od początku, dobry jest!
    A za komplement ślicznie dziękuję. Nudziło mi się wczoraj wieczorem to napisałam. c;]

    To był parszywy dzień i Adam wiedział o tym świetnie jeszcze zanim w ogóle wyszedł z domu.
    Szare chmury wisiały nisko nad miastem, zasłaniając błękit nieba i grożąc kolejnymi opadami śniegu. Wiał nieprzyjemny, przenikliwie zimny wiatr, szarpiący niewidzialnymi palcami ubrania przechodniów. Adam najszybciej jak mógł przemknął między swoim ciasnym mieszkankiem a Trip Trap, chcąc niemal za wszelką cenę schronić się nim zacznie padać - pogoda za bardzo przypominała mu Koło Podbiegunowe, z którym z kolei wiązały się jedne z jego najmniej przyjemnych wspomnień. I jakoś nie uśmiechało mu się do nich wracać, szczególnie teraz, kiedy powinien skupić się na własnym życiu. Wreszcie trafiła mu się szansa na stosunkowo normalne funkcjonowanie w społeczeństwie, i choć wciąż czuł się w pewien sposób wyobcowany, to jednak dawał radę. Może nie żył pełnią życia, może nie udawało mu się zyskać akceptacji otoczenia, ale jakoś wegetował. Było dobrze. Lepiej. A przynajmniej tak sobie wmawiał.
    Następne dziesięć godzin spędził za barem, w ciszy obsługując klientów, jednym uchem słuchając ich rozmów i zwierzeń, dyskretnie próbując choć odrobinę poluzować gryzący go w szyję sztywny kołnierzyk czarnej koszuli kiedy nikt nie patrzył. Raz na jakiś czas mruknął coś do drugiej barmanki lub kelnera. Przeważnie jednak milczał, tak jak robił to zawsze. Nie czuł potrzeby bez celu strzępić język, szczególnie że w większości możliwych tematów rozmowy i tak nie miałby nic do powiedzenia.
    Praca miała parę zalet, ale zdecydowanie największą z nich była zaskakująca umiejętność pochłaniania czasu i odrywania Adama od ponurych myśli. Zanim się zorientował, za oknami było już ciemno, a bar zapełnił się stałymi klientami, przychodzącymi co wieczór by popić, porozmawiać, pośmiać się. Widok pełnej sali zawsze w pewien sposób podnosił go na duchu, a jednocześnie boleśnie uświadamiał, jak bardzo życie przeciętnego mieszkańca Fabletown różni się od jego własnego życia. Nigdy nie będzie miał szansy uczestniczyć w podobnych spędach towarzyskich i to chyba właśnie to go tak bolało. Sam nie wiedział czemu to sobie robi – gdyby zostawił pracę w Trip Trap i przeniósł się w jakieś spokojniejsze, mniej uczęszczane miejsce, byłoby mu o wiele prościej. Ale może po prostu lubił obserwować ludzi.
    Całą swoją uwagę skupił na czyszczeniu jednej ze szklanek do alkoholu i nawet nie zwrócił uwagi na ciche brzęknięcie dzwonka zamontowanego na drzwiach wejściowych do lokalu. Podniósł wzrok dopiero kiedy przy barze stanął nowy klient… i zaklął szkaradnie w myślach.
    Wszędzie poznałby tę twarz, i był pewien, że on też go poznaje – co do tego nie było wątpliwości. Widział to w jego oczach.
    Wiedział, że jest w mieście. Że pracuje w szpitalu swojego własnego imienia, że znów bawi się w chirurga. Że znowu kręci się przy nim Charlotte. Ale chciał unikać kontaktu, i to za wszelką cenę. Konfrontacja nie wchodziła w grę – nie kiedy Adam wreszcie zdołał nieco poukładać sobie wszystkie sprawy, odsunąć od siebie myśl, że poza nim nie ma na świecie nikogo, przestać liczyć na jego pomoc, na jakikolwiek odruch współczucia czy poczucie odpowiedzialności z jego strony. A tu nagle złośliwy zbieg okoliczności wpycha ich w to samo miejsce tego samego wieczora.
    Mogłeś zostać dzisiaj w domu, Adamie. Mogłeś, do jasnej cholery, zostać w domu.
    Szklanka wysunęła mu się z dłoni i cicho wylądowała na blacie, a on po prostu stał i patrzył w całkowitym osłupieniu, zupełnie jakby zobaczył ducha. I w pewnym sensie tak właśnie było – jego stwórca był dla niego niczym upiór przeszłości, wdzierający się teraz do jego życia. Nigdy o nim nie zapomniał, nie było takiej możliwości, ale starał się nie myśleć o tym, jak go potraktował. Jak wzajemnie się nienawidzili. I jaki żal do niego miał za to wszystko, co z jego strony wycierpiał.
    Nawet nie wiedział jak powinien się do niego zwracać. Doktorze Frankenstein? Victorze? Ojcze?

