poniedziałek, 1 stycznia 1990

„Każdy przecież początek to tylko ciąg dalszy, a księga zdarzeń zawsze otwarta w połowie”

Mam nieodparte wrażenie, że ludzie idealizują baśnie. Skupiają się na haśle „żyli długo i szczęśliwie”, zapominając o ich źródle. Baśnie to nie remedium na zło realnego świata, ale wygładzona przed nim przestroga. Moja historia nie ma dobrego zakończenia. To, na czym skończył się film to po prostu szczęśliwa chwila, rejs po Sekwanie, miłość, o której konsekwencjach nie ma już mowy  w baśni.
Jestem Rosjaninem z początku ubiegłego wieku. Przeżyłem czas caratu i rewolucję lutową. Zawsze wydawało mi się, że świat wokół mnie jest prawdziwy, że to jedyna, realna rzeczywistość.
W Fabletown dowiedziałem się, że ktoś mnie wymyślił. Jestem dodatkiem do zmyślonej historii Anastazji. Moje życie, moja miłość, to… baśń.  W tym świecie nie chodziło o klątwę Rasputina, a o doprowadzony do ostateczności tłum, który jest w stanie popełniać znacznie gorsze czyny, niż pojedynczy czarownik.
Losy ludzkości poszły dalej. Nie wiedziałem o II wojnie światowej ani o socjalizmie w mojej ojczyźnie. W baśniach pomija się politykę.


| Dimitrij Władimirowicz Iljanow | na co dzień Dymitr |
| lat 26 |

  | magister historii; specjalizacja: XX wiek | nauczyciel historii |


Wygląd
Mężczyzna średniego wzrostu, o szczupłej sylwetce. Zwinny i szybki w ruchach, obdarzony naturalnie brązowymi włosami opadającymi do pół szyi. Garbaty nos sprawia wrażenie złamanego, jak było w istocie – nie wiadomo. Oczy w trudnym do określenia kolorze patrzą na świat z fanatyczną nadzieją mieszającą się z urazą do najszkodliwszego gatunku na Ziemi, zwanego powszechnie człowiekiem. Jego uśmiech nosi ślady zaczepności, ale sprawia przy tym wrażenie szczerego.
Ubiera się w stroje zbliżone do tych, do których przywykł za starych, baśniowych czasów. Zwykle są to spodnie, luźna, wpuszczona do nich koszula i wiecznie rozpięta kamizelka. Poza drobnymi dziwactwami wygląda jak zwykły człowiek, bo i człowiekiem był w baśni.
Na lewym ramieniu ma brzydką bliznę. Zapytany, twierdzi że to pamiątka po wypadku samochodowym, ale wystarczy dobrze się przyjrzeć, żeby zauważyć, że blizna jest dziwnie okrągła i ma rozmiar zbliżony do 9 milimetrów.

Charakter i poglądy
Człowiek czynu, który w większości sytuacji nie zdaje się na los. Pomysłowy, skłonny do podejmowania decyzji pod wpływem impulsu, co czasem może podchodzić pod lekkomyślność. Podobno romantyk i dziwak, choć sam woli określać się mianem ekscentryka. Idealista, fanatycznie chwytający się nadziei na to, że świat można zmieniać. Chwilami irytująco uparty, zwłaszcza w dążeniu do celu, „wariat” gotowy na wiele.
 Lata spędzone w rzeczywistym świecie nauczyły go nie przywiązywać się do ludzi ani miejsc. Zanim zacznie mu na kimś zależeć, musi minąć trochę czasu. Nie znosi Fabletown ani Nowego Jorku. Tęskni i kocha Rosję – ale tę jego Rosję, tę z baśni.
Współczesną sytuację polityczną i społeczną śledzi  zainteresowaniem, ale na ogół swoich wniosków nie wypowiada na głos. Unika „bajkowych” postaci, woli towarzystwo „mundies”, bo daje mu ono złudzenie własnej prawdziwości.

Historia
Oświadczył się Anastazji, a dziedziczka dynastii Romanowów go przyjęła. To, o czym baśń nie wspomina, to reakcja ich otoczenia. O ile znajomi Dymitra poprzestawali na pukaniu się w czoło, o tyle część środowiska dworskiego wyraźnie dawała wyraz swojej niechęci do mezaliansu, jaki popełniła Anastazja. A potem…
Potem trafił do Fabletown. Nie było już Anastazji ani Wołodii, nie było nikogo, w kim mógłby znaleźć oparcie. Został sam. Szukał jej. Bezskutecznie.
Wyjazd do Rosji okazał się doświadczeniem o tyle traumatycznym, że Dymitr uświadomił sobie, że dosłownie wszystko, co uznawał za pewnik, zaginęło. Zaocznie studiował historię, głównie po to, by zrozumieć ten nowy, dziwny i przerażający w pierwszym zetknięciu  świat. Studia skończył cudem, w dużej mierze dzięki pomocy jednego z wykładowców, kilkakrotnie zmieniając nazwisko, adres  i pracę. Był sprzątaczem, kelnerem w barze, dostarczycielem gazet. Mieszkał w Fabletown, Petersburgu, Moskwie i Waszyngtonie…
Musiał się ukrywać.
Zaczęło się niewinnie – znalazł się w złym miejscu  o złym czasie. Widział, kto zamordował jedną z mieszkanek Fabletown. Dla ofiary było już za późno. Morderca już kilkakrotnie próbował pozbyć się jedynego świadka.
Obecnie, pod nowym nazwiskiem wrócił do Fabletown. Podjął pracę jako nauczyciel historii w zespole szkół. Nie ma grosza przy duszy, pensja nie wystarcza na opłacenie mieszkania. Nie ma domu, koczuje w zrujnowanym budynku przeznaczonym do rozbiórki, licząc, że nie zawali mu się na głowę, a przed dyrekcją zespołu szkół utrzymuje pozory normalności. Liczy, że uzbiera na prawdziwe lokum. Do niedawna uważał, że ukrywał się wystarczająco długo, a ścigających go ludzi albo nie ma już na wolności, ani w ogóle na świecie. Pomylił się. Wczoraj okno „jego domu” wybił owinięty kartką kamień. Na papierze widniało tylko jedno słowo:
umrzesz.


Nowsze dzieje:
________________________________
*Cytat w tytule to fragment wiersza pt.: "Miłość od pierwszego wejrzenia" Wisławy Szymborskiej.
**Zdjęcie jest autorstwa SEnigmaticX. Co chyba oczywiste, osoba na nim przedstawiona nie ma realnie nic wspólnego z moją blogową postacią.

- Do odważnych świat należy.
- Aha! Piszę w 1 i 3 osobie, różnie w różnych wątkach. Jeżeli czujecie do którejś z nich awersję, dajcie znać przed wątkiem.

83 komentarze:

  1. [ Nie bój się, nikt Cię tu nie zje! :) Bardzo fajny Dymitr, nie ma co. A w zdjęciu się po prostu zakochałam! :)
    No cóż, wielu ciekawych wątków życzę i mam nadzieję, że zabawisz tu na dłuuugo. :D ]

    Scarlet

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Witam ładnie Dymitra. Biedak, grożono jego życiu :) Nie wiem, co w karcie Ci przeszkadza, bo moim zdaniem jest dobrze napisana. Wszystko czarno na biały, a mimo to nie brakuje tej tajemniczości. W każdym razie hej, hej! I nie ma co się bać, a mówi ci to najdłużej przebywająca na blogu postać :') ( wybacz, ale odkąd Administracja to doceniła, będę się tym za każdym razem przechwalać xD ). Miłej zabawy i w razie chęci zapraszam do siebie. ]
    Huckelberry Jones

    OdpowiedzUsuń
  3. [Witamy na blogu! :D
    Fajna karta i pan na zdjęciu taki bardzo rosyjski ;) Podoba mi się cały pomysł, a zwłaszcza wątek konfrontacji prawdziwej historii Anastazji i tą, którą znał twój Dymitr. Biedaczek <3
    Oczywiście zapraszam do siebie, coś wspólnie wymyślimy ;)]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Chęć jest zawsze, gorzej z pomysłami, niestety. xD Kręci Ci się może po głowie jakaś wizja naszego wątku? :) ]

    Scarlet

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Jej, dziękuje :3 Myślę, ze z powiązaniem byłoby ciekawiej, ale jak nic nie wymyślimy to i bez będzie dobrze ;) Masz może jakiś pomysł, czy wysilamy mózgownice? xD
    Rozumie, ale jeszcze na pewno stworzysz taką kartę, z której będziesz zadowolona ;) ]
    Huck

    OdpowiedzUsuń
  6. [Przyznam szczerze, że dzięki Twojej karcie jestem jeszcze bardziej zakochana w Dymitrze, a w samo zdjęcie mogłabym wpatrywać się godzinami<3 Myślę, że można by im zafundować całkiem ciekawy wątek, pytanie tylko: masz na niego ochotę? :3]

    Anastazja

    OdpowiedzUsuń
  7. [Tak myślę i myślę... i doszłam do wniosku, że może na razie przystańmy na bajkowym powiązaniu? Oboje od czasu "zesłania do normalnego świata" się nie widzieli, więc można coś zaimprowizować i wtedy zobaczymy co się z tego rozwinie i w jakim kierunku to dalej pójdzie?:) Można by zacząć nawet całkiem banalnie; tak przyszło mi do głowy, że Mucha niby pies psem, ale swą intuicję ma i ona pierwsza pozna Dymitra atakując go gdzieś w parku?]

    Ana

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Powiem szczerze, że Hakus bohater, wybawca bardzo mi odpowiada xD Pomysł fajny i mogą ciekawe rzeczy wyjść, więc jestem jak najbardziej za. Potem mogli by ci oprawcy Dymitra jeszcze ich zgarnąć, gdy nasi panowie myśleliby, że kryzys już zażegnany. Żeby nie było tak łatwo. Zostaliby gdzieś wywiezieni i tam ostatecznie wyrwaliby się tym ludziom czy nie ludziom i mielibyśmy jeszcze motyw powrotu do Fabletown z nieznanego im miejsca. ]
    Huck

    OdpowiedzUsuń
  9. [Ahhh... No nie mogę Dymitrowi odmówić, no nie mogę! ^^ Powiedz mi jaka długość Ci pasuje to zacznę :)]

    Anastazja

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Powiem tak: mogę zacząć, ale trochę to potrwa, zanim ten początek się pojawi >.< Ogółem z moim odpisywaniem będzie ciężko. Duuuuużo cierpliwości trzeba dla mnei mieć x) Także mówię, mogę zacząć, ale nie wiem kiedy. ]
    Huck

    OdpowiedzUsuń
  11. Wieczór był całkiem przyjemny, co jednak nie zmieniało faktu, że była najzwyczajniej w świecie padnięta: od rana pracowała w kwiaciarni, dziś dłużej niż zwykle, bo jej koleżanka z pracy jak na złość akurat teraz postanowiła się rozchorować, a później…? Cóż, później jak na złamanie karku popędziła do Pudding n’ Pie, prawdopodobnie tylko i wyłącznie po to, żeby dobić się jeszcze bardziej i nie móc spojrzeć sobie w twarz. Do czego to doszło! Do czego zmusiła ją ta okrutna rzeczywistość! Ona Rosyjska Księżna, córka Cara Mikołaja II i wspaniałej Aleksandry, wnuczka Carycy Marii – tańczyła niemal co noc, sprzedając własne ciało, na szczęście nie w aż tak drastyczny sposób, jak pracujące tam prostytutki, ale dla królewskiej dumy było to i tak aż nazbyt poniżające. Na szczęście udało jej się wyjść wcześniej, dzięki temu znalazła czas na długi spacer z Muchą, który obiecywała jej od naprawdę długiego czasu, dobrze wiedząc, że nie zadowala jej piętnastominutowa rundka dookoła kamienicy, na którą sama ledwo mogła pozwolić sobie jedynie trzy razy dziennie.
    Nieco szczelniej owinęła smukłą szyję cienkim szalikiem i rozejrzała się uważnie, w poszukiwaniu towarzyszki, która naprawdę uwielbiała znikać jej z oczu.
    -Mucha! – nieco przyspieszyła kroku, ścinając coraz to kolejne alejki po skosie i odetchnęła z ulgą, kiedy wchodząc na mostek zauważyła ją napastującą przechodnia.
    -Zostaw! – wywróciła oczami podchodząc do nich z przepraszającym uśmiechem na ustach – Nie wiem co w nią wstąpiło… - wytłumaczyła się jedynie przelotnie na niego spoglądając, schyliła się by wziąć psa na ręce i dopiero wtedy na dłużej zatrzymała wzrok na jego twarzy. W jednym momencie zamarła, przyglądając się mu intensywnie, może niezbyt grzecznie, ale… Czy to możliwe? Czy to znów jej wyobraźnia płata jej figle? Swego czasu widziała Dymitra dosłownie wszędzie, w każdym mijającym ją mężczyźnie, a teraz… Cofnęła się o krok i początkowo nie zareagowała nawet, kiedy Mucha wyrwała się z jej objęć i opierając się przednimi łapami o nogę mężczyzny zawyła tęskno, wlepiając ślepia w twarz Anastazji.

    Ana

    OdpowiedzUsuń
  12. Scarlet naprawdę żałowała swojej decyzji o wybraniu się na spacer. Znaczy się, wiedziała, że pogoda może płatać figle, ale jak zawsze postanowiła po prostu o tym nie myśleć. Miała ochotę na spacer, to na niego poszła. I to był ogromny błąd.
    Stała teraz ociekająca wodą (w dodatku tą brudną spod kół) i zastanawiała się, czy jakiekolwiek auto się zatrzyma. Była zziębnięta, wściekła i chciało się jej spać. Szkoda tylko, że najbliższy autobus przyjeżdżał za godzinę.
    W końcu jednak jakaś dobra dusza zatrzymała się. Scarlet niemal podleciała do szyby, a kiedy usłyszała pytanie, uśmiechnęła się szeroko. Naprawdę było widać, że jest przeszczęśliwa.
    — W swojej głupocie wybrałam się na spacer — wyznała, spuszczając wzrok. — Mam do pana ogromną prośbę. Mógłby mnie pan podwieźć do domu? Proszę. Trochę boję się iść teraz sama, no i pada. Obiecuję, że jeśli zabrudzę panu samochód — tu wskazała palcem na stan czystości swoich ubrań — to posprzątam. Proszę.
    Uśmiechnęła się z nadzieją, patrząc na mężczyznę. Jednocześnie zastanawiała się, czy jest on kimś z bajki.

