poniedziałek, 1 stycznia 1990

When the last eagle flies over the last crumbling mountain



Amalthea Unicornes



jasnych włosów nie ima się farba / 42 lata / uciekła z farmy / sprzątaczka w "Open Arms" / najtańsze glamour / pogodziła się z losem / fioletowa gwiazda na środku czoła przykrywana toną pudru


Czasem zdradzi cię to jak zarżysz zamiast zagwizdać, innym razem zbyt dostojnie uniesiesz głowę. Może to zbyt filozoficzne wyrażanie myśli w połączeniu z twoim zamiłowaniem do białej magii ostatecznie sprzedadzą cię s ręce jakiejś wiedźmy. Nie jeden przecież chciałby mieć swojego jednorożca. Oni cię wyczuwają, więc miej się na baczności.

Biegniesz przed siebie, a twe serce drży. Nie rozumiesz tego świata, zgubiłaś się w tej betonowej dżungli. Bose stopy ledwie muskają zimny bruk, jakbyś nadal mogła galopować. Prawda jest jednak bardziej brutalna. Znów zostałaś uwięziona w tym ciasnym, ludzkim ciele i tym razem nie masz dokąd uciec. Biegniesz jakby bez celu, a tysiące par oczu zerkają ku tobie ze zdziwieniem. Nic nie wiedzą, nic nie rozumieją. Są tylko nic nieznaczącymi stworzeniami, które kręcą się bez celu po tym dziwacznym świecie. Ty wiesz więcej, ty ich widzisz. Prawdziwych ich. Glamour nie działa na twoje oczy. Jesteś ostatnim jednorożcem, ciebie nie oszukają takie czary. Co nie oznacza, że ich nie potrzebujesz. Przecież właśnie chcesz je zdobyć, glamour. Musisz zdążyć zanim wyrośnie ci ogon, a zapudrowana gwiazdka na czole zamieni się w ostry róg, którym mogłabyś komuś wydłubać oko. Wtedy wszystkie te dziwaczne stwory, które widzisz w okolicy rzucą się na ciebie. Dziewice będą żądały, byś kładła łeb na ich kolanach, czarodzieje zechcą wykorzystać twoją moc. Już raz przeżyłaś coś podobnego. Zawsze było ciężko, ale poradzisz sobie. Masz mało czasu, bardzo mało.
Powiem więcej, jest już za późno. Kopyta okolone białą sierścią stukają rytmicznie o bruk. Przynajmniej nie ma tu czerwonego byka, nie ma zakochanych głupców i szaleńca, który schwycił pozostałe jednorożce. Są tylko ludzie i postacie z baśni. Wystarczy, że dobiegniesz w odpowiednie miejsce. Cwałuj jednorożcu! Ci ślepcy i tak postrzegają cię jako białą klacz. Może i to upokarzające, gdy tak cie nazywają, ale ciesz się. 
Więc biegnij Almatheo...
Biegnij...



Zawsze byłaś i będziesz ostatnia.

------------------------------------------------
Kate Moss
Druga postać.
Kochajcie ją, wykorzystujcie i dręczcie.
To silna kobitka, wbrew pozorom.
Karta bardzo krótka jak na mnie, z pewnością to się zmieni.
Znacie mnie, więc bawmy się!

15 komentarzy:

  1. [HAHAHAHA GLEBŁAM XD Część deppowa w Sweeney’m chyba ucieknie XD Akurat czytam Folwark Zwierzęcy o farmie. Już sobie wyobrażasz ich spotkanie XD ŁAHAHAH wybacz, ale to naprawdę zabawne. I brakuje Ci etykiety, kochanie. ‘KP’ ;)]

    Sweeney Todd

    OdpowiedzUsuń
  2. [Jednorożec! :D Pomysł super! Kocham cię jeszcze bardziej <3
    Karta i pani bardzo fajne, więc co tu dużo mówić :D Może coś kiedyś z Lucy wykombinujemy, albo może z kimś nowym wpadnę, bo mnie natchnęłaś xD]

    OdpowiedzUsuń
  3. [Powiem tylko, że jedyną bajkę z jednorożcem jaką znam to kiedy ten wyskakuje z jakiegoś lustra i biega po mieście xD Ostatniego chyba nigdy nie widziałam...]

