wtorek, 28 lipca 2015

Careful or you'll fall

MERRILY WE SAILED ALONG THOUGH THE WAVES WERE PLENTY STRONG. DOWN THE TWISTING RIVER RHINE FOLLOWING A SONG. LEGEND'S FADED STORYLINE TRIED TO WARN US ALL.
OH, THEY CALLED HER LORELEY - CAREFUL OR YOU'LL FALL.

- Lucy Crale -
LORELEI KELNERKA W BELLA NOTTE BŁĘKITNOOKA 30 WYKLĘTA NIMFA Z ZAKAZEM POWROTU W FABLETOWN ZA KARĘ NIEDUŻA LUKA W ŻYCIORYSIE MISTRZYNI GŁUPICH I NIEPRZEMYŚLANYCH DECYZJI SERCE ZŁAMANE NA WŁASNĄ PROŚBĘ TĘSKNOTA ZA MORZEM
Jeśli twoja egzystencja sprowadza się do wypełniania misji - a w przypadku tej pani, do pilnowania skarbu ukrytego w skale – wiedz, że najgorszą rzeczą, jaką można zrobić jest poznanie tego, co cię w życiu omija.
Jesteś nimfą, teoretycznie bez serca, bo podobno taką cię stworzono. Uwodzisz marynarzy i sprowadzasz nich na śmierć, bo dlaczego nie? Masz nad nimi władzę, nie mogą oprzeć się twojej urodzie i syreniemu głosowi. Robisz to bez zadawania pytań, masz klapki na oczach. Bo taką cię stworzono.
Nie zastanawiasz się nad tym, co było przedtem, ani co wydarzy się jutro, pojutrze. Po prostu jesteś, tkwisz na skale niczym księżniczka w kamiennej wierzy. Posiadasz ogromne moce, więc bez trudu uniesiesz całe morze wprost do nieba, tylko po co? Zdobywanie świata nie jest dla ciebie.
Wszystko się komplikuje, gdy zbyt dużo uwagi poświęcasz małym ludzikom żyjącym gdzieś tam na dole, u stóp twojej skały. Do tego popełniasz swoją pierwszą głupotę – zakochujesz się w śmiertelniku. A gdyby tego było mało, on to uczucie odwzajemnia i zabiera cię ze sobą, do dalekiego kraju. Na dokładkę, zdradzasz go z jego własnym bratem, bo za późno zorientowałaś się, że pomieszało ci się w głowie od nadmiaru szczęścia.
To właśnie jest ten moment, w którym zaczynasz zdawać sobie sprawę z tego, że właściwie jesteś już nikim. Nimfa z ciebie żadna – odebrano ci większość mocy po tym, jak złamałaś zakaz opuszczania skały. Człowiek? Nie, tak to nie działa. A do tego, jesteś całkowicie sama w świecie, do którego tak cię ciągnęło. Śmierć nie wchodzi w grę – podobno wciąż jesteś nieśmiertelna.
W końcu trafiasz za karę do zapyziałego Fabletown, bez perspektyw i nadziei, z sercem złamanym na własne życzenie.
Czujesz, że miasto niczym sędzia wydający wyrok, ogłusza cię młotkiem i zakuwa w kajdany, skazując na pracę za marne grosze, rozpadające się mieszkanie w starej kamienicy, na wieczory w barach i noce z przypadkowymi panami. W tym dziwacznym, niepodobnym do niczego miejscu możesz zaszyć się po kres świata, pośród uzależnionych księżniczek i bezdomnych królewiczów.
Twoje motto brzmi: "Nie mam nic do stracenia", więc za kilka dolarów więcej podejmujesz współpracę z szemranym gangsterem. Dla niego uwodzisz innych, dostarczasz informacje odpowiednim klientom w Bella Notte. Źle się to skończy? Co za różnica?

I mimo wszystko, serce, którego podobno nie posiadasz, bije jak oszalałe, gdy tylko pomyślisz o tym jednym jedynym.
Lorelei jest nimfą pochodzącą z germańskich legend i postacią, która na stałe wpisała się w niemiecką (i nie tylko) kulturę. Inspirowała wielu twórców, pisarzy, kompozytorów, muzyków. Historia Lucy powstała na podstawie połączenia kilku legend o Lorelei oraz pomysłu (i notki fabularnej!) autorki Hucka, więc brawa dla niej :D Lucy obecnie przechodzi szereg zmian, od poczucia osamotnienia i beznadziei do próby morderstwa z zimną krwią, więc z wątkami i powiązaniami możemy hulać do woli xD Cytaty u góry: Blackmore's Night - Loreley. Twarz: Margot Robbie. 
GG: 8022070

109 komentarzy:

  1. [Przebrnęłam przez kartę z przyjemnością. Świetna historia. :)
    Cieszę się bardzo z Twojego powrotu, no i koniecznie się po wątek melduję!]

    - Davy Jones

    OdpowiedzUsuń
  2. [No nie? W wątku u Hakusia to Davy się uparcie zachowuje jakby z nią żadnych relacji nie miał i nie chciał mieć. Ale zakładam, że relacje powinni mieć dobre, bo są z tego samego świata. Może właśnie przez to doszło do tej całej zdrady, chociaż Lucy kochała Hakusia, to się z Davym lepiej rozumiała, bo jednak oboje to takie wodne, nie do końca dobre, stwory. Do tego dodać fakt, że on te wszystkie wodne istoty traktuje w pewnym sensie jak rodzinę, to by jakiś punkt wyjścia dla ich przeszłości był.
    A teraz... Skoro Davy jest do wodnych stworzeń nastawiony kompletnie inaczej niż do całej reszty, to nawet jakby nie chciał mieć z Lucy nic wspólnego, to i tak nie umiałby jej tej niechęci okazywać.]

    - Davy Jones

    OdpowiedzUsuń
  3. [Witam na blogu i życzę miłej zabawy. :D]

    Alice & Bigby

    OdpowiedzUsuń
  4. [Hej :) Jest świetna, jak każda Twoja postać. I po prostu nie mogę się doczekać wątku, bo kurde, świetny będzie :D Możemy nawet trochę pozaginać czasoprzestrzeń, żeby było jeszcze ciekawiej.
    PS. Wkradła Ci się kropeczka do tytułu.]

    Gretel

    OdpowiedzUsuń
  5. [To i ja witam ślicznie. Skoro poprzednio nie zdążyłyśmy z wątkiem to mam nadzieję, że teraz to nadrobimy. :)]

    Katrina

    OdpowiedzUsuń
  6. [ O! Znowu się spotykamy. :)
    Miło, że wróciłaś. Ostatnim razem się na wątek nie załapałam, może teraz się uda. ]
    ~Kai

    OdpowiedzUsuń
  7. [ Jej! Cała karta przeczytana, a jakżeby inaczej ^_^ Lucy kochana i nienawidzona za razem :3 Będzie fajnie, tylko trzeba naszym duszyczkom coś ładnego obmyślić <3 ]
    Huck

    OdpowiedzUsuń
  8. [Zapraszam, na razie na Wilku jest pustka, bo prawie że wszyscy udali się na urlopy. ;) Alice zawsze chętnie przyjmę. ^_^
    Możemy sobie na jakiś wątek pozwolić.]

    Alice & Bigby

    OdpowiedzUsuń
  9. [To najpierw zapraszam na Wilczka, potem na Alice. :D
    To może o tej zaginionej sekretarkę lub prostytutki? Lucy znałaby jedną z pań.]

    Bigby

    OdpowiedzUsuń
  10. [Wiesz co? Ja tam wiem, że Gretel Lucy nie lubi. Nawet bardzo. Chociaż jej nie zna, ale i tak nie cierpi. To tak w ramach wstępu.
    Co do wątku, możemy zacząć jak się poznają, a Gretel nie ma pojęcia, że ona to ona. Chociaż nie wiem, czy chciałabym w takie drastyczne klimaty iść :D W sumie brakuje mi jakiegoś wątku nie mieszającego zajęcia Gretel, więc... Wolałabym jakoś w tym kierunku iść.]

    Gretel

    OdpowiedzUsuń
  11. [Cześć. ;) Muszę przyznać, że karta mnie zachwyciła i czytałam z przyjemnością. Wpadam z propozycją wątku i nawet z jakimś pomysłem.
    Obie nasze panie są takie samotne i nieszczęśliwe, że można byłoby je jakoś zaznajomić, nawet jeszcze w świecie baśni. Skoro jedna sprowadzała na ludzi śmierć, a drugą przyciągała ta zbliżająca się śmierć to mogły się dość często widywać. Teraz w Fabletown Adalind raczej ma się dobrze. Skoro szukasz dla Lucy współlokatora, Adalind mogłaby chcieć jej pomóc i wynająć jej pokój u siebie, żeby Lucy było łatwiej.Co o tym myślisz?
    Jakbyś miała chęć na wątek, albo miała jakiś pomysł to wpadnij i coś pomyślimy. :)]

    Adalind

    OdpowiedzUsuń
  12. [A weź, ja zawsze w pomysłach uskuteczniam bełkot. A Ty mi tu narzekasz na chaos? :)

    O, podoba mi się ten pomysł z więzią. Wiesz oni się z Hakiem wzajemnie oskarżają o wszystko, bo się nie chcą przyznać do błędów i przeprosić. Czyli jak najbardziej nieświadomie. Haha, tak jakoś wyszło xD Raczej ciężko, by to było ich ostatnie spotkanie, więc może widywali się jeszcze, ale panowała między nimi dziwna atmosfera, ciężka dla nich obojga. Powiedzmy, że w przeciwieństwie do brata Davy nie zareagował w stosunku do Lucy impulsywnie, bo mimo wszystko nawet jakby chciał, nie potrafi być zły na swoje wodne stwory, co w sumie mogło pogorszyć sytuację, bo chociaż miał do niej żal to jej tego nie okazywał, a ona tylko gorzej się przez to czuła. A z czasem się kontakt stopniowo urwał...
    W sumie utonąć to nie utonie - ani on, ani ona. ;) Ale ogółem to mi się pomysł podoba. :D

    Z czymś mi się kojarzy, ale nie mam pojęcia z czym. Skoro pytasz to pewnie wzięłaś nazwisko z jakiegoś kryminału, co nie? ;)]

    - Davy Jones

    OdpowiedzUsuń
  13. [no hej :) mam nadzieję, że tu nam się w końcu uda coś naskrobać :D tym bardziej, że mamy pretekst - pracują razem, czy tylko mi się wydaje? ;)]

    Dane

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Jasne, że przypadła do gustu <3 Awww... Wątek będzie genialny xD

    Oj drama będzie na sto procent. Szukać go mogła, jasne, on też ją cały czas kochał, choć pęknięte serduszko ma do teraz. Przypadkowe spotkanie mogłoby wyjść tu całkiem ciekawie. Najlepiej po zmroku, bo Hakuś mógłby wtedy myśleć, że to sen, bo ona często mu się śni, tak wciąż rozpamiętuje tę miłość. Może wpadliby na siebie w jakimś miejscu, które kojarzyłoby się, choćby i przypadkiem z ich wspólną przeszłością? Lucy mogłaby przyjść powspominać, a on już dobrze zmęczony trafiłby tam przypadkiem. I już widzę jej zdumienie jak zobaczy, że on bez ręki *_* Bo wszak stracił ją podczas kłótni z braciszkiem, jak się już rozstali. Agh <3
    "Wrak emocjonalny" idealnie oddaje sytuację obojga xD Tylko myślę, że musimy ich jakoś zmusić do przebywania ze sobą na dłuższą metę, bo on mógłby chcieć w pewnym momencie po prostu uciec. Nwm... np. mogli by zostać zamknięci na noc na posterunku w takiej małej celli za zakłócanie ciszy nocnej, czy inną głupotę >.<
    O tej godzinie już ciężko mi myśleć xD ]
    Huck

    OdpowiedzUsuń
  15. [U mnie też z pomysłami trochę słabo. Chyba że damy powiązanie z przeszłości, które by można było potem kontynuować w Fabletown.]

    Katrina

    OdpowiedzUsuń
  16. [ Brak Gerdy rani me serce, mam nadzieje, że szybko się pojawi.
    Niestety, ale muszę odmówić, bo mam to już z kimś umówione. ]
    ~Kai

    OdpowiedzUsuń
  17. [Chyba trzeba było wrócić do kanonu. ;) Tak, znów szeryf Bigby na właściwym miejscu!
    Pomysł jest super. Bardzo mi się podoba, a z tą bycie podejrzaną podkręcało wątek. Nie sądzisz?]

    Bigby

    OdpowiedzUsuń
  18. [Uodporniłaś się. :D

    No to przeszłość już chyba mamy ustaloną. :)
    Zostawiamy. Fajnie i zabawnie będzie xD Mi taki początek pasuje. A co do Hakusia to już jak wolisz - mnie jest wszystko jedno, w obu przypadkach może być ciekawie.]

    - Davy Jones

    OdpowiedzUsuń
  19. [No ja bym nie powiedziała, że tryska humorem i energią, bo z niego to raczej taki cichy melancholik-męczennik będzie, ale... pomysł z lokatorami mi pasuje. Omg, już widzę, jak dzwoni do niej o 4 rano, kiedy ona śpi bo akurat ma wolne, na co Lucy tylko bluzga pod nosem i wstaje, bo przecież królewicz znowu zgubił klucze. Tak, współlokatorzy koniecznie :D]

    Dane

    OdpowiedzUsuń
  20. [To i ja się przywitam (ten refleks) z przecudną nimfą. :)
    Może dasz się namówić na jakiś wątek?]

    Quinn

    OdpowiedzUsuń
  21. [ Witam przepiękną Lucy i zapraszam do Scarlet. :) ]

    Scarlet Blackbourne

    OdpowiedzUsuń
  22. [A zacznę. :D Wątek będzie super. Będziemy kombinować co dalej w wątku, a co tam! Co przyjdzie do głowy. xd]
    I kolejna sprawa do rozwiązania.
    Sprawy zamordowanej prostytutki została zamknięta, lecz kolejne śledztwo przyszło z większym wydźwiękiem. Teraz asystentka burmistrza zaginęła, przy tym kolejny raz kroki szeryfa powędrowały do Bella Notte.
    Już raz miał do czynienia z pracownicą lokalu, która (niby) była znajomą zamordowanej dziewczyny. Nie zdziwiło go, że nic nie wiedziała o dziewczynie. O jakiejkolwiek wskazówce dotyczącej zabójstwa. W porządku, pomyślał Bigby. Przecież nie musiała.
    A co jeżeli historia się powtarza?
    Kolejny raz przychodzi do tej samej dziewczyny, niejakiej Lucy Crale. Zaskoczę! Znała kolejną ofiarę zdarzenia. Znajoma zaginionej sekretarki? Bigby miał wrażenie, że o tej dziewczynie też nic nie wie. Jakichkolwiek istotnych informacji.
    Bigby nie wyczuł w tym czegoś dobrego. Czy przypadek tutaj zaistniał?
    Kiedy przekroczył próg restauracji, usiadł przy barze, witając się z dziewczyną.
    - Lucy, czy słyszałaś o zaginięciu sekretarki? Znałaś ją, jeżeli się nie mylę. Masz o niej jakieś informacje?