    Scarlet

    OdpowiedzUsuń
  13. Ręką potarł własne czoło i westchnął ciężko. Kolejny długi dzień pracy dobiegał końca. W dodatku z niemałym przyśpieszeniem, bo przez zamieszki właściciel postanowił zamknąć tych kilka godzin wcześniej. Oznaczało to o drobinę mniejszą pensję na koniec, ale Huck tym się nie przejmował. Pieniędzy miał w bród, spokojnie wystarczyłoby mu ich na sto lat życia w przepychu. Wszystko dzięki temu, że zrabowane skarby przeniosły się wraz z nim do Fabletown. Jednakże dopiero tutaj uświadomił sobie, że nie dadzą mu one szczęścia.
    Zarzucił skórzaną kurtkę na grzbiet, a na szyję założył granatowy szalik. Skinieniem głowy pożegnał sprzątające barmanki i opuścił Trip Trap. Drzwi zaskrzypiały przyjemnie, a mężczyznę ogarną rześki wietrzyk. Pogoda brutalnie zmieniła się z dnia na dzień. Jeszcze niedawno było całkiem ciepło, a teraz już spokojnie mógłby nosić swój czarny płaszcz, który czekał na niego w szafie w mieszkaniu. Uśmiechnął się do tej myśli i ruszył przed siebie, chowając hak do kieszeni. Tylko tak mógł ukryć swoją tożsamość. Należał do tych postaci, które łatwo rozpoznać. Nie trzeba wiele się wysilać, żeby domyślić się, kim był.
    Przechodził akurat jedną z uliczek nieopodal szkoły, gdy usłyszał podejrzany hałas. W Fabletown trzeba było na siebie uważać i choć nie należał do tych bezbronnych, to wolał nie być zaatakowanym z ukrycia. Przecież było kilku takich, którym mogłoby zależeć na jego krzywdzie. Zanim trafił do Nibylandii zdarzył się wielu osobom narazić i w tym dziwacznym, zatrutym grzechem mieście nie mógł czuć się bezpiecznie. Trafiło tu tak wiele osób z różnych światów. Ostatnim czasem pewne siostrzyczki upomniały się o wynagrodzenie za krzywdy, które onegdaj im wyrządził. A były „tymi dobrymi”. Musiał mieć się na baczności.
    Zajrzał w zaułek, z którego doszły go niepokojące dźwięki i zamarł w miejscu. Zaraz też pożałował swojej przesadnej ostrożności i ciekawości. Nie wiedział, co powinien zrobić. To była ewidentna pułapka. Grupka bliżej niezidentyfikowanych postaci napastowała młodego mężczyznę. Wiedział, że dawniej by się tym nie przejął, ale teraz... Próbował być dobry, próbował być zły. Żadna opcja się nie opłacała. Postawił więc na rozrywkę. Przecież zawsze lubił walkę, lubił pokazywać swoją wyższość w tej kwestii. Wkroczył pewnie w zaułek i odchrząknął znacząco. Srebrzysty hak trzymał nadal w ukryciu. Broń wyciągnięta z zaskoczenia zawsze działała lepiej.
    - Wybaczcie mi, że przerywam tę uroczą przyjacielską pogawędkę, ale uważam, że wasz kolega chciałby się już wymknąć, ale nie chce być nieuprzejmy i nie mówi tego na głos – przemówił.

    [ No to zaczęłam :) Przepraszam za jakość, ale tak po prostu wyszło > . < ]
    Huck

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak trafiłam do tak okropnego, budzącego obrzydzenie miejsca, jakim było Pudding ‘N’ Pie? Sama nie wiem... Może szukałam spokoju, którego i tak tam nie zaznałam? W końcu nie widziałam nigdy tylu ludzi na raz. Jedynie na ulicy, a w Fabletown tłumy to i tak rzadkość.
    Gdy weszłam do pomieszczenia od razu zauważyłam mały, dwuosobowy stolik, który stał na końcu sali. Ruszyłam w jego kierunku. Oczywiście kilka razy zostałam potrącona przez nieuważną osobę, jednak nie zareagowałam na to typowym dla mnie atakiem gniewu. Po prostu parłam przed siebie, by jak najszybciej usiąść przy stoliku i mieć wszystko w nosie. Wkrótce dotarłam do mojego drewnianego celu i rzuciłam się na krzesło. Wyjęłam mały szkicownik oraz miękki ołówek i zaczęłam rysować ludzi. Za każdym razem coś mi nie wychodziło; a to noga za krótka, ręka za długa, dłoń za mała, oczy nie proporcjonale, a nos wygląda jak dorodny ziemniak. Po dziesiątej próbie zamknęłam głośno książkę i wrzuciłam ją jednym ruchem do skórzanej torby. Uderzyłam głową o blat stołu. Czy wszystko do cholery musi iść nie po mojej myśli?
    Po krótkiej chwili zaczęłam się nudzić, więc zaczęłam zwracać większą uwagę na ludzi siedzących w dużej sali. Tego widziałam dzisiaj na ulicy, tamten był wczoraj w kwiaciarni... Uśmiechnęłam się pod nosem i cicho parsknęłam śmiechem. Nawet tutaj nikt nie mógł być do końca anonimowy. Nagle usłyszałam za sobą odchrząknięcie i krótkie pytanie w rosyjskim akcencie.
    - Przepraszam, czy tu wolne? Chciałbym tylko usiąść, nie myśleć i sprawdzić kilka pieprzonych klasówek.
    Odwróciłam się do tyłu. Stał przede mną szczupły mężczyzna o brązowych włosach. Wzruszyłam ramionami i odpowiedziałam od niechcenia:
    - Siadaj.
    Zrobił tak jak powiedziałam. Usiadł, a następnie wyjął kilkanaście kartek i rozpoczął ich przeglądanie. Ja za to zaczęłam uważnie studiować twarz mężczyzny. Miał garbaty nos - pewnie złamany. Nie mogłam określić koloru jego oczu. Wpadłam na genialny pomysł. Wyjęłam z torby szkicownik.
    - Pozwolisz... - mruknęłam i zaczęłam go rysować.

    [Przepraszam. Jestem perfekcjonistką i nie mogłam patrzeć na moje błędy, chociaż i tak wszystkich pewnie nie wyłapałam. Muszę się rozkręcić po miesiącu nie pisania.]

    Blair Even

    OdpowiedzUsuń
  16. [Spóźnione - cześć i dziękuję za miłe słowa. No proszę - nasz swojski stworek, a prawie nikt o nim nie słyszał. Polecam - słowiańskie postacie są naprawdę genialne. Moim drugim typem był jeszcze wodnik, ale dużo tu wodnych stworzeń. ;)
    Wątek bardzo chętnie. Pomysł mi się podoba, więc możemy tak zrobić. Poza tym Rosjanin i Polak się zawsze dogadają, więc Dymitr może znać, któregoś z braci. To by ułatwiło załatwienie czegoś po znajomości, bez pozwoleń.]

    Michael

    OdpowiedzUsuń
  17. Scarlet, nie czekając na to, aż jej wybawiciel się rozmyśli, wsiadła do samochodu i usiadła na miejscu pasażera.
    — Mieszkam niedaleko zniszczonej katedry, w tamtych blokach — wyjaśniła, zapinając pasy bezpieczeństwa.
    Oparła głowę o siedzenie, uprzednio podkładając pod głowę białą chusteczkę. Nie chciała mu zabrudzić samochodu, naprawdę. Mężczyzna ją uratował i jeszcze nic za to nie chciał... Nieczęsto zdarzali się tacy ludzie. Albo po prostu nie zauważył jeszcze wstążki na jej szyi.
    Drgnęła, gdy usłyszała wypowiedziane przez niego zdanie. Czyli... pewnie też pochodził z jakiejś bajki. Nie była tego pewna, ale tak się jej zdawało. Musiała więc odpowiedzieć w jakiś zakamuflowany pomysł, by się wszystkiego dowiedzieć.
    — Pewnie, że tak — przyznała z delikatnym uśmiechem. — Dzisiaj aż by się chciało otulić jakąś... czerwoną pelerynką. Najlepiej z kapturem.
    Posłała mu przeciągłe spojrzenie, jak gdyby wyczekując jego odpowiedzi.

    Scarlet

    OdpowiedzUsuń
  18. [Ja też tutaj nie za wiele wymyślę pewnie, uprzednio się nie edukując na temat Anastazji, więc to problem obustronny.' Ale jakoś to by było, no. Tyle że na dodatek moja kreatywność jest na poziomie ameby, jak to się teraz potocznie i fajnie mówi, ale zarazem na wątek "jakoś to będzie" nie pójdę, bo kończy się to moim "ojej, nie zauważyłam", jaasne. Można wykorzystać sam fakt, iż ktoś na Twego pana poluje, ja kłopotami nie pogardzę.]
    |Alexander

    OdpowiedzUsuń
  19. [Hej:) Z początku jak postać zobaczyłam - już jakiś czas temu - to zupełnie nie miałam pojęcia skąd Dimitrji pochodzi. Natchnęłaś mnie do obejrzenia "Anastazji", z którą miałam styczność.. już dawno, stąd moje zapomnienie. Przyszłam zaproponować jakiś wątek, o ile jest chęć. Oboje pracują w szkole, więc jest jakiś punkt zaczepienia, daj znać czy klecimy jakiś wątek to pomyślę jeszcze nad tym co tu do wątku dodać. =]

    Bella

    OdpowiedzUsuń
  20. [ Nic nie szkodzi. Ja przepraszam, że tyle to trwało, ale dopadło mnie życie ;__; ]

    Jones tylko wzruszył ramionami i powoli ruszył w stronę typów spod ciemnej gwiazdy i ich ofiary. Lufa pistoletu nie zrobiła na nim większego wrażenia. Z gorszych opresji wychodził, zanim trafił do Fabletown. Może i od tego czasu minęło kilka ładnych lat, ale on przecież w duszy wciąż był przebiegłym piratem i nie zamierzał dać się zabić, by sprawić radochę jakimś mięśniakom, którzy myśleli, że mają nad nim przewagę. To było zdecydowanie nieodpowiednie założenie, gdy obcowało się z Jonesem. Hak wciąż trzymał w kieszeni, a dla pozorów schował i zdrową rękę.
    - Wiecie panowie, ja już taki uprzejmy z natury jestem. Ale mimo to nie chciałbym się za bardzo mieszać w panów sprawy. Może wiec zabiorę kolegę i już sobie pójdę? – spytał, zwieszając głowę.
    Udawał zmieszanego całą sytuacją, a tym czasem uśmiech sam cisnął mu się na usta. Właśnie wpakował się w coś wielce ciekawego i za chwilę miał udowodnić tym wszystkim niedowiarkom, że jest sprytniejszy i lepszy. Nie robił tego wszystkiego z chęci niesienia pomocy nieznajomemu, ten człowiek mało go obchodził. To miała być tylko rozrywka, odciągnięcie nieprzyjemnych myśli. Tęsknił za adrenaliną i porządną bitką.
    Przeciwników było trzech. Obserwował ich uważnie, wlokąc się do miejsca przeznaczenia noga za nogą. Musiał jak najbardziej zniwelować dystans. On mieli broń, która działała lepiej z pewnej odległości, a on potrzebował znaleźć się na wyciągniecie ręki.
    Jeszcze parę kroków, jeszcze kawalątek. Już wyobrażał sobie ciepłą krew i jej zapach.
    - Ty, cwaniak…. – odezwał się uzbrojony mężczyzna – Rączki z kieszeni.
    Huckowi zostało już parę kroków. Powoli wyciągnął prawą dłoń i pokazał ją mięśniakowi. Teraz już nie krył się ze swoim bezczelnym uśmiechem, stał tuż przed trójką bandziorów i ich niedoszłą ofiarą.
    - Pięknie, pięknie. Nie szczerz się tak, bo ci zęby wybije – warknął jeden z napastników – Druga rąsia.
    - Na życzenie – odparł Jones i skinął głową.
    Reszta poszła już bardzo szybko. Błysnął wyciągnięty z kieszeni hak, metal świsnął w powietrzu i wbił się w gardło mężczyzny z pistoletem. Ten nie miał nawet czasu na reakcje. Huck już dawno wyrobił swoje zdolności i z niejednym łotrem miał do czynienia. Okręcił się wokół własnej osi, a jego płaszcz załopotał dookoła niego, wyolbrzymiając jego postać.
    Wypalił jakiś pistolet, ale pocisk tylko zrobił dziurę w brzegu ubrania byłego kapitana. Chwilę potem Huck patrzył już w oczy przeciwnika, trzymając hak w jego brzuchu. Tamten próbował się jeszcze bronić i wyciągał drżące ręce ku szyi pianisty z Trip Trap.
    - A wykrwaw się złotko – mruknął o niego czule Jones i odsunął się o krok – Zmykaj ptaszyno – rzucił do mężczyzny, którego skórę właśnie ratował – Ja się zabawię jeszcze z tym ostatnim.
    Mówiąc to szczerzył się szeroko, przykładając zakrwawiony hak pod swój własny nos.
    Gdyby jednak po tak długiej przerwie od walki wszystko poszło gładko, to byłoby za dobrze. Coś huknęło porządnie, a Huck poczuł ciepłą strugę cieknącą mu po łydce. Dogorywający typek z dziurą w piersi postrzelił go w nogę. Jones skrzywił się w niezadowoleniu i na chwilę skupił się na ranie.
    - Kurwa mać – jęknął.
    To wystarczyło by ostatni napastnik rzucił się na niego z pięściami. Ciosy nie były byle jakie, dało się wyczuć, że ma się do czynienia z zawodowym obijaczem mord. To z takim, który ubija te mordy nawet wtedy, gdy te już dawno wyzionęły ducha. Jones musiał przestawić się z ataku na obronę. Miał przewagę o tyle, że był drobniejszy i zwinniejszy.

