czwartek, 1 stycznia 2015

Don't talk to strangers, you might fall in love

Lucy Crale Lorelei
PIOSENKARKA W MOONRIVER BURLESQUE ZDRADZIECKA NIMFA 'BŁĘKITNOOKA' 'ŁABĄDEK' NIEGDYŚ STRAŻNICZKA SKARBU NIBELUNGÓW KRÓLOWA KATASTROFY NAŁOGOWA UCIEKINIERKA ZBUNTOWANA KRÓLEWNA EX-ZŁODZIEJKA I OSZUSTKA BYŁA REZYDENTKA WIĘZIENIA GOLDEN BOUGHS SYRENI GŁOS DŁUGOWIECZNOŚĆ MAGICZNE MOCE POWRÓCIŁY TĘSKNOTA ZA MORZEM ZARĘCZONA Z PIRATEM JOLLY ROGER NOWYM DOMEM DEDYKACJA DLA HUCKA :*
W tym świecie nie jestem nikim szczególnym. Garść złotych pukli, para błękitnych oczu. Kolejny Baśniowiec udający, że radzi sobie na tym padole łez, zwanym Fabletown. Baśniowiec wyrwany z własnej Krainy, pozbawiony dawnego życia i przeszłości. Kolejna zagubiona dusza w tłumie przechodniów na nowojorskich bulwarach. Dusza, która musi zniknąć pomiędzy miejscowymi, przesiąknąć ich zapachem, dostosować się lub zginąć.
I nie, nie wyróżniam się zbytnio. Przynajmniej nie tak, jakbym tego chciała. I nie, nie traktują mnie poważnie, bo ten świat kieruje się własnymi stereotypami. Docześni nie widzą nimfy Lorelei, nie widzą strażniczki skarbu, nie widzą kogoś, kto sprowadził na śmierć tysiące marynarzy. Nie mogą widzieć. Tu jestem tylko blondynką, na którą dla zabawy mogą zagwizdać, której można wcisnąć drink w barze, zupełnie jak wielu innym, zupełnie podobnym do mnie. Tutaj mój syreni głos jest zaledwie talentem wokalnym, a setki lat życia w tamtym świecie zakrywa fałszywa tożsamość dwudziestoparolatki.
Nie mam zbyt wielu przyjaciół. Mam za to pracę, mam dom i kogoś, kto o mnie dba. Mam też cholernie skomplikowane życie pełne demonów, błędów nie do naprawienia, głupich decyzji i chowania twarzy w dłoniach. Tu każdy myśli wyłącznie o sobie i o tym, by przetrwać kolejny dzień. Liczy się zarabianie pieniędzy, utrzymanie mieszkania, jedzenie oraz to, by zabawić się i zapomnieć. Liczy się wyścig szczurów wokół murowanych drzew betonowej dżungli. A ja coraz częściej mam ochotę zaszyć się pod taflą wody i już nigdy nie wypłynąć.
Nie jestem nikim szczególnym. Czasem jestem tylko ładną buzią na wystawie 'Moonriver Burlesque'. Czasem jestem łabędziem i miłością czyjegoś życia. Czasem jestem czarną sukienką i stukotem obcasów w ciemnej uliczce. Nie, nie jestem czarnym charakterem. Nie jestem też bohaterką, wojowniczką, ani królewną w lśniącej sukni. Jestem nijaka, niepodobna do niczego. Sprowadzam kłopoty i zostawiam za sobą bałagan. Utrudniam innym życie. Za to nimfą już nie bywam.
Jestem puszczalską morską wiedźmą. Jestem choleryczką i wredną zołzą. Jestem małą zagubioną dziewczynką.
Kim jestem?
Starsze karty: I - II
Historia Lucy powstała na podstawie połączenia opowieści dotyczących skały Lorelei, legendy o skarbie Nibelungów oraz pomysłu (i notki fabularnej!) autorki Hucka.
Dla zainteresowanych: coś o postaci.
Twarzy użyczyła Margot Robbie
GG: 8022070
Zakładki chwilowo w remoncie!

NIE MAM NIC DO UKRYCIA!
(szczególnie w mojej najlepszej kreacji...)

78 komentarzy:

  1. [Miło mi napisać pierwszy komentarz pod nową kartą. Z wielkim opóźnieniem, ale dziękuję bardzo za przemiłe powitanie. Fajnie wiedzieć, że Cian jest waszym pierwszym klawiszem, mam nadzieję, że będzie fajnie. Pozdrawiam i kolejnch 200 komentarzy życzę.]

    Cian

    OdpowiedzUsuń
  2. [ I ja ci za to cierpliwe czekanie jestem niezmiernie wdzięczna <3
    Awwww <3 Miłość zawsze pomaga ^^
    Ach te gify XD <333333 ]

    Sam tego chciał, a mimo wszystko jej pewność siebie i władczość zaskoczyła go. Lucy była kobietą pełną sprzeczności i on nie potrafił w pełni je pojąć. Tak delikatna i nieśmiała, momentami wydawała mu się wręcz krucha. Tymczasem była przecież nimfą zwodzącą często na śmierć. Dowiedział sie tego nie tak dawno, ale przeczuwał coś podobnego już od pierwszego ich spotkania. Przecież czuł od niej tę siłę, tę moc. Ale przy nim Łabądek nie często pokazywała swoje pazurki. Tym większą przyjemność sprawiała mu w momentach, gdy już to robiła. Nikt inny nie potrafił go zaskoczyć, wszyscy wydawali sie tacy przewidywalni. Lucy przewidywalna nie była.
    Och z jaką łatwością potrafiła go ona doprowadzić do szału! Te delikatne, ostrożne ruchy. Doskonale wiedział, że robiła to celowo. Jej uśmiech mówił wszystko. Huck mógł tylko się poddać. Zresztą, jej jednej mógł pozwolić na wygraną. Nikomu innemu, on przecież nie przegrywa, ale Lucy... To inna bajka. Jego bajka. Jego pani. Jego miłość.
    Błękitne oczy jeszcze chwilę świdrowały go na wylot, a potem był już tylko dotyk. Jej ręce błądzące po jego skórze i je usta. Składała kolejne pocałunki na jego ciele i Jones nie był w stanie zrobić nic ponad zamknięcie oczu i nerwowe oblizanie warg. Ta chwila była tak idealna, choć pirat bliski był zwariowania. To były jego granice. Zbyt mocno jej pragnął, zbytnio chciał stać się z nią jednością. A Lucy tak bezczelnie to wykorzystywała i przeciągała w nieskończoność każdą sekundę. Bawiła się nim! Och jakże ona się nim bawiła. Okrutna bogini...
    Wszystkie myśli uciekły mu z głowy. Pozostało coś, co dla Hucka zwykle było abstrakcyjne. Jako kapitan Hak doskonale to znał, ale Huckelberry'emu było to obce. Tu i teraz. Tylko tu i teraz. Dawno już zapomniał jak cudownie żyje się chwilą. Zero zmartwień i tylko czysta radość, rozkosz, przyjemność. Chociażby obserwowanie spod przymrożonych jak Lucy pozbywa się resztek ubrań. Na sam ten widok serce zabiło mu szybciej. Jak on dawno... jej nie widział. To były już tysiące lat odkąd mógł przyglądać się jej w całej okazałości. Do tej pory nawet nie wiedział jak bardzo za tym tęsknił. Och jak cholernie tęsknił. Tak bardzo, że aż odebrało mu mowę. Lucy zajęła się jego spodniami. A potem... Potem stali się jednością. Jego ciało przeszył dreszcz, a z ust wydobył się krótki jęk. Dwa ciała i dwie dusze złączone w jedno. Dwa serca bijące w równym rytmie. Dwa równe oddechy.
    Jego dłoń samowolnie powędrowała do jej uda. Musiał jej dotknąć, upewnić się że była prawdziwa. Z nim. Razem. Przecież był potworem, przecież wszystko stracił. To było tak nieprawdopodobne, że znów miał ją u boku, że po prostu musiał. Musiał sprawdzić. Ale ona ta była. Najprawdziwsza na świecie. Ciepłe, nagie ciało. Jej westchnienie doprowadziło go do szału. W tamtej chwili, w niej, poczuł wreszcie, że jest w odpowiednim miejscu. W domu. Szczęśliwy i spełniony. Teraz musiał tylko... Odwdzięczyć się jej równie wielką przyjemnością, jaką ona sprawiała jemu. Jego lewa dłoń, ta której nie miał, jakby zadrżała, gdy ta druga, prawdziwa, ulokowała się na biodrze Lucy. Gdyby miał je obie... Ale miał tylko jedną i nie było nad czym rozważać.
    - Och Lucy - westchnął, odchylając głowę do tyłu. - Tęskniłem, Łąbądku.

    [Ciii, wszystko gra XD <3 Jest przecudownie ;) ]

    wierny sługa kapitana Lucy <3

    OdpowiedzUsuń
  3. [Odpiszę Ci najpierw jako Fel, bo do Miyuki dojdę za moment. I mam tu mniejsze zaległości. :D
    Tak, sam początek mamy już ustalony. Teraz musimy się zastanowić nad sprawą :D
    Generalnie możemy pojechać tutaj miksem z dwóch moich aktualnych wątków. Fabletown nawiedziła jakaś nawałnica kradzieży. Podejrzanym w sprawie jest Willard - i to on zostaje zatrzymany, aczkolwiek kradzieże wcale się wtedy nie zmniejszają. Fel podejrzewa o to swojego prawie-byłego męża, który też świętoszkiem w tej sprawie nie jest, i wjeżdża mu z buta na mieszkanie (do którego notabene miała klucze, sam jej dał, tylko w zupełnie innym celu), ale on wraca wcześniej niż się spodziewała, nakrywa ją, wybucha awantura stulecia, Fel próbuje jego wkurw tysiąclecia ogarnąć i w międzyczasie słyszy od niego, żeby zapytała swojej koleżanki, która teraz podobno pracuje w burlesce.
    No więc łącząc fakty, Fel udaje się do burleski, gdzie "napada" Lucy. I tutaj musimy ustalić, jak może potoczyć się współpraca, co mogą po drodze odkryć, żeby na końcu okazało się, że to nie Willard jest winny, ale ktoś bardzo, bardzo do niego podobny - być może nawet ktoś, kto używa nielegalnego glamour. :D]

    Felice Fletcher

    OdpowiedzUsuń
  4. [No dobra, to teraz Miyuki.
    Trochę to wszystko wyszło pogmatwane. :D Ale to miało być tak - aby jakiś czas temu Lucy i Miyuki mijały się głównie bez słowa aż do momentu, w którym Lucy przychodzi z jakąś sprawą do Tytani, a ta akurat jest czymś bardzo zajęta i odsyła ją do mniej zajętej Miyuki. Tak by się zaczęła ich znajomość. Przy kolejnych "podróżach" do Tytanii, dziewczyny mogły zamieniać parę słów i od słowa do słowa zaczęły się zaprzyjaźniać. :D
    A cyrki z Mordredem zaczną się trochę po 14. lutym - w chwili, w której Miyu zobaczy swojego crusha u boku Lucy, w dodatku wszystko wygląda na to, że są w całkiem ciepłych i bliskich relacjach.
    Miyuki miała zamiar wpaść na Jolly Rogera z przyjacielską wizytą, ale że ma problemy z panowaniem nad swoimi nerwami, wpada tam z awanturą stulecia i wyzywa Lucy od wszystkiego, co najgorsze i możliwie najbardziej puszczalskie, bo co, bo oBożeszumiącytwójpiratjużciniewystarczaoglądaszsięterazzarycerzamitak? I w sumie w trakcie Lucy zacznie ogarniać, z jakim rycerzem mogła widzieć ją Miyuki, po czym ze śmiechem gasi swoją towarzyszkę tekstem, że kocha Mordreda. :D Dalej możemy to pociągnąć jakąś niemrawą rozmową i zmuszaniem Miyu do wyznania mu, że go polubiła. A ona się będzie zapierać rękami i nogami. :3]

    Miyuki Fuyuhime

    OdpowiedzUsuń
  5. [ A więc ta niebieska diwna konsystencja to galaretka?! Bloody hell... XD ]

    OdpowiedzUsuń
  6. [Chciałaś powiedzieć, moją ulubioną szefową. :D :D
    Nadgodzin się raczej nie przewiduje, burleska to nie striptiz (a nagością powinny się bardziej martwić tancerki), więc nie ma obaw. :D
    I właśśśśnie próbuję zwerbować Hakusia, zobaczymy, czy się uda! :D
    No i cześć. :3 Lecimy z trzecim wątkiem? xD]

    Margot Werner

    OdpowiedzUsuń
  7. [Oh, nowa karta, gratuluję ;) Mnie to jeszcze tu nie spotkało, ciekawe dlaczego... ;)
    Słuchaj, jak załatwisz mi wizę i bilety, wypróbuję Twój sposób i dam znać czy podziałało :D
    Ej, nie obwiniaj go o każdego zombie, bez przesady! (chociaż pewnie każdy to jego sprawka, ale obwiniać go o to od razu nie musisz! :D) Gif cudowny, szkoda że nie ma takiej opcji związku na fejsie ;)
    My tu gadugadu, a nawet nie zapytałam: masz ochotę na jakiś wątek? Się mijamy na tym blogu, nie wiem nawet czy kiedykolwiek coś pisałyśmy...]

