piątek, 21 kwietnia 2017

Nic nie jest równie pospolite ani równie trujące jak pragnienia...

Alexander Heller
Zjadacz Grzechów Pożeracz Jaźni Kolekcjoner Dusz Anglik z pochodzenia Częsty gość w barach, który zapija zbyt głośną przeszłość Istota rozrywkowa i pełna sprzeczności Częste zmiany humoru i życiowego nastawienia przez pochłonięte dusze Pianista Tropiciel Istota do zadań specjalnych na emeryturze


Mgła wróciła i wypełniła ulice, pokrywając kamienie płaszczem wilgoci. Księżyc schował się za kotarą z chmur. Monotonny, głuchy dźwięk kroków dudni w uszach.
Jesteś sam...
Cienie poruszają się wszędzie wokół ciebie. Mdłe płomienie lamp tańczą swój dziki taniec na murach.
Ławka...
Spoczynek...
Jest ciemno... Ale nie jesteś już sam...
- Dobry wieczór. Masz jakieś pytanie?
Słyszysz męski, głęboki głos. Widzisz jak siada obok. Istota w ciemnym przetartym płaszczu i kapeluszu z szerokim rondem.
- Co ja tu robię? – Pytasz z lekkim strachem.
- Najprawdopodobniej siedzisz
- Kim jestem?
- Nie wiesz?
- Skąd mogę mieć pewność? Może to tylko sen? Jestem już starą kobietą. Leżę w szpitalnym pustym pokoju i śnię swoje życie od początku...
- Może...
Patrzysz jak wyciąga fajkę i wkłada ją między wargi. W dłoni błysnęła srebrne zapalniczka. Zapach palonego tytoniu miesza się ze świeżością nocy.
- Po co tu jesteś?
- Żeby odpowiedzieć na twoje pytanie
Nagi Księżyc wyszedł na przechadzkę po niebie, rozpędził swe chmurne odzienie.
- Kiedy umrę?
Słyszysz jak się śmieje. Ale to nie jest śmiech pogardy
- Kiedy przyjdzie na to czas
- Jestem wyjątkowa?
- Na pewno. Inaczej nie rozmawialibyśmy
Buchnął płomień w jego dłoni, ciepły i jasny. Zatańczył uwodzicielsko i wskoczył na tytoń w fajce. Dym rozwiewa się, a mgła gęstnieje. Wydaje ci się, że światło księżyca oświetla tylko ciebie.
Rozglądasz się.
Cieni przybywa.
- Kim oni są?
- To ludzie
- Przecież… To tylko cienie
- Oni widzą cię tak samo
Rozmowy cieni stają się coraz głośniejsze, wyraźniejsze. Zaczynasz rozróżniać kobiety od mężczyzn, dziewczynki od chłopców. Cienie nabierają kształtów, szczegółów. Twój towarzysz uderzył kilka razy fajką o metalowe oparcie ławki, wysypując resztki tytoniu.
- Idziesz już? Nie odpowiedziałeś na żadne z moich pytań.
- Tak sądzisz?
-Znów to robisz. Kim ty w ogóle jesteś?
-Jestem zwykłym obserwatorem
- Spotkamy się jeszcze?
- Oczywiście. W twoich snach.
Poczujesz chłodny oddech na szyi. Przez chwilę nic się nie dzieje. Chłodne wargi lekko suną po twoim policzku aż znajdują usta. Rozkoszne mrowienie rozchodzi się po ciele. Przyjemnie…
Patrzysz jak wstaje i odchodzi. Po chwili znika w powoli niknącej ciemności. Niebo zaczyna zmieniać kolor, jaśnieje. Im słońce wyżej wznosiło się nad horyzontem, tym Cienie stawały się coraz bardziej ludzkie. Nabierały kształtu, objętości, wyrazu i koloru. Próbujesz wstać z ławki i dołączyć do tłumu wiecznie spieszących się, obcych ludzi, by rozpocząć nowy, trudny dzień w świecie, z istotami, dla których jesteś tylko cieniem albo całym światem. Ale ciebie już tu nie ma. Ciało zimne nieruchome spoczywa na ławce. A ty tkwisz w bezkształtnym więzieniu, pełnym mroku i chłodu. I będziesz tam tak długo, aż on uzna że nie jesteś już potrzebna.
Kiedy spotkasz wysokiego mężczyznę o oczach w dwóch różnych kolorach, zapewne poczujesz spokój albo nawet sympatię. Ale kiedy spojrzysz głębiej w jego tajemnicze oczy, okolone długimi czarnymi rzęsami, to uczucie pryśnie.
Nie panikuj.
To pierwszy błąd jaki możesz popełnić.
Staraj się zachować spokój.
Bo i tak nie uciekniesz, jeśli Pożeracz Jaźni uzna, że mu się przydasz.




Przez lata był różnie nazywany. Wszędzie gdzie się pojawił wywoływał dziwny, irracjonalny lęk. Człowiek o wielu talentach. Potrafi odebrać człowiekowi duszę jednym pocałunkiem, a potem korzystać z jego talentów i umiejętności. Więc może stać się każdym.
Jednak taki dar ma swoje wady… Każda pożarta dusza zagnieżdża się w umyśle. Szepcze do ucha, wtłacza swoje uczucia i emocje. Czasem są tak silne, że zaczynają przejmować nad nim kontrolę.
Zdarza się, że każą mu nienawidzić, mścić się, kochać czy bać się kogoś, kogo on sam nigdy nie poznał.






Nie mam nic do ukrycia

123 komentarze:

  1. [Oh, no jaka ładna karta! No taka piękna karta! No kto ci taką zrobił, no taka piękna karta xDD
    Oczywiście, gif w widzie jest najlepszy <3 xD
    Po wielodniowych trudach i wszelkich rozterkach, witamy oficjalnie :D]

    wiadomo...

    OdpowiedzUsuń
  2. [Jaki cudowny Lucek, yyy to znaczy Alexander :D Powodzenia z postacią i w razie chęci zaproszę do mego jednorożca!]

    Amara

    OdpowiedzUsuń
  3. [Mam słabość do postaci, o których pierwsze słyszę. :D
    Cześć! Intryguje mnie Twój pan. Chcę z nim wątek - ale nie wiem, do kogo Cię wysłać, bo obie moje panie nie pogardziłyby taką znajomością. :D
    Jak coś - decyduj Ty, ewentualnie możemy myśleć nad dwoma wątkami na raz. :D
    Weny i mnóstwa cudownych wątków życzę!]

    Felice Fletcher / Miyuki Fuyuhime

    OdpowiedzUsuń
  4. [Cześć! Miłej zabawy życzę, postać naprawdę bardzo fajna. W razie chęci zapraszam do siebie.]

    Terrence Burton, Indrid Cold & Sygurd Fafnesbane

    OdpowiedzUsuń
  5. [Robisz konkurencję naszemu Lucyferowi, wiesz? Mam nadzieję, że czujesz się chociaż trochę winny z tego powodu? :)
    A tak na sero - witam serdecznie i chwalę cudny wizerunek i pomysł na zjadacza grzechów (bardzo zacny!). Życzę dużo weny i wątków, zwłaszcza z grzesznikami. W razie chęci zapraszam też do siebie.]

    D&D czyli Duncan&Drake

    OdpowiedzUsuń
  6. [No oczywiście że musimy coś napisać :D Co prawda robisz mojemu Luckowi konkurencję...ale co tam :D Piszmy coś ciekawego! Zaszalejmy! Upijmy się, ukradnijmy szeryfowi świnię, która kradnie mu fajki i wybierzmy się nią na wycieczkę po Fabletown! xD
    A tak na poważnie, to masz może jakiś pomysł? Bo jeśli nie, to ja mogę pomyśleć, ale uprzedzam, ze raczej nie będzie to nic normalnego ;)]

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  7. [Dobra plan jest taki. Lucek przybywa do Alexa i oznajmia mu, że idą się uchlać jak pan Bó... jak Szatan przykazał. Jako, że obaj to rozrywkowe istoty, to wydaje mi się, że jak się upiją to nawet kankana do hymnu ZSRR zatańczą xD
    Ale no nic, proponuję takie może KacVegas w wersji Fablesuperekstrahard aka Lucek&Alex :D
    Upiją się, nawyrabiają kilka rzeczy, a rano (czy też w ogóle po przebudzeniu) będą musieli jakoś ponaprawiać kilka rzeczy oraz powyjaśniać, dlaczego są w mieszkaniu Lucka, dlaczego w wannie mają małego słonia jeżdżącego na monocyklu itepe.
    Generalnie to fajnie byłoby aby w naszym wątku absurd gonił absurd :D No chyba, że nie chcesz takiej dawki absurdu, to OK zrozumiem.
    A co konkretnie miałoby się wydarzyć to możemy wymyślać na bieżąco :) Chyba, że wolisz mieć ustalone z góry to co zrobili nasi panowie.]

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeśli kiedykolwiek Lucyfer pił kulturalnie to teraz ta cała kultura poszła sobie gdzieś i nie zamierzała wracać. A to chyba nie mogło zwiastować niczego dobrego, w końcu pijany Lucyfer to nieprzewidywalny Lucyfer (jakby na trzeźwo był przewidywalny). Pozostawało tylko wybrać sobie „ofiarę” tudzież kompana do picia. Kogoś o mocnym łbie i kogoś, kogo Lucek chociaż trochę lubił. Chyba nie było to możliwe, żeby była jedna osoba łącząca wszystkie cechy! Ale jednak! Ktoś taki się znalazł w mieście!
    Alexander Heller. Podobnie jak Lucyfer był istotą z piekła rodem, więc nie powinno być jakiejkolwiek nieprzyjemnej sytuacji związanej ze wspólnym piciem. Poza tym… kto nie lubił upijać się z Lucyferem? Kto nie lubił imprezować z tym diabłem?
    Pewnie znajdzie się dosyć spore grono przeciwników imprezowania z Luckiem, ale oni pewnie wyjechali, gdzieś daleko i nie wrócą, przez bardzo długi czas…
    Nie należało więc się dziwić widząc Lucjana z piękną flaszką piekielnego samogonu stworzonego wedle tajemnej receptury Polaków oraz Rosjan, którzy byli rezydentami piekła i dbali o to aby sekret piekielnej wódki oraz samogonu nie wyszedł na światło dzienne. Receptura pozostawała w piekle od kilku wieków i często była ulepszana, tak że praktycznie nikt nie wypije całej flaszki. No chyba, ze ten ktoś pochodził z piekła, albo był Polakiem, bądź Rosjaninem.
    — Tadam! – krzyknął Lucek, kiedy Alexander otworzył mu drzwi. – Paczaj co mam! – pomachał wódką, przed oczami swojego dzisiejszego towarzysza. – Dostałem, a wiesz, ze to nie może się zmarnować. Tak wiec, chodź ze mną upijemy…wypijemy to wszystko i jeszcze kilka innych wódek! Bo nie ma sensu się ograniczać. Poza tym, ja stawiam! – niemalże wykrzyczał i wszedł do mieszkania kolegi. Wziął nawet kurtkę należącą do Hellera i założył na niego. – Dawaj, chłopie.
    Pierwsze wrażenie jakie można było odnieść to takie, że Lucek albo się naćpał czymś cholernie mocnym…kilka dni temu i to nadal go trzyma, albo że przed samym wyjściem wciągnął dwie kreski. Prawda była jednak zupełnie inna… Lucyfer po prostu był nienormalny i nic nie można z tym faktem zrobić.

    Lucek

    [Mam nadzieję, ze takie rozpoczęcie może być]

    OdpowiedzUsuń
  9. [Generalnie to lubię relacje pozytywne, a jeśli chodzi o wątki, to ostatnio mam ochotę na raczej jakieś śmieszne, z dramą, ale w wersji komicznej, nie wiem czy takie coś by Cię interesowało. :D]

    Burton

    OdpowiedzUsuń
  10. [W sumie drugi pomysł mi się podoba. :D A że Burton był przez jakiś czas martwy, to nie kojarzy Lexa, więc tym bardziej będzie bardzo awkward.]

    Burton

    OdpowiedzUsuń
  11. [O tej godzinie mam zazwyczaj baaaardzo dziwne pomysły, o których lepiej nie mówić na głos, ale co do kwestii seksualnych, to jak najbardziej może być ktoś, kto był w nim zakochany, chociaż Burton nie wiązał się z nikim oprócz Amary. Czyli w grę wchodziłoby jednostronne uczucie. W przeszłości, jeśli nie masz nic przeciwko. :)]

    Burton

    OdpowiedzUsuń
  12. [My tu jesteśmy jak mafia - jedna wielka Rodzina, od ktróej nie da się odejść... :D
    Jeśli coś bardziej szalonego, to smok jest zdecydowanie dobrym wyborem.
    Nawet chodzi mi po głowie taki dość dziwny pomysł, troszkę inspirowany Skyrimem (nie wiem czy kojarzysz). W każdym razie... A gdyby tak Alex pochłonął kiedyś duszę smoka? Nie wiem co prawda czy jako zjadacz grzechów w ogóle byłby w stanie to zrobić i czy nie byłoby to dla niego zbyt potężne, ale można by to było obejść. Powiedzmy pochłonąłby duszę jakiegoś samobójcy, który (jak nasz blogowy Syggi) zjadł smocze serce lub wypił smoczą krew. Jakaś mała cząstka duszy smoka by przetrwała i teraz mieszała trochę Alexowi w głowie - tu jakieś tajemnicze słowa w języku, którego nikt nie zna, jakieś obrazy lub symbole, które nie dają mu spokoju. A tu nagle Alex trafia na Drake'a, który jako jedyny potrafi mu wyjaśnić znaczenie słów/znaków, które go prześladują. Może kryje się w nich jakaś ważna wiadomość... Co myślisz?]

    Drake

    OdpowiedzUsuń
  13. Uśmiechnął się szczerze i spojrzał na Lexa z niejakim rozbawieniem. W końcu upije się z kimś, godnym jego towarzystwa. W końcu chlanie z Lucyferem nie było przeznaczone dla plebsu.
    — A gdzie chcesz? – zapytał – Mamy całe miasto dla siebie – zaśmiał się. – Poza tym wiesz doskonale, że ja to wszędzie się wkręcę.
    Była to po części prawda, bo Lucjan naprawdę potrafił znaleźć się w wielu miejscach, odwiedził wiele sławnych osób…Ale te osoby raczej niechętnie mówiły o takim spotkaniu. Przecież to nic takiego ciekawego…chociaż dla psychiatry, albo innego psychologa byłoby to ciekawe. W końcu nie codziennie słyszy się o tym, że jakiś przywódca kraju, albo gwiazda światowego formatu w swoim śnie widziała osobę, która przedstawiała się jako Lucyfer. A kiedy obudziły się, to przed nim właśnie taki ktoś stał.
    — Powiedz co to ciekawego u ciebie słychać? – zapytał. W końcu musieli jakoś to wszystko ładnie rozegrać. – Proponuję zrobić sobie takie wielkie tournée po wszystkich barach w okolicy – uśmiechnął się. Być może uda im się powtórzyć wyczyn Rosjan z roku 1945, kiedy to w Moskwie wódki zabrakło. Tylko, że tam było ich kilka tysięcy, a oni są we dwóch. Tego to chyba już nikt by nie przebił, no chyba, że trafiłby się jakiś taki inny diabeł alkoholik.
    — I chyba nie muszę mówić, że idziemy na rekord. Spróbujmy oczyścić chociaż dwa bary z alkoholu. No oczywiście poniżej czterdziestu nie schodzimy – uśmiechnął się pod nosem. No bo w końcu jak się bawić to się bawić, drzwi wywalić okna wstawić.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  14. [Twoje krzywe gify mnie bolały xD A tak, masz piękną, prostą i przejrzystą kartę :D Oh, nie dziękuj, nie musisz kupować kwiatów xD
    Żadnego muła!!! Mam spaczony umysł przez ciebie xD
    Wątek - tak, muł - nie!]

    Lucynka

    OdpowiedzUsuń
  15. [Witam serdecznie na blogu. Bardzo fajna i ciekawie pokręcona postać - już mi się podoba. Życzę dużo weny i wątków, no i oczywiście zapraszam do siebie, jeśli znajdzie się chęć. :)]

    Owen / Percy

    OdpowiedzUsuń
  16. [No i witam, chodź do mnie.]

    Anthony Miller

    OdpowiedzUsuń
  17. [Właśnie zauważyłem, że już mnie nawiedziłeś. Wybacz zwłokę, ale przez studia mam trochę zaległości i dopiero zaczynam z nich wychodzić. Świetną masz tą kartę, a co do wątku, to ja z Tobą mogę wszystko, więc jeśli masz jakieś konkretne propozycje co do wątku, to pisz śmiało, a ja na pewno przyjmę. Warunek taki, żeby nasze postacie się znały i jakoś dogadywały.]

    Anthony Miller

    OdpowiedzUsuń
  18. [Nie chcę Cię ograniczać, jeśli chodzi o pożartą postać, więc jeśli masz już jakiś pomysł odnośnie tego nieszczęśnika, to go śmiało realizuj. :)]

    Terrence

    OdpowiedzUsuń
  19. [Dasz się ładnie prosić o zaczęcie? :D]

    Terrence

    OdpowiedzUsuń
  20. [Jasne, podoba mi się taka opcja. Może wyjść ciekawie. Mam pytanie, a raczej prośbę, zaczniesz może? Nie musisz się spieszyć. Ja obecnie jestem na etapie przygotowywania się, do pisania licencjatu. Już zostałem zasypany toną materiałów... xD]

    Anthony Miller

    OdpowiedzUsuń
  21. [Haha nasze ścieżki zawsze się przecinają :D Heloł i dużo ścisków!
    Póki produkuje odpis, to możemy coś zrobić tutaj. Przeczytałam na liście obecności, że twój Alex jest menago w P'N'P. Chcesz razem zrobić jakiś mega poważny byznes, przebyć rozmowę kwalifikacyjną czy po prostu zabawić się i zorganizować prywatny pokaz by sprawdzić dziewczyny oraz chłopców? :D]

    Cash

    OdpowiedzUsuń
  22. [Dziękuję za miłe słowa! Od siebie mogłabym powiedzieć to samo, bo przeczytałam twoją kartę w mgnieniu oka i oderwać się nie mogłam, o.
    Chęć na wątek oczywiście jest, jakżeby inaczej. Pokrewna "branża", więc może być ciekawie, a razem na pewno uda nam się coś wymyślić.
    Co więcej: jestem teraz na takim etapie, że maniaczę serial Lucyfer, toteż buźka pana na górze, jest miła dla mojego oka :D ]

    Gabe

    OdpowiedzUsuń
  23. Przez zdecydowaną większość czasu życiem Burtona rządziła monotonia. Zanim odłączył się od Dzikiego Gonu, większość czasu spędzał porywając Bogu ducha winnych ludzi z ich rodzinnych domów, rozdzielając rodziny i siejąc postrach. Nazywali go bezdusznym i tak naprawdę mieli rację — ta część jego ciała zaginęła już dawno, a konkretniej w momencie, w którym sam został porwany i wciągnięty w szeregi widmowych jeźdźców. Nie był jednak w stanie określić kiedy dokładnie miało to miejsce. Cała jego pamięć została wymazana, tak po prostu przepadła. Nie wiedział jak naprawdę się nazywa, więc musiał wymyślić sobie nowe imię i pamiętać o tym, żeby się nim posługiwać. Nie znał swojej rodziny i miał jej już nigdy nie poznać, trzeba było znaleźć sobie nową, jednakże to mu się nie udało z tego prostego powodu, że nie chciał. Nie miał ochoty się do nikogo przywiązywać, obdarzać sympatią ani miłością. Wolał trzymać się na uboczu, a wieczory spędzać w doborowym towarzystwie, czyli sam ze sobą. Sytuacja pogorszyła się jeszcze bardziej w momencie, w którym stracił jedyną kobietę, którą odważył się obdarzyć uczuciem — Amarę Celeste. Srebrnowłosą i bladą piękność, złodziejkę jego serca. Porzuciła go bez słowa i nie wierzył, że będzie w stanie chociażby kogoś polubić. Los lubi jednak komplikować sprawy i zmuszać ludzi do łamania danych sobie obietnic, więc na jego drodze na krótką chwilę stanął ktoś nowy.
    Ku ogólnemu zdziwieniu był to mężczyzna, szerszej publiczności znany jako lord Cordwell. Burton nie lubił go w sensie romantycznym, chociaż mógł sprawiać takie wrażenie, gdy z szerokim uśmiechem na ustach przyjmował kolejne drogie podarunki, potajemnie posyłał bardzo dwuznaczne spojrzenia i sygnały. Karmił mężczyznę złudzeniami i fałszywą nadzieją na to, że kiedyś może do czegoś między nimi dojść. A tamten ufał mu jak głupiec, zapewne nawet nie podejrzewając obiektu swoich westchnień o nieszczere intencje. Z jednej strony Terrence uważał mężczyznę za sympatycznego osobnika i darzył go przyjacielską sympatią, a z drugiej cierpiał na chwilowy brak pieniędzy, więc musiał udawać, żeby nie odciąć się od źródła dochodów. Udało mu się nawet zyskać zaproszenie na przyjęcie charytatywne, organizowane przez jakąś zamożną damę. Jak zawsze uprzejmy Corwell uparł się, że wyposaży go w porządne spinki do mankietów. Mieli spotkać się w ciasnym mieszkaniu Burtona.
    Gdy tylko rozległo się pukanie, Terrence w sekundzie zerwał się z kanapy i pognał w stronę drzwi. Mężczyzna spóźniał się już prawie godzinę, więc zaczynała go zjadać niecierpliwość pomieszana ze strachem, że jednak się rozmyślił.
    — W końcu. — rzucił, gdy tylko otworzył, a potem stanął jak wryty.
    Po drugiej stronie nie stała osoba, której się spodziewał.

    [Oszczędź moją duszę, jeśli jest słabo. :D]

    Burton

    OdpowiedzUsuń
  24. — Ja też i co z tego? – zapytał uśmiechając się. Właściwie to praktycznie przestał już liczyć ile ma lat, po prostu nie chciał i za dużo zachodu z tym wszystkim…poza tym wcale nie chodziło o to, że Lucjan ledwo liczy, czy coś. – Spokojnie, wódka to nie miód, to się pije zdecydowanie lepiej.
    — Zaskoczyć ciebie? – przystanął na moment. – Trzy szóstki z religii dostałem – powiedział po chwili zupełnie poważnym tonem. Co prawda czasy szkolne minęły…a właściwie to go ominęły, ale to nie jest takie istotne. – No to chodź – pociągnął go za rękę i weszli do pierwszego lepszego klubu. Lex mógł się śmiać, że Lucek wyczuwa alkohol i dobre libacje na kilometr… ale to nie była prawda. Zasięg był większy, coś około dwóch kilometrów.
    — A no fakt. Wielu ich wielu, chociaż w sumie to sam wiesz jak to z nami jest… Właściwie to jestem jednym z najstarszych z najstarszych, tym który zapoczątkował piekło, które jest takim fajniejszym niebem bo jest wódka, są Polacy i Ruscy, jest poker i blackjack… - zamyślił się. – A ty wiesz, że w sumie to byłoby dobrze pozbyć się tego proroka? Prestiż będzie – zaśmiał się. – Ale po co od razu duszę pożerać? Niech nagrzeszy trochę, później się zeżre jego dusze, trochę jeszcze nagrzeszy i będzie fajnie bo dusza w piekle – uśmiechnął się do siebie.
    Parsknął śmiechem słysząc to co mówi Lex. Czy on naprawdę myślał, że tak łatwo odpuszczą? No to chyba za słabo ich znał. W końcu i Lucek nie odpuszczał tak łatwo, jednego syna cieśli to przez 40 dni kusił.
    — Jak myślisz, że to ich powstrzyma to się mylisz chłopie – spojrzał poważnie na Lex’a. – Nie ważne ile dusz zjesz…nas to nie obchodzi – uśmiechnął się delikatnie. Było w tym wszystkim sporo racji.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  25. [O, no to pewnie, że możemy pójść w tę stronę! Pomyślałam nawet, że mogliby kiedyś (kiedy każde z nich siedziało jeszcze na swoich miejscach), spięli się o jakąś biedną duszyczkę. Nie ułożyłam sobie jeszcze, co prawda, w mojej chorej głowie tego, jakby to miało wyglądać od A do Z, ale sytuacja ogólnie mocno napięta. Relacja raczej z tych trudniejszych.
    I tak myślę... że jakby ich przypadkowo wpakować w jakieś określone kłopoty, to by mogło być ciekawie. Ale to na razie tylko wstępny szkic.]

