czwartek, 1 stycznia 1970

Historia

"Jest też tu interesująca bajka Narzeczona mordercy, gdzie dziewczyna obserwuje, jak jej przyszły mąż kroi na kawałeczki inną kobietę, posypuje solą i zjada. Ot, bajki."
Blog literacki "Przeczytaj Mnie" (link)


Historia zawiera brutalne treści przeznaczone dla czytelników +18.


Der Räuberbräutigam
The Robber Bridegroom
Narzeczona Mordercy

Żył raz młynarz, który miał piękną córkę. Kiedy dojrzała do małżeństwa, postanowił znaleźć dla niej odpowiedniego męża. 
"Jeśli nadarzy się jakiś porządny człowiek, wydam ją za niego" pomyślał.
Rozeszły się o tym wieści i wkrótce potem pojawił się elegancki pan, który spytał o piękną córkę.
Gdy pierwszy raz ją ujrzałem była piękniejsza niż wszystko to, co dotychczas widziałem w życiu - wieści okazały się prawdą. Jej alabastrowa skóra zdawała się najdelikatniejsza. Złoty włos okalał jej zaróżowione lico niczym czarowna rama wokół najwspanialszego z obrazów...
Jej bogate ciało natomiast kryło w sobie miękkość i siłę jednocześnie. Pulsującą moc życia. Kobieca i niebywale rozkoszna, o kształtnym nadgarstku i idealnej proporcji. Żadna nie mogła się z nią równać, a wiele z nich już spotkałem i poznałem bliżej. Tym razem wybór padł na kogoś, kogo warto było zabrać tylko dla siebie i nie dzielić się nagrodą z resztą. 

Młynarz porozmawiał z nim, nie zauważył niczego, co budziłoby podejrzenia, i przyrzekł mu rękę dziewczyny.
Ale narzeczony nie podobał się córce. Było w nim coś, co sprawiało, że nie czuła do niego zaufania. Co gorsza, kiedy o nim myślała lub słyszała jego imię, serce ściskało jej się z trwogi.
Pewnego dnia mężczyzna powiedział narzeczonej:
— Wiesz, moja droga, jesteśmy zaręczeni, ale jeszcze nigdy mnie nie odwiedziłaś. Dlaczego nie przyjdziesz do mojego domu? W końcu niedługo tam zamieszkasz.
— Nie wiem, gdzie jest twój dom – odparła dziewczyna.
— W lesie – wyjaśnił - Stoi w pięknej okolicy, zobaczysz.
— Chyba nigdy nie uda mi się tam trafić.
— Nie, nie, musisz przyjść w niedzielę. Zaprosiłem kilku gości, którzy bardzo chcieliby cię poznać. Wysypię wśród drzew ścieżkę z popiołu, żebyś nie zabłądziła.

Oczywiście, że powinna była przyjść w niedzielę. To był dzień w który spotykaliśmy się pod osłoną nocy na naszych tajnych zebraniach. Oddawaliśmy się przyjemnościom o które prosiły nasze złaknione dusze. Pod osłoną nocy i czujnym okiem Boga - w dzień mu przeznaczony pluliśmy w twarz konwenansom społecznym, zwykłej ludzkiej sprawiedliwości i normalności. Musiała poznać swój nowy dom, moich przyjaciół i zwyczaje swojego przyszłego, dobrodusznego męża.
Zarzekała się, widziałem w jej oczach że próbowała odmówić. Podejrzewała... Przeczuwała, iż nie jestem nieszkodliwym paniskiem łasym na jej rezolutny umysł i wspaniale zgrabną rączkę. 
Czym jednak było jej zdanie wobec osądu ojca oraz jego decyzji? Czym były jej słowa oraz przeczucia jeśli dusiła je w sobie, głupiutka, głupiutka gęś...

