sobota, 20 czerwca 2015

Anchors Aweigh. Sail on to victory. And sink their bones to Davy Jones

Davy Jones 


33 lata, od dobrych kilku wieków | "wiedźma z 13 piętra"


Morski diabeł, zmiennokształtny demon, zły duch, władca mórz, opiekun dusz zmarłych, ojciec potworów... Mówi się, że trafiają do niego dusze tych, którzy umarli na morzu. Pod jego władzą mają znajdować się jednak nie tylko zmarli i morskie potwory, ale wszystko co znajduje się w morzu. Czasami podobno zjawiał się na statkach przynosząc szczęście lub zwiastując rychłą śmierć. Niektórzy widzą w nim starożytne bóstwo lub po prostu wyjątkowo potężnego demona zdolnego rozkazywać morzu i wszystkiemu co w nim żyje. Oczywiście to tylko legendy, morskie baśnie mające niewiele wspólnego z prawdą. 


A jaka jest prawda? Kiedyś byłem inny. Nazywałem się David Jones i byłem zwyczajnym prostym człowiekiem. W mojej historii nie było nic niezwykłego, rodzinne dramaty, ciężka praca o to by w jakikolwiek sposób zmienić swoje życie - opowieść jakich wiele. Moja rodzina nigdy nie była wzorem - matka odeszła, ojciec pił... Tak naprawdę zawsze byłem tylko ja i mój młodszy brat. To dla niego starałem się być wzorem, dla niego gotów byłem zrobić wszystko.  Z perspektywy czasu, pomimo ciężkiego życia, byliśmy naprawdę szczęśliwi, mieliśmy plany na przyszłość. Potem to się zmieniło, runęło w gruzach w ciągu kilku tygodni. Wmawiam sobie, że chciałem tylko nowego życia dla siebie i brata, choć dzisiaj sam już nie jestem pewien co wtedy myślałem. Z roku na rok wszelkie wspomnienia dawnego, ludzkiego życia coraz bardziej bledną. Czasem nie wiem już ile jeszcze zostało we mnie z dawnego Davida, nie wiem nawet która z moich twarzy jest prawdziwa - ta którą oglądam w lustrze, czy ta pojawiająca się, gdy tracę kontrolę. Niektórzy sądzą, że sprzedałem duszę morskiemu diabłu. W rzeczywistości zrobiłem coś o wiele gorszego, to jednak pragnę zachować w tajemnicy, nawet przed najbliższymi. A może zwłaszcza przed nimi? Udaję, że wciąż jestem dawnym sobą, choć jestem potworem. Lub Krokodylem, jak nazywa mnie mój brat. Mogę zaprzeczać, mogę wmawiać sobie, że jest inaczej, ale gdybym miał wybór zapewne znów wybrałbym tak samo. Nie ma nic lepszego od uczucia potęgi, władzy nad duszami, nad potworami, a nawet nad żywiołami. Nic nie jest tak wspaniałe jak nieśmiertelność i moc, dająca poczucie boskości. Jeśli cokolwiek miałbym zmienić, uratowałbym brata przed tym co mu zrobiłem. Kiedyś żałowałem też tego jak bardzo się zmieniłem. Dziś już nie żałuję. Znajduję się na równi pochyłej, na drodze, z której nie ma powrotu. Wiem, że pewnego dnia nie zostanie we mnie już nawet cząstka człowieczeństwa. Nie wiem tylko czy powinienem się tego obawiać czy może cieszyć. Mam dość patrzenia wstecz. Chcę potęgi, magii i władzy. Chcę żyć w głębinach i władać należącym do mnie podwodnym światem. Nie jestem już Davidem. Nazywam się Davy Jones i jestem potworem.


W Fabletown od 5 lat. Posiada skromny apartament w Woodlands, gdzie oficjalnie pracuje jako wiedźma z 13 piętra, nieoficjalnie zaś zajmuje się magią w nieco szerszym zakresie. Dzięki zdolnościom zmiennokształtnym nie potrzebuje glamour. Ma absurdalne poczucie humoru, które bawi najprawdopodobniej tylko jego. Bywa impulsywny, złośliwy i bardzo mściwy, jednak jeśli kogoś polubi - potrafi być zdolny do okazywania przesadnej sympatii, często nawet wbrew czyjejś woli.


Historia | Nowsza | Powiązania


Karta jako tako po remoncie. Piękne zdjęcie sponsoruje xoxo. ;)
Tom Mison, gg - 48404604

165 komentarzy:

  1. [Jeździec bez głowy i Tom, o matko. <3 Na początku serialu był taki uroczy! Witam serdecznie i zapraszam do siebie.]

    Elsa

    OdpowiedzUsuń
  2. [ ble zostało oficjalnie przejęte przez przystojnych piratów ^^ Do abordażu druhowie kapitanowie!
    My się znamy i lubimy, więc wątek być musi! I już! No i wróciłaś <3]
    Huck <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [ No i racja, zbieżność nazwisk tak bardzo słodko wyszła <3
      Może by to wykorzystać? I zrobić z nich rodzinę :> Tak luźno tylko rzucam... ]
      Huck <3

      Usuń
  3. [Aż nie wiem, co mam powiedzieć! :D Ja chyba wygrałam los na loterii, bo pirat, bo szanty, bo morze... (Tylko pana, co to stracił głowę brakuje, ale kto wie, może dołączy do bloga xD).
    Zapraszam do siebie! Z panią szeryf dogada się na pewno ;)]

    Virginia

    OdpowiedzUsuń
  4. [O widzisz, tak to jest, gdy najpierw przegląda się inne karty, a potem własną. Uprzedziłaś mnie no! xD
    Super, bardzo się cieszę, że lubimy podobne klimaty, a to tylko dobrze wróży! ;D Racja, im więcej "pirackich" postaci, tym lepiej :D Ja też dopiero wróciłam na bloga, i cieszę się, że jest tylu bohaterów, z którymi nietrudno o ciekawe powiązania ;)
    A więc co by tu wymyślić? Może zacznijmy od samego powiązania, bo możliwości jest pełno :D Faktycznie możemy zaczepić o przeszłość. Davy mógłby pojawić się na okręcie Amelii, jeśli uznamy, że "inna rzeczywistość" nie jest dla niego problemem ;D Mógłby ostrzec ją przed nadchodzącym niebezpieczeństwem. Kapitan Amelia zignorowałaby go, przez co właśnie wylądowała w Fabletown.
    Hmm, albo mam jeszcze taki szalony pomysł. A gdyby okazało się, że Jones przyniósł szczęście, ale tylko jej? Cała załoga zginęła, okręt właściwie rozpadł się na kawałki, a ona uratowała się wpadając do portali właśnie dzięki jego mocy? W przyszłości, czyli już w samym Fabletown działałoby to na podobnych zasadach: gdy idą razem ulicą, kobieta znajduje na chodniku pieniądze, w kawiarni dostaje kawę gratis, a po awarii wodociągów tylko jej mieszkanie nie zostało zalane xD A wątek możemy zacząć od tego, że Virginia przez cały czas była przekonana, że to Davy przyczynił się do zniszczenia jej okrętu, a ona przeżyła przez przypadek. Prawda byłaby taka, że statek zostałby i tak zniszczony, a ona przeżyła dzięki niemu. A więc początek ich znajomości w NY byłby raczej burzliwy, dopóki prawda nie wyjdzie na jaw ;)
    Co o tym sądzisz? ;)]

    Virginia

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Biedna... Mi kiedyś źrebak zdechł, do tej pory tak naprawdę to przeżywam, choć pogodziłam się z losem... Trzymaj się :)

    I tak, tak, tak! Braci z nich <3 Słucham uważnie, jakież to masz pomysły, o których mówisz ^^ I racja, Hak z takim bratem to by nie mógł nie umieć piracić xD ]
    Huck

    OdpowiedzUsuń
  6. [No to "morskich" - to lepsze określenie xD
    I jeszcze Holmes! No nie! Może jesteśmy zaginionymi siostrami? xD

    Mogę zacząć, bo wbiłam się właśnie w rytm pisania :D Tylko musiałybyśmy sprecyzować, od jakiego momentu zaczynamy i co właściwie się wydarzy. Virginia kupuje legalne glamoury, więc może udać się po nową dostawę. Na miejscu zastanie tylko Davy'ego. Rozpozna go, on ją, i zacznie się awantura. Virginia oskarży go o to, że przez niego zginęła jej załoga, a ona trafiła do Fabletown. Jones będzie próbował wytłumacz, że było inaczej. A potem już coś wymyślimy ;)
    Może być? Daj znać, jak to widzisz i zaczynam! ;)]

    Virginia

    OdpowiedzUsuń
  7. [A więc wysyłam ci próbkę, bo ś.p. Christophera Lee kocham w każdej roli! :D Coś jest na rzeczy... xD
    Ok, więc lecę pisać!]

    Virginia

    OdpowiedzUsuń
  8. [A słuchaj, jeszcze taka sprawa: czy Davy uratował ją umyślnie, czy przypadkiem? W tym sensie, czy on w jakimś stopniu panuje nad swoją mocą, czy te zdarzenia związanie z jego przybyciem są nie do końca zależne od niego? ;) Możemy do tego jakoś nawiązać. W sumie mógłby nawet przynosić jej szczęście od czasu, gdy została kapitanem RLS Legacy, o czym nie wiedziała. Obserwował jej poczynania ;) Jak sądzisz? Kurcze, muszą się zaprzyjaźnić! xD (Mam dzisiaj dzień chaotycznych pomysłów…)]

    Mijał kolejny dzień w pełnym biegu, co wcale jej nie przeszkadzało. Zazwyczaj rozpierała ją energia, przez co sprawy czysto biurowe były dla niej katorgą i omijała je szerokim łukiem. Wciąż brakowało jej zastępcy, na którego mogłaby zrzucić całą papierkową robotę. Uwielbiała działać w terenie, chodzić, sprawdzać, kontrolować, by nic nie umknęło jej uwadze.
    Rozejrzała się po biurze upewniając się, że o niczym nie zapomniała. Jak co dzień, panował tu porządek, a każdy nawet najmniejszy przedmiot miał swoje stałe miejsce – tego uczyli ją w szkole oficerskiej. Nawet w najgorszych sytuacjach musiała być zorganizowana. Na szczęście, ostatnie tygodnie były niezwykle spokojne: zero bójek w barach, żadnych kradzieży, pobić, czy co ważniejsze - zabójstw. Odniosła nawet wrażenie, że jej obecność w Fabletown zadziałała uspokajająco na miejscowych awanturników.
    Zerknęła na zegarek i wybiegła z komisariatu, rzucając w biegu klucze woźnemu. Niemal spłynęła po schodach i znalazła się na ulicy. Dziś zużyła ostatnią partię glamouru, więc musiała dokupić nowy zapas, a czas gonił. W końcu wiedźmy nie przyjmują zamówień dwadzieścia cztery godzin na dobę. Ruszyła szybkim krokiem w kierunku apartamentowców. Po drodze pouczyła kierowcę, który zaparkował w złym miejscu i zakazała dzieciakom grać w piłkę tak blisko jezdni. Była w swoim żywiole, a porządek musiał być! Już jakiś czas temu zorientowała się, że traktuje tą dzielnicę trochę jak własny okręt, za którym tęskni jak za niczym innym. Wciąż nie mogła pogodzić się z utratą załogi, a maszyna do portali, jak na złość, wciąż nie działała. Fabletown musiało jej na razie wystarczyć.
    Po kilkunastu minutach dotarła do celu. Weszła do budynku i do windy; wcisnęła przycisk z numerem piętra: 13.

    Virginia

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Genialnie. Po prostu genialnie. Braciszek jako krokodyl i naigrawający się z młodszego Hucka i magiczny Jolly Roger, ach <3 Już kocham ten wątek ^^
    I takie pytanko, jeśli chcemy z Davida zrobić krokodyla, to jak to by było z ręką Hakusia? Braterski pojedynek, czy jak... xD I mój młodszy Jones mógłby nosić przy sobie jakiś zegarek, prezent od Davida? Który nienawidziłby za to, że w Nibylandii stał, bo tam czas płynie inaczej, ale który i tak byłby zbyt cenny, by go wyrzucić. Co o tym myślisz?
    Rozumiem, że brakuje ci wizji jak się spotkają?
    Może Hakuś wybrałby się do wiedźmy z 13 piętra, bo chciałby ściągnąć swój okręt z Nibylandii i liczyłby, że tak się da xD A tu niespodzianka, wiedźmą jest braciszek. Wtedy mógłby zrobić wielkie oczy, wycofać się prędko i uciec trzaskając drzwiami. Davy nie wiedziałby o co chodzi, ale wiedziałby że zobaczył brata. I podskoczyłby za nim.
    To tyle z tego, co mi przyszło do głowy i tak kocham już ten wątek <3 ]
    Huck

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Konflikt może był o kobietę? Bo tak najczęściej między panami bywa xD
    I wtedy zostaje ostatnie pytanie, kto zacznie? Jeśli ja, to już nie dziś xD ]
    Huck

    OdpowiedzUsuń
  11. [ To można jedno i drugie. Najpierw poszłoby o kobietę, a potem hak chciałby się odgryźć i wdałby się w intrygę przeciw bratu.
    Zacząć mogę w takim razie ja, ale najprędzej jutro i to też nie obiecuje.
    Ach, ten wącisz <3 ]
    Huck

    OdpowiedzUsuń
  12. [ O jejku, zakochałam się normalnie <3 Melduję się po wątek!
    Skoro w Fabletown jest sam Davy Jones to może Holender się pouśmiecha o zdjęcie klątwy? ;) ]

    Henry

    OdpowiedzUsuń
  13. [ To zaczynam <3 ]

    Tik – tak. Tik – tak.
    Huck sięgnął ręką do kieszeni skórzanej kurtki i wyciągnął z niej pozłacany zegarek na łańcuszku. Patrzył na niego przez chwilę wzrokiem pełnym nienawiści. Ciarki przechodziły mu po plecach, gdy tylko małe urządzenie wydawało charakterystyczne dla siebie dźwięki przy każdym najmniejszym przesunięciu się wskazówki. Zacisnął dłoń na zegarku i zamknął oczy. Wspomnienia zalały go nagle i bez uprzedzenia. Jak zwykle zresztą.
    Wepchnął zegarek na powrót do kieszeni i wstał ze swojego miejsca. Był w Woodlands i czekał już dobre pół godziny na wizytę z wiedźmą z 13 piętra. Przesunął się bliżej drzwi i zajął jedno z krzesełek. W pomieszczeniu była ostatnia osoba, która siedziała przed nim. Jones wiedział, że te kilka minut będzie mu niemiłosiernie się ciągnęło, tym bardziej, że głowę zaprzątał sobie znienawidzonym bratem. Wiedział że tak będzie, gdy tylko wpadł na pomysł przyjścia do wiedźmy. W końcu odzyskanie Jolly Rogera nie mogło się odbyć bez wspomnień. Jego ukochany statek, jego wielka miłość do morza, całe jego pirackie życie. To wszystko wiązało się z jego bratem. To Davy podarował mu Rogera, którego wyciągnął z morskiego dna. Miał szczególne powodzenie na morzu, a jego okręt wydawał się innym magiczny właśnie przez starszego Jonesa. Tego samego, który odebrał Hakowi miłość i rękę. Temu, który zesłał go do Nibylandii. Całe nieszczęście Haka sprowadzało się do osoby Davy'ego Jonesa.
    Zazgrzytał zębami, wypędzając z myśli sylwetkę brata, a jego ręka powędrowała znów do zegarka. Nie potrafił pozbyć się tego drobiazgu, był zbyt sentymentalny. Tym bardziej, że dostał go jeszcze zanim Davy wypłynął w morze. Świetnie się wtedy dogadywali, byli najlepszymi przyjaciółmi, a kto podskoczył jednemu z nich, obrywał od drogiego. Ale to się skończyło.
    Drzwi skrzypnęły, a drobne postać wyszła na korytarz chwiejnym krokiem. Huck słyszał dużo o glamur, po które przychodziły zwierzęta i nie mógł nadziwić się temu, że po ich ludzkich wcieleniach nie widać prawdy.
    Powoli podniósł się z krzesła i popychając ramieniem uchylone już drzwi, wszedł do środka. Pomieszczenie było schludnie i bogato urządzone. Huck nie mógł odgonić wrażenia, że skądś zna rękę, która urządzała ten pokój. Dopiero potem spojrzał na postać siedzącą za biurkiem. Jego oczy momentalnie się rozszerzyły. Nie wierzył, że myśli mogą się materializować, a jednak stał przed nim żywy dowód takiego zjawiska. Do tej pory nie zastanawiał się nad tym czy Davy też jest w Fabletown. Nie chciał tego wiedzieć. Ale prawda sama do niego przyszła. Nie odezwał się, nie pisnął, nie zaklął, nie zrobił nic. Po prostu wyszedł w pośpiechu i zaczął zbiegać po schodach apartamentowca. Chciał uciec od tego, co zobaczył.
    A zobaczył paszcze krokodyla, która zawsze kojarzyła mu się ze śmiercią.
    Tik – tak. Tik – tak. Tak właśnie przepadnie Hak.

    [ No to coś tam nabazgrałam. Może być? ^^]
    Huck

    OdpowiedzUsuń
  14. [Faktycznie, masz rację! To byłoby bardziej w jego stylu :D Co więcej, wciąż mógłby robić jej takie psikusy. Po kłótni, mogliby pójść gdzieś na kawkę (lub piwko?) pogadać i wyjaśnić wszystko. Po drodze spotkałoby ją kilka miłych sytuacji, właśnie typu znalezienie pieniędzy na chodniku. A jak już się rozstaną, całą noc miałaby niesamowitego pecha xD Oczywiście, rano przyszłaby z pretensjami :D Jak to widzisz?
    Aha, i uznajemy, że Amelia widziała go tylko raz, podczas ostatniego rejsu (lotu xD), tak? I to w tej postaci, w której jest obecne (by go rozpoznać)?
    Jejku, ale się cieszę xD Mam wenę, jak nigdy! :D
    Nie przejmuj się, też tak mam ;) Zanim przybyłam na ten blog, kilka miesięcy krążyłam po innych, które szybko upadały, więc ciężko mi było wbić się w tak zaludnione Fabletown :D]

    Pospiesznie wyjrzała z windy, z daleka widząc tylko sylwetkę człowieka zamykającego gabinet. Westchnęła zawiedziona i otworzyła usta, by krzyknąć z prośbą o przyjęcie jej. Na szczęście, nie musiała. Mężczyzna dość niespodziewanie uśmiechnął się i przyjął ją niemal z otwartymi ramionami. Virginia zaśmiała się i rzuciła jakąś zabawną uwagę, zupełnie nie przyglądając się ów wiedźmie (wiedźminowi…? xD). Wkroczyła do otwartego gabinetu, mijając go w progu. Była zupełnie rozkojarzona przez pośpiech i natłok myśli zebranych z całego dnia. Dopiero teraz odetchnęła, zadowolona i już wyluzowana. Najwyraźniej, inne wiedźmy miały dziś wolne – łącznie z tą, która przygotowywała dla niej magiczną miksturę. To jednak nie był problem. Odłożyła torebkę na krzesło, po czym odwróciła się energicznie.
    - Nazwisko: Virginia… Dare – zaniemówiła. Z szeroko otwartymi oczami i ustami wpatrywała się z mężczyznę, nie mogąc uwierzyć w to, co widzi. Niczym stary, poszarzały film, z odmętów jej pamięci powróciło wspomnienie ostatniego rejsu i legendarnego morskiego diabła, który pojawił się na pokładzie w dniu katastrofy. Zakręciło jej się w głowie, a cała gama negatywnych emocji pojawiła się na jej twarzy.
    - Znowu ty? – wyksztusiła z siebie, stojąc twarzą z twarz z osobą, która raz na zawsze pokrzyżowała jej plany i przewróciła życie do góry nogami.

    Virginia

    OdpowiedzUsuń
  15. [Wybacz, zlotko, ze dopiero teraz odpowiadam, ale brak netu, rozumiesz :D Koniecznie watek, okej, zgadzam sie, jeszcze z nikim nie pisze, wiec jestem wolna :) Zacze, jesli podrzucisz jakis pomysl, bo ja teraz tylko o zaliczeniach mysle :P]

    A. Carlile

    OdpowiedzUsuń
  16. [Ok, może być :D Im bardziej skomplikowane wątki, tym lepiej xD To może nawet wyjść podczas ich rozmowy ;) Dziś ja trochę krócej, wybacz ;*]

    Virginia parsknęła, co bardziej przypominało fuknięcie kota, po czym złapała się teatralnie za głowę.
    - Miło?! – krzyknęła ignorując to, że mężczyzna wyciągnął w jej kierunku dłoń z glamourem – Chyba zwariuję! Wielki Davy Jones, postrach żeglarzy i pijaków w tawernach raczył rzec, że miło mu mnie znów widzieć! Po tym wszystkim…?!
    Emocje i sarkazm wzięły górę, co zdarzało się jej jeszcze w czasach podróży międzygalaktycznych. Nie mogła uwierzyć własnym oczom, a teraz i uszom. Szybkim i nerwowym krokiem minęła go w drzwiach, by cały metr dalej zatrzymać się i odwrócić na pięcie.
    - Naprawdę… Tolerowałam te głupie przesądy mojej załogi. Wysłuchiwałam w spokoju opowieści na twój temat. Gdy się pojawiłeś, to nawet… - machnęła ręką i znów fuknęła w złości – Z resztą…
    Wróciła do gabinetu, chwyciła torebkę i znów jak burza wyleciała na korytarz.