    Gabe

    OdpowiedzUsuń
  26. Rozpięta biała koszula idealnie kontrastowała z bladą skórą mężczyzny. Był to jeden z pierwszych podarunków lorda Corwella. Chciał dbać o wizerunek swojego utrzymanka, bo chyba śmiało można było określić Burtona tym mianem. W końcu tak naprawdę większa część posiadanych przez niego rzeczy została mu podarowana, włączając w to nawet małe, ale i tak dość wygodne jak dla jednej osoby mieszkanie. Już z resztą sam jego wystrój świadczył o tym, że zostało w nie władowane mnóstwo pieniędzy.
    Na ścianach wisiały reprodukcje obrazów Moneta, czyli ulubionego malarza, a honorowe miejsce, czyli to w salonie nad kanapą, zajmowało jego zdaniem najlepsze dzieło artysty, czyli „La Grenouillère”. Oprócz tego drewniane, zadbane meble, na których nie było ani odrobiny kurzu. O co jak o co, ale o porządek Terrence dbał. A w szufladach mnóstwo skarbów: kieszonkowe zegarki ze złotymi łańcuszkami, służąca za prezenty dla rożnych dam biżuteria, zrobiona z prawdziwego srebra zastawa stołowa, z której i tak nigdy w życiu nie skorzystał, gdyż zazwyczaj stołował się u Corwella, nieustannie zapraszającego go na obiady i kolacje. Jedynie śniadania mógł jeść samotnie w domowym zaciszu.
    A wszystko to zawdzięczał właśnie lordowi. Cały swój dobytek.
    — Jak to nie przyjdzie? — Burton był wyraźnie zmieszany i nie do końca rozumiał sytuację. Owszem, wiedział że Corwell zajmuje się jakąś wystawą lub coś w tym stylu, ale obiecywał, że nie wystawi go do wiatru.
    Początkowo nie do końca wierzył nieznajomemu, jednak widok pudełeczka sprawił, że wszystkie wątpliwości się rozwiały. Cofnął się o kilka kroków, otwierając szerzej drzwi, aby mężczyzna mógł wejść do środka.
    — Zapraszam. — nie czekając na jakąkolwiek reakcję ze strony przybysza, odwrócił się i podszedł do stojącej w korytarzu komody. Długie i chude palce szybko otworzyły pudełko, po czym wyjęły ze środka spinki do mankietów.
    Na ich widok usta Burtona od razu wykrzywiły się w uśmiechu.

    Burton

    OdpowiedzUsuń
  27. [Mam nadzieję, że będzie dobrze :P W razie czego – krzycz!]

    Nie potrafiła jednoznacznie określić, ile czasu tu spędziła. Tkwiła w niemal całkowitym bezruchu w jednej z tych obskurnych klatek schodowych. Na dworze szalała ulewa, a nieszczelne okno, znajdujące się tuż nad jej głową, przepuszczało co jakiś czas kilka zbuntowanych kropel, które sukcesywnie moczyły lewą stronę jej białej koszuli.
    By tego uniknąć, mogłaby przesunąć się jedynie o krok, ale była zbyt pochłonięta plątaniną ludzkich myśli i uczuć, których nadal nie potrafiła poprawnie nazywać, by przejmować się czymś tak przyziemnym, jak mokre ubranie.
    Wszystkich mieszkańców Fabletown dało się podzielić na dwie grupy. Na tych, którzy zdawali się pogodzić z wybranym dla nich losem, czekając potulnie na to, co miał przynieść każdy kolejny dzień i na takich, którzy zamierzali zrobić wszystko, by odzyskać to, co zostało im odebrane.
    Przedstawiciele tej drugiej grupy, co jakiś czas sukcesywnie wynajdywali nowe sposoby, które rzekomo miały umożliwić im bezpieczny powrót do miejsc, które opuszczali w popłochu, ratując własne życie. Co jakiś czas więc, niemal cyklicznie, wśród pewnych grup rozbrzmiewała świeża plotka, jakoby ktoś tym razem i z całą pewnością odnalazł to konkretne rozwiązanie, które miało przyczynić się do kresu ich męki. Wszelkie próby spalały zazwyczaj na panewce, ale każde nowe przedsięwzięcie, niezmiennie budziło takie samo zainteresowanie.
    Gabe już dawno przestała angażować się we wszystkie – jej zdaniem – nieprzemyślane działania. Tak byłoby i tym razem, gdyby nie dowiedziała się, że na właściciela jednej z ocalałych, magicznych ksiąg, czai się nie kto inny, jak jej dawny znajomy.
    Znała jego taktykę aż nader dokładnie i choć została zmuszona do porzucenia dawnego zajęcia, nie zamierzała pozwalać, by czyjaś dusza została niecnie wykorzystana do celów, do których prawdopodobnie i tak się nie nadawała.
    Wytropienie nieszczęśnika, posiadającego magiczny artefakt, nie zajęło jej zbyt wiele czasu. Wyczekiwanie na pojawienie się Lexa, to już zupełnie inna sprawa.
    Ostrożnie odpaliła lekko wilgotnego papierosa, by już po chwili nieudolnie wypuszczać z ust niewielki obłok dymu. Nikotyna zajmowała stosunkowo wysoką pozycję na krótkiej liście niewątpliwych plusów, wiążących się z pobytem w tym miejscu.
    Kiedy stare drzwi wejściowe, otworzyły się z głośnym, nieprzyjemnym skrzypnięciem, podświadomie wiedziała już, kto krył się przed progiem.
    - Na litość boską, mógłbyś choć raz zmienić swoje metody – mruknęła z przekąsem, nawet nie obracając się w stronę drzwi – Zaczynam wyprzedzać cię o krok, zrób coś z tym, bo bez elementu zaskoczenia, przestało być zabawnie.

    Gabe

    OdpowiedzUsuń
  28. [Nie dość, że wspaniały wizerunek (ten serial jest genialny :D), to jeszcze cudowne imię, które uwielbiam, mając do niego ogromny sentyment. Tym bardziej się cieszę, że zastałam tak miłe powitanie pod swoją kartą! Cześć, dziękuję za życzenia i po cichu licząc, że się spełnią, próbuję coś łączącego naszych panów wykombinować, ale mało ciekawych rzeczy przychodzi mi do głowy. Ewentualnie, jeśli widzisz taką możliwość, to ze względu na sąsiedztwo lokalów, w których panowie przebywają (to przecież ściana w ścianę niemal!) oraz słowa istota do zadań specjalnych zawarte w Twojej karcie, pomyślałam, że Luke mógłby od czasu do czasu poprosić Alexandra o pomoc w uporaniu się z klientem, któremu jakoś tak ciężko dotoczyć się do kasyna z zaległymi pieniędzmi. To jednak tylko taka luźna myśl, nie wiem, czy w ogóle byłoby to w opcji. Jeszcze raz jednak dziękuję! :)]

    Luke Neuvic

    OdpowiedzUsuń
  29. Uśmiechnął się pod nosem. Było wszystko, pary które się lizały po kątach, dym papierosowy unoszący się po pomieszczeniu, litry alkoholu, wszystko co mogło zwiastować dobrą imprezę. W końcu przecież o to chodziło aby się dobrze bawić…czy tez może i raczej upić.
    — Ojojoj… - pokiwał głową Lucek. – Wódka pomaga, ale to musi być dobra wódka, bo byle jaka to jest słaba i taka to nie pomaga – wzruszył ramionami. Coś o tym wiedział…znaczy się może doła nie miał, ale wiedział, ze zła wódka nie pomaga.
    Postawił na stole butelkę, poprosił o jeszcze jedna butelkę wódki oraz dwie szklanki. Przecież nie ma co się rozdrabniać i pić z kieliszków. Obaj są dorośli, więc nic im się nie stanie, mama i tata nie skrzyczą…
    — Nie. Po prostu nie miałem czasu na pierdoły – odpowiedział uśmiechając się do niego. Lucyfer dotknął kolana Lekx’a i palcami przejechał po jego udzie. Uwielbiał się drażnić z innymi w ten sposób. – Poza tym przypomnę ci, że nawet nie zdążyłem dobrze przekroczyć progu twojego mieszkania a ty już kazałeś mi wypierdalać – dodał. – Nawet nie wiem o co ci chodziło – powiedział smutnym głosem.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  30. Anthony miał wiele uzależnień i słabości, jednakże nic nie było tak silne, jak zamiłowanie do biżuterii. To było wręcz śmieszne, gdyż większości z okazów z jego kolekcji nie mógł nawet założyć na siebie, bo wyglądałby komicznie. Naszyjniki i bransolety znajdywały się w bezpiecznej, bankowej skrytce. Miller nawet nie wiedział, jaką wartość może mieć cała jego kolekcja, jednakże wiedział, że nie była ona w komplecie. Najlepszym w tym wszystkim było to, że niczego nie musiał zdobyć samemu, wszystko bowiem dostał od swoich kochanków. Cóż, nie każdemu mogło podobać się to w jaki sposób zarabiał na życie, jednakże jemu odpowiadało to w stu procentach. Przecież rozkochiwanie w sobie obcych i nadzianych mężczyzn było niezwykle łatwe.
    Dzień zaczął mu się całkowicie przyjemnie. Obudził się w swoim własnym ogromnym łóżku. Wszystko pachniało różami. Zapach ten unosił się w powietrzu, wgryzał w tkaniny i ciało. Westchnął i przeciągnął się. Uśmiech niemal od razu wyskoczył mu na usta. Czekała go impreza. Przyjęcie do którego szykował się już od dłuższego czasu. W sumie to cieszył się, ze na niego idzie, głównie ze względu na fakt, że będzie mógł znaleźć sobie swojego nowego klienta i kochanka. Na takich przyjęciach spotykały się bowiem najbogatsze persony w mieście. On nie mógł tego przegapić.
    Spojrzał na zegarek, który wskazywał godzinę trzynastą. Nie pomyślałby, że będzie spać tak długo. Niemniej jednak nie wstał od razu, tylko powiercił się po satynową kołdrą jeszcze trochę. Było mu tak ciepło i przyjemnie, że nie chciał wstawać.
    Nadeszła jednak ta chwila, by ruszyć swoją pupę i skierować się do łazienki. Po dwóch godzinach był już gotowy do wyjścia. Najedzony i ładnie ubrany miał się spotkać ze swoim klientem w jednej z kawiarni. Starszy mężczyzna w żadnym wypadku go nie pociągał, jednakże był bogaty i w tym momencie tylko to się dla niego liczyło.
    Gdy dotarł pod umówioną kawiarnię, to od razu zajął miejsce. Czekał na swojego klienta. Zamówił swoją ulubioną kawę. Czas mijał, a objętość napoju zmniejszała się, a Corwell nie przychodził, przez co chłopak zaczął się już martwić.

    OdpowiedzUsuń
  31. — A kto powiedział że słucham? – zapytał retorycznie. Właściwie to nikogo nie słuchał…nawet ciszy. Taki to już typ „człowieka”, który wiedział wszystko najlepiej i nie miał zamiaru nikogo słuchać…chociaż czasami zdarzały się wyjątki. Na przykład kiedy i on miał w tym wszystkim jakiś interes, poza tym drobnym faktem nie słuchał. Nawet nie bawił się w udawanie że słucha, bo była to strata czasu, oraz niepotrzebny kamuflaż.
    —Bo jesteś debil – powiedział z pełną powagą Lucek. Mógł się założyć, że nim żadna dusza by nie zawładnęła. Że dałby radę mieć w sobie kilkanaście dusz i żyłby normalnie. – Mam pomysł, zrób sobie urlop, albo jakiś reset systemu, odprężysz się, zabalujesz i później wrócisz do roboty, będzie fajnie, wszystko będzie tak jak poprzednio. Pożresz sobie kilka dusz i będziesz zadowolony, bo nie będą tobą rządzić – uśmiechnął się biorąc szklankę z wódką. Wypił cała zawartość na raz, po czym dolał sobie alkoholu. Cóż…przy Lucyferze to mogło zabraknąć wódki.
    — No jak nie potrafisz się bawić i relaksować to mogę ci pomóc – uśmiechnął się nieco przebiegle. Szczerze powiedziawszy to z Lucyferem nie należało zbyt często „relaksować się”, groziło to nieodwracalnymi uszkodzeniami wątroby oraz innych organów. Poza tym portfel znacząco się uszczuplał. – No to jak? Dzwonisz do szefa, że bierzesz urlop bo sprawy rodzinne i idziemy w tany – uśmiechnął się do Lexa. – No Lex, stary nie daj się prosić…rozruszasz się nieco, poszalejesz, wyszumisz się – namawiał. Miał nadzieję, ze to odniesie jakiś skutek. Nie chciał pić w pojedynkę.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  32. — Nie jestem głupi – prychnął i spojrzał z niejakim oburzeniem na Lexa. – Jeśli już to mało inteligentny – dodał nieco ciszej. Owszem władał sobie piekłem, ale właściwie to częściej go nie było jak był, no i tak to śmiesznie z tym wszystkim było. Niby w założeniach miał tam kogoś nad sobą, ale de facto nikogo nie słuchał no i traktowano go jak takie duże dziecko. Sam tak właściwie to nie wiedział dlaczego. Przecież zrobił wiele złego, ogólnie to wiadome było, że z nim to raczej nie powinno się zadzierać, ale jednak gdzieś to wszystko było.
    — Ta jasne…ale ty wiesz, że żeby do Boga zadzwonić to musze być albo najebany, albo muszę mieć jakąś ważną sprawę – uprzedził. – No a to nie jest jakaś piorunująco ważna sprawa, ani też nie jestem jeszcze najebany… - słowo „jeszcze” podkreślił. Nie musiał być jasnowidzem aby przewidzieć, że skończy najebany, jeśli Lex odpadnie wcześniej to jego strata, on pije dalej.
    — Wzięliby cię za wariata. Więc pewnie nie zabiliby cię, tylko zdążyłbyś nawiać – uśmiechnął się. – Ale poza tym…ile lat temu to było? Wielem, bo ja nie pamiętam tego – dodał zaraz oburzony. – No to Lex, szykuj się, bo ten melanż będzie legendarny – powiedział. Zawsze tak powtarzał i z różnym skutkiem to imprezowanie się kończyło. Najkrótsza impreza trwała cała noc… Później kazali mu wracać do piekła, bo Rumuni światłowód ukradli. Bywało i tak.
    — Mówisz i masz – pstryknął palcami i przed Lexem pojawił się kebab wedle zamówienia. – Dobra, a teraz oddawaj dusze – zażartował z tego wszystkiego. – No ale, poczekaj skarbie ty mój. Słońce ty moje, że tak zażartuję… - polał Lexowi, pstryknął palcami i na stoliku pojawiło się wiaderko z lodem, do którego włożył wódkę. – Bo weźmie i się zepsuje… - nie było nic gorszego niż ciepła wódka.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  33. Widok spinek sprawił, że na kilka chwil całkowicie zapomniał o nieobecności Corwella. Liczyło się tylko to, że w jakimś stopniu wywiązał się ze złożonej obietnicy i przysłał zapowiedziany już jakiś czas temu podarunek.
    — Zajęty? — dopiero teraz Burton ponownie skupił uwagę na nieznajomym przybyszu, a konkretniej chłopcu na posyłki lorda, a przynajmniej sprawiał wrażenie bycia taką osobą.
    Zamknął kwadratowe pudełeczko i owinął wokół niego palce. Niedługo powinien zacząć przygotowania do wyjścia, jednakże coś w mężczyźnie sprawiało, że miał ochotę poznać go lepiej. Głos w głowie podpowiadał mu, że skądś się znają, ale nie miał pojęcia skąd. Pierwszy raz widział jego twarz, a do tej pory nie dane mu było nawet poznać jego imienia. Dopiero kolejne słowa sprawiły, że ciemne brwi powędrowały do góry w szczerym zdziwieniu.
    — Jak to nie żyje? — dłoń mocniej zacisnęła się na pudełku, nieomal je miażdżąc.
    Darzył Corwella sympatią, mimo że w gruncie rzeczy był tylko jego usatysfakcjonowanym utrzymankiem. Nie zmieniało to jednak faktu, że w serce została wbita dziwna szpila.

    Burton

    OdpowiedzUsuń
  34. [Wybacz, ale uczelnia nie daje wytchnienia.]

    W swojej pracy miał jedną, nadrzędną regułę, której nie mógł złamać, a był nią zakaz przywiązywania się do swoich klientów. W końcu przyświecała mu idea kradzieży. Nie mógł więc darzyć uczuciem ludzi, których zamierzał pozbawić majątków, bo zrobiłoby mu się ich szkoda i nic by nie zyskał. Tak być oczywiście nie mogło, bo on chciał się wzbogacić i żyć jak król n tym podłym świecie, w którym okrutny los kazał mu egzystować. Nie mógł powiedzieć, że było mu z tym jakoś źle. Swojej zasady nie złamał jeszcze nigdy i nie zapowiadało się na to w przyszłości.
    – Dzień dobry – odpowiedział, opierając się wygodniej na krześle, gdy podszedł do niego obcy mężczyzna. Nie było to dla niego nic nowego. Często zdarzało się, że podchodzili do niego inni mężczyźni, zupełnie tak jakby dookoła nie było nikogo innego. Mimo tego, że mężczyzna był szalenie przystojny, to niestety Anthony miał już swojego klienta.
    Chciał wstać i odejść. I tak jego klient się spóźniał, więc pewnie zapomniał o tym spotkaniu. Anthony za każdym razem mówił, że już nigdy nie będzie spotykać się ze starcami, chociaż właśnie tych można było najłatwiej do siebie przekonać. Im więcej mieli oni lat tym mniej wymagający bywali. Nie musiał się wtedy przynajmniej męczyć. Dodatkowo starsi nie bawili się w łóżkowe zabawy, a wystarczyła im jedynie możliwość przebywania z kimś. Dla Anthony'ego było to jak wakacje, jednakże on potrzebował w życiu odrobiny szaleństwa, którego nikt do tej pory nie był mu w stanie zapewnić. Trochę go to irytowało.
    – A kiedy będzie domagać? – zapytał z udawanym przejęciem, biorąc pudełeczko do ręki. Otworzył je i jego oczom ukazały się piękne spinki do mankietów. Nic tak na niego nie działało jak błyskotki i chociaż w większości nie chodził, to lubił zbierać i kolekcjonować biżuterię. Był niczym sroka, która zgarniała wszystko, co tylko błyszczało. – Proszę mu podziękować – odpowiedział szybko, zamykając pudełeczko. Nie mógł patrzeć na spinki zbyt długo, bo dziwnie by to wyglądało. Zamiast tego zerknął na mężczyznę, którego nie widział nigdy w życiu. Nie miał pojęcia kim on jest i czemu w ogóle tutaj przyszedł. Schował podatek do kieszeni płaszcza.
    – A kim pan jest?-- zapytał z nieskrywanej ciekawości.

    Anthony Miller

    OdpowiedzUsuń
  35. [Dziękuję za miłe powitanie. Bardzo fajna i oryginalna postać. Jak masz chęć na coś pokręconego to wpadaj. ;)]

    Hati

    OdpowiedzUsuń
  36. [Przepraszam, że mam taki spóźniony zapłon z odpisywaniem. To dawaj robimy miks Skyrima i Fables, będzie ciekawie. :)
    Co do przeszłości i teraźniejszości. To zależy w kierunku jakiej relacji byśmy zmierzali.
    Jeśli akcja działaby się w dość dalekiej przeszłości, kiedy jeszcze żyło trochę smoków, Drake mógłby być raczej nastawiony do Alexa neutralnie, z pewną dozą zainteresowania, bo np. pierwszy raz spotkał na żywo taki przypadek. Wtedy relacja by była raczej neutralna, a od pochłoniętej duszy zależałoby się czy byłaby to mieszanka neutralnie pozytywna czy neutralnie negatywna.
    Jeśli akcja działaby się współcześnie to Drake jako ostatni smok raczej byłby nastawiony do Alexa bardzo negatywnie, wręcz wrogo. A jakby to jeszcze była jakaś znajoma dusza to wtedy nie wiem co by się musiało stać by nie zabił Alexa. No chyba że to byłby jakiś fragment duszy, wtedy w teraźniejszości można iść w stronę niechęci, ale przełamywanej zaintrygowaniem.
    Albo można zrobić miks i dać akcję w przeszłości niczym w Skyrimie z głównym bohaterem i Paarthurnaxem, a później przerzucić akcję do czasów obecnych, wówczas ze względu na przeszłość smok by podchodził do Alexa dość życzliwie i chętnie by mu pomógł jakby znów się kłopoty ze smoczą duszą zaczęły. :D
    Co do początków, lubię zaczynać, ale z czasem u mnie kiepsko i o ile na odpisy ode mnie się czeka długo to na początki bardzo długo.]

    Drake

    OdpowiedzUsuń
  37. [Z lekkim poślizgiem, ale dziękuję. ;)
    Czy my czasem nie mieliśmy ustalać jakiegoś wątku?]

    Margot Werner / Miyuki Fuyuhime / Felice Fletcher

    OdpowiedzUsuń
  38. Odwrócił się plecami do przybysza, żeby ten nie zobaczył malującego się na jego twarzy smutku. Śmierć Corwella była wiadomością nie tylko całkowicie niespodziewaną, ale też przygnębiającą do granic możliwości. I najgorsze było to, że mimo wszystko nie umiał tak po prostu puścić tego mimo uszu, zignorować i nie przejąć się.
    Odetchnął głęboko.
    — Nie mam pojęcia o jakim związku pan mówi. Lord Corwell był po prostu moim przyjacielem. — zrobił krótką przerwę, jako że niezbyt wiedział, co powiedzieć dalej. — Pomagał mi finansowo.
    Kolejne kłamstwa płynnie opuszczały jego usta. Nie miał pojęcia, skąd nieznajomy mógł wiedzieć o tym, co łączyło Burtona ze zmarłym, bo Corwell nie mógł nikomu powiedzieć. Z resztą, nie było to nawet na tyle poważne, żeby komukolwiek o tym opowiadać. Sam Terrence też nie miał ochoty nikomu spowiadać się z tej relacji, przynoszącej korzyści tylko jednej stronie, czyli jemu samemu.
    Zapiął górny guzik białej koszuli i poprawił kołnierz. Dopiero po wykonaniu tcyh prostych czynności spostrzegł, w jaki sposób przybysz na niego spogląda, a raczej po prostu się gapi. Jego ciemne brwi zbiegły się u nasady nosa.
    — Coż... — zaczął powoli, w głowie już układając sobie plan.
    Skoro lord przepadł, a razem z nim majątek, którego część i tak przypadnie Burtonowi w spadku, zgodnie z umową mężczyzn, to mógł sobie pozwolić na pokazywanie się u boku innego osobnika, który zdecydowanie nie wyglądał na balu.
    — Skoro Corwella nie ma, może zechce pan dotrzymać mi towarzystwa na tym nudnym przyjęciu?

