środa, 26 lipca 2017

OTOM JA SAM JAK DRZEWO ZWAŻONE OD KIŚCI, STO WE MNIE ŻĄDZ, STO UCZUĆ, STO UWIĘDŁYCH LIŚCI


Mam gdzieś w ser­cu małe drzwiczki, do których co parę lat cho­wam ka­wałki swo­jego zniszczo­nego życia. No i os­tatnio zno­wu nad­szedł ten czas, w którym chciałem ot­worzyć drzwiczki i scho­wać ko­lej­ny ka­wałek. Ale drzwiczki gdzieś zniknęły, a zat­ru­ty ka­wałek życia pus­toszy mnie od wewnątrz. Niszcząc to, kim jes­tem i to, co miałem

R O M E O   M O N T E K I
D A M I E N   T O R R E S
35 LAT - FIRMA FARMACEUTYCZNA PRZYKRYWKĄ DLA NAJWIĘKSZEJ DYSTRYBUCJI NARKOTYKOWEJ W MIEŚCIE - RR - MOCNE WPŁYWY
BOSS - ROY&FOX - POGARSZAJĄCY SIĘ STAN ZDROWIA - CIĄGŁE ZMIANY ZAMIESZKANIA - MISTRZ KUCHNI -  MIEJSCOWY KOBIECIARZ 
POSŁUGUJĄCY SIĘ STALE INNĄ TOŻSAMOŚCIĄ - POLIGLOTA - PAN NA WŁOŚCIACH - BRAK ZAHAMOWAŃ - JEDYNY CZUŁY PUNKT; ONA
WŁAŚCICIEL SKLEPU Z BRONIĄ - CHODZĄCY PERFEKCJONIZM - NOCNE ŻYCIE - CHĘĆ CZUCIA WŁADZY  -  POWIĄZANIA - GALERIA - INNE
TAJEMNICZA BLONDYNKA - IM MNIEJ WIESZ TYM LEPIEJ - WYSOKIE STAWKI - REWOLUCJA - BAGAŻNIK WYPCHANY MILIONEM 
CHŁÓD NIEBIESKICH OCZU - BEZWZGLĘDNOŚĆ -  STAŁE POSZERZANIE DOCHODÓW - DUPEK -  BROŃ WIERNYM TOWARZYSZEM

Patrzę na ciebie i widzę siebie, tylko mniej przystojną i inteligentną wersję
___________________________________________________________


Wyznaję zasadę im mniej tym lepiej, amen. A tym bardziej, że im mniej wiecie tym więcej mogę pokazać w wątkach :D Wracam po raz trzeci. Jedni się mogą cieszyć, a inni wręcz przeciwnie. Zapraszam do wątków oraz powiązań :)
Fc: Ian Somerhalder
Moja piękna <3

37 komentarzy:

  1. [Noo ja już chyba wiem skąd Jaga będzie brała grzybki halucynki do swoich rytuałów... :D
    A tak poza tym to ruda wita rudą :D]


    Jadźka

    OdpowiedzUsuń
  2. [Romeo! Serwus Romeo! Powiedz mi gdzie podziała sie twoja Alfa?
    #słabyżartsytuacyjny
    Tak poza tym nieśmiesznym żartemm to witam serdecznie. Ciekawy ten twój Romeo :) W razie chęci to zapraszam do jednego ze swoich panów, myślę, że Romeo z którymś panem się dogada ;)]

    Lucyfer
    Will
    Ivan
    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  3. [Mamy już Szekspira i Wertera, więc doszedł i Romeo! xD
    Witaj ponownie, cieszę się, że wróciłaś i to z tak fajną postacią :D Jak już ci pisałam, Fabletown chętnie przyjmuje każdego bad guya, więc niech nasz Romek szaleje do woli - byle tak, aby szeryf Wolf nie widział x) Jeśli masz chęci, zapraszam do siebie :D Nasze postacie z pewnością mogły na siebie nieraz wpaść, szczególnie, że Lucy aż tak święta nie był :D Poza tym, takim autem to i moja nimfa by się przejechała xD]

    Administracja & Lucy

    OdpowiedzUsuń
  4. Leniwie otworzyła oczy i przeciągnęła się w miękkiej pościeli; zmarszczyła brwi czując tępy ból promieniujący z tyłu jej czaszki i dopiero po krótkiej chwili dotarły do niej pewnie fakty. Rozejrzała się po pomieszczeniu, które zdecydowanie nie było jej sypialnią... Co się stało? Gdzie była? I jak do cholery się tu znalazła?! Nie miała bladego pojęcia; szczerze powiedziawszy nie pamiętała zbyt wiele z poprzedniego wieczoru, bo i nie działo się nic nadzwyczajnego: typowy wieczór striptizerki... Kilka drinków, występ - obleśne spojrzenia, wiwaty i wysokie napiwki, które były chyba jedynym plusem jej pracy, później standardowa sprzeczka z Jasonem o to, że nie wkłada w robotę całej siebie. Kilka kolejnych shotów i powrót do pustego mieszkania. Z tym ostatnim miała jednak największy problem, kiedy to po wysypaniu wszystkiego z torebki i podwójnym przeszukaniu wszystkich kieszeni okazało się, że nigdzie nie ma przeklętych kluczy. Miała ochotę rozbroić zamek, albo i nawet poprosić sąsiada o wyważenie drzwi, ale na szczęście zdążyła się opamiętać, gdy dotarło do niej, że na ich wymianę prawdopodobnie nie będzie jej stać przez kolejny miesiąc... Nie ze swoimi zarobkami, albo raczej z tym co z nich zostawało po odtrąceniu przez Jasona swojej prawie 60% prowizji. Miała dwa wyjścia: wrócić się, albo spędzić noc na klatce schodowej, a tego drugiego zdecydowanie wolała uniknąć... Po ponad godzinie spędzonej w nocnej komunikacji miejskiej znów przekroczyła próg prowadzący na zaplecze 'Pudding N'Pie'. I to właśnie mniej więcej w tej chwili, po przestąpieniu zaledwie kilku kroków poczuła mocne uderzenie w tył głowy, a później była już tylko pustka.
    Usiadła na łóżku i rozmasowując bolące miejsce, odetchnęła z ulgą zauważając, że jej ubranie jest na swoim miejscu, nieco pomięte wprawdzie, ale było tam gdzie być powinno, a to teraz było najważniejsze. Przysięgła na wszystkie świętości, że jeśli jest to kolejny genialny pomysł Jasona to ukatrupi go własnymi rękoma... Tym razem nic jej przed tymnie powstrzyma. Podniosła się i spojrzała w stronę okna, wolnym, nieco chwiejnym krokiem pokonała odległość dzielącą ją od szklanej tafli, rozsunęła ciężkie zasłony, by zaraz móc objąć spojrzeniem piękny, zadbany w każdym calu ogród, który do złudzenia przypominał ten w Weronie... Znów poczuła to dziwne ukłucie pustki, tęsknoty, o której już nie raz próbowała zapomnieć. Z marnym skutkiem. Zagryzła wargę i z powrotem zaciągnęła zasłony, jakby chciała się od tego wszystkiego odciąć... Nie pora na sentymenty, musiała się stąd wydostać. Chwyciła za klamkę, a towarzysząca jej niepewność niemalże boleśnie ściskała żołądek; wyszła na korytarz, pełen przepychu, świadczący o tym, że nie tylko sypialnia, w której się obudziła została urządzona z rozmachem. Mijała kolejne drzwi, kolejne bogato zdobione meble, a ścieżka usłana miękkim dywanem zdawała się nie mieć końca; w końcu jednak dotarła do szczytu schodów. Uważnie stawiała stopy na kolejnych stopniach, jakby w obawie, że na następnym czyhać będzie na nią jakaś pułapka... Przecież coś w końcu musiało się stać, biorąc pod uwagę jej szczęście miała co do tego stu procentową pewność. Schodząc z ostatniego schodka rozejrzała się po ogromnym holu, który rozdzielał się na kilka kolejnych labiryntów korytarzy i przestronny salon, w którym kątem oka udało jej się dostrzec postać. Wysoki, ciemnowłosy mężczyzna stał odwrócony do niej plecami, przez chwilę zastanawiała się czy nie powinna przypadkiem jak najszybciej zwiać, ale z drugiej strony... Gdzie? Już zdążyła zgubić się w tej posiadłości.

    Ukochana

    OdpowiedzUsuń
  5. [W sumie to mogłem xD Ale powiedz mi po co? I tak nie mam co robić mając cztery postacie xD
    Proponowałbym albo Lucka albo Ivana, chociaż chyba bardziej skłaniałbym się ku temu drugiemu. Z nim to zawsze możemy dać jakieś brudne i niemoralne akcje xD No chyba że Romeo ma duszę żartownisia, to zawsze możemy coś z Lucjanem napisać xD (albo wpleść go do wątku, bo dlaczego by nie?)]

    Lucek
    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla Juliet nowa rzeczywistość nie była zbawieniem, będąc kompletnie zagubioną nie miała zbyt wielkich szans na lepszy start... Nie potrafiła odnaleźć się w tym świecie. Czasami nawet żałowała, że nie przyszło jej pozostać tą martwą Julią, która oddała życie w imię miłości... Nawet to było by chyba lepsze od tego w co się wplątała. Oczywiście, ktoś mógłby powiedzieć, że sama tego chciała, że przecież nikt tak na dobrą sprawę do niczego jej nie zmuszał. Tak, teraz to wiedziała, teraz nabrała doświadczenia i pewnie postąpiłaby inaczej ale wtedy... Będąc jedynie zagubioną i zbyt ufną w stosunku do innych dziewczyną, chwyciła się pierwszej wyciągniętej ku niej ręce, nie mając najmniejszego pojęcia, że ściągnie ją ona niemalże na samo dno. Nim się obejrzała było już za późno; Josh włożył dużo wysiłku w to, by nie mogła się od niego uwolnić, praktycznie była na niego skazana. Nie znalazła Jego, chociaż niczego więcej nie pragnęła... Podjudzana przez swojego "zbawiciela" uwierzyła w to, że On jej w ogóle nie szukał... Umierała od środka, ale w końcu zaakceptowała nową rzeczywistość, z czasem udało jej się nawet do niej przyzwyczaić i egzystowała, bo życiem zdecydowanie nie można było tego nazwać. Wciąż jednak uparcie wpatrywała go w tłumie, w mijanych na ulicy mężczyznach szukała jakiejś jego cząstki... A nawet i cząstki samej siebie, którą znikając zabrał wraz ze sobą, pozostawiając jedynie pustkę, której przez cały ten czas nic, ani nikt nie był w stanie wypełnić.
    Czasami w chwilach największego zwątpienia wyobrażała sobie tą chwilę... Ich spotkanie, doskonale pamiętała rysy jego twarzy, wyraz błękitnych oczu, w których mogłaby utonąć; dawno jednak porzuciła nadzieję, a teraz czuła się jakby uderzył w nią grom z jasnego nieba... Stał przed nią, wystarczyłoby zrobić tylko kilka kroków, a byłby na wyciągnięcie ręki; a może były to tylko przewidzenia zmęczonego organizmu? Halucynacje wywołane mocnym uderzeniem? Albo kolejny sen, z którego zaraz się wzbudzi... Chciała jedynie znów poczuć jego bliskość, niczego nie pragnęła w tej chwili bardziej niż tego, by zamknął ja w swych ramionach. Powinna coś zrobić, powiedzieć... a zamiast tego wciąż stała w miejscu niczym sparaliżowana, wpatrując się w jego oczy z niepewnością. Boże, Jak ona chciałaby go teraz pocałować. Nie wiedziała czy może, czy powinna, w końcu minęło naprawdę dużo czasu, zmieniła się, oboje prawdopodobnie się zmienili. Nie wyglądał jakby był w tym domu gościem, raczej gospodarzem z czego wnioskować można było, że poradził sobie znacznie lepiej niż ona. Był gdzieś wysoko, a ona... Cóż, była kim była i niewiele mogła w tym temacie zmienić.
    -Co się stało? - szepnęła cicho, kiedy zorientowała się, że od dłuższej chwili nawet nie oddychała

