niedziela, 18 czerwca 2017

talk less, smile more

 |w kieszeni dokumenty na nazwisko SHANDAR BHANDARI | w obu wersjach z Bagdadu, choć są to dwa zupełnie różne Bagdady | coś jakby 27 lat | kolekcjoner antyków, takich pieniędzy nie pyta się o szczegóły | przysłany przez Sułtana dyplomata | stary przyjaciel Diabła Morskiego | zdecydowany nieprzyjaciel syren | nie umie w świat Doczesnych, ale załapał już, że jak ktoś go nudzi, to wystarczy zacząć tańczyć jak w bollywoodzkim filmie | podobno ma nieoclonego dżinna 
Do Nowego Jorku przyjechałeś niedawno. Jeszcze masz w kufrze nienoszone koszule, a już współczujesz tutejszym Baśniowcom bardziej niż powinien współczuć dyplomata. Znamy się dość długo, więc chyba mogę powiedzieć ci to wprost – współczucie zawsze było twoim największym problemem. Gdybyś chociaż raz potrafił w pełni pomyśleć tylko o sobie, miałbyś teraz spokój. Leżałbyś gdzieś na plaży, nie w tym kontekście, w którym ja zwykle mówię o plażach; wypoczywałbyś nad jasnym brzegiem morza i słuchał śpiewu ulubionej niewolnicy. Worki ze srebrem i złotem były dobrym początkiem, mogłeś nigdy nie wyjeżdżać z pałacu swojego wuja. Tobie jednak takiego życia było za mało. I zobacz, dokąd cię to zaprowadziło! Za moją przyczyną, nie przeczę, ale jednak nie powiesz, że jesteś moją ofiarą. Nie ja wsadziłem cię na tamten statek. Tak samo nie ja wysłałem cię do świata Doczesnych.
Potrafisz  w ogóle powiedzieć, jak doszło do tego, że sierota mieszkający kątem u wuja, niedoszły kupiec, włóczęga, został ambasadorem arabskich baśni?
Skoro jednak tu trafiłeś, przyjmij ode mnie parę rad. Po pierwsze, oni nie będą chcieli twojego współczucia. Gotowi są cię rozszarpać na strzępy, gdy zobaczą magiczny dywan (mówiłem, nie pożyczaj Alladynowi, obaj wiemy, że frędzli było więcej) albo sakiewkę z klejnotami. Wszyscy tutaj udają szczęśliwych, ale wiele oddaliby, żeby wrócić do Ojczyzny. My, z arabskich baśni, mamy więcej szczęścia, Adwersarz nie zdołał przechytrzyć naszych magów, przez stulecia byliśmy bezpieczni i o całej hecy wiedziały może trzy osoby. Ty jesteś czwarty. A skoro już jesteś, słuchaj dalej. Bądź przyjacielski, ale nie za bardzo. Nie tak, jak ty bywasz przyjacielski. Nikt tutaj nie będzie wobec ciebie szczery, więc ty również kłam. To przecież potrafisz. Jak oferują ci sosy, wybieraj zawsze ostry, obejrzyj Forresta Gumpa, nie oferuj kobietom dołączenia do haremu twego wuja, w miejscach publicznych muzyki słuchaj przez słuchawki i noś wypastowane buty. 
W wolnej chwili zastanów się, co ze sobą zrobisz. Z misją od Sułtana sobie poradzisz, mam na myśli twoje współczucie oraz fakt, że – jako człowiek, który uważa się za specjalistę od szczęścia – bardzo mocno szczęścia unikasz. O Arkelę się nie martw, napisałem jej, że pojechałeś na ryby i wrócisz od „za miesiąc” do „za trzy lata”.  
Tego ci życzy, ukłon przesyłając dworski,
Kochający cię szczerze — twój druh
~ Diabeł Morski
Kiedy pytają mnie „jak awanturnik, rabuś, legenda Siedmiu Mórz, mógł zostać ambasadorem arabskich Baśni?”, odpowiadam „spójrz na te włosy”.
~Sindbad
Cześć! Zaczynając od formalności, na zdjęciu Dev Patel, w tytule "Aaron Burr, sir" z musicalu "Hamilton", a stopkę listu Diabła Morskiego zapewnił Leśmian, o którego "Przygodach Sindbada Żelgarza" myślałam, tworząc postać. Bo, bądźmy szczerzy, w komiksach Sindbada jest śmiesznie mało, jak na tak ważną postać. Zrobiłam, co mogłam.  Jesteśmy bardzo chętni na wątki i powiązania (w szczególności takie, które pokażą Sindbadowi, jak działa świat Doczesnych oraz takie, które będą o poważniejszej polityce). 

