niedziela, 23 lipca 2017

Raz... dwa... trzy... Baba Jaga patrzy!



Stara deska cicho skrzypi pod twoim butem, kiedy stawiasz kolejny krok wgłąb pachnącego ziołami pomieszczenia. Mijasz dziwny obraz wiszący krzywo na ścianie i zwisające w pękach zeschłe gałązki. To stąd ten zapach... Głośny pisk dobiega nagle twoich uszu, och brawo, nadepnąłeś kotu na ogon. Bierzesz głęboki wdech i idziesz dalej za jego żółtymi ślepiami, które przed sekundą zniknęły w kolejnej izbie.
- Kto śmie szwendać się po mojej chałupie? - słyszysz tuż obok ucha tak niespodziewanie, że aż podskakujesz przerażony i wpadasz na kogoś za swoimi plecami.
Podnosisz wzrok do góry ze szmacianych butów lekko przykrytych długą, wystrzępioną suknią z jakimiś dziwnymi znaczkami wyszytymi na brzegach rękawów i dekoltu, odsłaniającego pomarszczoną szyję i kawałek obwisłych piersi, napotykasz jeszcze ciężki amulet z brązu, wiszący na podniszczonym już rzemieniu, aż w końcu trafiasz na jeszcze bardziej pomarszczoną, brzydką twarz o gęstych, prawie zrośniętych brwiach, krzywym nosie i przede wszystkim białymi jak świeże mleko, niewidzącymi oczami. Zimna dłoń chwyta Cię za ramię, a usta postaci rozciągają się w upiornym, bezzębnym uśmiechu. Stop. Kto ci takich głupot naopowiadał? Czy wchodziłeś do chatki na kurzej stopce? Takie brednie to Ty zostaw Jasiowi i Małgosi na dobranoc.
Jeszcze raz. Las, otacza Cię Las. Zwierzęta gdzieś akurat umilkły, okolicę spowija niepokojąca cisza. Wchodzisz do drewnianej chatki otoczonej ogródkiem pełnym jakiś dziwnych ziół. Na werandzie leży obserwujący Cię gruby, czarny kot. Stare dębowe drzwi otwierają się i twoim oczom ukazuje się młoda blondynka o niesamowicie błękitnych oczach. Gestem zaprasza Cię do środka.

☽◯☾


| kobiet nie pyta się o wiek | ziemie Słowian |



☽◯☾

'Mówią, że wiedźma przez lata mordowała młode dziewice, a później smarowała się ich krwią, dlatego jest młoda, a nie stara i pomarszczona.'

'Na ziemiach słowiańskich często ginęły dzieci i nigdy nie wracały do domu. Za to grupa poszukująca jedno z nich widziała w lesie dym uciekający z komina w oddali, wraz z akompaniamentem mrożącego krew w żyłach, starczego, skrzeczącego śmiechu.'

'To nie jest legenda, to prawdziwy demon.'

'Ona jest opiekunką świata. Na Bogów, zaklinam was wieśniacy, ta kobieta uzdrowiła mojego martwego już konia!'

'Jest stara, brzydka i pomarszczona. Włosy ma skołtunione z kawałkami gałęzi, oczy niewidome.'

'Jak będziesz niegrzeczny to przyjdzie Baba Jaga i cię porwie!'

'Widziałam ją na własne oczy, jest straszna. Ma tak upiorne oczy...'

'Jest prawie łysa, długie, srebrne włosy zwisają jej w małych kępach. Wygląda jak strach na wróble. Tak mówiła mama.'

'Podania głoszą, że przed rozwojem chrześcijaństwa Baba Jaga była uznawana za swego rodzaju boginię, dopiero duchowni zdemonizowali tę postać, owinęli ją wieloma przerażającymi legendami ziejącymi postrach wśród wiernych. Z czasem poganie zamieszkujący ziemie Polskie przyjęli w pełni nowe wierzenia i zapomnieli o roli jaką pełniła Jaga przed laty w pokoleniach ich dziadów i pradziadów.'

'Tutaj babą zawsze były nazywane mądre kobiety. Nigdy określenie "baba" nie było uznawane za obrazę.'

☽◯☾


Kto by pomyślał, że taki legendarny potwór jak Baba Jaga przechadza się dziś ulicami dzielnicy Fabletown? Raczej nikt. Jaga przyjęła czeskie nazwisko uciekając ze swojego świata, ale o tym innym razem. Zamieszkała na przedmieściach w domku wewnątrz urządzonym w swoim dawnym stylu, jednak nic nie zastąpi chaty w środku lasu, pośród ciszy i spokoju. Gubi się w mieście, dusi i narzeka na bliskość tak wielu ludzi. Stworzyła sobie małą część swojego świata - zielarnię umiejscowioną nieco bliżej centrum Fabletown. Jest dość zrzędliwa i marudna, ale do gustu przypadło jej nocne życie w barach i klubach, choć wciąż upiera się, że las to jedyne miejsce, w którym czuje się dobrze. 

☽◯☾


legendy | ciekawostki | album | powiązania


_________________________________

Nie mam nic do ukrycia

[Jadźka i ja witamy się z szanownym towarzystwem, mam nadzieję, że taka wersja Baby Jagi jaką będę tutaj tworzyć przypadnie wam do gustu.
Buźka: Natalja Wodianowa
Psst! Jakby ktoś się zastanawiał czy się dogadamy, rzucam słowa klucze: GOT, Wikingowie, wiara rodzima, łucznictwo, AHS, SOAD, Lanaizm, Imagine Dragons, czarny humor, gramarnazi, włosomaniaczka.
Ave! :D]

32 komentarze:

  1. [My, błękitnoocy, łączmy się! :3
    Cześć, witaj na blogu :D Gif u góry jest dość przerażający i przyznam, że wolę jednak tą jego jaśniejszą część xD Sama postać wydaje się ciekawa, pomysł ze sklepem zielarskim to strzał w dziesiątkę! :D I wizerunek przepiękny <3
    Mam nadzieję, że zostaniesz z nami na długo, bo Baba Jaga idealnie pasuje do naszego fabletownskiego klimatu :D I w razie chęci, zapraszam do siebie, może coś razem wymyślimy ;)]

    Administracja & Lucy

    OdpowiedzUsuń
  2. [Hahaha, od takiej szybszej wersji to już na pewno można by zemdleć xD Albo spróbuj ze zmienianym zdjęciem - ktoś najedzie sobie na piękną Natalię, a tu paskudna wiedźma pod spodem xD <3
    Trzymam kciuki, żeby tak było :D Poza tym, Baba Jaga to właśnie taka postać dość uniwersalna i wydaje mi się, że łatwo z nią o jakieś fajne powiązanie i wątek :D Pewnie, poprzeglądaj sobie wszystko i w razie czego pytaj :)]

    Lucynka

    OdpowiedzUsuń
  3. [Cześć! My to chyba z tej samej mitologii, to się chyba dogadamy, o!
    Strasznie podoba mi się początkowy wstęp. Jest taki... no świetny po prostu! Ogólnie, baba Jaga wyszła Ci cudownie, a mój Shadow nawet tej brzydszej formy się nie przestraszy! :D
    Mój czart to trochę psotnik jest, ale z Babą Jagą kiedyś na pewno się minął, o!]