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  23. [Faktycznie podobne i to bardzo. :) W sumie można z nich zrobić kuzynki albo przyrodnie siostry na przykład. Z jednej strony rodzina bardzo bliska, z drugiej na tyle dużo je dzieli, że w pewnej chwili straciłyby ze sobą kontakt.
    Właśnie też tak miałam zaproponować, że skoro Lucy pracuje w Bella Notte to tam by mogły na siebie wpaść. :)]

    Adalind

    OdpowiedzUsuń
  24. [A, dziękuję ;) Widzę, że nie tylko moja kobietka ma problemy z alkoholem xD W każdym razie smutna historia Twojej Lorelei. Tak naprawdę nie słyszałam o niej, dopóki nie wyszukałam w necie przed chwilą o czym była ta legenda. A co do Dzikich Łabędzi to chyba moja ulubiona bajka. A że też mam dużo braci, to wiem, o co chodzi ;D]

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Jeśli z niej taki kłębek nerwów, niech przyjdzie się trochę rozerwać,a może i przy barze znajdzie Elizę pijącą po pracy drinki ;) Na wątek zawsze jestem chętna, więc trzeba coś stworzyć ;) Wolałabym, żeby nasze panie się nie znały, a jeśli już to żeby nie znały się dobrze. W każdym razie jakieś pomysły, gdzie jak i kiedy?]

      Usuń
  25. - Zacznijmy od początku – zaczął. – Skąd się znacie? Jak dobrze się znałyście?
    Bigby cały czas wpatrywał się w Lucy, doszukując się w niej podejrzanego zachowania. Czegokolwiek, jednak widział tylko dużą rozterkę. Lecz zdawał sobie sprawę, że tak łatwo nie może wpaść w takie przekonania. Kobiety zbyt dobrze umieją manipulować…
    Wiele razy przeczucia Wilka się sprawdzały. Teraz stał przed dziwną rozterką.
    [Chyba spaprałem odpis, ale mam nadzieję, że nie. ;)]
    Wilk

    OdpowiedzUsuń
  26. [To tym bardziej będzie ciekawiej (i nie będzie widać jak się w czymś rąbnę). ;>
    Cthulhu musi mieć swój kult i dziwne rytuały. Jeszcze tylko ofiar brakuje. xD
    O powiązanie z czasów baśni będzie ciężko, bo mimo związku z morzem Cthulhu jednak cały czas był w uśpieniu. Można zawsze założyć, że komunikował się w jakiś inny sposób z mieszkańcami mórz, ale to też raczej podstawy do wątku nie zbuduje, więc trzeba by było kombinować coś już bezpośrednio w Fabletown.]

    Quinn

    OdpowiedzUsuń
  27. [Eliza na pewno się ucieszy, jeśli usłyszy, że gdzieś są łabędzie! Tak! Jestem za! Tylko mam prośbę – masz czas, żeby zacząć nasz wątek? Bo ja aktualnie zaczynam 2 wątki i nie będę miała dziś czasu. Jeśli już to jutro pomyślę ;)]

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  28. [Tutaj raczej nie miałby takiej potrzeby, bo on swobodnie może się komunikować nawet poprzez kosmos... Ale generalnie pomysł mi się bardzo podoba.
    Na rytuał i to czego mógłby chcieć już nawet mam pomysł. Możemy wykorzystać wspólne powiązanie, bo widzę, że Lucy ma ciekawą relację z Davym, a my wspólnie tworzymy notkę fabularną z pokręconym powiązaniem. Można to ciekawie połączyć, choć żeby nie spoilerować za bardzo mogę Cię w szczegóły wtajemniczyć na gg. Pasuje?]

    Quinn

    OdpowiedzUsuń
  29. [Cześć! I bardzo dziękuję, to moja pierwsza karta w życiu, więc cieszę się, że jakoś wyszła. ;)
    Też lubię takie historie. Nagle ulubiona bajeczka nabiera drugiego dna. ^^
    Chęć oczywiście jest, choć z góry uprzedzam, że jeszcze nie ogarniam co i jak z wątkami...]

    Willard

    OdpowiedzUsuń
  30. Bigby wyjrzał przez okno, próbując przemyśleć zdobyte informacje. Nie potrafił uwierzyć w słowa dziewczyny, chociaż bardzo tego chciał. Wszystko był zbyt było niepewne.
    Mężczyzna wyprostował się, znów przenosząc wzrok na Lucy.
    - Kolejna sprawa, a ciebie znów spotykam…
    Wstał, upuszczając papieros na podłogę i depcząc go.
    - Jeżeli czegoś się dowiem, powiem ci o tym.

    [Dobra, teraz zaczynamy akcje z wodą? :D]
    Bigby

    OdpowiedzUsuń
  31. Szum fal i sól na ustach kazały mu się na chwilę zatrzymać. Był nieopodal morza. Nogi same go tu zaprowadziły. Trzeźwy w życiu sam nie zawędrowałby w to miejsce. Kochał słoną wodę, statki kołyszące się na falach i wszystko inne, co wiązało się z morzem. Jednakże każde zetknięcie z nim w Fabletown było jak celnie wymierzony raz, który odbierał mu oddech i ścinał z nóg. Wspomnienia zalewały go znienacka, zmuszając do chwili namysłu. Nienawidził tego i tak miał pochrzanione życie. Czasami jednak tęsknota była silniejsza.
    Tak jak tej nocy. Po kilku butelkach jego ukochanego trunku.
    Kiedyś stronił od rumu. Do tego feralnego dnia. Dnia, w którym wszystko się posypało, kobieta, brat, dłoń. Rum okazał się wtedy najpotężniejszym lekiem. I takowym pozostał. Te wszystkie lata, spędzone w samotności, spędzone na pogoni za zemstą, nic nie zmieniły. Tylko on nie był już tą samą osobą. Od radosnego chłopca było mu daleko, optymizm też się gdzieś ulotnił. Pogoń za przygoda była tylko wspomnieniem, dobre maniery, honor, duma, serce zdolne do kochania. Męstwo, odwaga, respekt. Stracił wszystko. Stoczył się. Na samo dno, nie potrafił odbić się od tego dna. Każdy wdech go zatruwał.
    Postąpił kilka kroków do przodu, woda wołała go do siebie. Gdzieś w jej odmętach, w innym świecie, czekał jego statek. Jego jedyna, wierna, prawdziwa miłość. Nikomu nie oddał tyle, co temu okrętowi.
    Jachty kołysały się po bokach starego pomostu, na końcu widać było ciemną sylwetkę. Zignorował to. Umysł już nie raz płatał mu figle. W gwiazdy starał się nie patrzeć. One patrzyły na niego. Śmiały się. Zwłaszcza te dwie, które towarzyszyły mu od zawsze. Najpierw w bajkach, potem służąc za drogowskazy, przejścia, nadzieja, wspomnienie... Kształty ciemnej sylwetki się wyostrzyły. Kobieta, a jakże by inaczej. Jones wiedział jakiego koloru były jej oczy, choć widział tylko jej plecy. Od lat widział te oczy zawsze, gdy tylko zasypiał. To też musiał być sen. Takie rzeczy nie zdarzają się w rzeczywistości.
    - Lucy... - wyszeptał – Czemu wciąż na nowo mnie nawiedzasz? Każdej nocy na nowo chcesz mi łamać serce? Odejdź zjawo senna, pozwól mi wreszcie zapomnieć... - mówił, zaciskając oczy i przyciskając butelkę z rumem do czoła, hak błyszczał złowrogo w blasku księżyca – Miłość to słabość, miłość to potwór, miłość to zło. Nauczyliście mnie tego. Już pojąłem, więc czemu nie mogę zapomnieć? Czemu nie mogę przestać...
    PRZESTAĆ WRESZCIE KOCHAĆ.

    [Takie tam cuś, dziesięć dni przerwy w pisaniu robi swoje >.< ]
    Huck

    OdpowiedzUsuń
  32. [ O jej, dziękuje ^_^ Choć sama uważam, ze bardzo często nie wychodzą xD
    Cieszę się, że opis się podoba <3 Starałam się.
    To z motorówką mi się podoba! Jejć :3 A potem aresztowanie i te rozmowy w celi, już mam zaciesz :D ]

    Hak. To słowo na chwilę wyrwało go z otępienia. Zawsze reagował na nie żywiej, ze względu na przeszłość. Działało to na niego jak kubeł zimnej wody, przypominało kim jest. Kim był. Niestety zapominał o tym coraz częściej, zatracając się w szarej rzeczywistości Fabletown. Tutaj był tylko skromnym pianistą z sekretami. Nic nieznaczącym, bezrękim człowiekiem, który chciał odebrać sobie życie.
    Trochę trzeźwiej spojrzał przed siebie i zobaczył ją niewiarygodnie wyraźnie. Nie przeszkadzała mu w tym ciemność czy szumiący w głowie alkohol. To była ona, tak jak już wcześniej to stwierdził. Tylko że... Nie wyglądała na senną zjawę. Naprawdę stała naprzeciwko niego i patrzyła mu w oczy. Przeraziło go to, po całym ciele przeszły go dreszcze. Prawdziwa Lucy, ta Lucy. Stała tak blisko.
    Po chwili zdał sobie sprawę, jak bardzo się zmienił od ich ostatniego spotkania. Zaczął pić, wręcz popadł w nałóg, stracił rękę, oddał się zemście, próbował się zabić. Stał się wrakiem człowieka. I teraz stał przed nią w całej tej okazałości, ukazując jak bardzo się stoczył.
    - Cholera. Wolałbym, żeby to był sen... Lucy. Myślałem, że już dawno odeszłaś z tego świata – wydukał i podszedł jeszcze o krok – Rozmazałaś się – dodał, przyglądając się krytycznie jej twarzy – Równie piękna, jak dawniej – szepnął, a głos mu się załamał.
    Nie wiedział, co powinien zrobić, więc zamilkł. Czekał na jakieś jej słowo, gest. Chciał by to ona zaczęła. Wszak uciekanie teraz przed rozmową było by idiotyzmem, choć zamierzał się do tego posunąć, gdy stanie się to zbyt wielką torturą.
    Chrząknął i upił łyk bursztynowego płynu z wciąż trzymanej w dłoni butelki. Hakiem potrącił swój nos, ten ruch dawno temu wszedł mu w nawyk i uniósł pytająco brew i czekał. Już wystarczająco dał jej do zrozumienia, że ona powinna zacząć. Dał też do zrozumienia, jak bardzo się zmienił. Chciał wiedzieć, jak to było z nią. I jakim w ogóle cudem żyła? Wszak widzieli się stulecia temu, a ona wyglądała tak samo młodo...
    - Nie jesteś człowiekiem, co? - dodał jeszcze po chwili, kiwając powoli głową – Wiele tych tajemnic miałaś. Kurwa... Łatwiej by mi było żyć, gdyśmy się wtedy nie spotkali – rzucił oskarżycielsko.
    Zabrzmiało to strasznie w mroku nocy, nawet dla niego. Może był potworem, któremu połamano serce i potrafił ranić innych bez żalu. Ale to, co powiedział, zraniło jego samego.
    - Wiesz co jest najgorsze? Chociaż tak właśnie byłoby lepiej, to i tak byłaś tym najlepszym, co mnie spotkało. Jak to, spytasz? Bo po tobie nie było już nic, zmarnowałem się. Stoczyłem. Ale to moja wina. Mogłem być dla ciebie lepszy... Jestem tylko piratem. Miałem nadzieję, że to ci wystarczy. Pieprzony optymista ze mnie był. Wybacz za ten bełkot, rum uderza do głowy. Może lepiej udajmy, że to sen i rozejdźmy się? Będzie łatwiej – mamrotał, a alkohol coraz wyraźniej mieszał mu w głowie.

    [ Miał czekać na jej słowa, ale nie utrzymał języka za zębami. Trochę oskarżeń, trochę poczucia winy. Jak to czytam, to rzeczywiście brzmi jak bełkot pijaka xD Wybacz za to coś powyżej. ]
    Huck

    OdpowiedzUsuń
  33. [Możemy :) W razie czego znów będziemy kombinować na bieżąco.
    Przepraszam za opóźnienie, upały i Terminator Gymbasis zresetowały mi mózg. Mam nadzieję, że odpis się kupy jakoś trzyma. xD]

    Niemal każdą wolną chwilę spędzał na swoim jachcie. Czasem miał wrażenie, że bywał w porcie częściej niż w swoim mieszkaniu. Nie lubił Fabletown. Może i nie miał na co narzekać, wręcz przeciwnie – nietykalna pozycja w Woodlands, pieniądze, życie o jakim wielu innych mogło marzyć. A jednak nie lubił tego miejsca. Duszna betonowa dżungla, codzienna rutyna, brak przestrzeni... Tęsknił za otwartą przestrzenią oceanów, za swoimi potworami i otaczającymi go morskimi stworzeniami. Nawet dusze zmarłych, choć dość przygnębiające, momentami bywały lepsze od tego szarego smutnego miasta. I chociaż każdą wolną chwilę spędzał w porcie lub na krótkim rejsie, to nadal nie było to.
    Davy wsłuchiwał się w szum fal, starając się ignorować to dziwne uczucie. Zupełnie jakby nie był tu sam. Żyjąc w morzu nawet nie zwracał na to uwagi. Ta dziwna więź łącząca go z innymi wodnymi stworzeniami wydawała mu się tak naturalna i normalna, jak choćby oddychanie. Tutaj to się zmieniło, nieraz to uczucie bywało wręcz nieznośne. Wzbudzało irracjonalną tęsknotę, może nawet coś na kształt uczucia samotności? Nie umiał tego opisać. Po prostu wiedział, że gdzieś w pobliżu musi być ktoś z jego świata. Mimowolnie znów miał chęć za wszelką cenę odszukać tego kogoś by wiedzieć, że jakoś radzi sobie w tym nieprzyjaznym świecie, z dala od bezpiecznego, wodnego domu.
    Zmusił się by opuścić jacht. Obecność morza tym razem wcale nie pomagała, wręcz przeciwnie, potęgowała tylko niepokój i tęsknotę za domem. Mimo woli zatrzymał się jednak, spoglądając na sąsiedni pomost. Coś nie dawało mu spokoju. Chociaż dostrzegł jedynie sylwetkę kobiecej postaci i tak wiedział kim musiała być. Zbyt dobrze znał morskie stworzenia, były jak rodzina. To musiała być Lorelei. Lucy...
    Uśmiechnął się na ten widok. Wiedział, że prędzej czy później znów się spotkają, nie sądził jednak, że akurat tutaj. Minęło tyle lat. Nieraz żałował, że pozwolił by ich drogi się rozeszły. Nawet biorąc pod uwagę to co wtedy zaszło, całe pasmo ciągnących się do teraz nieszczęść, i tak nie potrafił myśleć o Lucy inaczej niż kiedyś. Była taka jak on, była jak rodzina...
    Bez zastanowienia ruszył w stronę sąsiedniego pomostu. Nie miał pojęcia co powie i czy w ogóle po tylu latach będą mieli sobie cokolwiek do powiedzenia, ale i tak cieszył się, że znów miał ją zobaczyć. Kiedy zauważył jak wskoczyła do wody uśmiechnął się tylko. Widać nie tylko on tęsknił za życiem w morzu.
    Odruchowo wskoczył do wody za nią. Nie powinna była tutaj pływać. Zatoka Nowojorska nie była zbyt bezpiecznym miejscem, kręciło się tu zbyt wiele jachtów i statków pasażerskich. Davy wiedział, że nie może pozwolić jej się narażać. Gdy tylko podpłynął wystarczająco blisko złapał ją za rękę i skierował się ku powierzchni.

