sobota, 1 lipca 2017

"Slaughtering is hard and messy work" [+18]

Night Sky debiutuje ze swoją pierwszą notką fabularną "ever" na jakimkolwiek blogu. Cash zresztą też. Jesteśmy razem w tym nowym doświadczeniu :)
Mam nadzieję, że nie zanudzę nikogo, nie wystraszę długością oraz nie obrzydzę swojej osoby. Co więcej - będzie Wam się miło to wszystko czytało i poznacie "alternatywną" historię Casha. Szczerze powiedziawszy strasznie się bałam pisania i umieszczania notatki, bo te co są obecnie tutaj są naprawdę piękne, a mój poziom jest... Niezbyt rozwinięty na ten moment i piszę to opko jak "nastolatek z very goth, much dark pamiętniczkiem spisujący swoje mhhroczne tajemnice".
Nie przedłużając - zapraszam i miłej zabawy!

P.S. Wiem, że umieściłam po terminie, ale sesja i rajdy mnie powstrzymały ;-; Nawet jeśli nie wejdzie w skład zabawy to mam nadzieję, że Wam się spodoba!
[+18 bo jest krew na obrazkach i kilka dziwnych scenek] 

Pozdrawiam,
Night McEdgelord Sky





"Wiatr i grom, ciało drży
Skóry swąd, elektryczny bicz
Drżący mózg, ślina i krew
Płyną z ust, jeszcze chwila i


...Gdy zrobiliśmy już powtórkę przez gatunek "mondo" rozpocznijmy naszą długą i wspaniałą noc. Dzisiejszy pokaz otworzy film, który podobnie jak wyświetlany dwa tygodnie temu "Mondo Cane" przetarł ścieżki dla gatunku, który znamy dzisiaj. Wydany w 1964 roku, dwa lata po prekursorze, a rok po jego kontynuacji czyli "Mondo Cane 2". Film został nakręcony przez znanego nam włoskiego reżysera, znakomitego i wizjonerskiego Paolo Cavarę, twórcę nie tylko "Mondo Cane" oraz "La donna nel mondo", ale też włoskich filmów lat 70. i 80. z gatunku giallo, zastąpionych dzisiaj przez amerykańskie "slashery", między innymi: "Czarny odwłok tarantuli" oraz "Plot of Fear" czy inaczej "Bloody Peanuts".
Z czym dzisiaj się spotkamy w prezentowanym "shockumentary"? Z całą pewnością z bogatym wizualnie jak na tamte czasy, soczystym kinem oraz znakomitym soundtrackiem, autorstwa między innymi sławnego Ennio Morricone, podkreślającym prezentowane na ekranie praktyki i intrygujące tradycje zarejestrowane w Europie. Orgia na cmentarzu, wypadki drogowe na tamten czas szokujące, dwie Angielki nawołujące do "wolnej miłości" i reakcja na ich paradę? To tylko preludium tego, co prezentuje dzieło Cavara oraz Guido Castaldo. Poświęcono mu dwa lata produkcji, by dostał się w nasze ręce w obecnej formie, przez co z doskonałą dokładnością pokazuje hobby i zainteresowania europejskiej młodzieży lat 60. bez lukrowanej posypki. Choć dzisiaj wiele obrazów już nie szokuje to film nadal jest "kolorowy" i bogaty, a na dodatek dość niepokojący. Nie przedłużając dla was, fanatyków specyficznego kina, oczekiwania na kolejną produkcję zakończę swoją krótką wypowiedź. Powitajcie gromkimi brawami i zatopcie się w kolejnym dokumentalnym "filmie śmierci". 
Oddaje w wasze ręce awangardowy "Malamondo"!