W niedzielę dziewczynę ogarnęły złe przeczucia i dałaby wszystko, żeby nie iść przez las do domu narzeczonego. Napełniła kieszenie grochem, by na wszelki wypadek oznaczyć drogę. Na skraju lasu znalazła ścieżkę z popiołu i co krok rzucała w prawo i w lewo ziarnka grochu. Szła niemal cały dzień, aż dotarła do odległej części lasu, gdzie drzewa były tak grube i wysokie, że panował pod nimi półmrok, i tam, w sercu puszczy, znalazła dom narzeczonego. Był ciemny, cichy i wydawał się pusty. W środku zobaczyła tylko ptaka w klatce, ale poczuła się nieswojo, bo zaśpiewał:


Strzeż się! Uciekaj! Uważaj na siebie!
To dom mordercy! Zabije i ciebie!

Dziewczyna spojrzała na ptaka i spytała:
— Czy możesz mi powiedzieć coś więcej, ptaszku?
Ptak zaśpiewał znowu:

Strzeż się! Uciekaj! Uważaj na siebie!
To dom mordercy! Zabije i ciebie!

Chodziła z pokoju do pokoju, ale nie spotkała nikogo. Dopiero w piwnicy ujrzała bardzo starą kobietę siedzącą przy ogniu i kiwającą głową.


— Czy mogłaby mi pani powiedzieć, czy tu mieszka mój narzeczony? – spytała.
— Och, biedne dziecko! – zawołała staruszka. – Dlaczego przyszłaś do tego domu?! To jaskinia morderców. Mówisz o narzeczonym? Jedyny narzeczony, którego poślubisz, to śmierć! Widzisz ten wielki kocioł wody? Kazali mi ją zagotować. Kiedy wrócą, porąbią cię na kawałki, wrzucą do kotła, poczekają, aż ciało zmięknie, a potem zjedzą. To ludożercy! Żal mi ciebie, bo jesteś niewinną dziewczyną, a poza tym masz ładną buzię. Chodź tutaj.
Staruszka kazała jej wejść za dużą kadź, gdzie była niewidoczna z pozostałych części piwnicy.
— Siedź tutaj i ani mru-mru! – rzekła. – Jeśli cię usłyszą, zginiesz! Później, gdy zasną, uciekniemy.
Ledwo wypowiedziała te słowa, gdy do domu wróciła banda morderców, wlokąc schwytaną dziewczynę. Krzyczała i szlochała, ale byli pijani i nie zwracali uwagi na jej błagania o litość. Zmusili ją, by wypiła kieliszek czerwonego wina, potem kieliszek białego, a następnie żółtego. Po trzecim kieliszku nie mogła już wytrzymać – pękło jej serce.


Bandyci zerwali z niej piękne suknie, położyli ją na stole, porąbali na kawałki i posypali solą. Biedna narzeczona siedziała za kadzią i dygotała na całym ciele, widząc, jaki los chcą jej zgotować mordercy.
Później jeden z nich zauważył złoty pierścień na palcu martwej dziewczyny. Wziął siekierę i odrąbał palec, który wyleciał w powietrze, zatoczył łuk nad kadzią i wylądował na kolanach narzeczonej. Bandyta nie zauważył, gdzie upadł palec, więc wziął latarnię i zaczął go szukać.
— Zajrzyj za wielką kadź! – powiedział inny morderca. – Zdaje mi się, że poleciał w tamtą stronę!
— Chodźcie na kolację! – zawołała stara kobieta. – Palec nie ucieknie, możecie go poszukać rano!
— Racja! – stwierdzili bandyci, po czym usiedli na krzesłach i zabrali się do jedzenia.