    Oscar Wielki i Potężny

    OdpowiedzUsuń
  8. [Cześć i dziękuję bardzo! :3]

    ANALISE

    OdpowiedzUsuń
  9. [Nie zdążyłam nawet napisać, że robię sobie jaja i naprawdę nie czuje się pokrzywdzona o takie drobiazgi, ale Night Tear jest szybsza niż ja uderzam w klawiaturę! Mam nadzieję, że nie zabrzmiałam jak jakiś debil czy coś, głupio mi ... D:
    Jest sentyment oczywiście, przyjemnie się wraca choć nie pobyłam za długo (tym razem mam nadzieję na dłużej).
    Przemysł muzyczny, a to tylko seryjni mordercy... :)
    Dziękuję i wzajemnie! Długiego utrzymywania bloga!]

    Cash

    OdpowiedzUsuń
  10. [Wybacz, że tak późno zawitałam! Dla mnie nie znajdziesz czasu, proszę Cię :D Nie wiem jak Ci pasuje, ale zrobiłabym z nich te najlepsze przyjaciółki! Możemy zostać współczesności i już uznać, że maja wspólną przeszłość ( wspominki w kursywie, to lubię!) A jak byśmy już celowały w teraźniejszość, to Amara może pomóc jej w przygotowaniach, choć pewnie będzie ciągle marudzić na jej wybranka serca. Panna młoda musi mieć przecież piękną suknię! A wszystko będzie pięknie, bo Amara nie jest już w więzieniu, kto by się spodziewał, co wytłumaczę niedługo w karcie :D Rzucimy czar zapomnienia i wszyscy zapomną o tym maluteńkim wykroczeniu xD Tak więc jestem gotowa na wątek i by zabrać Ci trochę tego cennego czasu <3]

    Amara

    OdpowiedzUsuń
  11. [ Oczywiście, że tak! To jest zbyt idealne żeby to w jakikolwiek sposób przerwać XD <3 ]

    Jej bliskość była upajająca. Wyraźnie czuł jej oddech na swoje skórze, a jej dłonie, och jej dłonie! Były ciepłe, tak ciepłe. W tamte chwili był pewien, że żaden dotyk nigdy nie sprawił mu tyle przyjemności. I żaden go tak bardzo nie podniecił. Chciał się odwdzięczyć jej tym samym, zamknąć ją w swoich ramionach, dotykać i tylko tym doprowadzać do granic. Problem był jednak taki, ze miał tylko jedną dłoń i dopiero teraz w pełni to do niego dotarło. Nigdy przedtem nie przeszkadzał mu ten brak, jak właśnie w tamtej chwili. Na chwilę poczuł się niedoskonały i niegodny jej, gdyż nie mógł się w pełni odwdzięczyć. Ale musiał przynajmniej spróbować, z jedną dłonią.
    Tym razem dotknął jej pleców. Chwilę potem usłyszał te cudowne słowa padające z jej ust i poczuł dotyk jej twarzy na swoim policzku. Już nie było centymetrów pomiędzy ich ciałami. Mimo to przyciągał ją jeszcze bardziej, popychając ku sobie jedyną dłonią i tym, co zostało z jego drugiej ręki. Tymczasem z jego ust wydobył się kolejny jęk, tym razem głośniejszy i zsynchronizowany z westchnieniem Lucy. Huck musiał przyznać, choć nie było to odpowiednie przemyślenie na taki moment, że z żadna inną kobietą tak się nie czuł. Żadna inna nie była w stanie zmusić go... do wydawania z siebie podobnych dźwięków.
    - O tak, my love... - wydusił z siebie, przyciskając twarz do jej szyi.
    Tymczasem jego dłoń zjechała po jej kręgosłupie w dół do jej pośladków, które tak uwielbiał. Choć tak po prawdzie to nie było takiego fragmentu jej ciała, którego by nie ubóstwiał. Zdecydowanie była jego ideałem. Taka piękna, taka pachnąca, miła w dotyku, pełna wigoru. Ile ona miała lat? Nie mniej niż on, a być może nawet więcej niż on. I nadal potrafiła wyczyniać z nim takie rzeczy. Potrafiła stać się dzika!
    - Powiedz mi jak bardzo mnie pragniesz - wyszeptał jej prosto do ucha, a jego biodra poruszyły się równo z jej, po czym oboje westchnęli. - W ten sposób mógł bym się budzić każdego dnia - dodał.
    Uwielbiał ja prowokować. W dzień i w nocy, ale w łóżku najbardziej. Podczas dnia Lucy reagowała śmiechem lub rumieńcem, ale w takich chwilach... Wciąż pamiętał jak potrafiła mu odpowiedzieć. I to nie zawsze słowem. Pamiętał jak zszokowany był ich pierwszym razem. Pamiętał jak wyjątkowo delikatny był i jak ona po chwili zażądała by przestał być delikatny. Samo wspomnienie tamtych chwili nakręciło go jeszcze bardziej, choć chwile temu przekonany był, że bardziej pobudzonym być by nie mógł. A jednak panienka Crale po raz kolejny zdołała zmusić go do przekroczenia własnych granic.

    kapitan, który zawsze chętnie przejmie stery

    OdpowiedzUsuń
  12. [Tak, mamy. :D Ale zostawmy jednak Jolly Rogera, przerywanie prób w miejscu pracy zdecydowane nie jest w stylu Miyuki. :D]

    Miyuki Fuyuhime

    OdpowiedzUsuń
  13. [Myślę, że to nie w stylu Harleya. :D Harley zna się z Margot jeszcze z czasów przed Fabletown, spotkali się już w wielkim świecie i razem pracowali - a teraz jest bywalcem Moonriver i wie, kto tam się potrafi kręcić. I jakie wtyki może mieć Margot. Stąd też wyśle ją właśnie tam. Pewnie wie, że Lucy się bawiła w kradzieże, bo to w towarzystwie zawsze wychodzi, ale na pewno by jej nie podkablował. Skoro Felice nie miała oporów (miała, ale kto musi o tym wiedzieć), żeby wydać własnego męża, kto wie, co zrobi z rzekomą dobrą znajomą. :D
    Ale mogło być tak, że podsunął jej po prostu, że w Moonriver może być ktoś, kto lepiej niż on orientuje się, co się dzieje. No bo on tam tylko napić się przychodzi, czasem tylko pogadać ze starą znajomą. Więc Felice postanawia wykorzystać stary kontakt - czyli Lucy - do ogarnięcia w miarę sprawy. :D
    I myślę, że to mogłoby być tak - że Lucy stwierdziła, że pomoże jak będzie tylko umiała, postara się odnowić kontakty i zajrzeć, kto teraz i co najlepszego może wyprawiać, może chodzi o jakieś zlecenia - dopóki Felice nie spotkałaby dziwna sprawa. Otóż złapała na gorącym uczynku kogoś, kto powinien aktualnie siedzieć w celi - i jak się okazało, faktycznie cały czas siedział.
    Łącząc fakty, mogłyby z Lucy dojść do tego, że może chodzić tutaj o coś grubszego - i ktoś, kogo wsadziła, rzeczywiście jest niewinny, a ktoś zabawia się jego kosztem, za pomocą nielegalnego glamour.
    Faktycznie możemy wmieszać tutaj Oscara, chociaż Lucy musiałaby wtedy wymóc na Felice, że nie zaszkodzi klubowi i jego reputacji (chociaż wtedy Felice mogłaby jej po prostu rzucić, że utrudnia śledztwo, no ale... pomyślimy nad tym). Mogą dotrzeć do Oscara - ale nie chcę mieszać w to autorki, która zupełnie nie jest aktualnie zaangażowana w sprawę, więc trop poprowadzi ich dalej, do jeszcze innej nielegalnej wiedźmy.
    Co Ty na to?]

    Felice Fletcher

    OdpowiedzUsuń
  14. [Ale sporo, na pewno więcej ode mnie :D
    Nie no, nie mogłabym tam zostać, a co z moją najlepszą żoną? Baker przyjeżdża ze mną do Polski, także trzeba uknuć plan przemytu :D
    Możemy coś kombinować, aczkolwiek być może, to dopiero takie knucie cichutkie ze Skipper, Nadusia się znowu pojawi. Więc jeśli wolałabyś odnowić nasze siostrzane znajomości, możemy się do tego momentu wstrzymać. Chyba że uda się nam pociągnąć dwa wątki, daj znać co myślisz ;)]

    Oscar Wielki i Potężny

    OdpowiedzUsuń
  15. [ Uwierz mi, że ja też XD <3 123! :D Oł yeah, mamy rozmach XD <3 ]

    Dzięki niej czuł się zdecydowanie lepiej. Silniej, pewniej. Znów gotów był rzucić wyzwanie światu i przeciwstawić się niedogodnościom losu. Dla niej. Kimże była ta kobieta, że odszukała kapitana Haka we wraku człowieka? Jones nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Zresztą nie potrzebował tego. Wystarczyła mu świadomość, że to była jego kobieta. Potężna i niebezpieczna nimfa, która dla niego była delikatnym, wrażliwym dziewczęciem. Oboje mieli na siebie silny wpływ. Niszczeli w odosobnieniu i nabierali sił, gdy stawali się jednością. Dwie połówki całości.
    No i stali się całością. Reagując wzajemnie na każdy swój najmniejszy ruch. To była ich chwila, ich wieczność. Huck był pewien, że Lucy czuła dokładnie to samo co on. Albo raczej jej uczucia były dopełnieniem jego. Szybciej, mocniej, więcej. Chciał jej całej, chciał jej dla siebie. Tu i teraz i na wieki. Żeby mogli się tak kochać już zawsze. Bez świata, bez zmartwień,bez kłótni, bez innych ludzi. Tylko oni dwoje. Powiedz mi jak bardzo mnie pragniesz. Musiał wiedzieć, że ona chce tego samego. Musiał ją choćby w ten najgłupszy sposób potorturować, czekając na jej słowo zanim spełni jej niewypowiedziane prośby. To była tylko gra, taka niedorzeczna, niepotrzebna gra, ale on lubił w nią grać. Był jej... Szekspirem. Czyż nie tak go nazywała? Mistrzem słowa, który lubował się w wysublimowanych postępach i sprośnych żartach. Ponad to rodowitym Anglikiem. Wszystko sie zgadzało.
    No i powiedziała mu. Powiedziała jak bardzo, bardzo go pragnie, a on rozpływał się w jej każdy słowie. A ty spełnisz tę prośbę, prawda? Tak, tak, tak! Do stu beczek rumu, do czorta, siarka i żółć, cholera jasna TAK! Gotów był spełnić każdą jej prośbę, ale taką najchętniej. Nie potrzebował zachęty w postaci jej obietnicy. Choć była to bardzo miła obietnica. Przeżywać w ten sposób każdy nadchodzący poranek... Nie potrzebował zachęty pod postacią jej szybszych ruchów, które na chwilę odebrały mu całkowicie władzę nad samym sobą. Zacisnął mocniej dłoń na jej pięknym ciele i westchnął tuż obok jej ucha. Głośno, wyraźnie. Jakże mógłby zatrzymać dźwięki dobywające się z jego ciała? Poczuł się niczym instrument, na którym tylko ona potrafiła prawidłowo grać. Ale przecież on też potrafił zrobić to samo z nią, czyż nie?
    Kapitanie! Och jak on tęsknił za tym słowem! Ileż peności siebie mu ono dawało, ileż władzy i dzikości. Jako kapitan był nieobliczalny, łaknął krwi i zemsty, wody i soli, kolejnych sztormów, z którymi mógłby walczyć! I Lucy musiała to odczuć, bo tym jednym słówkiem odblokowała to, co zostało uśpione przez szare Fabletown. A kapitan Hak wyraźnie słyszał, że jego nimfie podoba się jego władczość. Teraz to ona jęczała mu do ucha, gdy przyśpieszył, próbując przejąć inicjatywę. Na jego ustach błądził ten buntowniczy uśmiech, którego już dawno nie pokazywał światu.
    - Uważaj, co mówisz, kochanieńka - ostrzegł ją szeptem i delikatnie ugryzł jej miękką, pachnącą szyję.