Duchota. Cierpko-słodkawy zapach potu zmieszanego z białym mydłem i perfumami, wonią taniej kawy, kwaśnawego alkoholu oraz rozgrzanej skóry.
Ciepło spływało mi po karku strużką potu - zdecydowanie było tu zbyt gorąco, ale pozamykaliśmy wszystkie okna by żaden dźwięk nie dostał się do środka, ani nie wydostał na zewnątrz. Na czarnej, pomalowanej matową farbą ścianie projektor wyświetlał właśnie ostatni film dzisiejszego wieczoru. Dość niesławny, ale jak na mój gust całkiem miły w odbiorze - choć nie będący żadnym mistrzowskim dziełem, a po prostu ciekawą niskobudżetową produkcją.
Kątem oka zauważyłem, jak siedząca obok mnie dziewczyna wodzi dłonią po odsłoniętym dekolcie i ukradkiem ściera strużki potu rysujące linie na jej wychudzonych obojczykach. Była niesamowicie podobna do dziewczyny z filmu i gdyby odpowiednio ją ucharakteryzować mogłaby zamienić się z wijącą na łóżku "aktorką-nekrofilką" miejscami. Niemniej w tej ciemności jej oświetlona jedynie granatową łuną z projektora twarz oraz długie nogi i tak przyciągały spojrzenia.
Nie potrafiłem, lub nie chciałem, oderwać wzroku od jej szybko unoszących się piersi, gdy jednocześnie łapczywie oraz delikatnie starała się złapać oddech patrząc niczym oczarowana na wirujące, przygaszone kolorami sceny filmu "Gorotica" - zwłaszcza teraz, gdy Carrie ściskała w dłoniach zasuszoną czaszkę, wodząc nią po odsłoniętym brzuchu wprost między roznegliżowane, zapraszające uda. Dużo różnych ludzi przychodziło na te "podziemne" pokazy filmowe, ale nie spodziewałem się ujrzeć, tuż obok siebie, fetyszystkę tego rodzaju. Tacy zazwyczaj mieli swoje własne "grupki" trzymające się razem, niemalże w stadzie.
Hipnotyzująca, oniryczna muzyka świdrowała w uszach, a wilgotna czarna koszula która przywarła mi do pleców była coraz bardziej uciążliwa. Zastukałem palcami o obdarte oparcie fotela, wyczuwając rozchodzący się mimowolnie po ciele tik przyjemności.
Nadal na nią patrzyłem.
W końcu i ona wyczuła, że ktoś jej się przygląda.
Wyprostowała się nagle, obciągając materiał śliskiej, króciutkiej spódnicy i poprawiając kosmyk włosów. Pomimo tych dość niewinnych pierwszych gestów, nie spojrzała na mnie wcale nieśmiało. W iskrze błyskającej jej w oku dojrzałem coś absolutnie nieskromnego, wprost wulgarnego, zaczepnego i naturalnie impertynenckiego - jakby z cieniem tryumfu oczekiwała na moją reakcję, gdy "przyłapała" mnie na podglądaniu. Uśmiechnąłem się kątem ust, pochylając się lekko w jej kierunku. Sprytna, mała kokietka - szczerze powiedziawszy lubiłem takie dziewczyny. Przytuliła się do oparcia drewnianego krzesła, które chyba zajmowała od początku maratonu filmowego, nie przestając śledzić najmniejszego nawet grymasu na mojej twarzy. Rozwarła lekko wargi, jak i rozchyliła uda, pokazując mi, zainteresowanemu jej drobną buduarową scenką, skrawek koronki przy pończosze i cieniutką tasiemkę ze sprzączką.
Zastanawiałem się, czy w świetle dnia byłaby tak równie rozpasana... Czy po prostu jest ciekawa świata w którym właśnie się znalazła i chłonie go całą sobą jak gąbka, teraz płynąc z prądem oraz ludźmi równie zaintrygowanymi jak ona. Byleby trochę uszczknąć obcesowej dewiacji.
Też pamiętam jak taki byłem i natknąłem się na swój pierwszy film extreme-horror, bodajże "My Crepitus" autorstwa magGot Films. Później potoczyło się to niczym lawina z gór, a moja kolekcja rozrastała się do niewyobrażalnej wielkości: "Faim De Mort", seria "Gorotica Gorga", "100 Tears" czy wyjątkowo specyficzne filmy Lucifera Valentine w stylu "ReGOREgigated Sacrifice", wszystkie z dziecięcymi okładkami, a które trzymam chyba tylko ze względu na wartość kolekcjonerską bo niezbyt trafiają w mój gust, są amatorsko nakręcone i mocno "bezczelne" w kontrowersji, aż zahacza to o śmieszność - po prostu tak ohydne, że aż nie sposób nie dać im jakiejś szansy.
Skupowałem i nadal skupuję niesamowitą ilość filmów, które częstokroć pojawiały się tylko w dziesięciu sztukach, nagrane w mocno prymitywnych i brudnych warunkach, co często nadwyręża moje finanse - pracuje jako zwykły barman w klubie nocnym o wdzięcznej nazwie "Puddin N'Pie" niczym z tej wyliczanki dla dzieci. Właściciel, wytatuowany i wychudzony gnojek o aparycji dobermana oraz jęzorem zwyczajnego zakapiora, dał się ponieść fantazji jeśli chodzi o nazewnictwo, ale jeśli nie masz go za wroga potrafi szastnąć grubszą walutą - wystarczy nie wtrącać się w jego interesy i robić swoją robotę, czyli nic nowego w miejscach takich jak to.
Dzięki temu mogę finansować swoje zainteresowanie filmami pochodzącymi z nizin, które wywołują u mnie elektryzujące drżenie kolan.
Czemu?
Bo to świat zupełnie inny od tego, jakie próbuje wcisnąć ci społeczeństwo. Tam nie ma grzeczności, zasad, wiszącego nad tobą karcącego wzroku czy zabraniającego prawa i mówienia ci co dla ciebie jest najlepsze oraz normalne w rozumieniu ogółu. Jesteś po prostu ty i wszystkie te złe instynkty, które trawiły twoją duszę. Są pierwotne, naturalne instynkty i coś, co pokazuje jaka bestia może siedzieć w człowieku jeśli zacząłby on myśleć niczym zwierzę.
Zadaje sobie często jednak pytanie, po maratonie lub wieczornym domowym seansie, czy to nawet nie jest wyższe od rozumienia zwierząt - nasza inteligencja pozwala nam na tworzenie dużo większych ohydztw i czerpania z tego jakieś poronionej, chorej przyjemności. Wilk nie wybebeszy człowieka, żeby tylko pooglądać jego wnętrzności czy je podotykać, po prostu zje ofiarę i pójdzie. Fantazje psychopatów oraz skrajnych fetyszystów przekuwane na ekstremalne filmy fascynujące takich ludzi jak ja - to tylko człowiek może zrobić coś takiego drugiemu człowiekowi. Za pieniądze, dla frajdy, spokoju zdziczałego skrzywionego umysłu.
Nie wiem, czy byłbym w stanie coś takiego zrobić, w sensie tak się zbiesić. Jesteśmy tylko ludźmi i choć upajam się zwyrodniałością, krwią i brutalnością to nie jest takie proste przejść ze strony biernej do czynnej.
Nie wiem, czy jest mi to w ogóle potrzebne - obserwacja i wyciąganie wniosków nie są złe, tak samo tworzenie mentalnych notatek oraz niszczenie szablonowości myślenia ludzkiego. To jak z bohaterami książki, to że objawiają czasem wady ohydne i niehumanitarne nie należy ich utożsamiać z samym autorem danego dzieła.
Po prostu lubię obecny stan, choć są sprawy które chciałbym spróbować... By po prostu poczuć choć raz jak to jest.
Na razie pozostają mi tylko filmy i te maratony, które organizuję dla specyficznej grupy zainteresowanych osób. Raz, dwa razy na miesiąc kiedy zbiorę jakieś nowe tytuły. Nie jest to po prostu "pokaz", bo takie bezmyślne oglądanie do niczego nie prowadzi - nie poszerza zainteresowań, nie uczy, nie sprawia że fascynujesz się tym jeszcze bardziej. Nie jestem ekspertem, ale dyskutujemy, rozgrzebujemy historię gatunku i rozkładamy ją na części pierwsze, niczym zwyczajni fascynaci filmów jakich wielu. Porównujemy i wskazujemy ulubieńców, nawet w tym gatunku. To interakcja i coraz bardziej rozbudowane przedstawienie, ale są też tacy co przychodzą tu tylko popatrzeć. I mają do tego prawo, póki nie złamią szeregu zasad tego zapuszczonego mieszkania na obrzeżach slumsów, naszego kina, które wynająłem za jakieś psie pieniądze specjalnie na potrzeby pokazów filmowych. Tu nikt nie zadaje pytań i nie interesuje się tym co robisz we wnętrzu własnego domu.
Nie istniejesz, bo szczerze powiedziawszy nie masz dla kogo - większość mieszkań tutaj jest opuszczona, co jest mi bardzo na rękę.
Czy robię to wszystko z czystego serca i chęci "zakumplowania się"? Nie. To rodzi korzyści które prędzej czy później się przydadzą. Nie tylko finansowe, ale też wynikające z powoli budującej się sieci kontaktów - nie tylko studenciaki oglądają tego typu filmy.
Czasem przychodzą tu też piękne i chętne kobiety z bujną wyobraźnią...
Sięgnąłem do kieszonki na piersi i wyciągnąłem stamtąd niewielki, szarawy kartonik z zapisanym na nim dodatkowym numerem telefonu oraz moim drugim nazwiskiem - czasem ktoś chciał wypożyczyć jakiś film z mojej kolekcji za drobną opłatą. Kontakt często się przydawał, choć korzystałem z tego naprawdę rzadko i tylko dla wyjątkowych klientów, w końcu przezorny zawsze ubezpieczony, a trochę kręcę się na terytorium "szarej strefy". Nie odrywając wzroku od wilgotnych warg i przymrużonych oczu dziewczyny, wsunąłem wizytówkę za koronkę pończochy głaszcząc czule miękką skórę ponad nią. Westchnęła lekko, z pragnieniem.
- Zadzwoń do mnie jak zamknę to miejsce - wyszepnąwszy przy jej uchu, oparłem się ponownie o fotel wracając, jak gdyby nigdy nic, do oglądania filmu. Kątem oka tylko zauważyłem jak wyciąga kartonik i wodzi jego krawędzią po własnych nabrzmiałych, przeciągniętych ciemną szminką ustach.
Może pożałuje tego jutro, ale... Nie dowiem się, póki nie spróbuje.




"What are you laughing about ?
'cause I'm the one having fun
'cause I'm the monster you feed
Yes I'm the monster you feed

And I'm ready to eat your heart out
And I'm ready to eat your dreams
I am everything you've created
I'm the beast you'll see"