    OdpowiedzUsuń
  7. Gdyby tylko wiedziała... Gdyby znała całą prawdę i wszystkie jego pobudki; gdyby wiedziała, że naprawdę sam z własnej i niczym nieprzymuszonej woli przestał jej szukać, a może nawet nie zaczął, że postanowił z niej po prostu zrezygnować, prawdopodobnie jej serce pękłoby na miliard maleńkich kawałeczków, które równie dobrze mógłby po prostu zdeptać. Chociaż, jeśli miałaby być całkowicie szczera brała pod uwagę i taką opcję; podjudzana jadem Jasona od wielu lat miała w głowie mętlik... Po części też dlatego była w tym momencie aż tak rozdarta. Z jednej strony chciała po prostu znaleźć się w jego ramionach, z drugiej uciec jak najdalej stąd, by przypadkiem nie zawładnęła nią fałszywa nadzieja na lepsze jutro, które mogłoby nigdy nie nadejść. Sama też nie mogła pozbyć się tego irytującego głosu w głowie, który dokładał wszelkich starań, by ta chwila była dla niej jeszcze trudniejsza. Sama miała wrażenie, że nie pasuje do jego obrazka... Była wręcz pewna, że jeśli tylko dowie się o jej nowym życiu nigdy już nie spojrzy na nią tak jak kiedyś, że nie będzie w stanie dostrzec w niej swojej Juliet; nawet ona, patrząc w lustro, miała z tym duży problem.
    Zamarła, kiedy się do niej zbliżył, jej serce biło jak oszalałe, zupełnie jakby miało zaraz wyskoczyć jej z piersi, a każda, najmniejsza nawet komórka jej ciała lgnęła do niego bez pamięci; przyciągał ją do siebie jak magnes. Zamknęła oczy czując jego dotyk na swoich włosach i za nic nie byłaby w stanie powstrzymać tego lekkiego uśmiechu, który wpełzł na jej wargi nieco mimowolnie. Słysząc jego pytanie miała ochotę odpowiedzieć, że po raz pierwszy odkąd się tu znalazła czuła się dobrze; zapomniała już o tym nieszczęsnym guzie, ból za sprawą jego dotyku poszedł w całkowite zapomnienie. Otworzyła oczy i nieznacznie zmarszczyła brwi "Znalazłaś się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiedniej porze."... Zdziwiłby się jak często jej się to zdarzało; w zasadzie mogłaby stwierdzić, że przez tych kilka ostatnich lat całe jej życie było takim nieodpowiednim miejscem w nieodpowiednim czasie. Dopiero teraz, kiedy udało jej się chociaż chwilowo zagłuszyć wszystkie wątpliwości, mogłaby powiedzieć, że wreszcie odnalazła swoje miejsce... Przy nim. Tak bardzo tego chciała. A jednocześnie tak bardzo się bała... Była wręcz przerażona myślą, że ta chwila może zaraz prysnąć. Bez wątpienia mógł to wszystko wyczytać w jej oczach, których spojrzenie od naprawdę długiego czasu było kompletnie puste, teraz jednak w odbiciu brązowych tęczówek zobaczyć można było każdą emocję, jaka nią w tej chwili targała. Nie potrafiłaby się powstrzymać, by nie oddać jego pocałunku. Nie mogłaby odmówić sobie tego, by znów poczuć ukochany smak jego ust, by poczuć upragnioną bliskość. Przysunęła się do niego, eliminując tym samym jakąkolwiek, chociażby minimalną odległość; wspięła się na palce, przesunęła dłońmi po jego torsie i barkach, by w końcu spleść smukłe ramiona na jego szyi. Paląca ją co dnia tęsknota, mieszała się z pożądaniem, jakiego prawdopodobnie nikt nigdy nie był w stanie doświadczyć. Dosłownie czuła jak pod jej jasną skórą zaczyna płonąć ogień, który podsycała każda kolejna sekunda spędzona w jego objęciach.

    Love

    OdpowiedzUsuń
  8. Łaknęła jego bliskości całą sobą, tak bardzo za nim stęskniona nie potrafiła nacieszyć się jego czułością; całkowicie zatraciła się w tej chwili. Odrzucając od siebie wszystkie obawy i niepewność, które towarzyszyły jej jeszcze kilka minut temu, błagała w duchu, o to, by ta chwila nigdy się nie kończyła. Wplotła jedną dłoń w ciemne włosy mężczyzny z każdą mijającą sekundą jeszcze bardziej, o ile było to w ogóle możliwe, pogłębiając pełen namiętności i pasji pocałunek, palce drugiej dłoni zacisnęła na jego ramieniu, jakby chcąc go tym samym przy sobie zatrzymać, na wypadek, gdyby nagle postanowił przerwać ten moment. Była gotowa zrobić na niego wszystko, wystarczyłoby jedno jego słowo, a znów byłaby jego. Chociaż... nigdy tak naprawę nie przestała. Wciąż miał ją w swoim władaniu, był panem jej duszy i serca, a teraz także i ciała, które chciało więcej i więcej...
    Zaskoczona otworzyła oczy, kiedy nagle przerwał pocałunek, choć może bardziej niż to zadziwił ją jego ton, który towarzyszył kolejnym wypowiadanym przez niego słowom. Zmarszczyła brwi, odwracając głowę by kątem oka zerknąć na intruza, którego ten przed chwilą skarcił mrożącym krew w żyłach spojrzeniem. Nie miała pojęcia kim był ów człowiek, a tak właściwie... o niczym nie miała pojęcia; w jej głowie pojawiła się cała masa pytań, które z całą pewnością zadałaby od razu, gdyby nie rozproszył ją swoim dotykiem. Pani Monteki - te słowa głośnym echem rozbrzmiały w jej głowie, jeszcze bardziej rozbudzając w niej nadzieję, na to, że w końcu wszystko się ułoży. Uśmiechnęła się czule, wtulając twarz w jego dłoń, której palce delikatnie gładziły jej policzek - Dawno nie czułam się tak dobrze. - szepnęła cicho, wbijając spojrzenie w oczy ukochanego - Szukałam Cię... - te słowa wypowiedziała wprost w jego usta, składając na nich kolejny delikatny, jednak nie mniej czuły pocałunek. Zmiana jego zachowania całkowicie zbiła ją z tropu, Dystans, który nagle obrał niemal fizycznie ją zabolał; jeszcze nie zdążyła się nim nacieszyć, wciąż było jej jego mało. Nie była w stanie usiedzieć w miejscu, tak daleko od niego, niemal od razu podniosła się z fotela, na którym ją usadził i w kilku krokach pokonała dzielącą ich odległość. Chwyciła jego rękę i lekko pociągnęła w swoją stronę, drugą dłoń układając na policzku mężczyzny, by zmusić go do tego, aby na nią spojrzał. - Co się stało? - spytała cicho, spytała wbijając zdezorientowane spojrzenie w cudownie błękitne tęczówki Romea.

    Dżulia z Sosnowca

    OdpowiedzUsuń
  9. -O czym Ty mówisz? - wymamrotała zdezorientowana, kiedy odtrącił jej dłoń, odsunął się i zalał lawiną słów, które w pierwszej chwili zdawały się do niej nie docierać. Rozumiała ich sens, ale w żaden sposób nie potrafiła poskładać tego w jedną sensowną całość, ani połączyć jej z nim... z nimi. Nawet na krótką chwilę nie oderwała od niego wzroku, zupełnie jakby chciała samym spojrzeniem wywiercić w jego plecach dziurę; zagryzła dolną wargę i zacisnęła drobne dłonie w pięści niemal raniąc przy tym ich wewnętrzną stronę paznokciami. Nie mógł mówić poważnie... Nie mógł tak po prostu z niej zrezygnować. Wszyscy, ale nie on. Dopiero co się odnalazła, a już czuła się jeszcze bardziej zagubiona niż przed tym.
    -Ale.... - szepnęła cicho i przez długą chwilę nie była w stanie dodać nic więcej, głos po prostu uwiązł jej w gardle, a serce, z każdym kolejnym jego słowem, zdawało się co raz bardziej pękać na pół. Czuła się jakby tonęła... nie mogła złapać tchu, a gonitwa myśli przetaczająca się przez jej głowę sprawiła, że kolana się pod nią ugięły. Ukryła twarz w dłoniach, próbując się uspokoić, wybudzić z tego koszmaru, w który zmienił się ten cudowny sen, który przeżywała jeszcze kilka krótkich chwil temu... Westchnęła ciężko i znów co niego podeszła, znów chwyciła za jego ramiona. - Nie. - pokręciła głową i kiedy ten w żaden sposób nie zareagował na jej dotyk, wciąż niczym niewzruszony pozostając odwrócony plecami, sama zrobiła jeszcze krok. Stanęła przed nim z niemym błaganiem w oczach. Nic nie rozumiał. Bez niego była nikim. niczym... Gdyby tylko wiedział, że ma z jego światem więcej wspólnego niż mógłby przypuszczać... Ale jak miałaby mu o tym powiedzieć?! Jak miałaby powiedzieć mu, że nie była już tą bezbronną i kruchą Julią? Chociaż on sprawiał, że właśnie tak się czuła... Kocham Cię dwa słowa wypowiedziane z jego ust, dzięki którym niczego więcej do szczęścia nie potrzebowała, jednak w połączeniem z całą resztą jego wypowiedzi raniły jak najostrzejszy nóż wbity prosto w serce. Ujęła jego twarz w dłonie, gorączkowo próbując złapać jego spojrzenie. - Nie możesz mówić, że mnie kochasz i żądać, żebym odeszła... - powiedziała cicho, nieco zachrypniętym, łamiącym się głosem - Nie możesz... - szepnęła już niemal całkowicie bezgłośnie; nie mogła tak po prostu odpuścić.