    Burton

    OdpowiedzUsuń
  39. Uniósł wzrok ku górze. Przez dobrą chwilę wpatrywał się w sufit i intensywnie myślał nad tym o kim do cholery jasnej mówi Lex. Po chwili spojrzał na niego i po prostu zaśmiał mu się w twarz. Nie czuł się niczyim ojcem. Owszem, można było powiedzieć, że w takim razie był ojcem wszystkich demonów, no bo według wielu podań Lucyfer jest tym aniołem, który się zbuntował jako pierwszy. Ale to tylko takie umowne było, według Lucjana. No bo niby było na takiej zasadzie, że władał tymi piekłami, był potężny, ale jednak życie bajką nie było i miał nad sobą Samaela, który był jego „ojcem”, przyszywanym i bardzo naciąganym, ale jednak.
    - No i dobrze – westchnął z niejaką ulgą. – Już myślałem, ze chcesz mnie o jakieś alimenty prosić, czy coś – zaśmiał się, możliwe ze nieco szyderczo. Zresztą i tak nie zapłaciłby ani grosza, ani centa temu pożeraczowi dusz. Naprawdę nie należał do tego typu diabłów. Nie był Ivanem, szerzej znanym jako „hrabia Manteufel”, który hajtnął się z Białą Damą i udaje przyjemnego mężczyznę oraz porządnego obywatela.
    Boruta zdecydowanie wolał swój dosyć hulaszczy tryb życia. Przynajmniej widać było, że to diabeł, no i wiadomo, że nie stronił od bójek, alkoholu oraz dobrych imprez. Wszystko działo się dosyć normalnie.
    — Nie no coś ty – prychnął. – Dzisiaj kulturalne zawody – odpowiedział polewając. Tego mu było trzeba. Jeszcze może co prawda nie czuł ilości wypitego alkoholu, ale za niedługo, za chwilę jakoś to pójdzie i będzie napierdzielony na tyle, że będzie mu wszystko jedno. Nie będzie obchodzić go to co się wokół niego dzieje. – To co? Dokończymy tą szklankę i zamawiamy dwie półlitrówki aby wypić je na raz, czy kończymy tą flaszkę napoczętą? – zapytał z lekkim uśmiechem. Czego jak czego, ale Lucek chciał zobaczyć pijanego Lexa, w końcu chyba jeszcze nigdy nie widział pijanego pożeracza dusz, który miał w sobie duszę. Byłoby to ciekawe doświadczenie.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  40. [Ej, ale ty wiesz, że to dobry pomysł jest :D Już nawet widzę jak Lucek robi sobie jaja i wpada na coraz to głupsze pomysły, że aż nawet sam Boguś może zacząć interweniować xD
    Nawet niektórzy mogą zacząć wątpić, czy Lucek aby na pewno może być ojcem Lexa, czy nie jest na odwrót zważywszy na nieogar Lucjana.
    Wdrażamy to w zycie xD]

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  41. Pokiwał twierdząco głową. Wyjątkowo zgodził się z Alexandrem. Każdy diabeł oraz demon przyznałby mu rację w tej kwestii, bo w końcu alkohol to ważna sprawa jest. A nie jakaś popierdółka. W szczególności dal tych z „ciemnej strony mocy”. Lucek pewnie ujął szklankę z wódką, wydawać by się mogło, że prawa fizyki go nie dotyczą. W końcu ani odrobinka płynu nie skapnęła na podłogę ani na blat stołu. Lucjan jakby chcąc się pochwalić swoimi możliwościami wypił szklankę na raz.
    — No to rozgrzeweczka została zaliczona – powiedział z lekkim uśmiechem.
    Spojrzał z niejakim rozbawieniem na Lexa. Cóż, to chyba szybciej go upije niż sądził z początku. A myślał, że czegoś się nauczył, a tu dupa!
    — Nie – zaśmiał się. Nie potrafił gotować, właściwie to sobie jedynie „znajdował”, tudzież „czarował”, w końcu był diabłem to potrafił robić takie rzeczy. Na dobrą sprawę to nie musiał jeść. Nie mógł też umrzeć. Same plusy bycia diabłem.
    — Dobra chłopie pij nie pierdol – powiedział stawiając przed Lexem flaszkę z wódką. Oczywiście już otwartą. Sam też chwycił butelkę. – No to start – powiedział po czym przechylił flaszkę i zaczął pić. Dosyć szybko, zupełnie jakby pił wodę mineralną w butelce po wódce.
    Po chwili odstawił puste szkło na blat stołu. Otarł wierzchem dłoni usta i spojrzał na Lexa.
    — Hehehe – zaśmiał się. – Widzę tą kobietkę o której mówiłeś kilka minut temu – powiedział. – Ty wiesz, że ona stoi sobie za tobą, i tak się na mnie dziwnie patrzy? – zapytał i uśmiechnął się głupkowato.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  42. De facto Lucyfera ciężko było upić oraz ukatrupić. Ale cóż, długo się Lucjan upijał, stosunkowo długo trzeźwiał, chociaż miał już obcykane kilka spraw związanych z trzeźwieniem i potrafił tak to wszystko zrobić, że nie zdychał przez pół dnia. Jednym słowem dawał radę. Paradoksalnie w tym całym swoim „nie życiu” nauczył się żyć.
    — Każdy ma na mnie ochotę – odpowiedział śmiejąc się. Nie było jeszcze po nim widać, że jest nietrzeźwy. Zachowywał się normalnie w całej swej nienormalności. – Nie kuś mnie… Z całą chęcią bym spróbował – uśmiechnął się. Dawno nie miał takich ciekawych doznań łóżkowych, z chęcią by spróbował… Poza tym to zawsze było ciekawe, kiedy kobieta przejmowała inicjatywę.
    — Chciałbyś – zaśmiał się szyderczo i spojrzał na niego. – Wiesz, ale ja przynajmniej go używam, a nie to co ty. Jedna wielka nieruchomość w spodniach – przygryzł wargę. Przekrzywił głowę i spojrzał na niego. Po chwili spojrzał na lewo, całkiem ładna ruda tam szła. Może by tak…?
    Nie. Piję, dzisiaj w planach było upicie się, później, kiedy będę miał zamiar trzeźwieć, to się umówię z jakąś laską, albo wynajmę na godziny - pomyślał. Z lekkim uśmiechem polał jeszcze do szklanek wódki. Nie pozwoli tak szybko wytrzeźwieć, nawet jeszcze nie jest porządnie pijany!
    — Pij chłopie – powiedział podsuwając Lexowi szklankę. – I opowiadaj co się dzieje. Przeprowadzimy taki pierwszy nieformalny eksperyment co się dzieje z nawalonym w trzy dupy pożeraczem dusz, kiedy ma w sobie chociaż jedną duszyczkę – uśmiechnął się szyderczo. To byłoby ciekawe doświadczenie, no i wiedziałby na przyszłość jaka fajna jest zabawa, z Lexem w takim stanie. Bo na trzeźwo był…taki trochę sztywny. Ale to może tylko w mniemaniu Lucyfera.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  43. [Pewnie nie odpisałam dlatego, że mi się takich pytań nie zadaje, bo odpowiedź na nie brzmi zazwyczaj nie wiem. :D #kobietąbyć
    Ale okej, wymienię Ci wszystkiego, czego brakuje poszczególnym moim paniom:
    Miyuki brakuje zarówno jakiegoś powodu wszystkich kłopotów vel. arcywroga (chyba że się jednak pojawi u nas Gerda :D), jak i przyjaciela vel. wujka/cioci dobrej rady.
    Felice brakuje partner in crime, czyli wspólnika (nawet gdy pojawi się Bigby, ktoś rozgarnięty i bardziej przychylnie nastawiony by się przydał) albo swoistego kontaktu w różnych dziwnych i szemranych miejscach.
    Natomiast Margot szuka partnerów biznesowych oraz pracowników swojego cudownego lokalu.
    Coś Ci może wpadło w oko? :D]

    Miyuki & Felice & Margot

    OdpowiedzUsuń
  44. Zaśmiał się, dzisiaj coś wyjątkowo był w dobrym nastroju. A to paradoksalnie nie zwiastowało niczego dobrego…ani normalnego. To nie był dobry objaw tego wszystkiego. Po prostu nie było to najlepsze ze wszystkiego.
    — Wiedziałeś, ze jakieś mądre pisemko powiedziało, że nieużywane organy zanikają? – zapytał. Już nawet czekał aż Lex powie, że w przypadku Lucyfera to jest niemożliwe, bo on chyba nigdy nie miał ani mózgu ani rozumu. Poza tym rozum nie może mieć wartości ujemnej…
    — No i wiesz….a ty to w ogóle kogoś masz? – zapytał. On sam nikogo nie miał na zbyt długo…po prostu nie potrzebował. Nie był jakąś taką istotą zdolną do kochania, sam nie potrafił wyrażać jakiś pozytywnych uczuć. No chyba, że radość. To tak, cieszył się, głównie z cudzego nieszczęścia, albo z tego, ze coś mu się udało.
    — Hm… ciekawie – powiedział i uśmiechnął się. Może kiedyś sobie to wypróbuje z kimś? Byłoby wesoło. – Albo ty, albo ona pocisku od czołgu nie widziała – powiedział z niejakim oburzeniem. Chociaż może…może…nie no takich rzeczy w sex-shopie to nie mieli, tego był pewny. – A ty to tak często sobie mówisz, rozmawiasz z duszami? – zapytał z czystej ciekawości. Gdyby nie to, że już był w piekle, to przez ciekawość to pewnie by tam trafił, pewnego pięknego dnia.
    — Ty Lex – wypił zawartość swojej szklanki, zaraz też uzupełnił wszystko. – A może ty uświadomisz ich jakoś, że nie żyją, czy coś? – zapytał. Może to było jedno z głupszych pytań w Lucjanowej karierze, ale nie przejmował się tym za bardzo. Chyba wszyscy przywykli do dosyć…osobliwego diabła. Albo tylko jemu tak się wydawało, że przywykli do niego.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  45. [Zabrzmiało dość niepokojąco xD Chyba nic mi nie jest straszne, wręcz przeciwnie im coś dziwniejsze tym lepiej. Pomysłów by się trochę znalazło, bo skoro Alex ma interesującą przeszłość i jest Anglikiem z pochodzenia to można nawet zrobić akcję w głębokim średniowieczu - początki chrześcijaństwa w Anglii i najazdy wikingów. Albo można ich współcześnie w coś wplątać. Tak naprawdę wszystko zależy jakich wątków masz niedosyt i na co masz ochotę, to będę wiedział w jakim kierunku mam kombinować. ;)]

    Hati

    OdpowiedzUsuń
  46. Lucek głównie pił, palił trawkę, wciągał nawet jakieś kreski. Kiedyś to nawet na potęgę zajadał się tak zwaną „panzerschokolade”. Był dosyć obeznanym jeśli o to chodzi. Eksperymentował, łączył robił wszystko co było możliwe, chyba miał jakieś kilkanaście ulubionych kombinacji, po których chyba każdy normalny człowiek już by umarł.
    Jednak w jego przypadku… Lucek nie był normalny, nie był człowiekiem, nie mógł umrzeć. Tak więc kilka razy inni dziwnie się na niego spoglądali, kiedy wstawał jak gdyby nigdy nic i szedł dalej. Albo mówił, że jest głodny.
    — Weź. Ja to sobie nikogo nie szukam, bo po co? – zapytał. – Samemu jest zdecydowanie lepiej, poza tym…i tak nie umrę, to po co mam się bawić w małżeństwo? Albo w cokolwiek w tym stylu? – wypił trochę wódki. – Wystarczy, ze mój kuzynek był na tyle walnięty, żeby się hajtać. Ale mimo wszystko jakoś tam żyją…dwieście lat małżeństwa, to i tak sporo – pokiwał głową. Nawet dwieście lat dla diabła, dla istoty żyjącej od samego początku to dosyć sporo.
    — Tygrysa może? Albo pantery? – zapytał. – Chyba że wolisz w oryginale, czyli Panzerkampfwaen V und Panzerkampfwagen VI - powiedział z pięknym niemieckim akcentem. Cóż, w końcu musiał przyznać, że Niemcy to mieli całkiem piękne nazwy dotyczące pojazdów wojskowych. Ogólnie niemiecki był językiem miłości….wojennej. Ale jednak miłości.
    —Biedny samotny Alexander – Lucek pokiwał głową z udawanym smutkiem. – Może czas sobie kogoś znaleźć? Jakiegoś przyjaciela, albo i znajomego? Wiesz…jest cos takiego ja Facebook, Instagram, Spanchat, Twitter i pewnie jeszcze ze sto innych portali na których można poznać ludzi. Chociaż Insta i Snap to chyba nie jest najlepszy przykład, ale też można kogoś poznać, kiedy wyśle im się jakieś fotografie…albo ogólnie upubliczni.
    Wywrócił oczami. Tej babie to chyba było tylko jedno w głowie, ale chyba to mu się podobało. Może jak wybierze się do piekła? Albo nie…po co? Miał w końcu swoje zasady i tamtejszych dusz, raczej nie ruchał…z zasady. Czasami zdarzały się jakieś odstępstwa od reguły.
    — Ciebie? W życiu. Ciebie to bym nawet patykiem umaczanym w gównie nie dotknął – prychnął. Oczywiście macanko po kolanie, które miało miejsce kilkanaście minut wcześniej zaprzeczało tym słowom, ale może Lex tego nie pamiętał.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  47. [Przepraszam, że odpisuję dopiero teraz, ale akurat też mnie życie realne dopadło. :)
    Jeśli nadal masz chęć na wątek, z którymś z moich rycerzyków to zapraszam serdecznie.]

    Owen | Percy

    OdpowiedzUsuń
  48. [Dziękuję za miłe powitanie, chociaż to ja powinnam była powitać Ciebie razem z moim tradycyjnym, administracyjnym słodzeniem. ;)
    Lubię Twojego Alexa, bo w sumie sama przekonałam kundla by nie kombinowała z dziwnymi postaciami i brała dla Ciebie tego zjadacza grzechów. Efekt jest bardzo zacny. :) Jak masz chęć na wątek to zapraszam.

    - Nimue (&Hagen)

    OdpowiedzUsuń
  49. Lucek zaśmiał się szczerze. W sumie to nie zaśmiał się jakoś tak…kulturalnie. On parsknął niepohamowanym śmiechem. Nawet podczas picia nie mógł przestać się śmiać. Chyba tylko łaska Boga (chociaż raczej Boguś nie miał z tym nic wspólnego) nie pozwoliła mu się zakrztusić tym napojem diabłów.
    — Cześć – Lucek wyszczerzył się do kobiety. Podobała mu się, ale chyba jeszcze nie chciał przechodzić do rzeczy. Nie na trzeźwo. – Jakie późno?! Jakie „późno”?! Jest dwudziesta. Dwudziesta to młoda godzina, niepełnoletnia rzekłbym – powiedział z niejakim oburzeniem spoglądając na zegarek. Chociaż każda godzina na picie była dobrą godziną i o tym wiedział każdy. No może nie te pierzaste przydupasy, ale oni to tam byli tak bardzo cnotliwi, że nawet Lucyfer w to wszystko nie wierzył. Chociaż gdyby nie fakt, że Lucek miał numer do boga i widział się z nim kilka razy to pewnie wątpiłby w jego istnienie, oraz istnienie życia po śmierci. To byłoby swoją drogą dosyć dziwne, ze diabeł wątpi w istnienie boga, oraz istnienie życia po życiu.
    — Jaki kurwa Yugo? I co za debil wymyślał temu dzieciakowi imię? – zapytał Lucek ni to kobiety ni to Lexa. Spoglądał na nich ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy. Naprawdę, nie mogli jakoś inaczej nazwać tego dzieciaka?
    Uśmiechnął się do niej.
    — Napijesz się z nami? Znaczy się jeśli dotrzymasz nam tempa, nie żebym powątpiewał w twoje umiejętności czy coś…ale skoro o 13 masz imprezę – westchnął i polał do szklanek wódki. Swoją porcję wypił niemalże natychmiast duszkiem. – Ty Lex…to może już więcej nie pij bo nie wytrzeźwiejesz – zaśmiał się nieco szyderczo z demona. – No nie patrz się tak na mnie tymi swoimi smutnymi oczętami. Ty mam pomysł, chodźmy się jakoś rozerwać! – krzyknął i niemalże wskoczył na stół. Taki świetny pomysł miał! No po prostu nikt przed nim na nic podobnego pewnie nie wpadł!

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  50. Pokiwał głową ze zrozumieniem. Naprawdę rozumiał to wszystko, na szczęście Bogdan był normalny i jemu nadał piękne imię „Lucyfer”, zza co był mu na swój sposób wdzięczny. Przynajmniej nie był diabłem „Bogumiłem”, to byłaby dopiero ironia losu, co nie?
    — Dobry demon, to chyba oksymoron, co nie? – zapytał patrząc na nią. – Chyba, że mówisz „dobry” w sensie „zły”, to wtedy okej, ale to brzmi dwuznacznie, bo gdyby nie brzmiało dwuznacznie to tak by nie było, tylko byłoby inaczej, bo nie brzmiałoby tak jak brzmi, bo inaczej – wyjaśnił w sposób łatwy, prosty i przystępny.
    — Ty…ale ty wiesz, że wtedy to chyba jeszcze dinozaury po świecie se łaziły? – zapytał jak gdyby nigdy nic. – Bo ty to stara dupa jesteś – zaśmiał się, jednak zaraz dostał w łeb. Odwrócił się do Caliope – Kobieto, bo jak ja cię palne w ten durny łeb to się kurwa jak licznik od pierdolonej wody zakręcisz – powiedział na tyle głośno, żeby osoby w najbliższym otoczeniu go usłyszały.
    Spojrzał zdziwiony na Lexa i na kobietę. Był zdziwiony. Zszokowany tym faktem. Przyjrzał się Alexandrowi i Caliope.
    — Nie no…wiedziałem – skłamał, co było naturalne. W końcu Lucek mówił prawdę jak się pomylił. – Dobra, a teraz spadaj, pijemy jak cywilizowane stworzenia, nie przeszkadzaj nam, tlen marnujesz. Idź przygotuj imprezę, pójdź do kosmetyczki, manikiurzystki, czy co to tam robisz zazwyczaj – machnął rękę odganiając kobietę. Kiedy zniknęła to spojrzał na Lexa.
    — Ty Lex, a tak właściwie to ty ile masz lat? I jak ty w takim razie naprawdę masz na imię? – zapytał polewając sobie wódki. Nie wierzył, ale nawet jeśli to jest prawda, że Lex jest jego synem to się mówi trudno i żyje się dalej. Przynajmniej nie będzie musiał alimentów płacić, a to dodatkowy grosz do kieszeni, prawda?

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  51. Wzruszył ramionami, pokiwał głową, uśmiechnął się pod nosem i tyle. Spojrzał po chwili na nią z miną mówiącą coś w stylu „mów dalej, mów, ja cie słucham…o zobacz paproch!”. Średnio go to wszystko obchodziło, właściwie to ile ludzi tyle opinii, ale prawda była taka, że raczej nikt nie narzekał. Wiedział o tym doskonale, poza tym zwykłe śmiertelniczki bardzo sobie chwaliły noce spędzone z nim. Śmiertelnicy zresztą też.
    — Wódka w przeciwieństwie do kobiet to łączy ludzi…i demony – powiedział ze spokojem. To była stara jak świat prawda. Chyba mimo wszystko to wódka wyszła mu w życiu…znaczy się dobrze zrobił, że pokazał Polakom i Ruskom jak mają to wszystko robić. Osiągnęli w tej kategorii mistrzostwo świata.
    — No widzisz…a ja to stary jestem jak świat – powiedział. Zaśmiał się chicho i wypił zawartość szklanki. – Ty, ale ja młodziej od ciebie wyglądam, dobre… - pokiwał głową z uśmiechem. W końcu to był powód do radości. Chociaż w końcu Lucyfer z założenia miał być przystojnym cherubinem….nawet w swojej ludzkiej postaci.
    — To nie idź. Powiesz, ze integrowałeś się z ojcem – wzruszył ramionami. – Przynajmniej mam powód żeby częściej cię zabierać na wódkę, albo gdziekolwiek na imprezę. Wiesz, niby żeby naprawić sobie relację z tobą…ale prawda będzie taka, że będziemy balować, za nasze ciężko niezarobione pieniądze – uśmiechnął się do Lexa. – A propo pieniędzy…to hajsem się nie przejmujemy w razie czego to dzwonię do moich banków i bierzemy i balujemy dalej, będziemy trzeźwieć w przyszłym roku – uśmiechnął się. Wyciagnął najnowszy produkt piekielny z kubełka z lodem. Spojrzał na Lexa.
    — To co pijemy? – zapytał. – Najnowszy produkt, jeszcze nie testowałem, ale jest piekielnie mocne, w końcu rzadko kiedy poniżej 40% schodzę, co nie? To…to nie wiem ile ma, ale Polaki i Ruski kazali mi to niby rozcieńczyć…ale my nie jesteśmy miętkie faje co nie? Normalnie duszkiem pijemy, nie bawimy się w rozcieńczanie – zadecydował i polał do szklanek. NA razie połowa, w końcu nowy wyrób, nie wiadomo jak działał i ile miał w sobie procent.

    [To teraz robimy, że wypijają cały piekielny samogon i wio na miasto! :D Po tym wyrobie to nie za szybko wytrzeźwieją xD Zróbmy coś szalonego, a przynajmniej kilka szalonych rzeczy :)]

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  52. Zaśmiał się szczerze, rozbawił go chłopak. No ale co mógł poradzić?
    — Stosuję niczym dobry wujek Putin, krym na noc i krym na dzień – zaśmiał się. – A ty wiesz, że za jakiś czas wpadam do niego. Na picie się umówiliśmy – uśmiechnął się szczerze. – Początkowo to w trójkę mieliśmy, ja on i jeszcze Ivan – w sumie to chyba nie zdziwiłby się gdyby nie kojarzył Ivana. Chłopa prawie wcale nie było w piekle, tułał się po świecie doczesnych i spełniał się „zawodowo”. Ale to ten błąd mogli łatwo naprawić. Poza tym Ivan to całkiem spoko był, Samael go lubił, jak brata traktował, dla Lucka, Asmodeusza i Belzebuba był kuzynem i to w sumie dosyć bliskim…w szczególności dla Lucyfera.
    Stuknął się z Lexem szklanką. Wypił niemalże duszkiem. Kiedy skończył skrzywił się i przymknął oczy. Mocne, naprawdę mocne. Bo skoro i Luckowi twarz wykrzywiło to to coś oznaczało, prawda?
    — Całkiem, całkiem – powiedział. Wyciągnął z kieszeni pudełeczko i podsunął Lexowi mała białą tabletkę. – W piekle mamy wszystko, tak więc…od Meksykańców. Całkiem dobre, weź – uśmiechnął się i sam zażył tabletkę, polał jeszcze wódki do szklanek. Zawartość wypił. Pudełko schował.
    — Dobra Lex, skup się. Kończymy flaszkę i mam pomysła – uśmiechnał się tajemniczo. Po kilku minutach kiedy alkohol połączony z piekielną wódką oraz piekielnymi tabletkami…w sumie to zmodyfikowanymi narkotykami; kiedy to wszystko zaczęło działać Luckowi było błogo, wesoło oraz wszystko jedno. Wstał i jako tako trzymając pion i chwycił Lexa, ciągnął go do wyjścia z baru, krzycząc żeby zapisał mu to wszystko na kreskę. Praktycznie wszędzie go znali, legendarny człowiek, który potrafi wypić więcej alkoholu niż jest na stanie.
    — Dobra…synek…masz prawo jazdy? Jeśli nie to się nie martw…bo Policji o prawko nikt nie pyta – mruknął, pstryknął palcami i obaj panowie, byli teraz w mundurach, a przed nimi stał policyjny radiowóz. – Wsiadaj za kółko i jedziemy pilnować prawa i sprawiedliwości – zaśmiał sie z tej gry słownej. Całkiem nieświadomie mu to wyszło.
    Wsiadł na miejsce pasażera, położył nogi na deskę rozdzielczą i uśmiechnął się do Lexa.
    — W drogę kompanie, Ghotam nas potrzebuje!

    trzeźwy aczkolwiek nieco spizgany Lucek

    OdpowiedzUsuń
  53. W sumie to średnio się przejmował stanem psychicznym swojego kumpla/syna/Lexa. Średnio obchodziło go to czy dusze przejmą nad nim kontrolę, czy może jednak będą nim w nieco większym stopniu kierować. Byłoby to dosyć ciekawe i chyba niezapomniane (o ile na pewno będzie w stanie pamiętać to wszystko).
    Słysząc słowa Alexa zaśmiał się szczerze. Podobało mu się to, a poza tym jego nawalony w trzy dupy umysł podpowiadał mu wiele ciekawych rzeczy. Nie koniecznie prawdziwych, ważne że się dobrze bawił nie robiąc nic.
    — Przed siebie! Za tym różowym słoniem na monocyklu – powiedział wskazując na ciężarówkę. Naprawdę przednio się bawił, ale to był Lucek on wiele do szczęścia nie potrzebował. Wystarczyła wódka w ilościach hurtowych, oraz zioło, ewentualnie jakiś inny narkotyk.
    — Ty…Lex… - zaczał nieco niemrawo wyciągając z kieszenie dwa skręty. Cóż…kto powiedział, że nie mogą sobie zapalić, co nie? W końcu takie połączenie ich nie zabije, a przynajmniej Lucyfera, w końcu nie mógł być bardziej martwy, prawda? Chociaż jak to powiadają „dla chcącego nic trudnego”. Może Lucek jakoś by tą dziwną niewidzialną barierę przekroczył? W końcu on chyba wszystko już w swoim diabelskim życiu zrobił… No dobrze, może prawie wszystko.- Chcesz? – zapytał odpalając sobie jednego jointa. – Po tym jest zdecydowanie ciekawiej, wiesz o tym? – zaśmiał się, chyba cos za szybko na niego to wszystko zadziałało, ale to może nawet i lepiej dla Lexa. Bo im szybciej Lucek przestanie myśleć oraz kontaktować, to przynajmniej nie wpadnie na jakiś głupkowaty pomysł i nie zabije Alexandra.
    — Zjedź na lewo jak ta dupna gąsienica – polecił. Otworzył okno i wystawił łokieć. W końcu lans musi być, no i radiowóz, to jest zdecydowanie ciekawiej. – O ty….mam pomysła. Ty a może byśmy sobie zabrali jakieś dwie panie, albo panów i tak na tylnej kanapie? Albo w ogóle nie bralibyśmy nikogo? – spojrzał na swojego kierowcę z uśmiechem.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  54. [My mieliśmy mieć wątek i jakoś nam nie wyszło xD Jeśli nadal są chęci, to proponuję burzę mózgów! W zamian będzie dużo brokatu i tęczy <3]

    Amara, jak zwykle spóźniona

    OdpowiedzUsuń
  55. [Witam i serdecznie dziękuję za powitanie. Postać szalenie ciekawa, więc liczę, że naprawdę uda się coś stworzyć. ;) Mam też nadzieję, że zarówno czasu, jak i pomysłów nie zabraknie, bo masa ciekawych osób i jeszcze więcej możliwości! ;)]

    Asherah.