    Shadow Mortem

    OdpowiedzUsuń
  4. [O kurcze, przez to, co napisałaś, chyba wymyśliłam wątek! :D Zgadzając się na tę przyjaźń z przeszłości, wyobraziłam sobie Shadowa zmienionego w czarnego kota w jej chatce. Przyszedł, udając jej kocisko, bo lubi gmeranie za uchem... i wtedy pojawi się prawdziwy kot, a on będzie musiał się ujawnić. Możemy uznać, że to będzie ich pierwsze spotkanie tu, a Mottem, odkąd dowiedział się o przybyciu starej przyjaciółki, chciał efektownie ją powitać:D]
    Shadow

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Wiewiórki i bobry... Dzień dobry, dzień dobry! *wybacz musiałem*
    Witam piękna Jagę! Serio, chyba nie mogłem lepiej sobie tej pani wyobrazić! Jest po prostu świetna!
    Weny, wielu wątków, oraz samych ciekawych powiązań życzę! W razie chęci to zapraszam do któregoś z moich panów, coś pewnie się wymyśli ;)]

    Lucyfer
    Will
    Ivan
    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  6. [A tam zaraz w Fable! Możemy ich nawet spiknąć gdzieś na ziemiach słowiańskich, bo dlaczego by nie? Byłoby ciekawie :D
    Albo w sumie to możemy zrobić na takiej zasadzie, że znają się właśnie z tych ziem słowiańskich, a tutaj w Fable może Lucek od czasu do czasu będzie ją wyciągać na różne popijawy w barach i tak dalej? Bo byłoby to ciekawe doświadczenie, co nie? Chlanie z samym diabłem xD
    Albo Lucek po prostu zjawi się u niej w sklepie i powie: "Cześć Jadzia! Posłuchaj bo jest pewna sprawa. Bo potrzebuję jakiegoś ziółka... Takiego...śmiesznego bym powiedział" *nic lepszego mu nie przychodzi do głowy*]

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  7. [ Witam, witam :D
    Chętnie się na wątek skuszę.
    Masz jakiś konkretny pomysł, czy będziemy myśleć razem? ]

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  8. [Inwentaryzacja do późna, Lucek który pyta o marichuaneny, które będzie zamierzał sobie wstrzykiwać za rogiem i wątek gotowy xD
    Dobra, to Lucjan przybywa w glorii i chwale (ewentualnie w pożodze i zniszczeniu, do wyboru do koloru).
    Kurde w przypadku Lucka, to nawet nie trzeba rzucać jakimś mega dopracowanym pomysłem xD Wystarczy powiedzieć "Pójdą razem na imprezę" i wątek gotowy xD
    Ale dobra, odbiegłem od tematu.
    Lucek przybywa, o te marichuaneny pyta, po czym stwierdza że zabiera Jadzię na imprezę, która organizowana jest w "fajnym miejscu" i co dalej to się zobaczy :D Zawsze istnieje opcja zrobienia powtórki z "Legendy Polskie" made by Allegro i Lucjan podpuści nieco Jadzie na ludzi (btw. Boruta z tych legend ma na imię Lucyfer; #potwierdzoneinfo).
    W ogóle to możemy robić wszystko, ja tam na wszystko się piszę xD :D
    No i co? Wypadałoby żebym to ja zaczął, co nie? Powiedz mi tylko jaka długość ci odpowiada a skrobne nam zaczęcie (no chyba że ty wolisz zaczynać xD)]

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie trudno się domyśleć co się stało z diabłami które zeszły na ziemie…i które na swej drodze spotkały Lucyfera. Wszystkie chcąc nie chcąc musiały chociażby raz się z nim uchlać. Później to już tylko i wyłącznie musiały unikać Lucjana…albo uciekać i błagać aby natrafił na kogoś innego. Chyba nie byłoby przesadą powiedzieć, ze Lucyfer jest takim… „rozpijaczem” baśniowców oraz innych demonów. Boruta wprost uwielbia denerwować swym jestestwem oraz wszystkim innym.
    Na swoją kolejną „ofiarę” wybrał sobie Babę Jagę. Ale i tak nigdy nie mówił do niej „Babo Jago” tylko po prostu Jadziu. Jadzia zawsze była Jadzią, czy jej się to podobało czy nie. Jednak o tą kwestię już się nie pytał. Jadzia była Jadzią albo Jagusią i koniec kropka.
    No chyba, że był wściekły/zdenerwowany/wkurwiony na coś to wtedy była Baba Jaga. Szczerze powiedziawszy to nawet Lucjanowi nie przeszkadzało to że w rzeczywistości Jadzia była taka…no…nieurodziwa jak na słowiańskie standardy. Ale byłaby zapewne bardzo urodziwą babcią jeśli patrzeć na standardy z Niemiec…chociaż i tak po chwili namysłu, to przecież i Jagę w Niemczech znają. Może więc…
    Jaga w swej prawdziwej postaci jest taka brzydka, bo jest Niemką? Albo Niemcy ładnych kobiet nie widzieli i dlatego przekazywali że Jaga jest brzydka?- zamyślił się Lucyfer.
    Wszedł do sklepu Jagi. Było w sumie wystarczająco późno żeby zakończyć pracę ale wystarczająco wcześnie aby pójść na imprezę.
    — Jaguś! – powiedział po przekroczeniu progu sklepu. Przed samym sklepem zostawił prezencik dla niej. Taki malutki upomineczek. Ma nadzieję, że ta czerwona kokardka może być, tak ładnie komponowała się z tym drewnem. – Jaguś! Sprawa jest – podszedł bliżej lady. Rozejrzał się czy nikogo oprócz nich nie ma. Nie chciał mówić o tym przy osobach trzecich.
    — Sprawa pierwsza. Zabieram cię na imprezę. Sprawa druga…- zamilkł na chwilę. – Ty…te…marichuaneny sprzedajesz? Masz może jakiegoś marichuanena? Bo tak akurat…nie mam czego sobie wstrzykiwać w żyłę za pobliską szkołą… - powiedział zupełnie poważnym tonem głosu. Teraz to nie wiadomo, czy żartował czy mówił poważnie. – No i mam dla ciebie prezencik, którzy przed sklepem czeka – uśmiechnął się lekko do niej.