    Sweeney Todd

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiem szczerze, że dość konkretny wybór :) Bajka ciekawa, aczkolwiek... jak dla mnie zawsze była nieco dziwna, ale to jednorożec <3
    Witam z kolejną postacią i mam nadzieję, że zabawisz z nią równie długo jak z Haczkiem.

    Administracja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwna... Czy ja wiem x) Zawsze ubóstwiałam tą bajkę. Ale, ale. Ja bardzo często lubię dziwne rzeczy, choć nie zawsze dostrzegam ich dziwność :3 Nie mniej i ja mam nadzieję, że Almathea znajdzie kilku chętnych na wątki i dzięki temu zostanie równie długo jak Hak, bo i mi na tym zależy :D

      Usuń
  5. [Powiem to tak – Sweeney jest popranym szaleńcem i mordercą. Jedyne co do niego przemawia to krew. Więc im jej więcej, tym lepiej. Osobiście najbardziej leży mi pomysł trzeci, tylko wtedy Todd zaprosiłby tego pana do siebie. Ale niekoniecznie od razu. Uznajmy, że jest seryjnym mordercą seryjnych morderców XD dlatego może ją jakiś typek zaczepić pod oknem salonu Todda, ta ucieknie, a Sweeney zapamięta sobię tę twarz i potem spotka go gdzieś na mieście i zaproponuje strzyżenie. Potem policja razem z Twoją panią przyszłaby do Barkera, szukać przestępcy etc Co Ty na to? ;D]

    Sweeney Todd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [A no. Podkradnę idealny salon z wersji Burtona. SALON
      WEJŚCIE
      Fotek jest i sto razy więcej jakby co ;) Więc kolejny pytanie. Kto pierwszy?]

      Usuń
  6. [Dodałam bonusa w wersji gifowej. I ciągle słuchałam themu z Todda xD]