23 komentarze:

  1. [Hej, cześć i czołem :D
    Witam cię ciepło i serdecznie w naszym gronie. Bardzo przyjemnie mi się czytało twoją kartę. Fajny ten Sindbad...ale nie będę przedłużać. If ju chcesz, to zapraszam na wątek z jednym z moich panów! Wydaje mi się, że coś będzie można wykombinować :)]

    Lucek
    Willard
    Ivan
    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  2. [czesc i czolem ;) witam sie z Sinem bo fajnie wyszedl - popodrozujemy razem? ;) no i sie w koncu pana doczekalam]

    Shakuntala

    OdpowiedzUsuń
  3. [biedni niewolnicy - no ale takie to czasy byly (a czasem to chyba nadal jest ;>)
    Pomysl... o rany pytasz sie o cos takiego gdy jestem "zombie" bom wstala dopiero a i do pracy tez dzis ide.
    Pomysl.. moze nie pomysl tylko mysl *mysli ciezko* Tak sobie myslalam jak zauwazylam twe zgloszenie w zapisach, ze ktos sie w koncu zdecydowal na wschodnie klimaty, ze mogli sie poznac w czasie, gdy jeszcze w ciazy byla taka smutna i samotna, bez celu szwendajaca sie w blizej nieokreslonym kierunku azx w koncu trafila do portu i postanowila wyplynac w rejs w byle jakim kierunku. Morze jak to morze zdradliwe - bylby sztorm etc... a tylko oni by sie uratowali ^_^ trafili na jakas wyspe i "zyli" razem w doli i niedoli - taa.. zywcem wyjete z rozbitkow, ale on sympatyczny sie wydaje a ja lubie Basnie 1001 nocy.]

    Sha ziewajaca (sorki ale sie nie wyspalam ale na szczescie dzis mam krocej ^^)

    OdpowiedzUsuń
  4. [Cześć! Witaj na blogu!
    Cudowna karta, uśmiałam się czytając ją :D Frędzle z dywanu wygrały xD Od razu widać, że to gość z poczuciem humoru i z raczej pozytywnym nastawieniem do świata, mimo wszystko ;) Nie mogę doczekać się dżina na blogu, to byłaby para idealna :D Aw, i żart z serii "Kiedy pytają mnie..." <3 Kocham po prostu!
    Życzę ci samych ciekawych wątków i tego, żeby Sindbad został z nami jak najdłużej!]

    Administracja & Lucy

    OdpowiedzUsuń
  5. [Świetnie rozumiem słabość do całej zgrai z lasu Sherwood :D
    No to już coś mamy... Późny wieczór, prawie noc... (w sumie to dobra pora dla demonów i diabłów xD) Sindbad włóczący się po Falbe i Will, który mógł po raz kolejny dostać od kogoś w ryj i w sumie to z wielką chęcią pożyczyłby na wieczne nieoddanie czyjś portfel...a że Sindbad się napatoczył to...jak to mówią "okazja czyni złodzieja".
    Albo...Will mógłby mieć do sprzedania jakiś antyk, taki dosyć rzadki i właściwie to pewnie każdy kolekcjoner znający się na rzeczy byłby gotów zapłacić za to majątek. Nie wiem jak Twój pan stoi z pieniędzmi, bo jeśli ma trochę złota, srebra...albo po prostu posiada książeczkę czekową, to ów antyk mógłby być jego ;)

    Nie wiem, czy coś takiego może być, czy może po głowie chodziło ci zupełnie coś innego.]

    Will

    OdpowiedzUsuń
  6. [no tego.. akurat pasuje do caloksztaltu no i dobry poczatek na znajomosc - mysle ze sie polubia ;) a i spieszyc sie nie musisz ]