    Julka<3

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Witam na blogu, droga Paskudo :D
    Zacny pan Romeo :D Wydaje się ciekawą postacią. Jakby co, jestem chętny na wątek z którymś z moich panów. ]

    Cillian i Alex

    OdpowiedzUsuń
  11. Patrzyła na niego z niedowierzaniem... Nie potrafiła pojąć tej łatwości z jaką przyszło mu ją odtrącić. Kurczowo trzymała jego twarz, jakby z nadzieją, że się opamięta... Jej oczy zaczęły niebezpiecznie palić, nawet nie zauważyła, kiedy po jej policzku spłynęła pierwsza łza. A zaraz za nią kolejna... Zanim zdążyła w jakikolwiek sposób zareagować ON zdążył już zniknąć w labiryncie korytarzy. Pozostawiając ją zupełnie samą, całkowicie zdezorientowaną i zagubioną. Rozpadającą się od środka... Przez naprawdę długą chwilę wpatrywała się w pustą przestrzeń, która jeszcze przed kilkoma minutami była wypełniona jego, w każdym calu perfekcyjną, sylwetką... Odgarnęła z twarzy kilka zagubionych kosmyków i niepewnie rozejrzała się dookoła, jakby szukając jakiegokolwiek ratunku. W końcu jednak otarła z twarzy mimowolnie spływające łzy i wyszła...
    Nie widziała sensu w tym, aby dalej niepokoić go swoją osobą... Ewidentnie jej nie chciał. Nie chciał jej w swoim domu, tak samo jak nie chciał jej w swoim życiu. Musiała to zaakceptować; nie ważne jak bardzo ją to bolało.... MUSIAŁA się z tym pogodzić. I prawdopodobnie koniec końców by jej się udało. Już i tak była na granicy, już i tak niewiele czuła... Czasami miała wrażenie, że jest całkowicie pozbawioną uczuć maszyną; tak było zdecydowanie łatwiej... życie było o wiele prostsze. Była w stanie je zaakceptować, przywykłą do takiego stanu rzeczy już dawno i pewnie przez jeszcze długi czas nie odważyłaby się nawet pomyśleć o tym, że może być inaczej, ale musiał pojawić się w jej życiu. Zupełnie jakby skurwiały los postanowił sobie z niej zadrwić. Rozpalić w niej nadzieję, by jeszcze szybciej ją od niej zabrać. Tego wieczoru nie wróciła do domu.... Obskurny bar serwujący tanią wódkę wydał się aż nazbyt zachęcający, a sam alkohol, choć tani i palący w gardło, zagłuszał wszystkie kłębiące się w jej głowie myśli... Wszystko to co czuła, wszystko czego doświadczyła, za czym tęskniła odeszło w zapomnienie; pozostał jedynie przyjemny szum w głowie. Chciała zapomnieć, chciała wyprzeć go ze swojej głowy, chociaż przez chwilę móc o nim nie myśleć... Ale jak niby miała to zrobić? Skoro już następnego dnia po powrocie z "Puddin'n'Pie" zastała na progu swojego mieszkania pokrowiec skrywający w sobie przepiękną sukienkę, ręcznie zdobione zaproszenie i liścik, obok którego nie mogłaby przejść obojętnie: WYBACZ. W pierwszej chwili miała ochotę wszystko to spalić żywym ogniem, albo co najmniej odesłać do nadawcy, a jednak... Coś ją przed tym powstrzymało. Czysta ciekawość, a może to, że z całych sił próbowała go usprawiedliwić? Przed samą sobą... Wytłumaczyć to pewnego rodzaju szokiem? Tym, że tak samo jak i ona nie był chyba do końca gotowy na to przypadkowe i nagłe spotkanie? Chciała w to wierzyć... Chciała dać mu szansę, ale z drugiej strony nie mogła zapomnieć o tym co jej powiedział, o jego zimnym spojrzeniu i pełnej dystansu postawie. Znów była rozdarta.
    Bała się... Najzwyczajniej w świecie bała się tego co może stać się jeśli tam pójdzie. I to właśnie przez ten strach postanowiła zostać w domu... Wmawiała sobie, że w końcu o nim zapomni, że z czasem to wszystko nie będzie bolało aż tak bardzo. Ale nawet Kot zdawał się w to nie wierzyć... Patrzył na nią z wyrzutem, zupełnie jakby miał zamiar zaraz przemówić ludzkim głosem i zwyzywać od największych idiotek i chyba nikt nie mógłby mieć mu wtedy tego za złe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. -Chociaż ją przymierz... - zachęciła Josie, którą brunetka zmierzyła niemalże morderczym spojrzeniem, ta jednak zupełnie nic sobie z tego nie zrobiła i zdjęła z drzwi szafy wieszak z wieczorową kreacją - Będziesz wyglądać pięknie.
      -Przestań. - warknęła przekręcając się na drugi bok; nie zamierzała nigdzie iść, nie potrafiłaby znów mu zaufać... Blondynka z ciężkim westchnieniem usiadła na łóżku i odgarnęła z twarzy przyjaciółki kilka zagubionych kosmyków.
      -Masz szansę odzyskać swojego księcia i nie zamierzasz z niej skorzystać? Juls... będziesz tego żałować do końca swojego nędznego życia! - Josie nigdy nie przebierała w słowach, była bezpośrednia... czasami aż za bardzo, ale przecież właśnie za to ją pokochała. Za to... i za to, że prawie zawsze miała rację, tak jak i teraz... Kim byłaby, gdyby nie dała mu chociaż tej jednej szansy? Kogo chciała oszukać? Przecież dałaby mu ich nawet sto...
      Sukienka leżała idealnie, podkreślała wszystkie jej kobiece kształty i idealnie komponowała się z kolorem jej oczu; włosy upięte w luźny, a zarazem elegancki splot eksponowały rysy jej delikatnej twarzy.Odetchnęła cicho, niepewnie przekraczając próg jego posiadłości, która teraz, mimo późnej pory, wciąż tętniła życiem.

      Zagubiona Julcia

      Usuń
  12. [A mam pomysł, bo wmyślałem (piszę to żeby nie było jakichkolwiek wątpliwości że posiadam mózg i z niego korzystam) długo coś co mogłoby uchodzić za początek znajomości naszych panów.
    Otóż znalazłem punkcik zaczepienia w postaci tego, że nasi panowie mają swoiste parcie na władzę i wpływy, że aż żal gdyby nie prowadzili swego czasu jakiś wspólnych interesów, prawda?
    Teraz po jakimś czasie obaj będą musieli znów się spotkać, bo powiedzmy, że w ich wspólnym interesie leży fakt aby żaden nie wpadł w łapy policji. Możemy założyć że ich jeden wspólnik w interesach (istotny wspólnik) ma jakieś kłopoty i chcąc nie chcąc będą musieli mu pomóc, bo gościu posiada kilka informacji, których oni nie mają. No i też...istnieje poważne ryzyko "wpadki" obu panów jeśli ten trzeci zdąży wygadać wszystko policji (co prawdopodobnie się stanie jeśli mu nie pomogą i policja jeszcze szybciej załomota w ich drzwi).
    Jak temu zaradzić? Po prostu jeden z nich może przyjść do drugiego (np. Romeo do mieszkania Ivana), albo po prostu jakiś szybki telefon z ustaleniem spotkania w jakimś...neutralnym miejscu.

    Mam nadzieję, że jakoś sensownie to wszystko przedstawiłem i że takie coś może być :D]

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  13. [Cześć! Mam nadzieję, że zostaniesz z nami jak najdłużej :) Odkąd pamiętam bliższy był mi wizerunek Romea jako tego złego niż romantycznego kochanka, a sposób, w jaki go wykreowałaś (bardzo tajemniczego ;)) zdecydowanie przypadł mi do gustu. Mnóstwo weny i ciekawych wątków!]

    Verity Coeur

    OdpowiedzUsuń
  14. - Załatwię jakieś drinki. - Josie stojąca z nią ramię w ramie posłała w jej stronę pokrzepiający uśmiech, brunetka lekko skinęła głową, dodatkowa odwaga w postaci jakiegoś alkoholu byłaby w tym momencie dla niej zbawienna. Powiodła spojrzeniem po licznie zebranych gościach, chociaż tak naprawdę szukała tylko tej jednej twarzy; chciała złapać tylko to jedno jedyne spojrzenie cudownych błękitnych oczu, w których z ogromną przyjemnością mogłaby utonąć. Wciąż miała w głowie jego słowa, wciąż czuła swego rodzaju niepewność, ale była gotowa o tym wszystkim zapomnieć, dać mu tą szansę, zacząć wszystko od nowa. Zmarszczyła brwi nie mogąc odnaleźć go w pochłoniętym zabawą tłumie, przystanęła z boku jeszcze raz z uwagą rozglądając się dookoła. - Czekał na Ciebie... - usłyszała, odwróciła twarz, by spojrzeć na mężczyznę, który powitał ją lekkim uśmiechem; nie znała go, ale on najwyraźniej doskonale zdawał sobie sprawę z tego kim była, skinął głową w stronę schodów - Pewnie nadal czeka. - dodał, jakby zachęcająco. Zlustrowała go po raz kolejny, a po chwili sama przeniosła spojrzenie w stronę schodów, przygryzła delikatnie dolną wargę i odetchnęła cicho, jakby wciąż zastanawiała się nad tym czy postępuje słusznie. Jakby szukając wsparcie odwróciła się w stronę, gdzie jeszcze przed chwilą stał wysoki brunet, po którym pozostało już tylko puste miejsce. Odgarnęła z twarzy kilka niesfornych kosmyków i ruszyła w stronę schodów; z ciężko bijącym sercem pokonywała kolejne stopnie i długi korytarz, szła przed siebie, zupełnie jakby coś instynktownie ją do niego prowadziło. Otworzyła drzwi sypialni, w której ostatnio się obudziła, a to co zobaczyła... Cóż, ta scena przeszła jej najśmielsze oczekiwania. Nie czekał na nią, wyglądało to raczej jakby już o niej zapomniał... Przez naprawdę długą chwilę stała w progu bez słowa, nie była w stanie nawet się poruszyć i chociaż chciała stamtąd jak najszybciej wyjść, czuła jakby nagle straciła jakąkolwiek kontrolę nad własnym ciałem. W końcu spojrzał na nią z nad głowy blondynki, która bez opamiętania całowała jego tors, na co on sam najwyraźniej nie pozostawał obojętny. Czuła się jakby ktoś dał jej w twarz. Odwróciła się nagle, czując jak do jej oczu napływają palące łzy, trzasnęła drzwiami i zanim zauważyła stała już przed jego posiadłością, cała roztrzęsiona, nie mogąc nawet złapać tchu.

