środa, 26 lipca 2017

Romeo! czemuż ty jesteś Romeo!

JULIET CAPULET JUST JULIE - MÓWI, ŻE 25 LAT - PO TYM JAK TRAFIŁA DO TEJ BAŚNIOWEJ UTOPII WOLNEJ OD WOJNY I TERRORU, ZBŁĄDZIŁA W JESZCZE BARDZIEJ MROCZNE ZAKĄTKI NOWEGO ŚWIATA - JUŻ NIE TAKA NIEWINNA - OD NIEDAWNA ZNÓW W FABLETOW - STRIPTIZERKA W "PUDDING N'PIE" - ZGRABNY KIESZONKOWIEC - MIKROSKOPIJNE MIESZKANIE - WSPÓŁLOKATOR Z PRZYPADKU - WCIĄŻ NIECO ZAGUBIONA W ŚWIECIE, KTÓREGO NADAL NIE POTRAFI DO KOŃCA ZROZUMIEĆ, CHOCIAŻ ZDĄŻYŁA JUŻ DOBRZE POZNAĆ RZĄDZĄCE NIM ZASADY - WCIĄŻ TRZYMA SIĘ WIELKICH NADZIEJI NA ODZYSKANIE CHOCIAŻBY NAMIASTKI DAWNEGO ŻYCIA - WCIĄŻ IDĄC ULICAMI MIMOWOLNIE ROZGLĄDA SIĘ ZA NIM - WIELKIE SERCE SKRYWANE POD CYNICZNĄ MASKĄ OBOJĘTNOŚCI - Każdy normalny człowiek potrzebuje kogoś, potrzebujemy być blisko. 
więcej ____ powiązania ____ inne


___________
Cytaty pierwszy dość oczywisty, drugi: Żulczyk
Fc: Nina Dobrev 

HOLA! Zapraszam do wątków i innych różności:)

24 komentarze:

  1. [O Julia! Cześć Julio!
    Że tak pozwolę sobie zacytować "Julio moja Julio...dlaczego masz takie wielkie oczy?" oraz "Julio moja Julio, dlaczego w twym nosie takie włosie?" xD Przepraszam, musiałem, bo skojarzyło mi się z kabaretem :D
    Za samym dramatem średnio przepadam. Bardziej wolę skecz o tej samej nazwie xD
    Niemniej weny wielu wątków oraz w razie chęci to zapraszam do siebie :D]

    Lucyfer
    Will
    Ivan
    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć! Witaj na blogu ;)
    Cudna Julia, bardzo mi się podoba twój pomysł na tą postać! :D Aw, i jeszcze mroczne zakątki Fabletown + kieszonkowiec! <3 Wpadaj koniecznie do mnie, bo nasze panie na pewno się dogadają! :D Tak na pierwszy rzut oka widzę, że są dość podobne, obie nieco zagubione, ze smutną historią miłosną z przeszłości :")
    Oczywiście życzę samych ciekawych wątków i obyś została z nami jak najdłużej! I własnego happily ever after z Romkiem! :D]

    Administracja & Lucy

    OdpowiedzUsuń
  3. Baśniowy świat stanowił dla Damiena namiastkę prawdziwego, człowieczego życia. Odcięte sznurki życiowej kontroli, pozwoliły mu na wykreowanie własnej indywidualności. Choć droga jaką obrał stale pięła się ku górze, a jego codzienny tryb życia przypominał gonitwę, był dumny. Odczuwaną gdzieś w głębi pustkę zastępował zerami na koncie bankowym, a podczas samotnych wieczorów czas umilała mu mocna szkocka wraz z kubańskim cygarem. Zyskując respekt wśród mieszkańców, piął się na wyżyny własnych ambicji bez mrugnięcia okiem sprzątając każdego go ośmielił się pokrzyżować jego plany. Wybujałe ego pozwalało mu na naprawdę wiele, a chęć władzy nie miała zahamowań.
    Transakcje odbywały się w naprawdę dziwnych miejscach, wolnych od nieproszonych gości, jednak dzisiejsze spotkanie w miejscowym klubie, stanowiło dla Damienia życiowy zwrot w postaci kogoś, kto w pełnym stopniu kształtował jego codzienność wraz z jego osobą. Wraz z jej zniknięciem, zaniknęły wszelakie wartości oraz umiar. Stał się panem dilerki.
    Stał w pełni osłupiały wpatrując się w nieprzytomne ciało kobiecego ideału. Nie wierzył w przypadek, jednak widząc brunetkę nie posiadał innego, racjonalnego wyjaśnienia skąd mogła się tutaj wziąć. Minęła naprawdę dłuższa chwila nim zdołał się otrząsnąć i ponownie stać się tym samym egoistycznym dupkiem, który niepostrzeżenie wyciągnął broń i bez mrugnięcia okiem pozbawił życia swojego człowieka, odpowiedzialnego za cielesną szkodę Juliet. Nie było nawet mowy o dokończeniu interesów. Torres zbyt mocno był rozkojarzony, doszukując się odpowiedzi na miliony kłębiących się w jego głowie pytań. Przez całą drogę do mieszkania, zerkał kontrolnie w tyle lusterko, aby upewnić się, że brunetka nie doznała większych szkód, które mogły się pojawić po dłuższym czasie. Uderzenie było solidne, a jej drobne ciało niezwykle kruche.
    Nie pozwolił nikomu zbliżyć się do własnej sypialni, gdy w jego łóżku wreszcie spoczęła młoda kobieta. Burza brązowych włosów rozlała się po satynowej poduszce, a chwilę później biała tkanina, nasączona chłodną wodą poczęła przecierać jej twarzyczkę. Starał się nie pozwolić, aby to co było kiedyś przejęło nad nim kontrolę. Oboje stali się zupełnie inni, nabierając sprzecznych wartości, stając się zupełnie obcy, a przynajmniej uparcie Damien w to wierzył. Martwił go stan Juliet. Nie budziła się szybko, a bladość jej twarzyczki była naprawdę niepokojąca. Koniec końców zostawił ją w sypialni mając nadzieję iż obudzi się w ciągu dwóch godzin, jednak tak się nie stało. Uczucie niepokoju męczyło go przez całą noc, coraz bardziej przeklinał żałując iż od razu nie wezwał lekarza. Nie mógł panikować, nie mógł ponosić się emocją, które stale zagłuszał coraz to mocniejszymi trunkami spacerując w tą i z powrotem po salonie, co jakiś czas dorzucając drewienka do kominka. Nawet zimny prysznic na niewiele się zdał. Pozwolił, aby senność odeszła na boczny tor. Ponownie wrócił do spacerowania po obszernej posiadłości, jednak nie zdecydował się na wejście do sypialni. Wolał zachować dystans, niżeli znowu stać się tym samym miękkim, zakochanym fajusem, który nie widział świata poza Juliet. Kochał ją, ale siła miłości czyniła człowieka słabym oraz mocno zaślepionym na co nie mógł sobie pozwolić. Nie kiedy zaszedł tak daleko.
    Często mógł podziwiać wschód słońca. Po części go to uspokajało i rozluźniało. Karuzela myśli stawała w miejscu, a wszystko wokół napełniało się spokojem. Tak było i teraz. Trzymał w mocnym uścisku szklaneczkę tym razem z brandy, co jakiś czas mocząc w jej zawartości wargi. Uniósł brew ku górze, gdy usłyszał za sobą szmer. Odruchowo odwrócił głowę, a gdy ich spojrzenia się skrzyżowały, można było to porównać do mocnego rażenia prądem.