Spojrzałem na zegarek podciągając rękaw skórzanej kurtki. Zbliżała się czwarta, mocno tutaj zabalowaliśmy, ehh... Ale nie było w tym nic nowego. Pięć do sześciu filmów, czasem krótszych, a czasem dłuższych i tak schodziła cała noc. Zwłaszcza jeśli impreza zaczynała się grubo po dwudziestej drugiej. Dobrze, że dostałem tydzień urlopu - poukładam kilka spraw na mieście, z mieszkaniem, może spotkam się z bratem. Miał własne interesy na głowie, ale obiecałem że do niego zadzwonię jak znajdę chwilę. Po drugie do mojej skrytki powinny przyjść nowe filmy, tym razem prawdziwe perełki, w tym jeden klasyk z serii torture, i chciałem "doświadczyć" ich jak najszybciej.
Najpierw jednak dom i trochę snu. Mogłem co prawda przespać się tutaj, ale... Nawet jakbym chciał to do dyspozycji miałem tylko jeden z foteli. Nie zadbałem o wystrój wnętrza ani "więcej niż to potrzebne" względem ilości mebli. Po prostu na tyle by stworzyć prowizoryczne kino i zadbać o podstawowe potrzeby moich, jakby nie patrzeć, klientów. Francuskich salonów należało szukać gdzie indziej, tutaj brak zbędnych bodźców i dodatków wpływał nie tylko na odbiór filmów, ale także ciężką oraz podziemną atmosferę.
Zamykałem właśnie drzwi do mieszkania, potrójny zamek więc więcej kluczy, zakładając przy okazji słuchawki, gdy usłyszałem obok siebie cicho:
- Przepraszam...
Odwróciłem się odrobinę bardziej gwałtownie niż zamierzałem, ale nie powiem, trochę się wystraszyłem nagłego dźwięku w pustym korytarzu. Zwłaszcza o tej porze. Jak ten ktoś w ogóle mnie podszedł, nie dając się usłyszeć - przecież podłogi w tym zmurszałym domiszczu trzeszczą pod najlżejszą nawet stopą.
Mój wzrok padł na znacznie mniejszego ode mnie, bladego chłopaka o zmęczonej, przeoranej życiem twarzy i mocno przekrwionych oczach - tak jakby ćpał połowę życia lub nielekko je zatarł. Wyglądał podejrzanie, ale pomimo zmęczenia mógłbym mu jeszcze coś zrobić. Zwłaszcza, że gościu sprawiał wrażenie jakby zaraz miał się rozpaść i zostać workiem kości w przydużej bluzie. Patrzył na mnie z oczekiwaniem, choć chyba peszyło go z jaką uwagą ja mu się przyglądam i czekam na jakąkolwiek kontynuacje jego "powitania".
Nie mówił nic więcej, miętosząc rękawy bluzy.
"No, człowieku, ty zacząłeś więc dokończ" przeszło mi przez myśl. Nie miałem czasu ani chęci na stanie na korytarzu. Uniosłem brew do góry i nadal trzymając dłoń na klamce odwróciłem się do niego, wzdychając:
- Tak?
Zacisnął pięści, co odrobinę rozjątrzyło mój zmysł samozachowawczy. Teraz mi to zaświtało - mniejszy lub nie, wiadomo czy to nie świr? Takich to ciągnie jakaś nieznana siła i jeśli już wpadną w szał to ciężko ich zatrzymać.
Uspokoiłem się w duchu, starając zachować kamienny wyraz twarzy i pewną, prawie zastraszającą, pozę. Jeśli niczego po sobie nie pokażę, tak jak zazwyczaj, to nic mi nie zrobi. Nie powiem jednak... Szczyl miał dookoła siebie jakąś niepokojącą aurę i to mnie właśnie martwiło.
- Ja... Słyszałem, znaczy polecono mi, że tu... - zawahał się, jakby słowa nie chciały przejść mu przez gardło.
Teraz moje zdenerwowanie sprzed kilku chwil zamieniło się po prostu w irytację. Nie lubiłem takich ludzi, w sensie tych którzy sami nie wiedzą czego chcą. To nie były zwyczajne zakupy, gdzie możesz godzinę stać nad stoiskiem i wybierać, który zapach mydła bardziej ci się podoba.
Postanowiłem dać mu jeszcze chwilę, ale jeśli nie raczy wydukać z siebie niczego po prostu pójdę. Mam swoje sprawy.
Chłopak jednak głośno przełknął ślinę i zmusił swój głos do pewności:
- Że mogę tu wypożyczyć filmy. Od pana... Ciebie.
- Nie wiem o czym mówisz - mruknąłem znudzony, sprawdzając czy dokładnie zamknąłem drzwi do mieszkania. Oczywiście, nie wypalę mu, że bardzo dobrze wiem o czym mówi. Zdaje sobie sprawę, że może przesadzam, ale pod względem bezpieczeństwa swojej małej "działalności gospodarczej" byłem więcej jak ostrożny. Szarpnąłem za klamkę - Śpieszę się.
- Wisielec - pauza, oddech. Jednak nie trafił tu przypadkiem. Po chwili powtórzył z mniejszą obawą - Hasłem jest "wisielec".
Przeczesałem ręka włosy stając twarzą w twarz z, o głowę niższym, nieznajomym. Schowawszy jedną dłoń do kieszeni kurtki, drugą otwartą wyciągnąłem przed siebie. Pierwszy etap przeszedł, teraz czas na drugi.
- Kasa.
Widziałem jak cofnął się o pół kroku, zupełnie widać nie przygotowany na moje słowa. Tak, ja też zazwyczaj tego nie robię, ale...
- Mówili, że tylko wtedy kiedy coś wypożyczę - zauważył, próbując pewnie przywołać w swojej pamięci wszystkie szczegóły dotyczące potencjalnych transakcji ze mną.
Nie mylił się, ale sytuacja była zgoła inna.
- Stary, nachodzisz mnie po pokazie. Traktuje cię jak jego widza, bo wiedziałeś gdzie mnie szukać. Więc albo traktujemy się poważnie, albo schodzisz mi z drogi i idę coś zjeść - powiedziałem, powoli cofając rękę.
Chłopak poderwał się niespodziewanie, niemalże pchnięty nową, nieznaną mi siłą. Ciało drgnęło niczym w febrze, a oczy jeszcze bardziej rozgorzały ogniem w tej krwawej białkowej zupie.
Typek zaczął mnie trochę niż "bardziej" niepokoić.
- Ja mam pieniądze. Proszę - sięgnął do kieszeni dresowych, luźnych spodni i wyciągnął z niej rulon banknotów spiętych plastykową gumką. Jeszcze szybciej rzucił mi pieniądze w otwartą dłoń, czekając na moją decyzję.
Spokojnie rozwinąłem "podarunek" przeliczając pieniądze jak za normalne wejście na pokaz. Kwota się zgadzała, może nawet kilka dolarów ponad, ale dołożę to do "podatku miastowego" czy czegoś w ten deseń
Schowałem kasę do kieszeni spodni i zabrałem się za mozolne otwieranie wszystkich trzech zamków.
- Co cię interesuje?  - zapytałem spokojnie, siłując się z kluczem. Widziałem jak patrzy mi na ręce, a tego nie lubię. Musiałem go czymś zająć, żeby przestał choć na moment, a rozmowa wydawała się najlepszą opcją - Nie mam tu zbyt wiele do wyboru.
Znowu zajęło mu chwilę, by wyrwał się z transu. Na wszystko co święte, to naprawdę było irytujące. Jeśli kiedyś współpracowałbym z podobną osobą jak on, to chyba bym się zastrzelił. Sam rozumiem, że nie wszyscy byli otwarci jeśli chodzi o własne aberracyjne fascynacje oraz pociągi, ale to nie jest byle jakie miejsce i nie rozmawia on ze zwykłym człowiekiem. Przyszedł tu po konkrety, więc czemu miał taki problem? Denerwował się czymś, jakby wyczuwał nieuniknione.
- Snuffy - odpowiedział krótko i szybko.
Pokiwałem niezauważalne głową. Naoglądał się za dużo filmów czy poczytał fantastycznych opowiadań użytkowników, którzy rzekomo to widzieli? Zabrzmiał teraz jak nowicjusz. Kot, którego jeszcze porządnie nie przetrzebili w wojsku. Gościu szukał mocnych wrażeń i to pierwsze co znalazł, nie zapoznając się czym tak naprawdę jest to co wystukał w internecie. To nie jest coś, co zdobywa się łatwo i po prostu można spytać jak gdyby nigdy nic. Sam dopiero wkraczam na drogę, by odnaleźć tego typu dziełka, a nie marne ich imitacje. Chciałem brutalnie sprowadzić jego wyobrażenia, marzenia i jego samego na ziemię, ale... Biznes to biznes.
- Źle trafiłeś, nie zajmuje się tym, ale może znajdę coś co wynagrodzi ci braki w mojej kolekcji.
Kątem oka zauważyłem jak kiwa głową. Mądry chłopak.
Usłyszałem szczęknięcie zamka. Nareszcie. Myślałem już, że na następny maraton będę musiał wezwać ślusarza.
Przywitał mnie znajomy zaduch, stęchlizna nieprzewietrzonego pomieszczenia oraz przykry, ostry zapach potu. Schowawszy klucze do kieszeni, odwróciłem się do chłopaka rozglądającego się niepewnie po pomieszczeniu, chowającego ręce w głębokich kieszeniach bluzy - rozbiegane oczy badały dokładnie każdy kąt, jakby w nadziei, że ujrzą tu coś interesującego. Zatrzymywał wzrok na dłuższą chwilę w kilku miejscach, a wargi drżały mu próbując uformować coś na kształt bardzo krzywego uśmieszku.
Ok...?
Pociągnąłem mimowolnie nosem. Boże, ten smród był okropny - muszę pamiętać, żeby zostawać tu choć na chwilę po pokazach aby przewietrzyć pomieszczenie. Podszedłem do okna, by ruszyć ciężkie, zastałe klamki pamiętające chyba jeszcze wojnę. Drewno zbutwiało od braku impregnatu, więc otwarcie nie było prostym zadaniem. Gdy sięgnąłem po zardzewiałą klamkę, rzuciłem za siebie:
- Filmy są na stole. Sprawdź, czy coś cię zainteresuje. Gdybyś przyszedł na pokaz mógłbym ci załatwić coś za ekstra opłatą później, ale na razie masz tylko to - wpuściłem do pomieszczenia zimne, pachnące deszczem powietrze. Przyjemnie orzeźwiało pokój i...
Niespodziewanie poczułem jak moje czoło uderza o chłodną szybę z dużą siłą. Głowa zaćmiła głuchym bólem z tyłu. Szkło posypało się na podłogę, a ciepła, metaliczna w smaku krew zalała mi oczy. Mózg momentalnie skurczył do wielkości orzecha, nie mogąc przetworzyć co się właśnie zdarzyło. Milion myśli na sekundę skakało chaotycznie po umyśle. Chciałem się odwrócić, uciec, bronić się... Ale zamiast tego zachwiało mną jak pijanym. Cios może i nie był silny, ale dobrze wymierzony.
Jak długi upadłem na ziemię, instynktownie podpierając się dłonią. Rozmazany widok stojącego nade mną chłopaka, trzymającego coś w dłoni, wydobył z mojego gardła bolesny jęk i krótkie, przerwane przekleństwo. Powieki opadły szybciej niż się spodziewałem, kiedy uderzył mnie drugi raz, prosto w czoło i nos - kość chyba przesunęła się na bok, skóra na wierzchu rozerwała wywołując jeszcze więcej bólu, który znacznie mnie osłabiał. Poza krwią zalewającą mi oczy, powoli otaczała mnie ciemność.
Jeszcze jeden cios w twarz.
I jeszcze w żebra.
I jeszcze.
Jebany skurwy...