    Sha

    OdpowiedzUsuń
  7. [Koniecznie! :D Alladyn już kiedyś u nas był, Jasmine również. Nawet jakiś dżin przemknął, o ile się nie mylę, więc kto wie, może szybko znajdą się chętni na takie postacie :D A w razie chęci, zajrzyj do zakładki Poszukiwani, bo mamy tam możliwość dodania tzw. "poszukiwanego powiązania", bez potrzeby opisywania konkretnej postaci :)
    Chąci na wątek są zawsze, gorzej z czasem i weną, bo z tym mam ostatnio spore problemy :D O ile nie przeszkadzało by ci odpisywanie raz na ruski rok, to bardzo chętnie. I jak najbardziej, mów koniecznie, jakiż to pomysł, bo aż jestem ciekawa! xD]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie podobało mu się to, że burmistrz tak się płaszczył przed tymi dupkami ze wschodu. Bo jak inaczej mógł ich nazwać? Bogate dupki ze wschodu. I jeszcze to niewolnictwo! Byli przecież w XXI wieku, powinni się normalnie zachowywać. A nie jakby dopiero co wyszli ze swoich baśni. On sam siedział długo w świecie doczesnych, poznał smaki „różnego” życia. Przyzwyczaił się do kilku rzeczy, nauczył się zasad jakimi rządził się Nowy Jork, całe Stany Zjednoczone, oraz Europa, wraz z tą „bardziej cywilizowaną” częścią Azji.
    Jeśli król Cole myślał, że on Will Szkarłatny odpuści sobie cokolwiek, to grubo się mylił. Przecież jak to mówią „okazja czyni złodzieja”, a tacy „turyści” to przecież wystarczająca okazja! Wystarczający pretekst, do śledzenia ich z bezpiecznej odległości, oraz późniejsze wykorzystanie ich nieuwagi.
    Nie musiał nawet długo czekać, na takową okazję. Kiedy jeden z mężczyzn wyciągnął portfel, Scarlet był już w biegu. W momencie popchnął mężczyznę na ścianę, pochwycił obiekt pożądania. Dodatkowo „pożyczył” sobie jakiś…to chyba był dukat.
    Nie ważne! Najważniejsze było to, że równie szybko jak się pojawił to zniknął. A właściwie to równie szybko uciekał. Najpierw w prawo. Kilka metrów prosto, te kilkanaście sekund wykorzystał na to aby schować do kieszeni bluzy, swoje dzisiejsze fanty. Szybko skręcił w lewo, wprost w ślepą uliczkę. Chwycił za jakiś śmietnik i pociągnął go, tak żeby ten upadł i zawadzał innym, oraz żeby chociaż na chwilkę opóźnił ewentualny pościg.
    Wziął nabieg na ścianę, chwycił się krawędzi, podciągnął się, przełożył nogi przez mur i wylądował po drugiej stronie muru. Rozejrzał się na boki, bardziej z przyzwyczajenia niż z konieczności i przetruchtał na chodnik.
    Sprintem przebiegł przez ulice, na szczęście nie było jakoś zbyt wielu samochodów, więc można by powiedzieć że było całkiem bezpiecznie.
    Włożył ręce do kieszeni i uśmiechnął się pod nosem. Jeszcze nie wiedział ile jest w portfelu, ale nawet jeśli niewiele, to portfel zawsze może sprzedać. W końcu to zawsze parę grosza. Może on sam nie weźmie, ale zna kilku ludzi, którym każdy grosz jest potrzebny. Niby obiecywał sobie, że koniec z tym Caritasem, ale jednak, czasem pomagał innym. Rzadko, bo rzadko, ale jednak pomagał.
    W sumie to nie widział aby ktokolwiek go jeszcze gonił czy coś, ale mimo wszystko wszedł do jednej z bocznych uliczek. Chyba jako jeden z niewielu czuł się w nich dobrze.

    Will

    OdpowiedzUsuń
  9. [Ojej, kiedyś uwielbiam kanadyjski serial „Przygody Sindbada” (zresztą, jestem dzieckiem lat dziewięćdziesiątych, więc wszystkie takie produkcje łącznie z „Xeną” i „Herkulesem” nie są mi obce ♥) i żałuję przy okazji, że tak mało osób zna leśmianowską wersję (albo tylko ja się obracam w takim nieogarniętym towarzystwie :c) Czeeeść! Witam Cię gorąco na blogu z, cholera, naprawdę świetną wersją jednego z moich ulubionych bohaterów – i wspaniale nawiązałaś do tego, z czym najmocniej Bolyłódy mi się kojarzą (umarł ci ojciec?; przykro mi – teraz zatańczę i zaśpiewam!). Jestem kompletnie oczarowana, dlatego wątku nie odpuszczę, a skoro Bhandari kolekcjonuje antyki, to może również zainteresują go stare książki? Moja panna w swojej księgarni ma wiele Białych Kruków. (; Tymczasem zaś – życzę Ci dużo weny, wytrwałości i dobrej zabawy! :]