    OdpowiedzUsuń
  44. [Cześć! Dziękuję bardzo, wszyscy jak widać kochają Poego. :)
    Victor to klasyka, na dodatek wyszedł Ci naprawdę świetnie. A zdjęcia są po prostu genialne. Wątek wręcz muszę mieć. ;)
    Skoro Victor nie kryje się ze swoją tożsamością, to Roderick pewnie zainteresowałby się doktorem, chcąc za wszelką cenę pomóc siostrze (przy okazji również sobie). Do głowy przychodzi mi też ich pierwsze spotkanie, kiedy Madeleine podczas ataku mogła trafić do szpitala, gdzie stwierdzono zgon, a spanikowany Roderick zrobiłby na miejscu małą scenę. Po całym zajściu Victor mógłby bliżej zainteresować się sprawą... Co Ty na to?]

    Roderick

    OdpowiedzUsuń
  45. [W końcu przybyłam! xD
    No dobra, w takim razie musimy chyba coś od nowa ustalić, skoro Potworek zwiał ;) Albo idziemy dalej bez rozwiązania, czyli Victor i Charlotte pojadą tam, przycisną tego świadka, który stwierdzi, że jednak nie jest niczego pewny. Albo wkręcimy w akcję Henry’ego. Z tym, że ta pierwsza opcja może byłaby ciekawsza, bo jeśli wciąż nie będą wiedzieli, kto za tym stoi, to Victor zacznie popadać w psychozę :D A po powrocie z Queens do Fabletown, może właśnie na własną rękę coś kombinować w laboratorium, nie mówiąc o tym Charlotte. Wiesz, ze strachu na przykład.
    W sumie to musimy jakoś obgadać resztę wątku właśnie xD]

    Charlotte zamyśliła się na moment, wciąż pochylając się nad kuchennym stołem. Skorzystała z okazji, gdy Victor opuścił pokój i ponownie przeanalizowała mapę, dokładnie zapamiętując każde zaznaczone miejsce. Musiała dobrze się przygotować, by w razie kłopotów wiedzieć, jak postąpić i gdzie uciekać.
    Dobrze wiedziała, że rozpoczęła się kolejna wojna. Wojna w umyśle jej przyjaciela, kolejne nerwowe napady, koszmarne sny i nawroty najgorszych wspomnień. Ostatnie lata w Fabletown były nad wyraz spokojne i w głębi duszy wiedziała, że ten stan nie może potrwać zbyt długo. Znów popadła w zadumę.
    Victor wrócił do kuchni po kilkunastu minutach. Charlotte zdążyła się przebrać i przygotować do wyjazdu. Składała właśnie mapę, gdy dojrzała stary rewolwer w jego dłoni.
    - Przygotowałeś się… - zauważyła dopinając guziki czarnego płaszcza i odgarniając włosy do tyłu. Przez ten czas zdążyła ułożyć plan działania.
    - Jedźmy na ostatnie miejsce zbrodni – zaczęła – Przeszukamy je, może coś znajdziemy, może złapię jakiś trop – popukała palcem w swój nos – Spróbujemy odszukać któregoś ze świadków, a jeśli wciąż nie będziemy mieć pewności znajdziemy szpital, w którym wykonywali sekcje.
    Westchnęła i podeszła do przyjaciela. Ze spokojem spojrzała mu w oczy.
    - Poradzimy sobie. Tak jak zawsze, pamiętaj. Mamy nad NIM przewagę i nie damy się podejść. Cokolwiek chce zrobić, będziemy o krok przed nim.
    A jeśli sytuacja stanie się beznadziejna, dodała w myślach, I nic nie odwiedzie go od planu zemsty, przegryzę mu gardło własnymi zębami. Uśmiechnęła się do Victora chcąc dodać mu otuchy. Zrobiłaby wszystko, by za zabójstwami nie stał Potwór. By nigdy nie przybył do Nowego Jorku i nigdy nie musiała wybierać.
    Wyszli z mieszkania wprost do zamówionej taksówki.

    [W ogóle mam taki pomysł! Niech jadą w to ostatnie miejsce zbrodni. Tam trochę poszperają i dorwą tego świadka, który stwierdzi, że jednak mało widział. Potem zaczną szukać szpitala w Queens, gdy nagle ktoś zadzwoni do Victora. Okaże się, że to dyrektor tego szpitala, który poprosi go o pomoc przy sekcji ostatniego ciała i zaproponuje, by przetransportować je do szpitala w Fable :D No i tam Victor i Charlotte na spokojnie sobie obejrzą te zwłoki. Jak to widzisz? ;)]

    Charlotte

    OdpowiedzUsuń
  46. [Ależ cudowność z niego!]