    Lucek
    [Mam nadzieję, ze może być taki początek. No i ...są marichuaneny xD]

    OdpowiedzUsuń
  10. [Paść ofiarami rzezi?! xD Co ty chcesz im tu zafundować? xD
    Coś się tu zaraz wymyśli :D Wstępnie myślę, że w przeszłości chyba raczej nie miałyby możliwości, by się spotkać, więc możemy zapoznać nasze panie dopiero w Fabletown ;) Co ty na to, by Jaga w jakiś sposób współpracowała z Wiedźmami z 13. Piętra? Mogłaby np. dostarczać im różnych ziół, które były potrzebne do czarów, a czasem pomagać im przy jakichś magicznych zleceniach. Tak się składa, że Lucy zna wszystkie obecne wiedźmy: Tytania jest jej macochą, z którą ma bardzo dobry kontakt, Morgana jest jej babcią, a Davy przyszłym szwagrem, którego jednak wolałaby nie spotkać więcej x) Może np. Tytania poprosiłaby Lucy, by ta odebrała "zamówienie" od Jagi. Nimfa mogła jej nie zastać w sklepie, więc wybrała się do niej do domu na przedmieściach. Mogłaby wejść do środka, coś zepsuć, dotknąć co nie trzeba itp., przez co wpakujemy je w jakieś kłopoty :D Co o tym sądzisz?]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  11. [ Dobry pomysł :D
    Masz ochotę zacząć? ]

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  12. Od kilku dni wysypiał się wręcz znakomicie. Możliwe że była to zasługa małych białych pastylek, które połykał przed snem. Przeszłość zaczynała do niego wracać i pukać do jego umysłu, z natarczywością starej zirytowanej zakonnicy.
    Przyszedł do pracy przed południem. Pracę w gabinecie zaczynał dużo później niż reszta lekarzy, ponieważ jak sprawdziło się w praktyce, pacjenci nie mieli ochoty wstawać o 7 rano by przyjść na sesję. Późnym popołudniem zaczynał przyjmować już odpłatnie. Ale poranki były dla tych "wybranych".
    Sprawdził listę pacjentów, zostawioną mu na biurku. Jedno nowe nazwisko z literą N przy nazwisku. A zatem osóbka ze skierowania, nie z własnej woli. Takich lubił najbardziej. Zawsze przedstawiali jakaś ciekawą historię i udawali, ze wszystko jest z nimi w porządku. Byli wrodzy, agresywni, zbuntowani i zdeterminowani. Czyli wszystko co najlepsze...

    Zerknął na zegar, powieszony nad drzwiami. Spóźniała się już 5 minut. Wstał, otworzył drzwi i wyszedł na korytarz. Spojrzal na siedzącą przy drzwiach kobietę.
    - Zapraszam panno Novakova.

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  13. [O, ok, tak może być :D Lucy rozwali przypadkiem to, co miała odebrać od Jagi. Było ciemno, potknęła się (jak to ona xD), no i tak jakoś wyszło :D Może Jaga wkurzyłaby się na nią i kazała jej iść razem z nią por drugą porcję ego zielska? Wówczas, możemy je w coś wciągnąć, jeśli np. musiałyby udać się po to do jakiejś krainy. Jak sądzisz? No i pytanie, czy znałyby się już wcześniej, czy to byłoby ich pierwsze spotkanie?]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  14. [No i idealnie! <3 Resztę będziemy sobie wymyślały na bieżąco :D
    W takim razie, ja chyba zacznę, bo pasowałoby tak do fabuły. Postaram się jak najszybciej x)]

    Lucy, niszczyciel wywarów

    OdpowiedzUsuń
  15. Spojrzał na Jadzię zdziwiony. Nie rozumiała? Nie znała tego hitu internetów? No jak to tak można! Ale zanim ją oświeci, to najpierw trochę pożartuje, bo kto mu zabroni? No nikt mu nie zabroni przecież!
    — Ma-ri-chu-an-en-y – przesylabował. – Mairuchuaneny. Takie wiesz…do palenia, do wstrzykiwania w żyłę. Takie wesołe ziółko – wyjaśnił ze spokojem. – Wiesz, taki gościu co się nazywa Bas Tajpan śpiewa …dla rasta sakramentem jest marichuanen. Sadzić, palić, zalegalizować! - zaśpiewał. Uśmiechnął się tak jak potrafił najlepiej, w końcu czasami musiał się uśmiechać przyjaźnie do ludzi. Do tych nędznych istot, których z całego serca nienawidził. Zabiłby ich wszystkich, gdyby tylko mógł oraz gdyby tylko nie zmagał się z problemem przeludnienia w piekle…
    Chociaż nie. Nie zmagał się z tym problemem, bo przecież niektóre dusze szły na pokarm dla uwięzionych w piekle potworów. Jakoś przecież ich musiał wykarmić, bo jak to tak trzymać „zwierzątka” bez pokarmu. Jeszcze jacyś wariaci odnośnie praw zwierząt się dorwą i zabiorą jego „pupilki”. Czego jak czego ale zabrania Cerberka, to nie wytrzyma. Miał przecież ten piesek taką pocieszną mordkę…albo i mordki…nie wiedział bo właściwie jeszcze nie widział nigdy Cerbera kiedy był trzeźwy. Jeszcze nigdy nie widział tego psa na trzeźwo. Chociaż może i widział, tylko nie pamiętał.
    — No a tak poza tym, to impreza jest. Zabieram cię na nią – powtórzył. – Kończ liczyć te szampony, odżywki, czy inne używki i chodź! – chwycił ją za rękę. – No Jaguś? Ze mną się nie napijesz? Z Lucyferkiem nie wypijesz? – podpuszczał ją. Miał nadzieję, że Jadzia pójdzie i wypije z nim. Po pierwsze, miał ochotę upić się, po drugie chciał wypić z kimś, po trzecie z Jadzią dawno nie pił więc to logiczne że chciał się z nią alkoholizować jak cywilizowany diabeł. No i też prawda była taka, że chciał coś ugrać dla siebie, bo dlaczego by nie? Był diabłem i miał swoje diabelskie potrzeby!
    — No i Jadziu mam coś dla ciebie. Taki mały prezencik – uśmiechnął się do niej. Chciał wyjść z tego sklepu i zacząć bawić się na imprezie! Chciał zacząć się alkoholizować w doborowym towarzystwie!