    powalona na kolana BELLE CHEVALIER i jej równie zachwycona autorka

    OdpowiedzUsuń
  10. Spokojnym krokiem dotarł do swojego mieszkania. Jak zwykle panował w nim bałagan, wszędzie walały się jego rzeczy, wyglądało to wszystko zupełnie tak jakby dopiero co zakończono u niego rewizję, albo przed chwilą obrabowano go. Bo właściwie nawet i tornada, które nawiedzają pokoje można włożyć między bajki. Nawet baśniowcy uznawali je za bajeczki dla dzieci.
    Will zdecydowanie częściej przebywał w tym mieszkaniu. Miał jeszcze niewielki apartament położony na skraju Fabletown. Tam było zdecydowanie bardziej reprezentatywnie. Tutaj to taki…ubogi złodziej. Żył jak każdy…a przynajmniej stwarzał takie pozory. Szkarłatny wiedział kiedy musi wskoczyć w garnitur od Armaniego, a kiedy wystarczy dres z trzema paskami po bokach. Lata spędzone w tym „zawodzie” nauczyły go kilku rzeczy…
    Właściwie to nawet nie zdążył na dobrze wejść do mieszkania, a zjawił się u niego mały Jimmy. Jak zwykle był ubrudzony na twarzy. Will nawet się nie pytał dlaczego nie śpi, przez awanturę jaką urządziła matka Jimma, jego ojcu pewno cała kamienica nie spała.
    — Co masz? – zapytał chłopiec. Szkarłatny uśmiechnął się i wyciągnął z kieszeni portfel i dukat. Na widok monety chłopiec uśmiechnął się i spojrzał na mężczyznę z podziwem. – Skąd to masz? – uśmiechnął się i powoli obracał dukat w swoich dłoniach.
    — Nie ważne. Znalazłem – odpowiedział i usiadł na łóżku. Chłopiec poszedł w ślady Willa. – Chcesz? – zobaczył w oczach chłopca błysk. To chyba była wystarczająca odpowiedź. Zaraz jednak dzieciak spojrzał na portfel i monetę. – Obie rzeczy – Will rozwiał tymi słowami dylemat chłopca.
    — Tak! Chcę – powiedział. Po chwili ośmiolatek przytulił się do mężczyzny. – Jesteś moim ukochanym bratem, wiesz? – Scarlet nawet nie zamierzał się pytać, kiedy to awansował na „brata”. Nie było to w tej chwili takie istotne.
    Usłyszał walenie do drzwi. Przypuszczał kto to mógł być. W końcu tak naprawdę to nie wiedział kogo dokładnie okradł. Którego baśniowca. Może to był jakiś stary mag? Albo ktoś równie sprytny co on i w portfelu miał jakiś nadajnik?
    — Jimmy, schowaj się – powiedział cicho. Wstał i podszedł do drzwi, które najnormalniej w świecie otworzył. Spojrzał na dwóch mężczyzn, ziewnął ni to ze znudzenia, ni to ze zmęczenia.
    — Słucham? Kim panowie są, czego chcą? – zapytał. Nie zamierzał ich zapraszać do siebie. Miał nadzieję, że Jimmy się schował. Albo pod łóżko, albo do szafy. Innej opcji naprawdę nie widział.

    Will

    OdpowiedzUsuń
  11. [O ja, naprawdę świetna postać! Shandar wyszedł Ci świetnie. A jako fanka komiksów, muszę powiedzieć, że naprawdę mi on pasuje :D. W tekst z frędzlami rzeczywiście jest cudowny równie mocno, co sama postać. Mam nadzieję, że mimo wszystko to współczucie go nie zgubi, o! Zdjęcie ładnie komponuje się z całością, tekst świetny... no co więcej. Baw się tu jak najlepiej i jak najdłużej!]

    Shadow Mortem

    OdpowiedzUsuń
  12. [Ja zawsze na wątek, po prostu nie lubię nic proponować, gdy akurat nie mam pomysłu. Czuję się zobowiązana już czymś rzucić, jeśli już chcę zająć czyjś czas. :D
    I dzięki memu wizerunkowi (nie żebym używała go przy każdej postaci xD) znajduję coraz więcej przyjaciół do fanklubu Iwana! :D
    Coś tam podpatrzyłam w tym, co pisałaś (zła ja) i w sumie, myślę, że można by coś stworzyć na bazie tych znajomości diabełków. Można by nawet się pokusić o to, że Shadow chciałby go trochę podenerwować; bo wiesz, niby nietutejszy, tak go trzeba szanować, a on zawsze na przekór wszystkiemu! Wątpię, że dałoby się Twojego pana zirytować, ale zawsze mogę podrzucić Shawa jako jego pierwszy wrzód na dupie w Fabletown xD]

    Shadow

    OdpowiedzUsuń
  13. [ witam serdecznie na blogu :D
    Karta jest genialna :D Aż chce się porwać pana Sindbada i przetrzymywać go sobie w piwnicy XD
    Jeśli masz ochotę na jakiś wątek, to zapraszam do Alexandra :D Może coś razem wymyślimy :D]