    [ Takie tam coś dziwne ;__; ]
    Huck

    OdpowiedzUsuń
  21. [Hej, hej ;)
    Ogarniam się powoli i wracam do życia po kilku nieudanych, drugich postaciach :D Tym bardziej, chętnie napiszę coś nowego ;) I zaraz zabieram się za czytanie notki :D
    Masz może jakieś pomysły? Jak nie, to robimy burzę mózgów :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  22. [Całkiem dobry początek ;) Jak najbardziej, możemy właśnie nawiązać do wydarzeń, które opisałaś w notce.
    Więc, jeśli chodzi o samo powiązanie: mogli spotkać się jakoś przypadkiem, zaczęli rozmawiać, wyszła na jaw historia o Lucy i Haku. I tak, jak napisałaś, Dymitr po jakimś czasie skojarzy, że go zna i postanowi pomóc jej go odnaleźć. W ten sposób rozwinęła się ich znajomość ;)
    A sam wątek możemy oprzeć na tym zabójstwie. Co sądzisz o tym, by Luby była przypadkowym światkiem całego zajścia? Mogła znać tego Kruza, może wisiała mu jakąś kasę i była w jego mieszkaniu w chwili zbrodni. Gdy usłyszała strzały, schowała się i siedziała cicho, aż tajemniczy zabójca wyjdzie z mieszkania (nie wiedziałaby, że to Dymitr). Gdy zapadła cisza, odkryła ciało i coś, co skojarzyła z Dymitrem – jakiś charakterystyczny przedmiot, który zgubił (może amulet z muszelek, który sama mu dała?). Lucy zorientowała się, że to on jest zabójcą. Wówczas pójdzie do niego, opowie, że wie o wszystkim i zechce pomóc mu zatuszować całą sprawę.
    A żeby dodać więcej dramatyzmu: Lucy wisiała Kruzowi kasę. Procenty rosły, a ona nie miała z czego ich spłacić. Kruz zaproponuje jej spotkanie w tym mieszkaniu, by w wiadomy sposób spłaciła cały dług. Dziewczyna postanowi go otruć, zanim do czegokolwiek dojdzie – dosypie czegoś do wina. W tym właśnie momencie, zapuka Dymitr i zastrzeli Kruza. Po jego wyjściu, Lucy wyleje truciznę.
    A wątek możemy zacząć od momentu, w którym Lucy przychodzi do Dymitra ze wspomnianym amuletem, który zgubił przy ciele Kruza. Zaczynają rozmawiać. Lucy mówi mu o wszystkim – także o tym, co sama chciała zrobić. Dochodzą do wniosku, że teraz oboje w tym siedzą i muszą uważać. Co będzie dalej, pomyślimy w trakcie pisania ;)
    Jak to wszystko widzisz? :D

    Nie ma sprawy ;) Notka jest naprawdę ciekawa i aż natchnęła mnie do tego, co napisałam tu powyżej xD]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  23. [ Na pochwałę zasłużyłaś, bo notka pierwsza klasa ;) A mi miło słyszeć, że lubisz mój styl. I jejciu, czytałaś moje notki. Tyle szczęścia ^^ A opisy uczuć to to, co robię zawsze, gdy tylko nie mam pomysłu na wartką akcje. Bo rozwlekłych opisów miejsc i osób nie potrafię tworzyć. Ot, cała filozofia xD
    A nowy wątek bardzo chętnie. Tym bardziej, jeśli miałby się wiązać z próbą samobójczą Hakusia. Bo powiem szczerze często to proponowałam innym autorom, a potem pisałam początek i nie dostawałam odpowiedzi, bo uciekali z bloga >,< Także pomysł mi się bardzo podoba :D ]
    Huck

    OdpowiedzUsuń
  24. [ Nie no, nie ma sprawy XD Zacznę, tylko jeszcze nie wiem, jak szybko to nastąpi, bo ostatnio mam sporo na głowie. ]
    Huck

    OdpowiedzUsuń
  25. [I jest początek ;) Mam nadzieję, że znośny, bo mam dziś dość sporo na głowie ;)]

    Zimny wiatr przeszył jej wełniany płaszcz na wylot. Od dawna nie pamiętała tak chłodnego wieczoru, tak pustych ulic, tak gęstej mgły w fabletownskich zaułkach. Dawno też nie czuła tylu sprzecznych emocji naraz. Echo stukotu jej obcasów o betonowy chodnik odbijało się od ścian starych kamienic i przyprawiało ją o irracjonalny lęk. Miała wrażenie, że ściąga na siebie uwagę niewidzialnych napastników; kogoś, kto może śledzić ją od wyjścia z tamtego mieszkania. Raz przyspieszała, raz zwalniała, już sama nie wiedziała, co robi. Ściskany w dłoni niewielki przedmiot ciążył jej niemal tak mocno, jak kula u nogi.
    Już po raz kolejny, w jej głowie przetoczył jej obraz całego zajścia sprzed kilkudziesięciu minut. Wszystko dokładnie, co do sekundy, niczym nagrany film. Czy wszystko sprawdziła, zabrała, wylała. Czy nie zostało już żadnych innych śladów. Tego nie wiedziała, nie była śledczym.
    Po jej roztrzęsionym ciele przebiegł kolejny lodowaty podmuch wiatru, więc znów przyspieszyła, a stukot butów stał się dokuczliwszy. Dopiero za kolejnym zakrętem pozwoliła sobie na głębszy wdech. Starała się uspokoić i spojrzeć na wszystko chłodnym spojrzeniem. Przecież Kruz miał zginąć. Taki miała plan, nad którym myślała od dawna, czego bała się przyznać przed samą sobą. Już miesiąc wcześniej przygotowała truciznę, nękana jego chorymi telefonami, okropnym tonem głosu, propozycjami, o których wolałaby jak najszybciej zapomnieć. Kruz miał zginąć. Miał zginąć z jej ręki. Los chciał jednak inaczej – ktoś ją uprzedził. Mały przedmiot w jej ściśniętej pięści zaczął wbijać się w delikatną skórę nimfy.
    Teraz jednak nie samo zabójstwo chodziło jej po głowie, a zabójca. Tajemniczy osobnik, który zapukał do mieszkanie akurat w momencie, w którym dosypała Kruzowi trucizny do wina. Ten, który oddał kilka strzałów i przeniósł ciało do łazienki… I do którego bez wątpienia należał malutki, niepozorny przedmiot, który właśnie kurczowo ściskała. Już po kilku minutach dotarła na miejsce. Stanęła przed starymi drzwiami opuszczonej kamienicy. Tuż na wysokości jej oczu widniał złowieszczy napis „do rozbiórki”. Zapukała raz, drugi. Po chwili znów, pięścią, by dobrze usłyszał ją jedyny mieszkaniec.

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie musiała długo czekać. Po kilkunastu sekundach usłyszała stłumione kroki na schodach i już po chwili, stare drewniane drzwi otworzyły się przed nią.
    -Witaj, Dymitr – powitała go cicho, z iście pogrzebową powagą. Od razu spostrzegła, że był zaskoczony jej wizytą. Nie mógł przecież o niczym wiedzieć i nie miał pojęcia o istnieniu świadka zbrodni. Tym lepiej dla niego, że padło właśnie na Lucy.
    Próbowała posłać mu choć leciutki uśmiech, tak na powitanie, jednak jej usta nawet nie drgnęły. Kiwnęła tylko głową, zgadzając się na wszystko, po czym minęła go w progu i poczekała, aż poprowadzi ją do swojego mieszkania.
    Z każdym kolejnym krokiem narastało w niej poczucie lęku. Może sprawiała to atmosfera panująca w tym dziwnym, starym budynku. Od środka, kamienica wyglądała równie groźnie, jak na zewnątrz. Większość powierzchni ścian pozbawiona była tynku i szczerzyły się do niej gołe, kruszejące cegły, układane na przemian ze spróchniałymi belkami. Podłogi – drewniane i kamienne – bez wątpienia pamiętały czasy, w których to mafijne rody panowały w tych okolicach. Stare schody skrzypiały niemiłosiernie, a barierka odgradzająca je od przepaści chwiała się niczym huśtawka.
    Weszli do mieszkania. Nie rozglądając się, Lucy rozpięła płaszcz i usiadła na krześle tuż za okrągłym stolikiem. Oparła łokcie na blacie i przetarła oczy czując, że zbiera jej się na płacz. Emocje, które dusiła w sobie od czasu wkroczenia do mieszkanie Kruza powoli brały górę. Rozczochrane wiatrem włosy opadały niezgrabnie na jej ramiona, więc pośpiesznie odrzuciła je do tyłu. Westchnęła głośno. Jeszcze jakąś godzinę temu była świadkiem morderstwa popełnionego przez osobę, która stała tuż przed nią.
    - Muszę ci o czymś powiedzieć – zaczęła, zbierając siły. Nie była zła. Nie była też zawiedziona, czy rozczarowana tym, co zrobił. Po prostu, stało się – pech chciał, że na jej oczach. Zastanawiały ją tylko motywy Dymitra, choć znając Kruza, mogło ich być tysiące i wszystkie były poważne. Nie wiedziała tylko, jak zacząć. Wyciągnęła rękę przed siebie i z zamkniętej pięści wypuściła nieduży, podłużny amulet wykonany z muszelek – prezent, który podarowała mężczyźnie kilka tygodni temu, a który znalazła przy ciele Kruza. Muszelki brzdęknęły o wytarty blat stolika.

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  27. [Dziękuję, bardzo miło mi to czytać. Praktycznie wszystkie postacie z indiańskich legend są cudowne i fascynujące, a kartę świetnie mi się pisało, więc tym bardziej się cieszę. Po wątek przybywam, bo mam wielki sentyment do "Anastazji" no i do samego Dymitra, więc koniecznie trzeba coś wymyślić. :)]

    - Davy Jones & Wakinyan

    OdpowiedzUsuń
  28. [ Hej, wpadłam przeprosić, że tyle musisz czekać, ale ostatnio totalnie nie mam czasu, żeby usiąść i napisać ten początek. Wciąż pamiętam, po prostu nie mam kiedy, póki co... ]
    Huck

    OdpowiedzUsuń
  29. [Dla animacji zrezygnowałam ze standardowej małej syrenki i zaczęłam grzebać, żeby znaleźć coś o tych mitologicznych bestiach, ale żeby nie opierało się tylko na mitologii, bo tego nie uznajemy ;)
    Dziękuję za powitanie i jak najbardziej jestem chętna na wątek, tym bardziej, że Dymitr to moja miłość z dzieciństwa i mam do niego od zawsze wielką słabość, tak samo jak do całej bajki. Właściwie to przez bajkę cholernie wciągnęła mnie historia XIX wiecznej Rosji, zwłaszcza Romanowów, miałam totalnego bzika :D No ale dobra, koniec z wynurzeniami, przechodzę do konkretów. Wątek tak, powiązanie też można coś kombinować, ale osobiście wolałabym pójść na żywioł i lecieć z przypadku. Chyba że wolisz z powiązaniami.]

    PS. Spoko, nie musisz w sumie się podpisywać, bo po nicku i avku idzie się domyślić na szczęście ;)

    Nadine

    OdpowiedzUsuń
  30. [Tak, musiałam nadrobić co tu się działo jak mnie nie było. :)
    W razie czego też śmiało można w akcję powkręcać też moją drugą postać.
    Pomysł mi się podoba i idealnie pasuje do postaci, więc możemy tak zrobić. Ewentualnie nawet nie znając się, Dymitr mógł słyszeć o tym, że Wakinyan pomaga uciekinierom z farmy i w ogóle zwierzęcym postaciom, więc nawet mógłby się celowo z nim skontaktować w sprawie pomocy. Czy coś takiego.]

    - Davy Jones & Wakinyan

    OdpowiedzUsuń
  31. [Witam witam! I dziękuję, Twoja postać również mi się podoba, choć też nie oglądałam jej bajki.
    Jasne, bardzo chętnie skuszę się na wątek. Nie wiem co mogłoby łączyć nauczyciela ze striptizerem, ale każdy ma swoją mroczną stronę... xD
    Jakiś pomysł może masz? Czy wolisz iść na żywioł? Bo mi i to i to pasuje. Jeśli wolisz pomysł, to z mojej strony mogę zaproponować, że Kuzco mógłby go znaleźć w tym opuszczonym budynku, a że niedawno dostał sporo kasy, to mógłby jako litościwy władca zabrać go na jakiś obiad. Ale to tylko propozycja, chciałabym poznać też coś od ciebie i potem zdecydujemy, które lepsze. Ewentualnie podaj swoje gadu i tam się sprawniej dogadamy. :)]

    Kuzco

    OdpowiedzUsuń
  32. [Cześć. Przepraszam, że odpisuję dopiero teraz, ale ostatnio nie wiem w co ręce włożyć.
    Oczywiście, że Mushu ma ochotę na wątek. Patrząc na ich sposób patrzenia na świat i charakter, to z pewnością to ich nie połączy, bo są różni. Jednakże myślę, że może być ciekawie... Masz tylko jakieś propozycje?]

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  33. [Bardzo dziękuję za zaczęcie, jest super ;) Mam tylko jedno zastrzeżenie, ale pewnie Ci się po prostu pomyliło - Nadine pracuje jako recepcjonistka, nie instruktorka.
    Sentyment rozumiem doskonale, sama próbowałam z Anastazją, aż dwa razy, chyba jednak prowadzenie księżniczki nie jest dla mnie :D]

    Praca na pływalni była idealnym zajęciem dla Nadine. Dzięki niej posiadała klucze do każdych drzwi, co umożliwiało jej samotne pływanie nocami kiedy tylko miała ochotę, a nie chciało się jej iść na plażę. Układ idealny, i chociaż szef widząc ją w wodzie kilka razy proponował zajęcie instruktorki, zawsze odmawiała. Na recepcji było jej dobrze, nie odczuwała żadnej pokusy żeby niespodziewanie przy innych zmienić swoją postać. Doskonale wiedziała, że gdyby pływała ucząc tego innych, w końcu by uległa instynktowi i zamiast dziewczyny uczniowie mieliby przed sobą jej drugie oblicze. Czasami jednak, zwłaszcza wieczorami gdy ruch był już mały, opuszczała swoje stanowisku przy wejściu i obserwowała pływających.
    O tej porze zwykle było tylko kilka osób, a i tak większość wychodziła szybciej. Właściwie to od paru dni do samego końca zostawał tylko jeden mężczyzna, i to na nim skupiała swoją uwagę, podziwiając jego determinację, bo nie każdy miałby natchnienie na pływanie o tak późnej porze, i to jeszcze codziennie. Co prawda nie trwało to długo, ale instynkt jej mówił, że mężczyzna nie odpuści. A jeśli chciał zobaczyć rezultaty był na dobrej drodze, bo tylko regularna praca potrafiła je przynieść.
    Odwzajemniła jego uśmiech, poczekała aż zniknie w drzwiach do szatni, po czym powróciła do biurka żeby wyłączyć komputer i spakować swoje rzeczy do torebki. Powinna teraz poczekać aż ostatni klient wyjdzie, zamknąć wszystkie drzwi i sama udać się do domu. Miała jednak ochotę zostać i pomoczyć się trochę, dlatego usiadła na obrotowym krzesełku, kręcąc się dookoła i czekając, aż mężczyzna opuści budynek. Odczekała chwilę, jeszcze raz sprawdziła rząd dwukolorowych kluczyków z numerkami szafek żeby upewnić się, że wszystkie zostały zwrócone i nikogo już na pływalni nie ma, i dopiero wtedy podniosła się z krzesła z kluczem w ręce. Chciała zamknąć drzwi od wewnątrz, tak żeby nikt jej nie przeszkadzał gdy będzie pływać, niespodziewanie jednak do środka wpadł nieznajomy. Zatrzymała się, zmierzyła go wzrokiem i rozpoznała ostatniego klienta. Uśmiechnęła się, wysłuchując jego pytania, po czym skinęła głową.
    - Oczywiście, mamy telefon, proszę podejść ze mną do biurka.
    Cofnęła się tych kilka metrów, które dzieliły główne drzwi od stanowiska recepcji, i wskazała ręką na telefon stacjonarny, który służył głównie za ozdobę, ale niezawodnie działał. Sprawdziła to kilka razy gdy miała wolną chwilę i chciała porozmawiać z siostrą, a szkoda jej było używać swojej komórki.
    - Może pan z niego skorzystać, podejrzewam że coś się stało? - zapytała, wciąż z lekkim uśmiechem na ustach.
    To działo się za każdym razem, gdy tylko była z jakimś mężczyzną sam na sam. Mimowolnie, korzystając ze swojej mocy, uwodziła go, wpływając delikatnie na jego myśli. Nigdy nie zdawała sobie z tego sprawy, roztaczała po prostu magię, która została jej podarowana i którą miała wykorzystywać właśnie w ten sposób. Co innego jednak, gdy robiła to świadomie podczas polowania, a wtedy gdy to przychodziło samo. Niestety, zapanować nad tym nie mogła.
    - Mam tylko nadzieję, że nic strasznego - dodała po chwili, obserwując jak wykręcał numer.