    Biedna Julka

    OdpowiedzUsuń
  15. [Wszystko zależy od tego, co nam do głowy wpadnie, bo nie mam nic przeciwko ani oryginalnym pomysłom, ani oklepanym xD W takim razie może zarzucę tym, co mi zaświtało i zobaczymy, w jakim kierunku chcemy pójść ;)
    Lucy, na samym początku swojego pobytu w Fabletown trzymała raczej z półświadkiem Fabletown: uwodziła i okradała, do tego nocne imprezy, alkohol i jakieś drobniejsze przewinienia. Potem trafiła do więzienia, a po wyjściu postanowiła zacząć wszystko od nowa i zerwać z tą przeszłością. Pomyślałam, że może mogła na początku pracować dla Damiena? Jako nimfa, posiada wrodzoną, magiczną moc wpływania na mężczyzn, co mogło mu się w jakiś sposób przydać - mogła wystawiać mu jakichś wskazanych ludzi: uwodziła ich w klubach lub barach, wychodziła z nimi na zewnątrz, a tam już czekał Damien lub jego ludzie, którzy rozprawiali się z delikwentem lub wyciągała jakieś informacje od nich podczas niby zwyczajnej rozmowy. Mogła też robić jakieś inne rzeczy, może coś związaniego z narkotykami właśnie? Ewentualnie mogła mu podpaść w przeszłości, może przypadkiem pokrzyżowała mu jakieś plany - wówczas ich relacja z przeszłości byłaby negatywna :)
    Co do samego wątku, może w teraźniejszości znów musieliby z jakiegoś powodu współpracować. Jakaś jedna, ostatnia akcja. Może Damien potrzebowałby jej do czegoś? Daj znać, co o tym sądzisz, może masz jeszcze jakieś pomysły? :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  16. Chciała zniknąć stąd raz na zawsze... Odejść i już nigdy tu nie wracać, nigdy już nie oglądać jego twarzy i w końcu przestać żyć wspomnieniami. Kiedy usłyszała jego głos przyspieszyła kroku, ale nie zdążyła się mu wymknąć; chwycił ją za ramię i bez najmniejszego trudu odwrócił twarzą w swoją stronę. Nie minęła nawet sekunda, a ona gniewnie odtrąciła jego dłoń.
    -Zostaw. - mruknęła cicho i cofnęła się o krok To nie tak... Roześmiała się gorzko i zmarszczyła brwi wbijając w niego świdrujące spojrzenie. Naprawdę? Próbował w tym momencie zrobić idiotkę z niej czy z samego siebie? Zaprosił ją tu, próbował kupić biżuterią i piękną kreacją, prosił o wybaczenie, "czekał na nią", a w między czasie zabawiał się z innymi... Nie dało się tego wytłumaczyć w żaden inny sposób.
    -A niby jak?! - nie zauważyła nawet, kiedy podniosła głos; odetchnęła głęboko chcąc się uspokoić, schowała twarz w drobnych dłoniach i pokręciła głową - Nie ważne... - powiedziała zanim zdążył odpowiedzieć na jej pytanie. To wszystko było nie ważne, już kompletnie nieistotne. Nie chciała słuchać jego wymówek i tłumaczeń, one i tak niczego by nie zmieniły... Oddalili się od siebie, już chyba bezpowrotnie, oboje się zmienili, oboje w tym momencie byli sobie zupełnie obcy. Łamało jej to serce, ale taka była prawda, rzeczywistość, którą musieli zaakceptować. - To już nie ma znaczenia, nie powinnam tu przychodzić... Miałeś rację. Wszystko się zmieniło, nie należymy już do tego samego świata, chyba nigdy nie należeliśmy, najwyższa pora to wreszcie zaakceptować. - słowa z trudem przechodziły jen przez gardło, ta chwila była najgorsza że wszystkich, które do tej pory przeżyła. Spojrzała mu w oczy chowając się pod maską chłodnej obojętności, nie chciała pokazywać mu jak bardzo ja to wszystko raniło, teraz była na to zbyt dumna... Liczyła na to, że jeśli wystarczająco długo będzie udawać, że jej to nie rusza, w końcu naprawdę przestanie czuć.
    -Ta miłość od początku była skazana na porażkę.


    Julka

    OdpowiedzUsuń
  17. [ I u Lexa i u Cilliana jest dużo możliwości :)
    Jeśli chodzi o Rasputina, zawsze można udać się do niego na dobrowolną lub przymusową terapię.
    A z Lexem sprawa wygląda tak, że podejmuje się on różnych odpłatnych zadań. Może Romeo chciałby kogoś albo coś odnaleźć? Może chciałby się czegoś ważnego dowiedzieć, może znaleźć kreta w swojej małej firmie? ]

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  18. Próbowała o tym nie myśleć, wyprzeć wspomnienie tamtej nocy, ale jego słowa wciąż echem odbijały się w jej głowie, chociaż od tamtego czasu minęły już prawie trzy tygodnie. Trzy tygodnie w przeciągu których naprawdę wiele zdążyło się wydarzyć... Jednak nie to na co liczyła najbardziej; nie pojawił się w progu jej mieszkania, nie postanowił o nią zawalczyć, uratować jej ze świata, który z każdym dniem niszczył ją co raz bardziej i bardziej. Zapomniał. Wyrzucił ze swojego życia raz na zawsze... Nigdy tak naprawdę nie kochał. Uwierzyła w to, bo było to chyba jedyne sensowne wytłumaczenie jego zachowania, nie potrafiła go już usprawiedliwiać, z każdym dniem co raz bardziej podjudzana przez Jasona zaczynała go co raz bardziej obwiniać. Ale nawet to nie sprawiało, że z łatwością przyszło jej się zgodzić na to co miała zrobić... Nie zmieniało to też faktu, że gdyby od tego zależał tylko i wyłącznie jej los z pewnością by się z tego wycofała, ale nikt nie dał jej wyboru. Nie mogła odmówić, kiedy w grę wchodziło życie niewinnych osób. I to właśnie dlatego stała teraz na pustym podjeździe przed jego domem; na tym samym podjeździe, na którym postanowił się z nią pożegnać. Obróciła w palcach starą obrączkę, którą jej wtedy oddał, a wspomnienie jego ust na jej policzku wróciło do niej jak żywe. Dotknęła palcami chłodnej skóry i zacisnęła powieki, czując jak zaczynają piec niebezpiecznie od napływających łez. Wzięła głęboki oddech i odepchnęła od siebie te myśli; nie mogła się w ten sposób rozpraszać, miała robotę do wykonania... Miała zrobić swoje i zniknąć. I już prawdopodobnie nigdy go nie spotkać. Szybkim krokiem pokonała odległość dzielącą ją od jednego z wielu bocznych wejść, spojrzała na zegarek, miała niecałe pół minuty na to, aby dostać się do jego domowego biura niepostrzeżenie, jedynie trzydzieści sekund na wejść, znalezienie odpowiednich drzwi i wpisanie odpowiedniego kodu alarmu, zanim zawyją syreny, a ona prawdopodobnie straci głowę. Wystarczyło jej na to wszystko równe dwadzieścia osiem sekund, uśmiechnęła się lekko pod nosem, była w tym co raz lepsza, a zaczynała od niewinnych kieszonkowych kradzieży. Rozejrzała się dookoła i lekko zagryzła wargi, wiedziała czego szukać, Jason dał jej jasne polecenia, zapaliła latarkę i podeszła do biurka. Przeglądając te wszystkie dokumenty czuła się naprawdę nieswojo... i nie chodziło tu już o to, że najzwyczajniej w świecie go okradała, ale jakby dopiero teraz tak naprawdę dotarło do niej to z czego go okradała, jakby dopiero teraz jego słowa, którymi zbył ją podczas ich pierwszego spotkania w tym świecie, nabrały sensu i pokryły się z rzeczywistymi faktami, bez których ciężko było jej w to wszystko uwierzyć. Wszystko to sprawiło, że już bez większych skrupułów podpinała do jego komputera zawirusowanego pendrive'a, który zgrywał wszystkie dane; sama przerzucała kolejne kartki, robiąc zdjęcia co bardziej przydatnym zapiskom i nie potrafiła uwierzyć, że ktoś kogo kiedyś tak bardzo kochała był zdolny do czegoś takiego... Nie usłyszała kroków na schodach i to był jej największy błąd, dotarł do niej już jedynie szczęk otwieranych drzwi i jasność, która zalała pomieszczenie, w momencie, w którym chowała pendrive'a do kieszeni. Zgasiła latarkę i zamknęła oczy, nie musiała nawet odwracać się w stronę drzwi, by wiedzieć kto przyłapał ją na gorącym uczynku, jego spojrzenie wręcz ją paliło.

    Mała złodziejka<3

    OdpowiedzUsuń
  19. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  20. Było źle... Naprawdę źle, nie przewidziała niepowodzenia, nie obrała żadnego planu awaryjnego i to był błąd. Ucieczka na niewiele by się zdała, prawdopodobnie razem z nim do posiadłości wróciła cała armia goryli, którzy obstawiali wszystkie wyjścia, to mogłoby jedynie pogorszyć jej sytuację. Zamknęła oczy i przrklinając w duchu, spięła wszystkie mięśnie, kiedy się do niej zbliżył... Zupełnie jakby szykowała się do odparcia ewentualnego ataku, chociaż w starciu z nim pewnie i tak nie miałaby najmniejszych szans, co dotarło do niej w momencie, w którym nie udało się jej powstrzymać go przed zniszczeniem malutkiego urządzenia, które bez problemu udało mu się wyciągnąć z jej kieszeni. Zacisnęła szczękę, kiedy i jej telefon podzielił los pendrive'a; wprawdzie zdążyła już przesłać kilka zdjęć, które na upartego powinny wystarczyć, aby nieco mu zaszkodzić, ale to wciąż nie było to co zadowoliłoby Jasona. Szepnęła się niespokojnie, kiedy chwycił ją za nadgarstek, cicho stanęła z bólu i skrzywiła się niezadowolona, kiedy to nie siląc się na jakąkolwiek delikatność pociągnął ją na dół, by tam niemal rzucić na fotel. Zlustrowała go bojowym spojrzeniem, które po chwili przeniosło się na jego człowieka, który to bez słowa wykonał jego rozkaz znikając w głębi korytarza.
    -I co masz zamiar zrobić, huh? - mruknęła cicho odgarniając z twarzy kaskade ciemnych włosów, nie wiedziała jakim cudem udało jej się zachować aż tak zimną krew i zamknąć się na tą chwilę przed tymi wszystkimi uczuciami, jakie do niego żywiła, Ale z pewnością miało na to wpływ wszystko to co zobaczyła na górze. Podniosła się z miejsca i nieznacznie zmrużyła oczy, podeszła do niego z nieprzeniknionym wyrazem twarzy i wzruszyła smukłymi ramionami, zupełnie jakby całą ta sytuacja była dla niej obojętna, jakby w ogóle nie obchodziło ją to co się z nią stanie. Przecież nie zrobiłby jej krzywdy... CHYBA. Stanęła ptlrzed nim i wbijając świdrujące spojrzenie prosto w jego skute chłodem błękitne oczy, wyjęła mu z dłoni kryształową szklaneczke z whiskey, zbliżyła się do niego jeszcze bardziej... Ich twarze przez moment dzieliło jedynie kilka marnych milimetrów, mogło to wyglądać tak, jakby chciała go pocałować, jednak zamiast tego jedynie wyszeptała mu do ucha jedno słowo. Będące odpowiedzią na jego pytanie, którego prawdopodobnie się nie spodziewał - Ty. - jeszcze raz spojrzała mu w oczy i odsunęła się o krok.
    - Przez lata jak głupia czekałam na to, aż w końcu się pojawisz... Nie potrzebowałam niczego aż tak bardzo jak tego, żebyś po prostu był, żebyś zawalczył o mnie, o to co było. Ale nie zrobiłeś tego. - wzruszyła ramionami, wypijając duszkiem porcję bursztynowego płynu - Nie zrobiłeś kompletnie NIC, więc musiałam nauczyć się walczyć sama o siebie... Miałam na tyle szczęścia, że znalazłam całkiem dobrego nauczyciela, więc nie wiń mnie za lojalność, bo to On był przy mnie, kiedy Ty byłeś zajęty sobą i swoim małym królestwem.