    OdpowiedzUsuń
  56. [Leszy sobie wyprasza, że do takiego barbarzyńcy jakim jest drwal bardzo mu daleko.
    Wątek jak najbardziej chętnie, tylko że jestem kiepska w pomysłach, jeśli jakieś powiązanie nie rzuca mi się w oczy i do głowy.]

    Lachlan D.

    OdpowiedzUsuń
  57. [Nikt nie ucieka mi tak łatwo xD Przeważnie aby się mnie pozbyć, trzeba skoczyć z wieżowca, ale nie do tego dążę! Marzy mi się jakaś drama, ale nie mam jakiś wytycznych więc liczę na Twoją kreatywność <3]

    Amarcia

    OdpowiedzUsuń
  58. [Bardzo dziękuję za przywitanie Doris :)
    Ojoj, Morningstar ♥ Dopiero co skończyłam ostatni odcinek oglądać. Uwielbiam tą mordkę.
    Cudownie napisana karta. Doskonale się ją czytało. I baaardzo byśmy chciały wątek, jeśli znajdzie się gdzieś tam dla nas miejsce.]

    Dorothy

    OdpowiedzUsuń
  59. Zaśmiał się…jego to chyba jeszcze nikt nie miał okazji…chociaż może z Faustem, to ten tego… Ale nie był pewny, nie pamiętał. Ale, w sumie to z Lexem… chyba jeszcze nigdy nie próbował, tylko we dwójkę. Chociaż, skoro miał on w sobie dusze, to czy można było powiedzieć, ze to już seks grupowy?
    — Ty….bo jak ty masz w sobie inne dusze, nie? – zaciągnął się skrętem, położył nogi na deskę rozdzielczą, musiał się nieźle nakombinować aby jakoś to było, i żeby nie utrudniało mu to wszystko siedzenia. – To jakbyś z kimś się ruchał, a miałbyś w środku jeszcze ze dwie dusze, to to można podpiąć pod seks grupowy? – zapytał z czystej ciekawości. Ciekawiło go to i to bardzo, sam nie potrafił wyjaśnić dlaczego go to interesowało. Może dlatego, że był pod wpływem?
    Wyciagnał telefon i zadzwonił do pewnego…kogoś. Kogoś, kogo miał ustawionego w szybkim wybieraniu (ale tylko wtedy, kiedy był pijany, tudzież zjarany).
    — Eeee… Boguś? Bogu! Bogu! – krzyknął niemalże do słuchawki. – Ty wiesz co, stary….ja to ci musze się czymś pochwalić, a właściwie nie czymś, tylko kimś.
    — No… mów, tylko szybko Lucjan, bo tam przed bramą są jakieś burdy i hałasy.
    — No bo ja syna mam! – powiedział zadowolony, uśmiechał się w tej chwili do wielkiego różowego tosta, który tańczy makarenę.
    — Gratulacje, a kiedy ci się urodził?
    — A z jakieś… Tysiąc lat temu? Ale kilkanaście minut temu się o jego istnieniu dowiedziałem! No więc wiesz, Boguś… No ale ja przynajmniej swojego to na śmierć nie wysłałem – spojrzał na lewo. – Ożesz kurwa jego mać, Lex! Odbijaj w przeciwną stronę, pały kurwa jadą! Eeee, Bogu kończę – rozłączył się.
    Lucek spojrzał we wsteczne. Radiowóz jechał za nimi.
    — Lex, wyprzedzaj tego konia tęczowatego, i ukryjemy się w tej takiej fajnej neonowej jaskini – uśmiechnął się pod nosem wskazując gdzieś na lewo, chyba sam nie do końca wiedział gdzie.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  60. [A no, trzecia postać, bo jednak wszyscy (i ja również) kochają krakena, więc musiał wrócić. My co prawda wątek ze smokiem kombinujemy, więc nie wiem czy chcesz się bawić w dwa wątki. No chyba że masz jakiś oszałamiający pomysł to możemy zmienić nieco plany. ;)]

    D&D&Walter

    OdpowiedzUsuń
  61. [Jestem z tych osób, które nie poganiają ani nic, bo rozumiem, że teraz okres sesji. Chyba najgorszy pogrom, jak dla abiturientów matury były, więc się nie spieszy. Ale wątek jakiś być musi, bo postać totalnie mnie urzekła. Uwielbiam mrok i zło, a tu jest esencja wszystkiego razem. I ten opis. Będę słodzić. ;D
    Marzy mi się taka współpraca. Mój Feniks to takie bardziej złe stworzenie, więc zarówno w przeszłości, jak i w teraźniejszości widziałabym szanse. A w teraźniejszości? Asherah nawet mogłaby pomagać zdobywać te dusze, w końcu tutaj ma dostęp do wszelakich artefaktów. Tudzież mogłaby pomagać, by zdobywać kolejne. Oj, dużo możliwości! ;)]

    Asherah.

    OdpowiedzUsuń
  62. [Całą masę! Tylko nie wiem co taki cudowny Pan mógłby nam zaoferować :( Nie chciałybyśmy żeby nam zabrał duszę, jeszcze by się zatruł, biedny. Ale przyjmiemy wszystko i jak tylko wskażesz nam właściwy kierunek to zdradzimy nasze marzenia.. ;)]

    Dorothy

    OdpowiedzUsuń
  63. — No ale weź…oni są w tobie, no to znaczy się, że to już seks grupowy. Nawet jakbyś sobie walił, to i tak byłby to grupowy – powiedział. Może myślał ociężale….i było to wszystko co najmniej głupie, ale jakoś dawał sobie radę. Jakoś żył i funkcjonował. Co z tego, że częściej pił jak nie pił, ale jednak.
    Śmiał się jak głupi, ze wszystkiego. No bo czy można było inaczej reagować, kiedy przed oczami pojawiał się widok tańczących tostów? Chyba nie. A jeszcze jak te małe tościki tańczyły w zwiewnych trawiastych sukienkach, to już w ogóle bomba!
    — Nie żeby coś…ale ty…wy już nie żyjecie – powiedział zgodnie z prawdą.
    Nie spodziewał się tego, że dostnie w twarz. Uderzenie nieco go oszołomiło i nawet trochę zabolało. Jednak zważywszy na jego stan, to całkiem szybko wrócił do pionu. Nie zamierzał pozwolić uciec Hellerowi, co z tego, że to teraz jakaś dusza przejęła nad nim kontrolę? Zamierzał oddać.
    Nie biegał za szybko, nie zamierzał nawet biec, po prostu pstryknął palcami i pojawił się przed biegnącym Hellerem. Ten wpadł na niego, Lucek znowu pstryknął palcami i stał obok Lexa. Nie czekając dłużej rzucił się na niego… W sumie to nawet nie rzucił się na niego, tylko po prostu usiadł sobie na jego plecach.
    — Lex, jak wrócisz to powiedz – oznajmił wyciągając paczkę papierosów, zapalił sobie jednego. Swoją drogą to musiało ciekawie wyglądać, jeden policjant siedzi na drugim. Do tego pali sobie ze spokojem papierosa.
    — Co pan robi? Jak panom nie wstyd? – jakaś oburzona staruszka zmierzyła ich wzrokiem.
    — Wie pani, to mój syn, ale jednocześnie partner do spraw łóżkowych, jesteśmy parą heteroseksualnych gejów, którzy adoptowali szczura wielkości królika. Lubimy się obmacywać w miejscach publicznych, a to jest taka nasza dosyć oryginalna forma gry wstępnej – wyjaśnił. – Chce się pani do nas dołączyć?
    W sumie to miał sporo szczęścia, że staruszka odeszła bardzo szybko krzycząc przy okazji „Policja!”. W końcu to zdecydowanie lepsze niż oberwanie torebką.
    — Lex? Wróciłeś, czy jeszcze nie? Może mam cię zabrać na barana i zaprowadzić gdzieś….do radiowozu na przykład?

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  64. Myślał, że to wszystko szybciej….że szybciej się ogarnie, że szybciej to wszystko się stanie. Że szybciej Lex odzyska kontrolę nad swoim ciałem. Nawet nie dopuszczał do siebie myśli, że wojskowy może zrzucić go z siebie. Zapominał o jednym istotnym fakcie. Znajdował się w ciele Lexa, więc był odrobinę silniejszy niż zwykły śmiertelnik. Owszem mógł go zabić i pozbyć się problemu…ale wtedy unicestwiłby też i Lexa. A tego wbrew pozorom nie chciał.
    Otrzepał się pstryknął palcami i na jego ciele pojawiły się zwykłe ubrania.
    — Od razu lepiej – mruknął do siebie. Teraz wypadałoby znaleźć Hellera, prawda?
    Pstryknął palcami i znalazł się za plecami wojskowego w ciele pożeracza dusz. To wszystko byłoby nawet dosyć zabawne. W sumie to nawet na swój pokrętny, oraz dziwaczny sposób było zabawne.
    — Tęskniłeś? – zapytał, po czym zniknął i pojawił się na barierce mostu. Ręce schował do kieszeni i uśmiechnął się do Lexa dzierżącego rurkę. Patrząc na Lucyfera jak stał na barierce z rękami ukrytymi w kieszeniach, można by zaryzykować stwierdzeniem, że nie działają na niego żadne prawa grawitacji.
    — Odłóż synku tą rurkę, bo sobie jeszcze krzywdę zrobisz i od tego ciągłego machania to się jeszcze spocisz – powiedział z szyderczym uśmieszkiem. – Odsuń się, pozwól Lexowi „wrócić do siebie” i zapomnijmy o tym wszystkim. Jesteś martwy, nic na to nie poradzisz – oznajmił ze spokojem. Przeszedł kilka kroków po barierce. Chodził po niej zupełnie tak jakby chodził po najzwyklejszej ulicy. To było na swój sposób niesamowite, na wpół przerażające.
    Boruta był pewny siebie, ta pewność siebie już nie raz nie dwa razy go zgubiła, ale może tym razem nie będzie tak źle? Poza tym, Lucka nie można było zabić. Chociaż taki plus był tego wszystkiego.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  65. - Ale czemu? Ja cie lubie...tak troche - powiedział smutnym głosem. Kłamał oczywiście. Musiał dać Lexowi troche czasu na opanowanie swojego ciała. - A ja wiem że nie żartujesz. To tez nie zbliżam się.
    Spojrzał na niego i uśmiechnął się pod nosem. Prawie i by sie zaśmiał.
    - To nie diabeł. To pożeracz dusz. Kiedy ktoś zdycha to on sie zjawia i trzyma w sobie przez jakiś czas duszę - wyjaśnił pobieżnie. - A ty myślisz że co? Że bębę po nim płakał? Nie żartuj sobie. Jedyne co to będzie mi smutno, bo krew nie będzie tryskać - podniósł nogę i spojrzał przez ramię. Że też wciąż sie trzymał w równowadze.
    - A czy ja coś robie? Nie. Stoję na barierce niczym samobójca. To wolny kraj mogę sobie być gdzie chce - odpowiedział siadając na wspomnianej barierce. Pomachał nogami i spoglądał na niego. Przekrzywił głowę. Musiał jakoś zająć tą duszę.
    - Miałeś rodzine? Tak w ogóle to dlaczego zostałeś żołnierzem? Patriotyczny obowiązek? Czy może chęć zabijania?

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  66. Pokiwał głową delikatnie słysząc te słowa. Cóż…żona i córka, ale jak to mówią śmierć nie wybiera…znaczy się po części wybiera, ale nie w tym wszystkim rzecz. Nie o to przecież się rozbija to wszystko.
    Wzruszył ramionami. Chyba nie to konkretnie chciał usłyszeć. Nie tego chciał słyszeć jego przepalony zielskiem mózg. Poza tym to wydawało mu się takie…idiotyczne. Kontynuowanie tradycji, to jest takie…chciałby powiedzieć tradycyjne, ale głupio by to zabrzmiało.
    Spoglądał na oddalającego się człowieczka. Nie zamierzał mu odpuścić, nie zamierzał dawać za wygraną, musiałby tylko coś wykombinować, żeby ta dusza albo straciła panowanie nad sobą, albo cokolwiek co byłoby w tej chwili dobre. Musi to ogarnąć przecież! Jest diabłem do cholery! Jest kimś lepszym od Boga! Może wszystko i jeszcze więcej!
    Powoli zeskoczył z barierki i przeszedł kilka kroków. Po chwili po prostu zniknął i pojawił się przed mieszkaniem tego żołnierzyka. Pstryknął palcami i stał teraz w lekarskim kitlu a pod pachą trzymał kaftan bezpieczeństwa, to zawsze działało. W kaftaniku za daleko nie ucieknie, więc nie miał powodów do obaw. No a w razie czegoś to można powiedzieć, że Lex jest uciekinierem z zakładu psychiatrycznego i cierpi na silne rozdwojenie jaźni, albo po prostu wymyśli jakąś chorobę i poda jej łacińską nazwę. Ogarnie z resztą, wymyśli coś dostatecznie dobrego.
    Zapukał do drzwi mieszkania. Uśmiechnął się delikatnie pod nosem.
    — Dzień dobry pani – powiedział spokojnym tonem głosu. Tonem, który nie był podobny do jego własnego. – Przepraszam, że przeszkadzam, ale jest taka…nie przyjemna sytuacja niestety. Uciekł pacjent z naszego ośrodka, tak wygląda – pokazał zdjęcie Lexa. – Myśli, że jest zmarłym żołnierzem. Na szczęście nie jest bardzo groźny…istnieje podejrzenie że ten człowiek może się pojawić u pani w domu, myśli że jest pani mężem…proszę go przyjąć, wpuścić do mieszkania i zachowywać się normalnie…kiedy wejdzie to proszę zadzwonić pod ten numer – wręczył kobiecie karteczkę z numerem telefonu. Wszystko oczywiście fałszywe, a na tym kartoniku figurowało nazwisko „Jonatan Weber lekarz psychiatrii”. - Pojawię się najszybciej jak to będzie możliwe – dodał po czym odszedł, kiedy zniknął z pola widzenia kobiety, zdematerializował się. Miał nadzieję, ze plan się powiedzie.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  67. Czekał na telefon od kobiety, musiała wcześniej czy też i później zadzwonić. Pochowała Thomasa, była bardzo wesołą wdową….no dobrze może nie bardzo wesołą, ale z pewnością wdową. Tego był więcej niż pewny. On na miejscu tej kobiety by zadzwonił.
    Po kilkunastu minutach jego telefon zawibrował. Na wyświetlaczu pojawił się jakiś nieznany numer i krótka treść samej wiadomości. Było to najzwyklejsze Przyszedł. To był powód do radości, zabrać Lexa/Thomasa w kaftan bezpieczeństwa i zamelinować się albo u Lucjana, albo u pożeracza dusz.
    Zapukał do drzwi, pod pachą miał kaftan przeznaczony dla Lexa. Wszystko powinno pójść względnie dobrze, jeśli nie to najwyżej jakoś go znokautuje. Wszystko było więc spoko pod tym względem. Kobieta otworzyła mu a on spokojnie wszedł. Odziany w kitel lekarski.
    — Alex… wracamy – powiedział ze spokojem niczym dobry, porządny lekarz psychiatra. Mówił tak jakby przed sobą miał naprawdę osobę nieco…chorą psychicznie. Chociaż z tej dwójki to raczej Lucjan był wariatem wymagającym jakiegoś leczenia. – Chyba, że wolisz Tom…
    Trzymał kaftan, mimo wszystko miał nadzieję, że nie będzie on potrzebny. Może zrozumie, że on dla tego świata już jest stracony? Że on już jest martwy…w końcu niektórzy przez długi czas tego nie rozumieli. Miał nawet w piekle kiedyś takiego ateistę… A co to był za ateista!
    — Chodź, wracamy do „domu”. Ci ludzie cię nie znają…Ty nie jesteś Thomasem – powoli się do niego zbliżał. – Wyjdziemy z tego domu….uwierz mi, nie chcę cię zabierać w ten kaftan. Wyjdziemy normalnie, wejdziemy do karetki… Nie rób sobie większych problemów – mówiąc to powoli zbliżął się do niego. Musiał jakoś udawać tego psychiatrę, prawda?

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  68. [Już Ci mówię, żeś jest geniuszem! ;D
    I tak myślę, że wersja z osobą byłaby idealna. Zainspirowałam się opowiadaniem przyjaciela o poławiaczu dusz, gdzie główny bohater miał zbierać jakieś szmaragdowe dusze. Moglibyśmy coś wykombinować, że ktoś dał naszym postaciom zadanie na znalezienie kilku osób o takich wyjątkowych duszach. Asherah mogłaby właśnie starać się namawiać Alexandra na działanie, albo nawet wykradłaby jakiś artefakt, by zakłócać te dusze.
    A nagrodą mógłby być jakiś artefakt. O, może oko Chorusa, które gdzieś zaginęło. W każdym razie jest genialnie! ;)]

    Asherah.

    OdpowiedzUsuń
  69. [Zdecydowanie! ;)
    Jak ja lubię takie zamęty, przekręty i meandry akcji w fabułach. Siedzę długo w rpg, ale zazwyczaj na innym portalu. W każdym razie, uwielbiam. A co do czasów... tak sobie pomyślałam, że można w jakiejś przeszłości. Może nawet by było coś takiego jak w Stargate, ale wrota czasowe i możnaby dodać koledze naszych bohaterów jakiegoś pomocnika przy źle. Może nawet Seta egipskiego? Zrobiłam sobie powiązanie z nim, a taki artefakt mógłby mu się przydać.
    W sumie byłabym wdzięczna za Twój początek, by zobaczyć jak to tutaj działa. Na nk różnie to wygląda, ale początki są, że tak powiem randomowe. A tu jestem jeszcze zielona. ;)]

    Asherah.

    OdpowiedzUsuń
  70. Ludzkie łzy nie działały na niego…zazwyczaj. Po prostu było dla niego to wszystko zbyt proste, ludzie płakali z wielu powodów. Bo czuli smutek, byli szczęśliwi…płakali w skrajnych sytuacjach. Nawet z bezsilności. Lucek nawet nie żałował, że nie rozumiał ludzi. Oni sami się chyba nie rozumieli. Być może nawet Boguś ich nie rozumiał.
    Uśmiechnął się pod nosem, słysząc Thomasa…czy jak temu wojskowemu tam konkretnie było. Może i by się zabawił…ale nie z nim, nie tutaj i nie teraz.
    — Wróciłeś…wreszcie – prychnął i pstryknął palcami, a kaftan bezpieczeństwa oraz wdzianko lekarza zniknęły a na ich miejsce pojawiły się najzwyklejsze ubrania. Zwykły T-shirt, jeansy oraz adidasy. Człowiek nie diabeł normalnie.
    — Nie ważne, Lex, nie ważne… - powiedział. Nie było mu teraz wyjątkowo do śmiechu. Najlepiej byłoby żeby znikli z tego miejsca możliwie jak najszybciej. – Dobra Lex, spadamy z tego miejsca, wszystko wytłumaczę ci zaraz…a właściwie to później, bo teraz to nie mam ochoty na konwersacje z tobą – mruknął idąc w dół po schodach. Zatrzymał się na półpiętrze i spojrzał na pożeracza dusz, który podążał za nim. No cóż, to będzie bardzo długa droga.
    Zanim wyszli na ulicę to pstryknął palcami, przed wejściem/wyjściem stal samochód Lucjana. Trochę ekstrawagancji…może kiedyś zrobi sobie jaja i różowym Ferrari wjedzie sobie w tłum podczas parady równości? To byłoby dosyć ciekawe, prawda?
    Wsiadł do srebrnego Audi A6, nie miał czasu na myślenie, a to był pierwszy samochód jaki przyszedł mu do głowy. Drugim pojazdem był czołg „Tiger”, więc z dwojga złego…chociaż Audi to porządne auto jest.
    — Mam ci specjalne zaproszenie wysłać, czy co? – wskazał siedzenie obok. Lepiej nie denerwować teraz Lucka.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  71. [Wybacz, że tak marnie, ale uczelnia i sesja nie pozwalają mi na chwilkę wolnego czasu.]

    Westchnął. Podniosło mu się ciśnienie. Z chęcią chciałby sięgnąć po papierosa, który ukoił by nieco jego rozedrgane emocje i nerwy. Nie chciał, by jego związek z mężczyzną wyszedł na światło dzienne, więc jeśli stałoby się z nim coś złego, to podczas jakiegoś śledztwa wyszłoby wszystko na jaw. Przez chwilę był zdenerwowany, ale tylko przez chwilę. Nie chciał tego po sobie poznać, więc wziął kilka głębokich wdechów.
    Spojrzał na mężczyznę. Poza tym, że był piekielnie przystojny, to nie wyczytał żadnych konkretniejszych informacji poza tym, że na jego twarzy malowało się wiele emocji. Nic to jednak mu nie mówiło. Westchnął.
    – Wybacz, ale nie znam cię. Zapewnienie Lorda i jego prośba niewiele się zda – odpowiedział. Nie chciał iść na bal z kimś obcym. Nie znał faceta, nie wiedział, czy da się go jakoś urobić i pozbyć w chwili, gdy będzie mu to na rękę. Nie szedł na bal z czystej chęci pobawienia się ze swoim ukochanym i bogatym staruszkiem, ale szedł tam w jednym i konkretnym celu – chciał ukraść drogi i niezwykle cenny obraz, który zdobić miał jeden z niedostępnych dla gości pokojów. Umawianie się z bogaczami było tylko przykrywką i ciekawym smaczkiem do tego, co tak naprawdę nadawało sens jego życiu. Liczyła się adrenalina płynąca z okradania tych wszystkich głupców.
    Ponownie spojrzał na nieznajomego. Nie chciał, by ten kręcił się wokół niego, bo byłby tylko kolejną nieplanowaną przeszkodą, w planie który układał tak długo. Wiele poświęcił i nie chciał, żeby wszelkie starania poszły na marne. Miał nadzieję, że ciemnowłosy zainteresuje się kimś innym i zajmie się ową osobą w którymś z bardziej ustronnych miejsc.
    – A chcesz tam iść? – zapytał, siląc się na uprzejmy ton. – Nie przeszkadza mi samotność, mogę pójść sam – powiedział.