    Nadine



    OdpowiedzUsuń
  34. [Zaznaczę od razu, że wymyśliłam sobie rzekę i most w Fabletown, bo nie wiem jak to wygląda w wymyśle Administracji x) Ale uznałam, że Hak tak właśnie powinien spróbować się zabić ]

    Tym razem czarę goryczy przechyliła sytuacja w pracy. Gdyby to jeszcze była zwykła bójka, w którą się włączył, co zdarzało się już nie raz, to sytuacja miałaby się odwrotnie. Jemu jednak zagrożono wylaniem z pracy przez grywanie zbyt smętnych piosenek i picie w godzinach pracy. Zabraniano mu więc dwóch rzeczy, w które się uciekał, gdy przytłaczał go ciężar egzystencji. Na domiar złego musiał borykać się z prawem, bo ponoć jego statek nie mógł od tak se stać w porcie nie używany. Tylko że w dwudziestym pierwszym wieku ciężko znaleźć chętnych do zaciągnięcia się na żaglowiec. Zresztą co miałby teraz robić jako kapitan? Wrócić do rabunków, gdy technologia zbrojeniowa skoczyła o kilka wieków? Jolly Roger był zabytkiem, tak jak sam Jones.
    Ruch uliczny ustał, życie wieczorne jeszcze nie zdążyło się rozpocząć, ludzie wracali po pracy do domu i szykowali się do snu lub zabawy. Idealny moment, by skończyć ze sobą. Huck spojrzał przez barierkę mostu ku rzece. Woda pędziła w sobie tylko znanym kierunku. Były pirat westchnął… Mały kamyk, który spoczywał do tej pory w jego dłoni spadł w dół i zniknął w spienionej toni.
    W głowie Huckelberrego kłębiły się czarne myśli. Samotność i przeżyty czas odbierały swój haracz a jemu to nie odpowiadało. Nie lubił, gdy ktoś dyktował mu, jak ma żyć. Dlatego ustalił własną zasadę. To on pokieruje swoim życiem, a raczej jego końcem. On zdecyduje o swojej śmierci, nikt inny. Żaden piekielny zegarek od starszego brata nie będzie go dłużej dręczyć nieustanym tykaniem. Błękitnooka kobieta z jego przeszłości nie będzie mu wciskała miłosnego kiczu i nie będzie na niego zrzucała poczucia winy. To on był tym pokrzywdzonym, nie ważne jak egoistycznie to brzmiało.
    Na chwilę zamknął oczy, a gdy ponownie je otworzył, to wspiął się na barierkę i chwycił zdrową ręką słupa, który miał po prawej stronie. Wystarczyło puścić się, skoczyć, zdecydować, że to już czas. Coś jednak go powstrzymywało. Jak zwykle zresztą. Strach.
    Nie potrafił nad tym zapanować, przeżyte wieki, cały ten zastój czasu w Nibylandii. Wszystko to uzależniło go od życia, życia, którego nienawidził. Był już tym wszystkim zmęczony. Cały świat był przeciw niemu, uczyniono go czarnym charakterem całkowicie wbrew niemu. Patrząc na to z perspektywy czasu miał wrażenie, że nie miał zbyt wielkiego wyboru. Nie dano mu kolejnej szansy. Przekreślono go, od tak.

    [ Przepraszam, że takie krótkie i pełne rozmyślań i wgl… Ale nie mogę napisać chwilowo nic lepszego >,< Jeszcze się poprawię XD ]

    Huck

    OdpowiedzUsuń
  35. [Nie ma sprawy ;) Czekam na twoje komentarze z wytchnieniem, bo uwielbiam twój sposób pisania! :D Moje komentarze przy tym to takie miernoty xD
    Słuchaj, jak kombinujemy dalej? Wracamy na miejsce zbrodni z jakiegoś powodu? Może rano pójdą tam, ale zobaczą, że w mieszkaniu Kruza jest już policja? Wtedy zaczną kombinować, by w całkowicie „wymazać się” z powiązań z Kruzem? Bo przecież on musiał prowadzić jakieś notatki, na pewno ktoś jeszcze wiedział, że Lucy dla niego pracuje, a Dymitr ma z nim na pieńku? ;) Mogą razem zacząć grzebać, sytuacja będzie się pogarszać. Jak sądzisz?]

    Lucy z zaskoczeniem obserwowała, jak postać Dymitra kurczy się w sobie. Widziała, jak w ułamku sekundy jego twarz przybiera rysy przerażenia, a wesoły ton głosu, którym ją powitał zaczynał drżeć od wymyślanych na poczekaniu kłamstw. Jego reakcja utwierdziła ją tylko w przekonaniu, że nie pomyliła się i to, co widziała, faktycznie się wydarzyło. To był on. Przerwała mu gestem dłoni, po czym położyła ją na jego zaciśniętej pięści, w której wciąż trzymał mały zbiór muszelek.
    - Wiem o wszystkim. O WSZYSTKIM, rozumiesz? – zaczęła patrząc mu prosto w oczy – Byłam tam przez cały czas i widziałam, co zrobiłeś. Ale nie o to chodzi…
    Zamilkła na moment. Atmosfera wciąż była wyjątkowo napięta, a jej słowa wcale tego nie zmieniły. Czuła, że musi powiedzieć mu dokładnie o wszystkim, nie było innego wyjścia. Zbyt wiele się wydarzyło i mogło jeszcze wydarzyć, by przemilczeć szczegóły. Westchnęła i dodała po chwili ciszy.
    - Byłam tak już jakiś czas, zanim… zjawiłeś się ty. Pozwól, że zacznę od początku.
    Poprawiła się na krześle i rozpięła płaszcz czując ciepło buchające z kominka. Pod spodem miała odświętną, czerwoną sukienkę, która miała zmylić Kruza, by nie podejrzewał jej złych zamiarów.
    - Od jakiegoś roku pracowałam dla niego. Nie robiłam niczego szczególnego: czasem przekazałam jakąś paczkę lub podrzuciłam wiadomość odpowiednio oznaczonemu klientowi w Bella Notte. Za każde zadanie dostawałam małe wynagrodzenie, które po jakimś czasie było jak druga pensja – wiesz, że nie wiodło mi się najlepiej. Zaciągnęłam u niego dług, bo potrzebowałam większej sumki. Odsetki rosły, a ja nie mogłam już ich spłacać. Kruz zaczął mi grozić, a gdy wykrzyczałam mu w słuchawkę, że nigdy nie zdołam oddać tych pieniędzy, zaczął wydzwaniać z niemoralnymi propozycjami. Mógł zapomnieć o długu w zamian za… sam wiesz.
    Przeczesała palcami jasne, rozwiane wiatrem włosy i znów westchnęła.
    - Zgodziłam się i jeszcze tego samego wieczoru kupiłam truciznę. Postanowiłam skorzystać z jego propozycji i otruć go, zanim do czegokolwiek by doszło. Gdy ktoś zapukał do drzwi, skorzystałam z okazji i wsypałam proszek do wina. Potem usłyszałam strzały i przez szparę w drzwiach widziałam całe zajście. Było ciemno, więc nie wiedziałam twarzy. Dopiero, gdy przy wannie znalazłam amulet, domyśliłam się, że ty jesteś zabójcą.
    Spojrzała na Dymitra i posłała mu niemrawy uśmiech.
    - Nie obwiniam cię o nic, ani nie oceniam – rzuciła nagle, chcąc podtrzymać go na duchu – Sama miałam go wykończyć, więc… Zastanawiam się tylko, dlaczego to zrobiłeś?
    Wstała od stołu i wolno podeszła do kominka, wyciągając dłonie do ognia.
    - I mam nadzieję, że masz w zapasie troch alkoholu? – dodała – Po tym wszystkim, chętnie bym się czegoś napiła.

    OdpowiedzUsuń
  36. [Pomysł mi się bardzo podoba. Przy czym on raczej od razu by poznał Dymitra, ale nie koniecznie musiałby od razu reagować. No ale poza tym to jestem jak najbardziej za. Mogłoby wyjść ciekawie. Przydałoby się wymyślić tylko co Dymitr mógłby wtedy ukraść. Bo tutaj można to na dwa sposoby rozegrać. Jeśli Dymitr wiedział, że ma do czynienia z Ptakiem Gromu to mógł ukraść coś magicznego, co dobrze by się sprzedało w Fabletown. W tym wypadku to mogło być pióro Ptaka Gromu lub fulguryt (czyli to coś, co powstaje po uderzeniu pioruna). A jeśli Dymitr nie wiedział z kim ma do czynienia, to jedyne co mi przychodzi do głowy to tylko jakiś przedmiot mający dla Wakinyana wartość sentymentalną, np. coś co należało do jego dawno już nie żyjącej żony. To już jak wolisz. :)
    Nie śpiesz się - nim wezmę się za wątki chcę dokończyć remont i zaległości u mojej pierwszej postaci. :)]

    - Davy Jones & Wakinyan

    OdpowiedzUsuń
  37. [ My tu miałyśmy wątek, o ile dobrze pamiętam. :D Jesteś chętna na kontynuację? :3 ]

    Scarlet

    OdpowiedzUsuń
  38. [jedna z moich ulubionych męski postaci z bajek, jak mogłabym nie wpaść, żeby się przywitać. Zapraszam do siebie i bardzo liczę na wątek, a najchętniej to bym pokombinowała nad jakimś powiązaniem ;)]

    Meghan

    OdpowiedzUsuń
  39. [Dymitrze kochany, wpadam przeprosić, ale chwilowo niestety nie udźwignę dwóch postaci. Może po nowym roku jak będę mieć więcej czasu wrócę z Wakinyanem. Na razie jeśli nadal masz chęć na wątek ze mną to serdecznie zapraszam Cię do Davyego - może wykombinujemy coś równie ciekawego. Przepraszam za zamieszanie. :)]

    - Davy Jones

    OdpowiedzUsuń
  40. [No niestety. Dawno nie prowadziłam dwóch postaci i trochę mnie przerosło.
    Widzę, że w naszych rodzinnych Trudnych Sprawach się orientujesz i trochę powiązań z częścią rodziny masz, więc coś się powinno wymyślić. ;)
    W sumie z Lucy będziemy układały wątek na nowo, a że obie lubimy kryminały to może akurat się trafić coś ciekawego, co można będzie użyć w wątku z Dymitrem. Nie wiem jeszcze co tam wymyślimy, ale Davy ma spore dojścia w Woodlands, nie mówiąc już o magii i związkach z tamtym światem, więc mógłby przez wzgląd na Lucy, pomóc Dymitrowi z zatuszowaniem sprawy (wprawę ma, bo sam ma na swoim koncie potrójne albo poczwórne morderstwo, które przeszło bez echa). Możemy też wykorzystać motyw sekty z Twojej notki. Davy sporo wie o sekcie i ma swoje prywatne skomplikowane sprawy z ich przywódcą. Skoro Dymitr chce wyciągnąć córkę przyjaciela z sekty to mógł się zwrócić o pomoc do Davyego. Możemy też trochę przerobić pomysł, który mieliśmy mieć przy drugiej postaci. Kłopot z uczennicą, która jest jakimś morskim stworzonkiem i potrzebuje pomocy. No i niezależnie od wątku można przyjąć, że skoro Dymitr nie zna historii Haka, to nie ma pojęcia kim jest Davy. Wtedy można zgrabnie wpleść motyw, w którym Dymitr to rozgryzie i nagle okaże się, że Davy ma u niego dług wdzięczności za uratowanie brata, który później w dalszym rozwoju wątku można będzie jakoś ciekawie wykorzystać. Mam nadzieję, że trochę pomogłam. :)]

    - Davy Jones

    OdpowiedzUsuń
  41. [ Hmm... Mam w sumie pewien pomysł. Może po naszym poprzednim wątku Dimitrij i Scarlet się zakolegowali? Są takimi dobrymi znajomymi, wiedzą o swoich bajkowych przeszłościach i w ogóle. A teraz można by im coś bachnąć! Tak bachnąć, że łolaboga! :D
    Tylko nie mam pomysłu. ;; ]

    Scarlet

    OdpowiedzUsuń
  42. [Hej, bardzo miło mi to słyszeć, bo nie byłam pewna czy mój młody kraken się przyjmie na blogu. :) Notkę kojarzę, a w sumie sektę chyba mamy tylko jedną na blogu, więc to mógłby być ciekawy punkt zaczepienia. Możemy nawet dać, by ta dziewczyna znała Waltera, może nawet dzięki niemu się w całą tą sektę wplątała... Co sądzisz?]

    Ava || Walter

    OdpowiedzUsuń
  43. [ Jestem za takim wątkiem ze Scarlet, a jakże. :D Mam zacząć? A co do Bena, to może na razie wątek sobie odpuścimy, bo i ja nie mam żadnego pomysłu. ;-; A bajka o Szczurołapie jest jedna z moich ulubionych, chociaż najstraszniejszych, jakie miałam okazję czytać. ]

    Scarlet & Ben

    OdpowiedzUsuń
  44. [Witam serdecznie. :) Dziękuję bardzo za wszystkie miłe słowa. Grafika niestety nie jest moja (podziwiam autora), ale przerabianie htmla by pasował do grafiki to już moje dzieło, więc trochę też mojego wkładu było. ;)
    Wątek zawsze chętnie. Z "Anastazji" co prawda niewiele pamiętam, ale Dymitra akurat nieźle kojarzę, więc może być ciekawie. Możemy tak zacząć. Victor mógłby Dymitra trochę połatać bez zbędnych pytań. Tak sobie też czytam właśnie Twoją notkę i w sumie można trochę skomplikować nam wątek i wpleść gdzieś motyw tego morderstwa. Czy to Dymitr przypadkiem się wygada, czy też ciało tamtego faceta trafi na sekcje do Victora. Albo można połączyć wszystko do kupy - Dymitr podczas wizyty u doktora może, np. z powodu leków, powiedzieć za dużo, Victora obowiązuje tajemnica lekarska, więc raczej Dymitrowi nie zagraża. Za to VIctor ma swoje dziwne zainteresowania i mógłby pójść z Dymitrem na układ - załatwi powiedzmy oficjalny akt zgonu na korzyść Dymitra, a ciało sobie zabierze na sekcję i eksperymenty. Mielibyśmy całkiem makabryczną intrygę i dość interesującą relację między panami. To tak na szybko. Co myślisz? :)]

    Victor

    OdpowiedzUsuń
  45. [Ja również przepraszam za poślizg :< Ale już przybywam z wątkiem!]

