środa, 28 kwietnia 2010

Miejsca

Château de Josselin
Ta średniowieczna, piękna budowla położona nad rzeką Oust w Bretanii, to miejsce, w którym w 1720 roku przyszedłeś na świat, głośnym wrzaskiem obwieszczając służbie i dworzanom, że pewnego dnia przejmiesz nad nią pieczę. Najpierw była więc twoim domem: ostoją spokoju i bezpieczeństwa, w której czułeś się najlepiej. Później zaś, w miarę jak dorastałeś, stała się symbolem twoich marzeń i celów, do których dążyłeś z determinacją godną podziwu, dopóki los nie pokrzyżował twoich szyków, odbierając ci matkę. Wtedy bowiem przemienił się w twoich oczach w synonim bólu i cierpienia, i taki też niestety pozostał na kolejnych kilkanaście lat… W tej olbrzymiej budowli rozwijałeś się bowiem dalej pod czujnym okiem swojego wymagającego ojca, który nie wiedział, czym jest ciepło czy miłość rodzicielska. Oczekiwał efektów: potomka, z którego mógłby być dumny, a nie dziecka biegającego po kondygnacjach dwuskrzydłowego zamku, czy zjeżdżającego po polerowanych każdego dnia przez służbę balustradach. Potrzebował małego dyplomaty, a nie synka i na tym polegał największy problem – nauczył cię bowiem jak być królem, ale nie jak być człowiekiem. Po jego śmierci było zaś już zbyt późno na to, abyś wyszedł na ludzi, więc nikogo szczególnie nie zdziwiło to, jaki ściągnąłeś na siebie los – faktycznie przypominałeś przecież potwora. Z powodu pewnej urażonej czarodziejki i jej paskudnej w skutkach klątwy, zamek znów zmienił dla ciebie znaczenie – stał się więzieniem, w którym tkwiłeś przez dekadę, pielęgnując w swoim sercu żal tak długo, aż u jego wrót zjawiła się Ona. Piękna dziewczyna, która udowodniła ci, że miłość istnieje i zdjęła zły czar z ciebie, budynku i twoich poddanych, aby potem uczynić cię najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, a twój dom – miejscem, od którego wręcz biło ciepło. Oddałbyś więc wiele za to, aby na tym mogła skończyć się ta opowieść – za to, aby nie pojawił się w niej nigdy Adwersarz, który doprowadził twoją ojcowiznę do ruiny i sprawił, że to piękne miejsce przepadło bez wieści. Zawalił okrągłe baszty, w których jako dziecko wcielałeś się w dowódcę wojsk i broniłeś zamku przed najeźdźcami; wyburzył mury zarówno wschodniego – przeznaczonego dla służby zamieszkującej dalsze zakątki parteru oraz gości na piętrze pierwszym i drugim z piętnastoma komnatami do ich swobodnego użytku – jak i zachodniego – w którym znajdowały się komnaty twojej rodziny, obszerna, kilkupokojowa biblioteka oraz sala balowa na parterze i ta sala, w której trzymałeś zaklętą różę – skrzydła i zniszczył to, co kiedyś stanowiło serce tego miejsca: wielką jadalnię z przepięknym, rzeźbionym kominkiem. Zrujnował także twój ukochany ogród różany, aleje wysadzone żywopłotem i setki rzeźb oraz fontann, z których radośnie płynęła woda, sprawiając, że Château de Josselin tętniło życiem. Co gorsza, kiedy nad twój dom nadciągnęły czarne chmury, ty nie mogłeś zrobić tak właściwie nic – nie byłeś w stanie go uratować ani w żaden sposób uchronić. Mogłeś tylko stamtąd uciec, jak skończony tchórz, czego wciąż nie potrafisz sobie wybaczyć.  

Gwiazda Zaranna
Położone przy Bullfinch Street, pomiędzy klubem „Puddin n’Pie” i Biurem Detektywistycznym kasyno, stanowi twoje główne źródło utrzymania i największą dumę. Stworzyłeś je bowiem dosłownie z niczego: gdy wszedłeś do tego miejsca po raz pierwszy, nie było w nim nic, oprócz gołych, miejscami dziurawych ścian. Ty jednak usłyszałeś, jak do ciebie mówi i tchnąłeś w nie nowe życie: własnymi siłami postawiłeś je na nogi, z uporem maniaka nie dając za wygraną, nawet gdy sprawy przyjmowały krytyczny obrót. Uczyłeś się jak łatać dziury w rurach, jak być dobrym elektrykiem i jak kłaść parkiety tak długo, aż odetchnąłeś z satysfakcją na widok efektu końcowego, który przerósł twoje najśmielsze marzenia. Wtedy zaś przystąpiłeś do działania: zaopatrzyłeś się w masę magazynów dekoratorskich i spędziłeś kilkadziesiąt godzin w sklepach, dobierając instynktownie dodatki tak, żeby spodobały się one twojej żonie. Sugerowałeś się tym, co ona lubi i kocha, co wyszło ci na dobre – już od dnia otwarcia zetknąłeś się bowiem z samymi wspaniałymi komentarzami. Ludzie pokochali twoje dziecko – dorobek twojego życia i jedyną rzecz, jaka ci tak naprawdę wyszła, biorąc pod uwagę wszystko, co cię w życiu spotkało. Trudno się zresztą temu w jakikolwiek sposób dziwić: nowoczesny wygląd idzie tu bowiem w parze z funkcjonalnością. Wygodne i komfortowe meble stojące przy eleganckich stolikach, wykwalifikowana ekipa pracownicza, najlepsze alkohole i wysokie stawki w grach, które codziennie rozgrywają się tutaj od zmierzchu do świtu – to twoja największa renoma. Najlepszą reklamą dla tego, co stworzyłeś, jest zaś to, ile klientów, pomimo upadków, wraca do ciebie kolejnego dnia. Jesteś chamem i gburem, którego nie da się znieść, ale jesteś genialnym biznesmenem – kimś, komu po prostu wychodzi, czegokolwiek się dotknie. Udowadniasz to zresztą każdego dnia: ciągle bowiem wcielasz swoje nowe pomysły w życie i otwierasz kolejne stacje gier, organizujesz wieczorki tematyczne i krążysz wokół gości, wysłuchując ich opinii. W życiu nie pozostało ci już bowiem nic, oprócz tego miejsca – wkładasz więc w nie wszelkie siły i gotów byłbyś go bronić za wszelką cenę, bo wiesz, że jeśli ci je kiedykolwiek odbiorą, stracisz ostatnią rzecz, która trzyma cię przy zdrowych zmysłach.


Cudowne zdjęcia zawdzięczam piratowi. <3 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.