    Siedział w fotelu, gdzie różne indywidua sadzały swoje nędzne tyłki i patrzył na trzymaną w lewej dłoni brzytwę. Księżyc już dawno schował się poza horyzontem, a powoli na niebo nad Nowym Jorkiem zaczęło wychodzić słońce w pełni swojego czerwonego okrągłego kształtu. Świtało. Łuna dziennej lampy oświetlała leniwie wnętrze poddasza, w którym znajdował się salon Sweeney’ego Todda znanego teraz jako Benjamin Barker. Właśnie ów Barker posiadający niespotykany dar szybkiego i perfekcyjnego golenia twarzy swoich klientów, zjechał nieco z siedzenia, rozkraczając nogi. Cóż za nędzne to życie bez pani Lovett, z którą mógł dzielić swoje szaleństwa. A w sumie to głównie pozbywała się ciał. On musiał je ćwiartować, wywozić za miasto i dopiero wtedy palić bez podejrzeń. Smród płonących trucheł mógłby przyciągnąć jakże częstych gości jego salonu, a mianowicie policję. Umiał i z nimi sobie radzić. Wiedział, że mają go za dziwaka i nie przeszkadzało mu to. Nienawidził tej dziwacznej mody nędznego świata ludzi. Tak samo jak czasów, do których kazano mu się przystosować. Nie zrobił tego. Brakowało mu smrodu londyńskich ulic, siedzących włóczęg w jego ciasnych alejkach obklejonych ściekami, wypełnionego ludźmi niczym kupą gnoju. Było to miejsce na ziemi, wielka, czarna jama, zamieszkiwane przez robactwo. A Nowy Jork… Czy był inny? Może nie cuchnął tak bardzo trupami, ale Todd nienawidził go równie mocno co stolicy Anglii. Nienawidził każdego mieszkańca Baśniogrodu jak i nieświadomych niczego Docześniaków, których jakże często ubijał na tym fotelu. Spojrzał na lśniącą brzytwę, w której odbił się krwawy promień wschodzącego słońca. Przekrzywił ją lekko, by ujrzeć w niej swoją bladą twarz. Akurat w tym momencie zdawało mu się, że usłyszał krzyk. Odwrócił nieznacznie głowę w prawo, nasłuchując kolejnych dźwięków z uchylonego skośnego okna. Wyraźnie już słyszał rozhisteryzowany kobiecy głos. Krzyczała o pomoc. Barker wrócił do patrzenia na swoją srebrną brzytwę. Niezbyt interesowało go to, co działo się pod jego oknem. Jakiś degenerat planował sobie ulżyć. Jednak dopiero odgłos kopyt na drodze spowodowały, że wolno wstał. Sweeney podszedł do okna i zauważył niknącego jednorożca między budynkami.
    - Głupie dziecię – mruknął pod nosem , odprowadzając baśniowca wzrokiem. Nie można było pokazywać się żadnemu z Docześniaków w swojej prawdziwej postaci. Może i uciekła przed gwałtem, ale Królewna Śnieżka na pewno jej tego nie puści płazem. Raczej nikt nie przegapił galopującego jednorożca po ulicach Nowego Jorku o świcie. Jednak po chwili na środek ulicy wytoczył się najprawdopodobniej niedoszły gwałciciel i z opuszczonymi spodniami, gapił się za niewidocznym już koniem. Szybko poprawił ubranie i zniknął między uliczkami, zanim nowojorczycy zaczęli wychodzić do pracy. Tatuaże z kotwicą i charakterystyczne ubranie oznaczały, że musiał być marynarzem, a dodatkową zdradzającą go cechą był brak ucha. Todd uniósł jedną brew w górę, po czym podniósł lekko swą brzytwę i mruknął do niej czule:
    - Niedługo obsypię was rubinami.
    Po czym złapał swój długi, skórzany płaszcz i wyszedł z poddasza, zbiegając po schodach. Gdy wyszedł na ulicę, kierując się w stronę, gdzie zniknął marynarz, westchnął. Kiedyś za każdym razem jak wychodził z salonu, czekała na niego pani Lovett, sprzedająca swoje słynne babeczki. Może i czasem mu się narzucała, ale bez niej było mu znacznie trudniej z ciałami. Nie mógł zabijać tak często – to nie wiktoriański Londyn po pierwsze, a po drugie nie miał czasu, żeby transportować trupy do lasu. Szedł w blasku wchodzącego dnia, wybierając jednak ciemniejsze uliczki. Nie była to długa wędrówka, nim dotarł do całkiem sporego placu, gdzie szwendali się marynarze. Tłum ludzi jednak nie przeraził Barkera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważył, że większość załogi statków idzie w jedno miejsce. Otwarty pub pękał w szwach od tłumu młodzieńców. Większość była nieogolona. Przysiadł przy pustym stoliku i zamówił brandy, obserwując przy tym grupę marynarzy.
      - Cholera! Wyglądam jak małpa! Muszę się ogolić! – wrzasnął któryś i na to czekał Todd.
      - Zapraszam więc do siebie. Dla tak odważnych ludzi za pół darmo profesjonalne strzyżenie – rzucił, pijąc z brudnej szklanki równie brudne whiskey. Po dziesięciu minutach miał obiecane kilka wizyt i wiedział, że przyjdzie dwa jeśli nie trzy razy więcej mężczyzn. Wieści szybko się rozchodzą wśród takiej hołoty. Było wręcz bardziej niż pewne, że przyjdzie i niedoszły gwałciciel. Sweeney zostawił swój adres, po czym oddalił się z powrotem w stronę swojego poddasza. Gdy tylko zniknął w cieniu pierwszego budynku, na jego twarzy zagościł złowieszczy uśmiech satysfakcji.