    Alexander Heller

    OdpowiedzUsuń
  14. Zmierzył przybyszów od stóp do głów.
    Niezła próba, panie baśniowiec! - przemknęło mu przez myśl. Wiedział kogo okradał, poza tym pamiętałby że popchnął gościa w tureckim…chińskim…indyjskim wdzianku, a nie ziomeczka w gajerze! Takie rzeczy to jeszcze odróżniał.
    — Że co kurwa? – zapytał zdziwionym tonem, jak to zazwyczaj miał w zwyczaju, kiedy udawał że nie wie o co chodzi. Poza tym, miał jakieś wrażenie…no dobrze nie miał wrażenia, że przybysz go obraża. Ale mógł udawać, że ma takie wrażenie.
    Spojrzał na tego, który był ubrany w tradycyjny indyjski strój. Po chwili przeniósł wzrok na gościa w garniturze. Średnio mu się to wszystko podobało. Mimo wszystko jednak uśmiechnął się pod nosem. Skrzyżował ręce na piersi i nieco napiął swoje mięśnie, zupełnie tak jakby chciał pokazać kto tutaj rządzi! Kto jest na swoim terenie i ma przewagę. Prawo miejskiej dżungli!
    Chociaż jeśli zjawi się szeryf, albo zastępca szeryfa to już tak wesoło nie będzie.
    — A co? Twoja pan nie mówić po angielski? – zapytał szyderczo. Przedrzeźniał w tej chwili swojego rozmówcę, imitował ten sam akcent jaki miał mężczyzna. – Sułtan Wygwizdowa Małego być zniecierpliwiony? Oj to źle… Sułtan nie powinna być zniecierpliwiona – coraz bardziej mu się to podobało. Takie przedrzeźnianie. To było nawet całkiem fajne zajęcie, no ale może nie dla wszystkich. Bo w końcu naprawdę na dłuższą metę mogło okazać się to co najmniej irytujące.
    Wziął głęboki oddech, przymknął dosłownie na chwilę oczy. Prze myśl przemknęła mu kusząca wizja zatrzaśnięcia im drzwi przed nosem. Nie mieli nic, na niego.
    — A tak właściwe to skąd pewność że ja to mam? – zapytał. Właściwie to chyba powinien zacząć od tego pytania. – No i właściwie co to było? Zegarek? Portfel? Telefon? Chociaż nie…w przypadku tego jegomościa, to chyba czas zatrzymał się na gołębiach pocztowych – uśmiechnął się złośliwie w kierunku domniemanego „pana”. Zastanawiał się, czy faktycznie nie znał angielskiego. Bo jeśli znał ten język, to może udałoby się jakoś człowieka wyprowadzić z równowagi.

    Will

    OdpowiedzUsuń
  15. [Zakończenie komentarza zdaniem: "Mam pewną propozycję." jest najbardziej genialnym i jednocześnie wkurzającym zabiegiem. Gratulacje!

    Dzień dobry. Gdyby nie Twój Shandar, to nie wiem, czy Red w ogóle by powstała. Wahałam się, a później spojrzałam na Twoją kartę, pomyślałam: "Ojej, no dobrze, tacy fajni bohaterowie tutaj!"... No i jestem!

    Wracając do tej propozycji... Mówię tak, ale proszę o szczegóły!

    Może tylko jeszcze dodam, że kanon znam tylko z fables wiki, więc miejże litość!]

    Rose Red

    OdpowiedzUsuń
  16. [Dzień dobry! Co prawda z komiksami moja przygoda zaczęła się dość niedawno i przeczytałam zaledwie dziewięć tomów (więc Sindbada miałam okazję podziwiać krótko), ale karta całkowicie mnie zauroczyła! Bardzo chciałabym jakiś wątek z Shandarem i mam szczerą nadzieję, że Cindy go od razu nie odstraszy. ;)
    Życzę Ci wspaniałych wątków i oby znaleźli się chętni do przejęcia postaci z poszukiwanych!]

    Cindy

    OdpowiedzUsuń
  17. [Lucy syrenką nie jest, ale nimfą - nie wiem, czy Sindbadowi robi to jakąś większą różnicę :D Zastanawiam się nad rozegraniem całej sceny, o której mówisz. Oczywiście mogliby spotkać się np. w jakimś barze, może nawet przy barze w Moonriver Burlesque. Mogliby zacząć rozmawiać, od słowa do słowa wyszłoby, że dziewczyna występuje w tym klubie i ma śpiewać dziś wieczorem. Chłopak z zaciekawieniem postanawia zostać na występ... I co dalej? Rozpoznaje w niej nimfę po samym śpiewie? Wątpię też, czy Lucy w ogóle zauważyłaby wśród tłumu gości, że ktokolwiek opuszcza salę podczas show - bo występy w Moonriver to jednak dość "okazałe" przedstawienia :D I nie wiem, czy z takiego powodu mogłaby poczuć się urażona.
    Ewentualnie Shandar mógłby jej coś potem nagadać. Może po jakimś czasie zagadała do niego na ulicy, a ten próbowałby ją szybko zbyć. Lucy zaczęłaby dopytywać, o co mu właściwie chodzi i wówczas wyszłoby na jaw, że ma uraz do syren i innym tego typu stworzeń...
    Myślę, że ich relację możemy właśnie oprzeć na tym, że Sindbadowi nie po drodze z morskimi babkami. Choć już tak na pierwszy rzut oka widzę, że ona raczej polubiłaby go. Głównie ze względu na to, że jest podróżnikiem związanym z morzem - a więc ma dużo wspólnego z jej ukochanym piratem. Daj znać, czy coś w tym widzisz :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  18. [ Ahoy! Jak miło zobaczyć Sindbada w Fabletown :D W pewnym sensie kolega po fachu, więc cieszę się tym bardziej. No i w ogóle uwielbiam tego cwaniaczka z Bagdadu <3
    W każdym razie witam cieplutko w betonowej dżungli, która nam, marynarzom taka obca i wroga ;) Dużo wątków i ciekawych powiązań życzę. No i zapraszam do siebie, jeśli jest ochota <3 ]

    Huckleberry Jones

    OdpowiedzUsuń
  19. [Zaczynam! Przepraszam za zwłokę!]