    [Nie. Lucek obraża tylko i wyłącznie świadomie xD]

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  16. Shadow z poprzedniego życia nie pamiętał zbyt wielu ludzi; a nawet jeśli, rzadko udawało mu się odnaleźć ich w Fabletown. Zadawał się raczej z bytami złymi, po których trudno byłoby spodziewać się tak gwałtownej odmiany; mówiąc w skrócie, nawet amnestia nie byłaby w stanie zapewnić im spokoju ducha. W końcu, prędzej czy później poddaliby się pierwotnym instynktom i nadal czyniły to, co czyniły nim otrzymały oczyszczenie.
    Z tego powodu, Mortem nawet się nie kwapił. Po prostu zawiązywał nowe znajomości, dokuczał ludziom słabszym i grzebał w ich złożonych umysłach, jeszcze bardziej poznając tajniki ludzkiej psychiki. Było to jego zdefiniowane hobby, a oczekiwanie zmiany nastawienia miało podobny wymiar jak rzucanie grochem o ścianę. Trudno było przemienić coś przed laty ukształtowane, odgórnie przeznaczone i uplastycznione na konkretne, czysto złe stworzenie.
    Dlatego, gdy jakimś cudem dowiedział się o przebywaniu w mieście jego starej znajomej, nie mógł posiadać się z radości; ba, odnalazł idealny sposób, by należycie powitać ją w tej małej społeczności, dostarczając sobie przy okazji trochę rozrywki.
    Dlatego bez większych problemów odnalazł jej miejsce zamieszkania i udając jej czarne, urocze kocisko oczekiwał na właściwy moment.
    Nadszedł dość szybko, bo uchyliła drzwi, a on bez problemu mógł przemknąć przez nie jak cień; ostrożnie przekroczył próg, rozglądając się kocimi ślepiami. Zamruczał pod nosem i ruszył w kierunku kuchni, zwabiony przyjemnym zapachem gotującej się zupy.
    Miauknął, wcale nie demonstrując, że potrafi mówić i przysiadł na zadzie, by po chwili zbliżyć się powoli i otrzeć przyjaźnie o jej nogi. Nawet jeśli jej kot tak nie robił, nie zależało mu, by udawać zbyt długo; chciał po prostu się połasić.
    Baśniowcy jakoś nie chcieli miziać go za uchem, a jemu bardzo mało było pieszczot. Skoro już zyskał ludzkie uczucia i musiał się z nimi godzić, mogli go chociaż potulić. Wtedy mruczenie przenosiłoby się wibracjami po całym jego grzbiecie.

    Shadow

    OdpowiedzUsuń
  17. [Fajna ta babeczka :D Bardzo dziękuję za powitanie ^^ Życzę weny oraz wielu wątków! :)]

    Damien Torres

    OdpowiedzUsuń
  18. Spojrzał na nią i otworzył usta wyrażając tym samym swoje największe zdziwienie.
    — Czy ty mnie obrażasz? Czy ty mnie w tej chwili pojechałaś po ambicji? – zapytał, tak aby nie było żadnych wątpliwości oraz niedomówień. Zerknął na zegarek, właściwie to ktoś mógł się zastanawiać skąd u diabła u tego Lucyfera są takie drogie rzeczy. Wydawać by się mogło, że przecież wszystkie pieniądze albo przepija, albo przepuszcza na jakieś totalne pierdoły typu czynsz oraz opłaty za media. Czasami też na żarcie… To pozostawało jego tajemnicą, oraz znajdowało się w potężnej sferze domysłów. – Jutro? Przed otwarciem, czy po otwarciu? A poza tym skąd masz pewność że jutro dasz radę prowadzić sklep? – uśmiechnął się tak jak tylko diabeł jest zdolny się uśmiechnąć. Chociaż i tak Lucyfer mógł być nazwanym „diabłem NIEstrasznym”. Przynajmniej teraz, no bo przecież kto by się bał takiego oto diabełka?
    — No nie do końca. Ale mają latarki w telefonach – powiedział i pomachał przed jej oczami jednym z najnowszych modeli telefonu. Szpan musiał być i musiał się zgadzać oraz być adekwatny do Lucjanowego „fejmu”…chociaż z tym fejmem to mógłby polemizować.
    Nawet nie zdążyli dobrze wyjść ze sklepu, kiedy Lucek chwycił opartą o ścianę miotłę z taka dużą jebitną czerwoną kokardą.
    — Tadam! – powiedział i wyciągnął miotłę w jej stronę. – Oto na twe ręce składam tą oto mietłe, która jest najnowszym hitem, to ją osobiście dosiadał Harry Potter – mówiąc to przyklęknął na jedno kolanko. Nie mógł się powstrzymać od śmiechu. Na dobrą sprawę to Borucie nie były potrzebne żadne ziółka, alkohole, skręty oraz tableteczki. Nic takiego. On po prostu był pojebany bardziej niż ustawa przewidywała. Był zbyt powalony nawet jak na diabelskie standardy…tylko czasami trzymał się jakoś w ryzach i zachowywał się w miarę normalnie (chciałoby się rzecz że zachowywał się „jak człowiek”).
    — Podoba ci się? – zapytał i wyczekiwał tej chwili aż odpowie. Miał nadzieję, że prezent się podoba. W sumie nigdy niczego jej nie kupił, ale taka miotełka była fajna. Poza tym może to ją po części kupi.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  19. [Ok, coś tam poszło :D <3]

    Lucy rozsiadła się wygodnie na małym foteliku w busie i raz jeszcze spojrzała na karteczkę, którą otrzymała od pracownika Herbarium. Widniał na niej adres, a raczej w miarę dokładny opis, w jaki sposób nimfa może dotrzeć do wyznaczonego domku. Kilkukrotnie obróciła papierek w dłoni i ponownie wetknęła go do kieszeni.
    Nie mała ochoty na żadne wycieczki, szczególnie tak późno. Zbliżał się wieczór i choć o tej porze roku dzień trwał naprawdę długo, to dopiero chwilę temu przypomniała sobie o obietnicy, że dziś wróci do domu wcześniej. Huck z pewnością będzie na nią czekał z niepokojem i doczeka się jedynie smsa z przeprosinami - kolejnymi, bo od kiedy jej relacje z rodziną Alderów się poprawiły, spędzała z nimi dużo więcej czasu, niż sama by tego chciała. To wszystko wydawało się dość naturalne, w końcu zaledwie kilka tygodni temu dowiedziała się, że Oberon, król elfów, któremu służyła przez stulecia, jest jej ojcem. Do tego odnowiła przyjaźń z Hagenem i Lirazel - jej przyrodnim rodzeństwem - oraz samą Tytanią, która w świetne nowych okoliczności okazała się jej macochą. I to właśnie z jej powodu siedziała właśnie z busie jadącym wprost do Farmy.
    Wróżka, jak zwykle niezwykle zapracowana, poprosiła ją o małą przysługę. Lucy miała jedynie pokonać dwie przecznice, wstąpić do sklepu zielarskiego i odebrać od właścicielki magiczne zamówienie. Oczywiście, nic nie mogło pójść tak, jak powinno - Lucy była już przyzwyczajona do mniejszych lub większych katastrof, które co chwilę gościły w jej życiu, więc bez większego zaskoczenia odebrała wiadomość, że właścicielki, niejakiej Jagi Novakovej, nie było w sklepie. Zamówienie było jednak na tyle pilne, że musiała ją szybko znaleźć. Na szczęście, pracownik podał Lucy namiary na dom czarownicy, więc czym prędzej wsiadła do busa, który kilka razy dziennie kursował na Farmę i z powrotem.
    Pojazd zatrzymał się kilkanaście metrów przez bramą ośrodka dla zwierzęcych Baśniowców. Dziewczyna wysiadła i rozejrzała się po okolicy. Była tu po raz pierwszy i nie spodziewała się, że to tak urokliwe miejsce. Słyszała o Farmie wiele mrocznych i nieprzyjemnych historii, więc wyobrażała ja sobie jako istne piekło i więzienie. Tymczasem, otaczały ją lasy i pola nowojorskich przedmieść, a powietrze wydawało się pachnieć świeżością. Lucy raz jeszcze wyciągnęła nieduży świstek i ruszyła w dół uliczki. Już po chwili natknęła się na kilka pierwszych domków, więc w skupieniu zaczęła rozglądać się za tym należącym do Novakovej.
    Znalazła i zatrzymała się tuż przed drzwiami. Nieduża chatka, na pierwszy rzut oka celowo wystylizowana na styl rustykalny, niezwykle pasujący do całej okolicy. Nimfa wzięła głęboki oddech i zapukała. Niemal od razu powitał ją dźwięk wietrznych dzwoneczków, które rozbrzmiały jakby na powitanie. Liczne wysuszona wiązanki ziół i kwiatów rozbujały się na wietrze, podobnie jak pozostały ozdoby rozwieszone na werandzie. Lucy zadrżała. Poczuła się nagle nieswojo, zupełni jakby ktoś zaczął ją obserwować lub sama chata ożyła, chcąc powitać gościa. Postanowiła nie rozglądać się i skupić myśli na celu swojej podróży. Raz jeszcze zapukała, teraz znacznie głośniej, jednak znów z wewnątrz odpowiedziała jej zupełna cisza. Nacisnęła klakę, a drzwi ustąpiły. Wolno zajrzała do środka i ku zaskoczeniu nie dostrzegła niczego, poza tym, co oświetliła łuna światła z otwartych drzwi i własnego cienia na drewnianej podłodze.
    - Dzień dobry! - rzuciła jeszcze z progu, po czym zrobiła kilka pierwszych kroków w ciemność.