    Zła Juls<3

    OdpowiedzUsuń
  21. Jego słowa nawet jej nie raniły... Przecież dobrze wiedziała, że miał rację, dobrze wiedziała w jakiej była sytuacji; Ale życie nie dało jej żadnego wyboru. Po prostu nie mogła pozwolić sobie na luksus decydowania o samej sobie, już nie... Ale nie mogła się do tego przyznać, nie mogła uciąć karku, jej egoistyczna część chciała, żeby poczuł chociażby namiastkę tego na co ona była skazana przez te wszystkie lata.
    - Możliwe. - mruknęła cicho w odpowiedzi na jego słowa i wciąż niczym niewzruszona stała w miejscu, lustrując go przeraźliwie pustym spojrzeniem - Chyba po prostu mam swój typ. Masz rację, w tym świecie nie ma miejsca na sentymenty, trzeba być gotowym do największych poświęceń, żeby jakoś utrzymać się na powierzchni. - stwierdziła obojętnie i już miała dodać coś jeszcze, kiedy przerwał jej głos mężczyzny ciągnącego za sobą bruneta, który był odpowiedzialny za to, by ta bez większych problemów mogła wtargnąć do domu Torresa. Kolejna niewinna osoba, która po prostu nie widziała żadnego innego wyjścia, całkowicie pozbawiona możliwości dokonania wyboru... Zastraszona i szantażowana, by bez najmniejszego nawet sprzeciwu wykonywać polecenia. Poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku, kiedy spojrzał na nią szukając ratunku; ale co ona mogła zrobić? Nie miała pojęcia jak pomóc samej sobie.
    - Nie... - głos uwiązł jej w gardle, kiedy patrzyła w oczy Romea, musiała coś zrobić, ale nim zdążyła wykonać jakikolwiek ruch sama znalazła się w pułapce. Ja drobnych ramionach poczuła uścisk dłoni jednego z jego ludzi, który pozostawał całkowicie niewzruszony na jej próby wyrwania się, które z góry skazane były na porażkę. Odwróciła głowę i zamknęła oczy, kiedy pierwszy, a zaraz następny cios spadł na jej wspólnika, by pomóc mu rozwiązać język; nie była w stanie winić go za to, że powiedział o wszystkim... Walczył o przetrwanie, tylko to umiał. A ona miała nadzieję, że jego odpowiedzi zadowolą go na tyle, by mógł darować mu to przewinienie, ale to na nic się nie zdało; nadzieja była największą suką tego świata, karmiła naiwnych ludzi, by później zebrać swe pokaźne plony.
    Zacisnęła powieki i zadrzała słysząc strzał, a zaraz po tym głuchy odgłos pozbawionego życia ciała padającego na podłogę.
    Po dłuższej chwili, spod kaskady ciemnych włosów przyslaniajacych jej twarz spojrzała w oczy Romea z ciężko bijącym sercem, które uniemożliwiało złapanie tchu i wzrokiem pozbawionym jakiegokolwiek wyrazu; nie miała pojęcia kim był, kim się stał... I w tym momencie sama byłaby wdzięczna za śmierć, przecież nic gorszego już i tak nie mogło jej spotkać.

    <333

    OdpowiedzUsuń
  22. Słysząc jego słowa szybko dotarło do niej, że w tym momencie nie była pewna niczego... Może oprócz tego, że ta ogromna miłość, to kiedyś niczym nieskalane uczucie przerodziło się w coś zupełnie innego. Swego rodzaju nienawiść, która miała powstrzymać ja przed kompletnym rozsypaniem się na drobne, kompletnie nic nie warte kawałeczki. To właśnie czuła patrząc na odjeżdżający samochód... On też nie dał jej żadnego wyboru.
    Wróciła do domu na pieszo, chociaż nogi odmawiały jej posłuszeństwa, nie wiedziała dokąd mogłaby pójść, gdzie szukać jakiekolwiek pomocy; mogła jedynie liczyć na to, że Jason da jej drugą szansę, bo Romeo... a raczej Damien dość jasno pokazał jej, że sam się zamierza tego robić.
    Kiedy tylko weszła do domu pierwsze co, a raczej kto rzucił się w jej oczy to siedzący w jej salonie Jason, którego mina wskazywała na to, że ktoś już zdążył donieść mu o niepowodzeniu. Podszedł do niej i ujął jej brodę miedzy palce, zmuszając do tego, by ta na niego spojrzała. Spokój ba jego twarzy był jedynie pozorny, Julia dobrze wiedziała do czego był zdolny... Bezwzględny i niebezpieczny, obaj byli siebie warci. Patrzył na nią dłuższą chwilę tak, jakby miał zaraz powiedzieć coś pokrzepiającego, jednak mocne uderzenie spadające na jej twarz szybko przerwało to złudzenie.
    -Jutro też jest dzień, Juls... Jeszcze to odpracujesz. - rzucił na odchodne i trzasnął za sobą drzwiami...
    Przeszło jej przez myśl, że powinna uciekać... Ale dokąd? Prędzej czy później i tak by ja znalazł, a ona słono by za to zapłaciła. Dlatego też następnego wieczora pojawiła się w klubie. Jak gdyby nigdy nic... Zamaskowany makijażem siniak na jej twarzy nie rzucał się w oczy, jednak nadal bolał... A przynajmniej do momentu, w którym prochy dostanę do drinka nie zaczęły działać. Jason odkrył "sposób" na nią już kilka lat temu i od tamtej pory nie podzielił się z nią tym odkryciem; potajemnie szprycował ją różnymi dawkami dragów, by z zadowoleniem patrzeć jak porzuca wszelkie skrupuły i resztki sumienia, wdzięcząc się przed napaloną klientelą, zostawiającą wysokie napiwki, które w większości trafiały do jego kieszeni. Dziś miało być tak samo, jednak stało się coś czego nikt nie mógł się spodziewać... Nikt też nie miał czasu na reakcje, wszystko działo się tak szybko, że zanim w ogóle zdążyła pomyśleć ktoś chwycił ją w pasie i bez trudu przerzucił przez ramię wynoszą z tego całego zamieszania. Odruchowo złapała za klamkę, drzwi samochodu zostały jednak sprawnie zablokowane, przerażona odwróciła się w stronę kierowcy i zamarła... Dosłownie poczuła jak jej serce na chwile przestaje bić. Otworzyła usta, jednak nie była w stanie kompletnie nic powiedzieć. Dopiero po dłuższej chwili, kiedy paraliżujący ja szok minął, była w stanie cicho, ledwie słyszalnie wychrypieć krótkie - Czego chcesz?

    <3

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie byłaby sobą, gdyby chociaż nie spróbowała wydostać się z tej pułapki, nawet jeśli doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że jej starania i tak na nic się nie zdadzą, nie wyjdzie z tego cholernego samochodu dopóki jej nie pozwoli. Skuliła się na siedzeniu, kiedy znów wsiadł za kierownicę; już mu nie ufała i chyba ciężko było by ją za to winić. Wplotła smukłe palce w ciemne włosy, które zasłoniły jej twarz i przez całą drogę praktycznie się nie poruszyła. Nie spojrzała nawet gdzie jadą... Nie zdziwiłaby się, gdyby znowu zostawił ją na jakimś pustkowiu, naprawdę była w większym szoku, kiedy dotarło do niej, że zatrzymał się przed swoją rezydencją. Zdezorientowana wysiadła z auta i "zachęcona" lekkim szarpnięciem podążyła za nim do środka. Nie miała pojęcia co mógł planować, albo kogo tym razem zechce zabić, przez myśl przeszło jej nawet, że byłaby chyba na swój sposób wdzięczna, gdyby padło na nią. Przebierz się... dopiero słysząc te słowa uświadomiła sobie, że stała zarówno przed nim, jak i przed wszystkimi jego ludźmi praktycznie naga, bo bielizna choć droga, tak i równie skąpa nie zasłaniała zbyt wiele. Miała ochotę zapaść się pod ziemie, jednak zamiast tego z wysoko uniesioną głową ruszyła we wskazanym przez Torresa kierunku; sprawa byłaby o wiele prostsza, gdyby tylko miała się w co przebrać... Ale o zapewnieniu jej jakiegokolwiek outfitu w ferworze zdarzeń chyba nikt nie pomyślał. chcąc nie chcąc zdjęła z wieszaka pierwszą lepszą, idealnie wyprasowaną męską koszulę, która zarzucona na smukłe ramiona niemalże idealnie sprawdzała się w roli sukienki. Zapinała własnie guziki, kiedy stanął w progu sypialni, spięła się automatycznie... Stało się to chyba jej standardową reakcją na jego obecność; przymknęła oczu, kiedy ujął jej podbródek między palce, można by doszukać się w tym geście swego rodzaju czułości, ale nauczona wczorajszym doświadczeniem postanowiła jednak nie ufać pozorom. Odsunęła się od niego, jednak nie na długo, bo po kilku minutach jego dłonie zacisnęły się na jej biodrach, zmuszając do tego by usiadła na komodzie. Zmarszczyła brwi patrząc na to jak otwiera małą apteczkę, wyjmuje z niej gazik i nasączając płynem przykłada do jej twarzy... Chyba sobie z niej żartował! Jasno dawał jej do zrozumienia, że jej nie chce, że nie ma zamiaru się o nią martwić, a teraz?! Tylko jedno wyjaśnienie przychodziło jej do głowy. Odtrąciła jego dłoń i zmroziła spojrzeniem.
    -Uciekł wam... - stwierdziła z nutą gorzkiego rozbawienia w głosie, oczywiście, że uciekł... czego innego można było spodziewać się po tym karaluchu. - Nie wiem dokąd. - wyjaśniła twardo i opierając dłonie na jego ramionach odepchnęła go od siebie, by zaraz zeskoczyć z komody i jeszcze raz spojrzeć na niego; pokręciła głową- Nie mam pojęcia, ale jak go znam to wczołgał się do jakiejś szczurzej nory i nie wylezie z niej dopóki nie znajdzie sposobu, żeby w Ciebie uderzyć. - powiedziała, a zaraz po tym minęła go i chwyciła za klamkę. Naprawę nie chciała tu dłużej być, patrzeć na niego, ani znosić tej, w jej mniemaniu, udawanej troski. Otworzyła drzwi i szybkim krokiem pokonała korytarz, a zaraz po tym schody, by jak najszybciej się stąd wydostać. Problem pojawił się, kiedy dostęp do drzwi został jej odcięty przez postawnego mężczyznę, który ani myślał ją przepuścić. Spojrzała na przeszklone tarasowe drzwi i zaraz przestąpiła kilka kroków, by zajrzeć do kuchni, gdzie kolejny "ochroniarz" pilnował tylnego wejścia; szybko zrozumiała, że nie są tu po to, by nikt nie mógł wejść... byli tu po to, aby ona nie mogła wyjść. Spojrzała w stronę schodów, a jej wzrok zatrzymał się na ich szczycie, prosto na jego sylwetce.