    Virginia

    OdpowiedzUsuń
  17. [Ten pomysl ze specjalna lekcja mi sie podoba :D Mozna by zaczac w barze na piwku wlasnie, a potem ewentualnie przeniesc akcje na lekcje, co ty na to? Bo jak spoko, to ja bym jutro zaczela, bo dzisiaj to ja sie musze wziac za zaleglosci w szkole, a mi dwie godziny zostaly, takze rozumiesz :P]

    A. Carlile

    OdpowiedzUsuń
  18. [Dzisiaj nadrabiam długość! xD
    Wiesz co, mam kolejny pomysł! Jak już się dogadają, a Virginia najdzie go rano i ochrzani za całonocny pech, to może zaczną współpracować? :D Bo przecież podczas śledztwa przyda jej się trochę szczęścia, a David mógłby wciąż robić swoje psikusy. Jak to widzisz? :D]

    Miała się nie zatrzymywać – taki był plan. Bo po co do wszystkiego wracać i wszczynać awanturę? Na jej stanowisku to niedopuszczalne! Przeszłość to przeszłość, nie cofnie czasu, a i tak powiedziała już to, co chciała. Teraz zwyczajnie wyszłaby z budynku, położyłaby się spać, a rano, jak co dzień, rozpoczęła pracę...
    A mimo to stanęła, jak wryta. Nic nie zrozumiała. Ba! W pierwszym momencie sądziła nawet, że się przesłyszała. Odwróciła się z konsternacją.
    - Co to znaczy? – zaczęła, przyglądając się badawczo Jonesowi. – Wiem, co zrobiłeś. Przyniosłeś nam pecha, to jasne! Słyszałam wiele razy, że tak właśnie robisz. Zwodzisz i zatapiasz statki. Widziałam strach w oczach moich ludzi. Udało mi się przeżyć przez przypadek.
    Gniew w ułamku sekundy zmienił się w zupełne zagubienie. Zmarszczyła brwi i wzięła głęboki oddech. Kłamał? Tylko po co? W Fabletown wiele rzeczy przestawało mieć znaczenie. Tu każdy zaczynał żyć od nowa, bez względu na to, kim był w swoim świecie.
    Virginia nie była głupia, a i stanowiska szeryfa nie zdobyła na przysłowiowe „ładne oczy”. Potrafiła łączyć fakty, szybko analizowała sytuację. W tym momencie, gdy stanęła twarzą w twarz z Davy’m Jonesem, widząc wyraz jego twarzy i słysząc oburzenie w tonie jego głosu, poczuła, że wszystko jest trudniejsze niż sądziła.
    - Ty nie kłamiesz, prawda?

    Virginia

    OdpowiedzUsuń
  19. [To co, Skipper, tworzymy jakiś wątek? :D]

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  20. [Dobra, nie narzekaj na dlugosc, jesli wyjdzie krotkie, prosz :D]

    W zwiazku z byciem nauczycielem Adam wiecznie nie mial czasu na nic. Sprawdzanie klasowek, prac domowych, zajecia pozalekcyjne - to wszystko zajmowalo mu prawie cala dobe. Z reguly w ciagu tygodnia byl zbyt zmeczony, zeby myslec, a co dopiero gdzies wychodzic.
    Kiedy jednak nadeszla sobota, Slendi, uradowany, ze nareszcie wszystko posprawdzane i pooceniane, wyszedl w koncu z domu, tak na luzie. Juz za drzwiami odetchnal swiezym letnim powietrzem, usmiechnal sie i... zaraz mina mu zrzedla, bo nie wiedzial co ze soba zrobic. Moze i mial kilku znajomych, ale przez ostatni nawal pracy praktycznie sie z nimi nie kontaktowal i teraz sadzil, ze nawet nie ma sensu dzwonic, pewnie i tak beda mieli go gdzies.
    Ruszyl wiec przed siebie, bez konkretnego celu. Probowal zaczac o czyms myslec, ale wciaz w jego glowie kolataly sie mysli dotyczace szkoly. Lekko poirytowany tym stamen rzeczy, zalozyl na glowe sluchawki i wlaczyl pierwszy z brzegu kawalek Slayera, probujac skupic sie na czyms innym niz geografia.
    Spacerowal tak kilkanascie minut po Fabletown, az w koncu zatrzymal sie przy Trip Trap. Jak raz wyjatkowo bylo otwarte, co znaczylo, ze jeszcze nikt nikogo nie probowal zabic i nie zmiotl knajpy z powierzchni ziemi.
    Kiedy ja ostatni raz w ogole pilem piwo?, pomyslal i po chwili zastanowienia wszedl do srodka.
    Po wejsciu rozejrzal sie dookola, jakby szukajac wzrokiem kogos znajomego. Po chwili usmiechnal sie, bo przy jednym ze stolikow ujrzal Davy'ego Jonesa, faceta, ktorego poznal jakis czas temu, kiedy probowal zorganizowac geograficzna wycieczke dla dzieciakow. Zadowolony, ze nie bedzie musial choc przez moment spedzac wolnego czasu sam, kiwnal na barmana i po chwili z piwem w reku dosiadl sie do stolika.
    - Milo cie tu spotkac, Davy - powiedzial i wzial lyk piwa. - Co tam u ciebie, hm?

    [Chyba jakos wyszlo, nie? :D]

    A. Carlile

    OdpowiedzUsuń
  21. [ Wybacz braciszku, ze tyle to trwało, ale nie miałam dostępu do internetu przez ostatnie dni :< Ale już jestem! ]

    Serce biło mu jak szalone, gdy dosłownie przeskakiwał kolejne stopnie. Niestety schody zdawały się nie mieć końca, a każde spojrzenie w górę pokazywało mu, że Davy nadal jest szybki i krzepki. Tak jak i wtedy, gdy widzieli się po raz ostatni. Skłóceni. Nie miał najmniejszej ochoty na braterskie pogawędki, choć wiedział, że to nieuniknione. Zawsze to wiedział. Zegarek, który w Nibylandii przestał odmierzać czas w Fabletown znów ruszył. To było tylko kwestią lat, kiedy się spotkają. Wszakże krokodyl, który zakosztował jak to jest pozbawić Haka ręki nie odpuściłby tak łatwo. Tym bardziej, że posiadał moc. Nawet w Fabletown.
    Jones młodszy nigdy nie spodziewał się, że jego braciszek mógłby oferować magiczne usługi, bo na morzu bawił się swoją mocą. Przynajmniej tak to odbierał Huck. Ciekawiło go co prawda skąd w Jonesie starszym nagle tyle magii i co takiego się stało, ale nie pytał. Dlatego, że nie miał czasu. Ledwie spotkali się po latach rozłąki na morzu, ledwie zdążyli pobyć braćmi korsarzami, a już los ich podzielił. Przez kobietę. Tą która skradła serce Haka, a której dziewictwo i naiwną duszyczkę zdobył Davy... Hucka często gryzła myśl o tym, że brat mógł skłonić pannę do tego czarami, bo byłoby mu to bardziej na rękę. Choć oczerniałoby starszego Jonesa w sposób zdecydowanie perfidniejszy niż możliwość, że panna tak po prostu wybrała.
    - Nie chcę z tobą gadać! - odwarknął, nawet nie spoglądając na brata, tylko pędząc na złamanie karku – Nie chcę cię nawet na oczy oglądać!
    Przy wtórze tych słów wpadł na klatkę schodową i naparł na drzwi. Te okazały się być zamknięte. Spodziewał się tego, spodziewała się że Davy zmusi go do rozmowy. Pozłacany zegarek zaczął mu niemiłosiernie ciążyć w kieszeni. Huck aż nazbyt wyraźnie słyszał te dwa proste dźwięki.
    Tik – tak. Tik – tak.
    Uderzył hakiem we framugę drzwi i zacisnął mocno oczy.
    - Do kroćset – jęknął.
    Podejrzewał jak to będzie wyglądać. Niewygodne pytania, oszczercze odpowiedzi, żarciki o jego pierścionkach i kolczykach w próbie rozładowania napięcia. Znał brata aż nazbyt dobrze i to go właśnie przerażało. Bo twarz wroga tym bardziej wydawała mu się straszna, im bliższa jego sercu. A Davy był jedyną osobą na świecie, której Huck nie potrafiłby zabić.

    Huck

    OdpowiedzUsuń
  22. [Może niech postacie spotkają się w barze? Alice wtedy by piła alkohol, a Jones przysiadłby się do niej?]

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  23. [Pierwszy, bo nue mam pomysłu, gdzie wcześniej mogliby się spotkać.
    A Ty może masz jakiś pomysł, co?]

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  24. [Niech będzie pierwszy raz, tylko może Ty masz jakiś lepszy pomysł?
    Najwyżej pomagałby mu potem...]

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  25. [W porządku, niech Alicja będzie trochę "wstawiona". :D]

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  26. [W takim razie kto zaczyna?]

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  27. [To i ja powitam braciszka mojego ulubionego (zaraz po Sparrowie) pirata :D
    Brat musi się znaleźć, będzie strasznie fajnie, jak przyjdzie.

    Wącimy coś?]

    Gretel

    OdpowiedzUsuń
  28. [ Jak ja kocham ten wątek <3 David już jest w powiązaniach Hucka :* ]

    Nie chciał odpowiadać, nie chciał pokazać bratu, że jest jeszcze bardziej sentymentalny i naiwny niż kiedyś. Huck miał dumę, której przełknąć by nie zdołał. Natomiast zwierzenie się Davyemu z tęsknoty za Jolly Rogerem było by przyznaniem się do słabości. Więc milczał i wbijał w brata wściekłe spojrzenie.
    Sekundy dłużyły mu się niemiłosiernie, gdy Jones starszy przemierzał powoli ostatnie stopnie. Wiedział, że zaraz staną twarzą w twarz. Nie chciał tego, nie chciał patrzeć bratu w oczy. Jako dziecko bał się tego, bo gdy Davy patrzył mu w oczy, to wyciągał z niego całą prawdę. Zbita szyba w oknie piekarza, zgubiona jakaś ozdóbka po matce, wypita buteleczka rumu. Wystarczyło, że gdy coś przeskrobał, to spuścił wzrok przy bracie, a ten już wszystko wiedział. Dochodziło do rozmowy, a Huck choć nie chciał, to i tak wszystko wyśpiewał. Tak właśnie działał na niego starszy brat. W każdym razie ten, który dał mu kiedyś zegarek. Podejrzewał jednak, że i tan nowy Davy potrafi wydobyć prawdę.
    Nie mylił się. Ledwie się zrównali, ledwie spojrzał bratu w oczy, a już coś w nim pękło.
    Tik – tak. Tik – tak.
    Zegarek odezwał się głośniej. Głowę zalała fala pozytywnych wspomnień. Krokodyl upomniał się po niego.
    - Co cię to obchodzi? - spytał cicho, z wyrzutem, ale bez wściekłości, którą miał w sercu – Pięć lat w Fabeltown i dopiero teraz się spotykamy. Nagle przejąłeś się młodszym braciszkiem? Tym sentymentalnym idiotą? Tym który nadal ma wyrzuty o te drobne głupoty? Wyobraź sobie, że nadal jestem ty samym człowiekiem. W przeciwieństwie do ciebie. Jestem sentymentalistą. Chciałem... - głos mu zadrżał.
    Dlaczego zwierzał się bratu? Właśnie tego chciał uniknąć. To było zbyt intymne i uczuciowe dla człowieka, który potrafił odciąć bru rękę. Zdrowa dłoń Hucka automatycznie powędrowała do stalowego haka. Pogładziła go z niebywałą czułością i wkręciła porządniej, mimo że dobrze się trzymał. Tak dla odwrócenia uwagi.
    - Odzyskać Jolly Rogera – wysyczał, wbijając spojrzenie w czubki własnych butów – Cholera. Czemu ja ci zawsze wszystko mówię? - rzucił wściekle sam do siebie.
    Tik – tak. Tik – tak.
    Cicho zatykało pozłacane urządzenie z kieszeni jego skórzanej kurtki.

    kochający braciszek, Huck

    OdpowiedzUsuń
  29. [Dzięki. :) Davy też cudowny, ma cudowne poczucie humoru, skoro tylko on sam rozumie swoje żarty (takie jest najlepsze). Ale... ale dlaczego w karcie nie ma jego: http://33.media.tumblr.com/70cb647e37c6c19dcd0ae81d589ec70b/tumblr_nc76z9uY661thvjezo1_500.gif :c]

    Morgan Myers

    OdpowiedzUsuń
  30. [OMG, Icabot Crane! <3 Znaczy, ten, Davy :D Świetny ten pan wyszedł, chwalę, oraz zapraszam do wątku z Jasmine, która ostatnimi czasy trochę sobie przyspiała :D]
    Jasmine

    OdpowiedzUsuń
  31. [Jakbyś miała jakieś inne pomysły, to wal śmiało :D Ale tak mi się od razu skojarzyło z Abby i Cranem z „Jeźdźca” xD]

    Zatkało ją. Patrzyła na niego z bliżej nieokreślonym wyrazem twarzy, nie mogąc wydobyć nawet słowa. Zbyt wiele niespodziewanych faktów ujrzało światło dzienne. Właśnie docierało do niej, że Jones miał wpływ na najważniejsze lata jej życia i nie do końca wiedziała, co to oznacza.
    - Zaraz… - zaczęła krzyżując ręce na piersiach – To znaczy, że uratowałeś mnie z katastrofy mojego okrętu. Dzięki twojej mocy, szczęśliwie udało mi się w porę otworzyć portal…
    Westchnęła i uśmiechnęła się nieznacznie. No jasne, teraz sobie przypomniała. Maszyna od kilku dni szwankowała i nikt z załogi nie potrafił jej uruchomić. Zadziałała dopiero tuż po katastrofie. Dzięki Davy’emu.
    Zapragnęła rzucić mu się na szyję w podziękowaniu, gdy dotarła do niej druga część jego odpowiedzi.
    - Co to niby ma znaczyć?! – wrócił oskarżycielski ton – Sugerujesz, że bez twojej pomocy nie dałabym sobie rady?! O nie, nic z tych rzeczy! Harowałam całe życie, żeby zdobyć uprawnienia i własny okręt! I…
    I w tym monecie sama nie wierzyła już w to, co mówi. Szczęście nie opuszczało jej w najważniejszych momentach i zawsze miała wrażenie, że to sprawka „kogoś z góry”. To było jednak zbyt skomplikowane.
    - No dobra, mam jeszcze kilka pytań! – dodała dzióbiąc go palcem w klatkę piersiową. – Jako szeryf dzielnicy Fabletown, aresztuję cię pod zarzutem, hmmm, wywołania bólu głowy u oficera policji po służbie. Ale za kawę w kafejce na dole pozwolę ci wyjść za kaucją.

    Virginia

    OdpowiedzUsuń
  32. [No mam nadzieję, bo mam teki mega genialny pomysł, że szkoda by było, jakby nie przyszedł. W sumie i bez niego wyjdzie, ale z nim ciekawiej będzie ;)

    No to dobra, tylko pomysł jakiś trzeba, bo ja w tym dobra nie jestem :(]

    Gretel

    OdpowiedzUsuń
  33. [ Albo w ogóle idźmy na całość i niech cała klątwa będzie wynikiem umowy z Jonesem. Tak jak w tej wersji legendy z paktem z diabłem. Hendrik się z nim dogada, może nawet mu sprzeda własną duszę, a potem zerwie umowę, a jak Jones się upomni to w ogóle będzie próbował go zabić, ten się wkurzy i klątwa gotowa. Potem się po latach w Fabletown spotkają i Henry, który sobie trochę pożył normalnie będzie się chciał dogadać, może nawet wywiązać z tamtej umowy w zamian za uwolnienie od klątwy. Może być? :) ]

    Henry

    OdpowiedzUsuń
  34. [Oczywiście, że kombinujemy! Obowiązkowo! Jakieś zwyczajne spotkanie w barze, czy wymyślamy coś bardziej oryginalnego?]
    Jasmine

    OdpowiedzUsuń
  35. [Haha, ja tak samo :D W końcu jakaś odskocznie od rzeczywistości. Tego mi trzeba było :D]

    Była już dużo spokojniejsza. Wróciła jej pewność siebie i wiedziała już, że ten dzień nie może zakończyć się kłótnią. Zwłaszcza z Jonesem. Zabrała glamoury, po czym oboje ruszyli w kierunku windy i zjechali na parter.
    Mimo dość wczesnej pory, kawiarenka była całkowicie opustoszała. Zmęczona całodniową pracą kelnerka nalała im kawy, ze zniecierpliwieniem oczekując na koniec zmiany. Ciszę przerywały jedynie brzdęki układanych w zmywarce szklanek, gdzieś na zapleczu.
    Virginia i David zajęli miejsca przy małym stoliku przy oknie. Kobieta milczała przez moment, po czym upiła łyk i utkwiła twarde spojrzenie w towarzyszu.
    - Więc – zaczęła wymownie – Dlaczego akurat ja?
    To pytanie przyszło jej do głowy zaraz po tym, gdy wszystko zaczęło układać się w jej umyśle na nowo. Powoli docierało do niej, jak wiele mu zawdzięcza, choć powód był dla niej całkowitą tajemnicą. No tak, była prymuską na swoim roku, chwalona przez przełożonych od samego początku. Każdy, zwłaszcza admirał, pokładał w niej największe nadzieje. Wątpiła jednak, by Jones wybrał sobie akurat ją ze względu na najlepsze wyniki.
    Spoglądała na niego pytająco, ogrzewając dłonie na ciepłym kubku.

    Virginia

    OdpowiedzUsuń
  36. [A tam wykorzystujesz. Dla mnie sama przyjemność. ;) Myślę, że sam by go znalazł. Albo w sumie możemy pierwsze spotkanie w Fable mieć już za sobą i teraz Henry współpracuje z Jonesem. To pozostaje tylko wymyślić co z tą umową i mogłabym nawet zacząć. :)]

    Henry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Tak mnie nagle naszło na pomysł z umową. (I wybacz że trochę zalatuje Piratami z Karaibów ;)). Hendrik miałby przez ileś lat służyć Jonesowi (wykonywać jego rozkazy, coś załatwić itp.) w zamian Holender miałby być niesamowicie szybki i nigdy nie mieć problemu z ciszą morską. Wszystko pięknie, okręt się zrobił sławny itp. Potem Jones chciałby czegoś od Hendrika, ale ten by to zignorował, a kiedy Davy by się pojawił na pokładzie to właśnie Hendrik by go poczęstował kulką... i klątwa gotowa. A teraz w Fable Henry by to odpracowywał. Co o tym myślisz? :)]

      Henry

      Usuń
  37. [Jasne. :) I nawet mam coś na kształt pomysłu, ale najpierw chciałabym wiedzieć, jak potężny jest Jones. Chodzi o magię i te sprawy.]

    Morgan Myers

    OdpowiedzUsuń
  38. [Dziękuję za miłe powitane :) Chęć na wątek zawsze jest tylko już torszke gorzej z pomysłem ;c]

    Leslie T.

    OdpowiedzUsuń
  39. [ Tekst Rumpla <333 Możesz nim jechać ile wlezie, bo ja kocham ten tekst. No i kocham jeszcze to: „Do we have a deal? Ha ha hihih!” <3333 Zresztą sama używam często w wątkach tekstów z Once. I te Killianowe: „When I jab you with my sword, you will feel it!” <3 Wybacz, że tak dużo gadam, ale ja po prostu kocham ten serial *_*
    I ten filmik!!!! <3 Captain Floor xDDD Genialne, jak tylko na takie rzeczy będziesz wpadać, to śmiało dawaj mi linki ^_^]

    Każda magia ma swoją cenę! Też coś. Huck miał wrażenie, że ta rozmowa źle się skończy, tym bardziej, że byli zamknięci ze sobą. Oboje podrażnienie głosem przedmiotu z ich wspólnej przeszłości, już zaczynali krzyczeć. Zakończenia mogli się tylko domyślać, a te domysły w przypadku młodszego Jonesa nie wyglądały zbyt kolorowo.
    - Nie miałeś wyboru, powiadasz? Nie miałeś wyboru! A to śmieszne. Sam mi w dzieciństwie powtarzałeś, że zawsze są dwie drogi. Ta prostsza i trudniejsza. Wybrałeś pierwszą, ja też nie raz to robiłem, ale mnie przynajmniej bolało to, że starszy brat nie byłby dumny. Tak przynajmniej myślałem – wykrzyczał, ostro gestykulując – Tymczasem mój brat gotów był pozbawić mnie ręki i zesłać do Piekła! Bo nie miał wyboru...
    Był zdecydowanie podirytowany i wściekły. Wściekły, że przez tak długi czas nie miał brata. Jako dziecko wypłakiwał oczy w poduszkę i błąkał się samotnie po ich dawnym domu. Wszyscy go opuścili, ale tylko po bracie się tego nie spodziewał. A potem został porzucony po raz drugi. Zesłany za karę do Nibylandii. Bo się zbuntował, gdy starszy braciszek odebrał mu kobietę. Przez to wszystko jego serce rozpadło się na drobne kawałeczki.
    - A zegarka nie potrafię się pozbyć! - wrzasnął – Przypomina mi o chłopcu, któremu kiedyś zależało na małym mnie, o kimś kto o mnie dbał. Kiedy tego potrzebowałem. Mnie też drażni, bo mimo to uświadamia, że ten chłopiec jest teraz potworem. Moim krokodylem w którego szczękach dopełni się moje życie. Tego chciałeś? Żebym tak o tobie myślał?
    Po tych słowach zacisnął mocno zęby i tylko piorunował Davy'ego wzrokiem.
    Miłość i nienawiść. Nie rozumiał jak można w jednym momencie mieścić w sobie tak skrajne uczucia. Ale pomimo wszystkiego chciał rzucić się bratu na szyję i poklepać go po plecach. Prawdopodobnie, że sam tego potrzebował. Poparcia, pomocy. Ale musiał radzić sobie sam, sam nauczył się zabijać, sam i z siebie zrobił potwora. A mimo wszystko pozostał w większej niż brat części dawnym sobą.
    Tik – tak...