    Dzisiejszy dzień był dla Kuzco naprawdę szczęśliwy. Nie dość, że był to dzień wypłaty, to jeszcze wczorajsza klientka sypnęła takim hajsem, że normalnie bał się, że nie uniesie. Pozbył się połowy, bo kupił sobie najlepszy na świecie płaszcz ze złotymi elementami i wykończeniami, nie mogąc oprzeć pokusie. Kupił sobie również kawę i poszedł w miasto pospacerować.
    Pech chciał, że spotkał po drodze czarnego kota. Kotów samych w sobie nie lubił, bo kojarzyły mu się tylko i wyłącznie z przeszłością i tym, jak schrzanili mu życie. Ale ten był czarny, pechowy, więc chciał go nieco obejść. I szedł tak za nim aż do jakiegoś opuszczonego budynku, który zaciekawił króla. W końcu to jego włości. Może by tak zdecydować o postawieniu tu Kuzcotopii? Tak, doskonale. Ma teraz tyle kasy, że mu na pewno starczy. Tylko od której strony padało najlepsze światło?
    Podszedł do jednego z okien i rozejrzał się po okolicy. Smród, brud i ubóstwo. Kiła i mogiła. Już chciał zawrócić zdegustowany i odwrócił się przodem do drzwi, którymi przyszedł, a w których stał teraz jakiś facet. Na boga, bezdomny!!
    Podskoczył przestraszony i wyciągnął rękę w jego stronę, wskazując na niego palcem.
    - Ty tam! Bezdomny! Jeśli nic mi nie zrobisz, to kupię ci fajny obiad! A chyba chcesz fajny obiad od swojego króla, co? Ba! Zjadłbyś go nawet w jego towarzystwie! Widzisz jaki jestem miłościwy! - powiedział donośnie, gapiąc się na niego niemal wyzywająco. Ale co zrobić. Odwaga podparta głupotą.

    Kuzco

    OdpowiedzUsuń
  46. [ Może w takim razie Ty zaczniesz, bo ja zapewne coś nieumyślnie spieprzę. xD ]

    Scarlet

    OdpowiedzUsuń
  47. [Spoko, długie wypowiedzi są super :'D]

    - Jak to nie jesteś bezdomny? Mieszkasz w budynku do rozbiórki. Więc domu nie masz! Nie oszukuj mnie. Bo spotka cię kara boska. Bóg to mój poddany. - mruknął, marszcząc brwi i mrużąc migdałowe oczy. Co z tego, że sam też nie miał domu. Praktycznie byli w takiej samej sytuacji. Z tą różnicą, że Kuzco był królem i był super. A ten bezdomny był zwykłym brudasem, który się szlajał bez celu w życiu. No, a przynajmniej takie myśli podsuwał niewielki móżdżek króla. Nie wpadłby na to, że nauczyciel może upaść tak nisko i spać w opuszczonym budynku.
    Fuknął zdenerwowany, kiedy nazwał go nienormalnym. Może nie dosłownie, ale zwątpił w normalność władcy wszystkiego co mieściło się w tym świecie. I we wszystkich innych.
    - Jak śmiesz sugerować, że jestem wariatem! Chyba nie dość, że bezdomny, to jeszcze ślepy jesteś! - zarzucił długimi, gęstymi włosami i skrzyżował ręce na chudym torsie. - JESTEM KUZCO! KRÓL KUZCO! - tupnął aż z irytacji i wywrócił oczami na wszystkie strony. Dopiero po tym znów przeniósł wzrok na intruza w jego włościach. Wszystko tu było jego. Nikt chyba nie miał co do tego wątpliwości.
    Przeszedł się kawałek w prawo, niby oglądając "wystrój" pomieszczenia. Potem wrócił znów w prawo, rozglądając się również tam. A tak naprawdę zastanawiał się, jak stąd wyjść, żeby nie mijać się z nim w drzwiach. No bo nie skoczy przecież przez okno. Nie jest samobójcą, a takie wątłe ciało gruchnęłoby o chodnik i tyle po nim.
    - Słuchaj, jestem super piękny, każdy samotny bezdomny chciałby mi coś zrobić! A nie można dotykać swojego króla tak o, bez niczego. Za darmo i bez zgody. Ja muszę wyrazić chęci! I choć, nie ukrywam, wyglądasz całkiem całkiem, to jednak nie wiem, czy byś mnie zadowolił. - skrzyżował ramiona na torsie, jedną rękę prostując i gestykulując palcami. Na ostatnie zdanie się oburzył, ale zignorował je. To społeczeństwo jego wyzyskiwało, a raczej jego ciało. On robił najmniej szkód. Ale nie miał zamiaru mu o tym mówić.
    - Nie jadłeś nigdy z królem, bo nie jesteś nikim ważnym! Ale tego jednego wieczora możesz zjeść ze mną i poczuć się wyjątkowo. Na pewno chciałbyś jakiegoś homara, krewetki, sushi, albo steka wołowego, kaczkę czy inne super danie. Które ja jadam codziennie! I właśnie oferuję ci towarzystwo podczas jednej z takich kolacji! Więc w drogę. - postawił na głupią pewność siebie i podszedł do niego, łapiąc go za jeden palec, bo całej ręki się brzydził złapać. Kto wie czego wcześniej dotykał. No ale musiał wykazać inicjatywę i pokazać, że nie jest takim strasznym królem, za jakiego go miał.
    I poprowadził go za sobą do miasta, rozglądając się za jakąś drogą restauracją.
    - Dobra, dam ci prawo wyboru, gdzie chcesz iść? - spojrzał na niego przez ramię.

    Kuzco

    OdpowiedzUsuń
  48. Scarlet szybko zapięła ostatnie guziki sukienki i wyszła z łazienki swojego klienta. Miała szczęście, że mogła skorzystać z takiej opcji, bo inaczej musiałaby wrócić do siebie, a nie chciała przechodzić przez swoje osiedle. Jeszcze. Mężczyzna, który ją wybrał, był nawet w porządku. Praktycznie nic nie mówił, ale to dobrze.
    — Będę wychodziła... — powiedziała do klienta, który robił sobie herbatę.
    — Pewnie. Miłego wieczoru — odparł.
    Scarlet nałożyła płaszcz i opuściła mieszkanie. Lokum Matta — bo tak mężczyzna się nazywał — było bardzo blisko Pudding N' Pie, przez co rudowłosa doszła na miejsce w pięć minut. Nie dany był jej jednak choćby krótki odpoczynek, bo od razu podeszła do niej jedna ze striptizerek.
    — Szef powiedział, że masz klienta. Gościu zapłacił z góry i siedzi przed główną salą — powiedziała, poprawiając uparcie spadające ramiączko od czarnego stanika.
    — Okej — westchnęła Scarlet, po czym ruszyła w podanym przez znajomą kierunku.
    Już po chwili doszła do wskazanego miejsca. Rozejrzała się dookoła i zauważyła jedną, jedyną osobę — Dimitrija. Wbiło ją w podłogę. On chyba przecież nie chciał z nią... Bez sensu. Przecież on taki nie był. Prawda?
    — Dymitr? — zapytała niepewnie, podchodząc do niego. — Ty... zapłaciłeś za mnie?

    Scarlet
    [Sorki za chaos w odpisie. ;-;]

    OdpowiedzUsuń
  49. [Dziękuję i cieszę się, że pomysł Ci się podoba. W sumie byłoby bardzo miło gdybyś zaczęła, chyba że bardzo nie lubisz zaczynać - to wtedy daj znać. ;)]

    Victor

    OdpowiedzUsuń
  50. [ Dziękuje za komentarz. Oj, Nate fuchą nawet nie stałą nie pogardzi. Pytanie tylko, co miałby robić? ]

    Nate

    OdpowiedzUsuń
  51. Zatrzymał się gwałtownie i wbił mu palec w pierś, marszcząc brwi. No tak być nie mogło.
    - Tylko.nie.lama. Czaisz? Kuzco. Nazwij mnie jeszcze raz lamą, a cie opluję jak lama. - mruknął, łapiąc go za ubranie, aby pochylić nieco do siebie i mieć pewność, że dobrze go usłyszał. Po tym uśmiechnął się przepięknie i puścił go, znów łapiąc za, tym razem, rękę. Żeby mu przypadkiem nie uciekł. Musiał pokazać wszystkim jak dba o swoich poddanych.
    Mściwy rycerz? Jak uroczo. Pewnie by się wzruszył, gdyby o tym wiedział. Ale niestety - sama zdecydowała o byciu dziwką. Jak ciężko by nie było, mogłaby przecież nawet ulice zamiatać, a nie się sprzedawać. Więc przyjaciółka czy nie, dziwka to dziwka. I nie jego winą było, że wiele osób nie rozumiało jego spaczenia psychicznego. To znaczy... wysokiej samooceny. Bo przecież nie był chory. No gdzie. On po prostu uznawał tylko przeszłość, mieszając ją z teraźniejszością. Pewnie niektórzy pozazdrościliby mu, bo czasem żył w takiej rzeczywistości, jakby brał ciekawe narkotyki. Ale był czysty. Tylko miał źle poukładane w głowie i nikt nie próbował mu nawet pomóc. Każdy tylko pogłębiał jego problemy, sprawiając mu przykrość, na którą reagował królewskim gniewem. Nikt nie potrafił pobawić się wraz z nim w to całe królowanie. Nikt go nie szanował, tak jakby tego on sam chciał. No ale... trudno szanować dziwkę. Którą niestety i on był.
    - Może być, ty wybierasz. A płacę ja! Bo chyba powinieneś odkładać kasę na jakieś... normalne lokum, co? - spojrzał na niego badawczo, wchodząc do środka. Zamówił stolik dla dwojga i kiedy przy nim usiedli, najpierw dostali wodę na czas zastanowienia się nad tym, co chcieliby zjeść. Zamyślił się z menu w ręce, ale zamiast nad jedzeniem, rozmyślał nad czymś intensywnie. Czymś... mądrym. Chyba zachorował.
    - Hej, w sumie to... Wpadłem na genialny pomysł. Skoro jesteś bezdomny, a ja nie mam swojego lokum... - no bo nie nazwałby sam siebie bezdomnym. Co to, to nie. - To może wynajmijmy coś razem? Nie trzeba nic wielkiego. Tylko tak, żeby się kimnąć. I mieć własny kąt, do którego można wracać. Legalnie. To by nas wyszło bardzo tanio, jakby podzielić najtańszy czynsz na pół. - zaproponował, opierając dłonie na blacie. No proszę, Kuzco jednak nie taki straszny, na jakiego się zapowiadał. Potrafił mówić przyjemnie dla ucha, bez wywyższania się, ironizowania i wywracania oczami. W dodatku mówił z sensem. I wyczuwał, że ten mężczyzna jest jakiś taki... przyjazny. Może miał jakąś pracę, która powodowała taką aurę? Podparł brodę na dłoni, przyglądając mu się i czekając na reakcję. Zapewne będzie negatywna i od razu odmówi. Ale spróbować warto.

    Kuzco

    OdpowiedzUsuń
  52. - Cóż, być może masz rację, ale ja prócz lokum nie miałbym nic własnego. Nie mam nikogo bliskiego, kogo mógłbym nazwać swoim. Nie mam zwierzęcia, nie mam nic, tylko siebie. Więc... przynajmniej mieszkanie miałbym własne, nie? Na spółę, ale zawsze coś. Zawsze to jakiś kąt, w którym mimo wszystko ktoś na ciebie czeka, do kogo możesz się odezwać, kto w razie problemu udzieli ci pomocy. Mieszkanie samemu nie jest zdrowe, bo człowiek zaczyna wariować. Tak mi się przynajmniej wydaje. Tak przynajmniej mam ja. - przyznał cicho, opierając dłonie na stoliku. Patrzył na pierścionki, długie, czarne paznokcie, w tym jeden złamany. Złamany trochę jak ta część Kuzco, która wyszła przed chwilą. Teraz nie był królem. Teraz był zwykłym człowiekiem, który potrzebował innego człowieka, tak jak to człowieki mają w zwyczaju. W końcu nawet lamy wolą przebywać w stadzie.
    - Tkwię tu odkąd pamiętam, nie byłem nigdy poza Fabletown. - podniósł na niego wzrok po usłyszeniu pytania. - A ty? Byłeś gdzieś jeszcze? Ja bym chciał gdzieś stąd uciec. Jak najdalej najlepiej. - uśmiechnął się krótko, lekko i pozwolił mu rozmyślać nad za i przeciw wspólnego mieszkania. Wrócił wzrokiem na menu, musząc się w końcu na coś zdecydować, choć nie był głodny. Zjadłby w sumie jakąś trawę...
    Potrząsnął głową na te lamowe myśli. Przecież to król, nie lama. Westchnął ciężko i wybrał sobie kaczkę w myślach, krzyżując długie nogi pod stolikiem. Przez chwilę obserwował towarzysza w milczeniu, próbując odgadnąć z jego mimiki o czym myślał. Nie wpadłby jednak na to, że kogoś zabił. W końcu miał go za przyjaznego człowieka, którego imienia nawet nie znał jakby nie patrzeć. Ale czy to było najważniejsze? Grunt, że się dogadywali. O dziwo znalazł się ktoś, kto nie szydził od razu z Kuzco. Ba, nawet uznał jego królewskość, a przynajmniej tak brzmiał na początku.
    Kiedy ich spojrzenia się skrzyżowały, odruchowo odwrócił głowę w bok, zainteresowany wystrojem pomieszczenia. Przecież wcale się na niego nie gapił. Odpowiedź go jednak zdziwiła. Spojrzał na niego z uniesionymi brwiami, ale uśmiechnął się szeroko i kiwnął głową.
    - Super. Mam upatrzone mieszkanie, więc mogę zadzwonić jutro i się dogadać co do oględzin. Masz jakiekolwiek oszczędności? – spytał, a kiedy przyszła kelnerka złożył swoje zamówienie. Odebrała również zamówienie drugiego mężczyzny i odeszła.
    - A tak w ogóle, jak cię zwą?