    Anthony Miller

    OdpowiedzUsuń
  72. [No i super, bo mam chęć na coś w przeszłości.
    Powiedz tymi tylko jak bardzo odległa przeszłość by wchodziła w grę. Widzisz Lexa np. w bardzo wczesnym średniowieczu czy raczej już w czasach późniejszych?
    Bo gdyby bardzo wczesne średniowiecze to można by było zrobić coś takiego - Lex został porwany przez wikingów, którzy wyprawili się złupić trochę angielskich wiosek portowych. Ponieważ zaintrygowały ich dziwne zdolności Lexa postanowili go oszczędzić i zabrać, bo może się przyda. I wtedy akurat Lex mógł dobić targu z wodzem - wolność w zamian za wypełnienie pewnej niebezpiecznej misji. No i tu kolejne pytanie - jakie widzisz relacje z Hatim? Bo od tego sporo by zależało.]

    Hati

    OdpowiedzUsuń
  73. {O kurcze, nie słyszałam jeszcze o Pożeraczu Jaźni, ale wydaje się niebezpiecznym typem. A co do wątku, to bardzo prawdopodobne, że gdzieś razem już pisałyśmy. Także jakbyś miała jakiś pomysł na wątek, to piszę się na niego. O ile nie pożresz jaźni Bigby'ego, bo to byłoby raczej smutne rozwiązanie sprawy.]

    Bigby Wolf

    OdpowiedzUsuń
  74. [Synek, ty wiesz że ja z tobą to zawsze mogę pisać? :D Ale mówię całkiem poważnie ;) Jeśli chcesz to możemy napisać coś Erwin-Rasputin, albo Erwin-Alexander. Ale jak już pojawi się Rasputin, to wiedz synku iż musimy napisać coś w relacji Ivan-Rasputin, bo to byłby ciężki wstyd, albo nawet i ciężki grzech gdybyśmy nie napisali nimi nic :)
    Coś tak czuję, ze ty to chyba będziesz mnie mieć za chwilę dosyć xD]

    Erwin
    (oraz twój ukochany ojczulek xD)

    OdpowiedzUsuń
  75. [Ach, sesja... znam ten ból :D Dziękuję serdecznie za powitanie i mam nadzieję na wątek ;) Co powiesz, żeby pójść w coś takiego: Verity może i była kiedyś niewinnym dziewczątkiem, ale te krwawe lata jako Królowa Kier odcisnęły swoje piętno... i teraz, w Fabletown mimo działalności charytatywnej, prowadzenia szpitala itd. wciąż ma w sobie trochę mroku. I może spotkali się już wcześniej, a teraz odnowią znajomość? A może poznają się dopiero teraz i Królowej będzie bardzo zależało, żeby coś osiągnąć, a on będzie mógł jej pomóc? Albo to ona będzie do czegoś potrzebna jemu? :D Co Ty na to?]

    Verity

    OdpowiedzUsuń
  76. [Nie ma sprawy, ja rozumiem. Teraz jest straszny czas dla studentów. A sam początek mi się bardzo podoba. Mam nadzieję, że będzie odpowiadać. I XIX wiek jak najbardziej pasuje.]

    Szła spokojnym krokiem, kierując się ku wyłożonej kamieniami wąskiej uliczki. O tej porze raczej nie było szansy spotkać tam żywej duszy. Tak było lepiej - pomyślała Asherah. Wszak im mniej świadków, tym lepiej, prawda? O sprawach takich jak ta, bezpieczniej było rozmawiać w jak najwęższym gronie.
    Skręcając w odpowiedni zaułek, dostrzegła na końcu postać. Ciemny prochowiec sięgał poniżej jego kolan, a kaptur na głowie dodawał odczucia niepokoju, patrząc na piekielnego przybysza. Z daleka był ledwie zauważalny, w odróżnieniu od Asherah, której rude włosy, "wypuszczały" iskierki mieniące się pośród ciemności nocy i gasnące, nim opadały na ziemię.
    – A więc tak wygląda Feniks. Mam dla ciebie zadanie.
    Mężczyzna odezwał się, posyłając jej tajemniczy uśmiech.
    – Inaczej by mnie tu nie było, logiczne. – odparła i przyjrzała się tajemniczemu przedmówcy. – Nie taki diabeł straszny, jak go malują. – zauważyła wesoło. Słyszała sporo o jego postaci i choć czuła się dziwnie w jego obecności, jak na szaloną naturę feniksa, postanowiła żartować, zamiast okazywać strach.
    – Oko Chorusa. Niebezpieczny artefakt, coś o tym Ci wiadomo, nieprawdaż? – Vito zadał pytanie i nie dając możliwości odpowiedzi, kontynuował. – Jestem w jego posiadaniu, wzamian za pięć osób z karmazynowymi duszami. Rozsądny układ, jak mniemam.
    – A jak mam je znaleźć, geniuszu? – Ash spytała, unosząc brwi i skrzyżowała ręce przed sobą.
    – Dostaniesz pomocnika. Macie na to miesiąc. Oko będzie wasze, albo Seta. Decyduj.
    – Zgoda! – rzuciła bez zastanowienia. – Pamiętaj tylko, że ogień trawi wszystko. Nie radzę oszukiwać. – z pełną śmiałością wbiła palec wskazujący w tors mężczyzny. Po czym zabrała rękę i odwróciwszy się na pięcie, odeszła.
    – Jutro w kawiarni. Nie spoźnij się.
    [...]
    Następnego dnia, zgodnie z umową zjawiła w kawiarni. Otworzyła drzwi i przekroczyła próg kawiarni. Na wejściu rozpoznała swojego nocnego rozmówcę. Uniosła dłoń w powitalnym geście i uśmiechnęła się półgębkem, następnie przyspieszyła kroku i znalazła się obok niego i, najprowdopodobniej, swojego współpracownika. Skinęła głową w geście powitalnym.
    – Asherah. – przedstawiła się. – Owszem i już cieszę się na współpracę. Ale przechodząc do naszej sprawy... Mamy znaleźć pięciu posiadaczy karmazynowych dusz, wzamian za to odzyskamy Oko Chorusa. Naprawdę niebezpieczny artefakt, jeżeli trafi w niepowołane ręce. – pokrótce wyjaśniła, zerkając na Vito. Obserwował z dystansu. – Mamy na to miesiąc, inaczej oko trafi w ręce Seta, a tego nie chcemy. Możesz mi wierzyć.

    OdpowiedzUsuń
  77. [A co powiesz na jakiś romans, który niósł by ze sobą szereg nieszczęść? Jakaś klątwa, czy coś. Amarcia jest specjalistką od takich rzeczy. Ogólnie przepraszam za ten wspaniały "tajming", ale musiałam ogarnąć sobie troszkę życie ♥ Ps. Cudowna notka, wybacz, że jeszcze nie skomentowałam, ale bardzo dziękujemy za wspomnienie o nas!]

    jednorożec

    OdpowiedzUsuń
  78. [A witam, tym razem "w imieniu" drugiej postaci i dziękuję bardzo! ;)
    A przy okazji widzę, że w fabularnej zapomniałam się podpisać. Uwaga tak bardzo. :D]

    Asherah Connor & Morgana Le Fay

    OdpowiedzUsuń
  79. // Ano, również witam. ^^ Mam nadzieję, że wątki będą owocne. Jak sesję masz to na razie się nie zgłaszam. Poczekam aż się wygrzebiesz.

    Prince

    OdpowiedzUsuń
  80. — Żal to cecha słabych…oraz ludzi. Ty jesteś czymś lepszym niż banda tych kruchych śmiertelników – powiedział bez chwili zawahania. W sumie to był pod tym względem pewny swoich racji. Jego życie upłynęło w końcu na nienawiści do ludzi, oraz „korzystaniu” z nich….byli marionetkami w jego rękach. Bóg ich stworzył, byli najdoskonalszym dziełem…ale tak podatnym na manipulację, że szkoda było mówić. Owszem…zdarzały się jednostki wybitnie odporne na manipulację. Ale to była rzadkość.
    — Nie mów, mi że przejmujesz się losem tego…człowieczka. On jest już martwy, nie ważne co się dalej z nim stanie. Weź w ogóle wypierdol go w tej chwili ze swojej głowy, to ci dobrze zrobi – dodał. Naprawdę…to musiał być jakiś kiepski żart z tym że Lucek jest ojcem Alexa. Przynajmniej pan i władca piekieł tak zamierzał sobie wmawiać.
    — W sumie…to i tak nie jest mój samochód, a nawet jeśli to się nie przejmuj tym – mruknął. Wyciągnał papierosa i zapalił jednego. Było to w sumie dziwne, bo jedyne co palił to trawkę…ewentualnie katolików w smole. Kiedys palił jeszcze kogoś innego, ale chyba wolał nie wspominać o swoich narodowosocjalistycznych zapędach.
    — Taki mam zamiar – odpowiedział po czym ruszył. O dziwo jechał spokojnie, trochę tylko naginał przepisy ruchu drogowego, ale nie były to jakieś poważne przewinienia. Nawet udało im się dotrzeć w jednym kawałku pod dom Lexa. – Nie możesz kupić sobie czegoś większego? To bym ciebie od razu do salonu przetransportował…bez wychodzenia z samochodu.
    Jednak musiał „poświęcić się” i wyjść z samochodu, oraz normalnie wejść do mieszkania należącego do Lexa. Nawet wbrew pozorom nie zajęło im zbyt wiele czasu przejście z samochodu do mieszkania.
    — Zostać z tobą, czy sam sobie dasz radę? – zapytał i skrzyżował ręce na piersi. Nie chciał jakoś za bardzo przy nim skakać, przecież nie był do tego stworzonym. On w opinii publicznej był tym złym oraz okrutnym. Tym który się zbuntował i zrobił piekło w niebie.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  81. Zaśmiał się. Może on i Alex mieli zupełnie inne zapatrywania na niektóre sprawy, w tym te związane z mieszkaniem. Dla Lucyfera ważne było to by mieć więcej niż inni, by zawsze przewyższać ich możliwie na każdej płaszczyźnie. Oraz też zawsze chciał, ba! Uwielbiał ucierać nosa tym pierzastym aniołkom. Mógłby zaryzykować stwierdzeniem, że kocha denerwować Michała, Gabriela i każdego po kolei z tej pierzastej rodzinki…uwielbiał chwalić się tym co kupił, co ma. Oni zazwyczaj żyli skromnie, tak jak im „ojciec” przykazał.
    — Po co? Żeby pokazać, że masz więcej. Że cię stać na więcej niż innych – wyjaśnił. Spojrzał na ciasto, wyglądało całkiem, całkiem. – Ciągle? No to niech przestanie mieć, bo osobiście wybiorę się do twojej głowy, i wywlokę ją za kudły do piekła, czy gdzie tam będzie chciała – uśmiechnął się delikatnie…było w tym uśmiechu coś przerażającego. Coś co zwykłym śmiertelnikom nie pozwalało spać po nocach. Jednak Alex powinien spokojnie zmrużyć oczy, w końcu byli „ulepieni z tej samej gliny”, prawda? On jak i Lucyfer byli istotami piekielnymi…chociaż mimo wszystko Lucek co do Lexa to nie miał pewności. Niby teoretycznie, był jego synem…ale ulegał emocjom, które w jego mniemaniu nie przystoiły demonom, oraz diabłom. Współczucie, żal, smutek powinny być im obce!
    Ivan, nie miał problemów z zabijaniem, nie miał żadnych wyrzutów sumienia. Ba! Pewnie na paradzie zwycięstwa, w Moskwie nie zawahałby się aby zastrzelić Lucka, który przybył na nią w mundurze oficera Niemieckiego. Jakoś tak wesoło im było, i w sumie po części był to nawet taki zakład pomiędzy dwoma diabłami.
    Nałożył sobie cista i spojrzał na Lexa.
    — Nie patrz się tak na mnie – mruknął. W ogóle to chyba za jakiś czas będę miał do ciebie pewien interes, Lex – powiedział. – Ale najpierw powiedz mi, czy chcesz iść na to całe przyjęcie urodzinowe, tego gówniaka? – zapytał. – W razie czegoś, to coś wymyśle, coś „szalenie ważnego” – wyjaśnił. Rozumiał to, że ktoś mógł po prostu nie mieć ochoty aby gdzieś iść. On sam należał do leniwych istot.

    Lucek

    [No, to przy okazji załatwię propozycję na wątek z Erwinem ;) Mam aż trzy opcje, tak więc jest w czym wybierać xD
    Opcja pierwsza...Lex mógł pożreć duszę jakiegoś byłego ucznia Königa (z którym mogło łączyć ich coś więcej), albo kogoś, kto był blisko z nim. I teraz ta dusza bardzo silnie chce aby Lex porozmawiał z nim, albo spędził z nim wieczór.
    Opcja druga, to taki wątek, gdzie Lex i Erwin będą musieli współpracować, aby wydostać się z jakiegoś miejsca (np. z luku bagażowego, statku, który za powiedzmy godzinę pójdzie na dno). Lex nie będzie miał w sobie swoich dusz, ani nic w tym stylu, a Erwin będzie chciał przeżyć (niby śmierci się nie boi bo raz już coś takiego przeżył, ale za cholerę nie chciałby tego powtarzać). A żeby było ciekawiej możemy zrobić, że to jakiś niski rangą demon, który chce się zemścić na naszych panach umieścił ich na takim statku.
    No i propozycja trzecia, na którą nie wiem czy byś się zapatrywał. Rzecz działaby się w przeszłości, czyli dla Erwina w teraźniejszości. W czasach, kiedy facet w życiu by sie nie spodziewał tego, że kiedykolwiek zginie z ręki Zajcewa, oraz że po kilku latach od swojej śmierci trafi do Nowego Yorku...czyli jakoś na początku II wojny światowej. Powiedzmy, że czas akcji to byłby rok 1940. Rok zdobycia krajów Beneluxu oraz Francji...a także nieudanej inwazji na Anglię... Całość działaby sie podczas zdobywania Francji, Lex mógłby jako żołnierz wojsk Brytyjskich brać udział w obronie Francji. Mógłby nawet zostać wzięty do niewoli przez żołnierzy dywizji, w której służyłby też i Erwin. Mogliby zechcieć przesłuchać Alexandra, bo powiedzmy miał mundur wysokiego rangą oficera, no i Niemcy chcieliby się dowiedzieć kilku interesujących rzeczy odnośnie działań obronnych Francji. Jako że mój pan zna/znał angielski, to mógłby z nim rozmawiać...mógłby nawet polubić tego wroga i przy najbliższej sposobności pomógłby mu uciec. A teraz po czasie spotykają się w Fabletown...co dalej to nie wiem xD
    Podoba się coś?]

    OdpowiedzUsuń
  82. [Podoba mi się :D Na początku może jeszcze kryłaby się za maską idealnej dyrektor, ale w końcu doszłaby do wniosku, że jednak Alexander może jej pomóc w kilku rzeczach :) Gdzie się spotkają? Wpadną na siebie na ulicy? Może w szpitalu? :)]

    Verity

    OdpowiedzUsuń
  83. [Wolę wątek w teraźniejszości. A z tym gubieniem się to taka metafora, czy naprawdę chcesz ich "spotkać" w lesie? :D]

    Bigby

    OdpowiedzUsuń
  84. Usiadłszy przy stoliku, zaczęła bawić się filiżanką z kawą. Cóż, przynajmniej tyle dobrego z trzymania jej w ręku, że nie mogła pozwolić jej wystygnąć. Upiła łyk i oparła w końcu łokcie na blacie, a głowę położyła na splecionych swoich dłoniach. Nie wiedziała zbytnio o co chodzi jej towarzyszom. Targowanie się o lata i wszystko inne... wszak i tak dla Asherah najważniejszy był artefakt, który musiał i to natychmiastowo trafić do zbioru.
    Upiła kolejny łyk i kolejny, słuchając dalej rozmowy. W między czasie przypominała sobie wszystko, co wiedziała o karmazynowych duszach. A było tego, wbrew wcześniejszym oczekiwaniom kobiety, całkiem sporo. Już w dawnych czasach mówiono o nich. Znała wiele legend i wierzeń powiązanych z karmazynowymi duszami. Mówiono nawet, że są to dusze wyjątkowe, pozbawione grzechów. I, żyjące na świecie tylko raz, dlatego tak ciężko było je spotkać.
    Asherah odrzuciła na moment myśli i posłała głupawy uśmiech Vito, który od nich odchodził. Westchnęła i tym razem uśmiechnęła się do swojego rozmówcy, ale już przyjaźnie.
    - Wzajemnie, kolego. I mówmy sobie po imieniu. Możesz mi wierzyć, sporo czasu zajmie nam ich szukanie. - odpowiedziała i dopiła swoją kawę, po czym położyła splecione dłonie na kolanach i zaczęła. - Nie jest łatwe, karmazynowe dusze są unikatowe. Na świecie pojawiają się po raz pierwszy i ostatni zarazem. Nosiciele wspomnianych dusz, zazwyczaj są pozbawieni jakichkolwiek wad w postaci grzechów i niecnych uczynków. Ich myśli są czyste jak łza. I przede wszystkim. - przypomniała sobie to w ostatniej chwili i zmarszczyła na moment brwi, by ożywić się trochę i dodać w pełni rozpromieniona. - Aura wokół nosicieli jest seledynowa. Przyniosłam też coś, co powinno pomóc w ich znalezieniu. Noś to tak, by nikt nie zauważył. W niepowołanych rękach, choć są niegroźne, mogą wyrządzić szkody. - nie, żeby nie miała zaufania do Alexandra. Miała, aczkolwiek zależało jej na maksymalnym bezpieczeństwie. Ukradkiem wyciągnęła z kieszeni letniego płaszcza zawiniątko z pewnymi artefaktami. Wyglądał jak zwyczajny wisiorek, jednakże w rzeczywistości był amuletem pozwalającym na dojrzenie ludzkiej aury.
    Jako strażniczka, miała do wszystkiego dostęp. Zgłosiła rzecz jasna ich pożyczenie, powiedziała w jakim celu, bez wspomnienia o niebezpieczeństwie w razie niepowodzenia.
    - Dzięki temu poznasz od razu taką osobę. Drugie cudeńko to szkatułka. Karmazynowe są znacznie mniejsze od tych zwyczajnych, zmieszczą się wszystkie. Mogę zaoferować pomoc w ich poszukiwaniu. - dopowiedziała na koniec swojej przemowy i czekała na odpowiedź.

    Asherah Connor

    OdpowiedzUsuń
  85. [Nasz ostatni wątek się bardzo nieładnie urwał, bo Terrence zardzewiał, a ja razem z nim, więc chętnie Ci to wynagrodzę Brianem. :D]

    Brian O'Connor

    OdpowiedzUsuń
  86. [Możemy pójść w rekrutację, why not, będzie... ciekawie. :D]

    Brian

    OdpowiedzUsuń
  87. [Spokojnie, nic się nie dzieje. Podoba mi się twoje zaczęcie ;)]

    Zawsze wykonywał TYLKO rozkazy. Kazali mu strzelać, to strzelał. Kazali mu wyjechać do Francji to wyjechał…ba! Nawet go poprosili o to żeby szkolił młodych snajperów w Zossen. Ale poprosili i prawdopodobnie gdyby nie ta prośba, to w życiu by się nie podjął tego. Nie żeby nie lubił swojej pracy…po prostu wydawało mu się, że gdyby odmówił zawiódłby kilka jeśli nie kilkanaście osób, które go nominowały.
    Wyszedł z volkswagena pomalowanego w kolory maskujące. Chwycił swój karabin do prawej ręki i uśmiechnął się pod nosem. Może nie był jedynym snajperem w jednostce, ale z pewnością był najlepszym. Herr König
    — Ilu dzisiaj majorze? – zapytał jakiś młody podoficer. O ile dobrze zauważył to chyba kapral.
    Major wskazał trzy palce i po chwili wskazał na pagony. W jego niemym słowniku oznaczało to, że trzech oficerów. Nie był niemową, ale czasami wolał się po prostu nie odzywać. Denerwowało go to że później ktoś drążył temat.
    Przeszedł do dowódcy pułku. Doświadczonego pułkownika. Zawsze odczuwał do niego respekt, chociaż nie znał go zbyt dobrze, wystarczyło mu jednak, że podczas minionej wojny oficer zasłużył się dla kraju. To cenił ponad wszystko.
    — Dobrze, że majora widzę – odezwał się i skinął głową dwóm oficerom. Najwidoczniej chciał porozmawiać na osobności z Königiem. – Erwin, mówiłeś że znasz angielski. Jak dobrze?
    — Bardzo dobrze. Kiedyś byłem w Anglii... – pułkownik machnął ręką jakby chciał natychmiast przerwać. – Dogadam się z Anglikiem, Amerykaninem, Australijczykiem, Kanadyjczykiem…z każdym kto mówi po angielsku.
    — To dobrze…mamy jednego oficera brytyjskiego. Porozmawiaj z nim. Jeśli nie wyciągniesz od niego nic, no to najwyżej moi ludzie się nim zajmą. Ale wiesz co mam na myśli… - Erwin natychmiast pokiwał głową. Nie musiał kończyć. Doskonale wiedział do czego zdolne jest takie Gestapo, albo jednostki polowe. Przeszedł więc bez słowa w kierunku gdzie przetrzymywano oficera. Po drodze zauważył jednego ze snajperów, swojego podopiecznego. Przywołał go do siebie, wręczył mu swój karabin, oraz broń osobistą. Nie wiedział co więźniowi wpadnie do głowy, wolał nie mieć przy sobie broni palnej.
    — Przyjdź do mnie kiedy się ściemni…musimy „porozmawiać” – powiedział szeptem. Miał cholerną słabość do tego plutonowego. – Jakob…przyjdź – dodał jeszcze ciszej, po czym odszedł.
    Wszedł do piwnicy gdzie przebywał oficer brytyjski. Zamknął za sobą drzwi.
    — Dobry wieczór. Major König – przedstawił się. – Mam nadzieję, że porozmawiamy sobie dzisiaj…panie… niestety ale nie dosłyszałem ani nazwiska, ani stopnia wojskowego – Erwin nie uśmiechał się. Ktoś mógłby pomyśleć, że praktycznie nigdy tego nie robił…no może z wyjątkiem półuśmieszków, kiedy mówił o swoich sukcesach…albo kiedy na horyzoncie pojawiał się Jakob. – Może przy okazji powie mi pan, co tutaj robi i dlaczego?