    Huck

    OdpowiedzUsuń
  40. [Dziękuję. Za nick również. Kocham Odyseję i Hala :D
    A po wątek chętnie wpadnę, o ile masz jakiś pomysł.]

    Katrina

    OdpowiedzUsuń
  41. [O! To by dopiero było bomba! To w sumie można im dać w przeszłości powiązanie, że się jako tako przyjaźnili, potem dobili targu i cała reszta, a teraz w Fable znów relacja im wraca do takiej niby przyjacielskiej, ale z dystansem, bo Hendrik się wścieka o klątwę, a Jones ma swoje dziwne podejrzenia... Super! Jakby co to jutro mogę zacząć. :D]

    Henry

    OdpowiedzUsuń
  42. [Dlaczego umierasz? xD
    Eh, ja za to nie mogę się ogarnąć i skupić, ale to z powodu nadchodzącego egzaminu, chyba najważniejszego w ostatnich latach mego życia :)]

    - Masz dziwne poczucie humoru – oznajmiła, po czym roześmiała się. Właściwie, była zadowolona z takich właśnie wyjaśnień. To oznaczało, że jednak wyróżniała się z tłumu, co poniekąd było jej celem w tamtym świecie. A skoro zauważył ją sam Davy Jones…
    - A więc moja kolej. – westchnęła, uznając, że powinna w końcu powiedzieć coś adekwatnego do sytuacji. – Bo powinnam ci chyba podziękować, czego jeszcze przez własny upór nie zrobiłam. Nie wiem, jak potoczyłoby się moje życie bez twojej pomocy. Mimo tego, że starałam się, jak tylko mogłam, to dzięki tobie zaszłam tak daleko. Powoli zdaję sobie z tego sprawę.
    Upiła łyk gorącej kawy i przetarła zmęczone oczy.
    - Oczywiście to nie oznacza, że w zamian będę anulowała twoje mandaty. Żeby to było jasne – zażartowała, bo mimo wszystkich dzisiejszych przeżyć, wróciło jej poczucie humoru. – A gdy już poukładam sobie wszystkie nowojorskie sprawy, przydałoby mi się trochę szczęścia przy naprawianiu cholernej maszyny tworzącej portale.
    Dopiła kawę i ponownie uśmiechnęła się. Mimo dawki kofeiny, czuła się jeszcze bardziej znużona i senna. Ziewnęła.
    - Mam dla ciebie pewną propozycję – znów się odezwała, wstając od stolika – Ale to jutro, dziś już padam z nóg.

    Virginia

    OdpowiedzUsuń
  43. [ Przyszywane siostry, och XD I oj tak, Rumpuś i jego śmiech, a do tego te ruchy rak <3
    Won z Emmą! Podłoga na żonę dla Haka! ^^ Choć nie, lepiej niech wezmą mnie do serialu, to mu podłogę z głowy wybije <3 ]

    Wiedział, że jest pieprzonym egoistą, Davy nie musiał mu o tym przypominać. Wszak nie był dzieciakiem, dorósł i nabawił sie kilku brzydkich cech. Skoro przeszkadzały one jego bratu, to mógł być z nich dumny. Bo w końcu gdyby ten go nie zostawił, to z pewnością Huc nie wyrósł by na łaknącego krwi gnojka bez manier i empatii. Jej resztki utracił, gdy brat odebrał mu miłość życia.
    - Jestem zapatrzony w siebie - przyznał z zadartym nosem - Ale to twoja wina. Nauczyles mnie tego, gdy uciekłeś. Liczyło sie wtedy tylko to, żebyś ty sie dobrze bawił. Nie ważne co sie działów młodszym braciszkiem. Wiec nie wiń mnie. A zegarka nie wyrzucę. Skoro mój brat umarł... To chce mieć po nim pamiątkę. Ja nie wyrzucam ludzi z serca i pamięci. Nie przestaje kochać lub nienawidzić. Pewien dzieciak, na którego mnie skazałem może ci to potwierdzić. Ja nie zapominam.
    Po tych słowach zamilkł i ruszył w stronę otwartych przez jego brata drzwi. Żal i nienawiść przepelniały każdą komórkę w jego ciele. Dawno temu obiecał sobie, że nie będzie płakał. I tylko dlatego zamierzał zapić swoje rozdrażnienie. Brat nie zmusi go do zmiany własnych postanowień. Nie sten sposób. Choć Huc miał wielką ochotę pozwolić łzom popłynąć. Nie zaszczycił Rez starszego Jonesa odpowiedzią, czy spojrzeniem. Miał już tego dość. Zaprzysiągł sobie, ze nigdy nie wróci do Woodlands. Nawet dla Jolly Rogera. Jego statek wat był każdej ceny. Tylko nie tej.
    - Żegnaj demonie - odezwał sie po wyjściu na ulice, gdy brat już nie mógł go usłyszeć - Nie wmówisz mi, że mój brat umar. Widziałem go. Ale skoro postanowił cierpieć u twego boku, to niech tak będzie. Zasłużył.
    A potem skierował sie w stronę Trip Trap. I nie miał zamiaru pracować.

    [ Ej! Mam pomysł. Może Huck nie przyjdzie wieczorem, bo upije sie i Wdą w większa drakę. Może z rozżalenia i przez alkohol da sie poważnie pobić. Davy mimo wszystko będzie sie martwił i znajdzie go. Pogoni jego oprawców i wpół żywego uratuje? Co Ty na to? Oczywiście nawet po tym nie pogodzą sie tak od razu. Bo oboje to uparciuchy xD ]
    Huck

    OdpowiedzUsuń
  44. [Cześć! Dziękuję za powitanie :) Tak, to jeden z najlepszych momentów, który nie wywołuje deszczu łez na dziecięcej (oraz mojej) buzi. Ja bym baaardzo, baardzo chciała wątek. Nie bardzo wiem jakie relacje udało Ci się już wykombinować z innymi autorami, ale postaram się być oryginalna ;)
    Jakaś akcja: Mała wracałaby z pracy wzdłuż portu, gdy nagle z jednego z klubów wypadłby na nią jakiś zapity napaleniec, oczekujący, że rozłoży nogi i jeszcze nie będzie się specjalnie wyrywać. Mała jednak zacznie się z nim szarpać i wpadnie do wody, gdzie przyuważy ją David.
    Trochę romansu: David może być jedynym mężczyzną, któremu z racji swojego zawodu Mała pozwoliła na więcej niż innym. Tutaj w sumie jest szerokie pole manewru, w zależności od tego jak zareagują na ten fakt obie postacie. Mogą sobie nic z tego nie robić, ale mogą też ich gryźć pewne wyrzuty, jakaś zazdrość, czy inne przeszkadzajki.
    Trochę dramatu: tak się nienawidzą, że aż kochają. Mogą spędzać całe dnie na mamcięwdupiu, a chwilę później nie mogą znieść braku zainteresowania ze strony drugiej osoby. Relacja dziwno-toksyczna, która powoduje, że jednocześnie nie chcąc się widzieć, cały czas siedzą sobie na głowach. Kłócą się o pierdoły, ona rani go krzykiem, on ją obojętnością.
    Do wyboru, do koloru! Można zmieniać, mieszać, kombinować, tylko daj znać mniej więcej w którą stronę idziemy ;)]

    Celine

    OdpowiedzUsuń
  45. [ Pacz co znalazłam w odmętach internetu *.*
    http://floangel.deviantart.com/art/Cr-eyebrowwar-414590615
    Bracia, jak w mordę strzelił ]
    Huck <3

    OdpowiedzUsuń
  46. [ Awww <3 To wygląda genialnie *.* ]
    Huck <3

    OdpowiedzUsuń
  47. [ xD Oj tak. Hak i podłoga. Nasza ulubiona para w Once ;) ]

    Był pieprzonym egoistom, zadufanym w sobie dupkiem, idiotą widzącym tylko czubek własnego nosa. I nie bał się do tego przyznać. To było cząstką jego osobowości, której do tej pory nikt nie zdołał z niego wyplenić. A raczej nikt nie próbował. Prawda byłą taka, że naprawdę był sam. Może i nie dostrzegał przez to cierpienia brata oraz innych ludzi wokół niego, ale tego właśnie nauczyła go samodzielność. Od zawsze musiał dbać tylko i wyłącznie o siebie samego. Nie było nikogo z boku, za kogo mógłby się wstawić. Żadnej rodziny, przyjaciół czy choćby dalekich znajomych. Opuszczono go, porzucono. Wtedy zrozumiał, że i on musi porzucać z zimnym sercem. Bez zająknięcia. To też właśnie robił w tamtej chwili. Z przeżartym przez przygasłą po pięciu latach nienawiścią sercem z żalem rozdzierającym go od środka szedł w stronę Trip Trap w celu upicia się na umór. Podobne uczucie targnęło nim pierwszy raz. Już wcześniej nachodziły go myśli samobójcze, ale zbyt bał się śmierci, by je rozważyć. Tym razem wpadł na lepszy pomysł. Bo po pijaku mógłby nawet nie zauważyć, jak ktoś po prostu by się go pozbył. Wystarczyło dosiąść się do odpowiedniego towarzystwa i pochwalić majętnością. Oczywiście po uprzednim zalaniu się w trupa. Pierwszy lat od wieków czuł się naprawdę samotny. Bo przecież nikt nie będzie po nim płakał. Był tego aż nazbyt pewien.
    Z trzaskiem otworzył drzwi baru i bez ceregieli przysiadł za barem. Posłał współpracownicy znaczące spojrzenie i już jasne było, że tego dnia nie będzie siedział przy pianinie. Już nie.
    - Rumu. I nie myśl nawet o brudzeniu szklanek. Nie trzeba – wybełkotał ze spuszczonym wzrokiem.
    Tik – tak. Tik – tak.
    Czas płynął, a on wlewał w siebie kolejne butelki odurzającego trunku. Nawet się nie zorientował, kiedy jego zegarek zawieruszył się przy barze. Wybełkotał coś tam do barmanki, by zatrzymała go do chwili, aż ktoś nie będzie o niego pytał. Takiemu wątpliwie interesującemu się losami Hucka szczęśliwcowi miała go oddać. Potem sam się zawieruszył w nieciekawym towarzystwie. Same osiłki, o których wkurzenie nie było trudno. Wystarczyło palnąć coś o mate tego, dziewczynie tamtego, a już przykładali mu zimny nóż do gardła w ciemnej uliczce.
    - Pozwólcie się honorowo upić panowie. Skoro to moa ostatnia noc – bełkotał, a oni ryczeli ze śmiechu.
    Ktoś zbił trzymaną przez niego butlę rumu i bez trudu uchylił się przez niezręcznym ciosem. Jones zatoczył się na ziemię i potrząsnął głową. Pił już od kilku bitych godzin, bez przerwy i powoli tracił kontakt z rzeczywistością. Wtedy też za gardło chwycił go strach, bo jednak alkohol go nie uciszył. Strach przed śmiercią.
    - Trzeba się było naćpać ty idioto – wymamrotał pod nosem, a potem zwinął się z bólu, gdy z jego warzą spotkał się but pierwszego mięśniaka.
    Potem było już tylko gorzej. Nie zamierzali pozwolić mu szybko rozstać się z życiem. Kopali, próbując wyciągnąć informacje o jego miejscu zamieszkania. Chcieli je potem ograbić. Bili, śmiejąc się z jego reakcji i wypominając, jak kiedyś na trzeźwo to on ich lał. Dźgali ostrymi nożami tak, by ubywało mu powoli krwi, ale by nie skonał im za szybko. Znęcali się, a on w przestrachu żegnał się z życiem. Najbardziej bolało go jednak to, że nikt go nie szukał, choć przecież cały dzień pił. Nie odebrał ani raz telefonu, nie stawił się na umówionych spotkaniach, a jednak zabrany mu przed chwilą telefon teraz milczał. W Trip Trap przez cały dzień też nie pojawił się nikt, kto by o niego pytał. Chciał umrzeć bez łez, godnie. Ale jego śmierć i bez tego była niehonorowa, więc pozwolił sobie na bezgłośny płacz. A chciał zginąć w walce.

    [ Może trochę przesadziłam, ale lubię znęcać się nad postaciami. I chcę by Davy ocalił Hakusia, więc musiał być porządnie zagrożony. No i proszę. Prawie go zabiłam ;_; To aż przykre, ale przez to wątek ciekawszy ^^ ]
    umierający Huck

    OdpowiedzUsuń
  48. [O tak! I to cudowne "I'm sorry Dave" <3 W ogóle ja ten film mogę oglądać w nieskończoność (z wyjątkiem początku ;)).
    W razie czego ja chętnie zaczynam. I miałabym jako taki zarys pomysłu. Katrina jest taka trochę wiedźmowata, więc do prawdziwej magii by ją ciągnęło. Mogłaby się zwrócić o pomoc do Davyego, bo chciałaby przywołać Jeźdźca? Jak uważasz?]

    Katrina

    OdpowiedzUsuń
  49. [ A prawdziwej miłości nic nie stanie na drodze xD Nawet Emma ]
    Nie wiedział, o się z nim dzieje. Świadomość opuszczała go powoli, jakby wyciekając wraz z krwią. Obraz zamazał mu się przed oczyma. Nawet nie zorientował się, kiedy pozbawiono go haka, choć pamiętał ból, jaki mu przy tym zadano. Kolesie się nie cackali, a on bezmyślnie dał się wrobić w rolę ich zabawki. Ochota na obronę już dawno mu przeszła, zwłaszcza, że alkohol wciąż huczał mu w głowie.
    - Jo ho i butelka rumu – szeptał do siebie, praktycznie nie poruszając ustami.
    Nad sobą słyszał śmiech i krzyk, od którego bolała go głowa. Łzy mimowolnie spływały po ego policzkach, choć Huck wcale tego nie chciał. Do jego głowy przychodziły najpaskudniejsze porównania i dręczące myśli. Miał sczeznąć jak szczur, robak albo coś jeszcze gorszego. Zdeptany, bezbronny i bezsilny. Został mu tylko ból, który paraliżował całe jego ciało. Był tak potworny, że Jones nie odróżniał już nowych ciosów od przerw pomiędzy nimi, bo i tak wszystko bolało. Każdy oddech, każde drgnienie.
    Nie mniej wkrótce hałas ucichł, niespodziewanie i przy wtórze jęków rozpaczy. Ktoś się dusił, ktoś biegł, ale Huck nawet nie próbował sprawdzić kto. Kosztowałoby go to zbyt wiele. Najprawdopodobniej tę resztkę życia, która powoli go opuszczała. Jej właśnie trzymał się kurczowo, zbyt bojąc się tego, co nadejdzie, kiedy puści. Bał się. Potwornie się bał. Przy tym był świadom tego, jak paskudnym był człowiekiem. Bohaterowie umierali zawsze za coś, bez strachu, godnie w objęciach najbliższych. A on był tylko złoczyńcą, czarnym charakterem, tym który nie zasługiwał na szczęśliwe zakończenie.
    Wtem jednak usłyszał swoje imię, zatroskany głos. Poczuł jak ktoś podnosi delikatnie jego głowę. Przez krew i łzy ledwie zdołał dostrzec twarz brata. Nie miał już siły na złość, gniew i nienawiść. Choćby nawet chciał, a nie chciał, to nie byłby wstanie powiedzieć choć jednego obraźliwego słowa. Najzwyczajniej w świecie cieszył się, że nie jest sam, że jednak jego braciszek przetrwał gdzieś tam. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów nie myślał o krzywdach jakie doznał. Chciał umrzeć przy bracie.
    Wszystko będzie dobrze. Jakże naiwne wydały mu się te słowa, które przecież sam wbijał sobie jak musztrę przez ostatnie pięć lat. Tylko że nic nie było dobrze i było to jego winą. Gdyby był mniejszym egoistą, gdyby widział coś więcej niż czubek własnego nosa, wtedy mógłby chociaż spróbować pojąć innych ludzi. Może potrafiłby nawet wybaczyć bratu, może zdobyłby przyjaciół, może nawet zakochałby się na nowo. On jednak wiedział, że tak nie potrafi. Bolało go to.
    Drżącą prawą ręką, choć kosztowało go to wiele wysiłku, dotknął wyciągniętej dłoni brata. Może i stracił przez niego wiele, może powyrywał sobie włosów, ale w tamtej chwili to się nie liczyło. Bo jeśli ktoś mógł go uratować, to tylko Davy. Ten inny, posiadający moc, której Huck nie potrafił pojąć. Ten którego nienawidził.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Pomóż mi – powiedział z trudem poruszając ustami.
      Nie zdołał powstrzymać kolejnych łez, mimo że nigdy nie chciał pokazać bratu słabości. Bał się. Cholernie się bał. I poczuł potrzebę, by o tym powiedzieć.
      - Boje się śmierci... krokodylu – wymamrotał, zamykając oczy i skupiając się na oddychaniu.
      Nie potrafił powiedzieć: „przepraszam” i nadal uparcie twierdził, że on akurat nie ma za co. Był na to zbyt dumny i choć miał skończyć jak śmieć, to nie potrafił tej dumy przełknąć.
      Wtem jednak poczuł, jak spływa na niego ukojenie. Dziwna błogość, opanowująca jego ciało niczym narkotyk. Ciepło i spokój, ale nadal się bał. Ból nie ustępował, ale jakby delikatnie zelżał. Krew przestała tak nachalnie wyciekać. Huck wiedział, że może teraz mocniej chwycić się tej resztki życia, ale widział też, jak wiele kosztuje to jego brata. Zaraz też zapaliła mu się w głowie lampka, Davy zbyt wiele dla niego znaczył, by pozwolił mu się do końca poświęcić.
      - Bracie – wybełkotał, wkładając w te słowo resztkę sił – Telefon. Karetka.
      Nie wiedział, czy ten go posłucha, ale uważał, że tak byłoby lepiej. I tak już dostał drugą szansę, brat już go ocalił, śmierć musiała poczekać na poczciwego kapitana Haka. Więc on, mimo bólu i trudu, uśmiechnął się poranionymi ustami, a w jego podbitych oczach pojawił się nikły blask nadziei. Nie był tak całkowicie sam. Miał przecież brata. I nawet po pijaku powinien był o tym pamiętać.
      Kurczowo zacisnął dłoń na ramieniu brata i zamknął oczy. Los najwyraźniej miewał poczucie humoru. I inne plany iż on sam.

      [ Tulimy :* I wiem, taka ekscytacja przy pisaniu ^^ ]
      Huck

      Usuń
  50. [Dzięki <3
    Oj, to nie dobrze :( Moje mieszkanko jeszcze nie zdążyło się aż tak nagrzać, więc ze spaniem nie mam problemów ;) A przez alergię też już przeszłam. Pyłki topoli (chyba…) odejmują mi głos, więc średnio przez tydzień w roku charczę i piszczę zamiast mówić xD]

    Wieczór w oka mgnieniu stał się chłodny i nieprzyjemny, co na tą porę roku było raczej niespotykane. Wyjście z ciepłej i cichej kawiarenki na ciemną, wciąż pełną samochodów i przechodniów ulicę wcale nie należało do przyjemnych. Virginia uśmiechnęła się słysząc obietnicę Davy’ego dotyczącą jej okrętu. Jeśli jego magia potrafiła także wydobyć statek z otchłani galaktyki, nie miałaby nic przeciwko. Powrót do domu był jej marzeniem, a o odzyskaniu Legacy nawet nie śniła – to byłoby zbyt piękne i chyba niemożliwe.
    - Pewnie. Jeśli nie masz nic lepszego do roboty o tej porze… – odrzekła z uśmiechem. Sama była zaskoczona, że tak szybko przyjęła do siebie całą sytuację i zaakceptowała Jonesa. Polubiła go, choć właściwie się nie znali. A przynajmniej ona nie znała jego. Skoro obserwował ją, z pewnością trochę na jej temat już wiedział i była ciekawa jego zdania. Zaintrygował ją jak nikt inny do tej pory.
    Ruszyli wolno w dół ulicy, rozglądając się po kolorowych, podświetlonych witrynach sklepów. Fabletown całkowicie zmieniało swój charakter po zmroku. Stawało się tajemnicze i mało przyjemne. Virginię już nieraz wyrywały ze snu telefony w nocnych porach. Bójki, pobicia i inne sprawy niecierpiące zwłoki. Bywało naprawdę ciężko.
    - Dlaczego akurat zająłeś się tworzeniem Glamourów? – zagadała z ciekawością – Z twoimi mocami mógłbyś robić właściwie wszystko.