    - Davy

    OdpowiedzUsuń
  34. [Przepraszam, że z takim opóźnieniem Ci odpisuję. Jeśli chodzi o wątek to najpewniej niedługo zmienię postać. Ostatnio w końcu dorwałam tą grę, na której opiera się blog i trochę mi się pomysły pozmieniały. Widać mamy pecha do wątków, bo najpierw Ty zmieniasz postać, teraz ja. :) W każdym razie mam nadzieję, że w końcu nam się uda. W razie czego na drugiej postaci chętnie mogę przygarnąć Lucy na współlokatorkę. :D]

    Katrina

    OdpowiedzUsuń
  35. [Mam nadzieję. :) No to zapraszam do Coco i może coś wykombinujemy.]

    Dawniej Katrina, teraz Annalee

    OdpowiedzUsuń
  36. [ Wiem, wiem. W notce zrobiłam tak, bo nie chciałam, zęby Huck był zaraz taki oburzony, że ja odtrącił. Nie mniej, Twoje rozwiązanie jak najbardziej mi odpowiada :D ]

    Nie powiedziała zbyt wiele i to zabolało go bardziej, niż zaboleć mogły jakiekolwiek słowa. Oczekiwał jakichś wyjaśnień, czegoś więcej niż usłyszał podczas ich ostatniego spotkania. Lucy nie byłą jednakże skłonna mówić, więc on nie chciał się dłużej katować. Tak jak się spodziewał, to spotkanie było torturą. Do tego jej słodki głos, jej łzy, jej poczucie winy. A przecież dał jej wtedy szansę, mogli odpłynąć razem i żyć szczęśliwie. Przecież to ona była jego szczęśliwym zakończeniem, wiedział to od dawna. Nie potrafił tego znieść, jemu samemu zbierało się na płacz, a do tego wzbierał w nim niewysłowiony gniew. Miłość i nienawiść. Tak skrajne uczucia, a jednak darzył nimi te samą osobę. Inni mogli sobie twierdzić, że tak się nie da, ale on wiedział, że to możliwe. Sam znał dwie osoby, do których odczuwał właśnie tę dziwną mieszankę.
    - Proszę cię, Lucy. Ta cała błazenada nie ma sensu. Twoja wina. Oboje się nie popisaliśmy, ale to już nic nie zmieni, więc dajmy sobie spokój i nie katujmy się nawzajem...
    Zanim skończył mówić belka, którą ściskała kobieta, pękła. Grad drewnianych odłamków posypał się na policyjne motorówki. Ktoś na dole zaklął i zaczęła się krzątanina. Jones westchnął ostentacyjnie i pociągnął łyk z butelki, która wciąż trzymał w dłoni. Był pewien, że zaraz mu ja odbiorą, w dodatku nie zapowiadało się na to, by mogli się z Lucy tak po prostu rozejść.
    - Stać! - wydarł się ktoś z dołu – Nie ważcie się uciekać. Za niszczenie mienia policyjnego...
    Nie słuchał dalszych słów, tylko uniósł ręce w geście poddania się. Księżycowe odblaski przemknęły po jego haku.
    - Świetnie. Kolejny raz zabiorą mi mój hak – bąknął pod nosem – Ci gnoje zawsze tak robią... Policja, stróże prawa, też mi coś...

    Huck

    OdpowiedzUsuń
  37. [Od początku wiedziałam, że to musi być Winona. :) Absolutnie ją uwielbiam, na dodatek idealnie pasuje - taka śliczna, urocza, ale z charakterkiem.
    Ja też nie znałam i paradoksalnie się dowiedziałam dzięki temu serialowi "Grimm", potem zaczęłam czytać i stwierdziłam, że pierwowzór jest kapitalny. W Meksyku albo w Argentynie jest nawet lokalne święto dla Coco. :)
    To może ja teraz spróbuję coś wymyślić, bo ostatnio się produkowałaś z pomysłem. Skoro Lucy ma ciężką sytuację - mogła któregoś razu w desperacji zaciągnąć pożyczkę w Lucky Pawn. Powiedzmy jeszcze za czasów całej tej "mafii" Croocked Mana i czasów kiedy to Jersey Devil się zajmował pożyczkami. Lucy nie byłoby stać na spłatę, odsetki wciąż by rosły i w końcu Jersey nasłałby na Lucy właśnie Coco. Ale ponieważ Lucy sporo w życiu wycierpiała to poczucie sprawiedliwości u Coco wzięłoby górę i mogła pomóc Lucy. Zaproponowała jakiś układ by mogła tą pożyczkę na przykład odpracować. Mogła się wtedy zajmować tym czym wcześniej Coco, czyli choćby dostawą paczek z tajemniczym towarem. Dziewczyny też mogły wtedy trzymać się razem, bo z tego co pamiętam w całej tej "mafii" Croocked Mana byli praktycznie sami faceci, a jedyną babeczką była Krwawa Marry, która była straszną jędzą, więc naturalne, że Coco i Lucy się szybko między sobą dogadały.
    Teraz kiedy cały interes Croocked Mana upadł, biuro szeryfa się tym zajęło, a Coco pracuje już bardziej legalnie, Lucy mogłaby tylko okazjonalnie sobie dorabiać w lombardzie. Możemy też wmieszać panie w sprawę morderstwa, bo skoro znów zaczynają się podobne morderstwa jak za czasów tej całej "mafii" to Lucy mogłaby się zaniepokoić, że znów coś się dzieje i że Coco znowu może być w to zamieszana.
    I jak? Mam nadzieję, że nie brzmi to niezrozumiale. Jak nie grałaś ani nie oglądałaś "Wilka wśród nas" to mów - a pomogę i wyjaśnię co trzeba.]

    Annalee

    OdpowiedzUsuń
  38. [Och, usunęłaś Virginię. :c]

    Morgan Myers

    OdpowiedzUsuń
  39. [To polecam "Wilka". Bardzo wciąga. ;)
    O! Jak dla mnie brzmi wręcz idealnie. To będzie ekstra wątek.
    To jeszcze tylko kwestia, która zaczyna. Lubię zaczynać, ale mam odpis i początek do napisania, więc chętnie bym się do Ciebie o to uśmiechnęła. :)]

    Annalee

    OdpowiedzUsuń
  40. [ Wiem, że długo nie odpisywałam >.< Przepraszam. Koniec wakacji mnie dobił. Teraz powinnam szybciej odpisywać. I raz jeszcze dziękuje za cudną falę ;) ]

    Całą swoją uwagę poświęcił policjantom, którzy zaczęli oskarżać ich dwójkę o niszczenie mienia i inne bzdury. Nie oponował, nie stawiał oporu. Tylko chwilę się kłócił. Wiedział, jak kończą się zatargi z policją, bo miał ich nie mało, odkąd trafił do Fabletown. Tyle razy odwiedzał posterunek, a nockę spędzał w celi, że to już przestało go dziwić i drażnić. Przywykł. Widać był napiętnowany przeszłością i swoją bajką. Ludzie szukali u niego podejrzanych zachowań, nie chcąc dać mu drugiej szansy. Inne czarne charaktery łaziły i pełzały po ulicach bezkarnie w nowych wcieleniach i ciałach, a on był karany. Za przeszłość, za to, że był rozpoznawany, za to, że nie chciał zmienić haka na dłoń. Starał się nie łamać prawa i przestrzegać wszystkich bzdurnych przepisów, a jeśli dokonał maleńkiego przewinienia, to zaraz wszyscy rzucali się z oskarżeniami. Natomiast, gdy zdążyło mu się popełnić większe wykroczenie... No cóż. Nikt się nie dowiedział. Hak czasami miał więc wątpliwości, co do tego, czy opłaca się mu być „dobrym”. Cokolwiek to znaczy.
    Zaprowadzono ich komisariat i zamknięto we wspólnej celi. Byli skazani na siebie całą noc, a on obawiał się, że to może się źle skończyć. Celowo unikał wzroku kobiety i starał się skupić uwagę na czymkolwiek innym, ale było to niewykonalne. Wszak byli we dwójkę w jednej, małej, pustej celi.
    Odetchnął głęboko, alkohol nadal szumiał mu w głowie, cisnąc na język nieprzyjazne słowa, ale Jones umiał to kontrolować. Był zaprawionym wilkiem morskim i wiedział, kiedy może pozwolić słowom płynąć. Nie chciał zranić Lucy, wiedział, ze to zraniłoby jego samego. On nadal ją kochał, a przez to jego połamane serce bolało bardziej. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego najbliżsi go zdradzili. Dwie istoty, które kochał sprzeniewierzyły się przeciw niemu. To bolało. Bolało przez wszystkie te lata, a tych upłynęło nie mało.
    Gdy chwyciła go za rękę, po jego ciele przeszedł dreszcz. Jej bliskość i dotyk zawsze tak na niego działały. Miała w sobie coś niezwyczajnego. Do żadnej innej kobiety nigdy tak go nie ciągnęło. Zanim poznał Lucy, twierdził uparcie, że zaprzedał serce morzu i tylko jego spienioną taflę mógłby pojąć za żonę. Potem jego poglądy się zmieniły.
    - Jak? - powtórzył z trudem, spoglądając na swój hak – Widzisz... Pokłóciłem się z Davym o... tę naszą dramę. Żądałem satysfakcji, chciałem ukarać brata. On jest starszy, nigdy nie tolerował zniewagi z mojej strony. Skoro już stanęliśmy w szranki, to poszedł na całego, a moja dłoń wylądowała na deskach Jolly Rogera. Tyle ci wystarczy? - spytał, posyłając jej krótkie, acz natrętne spojrzenie – A teraz ty mi powiedz... Jakim cudem żyjesz? Minęły wieki...

    Huck

    OdpowiedzUsuń
  41. [Cześć :)
    Dzięki, fajnie widzieć, że się podoba. Ostatnio mam tak samo. ;)
    W takim razie przyjmuję zaproszenie i wpadam. Masz już pomysł czy robimy burzę mózgów?]

    Michael

    OdpowiedzUsuń
  42. [ Witam się dosyć późno, ale domagam się wątku, a co! :D
    Jeszcze nie wiem co by tu Śnieżynce i Lu wymyśleć, ale niedługo się zgłoszę. Jeśli jest chęć, oczywiście. ]

    Lysse Snow nie z tego konta, ale nie chce jej się przelogowywać

    OdpowiedzUsuń
  43. [ Spokojnie, ja też często zalegam, odpisuję w wolnym czasie, którego jest strasznie mało ;-;
    Tak, Sherlock <3 Po nazwie wnioskuję, że też jesteś fanką. Przyznam, że Pies Baskerville'ów był moją ulubioną częścią <3
    Obie też są kelnerkami... Właściwie mam luźną koncepcję pewnego wydarzenia miejskiego. Jakiś festyn czy cyrk w mieście, gdzie obie musiałyby się znaleźć, aby reprezentować swoje restauracje. Jakieś próbki jedzenia czy chodzenie z tacką. Gdyby był to festyn, mógłby odbyć się jakiś pokaz wodny w ogromnej fontannie. I jakieś dziecko mogłoby się zaplątać w kable, wpadając do wody. Oczywiście impulsem, Elsa by zrobiła jakąś "lodową mackę", kierując tym na siebie spojrzenia, potem starając się wytłumaczyć...
    Damn, moje pomysły gdzieś uciekły. To przez ten rok szkolny ;-;
    Masz może coś lepszego czy przekształcamy to coś na górze? ]

    Lysse Snow

    OdpowiedzUsuń
  44. [Hej :) Cieszę się, że podoba ci się karta Dymitra i ogółem postać. Szczerze mówiąc, bardzo obawiałam się tego, jak mnie tu przyjmiecie, chyba trochę przez to, że od dawna lat pisałam tylko na tych grupowcach, na których adminowałam. Także kamień spadł mi z serca. Dzięki.
    Na wątek oczywiście jestem chętna. Karta może nie jest krótka (choć sama nieraz pisze dłuższe :)), ale ciekawie się ją czyta.
    Wolisz wątek z powiązaniem czy bez?

    Dymitr]

    OdpowiedzUsuń
  45. [ Szybko, przerażająco szybko >.< A teraz liceum ;_; Jak ja nienawidzę zmieniać szkoły. Ale nieważne XD Jak tam początek roku? ]

    Słuchał jej słów z kamienna twarzą, każdy jęk i ciężkie westchnienie, które wydobywało się z jej ust... bolały. Jego pokaleczone i rozbite na kawałeczki serce zaczęło krwawić od nowa. Całe to cierpienie, rozpacz i inne bzdury, które dopadły go w Fabletown wróciły ze zdwojoną siłą. Nagle przypomniał sobie, co go podkusiło do tych wszystkich prób samobójczych i żałował, że mu one nie wyszły. Byłoby zdecydowanie łatwiej, życie było pasmem cierpień, a śmierć byłaby zbawieniem... Teoretycznie, ale przecież żeby umrzeć też trzeba mieć odwagę.
    Domagała się, by spojrzał jej w oczy. Szukała jego spojrzenia. Nie potrafił odpierać tych ataków przez wieczność. Spojrzał w te piękne, błękitne źrenice, które śniły mu się po nocach. Widział je za każdym razem, gdy zamykał oczy. Nie potrafił ich odgonić. Z jego piersi uciekło ciche westchnienie, choć wyraz twarzy miał wciąż gniewny. Zacisnął dłoń w pięść i zerwał kontakt wzrokowy. Potem polała się lawina słów. Myślał, że bardziej już nie może boleć, że już nic nie zostało z jego serca, a jednak... Ono znów pękło.
    Gwałtownie odwrócił ie do Lucy twarzą. Uniósł hak do jej twarz i zatrzymał rękę. Warchał się chwilę, po czym odgarnął złote kosmyki z jej twarzy. Była taka piękna, taka delikatna i taka... zdradliwa, kłamliwa, bezlitosna. Mówiła o miłości, ale on nie potrafił w to uwierzyć. Dotknął swoją metalową protezą jej policzka, a potem podbródka, który uniósł delikatnie.
    - Nie mów mi tu o miłość.... - wyszeptał – Tyle kłamstw, tyle oszustw... Ja jedyny? - parsknął wymuszonym śmiechem – A on to co to było? Nie... Nie mów o miłości Lorelei, morska maro, bawiąca żeglarzy na śmierć. Byłem tylko kolejną ofiarą, zapragnęłaś się zabawić, tak? - mówił, choć sam w to nie wierzył - Tak to teraz brzmi. Nie mów o miłości, bo mam ochotę cię skrzywdzić. A mimo to cię kocham, więc nie wybaczyłbym sobie. I oboje skończylibyśmy w kałuży krwi na taj posadzce, więc nie przywołuj tego słowa.
    Jego źrenice zaszły czerwienią. Odwrócił twarz i wbił spojrzenie w ziemię. Do tej pory tylko jedna osoba widziała jego łzy, a był nią brat. Dlaczego to wszystko musiało być tak skomplikowane?
    - Dla mnie zawsze pozostaniesz Lucy... Mogłem cię od razu zabrać ze sobą, bez pytania. Postąpić jak każdy pirat. Porwać swoją wybrankę i nie zważać na to, co ona pomyśli. Agh... Płacę za mą głupotę każdego dnia... - ukrył twarz w dłoni i odetchnął głęboko.
    Nie wiedział co powinien zrobić.