"Taste the fury
That feeds the devils inside
Fueled by torment
Sin, sex, sickness and pride

Parasite submission
Parasitic condition
Parasite slave culture
Parasite it's over"
Psyclon Nine - Parasitic (Crwn Thy Frnicatr, 2006)

Ja pierd...
Obudziłem się, ale nie mogłem zmusić ciała do jakiegokolwiek ruchu. Byłem tak otumaniony, że nie potrafiłem nawet skupić myśli w jedność. Żołądek aż podchodził mi do gardła, gdy w tym wszystkim wywąchałem smród własnej krwi oblepiającej powieki oraz rozcięte wargi. Co się do cholery stało...
Nim otwarłem oczy, oddech zaczął panicznie przyśpieszać gdy poczułem na nadgarstkach zimny metal. Adrenalina wpompowała się w moje serce, odrobinę odsuwając mgłę odurzenia więc szarpnąłem mocniej czując wzdrygający ból. Jezu...
Z zaschniętego gardła wydobył się tylko suchy spazm, gdy nieudolnie wyplułem krew zalewając nią szyję. Nie byłem panikarzem nigdy, ale serce zaczęło bić szybciej w przestrachu przed tą sytuacją, nieznajomością jej.
Uniosłem lewą powiekę z trudem, czując jak nieprzyjemnie kruszy się zakrzepła jucha. Prawa, opuchnięta, pulsowała ciepłem więc tylko lekko ją uchyliłem. Początkowo mroczki nieznośnie skakały mi przed przewrażliwionymi oczyma, więc musiałem poruszyć kilka razy głową by je odgonić. Jasne światło zalewające pomieszczenie zakuło, a ja sam po chwili dopiero zauważyłem, że leżę na ziemi pod oknem. Wszystkie fotele oraz krzesła zostały podsunięte pod przeciwległą ścianę tworząc duża przestrzeń na środku pokoju... Wraz z mokrymi, brunatnymi śladami butów skierowanymi do łazienki.
Jęknąłem ponownie, kiedy obrzęk na potylicy dał o sobie znać. Mimowolnie chciałem tam sięgnąć, by sprawdzić jak duży jest guz - łańcuch zaklekotał, a kajdanki dały znać, że nadal są na moich dłoniach. Podkuliłem nogi, siadając niepewnie i rozglądając się dookoła. Szkło nadal leżało na ziemi wbijając się... W moje nagie uda na których widniały bardzo płyciutkie nacięcia. Po szkle czy nożu?
Dopiero teraz zauważyłem, że nie mam na sobie ubrań. Jak zwierzę przed wrzuceniem do maszynki lub klatki...
Zza ust wydobyło się wściekłe warknięcie. Co tu się dzieje!? Nadal niewiele mogłem sobie przypomnieć. Co to za pojebana sytuacja!?
- Kurwa! - krzyknąłem przeciągle, szarpiąc za kajdanki okrutnie ocierające się o nadgarstki. Łańcuch brzdęknął o żeberka starego kaloryfera, stanowczo niwecząc moje szanse na szybką ucieczkę. Jakiś pająk uciekł w dziurę, obudzony nagłym poruszeniem. Wszędzie widziałem srebrzyste, wijące się rybiki, a kurz wgryzał się w gardło.
Nie chciałem wstawać za szybko, bo znowu bym się przewalił.
Spokojnie...
Nie mogę dać się pochłonąć nerwom, bo nie zrobię nic. Spokojnie...
Uniosłem głowę, gdy usłyszałem skrzypienie drewnianej, wytartej z farby podłogi. Mój oprawca wciąż był w mieszkaniu.
No pokaż się, skurczysynie, żebym mógł cię dobrze zapamiętać!
Z łazienki wyszedł chłopak... Ubrany bardziej elegancko, w białą koszulę i obcisłe spodnie w kant, ale to na pewno ten ze wczoraj. Przypomniałem sobie wszystko co się zdarzyło. Jak zapytał o film, weszliśmy do mieszkania, a on wtedy... Mnie ogłuszył? To nie mógł być nikt inny.
Szczyl mruczał pod nosem jakieś słowa, wycierając coś ręcznikiem. Zauważył, że na niego patrzę, a jego oczy rozszerzyły się w zdziwieniu.
- Już się obudziłeś? - zapytał drżącym głosem, podchodząc do mnie. Potrząsnął głową, by powrócić do zwyczajowego "animuszu", który próbował przede mną utrzymać. Gdy się zbliżył, spostrzegłem że wycierał długi nóż o wąskim błyszczącym ostrzu. Bawił się nim nieśmiało, jakby chcąc mi pokazać kto trzyma tu prawdziwe stery. Uśmiechnąwszy się, kontynuował - Cieszy mnie, że nie musiałem czekać na ciebie cały dzień. Przed nami dużo pracy.
Zamrugałem beznamiętnie, zupełnie nie mając pojęcia o czym mówi, ale wściekła iskra nie opuszczała moich oczu. Próbowałem przywołać w pamięci wszystkich swoich wrogów, "klientów" którym mogłem się narazić, ludzi nieznoszących tego co się tu wyrabia... Nikt nie przychodził mi do głowy.
Co to za świr!?
Jego oschły, enigmatyczny uśmieszek wydawał się wymuszony, ale obiecywał dużo krzywd. Zwłaszcza kiedy obracał nożem w dłoniach, a ja byłem skuty.
Zacisnąłem usta, po chwili sycząc zza zaciśniętych zębów.
- Kim ty do kurwy jesteś!? Wypuść mnie, ty chory pojebie! - szarpnąłem się, ale łańcuch powstrzymał mnie w miejscu. Chłopak drgnął jednak, cofając się o krok na tak nagły wybuch emocji. Czego się spodziewał, że grzecznie podziękuję mu za to wszystko!?
Bardziej niż jego, bałem się całej tej niewiedzy o sytuacji. Dlaczego to spotkało właśnie mnie, nikomu do cholery nie zaszkodziłem! A nawet jeśli, to żaden nie śmiałby się mi postawić. Kim był ten popierdoleniec!? Jeśli chciał mnie okraść to nie tutaj, bo miejsce było praktycznie puste i bezwartościowe. Nie pozostawałby w tym mieszkaniu, nie uwięził, nie rozebrał jak jakiegoś chłoptasia do wynajęcia.
- "Kto by pobił kijem swego niewolnika lub niewolnicę, tak iżby zmarli pod jego ręką, winien być surowo ukarany. A jeśliby pozostali przy życiu jeden czy dwa dni, to nie będzie podlegał karze, gdyż są jego własnością" - zacytował mechanicznie, jakby całe życie kuł te słowa i potrafił wyrecytować je późną nocą, nawet pod wpływem alkoholu. Brzmiało jak jakaś poezja lub Biblia, ale czy naprawdę nimi było? Patrzyłem na niego letargicznie, czując jak małe ranki na udach zaczynają szczypać. Zamierzał mnie trzymać tu dłużej?
Pochyliwszy się, zza kołnierzyka koszuli uciekł mu posrebrzany krzyżyk na rzemyku. Wyciągnął dłoń, by zacisnąć palce na moim podbródku, przyglądając się opuchniętemu oku jak szalony lekarz. Chciałem splunąć mu w twarz, ale gardło wyschło mi na wiór.
- Masz czerwone białko, chyba za mocno cię uderzyłem. Przykro mi, ale... Czeka nas więcej. Chce żebyś cierpiał.
Co?
- Co ja ci zrobiłem? - zapytałem, choć nie spodziewałem się, że dostanę jakąkolwiek odpowiedź. Nie wiedziałem, czemu, ale miałem dziwne przeczucie, iż stojący przede mną chłopak jest niestabilny. Gniew, złość, bezsilność, wściekłość kipiały we mnie, ale też powoli dochodził do tego zdrowy rozsądek w postaci mojej własnej, kiepskiej na ten moment pozycji. Czułem osłabienie z powodu opuchlizn, świat nadal wirował mi przed oczyma kiedy tylko mocniej obróciłem głowę, byłem przykuty i nawet nie mogłem podnieść dłoni dalej jak nad własne kolana jeśli dobrze się postaram. To on trzymał tutaj wszystkie karty.
Po drugie chyba jak każdy... Nie chciałem umrzeć jak śmieć. Związany i bezbronny. Nie tak.
- Po co to wszystko? Czego chcesz? Pieniędzy, filmów? Bierz to wszys... - uderzenie prosto w twarz sprawiło, że głos załamał się i ugrzązł, a rozerwana nad nosem skóra znowu zabolała. Strach zaczynał mnie paraliżować
Chłopak skrzywił się, prostując i rzucając ręcznik na ziemię. Ostrze błysnęło niebezpiecznie, jakby na znak tego, że mam się przymknąć. Przełknąłem gulę przerażenia rosnącą mi w gardle, patrząc niczym zahipnotyzowany na nóż, oczekując w którym kierunku świśnie i zachlasta mnie.
Nie liczyłem na szybką śmierć - zaledwie kilkoma słowami, swoim wyglądem i aurą przekonał mnie, że nie odda mi tej łaski. Po coś chce mnie zamęczyć, a ja nadal nie wiem co jest tego powodem.
Czy było to istotne?
Chciałem wiedzieć nim całkowicie postradam zmysły.
- "Przygotujcie rzeź dla jego synów, z powodu niegodziwości ich ojca. Niech nie powstaną i nie wezmą świata w dziedzictwo, niech nie napełnią miastami powierzchni ziemi".
Znowu wyrecytował jakiś fragment, wzdychając przy tym ciężko. Zwrócił się do mnie, kładąc mi dłoń na głowie.
- Wiesz co to oznacza? Rzeź dla synów z powodu niegodziwości ojca? - patrzył w okno, pogrążony we własnych chorych słowach oraz myślach. Widziałem jak dłoń dzierżąca nóż lekko drżała. Czy to może ja mimowiednie się trzęsłem? - Przyszedłem cię ukarać za to co robisz. Jesteś wszą, chorobą zatruwającą ten świat na polecenie ojca wszystkich twoich grzechów... Niszczysz piękno.
Bredził, kurwa, bredził. Zacząłem obawiać się coraz bardziej. Świra do niczego nie przekonam.
Umrę tu.
- Dusza mojej siostry też była piękna. Śliczna, niewinna... Doskonale czysta - opadł na samo dno własnych fantazji. Wolałem mu nie przerywać, bo to prawie jak z lunatykiem. Nie wiesz do cholery, co zrobi. Nie chciałem go prowokować. Nie teraz, gdy nie miałem jeszcze planu. Dlatego słuchałem dalej, od czasu do czasu cicho odkaszlując zbierającą się w płucach żółć - ...ła być tylko moja. To ja ją nauczyłem wszystkiego, nauczyłem być mi posłuszną. Pod każdym, każdym, każdym, każdym względem. Ahh...