    Virginia

    OdpowiedzUsuń
  51. [Również witam i dziękuję. A na wątek chętnie wpadnę. ;)]

    Hunter

    OdpowiedzUsuń
  52. [Och. :c Czyli ona jest jednak silniejsza. Bo planowałam ograniczyć jej magię w Fabletown (oddalenie od Wielkiej Brytanii, może jakieś nieznane siły, itp.) i myślałam, że on mógłby znać ten sekret (i dochować go) i czasem w jakiś sposób pomagać, wzmacniać, wspierać.
    Masz jakiś inny pomysł? :)]

    Morgan Myers

    OdpowiedzUsuń
  53. [ Nie widziałam i nie mogę znaleźć ;_; Podeślij mi linka, pliiiis ^^ ]

    Z początku nie rozumiał, dlaczego wezwanie karetki miałoby być złym pomysłem. Przecież doskonale widział, że Davyemu nie jest łatwo, że się męczy. Dopiero gdy po jakimś czasie brat go posadził, zrozumiał. W uliczce leżały cztery trupy jego oprawców. Huck mimowolnie się uśmiechnął. Przypomniało mu się, jak kiedyś jego starszy braciszek zbił chłopców, którzy zabrali mu drewniany mieczyk. Miał wtedy ledwie parę lat, a jego oprawcy byli nastolatkami. Siły zdecydowanie nie były rozłożone sprawiedliwie, biorąc pod uwagę, że tym razem był niesłychanie pijany, to można by stwierdzić, że było prawie tak samo. Tylko że wtedy Davy nie zabił. Oboje stali się bardziej brutalni.
    - Teraz rozumiem czemu nie chcesz wezwać karetki – wydukał i kaszlnął.
    Momentalnie jego klatkę przeszył potworny ból. Chcąc sprawdzić jego przyczynę dotknął bolące miejsce dłonią. Zaraz też syknął przeraźliwie przez zaciśnięte zęby. W myślach dziękował też bratu, że na twarzy nie miał już łez. Może aż tak wiele się nie zmieniło.
    - Chyba mam złamane żebra – stwierdził cicho, przygryzając delikatnie pokaleczoną dolną wargę.
    Spojrzał nieprzytomnie na brata i mimo upojenia alkoholowego, które nie pozwalało mu jasno myśleć, stwierdził, że nie może pozwolić na to, by Davy zmarnował więcej energii. To też z niemałym trudem, przy drobnej pomocy brata podniósł się na nogi. Nie mogąc się na nich samodzielnie utrzymać, oparł się o ścianę i westchnął z trudem. Połamane żebra dawały o sobie znać, ale młodszy Jones wiedział, że nie pozwoli ich uleczyć bratu. Jeszcze mógłby się potem czuć winnym.
    - Podaj mi hak – poprosił cicho i kikut lewej ręki schował pod połę skórzanej kurtki.
    Przy tym nie spuszczał wzroku z brata, po którym aż nazbyt dobrze widział, że jest wykończony. Wcale aż tak się nie zmienił, skoro Huck mógł mierzyć go dawną miarą i bez problemu rozgryzać. Nagle zalała go fala poczucia winy, odezwało się jego skurzone sumienie. W myślach nie przestawał kląć, byle tylko to wszystko zagłuszyć.
    Odchylił głowę do tyłu, czubkiem opierając ja o zimą ścianę za jego plecami. Czuł się trochę lepiej, co nie zmieniało faktu, że ledwie trzymał się na nogach i miał ochotę zwymiotować. Częściowo wywołał to prawdopodobnie nadmiar rumu, ale większość jego samopoczucia i tak byłą spowodowana bliskim spotkaniem ze śmiercią.
    - Davy, krokodylu – odezwał się po chwili z zamkniętymi oczyma.
    Nazywanie brata krokodylem już dawno weszło mu w krew. W zaistniałej sytuacji, gdzie nie rzucali sobie obelgami w twarz, używanie tego przezwiska wydawało mu się nawet trochę zabawne. Tym bardziej, że w tym świecie dzieci w łaśnie krokodylowi przyklaskiwały za zjedzenie ręki Haka.
    - Oboje wiemy, że nie dasz rady mnie całkowicie wyleczyć. Muszę iść do szpitala. Nie chcemy jednak robić ci kłopotów z policją... Wszak cztery ofiary to nie przelewki. Powinienem pójść sam na pogotowie. Opowiem, że na mnie napadło kilku cwaniaczków i obiło do zemdlenia. Gdy się obudziłem, już ich nie było. Nie będą mieli powodów, żeby mi nie wierzyć, a pomogą. Ty pozostaniesz przy tym całkowicie poza podejrzeniami – zaproponował i zakaszlał.
    Tak długa wypowiedź kosztowała go trochę i tak nielicznych sił.

    [ Awww ^_^ Matko... Aż naszła mnie wizja ich tulenia się *_* Umieram ze szczęścia i ich słodyczy.]
    Huck

    OdpowiedzUsuń
  54. [ UUUUuuuuu.... I tak stawiam na podłogę, to ze ścianą, to tylko przelotny romansik xD ]

    Odebrał od brata swoją metalową protezę i przyjrzał się jej ze smutkiem. Hak nie wyglądał dobrze, a był jedynym, jaki Huck posiadał w Fabletown. Reszta została w rzeźbionej skrzyneczce na pokładzie Jolly Rogera. Westchnął ciężko i schował zniszczony, lecz wciąż mu bliski przedmiot do kieszeni. Liczył na to, że znajdzie się ktoś, kto go mu naprawi. Nie był bowiem zainteresowany sztuczna dłonią, którą już kiedyś mu proponowano. Taki mechanizm, który miałby mu zastąpić ciało, odrobinę go przerażał i zdecydowanie nie był w jego stylu. Druciki powbijane pod skórę, skrzypienie przy każdym ruchu i guziki, których funkcji musiałby się nauczyć. Nie, to nie było dla niego. On miał swój hak.
    Uśmiechnął się delikatnie na propozycję brata. Więc doszli do porozumienia, a jeszcze tego samego dnia o poranku wydawało się to być niemożliwe. Z wdzięcznością przyjął pomocne ramię Davy'ego i z jego pomocą dotarł do samochodu. Może i trwało to trochę przydługo, nie mniej już niebawem oboje siedzieli w pojeździe. Huck z westchnieniem ulgi oparł się wygodnie i odchylił głowę do tyłu. Z niezrozumiałych dla niego powodów dzięki temu lepiej mu się oddychało.
    Gdy starszy Jones spytał go o krokodyla, Huck nie mógł się nie uśmiechnąć. Sam czasami zastanawiał się dlaczego tak właśnie wybrał. Zanim zdążył się odezwać, samochód ruszył. Postanowił więc odczekać chwilę i znaleźć sensowną odpowiedź.
    - W sumie to sam do końca nie wiem – przyznał wreszcie z uśmiechem błąkającym się niepewnie na jego twarzy – Pewnie dlatego, że zawsze mnie przerażały. Uważałem je za bardziej godne uwagi niż rekiny, ośmiornice i inne monstra. Jeśli dobrze pamiętasz, to moją ulubioną zabawką był właśnie drewniany krokodyl. Choć ty upierałeś się, że bardziej przypomina rozjechanego ptaka. Potem zresztą... W Nibylandii – dodał trochę ciszej – Taki jeden paskudny krokodyli oblizywał się na mój widok. Przynajmniej miałem takie wrażenie – zakończył z lekkim rozbawieniem – Najśmieszniejsze jest jednak to, że tutaj w bajkach dla dzieci to właśnie krokodyl zjada mi rękę.
    Zakończywszy swoją wypowiedź znów syknął przez zęby. Klaka piersiowa nie dawała o sobie zapomnieć i regularnie zmuszała Hucka do zwijania się z bólu.

    [ :D Bo to taki cudy widok, że aż człowiek chce sobie to wyobrażać ^^ A gramatycznie jest, przynajmniej dla mnie, która siedzę z wiatrakiem w pokoju, bo inaczej umarłabym z przegrzania >.< Więc przepraszam za wszelakie błędy, jakie postrzelałam ;)]
    Huck

    OdpowiedzUsuń
  55. [ Davy, moja dawna miłośc xd Zawsze mam ochotę na wątek, ale pomysłu niestety brak :C Może ty jakiś masz? Ja jak coś wymyślę to z pewnością przyjdę ]

    Isaac

    OdpowiedzUsuń
  56. [Hej! Przepraszam, że tak późno odpisuję, ale nie wyrabiam z czasem i chyba poproszę o urlop...W każdym razie, jako, że Davy Jones kiedyś straszył mnie po nocach, wątek bardzo chętnie podejmę, tylko jak wspomniałam, z czasem u mnie krucho, więc i z zaczęciem będzie ciężko...]

    Amelia/Kida

    OdpowiedzUsuń
  57. [Q rządzi ^^ Dziękuję, tyle wyrazów uwielbienia, aż mi głupio za to jak późno odpisuję. Ale chęci nadal są!]

    Wartki Potok

    OdpowiedzUsuń
  58. [No to zaczynamy! ^_^]
    Alice ten wieczór spędzała w domu. Oglądając telewizje, popijając wino, przełączyła na wiadomości Fabletown. To, co ujrzała, zmurowało ją. A zapowiadał się taki piękny wieczór! Wino, herbatka… co tu brakowało jeszcze? Zaginionej znajomej?
    Prezenterka zaczęła mówić. Mówić o sekretarce burmistrza. O tym, że zniknęła… Można pomyśleć, co Alice to obchodzi? Co ją obchodzi jakaś człowiek? Sęk w tym, że Ala ją znała. Była jej znajomą z Krainy Czarów.
    To dawna Biała Królowa.
    Zdjęcie zaginionej zawisło na ekranie telewizora. Urocza blondyneczka, uśmiechając się na zdjęciu, sprawiła, że Alice patrzyła się jak głupia w odbiornik.
    Zanim spostrzegła, wiadomości się skończyły. Wesoła piosenka zastała, a Alice się wkurzyła. Wściekłość, sentyment, buzowała w Ali. Nie mogła tak tego zostawić.
    Musiała coś zdziałać. Lekko pijana, pokierowała się do mieszkania osoby, w której w tamtym czasie ufała bezgranicznie. Cóż, może coś więcej?
    Do Davida Jonesa.

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  59. [Dziękuję! Tyle się męczyłam z tą kartą, że nawet nie wiesz jak się cieszę, że się podoba. :)
    Boże, zazdroszczę. Ja to mam na dvd tylko i marzę by zobaczyć na żywo. Ja w ogóle się tak zainteresowałam Nibelungami i całą tą ich sagą i sto razy bardziej wolę historię Albericha, Nibelungów i Hagena niż Zygfryda i jego miłosnych problemów. :) Tak samo jak się dowiedziałam, że Oberon z Szekspira to jest tak naprawdę Alberich to już w ogóle... Ja po prostu kocham tą postać. :)
    A po wątek się chętnie zgłoszę, bo Davy Jones i morskie klimaty to moja kolejna mała fiksacja.]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  60. [ To jest pytanie bez odpowiedzi! Obu po prostu kocham *__* <33333 Moi kapitanowie... Aggh! :3 ]
    Huck

    OdpowiedzUsuń
  61. [Dziękuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję! :)
    Uwielbiam tą ekranizację. Z całej obsady właśnie im się najbardziej udała Brunhilda i Hagen. Chociaż strasznie ubolewałam, że tak skrócili wątek Hagena z Alberichem, a w scenie śmierci Zygfryda akcję z Nibelungami też sprowadzono do paru sekund. Eh, w filmach zawsze najnudniejsze wątki rozwlekają, a najciekawsze tną do granic możliwości. Dobra, bo zaraz się rozgadam!
    Myślę, że można dać jakieś powiązanie. I Oberon i Davy są w pewien sposób związani ze światem duchów, więc może na tej płaszczyźnie zrobić im wspólną przeszłość? Np. pod kontem tego, że Oberon popiera Davyego. W karcie masz, że Davy sprawia kłopoty, więc Oberon mógłby trochę przymykać na to oko, bo ma jakiś interes w tym by Jones był na wysokim stanowisku w Woodlands. Wybacz chaos, ale ja też kiepsko ostatnio myślę. :)]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  62. [No tak, z jednej strony masz widno w pomieszczeniu, ale z drugiej właśnie to prażące słońce :<
    Haha, tak to z tymi lekami jest :) I weź teraz auto prowadź, czy coś xD
    Odpis miał być wcześniej, ale trochę zabalowałam i wczoraj odsypiałam ten cały stres xD
    Nie, nie grałam, ale już podobają mi się lochy! :D]

    - A więc, w twoim przypadku, glamoury to zaledwie wierzchołek góry lodowej, hm? – zauważyła z zaciekawieniem - Nieźle się urządziłeś w Woodlands.
    Nie zdawała sobie wcześniej sprawy z tego, co tak naprawdę dzieje się w Fabletown. Nie miała większego pojęcia o magii i zaklęciach – jej wiedza ograniczała się do przyswajania glamourów, co było właściwie koniecznością. Oczywiście, wiedziała o działaniach takich sił w dzielnicy. Wiele magicznych postaci znalazło tu schronienie, jednak nigdy nie miała styczności z ich umiejętnościami. I nie miała pojęcia, że magia odgrywa tu aż tak ważną rolę, prócz „ochrony” samej dzielnicy. Czasem żartowała nawet, że przydałaby jej się czarodziejska różdżka podczas śledztw. Wciąż wiele musiała się nauczyć o tym miejscu.
    Oczywiście, jako szeryf posiadała dostęp do właściwie każdego miejsca w Fabletown. Widziała też podziemia, o których wspomniał Jones, jednak zapamiętała je tylko w kontekście możliwej drogi ewakuacji mieszkańców w razie potrzeby.
    Jeszcze bardziej utwierdziła się w przekonaniu, że ktoś taki jak David jest jej potrzebny.
    - Mniej więcej – zaśmiała się, słysząc o piratach – Gdy trafiłam do Fabletown, jak wiesz nie z własnej woli, nie do końca potrafiłam się tu odnaleźć. Czas dzieliłam właściwie tylko pomiędzy snem a próbami naprawiania maszyny do portali. W końcu dotarło do mnie, że zostanę tu dłużej niż bym chciała, więc musiałam zacząć działać. Właściwie przypadkiem dowiedziałam się o tym, że burmistrz szuka nowego szeryfa. Zgłosiłam się, bo uznałam, że to jedyne zajęcie, jakim mogłabym się tu zająć. W końcu pilnowanie porządku w mieście przypomina nieco zarządzanie okrętem. A rozdzielanie kar było moim ulubionym zajęciam.
    Zerknęła na Davy’ego z wesołym uśmiechem.
    - Musisz opowiedzieć mi kiedyś o tej całej magii w Fabletown! Pochodzę ze świata, w którym rządziła technika i nie do końca rozumiem…
    Zamilkła zaskoczona. W tym właśnie momencie, tuż przed jej nosem przeleciał zielonkawy papierek, który zawirował na wietrze i wylądował wprost na jej dłoni.
    - 20 dolarów – parsknęła z niedowierzaniem i zadarła głowę patrząc w niebo i na pobliskie okna – Nie wierzę, jeszcze nigdy nie miała takiego farta!

    Virginia

    OdpowiedzUsuń
  63. [Dobra. :D Ale te zajęcia musiałyby się ograniczać tylko do magii Davy'ego, czyli woda, duchy, zmarli itp. A jeszcze przed Fabletown, kiedy każdy znajdował się w swoim świecie, to Davy mógł podróżować między wymiarami? Bo jeśli tak, spotkanie w tamtych czasach dałoby nam dużo możliwości.]

    Morgan Myers

    OdpowiedzUsuń
  64. [ Masz racje, że Hakuś w tym jednym ma przewagę XD Nie mniej nie da się kochać mniej Jackusia <3 Oboje są genialni ^_^ ]

    Nie zamierzał wracać do kłótni z rana, choć miał na to wielką ochotę. Obawiał się jednak odrobinkę, że wtedy brat wysadziłby go byle gdzie i kazał człapać do szpitala w pojedynkę. Choć może i przesadzał, bo w końcu Davy uratował mu życie. Nie zmieniało to jednak faktu, ze nadal miał do niego żal. O wiele spraw, przez które do tej pory nie znalazł swojego szczęśliwego zakończenia.
    - Możesz uważać to za komplement – przyznał z krzywą miną – Choć gdy tak cię pierwszy raz nazwałem, to komplementem to być nie miało – zaśmiał się szczerze, co zaraz przypłacił bólem żeber.
    Wiedział, że krokodyl nie należał do osób sentymentalnych i że rozpamiętywanie dzieciństwa niezbyt mu się podobało. Jednak Huck nie potrafił wymazać z życia tego najszczęśliwszego rozdziału. Cała reszta to było tylko pasmo nieustannych porażek, w których zdarzały się momenty radosnego uniesienia. Zwłaszcza, gdy jeszcze nazywał Davy'ego bratem, miał obie dłonie i prawdziwą miłość. Tak. To właśnie ten okres, oprócz dzieciństwa, uważał za warty zapamiętania. Choć sposób w jaki go stracił do przyjemnych nie należał.
    - Jestem cholernym sentymentalistą, Davy. Nic na to nie poradzę. I dobrze, ze nie wyrzuciłeś zegarka. I tak lista rzeczy, o które mam do ciebie żal jest już dość długa – dodał półżartem, ale prędko tego pożałował.
    Zabrał zegarek, niezręcznie chrząknął i zapatrzył się w okno. Miło mu było pobyć w towarzystwie brata, choć atmosfera nie należała do najluźniejszych. Mimo to wiedział, że będzie tęsknił za tą chwilą, gdy w jako takiej zgodzie przebywali tak blisko siebie. Może nie mógł poklepać krokodyla po plecach, przytulić go, jak to miał kiedyś w zwyczaju, ale czuł, że nadal ma brata.
    Samochód zatrzymał się wreszcie, a Davy pouczył go, co wywołało kolejną falę wspomnień, a potem pomógł mu wysiąść z samochodu. Reszta poszła sprawnie. Ratownik, który zaoferował pomoc, zaprowadził go na oddział, gdzie kazał czekać na lekarza. Ten natomiast przebadał Hucka, przysparzając mu przy tym trochę bólu i zalecił badania, wypisał leki, położył w jednym z obskurnych pokoików i kazał czekać na prześwietlenie i inne bzdury. Jones cały czas tylko zaciskał zęby.
    Stanął, podparty o ścianę, w progu drzwi wyznaczonego mu pokoju i uśmiechnął się krzywo do brata.
    - Chyba obędzie się bez gadki o tym, jakim to idiotą jestem? Długo nie ustoję, więc jeśli jednak chcesz mi zapewnić wykład, to musisz wejść – wymamrotał i posłał bratu swoje prowokacyjne spojrzenie, po czym ruszył do szpitalnego łóżka.
    Padł na nie wykończony i odetchnął głęboko kilka razy.
    - Nienawidzę szpitali. Za często do nich trafiam. Ostatnio chyba... Tak. Jakaś kobitka zrzuciła mi wtedy doniczkę na łeb. Niechcący, rzecz jasna – powiedział, nie dbając o to, czy Davy ciągle jest w pobliżu i czy w ogóle go słucha.

    [ Spokojnie, ja to wszystko rozumiem ;) Zresztą moje też bez ładu i składu xD ]
    Huck

    OdpowiedzUsuń
  65. [Jeszcze Krymhilda była dobra. :) Ale Pattinson fakt - mi też się tak kojarzył.
    No to w sumie nam zostało tylko to powiązanie z przeszłości...]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  66. [ A ja witam najprzystojniejszego Pana na tym blogu, autentycznie ;; Zobaczyłam brodę - wspaniale, zobaczyłam długie włosy - muszę mieć z nim wątek, MUSZĘ. <3 Tak, od zawsze lubiłam panów z długimi włosami i brodą, pomińmy to milczeniem. XD
    Jeżeli jest chęć na wątek, to ja już nawet mam pomysł. Jak słaby, to może wymyślimy inny, ok? :D Otóż tak. David zawędrowałby sobie do Pudding N' Pie, bo w karcie pisze, że czasem lubi się powłóczyć po jakichś klubach (nie wiem, czy po akurat takich, ale okej). No i podejdzie do niego Scarlet, gadka-szmatka, bo i tak wiadomo, o co jej chodzi... I tutaj jest Twój wybór: albo Davy pójdzie, albo zostawi Kapturka bez zarobku, trudno. XD A nazajutrz/nazatydzień mogą na siebie wpaść, gdy Scarlet będzie próbowała zdjąć książkę z regału, a jest za niska, no i poprosi o pomoc Davida, który akurat tam będzie. ;;
    Może być? ]

    Scarlet

    OdpowiedzUsuń
  67. [Witam również, dziękuję.
    I skoro to dwie wiedźmy, to coś wymyślimy, prawda? Poza tym, jak widzę oboje mają popsute relacje rodzinne.]
    Ilta

    OdpowiedzUsuń
  68. [ Hah, okej, mogę zacząć. :3 ]

    Neonowe światła raziły Scarlet w oczy, a głośna muzyka, w rytm której dwie striptizerki tańczyły na róże, raniła jej uszy. Nie było jednak tak źle, jak na początku jej pracy.
    Siedziała przy barowym krześle, uśmiechając się zalotnie do wchodzących mężczyzn. Dopiero zaczynała, a i tak większość przedstawicieli płci brzydkiej szło do jej bardziej roznegliżowanych koleżanek. Sama Scarlet była ubrana w biały podkoszulek z dość głębokim dekoltem, ciemną (i krótką) spódnicę oraz tego samego koloru szpilki, dzięki którym zyskała magiczny wzrost 1,7. Rude włosy opadały falami na jej ramiona, a twarz Scarlet przyozdabiał widoczny, ale delikatny makijaż. Nie wyglądała na prostytutkę prawie w ogóle, ale to był jej znak rozpoznawczy. Uważała, że jej ciało powinno być zakryte do momentu akcji właściwej.
    W pewnym momencie do Pudding N' Pie wszedł wysoki i przystojny mężczyzna, na którego od razu zwróciła uwagę. Usiadł przy jednym ze stolików, a kobieta wstała z krzesła i ruszyła w jego stronę.
    Zgrabnie wymijała chodzących po barze ludzi, jednocześnie obserwując przybysza. Chciała do niego dotrzeć szybciej od innych "pań do towarzystwa", bo po prostu wpadł jej w oko... Nie to, co ponad połowa klienteli Pudding N' Pie.
    - Dobry wieczór - powiedziała kusząco, siadając na krzesełku przed nim. Założyła nogę na nogę, jednocześnie opierając się o blat stolika. Przy okazji wyeksponowała swoje piersi, uśmiechając się lekko.
    Zwykle taki zestaw działał...