    ten kapitan wie jak zadbać o maszt i żagle na jego okręci ;p

    OdpowiedzUsuń
  16. [Tak, był moim pierwszym pomysłem. I nawet stwierdziliśmy chyba, że mógłby wyjść fajny wątek w wikińskich klimatach. :)
    A ja mam trochę mało czasu. W sumie jakbyś nadal chciała popisać o wikingach, to możemy sobie zrobić taki powolny wątek z odpisami raz na ruski rok, żeby nie mieć problemów z wyrobieniem się.
    Poza tym - dziękuję za życzenia i ogarnięcie moich spraw, zapis idealnie mi odpowiada. ;)]

    Hati

    OdpowiedzUsuń
  17. [Bardzo dobrze, będziecie chociaż mieć motyw do kłótni i dram. Ale jajecznica jest tego warta. :D
    Nie śpiesz się, muszę trochę odświeżyć Duncana, bo z Ktulem mam trochę do przerobienia.]

    Duncan

    OdpowiedzUsuń
  18. [Hmm... A nie chcesz swojej Lucy awansować w przyszłości, na przykład? :D To by nam dało spore pole do popisu! :D]

    Margot Werner

    OdpowiedzUsuń
  19. [Widzisz jaka ja uniwersalna jestem. ;)
    Ja się w ogóle dowiedziałam, że Gary Oldman starał się o rolę Merlina w najnowszym gniocie o Królu Arturze i Murzynach Okrągłego Stołu. Miałam wyczucie. I muszę kogoś namówić na Merlina. ;)
    To nie tęczoza... to dendrofilia. xD
    Czeka na Ciebie, więc jak już Hak Cię zaobrączkuje i zmusi do skończenia kariery w burlesce to praca na Ciebie czeka. ;)
    Buziaczki ;*]

    - Nimue

    OdpowiedzUsuń
  20. [Cześć skarbie :3
    Napisać coś musimy, pytanie tylko co. Chcesz zacząć od naszego spotkania w Fable i epickiej kłótni? Czy już po tym fakcie? ;) W sumie to byłoby ciekawe, bo Nadine traktuje Haka jak młodszego braciszka, więc jeszcze zmyje jej głowę że go skrzywdziła :D Nie tylko za przelecenie Dejwida. Ciekawie by było. Daj znać co myślisz, może masz lepszy pomysł.]

    Nadine

    OdpowiedzUsuń
  21. [Bardzo, bardzo dziękujemy :)
    I możemy tylko zapewnić, że będzie ciekawie!]

    Dorothy

    OdpowiedzUsuń
  22. [Bardzo dziękuję za powitanie. Oby Leszy się tu zakorzenił (ach, ale ja kocham słabe żarty tematyczne)]

    Lachlan

    OdpowiedzUsuń
  23. [Uprzejmie witam piękną królewnę Lucy i od razu powiem, że ładny nowy wygląd karty. :D Musimy coś w końcu napisać i tyle, nie odpuszczę.]

    Sweeney

    OdpowiedzUsuń
  24. [Myślę, że brzmi sensownie. :D
    To czekam w takim razie na zaczęcie u Miyu ;)]

    Miyuki Fuyuhime

    OdpowiedzUsuń
  25. [ Nie ma to jak planować fikcyjny ślub i tak bardzo się nim ekscytować XD <3 ]


    Ona była jego szczęściem. Teraz to wiedział. Wraz z Lucy pojawiła się w nim nadzieja na przyszłość, której przez tak wiele lat sobie odmawiał. Czuł się pusty i nie widział przed sobą celu, nie miał po co żyć. Do czasu. Wszystko się zmieniło, bo teraz już mógł marzyć. O wspólnym życiu, o rodzinie. Nie było więcej samotność, istniała istota, którą on mógł się opiekować. Choć nigdy jeszcze tego nie robił. To była wizja czegoś nowego, nieznanego, kuszącego. Najdziwniejsze jednak było to, że myślał o tym wszystkim właśnie w tamtej chwili. Nie dość, że z Lucy wcale nie znali się długo i ponad to przeszli przez wiele złego, nie raz raniac siebie wzajemnie, to on przecież nigdy wcześniej nie myślał na poważnie o tym, by założyć własną rodzinę… Tak, marzył o tym. Wcześniej jednak słowem rodzina określał brata i kochający rodziców, których nigdy nie miał. Przez jakiś czas używał tego wyrażenia w odniesieniu do Czarnobrodego, który nauczył go pirackiego fachu, aż wreszcie myśląc o Smee i najbliższej załodze. Jednak nigdy nie myślał wtedy o kobiecie, nawet jak już Lucy poznał. Była jego światem, miłością, światłością, nadzieją i wiarą. A mogła być także rodziną. Czyż nie tak to jest w tym zwykłym świecie? On i ona zakochują się, kupują dom i tworzą własną rodzinę, wychowują dzieci, pielęgnują ogródek . I choć osobiście chętnie wiele rzeczy by z tej sielskiej wizji wyrzucił, to jednak stworzenie z Lucy czegoś podobnego było niezwykle pociągające. Ich dwoje i niezmierzony bezkres mórz.
    Tak bardzo za nią tęsknił. Tak długo był sam. Tyle samotnych, zimnych nocy przepędził w Fabletown. Ileż to było? Dziesięć lat? I to tylko w tym cholernym miejscu. Wcześniej wieki spędził w Nibylandii. Jak to się mogło stać, że po tylu długich latach, po czasie praktycznie nie do zliczenia, ich miłość nadal była tak świeża i mocna? Choć może to było tylko złudzenie. Wszak zadawali sobie tyle bólu, tyle nieporozumień przeżyli… Ale czy ta chwila mogła kłamać? Trzymał ją w ramionach. Trzymał ją mocno, jakby bał się wypuścić.
    Jej pocałunek był słodki i pełen namiętności. Był wszystkim, czego Jones potrzebował. No i jeszcze te blond włosy spływające na jego twarz. Tak pięknie pachniały, prawie jak ocean. Ona cała była jak ocean, dlatego ja kochał. Bo nic nie może konkurować z morzem o serce mężczyzny. Lucy była jak morze. Piękna, dzika, zmienna, wolna. Pokazywała mu to nawet w tamtej chwili. To wszystko zawierało się w jej cichym śmiechu, ruchach, jękach. Jak on dobrze ą znał od tej strony. A ona znała jego. Podniosła się do siadu i wbiła w niego to wiele mówiące spojrzenie. Wyglądała pięknie, idealnie. Pot spływał ukradkiem po jej ciele. I jeszcze och… jeszcze to oblizanie warg. Jones był jak zahipnotyzowany. Jego jedyna dłoń machinalnie wyciągnęła się ku jej nagiemu ciału…
    Tylko na tyle cię stać?
    Czysta kpina! I to jeszcze z zadartą w górę brwią. O nie, to była jego rola. Czyż nie? Więc uśmiechnął się buntowniczo i podniósł ku niej. Teraz oboje praktycznie siedzieli, a on miał doskonały dostęp do jej szyi i piersi. Znów poruszali się rytmicznie, znów szybciej po tej przerwie na prowokację. Huck czuł, że oboje są już bardzo blisko tego cudownego uczucia spełnienia.
    - Stać mnie na wiele więcej, kochana – warknął wręcz, prawie agresywnie przyciągając ją ku sobie.

    Szekspir i jego maszt <3

    OdpowiedzUsuń
  26. [Dziękuję bardzo :) starałam się wykreować Verity jak najlepiej :)]

    Verity Coeur

    OdpowiedzUsuń
  27. [Wiem, bo w sumie mam obecnie podobnie. Niby teraz już więcej czasu, ale jakoś nadal nie do końca ogarniam. :)
    No i super, nie musimy się śpieszyć.
    Nibelungi są pod inną nazwą opisane w Eddzie, więc mniej więcej jeden czas co i wikingowie i inne mity.
    Myślę, że na pewno za dnia nie miał czego ścigać, więc mógł schodzić na ziemię. Tak w sumie sobie przyjęliśmy też z Miyuki na potrzeby wątku. Można też zawsze dać akcję przed tym. Czyli z młodości Hatiego, zanim zaczął ścigać Księżyc.
    Lubię wymyślać to może coś pomogę. Powiedz Ty mi tylko czy widzisz swoją postać tylko w scenerii nad Renem czy może bardziej odległa Skandynawia też by wchodziła w grę?]

    Hati

    OdpowiedzUsuń
  28. [Dziękuję za powitanie! Szczerze mówiąc nie miałabym pojęcia jak ugrać wątek z Lorelei, więc na ten moment się wstrzymam, ale mam nadzieję, że będę tutaj na tyle długo, żeby móc popisać po trochu z Wami wszystkimi :). Co do Bigby'ego to jak dobrze pójdzie, może napiszę kiedyś jakąś notkę, co by przybliżyć moją interpretację tej postaci, bo w to, że inni ją znają, nie wątpię. Tymczasem życzę owocnych wątków oraz sobie i innym, aby blog trwał i trwał jak najdłużej!]

    Bigby Wolf

    OdpowiedzUsuń
  29. [Przepraszam, że do odpowiedzi na powitanie zbierałam się tak długo, ale sesja żyć nie daje!
    W każdym razie; bardzo dziękuję i również mam nadzieję, że zagrzeję tu miejsce. :)]

    Blanche Snow

    OdpowiedzUsuń
  30. // Mogli kiedyś próbować poderwać siebie nawzajem za starych czasów, jeszcze może w Fabletown? Ale oboje zaprawieni w boju, to im nie wyszło? Albo Twojej mogło wyjść, tylko nie uwiodła Księcia na długo, bo to taka dusza co to szybko się zakochuje i jeszcze szybciej odkochuje, więc jego serce pognało dalej, poza jego kontrolą? Jakoś to tam można dograć.