    Rose Red nie udawała szczęśliwej z faktu pobytu tutaj, w świecie Doczesnych. Jeśli ktoś by ją zapytał i zmusił do rozważenia tego zdania, po długiej… nieco dłuższej chwili odpowiedziałaby, że najwięcej radości daje jej to, że udawać jej nie musi – nie zważajmy na pokrętną logikę tego zdania. Tak, oczywiście, w rzeczy samej – początki były trudne, ale ta bajka podobała się jej o wiele bardziej niż jakakolwiek inna, w której kiedykolwiek była. Lepsza niż wszystkie, które poznała. Ceniła sobie takie drobne udogodnienia jak Facebook, jedzenie z dowozem do domu oraz zimne piwo w lodówce. To ostatnie ceniła sobie najbardziej, najczęściej i bez ograniczeń. Najlepiej to nieco droższe, z odrobiną goryczki, która utrzymywała się w ustach jeszcze długo po zakończeniu konsumpcji, osiadała na ustach i robiła ochotę na kolejną butelkę. Ale do meczów futbolowych zawsze wybierała tanie. W emocjach naprawdę często je wylewała, aż ściana w mieszkaniu przestała w końcu schnąć. Miała zamiar spróbować hodować na niej mech. Mały eksperyment naukowy. No i Świerszcz bardzo lubił odrobinę zieleni tu i ówdzie.
    Jak widać, oczywiście nie powinna oprowadzać po Fabletown nikogo, a ambasadorowie na tej liście byli na samym, samiuteńkim końcu. Nic dziwnego, że skorzystała z sytuacji.
    A było tak – postanowiono, że Shansh… Shand… Postanowiono, że tego nieczłowieka z niefabletown oprowadzi jakaś siostra księżniczki, która teraz była żoną kogoś niezwykle ważnego, co rzecz jasna ubodło ociupinkę Red, bo to ona była podręcznikowym przykładem siostry księżniczki, a nie jakaś inna bezimienna istota. Później nastąpiło krótkie acz burzliwe kombinowanie, a gdy strzepywała zabrudzenie ze swojej koszuli (w róże, oczywiście, przepiękny wzór, a jaki modny!), czekając na Shansh… No, tego ambasadora, cała sprawa zdążyła już opadać, a nienazwana księżniczka i jej równie nieistotna siostra na pewno gdzieś szlochały. Albo będą szlochać następnego dnia, gdy zdadzą sobie sprawę z tego, że przez podstępnie podmienioną w zaproszeniu datę ominęła je taka okazja! Nie miała żadnych magicznych mocy, żadnych baśniowych przedmiotów, ale nos do doskonałej zabawy – o, tego można było jej zazdrościć!
    Rose Red, nie ukrywajmy, robiła to po to, żeby dostać się do paru miejsc, gdzie normalnie nikt by jej nie wpuścił. Miała, nazwijmy to, burzliwą przeszłość i wiele imprez za sobą. Teraz jednak była przewodnikiem szanownego ambasadora i… Ależ sobie wykorzysta tę władzę!
    - Witamy w Fabletown, najdoskonalszym miejscu na świecie, jeśli akurat chcesz popadać w rozpacz, rozważać istotę swojego istnienia i wzdychać do postaci, które w innej bajce były dla ciebie kimś ważnym, a teraz robią dramat, bo korona im z głowy spadła!
    Jej głos był pełen złośliwości. Na dodatek dygnęła. Jak Kłapouchy kocha swoją wstążeczkę, dygnęła i uśmiechnęła się szeroko, z absurdalnym wręcz rozbawieniem, a jej ręka natychmiast wystrzeliła do włosów. Zmierzwiła je. Ambasador zdołał ledwo wysunąć się zza rogu, a ona już zerknęła żywo na jego czuprynę (spodobała się jej), koszulę (mniej), buty (zupełnie obojętne), na końcu zawieszając spojrzenie na jego twarzy, bo od pewnego czasu odkrywała, że to najciekawsza część, na jaką patrzeć można. No, chyba, że jest już po dwudziestej drugiej, ale… To nie ta historia.
    - Nazywam się Rose Red. Nie znajdziesz mnie w książkach, ale pracuję nad swoją stroną na Wikipedii. Jak dokładnie wymawia się twoje imię, strasznie skomplikowane, samo syczenie, totalnie przerąbane.

