wtorek, 4 lipca 2017

"Genialny" pomysł Lucyfera

Achtung! Notka zawiera niezliczone pokłady głupoty Lucyfera, oraz autora tejże notki. Lojalnie uprzedzam iż pojawiają się jakieś przekleństwa, oraz braki logiczno-przyczynowo-skutkowe. 
Bociek, który odda nadmiar weny

Obudził się na kacu (zresztą jak zwykle…alkoholik w ząbek czesany). Nie myśląc jednak o szybkim wstawaniu, przewrócił się na drugi bok. Wstawanie było zdecydowanie najgorszą możliwością.
Przekrwione oczy, bolały go…to było właściwie dziwne że diabeł, który nie ma krwi, serca, mózgu oraz kilku innych rzeczy, ma przekrwione oczy. Patrząc na Lucyfera wszyscy biolodzy mogą załamać ręce. Przecież coś takiego nie ma prawa bytu!
Po wysłuchaniu jakże przepięknej arii nazwanej: „Śpisz? To zaczniemy kosić trawę/roboty budowlane o siódmej rano”. Oczywiście tylko bestia nie byłaby w stanie dostrzec tego kunsztu artystycznego! Tego poświęcenia tych samozwańczych muzykantów. Przecież każdy o tym oczywiście marzy aby obudziło go takie irytujące przemiłe „bzi, bzi” lub „truu, trrrt”!
Widocznie Lucyfer był bestią bez kunsztu artystycznego, niedoceniającą niespełnionych muzyków, którzy chcą umilić mu poranek. Każdy by się cieszył z tego!
Nie. Nie każdy…
Wściekły oraz trzeźwiejący(!) Lucjan wstał, nawet chciał otworzyć okno i postawić na parapecie głośniki i zapuścić tym samozwańczym muzykantom coś pokroju „Cheeki breeki” albo „PPAP” w wersji dziesięciogodzinnej. Zrezygnował jednak z tego. W końcu on też musiałby tego słuchać, no i nie zamierzał fundować tym nierobom darmowej muzyki. Nie było tak dobrze!
Przeszedł do kuchni, podszedł do lodówki i zmarszczył brwi widząc kartkę przyczepioną do jej drzwiczek z napisem „Debilu nie pij wincyj. A przynajmniej weź nie pierdol, że kościół założysz”. Może w samej wiadomości nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie fakt, że została ona napisana ręką samego Lucyfera, a to było ewidentnie Luckowe pismo.
Diabeł zamrugał, podrapał się po głowie i przypomniał sobie na jakiż to genialny pomysł wpadł. Nawet teraz ten pomysł wydał mu się świetny. A to oznaczało jedną z dwóch rzeczy, albo wciąż miał zbyt wiele promili, albo naprawdę to dobra rzecz była.
— Ivan! Ivan! – zaczął niemalże krzyczeć do słuchawki telefonu.
— Czego? Lucjan jest…siódma. Siódma rano a ja mam wolny dzień – mruknął. Jak można usłyszeć nie był zadowolony z tego faktu, że obudził go telefon.
— Ivan mam pomysła! Kuzynku drogi! Tylko jest pewien problem.
— Nooo.
— Bo pieniędzy potrzebuję. No i ty masz jakieś znajomości…pozwolenie na budowę potrzebuję – powiedział tak szybko na ile pozwalał mu kac oraz plączący się język.
— Co ty chcesz zrobić? Lucjan? – mimowolnie podniósł się na łóżku. W tle było słychać ciche pyknięcie zapalniczki. Czyli pierwszy papierosek po przebudzeniu można „odfajkować”.
— Kościół. Kościół dla wyznawców lucjanizmu! – odpowiedział rezolutnie.
— Czekaj…czekaj. Dla wyznawców lucjanizmu? Lucek to nie jest dobry pomysł! Pomysły po pijaku nie kończą się zbyt dobrze! Poza tym i tak już robisz konkurencję Bogdanowi…. No i po kiego grzyba ci druga religia? Satanizm przecież masz.