Ahhh! Cóż to była za noc! Spiliśmy się do nieprzytomności, by dać sobie jeszcze więcej radości w ten wielki, wielki dzień. Dziewczyna, którą spotkaliśmy na gościńcu próbowała uciec, szarpała się i płakała, ale jej lament nie docierał do naszych serc - już dawno je "zjedliśmy" i utopiliśmy w grzechach jakie popełnialiśmy.
Ahhh, cóż to była za noc! Gdybym umiał malować uwieczniłbym ją na obrazie i zawiesił nad kominkiem, by przypominał mi o braciach i siostrach z którymi dzieliłem tę wiekopomną chwilę. Sól mieszała się z krwią, a ciepło spływało mi po twarzy gdy oblizywałem usta raz za razem.
Ahhh, cóż to była za noc! Pomimo opilstwa nadal z tyłu głowy miałem fakt, że dzisiaj odwiedza nas jeszcze wspanialszy gość - moja narzeczona. Chciałem przywitać ją po królewsku, jednym z popisowych, nęcąco pachnących i smakujących dań jakie mogliśmy dzisiaj znaleźć. Wyjść jej na powitanie z szeroko rozłożonymi ramionami, przytulić ze wszystkich sił i zaprowadzić do głównej sali. By usiadła z nami i radowała ucztą oraz naszym towarzystwem.

Stara kobieta dodała im do wina środka usypiającego, więc nim skończyli jeść, wszyscy osunęli się na ziemię i zasnęli.
Kiedy narzeczona usłyszała, że chrapią, wyszła zza kadzi. Musiała przejść nad śpiącymi mordercami, leżącymi na podłodze piwnicy. Strasznie się bała, że nadepnie na któregoś z nich i go obudzi.
— Kochany Boże, pomóż mi! – szepnęła.
Bezpiecznie dotarła do wyjścia z piwnicy, gdzie czekała stara kobieta. Poszły na górę, otworzyły drzwi i czym prędzej opuściły dom.
Dobrze, że dziewczyna oznaczyła drogę powrotną ziarnkami grochu, ponieważ wiatr rozwiał ścieżkę z popiołu. Ziarnka grochu wypuściły kiełki i widziała je w świetle księżyca. Przez całą noc szła ze staruszką do młyna; przybyły tam o wschodzie słońca. Dziewczyna opowiedziała ojcu wszystko, co się stało, od początku do końca, a staruszka to potwierdziła.


Kiedy nadszedł dzień ślubu, pojawił się narzeczony. Uśmiechał się i był dla wszystkich bardzo uprzejmy. Młynarz zaprosił swoich krewnych i przyjaciół, a przystojny, miły mężczyzna zrobił na nich duże wrażenie. Zasiedli do stołu i każdego gościa proszono, by opowiedział jakąś historię. Narzeczona milczała, słuchając kolejnych opowieści, aż w końcu narzeczony spytał:
— A ty, kochanie? Nie opowiesz nam żadnej historii?
— Dobrze, opowiem swój sen – odparła dziewczyna. – Spacerowałam po lesie, aż dotarłam do ponurego domu. Nigdzie nie było widać żywej duszy i zobaczyłam tylko ptaka w klatce, który zaśpiewał: „Strzeż się, uciekaj, uważaj na siebie! To dom mordercy! Zabije i ciebie!”. Powtórzył te słowa, ale to tylko sen, najdroższy. Przeszłam przez wszystkie pokoje i chociaż nikogo tam nie było, dom miał w sobie coś niesamowitego. W końcu zeszłam do piwnicy, gdzie spotkałam starą kobietę, która kiwała głową. Spytałam ją: „Czy w tym domu mieszka mój narzeczony?”, a ona odpowiedziała: „Niestety, biedne dziecko, jesteś w domu mordercy. Twój narzeczony rzeczywiście tu mieszka, ale porąbie cię na kawałki, wrzuci do kotła i zje!”.
— Tak nie jest! – wtrącił narzeczony.
— Nie martw się, najdroższy, to tylko sen. Stara kobieta ukryła mnie za wielką kadzią i wkrótce do domu wrócili bandyci, wlokąc biedną dziewczynę, która krzyczała i błagała o litość. Zmusili ją do wypicia trzech kieliszków wina: czerwonego, białego i żółtego. Pękło jej serce i umarła.
— Tak nie jest, tak nie było! – zawołał narzeczony.
— Siedź spokojnie, najdroższy! To tylko sen. Zdjęli z niej piękne suknie, położyli ją na stole, porąbali na kawałki i posypali solą.
— Tak nie jest, tak nie było! Niechaj Bóg broni, aby się sprawdziło! – wykrzyknął narzeczony.
— Najdroższy, uspokój się! To tylko sen. Potem jeden z bandytów zobaczył złoty pierścień na palcu biednej dziewczyny. Wziął siekierę i odrąbał palec, który poleciał w moim kierunku i wylądował mi na kolanach. Oto palec i pierścień.
Wypowiedziawszy te słowa, uniosła palec i pierścień, by wszyscy je zobaczyli.