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  47. [Dzięki za komplement dotyczący karty i zgodnie z zaleceniem (skoro mam nadmiar wolnego czasu i chęci) wpadam do ciebie :D Masz jakiś konkretny pomysł dotyczący wątku? Jak coś, ja mam w zapasie dwa - ale oba oscylujące wokół placówki samego szpitala co jest dość banalne, dlatego wolałabym się nimi podzielić tylko jeśli nie wymyślimy niczego lepszego xD]

    Lambley Holly

    OdpowiedzUsuń
  48. [Lepiej późno niż w ogóle. :D
    Tak, zawsze muszę wplątać coś dla tych, którzy dostrzegają "więcej" w niektórych frazach. ;) Wracaj szybko, a może będziemy mieć wreszcie jakiś wątek. ;P]

    Lucifer & Faith

    OdpowiedzUsuń
  49. [Witaj! Dzięki za powitanie! Niestety nie wiem czemu jest u mnie tak pusto... Może to przez ten kontrast do większości obecnych tu postaci :) A mi tak trochę głupio prosić o wątki niemalże każdego xD" Także z Jackiem jestem chętna na wątek z Victorem! ^^ Mam zarzucać pomysłem, czy może ty wolisz? :) ]

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  50. [Dobra, więc pomysły z tego co pamiętam miałam dwa:
    1) Holly miałaby kolejny problem z magią tkwiącą w jej włosach (może tym razem nie z długością, a ich lecząco-świecącymi właściwościami które na przykład uruchamiałyby się w niespodziewanych momentach bez żadnej prośby o ich pojawienie) i nie mając już żadnego pomysłu na ich rozwiązanie (magia wiedźm zawodzi) udałaby się do szpitala gdzie próbowałaby coś wskórać, co znając jej upartość dla personelu byłoby dość uciążliwe. I może wtedy ktoś udałby się do Victora mając nadzieję, że to jemu uda się spławić biedulkę?

    2) Banalniejszy, ale i tak go zapiszę. Jednemu z dzieciaków z klasy którą opiekuje się w szkole Holly stałaby się krzywda - większa, mniejsza - nie wiem, w każdym razie trafiłby do szpitala - i właśnie dlatego tam zawiałoby moją Roszpunkę. Ten pierwszy jednak wydaje mi sie ciekawszy i bardziej obiecujący, dlatego daj znać jeśli masz jakieś obiekcje czy sugestie :D]

    Roszpunka

    OdpowiedzUsuń
  51. [Jasne, że mam ochotę! Cieszę się, że ten pierwszy pomysł przypadł ci do gustu - miałam już nakreślony jego zarys od jakiegoś czasu, więc jeśli nie masz nic przeciwko to naskrobię coś według tego scenariusza i wkrótce poślę!]

    Roszpunka

    OdpowiedzUsuń
  52. [Na pewno wyjdzie nam coś komicznego. I tak, oczywiście, że mam ochotę! Po to tu jestem! Masz jakiś pomysł, czy może przypadkowo się spotkają gdzieś? Jako Jack lubię zaczepiać każdego więc o to może nie być trudno... Opcjonalnie można coś ze szpitalem twym pokombinować ;) ]