    Scarlet

    OdpowiedzUsuń
  69. [Powróciłam po nieobecności, nadrabiam zaległości, i zjawiam się u Davy'ego! Jak na razie nie mam pomysłu, na coś bardzo oryginalnego między nimi, wymagam pomocy, zgłaszam ją. Jak widzisz ich powiązanie? Zwykli znajomi, przyjaciele, wrogowie, czy jeszcze coś innego ? ;>]
    Jasmine

    OdpowiedzUsuń
  70. [Ale inaczej się po prostu nie dało. Kochałam potem czytać komentarze fanek Zmierzchu, jak obejrzały film i foch, bo nie tylko fabuły nie ogarniały, ale i były złe, że ich idol to taki pacanek. :)
    Nie ma problemu. Ja też jestem ledwo przytomna od tej pogody i gdyby nie to, że piję hektolitry kawy sama bym zdania nie skleciła. Myślę, że można byłoby to jakoś wykorzystać. Skoro Twój Davy jest brakiem Haka i kiedyś był człowiekiem to można dać, że na samym początku Oberon był dla niego swego rodzaju mentorem, który pomagał mu w nauce korzystania z mocy i panowania nad światem podległych mu dusz zmarłych... Może być?]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  71. [ Dziękuje za miłe przywitanie :)
    Zapraszam oczywiście do mnie ma wątek bądź powiązanie.
    Ciekawa postać, dużo mamy piratów na blogu, zauważyłam. Ale to dobrze, piraci są wspaniali. ]
    ~Kai

    OdpowiedzUsuń
  72. [Pod te zepsute relacje, to oni powinni kiedyś się spić :D
    Powiązanie, powiązanie. Prospero trafił na wyspę, dzięki pomyślny wiatrom, dzięki pomocy i przychylności Davy'ego? I burza w wyniku, której na wyspę trafił później brat Prospera, który odebrał mu władzę, to może też sprawka Jones'a i wtedy Davy z Iltą mogli się spotkać po raz pierwszy. Ilta wtedy była podległa Prosperowi, więc może prosiła go pomoc w uniezależnieniu się od czarodzieja, i teraz trzy możliwości - nie zgodził się, a teraz w dobrych relacjach nie są. Nie był w stanie lub w jakiś sposób pomógł, tak, że potem się udało jej uwolnić, a teraz Ilta ma wobec Davy'ego dług. A to się jej nie będzie podobać.]
    Ilta

    OdpowiedzUsuń
  73. Życie w Fabletown było zbyt idealne. Chociaż kiedyś nie wyobrażał sobie by mógł cieszyć się z pobytu na lądzie. Teraz wolał już nigdy nie wyruszyć w morze niż wrócić do starego życia. Pamiętał jak na początku korzystał z życia, w pełni dając się ponieść euforii. Wtedy również z tego błogiego stanu wyrwał go ten sam diabeł, który urządził mu wcześniej piekło za życia. Davy Jones. Na początku nie był w stanie nawet go poznać. Na morzu zwykle widywał go pod postacią potwora lub też jako diabła. Bez rogów i z ludzką twarzą wyglądał zbyt normalnie... Czy to była prawdziwa twarz Jonesa? W czasie swoich czterystu lat tułania się po ocenie, Hendrik nie próżnował. Może i nie mógł zejść na ląd, ale mógł wiele zdziałać na morzu. Za wszelką cenę zdeterminowany był odnaleźć Davyego Jonesa lub zdobyć każdą nawet najdrobniejszą informacje o nim. Skoro ten diabeł był na tyle potężny by sprowadzić na niego klątwę, był wystarczająco potężny by również ją zdjąć. Co prawda wszelkie próby spełzły wówczas na niczym. Teraz jednak gdy spotkał swoją nemesis ponownie – na stałym lądzie. Wszystko wydało się o wiele prostsze. Nie miał pojęcia jak, ale dobili targu. I chociaż Henremu nie w smak było bycie zależnym od kogoś takiego jak Jones, wolał to niż powrót na Latającego Holendra. Zbyt polubił Fabletown, Trip Trapa i codzienne przyjemności. Nawet jeśli miałoby to kosztować jego dumę – trudno. Poza tym dobre relacje z Jonesem miały też swoje plusy.
    Dziś jak co rano, wyszedł z domu skoro świt. Lubił zjawiać się w Trip Trapie na długo przed otwarciem. O tej porze Woodlands pogrążone było we śnie. Nawet ochroniarz siedzący w holu, z kubkiem kawy, zdawał się pogrążony w drzemce. Hendrik wyszedł z budynku i kierował się już w stronę bramy, gdy kątem oka zauważył dobrze mu znaną postać. Davy...
    Sprawiał wrażenie jakby na niego czekał. Hendrik zaklął pod nosem i podszedł do niego.
    - Czego tym razem chcesz? - spytał zamiast powitania.

    Henry

    [Przepraszam, że taki chaos, ale trochę wypadłam z rytmu...]

    OdpowiedzUsuń
  74. Scarlet uśmiechnęła się lekko, słysząc jego pytanie. Spojrzała na jego ładną twarz i już chciała mu odpowiedzieć zgodnie z prawdą, ale powstrzymała się w ostatniej chwili.
    - A jakbyś chciał? - zapytała wesoło, ale i z pewną nutką kokieterii w głosie.
    Tak, ta sama śpiewka, której towarzyszył zalotny uśmiech. To było coś, w czym Scarlet była naprawdę dobra. Wiedziała, kiedy się uśmiechnąć, a kiedy popraeić włosy. Sprawiała, że dany mężczyzna naprawdę myślał, iż podoba się jej... W tym wypadku to było wiadome samo przez się, bo gość naprawdę był w typie Scarlet.
    W pewnym momencie zauważyła za plecami mężczyzny jakąś bójkę. Dwójka podchmielonych facetów o coś się biła, krzycząc do siebie mało wyrafinowane słowa. W świetle neonów było widać, jak rozwalają po podłodze jedzenie lub rozlewają picie. Scarlet poczuła delikatne ukłucie złości, po prawdopodobnie to ona będzie po nich sprzątała. Odwróciła szybko od nich wzrok i powróciła spojrzeniem na przybysza, którego właśnie kokietowała.

    Scarlet
    [ Don't worry, nic się nie stało. :) ]

    OdpowiedzUsuń
  75. Uśmiechnęła się szerzej, a zaraz potem jej uśmiech nieco przybladł, gdy spojrzenie mężczyzny przesunęło się na karminową wstążkę. Nienawidziła jej, ale nie mogła zdjąć tej przeklętej obroży.
    - Nie, to akurat nie jest żadna tajemnica - powiedziała, powracając do wesołej miny. - Mam na imię Scarlet. I chętnie pójdę z tobą w jakiekolwiek miejsce.
    Podobało się jej to, że mężczyzna był taki bezpośredni. Nie musiała już dalej aż tak go uwodzić, co było dla niej prawdziwą ulgą.
    - A w jakie konkretnie? - zapytała, przechylając nieco głowę. - I jak ty masz na imię?
    Rude włosy opadły na jej twarz i szyję, zakrywając częściowo wstążkę. Scarlet pytała, bo to klient wybierał miejsce. Nie ona, niestety.
    Czekała na odpowiedź, jednocześnie patrząc się prosto w oczy mężczyzny. Dalej się uśmiechała, a czerwone paznokcie zaczęły cicho stukać o blat stolika.

    Scarlet
    [ Wybacz, ja tak krótko. ;; ]

    OdpowiedzUsuń
  76. - Ahoj czarownico! – okrzyknęła Alice ze skwaszoną miną, lecz widok znajomego mężczyzny, trochę złagodził negatywne emocje Alki.
    Lubiła Davida, i to bardzo. Nie umiała odpowiedzieć sobie w jaki sposób. Niemniej jednak Ali i Jones mieli wrażenie, że jest między nimi dziwna relacja.
    Stanowczymi krokami weszła do mieszkania, mając zaciśnięte dłonie w pięść. Dzierżyła się z myślą, aby walnąć kogoś w pysk. Za Białą Królową… za Królową…
    - Za-za chwile coś walnę - wydukała przez zęby, opadając na kanapę w salonie.
    [Hehe, niech Jones uważa, Skipper. :P]

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  77. [ Cieszę się, że zdjątko się podoba ^_^ Mnie tez urzekły te oczy <3 ]

    Podniósł spojrzenie na brata, nie uśmiechał się. Nie miał już siły na to przesadną i sztuczną radość. Z początku nawet zamierzał odgryzać się bratu, ale gdy go słuchał, tka chęć gdzieś się ulatniała. Zaczął się porządnie zastanawiać, dlaczego tak naprawdę zrobił to wszystko. Dlaczego się naraził. Wszelakie możliwe odpowiedzi nie wyglądały zbyt wesoło, a ta prawdziwa przysporzyła go o dreszcz na plecach. W Fabletown zgubił gdzieś tego prawdziwego siebie. Zniknął jego pazur, siła, którą czerpał z nienawiści. Tak jak i sens życia. Nie chciał się do tego przyznawać przed Davy'm, ale nie potrafił też nic odpowiedzieć.
    Zamiast tego wbił spojrzenie w swoją rękę, wyciągnął schowany do kieszeni nadwyrężony hak i zaczął obracać go w palcach. Zastanawiał się co powiedzieć. O przeprosinach nie było mowy, błaganie o wybaczenie też nie było w jego stylu. Zresztą wątpił, by jego starszy brat pragnął tego wybaczenia. Pod tym względem byli do siebie podobni. Zbyt uparci, zbyt dumni.
    - Wtedy fakt, chciałem cię zatrzymać. Zwrócić na siebie uwagę. Teraz było trochę inaczej – wyszeptał, nie patrząc na brata.
    Wiedział, że jeśli tylko spojrzy w jego twarz, zaraz wyśpiewa wszystko. Co do ostatniej nutki, a tego nie chciał. Chciał zatrzymać swoją głupotę, swoje rozgoryczenie i cierpienie dla siebie. Jakby to były jego skarby.
    - A nasze drogi nie rozeszłyby się nawet wtedy, gdy oddałbyś mi statek. Nie... Ty jesteś krokodylem, a wiesz jak ja kończę w bajkach? Właśnie w paszczy krokodyla. Zawsze, w każdej wersji. To nieuniknione braciszku. Nasze drogi są ze sobą splecione, nie ważne jak bardzo tego nie chcemy – przemówił patetycznie i prychnął rozbawiony – Gadam jak jakiś nawiedzony wróżbita, co? - rzucił i mimowolnie spojrzał na swojego rozmówcę.
    Zapomniał się i już był stracony. Widział w oczach brata przyczajoną wściekłość, pretensję, żal. I mimo wszystko pewną więź. Wciąż się dla niego liczył.
    - Nie zwierzam się ludziom często, więc doceń to. I słuchaj uważnie, jeśli naprawdę chcesz wiedzieć. Odkąd trafiłem do Fabletown... - zaczął niepewnie i spuścił wzrok – Ja... Mam myśli samobójcze – wyznał – Nawet kilka razy próbowałem pozbawić się życia, ale za bardzo się boję. Zawsze w ostatniej chwili strach zwycięża. A potem męczę się na nowo... - mówił coraz ciszej, coraz niepewnej, aż wreszcie zamilkł.
    Nie chciał tego mówić, miał nadzieję, że uda mu się tego uniknąć, a jednak ulżyło mu, gdy w końcu to z siebie wyrzucił. Odwrócił się całkowicie od Davy'ego. Nie chciał widzieć w tamtej chwili jego twarzy. Wolał patrzeć w okno, na podłogę, na sufit. Byle nie na brata. Był strasznym idiotą i zdawał sobie z tego sprawę, ale pierwszy raz całkowicie się do tego przyznał i to przed kimś, kogo nienawidził od tylu lat...

    [ Szlak. Patetyzm mnie poniósł. Wzięło mnie na smutny odpis. Wybacz. >.< ]
    Huck

    OdpowiedzUsuń
  78. Scarlet odpowiedziała uśmiechem na jego komplement. To było bardzo miłe, a i sama kobieta uważała, że wybrała sobie ładne imię.
    Wstała z krzesła i podeszła do Davy'ego, może trochę zbyt blisko. Uniosła głowę, by móc spokojnie spojrzeć w jego jasne oczy. Bardzo jasne oczy.
    - Pewnie, że lubię - odpowiedziała szczerze.
    Jeżeli miała do wyboru opalać się czy pływać, to zawsze wygrywała ta druga opcja. Scarlet uwielbiała wodę już od dziecka.
    Odsunęła się od niego, ale wzroku z jego oczu nie spuściła. Być może dlatego, że bardzo pubiła patrzyć się ludziom w oczy, ale możliwa była też jeszcze jedna opcja - Scarlet uwielbiała jasne tęczówki.
    - Chodź, Davy. - Przechodząc obok niego musnęła dłonią jego rękę. Nie obejrzała się już jednak.
    Szli w stronę wyjścia z Pudding N' Pie, a kiedy opuścili już bar, Scarlet odetchnęła świeżym powietrzem, którego brakowało jej w środku.
    - W którą stronę? - spytała z uśmiechem.

    Scarlet

    [ Zróbmy im wątek romantyczny, błagam. ;; No chyba, że masz już z kimś zaplanowany. :c
    A jeśli się zgadzasz, to ten wątek ze wstążką możemy zrobić, gdy już ze sobo bedo. ;; ]

    OdpowiedzUsuń
  79. Scarlet uśmiechnęła się lekko, gdy ysłyszała jego komentarz. Spojrzała na Davy'ego, po czym odpowiedziała:
    - Nie da się zaprzeczyć. - Nawinęła na palec kosmyk rudych włosów.
    Kiedy weszli na pomost, a mężczyzna chwycił ją za dłoń, Scarlet spojrzała na niego zaskoczona. To było... coś nowego. Zwykle była traktowana jak rzecz, przez co klienci nie zawracali sobie głowy takimi rzeczami. Teraz poczuła się... mile połechtana. Spuściła wzrok na ziemię z dyskretnym uśmiechem.
    A kiedy zobaczyła okręt, to aż ją wryło w ziemię. Statek naprawdę robił wrażenie, musiała to przyznać. Nawet ona - a przecież była osobą, która nie miała zielonego pojęcia o okrętach - widziała, że na statek poszło dużo pieniędzy.
    - Jest taki... okazały - powiedziała z szacunkiem, spoglądając na Davy'ego. - Aż poczułam się jak księżniczka. - Uśmiechnęła się szeroko, patrząc mu przy tym w jasne oczy.
    Szczerze powiedziawszy, Scarlet nigdy nie była nawet na statku. Odwiedziła bardzo dużo mieszkań w Fabletown, a także poznała chyba wszystkie okoliczne parki, ale na okręcie swojej stopy jeszcze nie postawiła.
    Przez chwilę patrzyła się na "królestwo" Davy'ego, a potem odezwała się spokojnym tonem:
    - Wchodzimy?

    Scarlet
    [Ale fajnie, że się zgodziłaś. :3 ]

    OdpowiedzUsuń
  80. [ Jak i cały Colin <3 ]

    Davy nie powiedział zbyt wiele, a choć Huck na niego nie patrzył, to wiedział, co jego brat o tym wszystkim myśli. Nie oczekiwał użalania się, czułości i innych bzdur. Wiedział czego może spodziewać się po starszym Jonesie, a mimo wszystko... rozczarował się. Chyba jakąś maleńką cząstką siebie oczekiwał zrozumienia lub chociaż wyrozumiałości.
    Nie próbował szukać kontaktu wzrokowego, tępo gapił się przez okno na szary budynek, który stał naprzeciw szpitala. Całe Fabletown było takie. Szare i nudne. On nie potrafił funkcjonować w tym świecie i to w pojedynkę. Nikt nie wyciągał do niego ręki, a najwięksi bohaterowie bajek dla dzieci czyhali tylko na czyjeś nieszczęście. To nie był świat prostych reguł. Wcześniej może też bywało pod górkę, ale nigdy nie było nudno i monotonie. Wiedział czego się spodziewać, znał tamten świat. Tutaj człowiek był człowiekowi wilkiem.
    - Wiesz... - zaczął niepewnie, a przed oczyma stanął mu obraz błękitnookiej Lucy, jego wielkiej miłości – Często się nad tym zastanawiam. Praktycznie cały czas, bo tego mam w nadmiarze. Niestety chyba trochę o nią też chodzi. Wcześniej miałem jak zagłuszać tęsknotę za nią, a w Fabletown... Rutyna mnie męczy. Codziennie to samo, bez rewelacji. Samemu. Gdy byłem w Nibylandii – mówił, wpatrując się w jeden punkt przed sobą – Piotruś rzucił mi prawdą w twarz, a wystarczyły mu trzy słowa. Dopiero teraz rozumiem, ile miał racji. Sam, stary, skończony. Gorzej być nie mogło. Tam miałem zemstę, tu nie mam nic. Ile bym się nie starał, nie potrafię być dobrym człowiekiem. A nawet jeśli chcę, to nikt nie ufa facetowi z hakiem zamiast dłoni i z setkami trupów na koncie – wyrzucił z siebie z żalem i zagryzł zęby.
    Nie chciał dodawać, że ciągle rozpamiętuje też krzywdy ze strony Davy'ego. Wszak to nie była wina jego brata. Sam siebie wykończył.
    - Nawet załoga mnie porzuciła. Duszę się w tym całym Fabletown, ale wrócić też nie chcę. Bo co bym robił sam w Nibylandii? Szlag... Nie mam nawet do czego tęsknić. Zmarnowałem życie – wymamrotał i ścisnął mocniej w dłoni powyginany hak – Ona była jedynym dobrem w moim życiu.

    [ Agh... Ale nie mogę wciąż smutnych pisać >.< Choć przyznam, że ubóstwiam to robić. Zmuszać postacie do płaczu, do granic wytrzymałości. Ciągle rzucam im kłody pod nogi. ]
    Huck

    OdpowiedzUsuń
  81. Położyła głowę na jego ramieniu, mając nadzieje, że za chwilę zacznie płakać jak normalny człowiek. Powinna tęsknić, prawda? Płakać za tym, coś działać, lecz tylko otuliła Jonesa ramionami. Zagryzła wargi.
    - Wiesz co, Davy, jeżeli oglądałeś wiadomości, to wiedz, że Biała Królowa zaginęła. Kraina czarów się psuje. A co ja na to, czarownico? Wkurzyłam się!

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  82. [Ja też. Kocham ten serial po prostu. :) Dziękuję bardzo.]

    Adalind

    OdpowiedzUsuń
  83. [ Może jakaś stara znajomość?
    Hm... Nie mam pomysłu. Ale tak łatwiej wymyślić wątek.
    A ty, masz pomysł? ]
    ~Kai

    OdpowiedzUsuń
  84. Fakt, gdy spoglądała na ten wspaniały statek, to czuła lekkke ukłucia zazdrości. Ale wiedziała już, że są ludzie tacy jak David, którzy mogą sobie na to pozwolić, i tacy jak ona, którzy nie mogą. I to nie była wina tych bogatszych. A sama uważała, że takie rzeczy warto pokazywać i być z nich dumnym. No, gdyby ona miała taki okręt, to z pewnością już kogoś by przyprowadziła.
    Scarlet z wdzięcznością przyjęła dłoń Davy'ego. Czuła delikatne kołysanie, a gdy stało się silniejsze, zacisnęła palce na męskiej ręce jeszcze mocniej. No może była zbyt przestraszona, ale... pierwszy raz wchodziła na statek!
    - Dziękuję. - Mówiąc to patrzyła na deski, gdy znaleźli się na pokładzie okrętu. To było naprawdę miłe.
    Spojrzała na rozciągającą się wodę i zaparło jej dech w piersiach.
    Była już noc, a na niebie błyszczały miliony gwiazd, które odbijały się w tafli wody. Delikatny wiatr sprawiał, że na jej powierzchni powstawały małe fałdy.
    - Ale pięknie... - powiedziała cicho, na chwilę zapominając o tym, że nie jest tu dla podziwiania widoków.
    Po chwili odwróciła się i spojrzała na Davy'ego.
    - Przepraszam, że na chwilę byłam taka nieobecna, ale... - Wykonała dłonią jakiś gest, który miał wyrazić jej zachwyt.
    I zaraz przypomniała sobie, po co tu jest. Była jednak naprawdę wdzięczna mężczyźnie, że ją tutaj przyprowadził i traktował ją jak...damę? Tego Scarlet nie uświadczyła od bardzo dawna.

