Fabuła

Byliśmy kiedyś tysiącem samodzielnych królestw, rozrzuconych po stu magicznych światach. Byliśmy królami i szewcami. Czarnoksiężnikami i rzeźbiarzami. Mieliśmy swoich grzeszników i świętych, byli też pośród nas pospolici karierowicze. Od najpotężniejszego władcy aż po najmniej znaczącą wieśniaczkę w większości byliśmy dla siebie obcy.


Zjednoczyła nas inwazja.


Poza najpodlejszymi rubieżami Nigdości rozciągało się królestwo Adwersarza. W ciągu długich stuleci jego siła i ambicje rosły, jednak wszyscy go lekceważyli. Niektórzy twierdzą, że był tylko leśnym duszkiem, inni mówią, że kiedyś był bogiem… którego strącono z wysokości niebios, gdy jego zepsucie stało się nie do zniesienia dla jego potężnych braci. Jakiekolwiek było jego pochodzenie, Adwersarz stał się mroczną istotą o niezaspokojonym głodzie. Gdy zdobył swe ziemie i wyciął w pień ich byłych królów, jego nienasycony apetyt sprawił, że zwrócił się w naszym kierunku. Gdy upadło Szmaragdowe Imperium, zaszyliśmy się w domach, szepcząc z niezadowolenia zasmuceni losem tych biednych duszyczek, ale nie mieliśmy zamiaru interweniować. W końcu był to obcy lud. Mieszkał tak daleko. To nie była nasz sprawa. Wtedy upadło Królestwo Wielkiego Lwa. I po raz kolejny nie zrobiliśmy nic, bo uważaliśmy jego mieszkańców za zbyt wyniosłych i świętoszkowatych. W ten sposób, jedne po drugich, nasze rozproszone ziemie dostawały się we władanie Adwersarza, zostały połknięte przez jego rozrastające się imperium. Gdybyśmy zjednoczyli się wcześniej, być może udałoby się nam go powstrzymać. Zanim się zorientowaliśmy, że Adwersarz nie jest zainteresowany podbiciem tylko tej konkretnej krainy albo tylko tego konkretnego ludu – że chce podbić nas wszystkich, było już za późno. Stał się zbyt potężny. Wielu z nas nie miało szans na ucieczkę. Niektórzy z nas przetrwali. Nieliczni. Samotnie lub w małych grupkach, przez wiele lat ukrywaliśmy się, uciekaliśmy i broniliśmy przed schwytaniem. Żyliśmy jak wygnańcy. Jak zjawy. Aż w końcu trafiliśmy tutaj, do tego ponurego, doczesnego miejsca. Do jedynego świata, który nie wzbudzał zainteresowania Adwersarza.

I tutaj, zjednoczeni walką ze wspólnym wrogiem, nauczyliśmy się odkładać na bok nasze urazy. Wybaczyliśmy sobie wzajemne krzywdy, by trwać ze sobą w przymierzu. I teraz drapieżnik i ofiara, książę i żebrak, wszyscy jesteśmy jedną wspólnotą. Jednoczeni w nieśmiertelnej pamięci stron rodzinnych i niewzruszenie zdeterminowani, by pewnego dnia powrócić i wyzwolić te ziemie spod panowania znienawidzonego wroga.

Król Cole
Każdy z Was, drodzy Autorzy, ma do czynienia z baśniami od najmłodszych lat. Czytane nam przez rodziców, zapadały w pamięć na długie lata. Utożsamialiśmy się z ich bohaterami, baliśmy czarownic i złych mocy. Marzyliśmy, by choćby w snach znaleźć się w którymś z baśniowych światów. Wierzyliśmy, że czuwa nad nami Dobra Wróżka, która zawsze wyciągnie nas z kłopotów.
Dorośliśmy, owszem. Mimo to pomyślmy raz jeszcze o świecie dziecięcych marzeń. O krainach, które powstawały równolegle do naszego świata, wraz z pisaniem kolejnych baśni.