    Boski Roman <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Porzucił wszelakie wizje wspólnego życia, porzucił wszelakie wspomnienia, porzucił kłębiące się w nim uczucia. Nie pasowała do jego świata. Była zbyt krucha, zbyt delikatna, zbyt podatna na zranienia. Jednak gdzieś w głębi, gdy patrzył w jej oczy, w głębi których tonął za każdym razem, czuł, że tak naprawdę niczego nie porzucił. Przez tyle lat uparcie to sobie wmawiał, a teraz, gdy miał przed sobą źródło największych zawirowań, zapomniał o ograniczeniach, które sam sobie wyznaczył. Zapragnął poznać smak jej ust na nowo, zapragnął, aby znalazła się na tyle blisko, aby mógł zamknąć ją w żelaznym uścisku, ucałować we włosy i zapewniać o swej miłości.
    Nie chciał opowiadać o swoich interesach, a to poniekąd wiązało się z krzywdą jakiej doznała, dlatego też nie odpowiedział na jej pytanie, a jedynie się do niej zbliżył i ostrożnie odgarnął jej miękkie kosmyki włosów na bok, aby osobiście upewnić się iż zranione miejsce wygląda w miarę zadowalająco. Lekki guz gościł na skórze. Był zdecydowanie mniejszy niż tamtego wieczoru, a mimo to bladość na jej twarzyczce nadal rzucała się w oczy.
    — Jak się czujesz? — zapytał wodząc wzrokiem po jej twarzy, ostatecznie zatrzymując swe spojrzenie na jej oczach. — Znalazłaś się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiedniej porze — westchnął, po czym zabrał dłoń, która subtelnie prześlizgnęła się po delikatnej skórze na szyi oraz ramieniu. To wszystko było zdecydowanie bardziej intensywne, a przede wszystkim przejmowało nad nim kontrolę. Przysiągł sobie iż nigdy więcej nie pozwoli sobie, a to uczucie wzięło go we władanie, a mimo to tak właśnie się działo.
    Nieśpiesznie prześlizgnął się spojrzeniem na jej pełne, niezwykle kuszące wargi, które uparcie prosiły się, aby zatracić się w ich smaku. Wziął głęboki wdech i zacisnąwszy ręce w piersi, liczył na chwilę opamiętania, na cokolwiek co odwiedzie go od głębokiej pokusy. Tak niestety się nie stało. Mimowolnie nachylił się nad brunetką, by chwilę później złożyć na jej ustach pełen tęsknoty pocałunek. Hamulce puściły. Już nic go nie blokowało, już na niczym mu nie zależało. Pragnął jej mocniej niż kiedykolwiek. Instynktownie powiódł dłońmi ku włosom, wplątując w nie palce, co pozwoliło mu przyciągnąć Juliet znacznie bliżej siebie. Ciepło bijące od jej ciało, cudowny smak jej ust, nie pozwalał mu się opamiętać. Zapomniał nawet własnego imienia. Oderwał się od niej tylko po to, aby oboje mogli zaczerpnąć powietrza, jednak nie pozwolił jej porządnie odetchnąć. Omotany, kompletnie niepohamowany pragnął jej i miał zamiar to dostać. Zawsze dostawał to czego chciał.
    Jego dłonie prześlizgnęły się na jej ramiona, wzdłuż pleców, aż zacisnęły się na idealnym wcięciu w talii. Była idealna pod każdym względem, a przede wszystkim była jego. Nie miał zamiaru się nią dzielić. Był egoistą, pieprzonym egoistą, jeszcze większym dupkiem.


    OdpowiedzUsuń
  5. W zupełności zatracony w jej bliskości, kurczowo zaciskał palce na jej idealnej talii w obawie przed niespodziewaną ucieczką. Instynktownie przyciągał ją coraz bliżej siebie, choć fizycznie było to już wręcz niemożliwie, a mimo to czuł ją nadal niewystarczająco blisko. Nie gnębił się już żadnymi pytaniami, nie starał się opanować, to i tak stale było silniejsze od niego. Stał się słaby i uległy, a przez wiele lat samotności unikał tego niczym ognia. Miłość zbyt mocno mieszała mu w głowie, nie pozwalała mu wybyć się miernoty, a teraz ponownie pozwolił się opętać, zatracić w głębokim pożądaniu. Oderwał się od jej warg, gdy usłyszał niewielki szmer. Uniósł głowę i nie odsuwając się nawet na milimetr od młodej kobiety, zlustrował wzrokiem swojego człowieka.
    — Mówiłem, aby nikt mi nie przeszkadzał. Miałem nadzieję, że wyraziłem się jasno — rzucił hardo, zaś jego mięśnie wyraźnie się spięły. Nie lubił, gdy coś nie szło po jego myśli, a jego ludzie mimo wyraźnego polecenia i tak działali przeciwko temu.
    Wysoki blondyn otwierał usta, aby się odezwać, jednak Damien nadal trwał przy swoim. Nie obchodziło go, że mogło być to coś ważnego, że mogło się coś wydarzyć. Miał to gdzieś, naprawdę w tym momencie go to nie obchodziło.
    — Wyjdź i obym więcej któregoś z was na oczy nie widział. Chyba, że sam was o to poproszę — warknął zaś blondyn skinął jedynie głową i wedle wydanego polecenia, wyszedł, zaś Damien ukrył twarz we włosach brunetki, biorąc przy tym głęboki wdech. Choćby chciał, nie umiał się w pełni wyrzec tego co czuł względem niej, nie umiał być obojętny, nawet jeśli tak bardzo się starał. Julia nigdy nie stanie się mu obojętna, nigdy nie zniknie z jego życia.
    — Jak się czujesz, panienko Monteki? — zapytał, gdyż w przypływie niepohamowanych emocji nie uzyskał nawet odpowiedzi. Odgarnął jej z twarzyczki parę zbłąkanych kosmyków włosów, zaś jego wargi spoczęły na jej nieco chłodnym czole. Mruknął niezadowolony. Może rzeczywiście w rezydencji panowała zbyt niska temperatura, a pogoda na zewnątrz niestety nie rozpieszczała. Ujął delikatnie jej podbródek i uniósł ku górze, aby móc na nią spojrzeć. Z biegiem lat była coraz to piękniejsza, a on wbrew sobie zakochiwał się w niej coraz mocniej. Z delikatnym uśmiechem przesunął opuszkiem palca wzdłuż jej policzka.
    — Gdzie się podziewałaś, moja piękna? — szepnął oczarowany. Zbierał się w sobie, aby to wszystko przerwać, aby nie brnąć dalej, jednak elektryzujące uczucie zawładnęło nad nim w pełni, pozbawiając go racjonalnego myślenia. Wziął głęboki wdech, usilnie starając się otrząsnąć, ale im bliżej niej się znajdował, tym bardziej pragnął więcej i więcej. Ostatecznie ująwszy jej delikatną dłoń, pociągnął ją w głąb salonu, gdzie usadził w przyjemnie miękkim fotelu. Musiał ochłonąć, wziąć głęboki wdech, a przede wszystkim zacząć myśleć. Mętlik w głowie, jedynie utrudniał sytuację. Zbliżył się do kominka z zamiarem wzniecenia ognia na nowo. Musiał zachować dystans. Nie miał innego wyjścia.


    Roman z Radomia <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie miał pojęcia jak jej powiedzieć iż sam jej nie szukał. Tak było lepiej i bezpieczniej dla niej. Zachowywał się egoistycznie, jednak przywykł do tego uczucia. Kłamstwo przychodziło mu z łatwością, a wraz z tym często zapominał o potrzebach i wartościach drugiego człowieka. W tej wyjątkowej sytuacji kierował się nieświadomie własną wygodą. Odsuwając ją od siebie chciał ją chronić, a prawda była taka iż wystawiał ją na ostrzał znacznie bardziej niżeli miałaby trwać w tym chorym świecie u jego boku zamieszana w niebezpieczne intrygi. Wydała mu się być krucha, zbyt krucha, aby chociażby władać bronią. Był zaślepiony wizją jej bezpieczeństwa.
    Wziął głęboki wdech, gdy ta się do niego zbliżyła, a jej dłoń przyprawiła go o mocniejsze bicie serca. Nie mógł się złamać, nie mógł sobie pozwolić na chwilę słabości, która parę minut temu miała miejsce za co mocno pluł sobie w brodę.
    — Lepiej będzie jeśli będziesz trzymała się ode mnie z daleka — stwierdził zabierając jej dłoń ze swojej twarzy. Wiedział, ze to ją bolało i nie będzie dla niej łatwe do zrozumienia, ale prawdę powiedziawszy nie oczekiwał iż ona zrozumie.
    — To co jest związane ze mną nie jest dla ciebie. Nie będziesz bezpieczna, a ja nie wydaruję sobie jeśli ci się coś stanie, dlatego też proszę cię uważaj na siebie i nie wracaj tutaj — dodał patrząc na nią bardzo poważnie. Wyraz jego twarzy był równie stanowczy co sam ton głosu. Ponownie przykucnął, aby dorzucić do kominka, a następnie nawet na nią nie patrząc, zbliżył się do okna. Był bliski ponownie ulec pokusie, dlatego też dystans był najlepszym rozwiązaniem, aby uniknąć ponownego zbliżenia. Przetarł twarz dłońmi i na moment przymknął powieki. Czuł się źle z tym jak ją traktował, jednak to była jedyna droga do tego, aby uniknęła możliwych kłopotów.
    — Jestem właścicielem firmy farmaceutycznej, jednak to tylko przykrywka, rozumiesz? Wszystko to co się tam dzieje jest dla kasy, dla ogromnej kasy. Jedna wielka dystrybucja narkotyków. Wtedy w klubie mieliśmy transakcję. Oberwałaś od mojego człowieka, który już dawno wącha kwiatki od spodu. Mam wielu wrogów, a jeszcze więcej ich po prostu się pozbyłem. Boją się mnie w mieście, a ja na tym się bogacę i wcale nie mam zamiaru tego przerywać — rzucił mając nadzieję iż nie będzie musiał mówić nic więcej. I tak powiedział zbyt wiele. Nie powinna wiedzieć ani jednego aspektu związanego z jego codziennym życiem. — Nikt nie powinien się o tym dowiedzieć, nikt…. A ty… Po prostu, nie pasujesz do mojego świata. Nie pasujesz do tej całej układanki. — dodał nadal stojąc w jej stronę plecami. — Kocham cię, ale po prostu musisz odejść.