    Scarlet

    OdpowiedzUsuń
  85. [Witam przystojnego pana Davida ;) Z chęcią się piszę na wątek, niestety nie mam pomysłu na wątek między naszymi postaciami, może ty masz jakiś? : )

    Snow White

    OdpowiedzUsuń
  86. [Poczułam się więc zaproszona i przyszłam :) Tylko ze ja się nadaję bardziej do zaczynania (bo lubię) niż do wymyślania, więc błagam... :D]

    //Blue.

    OdpowiedzUsuń
  87. [ No, no ten.
    No to może powiązanie jeszcze ze świata baśni, jakoś je lubię.
    Fakt, mogłoby się coś dziać w barze i Kai mógłby szukać pomocy na "13 piętrze".
    Chcesz zacząć? ]
    ~Kai

    OdpowiedzUsuń
  88. [Śnieżka w sumie mieszka w apartamentach i kiedyś pracowała : ) Mam coś takiego – Śnieżka liczy w końcu na trochę spokoju, a tu łubudu bu – Davy przyczynia się do jakiejś afery. No i oczywiście ona jako ta praworządna i sprawiedliwa nie może mu odpuścić, musi dostać co najmniej porządny ochrzan, oczywiście wypomni mu stare wybryki i zagrozi, że jeszcze raz i ona się postara, żeby wywieźli go na Farmę. Co sądzisz?]

    Snow White

    OdpowiedzUsuń
  89. [Zważywszy na to, że praktycznie nie mam żadnej relacji teraz, to chyba wolałabym zacząć od pozytywnej, żeby jej nie męczyć od razu.]

    //Blue.

    OdpowiedzUsuń
  90. [Jutro albo jeszcze dziś przeczytam legendy arturiańskie i jak najszybciej wpadnę z genialnymi pomysłami dotyczącymi ich znajomości sprzed NYC. Mam na razie kilka propozycji, ale chciałabym to wszystko ogarnąć. A może Tobie coś świta?]

    Morgan Myers

    OdpowiedzUsuń
  91. [Filmwebowe kłótnie są najlepsze.
    To pozostaje kwestia tego, która zaczyna. Mogłabym Ciebie o to poprosić? Bo mam trochę zaległości i dość wolno piszę.]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  92. [Hej, hej :D
    Powiązanie teoretycznie już mamy dzięki Hakusiowi :D Tylko jak z ich relacjami kiedyś i teraz? ;)]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  93. [O, fajnie to ujęłaś :D Faktycznie pasuje tu ten motyw morskich stworzeń. Jeśli chodzi o przeszłość, tak właśnie mogłoby być. Możemy nawet uznać, że tylko Davy wiedział kim Lucy jest naprawdę. Hakowi nie powiedziała, że jest nimfą chcąc odciąć się od dawnego życia i zapomnieć o tym. Poza tym, może ich właśnie łączyć taka podświadoma i nieco magiczna więź. Tylko czy Davy wiedział, że Lucy jest z Huckiem i uwiódł ją celowo (jak sądzi jego brat), czy to całkowity przypadek? W sumie "uwiódł" to nawet za duże słowo, bo możemy uznać, że "tak jakoś wspólnie wyszło" xDD Aha, no i czy wtedy widzieli się po raz ostatni?
    Hmm. Myślę też, że Lucy nie ma do niego większych pretensji, choć pewnie wolałaby go więcej nie spotkać - za dużo złych wspomnień i te sprawy ;) Głównie obwinia za wszystko samą siebie, uważając, że wolność uderzyła jej do głowy i stało się. (Jak zwykle, piszę chaotycznie xD)

    A co do samej fabuły i teraźniejszości, to tak na pierwszy rzut oka widać, że Davy ma się dość dobrze, za to Lucy raczej się w życiu nie powodzi. Możemy jakoś o to zaczepić ;) Może od jakiegoś czasu oboje wyczuwają swoją obecność w Fabletown, ale jak dotąd nie wpadli na siebie, bo przebywają na co dzień w różnych miejscach? Mogliby spotkać się gdzieś nad wodą. Haha, Lucy, nieco wstawiona i po zachodzie słońca (gdy może używać magii), postanowi wskoczyć do wody (chcąc przypomnieć sobie, jak kiedyś sobie żyła itp). Davy widział to i widząc, że długo nie wypływa pomyśli, że się utopiła. Postanowi ją uratować. Wyniesie ją na brzeg, a Lucy go tylko skrzyczy za to xD Rozpoznają się i dalej już się coś wymyśli. Nie wiem, chyba to trochę głupie xD

    P.S.: Mówi ci coś nazwisko "Lucy Crale"? xD]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  94. [Pasuje jak najbardziej. Właśnie też mam zaległości, bo zamiast odpisywać - pisałam teksty do eliminacji i pierwszego etapu, więc wiem jak to jest.]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  95. [Cześć. :) Ano przydałoby się wrócić do życia, więc chętnie.]

    Joe Black

    OdpowiedzUsuń
  96. [Dobra, to chyba możemy uznać, że jako taka relacja jest określona, więc teraz tylko: od czego zaczniemy?
    Ja ogólnie zacząć mogę, bo lubię, muszę tylko mieć jakąś myśl :)]

    //Blue.

    OdpowiedzUsuń
  97. [No to ja uwielbiam ten twój bełkot xD <3

    Ok, fajny pomysł :) Lucy została właściwie zupełnie sama, bo wrócić na swoją skałę już nie mogła ;) Hak nie chciał jej znać, więc została na jakiś czas u Davy'ego. I tak, jak pisałaś, w końcu ich drogi się rozeszły.
    A co do wątku, zostawiamy też początek? xD Taki mało wyszukany jest, nie popisałam się z tym pomysłem xD (sorry, dziś mam jakąś głupawkę) Ale powiedzmy, że wyłowiłby ją i oboje przeżyliby szok na swój widok. Pewnie zachwyceni nie będą, ale ta ich więź w końcu weźmie górę ;) Przemoczeni do suchej nitki i w środku nocy, pójdą gdzieś się ogrzać i zacznie się rozmowa ;) Nie wiem tylko, czy uznajemy, że Lucy widziała się z Hakiem w Fabletown, czy nie wie o jego obecności tutaj? Bo pewnie coś takiego w końcu wyjdzie ;)]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  98. Zagapiła się na widok oświetlonego miasta. Rzadko kiedy miała okazję podziwiać coś tak pięknego.
    - Ale to jest... - westchnęła z zachwytem.
    Wiatr poruszył jej rudymi włosami, a przez ciało Scarlet przeszedł dreszcz. Automatycznie zrobiło się jej chłodniej. Cóż, była w końcu noc. Zadrżała i odwróciła się w stronę Davy'ego.
    Dopiero teraz zauważyła wyciągnięte w jej stronę banknoty.
    - Ale ja jeszcze nie... - powiedziała cicho, nie do końca to rozumiejąc.
    Zwykle płacono jej po "robocie". Klienci po prostu bali się, że Scarlet nie przypadnie im do gustu, a oni ją przecenią. Davy byłby pierwszym, który tak by właśnie zrobił.
    - Em... Placisz z góry? - zapytała zaskoczona.
    Poczuła się skrępowana. Przed chwilą była trktpwana jak dama, a teraz... Ale cóż. Taka praca.
    To dlaczego zrobiło się jej przykro?

    Scarlet
    [ Sorry za długość. :/// Jaram się tym wątkiem mocno. Wracam dziś do Polski, także... :) ]

    OdpowiedzUsuń
  99. [Możemy zrobić tak, że Lucy nie wie o jego obecności i Davy jej najwyżej o tym powie ;) Wówczas będzie o czym pogadać, ale to już tam jakoś później :D
    Ok, w takim razie zacznę ;)]

    Już od dawna, każdy jej wieczór w Fabletown wyglądał niemal tak samo. Kończyła pracę o dwudziestej, a kilkanaście minut później zasiadała już w jednym w tutejszych barów z drinkiem w dłoni. Było to raczej przyzwyczajenie niż uzależnienie, choć nieraz działało zupełnie jak terapia. Wciąż z trudem odnajdywała się w tym świecie, a po kilku kolejkach miała nieodparte wrażenie, że wszystko wydaje się dużo łatwiejsze. Myśl o pracy kelnerki nie wywoływała dreszczy, mieszkanie wydawało się większe i ładniejsze, a samotność nie doskwierała już tak bardzo.
    Bo czuła się samotna jak nigdy dotąd. Zbyt często zastanawiała się nad tym, „co by było, gdyby…” i myśli te nie dawały jej spokoju. Przestała liczyć nieprzespane noce, nękana wizjami i zbyt realistycznymi snami. Nigdy nie przypuszczała, że upadnie tak nisko; że przyjdzie jej tkwić w tym odrażającym miejscu, bez nadziei na cokolwiek.
    Nawet nie wiedziała kiedy wyszła z baru i znalazła się na drodze do przystani. Chłodny wiatr znad zatoki częściowo przywrócił jej trzeźwość umysłu i uznała, że pójdzie już tam, dokąd skierowały ją nogi. Noc była bezchmurna, choć na niebie widniała zaledwie garstka gwiazd – był to jeden z elementów, za który nienawidziła tego miasta. Światła neonów i reklam ulicznych świecących całymi nocami skutecznie przesłaniały te piękne punkty na niebie. Kiedyś, ze swojej skały obserwowała gwiazdy co noc, układając z nich rysunkowe historie. Tu jednak nikt nie zwracał na to uwagi.
    Kościelny dzwon w oddali wybił północ. Odgłos przeniósł się po tafli wody, a Lucy zatrzymała się na drewnianym pomoście przy przystani. Czuła zapach wody, wyczuwała ruchy małych rybek błąkających się ławicami pod powierzchnią. Po zachodzie słońca, gdy ujawniała się jej magia, mogła choć częściowo wrócić do tego, kim była kiedyś – wracała jej więź z wodą.
    Oparła się o barierkę i spojrzała w dół. Delikatne fale muskające drewniane pale pomostu odbijały światło idealnie okrągłego księżyca. Szumiały cicho, zupełnie jakby to miastu zduszało również je. Do głowy Lucy przyszedł zaskakujący pomysł, wywołany wspomnieniami i bez wątpienia alkoholem ciąż krążącym w jej żyłach. A gdyby tak wskoczyć i odpłynąć? Chociaż do rana pobyć w wodzie, zanurzyć się głęboko i nie wypływać? Chwiejąc się nieco, stanęła obiema nogami na barierce i skoczyła do zatoki nawet nie zdejmując ubrań.

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  100. - Dzięki, Davy – pocałowała mężczyznę w policzek, wyślizgując się z jego ramion i stając przed nim.
    Uśmiechnęła się do Jonsea, ah, ten to nigdy się nie oprzeć Alice… Doceniała jego starania, tak bardzo onieśmielony w jej towarzystwie. Urocze, prawda? Tak bardzo!
    - Możemy iść teraz? Założę się, że Bigby siedzi po nocach nad tą sprawą… - powiedziała z wesołą toną w głosie.
    Alice natychmiast dostała kopa do działania. Gniew przerodził się w natchnienie.

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  101. [Hejka. No, thx. Dzikie Łabędzie mają w sobie to coś. Według mnie to bardzo niedoceniona i zapomniana baśń. Co do Twojej postaci, to już się zakochałam. Uwielbiam Misona xD A w wersji Jonesa to wgl niezły z niego typek. I alkohol widzę jest częstym znajomym postaci z bajek i legend. Szanty xD Przypomina mi się Black Flag. W każdym razie dzięki jeszcze raz ;) ]

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Właśnie czytałam. Trzymaj się! Oby wszystko było db. A co do Sinobrodego – ooo tak <3 Do teraz mam dreszcze, gdy czytam to opowiadanie. Nie traci uroku ;D]

      Usuń
  102. Wpatrywał się tępo za okno. Nie miał pewności, czy postąpił słusznie zwierzając się bratu. Od lat nie zamienili nawet słowa, rano się pokłócili, a dalej jakoś samo poszło. Ledwie też znaleźli wspólny język, a on już zaczął zadręczać Davyego swoimi problemami, to mogło wszystko zepsuć. Nie mniej czuł się jakoś lżej wiedząc, że ktoś jeszcze zna jego mały sekret. Ktoś, kto nie pozwolił mu umrzeć.
    Ledwie jednak pogodził się z faktem, że teraz brat wie o jego próbach samobójczych i z lekkością, jaka go na chwilę ogarnęła, a już wszystko runęło. Pozory chwilowego spokoju, jego serce znów zaczęło szybko walić. Nie chciał okazywać słabości kolejny raz tego samego dnia, ale informacja, którą otrzymał... Zbiła go z nóg. Targnęła jego sercem, łamiąc je na kolejne kawałeczki. Byli mu wierni... Do końca. Zginęli w służbie właśnie jemu. A Jolly Roger czekał na niego w domu. W domu, którego nie widział od lat, nawet go nie pamiętał. Anglia za dawnych czasów była miejscem pięknym na tyle, że zdarzało mu się z tęsknym spojrzeniem zerknąć w jej kierunku. Wiedział też, że ta, do której mógł w każdej chwili pojechać, nie byłą tą, którą znał. Ich dom był w tej bajkowej Anglii... Tam też gdzieś na falach kołysał się jego statek. A raczej pod falami. Tam, skąd wyciągnął go kiedyś Davy...
    - Nie żyją... Wszyscy ci wspaniali ludzie, na których mogłem liczyć, którzy może byliby w stanie teraz mi pomóc. Przyjaciele... Swądek? Swądek, biedaku. Ty najwięcej dla mnie poświęciłeś – mamrotał, jakby sam do siebie – Uspokajałeś załogę, gdy tkwiliśmy w miejscu, a ja jak idiota uganiałem się za dzieciakiem. Niech ci woda lekką będzie.
    Wysłuchał brata do końca, zagryzając przy tym dolną wargę. Nie łatwo było mu tego wszystkiego wysłuchać. Tyle lat czuł tylko złość. Nienawidził. Jego rozbite na kawałeczki serce krwawiło.
    Przeczesał włosy dłonią i zamknął oczy. Odwrócił się w stronę brata, nie otwierając ich. Nie chciał na niego patrzeć. Jeszcze nie. Musiał sam też jeszcze chwilę być silny.
    - Ja też nienawidzę tego zegarka. Z tego samego powodu. I nienawidzę też z tego powodu ciebie. Nie prosiłem o wieczne życie. Wiedziałem, ze ty je masz i przerażało mnie to. Współczułem ci z tego powodu, wieczność bardzo ciąży. Przed Nibylandią chciałem przeżyć swoje lata i odejść godnie. Potem zacząłem się bać. I ten strach się we mnei zakorzenił. Dałeś mi za dużo czasu, on mi zaszkodził. Boję się, że za szybko się on skończy, a ja go zmarnuję. Davy... Krokodylu... - otworzył oczy i spojrzał na brata – Sam nie dam rady. Zrobię coś głupiego. Zmarnuję czas, który dałeś mi ze względu na niedzisiejszą, braterska miłość. Pomóż mi. Nie uciekaj po raz kolejny.
    Chciał mieć brata. Nawet jeśli był na niego wściekły. To właśnie brata mu brakowało.
    - Nigdy ci nie wybaczę i nie oczekuje, że ty wybaczysz mi, ale zostań...

    [Faza na głębokie wyznania jest spoko <3 Jak ja kocham ten wątek <3 Matulu <3
    Ej... Bo oni z Anglii są, nie? XD Matko tak napisałam, bo czytałam ostatnio „prawdziwą historię kapitana Haka” i mi się zakorzeniło. Jak Ci to nie odpowiada, to zignoruj ten fragment. ]
    Huck

    OdpowiedzUsuń
  103. [Mam obie ósemki i nie mam zamiaru się ich pozbywać ;D W każdym razie jest sporo genialnych bajek, o których się zapomina lub w ogóle nie słyszało. No, na wąteczek jak najbardziej, ale powiedz mi co, gdzie i jak, bo aktualnie tonę w odpisach. Chyba że robimy burzę mózgów ;)]

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  104. [Cześć <3 Dziękuję za powitanie! Ochota na wątek jak najbardziej obecna! Jest jakiś pomysł, czy mam nad czymś główkować?]

    Ariel Clearwater

    OdpowiedzUsuń
  105. [ Dziękuję za powitanie :) Wątku nie odmówię i nie przybywam z pustymi rękami, choć pisanie karty prawie całkowicie wyssało ze mnie pomysły.
    Elsa mogłaby szukać przez dłuższy czas czegoś, co pomogłoby jej kontrolować albo całkowicie pozbyć się jej mocy. Natrafiłaby na trop Wiedźmy z 13 piętra i ktoś by jej szepnął, że posiada jacht. Jako że raczej nie zapuściłaby się do apartamentowca, poszłaby do portu, gdzie zauważyłaby akurat wychodzącego z łodzi na dosłownie chwilę Davy'ego. Przekonana, że raczej by jej nie wysłuchał, skoro gdzieś się łódką wybiera, niepostrzeżenie weszłaby na pokład, chowając się w jakimś schowku, aby od razu jej nie wyrzucił. Wypływają na morze, David steruje i nagle pojawia się Elsa z przeprosinami i zaczyna zalewać go pytaniami, a Davy... Nie wiem jak zareaguje, to już leży w twoich rękach. W każdym razie, Elsa może stracić panowanie i pokład powoli może zacząć pokrywać lód. I dalej coś się wymyśli. Co ty na to? :) ]

    Lysse Snow

    OdpowiedzUsuń
  106. Oczy Scarlet gwałtownie się powiększyły, gdy tylko usłyszała jego słowa. Była zdumiona zachowaniem mężczyzny, przez co nie wiedziała, jak się zachować.
    Rzuciła okiem na banknoty. Była to - mniej więcej - stawka za typową noc. Być może jednak trochę więcej. To było dużo pieniędzy... Przynajmniej dla Scarlet.
    Pierwszy raz w Fabletown ktoś naprawdę chciał jej pomóc. I to całkiem szczerze, bez żadnych celów. Kobieta czuła się... dziwnie. Wiedziała, że pieniądze się jej przydadzą, bo ostatnio miała kłopoty finansowe. Po prostu musiała kupić sobie nowe ubrania, a jej zarabianie w Pudding N' Pie wyglądało następująco: na koniec miesiąca szef zabierał pięćdziesiąt procent zarobionych pieniędzy, a czasem nawet sześćdziesiąt. Z tego Scarlet musiała opłacić mieszkanie i swoje potrzeby.
    - Dziękuję... - powiedziała cicho. Schowała resztki dumy do kieszeni i wzięła pieniądze. - I przepraszam. To dużo dla mnie znaczy. Pierwszy raz obca mi osoba jest dla mnie tak dobra... Kiedyś się odwdzięczę. - Spojrzała na Davy'ego niepewnie.
    Schowała banknoty do swojej małej torebki, a potem... po prostu mężczyznę przytuliła.
    I nie miało to żadnego erotycznego podtekstu. Po prostu okazała w ten sposób swoją wdzięczność.

    Scarlet
    [ W takim razie powodzenia! :D Powiem Ci, że we Włoszech nawet raz tak padało, iż musiałam sprintem biec do kabin prysznicowych przez camping. A i tak byłam mokra. ;; ]

    OdpowiedzUsuń
  107. [Mogą się znać jako tako. W końcu w ciągu 5 lat mogli się na siebie napatoczyć. Dni Eliza najczęściej przesypia, więc najłatwiej złapać ją w pracy lub gdy idzie/wraca z klubu. Chyba że z jakiegoś powodu Davy by jej szukał, ale nie mam pojęcia dlaczego. Więc słabo się znają, ale w jakiej sytuacji się spotykają to nie wiem. Napisałam Ci, gdzie szukać mojej laseczki, więc teraz musisz zapodać, gdzie mają się widzieć ;)]

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  108. [ Jak fajnie, że ci pasuje. Mogłabym prosić, abyś zaczęła? :) ]

    Lysse Snow

    OdpowiedzUsuń
  109. [Oooo. Fajnie fajnie. Like it! To może bez zbędnych rozmówek, zaczynamy?]

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  110. [Okey, mnie takie powiązanko pasuje! A gdzie mogliby się spotkać w Fabletown. Hm, może Ariel grała ze swoim zespołem w barze, w którym akurat przesiadywał Davy. Wypatrzyła go ze sceny, a po koncercie do niego podeszła. Zaczęli razem pić, a potem pijani szlajali się po Fabletown i robili wszystko, co im się żywnie podobało?]