    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  88. Pokiwał głową i cicho westchnął. Mógł się tego spodziewać, jemu też ciężko było przemówić do rozsądku, o czym większość wiedziała. Chyba tylko kilka osób…czy może raczej demonów miała siłę aby odwieść Lucjana od pomysłu…albo chociażby sprawić, że przemyśli coś raz jeszcze.
    — Nie dziwię się – mruknął. – Ja też bym nie chciał. Zdecydowanie wolałbym wybrać się na jakieś egzorcyzmy…albo coś… Wiesz, że demon po latach może się uodpornić na wodę święconą, oraz krucyfiksy? Ale to dużo czasu zajmuje – mruknął Lucek. Była to bardziej ciekawostka, niż cokolwiek konkretnego.
    Zaśmiał się szczerze. Nie czekając na nic innego usiadł na stole i spojrzał na Lexa. Dosłownie na nieco ponad ułamek sekundy oczy Lucyfera zrobiły się całkowicie czarne, jak to demon miał w zwyczaju robić od czasu do czasu. Głownie po to aby przerazić, albo zaszokować ludzi. Ewentualnie aby pokazać innym baśniowcom, kto tutaj rządzi…albo kot tutaj jest prawdziwym „bogiem”.
    — Powiedzmy, że jest dusza pewnego nędznego człowieczka, którą chciałbym…może nie tyle co posiąść…ile… - zastanowił sie na chwilę. – To długa historia, jesteś pewny, że chcesz tego wszystkiego słuchać? – upewnił się najpierw. W końcu wypadałoby oszczędzić kilkanaście ewentualnych minut na całą opowieść. Niby mieli czas, ale jednak różnie to z tym wszystkim bywało.
    — Poza tym…najpierw zanim ci zlecę to zadanie to będę musiał mieć pewność, że się ogarniesz…no i zanim całkowicie się pozbędziesz duszy to wyciągniesz kilka jak nie kilkanaście informacji. Teoretycznie mógłbym poprosić kogoś innego o to wszystko…ale zależy mi na szybkim…no i w miarę bezkrwawym rozwiązaniu sprawy. Więc Ivana nie mogę prosić…sam chyba rozumiesz. Kojarzysz Ivana? Tego co to hajtnął się z Białą Damą? – zapytał upewniając się. Chociaż to trochę głupie byłoby gdyby nie kojarzył wujka Ivana, który w całym piekle był dosyć znany, podobnie zresztą w Fabletown. Ludzie znali go bardziej jako „hrabiego Manteufel” , albo jakiegoś oficera wojsk carskich, który pojawia się na fotografiach, albo bolszewika…oficera NKWD…różnie to bywało.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  89. [Podobają mi się oba wyjścia, więc mogę się dostosować, ale jak miałabym wybierać, to chyba wybrałabym teraźniejszość z retrospekcjami. Verity teraz reaguje o wiele bardziej emocjonalnie niż wcześniej - jako królowa. I dlatego teraz może podejmować mniej racjonalne ale za to ciekawsze w skutkach decyzje i działania. Jako królowa była opanowana i znacznie bardziej bezwzględna i pewnie o wiele więcej osób mogło w takiej sytuacji ucierpieć. Mniej lub bardziej słusznie. Co o tym sądzisz? :)]

    Verity

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Oczywiście dziękuję też za miłe słowa odnośnie opowiadania i jak najbardziej zachęcamy do Kapelusznika ;) Jak to pisałam, to miałam wyobrażenie tego, jak Jefferson powinien pachnieć, ale nieco trudniej było ponazywać główne składniki :D Mam nadzieję, że jednak udało mi się oddać to, co miałam na myśli.]

      Usuń
  90. Spojrzał na Lexa i uśmiechnął się słabo. Cóż… Rozumiał, to że nie tył ani nic, on sam miał dosyć szybki metabolizm. Ale nie przeszkadzało mu to dbać o siebie, aby jakoś wyglądać. W końcu coś musiało się kobietom podobać. A co innego mogło się podobać jeśli nie przystojny Lucyfer o pięknym ciele?
    — Taki bajer – powiedział z niejakim zaciekawieniem. – A naprawdę nie da się zrobić nic co mogłoby ci usunąć całkowicie dusze? A właściwie to ich części. Taki bo ja wiem…twardy reset jakiś?
    Odebrał szklankę whisky. Na razie jednak nic nie pił, ba! Nawet nie spojrzał na zawartość. Nie powąchał whisky.
    — Tyle to i ja wiem…tylko chciałem uprzedzić, żebyś się nie zagalopował – powiedział ze spokojem. Wyciągnął telefon i odnalazł odpowiednie zdjęcie dzieciaka. Może miał maksymalnie dziewiętnaście lat. – To on. Nazywa się Toby Adams. Powiedzmy, że… - wypił na raz całą zawartość szklanki, którą po chwili odstawił na stolik. – Powiedzmy, że nieco oszukał naszą rodzinę…mnie i Ivana. Zabrał pewną metalową kasetkę o mniej więcej takich wymiarach – pokazał palcami pół metra długości, trzydzieści szerokości oraz wysokości. – Tylko on wie, gdzie to wszystko jest…obiecałem Ivanowi, że dowiem się gdzie ona jest…on pewnie też by wyciągnął takie informacje. Tylko że no cóż…o ile chłopak by przeżył, to byłby niezdolny do ewentualnego odebrania kasetki, no i spotkania.
    Spojrzał na Lexa i przygryzł wargę.
    — To jest ważne, chłopak musi przez jakiś czas albo pozostać przy życiu, albo zanim go zabijesz, to musisz załatwić trochę jego włosów, albo czegokolwiek…aby zrobić glamour – wyjaśnił. – Ma spotkanie z kimś…ważne spotkanie, możesz mi wierzyć. Jeśli nie dojdzie do niego to wszyscy możemy mieć kłopoty. Ja, Ivan, ty…każdy. Tak więc musisz być ostrożny i przebiegły. Przebiegły niczym wonsz, twój tatuś, oraz twój kuzyn. Bezwzględny niczym kuzyn…od tego zależy nasze być albo nie być.
    Spojrzał na wyświetlacz telefonu, popatrzył w kilka zdjęć, aż w końcu znalazł to co go interesuje.
    — W razie gdyby coś…to jest Ivan – pokazał jedno ze zdjęć kuzyna, który był ubrany w czarny garnitur i ręką obejmuje swoją żonę. Chyba jedno z niewielu zdjęć bez papierosa – Ivan z żoną, aby uściślić.
    Zaznaczył oba zdjęcia i wysłał je Lexowi w formie MMS.
    — Nie zostaję na noc…zabieram się do siebie, trochę pomieszkać – uśmiechnął się lekko wstając. – Aha… i gdybyś czegoś chciał się jeszcze dowiedzieć, to pisz do mnie. Najlepiej aby Ivan nie wiedział jeszcze, że ty nam pomagasz.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  91. Wzruszył ramionami i uśmiechnął się słabo. Chyba nikt nie mógł jednoznacznie orzec, czy był to uśmiech wyrażający bezradność, czy może lekkie rozbawienie słowami Anglika.
    — Bardzo ubolewam nad tą stratą – powiedział, jednak bez przekonania w głosie. – Zawsze może pan major napisać skargę…może do Króla Angielskiego? Albo do Führera? – zapytał ironicznie. Usiadł okrakiem na krześle, które postawił tak aby mógł położyć na oparciu ręce i na nich podeprzeć swoją głowę. – Swoją drogą ciekawe nazwisko.
    Nie kłamał. Nazwisko go zaciekawiło, szukał nawet w głowie, czy nie znał przypadkiem kogoś o podobnym nazwisku. Albo czy wcześniej nie słyszał takowego. W głowie była jednak jedna wielka pustka.
    Uniósł brwi. Zdziwił się, z tego co wiedział to Hans zaginął…prawdopodobnie nie żył. Ale skąd on mógł to wiedzieć, że mówił na niego Baldur? Hans nikomu by o tym nie powiedział! Nie mógł, bo z pewnością zakończyłoby się to dla nich obu tragicznie!
    Zaraz jednak się uspokoił. Wmawiał sobie, że Hans nie żyje, a ten człowiek kłamie. Może po prostu Hans był w chwili śmierci tak zestresowany, że wydawało mu się, że przed sobą widzi właśnie jego i majaczył? To przecież było możliwe, prawda?
    — Nie wiem o czym pan major mówi – powiedział wyciągając papierosa. Zapalił jednego. NA razie nie zwracał uwagi na więźnia i na to, że może i on by też zapalił.
    — A w czyim interesie? Jaki Ameryka mogłaby mieć interes wysyłając pana tutaj? Nie chcemy wojny z Ameryką, nie mamy z nią wojny – powiedział oczywistą rzecz. – Poza tym… - zaciągnął się lekko, po czym wypuścił szary obłok dymu z ust - …nic nie mówienie, oraz kłamanie nie będzie dla pana najlepszą możliwością. Jeśli ja niczego się nie dowiem, to przyjdzie kilku miłych osiłków…którzy nie należą do najcierpliwszych i najdelikatniejszych – wyznał. – To jak majorze Heller? Porozmawiamy jak równi sobie? Powiem szczerze, że nie chciałbym widzieć pana poobijanej twarzy…byłoby szkoda takiej ładnej buźki…pewnie żona albo i narzeczona czeka na pana w Anglii, prawda? Jeśli pan będzie współpracować, to zobaczy pana po wojnie w jednym kawałku i do tego w nienaruszonym stanie.

    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  92. [A chciałbyś Ty zacząć? :D Mogę też zacząć ja, tylko powiedz mi, gdzie chciałbyś, żeby się na siebie natknęli, jeżeli masz już na to jakiś pomysł :) A jak nie, to coś wybiorę, mam już kilka opcji do wyboru ;)]

    Verity

    OdpowiedzUsuń
  93. [Teraz ja zalepiłam, wybacz. Ale już jestem, już myślę.
    Lubię wplatać Dorotkę w różne niebezpieczne sytuacje, więc myślę, że uda nam się coś ulepić z Twojego pomysłu. Ale potrzebuję konkretów. Jakie to mogłoby być zadanie?]

    Dorothy

    OdpowiedzUsuń
  94. — Nie sposób się nie zgodzić – powiedział ze spokojem, godnym pokerzysty. – Niestety…wyszły...takie uroki wojny – powiedział sarkastycznie. Nie bał się go. Miał go za człowieka niespełna rozumu, bo jak inaczej mógł to wszystko wyjaśnić?
    — Okłamywać? Ja nikogo nie okłamuję – oznajmił zaciągając się papierosem. Dmuchnął mu dymem prosto w twarz. W stosunku do przesłuchiwanych nigdy tak nie robił…bo też i nie miał z nimi styczności. Za to z Hansem często tak robił…kiedy już byli „po wszystkim”. – Hmm…ciekawe co pan mówi, tylko jest pewien szczegół. Pułkownik Klosse nie żyje, biedaczek zmarł przed dwoma dniami – mówił to takim tonem jakby nie było mu żal losu pułkownika. – A skąd ten pomysł…że pan jeszcze z kimś porozmawia? – zapytał. – Może…zdarzyć się nieszczęśliwy wypadek – wstał i stanął za jego plecami. Położył ręce na jego barkach i nachylił się do jego ucha. – I no cóż…może pan wykrwawić się…albo rzuci się pan na mnie i wartownik stojący za drzwiami będzie zmuszony majora zastrzelić?
    Z tej dwójki, to jednak König miał większą władzę. On tutaj rozdawał karty.
    — Poza tym…wystarczy, że powiem, że major jest wariatem, to od razu rozstrzelają – wzruszył ramionami. Zaciągnął się po raz ostatni papierosem, po czym rzucił niedopałek na siemię i przydeptał butem.
    — Chociaż…mikrofilmy brzmią, co najmniej ciekawie. Ale jaką mam mieć pewność, że są to prawdziwe mikrofilmy? Może ci pomogę, a ty mnie oszukać? A jaką mam mieć gwarancję? – zapytał. – No i jak mam wyjaśnić przełożonym, że ciało nagle zniknęło z celi? Cyjanek nie wyjaśnia wszystkiego. Jeszcze nie widziałem nieboszczyka, który chodzi – powiedział ironicznie. Może był gotów mu pomóc, ale w przypadku pomocy to on był najbardziej zagrożony. Nie zamierzał umrzeć podczas pomocy jakiemuś wariatowi. Chciał przeżyć tą wojnę i wrócić do domu, z najwyższymi odznaczeniami. Chciał zapisać się na kartach historii jako najlepszy z najlepszych.

    Erwin

    OdpowiedzUsuń

  95. Wzruszył ramionami. Lucyfer dość szybko potrafił stracić zainteresowanie daną rzeczą/osobą/umiejętnością. Szybko zainteresowanie się pojawiało oraz szybko znikało. Taki to już urok diabła.
    — No lepiej bym tego nie ujął – wywrócił oczami. – A to chyba, że tak…tylko wiesz…nie przesadzaj z tą spontanicznością, bo nie mam zamiaru później biegać po całym mieście i ciebie szukać. Wbrew pozorom mam też swoje życie oraz lepsze sprawy do załatwiania – westchnął. Była to prawda, robił w swoim życiu coś więcej niż tylko zamęt. Naprawdę wbrew pozorom, oraz kreacji jaką przyjął, był dosyć rozgarniętym diabłem.
    — To się cieszę…naszego przypadku nie nazwałbym… „beznadziejnym”, tylko raczej „potrzebującym nagłej pomocy lekarskiej” – powiedział żartem, chociaż był to dowcip bądź co bądź marny.
    — Zapłatę? Twojego ojca chcesz okradać?! Własnego ojca gówniarzu?! – spojrzał na niego groźnie, zaraz jednak złagodniał i zmierzwił włosy Alexandra – No moja krew. No moja krew – powiedział nim wyszedł.
    Przebył kilkanaście kroków i wyciągnął telefon.
    — Ivan…szykuj kasę – powiedział. – Tak. Zgodził się.
    — Lucjan? Dlaczego za twoje idiotyczne błędy oraz pomysły muszę płacić ja? – zapytał wściekły.
    — Bo ciebie stać, a mnie nie. Proste? – zapytał po czym się rozłączył. Wsiadł do samochodu i tyle go było widać. Lucek pojawia się i znika równie szybko, prawda?

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  96. Zaśmiał się w sposób…co najmniej sceniczny, ironiczny oraz sarkastyczny. Owszem, że miał inne lepsze sprawy do załatwiania. Wbrew pozorom nie tylko pił, ćpał oraz ruchał wszystko co się rusza (bądź nie rusza). Taki to już był Lucyfer. Robił wszystko a zarazem nic.
    **
    Dotarł do domu, właściwie to zdziwił się widząc wściekłego Belzebuba. Nawet szybko w pamięci starał się odszukać to co ostatnio odpierdzielił i mogło zdenerwować jego „brata”.
    — Buba, weź się nie denerwuj, ja nic nie wiem. Ja nic nie mam. To wyjątkowo nie byłem ja! – powiedział z miejsca.
    — Siadaj Lucjan! Powiedz mi lepiej co ty odwalasz? No? W kulki lecisz czy jak? Najpierw ginie tobie i Ivanowi kasetka, później prosisz swojego dzieciaka o to żeby odzyskał kasetkę. Co ty robisz? Słuchaj, skoro ja wiem o tym od kilku godzin, to znaczy że niebo wie od kilkunastu godzin. Kiedy zgubiłeś? Czy też raczej dałeś sobie podpierniczyć tą kasetkę?
    — Kilka dni temu – odpowiedział. – Ale spokojnie, Buba, spokojnie ja mam wszystko pod kontrolą.Ja się wszystkim zajmuję – uspokajał, ale dosyć…marnie. – Możesz wrócić do piekła i powiedzieć, ze to fałszywy alarm był, czy coś. Bogdana zostaw mi, lubi mnie, to wiesz ugadam się z nim – uśmiechnął się lekko. Akurat chyba było w tym trochę prawdy, bo jednak to Bogu musiał lubić Lucyfera skoro z nim gadał.
    — No ja myślę. Zjawię się za jakiś czas Lucyferze – powiedział po czym zniknął.
    — Możesz zadzwonić. Żyjemy w XXI wieku – westchnął, po czym wstał z fotela i rozejrzał się po pomieszczeniu, czy aby na pewno nic Belzebub nie ukradł.

    [W wątku Cillian-Ivan wolałbym żebyś ty zaczął (chyba nawet proponowałem żebyś skrobnął coś od czasów carskich, kiedy to Rasputin chce odsunąć Ivana od cara i rodziny), a jeśli chodzi o watek Cillian-Erwin, to mogę ja zacząć. Tak po połowie, jak stare dobre małżeństwo xD]

    Lucek, który pozdrawia synka

    OdpowiedzUsuń
  97. — Tyfus? – zapytał się i spojrzał na niego. – Nie wyglądasz jak zarażony – powiedział, chociaż przypuszczał, że jego słowa wywołają panikę i zacznie się natychmiastowe sprawdzanie i najprawdopodobniej kwarantanna gdzieś w Rzeszy, albo daleko za linią frontu. Na to nie chciał sobie pozwolić… Chociaż przypuszczał, że jeszcze zdąży poprawić swoje statystyki.
    Coraz bardziej nie podobały mu się jego słowa. Skąd on to wiedział? Poza tym to nie tylko jego marzenie, wielu ludzi chciało być zapamiętanymi, wielu chciało zapisać się na kartach historii.
    — Nic od ciebie nie chcę – powiedział niemalże natychmiast, zanim jeszcze się rozmyśli. Wolał twardo się upierać przy tym że nic nie chce. Sam dojdzie do tego wszystkiego. Przecież sam dotarł do tego co teraz miał, swoją ciężką pracą oraz uporem. Wiedział, że to co łatwo przychodzi równie szybko odchodzi.
    Wstał z miejsca i podszedł do drzwi w które uderzył kilkukrotnie pięścią. Poprosił strażnika o pistolet, po czym uśmiechnął się i powiedział, że może to zmusi więźnia do mówienia.
    — Robimy tak…strażnika na zewnątrz się nie pozbędę…ale jesteście podobnej postury, więc…może weźmiesz jego mundur? Wtedy łatwiej się człowiek wykręci tym wszystkim. Poza tym, nie mam zamiaru sam nieść cudzego truchła – mruknął niezadowolony. Wizja samotnego niesienia ciała denerwowała go. Poza tym on był majorem! Wyższym oficerem, więc pewnie i tak oddelegowano by kogoś niższego stopniem, a wolałby aby sprawa się nie rypła, tak nagle. – Wolę żeby sprawa się nie wydała tak szybko… - przeładował broń, był gotów do ewentualnego strzału w stronę więźnia. – To jaki plan, panie Heller? Ja strzelam, ty udajesz, że jesteś martwy, strażnik wchodzi do celi, ja go ogłuszam…i…przebierasz się w jego łachy, później pomagasz mi palić „swoje” ciało – powiedział. Oczekiwał potwierdzenia od tego dziwnego oficera.

    Erwin
    [Spokojnie, mi się nie spieszy ;) Powodzenia w nauce :D]

    OdpowiedzUsuń
  98. Z niechęcią go rozkuł. Nie wiedział co chce zrobić, może chciał go jednak zabić? König mimo wszystko nie chciał teraz ginąć, nie chciał przejść do historii jako ten, który dał się podejść więźniowi.
    Wolał zginąć na polu bitwy, gdzie czuł się bardzo dobrze. W ogóle na wojnie nie czuł się źle. Spełniał swój obowiązek jako żołnierza. Poza tym może jeszcze jakoś się wykaże? Przecież ta wojna nie skończy się tak szybko! Nie może! Musi jeszcze troche potrwać! Przynajmniej tyle aby udało mu się zestrzelić jeszcze kilkunastu żołnierzy wroga!
    Nie skomentował tego donosu, który nigdy już nie ujrzy światła dziennego. Ale to dobrze, nie mógł sobie pozwolić na to żeby zamknięto go w obozie koncentracyjnym. Nie chciał tego, wolałby zostać zastrzelonym na miejscu.
    Przyglądał się Hellerowi. Był...dziwny. Tak, dziwny to najlepsze słowo na jakie wpadł.
    - Czym ty jesteś? Lucyferem, czy jakim innym Szatanem? - zapytał. Nie był przesadnie wierzącym, ale w tej chwili nie znalazł innego wyjaśnienia dla tego kogoś? Czegoś?
    - Poza tym...nie to niemożliwe - mruknął bardziej do siebie jak do niego. - Przecież nie ma diabłów, aniołów, czy innych zjaw. Są tylko ludie oraz ich wyobraźnia, która robi sobie żarty - powiedział jakby to miało go przekonać. Chociaż chyba sam major nie był pewny swoich słów.

    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  99. Rozmowa z Belzebubem na tyle wstrząsnęła Luckiem, że ten przez cała noc intensywnie rozmyślał na temat tego wszystkiego. Wcześnie rano około godzin południowych zadzwonił do Hellera. Miał nadzieję, że chociaż on nie będzie mu robić żadnych wyrzutów odnośnie picia, bo ostatnio chyba każdy mówił mu oraz wypominał to jego picie. Jakby ich to dotyczyło!
    Jestem dorosły…jestem demonem…jestem kurwa panem piekła i wszystkiego innego co złe i okropne! Mogę robić co chcę! - pomyślał podczas wysłuchiwania sygnału oczekując na odebrania przez swojego syna telefonu.
    — Lex…synek możesz zaczynać – mruknął. – Zaczynaj, a po wszystkim przyjdź do mnie razem z jakąś wodą…albo wódą… - westchnął. – Tylko nie wydurniaj się i nie oszczędzaj na kasie. Oddam ci – dodał po czym się rozłączył.
    Wyciszył telefon, który następnie rzucił na koniec łóżka, po czym sam się położył. Nałożył jedną poduszkę na głowę po czym starał się zasnąć. Ale robotnicy mu nie dawali. Wstał więc i zamknął okno, bo to jednak wiele dawało. Raz, że było odrobinę zimniej, dwa że nie słyszał tak denerwujących robotników, którzy chyba mordowali jakieś maszyny. Bo tego hałasu inaczej nie mógł nazwać.
    Zdjął poplamioną koszulkę i został w samych bokserkach. Dopiero po tym położył się na łóżku i narzucił na swoją głowę poduszkę. Teraz w spokoju mógł trzeźwieć.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  100. [Nie ma sprawy, sama byłam ostatnio wyjęta z życia. :D Zaraz się zabiorę za rozpoczęcie, a tymczasem myślę, że jak najbardziej skuszę się jeszcze na wątek z Cillianem. :) Wolałbyś wątek w relacji bardziej zawodowej, czy prywatno-zawodowej? Wydaje mi się, że ta druga opcja dałaby nam nieco większe pole do popisu niż pierwsza. Chyba, że miałbyś jakiś pomysł na tą pierwszą. :)]

    Verity

    OdpowiedzUsuń
  101. [Cześć :D Postawiłeś mnie przed trudnym wyborem, bo Roman dogadałby się z każdym z Twoich panów, a oba wizerunki wręcz ubóstwiam, więc ten aspekt również nie ułatwiał mi wyboru. Dobra, skoro już przywiało mnie pod kartę Alexa, to niech będzie Alex, ale póki co nie mam pomysłu na wątek. ;c]

    Damien

    OdpowiedzUsuń
  102. [Dobry pomysł :) Od czego zaczniemy? Jakiś wypad na miasto dla pracowników? Pogadanka z personelem? :D]

    Verity szła przed siebie, nie rozglądając się na boki. Chciała jak najszybciej dotrzeć do celu, a chłodny wiatr tylko ją do tego bardziej motywował. Odkąd przekroczyła granice Fabletown wiedziała, że do tego spotkania prędzej czy później dojdzie. Gdzieś w głębi siebie była już pogodzona ze swoją historią i decyzjami, które podjęła. A których nie mogła się przecież wyrzec. Bez względu na to, jak bardzo jej czyny były krwawe, były jej wyborem. To, że wcześniej, przed utratą serca tak by nie postąpiła, nie miało większego znaczenia. Z chwilą, w której Czas wyrwał jej serce co prawda straciła zdolność odczuwania emocji, jednak wciąż pozostała w niej jakaś cząstka dawnej siebie. Ta, która była w stanie istnieć bez uczuć. Ta, która była zdolna do rozlania krwi nie tylko winnych ale i niewinnych ludzi. Wszystko, co zrobiła jako władczyni w Krainie Czarów, było jej winą. A teraz zamierzała ponownie zanurzyć się w mroku.
    Otuliła się szczelniej cienkim płaszczem i przyspieszyła kroku, został jej jeszcze kawałek. Pogoda nie dopisała i nic nie zapowiadało jej poprawy. Verity z trudem przyszło przyzwyczaić się do tak nagłych zmian pogody – wciąż z utęsknieniem wspominała o wiele stabilniejszy klimat Krainy Czarów.
    Gdy dotarła do budynku, zaświtała w niej iskra niepewności. Czy na pewno dobrze robi? Owszem, znalazła się w trudnej sytuacji, jednak czy miała prawo znów wciągać innych w swoje prywatne porachunki? Szybko odgoniła wątpliwości. Przecież nikogo nie zamierzała do niczego zmuszać. Jak naprawdę nie będzie chciał, to odmówi.
    Gdy nabrała pewności, że na jej twarzy widnieje uroczy uśmiech, zapukała do drzwi. A gdy te się otworzyły, uniosła delikatnie brew.
    - Dawno się nie widzieliśmy… Lex. Czyż nie?
    Przygryzła na krótką chwilę wargę, jakby jeszcze się wahała. Ale to były pozory, wszelkich wątpliwości się pozbyła tuż przed tym jak zapukała do drzwi.
    - Mam nadzieję, że wybaczysz mi tą niezapowiedzianą wizytę, jednak miałabym do ciebie pewną… prośbę – ostatnie słowo wręcz wymruczała, uśmiechając się szerzej. - Obawiam się, że nie dam sobie sama rady z pewnym problemem.
    Verity przeszła obok mężczyzny, rozglądając się z zaciekawieniem.
    - Jest to dosyć delikatna sprawa – kontynuowała w zamyśleniu – więc chciałabym wiedzieć, czy w ogóle byłbyś zainteresowany. Wiesz, kilka małych zadań. Może coś więcej w przyszłości. Ale przede wszystkim jedna, bardzo ważna dla mnie rzecz.
    Spojrzała na niego z wyczekiwaniem, uśmiechając się po raz kolejny.