Daleko stąd, pod gęstą pierzyną białych jak śnieg chmur, między błękitnym oceanem, a zielonymi szczytami gór leżał świat, o istnieniu którego nie miał pojęcia żaden Doczesny.
Baśniowe i legendarne królestwa, jak Camelot, Nibylandia czy Kraina Oz graniczyły ze sobą, a mieszkańcy odwiedzali się nawzajem, przyjaźnili, kochali, nienawidzili. Mroczne lasy otaczające wyniosłe zamczyska kryły magiczne stworzenia, dawały schronienie małym wioskom i chatom czarownic. Rzeki i jeziora kryły krwiożercze syreny, zaczarowane żaby i spełniające życzenia złote rybki. Baśniowe światy współistniały w harmonii, dzieląc ze sobą smutki i radości codzienności. Do czasu.
W każdej bajce musi pojawić się czarny charakter, pragnący zniszczyć wszystko, co stanie mu na drodze. Potężny Adwersarz, władający jednym z królestw zapragnął rozszerzyć jego granice. Zaczął podbijać kolejne krainy, mordując mieszkańców, paląc miasta i wsie, rabując zamkowe skarbce. Szedł coraz dalej i dalej, siejąc postrach w sercach Baśniowców. Baśniowy świat pogrążył się w wojnie i chaosie.

Mieszkańcy przez wiele lat szukali schronienia przed potwornym Adwersarzem. Wydawało się, że nie ma już bezpiecznego miejsca; stracono nadzieję. Wówczas, odkryto portal będący pomostem do Świata Doczesnych – jedynego, którego nie interesował okrutny najeźdźca. Dzięki ciężkiej pracy wielu czarowników i grupie zdeterminowanych Baśniowców, powstało Fabletown – chroniona magią dzielnica Nowego Jorku, w której każdy mieszkaniec baśniowych krain mógł znaleźć bezpieczny azyl. Docześni traktowali ją jako kolejną, niedużą część miasta, nie mając pojęcia kim naprawdę są jej mieszkańcy.
Magiczne przejście w postaci zwierciadła ulokowano w bibliotece Woodlands, gdzie pieczę nad nim sprawuje Bufkin – latająca małpa z Oz. Zaczęto otwierać sklepy, szkołę, szpital. Powstała telewizja, którą oglądać mogli tylko Baśniowcy. Przygotowano wiele mieszkań mających pomieścić uciekinierów. Dla tych o zwierzęcej formie przygotowano glamour – miksturę pozwalającą przybrać ludzką postać, a tych, których nie było na nią stać wysyłano na Farmę. Bohaterów z nie do końca dobrymi zamiarami umieszczano w więzieniu Golden Boughs Retirement Village. Stanowisko burmistrza objął Król Cole, a misji ochrony Baśniowców jako szeryf podjął się wilk Bigby Wolf.
Zaczęto tworzyć kolejne portale, w każdym zakątku baśniowych królestw. Znajdowały się w studniach, konarach drzew, we Mgle Avalonu, za drugą gwiazdą na prawo i prosto, aż do świtu... Mieszkańcy mogli dostać się do Fabletown ratując się przed nadchodzącą zagładą. Byli też tacy, którzy nigdy nie słyszeli o istnieniu Adwersarza, a którzy przenieśli się do Fabletown z czystej ciekawości. Inni pragnęli uciec, porzucić swoje marne życie i zdobyć fortunę w Świecie Doczesnych. Niektórzy zostali przeniesieni wbrew woli, bez możliwości powrotu do domu.
Bufkin, pilnujący Przejścia w Fabletown jak oka w głowie, dopuści do niego jedynie tych, którzy otrzymają pozwolenie na powrót.

Początki zawsze są trudne. Zwłaszcza, jeśli przyszło zmierzyć się z doczesną technologią, zanieczyszczonymi spalinami ulicami i dziwacznymi zasadami panującymi w tym świecie. Niełatwo przywyknąć do małego mieszkania, jeśli całe życie spędziło się w ogromnym zamku. Głośna, rytmiczna muzyka nie zawsze trafia do tych, którzy przywykli do delikatnych dźwięków harfy. Kwiaty nie pachną tu tak samo, a nocne niebo w niczym nie przypomina tego z baśniowych krain. Mimo wszystko, Fabletown stało się nowym domem dla każdego, kto go potrzebuje.
Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.