    Ariel

    OdpowiedzUsuń
  111. [Oglądałaś Termisia? xD Ja boję się sięgać po takie filmy xD Może skuszę się, gdy już puszczą w tv :D Mnie pozytywnie zaskoczył jedynie Jurassic World ;)
    O właśnie, mogą pogadać na jachcie Davy’ego i tam się ogrzać :)]

    Zanurzyła się w chłodnej wodzie. Była na tyle mętna, że widoczność ograniczała się do kilku metrów, a mimo to w końcu mogła odetchnąć z ulgą i poczuć się tak, jakby wróciła do domu. Napawając się tą chwilą, wolno nurkowała coraz niżej, pozwalając, by siła grawitacji ściągała ją w dół. Uśmiechnęła się widząc malutką ławicę srebrzystych rybek, które wcale się jej nie bały. To przypomniało jej, do jakiego świata tak naprawdę należy. Płynęła dalej, oświetlona tylko niewyraźnym promieniem księżyca, rysującym wężowate kształty na piaszczystym dnia zatoki. Była zaskoczona, że jest tu aż tak czysto. Sądziła, że wokół pływać będą śmieci i niechciane przedmioty, a tymczasem wyczuwała nawet świeży zapach morza, nie mówiąc już o licznych wodnych stworzonkach.
    Przymknęła na moment oczy, pozwalając, by prowadziły ją delikatne podwodne fale i prądy. Czuła, że mogłaby tu zasnąć i powrócić na ląd dopiero nad ranem. Brakowało jej tej wolności. Nagle woda wokół niej podejrzanie zawirowała, jednak Lucy nie zdążyła zareagować. Czyjaś dłoń chwyciła za jej nadgarstek i pociągnęła ją za sobą ku górze. Próbowała się wyrwa, jednak uścisk był zbyt mocny. Kilkanaście sekund później, tajemnicza osoba wyciągnęła ją na betonowy brzeg zatoki.
    Lucy podniosła się na kolana. Wściekłość powoli w niej wzrastała, głownie dlatego, że ktoś właśnie wyrwał ją z tak pięknego świata. Prychnęła, po czym przeniosła wzrok na wybawiciela, który właśnie wyszedł tuż obok niej.
    - Czy pan zwariow…?!
    Zamilkła równie szybko. Tak samo szybko minęło i zaskoczenie. Tuż obok niej usiadł Davy Jones. Już od dłuższego czasu wyczuwała obecność kogoś związanego z morzem. Jakąś silną więź, którą czuła tylko w stosunku do jednej osoby. Karciła jednak samą siebie sądząc, że to niemożliwe, by starszy Jones trafił do Fabletwon.

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  112. Podejrzewał, że Davy ma już dość wypominania mu tej jednej, jedynej rzeczy. Ucieczki. Od tego w sumie zaczęły się ich poważne sprzeczki. Huck nie potrafił zrozumieć dlaczego wtedy został sam. Może i Davy obiecywał, że wróci, może i złamał obietnicę z troski o młodszego brata, ale to nie zmieniało faktu, że Huck był wtedy sam. Musiał prędko wyrosnąć z chłopięcych głupot i nauczyć się dbać o własną skórę. Zarabiać na życie, nawet jeśli poprzez kradzież. Nawet jeśli poprzez zaciągniecie się na statek o czarnej banderze. Został brutalnie pozbawiony całej rodziny, wszystkich, którzy mogli go wychować, wdrążyć w nieprzychylny świat.
    - Nic nie rozumiesz Davy... Może i ja nie pojmuję twojej męki, twojej potęgi i tych wszystkich innych bzdur. Ale ty nie rozumiesz mnie. Ja wiem, że ginę w paszczy krokodyla. Że to twoja obecność będzie dla mnie zgubą. Ale, do kroćset, nie chcę być znowu sam. Wolałbym być wtedy przez ciebie narażony, niż samotny. Nie zmienimy przeszłości, więc dajmy temu spokój, ale nie wmawiaj mi, że lepiej by dla mnie było, gdybyś i teraz odszedł... - mówił to wszystko powoli, choć widział, ze Davy chciałby zakończyć temat.
    Wolał jednak postawić sprawę jasno, zanim zaczną udawać, że ta cala wymiana zdań nie miała miejsca. Chciał mieć nadzieję. Nadzieję na to, że odzyska kogoś na kształt brata. Nie oczekiwał wiele, wystarczyłaby mu obecność krokodyla. Przez te wszystkie lata zdążył zrozumieć, że samotność jest gorsza od wszystkiego innego. Nawet od bólu, którzy potrafią zadać bliscy. Bo o dziwo, to właśnie oni potrafią zranić najdotkliwiej.

    [ Awww <3 I nie muszę Ci nic wybaczać, sama w upały nie potrafię normalnie funkcjonować ]
    Huck

    OdpowiedzUsuń
  113. [Witam ponownie w nowym wcieleniu. Może tym razem uda nam się wykombinować wąteczek. :D]

    Annalee

    OdpowiedzUsuń
  114. [Nie wiem, czy to można nazwać genialnym pomysłem, ale wpadły mi do głowy dwie sytuacje, w których Morgana potrzebowałaby pomocy Davy’ego i w tym celu wezwałaby go jakąś inkantacją – to jest możliwe, prawda? Otóż, po tym, jak Morgana zaczęła zgłębiać tajniki czarnej magii, wygnano ją z Avalonu. Po pewnym czasie zapragnęła tam wrócić, ale nie mogła się dostać na wyspę, wobec czego przywołała Davy’ego, który miał jej pomóc odnaleźć drogę do Avalonu. Rzecz jasna ona byłaby mu winna przysługę. Druga wersja brzmi następująco: Morgana wyrzuciła do wody pochwę od Excalibura, która sprawiała, że człowiekowi, który ją nosił, nie można było zadać żadnej rany. Nikt jej później nie znalazł, ale ona mogła chcieć ją odzyskać i w tym celu wzywa Davy’ego. I znowu: nic za darmo. Nie mam pojęcia, czego Davy mógł od niej chcieć, ale nie obraziłabym się, jakby miało to jakiś związek z Hakiem, bo brakuje nam pomysłu na wątek. ;)
    Co o tym sądzisz?]

    Morgan Myers

    OdpowiedzUsuń
  115. [Cześć :)
    Polacy potrafią. ;) Chyba właśnie jedne z lepszych baśni i potworków mamy. I dziękuję, fajnie że się postać podoba.]

    Michael

    OdpowiedzUsuń
  116. [Jack miłości potrzebuje, w różnorakiej formie. <3]

    Jack Jones

    OdpowiedzUsuń
  117. [Dziękuję za powitanie, też uwielbiam krwiożercze bestyjki ;)
    Wątek obowiązkowy, ale obgadajmy co i jak na gadu jak już jesteśmy, żeby sobie niepotrzebnie nie śmiecić.]

    Nadine

    OdpowiedzUsuń
  118. [Dziękuję za tyle miłości <3
    A korciło mnie by go nazwać John albo Connor. Ale wtedy by mi pewnie kalka Johna Connora wyszła. :)
    Jestem jak najbardziej za. Krakenowi bardzo się przyda ktoś kto by go chociaż trochę utemperował. Sądzę, że Davy mógłby się idealnie nadać do tej roli. Może nawet pomógłby młodemu przy okazji jakiś kłopotów, w które Walter by się wpakował, bo powiedzmy nerwy mu puściły i narozrabiał.W sumie to Davy mógł wyciągnąć Waltera z Farmy. A Ty jak myślisz?]

    Walter

    OdpowiedzUsuń
  119. [ Hej, Skipper. :) Wróciłam i nie zamierzam znikać, a przynajmniej się postaram!
    Chyba kontynuacja będzie OK, jeżeli Ci pasuje i wątek, i relacja, jaka miała nam wyjść, a ja tak chamsko zniknęłam. XD
    Mogłabyś podać GG? Tak chyba będzie łatwiej obcykać wątek. :D ]

    Scarlet

    OdpowiedzUsuń
  120. [Serduszko za powitanie i za nowe zdjęcie Davy'ego. :}]

    Alice & Jack

    OdpowiedzUsuń
  121. [Lovecraft mnie zniszczył na drugim roku studiów. :c Dobrze więc – poczekam, a może jeszcze z Wakinyan'em (borzethorze, jak to się odmienia?) uda nam się również coś stworzyć, kiedy wrzucę drugą postać. : D W razie gdybyś chciała (co ja chętnie przyjmę!) odpisać dokładnie historię Davy'ego (pikantne szczególiki i tak dalej), to w mojej karcie jest mejl – nie krępuj się: pisz!]

    JOHN EVEREC

    OdpowiedzUsuń
  122. [Słuchaj. Skoro mamy tu już Cthulhu i Dagona to co powiesz na to by pojawiła się i Hydra? Tak sobie właśnie kombinuję pewien wątek i zastanawiam się nad jej stworzeniem. Mam też pewien pomysł. Jakby co - odezwij się do mnie na maila.]

    Walter

    OdpowiedzUsuń
  123. [No, masz :3 Nie jest to mistrzostwo, ale jest. Coś. Będzie lepiej, obiecuję.]

    Musiała przyznać, że podczas Halloween trochę z Lucy przesadziły. Mimo to dzisiaj, zaledwie po dwóch tygodniach, już zaczęła odczuwać lekki głód. Postanowiła jednak najpierw popływać, a przy okazji poobserwować plażę, bowiem wolała nie rzucać się w oczy. A o tej godzinie powinno być już pusto na zewnątrz, zwłaszcza że temperatura nocą schodziła już poniżej zera. Dlatego po zamknięciu basenu po dziesiątej wieczorem zamiast do domu, skierowała się w przeciwną stronę, sprawnie włączając się do ruchu. Po drodze dużo myślała, niekoniecznie o tym co zamierzała zrobić, po prostu sporo się w ostatnim czasie wydarzyło. Tutaj, z dala od Renu, coraz więcej rzeczy zaczynało ją niepokoić i dręczyć. Westchnęła, a po kilkunastu minutach była już na miejscu.
    Zaparkowała w jak najmniej widocznym miejscu, rozejrzała się dokładnie, ale nikogo w pobliżu nie zauważyła. Z uśmiechem i podekscytowaniem, jak dziecko otwierające prezent mikołajkowy, szybko pozbyła się wszystkich ubrań i owinięta tylko w ręcznik zbiegła po plaży w kierunku morza. O tak, nic jej nie uszczęśliwiało tak jak chwila swobody, i chociaż bardzo łamała panujące w Fabletown prawo, nie mogła się powstrzymać żeby od czasu do czasu nie zmienić postaci. Jeszcze raz obejrzała się dookoła, ale plaża świeciła pustką, więc z uśmiechem odrzuciła ręcznik i zanurzyła się w orzeźwiającej wodzie. Coraz bardziej oddalała się od brzegu, a gdy pod stopami nie czuła już dna, zmieniła się w swoją ukochaną postać. Zamachała szczęśliwa ogonem i szybko zanurzyła się w morskiej głębinie, wypływając na powierzchnię dopiero po dłuższym czasie. Dno oddaliło się tak bardzo, że nie była w stanie go dostrzec, znajdowała się już kilka kilometrów od brzegu. Chciała jednak nacieszyć się chwilą wolności, i skoro już udało się jej przemienić przez nikogo niezauważona, postanowiła to wykorzystać i spędzić w wodzie tyle czasu ile się da.
    Po dłuższym czasie, zbliżyła się nieco do plaży, ale jednak niezbyt blisko. Obserwowała, czekała na jakiegoś samotnego wędrowca, a zawsze taki się znajdzie, najczęściej wracając z jakiejś imprezy. Uśmiechnęła się do siebie i na próbę cicho zaśpiewała, piękną pieść bez słów, mającą jednak olbrzymią moc. To dzięki niej od tak długiego czasu wabiła do siebie niespodziewające się niczego złego ofiary. Nikt nie przypuszczał, że istota obdarzona takim głosem może wyrządzić jakąkolwiek krzywdę. Nagle przerwała śpiew, odwróciła się i zanurzyła pod powierzchnią. Zauważyła nadpływający jacht, który pewnie chciał przycumować. Jak na złość znajdowała się właśnie w niedużej odległości od portu, bowiem tu najłatwiej było kogoś znaleźć. Bezpiecznie ukryta pod falami przyglądała się intruzowi, jednak po uważnym obejrzeniu zdała sobie sprawę, że zna i statek i jego właściciela. Korzystając z tego, że już w tak bliskiej odległości od niej nie będzie, podpłynęła do jachtu i złapała się burty, podciągając się na tyle, żeby swobodnie oprzeć się na skrzyżowanych rękach. Pozostawało teraz tylko czekać aż jej obecność zostanie zauważona.

    Nadine

    OdpowiedzUsuń
  124. [Za dużo Jonesów już jest na blogu. :)
    Napad weny to był. I też właśnie po spojrzeniu na kartę do mnie dotarło, że mi wyszła z niej taka kochająca, nieszczęśliwa mamusia, a nie "bluźniercze zło". :D To co wątek robimy i z Krakenem i z Hydrą? Jak tak to może i resztę już ustalimy na gmailu, co?]

    Ava

    OdpowiedzUsuń
  125. [Szkoda, ale rozumiem decyzję. Ludzka rzecz, nie dawać rady. W takim razie chętnie przystanę na wątek z Davy'm. Tylko że tutaj nie mam pomysłu - ani na powiązanie, ani na początek. Z rzeczy, które może mogą pomóc - Dymitr zna Lucy i to od jakiegoś czasu. Zna też Huckelberry'ego, ale nie kojarzy jego "bajkowej" historii. Z Lucy sytuacja wygląda tak, że ona wie o morderstwie, które popełnił Dymitr (sprawa z notki). Z Hakiem - były pirat swego czasu mu pomógł, w wątku, który mamy teraz Dymitr powstrzymał go przed kolejną próbą samobójczą. Z "morskiej rodzinki" poznał też Nadine, ale tu nie ma żadnego powiązania, bo dopiero zaczynamy. ]

    OdpowiedzUsuń
  126. [W imieniu Lytty bardzo dziękuję za powitanie i za przemiłe słowa (i u niej, jak i u Johna – ja mam natomiast czasem wrażenie, że za bardzo się rozwodzę i nudzę czytelników przez nagromadzenie informacji i ilość tekstu :<). Teraz i ja mogę pochwalić kartę w pełnej krasie (chociaż wciąż Lovecraft to dla mnie ciężkie wspomnienia związane z wybitnie trudnym zaliczeniem). Davy jest naprawdę ciekawy i podtrzymuję chęć na wątek. Co prawda, teraz nie wiem, czy idziemy w męsko-męską przyjaźń, dużo wódy i trzymanie sobie włosów po dzieleniu się problemami egzystencjalnymi, czy może uderzymy w kierunku Jones'a-wiedźmy i zagubionej dziewczyny, która straciła pamięć... nie wiem. Hilfe!]

    L. NAPIER & J. EVEREC

    OdpowiedzUsuń
  127. [Cześć! Dziękuję za powitanie (jestem tak bardzo do tyłu w ogarnianiu tego bloga, że naprawdę nie ma problemu z opóźnieniem...) i za miłe słowa, cieszę się też, że Ci się spodobała moja karta. :3 I... nie byłabym sobą, gdybym teraz, widząc Twoją postać, nie zapiszczała: ICHABOD! Hahahah, nawet przez chwilę myślałam nad tym czy nie dać Ericowi na nazwisko Crane, ale ta opcja w międzyczasie upadła. :D Zastanawiam się czy dałoby się ich jakoś połączyć, ale chyba jestem zbyt skacowana, żeby wymyślić coś dobrego. ;c]

    Eric Hunt

    OdpowiedzUsuń
  128. [W końcu przybyłam! xD
    Wiem, wiem :) Sama chyba będę musiała zrezygnować z kilku wątków, bo będzie ciężko z czasem, nawet z samą Lucy :D Oczywiście, na nasz zawsze jest zaklepane miejsce! :D
    Kombinujemy coś a la Crane&Abby? :D I musimy jeszcze ustalić, czy zaczynamy od ich pierwszego spotkania w Fabletown czy damy sobie spokój z tym i uznamy, że już jakiś czas wiedzą o swojej obecności? ;) Myślę też, że sama relacja mogłaby być dość dobra, bo mimo że rozstali się w takich dość nieciekawych okolicznościach, to nie potrafiliby się na siebie gniewać :D Jak to widzisz? Chyba, że zrobimy małą dramę na ich pierwsze spotkanie, a potem się dogadają xD
    Co do samego wątku, możemy nawiązać do nielegalnych glamourów i zamieszania "kto jest kim", coś jak w grze. Może do Davy'ego przyszedł ktoś, kto wyglądał jak Lucy i czegoś chciał. Oczywiście, ta osoba nie miała pojęcia o ich mentalnej więzi i Davy od razu wiedział, że to nie ona. Uwięzi ją, zadzwoni do Lucy i zaczniemy kombinować :D Albo odwrotnie: do Lucy przyjdzie fałszywy Davy xD O! I wtedy możemy też wykorzystać wątek Dagona, który mógłby przejmować kontrolę nad ciałem i coś kombinować ;)

    Daj znać, czy coś z tego powyżej ma sens xDD]


    Jedyna taka, najwspanialsza siostrzyczka!

    OdpowiedzUsuń
  129. [ Dziękuje za miłe powitanie. Chciałam, aby Nate się wyróżniał, a jego bycie nieświadomym przyszło samo. Nie mniej jednak - dziękuje. Ja na wątki zawsze chętna, pytanie jak Panowie by się poznali? Nate grywa czasami na ulicach, może jakoś w ten sposób? On jest miły i towarzyski, ale straszliwie naiwny. Może na tym by się przejechał? Chociaż wątpię, żeby Davy zrobił mu krzywdę, ale kto wie...? ]

    Nate

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [*niewidomym. Głupia autokorekta. ]

      N.

      Usuń
  130. [Dziękuję bardzo za miłe słowa. :)
    Ja przyznaję, że mam tak samo. Zwłaszcza w cudownej wersji z 94 roku, gdzie w pewnym momencie już się życzy Victorowi by szlag go trafił. Za to polecam telewizyjną ekranizację z 2004 roku - perełka. :)
    Na wątek zawsze bardzo chętnie. Zwłaszcza, że lubię potwory Lovecrafta. Pomysły?]

    Victor

    OdpowiedzUsuń
  131. [Tak mi bardzo miło, jak mnie tak chwalicie. Doceniam to naprawdę, bo strasznie bałam się opublikować kartę. Zaaawsze się wstydzę, haha. Wszyscy życzą mi owocnych wątków i tak dalej.. może skusisz się na jakiś? ;)]

    Rebecca Rolf
    Pocahontas

    OdpowiedzUsuń
  132. [Tak właśnie myślałam że nie jestem pierwszą Mulan. Ale jeśli czas pozwoli to zostanę jak najdłużej. Nie da się ukryć, że do tego potrzebne są też wątki więc może się skusisz? :)]

    Sakamae/ Mulan

    OdpowiedzUsuń
  133. [Przepraszam za długi czas odpisu, niestety popołudniówki sprawiają, że nie mam jak pojawiać się na blogu nawet jeśli bardzo bym chciała. Liczę na to, że to pierwsza i ostatnia tak długa nieobecność na blogu.
    A wątek - bardzo chętnie, ale niestety nie wiem jakby tu ich połączyć, żeby zacząć jakąś opowieść. :(]

    Anastasia Russel

    OdpowiedzUsuń
  134. [Jest mi kompletnie obojętne z kim poprowadze wątek ale jeśli masz ochotę to może pokusimy się o dwa wątki? Chce w końcu trochę ruszyć z postacią a miałam małe problemy i nie miałam jak wcześniej tego zrobić]

    Mulan

    OdpowiedzUsuń
  135. [Nic nie szkodzi. :)
    Zgadzam się w 100%. W razie czego mam obie części w chmurze, więc mogę Ci podesłać linka.
    Dziękuję i cieszę się, że się podoba.
    Tak, Baskerville mi wspominała, że będzie mieć braciszka wilkołaka, więc też czekam niecierpliwie na kolejną postać do naszej mrocznej rodzinki. :)
    Jestem jak najbardziej za wątkiem z Henrym. Wręcz obowiązkowo muszę mieć z nim wątek, więc czekam niecierpliwie. A na gg już Ci wysłałem zaproszenie.]

    Victor

    OdpowiedzUsuń
  136. [No hej hej :) E tam. Większość z tej KP to tamta KP xD Przychodze po wątek do Jonesa, bo z takim typkiem co to sprzedaje broń to nie wiem czy Kapelusznik by miał coś do pogadania heh A że Davy to brat jego dobrego kumpla Haka myślę, że można coś skombinować. Jak myślisz?]

    Szalony Kapelusznik

    OdpowiedzUsuń
  137. [ To co tam braciszku? Wracamy do pełnych ukrytej miłości przepychanek? ^__^ Bo jako tako powróciłam XD Także trzeba by się zastanowić czy kontynuujemy, czy coś nowego kombinujemy :3 ]

    Kochający braciszek Hak <3

    OdpowiedzUsuń
  138. [Witam i bardzo dziękuję za miłe słowa. A Ptaka Gromu widziałem i aż ubolewam, że obecnie go nie ma na blogu, bo naprawdę przepiękna postać była. :)
    Na wątek serdecznie zapraszam. Daj znać tylko z którą postacią. :)]

    Raven

    OdpowiedzUsuń
  139. [Hej. :) Wracam po dość długiej przerwie i wpadam z zapytaniem czy masz chęć na nasz planowany wcześniej wątek? :)]

    kochający kraken,
    Walter

    OdpowiedzUsuń
  140. [Ślicznie ci dziękuję za przywitanie i również się witam :) Ja też o niej nie wiedziałam, ale ostatnio jak czytałam chrześnicy do snu bajki to się na to natknęłam i tak "A może by tak zrobić z tego postać?" :)
    Obydwie twoje postacie strasznie mi się spodobały. Davy jest tajemniczy i niejednoznaczny w odbiorze, natomiast Henry to świetny dżentelmen z mroczną tajemnicą. Bardzo chciałabym napisać wątek z którymś z twoich panów, ale boje się, że moje pomysły będą zbyt słabe, by zabierać ci twój cenny czas :c
    Otóż... Myślałam nad tym, że skoro Davy zajmuje się magią, może Marianne przyszłaby do Jonesa szukać swojego męża? Być może dałby jej jakiś znak, gdzie go szukać? Nie wiem, czy chciałby jej pomóc, ale spróbować warto.
    Co do Henry'ego to mam dwa pomysły - nie wiem czy organizuje jakiegoś typu przyjęcia, ale na takie przyda się piękna oprawa kwiatowa :) Lub Marianne mogłaby przyjść kupić broń, ale sama nie wiedziałaby czy tak naprawdę ją chce...
    Dziękuję raz jeszcze za przywitanie :)]

    Marianne

    OdpowiedzUsuń
  141. [Byłoby świetnie, ale ja wcale nie namawiam. :D
    Obie postacie masz świetne. Nie wiem czy Kruk jako uciekinier z więzienia ryzykowałby kontakt z czarownikiem z 13 piętra. Co prawda to mogłoby być szalenie ciekawe, ale nie wiem czy Davy by Ravena nie pogrążył. Jeśli chodzi o Henrego to mam wrażenie, że Raven by go odbierał właśnie jako zagubioną duszę, z fascynującą tajemnicą, więc pewnie szybko by się nim zainteresował. Mógłby go nawet spotkać pod postacią Wilkołaka i uspokoić, tak by Henry był w stanie wrócić do ludzkiej postaci. Potem pewnie by się już jakoś potoczyło. Co o tym sądzisz?]