    Roman <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Był świadom iż jego słowa, kompletnie mogły do niej nie docierać, co jedynie utrudniało sytuację. Jemu samemu nie było łatwo, a słowa, które padały z jego ust, ewidentnie ją raniły, czego był w pełni świadomy, co jedynie nasilało wewnętrzny ból jaki odczuwał, ale tak było lepiej. Wypuścił ciężko powietrze z płuc, gdy poczuł jej dotyk na swoim ciele, co niemiłosiernie paliło go niczym rozgrzane żelazo.
    — Mogę Julio i właśnie to robię. Żądam, abyś odeszła, abyś odeszła dla własnego dobra — rzucił z obojętnym wyrazem twarzy, zaś jego wzrok pozostawał zupełnie niewzruszony. — Nie jestem w stanie zapewnić ci prawdziwej miłości, stałego związku, a już w szczególności udanej przyszłości — dodał twardo mając wrażenie iż zaraz nie wytrzyma, a brunetka wyląduje na jego ramieniu i zostanie w podły sposób wystawiona za drzwi. Walczył o jej dobro, raniąc ją, jednak nie widział innego, sensownego wyjścia z sytuacji. Zacisnął usta w wąski paseczek i zamknął oczy z nadzieją iż, gdy je otworzy jej tutaj już nie będzie. Wsłuchiwał się w panującą ciszę, a gdy powolnie uchylił powieki nadal stała w tym samym miejscu. Jej twarzyczka pogrążona w smutku oraz głębokim niedowierzaniu wzmagała w jego wnętrzu dawkę cierpienia, choć jego wyraz twarzy nadal pozostawał obojętny. Nachylił się nad nią i złożywszy pocałunek na jej czole, postanowił ułatwić jej sprawę.
    — Uwierz mi, że tak będzie lepiej — wyszeptał, a następnie nie obrzucając jej ani jednym spojrzeniem w zupełnym milczeniu, skierował się na górę, aż wreszcie jego sylwetka zginęła za ścianą na szczycie schodów. Wszedł do swojej sypialni, gdzie od razu w jego dłonie wpadła szklaneczka whisky, która nie była w stanie zagłuszyć tego co w tym momencie czuł, dlatego też w momencie największej irytacji cisnął szklaneczką w ścianę, głośno przy tym klnąc. Uparcie chciał wierzyć iż to na co się zdecydował, naprawdę będzie najlepszym rozwiązaniem dla Juliet. Uparcie wmawiał sobie iż jej świat będzie lepszy bez niego.


    Romek <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak będzie lepiej. Zaledwie trzy niemające sensu słowa, które dźwięcznie rozbijały się o głowę Damiena, sprawiały iż ten coraz bardziej tracił wiarę w to w jaki sposób chciał chronić Julkę. Tak będzie lepiej? Rzeczywiście, ale dla kogo? Gapił się w sufit do momentu aż zerwał się gwałtownie z łóżka, jednak jej już nie było. Zastał pusty salon plując sobie w brodę. Nie była bezpieczna i nigdy nie będzie, czy to u jego boku, czy z dala od niego. Istniało to samo kuriozalne ryzyko iż ktoś zapragnie się zemścić, uderzając w najczulszy punkt Torresa, jakim była właśnie Julia, a tego za wszelką cenę chciał uniknąć.
    — To duża dziewczynka, Damien. Umie o siebie zadbać — usłyszawszy znajomy głos, odwrócił się gwałtownie i spojrzawszy uważnie na jednego ze swoich ludzi, skinął delikatnie głową. Było w tym wiele prawdy. — Jest silniejsza niż mogłoby ci się wydawać. Nie jest głupia, nie pozwoli sobie zrobić krzywdy. Daj jej większy kredyt zaufania, co? Zaskoczy nas jeszcze nie jeden raz.
    — Chciałbym w to wierzyć, Borys. Dla mnie zawsze będzie krucha i zupełnie bezbronna — stwierdził Torres, siadając wygodnie na fotelu, wcześniej nalewając sobie kolejną szklaneczkę z alkoholem.
    — W ten sposób jej nie ochronisz. Zastanów się póki nie jest zbyt późno — mruknął blondyn, mając nadzieję, że Damien przejrzy na oczy i zabierze się za to wszystko w odpowiedni sposób. — Zaproś ją na bal.
    Torres spojrzał na swojego najbardziej zaufanego człowieka, jak na kompletnego debila, jednak ten wzruszył jedynie ramionami i wyszedł pozostawiając swojego szefa z totalnym mętlikiem w głowie, jednakże im dłużej Damien się nad tym wszystkim zastanawiał, tym bardziej ten pomysł wydawał się być dla niego całkiem dobry i logiczny. Liczył się również z tym iż Julia wcale mogła nie chcieć pojawić się w progach jego mieszkania. Zranił ją, cholernie zranił, porzucając na pastwę losu, jednak gdzieś w głębi uparcie wierzył iż zyska tą jedną, pieprzoną szansę w życiu, aby móc naprawić to co spieprzył.
    Zaledwie następnego dnia z niemym uśmiechem patrzył na ciemny samochód odjeżdżający spod jego posesji z małą przesyłką. Damien nigdy nie odpuszczał, zawsze dostawał to czego chciał, a w tym momencie pragnął, aby Julia przyjęła jego zaproszenie.
    Z dumą spoglądał na pnące się ku górze przygotowania, które ostatecznie zapięte na ostatni guzik swą rozpiętością witały pierwszych gości już na samym podjeździe. Torres choć witał każdego, kto pojawił się w progu jego mieszkania, to wyczekiwał tej jedynej, wyjątkowej. Gdy lista ostatecznie została zamknięta, a ucieleśnienie jego ideału nie pojawiło się wśród gości, zrozumiał jak bardzo spieprzył sytuację. Czasu cofnąć nie mógł, dlatego też aby zapomnieć, jego towarzyszką podczas dzisiejszego wieczoru stała się whiskey, której ilości przeważały sklepowe pułki.