    Prince

    OdpowiedzUsuń
  31. // Tak dlugo nad tym myslalam, zeby Ci odpisać, bo chciałam to dobrze przemyśleć. Rzecz w tym, ze Pronce sam przybywając do Fable z Homeworldu, nie mial żadnej kasy. Musiał sprzedać swoje tytuły, a potem je znów odkupił, więc nie ma już kasy, ale tak naprawdę pasożytuje na majątku ex-żony, więc nie wiem czy mógł mieć coś cennego. Raczej nie. Chyba, ze jakiś sygnet rodziny, ale tego to by łatwo nie dał sobie ukraść. Zresztą jako zawodowy krętacz, spodziewa się takich przekrętów więc ostatecznie mogła może zwinąć coś niewartościowego, ale chyba by nawet nie próbowała?
    Sama nie wiem. Uwodzić tp się mogli, póki nie zauważyli, że oboje są "spłukani" i może zostali przyjaciółmi w Fabletown? Takimi wiesz, najlepszymi, przy zachowaniu charakteru obu z nich, więc Huck będzie miał powód do zazdrości, a wam się w związku nie będzie nudzić. Co?

    Prince

    OdpowiedzUsuń
  32. // Jesli wolisz cos z Lirą zagrać to możemy grać tą dwójką, a z Princem i Lucy spróbować później.

    Prince

    OdpowiedzUsuń
  33. [Druga Adminka moich kochanych pałsztajnów. <3 Zastanawiałam się cały czas, która to postać, bo nie pamiętałam/nikt mi nie powiedział. Mniejsza :D I szalenie ciekawa postać, musimy wątek jakiś stworzyć, koniecznie! ;)
    I dziękuję bardzo, starałam się, by była bardzo zła. I na pewno zostanę z Wami długo. Mam ambitny plan pomęczenia wszystkich przynajmniej kilka lat. :D]

    Asherah Connor & Morgana Le Fay

    OdpowiedzUsuń
  34. // Chociaż obawiam się, że Lira nie będzie przepadała za Lucy. Z uwagi na to, że poczuwa się do bycia JEDYNĄ córką Oberona, a w dodatku na pewno denerwuje się, że Lucy była pierwszą córką, dlatego jako córki jej ojca, ani swojej siostry jej pewnie nie uznaje. XD

    OdpowiedzUsuń
  35. [O ogarnianiu rzeczywistości nic mi nie mów nawet, bo do dzisiaj aż się na czaciku nie odzywam przez małą wpadkę. Pomyliłam Cię z kimś o nicku Huckelberry, bo mi się skojarzyło z piesełem, bo Ty w administracji masz nick Kundel Baskervillów. Także... serio, brak słów na to wszystko. xD Niemniej to ja. ;)
    Ależ nie ma za co, należało się! <3 A co do spotkania w przeszłości - czytałam całą kartę i mogłybyśmy zrobić tak, że Lucy spotkała Morganę po tym, jak przybyła do Anglii. Poszukiwała Hucka i trafiła gdzieś w okolice jeziora Avalon. Morgana chciała jej pomóc, ale wtedy nadeszło to zesłanie Lorelei do Fable, więc nie udałoby się, a koniec końców by się spotkały wtedy już tutaj.
    Zaś co do powiązań, ja nie miałabym nic przeciwko, ugodowa jestem i wiem, że sporo powiązań było z poprzednią Morganą, więc nie chcę tak bardzo psuć tutejszych rzeczy. ;D
    Także jak coś, czekam na ustalenia i piszemy! ;)]

    Asherah Connor & Morgana Le Fay

    OdpowiedzUsuń
  36. [Cieszę się, że się podobało :D Planuję założyć nowe miejsce pracy, a gdy już powstanie, serdecznie zapraszam nowożeńców! Wam z pewnością słodyczy nie brakuje, ale chyba nie odmówicie swemu ulubionemu jednorożcowi <3]

    Amarcia

    OdpowiedzUsuń
  37. [Dziękuję za przemiłe przywitanie!
    Zdecydowanie muszę teraz zrobić zakładkę z powiązaniami "wanted undead or alive", żeby team Bollywood się rozrastał.
    Gdybyś miała kiedyś ochotę na wątek, to ja nawet mam zalążek pomysłu. Tak tylko mówię :D ]

    Shandar Bhandari

    OdpowiedzUsuń
  38. [W takim razie zaraz zapoznam się z zakładką i szablonem zgłoszeń!
    Ja tam nawet lubię trochę poczekać na odpis, także potrzebuję w moim życiu ludzi takich, jak Ty. Jeśli zaś chodzi o pomysł, to jest bardzo prosty: Sindbad już z doświadczenia wie, że przebywanie w pobliżu syren to tak samo dobry pomysł, co wkładanie palców do blendera. W moim idealnym scenariuszu, on i Lucy poznają się w jakichś niezobowiązujących okolicznościach, ona wspomina, że wieczorem będzie śpiewać w Moonriver Brulesque, on jest szczęśliwy, że ktoś wreszcie traktuje go jak człowieka. Pojawia się wieczorem, ale jak tylko słyszy jej śpiew, wychodzi. Bo syrena, blender te sprawy. To piękna okazja, żeby Lucy poczuła się urażona na przykład. A on poczuł się głupio.
    Jak Ci się to widzi? ]

    Shandar Bhandari

    OdpowiedzUsuń
  39. [Uwierz, siebie także. Potem serio - przestałam się udzielać, bo po prostu umarłam z własnej głupoty, hahahah. xDD No geniusz jak nic, normalnie muszę gdzieś to opisać, będzie śmiech dla pokoleń! xD A przy okazji rozśmieszam ludzi, lubię to. ^^
    Właśnie tak próbowałam sięgnąć po jakiś fragment czasu, gdzie tam nie było opisanego, a ja lubię w takie luki się wpasowywać, więc wymyśliłam coś takiego. I wiek jak najbardziej mi pasuje. ;)
    Przyznam szczerze i bez bicia - nie czytałam, ale motyw mi się szalenie podoba. A jakby taki prawdziwy, zagorzały wyznawca Starej Religii się znalazł, to naprawdę by się udało. Tym bardziej, że zaślepieni swoim wymysłem, że Lorelei to Pani Jeziora, więc pomoc kogoś wtajemniczonego byłaby wręcz pożądana. :D
    No i już pisałam w tej sprawie do Oberona, spytałam właśnie czy, pomimo zmiany autorki i w ogóle chce kontynuować tamto powiązanie, bo ja jestem otwarta na wszystko i nie chcę nic zmieniać. Tym bardziej, że ciekawie by się potoczyło własnie, jakby Morgana wyczuła, że Lucy to jej krewna. Tym bardziej starałaby się jej pomóc i, rzecz jasna właśnie nie zdradzając niczego. Bo powiedzmy, nawet może by wątpiła w to albo uważała, że się myli. No, jakoś by to wszystko wyszło z czasem.
    Ewentualnie jakaś przygoda, podczas której by Lucy odesłało do Fable, a jakiś czas później i Morgana by się w nim znalazła i ponownie by się spotkały. I właśnie dowiedziałaby się, że są spokrewnione, bo w końcu by musiała powiedzieć prawdę.
    Hm, a moce... jak najbardziej by się przydały. Może nawet jakiś motyw z próbą "przywołania" portalu i znalezienia się z powrotem w tamtych czasach, bo Morgana opowiedziałaby swoją historię Lucy, która nie wiem... jakoś by chciała wesprzeć w dążeniu do celu Morgańcię moją, żeby w końcu dostać koronę Camelotu na przykład. :D]

    Morgana Le Fay

    OdpowiedzUsuń
  40. [Dziękujemy za miłe słowa i również mamy nadzieję, że wkrótce pojawi się Jefferson i razem z Verity zyska szansę na szczęśliwe zakończenie :) A notki możliwe, że się pojawią - sesja to doskonały czas na wyrażenie swoich zdolności twórczych :D]

    Verity

    OdpowiedzUsuń
  41. [Dziękuję pięknie za powitanie!
    Muszę przyznać, że przeczytałam dopiero dziewięć pierwszych tomów (pozostałe nadrobię w najbliższym czasie), ale Kopciuszek w wersji szpiega zdążyła podbić moje serce. :) Bardzo mi się ten pomysł spodobał i mam nadzieję, że nie zawalę.
    I nie byłabym sobą, gdybym nie pochwaliła nowego wyglądu karty Lucy, bo jest pięknie!]

    Cindy

    OdpowiedzUsuń
  42. [Sindbadowi nie robi żadnej różnicy, czy to nimfa czy syrenka. Jak ma włosy w soli morskiej i hipnotyzuje śpiewem, to on robi zwrot przez sztag i tyle go widzieli.
    Rzeczywiście zagalopowałam się z pomysłem. Wszystkiemu winne komiksy i gra, które wyglądają, jakby w Fabletown mieszkało czterdzieści osób.
    Mówiąc o samej scenie, w której on się orientuje, że z tym śpiewem jest coś nie tak - myślę, że poznałby po samym śpiewie. Lata doświadczeń. A jego wyjście mogłoby być o tyle widoczne, że pewnie miałby specjalne miejsce w loży albo tuż pod sceną. W końcu przywileje dyplomaty na coś się przydają.
    To swoją drogą, bo jednak potrzeba mocniejszego powodu, żeby nawiązali znajomość. W tym momencie nie potrafię na żaden wpaść, bo moja głowa zawodzi wtedy, gdy najbardziej jej potrzebuję.]

    Shandar Bhandari

    OdpowiedzUsuń
  43. [ Dziękuję za powitanie. ;) Cieszę się bardzo, że Mare Ci się spodobała. Kiedy tylko znalazłam te gify wiedziałam, że będą pasowały i akurat z nich jestem bardzo zadowolona. Mam nadzieję, że moja Śnieżka faktycznie okaże się strzałem w dziesiątkę.
    Twoja Lucy również jest niezwykle interesująca. Nigdy bym ne pomyślała, że można tę postać przedstawić w ten sposób. Punk dla Ciebie!
    Co do użycia Baśniogrodu... Określiłam tym mianem zbiór wielu krain, z których pochodzą mieszkańcy Fabletown, a nie konkretną krainę, w której urodziła się Mare, ale jeśli źle to brzmi, to zmienię, nie ma problemu. ;) ]

    Mare

    OdpowiedzUsuń

  44. [ Nawet jak będą na to leki, to ja ich brać nie będę XDDD <3
    Przepraszam za zwłokę >,< Znowu mi głupio, ze musiałaś tyle czekać ]

    Jedyne, co docierało do jego świadomości, to ej głos. Ten słodki, wszechobecny głos, który wymawiał jego imię. I to było prawdziwe. Jakże prawdziwe. A on przecież nigdy się tego nie spodziewał. Spędził tak wiele czasu w tym potwornym Fabletown i nigdy nie liczył na to, że ten nowy świat będzie dla niego prawdziwy .Wszystko miał z mistyfikację, podstęp, oszustwo. Oczywiście to Lucy wywróciła jego światopogląd do góry nogami. Któż inny byłby w stanie go przekonać, że może żyć od nowa? Musiał jej tak wiele powiedzieć, podziękować, przeprosić, wyrazić słowami wszystko to, co w niej kochał. Była przecież jego ideałem bez skazy…
    - Lucy… - zdołał tylko wydusić. – Och Lucy!
    Nie był w stanie powiedzieć nic więcej. Tylko ona. Wypełniała całą jego świadomość, jej imię płonęło w jego jaźni wielkimi literami. Lucy, Lucy, Lucy, Lucy, Lucy. Cztery litery, fałszywe, zmyślone, oszukane, przypadkowa, nic nieznacząca zbitka. L.U.C.Y. Kłamstwo. Ale jakże mógłby się gniewać? Jakby mógł nienawidzić? Sam kłamał i oszukiwał, nic dziwnego, że zakochał się w kobiecie, która też to potrafiła. Była na tyle dobra, że nawet on nie doszukał się podstępu. Cudownie.
    Potem wszystko się zatrzymało, zwolniło, jakby zasnęło. Huck widział tylko błękitne oczy, które natarczywie się w niego wpatrywały. Powieki powoli unosiły się i opadały, a on nie mógł oderwać wzroku. Jeszcze te jasne kosmyki, w których błądziło jasne światło. Wiedział, że zapamięta tę chwilę na bardzo długo. Czyste piękno przed nim i czyste szczęście w nim. Dosłownie, bo jego ciało ogarnęła niesłychana błogość. Jego ciałem wstrząsnął dreszcz spełnienia.
    -Lucy… Czy…? Jesteś szczęśliwa? – spytał drżącym głosem.
    Zanim jednak zdążyła mu odpowiedzieć, przytulił błękitnooką do siebie i westchnął głośno w jej ramię. Nie chciał kończyć tej chwili. Wolałby na wieki zastygnąć w tych uczuciach, w tej pozycji, w tym świetle, wśród tych zapachów. W jej ramionach. Bo nagle poczuł się bardzo słaby i bezbronny, a ona była jedyną siłą, która mogła pomóc mu przetrwać to okropne życie. Choć sama miała trwać w wieczności, gdy on już dawno rozpadnie się w proch. Ale nie chciał o tym myśleć w tamtej chwili.
    - Jak mógłbym cię uszczęśliwić? Wszystko, czego chcę to twoje szczęście – wyszeptał bardzo cicho.
    Tak cicho, że nie miał pewności, czy go usłyszała.