    [ Trochę chaotycznie, ale jakoś nie wiedziałam, co zrobić... ]
    Huck

    OdpowiedzUsuń
  46. [ Nienawidzę zmieniać szkoły :') A na razie jest... nudno. Ludzie tacy nijacy, a nauczyciele starają się być uprzejmi ( na to nie narzekam ). Tylko kółko teatralne ratuje moją egzystencję x)
    No to powodzenia w szukaniu pracy :* I miłego pobytu w Karpaczu :D ]

    Nie wiedział, co powinien zrobić. Kiedyś było im łatwiej, lepiej. Teraz ranili się nawzajem co drugim słowem. Jones nie chciał tego przyznać, ale samo ich przebywanie przy sobie sprawiało ból. Przypominało o dawnym życiu i miłości, która zabrały im głupie błędy. Byli jak zagubione dzieci, cóż za ironia! To właśnie takie dzieci ścigał i zabijał przez lata. Dlaczego? Śmieszne, ale teraz nawet nie potrafił sobie odpowiedzieć na to pytanie. To było tak dawno. Minęło tyle lat. Chodziło o jakąś zemstę za nie wiedzieć co. Wyrządził wiele zła przez swoje rozgoryczone serce i wcale do końca mu to nie przeszło. Stał się potworem. Najgorsze było to, że nadal nienawidził tamtego chłopca, który w jakiś sposób go skrzywdził.
    Nie chciał na nią patrzeć, wbijanie wzroku w podłogę wydawało się łatwiejsze. Padało tyle słów, tyle bolesnych słów, których wolałby nigdy nie usłyszeć. Czasami zastanawiał się, czy nie lepiej by było, gdyby nigdy się nie spotkali... Zawsze jednak dochodził do wniosku, że wolał kochać ją choć przez chwilę, niż nie kochać nigdy. To wszystko było warte tamtego szczęścia. Po prostu czarne charaktery nie mają swojego hapilly ever after.
    - Mówiłem ci, to niczego nie rozwiąże. Nie wybaczyłbym sobie. A zabić samego siebie... Nie byłoby mi łatwo, wiem o czym mówię. Natomiast życie ze świadomością, że uśmierciłem ciebie. Nie sprowadzę na siebie tej męki – jęknął, przeczesując włosy dłonią.
    Na jego policzkach perliły się łzy. Wcale nie myślał, że Lucy mogła się zabawić jego uczuciami. Nie wierzył w to, choć tak właśnie powiedział. Zrobił to z desperacji, zaatakował, bo taka była jego natura. Krył swoją słabość za oskarżeniami. Jeśli ktokolwiek byłby w stanie to zauważyć i zrozumieć, to tylko istota, która siedziała tuż obok, choć była od niego odległa o lata świetlne.
    - Co ja mam ci odpowiedzieć? - spytał cicho... - Czego oczekujesz? Akceptacji, że się pogodzę? Już próbowałem. Nawet nie wiesz jaki miałaś na mnie wpływ... Bez ciebie stałem się potworem, Lucy... Nie mam wyrzutów tylko do ciebie. Wściekam się na niego, na siebie, na cały świat. Przecież mogło być inaczej... Codziennie zadręczam się myślami, co by było gdyby... I w wielu z mych wizji tak właśnie było. Mogliśmy razem popłynąć na kraniec świata i zginąć ramię przy ramieniu, zakochani...
    Zamilkł na chwilę i wziął głębszy oddech. Teraz przyszła pora na bajeczkę, na jego historyjkę. Trochę brutalniejszą niż te, którą można znaleźć w księgarniach. Zamknął oczy, przywiódł w pamięci obraz tej piekielnej wyspy. Marzenie każdego dziecka stawało się tam prawdą. Zero dorosłych, którzy kazaliby im iść spać czy umyć zęby. Strasznie go to irytowało, zwłaszcza, że on nie miał rodziców, którzy by się o niego troszczyli. Rozpieszczone bachory zawsze chciały więcej. Ale czy to był powód dla którego ich zabijał?
    - Krokodyl.. - zaczął – Znaczy się Davy zesłał mnie do Nibylandii. To raj dzieci, a piekło dla kogoś takiego jak ja. Nie postarzałem się, bo tam nie płynął czas. Największe przekleństwo z możliwych, nieśmiertelność. Mój przeżarty nienawiścią do świata umysł i zepsute do cna serce tylko pogorszyły swój stan. Zabijałem dzieci – powiedział i zawahał się, najgorsze było to, że nie żałował – Zabiłem ich całe masy, ale jednego gnojka, który mi się naraził nie dosięgnęła długa ręka sprawiedliwości. Widzisz... To wszystko właśnie przez jego historię. On był tam pokrzywdzonym bohaterem, a ja robiłem za tego złego. To przez to nie mogę znaleźć szczęścia. To tam gniłem przez wieki.

    Huck

    OdpowiedzUsuń
  47. [Przy Twojej karcie akurat słucham Dance of the Knights. I robi wrażenie! :D Aż ciary idą. Ogólnie historię Lucy ma dość smutną. Ale gramatyczne zdanie ułożyłam… No, nieważne xD Jakiś pomysł na wątek? A no i dziękuję bardzo za powitanie! Jeff siedzi na dupie w swoim sklepie, więc raczej rzadko można go spotkać na mieście. A jeśli już to chodzi nocą, a w sumie przemyka. Burza mózgów?]

    Kapelusznik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Cała muzyka Dereka i Brandona Fiechterów jest genialna hyhy Haunted to tylko przedsmak szaleństwa! A mnie wręcz inspirują i mogłabym tego słuchać godzinami. W sumie już słucham ;D Herbaciarnia dobra rzecz, ale Jeff nie lubi ludzi. A przynajmniej w mojej wersji. Jest jeszcze bardziej popaprany niż był. Cóż. może to zasługa ściętej głowy… Nie liczyłabym na wygospodarowanie takiego kącika, bo szybciej wyrzuciłby ją ze sklepu ;) A to można sobie tak podróżować między światami? Jeśli tak, to lepiej ogarnąć jakieś powiązanie z przeszłości. A może szukała tam Haka czy to odpada?]

      Usuń
  48. [ Jestem za siostrzyczkami jak najbardziej, szczególnie, że nasze kobietki są bardzo podobne pod względem charakterków. ;)
    Mogłyby być siostrami, lecz po jakimś czasie np. gdy dojrzały zostały rozdzielone przez ich tatę do różnych mórz czy nawet oceanów, bo ile zabójczych piękności może znieść jeden - nawet wielki zbiornik wodny. Zatem spotkałyby się dopiero po raz kolejny w Fabletown i zaprzyjaźniłyby się od razu, chyba, że wolisz, że np. jeszcze za życia w wodzie, się choć raz na rok widziały i teraz mogą stale się ze sobą widywać. Co Ty na to, może jeszcze inny pomysł? :3 ]

    OdpowiedzUsuń
  49. [ No to ładnie, Julkę grałaś, u lala :3 Ja praktycznie od przedszkola w przedstawianiach brałam udział :’) Role się zmieniły, ale miłość do grania została. Ty grałaś Julkę i Śnieżkę, a ja macochę i złe siostry ( w 3 Kopciuszkach występowałam jak dotąd XD ). Ale nevermind.
    Wiem, że pięknie <3 Sama nei raz byłam ^__^ Kooocham góry. Ale morze też ( kto by pomyślał? XD ) ]

    Czy chciał by zniknęła? Tego właśnie oczekiwał? Raczej nie. Źle było i z nią i bez niej, ale nie wiedział, co było gorsze. Najprawdopodobniej zdołałby normalnie żyć tylko, gdyby ktoś zabrał mu wszystkie wspomnienia związane z Lucy. Jego życie musiałoby się potoczyć zupełnie inaczej. W tamtej chwili głowił się więc gorączkowo nad odpowiedzią. Nie było dobrych i złych odpowiedzi. Ona żałowała, widział to w każdym jej ruchu, chciała drugiej szansy. Huck nie był pewien, czy potrafiłby ją jej dać. Wszak proponował kiedyś wybaczenie…
    - Lucy… - głos mu się łamał – Ja doprawdy nie wiem, czego chcę. Ja nic nie wiem. To mnie dobija. Ja nie wiem czy chcę w ogóle żyć. Pytasz mnie czy dam ci szansę, a ja mam wrażenie, że… Nie potrafię tej szansy dać sobie. Zrobiłem wiele złego, żałuję tego wszystkiego. Zwłaszcza, gdy na ciebie patrzę. Bo w innych wypadkach jestem wręcz z siebie dumny. Czy istnieje dla nas szansa? Nie mnie pytaj. Ja jestem tylko bardzo starym piratem. Nagle te wszystkie przeżyte lata dopominają się o mnie i odbijają piętno na mojej psychice. Pogubiłem się, więc nie mogę tobie wskazać drogi.
    Westchnął ciężko i wyciągnął z kieszeni płaszcza stary zegarek. Jego wskazówki leniwie pełzły do przodu, a przecież przez wieki stały w miejscu. To dobitne uświadomiło Huckowi, że tak naprawdę nie ma czasu na zastanawianie się. Jeśli chce sensownie przeżyć swój czas, to powinien działać, a on tylko błądził.
    - Długo już tu siedzimy. Za jakąś godzinę wzejdzie słońce – zauważył – Chyba jutro nie pójdę do pracy, przeżyją jeden dzień beze mnie – mruknął pod nosem i zamknął oczy – Jestem zmęczony, Lucy. Cieszę się jednak, że mamy to spotkanie za sobą.
    Wokół panowała cisza. Niczym niezmącona cisza. Nie podobało mu się to, na morzu cisza zawsze źle wróżyła. Postanowił chwilowo się tym nie przejmować. Bez rozmyślania nad możliwymi komplikacjami i tak miał sporo na głowie. Na głowie, która zaczynała boleć. Wszak nie mało wypił. Do tego wszystkiego ta potwora pustka tam w środku, delikatnie po lewej stronie klatki piersiowej.
    Jego dłoń opadła na ławeczkę, na której siedzieli i niespostrzeżenie jego palce zetknęły się z palcami Lucy. Jego ciało przebiegł dziwny dreszcz. To samo czuł dawniej, za każdym razem, gdy go dotykała. Brakowało mu tego uczucia, wiec mimo niejakiej niechęci, nie zabrał ręki, udając, że nie zauważył całego zajścia. Nawet nie otworzył oczu.

    Huck

    OdpowiedzUsuń
  50. [ Miło, że Cię na natchnęłam i że kochasz mnie bardziej <3 Nie mogłam się powstrzymać, bo "Ostatni jednorożec" to jedna z moich najukochańszych bajek<33333 Także jeśli stworzysz nową postać, to Almathea jest pierwsza w kolejce po wątek! A jeśli jedna byś zrezygnowała ( czego Ci nie życzę), to pokombinujemy z Lucy ;) ]

    OdpowiedzUsuń
  51. [ To fajowo :3 A Ty myśl, myśl XD Czekam niecierpliwie ;) Bo chciałbym sobie Almatheą popisać. Tak mnie ostatnio na tę bajkę naszło <3 Całe dzieciństwo ją oglądałam. Na kasecie miałam XD ]

    Czuł się bardzo zagubiony. Rozdarty na pół. Niby tęsknił za nią i wciąż pałał do niej gorącą miłością, która zżerała go od środka, wypalając wszelakie inne uczucia, a jednak nadal pamiętał. Pamiętał ból jaki mu sprawiła i cierpienie na jakie się przez to skazał. Te wszelkie sprzeczności doprowadzały go do szału, więc starał się je odsunąć od siebie. To było zbyt skomplikowane. Tyle lat w samotności, tak głęboka depresja, nawet próby samobójcze. A tu nagle zjawia się ona, prawdziwa mara z przeszłości i prosi o drugą szansę. Tak długo był pewien, że wybaczy jej gdy, ona tylko poprosi. Dawno jednakże zdążył stracić nadzieję i poddał się, a teraz… Właśnie. Teraz.
    Teraz była tylko jej dłoń i ciepło, które rozpierało go od środka. Byłą tuż obok, jak za dawnych czasów. Tak nagle zniknęła samotność. Może i zdradziła, zraniła naiwne serce, ale jednak mógł się do niej zwrócić w razie potrzeby. Tego jednego był pewien.
    Szkoda mu też było, ze nie żyją w jakimś amerykańskim romansie. Tyle ich oglądał i każdy kończył się dobrze. Chciał mieć kogoś, kto żył by u jego boku. Tylko że życie było bardziej skomplikowane, a on nie potrafił tak po prostu zapomnieć. Sama jej osoba odświeżała jego pamięć.
    Nagle jednak, niespodziewanie zaczął się wstydzić tego, co robił po jej odejściu. Czuł się winny tych wszystkich rozmów z kobietami, wszystkich swych złych postępków. Może i długo żył w żałobie, a jego serce zamknięte było dla innych białogłowych, ale nie znaczyło to, że się z nimi nie zadawał. A ostatnio… Ostatnio stało się jeszcze coś. Przecież ledwie otworzył się przed uroczą damą, która szybko zaskarbiła sobie jego względy. Teraz czując dłoń Lucy na swojej żałował. Żałował, że pozwolił sobie wyjść z żałoby, zaufać i naiwnie uwierzyć…
    Przepraszam, powtarzał w myślach. Przepraszam Lucy. Przepraszam.
    - Tak… W Fabletown – wymamrotał – Gram na pianinie w… W Trip Trap. I… jakaś moja część też cieszy się z tego spotkania. Mimo wszystko. Maleńka, ale jednak.
    Wtem coś zgrzytnęło, a do ich celi wszedł policjant. Zmierzył ich srogim spojrzeniem. Huck automatycznie zabrał dłoń i położył ją na swoich kolanach. Zaraz też zabrakło mu jej ciepła i dreszczy, które go przechodziły, gdy go dotykała. Jak dawniej…
    - Możecie wyjść, ale zapamiętajcie sobie tę lekcje.
    - Aye panie władzo.