      Sweeney Todd

      Usuń
  7. [Hej. No Abraham nie jest typkiem, który przepuści swoje zlecenie przez palce. Nic nie dadzą ładne oczy, bo nie romasuje z uciekinierami i glamurowcami ;D I dzięki za komplementy ;) ]

    Jeździec Bez Głowy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Jeśli nie masz nic przeciwko, przyjdę za jakiś czas z pomysłami ;)]

      Usuń
  8. [Sherlockowo, przede wszystkim <3 Kocham „Psa Baskerville’ów”, jak widać z resztą :D
    A co do wątku, pomyślałam o tym, że Amalthea mogłaby trafić pod opiekę Charlotte po ucieczce z Farmy. Ta zajęłaby się nią w swoich podziemiach i załatwiłaby dla Jednorożca pierwszą partię glamourów. Po jakimś czasie, Ami (jak słodko xD) postanowiłaby zamieszkać na powierzchni, znaleźć pracę itp., ale ich kontakt by się nie urwał. Dodatkowo, Charlie mogłaby pełnić rolę jej obrońcy, bo wzięłaby sobie za punkt honoru, by opiekować się Jednorożcem :D
    Drugie, co wpadło mi do głowy to to, że to Amalthea (jako ta zakapturzona postać) zabrałaby Charlotte z Anglii do Fabletown – tylko musiałybyśmy to jakoś rozwinąć.
    To tak jeśli chodzi o powiązania ;) Jak sądzisz?
    Chyba, że zaczniemy od ich jakiegoś przypadkowego spotkania, bez powiązać z przeszłości :D

    W ogóle przypadkiem znalazłam fajną fotkę, która skojarzyła mi się z twoją panią :D Tylko na czole ma co innego xD klik

    Btw. To „Sama Wiesz Kto” to nawiązanie do mojego męża? xD]


    Ty-Również-Wiesz-Kto xDD

    OdpowiedzUsuń
  9. [Ok, to możemy właśnie rozwinąć pomysł z kapturnikiem :D Co do historii – mogę ją zmienić, nie ma problemu :D W sumie to nawet nie miałam pomysłu, jak Charlotte trafiła do Fabletown i napisałam cokolwiek xD Więc akurat to powiązanie się przyda.
    Możemy zrobić tak, że Ami przypadkiem dostałaby się do pomieszczenia na Farmie, w którym (powiedzmy) znajdują się jakieś portale… Haha, wiem! Ludzie z Farmy wykradli maszynę do portali, która należała do mojej Kapitan Amelii! xD Wpadłaby do jednego z nich i znalazłaby się w XIX-wiecznej Anglii. Tam ukryłaby się w lesie, ale jeden z mieszkańców by ją zauważył i próbował złapać. Charlotte uratowałaby ją wówczas i zabrała do jaskini na wrzosowiskach, gdzie mieszka. Tam trochę by pogadały. Po jakimś czasie (jak pisałaś), pojawiliby się ludzie z Farmy i zabraliby obie. Uciekłyby stamtąd razem.
    I teraz zastanawiam się, jak pogodzić to z moją historię z odnalezieniem podziemi Fabletown. Mogłyby odkryć je wspólnie i tam zamieszkać, a potem Ami (po zażyciu glamourów) będzie chciała zamieszkać na powierzchni. Albo rozdzielą się podczas ucieczki z Farmy? Jak sądzisz?
    No i od czego zaczęłybyśmy wątek? W sumie może od samego początku? ;) Albo od tej ucieczki?]