    szczęśliwy pirat

    OdpowiedzUsuń
  45. [Dziękuję za powitanie :) Masz śliczną kartę i jeszcze skarb Nibelungów ^^ Jakbyś się ewentualnie nudziła czy coś to zapraszam na wspólny wątek :)]

    OdpowiedzUsuń
  46. [ Niby nie muszę, ale i tak wina się czuje XD ]

    Jej dotyk koił nerwy, jej słowa odgoniły strach. Był w odpowiednim miejscu. I będzie w nim, gdy po raz kolejny przyjdzie zwątpienie. Już nie będzie musiał walczyć w pojedynkę, bo o to przy nim leżało potwierdzenie, że życie nie straciło całkowicie sensu. Mógłby żyć tylko dla niej, jeśli po nic więcej. Wszystko będzie dobrze, może nawet wróci choć część dawnego Kapitana Haka. Przecież na chwilę zdołała go w nim rozbudzić. I najwyraźniej tego właśnie chciała. Widział to w jej oczach, gdy szeptem zdradzała mu swoje odczucia. Wyraźnie tęskniła za tamtym życiem. Jones też tęsknił i temu zaprzeczyć nie mógł.
    Niestety nie potrafił jej tego dać. Teraz było Fabletown, betonowa dżungla i brudne morza. Zero szafirowych wód i kryjących się w ich głębinach magicznych stworów. Właśnie to go zabijało, powolutku zatruwało mu duszę. Tyle okropnych lat spędził w ty przeklętym miejscu i wiedział jedno. Nie chciał tego dla niej. Tej nudy i jednostajności… Z drugie jednak strony oznaczało to bezpieczeństwo. Własny dom, rodzina, spokój. On o tym nie marzył. Pragnął przygód, niebezpieczeństwa, krwi. Zawsze tego chciał. Pytanie jednak brzmiało, czego chciała jego Lucy. Bo jej nie potrafiłby niczego odmówić.
    Dopiero jej słodkie usta zdołały uspokoić burze myśli w jego głowie. Została tylko ona. Błękitne oczy, w których tonął, za którymi tęsknił przez te wszystkie wieki. Byli rozdzieleni przez całą wieczność. Więc teraz powinny się liczyć tylko ich wspólne chwile, skradzione pocałunki i zaczepne słówka. Dwójka nastolatków w kilkusetletnich ciałach.
    Znów się położyli, a Lucy przykryła ich kocem. To mu wystarczyło. Wcale nie chciał więcej. Wystraszone serce na powrót zaczęło bić w równym rytmie. Zamknął oczy i odetchnął głęboko. Nie miał siły na uśmiech, więc tylko ją przytulił. Musiał być silny dla niej, ale równocześnie nie mógł jej okłamywać. Nawet uśmiechem. Nie. Jeśli ktoś miał wiedzieć, że coś było nie tak, to właśnie ona. Chciała dla niego szczęścia, wiedział, że mówiła prawdę, wiedział, że przyjemność jej sprawia wodzenie palcami po jego bliznach. Zapewne interesowała ją historia związana z każdą z jego dawnych ran. Jego słodka, urocza, naiwna Lucy.
    Uśmiechnął się. Tylko teraz, ten jeden raz. To jedno kłamstewko. Tylko dla niej.
    Hej! Wszystko gra, my love.
    - Wątpiłaś? – szepnął jej wprost do ucha, które zaraz potem pocałował.
    Prawą ręką przyciągnął ją jeszcze odrobinę bliżej siebie. Jakby chciał przygarnąć ją wprost do swojego serca. Gdyby tylko mógł… Pragnął też chwycić jej dłoń w swoją, oderwać te delikatne paluszki od własnych blizn i spleść ze swoimi. Na to jednak zabrakło mu dłoni. Posiadał tylko bezużyteczny kikut. Ale przecież cały czas się uśmiechał.
    Hej! Wszystko gra, my love. Po co komu druga dłoń?

    rozpływający się w tym cieple Hakuś

    OdpowiedzUsuń
  47. [Może poznałyby się w jakimś zamieszaniu? Tylko nie wiem kogo by można w to jeszcze wmieszać. Stwórzmy problem i wciągnijmy w to nasze postacie :) Może coś z jakimiś mafijnymi czy kryminalnymi motywami? One mogłyby się znaleźć gdzieś po prostu o złego dnia o złej porze ;) Albo mogę nie być takie do końca niewinne i też się do czegoś przyłożyć. Może być przemycane coś magicznego, niebezpiecznego i one też mogą chcieć z tego skorzystać? To takie luźne pomysły, daj znć co Ty na to :)]

    OdpowiedzUsuń
  48. [Dodam Ci spamerski komentarz pod kartą, a co! :D
    Widzisz no, przyszli kurde jacyś niedobrzy ludzie i ukradli Burtonowi twarz, teraz jakoś tak trochę dziko wygląda, no i z pozoru odmłodniał. Niedługo Ci Briana przyprowadzę. :D]

    Burton

    OdpowiedzUsuń
  49. [A niech przejmują, i tak w moich rękach ten wizerunek był najsuperowszy, najseksowniejszy i w ogóle, nie możesz zaprzeczyć! :D
    A tak w ogóle, to może dzisiaj się z jakąś notką pojawię, o!]

    super świetny piękny władca wszystkich niewiast

    OdpowiedzUsuń
  50. [Nie pyskuj mi tu! (Co z tego, że to ja Ci ciągle pyskuję :D) No, w każdym razie notka gotowa, ale obiecałem sobie, że opublikuję dopiero jak będzie komplet online, czyli Ty, Fenikseł i Skip. :D Co prawda jeszcze nie konkursowa, ale nad konkursową już powoli zaczynam pracować.
    No to ja, no! :D]

    OdpowiedzUsuń
  51. [W sumie nic specjalnego w niej nie ma, po prostu ostatnio mam jakiś do dupy okres i nic nie mam siły robić, ale myślenie o Was zmotywowało mnie do napisania, nawet jeśli straaasznie zardzewiałem i boję się jaki będzie odbiór. :D]

    super świetny piękny władca większości niewiast i Hagena

    OdpowiedzUsuń
  52. [Fenikseła już zawołałem, powoli się zbiera. :D
    Tak, Hagena, niewiasty nad niewiastami! :D]

    OdpowiedzUsuń
  53. [ Zawsze moja wina XD <3 Norma ]

    Westchnął ciężko i uśmiechnął się smutno. Niby wcale nie spędzili razem aż tak wiele czasu, a jednak ona znała go na wylot. Potrafiła go przejrzeć. Problem tkwił w tym, że on wcale nie miał ochoty się tłumaczyć. Może i był emocjonalny, ale niekoniecznie popierał dzielenie się wszystkimi swoimi uczuciami od razu ze światem. Zwłaszcza gdy sam nie do końca je rozumiał. Dlatego przez dłuższą chwilę po prostu milczał.
    - Nic się nie dzieje – zapewnił, odgarniając włosy z twarzy Lucy. – Naprawdę nic.
    Przez chwilę patrzyli sobie głęboko w oczy i Huckelberry czuł, że jego ukochana nie czuje się usatysfakcjonowana jego odpowiedzią. Ale on nie chciał rozdrapywać sprawy. Wolał po prostu chwilowo o tym nie myśleć. Tamta chwila była idealna, więc po co mieliby zajmować się jego obawami? To tylko popsułoby im humory. Wtedy Jones czułby się winny.
    - Nie przejmuj się, honey – dodał po chwili. – Wiem, że chcesz mi pomóc, ale teraz to nie ważne. Proszę… Nie… Nie chcę na razie o tym rozmawiać – przyznał cicho i spuścił wzrok.

    [ Przepraszam, ale nie potrafię wycisnąć z siebie więcej, a już nie chcę przedłużać twojego oczekiwania XD Wybacz… ]

    Hakuś, któremu smutno, że tylko na tyle go stać

    OdpowiedzUsuń
  54. [Początkowo zrobiłam wersję jeszcze szybciej przeskakującą, tak że te twarze prawie się zlewały i podjarałam się, że tak ładnie wygląda, ale potem zmieniłam, bo mówię oczopląsu dostać można, nikt tu nie będzie zaglądał xD Także to i tak jest delikatniejsza wersja :D
    Też mam nadzieję, że czasu będę miała wystarczająco, żeby tu się zakorzenić na długo, a co do wątków to narazie próbuję się odnaleźć w tych wszystkich postaciach, kto jest kim itd, bo strasznie was dużo xd więc jak wszystko poogarniam to się zgłoszę :D]

    Jaga

    OdpowiedzUsuń
  55. [No dobra, poddaje się, chciałam wymyślić coś mądrego, przejrzałam wszystko co dotyczy Lucy, ale nic ciekawego mi nie przychodzi na myśl, tak zeby coś się działo :< Chyba musiałyby paść ofiarami jakiejś rzezi, bo nie wiem jak inaczej mogłyby się jakieś fajne interakcje wywiązać xd]

    Jaga

    OdpowiedzUsuń
  56. [Co jak co, ale Roman kobity nie ruszy, więc i autkiem może da się przejechać, zależy od sytuacji :D Bardzo dziękuję za powitanie i oczywiście skuszę się na wąteczek no bo Roman to nie taki zły chłopoczek. Wolisz coś bardziej oryginalnego czy nie przeszkadza Ci coś oklepanego? Chyba, że już coś w głowie Ci się zrodziło, wiec z chęcią to poznam :D]

    Damien aka Roman

    OdpowiedzUsuń
  57. [Oby, oby :D I jak najbardziej jestem chętna na wątek :) Masz już jakiś konkretny pomysł, czy będziemy myśleć? :)]

    Verity

    OdpowiedzUsuń
  58. [A nie no, tak jakoś sobie gadam bzdurki... xD A widzisz, o czymś takim bym nie pomyślała, jestem jak najbardziej na tak :D Może nawet rozpierdzieli coś co było bardzo ważne i miały to dostać też wiedźmy i... będzie sajgon :D]

    Jaga

    OdpowiedzUsuń
  59. [No no, stłucze wywar z mieszanki jakiś wymarłych roślin i będzie trzeba jakoś się przerzucić wstecz, co nie będzie proste, bo Jadźka ma szlaban na portal za rozrabianie w fable :D A przy okazji coś się może odpitolić jak już tam trafią i nie będą mogły wrócić, o!
    A co do znania się to może być pierwsze spotkanie, będzie ciekawiej :D]

    Jaga

    OdpowiedzUsuń
  60. [To czekam z nieciepliwością na łobuziarę :D]