    Julka w pułapce <3

    OdpowiedzUsuń
  24. Przez naprawdę długą chwilę patrzyła na niego z totalnym osłupieniem, a zaraz po tym rozejrzała się za czymś naprawdę ciężkim czym mogłaby w niego cisnąć. W środku wręcz gotowała się od wszystkich emocji i sprzecznych ze sobą uczuć; ta pozorna nienawiść mieszała się z przeraźliwą tęsknotą za nim, za tym co kiedyś mieli, za tym wspaniałym uczuciem, które ich połączyło... Spojrzała na niego, kiedy ją mijał, był tak cholernie blisko, a zarazem tak daleko, że samo to doprowadzało ją do szału. W tej chwili zdecydowanie nie byłaby w stanie spokojnie z nim rozmawiać. Wbiegła po wysokich schodach i już po chwili w całym domu dało się słyszeć głośne trzaśniecie drzwiami, które zagłuszyły wiązankę przekleństw płynącą z jej ust. Spojrzała w lustro i zanim zdążyła się opamiętać cisnęła w szklaną taflę ciężkim kryształowym wazonem; szkło drobnymi kawałeczkami zasypało dębowy parkiet, a ona sama nie powstrzymywała już łez, które napływały jej do oczu. Musiała dać jakieś ujście wszystkiemu co teraz w niej siedziało, inaczej prawdopodobnie sama by kogoś zabiła. Dlatego nie powstrzymywała się od płaczu, który dość szybko ją zmorzył. Przebudziła się koło północy, zdezorientowana rozejrzała dookoła, a złożenie w całość wszystkich faktów zajęło jej chwilę. Zimny prysznic pozwolił jej nieco oprzytomnieć, przebrała się w znalezione w szafie ubrania i wyszła z pokoju, by zaraz zapukać do drzwi jego sypialni, która okazała się być pusta. Z ciężko bijącym sercem zeszła na dół z nadzieją, że może tam go znajdzie, musiała z nim w końcu porozmawiać... Przeszła cały parter ignorując podejrzliwe spojrzenia wszystkich ochroniarzy, a kiedy i tam nie zastała po nim nawet śladu ze zrezygnowaniem opadła na kanapę. Czekała, była gotowa czekać na niego chociażby do rana, a tak jej się przynajmniej wydawało, bo zmęczenie w końcu znów dało o sobie znaki. Mruknęła cicho, kiedy ktoś wziął ją na ręce, ale nawet ta zmiana pozycji nie zdołała jej obudzić, świadomość wróciła jej dopiero, kiedy została ułożona w miękkim łóżku; słyszała jego cichy szept, czuła delikatny dotyk na policzku i muśniecie warg na ciepłym czole, ale nie odważyła się otworzyć oczu... Zrobiła to dopiero, kiedy usłyszała ciche trzaśniecie zamykanych drzwi; miała w głowie totalny mętlik, który tej nocy nie pozwolił jej już więcej zasnąć, do rana biła się z myślami, nie zliczyłaby ile razy wstała i podeszła do drzwi i ile razy z niepewnością wróciła do łóżka, by w końcu zasiąść na szerokim parapecie i móc podziwiać cudowny wschód słońca. Nowy dzień budził się do życia, a razem z nim nowe nadzieje, które jeszcze próbowała zdusić w zarodku.
    Kiedy wyszła z pokoju znowu nigdzie go nie było. Znowu spotkała się tylko z tymi samymi podejrzliwymi spojrzeniami. Czekała na niego cały dzień... Ale ten uparcie nie pojawiał się w domu, ani popołudniu, ani wieczorem... Przez kolejne dwa dni widziała go tylko raz! Przez okno, kiedy wsiadał do samochodu, zniknął zanim zdążyła wyjść na balkon... Wychodził wcześnie i późno wracał, zupełnie jakby specjalnie jej unikał. Mógł ją tu trzymać nawet i wieczność, ale niech poświęci jej chociaż pięć cholernych minut na wyjaśnienie jakiś spraw! Cała ta sytuacja zaczynała ją co raz bardziej irytować, znowu była kompletnie zagubiona w swoich myślach, nigdy nie przypuszczałaby, że ktoś kogo znała, wydawało jej się, najlepiej na świecie będzie w stanie wysyłać jej aż tak sprzeczne sygnały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jękiem niezadowolenia trzasnęła drzwiami swojej sypialni, trzymając w ręku butelkę wina była gotowa na kolejny samotny wieczór, kiedy to niespodziewanie do jej uszu dotarła cała lawina głosów dochodzących zza ściany.
      -Wezwijcie lekarza- brzmiało na tyle złowieszczo, że poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku, a co jeśli... Co jeśli JEMU się coś stało? Nie wiadomo jak zła mogłaby na niego być, nie przeszłaby obok jego krzywdy obojętnie. Szarpnęła za klamkę, a jej serce na chwilę się zatrzymało.
      -Co się stało? - wydukała przeciskając się przez mały tłum ludzi zgromadzony przed drzwiami jego sypialni i już miała chwycić za klamkę, kiedy czyjaś dłoń zacisnęła się na jej nadgarstku.
      -Ty narobiłaś już wystarczająco dużo szkód. - odezwał się postawny mężczyzna i pociągnął ją do tyłu, spiorunowała go spojrzeniem i momentalnie wyrwała się z jego uścisku, by za chwilę wymierzyć Hansowi siarczysty policzek. Spojrzał na nią wściekle i przez chwilę miała wrażenie, że zaraz jej odda, zamiast tego jedynie spojrzał na stojącego obok niej chłopaka
      -Zabierzcie ją stąd, kurwa, zanim jej coś zrobię. - ryknął tylko, a czyjeś dłonie momentalnie zacisnęły się na jej ramionach.

      Taka zmartwiona Julka<3

      Usuń
  25. Z pewną dozą wdzięczności spojrzała na mężczyznę, którego słowa sprawiły, że wszyscy zgodnie się przed nią rozstąpili, jednak równie szybko niepewność ścisnęła jej żołądek. Jeśli wróci do pełni sił... O czym on mówił?! Co się stało?! Przekroczyła próg jego sypialni i zamarła, obraz jaki napotkały jej oczy sprawił, że serce brunetki wstrzymało swój naturalny rytm, czegoś takiego nie spodziewałaby się w swoich najśmielszych koszmarach... Rana postrzałowa. Wypadek. Wszystko, ale nie coś takiego... Wyglądał naprawdę źle, a podpięte kroplówki również nie napawały optymizmem, widziała jak jego klatka piersiowa unosi się i opada w nieregularnym rytmie płytkich oddechów. Podeszła do niego i ostrożnie usiadła na łóżku... Nie miała pojęcia co powiedzieć, co zrobić, żeby w jakikolwiek sposób mu pomóc. Nagle zapomniała o tych wszystkich złych rzeczach, które ostatnio się między nimi wydarzyły i które teraz były całkowicie nieistotne. Była w stanie wybaczyć mu dosłownie wszystko, byle tylko mogło to mu w jakiś sposób pomóc.
    -Ciiś... - szepnęła cicho odgarniając z czoła kosmyk ciemnych włosów, w tym momencie nikt nawet siłą by jej od niego nie odciągnął. Spojrzała mu w oczy z troską i uśmiechnęła się delikatnie czule głaszcząc jego mokry od potu policzek. - Jestem tu... i nigdzie się nie wybieram. - powiedziała starając się zapanować nad drżeniem własnego ciała, podniosła się by na krótką chwilę zniknąć w łazience i zaraz wrócić z wilgotnym ręcznikiem w drobnych dłoniach. Widziała jak nieudolnie, pozbawiony większości sił, próbuje poprawić się na poduszkach, westchnęła cicho, będąc naprawdę przerażona jego stanem. Usiadła na łóżku, tak by mógł wygodnie ułożyć głowę na jej kolanach i delikatnie przyłożyła chłodny materiał do jego rozpalonej twarzy, z nadzieją, że pomoże to jakoś w zbiciu gorączki. Serce w jej piersi łomotało jak szalone i krajało za każdym razem, kiedy na jego twarzy pojawił się najmniejszy chociaż grymas bólu. Nie mogła wyzbyć się tego poczucia winy, które dopadło ją nagle, niczym kubeł zimnej wody wylany wprost na głowę... Nie mogła odpędzić od siebie myśli, że mogła przyłożyć się w jakiś sposób do jego stanu... Sama skupiła się na tym jak ją zranił, zupełnie jakby zapominając, że i ona nie jest w tym wszystkim bez winy. Sama z własnej głupoty przysporzyła mu kłopotów... Egoistka, pieprzona hipokrytka, która sama niszczyła to co najpiękniejsze.
    -Kłamałam... - powiedziała nagle, zagryzła delikatnie dolną wargę, przeniosła na niego szklące się spojrzenie, ostrożnie się od niego odsunęła, tylko na chwilę, by zmienić swoją pozycję, położyła się obok niego, delikatnie całując suche wargi - Od tak dawna kłamałam, że sama zaczęłam wierzyć w swoje kłamstwa. Tak było prościej... Ale nie potrafię bez Ciebie żyć. Kocham Cię. Zawsze kochała i zawsze będę... - zsunęła z kciuka tą starą obrączkę, którą jej oddał i włożyła powrotem na swoje miejsce, zaraz po tym przykładając jego dłoń do swoich ust - To należy do Ciebie.

    <3333

    OdpowiedzUsuń
  26. Kiedy był zdenerwowany palił. Kiedy był (na swój pokręcony sposób) szczęśliwy palił. Kiedy jechał samochodem palił. Był na akcji która miała uświadomić ludziom że palenie jest ”beeee” to co zrobił? Zapalił. Ivan palił zawsze i wszędzie, z przerwami chyba tylko na spanie i ewentualnie na lot samolotem…bo czasami zdarzało mu się latać. Chyba każdy przywykł już do widoku tego diabła z papierosem pomiędzy ustami. Palił chyba więcej od szeryfa….ale kto bogatemu zabroni?
    Jakoś mu nie przeszkadzało to, że większość ludzi dziwnie się na niego patrzy, i komentuje tym „że szybciej umrze”, albo że „będziesz miał pan raka”. Prawda była taka, że przecież nigdy nie był żywym, to jak miało zdechnąć coś co było martwe? Jak miał umrzeć? Prościej było odpowiedzieć sobie, jak miał żyć. To na ogół wzbudzało mniej kontrowersji.
    Po raz ostatni się zaciągnął. Pozostałości papierosa zgasił w dłoni. Przez chwilę spomiędzy palców wydobywał się szary dym, Ivan rozprostował rękę i pozostałości po papierosie w postaci drobnego popiołu uleciały razem z wiatrem.
    Zastukał do drzwi jednego z mieszkań. Czekał przez chwilę aż ktoś mu otworzy. Raczej nie spodziewał się tego aby domownik był poza domem o tej porze. W końcu to był bardzo porządny obywatel, bo nie był żadnym diabłem, a to już inaczej na niego wpływało. Tak…swoisty „rasizm” był nawet u baśniowców. Ale przecież baśniowcy byli stworzeniami ludzkimi, większość z nich była na swój sposób ludźmi, więc było to normalne.
    — Damien jest sprawa – powiedział. Oczywiście mógł bawić się w różne kurtuazje typu „dobry wieczór”, albo coś w tym stylu. Jednak przypuszczał, że mężczyzna nie obrazi się za brak jakiegokolwiek powitania.
    Bez zbędnych ceregieli wszedł do środka. W sumie to ktoś mógłby zastanawiać się dlaczego pukał. Była to sprawa pilna, ważna i nagląca.
    — Nie zamierzam owijać w bawełnę i robić zbędnych podchodów – włożył papierosa do ust. Wyciągnął zapalniczkę, jednak jeszcze nie odpalał. – Mamy kłopoty…tak dobrze usłyszałeś. MY. Nasz wspólnik ten staruszek James… okazuje się, że nie dość, że jest stary to jeszcze głupi. Policja wpadła na jego trop, niby jeszcze oficjalnie węszą obok niego ale lada dzień – pstryknął kilka razy zapalniczką po czym przypalił końcówkę papierosa. Zaciągnął się. – Lada dzień mogą go zgarnąć. Wiesz że facet prawdopodobnie jak na spowiedzi powie z kim i kiedy współpracował. Nie wiem jak ty, ale mnie nie widzi się spierdalanie przed policją i przerywanie swoich interesów, za dużo bym na tym stracił – wypuścił dym z ust. – Ty również…dlatego pojawia się pytanie, czy bierzemy sprawy w swoje ręce czy czekamy na rozwój wydarzeń? Powiedz tylko słowo a wszystko powoli pomalutku ci wyjaśnię – uśmiechnął się lekko, jednak zaraz ten uśmiech znikł z jego twarzy.