    Roman <3

    OdpowiedzUsuń
  9. [Cześć! :) Urocza ta Twoja Julia ;) Już nie taka dziecięca i niewinna, jak w dramacie, bardziej doświadczona - cudo. Podoba mi się Twój pomysł na nią i życzę Ci, abyś pozostała tu jak najdłużej. Mnóstwa weny i ciekawych wątków! :)]

    Verity Coeur

    OdpowiedzUsuń
  10. No cóż Damien nigdy nie mógł narzekać na towarzystwo kobiet, które same lgnęły do niego niczym ćma do świata, a on zupełnie nie musiał nic robić. Dzisiejszego wieczoru było nieco inaczej. Płeć piękna nie pociągała go w żaden możliwy sposób, wręcz przeciwnie, nawet nieco go drażniła, dlatego też zabierając ze sobą butelkę z whiskey udał się do swojej sypialni, gdzie był wolny od nagromadzonego tłumu powoli pijanych gości. Usiadłszy na łóżku, westchnął cicho, po czym wyciągnął swój telefon z nadzieją iż jak na tak późną porę ona i tak się pojawi. Niepotrzebnie się łudził, niepotrzebnie robił sobie nadzieję. Ich wspólna historia stała się dawno zapomniana. Nie łączyło ich już nic, poza związkiem małżeńskim, który można było rzec, że w nowym świecie formalnie nie istniał. Nie było państwa Monteki. Nowa rzeczywistość oddzieliła ich szerokim murem.
    Obracał szklaneczkę w dłoni, gdy drzwi od jego sypialni niespodziewanie się otworzyły. Uniósł zdumiony głowę ku górze i uważnie spojrzał na młodą blondynkę, która zbliżywszy się do niego, wyjęła z jego dłoni szkło, które odłożyła na szafeczkę stojącą obok łóżka.
    — Scarlett nie mam ochoty na twoje gierki — stwierdził, jednak ta była głucha na jakiekolwiek sprzeciwy. Przesunęła subtelnie dłoni wzdłuż jego ramion.
    — Jesteś spięty, a ja wiem jak temu zaradzić — szepnęła nachylając się ku niemu, aż ten był zmuszony opaść na łóżko. Szybko odnalazła drogę do guzików, które twardo trzymały jego ciemną koszulę w ryzach i raz po raz od pierwszego guzika, nieśpiesznie rozpinała coraz to kolejne, aż poły materiały zsunęły się z ciała bruneta ukazując oczom blondynki umięśniony tors.
    — Scarlett wiesz gdzie są drzwi… — urwał, gdy jej rozgrzane wargi, spoczęły na jego skórze, a ciche westchnienie wyrwało się z jego ust. To nie był dobry moment, to w ogóle nie był dobry pomysł. Nie chciał dzisiejszego wieczoru kobiecego towarzystwa, a mimo to Scarlett pozostawała nieugięta, za wszelką cenę pragnąc zdobyć to co obrała sobie za cel, a jej dzisiejszym celem był właśnie Damien. Ułożywszy jej dłonie na ramionach chciał ją od siebie odsunąć, jednak przeszkodził mu w tym dźwięk otwieranych drzwi, a w ich progu dostrzegł Julkę. Gorzej chyba już być nie mogło. W momencie, gdy brunetka zniknęła szybciej niż się pojawiła, złapał Scarlett mało delikatnie za ramię i odepchnął nie dbając o to iż dziewczyna zaliczyła bliskie spotkanie z drewnianą podłogą. W pośpiechu zapinając swoją koszulę, wybiegł z sypialni modląc się, aby Julia jeszcze gdzieś tutaj była.
    Wybiegł na zewnątrz, a gdy dostrzegł jej drobne ciałko od razu się do niej zbliżył.
    — Julio — szepnął zaś jego dłoń spoczęła na jej ramieniu, dzięki czemu mógł swobodnie odwrócić ją w swoją stronę, aby spojrzeć w przepełnione bólem i żalem oczy. — To nie tak — dodał nim ugryzł się w język. A jak cholerny idioto? To co zobaczyła ciężko było wyjaśnić, a ciężej byłoby też uwierzyć w to, że Damien nie był łasy na jej względy, no nie oszukujmy się, to był Torres. Kobieciarz i dupek w jednym.


    Roman <33

    OdpowiedzUsuń
  11. Rozumiał jej zdenerwowanie i wcale nie miał zamiaru tego negować, choć gdzieś po części, gdzieś głęboko wewnątrz pojawiła się myśl iż możliwe, że dobrze, że tak się stało. Będzie jej lepiej bez niego, co wcale nie oznaczało iż nie miał zamiaru mieć na nią oko. Jej bezpieczeństwo było jego priorytetem, choć widząc ból, który malował się w jej oczach, ból który zrodził się z jego winy, sprawiał iż miał chęć pluć sobie w brodę. Od zawsze pragnął dać jej wszystko co najlepsze, a w tym momencie stał się powodem jej żalu oraz goryczy.
    — Masz rację — stwierdził, po czym zbliżywszy się do niej, ujął ostrożnie jej twarzyczkę w swoje dłonie, zmuszając, aby na niego spojrzała. — Jesteś najpiękniejszą rzeczą jaka mogła mnie w życiu spotkać, jesteś wszystkim co najlepsze, a ja nie umiem znaleźć słów na to jak bardzo cię pragnę, ani na to jak bardzo cię kocham, jednakże nie umiem niczego więcej poza ciągłym ranieniem twoich uczuć, dlatego też weź to… — zdjął ze swojego palca cholerne starą obrączkę i wsunął w dłoń Julki. — I podaruj komuś kto będzie umiał to docenić, panienko Capulet — dodał będąc naprawdę poważnym. Ucałował czule jej policzek, a gdy tylko jego wargi oderwały się od jej chłodnej skóry, odwrócił się do niej plecami, znikając wgłębi mieszkania, w progu mijając przyjaciółkę Julki.
    Poprosił jednego ze swoich ludzi, aby powoli zbierali imprezę, a sami goście rozjechali się do swoich domów. Nie miał ochoty na zabawę, potrzebował zostać sam na sam z własnym postanowieniem. Zimny prysznic pozwolił mu lekko się wyciszyć. Spacerując po sypialni co jakiś czas zbliżał się do okna, nie umiejąc znaleźć sobie miejsca, ani sensownego wyjaśnienia tego co ostatnimi czasy, stale rzucało mu kody pod nogi.


    Romeo <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Może i sercowa strona Damienia ostatnimi czasy nie była zbyt owocna, to jednak ta zawodowa część jego codzienności pięła się ku górze, pozwalając mu z dnia na dzień coraz bardziej uwalniać się spod uczuciowego ciężaru. Nie mógł wszystkiego roztrząsać, ani zaśmiecać swych myśli rzeczami, które go rozpraszały. Musiał funkcjonować, tak jakby nigdy do niczego nie doszło i tak też uparcie starał się żyć, jednak gdzieś w głębi cząstka Juliet niemiłosiernie uwierała go, nie pozwalając na powrót do stanu sprzed ich spotkania po tylu latach rozłąki.
    Interesy musiały się kręcić i dlatego też nie było nawet mowy o jakiejkolwiek potyczce, czy zwolnieniu tempa. Terminy goniły, nowe transakcje pogłębiały nawał pracy, a dodatkowo musieli pilnować, aby nikt niepożądany nie wszedł im w paradę. Damien rzadko bywał w swoim mieszkaniu. Ciągle był w swoich rozjazdach. Był świadom wielu zagrożeń pod jego nieobecność, dlatego też system ochrony danych oraz terenu był na wysokim poziomie, co bądźmy szczerzy i tak nie dawało mu stu procent szans na ochronę zdobytych materiałów i tak też było dzisiejszego wieczoru. Swoich ludzi dobierał naprawdę uważnie, ale nowy wybór okazał się być błędem, kolosalnym błędem, który mógł go pozbawić nie tylko wielu względów, a przede wszystkim władzy oraz stale napływających zysków.
    Po zaparkowaniu swojego samochodu w garażu, razem z trójką swoich ludzi, udał się do mieszkania, gdzie wreszcie mógł się odprężyć, a jedynie o czym marzył po całym dniu pracy, to szklaneczka zimnej whisky oraz kąpiel. Nieśpiesznie wspiął się po schodach na górę z zamiarem odwiedzenia swojej sypialni, aby zgarnąć stamtąd czyste rzeczy. Tego co zastał po otworzeniu drzwi, nie wyobrażał sobie w najśmielszych snach. Jego spojrzenie zapłonęło żywym ogniem. W tym momencie ofiara, nie Julka, a ofiara, która została przyłapana na gorącym uczynku była w naprawdę kiepskiej sytuacji.
    Zbliżywszy się do młodej kobiety, póki co nie zadawał żadnych pytań. Nie musiał. Wsunął dłoń do jej kieszeni, z której wyciągnął pendrive, aby następnie roztrzaskać małe urządzenie na dębowych deskach, nie omieszkał się zrobić tego samego z telefonem, który zawierał niepożądane zdjęcia. Jakikolwiek wyciek informacji nie był dopuszczalny.
    — Aby być cwaną musisz się jeszcze wielu rzeczy nauczyć, moja droga — stwierdził łapiąc ją za nadgarstek w stanowczym uścisku. W mało delikatny sposób pociągnął ją za sobą na dół do salonu, gdzie pchnął na fotel.
    — Mamy kreta, sprowadź wszystkich — rozkazał patrząc na jednego ze swoich ludzi, który skinąwszy głową zniknął, aby wykonać powierzone mu zadanie, zaś sam Damien zbliżył się do barku z alkoholem i wedle wcześniejszej zachcianki, uraczył swe podniebienie whisky z lodem.
    — I na co ci to było, Julio? Dla kogo pracujesz? Kto cię do tego zmusił? — domyślał się, że nie udzieli mu poprawnej odpowiedzi, jednak to nie stanowiło najmniejszego problemu.