— Chłopie jeśli nie pyknie to zrobimy klub nocny! To będzie epicki klub nocny w kościele. I może nawet jakąś chwytliwą reklamę wymyślimy? Co ty na to? Zyskami podzielimy się jakieś….po połowie się podzielimy. No Ivan, no – chyba pierwszy raz tak się działo, że Lucyfer kogokolwiek o coś prosił. Chociaż w sumie to kiedyś prosił…czy też raczej błagał szefa o urlop. Teoretycznie mógł go wtedy zabić, ale skąd wziąłby takiego szefa? Na tego była promocja w Tesco. Więc nie przepłacono. Nie żałował żadnego dolara rumuńskiego jakiego wydano na szefa.
— Na kiedy potrzebujesz? – zapytał w końcu Ivan. Wypuścił szary dym z ust, który rozniósł się po sypialni. Chyba jednak dał się przekonać kuzynowi. Poza tym wizja takiego dziwnego klubu nocnego była dość ciekawa. Przypuszczał tylko, że Bogu mógłby się delikatnie mówiąc zdenerwować. Ale Lucek pewno załatwi tą sprawę. Po pijaku bo po pijaku, ale załatwi. Liczy się sam fakt.
— Na wczoraj! Na już! Na jak najszybciej! – odpowiedział po czym się rozłączył.
Miał pomysł, w końcu co mogło w tym wszystkim pójść źle? No przecież chyba nic nie miało prawa, pójść nie po jego myśli. W końcu to był pomysł Lucyfera, to iście szatańska myśl! Z piekielnie dobrą precyzją.
Musiał teraz wymyślić jednak kilka rzeczy związanych z nową wiarą. Może jakieś przykazania? Cokolwiek! Nowa święta księga, albo coś do tego zbliżonego…może zrobi święty komiks? Jeśli kogoś treść nie zainteresuje, to sobie przynajmniej obrazki poogląda. No i też wypadało mieć jakiegoś księdza/popa/pastora/guru/naczelnego kościelnego nawijacza z mikrofonem.
Wtem wpadł na pomysł. Tak zwanego „duszpasterza” to chyba już ma. Przynajmniej tak mu się wydawało, że ten bezrobotny leń Burton się zgodzi, w końcu miał w niego niejaki dług wdzięczności za oddanie duszy.
Po bliżej nieokreślonym czasie…
Uradowany Lucjan odebrał pozwolenie na budowę przybytku. Nawet już zdążył ściągnąć z piekła ekipę budowlańców. Co z tego, że najpierw załatwił pracowników a nie pozwolenie na budowę? Wiedział, że kuzynek dostanie ten świstek papieru (bo kto odmówiłby diabłu?). Nie był to więc problem.
Lucjan nawet ku zdziwieniu innych (oraz swoim własnym) napisał list do (prawdopodobnie) pierwszego pastora/księdza/popa/guru z mikrofonem tego kościoła. Może diabeł nie wspiął się na żadne wyżyny twórcze, ale…chyba warto byłoby zacytować, ten krótki liścik do żyjącego samobójcy.
Drogi Burtonie ty tempy samobujco!
Kościół se zbudowałem (znaczy jeszcze nie, ale prawie) i pojawia się zapytanie, czy chciałbyś czynić honory pierwszego duszpasterza w historii kościoła lucjańskiego? Chcę nadmienić, że nie możesz zaprzeczyć. Płacę za etat całkiem dobrze, więc luzik arbuzik. Przywdziewaj więc piękną sutannę, którą ci dołączam…dołanczam…wysyłam z tym listem i zapraszam na pierwszą mszę.
Lucyfer
PS. Jak się nie zjawisz to wpierdol.”
Może cały list był po prostu głupi i na swój sposób naiwny, ale chyba taki już był Lucyfer. Taki…niepoprawny pod każdym względem. Gdyby był politykiem to pewnie co godzinę zmieniałby partię, albo założyłby swoją której poglądy wzajemnie by się wykluczały.
Wyciągnął swój telefon i wybrał numer do jednego grajka.