    Rose Red

    OdpowiedzUsuń
  20. Była przygnebiona. Miała wrazenie, ze los przysiagł przeciwko niej, gdy zgubila pierscien w rzece. Nawet nie wiedziała jak i kiedy to sie stalo a teraz?
    Nie wierzył jej. Nikt nie chciał. Nie zamknieto jej w celi co prawda, ale wolala by chyba ja niz tulanie sie po swiecie. Spojrzała na glucho zamknieta brame krotko po tym jak ja wyprowadzono z zamku.
    Samotna lza potoczyła sie po policzku znikajac gdzies glebiej w cialo i westchnela ciezko.
    Nie bylo sensu tu koczowac. Odwrocila sie i ruszyła przed siebie w nieokreslonym celu. Po jakims czasie poczuła zmeczenie, ale nie przystanela ani na chwile. Dotarła do jakies wioski poznym wieczorem. Zanosilo sie na deszcz. Trzeba sie bylo gdzies skryc. Podeszła do najblizszych drzwi i zaczela pukac.
    Przez jakis czas sie nic nie dzialo a potem uslyszala ruch.
    - kto tam sie dobija o tej porze?
    - otworzcie prosze?
    - a idzcie gdzie indziej - warknela sucho zbywajac nalegania. Uchylila leciuko drzwi by spojrzec na przybyszke - wiecie ktora godzina?
    - yyy. Wiem.. bardzo przepraszam za to. Potrzebuje schronienie na te noc. Bardzo prosze. Z samego rana mnie nie bedzie... - skrzywila sie. Akurat wtedy dziecko musialo sie ruszac. W tym samym czasie do zony podszedl maz i przygladal jej sie krytycznie. Pewnie wygladala jak kupka nieszczescia-mokra, brudna i wygladajaca jak wloczega. Opuscila wzrok podczas ich ostrej acz krotkiej wymiany zdan, ale w koncu ja wpuszczono, niechetnie, do srodka i podprowadzono do kominka by ja rozgrzac.
    - bardzo dziekuje - mruknela cicho gdy podano jej kawalek czerstwego chleba i goracy kubek mleka. - naprawde bardzo. Z samego rana pojde dalej - zarzekała sie, gdy gospodarze poszli spac a jej pokazano kat do spania. Przez chwile czuła przyjemne cieplo i z samego rana gdy kura zapiala poszla dalej. Po deszczu zrobilo sie chlodniej, ale w ruchu go nie czuła az doszla do przystani.
    Wczesniej nie miala okazji do plyniecia statkiem. Naszly ja obawy, jednakze mimo tego wsiadla na statek. Nie znala ryzyka zycia na wodzie. Nie wiedziała co ja moze spotkac. Nie mniej nie wychylala sie podczas podrozy a na poklad wychodzila dopiero wtedy, gdy zmusila ja do tego duchota i zapachy nagromadzone pod pokladem.
    Az pewnej nocy rozpetal sie sztorm. W myslach blagala Bogow o przezycie. Mimo potwornego wycia wiatru slyszala pokrzykiwania zalogi na pokladzie. Potwornie sie bala, gdy statkiem rzucalo na lewo czy prawo. A potem rozlegl sie huk, gdy woda ich przykryla i nic wiecej nie pamietala, gdy woda wdarla sie do wnetrza statku. Stracila swiadomosc. W jaki sposob znalazla sie na plazy ani jak dlugo ja znioslo na staly prad nie miala pojecia.
    Ocknela sie bardzo poznym popoludniem lezac pod jakims drzewem a kolo niej przemawial jakis mezczyzny.
    Drapalo jej w gardle podczas proby mowienia i zaczela kaslac.
    - wody... - jeknela ochryple.