    Kuzco

    OdpowiedzUsuń
  53. [Dziękuję bardzo, jakoś się staram :D Choć oczywiście w głowie układam super, ekstra, cudne zdania, a gdy siadam do pisania – wychodzi już nieco gorzej xD
    Mogą właśnie zacząć układać jakiś plan działania: najpierw mieszkanie Kruza, potem jakieś jego biuro, do którego się włamią. Może szukając swoich dokumentów wpadną na coś okropnego? :D
    Ja dziś trochę krócej, wybacz. Mam kłopot z wolnym czasem i wzięłam sobie na głowię drugą postać ;) Ale nadrobię długość przy kolejnym wpisie :D]

    - Po co? – powtórzyła jego słowa, zupełnie nie spodziewając się tego pytania. Sądziła, że motywy jej działania są jasne i nie musiała tłumaczyć, dlaczego przyszła. – Gdy znalazłam muszelki, od razu dotarło do mnie, że od teraz siedzimy w tym razem. Wiedziałam, że muszę tu przyjść i opowiedzieć ci o wszystkim. Nie mogłam zrobić nic innego.
    W całkowitej ciszy wysłuchała jego historii i od razu zobaczyła w niej samą siebie sprzed kilku lat. Piękną, wspaniałą i potężną nimfę zdegradowaną do postaci marnego człowieka, niepotrafiącą poradzić sobie w nowym świecie. Załamaną, przerażoną, samotną, pełną wyrzutów sumienia.
    - Rozumiem, co masz na myśli. Jeśli nie chcesz, nie musisz mówić o wszystkim. – dodała, gdy skończył – Moje motywy były podobne. Mogłam żyć z długiem u Kruza, pewnie jakoś dałabym sobie radę. Ale sama świadomość, że… - przerwała – w jego mniemaniu należałam do niego… tego nie mogłam znieść. Wolałam go zabić, nawet jeśli miałabym trafić za to za kratki. Przyszłam, bo zawdzięczam ci naprawdę wiele, Dymitrze. Nikt nie zrobił dla mnie tak wiele, jak ty. Nie mogłabym zostawić cię w takiej sytuacji samego, musiałam wiedzieć dlaczego to zrobiłeś.
    Próbowała odegnać napiętą i dość smutną atmosferę. Ich życie miało się w końcu zmienić na lepsze. Nie było już parszywego Kruza, który nękał Lucy telefonami i groził Dymitrowi. A mimo tego, że to właśnie on pociągnął za spust, czuła się współwinna całej zbrodni.
    Z nieco szerszym uśmiechem chwyciła kieliszek.
    - Zadowoli, jak najbardziej – rzuciła rozweselonym głosem, po czym wyciągnęła dłoń – Za co pijemy? Za nowy początek? Może za wolność? – zasugerowała.

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  54. [Zawsze wolałam wybierać zdjęcia do postaci, niż tworzyć karty :) A co do samej karty... Chyba jestem ze starej szkoły blogowania, kiedy funkcjonowały jeszcze albumy (tak, wiem, wieki temu) i jakoś tak wolę krótkie karty, gdzie nie jest napisane wszystko jak na dłoni, tylko tak bardziej...ogólnie? Z resztą, chyba od poznania postaci są wątki, prawda? :)]

    Sakamae

    OdpowiedzUsuń
  55. [No to co, może jakiś wątek wreszcie sklecimy? :D]

    Jack Jones & Alice

    OdpowiedzUsuń
  56. [Może najpierw z kim chciałbyś wątek? Szczerze, to narzekam na braki u Ali.]

    Alice & Jack Jones

    OdpowiedzUsuń
  57. [W takim razie okej. :D
    No proponujesz na sam początek? Coś kompletnie "szalonego" i brutalnego? A może kompletnie na luzie?
    Mi takie coś pasuję, a ja nie mam na razie pomysłu na wątek... kompletnie. :(]

    Ala

    OdpowiedzUsuń
  58. [Przepraszam, że z takim opóźnieniem, ale internet mi się ostatnio buntuje. Mam nadzieję, że jest ok – też dość ogólnie, ale nie wiem jak bardzo chcesz Dymitra poturbować. ;) A początek wcale nie jest dziwny tylko bardzo dobry. Ja sam kompletnie nie umiem zaczynać, więc zazwyczaj wolę napisać jako wstęp coś neutralnego.]

    Starając się opanować mimowolne zdenerwowanie, Victor udał się na ostry dyżur. Na szczęście jak zwykle zwlekał do późna z pójściem do domu, teraz dzięki temu miał chociaż okazję pomóc. Odkąd tylko trafił do Fabletown, cały swój czas dzielił tylko między pracę, a naukę i kolejne eksperymenty. Szpital był dla niego jak drugi dom, w którym nieraz spędzał więcej czasu niż we własnym mieszkaniu. W przeciwieństwie do większości mieszkańców Fabletown, Victor miał poczucie, że udało mu się znaleźć miejsce i cel, w tym nowym świecie. Na dodatek poczucie, że robi coś dobrego i pożytecznego, dawało mu tak upragnioną iluzję normalności, której od zawsze potrzebował. Z drugiej strony, nawet tak chwalebne zajęcie, jak ratowanie życia podtrzymywało w Victorze niezdrowe obsesje na punkcie śmierci. Co z tego, że był piekielnie dobrym specjalistą, co z tego, że nie praktycznie nie popełniał błędów, skoro ze śmiercią i tak nie dało się wygrać? Dlatego nawet teraz ciężko było mu skupić się na dwójce ludzi, którzy trafili na ostry dyżur, zamiast myśleć o trzech zmarłych na miejscu.
    – Victor, dobrze że jesteś. – głos dyżurującego chirurga oderwał go na chwilę od ponurych myśli – Dziewczynę trzeba natychmiast operować, zarezerwowałem już salę. Mężczyzna jest w trakcie badań. Nie wiemy jeszcze czy nie ma obrażeń wewnętrznych. – streścił pośpiesznie sytuacje.
    – Oboje są baśniowcami? – spytał na wszelki wypadek Victor.
    – Tak, są w naszej bazie. Dziewczyna korzystała również z glamour...
    – Weź dziewczynę, ja zajmę się tym drugim. – zdecydował szybko. W innych okolicznościach pewnie upierałby się przy samodzielnym operowaniu. Chociaż nie wątpił w kwalifikacje zatrudnianych przez siebie lekarzy, o wiele bardziej wierzył w swoje umiejętności. Niestety baśniowcy nie będący ludźmi, nadal stanowili dla niego spore wyzwanie. Mnogość baśniowych ras i ich specyficzne potrzeby, nadal były dla Victora nowością, a w tej sytuacji dużo łatwiej było o jakiś błąd. Chcąc nie chcąc, musiał przyjąć do wiadomości, że tak będzie dla wszystkich lepiej.
    Bez chwili zwłoki udał się do pacjenta, po drodze pośpiesznie zapoznając się z wynikami badań, jakie do tej pory udało się wykonać. Na pierwszy rzut oka nie wyglądało to źle. Mężczyzna i tak miał największe szczęście ze wszystkich osób biorących udział w wypadku, jak na razie jego stan był stabilny. No i na szczęście był przytomny.

    Victor

    OdpowiedzUsuń
  59. [Siemaneczko! Przyszłam przywitać się i ukochać za Dymitra, bo toż to jest jedna z moich miłości! ♥]

    Pozdrawiam cieplutko,
    Rebecca Rolf
    Pocahontas

    OdpowiedzUsuń
  60. [Ja wątki zawsze, chętnie ♥ Hmm. Może Ty masz jakiś wątek marzenie, co zawsze chciałaś go zrealizować? Myślę, że skoro Dymitr studiował historię, to u niego Pocahontas mogła szukać jakiś informacji na temat swojego istnienia, czy coś w ten deseń. Zwłaszcza, że komputery i inne cudeńka dzisiejszych czasów skutecznie ją odstraszają. Byłby jakiś zalążek, skąd mogli by się znać. Może też chciałby się schować u niej przez jakiś czas na kanapie, skoro mieszka sama, w niego lepszych warunkach?]

    Pocahontas

    OdpowiedzUsuń
  61. Scarlet uśmiechnęła się szeroko, kiedy tylko usłyszała zdrobnienie swojego imienia. Pamiętała, jak starała się go nauczyć poprawnej wymowy Scarlet, z czego wychodziło coś zupełnie innego. Teraz Dymitr wymawiał jej imię bardzo dobrze, jednak nazywał ją Lietą, a Kapturkowi w ogóle to nie przeszkadzało.
    — Dymitr, proszę cię. Jestem wdzięczna, że mnie stąd wyrywasz — powiedziała z szerokim uśmiechem.
    Była to szczera prawda. Scarlet nienawidziła tego miejsca tak bardzo, że każde wyjście stąd traktowała jak coś niesamowitego... nie wspominając nawet o tym, że prawie nikt nie wyciągał jej z Pudding N' Pie w celach rozmowy przy kawie.
    Podeszła do mężczyzny i przytuliła go mocno, ale nie jak klienta, tylko jak przyjaciela. Zresztą, Dimitrij już na pewno do tego przywyknął. Scarlet witała go w ten sposób prawie zawsze.
    — To gdzie idziemy? — zapytała, odgarniając swoje rude włosy na bok, żeby nie wpadały jej do oczu. — I nie martw się, może uda mi się wyciągnąć od tego dupka twoje pieniądze.
    Przynajmniej taką miała nadzieję. Jej szef nie należał do osób, które chętnie oddawały pieniądze... obojętne, czy swoje, czy nie.

    Scarlet
    [Przepraszam, że tak długo. ;-;]

    OdpowiedzUsuń
  62. [A tak to się stało, że jeszcze nie piszemy wątku, bo na "trochę" zniknęłam. Ale teraz bardzo chciałabym się poprawić! Nie może być tak, że nic się nie dzieje między postaciami z tej samej bajki. :)
    Byłabym za tym, żeby znali się z widzenia, nie z nazwiska, które byłyby raczej zbyt oczywiste, aby nie skojarzyli kto jest kim. W wątku można ich "wplątać w coś bardziej popapranego". :P]

    Anastasia Russel

    OdpowiedzUsuń
  63. [ Nie martw się. :D Świetnie, że podkręciłaś akcję, w żadnym wypadku mi to nie przeszkadza. I dziękuję, też uważam, że taki jest. ;) ]

    Uśmiechnęła się szeroko do Dymitra, zakładając przy tym szary płaszczyk, dzięki czemu zasłoniła czarną sukienkę.
    - Proponuję coś, co jest najbliżej - powiedziała, spoglądając na przyjaciela. - Inaczej oboje zamarzniemy.
    Wyszli z Pudding N' Pie, na co rudowłosa odetchnęła z ulgą. Wewnątrz budynku było głośno i duszno, a wszechobecne neony raziły tylko w oczy. Wolała już przechadzać się po Fabletown po ciemku i w takim chłodzie, niż wracać tam z powrotem.
    - Na pewno? - odpowiedziała pytaniem, ściągając przy tym brwi. - Nie jestem pewna, czy ten drań interesuje się czymkolwiek poza jego własnym portfelem. Może jeszcze tylko kobietami. - Spojrzała gdzieś w bok, robiąc przy tym zirytowaną minę. Nie znosiła swojego szefa.
    Przystanęła, kiedy do niej podszedł. Pudełko zauważyła dopiero w momencie, w którym się odezwał, bo wcześniej patrzyła mu się w oczy. Zawsze tak robiła... chyba, że nie była w stanie utrzymać z kimś kontaktu wzrokowego, ale to nie zdarzało się często.
    - Nie trzeba było... - powiedziała, otwierając skromne, chociaż eleganckie pudełko. Zaniemówiła aż, kiedy ujrzała jego zawartość. Wisiorek był piękny.
    Scarlet poczuła, że pieką ją oczy. Taki gest może dla kogoś innego byłby normalny, ale nie dla niej. Mało kto sprawiał jej takie prezenty, bo przecież prostytutce ciężko było znaleźć kogoś bliskiego.
    - Dziękuję... - Uśmiechnęła się delikatnie, ocierając spływakącą po gładkim policzku łzę.
    Już chciała go objąć, gdy Dymitr nagle popchnął ją na ziemię.
    Rudowłosa straciła równowagę i wylądowała na bruku, boleśnie w niego uderzając. Usłyszała wystrzał z pistoletu, na co otworzyła szerzej oczy. Nie potrafiła uwierzyć w całą tę sytuację do chwili, w której druga kula uderzyła w chodnik niedaleko nich. Krzyknęła ze strachu, ale nie zdążyła zrobić nic więcej - Dimitrij, który jako jedyny z tej dwójki potafił w tej chwili trzeźwo myśleć, pociagnął ją za furgonetkę. Scarlet znowu boleśnie wylądowała na ziemi, ale to nie o tym myślała. Wiedziała, że to jej przyjaciel oberwał trzecią kulką. Momentalnie podniosła się do klęczek i dopiero w tej chwili uświadomiła sobie, że zaciska w swojej dłoni pudełeczko z wisiorkiem od Dymitra. Odłożyła je na bok.
    - Ze mną dobrze - powiedziała szybko, może zbyt szybko. Kręciło się jej w głowie, przerażenie praktycznie odejmowało zdolność logicznego myślenia. - Ale ty... Boże, Dymitr, dostałeś!
    Zobaczyła szkarłatną krew, która kapała na bruk. Rudowłosa nie potrafiła w to uwierzyć. Szybko się do niego zbliżyła, ściągnęła mu płaszcz i podwinęła koszulę.
    Zamknęła oczy, gdy tylko zobaczyła ranę. Weź się w garść, do cholery! Zdjęła szybko swój szalik i przycisnęła go do rany Dymitra. Musiała jakoś zatamować krwawienie. Musiała.
    - W co ty się wpakowałeś... Przepraszam, to moja wina... - Miała wrażenie, że zaraz się rozpłacze.