    Wkurwiony Roman <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Niewzruszony zasiadł wygodnie na kanapie blokując w sobie nagły wybuch śmiechu. Naprawdę była zaślepiona wizją wspólnej przyszłości, bajkowego związku oraz życia, które wiodło ku szczęśliwemu zakończeniu. To nie te czasy, nie ta rzeczywistość.
    — Ktoś tu musi się wreszcie obudzić z głębokiego snu. Oprzytomnij, księżniczko. W tym świecie nie ma szczęśliwego zakończenia, tutaj nie znajdziesz wiernej miłości i szczęścia. Dorośnij wreszcie i zacznij spostrzegać rzeczywistość w realistyczny sposób. Sądzisz, że osoba, która zaprowadziła cię właśnie tutaj, która przekonała, abyś nieudolnie próbowała zniszczyć mój interes, tak naprawdę się Toba przejmuje? Zależy mu na tobie? Jesteś zabawką, przynętą, która ma odwalić czarną robotę oraz tarczą, którą bez wahania zasłoni się podczas ostrzału. Nikomu się nie ufa, nawet samemu sobie — rzucił wstając ze swojego miejsca. Skrzyżował ręce na piersi, po czym zbliżył się do okna. Nie zależało mu na daniu jej nauczki. W tym momencie najbardziej mu zależało na tym, aby osoba, która umożliwiła jej wtargnięcie na jego terytorium umierała w srogich męczarniach błagając o szybszą śmierć.
    — Grzebał przy nagraniach z monitoringu, szefie. — Damien odwrócił się gwałtownie w stronę blondyna, który trzymał niezbyt wysokiego, baczystego o mocno zielonym spojrzeniu szatyna, którego mina zdradzała największe zdenerwowanie.
    — Dziękuję Hans. Sprowadź resztę, wiecie co robić. — rozkazał Torres, a dosłownie po dwóch minutach salonowe okna zostały zasłonięte ciemnymi roletami, dywan zastąpiła przezroczysta folia, na której spoczął owy delikwent. Odwrócił głowę w stronę Julki z nadzieją iż ta coś na to poradzi, jednak prawda była taka, że Damien nie pozwoliłby jej się wtrącić. Znaleźli się w beznadziejnej sytuacji i niestety to oni teraz byli skazani na łaskę Włocha, który wcale do litości skory nie był.
    — I po co ci to było? — mruknął Damien, kucając obok byłego współpracownika, którego małomówność szybko została odegnana. Torres nigdy się nie bawił w żadne podchody, od zawsze zaczynał od konkretów i tak też było. W większości zadawał jedynie pytania, a za błędną lub brak odpowiedzi karą zajmowali się jego ludzie, dzięki czemu nie trudno było się dowiedzieć dla kogo pracą i dlaczego mieli wykraść stosowne informacje.

    Roman <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Damien nawet nie mrugnął, jego dłoń nie drgnęła przy żadnym z ciosów, które swą precyzją wskazywały na to, że nie robił tego po raz pierwszy. Pozyskując w ten sposób informacje, totalna znieczulica zaciskała się na jego umyśle, pozwalając działać w sposób wręcz nieludzki. W tym świecie nie było mowy o litości, ani chwili zawahania, ten świat wymagał precyzji oraz zdecydowania.
    Ciało zostało zabrane równie szybko co pojawiło się jeszcze żywe w salonie, zaś sam Damien zbliżył się do Julki i położywszy dłoń na jej ramieniu zacisnął na nim swe palce, dając jej do zrozumienia, aby się ruszyła. Wyprowadziwszy ją na zewnątrz, zachowując pełen spokój, zaprowadził do garażu, gdzie usadził w swoim samochodzie. Spojrzawszy w lusterko, upewnił się, że Hans dotrzymuje im towarzystwa pakując się do wozu za nimi.
    Niczego nie wyjaśniał, milczał mijając kolejne ulice Fabletown, zagłębiając się coraz bardziej w centrum miasta, gdzie wreszcie zatrzymał swój samochód. Odpiął pasy i niczym prawdziwy dżentelmen, otworzył Juliet drzwi, aby ta mogła wysiąść. Zamknął je za nią z głośnym trzaskiem. Jego wzrok nadal niczego nie zdradzał, pozostawał zimny oraz obojętny.
    — Obyś była pewna tego co robisz i tego w co się wpakowałaś — rzucił i nie mając zamiaru mówić nic więcej, ominął ją, a chwilę później odjechał, zostawiając ją po środku pustego chodnika. Jeśli mieli stać się wrogami po różnych stronach barykady obejmie jedną ze stron, broniąc tego co było mu dane osiągnąć.
    Śledzenie Josha, odnalezienie jego małego centrum oraz zorientowanie się w innych szczegółach dotyczących jego osoby, było dla Damiena niezwykle łatwe, który pragnął. Chęć zemsty podsycała w nim chęć mordu, dlatego też późnym wieczorem następnego dnia, cztery ciemne auta, zaparkowały pod klubem, z którego wysypała się banda uzbrojonych po uszy mężczyzn. Torres miał głęboko gdzieś, czy zginie ktoś zupełnie przypadkowy, kompletnie niewinny. Ich zadaniem było dorwać Josha, a ewentualne straty nie były niczym zajmującym.
    Po wejściu do klubu, wiadome było to, że ludzie Josha szybko zorientują się iż nadchodzi niebezpieczeństwo. Pierwsze strzały padły zaraz po tym, gdy ostatni człowiek Torresa przeszedł przez próg, pozbywając się wcześniej goryla stojącego na bramce. Damien’a przestał obchodzić główny cel, którym zajęli się jego ludzie, gdy dostrzegł Juliet. Półnagą, wdzięczącą się Juliet, przed stadem napalonych mężczyzn. W klubie panował chaos, wszyscy rzucili się do ucieczki, dlatego też sam Damien, zareagował szybciej niż ta zdążyła uciec ze sceny. Przerzucając jej drobne ciałko przez swe ramię puścił dopiero w momencie znalezienia się w samochodzie.


    Romek <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Ufał swoim ludziom, wiedział, że ci dołożą wszelkich starań, aby dopaść Josha, która tak czy siak nie miał szans na przeżycie. Dla Damiena nadal bezpieczeństwo Julki było istotną rzeczą, nadal była jego kruchą dziewczynką, choć ich drogi już dawno się rozeszły. Wziął głęboki wdech, po czym odwrócił się w jej stronę.
    — Nie będziesz mu już potrzebna. Martwy na nic się nie zda — odpowiedział, po czym zostawiając ją samą, wysiadł z auta, które zamknął, aby Julce nie przyszło nawet do głowy pakować się do środka klubu, gdzie toczyła się naprawdę ostra gra, jednakże zaraz po wejściu do budynku, trzymana broń przez Torresa, okazała się być zupełnie bezużyteczna. Josh uciekł, a jego ludzie przypominali teraz marmoladę. Musieli szybko się zbierać, nim zjadą się gliny. Szukaniem tego skurwiela, zajmą się potem. Nie miał szans, aby wyszedł z tego cało. Damien przetrząśnie dosłownie każdy milimetr zapchlonej kuli ziemskiej, aby osiągnąć upragniony cel.
    — Przebierz się — rzucił Damien, gdy tylko przekroczyli próg jego rezydencji, sam zaś jak zawsze podszedł do barku z alkoholem, pozwalając sobie na chwilę wytchnienia w postaci mocnej szkockiej. Po dłuższej chwili, sam wspiął się na górę do swojej sypialni. To co rzuciło mu się w oczy, jedynie podsyciło jego złość. Zbliżywszy się do Juliet, ujął jej drobną twarzyczkę w dwa palce i uważnie obejrzał. Zasiniałe miejsce, które niegdyś skrywało się pod warstwą podkładu, który zdążył się nieco zetrzeć, wzbudziło w mężczyźnie chęć prawdziwego mordu. Subtelnym muśnięciem, które dyskretnie symbolizowało przejaw troski, przesunął po nieco opuchniętym miejscu. Nie tak to wszystko powinno wyglądać. Wziął głęboki wdech, aby nieco nad sobą zapanować.
    Zniknąwszy za drzwiami od łazienki, wrócił z apteczką. Złapał Juliet za biodra i usadził na komodzie. Może i traktował ją jak małe, nierozumne dziecko, a ona mogła wrzeszczeć i próbować go odepchnąć, to i tak miał to głęboko w dupie. Delikatnie zwilżoną gazą, przesunął po zasiniałym miejscu, następnie użył maści, która miała za zadanie złagodzić opuchliznę, a przede wszystkim zmniejszyć poziom odczuwalnego bólu.