    Huck

    OdpowiedzUsuń
  52. [Dwa odcinki. ;) I racja - świetny jest.
    Skoro wiedziałaby o tym wszystkim to musieliby być przyjaciółmi, co może być dość ciekawe, bo Lazar w przeciwieństwie do Michaela przyjaciół prawie nie ma i Fabletown by mogło z tego wyjść ciekawe zamieszanie. :)]

    Michael

    OdpowiedzUsuń
  53. [Prawda? Ruby to idealna Mary <3
    Ooo, w takim razie czekam niecierpliwie, bo na pewno dogadają się lepiej niż Lucy z Gretel :D]

    Bloody Mary

    OdpowiedzUsuń
  54. [ 10 stron? To nieźle :3 Możemy być dumne ^___^
    A Ostatniego Jednorożca nadrób koniecznie! Ja kocham tę bajkę! Potrafię oglądać ja na nowo i na nowo. Może jest trochę inna, trochę dziwna ( przynajmniej tak mówią inni ), ale i tak to jest majstersztyk < 3
    A ja tak sobie myślę. Że skoro już się spotkali i znów mają to zrobić, to ona przyłapała by go na próbie samobójczej? Takie tam wzmocnienie dramy. Miałby pretekst, by się do niego przykleić jak rzep do psiego ogona. „Nigdzie nie idę, bo się zabijesz”. Może udałoby jej się nawet wymusić chwilowy pobyt u niego. Lu namówiła by go na wyjazd z miast, choćby na tydzień. Jakby wyjechali, to znów los ( czytaj my) mógłby im jakieś przeciwności na drodze postawić. Trochę chaotycznie, bo dopiero co o tym pomyślałam XD ]

    Próbowała rozluźnić atmosferę, obrócić słowa w żart. Był jej za to wdzięczny. Przynajmniej pod tym względem się nie zmieniła. Gdyby nie to, dusiłby się w jej towarzystwie. W ten sposób mógł przynajmniej udawać, że jest w porządku. Był zbyt zmęczony na cokolwiek innego, całą noc spędzili na rozmowach. Teraz przyszła pora na uwolnienie.
    Dłuższą chwilę stali na schodach przed komisariatem. Nie odezwał się, nie wiedział by co powiedzieć, wiec czekał. Może na jakiś znak z jej strony, może na jakiś gest. Sam nie wiedział na co. Przyjemnie stało się w miejscu z twarzą wystawioną na słońce. Przynajmniej nie musiał oglądać gwiazd, które przez całe stulecia były drogami, nadzieją na ucieczkę. Inni widzieli w nich tylko kule gazowe, on wiedział, że jest inaczej.
    Z zamyślenia wyrwał go jej cudowny głos. Kiedyś już powiedziała coś podobnego. Wtedy on w odpowiedzi porwał ją w ramiona i zaciągnął za sobą do portu. Biegali na bosaka pomiędzy nic nierozumiejącymi ludźmi i śmiali się w głos. Byli jak dzieci, on nie przypominał srogiego kapitana, a ona nie była nimfą, która uwodzi marynarzy. Dwóje zakochanych ludzi, tak o nich myśleli, tak on o nich myślał. Nic nie stało na przeszkodzie ich szczęścia, oprócz nich samych.
    - Ja… - zaczął, ale urwał.
    Posłał jej smętne spojrzenie pełne wszystkich jego obaw i strachów. A potem zszedł na ulicę i przekroczył ją chwiejnym krokiem. Zamierzał się nie oglądać, nic nie mówić, ale za bardzo ją kochał. Nie potrafił skrzywdzić jej w ten sposób. Nawet po tym wszystkim. A może zwłaszcza po tym wszystkim. Obejrzał się więc. Przez chwilę wpatrywał się w jej cudowną postać, a wiatr targał jego płaszcz. Schował dłoń do kieszeni, a hak przystawił do swojego czoła. Zasalutował jej i ukłonił się głęboko.
    - Do zobaczenia! – krzyknął – Nigdy cię nie zapomnę… Lucy.
    Potem zniknął w tłumie. Chciał jak najprędzej dostać się do swojego mieszkania i walnąć na łóżko. Był tak potwornie zmęczony. Szef znów go ruga za to, że nie przyjdzie do pracy, a on znów będzie miał to w dupie. Nie potrzebna mu była praca, potrzebował wsparcia, zajęcia, czegoś co odciągało myśli. Tylko dlatego codziennie przyłaził do obmierzłego Trip Trap. Do swojego ukochanego pianina.
    Zaburczało mu w brzuchu. Dawno nic nie jadł. Do jego myśli wkradło się niepostrzeżenie Bella Note, więc uśmiechnął się pod nosem. Nie ma tak łatwo. Najpierw pójdzie spać, a potem usmaży wreszcie tego pstrąga, którego kupił w markecie. Musi jakoś przetrwać, poukładać sobie myśli. Wiedział, ze będzie to ciężkie. Wszak przed oczyma stał mu wciąż obraz jej błękitnych oczu.

    [ Krótko, wiem, ale i ja więcej nie wykrzesam :< ]

    Huck

    OdpowiedzUsuń
  55. [Ta pani mi się bardzo podoba.
    Bardzo.
    Taka śliczna historia i śliczna twarzyczka, aż się prosi o wątek ze starym zboczeńcem.]

    Papa Frollo

    OdpowiedzUsuń
  56. [Ja tak tylko powiem, że pamiętam o Tobie i naszej historii. Mam już znowu internet, więc biorę się za pisanie jak najszybciej i przepraszam za taki poślizg. :)]

    Quinn

    OdpowiedzUsuń
  57. [Jestem, tak jak prosiłaś. Nie mogłam się powstrzymać przed dedykacją dla Ciebie, przecież uwielbiasz tego gifa<3 Chętnie popiszę z Lucy, tylko... nie mam pomysłu na wątek, jak zawsze, ale zacząć zawsze mogę :) I tak, jako barmanka w Trip Trap:D]
    Jasmine

    OdpowiedzUsuń
  58. [ Wybacz, że tak długo mnie nie było, ale szkoła wszystko mi pokomplikowała XP Ale już jestem!
    I tak, tak. To będzie genialne <3 ]

    Był bardzo zmęczony, ale to nie to uczucie dominowało w całym jego jestestwie. Spotkanie z Lucy strasznie zagmatwało mu w głowie. Ona żyła i wyglądała wciąż tak samo, identycznie jak w dniu, kiedy ją poznał i tak samo jak w dniu, w którym ją stracił. Była nimfą wodną… Dziwił się samemu sobie, że jej nie rozpoznał. Przecież miał do czynienia z niejedną morską maszkarą i wiedźmą. Tylko, że Lucy była wtedy inna. Pogodna, radosna istotka o kochającym sercu, a przynajmniej tak to wtedy odbierał.
    Chrząknął głośno i kaszlnął. Oczy miał mocno podkrążone. Jego ulubiony skórzany płaszcz nie chronił przed chłodem. Za to dodawał mu pewnej tajemniczości. Mijający go ludzie nie widzieli wraku człowieka, tylko łopoczący na wietrze wiatr, pod którym kryła się jakaś dziwna istota.
    Nad głową krążyły mu ponure myśli wymieszane z cudownymi wspomnieniami. Nigdy nie panował nad swoją głową i to stawała się czasami zbyt uciążliwe. Tak jak właśnie w tamtej chwili. Dlatego też zamiast skierować się prosto do ciepłego mieszkanka, krążył po mieście. Szukał miejsca. Tylko nie wiedział jeszcze jakiegoś. Wszędzie było za dużo ludzi. Nawet na jego ulubionym moście, który idealny był by do pozbycia się tego ciężaru…
    Oparł się o barierkę, pociągnął nosem i wbił spojrzenie zmęczonych oczu w wodę. Tęsknił za tak wieloma rzeczami. Za byciem wielkim pirackim kapitanem, za budzeniem grozy w sercach, nawet za mordowaniem. Te rzeczy pozwalały zapomnieć, choć na chwilę. Fabletown zmuszało do melancholii, do rozważania tego, co by było gdyby. Szare niebo, szare bloki, szarzy ludzie. Wszystko takie bez smaku i wyrazu i tylko jego kochane pianino w Trip Trap. A do tego wszystkiego kolejne zmartwienia. Już wcześniej wpadł na brata i prawie sobie nawzajem oczu nie wydrapali, teraz jeszcze ona. Duchy z przeszłości go nie opuszczały. Tak po prawdzie to brakowało chyba tylko tego, który najbardziej działał mu na nerwy i jego małej, dzwoniącej sługuski. O tyle dobrze.
    - Brawo Hak, znalazłeś jeden pozytyw – bąknął pod nosem i oderwał się od barierki – Pora iść do domu. Wyśpisz się wielki kapitanie, a potem… Cóż, pomyślimy. A jak myślenie się dla nas kończy, już dobrze wiemy.

    [ Wyszło dziwnie, ale przerwa w pisaniu robi swoje >,< ]
    Huck

    OdpowiedzUsuń
  59. [ Tak daję rade, że cud jak jeden odpis pojawi się raz na tydzień X) Ale cóż.]

    Po głowie chodziły mu dziwne myśli. Przewracał się z boku na bok. Nie mógł się zabić, nie mógł zasnąć. Czy nie było już na tym świecie żadnej świętości? Wcześniej wszystko było prostsze, a on dawał upust swojej konsternacji mordując ludzi. W Fabletown nie było już złotego środka, który odciągałby od niego nieprzyjemne myśli.
    Huck podniósł się na łokciach i rozejrzał się dookoła. Jego mieszkanie ni stwarzało wielu możliwości, a on nie miał żadnych ambitnych planów, jeśli chodziło o umieranie. Chciał po prostu już nie żyć, nie obchodziło go to, jak ze sobą skończy. Próbował się już utopić, podciąć sobie żyły w wannie, skoczyć z mostu. Zawsze wtedy znajdował się ktoś, kto mu w tym przeszkodził. Kilka ciepłych słów, zasiane ziarno nadziei… A potem kontakt się urywał. Przychodziło poczucie beznadziei jeszcze mocniejsze niż wcześniej. Samotność ciążyła bardziej. Najprawdopodobniej dlatego, że już, już myślał, że komuś na nim zależy. Ludziom nie zależało. Bo w sumie i na czym miałoby im zależeć? Na mordercy, brutalu, pijaku i załamanym psychicznie piracie? Nie było o co walczyć. Jones był tego boleśnie świadom.
    Zatrzymał wzrok na potężnym żyrandolu, który oświetlał jego salon. Podniósł się z łóżka, przeszedł przez otwarte drzwi sypialni do salonu właśnie i zastanawiał się chwilę.
    - Jeszcze nie próbowałem się powiesić – stwierdził poważnie – Jednak sen oczyszcza umysł. To może się udać…
    Wiedział, co musi zrobić. Zszedł do wielkiej piwnicy pełnej złota i drogocennych kamieni i zbliżył się do zakurzonego kufra. Uniósł ciężką klapę, a zawiasy zaskrzypiały złowieszczo. Jego oczom ukazały się zwoje grubych sznurów i pordzewiałe fragmenty z różnych części jego okrętu. Może to właśnie stary Jolly Roger ( a raczej jego część ) pomogą mu dokonać żywota.
    - Dwa relikty przeszłości odejdą razem w cień, co Rogerku? – wyszeptał, wyciągając jeden ze sznurów i przewieszając go sobie przez ramię.
    Następnie wrócił do salonu i zaczął wcielać swój plan w życie. Wlazł na stolik i nucąc piosenkę skazańców, począł wiązać sznur, który niebawem miał okręcić wokół własnej szyi.

    [ Przepraszam za jakość, ale ostatnio nie mogę się zebrać w sobie, by napisać coś porządnego ]

    Huck

    OdpowiedzUsuń
  60. [Zawsze trzeba próbować nowych rzeczy, a jak nie wychodzą, to trudno. ;-) Ja i moje postacie bardzo chętnie poprowadzą coś z Lucy, która jest swoją drogą niesamowicie interesująca. ;-) ]

    Jack Lahey | Elsbeth Alvarez

    OdpowiedzUsuń
  61. [Hej :) Kombinuję nad czymś ciekawym, ale chyba musisz mnie wspomóc, bo sama wymyślam tylko jakieś luźne strzępki. To, co przychodzi mi na myśl, to że można byłoby wyjść od tego, że Lucy szuka Haka, a Dymitr zdążył go poznać, choć jeszcze nie kojarzy go jako postaci z bajki. Gdyby zaczął podejrzewać, o kogo chodzi, mógłby chcieć jej pomóc (bezinteresownie albo w zamian za coś, zależnie od sytuacji i tego, czy znaliby się wcześniej), przynajmniej do momentu, gdy Fabletown obiegłaby wieść o zabójstwie. Dymitr nagle straciłby ochotę do współpracy, bo bałby się, że Huckelberry, wiedząc o jego problemie z paroma ludźmi, mógł zacząć podejrzewać, że to on zabił Kruza i z tego powodu może zadawać jakieś niewygodne pytania.
    Więc... to taki luźny zamysł, do którego przydałoby się coś dodać, żeby nie wyszło płytko.]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [PS. I dziękuję za pochwałę pod moją notką fabularną. Aż mi się ciepło na duszy zrobiło ;)]

      Usuń
  62. [To jest dobre! ;D To teraz pozostaje mi nieśmiało zapytać, czy zaczniesz? Twój początek byłby ładnym przejściem miedzy moją notką a ich spotkaniem.]

    OdpowiedzUsuń
  63. [Dobrze było :) Klimatycznie.]

    W mieszkaniu Dimitrija paliło się światło. Rosjanin wrócił dosłownie przed chwilą i niemal od razu poczuł, jak przytłacza go cisza tego miejsca. Zatrzymał się w progu. Popatrzył na pusty kąt ze wciśniętym weń biurkiem, na zaścielone, drewniane łóżko, na stosy kartek i segregatorów…
    - No to jesteśmy w domu, towarzyszu Dymitrze – westchnął. Mówienie do siebie, gdy przebywał sam, weszło mu w nawyk. Właściwie… zwykle był sam. Odkąd skończył się bajkowy epizod jego życia, zawsze coś stało na przeszkodzie, czegoś brakowało, by mógł nawiązać znajomość dłuższą, ni przelotna. Nie miał kobiety, przyjaciela… to znaczy, był Maxwell, ale im po prostu czasami było ze sobą po drodze. W zasadzie… Od dziś nie miał już nawet antagonisty. Chociaż… za tym ostatnim raczej nie będzie tęsknić. Stał się wolny. Wreszcie.
    Niepokoił go tylko sposób, w jaki to się stało. Na ogół, gdy dochodzi do konfrontacji dobra ze złem, temu złemu przytrafia się tragiczny wypadek, który zdejmuje z dobrego obowiązek odebrania mu życia. Czarny charakter wpada do rzeki… albo w gardziel krokodyla… ewentualnie wypada z okna katedry i roztrzaskuje się o bruk. Potrząsnął głową, odganiając od siebie wspomnienie podziurawionego kulami ciała, które niecałą godzinę temu wlókł do łazienki. Wyjął z kieszeni bilet lotniczy do Meksyku z dzisiejszą datą. Zawahał się. Miał wyjechać. Zacząć wszystko od nowa. Nie uciekać więcej. Schował bilet z powrotem do kieszeni. Nie uciekać… Żeby to było takie proste.
    Wszedł do łazienki, z zamiarem przebrania się w jakieś świeże ciuchy. Nie zapalił światła. Po prostu wygarnął z szafki nowe spodnie oraz koszulę i wypadł z okafelkowanej klitki, jakby zobaczył ducha. Ta cisza… Ta cholerna cisza doprowadzi go do wariactwa. Włączył radio i pokój wypełnił głos popularnej piosenkarki i nieco zbyt szybki, elektroniczny rytm. Badziewie. Ale lepsze to, niż przeklęta cisza.
    Kończył się przebierać, kiedy walenie do drzwi stało się wystarczająco głośne, by przebić się przez jazgot muzyki. Dymitr wyszedł na korytarz, w biegu dopinając narzuconą pośpiesznie koszulę. Otworzył drzwi.
    - Lucy? – Wydawał się zaskoczony. – Czemu nie zadzwoniłaś, spotkalibyśmy się w jakimś normalniejszym miejscu… Stało się coś? – zapytał, zauważając wyraz jej oczu. Jeszcze nie potrafił go zinterpretować: chodziło o strach, niepokój czy smutek? – Lucy, o co chodzi? I wejdź, zimno jest…
    Mniej więcej w tym momencie zauważył, że krzywo zapiął guziki i koszula wisi na nim jak na strachu na wróble. Poprowadził ją do mieszkania, które zajmował, przepuszczając ją w drzwiach.

    OdpowiedzUsuń
  64. [Dziękuję siostrzyczko kochana <3 Też się cieszę, że się w końcu zmobilizowałam do powrotu!]

    - Kochająca siostrzyczka

    OdpowiedzUsuń
  65. [Dziękuję i wpadam, skoro tak ładnie zapraszasz! ;) Powiązanie mamy, teraz tylko wątek i cudnie. Lecimy tak jak teraz, czy zaginamy czasoprzestrzeń, cofamy się w czasie i tworzymy ich pierwsze spotkanie po latach w Fabletown?]

    Nadine

    OdpowiedzUsuń
  66. [Nawet działa motywująco by w końcu ogarnąć i poprawić pierwszą kartę. :)
    Właśnie czytałam sobie notkę Dymitra, więc fajnie wiedzieć kim jest Kruz. W sumie to jak przejdziesz całą grę to nam się jeszcze pomysły nieźle namnożą w związku z obecnymi ciemnymi interesami w Fabletown, więc myślę, że tutaj miejsce dla Davyego się łatwo wymyśli. A co do Ptaszyska to mogli poznać się kiedyś przy jakiejś okazji w świecie baśni. Lucy mogła nawet zawędrować na drugą stronę oceanu za Hakiem i wtedy by się poznali. W sumie w Fabletown czasem by się spotykali, ona mogłaby od czasu do czasu wpadać coś pomóc z jakimiś morskimi uciekinierami z Farmy itp. A teraz akurat kiedy Lucy ma problemy "wynajmuje" u niego pokój, w zamian np. trochę tam mu pomaga przy jakiś morskich zwierzątkach, a on stara się jej pomóc z jej kłopotami.]