    Verity

    OdpowiedzUsuń
  103. Godzina. Akurat tyle aby móc sobie pospać. Nic nie powinno przez ten czas mu przeszkodzić. Żadne papugeły, koteły, pieseły czy inne paweły. No chyba że robotnicy za oknem zdecydują się mordować więcej maszyn. To wtedy z trzeźwienia w spokoju nici.
    Nie przypuszczał żeby minęła godzina, a może minęła? Z początku ignorował pukanie bo myślał, że ktoś popuka w drzwi zaspokoi się i pójdzie. Ale kiedy jednak ktoś zaczął uderzać pięścią w drzwi, na takie bestialstwo w stosunku do jego drzwi nie pozwoli! Zważywszy na to że to później Lucek musiałby wymieniać zniszczone wrota do jego pieczary kawalera.
    — Kurwa….nie wal tak. Nie krzycz tak. I jeśli możesz to nie tuptaj tak – wybełkotał Lucek. – I trochę szacunku do ojca gówniarzu – dodał odsuwając się w przejściu. O dziwo w mieszkaniu (nie licząc kilku walających się butelek wódki) panował porządek. Przynajmniej w pozostałej części domostwa, która nie była sypialnią, bo tam to jeszcze walały się ubrania.
    — Zero komentarzy. No chyba że chcesz pochwalić mój zgrabny tyłek, to spoko. Możesz komentować – mówiąc słowo „tyłek” lekko klepnął się we wspomnianą część ciała, którą zasłaniały bokserki. TYLKO bokserki. Właściwie to w tej chwili Lucjan miał na sobie TYLKO I WYŁĄCZNIE bokserki.
    — Czy to oznacza to co myślę? – zapytał patrząc na butelkę z wódką. – Czy to oznacza że jakiś palant sprzedał ci jakąś marną wódkę? W sumie – zabrał flaszkę, którą odkręcił i pociągnął spory łyk – dobre i to. Ty nie wiesz nawet jak mnie suszy – dodał stawiając ja na blacie w kuchni. – Ale do Rzeszy… - zaśmiał się cicho z tej gry słów. – Czyli ktoś mu grzebał we łbie. Mógł to być…kto? Psycholog, inny pożeracz jaźni? Ale nie…gdyby to był pożeracz jaźni, to już by nie żył. Teoretycznie mógł to być też demon, z tym że demony zazwyczaj podczas opętania widzą strach, obawy, pragnienia danej osoby. Więcej ich nie interesuje – mruknął siadając na stołku. Przetarł twarz dłonią po cym zamyślił się na chwilę. – Możesz dotrzeć do wspomnienia najbardziej wyraźnego? Najlepiej do takiego, które pokazuję jakąś rozmowę, albo gościa, który w jakiś sposób się wyróżnia od …normalnego – westchnął. – Bo jeśli się okaże że to on, to jak wódkę kocham zajebię skurwysyna. Zajebię go tak, że nikt w piekle go nie pozna. Sam Bogdan będzie miał problemy z rozpoznaniem – mruknął cicho w chyba tylko sobie znanym języku.

    Lucek

    [Skoro: pies to pieseł, kot to koteł, w takim razie paw to paweł *wykminione przez Lucyfera, który chciał tego użyć w jakimś odpisie xD*]

    OdpowiedzUsuń
  104. — Kurwa… - jęknął cicho. Nie dowierzał, nie wierzył. Czyli co? Jego życie w tej chwili powinno się zmienić o sto osiemdziesiąt stopni, bo wie że diabły istnieją. A skoro są i diabły, to znaczy się że też Bóg istnieje. Bo nie ma zła bez dobra, ani dobra bez zła, to wszystko się uzupełnia.
    — A skąd pewność że trafię… - zamilkł w momencie. Przecież istnieje przykazanie mówiące o nie zabijaniu. A on? Mordował i do tego liczył swoje cele…jak każdy snajper. – A może trafię do czyśćca? – zapytał. – A w tym piekle to chociaż… a nie ważne – mruknął po czym machnął ręką.
    Odebrał mikrofilmy które niemalże natychmiast schował do kieszeni na piersi. Musiał to wszystko jakoś zrobić tak, żeby wyszło na jego. Musiał rozegrać to tak żeby wyjść z tego wszystkiego cało. Chciał jeszcze pożyć, może nawet i przeżyć tą wojnę. Chociaż jeśli miał być szczery to śmierci…przestał się bać. Już się śmierci nie bał, bo skoro ktoś kto na co dzień z nią obcuje (oczywiście w pewnym sensie) to przyzwyczaja się do ryzyka.
    — Nie wiem – odpowiedział zgodnie z prawdą. – Mówili mi tylko o tobie…ja nie jestem oficerem sztabowym. Zwykły frontowy żołnierz, który zna angielski – wyjaśnił. – Ja wykonuję tylko rozkazy – dodał szybko. Nie rozumiał dlaczego się przed nim tłumaczył, może przez nadzieję, że nie zabije go, albo odwlecze tą chwilę. Jeśli miał być szczery to nie chciał ginąć z ręki Hellera, nie tak wyobrażał sobie swoją śmierć.
    — Radziłbym zbierać się z tymi zwłokami. Prawda jest taka, że im dłużej tutaj stoimy tym większe ryzyko. Może ty masz to głęboko gdzieś bo nie umrzesz, ale ja chciałbym jeszcze pożyć – powiedział. – Poza tym, nie po to ci pomagam, żeby samemu znaleźć się na twoim miejscu – włożył rękę do kieszeni. Sam nie wiedział dlaczego tak właściwie mu pomaga.

    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  105. — Kurwa Lex – powiedział ze spokojem po czym dotknął się za skronie. – Jesteś moim synem od…kilku godzin. Dowiedziałem się kilka godzin temu. Rozumiesz, że szef nie chciał mi tacieżyńskiego dać? – zapytał z wyrzutem. – Tak to musiałem wpłynąć na niego w inny sposób, wiesz? – westchnął ze zrezygnowaniem. Spojrzał na Lexa, po czym ostentacyjnie otworzył flaszkę i wypił resztę na raz. A zassał się tak, że ścianki szklanej butelki się zbiegły.
    — Jeśli miałbym mieć jeszcze jednego gówniarza twojego pokroju to jestem za aborcją! – powiedział rzucając butelkę przez okno. Trafił w jednego z pracowników budowy. W sumie to nawet uśmiechnął się pod nosem widząc jak butelka nokautuje „robola”.
    — „Psycholog” czy „psychiatra” jeden pies! Ten jebnięty i ten jebnięty! – machnął ręką na to wszystko. – O kurwa… - jęknął zaraz po tym. – Sam się znokautowałem ultra dźwiękami – zażartował.
    Westchnął ciężko po czym zasiadł na fotelu. Wyciągnął rękę w kierunku czaszki, która zdobiła czarną półkę ze starymi książkami w nowych ładnych okładkach. Po chwili czaszka była już w ręce Lucyfera. Tez obrócił ja tak, że oczodoły patrzyły wprost na niego.
    — Trzeźwieć, czy nie trzeźwieć. Oto jest pytanie – powiedział. – Nie… Co ty myślisz, ze ja w życiu laski nie widziałem? Widziałem! Ten emeryt co to dwa piętra niżej mieszka ma taką fajną laskę z dębu – powiedział poważnym głosem. – A tak swoją drogą…to powiedz no ty mnie Lex… - spojrzał na swojego syna - …co z nami będzie kiedy spotkamy się na zakręcie? Czy fotoradar jebnie nam zdjęcie? – położył czaszkę na stoliku do kawy. – Tylko Edward mnie rozumie – wskazał na czaszkę. – Prawda Edek? A swoją drogą…to jak myślisz… Pożerałeś kiedyś kogoś kogo opętałem? – zapytał. Zazwyczaj w głowie pozostawało niewiele rzeczy, które nadawały się o użytku. Były jakieś bzdury i tym podobne rzeczy. Ale to już w zależności od humoru Lucyfera. – Albo kogoś kogo opętał jeden z wyższych diabłów? Samael, Buba, Asmodeusz…ktokolwiek z tych palantów? – zapytał i uśmiechnął się nikle.

    Lucek

    [Gołąb mailowy poszedł ;)]

    OdpowiedzUsuń
  106. — Znając moje szczęście to pewnie na trzynastej liście pod numerem trzynastym…albo na liście sześćdziesiątej dziewiątej pod tym samym numerem będzie też moje nazwisko – prychnął. – Jeśli tak, to zajebiste poczucie humoru ma Lucyfer – wywrócił oczami. Niby nie zamierzał się nawracać ani nic w tym stylu, nie zamierzał nawet być księdzem, bo w jego przypadku to chyba już nic nie pomoże. Pokiwał głową kiedy usłyszał o mikrofilmie ukrytym w protezie zębowej. On osobiście to gdyby miał jakieś braki w uzębieniu to w protezie umieściłby sobie kapsułkę z cyjankiem, tak w razie gdyby coś się stało i trafiłby w ręce wroga. Przynajmmniej uniknąłby przesłuchań.
    Zdziwił się słysząc słowa tego diabła. Jeszcze przed chwilą myślał o nim jak o wariacie, ale teraz…sam już nie wiedział kim on jest. Wszystko wskazywało na to, że był tym całym diabłem. Wiedział też że na wszelki wypadek przekaże jakoś Jakobowi, żeby nie przychodził. Bo co jeśli ktoś się jeszcze zorientował? Wolał tego uniknąć.
    Lekko przymknął oczy, kiedy diabeł zbliżył się do niego jeszcze bardziej. Delektował się tą chwilą, powstrzymał się przed tym żeby w ostatniej chwili nie przyciągnąć do siebie tego dziwnego i niespotykanego Anglika do siebie i pocałować. Nie, nie zamierzał tego robić. Nie zamierzał też go wzywać. Nie chciał tego.
    **
    Wyszedł. Po wcześniejszym przekazaniu Jakobowi kilku rzeczy wrócił do swojej kwatery. Może nie był to szczyt wszystkiego, ale skromny pokoik idealnie spełniał swoje zadanie. Po to aby się odświeżyć, przespać, wyczyścić broń, czy po prostu odpocząć w jakikolwiek sposób.
    Nie wierzył w to, że po takim przyzywaniu ktokolwiek przyjdzie. A że z cała pewnością pokaże się tutaj Heller. Zaryzykował jednak. Chwycił bagnet. Zranił się w mały palec, na tyle żeby było mu łatwo narysować kółko na podłodze. Wkropił kilka kropel.
    Alexander Samael Luciferum Hellerum, Alexander Samael Luciferum Hellerum… - zaczął powtarzać w myślach. Nie przerywając tego obwinął sobie palec kawałkiem czystej szmatki. Nic go nie drażniło tak bardzo jak jakiekolwiek rany na jego ciele z których lała się krew. Było to okropnie dekoncentrujące.
    Podszedł do okna i wyjrzał przez nie. Powoli zaczynał wyłaniać się księżyc.
    — W życiu się nie pojawi – powiedział cicho do siebie. Brzmiał tak jakby był zadowolony z tego, że to nie wypaliło, bo to oznaczało, że to jednak był…znaczy się nie był diabeł. Jednak lekkie skrzypnięcie podłogi uświadomiło mu, że nie jest tutaj sam. W momencie sięgnął do kabury i wyciągnął pistolet, odwrócił się na pięcie i ujrzał przed sobą diabła. Odłożył broń.
    — Tęskniłem – uśmiechnął się nieco zadziornie w jego stronę.

    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  107. — Pierdolisz…. – spojrzał na niego zupełnie tak jakby powiedział mu o jakimś przełomowym odkryciu, które zmieni ludzkość. Owszem że o tym wiedział, właściwie to był debilem z wyboru, bo przecież nikt głupiego nie podejrzewa o samodzielne myślenie oraz przejawy inteligencji.
    — Wiesz…wali mnie to. Do momentu kiedy nie będziesz mi robić jakichkolwiek wyrzutów ani upominać się o alimenty, to możesz być nawet i moim wnukiem – odpowiedział zgodnie z prawdą. – Dobra. Tylko najpierw wstań z kanapy – powiedział po czym sam wstał i podszedł do kanapy. Odsunął nieco siedzisko spod którego wyciagnał spodnie i jakąś koszulkę. Powąchał. O dziwo było to czyste! Jeszcze nawet pachniało proszkiem do prania. Zaraz też przywdział na siebie „zdobycz”. – Możesz usiąść z powrotem. Nie będę z gołą dupą latać po twojej głowie – powiedział głosem zbliżonym do oburzonej kobiety.
    Sam usiadł na kanapie i spojrzał na Lexa. Uśmiechnął się lekko w jego kierunku.
    — To jak? Mam cie za coś chwycić? – uśmiechnął się wymownie. – Czy sam mnie wpuścisz do swojej głowy? – zapytał. – No co? No nie wiem…zabić mnie nie możesz, bo nie mogę być bardziej martwy niż jestem. Poza tym… - nie dokończył bowiem zaraz ogarnęła go ciemność.
    Rozejrzał się po nicości. Zaśmiał się.
    — Ale fajnie! Jestem w twojej głowie Lex! Na pewno, bo nic tutaj nie ma! To musi być twój umysł! No pokazuj się synek! – krzyknął zadowolony. Może nawciągał się czegoś po prostu? Jakiegoś LSD albo extazy?

    Lucek
    [Ej stary...mam pomysł. Może napiszemy jakoś w dwójkę notkę o tym jak Lex i Lucek idą na terapię do Rasputina?]

    OdpowiedzUsuń
  108. — Może – odpowiedział. Przyglądał się diabłu ubranemu w mundur SS, nie zamierzał sobie wmawiać, że to go nie kręci. Nie zamierzał udawać, że to go na swój sposób podnieca. – Owszem lubię. Ale nie chcę cię widzieć w jasnych włosach – mruknął wprost do jego ucha.
    Położył jedną rękę na biodrze diabła. Drugą zaś na klamrze od munduru. Te esesmańskie klamry miały to do siebie, że łatwo się odpinały, na co sami żołnierze narzekali, bo po prostu klamra odpinała się w najmniej oczekiwanych momentach.
    — Chcę cię zobaczyć takiego jak wtedy – przyciągnął go bliżej do siebie. – To była twoja twarz, prawda? – zaczął niespiesznie odpinać guziki od munduru a następnie od koszuli. Bawiło go to na swój sposób, że sam się nakręca na niego. Z każdym rozpiętym guzikiem jego podniecenie rośnie. Chyba nie licząc jego pierwszego razu to jeszcze tak nie miał.
    Szczerze powiedziawszy to chciałby zostać w tej właśnie chwili zdominowany przez tego diabła. Po prostu. Chciał być cały jego. Königowi podobał się zapach Hellera. Pot, dobre niemieckie perfumy, lekki zapach benzyny, oraz ten zapach którego nie idzie się tak łatwo pozbyć. Zapach śmierci oraz wojny. Ta mieszanka działała na niego niczym najlepszy afrodyzjak.
    Ściągnął z Hellera bluzę mundurową i koszulę. Spojrzał na jego tors. Podobała mu się jego klata, była nienaturalnie blada…i jeszcze te znaki. Może to było dziwne, ale lubił kiedy ktoś właśnie na klacie albo brzuchu miał jakieś lekkie blizny, albo coś w tym stylu. Takie pismo na skórze albo tatuaż to też było coś ciekawego.

    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  109. Podobało mu się tutaj. Była dosyć ciekawa i dziwna atmosfera, a to dla Lucjana był największy atut tego miejsca. Oglądał to wszystko z niejakim zaciekawieniem, on zazwyczaj podczas opętania nie robił takich fajnych korytarzy. Wbijał i wywalał drzwi a na ich miejsce wstawiał okna i urządzał imprezę na całego. Czasem sprowadzał kumpli i szaleli od świtu do zmierzchu i od zmierzchu do świtu. Impreza trwała na ogół całą dobę przez kilka(naście) dni…w porywach do tygodni.
    — Chujowy ten pokój – stwierdził rozglądając się po pomieszczeniu, które wyglądało jak obskurny motel.
    Przejrzał to wspomnienie, właściwie to mógłby je oglądać do znudzenia i zapewne nic by nie znalazł, a to oznaczało jedno. Nie było to nic przypadkowego, oraz ów ktoś znał się na rzeczy. Widać, ze to nie pierwszy taki raz kiedy wyczyszczał cudze wspomnienia.
    — Czego szukać. Żebym to ja wiedział… - zamknął na chwilę oczy i potarł swoimi dłońmi skronie. Westchnął cicho. – Rytuałów, Belzebuba…albo jakiegokolwiek gościa, który z nim trzyma – powiedział po chwili namysłu. – I nie patrz się tak na mnie, bo jeśli belzebub się do niego dorwał to będzie ciekawie…chyba że…to nie Belzebub, tylko ktoś z drugiej barykady – mówiąc to wymownie wskazał na sufit. – W takim przypadku… Michał albo Rafał, bo Dżizaska o to nie podejrzewam – mówił śmiertelnie poważnie. – W tym przypadku to musimy posprawdzać jak wyglądał jego dzień, chociażby strzępki informacji, jak kolor włosów, wzrost, znaki szczególne. Cokolwiek – wypalił.
    Spojrzał na „pacjenta” z zaciekawieniem. Ten zupełnie ich ignorował, a przynajmmniej tak Lucjanowi się wydawało. Pomachał przed oczami człowieka, a ten nic. Diabeł wycofał się na kawałek…może ten człowiek…sam usunął swoje wspomnienia? Wątpił.
    — Musimy to wszystko doprowadzić do końca. No i ten…do jakiego on klubu poszedł? Kojarzysz wnętrze? Bo może tam coś znajdziemy? – zapytał. Detektyw Lucyfer wkroczył do akcji!

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  110. Uśmiechnął się lekko. Czyli diabły miały coś wspólnego z ludźmi…nie licząc wyglądu, chociaż nie był do końca pewny, czy Alexander przez cały czas tak wygląda. Czy może nie ma innej „piekielnej” postaci. Byłoby to co najmniej ciekawe.
    Zaśmiał się cicho, jakby słowa Hellera szczerze go rozbawiły. Po części tak było. Owszem miał na niego ochotę, ale nie było też znowu tak że dawno nie pieprzył się kimkolwiek. Przypuszczał, że w tym duecie, to właśnie jego dzisiejszy partner będzie tym silniejszym i nie przeszkadzało mu to ani odrobinę.
    Nawet przez sekundę nie oponował, kiedy Alexander najpierw wpił się z całą zaborczością w jego usta i kiedy zaczął rozpinać jego koszulę.
    — Nie – odpowiedział po chwili. W przerwach pomiędzy pocałunkami. Spojrzał kątem oka na łóżko, które było dosyć blisko. Diabeł też stał tak, że gdyby Erwin się szarpnął, to z cała pewnością straciłby na ułamek sekundy równowagę. Poza tym nie wyglądał na takiego, który spodziewałby się czegokolwiek ze strony Königa. Major popchnął demona na łóżko po czym usiadł na wysokości jego pasa, okrakiem. Miał nieco ograniczone ruchy, ale nawet z koszulą na rękach dawał sobie radę. Zaczął całować Hellera w usta, poruszał też biodrami tak aby pobudzić Hellera do działania. Zastanawiał się co wymyśli ten demon, mógł zgodzić się niemalże na wszystko.

    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  111. [Alex mógłby być jednym z najbardziej zaufanych ludzi Damiena, oczywiście dostawałby za to kasę i właśnie Torres zleciłby mu odnalezienie kreta w jego interesie :D]

    Damien

    OdpowiedzUsuń
  112. [Alice jest świetna :D Możemy zrobić właśnie coś takiego: Verity spotyka Cilliana na korytarzu i mówi mu, że dostała na niego skargę (masz już jakiś pomysł, czy mogę popłynąć? Ostrzegam, różnie może się to skończyć :D). I mogą tak sobie iść, aż w końcu zawędrują do zamkniętej części szpitala i zanim Verity zdąży zareagować, Cillian wejdzie laboratorium. W zamian za obietnicę milczenia, wyciągnie Verity do baru :D I jak? :)]

    Uniosła delikatnie brew w zdziwieniu. Alexander zdawał się być wręcz zadowolony z jej wizyty.
    - Jeżeli to nie będzie problem, to z chęcią skosztuję ciasta. Sam piekłeś?
    Uśmiechnęła się delikatnie, jednak po chwili przybrała poważny wyraz twarzy. Nieważne jak bardzo Lex był czarujący, miała problem i to na nim musiała się skupić. Nie wiedziała, jak to rozegrać. Nie była też pewna, czy mężczyzna będzie równie chętny jej pomóc, gdy dostrzeże, jak bardzo się zmieniła od czasów ich współpracy w Krainie Czarów. Tam egzystowała bez serca w klatce piersiowej. Nie posiadała jedynego organu, który sprawiał, że czuła. Tam wszystkie jej decyzje były pozbawione wątku prywatnego, odnoszącego się do jej własnego życia. Każde morderstwo, każda kara, zostały wymierzone w wyniku chłodnej kalkulacji. Co będzie najlepsze dla krainy? Czego oczekiwał od niej Czas? Teraz każdy jej wybór był wypełniony mnóstwem – często ze sobą sprzecznych – emocji. Gubiła się już w tym wszystkim, pomimo maski perfekcjonistki. Prawda była jednak taka, że nigdy nie była perfekcjonistką. A teraz czuła się jeszcze słabsza i delikatniejsza, niż w czasie, zanim została królową i zyskała moc.
    Alexander poznał ją jako bezwzględną, chłodną, racjonalną, a przede wszystkim pewną siebie kobietę. A przyszła do niego kobieta, będąca całkowitym przeciwieństwem dawnej siebie. Być może dlatego odwlekała tak, jak tylko się dało, zwerbalizowanie swojej prośby.
    W pewnym momencie westchnęła cicho, odganiając ponure myśli. Nie czas na to. Będzie co ma być.
    - Niestety jestem całkowicie bezradna – zaczęła cicho, krzywiąc się. Nie chciała zabrzmieć tak słabo. - Od dłuższego czasu mam wrażenie, że ktoś… że ktoś mnie śledzi. Wiem, to brzmi jakbym popadła w paranoję – parsknęła śmiechem i zamilkła na chwilę.
    Spojrzała Lexowi prosto w oczy, jakby czegoś w nich szukała. I być może znalazła, gdyż po chwili znów kontynuowała.
    - Tak właściwie, to tylko głupie przeczucie. Pewnie nie powinnam nawet do ciebie z tym przychodzić. Tylko marnuję twój czas.
    Zacisnęła wargi. Nie miała nawet siły, żeby udawać, że wszystko jest w porządku. Bo nie było.
    - Widziałam ostatnio kilkanaście razy pod oknami mojego mieszkania ten sam samochód. Sprawdziłam, czy ktoś się nie wprowadził ostatnio, ale nikogo nowego nie ma w okolicy. W końcu ten samochód zaczął się również pojawiać pod szpitalem. Możesz uznać, że zwariowałam, albo jestem przewrażliwiona, ale jestem pewna, że coś tu jest nie tak. Czuję, że ktoś śledzi każdy mój ruch. Znasz moją przeszłość i wiesz, że wiele osób może chcieć mojej… śmierci.