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  53. Holly w żadnym wypadku nie była osobą upierdliwą. Wręcz przeciwnie - starała się utrzymywać swoją cierpliwość na anielskim poziomie, godnie prawdziwej księżniczki reprezentując postawę wyrozumiałą i pomocną. Problem był jednak taki, że jej bajka skończyła się dawno temu a świat rzeczywisty nie dawał żadnego powodu by utrzymać swoją pierwotną nieskazitelność charakteru. Dlatego też nerwy Roszpunki zaczynały powoli pękać, jak włos po włosku, ale do tematu kudłów jeszcze dojdziemy. W swoim miejscu pracy - szkole - miała od dłuższego czasu problem rozrastający się jak wielki wrzód na dupie. Zatarg z rodzicielką jednego z uczniów dawał się we znaki, bo jasnowłosa nie zamierzała odpuścić swojej racji. No bo co za matka powinna mieć pretensje o to, że Lambley dzięki swoim magicznym puklom uleczyła rozwaloną głowę jednego z uczniów, kiedy to malowniczo wyrżnął czołem w kant klasowej szafki? Kolejnym irytującym zdarzeniem był zatarg z najlepszym przyjacielem długowłosej, Pascalem, który bezczelnie wykorzystując jej dobroduszność po prostu ograbił ją z eliksiru, który potrzebny był jej do pewnej niecnej sprawy. To, że Holly od tamtego czasu nie natknęła się na marnotrawnego kompana jeszcze tylko bardziej kurczył jej nerwy, kiedy nie mogła w odwecie złoić mu skóry.
    Pewnego dnia jednak Roszpunka obudziła się dość gwałtownie. Była ledwie czwarta rano - zamierzała spać jeszcze co najmniej ze dwie godziny, ale jej plany pokrzyżowały jej włosy. A raczej fakt, że kudły znowu w jakiś magiczny sposób urosły przez noc do długości kilkunastu metrów, bezczelnie zajmując całą kawalerkę, i - co gorsza - pakując się nawet na twarz i do ust biedaczki, która najzwyczajniej w świecie zaczęła się dusić. Holly poderwała się jak oparzona do siadu - co nie było proste, biorąc pod uwagę kilogramy kosmyków spoczywające na jej ciele - i w panicznym odruchu próbowała złapać oddech, czym prędzej odgarniając pukle z twarzy i ust. Kiedy sytuacja została jako-tako opanowana, a Lambley stanowczo zakończyła żywot kilkunastu metrów włosów kilkoma pociągnięciami kuchennego noża (przy okazji powodując zasypanie mieszkania przez złoty pył, w który zamieniły się kosmyki), w głowie jasnowłosej zapadła poważna decyzja. Skoro wiedźmy zawiodły (ponoć magia z jej baśni jest odporna na eliksiry i uroki), a problem momentami zagrażał już jej życiu, biednej zostało tylko jedno rozwiązanie.
    Szpital.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Ile razy mam pani mówić - warknęła podirytowana, odgarniając kosmyk z twarzy na której widać było zmęczenie całą tą sytuacją. Nadmieńmy jeszcze, że kosmyk w chwili obecnej mierzył trzy metry mimo tego, że włosy były podcięte ledwie kilka godzin temu - Dusiłam się! Wystarczy, że zasnę, to te cholerne kudły próbują mnie zabić - pielęgniarka westchnęła po raz kolejny, spoglądając na pannę Lambley która od dobrych kilkudziesięciu minut nie dawała jej spokoju. Na szczęście ich obu w szpitalu o dziwo nie było dziś zbyt dużego ruchu, dlatego Holly mogła zawracać głowy personelowi swoimi obawami o własne życie - Nic już nie pomaga a ja się boję, że następnym razem się po prostu nie obudzę. Skoro Pani nie może mi nawet odpowiedzieć na kilka pytań to chcę rozmawiać z kimś kompetentnym - zakończyła swój monolog Roszpunka, świdrującym wzrokiem błękitnych oczu dając do zrozumienia, że tak łatwo nie odpuści. A jeśli mieliby siłą wyrzucić ją z placówki, to... Chociażby obwiąże się włosami wokół jakiegoś statycznego mebla.
      Kolejne westchnięcie biednej kobiety w szpitalnym kitlu.
      - Dobrze, niech pani usiądzie - na drobnej twarzy Holly zagościł triumfalny uśmiech - Zobaczę, co da się zrobić - Roszpunka miała ochotę skakać z radości, ale kiwnęła tylko głową i ciągnąc za sobą swoje włosy jak ogon usiadła na jednym z kiczowatych plastikowych krzeseł. Nie było zbyt wygodne, ale przynajmniej niosło nadzieję na rozwiązanie jej problemu. Pielęgniarka powłóczyła nogami na jakieś inne piętro, nie mając już pomysłów jak spławić długowłosą biedaczkę. Prawdopodobnie udawała się do jakiegoś przełożonego z nadzieją, że to on da radę przemówić blondynce do rozumu.

      Usuń
  54. [W takim razie wybieram moment kiedy rozmyślał nad sensem istnienia, pozwolę sobie już wybrać jakieś odludne miejsce, może park koło wieczora. ;) ]


    O dziwo Jack ostatnio nie widział nikogo szczególnie przygnębionego. Chodził smętnie uliczkami aż natrafił na park. Super, nikogo tam nie ma... Chciał już zawracać, gdy zobaczył mężczyznę. Ha! Nie byle jakiego mężczyznę!
    - A co to? A co to? - z ekscytacją podleciał bliżej za drzewo.
    Owy mężczyzna pochylał nisko głowę, a jego mina wyraźnie była oddalona. Na pewno nie było go tutaj, a gdzieś daleko daleko.
    Psotnik nie byłby sobą, gdyby pozwolił sobie zaprzepaścić taką okazję. Zmaterializował w dłoni kulkę śnieżną, którą podrzucił kilkakrotnie wymierzając odpowiednio cios. Tak, tak będzie perfekcyjnie... Rzucił centralnie mu w kark. Orzeźwi to tego człowieka. Śmiejąc się na głos schował na drzewie czekając na reakcję mężczyzny.

    Jack

    [przez przypadek dałam jako odpowiedź do Roszpunki - przepraszam was, gorąco źle a mnie działa XD

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.