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  20. [Heh, gdybym mógł to pewnie w wypowiedziach Lucjana byłoby więcej dopisków autorskich niż wypowiedzi diabła xD A każdy odpis składałby się chyba z jakiejś animacji która nie byłaby mojego autorstwa xD]

    — Bo ja wiem? – zapytał i spojrzał na Jagę a po chwili na miotłę. – Ja ci tylko prezent daję, nieprzemyślany pewnie, ale co tam. Na święta tylko takie prezenty się dostaje - co z tego że do świąt jeszcze daleka droga. Co z tego że Lucyfer głównie z zawiści i własnego przekonania oraz mienia się za kogoś lepszego nie obchodził świąt Bożego Narodzenia? Co z tego że ten diabeł gdyby nie wiedział, że jest diabłem i nie widział Boga (ani nie rozmawiał z nim przez telefon) to byłby ateistą. I to takim zagorzałym w swym przekonaniu ateistą.
    — No ja myślę że dziękujesz, bo ty nawet nie wiesz ile wysiłku kosztowało mnie podpierdolenie tej jebanej miotły z planu filmowego o Harrym Potterze – oczywiście żartował…przynajmniej z tym Harrym Potterem.
    Lucyfer Boruta był takim dosyć osobliwym diabłem. W końcu co innego jest być tym złym i okrutnym przez niemalże całe życie…i jako takim właśnie być kojarzonym przez ogół społeczności. A co innego jest być żartownisiem i takim jednym wielkim nieogarem, który potrafi zapomnieć co robił przed pięcioma minutami. Na szczęście w rzeczywistości wciąż był tym samym Lucjanem, którego znano i uwielbiano.
    — No a tak poza tym to co Jadziu droga mi powiesz ciekawego? – zapytał. – Tęsknisz za starymi czasami? – przypuszczał, że stąpa po dosyć grząskim gruncie ale to mu nie przeszkadzało jakoś bardzo. Mógł zaryzykować…poza tym to przecież Jagusia go nie zabije! Nie mogła zabić kogoś kto de facto nie żył.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  21. Wzruszył ramionami. Włożył ręce do kieszeni i uśmiechnął się lekko do Jagi.
    — Nie – odpowiedział. – Za czym mam tęsknić? To jest moja rzeczywistość. W niej się wychowywałem, tutaj brałem udział w kształtowaniu historii i poglądu ludzi na różne sprawy. Wszystkie wojny i największe konflikty to moja sprawka – powiedział i dumnie wyprężył pierś. Mówił to bardzo wesołym tonem, tak niepasującym do charakteru tej wypowiedzi.
    — Do wyboru mamy Trip Trap, albo jakiś klub w podejrzanej dzielnicy miasta, bo w sumie byłoby ciekawie móc się z kimś ponapierdzielać, prawda? – zapytał. On osobiście to miał taką ochotę, odczuwał potrzebę skopania komuś tyłka i obicia mordy. Tak po prostu musiał to zrobić. A z kimś to zawsze było weselej. Ktoś zawsze mógł chronić twoje plecy.
    Chociaż znając Lucka to i tak poszedłby na całość i miał wszystko oraz wszystkich głęboko gdzieś i liczyłoby się tylko to aby on sam oklepał jak najwięcej twarzyczek. Byłoby to zabawnie.
    — No Jadziu…fajnie by było tak pójść do takiego baru gdzie są docześni, co nie? Mogłabyś oklepać kilka twarzyczek tych, którzy by cię zaczepili, albo tak po prostu z kaprysu – powiedział z jakimś takim dziwnym uśmieszkiem.

    [Nic sie nie stało ;)]

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  22. Dla Lucka każda rzeczywistość to dobra rzeczywistość. W końcu tak to wszystko wyglądało. On się wszędzie potrafił zasymilować. Czego by nie przeżył, to chyba bycia bohaterem bajki dla dzieci, to wtedy byłby zrozpaczony…chociaż w sumie to taki wielki zły wilk to miał dobrze…chociaż i nie. Zdecydowanie bardziej odpowiadało mu bycie Lucyferem. Tym złym buntownikiem, który się sprzeciwił pewnemu panu z brodą (bo tak wedle niektórych wyglądał Bóg). Przynajmniej miał swój własny kult i było zabawnie.
    — A tam. Jesteś silniejsza od przeciętnego sebixa na osiedlu – uśmiechnął się. Miał nadzieje że Jadzia wie o czym on do niej mówi. Jedno należało mu przyznać, że był nowoczesnym diabłem. – No i powiedz mi tak szczerze, ale tak zupełnie szczerze, nie chciałabyś kiedyś kogoś oklepać tak jak za starych dobrych czasów? No Jadziu…może jest jakiś jegomość, który zalazł ci za skórę? – zapytał. Wydawać by się mogło, że chciałby bardzo pomóc Jadzi w jakiejś zemście. A prawda była taka, że on po prostu chyba w swoim materiale genetycznym miał wpisane kuszenie i namawianie do złego.
    — Słyszałem wiele o różnych mitach odnośnie torebek kobiet. Ale to? – zapytał i wskazał na torebkę Jagi. – To już jest przegięcie. Nawet Hermiona nie miała takiej bajery – stwierdził. Po czym pomyślał przez moment i uśmiechnął się nagle. – Jaguś a potrafiłabyś zrobić tak samo z taką nerką albo saszetką? W sumie to może bardziej z nerką…ale nie nerką że nerką tylko z nerką że nerką do chodzenia – sprecyzował.
    Spojrzał sceptycznie na fiolkę.
    — Jaguś jeśli ja ci się podobam, to wiesz. Możemy od razu pójść do mnie. Nie musisz mnie ogłuszać eliksirem gwałtu. W ogóle nie musisz stosować na mnie metody gwałtu… Bo nie można zgwałcić kogoś kto ma ochotę – uśmiechnął się przy tym szeroko. Zastanawiał się czy dostanie w mordę teraz, czy może później.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  23. Cześć! Miałyśmy wspólny wątek, ale niestety (z powodu braku weny jak i zbyt dużej ilości postaci na głowie), zmykam stąd z Shadowem. Bardzo przepraszam, jeśli ów czas na nasz wątek był zmarnowany, a ze swojej strony bardzo dziękuję za wspólną zabawę i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś gdzieś się spotkamy!