    Scarlet

    OdpowiedzUsuń
  64. [Dobry wieczór! Dziękuję za miłe słowa :) Owszem, była na blogu jedna Mary, a nawet dwie. Jedną prowadziłam ja, ale niestety coś nie wyszło, a druga była prowadzona przez kogoś innego. Postanowiłam wrócić, bo przypomniałam sobie o tej genialnie wykreowanej postaci z gry :D
    Tak czytając kartę, zaciekawiło mnie jedno zdanie; mianowicie to z kamieniem i kartką. Może tą sprawczynią była Mary? Ona lubi bawić się ze swoimi ofiarami :D]

    Mary

    OdpowiedzUsuń
  65. [ Przepraszam, że tyle to trwało. Nawet nie wiem jak się usprawiedliwić.
    I nie, Huck nie wie, że Dimitrij jest z bajki ;) ]



    Nie pamiętał jak to dokładnie było, nie pamiętał co się stało. Wiedział tylko jedno, nie skoczył. Znów do cholery nie skoczył. Los z nim igrał. Jakim cudem ktoś znalazł się na tym zwykle opuszczonym o tej porze moście właśnie wtedy gdy Huck chciał skoczyć. To nie mógł być przypadek, Jones nie wierzył w przypadki. Wiara w nie wydawała mu się zbyt naiwna po tym wszystkim, przez co przeszedł.
    Rozpoznał głos mężczyzny który udaremnił jego kolejną już próbę samobójczą. Takiego głosu się nie zapominało, ciepłego, przyjaznego, budzącego zaufanie. Choć Huckelberry już od dawna nie potrafił obdarzyć kogokolwiek zaufaniem. Zresztą nie miał po co. Ludzie pojawiali się w jego życiu tylko po to by zaraz zniknąć. Każde poczucie bezpieczeństwa znikało, rozpływało się we mgle.
    Westchnął głęboko i odwrócił się do Dimitrija, pokusił się nawet o smutny uśmiech. Jasne, mógłby mimo wszystko skoczyć i obarczyć tym psychicznie swojego rozmówcę, ale coś go powstrzymywało. Ta odrobina moralności, która została na dnie jego serca. Tak długo próbował się zmienić na dobre, że nawet gdy już zrezygnował, to zostawiło po sobie ślad. Skinął więc posłusznie głową i przelazł przez barierkę. Oswobodził nadgarstek z uchwytu Dimitrija i…
    I wtedy coś w nim pękło. Nie mógł udawać, gdy serce waliło mu jak oszalałe, gdy od środka szarpały go demony przeszłości. Chciał zapewnić Dimitrija, że nic mu nie jest, że to było głupie i się nie powtórzy, tylko po to by czmychnąć do domu, gdzie mógłby obmyślić kolejne samobójstwo, ale nie mógł. Nie potrafił ukryć bólu, który wykrzywiał mu twarz, tych pojedynczych łez, które cisnęły się spod powiek. Był słaby, tak bardzo słaby.
    Padł na kolana i schował twarz w dłoni, nie zważając, że może zrobić sobie krzywdę własnym hakiem. Przeklinał sam siebie kiwając się jak opętany to w przód to w tył. Zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo jest żałosny, ale to nic nie zmieniało.
    - Nic mi nie jest – zawył wreszcie błagalnie – Wszystko gra – dodał przez łzy.
    Nawet największy idiota nie uwierzyłby w jego zapewnienia. Ślepy z głuchym też wiedzieli by, że nic nie jest dobrze, że świat Jonesa musiał się zawalić. Zresztą już dawno, bo mężczyzna zdawał się być wrakiem człowieka, cieniem samego siebie.
    - To nic, to nic – jęczał cicho – To tylko relikt przeszłości próbuje przejść właśnie do historii bo jakiś jebany skurwiel mu to uniemożliwił. Nieśmiertelność, nieśmiertelność – powtarzał jak obłąkany – Za co? Za co?
    Dosłownie czuł na sobie spojrzenie Dimitrija wiedział, że należą mu się wyjaśnienia, ale nie potrafił zapanować nad sobą. Był pusty nie panował nad sobą, ogarnęło go szaleństwo. Zwariował. Tak. Zdecydowanie zwariował.
    Wreszcie przestał się kołysać, ale za to skulił się maksymalnie. Z takiej pozycji, praktycznie leżąc na środku mostu, zebrał się do odpowiedzi.
    - Wybacz mi za tę żałosna scenę. Ja już po prostu nie wytrzymuje. Za długo już żyje na tym świecie, wciąż poniewierany, zdradzany traktowany jak zabawka. Od dzieciaka wszyscy na których mi zależało opuszczali mnie. Więc zrobiłem się niegrzeczny. Niegrzeczni chłopcy tylko udają szczęśliwych. Zaspokajają swoje żądze, bawią się cudzym życiem i pieniędzmi. Później… Cóż, jak to w życiu chłopców bywa, pojawiła się Ona. Szeptała czułe słówka o zachodzie słońca w odpowiedzi na wszystko, co jej obiecywałem. Wszystko zaczęło się układać. Inny duch z przeszłości powrócił, bym mógł podać sobie z nim rękę na zgodę, a następnie wszystko poszło się jebać. Ona zdradziła mnie z Nim nie chciała wybaczenia. Ja zacząłem pić, by uśmierzyć ból. On odebrał mi dłoń i zesłał do piekła, gdzie spędziłem wieczność. Potem pojawiło się to cholerne miasto. Dokonałem zemsty na takim jednym, co to w piekle zalazł mi za skórę i zdałem sobie sprawę, ze nie mam nic. Nawet celu. Co gorsza demony z przeszłości zaczęły powracać, nękają mnie… Nie dają spokoju… Nie chcę takiego życia – wszystko to wygłosił tonem matki opowiadającej bajkę na dobranoc.


    OdpowiedzUsuń
  66. [Na nasz wątek zawsze cierpliwie czekam, więc nie musisz przepraszać :D Mnie za to dopadł okropny katar, więc mam nadzieję, że mój komentarz jest w miarę składny ;) To jak, na miejscu zastaną już policję? Albo lepiej! Wejdą do mieszkania Kruza – uznają, że jednak warto jeszcze raz sprawdzić, czy czegoś tam nie zostawili. W tym czasie, do mieszkania wejdzie policja, więc będzie wielka ucieczka przez okno. Jak to widzisz? :) Możemy też zaszaleć i w ostatniej chwili Lucy rzuci zaklęcie, dzięki któremu woda zacznie zalewać mieszkanie, i wszelkie dowody, których nie znaleźli zostaną zamazane.
    Jak idzie powtarzanie materiału? :D]

    - Jak mogłabym nie przyjść? – posłała mu szeroki, jednak bardzo krótki uśmiech. Wciąż spięta, gładziła palcami jasne pasma włosów. Całą drogę, pomiędzy apartamentem Kruza, a kamienicą Dymitra zastanawiała się, czy nie skręcić w pierwszą lepszą boczna uliczkę i nie wrzucić amuletu do kanalizacji. Wróciłaby do swojego mieszkania i nigdy nikomu, o niczym nie wspomniała, zwłaszcza Dymitrowi. Może takie wyjście byłoby najlepsze? Zmarszczyła brwi karcąc w myślach samą siebie. Dlaczego ludzie zastanawiają się nad sensem swojego wyboru dopiero po fakcie? Teraz, nie miało to już przecież żadnego znaczenia.
    - Za wolność – dodała od siebie, biorą spory łyk trunku z głupią nadzieję, że choć trochę poprawi to jej nastrój. Wolność, dobre sobie. Uwalniając się od jednego problemu, wpakowała się w drugi i to na własne życzenie. Była w tym całkiem dobra: Kłopot to jej drugie imię, od kiedy zeszła ze swojej skały nad Renem. Wzięła drugi, trzeci łyk i zobaczyła puste dno kieliszka, ale chyba trochę pomogło. Cofnęła się o krok do starej kanapy tkwiącej tuż przy ciepłym kominku. Usiadła po środku, wtulając się w miękki, pachnący kurzem materiał. W zamyśleniu spoglądała na dziurę w rajstopach, która pojawiła się na jej kolanie, z pewnością podczas ucieczki. Pytanie o Hucka zupełnie ją zaskoczyło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Właściwie… nie układa – odrzekła z wahaniem, ściskając kieliszek – To wszystko jest chyba zbyt skomplikowane, przynajmniej dla niego. Sam wiesz, ile krzywdy mu wyrządziłam. Nie wiem nawet, czy chce mnie jeszcze widzieć na oczy…
      Uśmiechnęła się krzywo, nie potrafiąc jednak ukryć smutku. Łzy zwilżyły jej niebieskie oczy. Nie potrafiła mówić o nim bez płaczu i wyrzutów sumienia, które wciąż nękały ją na samą myśl o piracie. Bez jej głupiego zachowania nie byłoby tych wszystkich nieszczęść, zesłania Haka do Nibylandii, i jej do Fabletown. Nie musiałby błąkać się nocami po brudnych ulicach, wypijać litrów alkoholu… Nie myślałby o samobójstwie. Byliby szczęśliwi razem, gdzieś tam na morzu, z dala od okrutnego świata.
      Przetarła mokry policzek.
      - A jak idą poszukiwania Anastazji? – starała się zmienić temat. Dobrze wiedziała, ile znaczy dla Dymitra i szczerze życzyła mu, by dziewczyna szybko się odnalazła. Czasem trochę im zazdrościła tej wspólnej historii. Kochali się i byli wobec siebie uczciwi, mimo wielu trudności. Nikt nikogo nie zdradził, nie było bratobójczej walki i krwi na pokładzie okrętu. Ich pierwsze spotkanie w Fabletown musiałoby wyglądać naprawdę pięknie, bez krzyków i wyrzutów, jak w przypadku jej i Hucka.
      Podniosła wzrok. Sylwetka Dymitra migotała oświetlona tańczącym paleniskiem. Naprawdę zazdrościła Anastazji.
      - Nie, nie sądzę – odpowiedziała na jego pytanie, po długim zastanowieniu. W myślach wróciła do mieszkania Kruza i do wydarzeń tuż po strzale Dymitra. – Po twoim wyjściu, wylałam truciznę do zlewu i dokładnie umyłam kieliszek. Wszystko wycierałam ścierką, by nie znaleźli odcisków. – skupiła myśli – W salonie, gdzie siedzieliśmy, hmm, niczego nie zostawiłam, dokładnie sprawdzałam przed wyjściem. Amulet znalazłam w łazience, przy jego… Przy jego ciele. Chyba to wszystko, ale…
      Zamilkła na moment. Czy na pewno niczego nie zostawiła? W salonie leżała jej otwarta torebka, może coś z niej wypadło. A jej perfumy? Jeśli szeryf Bigby wejdzie do mieszkania, może je wyczuć, a ma nos do takich rzeczy, w końcu to Wilk… Szminka? Nie, wytarła ślad na kieliszku. Klamki? Czy wytarła klamki? Czy w ogóle je dotykała?
      Serce zaczęło walić jej jak oszalałe.
      - Nie wiem… - szepnęła w końcu – Gdy znalazłam twój amulet, byłam jeszcze bardziej przerażona, mogłam o czymś zapomnieć. Nie pamiętam, nie wiem, przepraszam…
      Ukryła twarz w dłoniach.

      Lucy

      Usuń
  67. [Ja jestem za, tylko że Ala nie chodzi do takich miejsc. Ale! Myślę, że mogłaby odebrać jakąś torbę dla Jacka (swojego pracodawcy) i wtedy mogłoby dojść do pomyłki.
    Dodam, ze Alicja sama nosi takie rzeczy... więc... xd]

    Ala & Jack

    OdpowiedzUsuń
  68. [Dziękuję! To zdjęcie Daniela mnie kompletnie zauroczyło i jak widzę skutecznie odwraca uwagę od karty. ;) Przyznam, że nienawidzę pisać kart postaci, więc będę udawać, że miało być tajemniczo, a nie dlatego, że nie wiedziałam co napisać. :)
    Pamiętam tamtego autora, ale z tego co pamiętam to on miał chyba tylko sprzedawcę, a nie właściciela. Więc nawet za bardzo naginać byśmy nie musieli i moglibyśmy pójść w kierunku, że u Henrego ten znajomy Dymitra pracował przez jakiś czas, teraz zniknął, a Henry ma przez niego trochę problemów. A dalej właśnie możemy zrobić tak jak piszesz. Może nawet Henry znalazł by jakąś notatkę tamtego pracownika, która by go nakierowała na Dymitra?]

    - Henry Baskerville

    OdpowiedzUsuń
  69. [Jejuś, tak mnie wszyscy chwalą za kartę, cukrzycy zaraz dostanę od tego nadmiaru komplementów. XD
    No, nie powiem, zarys pomysłu ciekawy, ale szczerze mówiąc nie jestem pewna czy podołam. To znaczy, normalnie bym brała i się nie zastanawiała, no ale Adam. Potwór jest dość specyficzną osobą i tak jakby trochę średnio widzę go we współpracy z kimkolwiek. On zwyczajnie nie ufa ludziom, nie ważne, kim by nie byli. A sama niestety pomysłu żadnego nie mam, choroba wysysa ze mnie chęć do jakiegokolwiek myślenia. :/
    Ale jeśli coś mi wpadnie, to przybiegnę. c;]

    Adam

    OdpowiedzUsuń
  70. [Dziękuję. :D Nienawidzę pisać kart postaci, bo nigdy nie wiem jak to sensownie ugryźć, więc miło mi słyszeć. :)
    Teoretycznie wątek w sumie wychodzi od mojej postaci, więc lepiej by było jakbym zaczęła ja. Aczkolwiek mam sporo zaległości, więc albo poczekasz parę dni aż zacznę zaległe początki i odpiszę na wątki, albo bym się do Ciebie uśmiechnęła.]

    - Henry Baskerville

    OdpowiedzUsuń
  71. [Jeśli coś ci wpadnie, to zamieniam się w słuch. Sama też bym nad czymś pomyślała, choć może być ciężko, bo choroba wysysa ze mnie wszelkie pomysły. Ale postaram się, może do jutra coś mi przyjdzie do głowy. ;)]

    Adam

    OdpowiedzUsuń
  72. [Absolutnie nie ma za co przepraszać. :) Ok, nie ma sprawy. W sumie to poleciałem po najbardziej klasycznych urazach przy wypadkach samochodowych. Jakby co, zawsze możemy sobie urozmaicić wątek tym, że Victor swojego pacjenta nie będzie chciał wypuścić do takich warunków w jakich Dymitr mieszka.
    Dziękuję bardzo i cieszę się, że zdjęcia się podobają, bo sam przerabiałem. :)]

    Victor w skupieniu przejrzał wyniki dostarczonych badań. Obejrzał również pacjenta, z ulgą stwierdzając, że nie jest tak źle jak się obawiał. Kość udowa była złamana, na szczęście było to złamanie proste, bez przemieszczeń i odłamków kości, naderwane więzadła również nie zwiastowały poważniejszych powikłań. Z największą ulgą przyjął fakt, że prócz stłuczonej miednicy i pękniętych paru żeber, mężczyzna nie miał obrażeń wewnętrznych.
    – Spokojnie. – odezwał się widząc niepokój krztuszącego się krwią pacjenta.
    Victor dopiero teraz zerknął na kartę z danymi pacjenta.
    – Dymitr, tak? Posłuchaj Dymitrze, nie masz się czego obawiać. – powiedział spokojnie, widząc zdenerwowane mężczyzny, po tym jak zaczął kaszleć krwią. Chociaż starał się traktować pacjentów z jak największym dystansem, nigdy nie umiał do końca ograniczyć emocji. Ile ten człowiek mógł mieć lat? Pewnie był mniej więcej w jego wieku, może trochę młodszy. Czy miał rodzinę? Bliskich, którzy martwili się o niego? Kłopoty? Coś w tym młodym człowieku wydawało się Victorowi dziwnie znajome. Z całych sił postarał się jednak o tym nie myśleć, wolał skupić się ne tym co najważniejsze.
    – Musiałeś uszkodzić stare złamanie nosa, stąd krew. Gdybyś miał uszkodzone płuca kaszlałbyś krwawą pianą, więc spokojnie. Jesteś poobijany, masz pęknięte trzy żebra i złamaną nogę, ale będzie dobrze. Obiecuję, że szybko dojdziesz do siebie. – wyjaśnił, siląc się na przyjazny ton i uśmiech. Nigdy nie był dobry w rozmowach z pacjentami, zdecydowanie łatwiej było mu ich po prostu leczyć. Ale starał się.
    – Wiesz gdzie jesteś i pamiętasz co się stało? – spytał odruchowo

    Victor

    OdpowiedzUsuń
  73. [Ależ spokojnie możesz łączyć. W ogóle daję Ci pełną swobodę - możesz poszaleć jak tylko chcesz i spokojnie sobie wykorzystać Henrego w akcji.
    No i nie śpiesz się, bo ja się jeszcze nawet za zaległości porządnie nie wzięłam. :D]

    - Henry Baskerville

    OdpowiedzUsuń
  74. [Hej! :)
    Dziękuję i to bardzo. Strasznie się cieszę, że postać się podoba, nie mówiąc już o tym jak mnie ucieszyło, że zwracasz uwagę na takie szczegóły. Więc jeszcze raz dziękuję, tym bardziej się cieszę zpowrotu na Fabletown. :)
    Co do wieku - Leszy to tak stara dusza, że stworzenie go jako młodej postaci byłoby zbrodnią. ;)
    Na wątek wpadnę z przyjemnością. Jakieś pomysły?]