Ukucnął przy mnie, zmuszając bym spojrzał w te puste, martwe jak u ryby oczy. Nieśmiały chichot, jakby sam nie wiedział czemu mi to wszystko mówi. Spytałem, ale wciąż nie znałem powodu tego wszystkiego. Czy zostałem tylko przypadkową ofiarą, w złym miejscu i czasie?
Ramię z nożem wystrzeliło nagle do przodu, zatrzymując się dosłownie kilka milimetrów przed moim "niezranionym" okiem. Zamknąłem powieki, cofając się i uderzając mokrymi plecami o zimny kaloryfer.
- Zdążyłeś poczuć jak gładką ma skórę? Zdążyłeś zasmakować jej cichych westchnięć? Zdążyłeś dotknąć jej ciepłego łona? Czułeś to samo co ja? Mówią "nie zaprzedawaj kobiecie swej duszy, by się nie wyniosła nad twoją władzę", ale nie potrafiłem się oprzeć każdej jednej nocy. Była moim aniołkiem - skrzywił się, zaciskając mocno zęby i łapiąc za głowę - Zdążyłeś pewnie to wszystko poznać, zdążyłeś! W końcu przychodziła tu, widziałem sam! Musiałeś złapać ją w swoje sidła, demonie. Skrzywiłeś ją, zbrukałeś bluźnierczymi obrazami. To nie było święte, to co tu pokazywałeś. Włamywałem się tu i oglądałem... Te ohydztwa. Czemu przyszła właśnie do ciebie? Czy nie dawałem jej wszystkiego, co mogłem jako troskliwy brat?
Oddychał ciężko, jak w padaczce.
Nie otwierałem nadal oczu, chyba obawiając się, że mi je wykuje jeśli tylko krzywo na niego spojrzę. Skąd miałem wiedzieć, że jedna z przychodzących tutaj panienek miała tak ześwirowanego... Brata czy jeden wie jak go określić. Sam bym od niego spieprzył i nie oglądał się za siebie!
Poczułem jak opada niedaleko mnie, tak bym chyba nie zdążył go chwycić, a po dłużej chwili milczenia zerknąłem na niego kątem oka. Patrzył tępo przed siebie, zalany potem i łzami. Naprawdę nie miałem pojęcia co się tu dzieje, co zryło jego umysł, ale nie chciałem być tego uczestnikiem. Nie chciałem umierać za czyjeś urojenia!
- Mógłbym cię zabić wiesz? - odparł po chwili, zawieszając to retoryczne pytanie w powietrzu - Chciałbym cię ranić tak mocno, byś bity jak pies umarł jak jeden z nich. Dostałbym za ciebie nagrodę w niebiosach. Muszę jednak dać wam nauczkę. Mojej słodkiej siostrzyczce, tobie.... Zrobić z ciebie przykład dla innych zwyrodnialców. By nie sprowadzali niewinnych dziewcząt na złą ścieżkę. Ha.. Haha... Wiesz? Pierwszy raz robię coś takiego i trochę się stresuje.
Przechyliwszy głowę, zmierzył mnie z troską.
- Dlatego potrzebuje twojej pomocy, w końcu wiesz dużo o tych sprawach.
Co? O czym ten wariat mówi?
Nawet nie wiem, kiedy wstał i podszedł do jedynego stolika w pokoju. Zmysły wróciły do mnie, gdy próbowałem dostrzec, pośród czego błądzą jego ręce. Pocierał podbródek jakby się nad czymś intensywnie zastanawiał i sprawdzał ofertę. Ja w tym momencie czułem tylko drgawki.
I strach.
Muszę przeżyć...
W mgnieniu oka wrócił do mnie trzymając w dłoniach czarny marker i nóż z którym się nie rozstawał. Nie dało się nie zauważyć też "rękojeści" Glocka wetkniętego za pasek spodni.
Zagryzł delikatnie skuwkę od pisaka i ściągnął ją, wodząc markerem po moim podciągniętym kolanie. Zaznaczył niewielki "x" na prawym i ku mojemu zdziwieniu... Wcisnął mi w dłonie nóż myśliwski. Ostrze niemalże uciekło mi z zesztywniałych, zgrubiałych palców, a ja patrzyłem na niego tępo. Czy to była moja szansa?
Nie... Nie była. Gdybym nawet się zamachnął, nie dorzuciłbym do niego, nie przedarł mu nawet rękawa koszuli. Jedynie na co pozwalał mi łańcuch to sięgnąć pod mocno przyciśnięte do klatki piersiowej uda.
Dźwięk odbezpieczonej broni wyrwał mnie z wszelkich marzeń o kontrataku. Zimny wzrok, dostrzegalny zza wylotu lufy, oznaczał brak sprzeciwu. Oczekiwał na moją decyzję, a jeśli podejmę złą - był gotowy pomóc mi w wejściu na właściwą drogę.
Ku wolności?
Nie.
Wbrew pozorom, opanowało mnie nieznośne ciepło. Dusiłem się, nie mogłem oddychać. Zaciskałem palce na nożu, jakby to była jedyna rzecz mająca mnie utrzymać w tej marnej rzeczywistości.
- Wbij nóż w dokładnie to miejsce które zaznaczyłem... Proszę - powiedział, nie odrywając ode mnie wzroku. Machnął tylko lekko pistoletem, by mnie pośpieszyć.
Gorąc ustąpił miejsca chłodowi tak przeraźliwemu, że przeszedł mnie na wskroś i zacisnął na sercu. Umysł stał się biały i pusty jak kartka papieru.
- No już, już... Mam więcej zabawek, a musimy je wszystkie wypróbować.
Nie... Nie chciałem. Nie. To chore. To totalnie chore! Czemu sam tego nie zrobi. Nie mogę. Nie chcę się ranić.
Nie, błagam. Nie każ mi tego robić.
- S-słuchaj, nie m-m-musimy tego robić... Wypuść mnie błagam, a... - głos mi drżał, ale emocje wzięły nade mną górę. Wiedziałem, że jak nie zrobię tego co mi każe, zastrzeli mnie. Nie chciałem umierać! Naprawdę nie chciałem!
O Boże...
- Stopa mojej siostry nigdy tu nie postanie? - zaśmiał się, wzruszając ramionami - Może bym ci uwierzył. O, czekaj. Zanim zaczniesz.
Poderwał się z miejsca i zniknął mi sprzed oczu. Bezrozumnie patrzyłem na niewielki, czarny ślad na moim kolanie które podciągnąłem przed siebie. Nie potrafiłem się przełamać, nawet pomimo groźby.
To tylko chwila bólu, prawda?
Melodia, chór - coraz głośniejsze i głośniejsze - dotarły do moich uszu. Powolnym krokiem znowu powrócił mój oprawca.
- Ahhh... "Agnus Dei" Barbera. Zawsze go lubiłem. Czyż to nie piękne? - nie wiem o czym on mówił, choć śpiew nabierał na sile. Nadal widziałem tylko czarną plamę - No już, zaczynaj.
Zacisnąłem powieki tak mocno, jakbym chciał uciec, choć na chwilę, myślami gdzie indziej. Chce przeżyć do kurwy, chce przeżyć!
Zęby wbijały mi się w wargi. Oddech ugrzązł w gardle, a gula niemalże utknęła pod podniebieniem. Obiema dłońmi trzymałem rękojeść, ale nie mogłem zmusić ciała by się poruszyło. Nic za nic. Sekundy mijały, a mój napastnik się niecierpliwił.
Ten jebany chór brzmiał mi w uszach jak melodia śmierci, przenosząc zmysły na jakiś nowy, poroniony wymiar.
- Nie... Nie mogę - jęknąłem ostatni raz nim kula nie utkwiła w desce przy mojej stopie. Wiedziałem, że jest w transie i nie żartuje.
Cokolwiek... Ktokolwiek... Niech ma nade mną opiekę, błagam.
Nóż opadł na dół, gładko wbijając się w skórę między kośćmi. Poderwało mnie z bólu do przodu, a chrapliwy krzyk uciekł z mojego gardła. Impuls bólu rozrywał każdy nerw ciała, docierając do mózgu i zalewając go kanonadą odczuć. Kurewsko ostry nóż, wbił się głębiej niż się spodziewałem. Łzy mimowolnie uciekły spod zamkniętych powiek, gdy poczułem jak gnojek prostuje moją nogę i dobija ostrze jeszcze głębiej, przekręcając je z trudem. Wszystko zlało się w jedno, a ten cholerny śpiew zagłuszał co czułem. Ciepła krew wytrysnęła, płynąc gładko po kolanie, aż na brudną podłogę. Bałem się poruszyć nogą jakkolwiek, pozwalając by nadal była "przygwożdżona" do parkietu.
Świszczący oddech przerywany był gulgoczącym dźwiękiem łez wpadających mi do gardła. Gdy ledwo uchyliłem powieki, klęczał przede mną i rozsmarowywał krew po moim goleniu z fascynacją godną naukowca.
- Ty... Ty... - zajęczałem, ale znowu skończyło się na krzyku, gdy ten fanatyk przesuwał ostrzem w górę i w dół rozlewając jeszcze więcej juchy. Całe szczęście nie słyszałem mokrego dźwięku poruszającego się w tę i we w tę mięsa. Żołądek podszedł mi aż pod serce, wywracając się na wszystkie strony. Wyrzygałbym się, gdybym miał czym, ale tylko lepka, ledwo przeżarta zawartość uciekła na zewnątrz. Kręciło mi się w głowie.
- Ohh, patrz jak bardzo krwawisz. To było niesamowite - próbowałem skupić się na jego słowach, ale ból zalegał mgłą w moim umyśle. Nie wyglądał jednak na bardzo zawiedzionego tym, jak się zachowuje, a jedynie mówił dalej do siebie - Muszę kupić jutro baterię i nagramy wszystko od nowa.
Chwycił pewniej za rękojeść i wyrwał ją z mojego kolana, jeszcze bardziej brudząc wszystko krwią. Wyglądał na bardzo poruszonego tym co się działo.
- Muszę o ciebie dbać. Jak tak dalej pójdzie długo nie wytrzymasz, hmm... Pójdę po apteczkę i przemyjemy ranę.
Zrelaksowany uśmiech tego skurwysyna wkurwiał mnie. Jego spokojny, zaciekawiony wyraz twarzy. To jak patrzył na mnie jak na najlepszą w swoim życiu zabawkę.
To jak mruczał pod nosem melodię psalmu.
To jaką sprawiało mu to wszystko radość.
To jak cieszył się moim cierpieniem.
To wszystko mnie wkurwiało.