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  27. Zamknęła oczy czując jak wtula twarz w zagłębienie w jej szyi, uśmiechnęła się delikatnie słysząc jego słowa i przesunęła dłonią po jego policzku, by zaraz czule ucałować jego skroń. -Wszystko będzie dobrze... - szepnęła, walcząc z tym, żeby jej głos się nie załamał, a brzmiał pewnie i pokrzepiająco. Chociaż tyle mogła zrobić, nie wiedziała jak inaczej mogłaby mu pomóc, jak ukoić jego ból, który z każdą chwilą stawał się być nie do wytrzymania, o czym mogły świadczyć głośne spazmatyczne krzyki. Usiadła obok niego i ujmując jego twarz w dłonie, wyszeptała cicho jego imię; była w tym momencie zupełnie bezsilna, szarpnęła się niespokojnie, kiedy czyjeś ręce oplotły ją w pasie i podniosły z łóżka -Nie! Zostaw mnie! - krzyknęła, dokładając największych starań, żeby tylko mu się wyrwać. Musiała przy nim być! Była kompletnie załamana i nawet słowa mężczyzny, który próbował podtrzymać ją na duchu w żaden sposób nie pomagały. Uspokoiła się w końcu, zapewne tylko i wyłącznie dlatego, że zabrakło jej sił, aby z nim walczyć. Czując jak rozluźnia swój uścisk oparła się o ścianę chwilę później bezsilnie się po niej osuwając, wplotła palce w ciemne włosy i ukryła twarz w dłoniach, każdy jego kolejny krzyk łamał jej serce. Tak bardzo chciałaby mu pomóc, zabrać od niego ten ból... nawet jeśli sama miałaby przez to cierpieć, byłaby na to gotowa.
    Zamarła kiedy wszystko nagle ucichło, dookoła zapanowała przerażająca cisza i dało się słyszeć tylko szaleńcze bicie jej serca; przez myśli przetoczyły jej się miliony myśli, a czarny scenariusz niemal całkiem nad nią zawładnął. Widząc jak drzwi jego sypialni się otwierają momentalnie zerwała się na równe nogi i dostrzegając wyłaniającego się ze środka Hansa odetchnęła z ulgą słysząc jego słowa. Minęła go, by stanąć w progu i spojrzeć na wymęczone ciało ukochanego, pogrążonego w głębokim śnie. Zamknęła za sobą drzwi i wolnym krokiem podeszła do łóżka, siadając na jego brzegu wytarła mokre policzki, nawet nie zauważyła kiedy zaczęła płakać. Spojrzała na niego wciąż szklącymi się oczami i delikatnie ucałowała jego wargi; delikatnie ułożyła się obok niego, wtulając w niego swoje drobne ciało - Wszystko będzie dobrze... - szepnęła cicho, odgarniając mu z twarzy zagubiony kosmyk czarnych włosów - Będzie jak kiedyś... - splotła ze sobą ich palce i ucałowała jego policzek.

    OdpowiedzUsuń
  28. Siedziała przy nim przez całą noc... Nawet na chwilę nie zmrużyła oczu, czuwała. Pogrążona w myślach nawet nie zwracała uwagi na kręcących się co i rusz wokół niego ludzi. Była przerażona; z całych sił starała się kierować swoje myśli w tą bardziej optymistyczną stronę... przecież nie mogła go stracić, dopiero co się odnaleźli, a ich przyszłość znów stała pod znakiem zapytania, ale przecież musiał wyzdrowieć... MUSIAŁ! Nie mógł jej znowu zostawić.
    -Powinnaś się przespać. - usłyszała cichy głos dobiegający z drugiego końca sypialni, spojrzała na Borysa i pokręciła głową, nie miała zamiaru się stąd ruszać, chociaż jak się się zaraz okazało nie miała zbyt wielkiego wyboru. Hans prowadzący za sobą lekarza nie miał zamiaru się z nią patyczkować. Podszedł do niej i bez trudu podniósł z miejsca - Nie pomożesz mu, to chociaż nie przeszkadzaj... - powiedział, nawet nie siląc się na chociażby odrobinę współczucia. Nie miała siły się z nim szarpać, po części też musiała przyznać mu rację, uspokojona nieco tym, że stan ukochanego zaczął się powoli stabilizować pozwoliła wynieść się z jego sypialni i pozwolić lekarzowi robić to co do niego należało.
    Każda mijająca godzina ciągnęła się w nieskończoność... A cholerna niepewność zdawała się zabijać wszystkich mieszkańców. Siedziała w salonie, skulona na skórzanej sofie ze zmęczeniem wymalowanym na twarzy, nawet nie ruszyła jedzenia, które próbowano w nią wcisnąć; ciepły głos Borysa wyrwał ją z kolejnego letargu myśli, spojrzała na niego jakby z niedowierzaniem, a jej oczy rozbłysły nadzieją. Momentalnie zerwała się z miejsca i bez słowa pobiegła na górę, szarpnęła za klamkę i zanim zdążyła zrobić chociażby jeden krok odbiła się od nagiego torsu o mały włos nie lądując na podłodze; jego ramiona pochwyciły ją w ostatnim momencie, a jej twarz od razu rozpromienił uśmiech. Odetchnęła z ulgą czując jego usta na swoich wargach. Odsunęła się od niego i ujmując jego twarz w dłonie przyjrzała mu się uważnie, musiała się upewnić, że naprawdę wszystko było już w porządku, a najgorsze chwile minęły. Wplotła palce w wilgotne włosy Romea - Kocham Cię. - powiedziała wprost w jego usta, wtulając w niego całe ciało, a kiedy poczuła jak jego ramiona przyciągają ją jeszcze bliżej była chyba najszczęśliwszą osobą na świecie - Już nigdy mnie nie puszczaj...

    <3

    OdpowiedzUsuń
  29. W tej chwili nie liczyło się zupełnie nic... Jakby cały świat nagle przestał istnieć; byli tylko oni, tak bardzo za sobą stęsknieni, wygłodniali swej bliskości. Nie miała zamiaru z nikim się nim dzielić teraz, ani nigdy. Zmęczona, ale i cholernie szczęśliwa wtuliła się w niego i zamknęła oczy, składając na rozgrzanym torsie ukochanego jeszcze kilka czułych pocałunków, modląc się, by ta chwila nigdy nie dobiegła końca. W końcu odnalazła spokój, swoje szczęście, w końcu odnalazła tą dawno utraconą cząstkę siebie i swojego serca... w reszcie znów mogła zacząć żyć, razem z nim. Nawet nie zauważyła kiedy zmorzył ją sen, w końcu mogła spokojnie odpocząć, odbić sobie ostatnie nieprzespane noce, kiedy to niepewność spędzała jej sen z powiek. Teraz na reszcie mogła poczuć się bezpiecznie.
    Z cichym pomrukiem zadowolenia przekręciła się na drugi bok, wyciągając przed siebie rękę z zamiarem ponownego wtulenia swego ciała w Romea i szybko otworzyła oczy, kiedy jej dłoń natrafiła na pustą poduszkę.
    -Romeo? - szepnęła zaspanym głosem i podnosząc się na łokciach rozejrzała po sypialni, z nadzieją, że ten zaraz pojawi się w drzwiach; westchnęła cicho, kiedy stało się jasne, że ten zdążył już zniknąć i w pierwszej chwili miała ochotę ukręcić mu kark... Ta chęć mordu minęła jednak szybko, z chwilą, w której dotarło do niej to w jakim stanie była sypialnia. Bukiety jej ulubionych kwiatów zapełniały cały pokój... uśmiechnęła się pod nosem, w takiej chwili nie mogłaby długo się na niego złościć; chociaż zdecydowanie wolałaby jednak obudzić się obok niego. Jednak tego ranka zamiast jego ramion jej nagie ciało otuliła jedynie ciepła woda. Leniwy dzień pozwolił jej już całkowicie zregenerować siły i pozbyć się tego stresu, którego resztki jeszcze wczoraj zaprzątały jej głowę; teraz jej myśli były kompletnie zaprzątnięte jego osobą. I to prawdopodobnie właśnie dlatego pół dnia spędziła w kuchni na przygotowaniach wykwintnej kolacji, niczym typowa Włoska żona... Którą w końcu była. W tym świecie może nie formalnie, ale była! I w tym momencie nikt chyba nie odważyłby się temu zaprzeczyć. Zdążyła się właśnie przebrać, kiedy usłyszała jego głos dobiegający z dołu; z czułym uśmiechem zeszła na dół, by złożyć na jego ustach pełen tęsknoty pocałunek... Tak, przez tych kilka godzin zdążyła już cholernie się za nim stęsknić.
    -Mam ochotę Cię udusić. - stwierdziła, nieznacznie się od niego odsuwając, zarzuciła mu ręce na szyję i wbiła spojrzenie w te cudowne, błękitne tęczówki. - Powinieneś jeszcze odpocząć...

    Żonka<3

    OdpowiedzUsuń
  30. [No dobra, coś tam poszło :D Może nienajlepsze, ale nie chcę zwlekać, bo potem mam za dużo zaległości w odpisach xD]

    Lucy oparła się plecami o murowaną ścianę budynku, tuż przy bocznym wyjściu w Moonriver Burlesque. Tędy zazwyczaj wchodziła i wychodziła z klubu, nigdy wcześniej nie zastanawiając się nad tym, czy to dobry pomysł. Dziś jednak dotarło do niej, że w takiej sytuacji z pewnością nie znalazłby się przy głównym wyjściu, prowadzącym wprost na ruchliwą ulicę...
    Było ich dwóch. Wystarczyło, że minęła tylne drzwi i znalazła się w zaułku, od razu spostrzegła ich świdrujące spojrzenia. Zaraz też zagrodzili się drogę zmuszając jednocześnie do krótkiej rozmowy. Lorelei pomyślała od razu, że to Huckelberry ma jakieś kłopoty i ot znalazło się dwóch od czarnej roboty, których szef uznał, że postraszenie jego narzeczonej skłoni go do działania. Oparła się więc o ścianę i skrzyżowała ręce na piersiach, czekając na ich pierwszy ruch.
    Minęła właśnie dwudziesta pierwsza, o czym całą trójkę poinformowało bicie miejskiego zegara. Jeden z oprychów zerknął jeszcze teatralnie na swój zegarek na nadgarstku, po czym cmoknął i pokręcił głową.
    - No dobrze, laleczko - mruknął zachrypniętym głosem - Jest już bardzo późno, a my mamy w planach jeszcze jedno mordobicie na mieście...
    - ...Więc zadamy ci pytanie, na które musisz szybko odpowiedzieć. - pokończył ten drugi, opierając się ramieniem o mur tuż obok niej.
    Lucy dobrze wiedziała, że jest w potrzasku i nie mogła udawać, że się nie boi. Miała magiczne moce, władzę nad wodą, która nie raz działała na jej korzyść. Niegdyś wystarczył jeden ruch dłonią, a wody Renu obmywały całą skałę ze skarbcem zrzucając z niej wszystkich nieproszonych gości. Do tego, jej nimfia natura dawała jej umiejętności uwodzenia mężczyzn i choć nie działały równo na każdego, czasem miała nad nimi niejaką przewagę. I tym razem była w pogotowiu, czujna, by w zaatakować w jakikolwiek sposób, jeśli będzie to tego zmuszona.
    - O co chodzi? - fuknęła tylko marszcząc brwi. Miała jeszcze w zanadrzu groźbę, by nie zadzierali z córką potężnego i wpływowego króla elfów, choć wątpiła, by w tej sytuacji mogłoby ją to przed czymkolwiek uchronić.
    - Damien Torres aka Romeo Monteki - rzucił ten drugi. A więc miała do czynienia z Baśnowcami, skoro opryszki znały oba nazwiska jej dawnego znajomego... Właśnie, Damien. Lucy zamrugała kilkukrotnie zupełnie zaskoczona słysząc jego nazwisko. Nie widziała go od ponad roku, od czasu ich dawnej współpracy, jeszcze zanim trafiła do Golden Boughs. Czyżby sądzili, że dziewczyna wciąż ma z nim jakiś kontakt?