    Wilczan

    OdpowiedzUsuń
  75. [ A wiesz, że z przyjemnością pójdę na kolejny wątek z Tobą? :D Tym bardziej, iż tym razem można zrobić im nie do końca przyjazną relację.
    + przepraszam, że tak zamulam z odpisem od Scarlet. :c Cierpię na jakiś bezwen... w sensie, że wiem, co chcę napisać, ale nie potrafię ubrać tego w słowa. ]

    CARA

    OdpowiedzUsuń
  76. [ Jesteś genialna! :D Ten pomysł jest po prostu świetny. Już sobie wyobrażam wkurzoną Zirę i aż mi się mordka cieszy, bo tak naprawdę... to nie cierpię postaci Ziry w Królu Lwie. ;) A mimo to mnie do niej ciągnie!
    Cóż, zaczynam. Jakbyś miała jakiś prblem czy coś, to pisz śmiało, a wszystko poprawię. :D ]

    Zira dalej nie mogła pojąć sytuacji, w jakiej się znalazła. Nie pamiętała już, kiedy ostatnio była tak wściekła. Miała wrażenie, że zaraz wstanie, wszystkich pozabija, zje wnętrzności ofiar i ucieknie w stronę zachodzącego słońca.
    Tylko najpierw musiałaby zerwać krępujące jej kostki i nadgarstki sznury, a z tym był ogromny problem.
    Obecnie pół leżała, pół siedziała na brudnej ziemi. Ręce miała przyczepione do czegoś w rodzaju kajdan za ścianie. Na jej policzku widziała długa rana z zaschniętym śladem krwi - jeden z kilku znaków walki, którą podjęła, gdy zbiry z kartelu narkotykowego po nią przyszły.
    - Skurwysyny - warknęła, szarpiąc się w okowach. Ruch ten przysporzył jej tylko jeszcze więcej bólu, raniąc okrutnie nadgarstki, jednak Zira nie przejęła się tym zbytnio. Nie przestawała aż do momentu, w którym poczuła ciepłą kroplę krwi spływającą po jej skórze.
    Nie to jednak było najgorsze. Najbardziej zdenerwowało ją to, że w celi znajduje się także ktoś, kogo nienawidziła - Dimitrij Ilianow. Ktoś, kto zabił Skazę, a tak przynajmniej sądziła Cara. Nie chciała, by jej wróg widział ją w takim stanie. Wiedziała jednak, że jeśli nie dojdą do porozumienia, to ich szanse na ucieczkę będą wprost zerowe.
    Jednak to było cholernie trudne.
    Wierzgnęła nogami, żeby poprawić swoją pozycję, która była naprawdę niewygodna. Już po chwili opierała się plecami o wilgotną ścianę, a nogi trzymała zgięte w kolanach. Przy okazji rozcięła materiał spodni na udzie, na co zaklęła z cicha.
    - Posłuchaj, Iljanow - zaczęła. - Wiem, że raczej nie darzymy się sympatią. A jak mam być szczera, to chętnie bym ciebie zabiła. Nie jestem jednak głupia, ty też nie. Musimy współpracować, żeby się stąd wydostać. - Pokręciła głową, by odgarnąć opadające na jej czoło włosy. - Masz jakieś pomysły?
    Spojrzała na niego, może nieco zbyt gniewnie.

    Cara

    OdpowiedzUsuń
  77. [ Postaram się teraz wpleść trochę więcej emocji. :D Przy Scarlet idzie jakoś łatwiej, bo oswojona jestem z tą postacią, więc wiesz. Mam nadzieję, że mi wybaczysz jakieś niedociągnięcia. :D ]

    Na początku zmarszczyła brwi, słysząc to, co mówił, jednakże po krótkiej chwili zrozumiała, o co mu chodzi. Jego wzrok błądzący po porośniętych grzybem ścianach jasno dawał jej do zrozumienia, że ma jakiś plan. Poczuła ogarniającą jej ciało ulgę, bo chociaż sama nigdy by się do tego nie przyznała, również była cholernie przestraszona.... i po prostu ucieszyła się, gdy zobaczyła, że Dymitr ma jakiś plan.
    — Nie podoba mi się to, ale najwyraźniej masz rację — powiedziała to takim tonem, że wyraźnie było słychać, iż słowa Dimitrija się jej nie podobają. O to chodziło; porywacze widzieli, że Zira nie należy do osób, które łatwo się poddają.
    Poczekała, aż jej partner w niedoli dotrze na miejsce. Zewnętrznie zachowała spokój, ale wewnętrznie aż się w niej kotłowało. Chciała się stąd wydostać, już, natychmiast. Miała wrażenie, że jeśli posiedzi tutaj jeszcze chwilę dłużej — wybuchnie. To czekanie dokładało tylko oliwy do ognia.
    Drgnęła, gdy poczuła jego oddech na swojej skórze, ale dalej nie poruszyła się już choćby minimalnie. Wysłuchała jego słów z nikłym uśmiechem na ustach — wreszcie istniała szansa na to, że mogą się stąd wydostać.
    — Gdyby to była fikcja, to pokonalibyśmy ich zanim by nas tu przywieźli — odpowiedziała równie sarkastycznie, ukrywając ogarniający ją na nowo strach.
    Zignorowała pełne bezsilności słowa Dymitra, zamykając przy tym oczy. Spokój, Cara, spokój. Jej oddech nieco przyspieszył, jednak była to jedyna oznaka jej niepokoju. Po chwili jednak Dimitrij znowu zaczął mówić, a w sercu Ziry zabiła nadzieja.
    — Spróbuję przegryźć sznur. — Uśmiechnęła się szeroko, gdy tylko to usłyszała.
    Mężczyzna zabrał się do pracy, a Cara zaczęła się zastanawiać nad dalszym etapem ucieczki. Logiczne było to, że nie będą mogli pokonać wszystkich strażników za jednym zamachem. Pamiętała, że po nią przyszła co najmniej piątka, a nie była pewna, czy po Dymitra nie ruszył ktoś inny. W każdym razie — musieli ich eliminować maksymalnie po dwóch. Zmarszczyła brwi, jak gdyby miało jej to pomóc w wymyśleniem czegokolwiek.
    Poczuła jednak, że sznury opadają na ziemię, uwalniając przy tym jej nadgarstki. Spojrzała na Dymitra, a ten z kolei spojrzał na nią. Zira przez chwilę zapragnęła zostawić go tutaj, tak, by nie spotkało go nic dobrego, ale...
    Sama nie byłaby w stanie uciec.
    — Poczekaj chwilę — szepnęła.
    Zabrała się za rozplątywanie sznura na swoich kostkach. Po dłuższej chwili mocowania się z pętami, te wreszcie puściły, a Cara była całkowicie wolna. Podeszła do Dymitra.
    — Nie wiem, jak możemy się stąd wydostać, ale wiem, że nie damy sobie rady z nimi wszystkimi — zaczęła mówić, zabierając się przy tym do rozwiązywania sznura na nadgarstkach mężczyzny. — Musimy zwabić tutaj po maksymalnie dwójce z nich... — Przygryzła wargę. — Widziałam, jak ci skurwiele się na mnie patrzyli. Myślisz, że dałoby się to jakoś wykorzystać?
    Szarpała sznury z coraz większą wściekłością i zaciekłością. Były mocno zawiązane, przez co rozplątanie ich wiązało się z naprawdę sporym trudem. Supeł w końcu jednak odpuścił, a ręce Dymitra były wolne.
    Zira zaczęła masować swoje poranione nadgarstki, odsuwając się nieco od szatyna, i posłała mu pytające spojrzenie.

    Cara

    OdpowiedzUsuń
  78. [ Ja chciałam tylko powiedzieć, ze pamiętam o wątku. I ostrzec, że jeśli mamy go kontynuować, to będę mniej więcej w tak długich odstępach czasu się odzywać. Bo strasznie mało czasu mam. Nie chcąc więc nadużywać czyjejkolwiek cierpliwości muszę spytać, czy Ci to pasuje. Jeśli tak, to będę odpisywać, rzadko, ale będę. ]
    Huck

    OdpowiedzUsuń
  79. [Biedny Dimitrij, ciągle ma pod górkę. Jeszcze ta końcówka, że zagrożono mu śmiercią. Jest naprawdę nieciekawie.
    W przeciwieństwie do karty, którą pochłonęłam jednym tchem. Początkowo wydawała mi się długa, ale jak zaczęłam czytać to nagle "Ło matulu, to już koniec? Ej..." :D
    Dziękuję za przywitanie, to bardzo miłe z twojej strony. Nie wiem, czy się nie wproszę, ale może masz ochotę na wątek? Wiem, że Dimitrija nie stać na mieszkanie, ale może chciałby znaleźć chwilowe lokum nad kwiaciarnią Marianne? Myślę, że miło byłoby mieć prawdziwe mieszkanie, a Marianne ucieszyłaby się choć z chwilowego towarzystwa :)]

    Marianne

    OdpowiedzUsuń
  80. [Hej. :) Wracam tutaj po dość długiej przerwie. Z tego co pamiętam kombinowaliśmy jakiś wątek. Jeśli jesteś nadal zainteresowana to daj znać. :)]

    Walter

    OdpowiedzUsuń
  81. W tamtej chili był gotów zaryzykować stwierdzenie, że lubi Dimitrija. Nie znał go co prawda za dobrze, ale nie potrafił odczuwać wobec mężczyzny nic negatywnego. Ten człowiek wręcz emanował empatią, Huck odbierał od niego same pozytywne bodźce. Dlatego gdzieś głęboko w swoim umyśle, stwierdził, że go lubi. Nic nie szkodziło, że Rosjanin ( bo na tę narodowość wskazywał akcent mężczyzny ) właśnie udaremnił jego samobójstwo. Przynajmniej mógł się komuś wyżalić, wylać ból z serca, pokazać słabość. Przed kimś, kto nie znał go zbyt dobrze, przychodziło mu to dość łatwo.
    Pozwolił poprowadzić się Dimitrijowi, głównie dlatego, że wszystkie jego zmysły otępiały. Zrobiło się w nim pusto. Już nie łkał, nic nie mówił, nawet nie słuchał. Nie miał pojęcia gdzie idzie, a jego nieruchome oczy wpatrywały się w dal. Starał się też nie skupiać na myślach, które tylko mogły by zranić go jeszcze dotkliwiej. Po prostu był. W tamtej chwili nie chciał niczego więcej. To też szedł posłusznie prowadzony przez praktycznie obcego mu mężczyznę. Poinstruowany, gdzie ma się udać, zrobił to bez słowa komentarza. Nie zamierzał teraz niczego próbować, nie zrobił by tego tak dobrej osobie, nie chciał nikogo obciążać swoją śmiercią. Chciał po prostu zniknąć, uciszyć huragan szalejący mu w głowie raz na zawsze, ale bez świadków. Już zbyt wiele osób przez niego cierpiało. Był bardzo niegrzecznym chłopcem.
    Odezwał się dopiero, gdy Rosjanin spytał go, czy chce się czegoś napić. Chwilę się zastanowił, spuścił wzrok na podłogę i wreszcie zmusił się do zabrania głosu.
    - Herbaty… Jeśli można – wyszeptał wreszcie.
    Potem znowu zamilkł i tylko patrzył w ślad za swoim wybawcą. Ciekaw był, dlaczego ktoś taki, mieszka w takim miejscu. Starym, obskurnym. Przecież Dimitrij na pewno zasługiwał na więcej. Tymczasem on, czarny charakter, jak głosiły bajki dla dzieci, morderca tak wielu niewinnych, człowiek z zepsutym sercem, mieszkał sobie elegancko na jednej z lepszych ulic Fabletown i gardził tym. Miał tyle pieniędzy i nie miał co z nimi zrobić.
    - Ja… - odezwał się po dłuższej chwili, zachrypniętym głosem – Dziękuje.
    Nie wiedział, co może więcej uczynić. Chciał jakoś wynagrodzić Dymitrijowi to wszystko, tę troskę. Gdzieś tam też po cichu planował już, że spożytkuje część swojego skarbu na tego mężczyznę. Odpłaci się, a Kapitan Hak zawsze dotrzymuje słowa. Tym bardziej danego samemu sobie. Chociaż jakby głębiej się nad tym zastanowić… To nie był już Kapitanem Hakiem, tylko Huckelberrym Jonesem. Tą żałosną imitacją człowieka.
    Spojrzał niepewnie na gospodarza i wtedy zaczął się zastanawiać, głównie po to by odciągnąć myśli od swojego życia. Nie chciał się kłócić z Rosjaninem i mówić jak to on bardzo cierpi i nie ma w życiu żadnego celu, że miłość nie była dla niego wszystkim, ale wraz z nią wszystko przepadło. W reakcji łańcuchowej, po kolei. W każdym razie, by zboczyć myślami z tego toru skupił się na Rosjaninie. Bo kim on właściwie był? Czym się zajmował? I jaka byłą jego historia…. Bajkowa, a może nie. Na pewno całkiem długa i warta wysłuchania. To było widać w twarzy Dimitrija, wszystkie ciężkie przejścia człowieka, który widział śmierć…

    Huck

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.