    Romek <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Damien w swoim życiu popełniał naprawdę wiele błędów, jednak tym razem tego jednego, wyjątkowego błędu nie miał ochoty powielać. Przez dłuższą chwilę stał w miejscu, gdy ta wyszła z jego sypialni. Oboje musieli ochłonąć, oboje musieli pozbierać myśli, dlatego też nie ruszył za nią od razu. W końcu, jednak wziął głęboki wdech i skierował się na dół do kuchni. Będąc na schodach, przechwycił jej wzrok, który gdyby tylko mógł za pewne wbiłby go w ziemię.
    — W pokoju obok mojej sypialni znajdziesz wszystko co jest ci potrzebne — rzucił mijając ją przy drzwiach. Zniknąwszy w kuchni, pozwolił sobie na chwilę wytchnienia. Nie wiedział ile tak naprawdę czasu spędził w garach, ale to nie miało znaczenia. Gotowanie od zawsze stanowiło dla niego odskocznię od problemów, odskocznię od codzienności. Sam zjadł niewiele, jednak jedzenie nigdy się nie marnowało. Nie przy tak wielkiej ilości osób, które przewijały się przez jego mieszkanie.
    Wychodząc z rezydencji, w której nie paliło się już ani jedno światło, poprosił, aby nikt za nim nie szedł. Potrzebował prywatności, chwili samotności.
    Spacerował ulicami Fabletown tak długo aż wygoniła go mocna ulewa, zaś zegarek wskazał grubo po trzeciej w nocy. Spacer okazał się być niezbyt pomocnym, a mieszkanka emocji wraz z totalnym mętlikiem w głowie, nawet na chwile nie spuściła z tonu. Zbity totalnie z tropu przeszedł przez próg mieszkania i zapaliwszy światło w holu, dostrzegł na kanapie drobne ciałko Julki. Kąciki jego ust drgnęły lekko ku górze. Torres, ty skończony idioto. Przetarł dłońmi twarz mając ochotę krzyczeć, tylko po to, aby znaleźć sposób na zaznanie odrobiny ulgi.
    Chciał czy też nie, to było silniejsze od niego. Zbliżył się do kanapy i ostrożnie, aby jej nie obudzić wziął na ręce, instynktownie przytulając do swojej piersi. Zaniósł ją do sypialni obok swojej i ułożył w łóżku. Nim, jednak na dobre wyszedł, nachylił się i odgarnąwszy z jej twarzyczki zbłąkany kosmyk włosów, dotknął wargami jej przyjemnie ciepłego czoła, które czule ucałował.
    — Jeszcze będzie tak jak kiedyś, maleńka — szepnął naciągając na nią satynowy materiał pościeli. Zerknął na nią po raz ostatni przez ramię i wyszedł zostawiając ją samą.


    Romeo <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Damien miał na głowie wiele spraw, przez co jego obecność w domu była znikoma. Często zdarzało się tak, iż będąc w ciągłych rozjazdach nie sypiał pare nocy, a gdy tylko wracał do mieszkania, brał długi prysznic, spał zaledwie parę godzin i cała karuzela ruszała na nowo. Nigdy nie narzekał na to jak bardzo napięty był jego codzienny tryb życia, nigdy nie zapragnął przerwy, aż do pewnego czasu. Wiedział, że rozmowa z Juliet była nieunikniona. Nie uciekał przed nią, wręcz przeciwnie nie mógł się doczekać aż nadarzy się okazja iż będą mogli porozmawiać, jednakże był w tracie transakcji, najważniejszej i największej w jego życiu transakcji, która niosła ze sobą szeroki zysk, przez co nie mógł zwolnić, co odbiło się na jego zdrowiu, znowu. Pozornie niegroźne krwawienie z nosa, przerodziło się w bardzo wysoką gorączkę, osłabienie, a nawet problemy z oddychaniem. Taka sytuacja miała miejsce nie pierwszy raz, a każdy z lekarzy jacy mieli okazje badać Torresa, bezradnie rozkładali ręce, twierdząc iż nic zrobić nie mogą. Wyniki nie wykazywały żadnych nieprawidłowości, a mimo to stan mężczyzny stale się pogarszał.
    Stale ktoś wchodził i wychodził z jego sypialni, a ludzi w całej rezydencji przybywało. Wszyscy mieli grobowe miny, zaś w powietrzu można było wyczuć mocne napięcie. Uderzenie w twarz Hansa, jakie sprezentowała mu Juliet, nie umknęło uwadze brunetowi noszącemu imię Borys o błękitnych oczach, który wyłonił się z sypialni, patrząc krytycznie na mężczyzn.
    — Trzymajcie nerwy na wodzy, a zwłaszcza ty Hans. Damien urwie wam jaja jeśli którykolwiek z was, cokolwiek zrobi Juliet… O ile wróci do pełni sił — rzucił i wcale nie żartował. Dłonie jednego z mężczyzn od razu cofnęły się z ramion brunetki, przywracając jej swobodę ruchów. Borys rozumiał jej zdenerwowanie. Każdy ze zgromadzonych był pod wpływem wielu emocji, które ciężko było o panować.
    Z delikatnym uśmiechem nachylił się ku Juliet, tak by swobodnie dosięgnąć jej ucha.
    — Pan Torres na panią czeka, panienko Capulet — rzucił i otworzywszy jej drzwi, przepuścił w progu i zamknął je zaraz po tym, gdy owy próg w pełni przekroczyła.
    Bladość Damiena od razu rzucała się w oczy, jego klatka piersiowa unosiła się ciężko przy każdym wdechu, skóra świeciła się od potu, a nieco rozedrgany wzrok dopełniał beznadziejny stan mężczyzny. Kroplówka, cienka rurka pod nosem. Cała ta scena przypominała wycięty akt z filmu, kompletnie coś nierealnego, wręcz śmiesznego, a mimo to cholernie poważnego i prawdziwego. Torres zamknąwszy powieki, szybko je uchylił, gdy tylko usłyszał niewielki szmer. Jego serce zabiło nieco mocniej, gdy nieprzytomne spojrzenie padło na twarz brunetki.
    — Juliet — mruknął nieco niewyraźnie i nieudolnie próbował poprawić swą pozycję na poduszce.