    [Zrobiłam tak, że jeszcze od czasu tamtej współpracy Lucy i Damien się nie widzieli (nie pamiętam, czy to w końcu jakoś ustaliłyśmy?), a tym zbirom chodziło np. o jakąś starą sprawę, w której Lucy mogła brać udział. Wówczas w wątku mamy ich pierwsze spotkanie po tych miesiącach, będą mogli sobie o wszystkim pogadać, jak już R upichci te niezdrowe hamburgery xD]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  31. Słysząc jego odpowiedź z niezadowoleniem zmarszczyła brwi; może i czuł się już lepiej, ale ona wciąż miała przed oczami ten przerażający obrazek, wciąż się o niego martwiła. Nie dał sobie nawet chwili na odpoczynek, ani powrót do pełni sił... Naturalnym więc było to, że się o niego bała; pomijając już samo to czym się zajmował, co zresztą samo w sobie przyprawiało ją o niespokojne bicie serca. Ruszyła z nim do kuchni, by zaraz zgasić ogień pod kolacją, z której prawdopodobnie nie zostałoby kompletnie nic, jeżeli uległaby pokusie utonięcia w jego ramionach, bo wciąż stęskniona była jego bliskości. Uśmiechnęła się widzą jego minę i delikatnie wzruszyła ramionami - Mam wiele talentów. - stwierdziła z rozbawieniem całując jego policzek. Skinęła głową na jego kolejne słowa i sięgając po butelkę białego wina, które idealnie komponowało się z przygotowaną przez nią potrawą, powiodła spojrzeniem za Torresem, który stał właśnie w progu kuchni marszcząc czoło z nieodgadnionym wyrazem twarzy; zainteresowana słowami Borysa, które dotarły do niej, gdy wyjmowała z szuflady korkociąg wychyliła się nieco, by rzucić okiem na to co działo się w korytarzu; z rozbawieniem pokręciła głową widząc roztargnienie jakie zawładnęło mężczyzną i zamyśliła się na krótką chwilę. Chociaż Borys zaskarbił sobie jej sympatię, tak biorąc pod uwagę jego zajęcie i świat w jakim się obracał dość dziwnie było myśleć o nim jak o mężu... i ojcu. Kąciki jej ust z zadowoleniem uniosły się lekko ku górze, kiedy poczuła jak ramiona Romea oplatają ją od tyłu; odwróciła głowę, by spojrzeć na niego kątem oka i musiała przyznać, że wstąpiła w nią mała egoistka, która jak dziecko cieszyła się z tego, że tego wieczora jednak z nikim nie będzie musiała się nim dzielić; ale chyba nikt nie mógłby jej za to winić, w końcu należało im się trochę czasu sam na sam. Mieli do nadrobienia naprawdę dużo straconego czasu.
    -Znalazłam sobie zajęcie... - stwierdziła z rozbawieniem stawiając na stole w otwartej na kuchnię jadalni dwa talerze z gorącą kolacją i podając mu butelkę wina wbiła spojrzenie prosto w jego oczy - Ale wspólna kąpiel i masaż zależy tylko od Ciebie. Obiecaj mi, że trochę przystopujesz... Martwię się o Ciebie, jeszcze dwa dni temu byłeś praktycznie nieprzytomny, a teraz znikasz na cały dzień...

    <3

    OdpowiedzUsuń
  32. Chwycił szklaneczkę z alkoholem, jednak długo nie pił. Może i miał coś wspólnego z Lucyferem jednak w porównaniu do niego nie był aż takim alkoholikiem. Chociaż…Lucek i tak w życiu by nie powiedział że jest alkoholikiem, on oznajmiłby że po prostu pije częściej i w większych ilościach niż inni.
    — Jak widzisz…nie do każdego dociera – powiedział po czym wtedy wypił zawartość szklaneczki. Jednym haustem. Przyjemne ciepło zagrzało Ivana od środka, cóż, dla niego nie było jakoś to szczególnie nieprzyjemne ani przyjemne uczucie. Ot takie…normalne. Lata picia spirytusu oraz innych radziecko-rosyjskich wynalazków odcisnęło na nim swoiste „piętno”, że potrafił niektóre alkohole wypić niczym wodę. Ale nie praktykował tego zbyt często. O wiele bardziej wolał zapalić dobrego papierosa, albo cygaro.
    — Ale po co się spieszyć? Pośpiech to zły doradca. Uwierz mi, wiem trochę więcej od ciebie…a to że na stałe zawitałem na tym padole w wieku…siedemnastym czy osiemnastym, to już inny szczegół – uśmiechnął się przeciągle. Powoli odzyskiwał panowanie nad sobą oraz zdolności trzeźwego i chłodnego oceniania sytuacji. – Nie musisz mi o tym mówić. Nie zapominaj, że przez wiele lat byłem jednym z tych którzy to pozbywali się…szpiegów, kontrrewolucjonistów – przypomniał tak na wszelki wypadek. Zabijał też nazistów, ale o tym to nie wspominał. Bo nie było sensu.
    — Jest jeszcze jednak kwestia…facet zniknął. Ot tak, uciekł nie wiem gdzie. W domu, biurze, u kochanki czy kochanka…czy kogo on tam ma. Nawet w kościele go nie ma – wzruszył ramionami. Zaciągnął się papierosem. Rozejrzał się po pomieszczeniu zupełnie tak jakby szukał czegoś na czym mógłby się skupić…albo jakby na którymś z przedmiotów była wypisana odpowiedź.
    — Ale chwila jest jedna rzecz…jedno miejsce. Pamiętasz te stare magazyny? Te w Kings Point? – zapytał. Pomimo uczenia się przez wiele lat angielskiego wciąż miał ten rosyjski akcent. Owszem potrafił zarzucić pięknym amerykańskim akcentem, ale nie podobało mu się to. A mówiąc z tym rosyjskim akcentem miał wrażenie że pokazuje innym skąd jest, skąd tak naprawdę pochodzi. Chociaż doskonale wiedział że pochodzi z ziem Polskich, jednak to w Rosji spędził najwięcej czasu i sądził że są to jego najlepsze lata spędzone na tym świecie.

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  33. [ Niezły pomysł :)
    Masz ochotę zacząć? ]

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  34. Jego odpowiedź nie przypadła jej do gustu ani trochę... Zagryzła lekko dolną wargę, a przez w jej oczach dostrzec można było pewną dozę smutku; upiła łyk wina i wlepiła w niego to spojrzenie zbitego psa, którym chciała być może odrobinę zmanipulować mężczyznę swojego życia. Upiła łyk wina i z cichym westchnieniem opadła na oparcie masywnego krzesła; nikt nie mógł jej winić za to, że się o niego martwiła, ani też za to, że chciała nadrobić cały ten stracony czas i nacieszyć się jego osobą, zanim ten znów rzuci się w wir pracy. Nic więc też dziwnego w tym, że poczuła się trochę zawiedziona jego postawą... do tego stopnia, że gdyby nie jego następne słowa, prawdopodobnie trzasnęłaby drzwiami; rozchmurzyła się nieco słysząc jego propozycję, jednak nieco podejrzliwie zmrużyła oczy przez chwilę przyglądając mu się bez słowa.
    -Obiecujesz? - spytała i w duchu odetchnęła z ulgą dopiero, kiedy ten przytaknął skinieniem głowy; uśmiechnęła się promiennie i przeciągnęła znacznie pocałunek, który złożył na jej ustach. Na taki kompromis mogła się zgodzić... A nawet więcej, mogła przyznać, że jego plan był zdecydowanie lepszy; w końcu nic nie mogłoby uszczęśliwić jej bardziej niż odrobina czasu spędzonego sam na sam. Odprowadziła go wzrokiem, kiedy wychodził z kuchni i po chwili sama podążyła w stronę schodów.
    Ciepła kąpiel była czymś co zawsze poprawiało jej nastrój i pozwalało całkowicie się odprężyć, a teraz kiedy mogła dodatkowo zatopić się w jego silnych ramionach, czuć jego bliskość każdą, najmniejszą nawet, komórką swojego ciała, była czymś wręcz nie do opisania. Zamknęła oczy czując jak wodzi dłońmi po jej nagiej skórze, sama zaś wplotła smukła palce w jego ciemne włosy, by zaraz przenieść słonie na jego barki; czuła jak spięte mięśnie rozluźniają się pod jej dotykiem i jedynym czego w tym momencie pragnęła było to, żeby tak właśnie wyglądał każdy wieczór. Nachyliła się nad nim, przesuwając dłonie na tors Romea, ustami musnęła jego szyję - Kocham Cię. - szepnęła wprost do jego ucha,którego płatek delikatnie przygryzła.

    <3

    OdpowiedzUsuń
  35. [Wybacz, że tyle to trwało x)]

    Lucy milczała jeszcze przez kolejne kilkanaście sekund, siłując się z oprychami na spojrzenia. Nie miała pojęcia, co teraz robi Damien, co się z nim dzieje i gdzie jest. Nawet gdyby wiedziała, nie przywykła do sypania dawnych znajomych byle komu.
    Nie zdążyła nawet otworzyć ust, gdy gdzieś z boku dobiegł ją znajomy, od dawna niesłyszany głos. O wilku mowa, pomyślała całkowicie zaskoczona i aż wzdrygnęła się, gdy sam Romeo staną dokładnie pomiędzy nią, a dwójką agresorów. Wszystko jednak działo się na tyle szybko, że postanowiła pozostać w cieniu i bez żadnej rekcji poczekać na obrót spraw. Odetchnęła jednak z ulgą, bo jej ściśnięte do tej pory serce nieco nie uspokoiło i pojawiła się namiastka poczucia bezpieczeństwa. Jak on to robił, że zawsze pojawiał się w odpowiednim momencie?
    Damien warknął na obu, a zaraz potem wokół nich pojawili się gotowi na wszystko ludzie Torresa, więc nimfa już całkowicie odetchnęła z ulgą. Znów spojrzała w oczy nasłanym typkom, który nie byli już tak pewni siebie, jak jeszcze kilka minut temu, choć usilnie starali się nie stracić głupich uśmieszków.
    - Ah, i sam pan Torres się zjawił... - fuknął pierwszy z nich, mrużąc przebiegle oczy. Obaj powoli wycofali się na bok, w kierunku jezdni, trzymając dłonie przy pasach spodni, z pewnością gotowi użyć broni.
    - Jersey pozdrawia! - rzucił drugi na odchodne, po czym oboje ryknęli paskudnym śmiechem i biegiem rzucili się do ucieczki w dół ulicy.
    Lucy głośno wypuściła powietrze z ust i przeczesała zmierzwione jasne włosy. Nie była strachliwa. Żyjąc tak wiele stuleci, widziała naprawdę dużo, miała do czynienia z ziejącymi ogniem smokami, z groźnymi wojownikami, z szalonymi magami i własnym ojcem, który skinienie ręki skazywał ludzie na śmierć. Sama nie była święta i nie zliczyłaby nieszczęśników, którzy potopili się za jej sprawą. Dzisiejszy dzień był jednak na tyle przygnębiający i pełny katastrof, że czuła jak łzy same napływają jej do oczu.
    - Co tak długo? - rzuciła do Damienia i skrzyżowała ręce na piersiach, uśmiechając się. Nie sądziła, że jeszcze kiedyś się spotkają, mimo że Fabletown wcale nie było duże. Ona jednak postanowiła raz na zawsze zerwać z tamtym życiem i nie mieszać się w nim podejrzanego. Najwyraźniej jednak, to wcale nie będzie take łatwe.

    Lucy

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.