    Buziaki,

    Shadow

    OdpowiedzUsuń
  24. - Cillian Rasputin - przedstawił się. Od dawna nie używał prawdziwego imienia, ale pozostawił je jako drugie, tak z sentymentu. - To niezbyt popularne nazwisko. - odparł wymijająco. Ludzie często pytali go czy jest "tym Rasputinem". Owszem, był nim. Jednak nie lubił wracać do przeszłości.
    - Właściwie to pochodzę z Syberii. - dodał, zajmując jeden z dwóch foteli. - Z rozrzewnieniem wspominam tamto czyste powietrze, ubogą ale jednak przyrodę i ten wilgotny zapach śniegu.
    Uśmiechnął się lekko, wskazując jej drugi fotel. Agresja i złość niemal z niej buchała, dlatego wolał na razie zagrać bardziej obojętnie niż natarczywie się z nią witać, podsycając jeszcze bardziej jej irytację.
    - Świat się zmienia tak szybko, ze powoli brakuje miejsca dla takich jak my. - westchnął. - Chciałbym wiedzieć tylko, dlaczego jest pani taka zirytowana faktem, ze musi pani tu przychodzić? Mam wrażenie... że to rozwiązanie jest dużo lepsze niż gdyby miała pani przebywać w zamknięciu... Bywam upierdliwy tylko na początku.

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  25. — Może jakiegoś znajdę. Specjalnie dla ciebie Jadziu – uśmiechnął się miło. Brakowało tylko tego żeby się przybliżył do niej i chwycił ją za rękę. Na szczęście Jaga mogła być spokojna, bo z Lucyferem taki obrót sprawy jej nie groził…jeśli Lucek był trzeźwy, bo jeśli był wstawiony to z tym było różnie. Wtedy w trakcie upojenia to mógłby nawet w jednej chwili stwierdzić, że on rzuca to wszystko i wyrusza w Bieszczady na nogach. W sumie to nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że byłby w stanie to zrobić, a chyba nikt nie wyobrażał sobie tego co by się stało kiedy przeszedłby przez Atlantyk na nogach. Po jego powierzchni…chyba zostałby określony nowym mesjaszem, albo Bogiem. Wbrew pozorom to tego nie chciał.
    Nie chciał być „tym dobrym” dla większości. Był Lucyferem i to na razie mu wystarczało.
    — Nie ja? – zapytał zdziwiony. – To po co mi to pokazujesz? – spojrzał na nią wyczekująco. –Nie no chcę! – niemalże się rzucił na to. Chwycił w ręce, schował do kieszeni. – W razie czego to się na allegro opchnie, co nie? – uśmiechnął się.
    Lucyfer…Janusz Biznesu.
    — To chodź. Ja wybieram miejscówkę i ja stawiam – objął ją delikatnie ramieniem, po czym zaczął prowadzić do jednego z barów doczesnych. Podobało mu się tutaj. Alkoholi wiele i do tego sporo tanich drinków. Oczywiście znalazły się też te droższe, jednak były w mniejszości. I to sporej mniejszości. Do tego w mordę można było dostać, albo komuś można było przypierdzielić. I panienki były łatwe. Słowem…ulubione miejsce Lucka.
    — Wybierz sobie to co chcesz. Ja stawiam – powiedział kiedy znaleźli się przy barze. Muzyka grała głośno, światła zmieniały się szybciej niż w kalejdoskopie, sporo ludzi…nic tylko balować.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  26. Rasputin przyglądał się swojej pacjentce, ale nie nachalnie.
    - Jest w tobie bardzo dużo złości... Nie dziwie się. Ale powiedz, jak świat miałby się dostosować do ciebie... do nas? Do istot nadprzyrodzonych? I właściwie dlaczego?
    Wiedział, że pobudzi tę dyskusję używając odpowiednich słów. Wystarczyło czasem wypowiedzieć dwa zdania by podrażnić bestię, na tyle by zechciała uwolnić swoje frustracje.
    Przyzwyczaił się do obrażania, nawet gróźb. Albo propozycji matrymonialnych.
    - Czujesz się obco w tym świecie. Nie trudno tego nie dostrzec. Starasz się żyć tak jak wcześniej... Problem polega na tym, że tamten czas odszedł. I trudno jest zmienić podejście... Nikt nie każe przecież ani tobie ani mnie przystosowywać się i integrować ze współczesnym światem. Cały sens życia w tym wieku polega na tolerancji i współistnieniu.

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  27. [Wybacz, że musiałaś tyle czekać :)
    Niestety, prawdopodobnie autorka Tytanii już nie wróci na bloga, ale myślę, że możemy dalej używać jej postaci w wątku, żeby nie kombinować ;D]