"Looking at my own reflection 
When suddenly it changes 
Violently it changes 
Oh no, There is no turning back now 
You've woken up the demon ... in me"

Patrzyłem spod przymrużonych powiek na psią miskę w której mój hojny i wciąż "dobroduszny" oprawca dawał mi jedzenie - papkę będącą czymś na pograniczu rybiego pasztetu i kaszy oraz wodę. Krążyło wokół niej kilka karaluchów, a na wierzchu osiadły muchy, czasem też chodzące po mnie kiedy nie miałem siły się ruszyć. Nie wiedziałem ile czasu minęło, kilka razy straciłem przytomność z powodu bólu. Utraciłem za dużo krwi i to czułem - teraz chyba przy życiu trzymała mnie tylko jakaś mgiełka adrenaliny.
Nie wiem jednak na jak długo, póki nie zeżre mnie od środka zakażenie i ropa wyciekająca ze źle opatrzonych ran.
Ledwo łapałem oddech, świszczący i płytki, ale nie chciałem zdechnąć jak pies za którego miał mnie ten gnojek. Po każdej "zabawie" jednak, kiedy badał jak mocno ostrze wejdzie w skórę i trząsł się przy tym jak w gorączce, wielbiąc i chwaląc wszystko co przyszło mu wtedy do głowy, miałem coraz bardziej dość. Brakowało mi powoli jakiejkolwiek najmniejszej nawet nadziei na to, że się uda. Nawet największy zwyrodnialec kiedyś się łamie, ból stawał się nie do zniesienia.
I wracał każdej, każdej kolejnej nocy. Budziłeś się znowu na ziemi, brudny oraz śmierdzący własnym moczem, potem, krwią... I strachem...
A historia się powtarzała. Powtarzała i powtarzała.
Wszystko po to, by nagrać coś dla potomnych. Pokazać innym, że nie warto sprowadzać dobrych ludzi na złą stronę, bo źle się to kończy. Kara nie musi czekać aż do niebios - zostanie ci wymierzona na ziemi. Przez skurwysyna gwałcącego własną siostrę.
Bandaże zaczynały mnie drapać, bo było ich zdecydowanie zbyt dużo, ale skutecznie tamowały krwotok z mniej lub bardziej głębokich ran. Zadzierał mnie tylko i wyłącznie nożem, choć sam nie wiem czemu tylko nim. Czasem pokazywał mi, lub sam zauważałem kiedy ledwo przytomnego prowadził mnie w kąt śmierdzący już po tylu dniach odchodami, "wspaniałą kolekcję narzędzi" którą zgromadził specjalnie dla mnie - bo nie dla takich ludzi jak ja. W szale przyznał się kiedyś, że to JA popchnąłem go do tego wszystkiego.
Bał się?
Nie miałem czasu składać jego fantazji w kupę ani tym bardziej do tego motywacji. Skupiłem się tylko i wyłącznie na przetrwaniu oraz ucieczce. Trzymałem wątłej nitki, która uciekała mi z każdym dniem coraz bardziej.
Choć krzyczałem sam do siebie, że chce przeżyć - to z drugiej strony cichy głos mówił mi, że warto dać się pochlastać i po prostu umrzeć. By to wszystko się skończyło.
I bym mógł odpocząć.
Pokiwałem głową, strącając chodzącą po ustach muchę, próbując dać ukojenie chociaż otartym nadgarstkom, czerwieniącym się tak mocno, że nawet w półmroku bym je poznał. Przekręciłem się, uważając jednak na kolano, którego rana za każdym razem się otwierała, gdy tylko zbyt gwałtownie próbowałem się poruszyć.
Po raz setny, tysięczny, milionowy w pokoju rozległa się ta sama płyta zapętlona tak by chyba wgryzła mi się do umysłu i pozostała tam na zawsze. Tak naprawdę oprawca bał się, że ktoś mnie usłyszy, kiedy będę krzyczał. O ile będę w stanie.
Znowu zabrałem się za wyszarpywanie z tego więzienia.
Jak każdej nocy i wtedy, gdy tego popierdolonego fanatyka nie było w pobliżu. Na co ja miałem nadzieję? Że uda mi się wyrwać kaloryfer?
A co innego mi do kurwy zostało, jak nie najgorsze z pomysłów?
Głośniejszy chór nagrania mieszał się ze szczękiem łańcucha, kiedy zapierałem się i ciągnąłem ze wszystkich sił jakie mi zostawały. Stopy bolały, dłonie raniły aż na miazgę, ale choćby miał je urwać to bez wahania to zrobię. Choć zabrzmi to idiotycznie, ale dwa omdlenia temu jestem pewien, że coś się poruszyło. Stare budownictwo, brak remontu, wilgoć rozmiękczająca ściany i te rozkruszone z żyłkami załamań kamienia - to dawało jakiś ślad, że nie jestem jeszcze na tyle szalony.
Ciągnąłem i krzyczałem jednocześnie, by dodać własnemu ciału motywacji. Przeklinałem raz za razem, choć tak naprawdę nie musiałem. Wszystko byleby własnemu organizmowi dać pierwotną energię do przetrwania.
Chrupnęło...
Źrenice rozszerzyły się. Nawet ból w gwałtownie przesuniętej nodze zniknął gdzieś za zasłoną. Muzyka ucichła. Nie było niczego. Cisza... Idealna, niczym niezmącona cisza, którą dopiero po chwili przerwał dźwięk nadmiernie szybko bijącego serca. Chciało wylecieć mi z piersi, kiedy krew ruszyła do mózgu napełniając go falą emocji tak sprzecznych, że aż nieprawdziwych.
Spojrzałem się za siebie.
Boże...
Żeliwny kaloryfer przechylił się lekko, a rdza która drapała mi dotychczas plecy rozkruszyła się i opadła miedzianymi płatkami na ziemię. Nie odpadł całkowicie, ale widziałem jak łącznik zaczął delikatnie wychodzić ze ściany. Sam nie wierzyłem we własną siłę. Jak? To nienormalne.
Nie miałem czasu tego kwestionować. Szybko wytłumaczyłem to sobie napięciem, lękiem i tym, że ktoś musiał wcześniej przy nim majstrować.
Pociągnąłem jeszcze kilka razy i usłyszałem kolejny zgrzyt, tym razem głośniejszy.
Nie mogłem w to sam uwierzyć.
Niemożliwe...
Pijany ekscytacją uwolniłem łańcuch spomiędzy ściany i żeberek. Nie mogłem przestać się dygotać, z zimna oraz nerwów. Co jeśli on zaraz przyjdzie?
Pozwoliłem sobie na kilka sekund, by uspokoić oddech. Opierając się dłońmi, próbowałem delikatnie podnieść, żeby położyć mniejszy nacisk na zranioną nogę. Przechyliło mną, ale zdążyłem złapać się parapetu.
Wolny...
Wolny.
WOLNY!
Uciekać. Jak najszybciej stąd uciekać. Nie przejmować się niczym, byle jak najdalej stąd - choćby i nagi. Mam to w dupie. Chce stąd wyjść! Uciec nim ten skurwysyn wróci.
Choć to głupie, wprost naiwne, naprawdę drzwi wyjściowe z tego jednopokojowego mieszkania lśniły jakimś nieziemskim blaskiem - jako obietnica wolności o której mój nieprzytomny mózg pewnie i tak gdzieś śnił.
Trzymając się ściany, oddychając ciężko, pokuśtykałem tak szybko jak tylko mogłem pod drzwi. Nie zajęło mi to mało czasu, ale zagryzałem mocno zęby i parłem do przodu - nadwyrężając nawet własny organizm. Łańcuch tłukł mi się jeszcze między kajdankami, ale nie zwracałem uwagi na ich ciężar. W głowie miałem tylko jedną, jedyną myśl, której pragnąłem i łaknąłem z całego serca.