    Verity

    OdpowiedzUsuń
  113. — Zajebiście…czyli gdybyś mnie zabił, co w sumie jest niemożliwe, bo nie możesz zabić kogoś kto nie żyje – podrapał się po głowie. – To w moim pokoju stałaby taka dupna bimbrownia, albo miałbym niekończące się pokłady flaszek. Ale zajebiście! – krzyknął entuzjastycznie.
    — Świetnie, świetnie… - w momencie spoważniał. Co jak co ale musiał niby stwarzać pozory tego że jest poważnym diabłem. Wypadało przynajmniej udawać.
    Spojrzał na niego. Przygryzł delikatnie wargę, przymknął oczy, wziął głęboki wdech…dopiero po tym krótkim rytuale zdecydował się odpowiedzieć na postawione pytanie. Przecież lepiej żeby wiedział o co to wszystko się rozbija. Dlaczego to takie ważne.
    — Dawno temu, po rozpętaniu wojny pomiędzy mną a Bogiem…po przegranej i wtrąceniu mnie oraz innych do piekła, postanowiliśmy stworzyć sześć pieczęci. Ja, Samael, Asmodeusz, Belial, Belzebub i Azazel. Każdy po jednej pieczęci. Dzięki nim można otworzyć piekło w dowolnym momencie, jeśli ma się wszystkie. Albo…można pochwycić odpowiedniego demona. Tego który jako pierwszy się zbuntował, jego i tylko jego – powiedział. Mówił ze stoickim spokojem, zupełnie jakby opowiadał o jakimś filmie. – W piekle jest też klata, pewnie o niej wiesz…klatka której nie idzie zniszczyć. Można powiedzieć, że jest to więzienie, dla demona. Dla tego który wzniecił bunt, wojnę która trwała tyle lat – przygryzł wargę. – Dlatego to takie ważne. Jeśli ten ktoś zechce otworzyć piekło, to pół biedy, najwyżej niebo napierdoli nam takich sankcji, że się nie pozbieramy, ale kij. Gorzej jeśli zechce złapać demona i go uwięzić…to nie jest zabawne.

    Lucek

    [Chyba mnie fantazja poniosła xD]

    OdpowiedzUsuń
  114. — Synku nie żeby coś…ale wiesz…ja chyba no nie mam duszy. Sprzedałem swoją na Allegro zanim to stało się modne – powiedział zupełnie poważnym głosem. Czasami sam Lucyfer zastanawiał się dlaczego jeszcze go trzymają na ziemi. Dlaczego jeszcze w piekle pozwalają mu przebywać. Był irytujący i dobrze o tym wiedział.
    — Czegoś kosmicznego? Chcesz zobaczyć coś kosmicznego to polecam Gwiezdne Wojny. Bardzo fajny film wiesz? – zapytał. – Nie boję się klatki – powiedział. Obawiał się tego że straci przez to swoją władzę, chociaż…prawda była taka że pomimo tego że był jaki był to jakąś tam władzę oraz respekt miał.
    Ta cała podróż był ciekawa. Lucek nawet chciał coś powiedzieć ale jedyne co mu przychodziło do głowy to tylko komplement „Fajna głowa”, jednak wiedział że na ten teks to nawet własnego syna nie wyrwie.
    — Lex ty na pewno jesteś moim synem? – zapytał i spojrzał na niego. – Chociaż w sumie…całujesz jak twoja matka. Naprawdę twoja matka ma dobre usta. Cudo – uśmiechnął się. – No to co? Komu w drogę temu aviomarin. Idziemy do tego klubu fajnego. Będziemy sobie wstrzykiwać marihuaneny po kątach, będziemy wciągać mefedron z pomarańczy i będziemy pić wódkę wiaderkami – zaśmiał się. Wstał z kanapy.
    — Wiesz co…ja to się zastanawiam jakim cudem mi to ukradł – zastanowił się nad tym głośno. – Przecież…chwila…gdzie mam jakieś skarpetki? – zapytał się podchodząc do fotela. Podrapał się po głowie, po czym podszedł do lodówki, która jak w każdym przykładnym domu stała w kuchni. Wyciągnął z niej skarpetki. Zaraz też je przywdział przeklinając przy tym co nie miara „bo zimne”.
    — No to co? Chodź, idziemy szaleć! – krzyknął zakładając buty. – Aha. I ty prowadzisz, nie pij więc, ani nie bierz narkotyków od obcych. Od znajomych możesz…przynajmniej wiesz kogo masz zabić kiedy sprzeda ci jakiś syf – powiedział z uśmiechem. Zabrał z szafki okulary oraz klucze do mieszkania. Poczekał aż Lex wyjdzie, po czym pozamykał mieszkanie. Założył okulary i dopiero wtedy wyszedł. Słońce pomimo tej ochrony go poraziło.
    — Chyba wykonam telefon do Boga i poproszę żeby zgasił słońce, albo czymś je przysłonił – westchnął cicho, jednak głośno na tyle żeby kilka osób usłyszało co mówił. Sądząc po ich minach wzięli go za wariata.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  115. Wiedział że powinien się go bać, ale jakoś nie potrafił. Nie potrafił bać się tego demona, chociaż nie wiedział o nim zbyt wiele, znał go…praktycznie go nie znał. Wiedział tylko że jest diabłem oraz że nazywa się Alexander Heller, więcej nie potrzebował. Nie interesowało go to. Może gdyby był oficerem wywiadu albo kontrwywiadu to wtedy zainteresowałby się nim bardziej. Ale był tylko (może i nawet „aż”) snajperem, dla którego nie było ważne to kim on był. Gdyby dostał rozkaz zastrzelenia go, rozkaz wykonałby bez mrugnięcia okiem. Był żołnierzem, był oficerem Trzeciej Rzeszy. Jednym z wielu trybików tej machiny wojennej. Nie uważał się jednak za fanatyka. Gdyby był fanatykiem wstąpiłby do SS.
    Oddychał przez nos. Ciężko mu było przez moment się dostosować, dopiero wtedy kiedy się rozluźnił wszystko stało się o niebo przyjemniejsze. Musiał przyznać, że ten demon miał ładny uśmiech. W zupełności nie pasował do tego…kim był.
    Polemizowałby z tym. Nawet Wehrmacht używał koni. Z pewnością Polacy na początku wojny używali kawalerii. Może po tej wojnie się cos zmieni? Tak, był pewny że ta wojna jest kamieniem milowym w historii wojen. Poprzednia była na swój sposób przełomowa. Co dopiero ta!
    Kiedy Heller wyciągnął swoje przyrodzenie z jego ust odetchnął z niejaką ulgą. Podobało mu się to zdecydowanie, jego poprzedni partnerzy z początku byli raczej nieśmiali przy pierwszym razie. Była to miła odmiana. Przypuszczał że ten demon zadowoli go…no i oczywiście siebie.
    Przyciągnął go do siebie. Chciał żeby naga skóra diabła stykała się z jego skórą. König nigdy nie był przesadnie opalony, ale przy bladej cerze diabła czuł się niczym jakiś murzyn, albo ktoś o bardzo ciemnej opaleniźnie.
    — Mam nadzieję, że nie są to tylko przechwałki – powiedział pobudzając ręką przyrodzenie diabła. Zaczął też ustami pieścić sutki Hellera. Z każdą chwilą coraz bardziej pragnął tego demona.

    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  116. Uśmiechnął się nieco szyderczo. Tak, prowokował demona, nie mogło się to za dobrze skończyć. Ale nie o to chodziło, chciał go mieć tu i teraz. Po prostu pragnął tego jak niczego innego w tej chwili. Może nie będzie miał czym się chwalić, bo w życiu nikt mu nie uwierzy…no i nie wypadało się obnosić z tym że jest się innej orientacji. Za to albo czapa na miejscu, albo powolne wykańczanie się w obozie. A tego nie chciał. Chciał żeby zapamiętano go jako najlepszego snajpera Trzeciej Rzeszy.
    Major Erwin König, najlepszy snajper Rzeszy - to brzmiało tak dumnie, tak cudownie!
    Ale nie mogło się porównywać z tymi rozkoszami jakie serwował mu w tej chwili demon.
    Ból towarzyszący temu wszystkiemu zdawał się nie wpływać na doznania Niemca. Z całej siły starał się nie krzyczeć ani nie wydawać żadnego głośniejszego dźwięku. Nie chciał żeby w tej chwili pojawili się panowie w mundurach. Jeszcze by okazało się że demon zniknąłby w jednej chwili i byłby sam. Chyba spaliłby się ze wstydu.
    Trzy orgazmy. Tego się nie spodziewał ze swojej strony. Przypuszczał że czwartego w życiu by nie doświadczył…chociaż dzisiejszy dzień był zdecydowanie inny, zmienił jego pogląd na wszystko.
    Spojrzał na Lexa. Oddychał ciężko. Sięgnął na dół do swojej bluzy mundurowej. Już to wydawało mu się jako ponadludzki wysiłek.
    — Pytać Niemieckiego oficera o papierosy to tak jakby zastanawiać się czy Radziecki soldat wypił chociaż kieliszek wódki dzisiejszego dnia – powiedział wręczając mu papierosy. Juno Josetti. Przypalił końcówkę papierosa, swoją pozłacaną zapalniczką z herbem rodzinnym. Mam też coś dużo lepszego – szepnął do jego ucha. Z drugiej kieszeni wyciągnął tubkę z Pervitinem.
    Uśmiechnął się do diabła przyjaźnie. Dawno do nikogo się w taki sposób nie uśmiechał. Nie robił tego zbyt często, chociaż mówiono mu że powinien się częściej uśmiechać, bo nie ma jakiegoś okropnego uśmiechu; ktoś nawet powiedział że był ladny.
    — Ale to może później… - mruknął nieco ochrypłym głosem. Sam zapalił jednego papierosa. Zaśmiał się cicho pod nosem. Spojrzał jeszcze raz na demona, jakby chciał się upewnić że jest tutaj obok niego.
    Powoli nieco leniwie się zaciągnął. Równie leniwie wypuścił dym z ust. W momencie się podniósł do siadu.
    — Kurwa…będę musiał się tego wszystkiego jakoś pozbyć…japierdole… - ręka z papierosem momentalnie powędrowała do ust. – Zostań jeszcze jakiś czas…proszę – powiedział. – Chciałem zapytać o kilka rzeczy… Nie dotyczą one przyszłości. Powiedziałbym, że przeszłości…może teraźniejszości – zgasił papierosa. Było to marnotrawstwo, ale nie przejmował się tym. Położył się z powrotem obok Lexa. Na torsie diabła położył swoją dłoń i powoli zaczął gładzić jego tors.
    — Jesteś pewny, że trafię do piekła? – zapytał. – Macie tam może jakąś strefę dla uprzywilejowanych, czy coś? Bo wiesz…palenie się żywcem, czy głodowanie mnie nie kręci. Idzie jakoś to wszystko obejść? – zaczął całować tors demona. – Idzie czy nie Alex? – zapytał w przerwach pomiędzy pocałunkami.

    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  117. — Weź mnie nie pouczaj – przedrzeźnił go. Można stwierdzić, że Lucyfer zatrzymał się w rozwoju na poziomie jakiegoś przeciętnego gimbusa. Głupie pomysły, słownictwo niekiedy młodzieżowe oraz rozum przeciętnego, stereotypowego gimnazjalisty.
    Rozejrzał się po klubie. Podobało mu się tutaj. Tanio, głośno i ciemno. No i łatwe panienki, a to zawsze jest urozmaicenie, bo nie musiał wydawać pieniędzy na pigułki gwałtu, czy cokolwiek w tym stylu.
    — Teraz? – zapytał. – Dwie wódki! – krzyknął do barmana i poczekał. W momencie wyciągnął jakiś banknot z kieszeni i położył na ladę. Jeden kieliszek podstawił pod nos Lexowi. Sam szybko wypił. – Rozejrzymy się obaj…w razie czego gdyby jakiś paszczur tudzież pasztet chciał zgwałcić albo nędznie wykorzystać me ciałko udajemy parę gejów jasne? – zapytał. Plan w jego mniemaniu był dobry. – Ty Lex! A może wybierzemy się kiedyś do jakiegoś Nazi klubu i będziemy szerzyć tam homo-propagandę? Byłoby ciekawie, wiesz? A później jakbyśmy im wszystkim wpierdol spuścili, ale tak że straciliby przytomność… Tylko…musielibyśmy zakupić kilkadziesiąt wibratorów, albo dildosów…bo mam pomysła, wiesz? – uśmiechnął się. Już go nosiło na samą myśl o tym ze może komuś przypierdzielić i że może wywinąć taki numer.
    — A tak poza tym, to szukajmy. Ja kible męskie ty damskie. Chyba że wolisz na odwrót, to wtedy ty damskie a ja męskie – powiedział z uśmiechem.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  118. — O nie, nie… - powiedział niemalże natychmiast. – W mojej głowie nikt nie będzie grzebać. I nawet mnie to nie obchodzi, że chcesz, czy ze mnie zmusisz. Prędzej się powieszę na własnych flakach niż pozwolę komuś w niej grzebać – powiedział twardo. Nie miał zamiaru komukolwiek pozwolić wejść do jego głowy.
    — Lucyfer. Wiesz…zabawnie się złożyło. Bo przez chwile gadałem z jakimś pijanym żołnierzem, który twierdził że nazywa się Lucyfer – zaśmiał się pod nosem. – Stanu upojenia to mógłby mu pozazdrościć każdy Rosjanin – uśmiechnął się pod nosem. Zszedł niżej z pocałunkami. W sumie dlaczego by nie miał teraz sprawić sobie tej przyjemności jaką było całowanie demona?
    — Nie chce niczyjego wstawiennictwa – powiedział. Brzmiał szczerze, nigdy nikogo nie prosił o pomoc, nie chciał aby ktokolwiek patrzył na niego przez pryzmat rodziny. Chciał żeby spoglądano na niego przez pryzmat czynów, tylko i wyłącznie. – Wiesz…kiedyś powiedziałem do pastora z parafii, że ja to nie chcę iść do nieba, że w piekle to pewno ciekawiej jest. Poza tym…więcej osób tam trafia – przerwał całowanie jego torsu. Podciągnął się i nachylił nad twarzą Lexa. – Jeśli nawet nie trafię do strefy dla uprzywilejowanych, bo okaże się że nie będzie tam miejsca, to ja sobie zrobię miejsce – uśmiechnął się pocałował Hellera w usta. Delikatnie, nie nachalnie. Zupełnie tak jakby chciał pokazać też swoją drugą stronę…delikatniejszą. Nie wątpił w to, że we wspomnieniach Hansa widział to i owo…na ogół przecież był wymagającym wiele od innych i jeszcze więcej od siebie.
    — Dlaczego wcześniej się nie pojawiłeś w moim życiu? Bo nie wątpię w to, że żyjesz tutaj…sporo – odwrócił głowę. Teraz na dobrą sprawę zaczął się zastanawiać jak to jest z tymi demonami.

    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  119. Uśmiechnął się i odwrócił głowę lekko.
    - Kiedy trafię do piekła będę cały twój. Będę strzelać do kogo zechcesz, będę na każde twoje skinienie palcem - szepnął. - Ale teraz to chcę zasilić szeregi piekieł żeby mieć więcej żywych celów...znaczy się martwych - zaśmiał się cicho.
    - Każdy chyba okłamuje przełożonego. Ale czym jest kłamstwo wobec morderstwa? - było to pytanie raczej retoryczne. Przecież morderstwo było większym grzechem. - Boga kiedyś widziałeś? Wiesz...niektórzy twierdzili że widzieli go albo Chrystusa, ja miałem wątpliwości czy oni w ogóle istnieli. Ale skoro mam możliwość to dlaczego by nie skorzystać? - odgarnął kilka kosmyków Lexa. Sam położył swoją głowę na jego ramieniu. - Traktujecie ludzi jak trofea? Później co przechwalacie się między sobą kto ma większego grzesznika? Czy robicie to dla zabawy? Podobnie jak ja dla zabawy strzelam z karabinu? Tak właściwie to ciekawi mnie jedno. Bo Hitler i Stalin pewnie trafią do piekła...ale ci krzyżowcy co brali udział w krucjatach? To są w niebie czy piekle? - zastanowił się głośno. - Wybacz. Ale tak jakoś mi się przypomniało z tym.
    Wpatrywał się w jego rysy twarzy zupełnie tak jakby chciał go dobrze zapamiętać.
    - Załóżmy że umrę jako schorowany siedemdziesiolatek. To w piekle też będę stary? W sumie to nie chciałbym być tam stary.

    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  120. — To się nigdy człowiekowi nie nudzi. Podobnie jak wojna, wojna nie jest nudna, podobnie jak kataklizm – uśmiechnął się. Przecież to był demon, diabeł, który sprowadzał w większym bądź mniejszym stopniu cierpienie na ludzi. – Pomyślałem że zobaczyłbym kiedyś mistrzostwa świata w zapasach w kisielu…
    Czasami sam się zastanawiał skąd brały się u niego tak genialne pomysły. Może weźmie i za kilka lat wejdzie do jakiegoś komitetu olimpijskiego, albo opęta przewodniczącego i ustanowi „Zapasy w kisielu” nową dyscypliną olimpijską? I taki finał rozgrywałby się w męskim szalecie?
    Genialne! - pomyślał. No on to przecież ma takie epickie pomysły.
    Podreptał do kibelka, bo w sumie wizja tego że dwóch panów może się o niego bić, podobała mu się. Poza tym miał pomysł. Genialny swoją drogą, bo to przecież w stu procentach wymyślił on. Co mogło pójść nie tak?
    **
    — Kurwa! – wybiegł z toalety. Przy okazji niechcący uderzył drzwiami kogoś. Jakiegoś typowego osiłka, człowieka typu „szafa” uśmiechnął się przepraszająco w jego kierunku. Nawet chciał się szybko wycofać, ale nie mogło być tak przyjemnie.
    — Dokąd to panienko? – zapytał. Głos miał niemalże gardłowy. Przyszpilił Lucyfera do przeciwległej ściany. A to średnio mu się podobało. Trzymał go niczym szmacianą lalkę, a przecież Lucek nie należał do jakiś chuderlaków.
    — Zostawiłem włączone pranie na gazie, bo padł mi internet w żelazku – odpowiedział. Chwycił go za ręce. – Puścisz, mnie, co nie? – uśmiechnął się jeszcze szerzej widząc zdenerwowaną minę gościa. – Czyli chyba nie. Ale czekaj, zanim mi pierdolniesz. Jest sprawa – spojrzał na niego. – Uderzając mnie popełnisz błą…- nie dokończył bo zmuszony był uchylić się przed ciosem.
    — Nie poznajesz? – zapytał wściekle
    — A powinienem? Czekaj…Woodstock 2009? – zapytał. Kolejny cios oraz unik. – Czyli nie… Może Ciechocinek? Nie? Jarocin? – spojrzał. Ale facet nie był zbyt rozmowny. – To ja nie wiem. Alex ja pierdole pomuszzzz! – krzyknął po polsku. Nie wiedział dlaczego.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  121. — Ciekawie – powiedział z uznaniem. Chaos zawsze go na swój sposób ciekawił. Panika, nieporadność, rzeczy ludzkie. Sam niekiedy popadał w panikę, był zdenerwowany, zestresowany, przerażony niektórymi rzeczami. W końcu był tylko człowiekiem. Człowiekiem, który uchodził wśród wielu za maszynkę do zabijania, jeszcze nigdy nie chybił.
    — Nazbyt święci? – zaśmiał się. – Może…wiesz, miałem kumpla, który to nigdy nie zrobił chyba niczego złego. On by się z tymi pierzastymi dogadał. Szkoda że nie żyje – zamyślił się na chwilę. Źle się z tym czuł, że przyłożył rękę do śmierci swojego przyjaciela z dzieciństwa, ale prawda była taka, że albo Erwin albo on. Oczywiste było to, że König wybrał własne dobro i życie.
    — Jeszcze. Jest wojna, na wojnie ludzie umierają. Być może umrę i ja. Do niewoli nie zamierzam pójść, chociaż teraz to mówienie o niewoli w mojej sytuacji to rzecz zakrawająca o śmieszność. Rzesza wygrywa i będzie wygrywać. Może nie będziemy władać całym światem, ale sporą częścią Europy – zamyślił się.
    Z jednej strony chciał żeby Rzesza wygrała, bo wtedy byłby bohaterem narodowym, uczyliby o nim w szkołach, byłby kimś! Każdy wiedziałby ilu posłał do piachu, na ilu frontach był! Ilu zniszczył snajperów…ale jeśli dowiedzieliby się że życie z kobieta i ogólnie seks z nią nie kręci go, to równie szybko by o nim zapomnieli. Pozbyliby się go w jakiś sposób. Jak Röhma i część SA.
    — Wezwę – odpowiedział. – Tylko nie wiem kiedy…może po tym jak zakończy się kampania? – podniósł się i spojrzał mu w oczy. – Wybłagam o kilka dni urlopu, który spędzę w posiadłości w Bawarii. Wezwę cię zaraz po moim przyjeździe…kilka dni dla siebie, bez – kiwnął głową w kierunku drzwi, a później okna – nikogo kto mógłby nam przeszkodzić. Co ty na to? – uśmiechnął się słabo, położył rękę na jego policzku. Może nieco za szybko przeszedł do konkretów, ale König już taki był, że mówił prosto z mostu na czym mu zależy, albo jakie ma plany. Oczywiście wtedy kiedy mógł. – Chyba że wolisz wcześniej…ale nie daję gwarancji, że będzie tak przyjemnie, jak w Bawarii. Mam nadzieję, że alkoholu, dobrego seksu i papierosów to nigdy nie odmawiasz.

    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  122. — Ja pierdole! Co tak długo?! – powiedział z wyrzutem do Lexa. – Ja już zaczynałem się żegnać z moim prostym nosem, oraz wybitnie nieułożonymi włosami – mówiąc to poprawił je. Spojrzał na nie mały tłum ludzi stojących i przyglądających się im.
    — A weź! Jakbyś nie przyszedł to pewnie sam bym coś mu zrobił, tylko nie gwarantowałbym tego, że byłoby czysto. A tak widzisz…czysto. Przynajmniej obeszło się bez rozlewu krwi, oraz zdrapywania mózgu ze ścian – powiedział ze spokojem. Lucyfer był wygodnym diabłem, skoro miał pod ręką jakiegoś niższego w hierarchii diabła bądź demona (czyli praktycznie większość), to wysługiwał się nim bez mrugnięcia okiem. Wyjątkiem był Samael, Asmodeusz, Belzebub oraz Ivan. Ten ostatni to tylko i wyłącznie dlatego że pożycza mu kasę bez oprocentowania, oraz dlatego że podczas jego „wakacji” w Moskwie w 1945 pobalowali. Pamiętał to jak dziś. Był to 8 albo 9 maja 1945 roku. Wyszli na chlanie, wrócili chyba tydzień później.
    Idąc za Lexem, po drodze zgarnął komuś sprzed nosa drinka, bo dlaczego by nie? Po tym „wysiłku” zaschło mu w gardle.
    — Masz coś ciekawego? – zapytał po czym napił się tego drinka. – Kuźwa…ale słabe to mojito. W ogóle dlaczego dodali do tego jakiegoś…czegoś co nie jest alkoholem? – zapytał. – Dokąd zmierzasz świecie? – te same słowa powiedział po zobaczeniu na półkach sklepowych piwa bezalkoholowego. Wszyscy zebrani patrzyli na niego dziwnie.
    — W ogóle to chciałem powiedzieć, że pomyliłeś się w jednej kwestii – powiedział odkładając na jakiś stolik to mojito. – Było ich trzech, fajny czworokącik był…do pewnego momentu – skrzywił się na wspomnienie. – Ale nie mówmy o tym.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.