    Lucy nie należała do strachliwych. Liczyła sobie wiele setek lat i coraz częściej wychodziła z założenia, że niemal wszystko już widziała. Duchy, potwory czy mityczne stwory ziejące ogniem nie były jej obce. Miała do czynienia z groźnymi wikińskimi mordercami, średniowiecznymi magami z Avalonu, piratami władającymi Voodoo. Jeśli już odczuwała strach, była to raczej troska. Obawa o najbliższych, o ich zdrowie i życie, szczególnie w chwilach niebezpieczeństwa, gdy nie była pewna, czy zdoła ich ocalić. Dziś, stąpając po drewnianej, skrzypiącej podłodze zacienionego pomieszczenia, była przygotowana na wszystko. Nie spodziewała się ataku ze strony samej właścicielki – w końcu żadna z nich nie miała złych zamiarów – jednak wyczuwała dziwną, magiczną aurę panującą w domu, która niezwykle ją przytłaczała. Lucy nie uważała się za wielką znawczynię magii, choć niejeden obrzucał ją przezwiskiem „morska wiedźma”, szczególnie w latach jej świetności. Posiadała magiczne umiejętności kontroli nad wodą, które niedawno odzyskała, umiała w jakimś stopniu walczyć ze sztormami, słyszała głosy topielców i nurkowała bez żadnych ograniczeń czasowych. Nie uważała się jednak za czarodzieja. Mimo to, rozglądała się do salonie z uwagą, starając się wytężyć wzrok i dojrzeć lub wyczuć cokolwiek. Widziała jedynie zarysy mebli, kominka na ścianie, licznych szaf i półek oraz niewyraźne kształty licznych ozdób na ścianach. Wolno kierowała się dalej, w głąb domu.
    Panowała niezwykła cisza. Sama okolica Farmy była wyludniona, więc nie dobiegały jej nawet dźwięki z zewnątrz, co jeszcze bardziej potęgowało jej skupienie i gotowość na wszystko. W pewnym momencie, o jej nogę otarło się coś miękkiego, co równie szybko czmychnęło w ciemność. Nimfa wzdrygnęła się, a jej oczy błysnęły błękitną poświatą, co działo się za każdym razem, gdy była gotowa użyć swoich wodnych mocy. Rozejrzała się dookoła i po chwili dojrzała zarys kociej sylwetki, który pojawił się na parapecie okna, na tle ledwo prześwitującej zasłony. Westchnęła i pokręciła głową.
    - Starzejesz się, Lucy – fuknęła do siebie – Zaczynasz bać się kotów…
    Przystanęła na moment, by znów dokładniej rozejrzeć się po pokoju i wtedy zauważyła uchylone drzwi. Dość charakterystyczne, znajdujące się pod schodami na piętro, więc z pewnością prowadziły do piwnicy. Nie pomyliła się. Podeszła do nich, delikatnie otworzyła, a jej oczom ukazał się rząd drewnianych stopni prowadzących w dół. Tam też dostrzegła niewyraźną żółto-pomarańczową poświatę, z pewnością pochodzącą z płomieni świec.
    Ostrożnie zeszła na sam dół. Jeśli Novakova była w domu, to właśnie w miejscu, z którego dobiegało światło. Znalazła się w piwnicy, która na pierwszy rzut oka urządzona była na równi z parterem. Liczne półki, na których spoczywały barwne przedmioty o fantastycznych kształtach, słoiki, suszki i dziesiątki artefaktów oświetlonych słabym blaskiem świec. Wyczuwała chłód, zupełnie jakby na dole panowała wieczna zima, którą szczególnie odczuła stając na kamiennej podłodze. Lucy zadrżała mimowolnie. Dokładnie przed sobą, na przeciwległej ścianie dostrzegła kotarę, za którą musiało znajdować się kolejne pomieszczenie, w których miała nadzieję spotkać właścicielkę. Już ruszyła w tamtym kierunku, gdy zahaczyła nogą o stoik stojący przy samych schodach wyjściowych z piwnicy. Nimfa straciła równowagę, wpadła na niego, po czym runęła na zimną, twardą posadzkę.
    - Cholera jasna… - burknęła do siebie i złapała za czoło, którym mocno przywaliła o ziemię. Nie dostrzegła nawet, że tuż obok niej rozbił się ciemnoniebieski flakonik.

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  28. Oczywiście że w jego wydaniu nic nie było gratis. Nie był ani Caritasem ani Polską Akcją Charytatywną. Był diabłem. Diabłem, buntownikiem, antychrystem, szatanem…tym który kiedyś stał obok Boga a teraz działa przeciwko niemu i śmiejąc mu się w twarz niszczy ludzi na różne sposoby – ludzi których to przecież Bóg tak bardzo kocha. On ich niszczy i Bóg milczy.
    — A czy musi być jakiś powód? – zapytał i spojrzał na nią. – Po prostu jestem samotny i chciałem z kimś się napić, wiesz? – powiedział po czym lekko się uśmiechnął. Kłamał, oczywiście że kłamał, jak zawsze. Lucek mówił prawdę tylko wtedy kiedy się pomylił, albo wtedy gdy sytuacja tego wymagała. Poza tym to kłamał….no chyba że coś naprawdę było ładne, albo gdy coś mu smakowało to nie będzie mówić, że to jest okropne, brzydkie i śmierdzi. Nauczył się że czasem warto powiedzieć coś co jest poniekąd szczere.
    — Napij się, wybierz sobie coś co chcesz…później pomówimy o sprawach mniej ważnych i ważniejszych. Wypij, po tym możesz mnie atakować pytaniami – uśmiechnął się kusząco w jej stronę. Zupełnie tak jak robił kiedy namawiał małolatów do wypicia alkoholu, jak namawiał ich do złego. Uśmiech z jednej strony przyjemny, z drugiej przyprawiający o ciarki. Tak potrafią chyba tylko diabły. Z jednej strony słodkie niczym czekolada, z drugiej gorzkie niczym jakieś okropne lekarstwo. Jednak spotkanie z diabłem oraz pertraktowanie z nim nie było całkowicie słodkie oraz całkowicie gorzkie. Było na swój sposób nijakie…
    Chociaż z początku była słodycz, bo wszystko się udawało i wszystko można, tak później przychodziło oprzytomnienie i gorycz.
    — Dla mnie wódka – powiedział do barmana. – A dla tej miłej pani… - zastanowił się. Spojrzał wyczekująco na Jagę. – Co chcesz Jadziu?

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  29. - Odnoszę wrażenie, że dusisz się w tym świecie. Nie chcesz dopuścić do siebie myśli o tym, że świat się zmienił i to stare już nie wróci. Ale to nie znaczy, że ty musisz tkwić w tej spirali niezadowolenia. Tą złością szkodzisz głównie sobie...
    Podniósł się. Podszedł do szafy z przeszklonymi drzwiami, wydobywając z niej imbryk i dwie filiżanki. Pstryknął elektryczny czajnik by woda się zagotował. Do siteczka ceramicznego wsypał dwie miarki zielonej japońskiej herbaty i zalał ją ostudzoną nieco wodą. Wszystko przyniósł na stolik.
    - Herbaty? - spytał. Napełnił dwie filiżanki, jedną podając Jadze.
    - Ja zawsze tak myślałem. Chociaż gdy przyszedłem na ten świat i rodzice oddali mnie nocy i ciemności, jeszcze tego nie rozumiałem. - napił się herbaty - Caryca często o tym mówiła. Czuła się ponad motłoch i hołotę, która obserwowała z okna swojego pięknego pałacu. Jednak ją wyróżniały tylko pieniądze...
    Dolał sobie herbaty. Jego poglądy ewoluowały i zmieniały się przez lata. Teraz sam nie był pewien co sądzić o pewnych sprawach.
    - Nie ulega wątpliwości, że jesteśmy o poziom wyżej od zwykłych ludzi. - przyznał - Jednak to sprawia, że musimy być bardziej odpowiedzialni... Zwykli ludzie nie powinni się o nas dowiedzieć, nie powinni znać naszych możliwości. Udaje nam się jakoś żyć w symbiozie. -napił się znów herbaty. - Właściwie... skoro czujesz, ze nie masz celu w życiu... Może wstąpisz do Tropicieli?