    Charlotte

    OdpowiedzUsuń
  10. Uśmiechnął się. Szeroko, powoli i diabolicznie. Pragnął jej. Czekał na nią zawsze. I dostawał ją. Ciemną, gorącą i lepką. Już niedługo miała przepłynąć mu po palcach, twarzy, by wsiąknąć w rozłożoną pod krzesłem dla klientów matę. Już dawno wycwanił się w tym. Nie musiał sprzątać, mata wystarczyła, by wchłonąć spływają świeżą krew. Oblizał wargi, myśląc o widoku czerwonej strugi tryskające z otwartej tętnicy. Od kiedy to w nim siedziało? Może od widoku gwałconej kobiety, gdy miał dziesięć lat. Akurat wracał z nocnego wypadu do portu. Tutaj praca w tym wieku była niedopuszczalna, ale to były inne czasy, inne państwo, inna władza. Musiał pomagać znosić towary od południa aż do późna w nocy. I wtedy właśnie to się stało. W jednej z uliczek śmierdzącego łajnem Londynu. Mężczyzna pastwił się, a kobieta krzyczała. Płakała, ale nikt jej nie słyszał ani nie pomógł. Mały Sweeney Todd również tego nie zrobił. Schował się za rogiem i patrzył, płacząc razem z kobietą. Ze strachu nie zauważył butelki po rumie koło nogi. Gdy ją niechcący trącił, mężczyzna odwrócił się w jego stronę, paraliżując chłopca od stóp do głów. Tak strasznie zdeformowanej twarzy nikt ani nic nie widziało. Monstrum wyszczerzyło się tylko, jednak Sweeney nie mógł na to patrzeć. Uciekł, sądząc, że spotkał samego szatana. Jednak to nie był diabeł.
    Przejechał leniwie brzytwą po skórze, a wspomnienia ponownie odżyły w blasku słońca odbitym w srebrnej klindze.
    - Nie byłeś nawet pomiotem króla piekła – powiedział do siebie, nie zważając na sporawą grupę marynarzy za drzwiami. Stali na schodach do jego salonu na poddaszu. Kto by nie chciał być ogolony w tak profesjonalny sposób za połowę ceny? Te żałosne imitacje mężczyzn były tak leniwe, że nie goliły się same. Wiele takich naiwniaków o dziwo chodziło po tak nowoczesnym i samowystarczalnym świecie. A on miał zamiar z tego korzystać.
    - Co pan powiedział? – spytał, siedzący na krześle jeden z tych angielskich marynarzy. Szczerzył się głupio, a Todd tylko mruknął coś i przystąpił do pracy.
    Jednak nie zapomniał o mężczyźnie w alejce. Spotkał go. Wiele lat później, gdy miał swój zakład nad sklepem uroczej pani Lovett. Starszy, przygarbiony mężczyzna potknął się na ulicy i nikt tego nie dostrzegł. Nikt prócz ówczesnego Sweeney’go Todda. Miejscowego, uczciwego golibrody. Staruszek miał zarzucony głęboki kaptur na twarz, jednak gdy Todd złapał go za ramię i podciągnął w górę, kaptur zjechał w dół, ukazując paskudne oblicze człowieka-słonia.
    - Dziękuję, młodzieńcze – wypowiedział coś w dziwnym, świszczącym języku. Golibroda pomógł mu wstać, a potem patrzył jak ten odchodzi. Zrobił to w ciszy. Nie odezwał się słowem. Do czasu. Gdy tylko stary gwałciciel wstał na nogi, Todd od razu się uśmiechnął i spytał:
    - Może golenie? Mam zakład na piętrze. O, tam.
    Wskazał ręką swój salon. Mimo że stary zbrodniarz odszedł, Sweeney wiedział, że niedługo wszystko się zmieni. Z uśmiechem obserwował oddalającego się karykaturalnego człowieka.
    - Tak szybko mnie pan ogolił? – przygłupi marynarz wytrącił go z tych wspaniałych wspomnień.
    - Proszę zawołać następnego ziomka – mruknął tylko i zamachnął ręką, wracając do tamtego dnia, w którym zabił po raz pierwszy.
    Czekał całe dwa tygodnie na to, aż człowiek-słoń sobie przypomni o pomocnej dłoni. Było to po dziewiątej wieczorem. Wtedy gdy listopadowe niebo jest granatowe i ciemne jak same dno piekła. Panna Lovett weszła jako pierwsza i spytała, czy Todd może jeszcze kogoś przyjąć. Ten kiwnął głową. Gdy klient usiadł na krześle, Sweeney podniósł brzytwę wysoko w górę i machnął. Krew trysnęła, obryzgując mu twarz, a on się śmiał. Gdy widział drgawki, wyłupiaste białka oczu potwora, wiedział, co się stało. Narodził się nowy, inny człowiek. Narodził się Sweeney Todd – morderca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Nie byłeś szatanem. Witaj w piekle.
      Były to ostatnie słowa, które usłyszał człowiek-słoń, zanim znieruchomiał.

      Todd golił marynarzy jeden za drugim. W końcu wszedł on. Bohater dzisiejszego poranka. Barker nie zastanawiał się, czy będzie on ostatni, jednak miał to szczęście. Zaprosił z uśmiechem młodzieńca na krzesło, wspominając smak krwi.

      Sweeney Todd

      Usuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.