    - Davy & Wakinyan

    OdpowiedzUsuń
  67. [Tak, wszystko się zgadza ;)
    Co do Fable to na pewno poznały się od razu, pogodziły pewnie też, Nixe za długo była samotna i żałowała w jakiś sposób, że rozstały się skłócone. W końcu siostry, morskie stworzenia, te sprawy. Ciągną do siebie jakby nie patrzeć. Nadine to specyficzna osóbka, jako że wciąż jest Nixe tylko zmieniła miejsce zamieszkania, to ciągle potrzebuje swojego pożywienia. Już nie tyle po to, żeby się nie starzeć, bo to Fabletown zapewnia, ale żeby przeżyć. Niestety, na sałatkach długo nie pojedzie :D Chociaż myślę, że tutaj przerzuciła się w dużym stopniu na dietę morską, jakieś kraby, rybki itp, to od czasu do czasu jednak organizm domaga się prawdziwego mięcha. Więc jak najbardziej możemy pokombinować z Halloween. Może Nadine uznała, że Lucy za długo ''pościła'' i namówiła ją na wspólny śpiew i wabienie, jak kiedyś? I możemy zacząć wątek od momentu już po Halloween, teraz, kiedy szukają odpowiedzialnych za zbrodnie, więc postanowiły wrócić na plażę i upewnić się, że nic nie zostało ;D]

    Nadine

    OdpowiedzUsuń
  68. [Podpytywać mógł, co nie znaczy że cokolwiek z tego wyniósł. Już one potrafią poradzić sobie z facetem :D
    Możesz naskrobać, powinnam w końcu zrobić moje zaległe prace na angielski, więc... Tak. Zacznij. ;)]

    Nadine

    OdpowiedzUsuń
  69. [Tak! Jestem w stu procentach za. W ogóle zawsze tak mam z Tobą, że nic dodać nic ująć, bo wszystkie Twoje pomysły mi idealnie pasują. :)
    Sądzę, że wtedy może nawet coś kryminalnego nam się uda dorzucić.
    W takim razie daję znać i możesz zaczynać.]

    - Davy & Wakinyan

    OdpowiedzUsuń
  70. [Przepraszam, że musiałaś tyle czekać, byłam padnięta.]

    Przystawił sobie drugie krzesło, zwykle dla wygody wsunięte w kąt, by zajmowało mniej miejsca. Usiadł obok niej, na tyle blisko, by ją słyszeć i jednocześnie na tyle daleko, by nie poczuła się osaczona.
    - Powiedzieć o czym? – zapytał, jeszcze nie przeczuwając. W tej chwili wyglądał jak zwykły człowiek, zatroskany o kogoś, kogo, jak mu się wydawało, zdążył trochę poznać. Nie zdawał sobie nawet sprawy, jak bardzo przypominał mundies, tych, którzy tak imponowali mu swoją realnością, a od których, jak sądził, odróżniało go wszystko.
    Patrzył, jak z jej dłoni wypada jakiś drobny przedmiot. Naszyjnik? Nie, amulet. Z muszelek. Podniósł go i obrócił w palcach, jak dawniej, kiedy czymś się denerwował. Z niczym nie pomyliłby tej gładki, chłodnej powierzchni. Zgubił go. Zgubił, a kiedy się zorientował, było już za późno. Doskonale wiedział, że nie zdoła wrócić do tamtego mieszkania.
    Spojrzał na nią, już rozumiejąc. Ukrył twarz w dłoniach. Amulet wyślizgnął mu się z dłoni, z cichym stukiem opadając powrotem na blat.
    Była tam. Nie wiedział, jak to możliwe. Weszła zaraz po tym, jak opuścił budynek? Czy…
    Nie był w stanie rozsądnie myśleć. Owładnął nim strach, nie tyle o to, że spawa się wydała i prawdopodobnie resztę życia spędzi wyglądając przez kraty, ile że skoro ona, właśnie ona, jedna z nielicznych osób, dzięki którym nie był w tym mieście zupełnie sam, pozna prawdę, nic już nie będzie takie samo.
    Planując morderstwo, upatrywał w nim nadziei na lepsze jutro. Alternatywy od wiecznej ucieczki. Właściwie, zanim to się ostatecznie stało, nawet nie określał tego mianem zabójstwa. Był przekonany, że postępuje słusznie. Że w życiu, jak w bajce, czasami trzeba stoczyć ostateczną walkę z wrogiem, by zyskać spokój. Tylko… dopiero po fakcie, dopiero stojąc w mieszkaniu Kruza, które w jednej chwili stało się tak przerażająco puste, zrozumiał, że coś jest nie tak.
    A teraz ona się od niego odwróci. Będzie się go bała? Ucieknie? Zachowa się jak każdy normalny człowiek.
    - Lucy. Tylko daj mi powiedzieć. Nie bój się, bo to nie tak… Nie tak jak myślisz. – Spojrzał na nią, ostrożnie. – Ja byłem w tamtym mieszkaniu. Byłem, ale wcześniej. Załatwiłem interes z Kruzem – mówiąc, stopniowo nabierał pewności siebie – i wyszedłem, a wtedy ktoś inny musiał… Ja tego nie zrobiłem, Lucy. To nie ja.

    OdpowiedzUsuń
  71. [Nie ma to jak pisanie z paro miesięcznym opóźnieniem. Ale jestem, uaktywniam się i zamierzam się poprawić. Daj znać czy nie za dużo rozwlekania i początek pasuje. Po prostu ciężko mi było oddać odmienny sposób myślenia Cthulhu bez zbytniego wdawania się w opisy. Mam nadzieję, że jest jako tako z sensem.]

    Od pierwszej chwili w Fabletown, absolutnie nie potrafił dostosować się do tej jednej, najbardziej uciążliwej rzeczy – czasu. Tak dawno przestał odmierzać czas wiekami oraz mileniami. Teraz jednak to maleńkie i nic nie znaczące miejsce zmuszało go by znów zwracać uwagę na czas. Najdotkliwiej odczuwał tego skutki podczas snów. Nie mógł już swobodnie dryfować we śnie pośród umysłów innych, gdyż ułamek sekundy w tym stanie okazywał się ziemskimi tygodniami. Od początku uważał jednak tą niedogodną sytuację, za przejściową i niewiele znaczącą. Miał nadzieję, że już niedługo będzie w stanie zakończyć ten absurdalny żart i w spokoju wrócić do swego domostwa na dnie Pacyfiku. Niestety w tym celu potrzebował wsparcia, najlepiej ze strony wiernego sługi – Dagona. Najpierw jednak musiał odwrócić działanie plugawego rytuału, który śmiał odprawić Davy Jones. Cthulhu już jakiś czas temu obiecał sobie, że ten nędzny człowiek zapłaci za zniewagę jakiej dopuścił się zniewalając i bezczelnie korzystając z mocy tak wspaniałej istoty jaką był Dagon. Nie zamierzał działać osobiście – od całej roboty miał swoich wyznawców, którzy na jedno skinienie gotowi byli zrobić absolutnie wszystko. To im powierzył poczynić wszystkie przygotowania przed nadejściem wyznaczonego czasu, co było o tyle wygodne, że nie musiał również przejmować się problemem czasu. Potrzebował jednak jeszcze czegoś. Czegoś wyjątkowego, czego nie zdobędzie łatwo ani żaden z wyznawców, ani pierwsze lepsze morskie stworzenie. Znał jednak doskonale kogoś, kto mógłby mu w tym pomóc. Lorelei. Od razu odnalazł jej umysł pośród umysłów innych mieszkańców Fabletown. Zazwyczaj umysły istot niższych, takich jak ludzie, nie potrafiły znieść nawet komunikacji poprzez sny. Nie wspominając już o wizjach na jawie. Istoty z głębin były inne. Wyjątkowe. W pewnym sensie wszystkie były jego odległymi potomkami, więc nic dziwnego, że z taką łatwością zdolne były do dzielenia z nim myśli, wspomnień, czy snów. Gdy tylko znalazł się wśród jej myśli ukazał jej budynek świątyni, w którym powinna go szukać. Nie potrzebował nawet objawiać swojej postaci. Miał pewność, że od początku i tak będzie wiedziała kto do niej mówi. Już wcześniej, kiedy jeszcze spał spokojnie w swoim podwodnym mieście, dzielił z nią sny. Widział jej wspomnienia, pamiętał jej złamane serce i dręczące ją koszmary. W zamian pozwalał jej oglądać niektóre ze swoich snów – te z czasów nim przybył na Ziemię, i o cudownościach jakie kryło w sobie podwodne miasto R'leyh. Śmiało mógł powiedzieć, że doskonale się znali. Chodź do mnie Lorelei. To było wszystko co chciał jej przekazać. Wiedział, że zrozumie i lada chwila tu przyjdzie. Całą resztę zdecydował się przekazać jej osobiście. Skoro już i tak tu przebywał, chciał zobaczyć własnymi oczami swoich odległych potomków. Do tej pory udało mu się osobiście ujrzeć kilka morskich stworzeń, wśród nich nie było jednak żadnej nimfy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W głębi duszy był dumny z różnorodności życia od jakiego roiło się morze. Nie miał pojęcia ile czasu minęło, wszystko tutaj wydawało mu się ledwie mgnieniem, najmniejszym ułamkiem sekundy. Przyszła. Jeden z wyznawców grzecznie wprowadził ją do głównego pomieszczenia świątyni, urządzonym na wzór komnaty z R'leyh. Cthulhu lubił tu przebywać ponieważ półmrok, naścienne wodospady i delikatnie pobłyskujące symbole, otaczające symboliczny tron, dawały mu namiastkę spokojnej atmosfery podwodnego miasta. Z zaciekawieniem przyjrzał się Lorelei. Nie przypominała mu morskich potworów, a jednak pomimo iż wyglądała jak nędzny i słaby człowiek, kryła w sobie wszystko co najpiękniejsze u dzieci głębin – moc i potęgę. Uśmiechnął się i skinął na nią by podeszła.

      Quinn

      Usuń
  72. [Nie nie, kombinujmy z Mushu. Mam ochotę trochę pokręcić tą "małą" pierdołą.
    Swoją drogą przepraszam za brak odpowiedzi, ale ostatnio nie miałam kompletnie czasu na odpisywanie. ]

    Jack, a raczej Mushu - smok, nie jaszczurka.

    OdpowiedzUsuń
  73. [AAA!!! :D Karta już będzie się tworzyć.
    W takim razie, czy mogę zapytać o wątek? :] Z Alice, a może z Jackiem?]

    Jack Jones

    OdpowiedzUsuń
  74. [To ja sobie z Mushu poczekam na nową postać. <3 Jak coś zawsze wrócimy do myślenia nad wątkiem z Lucy. ]
    Mushu

    OdpowiedzUsuń
  75. Po zamknięciu basenu, jak robiła często, pozostała wciąż w środku. Dzisiaj jednak nie zamierzała korzystać z bezpiecznej przestrzeni do pływania w swojej naturalnej postaci. Już wcześniej umówiła się z Lorelei, że spotkają się właśnie tutaj. Miejsce wydawało się jej do tego idealne, żadnych świadków, cisza i spokój. Miały trochę do obgadania, zwłaszcza teraz, kiedy dostała od sekretarki burmistrza wezwanie do stawienia się na rozmowę. Nie to ją niepokoiło, bowiem list taki dotarł lub dotrze w niedalekim czasie do każdego mieszkańca dzielnicy. Martwiła się jednak, że być może ktoś coś widział, a wtedy ich sytuacja nie przedstawiała się już tak kolorowo.
    Zerknęła na zegarek, który wskazywał za pięć dwunasta w nocy. Umówione były na równą północ, co dawało jej sporo wolnego czasu, bowiem pływalnię zamykali o dziesiątej. Wykorzystała ten czas na porządkowanie swojego biurka, bowiem kiedyś musiała się za to zabrać, a skoro miała dwie godziny... Dopiero teraz, od kilkunastu minut, siedziała na brzegu basenu i moczyła sobie w nim nogi. I myślała. Spotkanie z siostrą, zaraz po tym jak przybyła do tego miejsca, bardzo ją ucieszyło ale również wywołało wyrzuty sumienia. Nie rozstały się w zgodzie, a to wszystko z jej winy. Dobrze wiedziała, że miała rację, mimo to żałowała tych wielu samotnie spędzonych lat. Zamachała stopami po raz ostatni, po czym podniosła się, zebrała spodnie oraz buty i ruszyła w stronę zaplecza budynku, gdzie lada chwila miała pojawić się Lorelei.
    Miała nadzieję, że uda się im wszystko szybko załatwić i będą mogły po tym wyjść gdzieś razem, w końcu noc jeszcze młoda a one musiały nadrobić setki lat. A poza tym, wciąż nie powiedziała jej pewnej rzeczy, którą, jako jej siostra, powinna wiedzieć. Bała się jednak jej reakcji na wieść o tym co chciała jej przekazać. Pomimo tego drobnego szczegółu spędziły już niejedną noc na opowiadaniu sobie co wydarzyło się od ich rozstania, przez co Nixe czuła się jeszcze gorzej z tym, że pomimo wszystkiego co przeżyła Lorelei nie potrafi zrozumieć i zaakceptować jej decyzji.
    Czekała zaledwie chwilę, gdy nagle tylne drzwi się otworzyły i do środka, wraz z podmuchem zimnego powietrza, weszła Lorelei. Uśmiechnęła się do niej lekko, i szybko wciągnęła spodnie na tyłek, co powinna zrobić wcześniej ale nie przewidziała, że wraz z nimfą przyjdzie zimno.
    - Dobrze że jesteś - powiedziała, równocześnie podchodząc do drzwi i zamykając je na klucz żeby być pewnym, że nikt im nie przeszkodzi.

    [Przepraszam za to wyżej, ale miałam przestój i no. Chaotycznie jest.]