    Roman <33

    OdpowiedzUsuń
  18. Tak bardzo chciał jej oszczędzić widoku i kolejnych pokładów cierpienia. Tak bardzo chciał, aby mogła wieść spokojne życie u jego boku, tak bardzo chciał, aby na jej twarzy zawsze gościł uśmiech, tak bardzo chciał podarować jej wszystko co najpiękniejsze. Pragnął naprawdę wielu rzeczy, które w praktyce często stawały się wręcz niemożliwe do zdobycia, tak jak było teraz. Pogarszający się stan zdrowia, jedynie pogłębiał poczucie beznadziejności. Jej bliskość, ton głosu pozwoliły na to, aby jego spięte mięsnie nieco się rozluźniły, zaś serce przyśpieszyło wybijając szaleńczy rytm.
    — Cichutko, maleńka — mruknął, zagarniając ją ku swojej piersi. Nie było sensu, aby sytuacja jaka zaistniała miała być powodem do wytykania swoich błędów. Każdy je popełnia, a każda kolejna chwila staje się szansą na odbudowanie tego co zostało zachwiane czy zburzone.
    Zdołał przekręcić się na prawy bok i zagarnąwszy jej ciałko znacznie bliżej siebie, schował twarz w burzy jej miękkich oraz przyjemnie pachnących włosów.
    — Ja Ciebie też kocham, nawet nie wiesz jak bardzo…jak bardzo — szepnął. Nigdy w życiu niczego nie był tak pewien jak słów, które właśnie padły z jego ust. Choć głos był słaby, to śmiało można było rzec iż był w pełni wolny od jakiegokolwiek zawahania. Tylko razem byli w stanie się chronić, tylko razem byli w stanie żyć normalnie, tylko razem stanowili jedność.
    Damien czuł się coraz gorzej, a ból się wzmagał. Bolało go dosłownie wszystko. Drżące ciało, odmawiało mu posłuszeństwa, a ciche jęki przemieniły się w końcu w głośne krzyki. Hans wraz z Borysem wpadli do sypialni, aby rozwiązać sytuację w najbardziej odpowiedni sposób.
    — Pozwól mu działać — rzucił Borys, po czym stanowczo objąwszy ciałko Juliet, zsunął ją z łóżka, a następnie wyciągnął z sypialni. — On wie co robi, spokojnie. Nie zrobi mu krzywdy. Niedługo do niego wrócisz. Będzie dobrze, trzymaj się tej myśli… — Borys nie wzmacniał uścisku, ani go nie luzował. Stale mówił do Juliet. Odwodził jej myśli od najczarniejszych scenariuszy, aby nie popadła w histerię. W końcu zapadła cisza. Cholerna, przybijająca cisza, do czasu aż zza drzwi wyłonił się Hans z grobową miną.
    — Śpi i raczej szybko się nie obudzi — oznajmił robiąc Juliet miejsce, aby ta mogła wrócić do męża, który po przebudzeniu, będzie jej potrzebował mocniej niż kiedykolwiek indziej.

    Romeo <3333

    OdpowiedzUsuń
  19. Wymęczone bólem ciało Damiena, potrzebowało odpoczynku. Noc dla wszystkich zgromadzonych w rezydencji mimo spokojnego snu Torresa, była męcząca oraz nadal niepokojąca. Niewiele osób przyłożyło głowę do poduszki, czekając niewiadomo na co. Stale ktoś wychodził lub wychodził. Nikt nie rozmawiał, jedynym sposobem komunikacji, stały się krótkie spojrzenia, aż do momentu, gdy koło godziny trzynastej następnego dnia pan domu, otworzył oczy.
    Damien rozejrzał się po sypialni, jednak nim dźwignął się z łóżka, minęła dłuższa chwila nim dotarło do niego co tak naprawdę się stało. Po bólu nie było już śladu, jednak jego twarz nadal była przeraźliwie blada. Pozostając samemu z sypialni, mimo wymaganego nadal odpoczynku, zdołał zsunąć się z łóżka i lekko rozprostować zastałe ciało, które aż prosiło się o najmniejszy ruch.
    Szmery dochodzące z sypialni Damiena, zainteresowały Borysa, który kierował się korytarzem na dół z zamiarem zajrzenia do kuchni. Zapukał w masywne, dębowe drzwi, a po ich uchyleniu dostrzegł Torresa stojącego przy komodzie z czystymi ubraniami. Kąciki jego ust drgnęły ku górze, a gdy tylko upewnił się, że z szefem wszystko jest dobrze, zszedł wreszcie na dół z zamiarem obwieszczenia dobrej nowiny.
    Po przekroczeniu progu salonu, zbliżył się do Juliet, równając się z nią swym ramieniem. Wyglądała na cholernie zmęczoną, a przede wszystkim zdenerwowaną. Nie dziwił się jej nawet przez sekundę.
    — Zgadnij kto się obudził w sypialni na górze — rzucił nie musząc dodawać nic więcej. Rozbawiony pokręcił głową na boki i postanowił pozostać w salonie, aby owa dwójka mogła pobyć razem bez niepotrzebnych gapiów.
    Damien nieco jeszcze rozkojarzony, chwycił za klamkę od drzwi swojej sypialni, ale zaraz po tym, gdy tylko je otworzył, zderzył się z drobnym ciałkiem. Gdyby nie jego szybki refleks, brunetka na bank wylądowałaby na podłodze. Objął ją ramionami, przytulając do swojej piersi. Z włosów Torresa nadal skapywały pojedyncze krople wody, które spływały po jego ramionach na gołe plecy. Ubrany jedynie w szare, dresowe spodnie pod długim, zimnym prysznicu wyglądał już zdecydowanie lepiej, a mając obok siebie swoje największe szczęście, nie potrzebował niczego więcej.
    — Też się cieszę, że cię widzę — zaśmiał się, ujmując jej podbródek w dwa palce, aby następnie móc ją czule pocałować, stale pogłębiając niewinną pieszczotę. Był świadom jak wiele nerwów oraz sił straciła, co gdyby tylko mógł chciałby jej zaoszczędzić. Niestety nie wszystko było do uniknięcia, jednak najważniejsze było to, że sytuacja z wczoraj poczęła się prostować.


    Romek <3

    OdpowiedzUsuń
  20. Boże co tutaj się działo. Prawdziwy huragan przeszedł przez sypialnie Damiena, gdy tylko owa dwójka poddała się wybuchowi szaleńczej namiętności, bezwstydnie wręcz tracąc zmysły. Oboje pogrążeni we wzajemnym pożądaniu, stracili poczucie czasu. Szeroka rozłąka, wymagała solidnej odbudowy, a Torres nie byłby sobą, gdyby nie zabrał się do tego w dosłownym znaczeniu słowa odbudowa. Sypiał z wieloma kobietami, jednakże żadna z nich nie dorównywała Juliet, która na co dzień naprawdę z pozoru niewinna, umiała zamienić się w prawdziwą diablicę, która stanowczo pokazywała swe pragnienia.
    Damien z szerokim uśmiechem na twarzy, opadł na poduszki, pociągając za sobą Juliet, którą przytulił do rozgrzanego torsu. Ucałował czule czubek jej głowy i wyciągnąwszy ramię, zgasił nocną lampkę stojącą na niewielkim stoliku obok łóżka.
    — To był długi dzień — zaśmiał się wodząc palcami po jej delikatnym policzku. Nawet nie wiedział, która była godzina, jednak w tym momencie, prawdę powiedziawszy niewiele go to obchodziło. Szczęśliwy, spełniony i w pełni rozluźniony nie marzył o niczym innym jak o spędzeniu reszty życia w łóżku u boku niezwykle piękniej brunetki. Wolną dłonią przesunął wzdłuż nagiego wcięcia w jej talii, zatrzymując na moment na biodrze, by chwilę później zsunąć się na krągły pośladek. Zdecydowanie oboje zasługiwali na odpoczynek, bardzo długi odpoczynek.
    Nawet nie wiedział kiedy zmorzył go sen, który nie trwał długo. Torres był na nogach już przed godziną piątą. Musiał wstać, choć tak bardzo pragnął pozostać u boku Juliet, niestety obowiązki wzywały, co postanowił jej wynagrodzić w sposób, który kompletnie do niego nie pasował. Sypialnia w ciągu godziny zapełniła się bukietami najpiękniejszych kwiatów, zaś na jego komodzie czekał na nią komplet nowych ubrań wraz z dość zmysłową bielizną, bez której co prawda wygląda jeszcze lepiej. Nie myślał o własnym zdrowiu, o tym co przeżył dość niedawno, a przede wszystkim nie myślał o tym iż nadal powinien odpoczywać. Wracając po całym dniu, wręcz padał na twarz, a kolejny dzień zapowiadał się równie pracowicie.
    — Juliet? — rzucił głośno i rzuciwszy niedbale skórzaną kurtkę na kanapę w salonie, odwrócił się w stronę wysokich schodów z nadzieją iż to co działo się wczoraj nie okaże się, jedynie pięknym snem, a prawdziwe ucieleśnienie ideału oraz kobiecego piękna, znów znajdzie się w jego objęciach.