    Jadzia

    OdpowiedzUsuń
  61. [Albo, tak jeszcze przed Fabletown, mogłyby się też w sumie spotkać podczas ucieczki Verity. W pewnym momencie uciekła - przed Czasem, który tak naprawdę pociągał w Krainie Czarów za wszystkie sznurki - i zanim trafiła do świata Doczesnych, mogła się błąkać po innych. I wtedy mogłaby wpaść na Lucy, zziębnięta, totalnie zagubiona, przepełniona nienawiścią do samej siebie. A później spotkałyby się w Fabletown, właśnie w szpitalu (Verity, jako nieufny pracodawca wciąż chodzi po szpitalu i wszystko nadzoruje :D). I jakoś by się to potoczyło :D Później mogłoby też wyjść na jaw, że Verity zlecała różne... moralnie wątpliwe zlecenia Huckowi. I dramat :D Jak sądzisz? :)]

    Verity

    OdpowiedzUsuń
  62. [Jestem jak najbardziej za pozytywną relacją :D Podobają mi się obydwie ścieżki, ale bardziej przychyliłabym się do tej pierwszej :) I później w Fabletown Verity załatwiłaby Lucy najlepsze warunki, jakie by mogła, i pilnowałaby jej przed nieproszonymi gośćmi :D Zwróciłaby też uwagę personelowi, żeby właśnie na Lucy zwracać największą uwagę, w razie czego.
    A jak myślisz, Lucy znałaby przeszłość Verity już w królestwie Oberona, czy dopiero w Fabletown wyszłoby, jak bardzo krwawe rządy prowadziła u siebie? :D
    A gdyby się jeszcze okazało, że także w Fabletown korzystała z pomocy Hucka... :D]

    Verity

    OdpowiedzUsuń
  63. Czysto teoretycznie powinna właśnie wycierać ściereczką białe półki i stojące na nich przezroczyste słoiczki w swojej zielarni, ale plany niestety... lub na szczęście nieco się zmieniły i zamiast tego zamykała właśnie szafę z różnymi tajnymi specyfikami, trzymając w ręce ciemnogranatową fiolkę niewielkich rozmiarów, w której znajdował się mętny płyn. Odłożyła ją ostrożnie na stolik przy schodach wiodących z jej piwnicy do mieszkania, żeby wychodząc nie zapomnieć zabrać jej ze sobą do zielarni, w końcu Tytania miała odebrać swoje tak długo wyczekiwane zamówienie.
    Minęła gablotę z pamiątkowymi nożami i sztyletami, po czym odsunęła jedwabną zasłonę oddzielającą tę część piwnicy od tej, w której powstawały wszystkie te specyfiki. Po środku niewielkiego pomieszczenia stał czarny kociołek wielkości sporego garnka, usytuowany na długim drewnianym stole. Zatrzymała się przy wydrążonych w kamiennej ścianie półkach, szukając potrzebnego jej proszku. Na jedynych półkach stały różnej wielkości i w różnych kolorach szklane buteleczki, na innych stare księgi, dość szczupłe, ale i ogromne tomiska, zaś na jeszcze innych małe i duże, drewniane i metalowe pudełeczka. Sięgnęła po małą skrzyneczkę z wydrążonymi na niej runami i otworzyła ją równie małym kluczykiem wiszącym na srebrnym łańcuszku u jej szyi. Pudełeczko otworzyło się dość opornie i Jaga wyciągnęła ze środka różowo-fioletowy proszek zapakowany w miniaturowy woreczek strunowy. Ostatnia porcja, jeśli tym razem się nie uda, z kolejnymi próbami będzie musiała zaczekać, aż dostanie przepustkę... co nie wydarzy się zbyt szybko. Przeskrobała sobie dość mocno, choć nadal nie wiedziała co im tak właściwie zależy na tych dzieciach doczesnych. Porwała, czy nie porwała, przecież takich dzieci jest na pęczki na tym świecie, awantura co najmniej jakby samą Calineczkę trzymała w piwnicy. Nadal musiała uczęszczać na przymusową terapię u psychologa, zapewne więc i przepustki nie dostanie nim skończy się terapia. Też sobie wymyślili.
    Z komody zbudowanej z jasnobrązowego drewna wyciągnęła dwie miseczki z ususzonymi mieszankami ziół, przygotowanymi wcześniej i posortowanymi zgodnie z przepisem. postawiła obie na brzegu stołu, wraz z resztką proszku.
    Wtedy uszu kobiety dobiegło ciche skrzypnięcie dobiegające gdzieś z góry. Czyżby Łajdak wrócił w porze polowania? Być może dziś nie udało mu się znaleźć żadnej myszy i łudził się, że pani da mu podwójną porcję wątróbki. - No to sobie zaczeka sierściuch. - burknęła sama do siebie i sięgnęła po moździerz.


    Jaga

    OdpowiedzUsuń
  64. [Czy ja Ci odpisałam? Chyba nie. W każdym razie dziękuję pięknie za powitanie. <3
    I czy my w końcu coś piszemy...? :D]

    Felice & Medea

    OdpowiedzUsuń
  65. Kolumna składająca się z trzech ciemnych aut, ruszyła spod jednego z miejscowych klubów. Pracowity dzień należał do udanych, a Damien zadowolony z udanej transakcji, gdzieś podświadomie już liczył nowe sumy wpływające na jego konto. Kontrolnie spoglądał w lusterka swojego wozu, mając na uwadze nieproszonych gości. Posiadając szeroką dystrybucję narkotyków, liczył się również z szerokim gronem wrogów, którzy nie byli zadowoleni z dominacji Torresa wśród narkotykowego rynku. Stając się bossem lewych interesów Damien mógł liczyć na szacunek oraz respekt pośród jego klientów, co również liczyło się z bezwzględnością, gdy tylko ktoś wyjdzie poza granicę zasad, jakie wyznaczał Włoch.
    Przejeżdżając jedną z ulic, dostrzegł kogoś kto wydał się być mu niezwykle znajomy, jednak sądził iż zawodzi go wyobraźnia, która wysyłała mu sprzeczne informacje. Aby się upewnić co do swoich spostrzeżeń, wyraźnie zwolnił, co pozwoliło mu na skuteczne ocenienie sytuacji. Wrzuciwszy kierunek, zatrzymał się na chodniku po drugiej stronie ulicy. Dzięki odsuniętej szybie docierały do niego niektóre szczątki rozmowy, a on coraz bardziej nie mógł uwierzyć iż osoba, która rzuciła mu się w oczy to nikt inny jak Lucy. Jego interesy z kobiecą pięknością należały do niezwykle udanych i zdecydowanie jej osoba zasłużyła na uznanie w oczach Torresa, co zaowocowało późniejsza iskrą zaufania, ostatecznie ich drogi zostały rozłączone.
    Miał dziwne przeczucie iż Lucy została zaczepiona przez nieodpowiednie osoby, co upewniły go słowa padające z ich ust, a dokładniej jego imię. Nie zdziwiło go to. Większość jego dawnych interesów była ściśle powiązana z pracą Lucy, co wiązało się z wrogiem po obu stronach barykady. Nie chcąc czekać na dalszy rozwój wydarzeń, wysiadł ze swojego samochodu kierując się w stronę niewielkiego zgromadzenia.
    — Romeo! Czemuż ty jesteś Romeo! — rzucił teatralnie, zbliżając się Lucy, którą zasłonił swoim barkiem. — Panowie gdzie wasze maniery? Dwóch na jednego? I to jeszcze na kobietę!
    Dyskretnym ruchem dłoni odrzucił połę swojej skórzanej kurtki na bok, aby odsłonić kaburę z bronią, co miało dać do zrozumienia owym delikwentom, aby nawet nie myśleli o jakimkolwiek niepożądanym zachowaniu.
    Ludzie Damiena szybko stanęli nieopodal swojego szefa, gotowi do ewentualnego rozwiązania sytuacji. — Spieprzać — warknął krótko Damien, nie mając ochoty się patyczkować. Gdyby nie to, że miejsce w którym się znaleźli było uczęszczane w dużej mierze przez przechodniów i nawet o tak później porze mógł się ktoś napatoczyć, rozwiązałby tą sprawę na swój sposób, pozbywając się problemu raz na zawsze.

    Roman

    OdpowiedzUsuń
  66. [Przepraszam za to milczenie, ale wakacje totalnie mnie rozleniwiły, mam nadzieję, że wizja zbliżającego się roku akademickiego nieco mnie zmobilizuje :D
    Myślę, że najlepiej będzie jeżeli delikatnie nagniemy ramy czasowe, bo inaczej będzie nam trudno doprowadzić do zapoznania się naszych pań jeszcze przed Fabletown tak, abyśmy nic później i tak nagiąć nie musiały. Chociaż znając moje zamiłowanie do komplikowania wszystkiego jak się da i tak do tego dojdzie :D Jeżeli chodzi o to, czy Lucy już przed Fabletown wiedziała o przeszłości Verity, to podobają mi się oba warianty: i to, że wiedziała, i to, że nie wiedziała. Tylko z Jeffersona Lucy raczej nie mogłaby poznać na jego wygnaniu, bo trafił prosto do świata Doczesnych. No, chyba że doszłoby do jakichś komplikacji, o których Verity nie wiedziała. Co też w sumie mogło się zdarzyć.
    Tak w skrócie, to cały proces pozbawiania V pamięci polegał na tym, że Czas wyrwał jej serce z klatki piersiowej. A mieszkańcy Krainy Czarów wszystkie emocje, uczucia, wspomnienia mieli ulokowane właśnie w sercach. V w końcu (po wielu latach bycia królową) odzyskała swoje serce i właśnie wtedy zdecydowała się uciec z Krainy Czarów. I w trakcie ucieczki wspomnienia do niej dopiero wracały, była w tym wszystkim strasznie zagubiona, więc faktycznie mogłaby nie pamiętać dokładnie kim była, ani kim był Jefferson. Wiedziałaby tylko, że był ktoś, kto był dla niej bardzo ważny, a ona go skrzywdziła. Czy jakoś tak :D
    Także jeżeli przyjmiemy, że w wyniku komplikacji Jeff nie trafił od razu do Doczesnych, to jak najbardziej Lucy mogła go spotkać. I wtedy V byłaby w niezłym szoku, gdyby usłyszała o nim taką nowinę. Jak myślisz? Nie zagmatwałam tego za bardzo? :D]

    Verity

    OdpowiedzUsuń
  67. [Spoczko, nie ma problemu, grunt, że w ogóle coś się dzieje :D
    Jak coś to ostatecznie możemy udawać, że spakowała walizki i wyjechała w delegację xD Ale pewnie nam się jeszcze przyda :D]


    Wrzuciła do kamiennej miseczki kilka składników i rozpoczęła ścieranie na drobny mak, tak mocno wczuwając się w wykonywaną czynność, iż nawet nie usłyszała czyiś stóp stąpających po schodach prowadzących do jej piwnicy. Z zamyślenia wyrwał ją dopiero głośny stukot i syknięcie. Jak mogła być tak zagłuszona i zaślepiona, żeby nie wiedzieć, że ktoś znajduje się w jej domu, mało tego, nawet udało mu się wejść do piwnicy, prawie niezauważonym... Z drugiej strony, nikt jej nigdy nie odwiedzał bez zapowiedzi, nie wiadomo czy to z szacunku, czy ze strachu, czy też po prostu tak się złożyło, jednak zawsze wiedziała wcześniej, że ktoś pojawi się u niej, inną odpowiedzią na tę zagadkę był fakt, że dom ten nie miał najprzyjemniejszej aury, więc i mało kto miał ochotę tu przychodzić. Jaga należała do osób, które bardzo nie lubią takich niespodzianek, jaką zafundował jej aktualny gość. Odłożyła ostrożnie moździerz na stół i cichutko jak myszka doskoczyła do zasłony, żeby wyjrzeć do tamtej części piwnicy. Uniosła palcem kawałeczek kotary i jej oczom ukazała się siedząca na ziemi, tuż przy schodach, jasnowłosa kobieta. Pocierała delikatnie czoło i choć Jaga widziała jedynie jej plecy, to nie wyglądała jakoś specjalnie groźnie. Gdzieś w zakamarku jej umysłu zrodziło się pytanie "co ona u robi?" oraz przede wszystkim "kim ona jest?". Wiedźma postanowiła na razie nie ujawniać swojej obecności, dlatego pozostała za kotarą, cichutko obserwując co dalej zrobi intruz. Jeśli przyszła tu coś odwalić, to Jaga będzie miała przewagę pod względem świadomości jej obecności, a jeśli była tylko jakąś zagubioną duszyczką to... jeszcze lepiej, wtedy raz dwa mogła się znaleźć w jej szponach i już nigdy się nie wydostać. Twarz Jagi wykrzywiła się w złośliwym grymasie.