Przerażająca, uduchowiona muzyka wróciła do mnie, gdy chwyciłem za klamkę, a uścisk śmierci zacisnął na gardle, odbierając oddech.
Zamknięte.
Ocknąłem się i wróciłem do zmysłów w momencie, gdy w amoku zacząłem walić pięściami w drewno. Chciałem je przebić, wyrwać z zawiasów. UCIEC!
Zdarłem tylko knykcie.
Gdzie ta cała siła, która kipiała we mnie gdy szarpałem się z kaloryferem. Jak ja teraz przeklinałem siebie i swój interes filmowy - to, że wymieniłem kiedyś te cholerne drzwi na nowsze, razem z zamkami. Dlaczego teraz do kurwy odbieram sam sobie szansę na wyjście z tego szamba!?
Czemu wyłem? Czemu wyjesz, do cholery!?
Złapałem się za skronie, zaciskając palce tak mocno, że mógłbym sobie zgnieść czaszkę. Łykałem powietrze jak człowiek, który jeszcze kilka sekund temu miał się udusić w mętnej wodzie. Oczy niemalże wychodziły mi z orbit, gdy próbowałem uspokoić szalejące nerwy.
Spokojnie, Cash! Uspokój się! USPOKÓJ SIĘ!
Poczułem jak coś we mnie pęka, rozdzierając mój środek na kawałeczki. Fiksacja złamała mnie śmiechem, żałosnym i płaczliwym, który przebijał się do moich uszu bardziej jak muzyka. Sam siebie nie poznawałem - zupełnie jakby zawładnął mną ktoś inny. Lament mieszał się ze śmiechem coraz bardziej przeraźliwym. Kuriozum.
Groteska człowieka.
Wstałem i oparłem się o ścianę przy drzwiach, zaciskając pięści na łańcuchu długim na pół metra. Jeśli mam tu umrzeć...
Jeśli mam tu umrzeć.
Wydawało mi się, że wszystko stanęło w miejscu, a ja stoję jak posąg i czuwam. Czekam na niego. Spokojnie i cicho, opierając się o ścianę oraz patrząc na stół naprzeciwko, pełen zupełnie zwyczajnych, ale dziwacznych na ten moment narzędzi. Jakaś dziwna błogość otoczyła mnie ciasnym kokonem, ciepłym i przyjemnym, słodkich w zapachu - zupełnie niepasującym do warunków dookoła mnie, zaschniętej na ciele krwi, kurzu i syfu. Nic mi już nie przeszkadzało. W umyśle kołatało się tak wiele zdań, wspomnień i wydarzeń, że ciężko było mi je uchwycić toteż zdawało mi się, że jest on jednocześnie pełny oraz pusty.
W pokoju zrobiło się ciemno. Widziałem tylko światła latarni ulicznych, rzucające nieśmiałą łunę do środka pomieszczenia. Nie przeszkadzało mi to, nic mi nie przeszkadzało.
Najpierw usłyszałem zamek, choć bardzo leciutko w całym tym muzycznym oceanie, ale nie wzdrygnąłem się na jego dźwięk.
Jeden zamek.
Drugi.
Trzeci nie odszedł tak szybko. Przypomniało mi się dlaczego. Przecież sam pamiętam jak się z nim siłowałem.
Tak niedawno.
Drzwi wpuściły do środka dużo ostrego światła i jeden dygoczący cień. Nie zapalił od razu żarówki, musi się przejść na lewo do ściany. Powolutku, jakby niczego się nie spodziewał.
Zadziałem nie instynktownie jak bym to zrobił poprzednio - poruszałem się jak robot, choć dość niezdarny przez wzgląd na rany. Momentalnie rozbłysnęła jasność, ale nie zdążył się nią nacieszyć, kiedy rzuciłem się na niego, przyduszając go i kopiąc jednocześnie. Szaleństwo oraz adrenalina zawładnęły mną, idąc ramię w ramię z żądzą zemsty. Nie oszczędzałem go, nie bałem się, że skręcę mu kark - na jego nieszczęście uległ dość szybko, niemalże topiąc mi się w dłoniach. Ostatnie konwulsyjne zamachnięcie dłońmi, próba uderzenia w kolano, które wciąż mnie bolało, tym razem on krzyczał i dusił się. Gdy opadł na kolana, zacząłem go "karać" za wszystko co się tu wydarzyło.
Z wprost uroczą satysfakcją.
Wszystko zamknęła ciemność, a ostatni widok jaki został mi przed oczyma w całej tej szajbie to ta skurwysyńska twarz, już bez usatysfakcjonowanego uśmiechu, wciśnięta w deski podłogowe, nurzająca się we własnej ślinie oraz zwymiotowanej plamie, kiedy żołądek puścił po zbyt wielu ciosach. Klęczałem obok i patrzyłem na niego w świetle migotających żarówek, sapiąc jak po przebiegnięciu maratonu.
Ucieczka w końcu jest tak blisko.




"I'm the fear that keeps you awake
I'm the shadows on the wall
I'm the monsters they become
I'm the nightmare in your skull
I'm a dagger in your back
An extra turn upon the rack
I'm the quivering of your heart
A stabbing pain, a sudden start."