Przeklęta dziwka! Gdy tylko rozpoczęła swoją opowieść wiedziałem, że coś mi się nie kleiło. Już podejrzanym stał się dla mnie następny dzień, gdy tej cholernej staruchy nie było w kryjówce. Gdy nie zauważyłem, by moja słodka, słodka narzeczona do nas dołączyła. Zgoniłem to wszystko na ślepy los i nie podejrzewałem, jaką sieć plotła ta śliczna suka.
Cała fasada jaką udało mi się utrzymać przy wszystkich gościach, rola wspaniałego narzeczonego przed jej ojcem, obraz miłego i kulturalnego mężczyzny. Wszystko to... Wszystko to obróciło się przeciwko mi, gdy tylko zaczęła opowiadać o poprzednim dniu, jakby tam była. Tfu! Na pewno tam była i kryła się w ciemnościach obserwując to wszystko.
Głupio dałem się ponieść, niczym cielę przeczyłem wszystkiemu zamiast siedzieć cicho i spróbować podejść jej opowieść na chłodno. Wykorzystać to wszystko przeciwko niej.
Ale człowiek uczy się z czasem.

Narzeczony, blady jak kreda, zerwał się z miejsca i usiłował uciec, ale goście chwycili go, obezwładnili i zaprowadzili do sądu. Wysłano żołnierzy, by złapali pozostałych bandytów, i skazano ich na śmierć za nikczemne zbrodnie.


Choć krzyczałem z bólu, nie błagałem o wybaczenie. Kazali mi się kajać, prosić Boga o litość, wypluwać wraz ze śliną oraz żółcią wszelkie grzechy jakich się dopuściłem. Widziałem jak łamią na kole moich braci, jak przebijają piersi moich sióstr rozgrzanymi kolcami. Nie modliłem się wraz z nimi o litość nad moją duszą. Pytali, czy żałuje.
Ha, wiecie czego naprawdę żałuje? Tego, że nie uczyniłem większej krzywdy na zdrowym umyśle mojej "narzeczonej" i nie złamałem jej naginając pod swoje jarzmo.
Nie żałuje ani jednej chwili spędzonej na bolesnych, odzierających mnie z godności i człowieczeństwa torturach... Bo wiedziałem, że gdzieś tam na świecie moja słodka kruszyna walczy sama ze sobą, próbując wymazać z pamięci widok tamtej dziewczyny przez nas w tak nieludzki sposób mordowanej. Nie śmiałem się w twarz moim katom, ale w głębi duszy uśmiechałem na tę myśl, że już zawsze będę przy mojej narzeczonej.
W jej snach. Wtedy kiedy nastąpią ciemności i otoczy ją cień.
I nikt, absolutnie nikt jej nie pomoże, bo w jaki sposób usunąć zarazę wgryzającą się w duszę oraz umysł? W jaki sposób usunąć strach przed powrotem koszmaru? 


Tekst pochodzi z "Baśni Braci Grimm Dla Dorosłych i Młodzieży. Bez Cenzury" Philipa Pullmana.
Ilustracje pochodzą z baśni "The Robber Bridegroom", "Female Tars: Women Aboard Ship in the Age of Sail" Suzanne Stark oraz "The Instruments of Torture" Michael Kerrigan.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.