— Dzień dobry wieczór panu. Boruta z tej strony – przedstawił się jak kultura nakazywała. I w sumie na tym kultura się kończy. – Dobra marny piracie z hakiem zamiast łapy. Bo sprawa jest. Bo grajek ten od mszy….to okazuje się, że nie potrafi grać na organach. No i ten…kościół buduję i potrzebuję organistę, chociaż na jedną mszę…chcesz? W rumie płacę. Cysterna rumu za występ – wziął niewielki oddech – To się cieszę, że się zgadzasz. Pierwsza msza za dwa dni! – właściwie to byłoby dobrze gdyby pozwolił odpowiedzieć Huckelberemu. Bo przecież mógł się nie zgodzić.
Spojrzał na plan kościoła. O jak dobrze, że Alex zjadł tego architekta, przynajmniej zaoszczędzono na planach. Poza tym co z tego, że Lucek musiał go nieco przymusić? A no nic, szczegół nie warty nawet wspominania. Najważniejsze że wszystko było. To teraz nic tylko opierdolić pracowników, przestraszyć sanepidem czy innym gównem i obserwować jak panowie uwijają się z tym wszystkim. Zastanawiał się przez chwilę, czy martwi pracownicy odczuwają zmęczenie, oraz czy zamkną go za to jeśli będzie im kazać pracować od teraz do momentu kiedy skończą.
46 godzin 13 minut i 30...31…32…sekundy później.
— No ładnie, Lucek, ładnie – powiedział Ivan i pokiwał głową. – Wytłumacz mi tylko jedno…
— No. Co?
— Dlaczego… - przerwał i spojrzał na Lucyfera. – Dlaczego ten kościół jest do góry nogami?
— Wszystko jest według pla… - w tym momencie Zwonariew odwrócił plan budowy, który trzymał Lucek. – Ty wiesz, że ja przeczuwałem że coś jest nie tak?
2 godziny, 3 flaszki1 155 „faków” i 3 boskie interwencje później…
— No teraz to, to jakoś wygląda – wszystko było dobrze. Chyba jednak dobrze postąpił zostając tutaj. – Lucek?
— Halo? Śnieżko słońce ty moje. Jest taka jedna sprawa, bo mnie to jakiś baśniowiec na cemencie oszukał i wypadałoby żeby szeryf się tym zajął. Nie musi się jakoś spieszyć, bo cement za pieniądze kuzyna kupowany; nie zależy mi na czasie. Naprawdę? W takim razie jestem zobowiązany do postawienia ci flaszki – rozłączył się.
— Lucek…co ty?
— Halo? Will, rybko ty moja. Wieczorem z tymi organami możesz podskoczyć, no tak jakoś przed mszą. No… super jesteśmy w kontakcie.
— Lucjan…
Ale on był żywcem wyjęty z wiersza Mickiewicza, aż chciałoby się zacytować to słynne „Ale on nie słucha”. Oczywiście wyrwane z kontekstu wiersza, jednakże idealnie pasujące do całości tejże sytuacji.
— Lucy, cześć. Słyszałem, że Hak ci się oświadczył. No, no to ceremonię zaślubin macie już gdzie zrobić. No bo kościół wybudowałem. Taki fajny, wiesz? Zapraszam dzisiejszego wieczora na mszę. No to do zobaczenia.
— Lucek…co…
— Eeee, spoko Ivan. Luzik arbuzik. Ja tylko ludzi na mszę zapraszam. Wiesz, wcześniej też pozapraszałem. Smoku trochę miał wątpliwości, ale dziewice go przekonały.
— Skąd ty weźmiesz mu dziewice?
— No jak to skąd? König powiedział że załatwi. Teoretycznie to mógłbym poprosić tego Knowlesa, ale on chyba zrobiłby tak, że dziewica przestałaby być dziewicą…no i wiesz… i mogłaby zostać podana jako zakąska dla wszystkich gości. A w przypadku tego snajpera to mam pewność, że dziewica dziewicą pozostanie, oraz że będzie żywa i że tak zażartuję „na chodzie” – wyjaśnił szybko, całą zawiłość z dziewicą związaną.
— Lucjan, ty to jednak głupi jesteś. Wiesz?
— Wiem – odpowiedział z delikatnym uśmiechem. Mimowolnie spojrzał jeszcze na ogłoszenie, które umieścił na pobliskim słupie, które głosiło o tym, że msza dobędzie się dnia dzisiejszego (czyli 4 lipca) o godzinie 20:00.