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  30. Spojrzał na barmana. Po chwili swój wzrok przeniósł wzrok na Jagę. Uśmiechnął się lekko jak to miał w zwyczaju, podobała mu się wizja tego że może przekupi Jagę na swoją stronę. Prawda była taka że może chociaż Lucyfer nie był tak bardzo bogaty, bo przecież jako prezenter wiadomości nie zarabiał kokosów, ale cóż…miał kasy ponad średnią. Co prawda do bogaczy pokroju jego kuzyna mu brakowało sporo. Jednak na czynsz, ubrania, samochód, paliwo oraz media zawsze mu wystarczało. Podobnie było z alkoholem, a przecież każdy kto go znał to wiedział że mało nie pije i do abstynenta mu daleko. Nawet jeśli przez sto lat nie piłby alkoholu, to i tak pewnie nikt by nie uwierzył w jego przemianę. Ale chyba nie chciał tego zmieniać.
    — Normalnie – powiedział. Odebrał swoje zamówienie. Spojrzał na drinka Jagi, kolorowy z jakąś trawą, czy czymś innym. Wyczuwał wódkę…chyba rozcieńczoną spirytusem, czy czymś innym. Albo absynt z czymś…
    Wychylił na raz zawartość kieliszka. Uśmiechnął się niemrawo do pustego już naczynia.
    — Poza tym…dziewczyna mnie rzuciła zaraz po tym jak z nią zerwałem – powiedział smutnym głosem. To kłamstwo brzmiało komicznie, bo przecież Lucek chyba nigdy nie miał dziewczyny na dłużej niż kilka nocy. Chyba żadna nie byłaby na tyle nienormalna żeby wiązać się z Lucyferem.
    — Nie a tak na poważnie, to mam pewną wizję, pewien plan. Chciałbym…emmm…żebyś się przyłączyła – przecież nie powie że potrzebuje jej pomocy, czy czegoś. W życiu!

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  31. [Zobaczymy, co tam im dalej wymyślimy :D Ale to na spokojnie ją sobie najwyżej w wątek wciśniemy, jeśli będzie trzeba :D Niestety, prawie cała rodzinka na Fabletown mnie opuściła xD]

    Lucy powoli podniosła się do siadu, wciąż masując obolałe czoło. Na szczęście nie przecięła skóry - w innym przypadku wyglądałaby dość komicznie podczas występów w Moonriver Burlesque, a dodatkowo z pewnością zostałaby obsypana gradem pytań od Oberona i Tytani, czy czasem Huckelberry nie znęca się nad nią... Już sama myśl o takich rozmowach wywoływana u niej nieprzyjemne dreszcze. Kochała Alderów, byli jej rodziną, ale nienawidziła ich za to dziwne podejście do pirata.
    Zmrużyła oczy i spojrzała na stolik leżący tuż obok niej. Kto stawia meble przy samych schodach...?, pomyślała wzdychając głośno. Wtedy też dostrzegła rozbitą fiolkę i rozlany płyn, który powoli wsiąkał w przestrzenie pomiędzy kamiennymi płytami. Znów westchnęła ciężko. Tytuł Królowej Katastrofy nie wziął się znikąd i Lucy już dawno przyzwyczaiła się do tego, że pech jej nie opuszczał. Miała tylko nadzieję, że nie było to nic ważnego i zaraz przeprosi właścicielkę za cały ten bałagan, jaki narobiła w piwnicy.
    Powoli wstała z zimnej posadzki, trochę otrzepała się z piasku i znów rozejrzała wokół. Miejsce przyprawiało ją o ciarki, a magiczna aura było o wiele mocniej wyczuwalna niż piętro wyżej. Domyśliła się, że piwnica była czymś w rodzaju magicznego laboratorium pełnego wszelkiego rodzaju składników. Tym bardziej nie powinno jej tu być. Lucy zrobiła jeszcze kilka kroków w przód, po czym uznała, że lepiej poczekać na czarownicę na górze lub nawet na zewnątrz, by nie wpakować się w coś złego. Wtedy rzuciła jeszcze szybkie spojrzenie w stronę kotary i wyczuła czyjąś obecność. Ta myśl stała się na tyle natrętna, że nimfa mogłaby przysiąc, że niewidzialne oczy świdrują ją z każdego ciemnego kąta piwniczki. Znów rozejrzała się, okręcając się dwa razy wokół własnej osi. Czuła się coraz dziwniej i nie miała wątpliwości, że ma do czynienia z silną magią.

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  32. — Nie. Blogi są przereklamowane, teraz to tylko Streaming albo zabawy na YouTube – odpowiedział zupełnie poważnie. – Poza tym nie oszukujmy się, nie jestem kobietą i nie mam cycków, więc nikt nie będzie mnie oglądać, ani obserwować, że o czytaniu nie wspomnę – powiedział. – Poza tym...trzeba pisać, a ja nie lubię pisać – kłamstwo, ale w wydaniu Lucyfera to nic nowego przecież.
    — Yyy…nie… - powiedział. – Poza tym jedyny poważny związek w jakim byłem to tylko ten radziecki, wiesz? – zapytał. Naprawdę nie miał wcześniej nikogo „na stałe” albo na „trochę dłużej niż na chwilę”. Uśmiechnął się do Jagi, przysunął się bliżej. Odczekał chwilkę zanim zdecydował się mówić. Musiał wpierw przemyśleć co chce powiedzieć, o co chce ją prosić, bo to nie była żadna zabawa o czym doskonale wiedział.
    — Widzisz tamtych ludzi? – zapytał i dyskretnie wskazał na grupke bawiących się. – A tamtych? – wskazał na grupkę pijących w swoim towarzystwie. – Ty i ja nie przepadamy za ludźmi w ogóle. Nie wypieraj się, bo ja wiem swoje i ty też. Wiem co zrobić żeby ludzie powrócili do korzeni – szepnął do niej. – Chaos…to jedyne rozwiązanie. Kiedy obudzą się bez kablówki, internetu, bez bieżącej wody, wyjdą na ulice, będą walczyć o to co mają…kiedy skończą okaże się że wszystko zniszczone. Obudzą się z ręka w nocniku ze zniszczonymi urzędami, szpitalami oraz elektrowniami. Będą musieli jakoś zacząć funkcjonować, a bez nowoczesnej technologii zostaną zmuszeni wrócić do korzeni. Na czym skorzystamy. Ty będziesz mogła jeść dzieci do woli, a ja będę miał w moim piekle więcej duszyczek – powiedział i uśmiechnął się do niej. – To jak? Pomożesz mi Jadziu rozpętać piekło?

    [Fajny obrazek xD. Tak bardzo podsumowanie Lucka xD]

    Lucek

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.