    Raven

    OdpowiedzUsuń
  142. [Jak się cieszę, że mój krakenek nadal taki kochany przez wszystkich. :)
    No to zostajemy przy starym pomyśle, że Davy wyciągnął Krakena z Farmy i się nim zajął, pilnuje go i tak dalej. Czy coś zmieniamy?]

    Walter & Wartki Potok

    OdpowiedzUsuń
  143. [Nie przeszkadza mi długie czekanie :)
    Nie spodziewałam się po nim bezinteresownej pomocy, co ty - nie wygląda na takiego ani karta na taką nie brzmi :D Myślę, że uciułałaby grosza, zwłaszcza, że chodzi tutaj o jej męża.
    Jeśli jednak lepiej pisze ci się Henrym to nie ma problemu - kombinujmy z nim! Czyli myślisz, że Marianne mogłaby zauważyć dziwnie zachowującego się Henry'ego w nocy w parku i dopytałaby, co się wtedy działo? Myślę, że bez problemu zagadałaby go podczas kupna broni mającej zapewnić jej bezpieczeństwo.
    Czy mam w takim razie zacząć? :)]

    Marianne

    OdpowiedzUsuń
  144. [ Trzeba, trzeba. Nie ma bata ^^ Coś tam nawet kombinowałyśmy an gg, to trzeba by do tego zerknąć i w końcu ustalić co i jak XD ]
    kochający brat <3

    OdpowiedzUsuń
  145. [Wierzysz w to? Bo ja nie. Ruszam dupę, skarbie! <3]

    Wywróciła oczami, po czym podciągnęła się jeszcze bardziej i usiadła. Owszem, zgadzała się z nim, jednak to nie było wcale takie proste. Bowiem im częściej decydowała się na starą dietę, tym bardziej jej pragnęła. Co innego gdy przez dłuższy czas żywiła się czymś innym, wtedy nawet nie myślała o polowaniu. Jednak jedno ciało, i potem leciało już lawinowo.
    - Davy, nie przejmuj się aż tak. Było minęło, nie mogę już sobie nawet popływać i pośpiewać? Przecież wiem, że to lubisz - uśmiechnęła się zadziornie, a skoro już na niego wpadła, to właściwie mogła wyjść z wody.
    Przecież nie będzie czaić się na ofiarę mając świadka. Nawet jego, chociaż wiedziała, że nigdy by jej nie zaszkodził. Po chwili już wstawała, a zamiast ogona pojawiły się dwie zgrabne nogi. Co z tego, że nagie. Jak cała reszta. Ubrania zostały na brzegu, a zresztą nie było tak, że nagle zobaczył coś, czego jeszcze nie widział. Mimo to przeszła w kierunku leżaka i wzięła z niego ręcznik, którym się owinęła. Przecież wciąż było całkiem chłodno, lepiej mieć coś na sobie.
    - Czasami myślę, że trochę za bardzo się przejmujesz. Wiesz dobrze, że nie jestem głupia i zawsze potrafiłam się opanować, jeśli musiałam. Co nie znaczy, że często muszę powstrzymywać rządzę, ale mogę to zrobić. W każdym razie... - mówiąc to przysiadła sobie na pierwszej lepszej rzeczy z brzegu, wbijając w niego spojrzenie. - Co tutaj robisz, panie-ja-zawsze-przestrzegam-zasad, co?
    Lubiła się z nim droczyć. Właściwie, był jednym z niewielu mężczyzn, przy których naprawdę była sobą. Nie musiała stosować syreniego uroku, co nie znaczy, że czasem tego nie robiła. Przy innych jednak chęć filtrowania była silniejsza i sama nawet nie wiedziała, kiedy normalna rozmowa przemienia się w wabienie. Za to z nim nic takiego się nie działo. Pewnie dlatego, że znali się za długo i nie potrzebowała już stosować żadnych sztuczek, bo i tak ich znajomość będzie wciąż trwała. A przynajmniej wszystko na to wskazywało.

    [Składanka z Deadpoola daje kopa, więc pacz. TADADAM! Bądź dumna <3]

    Nadine

    OdpowiedzUsuń
  146. [Fajny zbieg okoliczności :) Początkowo zastawiałam się nad Ariel, bo ją uwielbiam, ale chyba nie dałabym rady poprowadzić jej postaci.
    Co do wątku, jestem otwarta na propozycję ^^ ]
    Rebel Harper

    OdpowiedzUsuń
  147. [Również witam.
    Aż jestem w szoku, że w ogóle mnie tu pamiętacie. Zwłaszcza, że byłam tu chyba ponad rok temu i za wiele się nie nawątkowałam. :)
    Dziękuję pięknie. To był napad weny i spory był w tym udział samego bloga, bo zmiany i ta większa bajkowość fabuły mnie tak nastroiły do pisania. :)
    Chętnie skorzystam, choć nie wiem z którą postacią. Davy to anglosaskie klimaty, ale z drugiej strony mam słabość do wilkołaków, więc może wybór pozostawię Tobie.]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  148. [ Nie martw się, ja też ledwie co wróciłam do życia. Ostatnie miesiące praktycznie mnie tu nie było x) Ale skoro obie teoretycznie wróciłyśmy, to co z tym naszym wąciszem cudnym? Kontynuujemy od miejsca gdzie skończyłyśmy ( nawet nie pamiętam na czym stanęło xp ) czy kminimy coś kolejnego, po tych wydarzeniach? Osobiście jestem za opcją b, ale nie mam pojęcia co to by miało dokładniej być. ]

    Świetnie to wszystko rozumiejący młodszy braciak

    OdpowiedzUsuń
  149. [Ciekawe. Wolałabym jednak, żeby byli rywalami/wrogami. Rebel może nie wiedzieć, że to on odebrał jej moce, a Davy może chcieć jej, to rzucić w twarz.
    W takim układzie Rebel musiałaby się bardziej nagimnastykować żeby odzyskać moce.]
    Rebel

    OdpowiedzUsuń
  150. [Bardzo mi miło, że mnie w ogóle tyle osób pamięta. :)
    Dziękuję! Nie spodziewałam się aż takich komplementów, ale i tak jest mi szalenie miło.
    Z chęcią wpadnę na wątek. Masz jakieś pomysły lub preferencje co do postaci?]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  151. [Hahaha, teraz to ja trwam w zachwycie! Koniecznie trzeba tak zrobić! Powiem Ci, że myślałam nad dodaniem paru wolnych postaci, w tym Hagena, zastanawiałam się nad wizerunkiem i nie miałam pomysłu... A tu mnie tak zastrzeliłaś tym Legolasem! <3 Boże jakie to piękne... Ale faktycznie - mając tak cudownego i oszałamiającego tatusia, synek musi być choć po części równie cudowny i oszałamiający. Hahaha normalnie tak! Zrób Hagena z buźką Legolasa! Totalnie zrób! <3
    Z innych postaci to mam oczywiście żonę, ukochaną córeczkę - Lirazel (z "Córki Króla Elfów") i ewentualnie wnuka - Oriona (z tej samej książki). Ale chyba z Hagena bym się ucieszyła najbardziej. Zawsze bardzo lubiłam tą postać w Nibelungach za to, że był taki niejednoznaczny i biedak w tych intrygach siedział na trzy albo i cztery fronty. Jeszcze jakbyś go zrobiła na takiego antybohatera to w ogóle by było bajkowo. <3 No i nie wiem czy by Ci niektóre moje pomysły na tą postać pasowały. Lucy zaproponowałam pewne powiązanie z Hagenem. I sama mam wizję na dość specyficzne relacje Oberona z Hagenem. Jakby Ci nie przeszkadzało, że mam dość rozbudowaną wizję tej postaci to byłabym zachwycona.
    Nie mówiąc już, że sam Twój pomysł na wizerunek mi podsunął kilka dodatkowych pomysłów na ubarwienie postaci.
    Jak najbardziej konferencja mi pasuje. Mój numer - 60664974. :)]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  152. [ A dziękuje za pochwałę, przy każdym powrocie do życia nachodzi mnie pomysł na nowy wygląd karty XD Tym razem nie było inaczej.
    Z tym przerywnikiem i całą Twoją nową postacią to nie głupi pomysł :D Aż mnie już świerzbi, żeby zobaczyć jak go dokładnie wymyśliłaś :3 A po drodze na pewno wpadniemy na jakiś epicki pomysł dla braciszków ^^ ]

    Kochający młodszy braciak

    OdpowiedzUsuń
  153. [ Och a ja to uwielbiam pisać karty <3 Tak samo jak zmieniać zdjęcia XD
    W każdym razie czekam niecierpliwie, bo że wymyślimy coś powalającego to jestem pewna. Też doskonale pamiętam jak to było tamtym razem <3 I pamiętam jak cudownie nam się pisało, więc już się doczekać nie mogę ^^ Bo przyznam szczerze, że tęskniłam za pisaniem z Tobą <3 ]

    z miłością młodszy braciak

    OdpowiedzUsuń
  154. [ No to podejrzałam ( i co marudzisz, że pisanie kart Ci nie idzie skoro wyszło bardzo dobrze :3 ). Szykuje się niezła bomba kłopotów skoro on też był zakochany w Lucy ( choć tej ludzkiej, ale to tam taki mały szczególik xD ).
    No i rzeczywiście możemy zacząć już coś kombinować - już widzę ich zazdrość i złość XD Jedna kobieta, a tylu mężczyzn podburzyła ^^ W każdym razie zapowiada się ciekawie :>
    Kółko wzajemnej adoracji <3 Kochajmy się dalej i twórzmy XD <3 ]

    Lovający młodszy Jones <3

    OdpowiedzUsuń
  155. [ YAY <333333 Nie mogłam się powstrzymać od odpisania XD <3 Ależ ja za tym tęskniłam!]

    Powinien być szczęśliwy. Powinien, ale jakoś wiele czynników bardzo mu to utrudniało. Na szczęście Huck nie dawał się tak łatwo zniechęcić i był gotów wytrzymać naprawdę wiele. Tym bardziej, że był stuprocentowo pewien, iż nie chce przeżywać kolejnej kłótni z Lucy. Wspólne życie w jednym miejscu, którym okazał się Jolly Roger, a nie zwykłe mieszkanie, było o wiele trudniejsze niżby się spodziewał. Cała ta codzienność i zwyczajność była przytłaczająca, ale kiedy jeszcze dochodziły do niej spory o każdy drobiazg, to robiła się bardziej niż uciążliwa. Ale on wiedział, że nie może narzekać. Przecież tego właśnie chciał, tego pragnął. Mieć ją tuż obok w każdej minucie swojego życia. Nawet jeśli oznaczało to znoszenie jej krzątania się w kółko po pomieszczeniach, jeśli oznaczało jej pogwizdywanie w chwilach, gdy miał ochotę potrwać w kompletnej ciszy, nawet jeśli oznaczało słuchanie wymówek za każe zbyt pieszczotliwe zwrócenie się do własnego okrętu. To były szczegóły, które mógł przecierpieć. Przecież ją kochał, przecież pragnął mieć z nią dzieci i u jej boku się zestarzeć. Choć ona pozostanie wiecznie młoda i samym tym faktem wpędzi go w kompleksy. To nic. To wszystko nie miało najmniejszego znaczenia, a udowodnił to wręczając jej pierścionek. Wciąż jeszcze oboje to przeżywali. Narzeczeństwo, wspólne mieszkanie, plany na przyszłość.
    Tylko że Huck potrzebował choćby małej przerwy, żeby ochłonąć. Dlatego pod pretekstem przyniesienia jakichś drobiazgów, o których najpewniej zapomniał, gdy w porywie emocji przeprowadzał się na statek, skierował się do swojego mieszkania. Nie zamierzał go odsprzedawać, ani wynajmować. No, przynajmniej na razie. Na sprzedaż był zbyt sentymentalny, ale wynajem... To było do rozważenia. Choć wtedy nie mógłby tam uciekać tak, jak właśnie w tej chwili. Może później nie będzie potrzebował takich ucieczek. Teraz po prostu... przytłoczyła go ilość i szybkość zmian, jakie zaszły w jego życiu. Ledwie kilka dni, a wszystko wyglądało inaczej. Wciąż grywał smętne piosenki w Trip Trap, wciąż nie widział konkretnego celu przed sobą, ale teraz po powrocie nie witała go cisza, teraz znał dzieciaka, który domagał się jego uwagi, choć twierdził, że wcale nie chce wynagrodzenia za stracone dzieciństwo, teraz czekał go ślub do zaplanowania. Tak wiele, tak szybko...
    Przetarł dłonią oczy i poprawił kołnierz swojego płaszcza. Ludzie na ulicach zerkali czasami w jego stronę, ale on już dawno przestał na to zwracać uwagę. Może wciąż ubierał się zbyt... bajkowo? piracko? staroświecko? Nie wiedział i wiedzieć nie chciał, bo i tak swojego stylu by nie zmienił. I to mogło być przyczyną jego wszystkich problemów. To uparte trwanie w miejscu. Świat się zmienił, on sam się zmienił, a jednak nie chciał zmieniać swoich przyzwyczajeń i nawyków. Może taka zmiana jakoś by mu pomogła? W czymkolwiek... Tylko, że Huckelberry był zbyt sentymentalny. Ileż razy on słyszał to w swoim życiu? Młody daj spokój, to tylko przedmioty. Stare, zużyte, bez wartości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Nie David, to pamiątki... - wyszeptał do wspomnienia i uśmiechnął się pod nosem.
      Tym stał się jego brat. Wspomnieniem. Głosem w jego głowie. Człowiek z krwi i kości go opuścił. Znowu. Choć prosił, choć otworzył się, choć udowodnił, że potrzebuje opieki starszego Jonesa. Ale przecież Davida już nie było, on zginął na morzu, a w bajkowej Anglii wciąż gdzieś tam trwał jego nagrobek. Został tylko Davy, który najwyraźniej niewiele robił sobie z braterskiej więzi. Kiedyś najlepsi przyjaciele, teraz praktycznie obcy, którzy się unikali. Choć Huck tego nie chciał. I udowodnił to po raz kolejny. Wysłał list...
      Zacisnął pięść, przygryzł dolną wargę i przyśpieszył kroku. Był już niedaleko. Nie chciał myśleć o tym liście. Nadal nie miał pewności, cy dobrze zrobił wysyłając go. Przecież Davy wyraźnie dał mu znać, że nie chce mieć z nim do czynienia. Odciął się. Czemu miał by się przejąć tym, że Huck chciał się oświadczyć? Czemu miałby dbać o to, jaką jego młodszy brat otrzymał odpowiedź? A jednak...
      Młodszego Jonesa prawie zwaliło z nóg, gdy dotarł pod własne drzwi. Stał tam i czekał. To było tak nieprawdopodobne i nierealne, że Huckleberry pomyślał, że śni. Zamrugał, potarł oczy, ale jego brat wciąż tam był. Kolejny dowód na to, że opłacało się pielęgnować te marne resztki nadziei.
      - Davy... - odezwał się drżącym głosem i wbił spojrzenie w odwracającą się ku niemu twarz brata. - Przyszedłeś do mnie - stwierdził z cieniem uśmiechu na ustach.
      Przyszedł do mnie.


      - twój mały braciszek

      Usuń
  156. W tamtej chwili ogarnęła go dziwna mieszanka niezidentyfikowanych uczuć. Huck wiedział tylko tyle, że powinien być zły, wściekły, a wcale nie był. Mimo że ostatni razem Davy opuścił go bez pożegnania, wyszedł w połowie rozmowy, w pół zdania. Zaraz po tym jak mały naiwniak bez ręki poprosił go o to, by już więcej nie odchodził. To było bezczelne, nie do zaakceptowania, ponad wszelkie granice przyzwoitości! A jednak Huck się cieszył. Tak, cieszył się. Chciał się gniewać, ale nie potrafił. O to brat przyszedł do niego w odpowiedzi na list. Ten durny list. Młodszemu Jonesowi uroiło się od razu, że w takim wypadku brat na pewno zaszczyci go swoją obecnością na ślubie. Bo wbrew wszystkiemu przez co przeszli, wbrew durnemu losowi, głupim kłótniom i nieporozumieniom dalej byli rodziną. Nawet jeśli oboje czuli, że ich bliskość ma doprowadzić do zguby Haka.
    W tych bajkach zawsze ginę w paszczy krokodyla. Huckelberry był tego świadomy, sam to bratu powiedział w twarz. I nadal pragnął braterskiej więzi, którą utracił tak dawno temu. Prawdopodobnie dlatego, że właśnie ta więź kojarzyła mu się z dobrymi chwilami, pozwalała mu być dzieckiem, tym mniej odpowiedzialnym z Jonesów, którego zawsze wyratuje starszy braciszek.
    Na ziemie sprowadziły go dopiero chłodne słowa Davy'ego. Były niczym sztylet wbity prosto w serce. Nie żeby oczekiwał, iż wpadną sobie nagle ramiona. Ale tego właśnie chciał. Zwłaszcza, że ostatnim razem tak bardzo się przed bratem otworzył. Był gotów zapomnieć wszystkie krzywdy, albo przynajmniej nie wyciągać tych dawnych spraw na wierzch, był gotów naprawdę wiele poświęcić. Bowiem boleśnie sobie uświadomił, że ostatnie czego chciał, to była samotność. Odzyskał już co prawda Lucy, zyskał syna, o którym nic nie wiedział, spotkał swoją Dobrą Wróżkę, ale żadna z tych więzi nie równała się z bratem. Tylko brat widział Hucka w prawdziwej rozsypce, prawdziwie bezbronnego, tylko bratu był gotów wyjawić wszystkie swoje smutki i strapienia. Nawet te, które ukrywał przed narzeczoną. Wszystko przez to spojrzenie. To ono zawsze było zgubą Haka. Gdy ich oczy się spotykały, zawsze się przyznawał, zawsze zrzucał ciężar z serca, wszystko wyznawał. Nie potrafił się temu oprzeć.
    - Aye... - odezwał się wreszcie z wielkim trudem. - W takim razie lepiej wejdźmy do środka - dodał i zbliżył się do drzwi, które otworzył po krótkim zmaganiu z kluczem.
    Cały czas czuł na sobie spojrzenie brata i marzył tylko o tym, by je odwzajemnić. Obudziło się w nim nagle małe dziecko, które chciało tylko odrobiny czułości. Huck zawsze był tym bardziej emocjonalnym z ich dwójki. Nawet w czasach, gdy Davy był jeszcze Davidem. To zapewne dlatego, że starszy z braci musiał prędzej dorosnąć, by młodszy mógł cały czas być dzieckiem. Życie nie rozpieściło ich bowiem rodzicami, którzy zadbali by o ich wychowanie. Na co komu zmarła matka i ojciec pijak?
    Huck wszedł do mieszkania i rozejrzał się prędko dookoła. Wszystkie pomieszczenia świeciły pustkami, a w powietrzu, wraz z kurzem, unosiła się jeszcze resztka jej perfum. Zapach przed którym uciekł z tego miejsca na Jolly Rogera. Choć mogło to być tylko złudne wrażenie. Odchrząknął cicho, czując sie odrobinę niezręcznie i przeszedł w głąb, gdzie mogli by usiąść. W pustce i kurzu, w opuszczonym domu, idealnym miejscu na poważne rozmowy. I oby na odbudowywanie więzi.

    - desperacko pragnący odzyskać brata, mały Jones

    OdpowiedzUsuń
  157. [Dobra! Przybywam tutaj, bo jednak wątek pomiędzy dwoma diabłami, to coś co będzie dobre...nie no co ja mówię. To będzie PIEKIELNIE DOBRE!
    To co? Kogo chcesz bardziej? Rozrywkowego, wiecznie nieogarniętego (oraz pijanego) Lucyfera? Czy może wolisz nieco normalniejszego Ivana, który ma skłonności sado-masochistyczne (z nasileniem na sadystyczne), no i jest chyba nieco większym s***synem niż Lucek (którego wiem że lubisz/kochasz/ubóstwiasz).
    Dlatego wybieraj do woli :) Ja się dostosuję :D]

    Lucek
    Ivan

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.