_____________
Dziękuję tym, co wytrwali. Przepraszam, że ktoś pojawił się w notce, a tego sobie na przykład nie życzył.. Ma pecha w takim razie...
No i jest, ci co pamiętają, o tym, że obiecałem że stworzę kościół Lucjanistyczny, mogą się cieszyć. Teraz pozostaje pytanie, czy, znajdę osoby, które zechcą chodzić na mszę do takiego kościoła przez potępieńców wybudowanego.
PS. Słowo "samobujco" zostało napisane specjalnie z błędem.

10 komentarzy:

  1. Oj Lucindo, chyba nam się upiłeś, co? :D Wincyj notek, to wincyj radosnych bladych (jeszcze nie upitych) twarzy wtajemniczonych w lucjanizm. Jestem zachwycona, więc spodziewaj się jakiegoś muralu z tęczą na którejś ze ścian swego kościoła <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłem trzeźwy :D
      Mural w kościele jest zawsze spoko, tylko proszę aby tęcza była (o dziwo) nie w kolorach tęczy, tylko może takich jakiś...bardziej radosnych barwach typu....czarny? Komunistyczna czerwień? No opcjonalnie możesz też dać tam też gejowski róż xD

      Usuń
  2. Smok jest doprawdy wzruszony tym, że sam Lucyfer o nim pamięta i tak pięknie się stara by załatwić dziewice w dobrym stanie. <3
    Notka pięknej urody i mistrzowskiej treści! Zapisuję się do kościoła lucjanistycznego i liczę na jakąś dobrą posadę, godną smoka! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiadomo! Smok to zagrożony gatunek jest xD Poza tym...ja dbam o swoich ludzi (oraz i nie ludzi) :D
      Dziękuję bardzo za miłe słowa i mam nadzieję, że znajdziesz smoku odpowiednią posadę xD

      Usuń
  3. [Yep, zdobyłeś nową wyznawczynię. Propsy za poprawienie mi humoru, zdecydowanie musisz pisać więcej. I za Pen Pineapple Apple Pen też propsy, uwielbiam :D]

    Dorcia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, dziękuję *kłania się*
      Cóż...chyba Lucek zostanie takim blogowym błaznem, innego wyjścia nie widzę. Naprawdę xD
      Jeszcze raz dziękuję za miłe słowa :D

      Usuń
  4. Yay! I znowu uwielbiam cię za to gościnne wystąpienie! xD Hahahaha, teraz tak myślę, że skoro Hakuś zostanie organistą, to Lucy może rozdawać książeczki pod kościołem i, ekhem, zachęcać do wstąpienia do środka xD <3
    Nie wiem, jak to ze ślubem będzie, bo tatuś Oberon pewnie będzie marudził, więc... xD Ale notka mega-śmieszna, jak zawsze ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ślubem się nie przejmuj! Oberon na pewno się zgodzi, bo w końcu kto nie chciałby mieć ślubu w kościele postawionym przez samego diabła?! No kto?
      Poza tym...Oberon nie ma tutaj nic do mówienia, Lucek zaprasza i odmowy nie przyjmuje xD

      Usuń
  5. Cudeńko XD Lucjan jak zawsze w formie i jak zawsze genialnie głupi ;) Hakusiowi miło, że został poproszony o zagranie na organkach, a bardzo mu miło. I jeszcze propozycja by z Lucy się w lucjanowym kościele hajtnął XD Idealne podsumowanie naszych wcześniejszych odpałów <3 Uwielbiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. No wiadomo :D Podsumowanie musiało być xD Poza tym ja pamiętam o tym, że była rozmowa na shoutboxie że ślub w lucjanistycznej wierze ma być xD No i do tego w pierwszej (oraz na razie jedynej) parafii kościoła lucjanistycznego.
    Mam nadzieję, że będziecie chcieli taki ślub :D No i w razie czego aby za daleko nie iść, to reszta imprezy może być w podziemiach kościoła ;)
    Dzięki za miłe słowa :D

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.