    Jadzia

    OdpowiedzUsuń
  68. [Cudowny pomysł <3 Myślę, że Czas jak najbardziej chciałby przeszkodzić V w ucieczce, więc bardzo możliwe, że właśnie tak by zrobił :)
    Podoba mi się w pełni, co wykombinowałaś, idę na to :D V mogłaby (podczas pierwszego spotkania, z Lorelei) pamiętać, że jej imię zaczyna się jakoś na "v" i mogłaby podać przez to inne imię. Przypadkiem, oczywiście :D
    Och, to może właśnie zrobimy tak, że Jeff spotkałby Lucy w Fabletown. Nie wykluczy to tego, że przed trafieniem do Doczesnych błąkał się po innych krainach w razie czego.
    Pisać zaczniemy od pierwszego spotkania? :)]

    Verity

    OdpowiedzUsuń
  69. W ciszy przyglądała się jak intruzka podnosi się z ziemi, a następnie rozgląda po piwnicy. Nic jej ta twarz nie mówiła, sądziła że skojarzy ją, ale nic z tego. Może to złodziejka? Pewnie przyszła gwizdnąć sobie parę ziółek, jeśli była doczesną to raczej już stąd nie wyjdzie. Chociaż... nie wyglądała na przerażoną. Może lekko zdenerwowaną, ale na pewno nie przerażoną, a taki byłby każdy człowiek, który by tutaj wszedł, co oznaczało, że najprawdopodobniej jest jedną z baśniowych istot. Co więc tutaj robiła bez zapowiedzi?
    Jaga podążała wzrokiem za każdym ruchem blondynki i tak właśnie dopiero po czasie spostrzegła jakie szkody wyrządziła jej ta bezczelna dziewczyna. Wraz z nią patrzyła jak starannie przygotowana dla Tytanii mikstura rozpływa się po podłodze. Szczęka jej opadła.
    Chwyciła za kotarę, szarpnięciem odsuwając ją i wkroczyła do pomieszczenia.
    - Czy wiesz co u licha narobiłaś, tempa istoto?! - ryknęła zaciskając dłonie w pięści i mrużąc oczy niczym bazyliszek.
    Gdyby Jaga zabijała wzrokiem, albo zamieniała w kamień, istota stojąca kilka kroków od niej nie zdążyłaby się odwrócić. Leżała by właśnie na ziemi, martwa albo skamieniała i martwa.

    Jaga

    OdpowiedzUsuń
  70. [Jak najbardziej mogę zacząć. :) Rozpoczęcie powinno się pojawić na dniach.]

    Verity

    OdpowiedzUsuń
  71. Ból przesłaniał wszystkie jej myśli. Był kłujący, a zarazem rozlewający się na całe jej ciało. Z trudem poruszała się, a jednak coś w środku niej kazało jej cały czas posuwać się naprzód. Niewiele widziała. Obrazy przed jej oczami mieniły się, jak w kalejdoskopie. Równocześnie ból w skroniach przedzierał się do jej świadomości, zakłócając wszystko, co tylko mógł.
    Upadła.
    Z trudem przedarła się do niej myśl, że coś jest chyba nie tak. Spojrzała w dół, napotkała jedynie ciemność. Podniosła się na drżących dłoniach. Całe były wybrudzone czymś lepkim. Czerwonym. Krew? Zmarszczyła delikatnie brwi, starając się zebrać swoje myśli. Usiadła ostrożnie, a jej wycieńczony organizm od razu odnalazł oparcie w chłodnym głazie. Przymknęła oczy.
    Jej upadek nie miał jedynie wymiaru dosłownego. Fizycznego. Upadała po kawałku już od wielu, wielu lat. Odkąd została… Zmarszczyła brwi jeszcze bardziej. Tkanina, która oplatała jej wychudzone ciało musiała niegdyś być wspaniałą suknią. Dlaczego akurat ona ją nosiła?
    Przesunęła niepewnie dłonią po materiale. Był brudny i postrzępiony. Delikatny. Dawniej w kolorze królewskiej purpury. Królewskiej?
    Cichy jęk wydarł się spomiędzy jej warg, gdy spróbowała wstać. Nie za bardzo wiedziała kim jest, gdzie jest i co się działo. Jedyna, dość klarowna myśl krzyczała w niej głośno, że nie jest bezpieczna i musi uciekać. Uciekać. Całe życie uciekać. Tylko… tylko uciekać.
    Jej twarz wykrzywiła się z bólu. Coraz bardziej go odczuwała, w każdej części ciała. W pewnym momencie zamarła na chwilę, gdy dotarła do niej kolejna myśl. Co z NIM? Gdzie ON jest? Panika zaczęła rozlewać się po jej ciele zimnymi falami. Oddech przyspieszył, a ona sama nagle się podniosła, by od razu upaść na ziemię. To chyba nie był zbyt dobry pomysł.
    Brudne blond włosy opadły na jej twarz, wyrywając się z koka, w którym dotychczas tkwiły. Z trudnością łapała powietrze. Nie była w stanie nawet powiedzieć, dlaczego działo się z nią to, co się działo. Czuła się zagubiona, nie mogąc uchwycić się żadnej myśli na dłużej. Wiedziała, że coś jej umyka, coś bardzo, bardzo ważnego, ale nie potrafiła do tego dotrzeć.
    Z trudem złapała za leżący obok niej głaz i podciągnęła się do niego. Gdy już uniosła się nieco nad ziemię, łzy pociekły po jej brudnych policzkach. Przez chwilę nie była w stanie robić nic innego, jak trzymać się kurczowo głazu i płakać. Szloch wstrząsał jej ciałem, a ona mogła tylko siedzieć, przyciskając do piersi głaz i łkać. Potrzebowała dłuższego czasu, żeby się uspokoić, a gdy to zrobiła, od razu ruszyła w stronę rzeki. To ona doprowadziła ją do płaczu. Woda.
    Posuwała się powoli, każdy ruch kosztował ją mnóstwo wysiłku. Ale się nie poddawała. Była coraz bliżej. Coraz, coraz bliżej.
    Gdy dotarła nad brzeg, nie mogła uwierzyć we własne szczęście. Tuż przed nią znajdowała się życiodajna woda! Sięgnęła niepewnie ręką, zanurzając ją w rzece. Zanim jednak zdążyła zrobić coś jeszcze, poczuła silny ucisk na ramionach i zapadła się w ciemność.

    Verity

    OdpowiedzUsuń
  72. [Och, nie szkodzi! Tym bardziej, skoro to administracyjne sprawy. :D]

    Dryfowała na pograniczu snu i jawy. Gdzieś z oddali docierały do niej różne bodźce, jednak nie była w stanie ich jakoś logicznie połączyć. Ból niemal rozdzierał jej płuca, zmuszając ją do kaszlu. Jeszcze nigdy nie znalazła się w takiej sytuacji. Nie wiedziała, skąd to przekonanie pochodziło, jednak ta myśl pojawiła się w jej głowie niespodziewanie i raczej nie zamierzała szybko zniknąć. Uchwyciła się jej, próbując dotrzeć do innych informacji, jednak daremno.
    Skrzywiła się, gdy oślepiające światło padło na jej oczy. Zmrużyła je, pragnąc znów powrócić do przyjemnej ciemności, nawet gdyby miało ją to kosztować jej życie. Gdyby była nieco bardziej przytomna, zaczęłaby się pewnie zastanawiać, czy naprawdę tak tęskniła za śmiercią. Nawet nie wiedziała dlaczego mogłaby jej chcieć. Wspomnienia powoli do niej wracały, jednak były to bardziej strzępki obrazów, niż jakaś logiczna całość. Wiedziała, że przed czymś lub przed kimś uciekała. Czuła również, że czegoś lub kogoś jej brakowało. Ukochany?
    Z cichym jękiem powitała wracającą już w niemal pełni świadomość. Ostatnim, co zapamiętała, była paląca chęć napicia się wody, później ból w płucach i coraz bardziej otaczająca ją ciemność. Czyżby jednak umarła? Jednak nie powinna chyba po śmierci czuć bólu, a w piersi przez cały czas odczuwała palący ból. Serce. Serce?
    Nagle do jej uszu dobiegł kobiecy głos, brzmiący niemal jak anielska pieśń. Otworzyła oczy, wciąż krzywiąc się od rażących ją promieni słońca. Głos, który przed chwilą usłyszała, należał do młodej kobiety, która wpatrywała się w nią niebieskimi oczami. Mimo chaosu, który panował w jej głowie, wiedziała, że nigdy wcześniej jej nie spotkała. Czyli nie mogła już być w swojej krainie, gdzie znała wszystkich mieszkańców. Ale dlaczego? Przez chwilę przypatrywała się uważnie nieznajomej, wciąż próbując uspokoić oddech. W dalszym ciągu nie wiedziała, z kim ma do czynienia… ale przecież powiedziała, że nie zrobi jej krzywdy, więc chyba nie natrafiła na kogoś złego.
    Zmarszczyła delikatnie czoło i rozchyliła usta, jednak nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Odchrząknęła i od razu wstrząsnął nią kolejny napad kaszlu. Usiadła, wciąż nie mogąc uspokoić kaszlu. Czuła się bardzo źle, ból próbował rozsadzić nie tylko jej płuca ale i głowę, a uczucie niemal obezwładniającego ją zmęczenia tylko utrudniało sprawę. W końcu jednak udało jej się głębiej odetchnąć, a uporczywy kaszel przeminął, zostawiając po sobie jedynie zdarte gardło. Tak, jakby już wcześniej nie było już wystarczająco obdarte.
    Podniosła wzrok, ponownie spoglądając na siedzącą obok niej blondynkę.
    - Co się stało? - wychrypiała z trudem.
    Przełknęła ślinę, krzywiąc się z bólu. Jeszcze trochę, a zapomni, że można nie czuć bólu.
    - Gdzie tak właściwie jesteśmy?
    Powoli przypominała sobie, co się stało. Wiedziała, że uciekała przed NIM i niewiele brakowało, żeby ją ponownie dorwał w swoje paskudne łapy. Przypomniała sobie również przeraźliwy ból, gdy odzyskała swoje serce i umiejscowiła je w swojej klatce piersiowej. Większość jednak wspomnień mieszała się ze sobą, nie pozwalając jej na pełne zorientowanie się w sytuacji. Dlatego patrzyła na nieznajomą z nadzieją, że ktoś jej wytłumaczy, co tak właściwie się działo.

    Verity

    OdpowiedzUsuń
  73. W żyłach Jagi aż się zagotowało. Starannie przygotowana, dniami i nocami dopieszczana substancja, po składniki której musiała odbyć długą i męczącą podróż, płynęła właśnie po zimnym kamieniu piwnicznej posadzki.
    - Nie, absolutnie, to była tylko paczka gwoździ do twojej trumny - odpowiedziała przymykając powieki - Na Welesa, za jakie uczynki... Kim jesteś, u licha i jakim prawem włazisz do mojego domu bez pozwolenia, niszcząc przy okazji moją pracę?! Czy wiesz, co właśnie zrobiłaś? Poćwiartuję cię i sprawdzę, czy w środku nie rośnie przypadkiem wrotycz albo rutewnik jaskrowaty, żeby naprawić to, co zniszczyłaś.
    Mówiąc to postąpiła powoli o krok w przód. Im dłużej myśl jej zniszczonej pracy zaprzątała jej głowę tym bardziej była wściekła. Ciekawe w jaki sposób zdobędzie teraz wszystkie składniki? A tym bardziej na tyle szybko, aby Tytania dostała na czas swoje zamówienie. Było to absolutnie nie możliwe, a ta dziewucha pytała jeszcze bezczelnie, czy to nic ważnego.