    Nadine

    OdpowiedzUsuń
  76. [Dostałam drobnego zawału, gdy się zorientowałam, że w FT nie ma monopolowego! : D Cześć! Dzięki za powitanie i za miłe słowa, a sama pochwalę dobór wizerunku i gifów oraz całą treść. Lucy jest super i pewnie John często zawiesza na niej swój wzrok, kiedy wpada na obiady do Bella Notte (a że robi to często, bo nie ma piekarnika...). Kurde, ja niedawno odkryłam, że David jest hot, a że idealnie pasuje do Evereca, to nie mogłam się powstrzymać. ; D]

    J. E.

    OdpowiedzUsuń
  77. [ Wybacz znów, że tyle musiałaś czekać >,< ]

    Gruby sznur zwisał z żyrandola i przykuwał wzrok. Huck stał na stoliku i wpatrywał się jak zahipnotyzowany pętle, którą sam przygotował. Wizja skończenia z tym wszystkim wydawała mu się nader pozytywna, ale mimo to się bał. Każda próba samobójcza niosła ze sobą strach. Wszak śmierć była tym, przed czym tak długi czas uciekał. Mimo to był pewny swego.
    Nie miał już na co czekać, z czym zwlekać. Powinien to zrobić, skończyć ze sobą tu i teraz. Skoro nawet ją spotkał. Skoro jego serce znów krwawiło. Nie podejrzewał, ż jeszcze coś może go zranić, ale jej się udało. Tajemnice, tajemnice… Dlaczego mu nie powiedziała? Dlaczego, dlaczego, dlaczego. Tyle pytań na które odpowiedzi nie miał już poznać. Najprawdopodobniej sama Lucy… Znaczy Lorelei… by mu na nie odpowiedziała. Zastanawiał się, czy sama zna odpowiedź na to pytanie.
    Nie mógł jednak ukryć nawet przed samym sobą, że nadal ją kocha. Próbował wyrzec się tego uczucia, próbował pokochać na nowo. Nie potrafił. Serce było tym jedynym jego organem nad którym nie panował. Mógł mordować, zdradzać, oszukiwać, patrzeć na rozlew krwi niewinnych, ale nie potrafił przestać myśleć o jednej, konkretnej kobiecie. Jakby go przeklęła.
    - Pora to zakończyć. Kochany Jolly Rogerze – odezwał się do sznura – odejdziemy z tego świata razem.
    Z tymi słowami na ustach założył sobie sznur na szyję i westchnął głęboko. Wystarczył krok do przodu. Jeden, maleńki krok.
    Usłyszał tajemnicze dźwięki z zewnątrz. Powinien się pośpieszyć, bo jeszcze znowu ktoś udaremni mu jego plany.
    Zrobił ten mały krok. Musiał.
    Z miłości do niej.

    Huck

    OdpowiedzUsuń
  78. [Dziękuję. Tyle miłości. <3
    Domyślam się. Uwielbiam Furlonga, chłopak stworzył naprawdę kultowe postacie. Zwłaszcza jego John Connor i Danny Vinyard są po prostu niesamowici.
    Dziękuję, będę udawać, że karta jest tak napisana celowo, a nie dlatego że kompletnie nie umiem pisać charakterystyk. xD
    Zatem jestem. Co do powiązań to szukam dla niego jakiegoś dobrego przyjaciela/przyjaciółki, najlepiej też jakiegoś morskiego stwora. Widzę, że Lucy też jest bardzo źle w Fabletown, więc mogliby się idealnie dogadać. Szukam mu też współlokatora/współlokatorki. No i oczywiście osoby, którą jako pierwszą zobaczył po przybyciu do Fabletown i teraz się za tą osobę da wręcz pokroić. A tak poza poszukiwaniami to chodzi mi też po głowie pomysł na taką dość zabawną relację, w której Walter by się mógł skrycie podkochiwać w Lucy. W końcu to jeszcze praktycznie dzieciak, a ona jest taka piękna, cudowna, zawsze dla niego miła i go świetnie rozumie. Można też dać im powiązanie jeszcze ze świata baśni, kiedy Lucy szukała pomocy w odnalezieniu ukochanego. A Ty co myślisz?]

    Walter

    OdpowiedzUsuń
  79. [Kundelku, nigdzie mi się nie spieszy. <3]

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  80. [Tak! Harley najlepszą postacią z DC. A z Jokerem wymiatają.]

    Alice

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S Alice bardzo mi się kojarzy z Harley, chyba dlatego daje Quinn do kart związanych z Ali. :-]

      Usuń
  81. [Oj uwierz, że ma... xD Nawet jedną zbrodnie popełniła, a piesek jej pomógł. Zresztą, coś będzie na Fable ode mnie w tej kwestii.]

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  82. [O, no dobrze, to w takim razie poczekam na drugą postać, chyba że nie przeszkadza Ci mój sztampowy pomysł na wątek. : D]

    John Everec

    OdpowiedzUsuń
  83. [ Hahah, dziękuję. :3 Faktycznie, wątku żadnego razem nie pisałyśmy, a szkoda. Z przyjemnością poczekam na Twoją drugą postać. :3 ]

    Scarlet

    OdpowiedzUsuń
  84. [Cieszę się, że Anastasia przypadła do gustu autorom. Bałam się, że w karcie nie oddam tego jak chciałabym ją zaprezentować. Ale zawsze ratuje mnie to, że mogę ją rozwinąć w wątkach! :P]

    Anastasia Russel

    OdpowiedzUsuń
  85. [ ^__^ Też kocham nasz wątek <3
    W sumie taka imprezka byłaby fajowa XD Wgl uważam, że powinniśmy kiedyś ogarnąć taki wspólny wątek dla naszej czwórki <3 Wracając jednak do naszych kochanych… Teoretycznie wcześniej mówiłyśmy o wspólnym wyjeździe, do którego Lucy by go zmusiła X3 W tym czasie ich relacje mogłyby się trochę poprawić. Ale Haka łatwo z deprechy nie wyciągnie ^^
    Aaaa… Smęty, smęty, smęty XD Kocham pisać Haczkowe smęty XD]

    Miał nadzieję, że będzie już po wszystkim. Że tym razem wszystko pójdzie po jego myśli, a wszystkie zmartwienia znikną. Tak jak i wszelakie inne myśli. Pustka, nicość, brak jakichkolwiek bodźców, śmierć. Widać jednak nic nie może być takie proste, a życie uznało, że jeszcze niedostatecznie go wymęczyło. Delikatne ręce najpierw kombinowały przy sznurze na jego szyi, potem przestały muskać przypadkiem jego kark. Potem wszystko zelżało, sznur opadł z żyrandola, jemu momentalnie wrócił wstrzymany oddech. Ledwie sięgnął dłonią do szyi ze zdumieniem, a już leżał na podłodze. Syknął cicho i skupił swój wzrok na kobiecej sylwetce.
    Lucy. Była tu, tuż obok, właśnie uratowała mu życie. Jakoś go znalazła, choć nie wspominał gdzie mieszka. Przybyła w odpowiednim momencie, a raczej nie odpowiednim. W tym wszystkim nie chodziło przecież o to, by ją skrzywdzić. Ale przecież wszystkim byłoby łatwiej bez jego osoby. Tycho niszczył wszystko, czego się dotknął.
    Ledwie poczuł wymierzony mu policzek, ledwie zarejestrował fakt, że błękitnooka rzuciła mu się na szyję i zaczęła płakać jak małe dziecko. Próbował zrozumieć dlaczego znów się nie udało, co tak uparcie trzymało go przy życiu. Jego, wielkiego kapitana bez statku, który w tycz czasach był tylko reliktem przeszłości.
    Nic mu nie robiły rzucane w jego stronę obelgi. Wpatrywał się tępym wzrokiem w lustro. Widział w nim dwa wraki na pozór ludzkich stworzeń. Zmęczoną parę, mężczyznę, który był wielką ciapą i nie potrafił poradzić sobie w pojedynkę oraz kobietą, która na siłę trzymała go przy życiu, sprawiając, że na powrót zalała go fala ciepłych uczuć i pozytywnych wspomnień.
    Ledwie kojarząc fakty przygarnął Lucy do siebie i oparł podbródek na jej ramieniu. Jej włosy cudownie pachniały. Brakowało mu tego. Tej bliskości, która wyzwalała w jego ciele szereg niekontrolowanych reakcji, wprawiając go w stan błogości.
    - Przepraszam – wybełkotał – To było samolubne…
    Trwali tak dłuższą chwilę, przytuleni do siebie na podłodze w ciemnym pokoju. U ich stóp leżał gruby sznur…
    - Masz prawo mnie nienawidzić, sam się nienawidzę… Jestem idiotą, jestem cholernym tchórzem Lucy… I tak… Oszalałem, oszalałem z samotności… Nie radzę sobie z tym… Z niczym już sobie nie radzę – mamrotał, patrząc ciągle w to samo lustro.
    Jego ręka ześlizgnęła się wreszcie z pleców Lucy, a on sam jakby oklapł. Zabrakło mu sił na cokolwiek. Czekał już tylko na kolejną serię wyrzutów, słusznych zresztą, które miały paść z ust Lucy. Tylko że… Nie żałował. Nadal pragnął swojej śmierci. Bo co to zmieniało? Ich relacje miały już przecież nigdy nie wrócić na właściwy tor. Bo niby jak? W ich pamięci na zawsze pozostanie wielki cierń, zranione serca. Ich historia nigdy nie nadawała się na wielki romans. Błędy, same błędy. Tym była ich historia. Błędem.
    - Davy też mnie raz uratował… - powiedział bezbarwnym głosem – Długo rozmawialiśmy, próbowaliśmy się pogodzić… Chciałem tego. Miałem nadzieję, że… Że znów będziemy braćmi. A potem znów zniknął z mojego życia. Choć błagałem go by został, przecież powinien się spodziewać, że jeśli nie wróci to ja znów się poddam…

    Huck

    OdpowiedzUsuń
  86. [Ja tam myślę, że w sumie jakby co, to Cthulhu (ponieważ Nadine została wierną wyznawczynią) by je z tego wyciągnął :D Aczkolwiek możemy pójść nad wodę, gdzie czeka nas super zabawa, bo właśnie znaleźli tam jakiś trop, więc zacznie się jazda z glinami! :D]

    Wiedziała, że trzeba się tym zająć, jednak tej nocy za dobrze się bawiła, żeby teraz żałować. A że Halloween było już dwa tygodnie temu, powoli znowu zaczęła odczuwać głód. W jednym się różniły, i jeśli chodziło o ich naturę, to Lorelei została lepiej potraktowana. Nadine jednak nigdy nie narzekała, a z czasem zaczęła traktować posiłki jak dobrą zabawę. I tak było ciągle, dlatego myśl o ewentualnych konsekwencjach, które zdecydowanie się pojawią, z jednej strony ją martwiła, za to z drugiej schowała ją w najdalszą część swoich myśli, i nie pozwalała żeby wypłynęła na wierzch.
    - Właśnie szukamy instruktora, jeśli chcesz mogę cię polecić, właściciel na pewno się zgodzi... W sumie już nie raz chciał namówić mnie na zmianę stanowiska, ale wiesz że to za duże ryzyko i w końcu po tylu godzinach w wodzie nie dałabym rady już dłużej się maskować - Lucy, skarbie... - skrzywiła się nieco, bowiem przybrane imię siostry wciąż przypominało jej o czasie, gdy nimfa zaczęła go używać i o wszystkich okolicznościach. - Musimy się tym zająć, to pewne. Sądzę jednak, że nie mają żadnych podstaw, żeby nas o cokolwiek oskarżyć. Słyszałam też, że burmistrz znalazł już kogoś odpowiedzialnego za wypadek jednego z ludzi, ale nic z tym nie zrobił, po prostu po poznaniu okoliczności lepiej wiedział jak to zatuszować.
    Miała wielką nadzieję, że plotki były prawdziwe, i że faktycznie ze strony ''ich'' władzy nic im nie groziło. Zawsze jednak, niestety, była cała reszta świata, ludzie którzy ich nie rozumieli i bali się, a każdy objaw inności odbierali jako coś nie z tej ziemi. Biedni, upośledzeni malutcy, gdyby tylko wiedzieli...
    - Poza tym, chciałabym ci powiedzieć o czymś jeszcze, i mam nadzieję, że nie dowiedziałaś się o tym od kogoś innego, bo naprawdę nie mogłam zrobić tego wcześniej, nie wtedy gdy dopiero odnalazłyśmy się i pogodziły - dodała, a z wieszaka zabrała kurtkę i zaczęła ją wkładać. Bowiem jedno było pewne - musiały udać się jeszcze raz na plażę.

    Nadine

    OdpowiedzUsuń
  87. [Uuu, no dobrze, to jeśli wolisz poczekać, to nie ma problemu. (; Ja też niedługo przybędę z drugą postacią, więc może z obiema uda nam się coś stworzyć. : D Tak! Byłam na Marvelu: miałam Xander'a (człowieka-Ducha) i Freyę (siostrę Thora i Lokiego). Pamiętasz bardzo dobrze i ja Twoją postać również kojarzę. <;]

    JOHN

    OdpowiedzUsuń
  88. [Miłość do kokainy raczej. ;)
    W sumie to z tą pierwszą osobą widzianą w Fabletown to kombinuję już z Elisabeth, bo jej postać jako osoba niezwiązana z morzem nie wie, że może rozkazywać krakenowi, więc wątek w tym wypadku będzie bardziej poplątany.
    Aczkolwiek cały pomysł z chęcią ochrony Lucy mi idealnie pasuje. Może właśnie przez swoje małe zauroczenie próbowałby jej za wszelką cenę pomóc, czasem robiąc więcej szkody niż pożytku? Będzie i trochę zabawnie i jednocześnie sporo ciekawej akcji się jakoś wplącze, więc możemy iść w tym kierunku. :)]

    Walter

    OdpowiedzUsuń
  89. [W takim razie ponownie dziękuję bardzo i mam nadzieję, że sobie z dwiema postaciami poradzę. :)
    Hmm, możemy spróbować pomyśleć nad wątkiem z Avą? Obie z Lucy znajdują się w dość podobnej sytuacji... No i przyznaję, że w tej chwili mam trochę większą wenę na nią.
    Albo po prostu zobaczymy, do którego wątku nam wyjdą ciekawsze pomysły.]

    Ava

    OdpowiedzUsuń
  90. [Dziękuję za (drugie już) powitanie! Bardzo dziękuję za miłe słowa – fakt, Gal jest piękna – i za wszelkie inne pochwały (nie sądziłam, że komuś moje pseudo-mundie przypadnie do gustu. ; D Co prawda, Lytta akurat rozdwojenia jaźni nie ma – nie porywałabym się z motyką na słońce, zwyczajnie nie potrafiąc ogarnąć tyle rzeczy, ale chapeau bas , jeśli Ci się udało – zwyczajną amnezję. (: Hm, w kwestii samego wątku: obstawiałabym jednak przy Johnie na początek (chyba łatwiej przychodzą mi jednak damsko-męskie relacje), no chyba że nadal mam czekać. : D Oooch! Jak mi miło – dziękuję! <3 Xander był przede wszystkim super gorący (no kurde, Cavill…) i bardzo się cieszę, że go pamiętasz i to jeszcze tak dobrze. Owszem, coś próbowałyśmy, ale chyba mnie trochę przytłoczyły studia, a blog zaczął się (znowu niestety) chylić ku upadkowi. :c Dobrze pamiętam, że to była SeaSick? Btw.: nie odpala się u Ciebie zdjęcie Lucy. :<]

    Lytta NAPIER & John EVEREC

    OdpowiedzUsuń
  91. [Gadulca nie mam, ale w razie czego zapraszam na gmaila - czy to normalnie czy na czat. :)
    To streszczę Ci to co mam na chwilę obecną ustalone ze Skipper i innymi. Ava w Fabletown jest dopiero od 31 października, a przywołał ją sam Dagon - ma to być w notce Skipper i Cthulhu, więc się tak wpasowałam. Chwilowo jeszcze się niczym nie zajmuje, bo nadal stara się przyzwyczaić do życia w Fabletown i trochę ciężko jej to idzie, bo w przeciwieństwie do Davyego, ona praktycznie całe swoje życie stroniła od ludzi i lądów. W przyszłości pewnie dam jej jakąś pracę i tak dalej. Z Cthulhu mam ustalony wątek, że Ava ma mu pomóc w jego planach. W praktyce Ava nie chce się bawić w rytuały i kolejne klątwy, więc stara się trochę namieszać po swojemu. Z Dagonem kwestia jest taka - Skipper mówi, że Davy i Dagon to jak Rumpel i Mroczny z Once, więc niby są jedną osobą, ale wewnętrzny konflikt jest. Jeszcze dokładnie wszystkiego nie mamy ustalonego, ale jeśli chodzi o relację Avy i Davyego to z jednej strony jest olbrzymia wzajemna niechęć, z drugiej podświadomie są od siebie uzależnieni - tutaj się wzorowaliśmy na mitologii Cthulhu, w której Dagon i Hydra razem tworzyli taki duet, który idealnie się uzupełniał pod każdym względem i do pewnych mocy czy zdolności dostęp mieli tylko razem. No i ostatnia kwestia taka mocno dzieląca Davyego i Avę jest to, że Davy podchodzi dość lekkomyślnie i chaotycznie do swoich mocy - bawi się nimi, angażuje się w magię w Fabletown i nadużywa niektórych zdolności, choćby wpływu jaki wywiera na morskie stworzenia, co nawet widać na przykładzie biednej Lucy, która przy nim zgłupiała. :) Ava jest temu bardzo przeciwna, bo ona wierzy, że nie są wcale jakimiś super władcami mórz, tylko opiekunami i zamiast bawić się mocami powinni dbać o swoje dzieci i o spokój. Nie wiem czy wszystko w miarę jasno opisałam i czegoś nie pominęłam, więc jakby co daj znać i zasypuj pytaniami. xD
    No i w razie czego Ava chętnie Lucy pomoże z jej problemami sercowymi. ;)]