    OdpowiedzUsuń
  21. Damien czuł unoszący się w powietrzu zapach gotowanych potraw, które musiały zwiastować dość obszerną kolację, co przypomniało mu o tym jak bardzo był głodny, a wychodząc wczesnym rankiem z mieszkania, oszukał swój żołądek jedynie kubkiem mocnej kawy bez cukru, jednakże nie na długo. Uśmiechnął się na widok Juliet, która z każdym dniem piękniała coraz bardziej. Urzeczony jej pocałunkiem, pogładził czule jej policzek, gdy tylko ich wargi się rozłączyły.
    — Nie mam czasu na odpoczynek, maleńka. Nie martw się. Czuję się dobrze — odpowiedział, po czym obejmując ją ramieniem, skierował się do kuchni, gdzie zapach potraw przygotowanych przez Juliet stał się bardziej intensywny, podsycając jego głód. Uniósł zainteresowany brew ku górze, nachylając się nad gorącymi naczyniami.
    — Makaron primavera — rzucił i spojrzawszy na ukochaną z uznaniem, ucałował ją w czoło. — Borys dziś zostaje, reszta chłopaków jedzie do siebie. Takie pyszności nie mogą go ominąć, hm?
    Zaśmiał się i nastawił w czajniku wodę z zamiarem przygotowania herbaty. Tęsknił za leniwymi, pozbawionymi napięcia wieczorami. Przypominał sobie w jaki sposób można normalnie funkcjonować, zapominał o kłopotach, interesach.
    Wychyliwszy się na moment zza drzwi kuchni, aby rzucić okiem na salon, ujrzał Borysa. Twarz mężczyzny była blada, a palce prawej dłoni mocno zaciskały się na telefonie. Damien zmarszczył czoło nieco zaniepokojony.
    — Co jest? — zapytał Torres, a jego głos, skutecznie sprowadził Borysa na ziemię, który wziął głęboki wdech.
    — Moja żona rodzi — wymamrotał i nadal jak kompletny idiota sterczał w miejscu. Szok jakiego doznał nie pozwalał mu racjonalnie mysleć. Już dawno powinien być w drodze do szpitala, aby dotrzeć na czas i wspierać małżonkę w trudnej aczkolwiek w jak niezwykle pięknej chwili.
    — Co tak stoisz?! Ruszaj dupe i jedź do niej! — Damien musiał unieść nieco głos, aby ten oprzytomniał. Dopiero wtedy jak oparzony wybiegł z mieszkania, nerwowo doszukując się kluczyków od auta w kieszeniach spodni. Szatyn pokręcił w rozbawieniu głową i wróciwszy do kuchni, objął ukochaną ramionami do tyłu, kładąc głowę na jej ramieniu.
    — Mogę dziś liczyć na wspólną kąpiel i cudowny masaż, panienko Monteki? — zapytał cicho, unosząc przy tym brew ku górze, po czym zmuszony oderwać się od niej, zalał dwa średniej wielkości kubki wrzątkiem z czajnika. — Mam nadzieję, że nie nudziłaś się za bardzo pod moją nieobecność.


    Roman <3

    OdpowiedzUsuń
  22. Zasiadł wygodnie przy stole, przejmując przy tym od młodej kobiety butelkę z winem, której zawartość rozlał do wysokich kieliszków. Naprawdę był cholernie głodny, a dzień pełen wysiłku nie tylko fizycznego, ale i psychicznego, pozbawił go energii.
    — Juliet, nie mogę ci obiecać, że zwolnię i pozwolę sobie na odpoczynek. Nawał obowiązków nadal rośnie — odpowiedział zgodnie z prawdą, posyłając jej przepraszające spojrzenie. Zbyt wiele kosztowało go wysiłku w rozkręcenie biznesu na tak szeroką skalę, aby mógł odpoczywać, aby mógł stać w miejscu. Musiał stale się rozwijać, dokonywać kolejnych transakcji, pozbywać się problemów, musiał po prostu być w ciągłej dyspozycji.
    Uśmiechnął się nieco, gdy pierwszy kęs wpadł do jego ust. Musiał przyznać iż w jego mieszkaniu pojawiła się godna, kulinarna rywalka, która jak też się spodziewał, tak łatwo władzy do patelni mu nie odda, zaskarbiając sobie całe jego małe królestwo. Zwilżył nieco zaschnięte wargi odrobiną wina.
    — Ale jedno mogę ci obiecać — zaczął unosząc przy tym brew ku górze. — Wyjedziemy na weekend poza miasto. Bez nikogo, tylko my — dodał sądząc iż należała im się chwila sam na sam, z daleka od codziennego otoczenia, z daleka od problemów. Uśmiechnął się szerzej sądząc iż Juliet ten pomysł może się spodziewać, zwłaszcza, że zależało jej na jego odpoczynku, a jemu zależało na chwilowej ucieczce.
    Zawartość jego talerza szybko zniknęła, tak samo jak zawartość jego kieliszka, mimo tego iż nie przepadał za słabymi trunkami, jednakże dziś wybrane przez Juliet wino, idealnie łączyło się ze smakiem przygotowanego przez nią dania. Zabrawszy talerze, schował je do zmywaki i odwróciwszy się w stronę Juliet skradł jej czuły pocałunek.
    — Poczekaj na mnie w łazience, a ja zaraz do ciebie przyjdę — poprosił, gdy tylko się od niej oderwał. Nim, jednak wyszedł z kuchni, przeczesał pieszczotliwie jej ciemne kosmyki włosów. Musiał się upewnić iż samo mieszkanie jak i cały jego teren był odpowiednio chroniony. Zabezpieczenia były stale aktywne, drzwi wraz z oknami szczelnie zamknięte. Nieco uspokojony oraz bardziej rozluźniony, wspiął się na górę po schodach, by wedle obietnicy znaleźć się w łazience, po drodze pozbywając się swojej koszuli. Ciepła woda idealnie otuliła jego zmęczone ciało, a nieco ociężała głowa wylądowała na piersi Juliet zaś jedna z jego dłoni, wpasowała się w smukłe wcięcie w jej talii pozwalając mu na to, aby ta znalazła się znacznie bliżej niego. Wodził co jakiś czas ostrożnie dłonią po jej ciele, rozprowadzając po delikatnym, kobiecym materiale przyjemne pachnącą pianę, czerpiąc z tego niemałą ilość przyjemności. Gorąca woda zawsze działała na niego niczym lecznicy balsam. Na jego twarzy zagościł błogi wyraz zaś oczy wesoło iskrzyły.


    Roman <3

    OdpowiedzUsuń
  23. Przyjemnie ciepła woda, skutecznie potęgowała nagromadzone w mężczyźnie zmęczenie. Bliskość ukochanej pozwalała mu się w pełni rozluźnić, a subtelne pieszczoty sprawiały mu niemałą ilość przyjemności. Ułożywszy głowę wygodnie na brzegu wanny, przymknął powieki, stale wodząc dłońmi wzdłuż idealnego wcięcia jej talii, na której zacisnął nieco mocniej swe palce, gdy tylko woda stała się chłodna, a oni śmiało mogli przejść do sypialni. Damien nie byłby sobą, gdyby nie pokusił się o dokładne osuszenie ciała Juliet przyjemnie miękkim ręcznikiem, co podkreślił naciągając na nią należącą do niego czarną koszulę, zapinaną na guziki, której materiał luźno opadł na niego piersi, pikantnie nadając im pociągającego kształtu.
    Odetchnął głęboko, gdy ich zmęczone ciała, ułożyły się pośród miękkiej pościeli, a ciemność panującą w sypialni skutecznie przegonił blask włączonego telewizora.
    — Zmęczona? — zapytał i nachylił się tuż nad nią, aby móc swobodnie dosięgnąć kuszącego go dekoltu, który sprezentował bukietem nieśpiesznych, czułych pocałunków, aby wreszcie móc schować twarz w zagłębieniu jej szyi, kompletnie zapominając o obiecanym masażu. Było mu zdecydowanie zbyt dobrze, aby mógł się teraz ruszać i jeśli nie wezwą go żadne obowiązki, istniał cień szansy iż poranek okaże się jeszcze lepszy, niżeli chwila w której obecnie trwali. Westchnął cicho czując narastający ból głowy, który musiał być efektem braku odpowiedniej ilości odpoczynku.
    — Chciałabyś jechać do konkretnego miejsca poza miastem, które chcesz zobaczyć czy ja mam się zająć wyborem? — spytał głaszcząc ją lekko po policzku, zaś wolną dłonią chwycił chłodny materiał pościeli, który naciągnął na siebie wraz z Juliet.
    — Mamy masę możliwości i nikt ani nic nas w tym nie blokuje, także każde miejsce jest dosłownie na wyciągnięcie ręki i każde miejsce będzie o niebo lepsze od tego, w którym obecnie się znajdujemy.


    Roman <3

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.