    Jaga

    OdpowiedzUsuń
  74. [ Będę się przejmować, bo kurde leń ze mnie, ale dwa miesiące to aż za duża przerwa!
    Myślę, że byłoby zupełnie tak jak mówisz XD Na początku chciałaby powiedzieć, ale kłótnia, a potem by się jej zapomniało… ;)
    Hahahah XD Tak! Oblanie map herbatą i może jeszcze jakieś tam inne robienie szkód na Rogergku ;) Nie ma to jak się pokłócić o statek <3 ]

    Przekręcił się na drugi bok, ziewając cicho. Nastał kolejny dzień,
    a on zupełnie nie miał na niego ochoty. Najchętniej zostałby w łóżku do nocy, wtulając twarz w poduszkę i śniąc. Sny zawsze były lepsze od jawy. Niezależnie od tego, jak układało się jego życie, to nigdy nie potrafiło dogonić jego marzeń. Choć ostatnie tygodnie były trochę inne od tego wszystkiego, czego doświadczył do tej pory. Wciąż było mu ciężko, a życie nie miało sensu. Powietrze śmierdziało spalinami, w ustach wiecznie czuł gorzki smak porażki. Lecz pojawiło się coś jeszcze, ktoś jeszcze. Jej widok każdego ranka i wieczora budził w nim mieszane uczucia. Raz przepełniała go miłość, innego dnia nienawidził jej każdą cząstką siebie.
    Wszystko sprowadzało się do tych dawnych lat. A jednak mimo wszystko kupił ten durny pierścionek. Zaś Lucy się zgodziła. Nigdy nie był tak szczęśliwy, jak w chwili, gdy powiedziała tak. Mieli zostać małżeństwem. Małżeństwem, do czorta. Oboje z setkami lat na karku, a bez najmniejszego dobrego doświadczenia w związku. To był poważny krok, a Huckelberry miał wrażenie, że pchają się
    w bagno. Razem. Pierwszy raz od wieków nie był sam.
    Jęknął przeciągle, zakrywając twarz poduszką. Chciał w ten sposób obronić się przed natrętnymi promieniami słońca, wpadającymi przez wysokie okno. Niestety jego wysiłki na niewiele się zdały. Co gorsza jednak, Lucy nijak ich nie skomentowała.
    Wiedział, że wciąż była w pomieszczeniu, na skraju łóżka. Wyraźnie czuł jej ciepło. Była cicho, nadzwyczaj cicho, a to nigdy nie było dobrym omenem. Huck nie potrafił radzić sobie z własną codziennością i zdecydowanie brakowało mu empatii. Tym bardziej przytłoczyło go mieszkanie we dwoje. Mieli różne poglądy, ich spojrzenie na świat wcale nie było tak identyczne, jak niegdyś myśleli. Najgorsze okazywały się drobiazgi. Co zaś do ich humorów… Każdy miał prawo do gorszego dnia. Ale oni wzajemnie nie potrafili się z tym faktem pogodzić. Jak Jones chodził naburmuszony, to Lucy stawała na głowie, dla jego jednego uśmiechu, a to tylko bardziej go rozdrażniała. W drugą zaś stronę on wykazywał zdecydowanie zbyt mało zainteresowania jej osobistymi nieszczęściami.
    To nie było tak, że się nie martwił. Martwił się i to cholernie. Najzwyczajniej w świecie, nie wiedział, co robić. Więc przytulał ją bez słowa, całował w czoła, głaskał po plecach, robił herbatę. Nie odzywał się za wiele. Może i na dobieraniu słów znał się jak mało kto, ale w podobnych sytuacjach był po prostu do niczego.
    Odłożył wreszcie poduszkę na bok, wbijając spojrzenie dopiero co otwartych oczu w jej plecy. Złote włosy spływały po nich kaskadami, wyciskając z niego ciche, melancholijne westchnienie. Huckelberry dźwignął się na kolana, a potem zaszedł ją od tyłu na czworaka. Głowa pirata wylądowała na ramieniu nimfy, a jego ręce oplotły ją w pasie.
    - Dzień dobry, Łabądku – wyszeptał jej do ucha, składając krótki pocałunek na bladym policzku. – Wszystko gra? – spytał naiwnie, choć doskonale znał odpowiedź.
    Gdybyś tylko mi powiedziała, zrobiłbym wszystko.

    Leniwy pirat

    OdpowiedzUsuń
  75. Wydawało jej się, że powoli jej myśli zaczynają się uspokajać, tworząc nieco bardziej sensowny obraz otaczającej jej rzeczywistości. Czuła się zagubiona. Wiedziała, że uciekała przed NIM, jednak nie mogła być pewna, że teraz była już bezpieczna. A co jeśli czaił się niedaleko? Była teraz osłabiona – nie tylko przez ucieczkę, którą ON cały czas próbował przerwać ale i przez serce, które dopiero się przyzwyczajało do bicia w jej piersi. Była bezbronna. Dłoń bezwiednie powędrowała w stronę klatki piersiowej, jakby chciała się upewnić, czy serce faktycznie tam jest. Było.
    Królestwo Nibelungów? Nie tu chciała trafić. Była pewna, że przejście, z którego skorzystała miało ją zaprowadzić do świata, w którym – jak ktoś jej kiedyś powiedział – nie było już królestw, a lasy zostały zastąpione przez dziwne budowle. Do świata, w którym powinien być ktoś. Nie. To ON musiał się przyczynić do tego, że tu trafiła! Poczuła, jak zalewa ją fala strachu. A jeżeli zrobił coś jeszcze? A jeżeli faktycznie gdzieś tu był i tylko czekał, aż straci czujność? Jeżeli pozostanie już z nią na zawsze, pozwalając jej myśleć, że już jest bezpieczna, aby zaatakować w najmniej oczekiwanym momencie? Tak jak ostatnio… Pamiętała, że miała wtedy na sobie piękną, jasną suknię. Była szczęśliwa – chyba po raz ostatni w swoim życiu. A później były krzyki i ból. Ból, który cały czas jej towarzyszył. Nie wierzyła wcześniej, że można żyć bez serca. Wolałaby dalej w to nie wierzyć.
    - Wpadłam do wody – powtórzyła szeptem.
    Dotarło do niej, że omal nie umarła. Może tak byłoby lepiej. Może. Nie umiała pływać i z pewnością by się utopiła, gdyby nie ta nieznajoma. Szczęście w nieszczęściu. Zacisnęła dłoń na materiale sukni, który przylegał do jej piersi, przylepiając się równocześnie do rany. Skrzywiła się nieco, gdy poczuła pieczenie w momencie, gdy rana ponownie nieco się otworzyła. Być może nie powinna była tego ruszać. Być może nie powinna była w ogóle dotykać tej przeklętej szkatułki. Żyłaby dalej spokojnie w murach zamku, pod JEGO okiem ucząc się kolejnych czarnoksięskich zaklęć. Nikt by jej nie ścigał ani nie próbował zabić. Dalej byłaby nienawidzona przez wszystkich. Nienawidzona…
    Przymknęła oczy, jakby to mogło przynieść jej nieco ulgi. Strzępki wspomnień wciąż nie potrafiły całkowicie się ze sobą połączyć i brakowało jej wielu informacji. Wiedziała, że była królową. Wiedziała, że zrobiła coś, czego nie powinna, a ON teraz jej szukał, aby ukarać za zaburzenie porządku Krainy Czarów – o, to stamtąd przyszła! - a także wiedziała, że była nienawidzona. Nie było to miła myśl, wywoływała w niej jakieś dziwne emocje, których do końca nie rozumiała. Być może dlatego, że przez tyle lat nie używała serca.
    Dasz radę wstać? Niby proste pytanie. Ona jednak zmarszczyła czoło. Dosłownie? Pewnie tak, chociaż z trudnością. Nieco bardziej metaforycznie? Nie sądziła. Jednak skinęła niepewnie głową, odganiając od siebie ponure rozmyślania.
    - Wydaje mi się, że tak. Mogę spróbować – powiedziała, wciąż chrypiąc.
    Chwyciła wyciągniętą w swoją stronę dłoń i pozwoliła pomóc sobie w podniesieniu się.
    Niemal od razu zachwiała się i znów leżała na ziemi, krzywiąc się z bólu. To chyba będzie trudniejsze, niż przypuszczała.
    - Chyba nie mam wystarczająco sił – powiedziała cicho.
    Przez ostatnie lata nie przywykła przyznawać się do porażek. Jako królowa, to ona zawsze miała rację i nikt inny. I nawet, gdy się myliła, to inni przepraszali ją za to. Odzwyczaiła się od szczerości i prawdy.
    Podniosła się powoli do siadu, podpierając się na drżących rękach. Tym razem będzie wstawać stopniowo, dając sobie czas na ponowne przyzwyczajenie się do wysiłku. Nagła myśl jednak przeszyła jej umysł, a ona sama podniosła głowę, przypatrując się nieznajomej.
    - Kim jesteś?
    W końcu skąd mogła mieć pewność, że to nie była kolejna JEGO gra?

    zdezorientowana i nieco podejrzliwa Verity

    OdpowiedzUsuń
  76. [ Hejoo~! No w sumie mogłybyśmy wymyślić jakiś wątek, bo nie powiem Lucy mnie zaciekawiła! ^^ Masz już może jakiś pomysł? Czy ja mam coś wykombinować?:D ]

    Lucky

    OdpowiedzUsuń
  77. [Trochę mi zeszło ogarnięcie się do życia, do odpisów, do tego odpisu, ale mam nadzieję, że, pisząc to, dotrwam do końca swojej paplaniny. :D
    Nie pamiętam, co my w końcu ustaliłyśmy w sprawie Fel i Lucy. xD Ale proponuję takie rozwiązanie - Lucy siedziała w więzieniu, Fel mogła być tą, która ją tam zamknęła (przypuszczam, że to było jakiś czas temu, wtedy Felka była tylko zwykłą policjantką, teraz trochę awansowała). W związku z czym ich relacje pewnie były negatywne, do czasu, aż etykietująca Felice musiała się zwrócić o pomoc do Lucy (bo z mężem wciąż nie była jeszcze pogodzona) i tak zaczęłaby się ich znajomość, przełamywanie lodów, zrywanie etykietek.

    Medea za to będzie kochaną, dobrą duszyczką, która w Fabletown jest prawie od początku. Jak ktoś potrzebuje pomocy, Medea pomoże, jeździ nawet z własnej woli na farmę doglądać zwierzęcych Baśniowców i te sprawy. Oczywiście pani żona Smoka ma też swoje mroczne strony, o których nikt nie musi wiedzieć, ważne, że ma opinię uśmiechniętej, ciepłej i kochanej pani weterynarz. :D Widziałabyś tu jakąś relację?]

    Felice&przyszła Medea

    OdpowiedzUsuń
  78. [ To może coś z barem? Na przykład Lucy mogłaby czekać po pracy na swojego męża i podeszłaby do baru sie czegoś napić a Lucky by zaczął się popisywac jaki to on świetny jest. A później następnego dnia by mogli sie znowu spotkać przypadkiem, bo by sie rozpadało a twoja pani nie wzięła by parasolki i Lucky by ją zauważył, po czym podzielił sie z nią parasolką i zaprosił na kawę czy coś i dalej na spontanie, chyba że masz lepszy pomysł? ^^ ]

    Lucky

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.