    Ava

    OdpowiedzUsuń
  92. [Łał, miło mi to czytać :) Ni spodziewałam się, że moje komentarze mogą się komuś tak podobać. I wiesz co? Wcale nie piszesz miernot. Serio. Jest dobrze!
    Bardzo podoba mi się twój pomysł na dalszą akcję. Em… wspominałam już, że lubię komplikować postaciom życie? :D]

    Wie o wszystkim.
    Dymitr próbował zachować twarz, nie dać po sobie poznać strachu. Ten nowy, nieprzyjazny świat nauczył go jednego: nie ma decyzji pozbawionej skutków. Człowiek jest odpowiedzialny za to, co zrobił, nieważne: chciał tego, czy nie. Problem polegał na tym, że zrozumiał to zbyt późno, a teraz…
    … teraz z każdą chwilą bardziej uświadamiał sobie, ile położył na szali. Tu nie chodziło wyłącznie o życie, ale i o to, jakie ono miało być.
    Patrzył jej w oczy. Potem słuchał. Bez słowa, bo co mógł powiedzieć? Że nie miał wyboru? Podobno zawsze jest jakiś wybór.
    - Wiedziałaś, że to ja i mimo to przyszłaś? – nie wytrzymał. – Po co?
    Zaskoczył go ten uśmiech, tak słaby, że ledwie widoczny, ale jednak zmieniający wyraz jej twarzy. Westchnął.
    „Dlaczego to zrobiłeś?”.
    Nie spodziewał się tego pytania.
    - Miałem długi. Jak ty – odparł, patrząc przed siebie wzrokiem pozbawionym wyrazu, obojętnym, wręcz chłodnym. – Zacząłem się zapożyczać pięć lat temu. Nie miałem grosza przy duszy, sypiałem na dworcu i parzyłem na odjeżdżające pociągi. – Dziwnie się czuł, opowiadając to komuś. - Chciałem znaleźć pracę, ale bez wykształcenia byłem nikim. Akcent nie pomagał, mimo że mówiłem po angielsku. Nawet w tym waszym Fabletown – w jego głosie dało się wyczuć starą urazę – nie da się nic zrobić bez znajomości. Jedyne, co się dla mnie wtedy liczyło, to odnaleźć narzeczoną – jego głos przycichł, ton nabrał nostalgicznej nuty. – Kredytu też nie mogłem wziąć… i jakoś wtedy znalazł mnie jeden z nich. Zgodziłem się na warunki, a potem… Chyba niekoniecznie chcesz znać szczegóły. – Posłał jej zmęczony uśmiech. Przez chwilę milczał. Wahał się. Nie powiedział jej wszystkiego. Nie był pewien, czy potrafi być z kimś wystarczająco szczery. Obrócił w palcach amulet z muszelek. Ich delikatna powierzchnia, naznaczona drobnymi bruzdami, uspokajała go.
    - Ale nie chodziło o długi. – Jego głos zabrzmiał dziwnie odlegle, jakby słowa te wypowiadał za niego ktoś inny. – To znaczy… nie tylko o nie. Chciałem sam zadecydować o własnym losie. – „Nie uciekać”, dopowiedział w myślach. – Jak ci prawdziwi, ci główni bohaterowie.
    Patrzył, jak grzeje dłonie. Odgarnął włosy z czoła.
    - Mam wino, ale nie wiem, czy dobre. Raczej staram się nie pić. – Wyszedł na chwilę, by w kredensie usuniętym w mrok sąsiedniego pomieszczenia wyszukać owiniętą papierem butelkę. Postawił ją na stole. Wygrzebał z szafki dwa kieliszki i dla pewności, że nie osadziła się na nich ani odrobina kurzu, opłukał je wodą. Otworzył butelkę. Po pokoju rozlał się ciepły aromat. – Rocznik… - zerknął na etykietę - ... 68’, zadowoli panią? – Z szarmanckim, nonszalanckim uśmiechem podał jej kieliszek, do połowy wypełniony czerwonym płynem. Było coś absurdalnego w tej sytuacji, w tym, że póki na nią patrzył, nie miał żadnych skojarzeń. To była tylko chwila, krótki moment, po którym jakby z powrotem opadł z sił.

    OdpowiedzUsuń
  93. [Nowa buźka Lucy jest prześliczna. :)
    Cóż jak Ci już pisałam - sama nie wyrabiam z drugą postacią, więc niestety chwilowo zawiesiłam Gromusia. Może wrócę z nim po świętach jak będzie więcej luzu. Coś nie mamy szczęścia do wątków, więc do trzech razy sztuka - chodź kminimy jakąś ciekawą sprawę dla Lucy i Davyego. :)]

    - Twoja kochająca siostrzyczka :)

    OdpowiedzUsuń
  94. [MARGAROT. Harley. Kocham wizerunek nowy Lucy. <3
    Jak chcesz, bo mi obojętnie z kim chciałbyś wątek. :D Może z kim bardziej Ci pasuje. ;)]

    Jack & Alice

    OdpowiedzUsuń
  95. [Też tak czasem mam. Jestem jednak tylko an jednym blogu i mam parę wątków indywidualnych, więc liczę, że jakoś sobie z dwiema postaciami poradzę. : D Tak, Xander zmieniał się w ducha, ale nie był mutantem z urodzenia – wybuch w Czarnobylu go tak urządził. O! Nie wiedziałam, że miałaś, aż tyle postaci – ja niestety kojarzę tylko SeaSick w Twoich wykonaniu, która chyba miała pomóc Zubariewowi skontaktować się ze zmarłą żoną. : D Fakt, szkoda, że Marvele zawsze tak szybko upadają – chyba to kwestia tego zrywu po kolejnym filmie i szybkiego upadku zapału… :c

    W kwestii wątku zaś: historyczny brzmi super! <3 Ale, ale: jest problem – nie założyłam konkretnej daty urodzenia Jurko, ale myślę, że jest to XIV/XV wiek maks. Myślałam nad powstaniem Chmielnickiego (pełna kurwa, ogień i mecz, te sprawy), ale za dużo pro-kozaków w jednym czasie. : D Jeszcze więc nie zdecydowałam, bo mam też opcję w ogóle oderwano od rzeczywistości: że „życia” mojego kochanego atamana dzieje się w Królestwach Północy z sagi Sapkowskiego… Chociaż byłoby to takie super. :c Chociaż… no teoretycznie Everec jest nieśmiertelny i o ile on raczej nie opuściłby swojej ojczystej ziemi, tak może Lorelei trafiłaby (połączeniem rzeczno-morskim, lol) do jego domu, który został wystawiony na sprzedaż. Nie wiem. :c Może coś powiążemy ze skarbem Nibelungów. Ależ mnie zajarłaś tym pomysłem, a mamy trochę patowa sytuację. :<

    P.S. Śliczne nowe zdjęcie!]

    L. NAPIER & zachwycony J. EVEREC

    OdpowiedzUsuń
  96. [Nie tylko patologia, ale i też komiksowo. xD
    Jasne! Najwyżej pieska możemy też jakoś w to powiązać. :D W końcu coś łączy ich z Alą...]

    Alice & Jack

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S Kiedyś zrobiłem z Margot to: http://maasza-na.tumblr.com/post/133260495437/m-a-r-g-o-t-r-o-b-b-i-e-texture

      Ah! Pomyślałem, to Ci wyślę. :D

      Usuń
  97. [Jeszcze raz dzięki! <3 Ja w ogóle mam wrażenie, że jeśli ktoś decyduje się na bloga w tematyce Marvela (albo DC) to – tak jak mówisz – powinno być to okrojone. Fakt jednak, że ludzie ni mogli znaleźć powiązań mógł wynikać, albo z braku ich wyobraźni, albo zbyt „napiętej” administracji, która prowadziła grę – nie wiem, to tylko moje przypuszczenia. : D

    Tak, powstanie Chmielnickiego to XVII wiek, więc trochę za późno, jak na Johna. ;c

    No właśnie jakoś mi Jurko pasuje na Dzikie Pola osadzone w spustoszonym wojną Velen… ; D A wkręcenie jego brata – jesteś geniuszem! – jest świetnym pomysłem. Bardzo chętnie wrzucę Aleksandra, jako niespełnioną miłość Lorelei, która oczywiście porwała swoją ukochaną. Dziewczyna – gdyby ogarniała – mogłaby nawet nie wiedzieć, że młodszy Everec zmarł przez tego starszego, więc John może niekoniecznie będzie chciał cokolwiek jej opowiadać, ale raczej w jakiś dziwny sposób wynagrodzić. Na dodatek – nie robić tego z powodu wyrzutów sumienia, bo tych ani serca nie posiada, ale zwyczajnie ma w głowie głosik Iris i wszystko mu podpowiada, że że żona by tego chciała. : D Także ja jestem oczarowana!]

    J. E.

    OdpowiedzUsuń
  98. [Dziękuję bardzo i też mam nadzieję, że jakoś ciekawie się tutaj wpasuję. :)
    Na wątek, zwłaszcza mroczny, wpadnę z olbrzymią chęcią. W ogóle to dla mnie najlepszy komplement, że mimo dużej ilości wątków masz chęć jeszcze na jakiś z Victorem. ;) Szalenie mi miło!
    W takim razie masz już jakieś pomysły, czy wolisz burzę mózgów? ;)]

    Victor

    OdpowiedzUsuń
  99. [No to jeszcze raz dziękuję bardzo i już się nie mogę doczekać co fajnego wymyślimy. :)
    Moje gg jakby co: 56786033 ]

    Victor

    OdpowiedzUsuń
  100. [Szalona – widzę, że już masz cały plan na bloga. : D Znaczy dla mnie najlepiej byłoby – i chyba najprościej, bo nigdy nie czytałam wszystkich komiksów – podzielić na X-Menów i na Avengersów. Jeśli chciałoby się połączyć, to wybrać odpowiedni czas i miejsce, żeby ograniczyć, a nie wybierać jakąś postać, która 5 minut nosiła X na koszulce, albo uścisnęła dłoń Fury’emu na Ziemi 5000 w 1932 roku. Wtedy już byłaby ograniczona pula postaci, a i wojna. : D „Grę” – taki synonim do zabawy na blogach, bo dla niektórych do takie rpgi. : D
    I już tłumaczę: myślałam o tym, że Jurko zawsze był tym lepszym (co w ostatecznym rozrachunku okazało się być kompletną bujdą), bo straszy, a więc silniejszy, szybszy, mógł wybierać, lepiej tańczył, nauczył się szybko czytać. Aleksander zaś miał być długi czas jego cieniem – kochał brata ponad wszystko (oboje się zresztą kochali, ale finalnie straszy musiał wybrać między ukochaną, a bratem, co było… beznadziejne, no ale podjął decyzję o śmierci Aleksa), był dla niego autorytetem, ale zawsze podskórnie czuł, że nie jest wystraczająco dobry. Nie było między nimi jednak chorej rywalizacji, ale pewnie kiedy przyprowadził Lucy do posiadłości Jurko, ten się wkurwił (tyle pięknych kobiet na Dzikich Polach, a on jakąś szwabkę przytachał!) i wtedy doszło do braterskiej awantury (Aleks wyrzygał mu wszystko, wyznał, że przecież też się interesował Iris, ale ona nie ma już znaczenia, jest żoną jego brata i chce mieć coś w pełni swojego, a Lucy kocha do szaleństwa). W tym czasie pewnie nasz kochany ataman zaczął się bratać z ciemnymi mocami (to dzięki nim majątek Evereców wrócił w jego ręce, mógł po ślubić młodziutką pannę Thyssen itp…). Śmierć Aleksandra nie byłaby więc chyba bardzo spektakularna – przynajmniej z punktu widzenia osoby siedzącej obok. Bowiem kiedy o’Dim zapowiedział Jurko, że krew musi być oddana za krew (krew osoby, którą kocha za nieśmiertelność), to ten zorganizował zajazd (rabowanie wsi – takie kozackie Robin Hoody, lel) i zamiast pomóc Aleksowi, dał mu zginąć. Później, żeby ratować honor brata (który chciał wrócić do Lucy, której mógł się dzień wcześniej oświadczyć) i swój, że Aleksander zmarł w boju, jak bohater. Lucy jednak mogła odkryć, jaka jest prawda – że Jurko układa się z samym diabłem. Mogła to też powiedzieć Iris, ale taka „zemsta” nie przyniosła jej ukojenia, szczególnie, że straszy Everec przestał mieć w końcu wyrzuty sumienia (jego serce stało się kamienne) i odesłał ją do rodzinnej miejscowości, gdzie popełniła samobójstwo. Matko bosko, czy ja to napisałam składnie? : o
    W kwestii samego wątku: myślę, że na początku to on ucieknie, jak ja zobaczy. Takie: o kurwa, (tutaj niemieckie imię) i podwija kiecę. Później może wrócić i ją obserwować, nie wiem, jak się Lucy na to zapatruje, ale mogłaby w końcu nie wytrzymać i się zezłościć, że w zasadzie rozbiera ją wzorkiem. Wtedy on ją zaprosi do „Alchemii” chcąc jej wszystko wyjaśnić, co pewnie nie wyjdzie mu zbyt dobrze, bo jest aspołecznym, nietaktownym debilem-pijakiem. : D
    Myślę też, że Helga to ładne, niemieckie imię. : D]

    J. E.

    OdpowiedzUsuń
  101. [Dziękuję za powitanie :) Może jednak poza życzeniem mi ciekawych wątków, miałabyś chęć zrealizować ze mną jakiś?]

    Pocahontas

    OdpowiedzUsuń
  102. [Absolutnie nie przepraszaj, sama teraz mam Armagedon w życiu, bo standardowo wykładowcy wyznają zasadę, że „lepiej wszystko zaliczyć przed świętami”, no a w domu – porządki. :c Doskonale więc rozumiem, że nie damy rady dwóch wątków na raz pociągnąć, ale wiedz, że jeden z Charlotte zaklepuje! (; Bardzo, bardzo dziękuję za miłe słowa (też mam nadzieję, że ktoś przejmie Aleksa) i postaram się zacząć, ale pewnie dopiero w okolicach czwartku – w żadnym wypadku nie naciskam, ale gdybyś miała czas i ochotę, to chętnie przyjmę rozpoczęcie od Ciebie. Jeśli nie – oczekuj mojego wielkiego powrotu po dwóch ciężkich kołach. : D]

    J.E.

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.