- ... I jeśli mam być szczery to jestem trochę zawiedziony.
Uśmiechnąłem się szczerze do siedzącego przede mną na krześle, związanego porządnie chłopaka. Równie nagiego jak wtedy ja - pozwoliłem mu jedynie zachować jego srebrny krzyżyk, który w końcu był dla niego oparciem i siłą. Patrzył na mnie szeroko otwartymi oczyma, zapłakanymi niemalże od samego początku, i pociągał nosem. 
Obróciłem się, trochę kulejąc bo wciąż czułem to przeklęte kolano. Naćpałem się jednak taką ilością oxycontinu, że pomimo otępienia mogłem się w miarę poruszać. Miłym też było móc się należycie umyć i przebrać. W końcu czułem się jak człowiek.
Taaaak...
- Przyniosłeś tutaj całkiem niezłą kolekcję, a nie użyłeś niczego - wodziłem palcami po niewielkim młotku, którym spokojnie można rozstrzaskać nogi jeśli dobrze i długo będzie się uderzać - Bałeś się? Widziałem twoje szramy na plecach, jakbyś był flagellantem, więc wiesz co to ból i jakie oczyszczające ma znaczenie. Niemalże duchowe.
Spojrzałem na niego znad ramienia.
- Nic się nie martw - podszedłem do niego, gdy znowu zachlipał i próbował przełknąć śluz cieknący mu z nosa. Poklepałem go po policzku jak najtroskliwsza z matek. Denerwował mnie tym jojczeniem, ale mogłem go zrozumieć.
Wytarłem łzę spływającą po policzku.
- Ciiiii, no już nie płacz. Jesteś tu w końcu ze mną - westchnąłem, głaszcząc jego skórę - Wiesz? Naprawdę myślę, że łączy nas coś wyjątkowego i chce pokazać jak bardzo jesteś dla mnie ważny. I w sumie... To trochę smutne, że masz blizny na plecach które zadałeś sobie sam. Czuję, że przy czymś mnie nie było i jestem z tego powodu zawiedziony.
Poklepałem go po głowie, odsuwając się i przechodząc do statywu na którym znajdowała się kamera mojego "kolegi". Wymieniłem wcześniej baterie, kartę pamięci oraz sprawdziłem, czy wszystkie opcje działają odpowiednio. Nie chciałem, żeby sprzęt zdechł po godzinie pracy.
Jak gdyby nigdy nic mówiłem dalej:
- "Ha.. Haha... Wiesz? Pierwszy raz robię coś takiego i trochę się stresuje. Dlatego potrzebuje twojej pomocy, w końcu wiesz dużo o tych sprawach". Ja tylko oglądałem filmy, nigdy ich nie kręciłem, ale wierzę, że sobie poradzimy. W końcu znalazłem też dużo inspiracji w maratonach.
Nucąc pod nosem cicho płynącą z radioodbiornika piosenkę, z zadowoleniem wróciłem do stołu. Naciągnąłem na dłonie czarne, lateksowe rękawiczki i sięgnąłem po dwie rzeczy, które szalenie mi się podobały. Miałem nadzieję jednak, że nie zachlapię koszuli.
- Łączy nas coś bardzo urokliwego, dlatego pozwolę ci wybrać - obróciłem się miękko, dzierżąc w jednej dłoni wiertarkę na baterię, a w drugiej gwoździarkę.
Przerażenie w jego oczach wzmagało się, gdy pokonywałem kolejne centymetry nas dzielące. Musiał mieć tą nieznośną pustkę w głowie i czuć ogromnie nieprzyjemne zimno. Rozchylił lekko wargi, chcąc coś powiedzieć, ale wciąłem mu się przed jakąkolwiek prośbą i modlitwą:
- Wiesz?
Bardzo cieszę się, że mnie znalazłeś.

FIN
(Cieszę się, kto przetrwał do końca!)

________________________
Jak to pisze Dmitry Glukhovsky - "Może istnieć mnóstwo fabuł, w których protagonista ginie straszną śmiercią, ale historię zawsze piszę zwycięzcy".

Tytuł w karcie: "The Last House on the Left" (1972)
Zdjęcia: celestialvexation (link), bloodgutsgore (tumblr), thehandthatslays (tumblr), metal-girl-00 (tumblr), pinterest
Cytat z Biblii: Księga Wyjścia 21:20-21, Księga Izajasza 14:21, Mądrość Syracha 9:2

4 komentarze:

  1. Spokojnie, to tylko ja, nie znajdziesz tutaj hejtu. Calm down, babe. :D

    - Wypuść mnie, ty chory pojebie! - krzyknął całkiem normalny Cash. :D
    Czytając to opowiadanie cieszyłam się tylko, że nikt mi nie stoi za plecami i nie czyta tego razem ze mną, bo jeszcze ktoś wpadłby na pomysł, żeby zaciągnąć mnie do psychiatry (co chyba nie byłoby takim bezsensownym rozwiązaniem, skoro dobrnęłam - cała i zdrowa! - do końca.
    Nigdy nie pomyślałabym, że mogę wykazać się współczuciem jeśli chodzi o tak uroczą postać jak Cash. Naprawdę! A Ty to wywołałaś. Stawiam Ci wino (zapisz sobie i mi przypomnij). Jestem pod wrażeniem i nie rozumiem tego Twojego umniejszania sobie, jakoby ten post miałby być zły.
    Chociaż na pewno będzie szokujący dla osób, które pierwszy raz spotykają się z tak uroczym światem, w którym obraca się Cash. :3
    Nie wiem, co mogę Ci jeszcze napisać. Momentami było obrzydliwie, momentami paraliżująco, ale mało kto potrafi zmusić mnie samym słowem pisanym do krzywienia się i wzdrygania. Good for u.

    I na koniec:
    Czuję, że przy czymś mnie nie było i jestem z tego powodu zawiedziony. - przepraszam, ale w tym momencie nie mogę powstrzymać skojarzenia z Gluskinem xDD

    PS. Cudownie się czyta przy reklamie ręczników z Lidla w tle.

    sama-wiesz-kto

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cash jest uroczy, przynajmniej w moim mniemaniu - ma w sobie dość spore pokłady piękna i uroku, ale nie zawsze potrafi to odpowiednio pokazać. Dziękuję i cieszę się, że udało mi się zrobić tą trudną sztukę jak wywołać współczucie z powodu Casha <3

      Wiesz, że twórca zawsze najbardziej krytykuje własne dzieło, ale dziękuję - naprawdę cieszę się, że ci się podoba. Zwłaszcza, że masz postać powiązaną z Cashem! :D

      Hahahah Gluskin był w notatkach kiedy pisałam tą notkę, więc dobrze, dobrze! Żałuje, że nie dałam więcej z Outlasta 2 w oprawcę, ale cóż... Poszłam w innym kierunku :D

      Dziękuję! <3

      Usuń
  2. Dobrnąłem cały i zdrowy (przynajmniej cieleśnie) do końca tej notki. Przyznam szczerze, że wciągnęło mnie i momentami naprawdę nie mogłem opanować wrażenia, że jestem w Outlaście, albo na planie "Kanibala z Rotenburga"...o ile przy Outlaście po prostu...krzyczałem że "mięso mi w bibliotece na ryj wyskoczyło", w "Kanibalu z Rotenburga" czułem obrzydzenie....tak tutaj nie wiem. Przerażenie mieszało się z niejakim współczuciem dla Casha. O dziwo...nie czułem jakiegoś obrzydzenia.
    Dobra, nie ważne co napisałem. Notka ryje mózg, naprawdę...
    Nie rozumiem dlaczego umniejszasz swoją rolę, oraz tak "hejtujesz" swój kunszt pisarski. To jest naprawdę super. Szkoda że po czasie, ale no nic. Mam nadzieję, że admini zgodzą się na to aby notka jednak wzięła udział w konkursie ;)
    No i co mógłbym więcej napisać? Napisz jeszcze jakąś notkę, tylko może jakąś "bardziej normalną" (napisał ten co to robi ze swoich postaci idiotów xD).

    PS. Mam nadzieję, że Cash Ivana tak nie potraktuje ;) W końcu Ivan to dobry diabeł jest xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i cieszę się bardzo, że obeszło się bez obrzydzenia - mnie też by takie opisy czy obrazki zbytnio nie ruszyły, ale różni są ludzie i różnie patrzą na takie rzeczy więc wolałam ostrzec (niektórzy boją się nawet pobierania krwi, więc... :D)
      Mam tendencje bardzo wkurzającego poprawiania, ale w końcu kolega mnie ogarnął, który sam pisze opowiadania i powiedział "Weź przestań i w końcu to umieść, co ma być to będzie".
      Chyba udało mi się jeszcze dostać, bo widzę, że jest w spisie :D

      Napiszę na pewno i pewnie mniej "mhroczną", chciałabym Casha pokazać z każdej możliwej perspektywy, może nawet tej bardziej uroczej.

      P.S. Hahaha myślę, że się dogadają :)

      Usuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.