    Shakuntala

    OdpowiedzUsuń
  21. - Postójmy tu jeszcze chwilę, jestem ciekawa, czy ta żyła na skroni w końcu mu pęknie.
    Nie przejęła się sensem swoich słów, bo naprawdę liczyła na to, że ochroniarz siedzący w portierni apartamentowca fiknie na wylew. Była to myśl nieprzyjemna dla niego, dla Rose całkiem interesująca. Nie lubiła gnojka, bo zawsze patrzył na nią jak na złodziejkę. A Red nie była złodziejką. To zaskakujące, ale w istocie – nie kradła. Wyłudzenia zakończone fałszywym zejściem ze świata były zupełnie innym stopniem przestępstw. Genialniejszym.
    Nic się jednak nie stało. Nic, to znaczy Rose zdążyła posłać strażnikowi wyjątkowo niemiłe spojrzenie, a on jej odpowiedzieć tym samym. Żyła nie pękła, czego nie można było powiedzieć o ściskanym przez strażnika kubeczku. Płyn, który się w nim znajdował, musiał być wyjątkowo gorący, bo kiedy rzeczony kubeczek pod naporem tłustych palców wygiął się, strażnik zasyczał i podskoczył, a Red westchnęła z irytacją, wykrzywiając twarz w niechlujnym grymasie wyrażającym niecierpliwość. Oj, tak, to była niecierpliwość w najczystszej postaci. Red nie lubiła Fabletown. Lubiła Farmę. Lubiła miasta Doczesnych. Nie znosiła kłębowiska baśniowych postaci, a jednocześnie nie mogła się od nich uwolnić, jak bumerang wracając wciąż w to samo miejsce.
    Na główną ulicę dzielnicy.
    - Spóźniłeś się. Nie lubię spóźniania się, to nieeleganckie – wytknęła swojemu towarzyszowi, usuwając się z drogi przed którąś z byłych wróżek, teraz pchającą potrójny wózek z drącymi się dziećmi. Zajęta swoimi rozważaniami o pulsującej skroni oraz znudzeniu Woodlands, Red na chwilę zignorowała obecność ambasadora, który dziś był niczym jej magiczne hasło otwierające ściany, za którymi kryły się bogactwa. Chyba nie zrozumiał jej sarkazmu przy słowach o rozpaczy, ale nic dziwnego. Nawet sami mieszkańcy Fabletown nie byli przecież do końca pewni, jak bardzo i jak regularnie nie podoba się im to miejsce. Nie wróżyła ambasadorowi świetlanej kariery. Przyjdzie, pójdzie. – Przeoczyłam jakoś twoje dokonania, ale jak znam facetów, po drugim drinku mi o nich opowiesz. Moje największe? Bestie zgodziły się na to, żeby nie gonić za jednorożcem po całej Farmie. Cieszę się z drobnych rzeczy – powiedziała, unosząc palec w górę.
    Red była tak daleka od krawatów i sukien jak to możliwe. Była również bardzo daleka od eleganckiego i poważnego traktowania ambasadora oraz całego zadania oprowadzania. Nic dziwnego, naprawdę nic dziwnego, że nikt przy zdrowych zmysłach nie dałby jej tego zadania. Red nie uśmiechała się szeroko, nie mówiła o dokonaniach Fabletown. Miała brzydki zwyczaj wykręcania szyi w znudzonym geście, jakby mięśnie ją bolały i chciała je rozluźnić.
    - Porządnie tutaj. Jestem prawie pewna, że szeryf nastraszył kogoś, żeby było grzecznie na twój przyjazd, ale jestem uprzedzona do starego wilczura. Tam jest klub, cud, że na głównej ulicy, tam kasyno, mam zakaz wstępu, szpital polecam, bardzo słabe szafki z lekami – wyliczyła, wskazując kolejne rzeczy. – Podoba się? W instrukcji zwiedzana napisali, że nie wolno wspominać o więzieniu, więc pozwól, że wspomnę od razu. Jest poza granicami miasta, fantastyczne, mroczne miejsce. Nikt nie wie, co tam się dzieje. A pod naszym… Jak to nazwałeś? Pałacem są podziemia. Kiedyś znajdę do nich drogę, a póki co…

    Rose Red

    OdpowiedzUsuń
  22. [Popieram ten fandom całym serduszkiem! Faktycznie, dużo karier aktorów nakręca się głównie dzięki piszczącym dziewczynom, skaczącym wokół czyjejś ładnej buźki, co jest przykre...
    W każdym razie, właśnie myślałam nad tym, by Shadow nagle pojawił się w jakiejś losowej sytuacji, może faktycznie przy tym śniadaniu, uśmiecha się ładnie, pewnie zacząłby celowo od różnych dywagacji, dyskretnie uderzających w jego przekonania.  (Ogólnie widziałam autobus Sindbad i pomyślałam o Twoim panu xD). Może np. zaproponowałby mu bekon, czy coś w tym guście... :D Oczywiście, jeśli na to idziesz, to miejmy nadzieję, że nasi panowie do reszty nie zniszczą Fabletown♥]

    Shadow  

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie obchodziło go to, czy będzie się wykłócać z nimi tutaj na korytarzu, czy może u szeryfa w gabinecie. Portfel oraz moneta należały do niego! W końcu uczciwie to ukradł! Znaczy się no dobrze…nie do końca do niego, bo w końcu dał to małemu Jimmy’emu. Chłopcu bardziej się należało to wszystko. Niby Will chciał zaprzestać z tym całym „leśnym caritasem”, ale jednak czasami nie mógł postępować inaczej jak teraz. Poza tym co dałoby mu teraz to wszystko? Ten portfel w którym mogło być jakieś sto dolarów? Dla niego to było paradoksalnie niewiele, ale dla chłopca było wystarczająco.
    — Nie mam – wzruszył ramionami. – Nie jestem numizmatykiem żeby zbierać jakieś monety. Magia mnie nie interesuje, to są zabobony – spojrzał na niego. Ziewnął przeciągle, manifestując tym swoje znudzenie całą tą sprawą. Być może gdyby nie fakt, że był złodziejem to byłby policjantem o lekceważącym podejściu do wszystkich i wszystkiego.
    Poza tym…jeśli dukat naprawdę był magiczny, to będzie mógł go sprzedać jakiemuś czarownikowi, albo jakiejś czarownicy, za całkiem porządną sumkę. Jednak na jego złodziejskie oko (oraz doświadczenie), to ten dukat był zwykłą monetą. Przypuszczał że była nawet podobna do tej jaką miał Sknerus McKwacz, z kreskówki. On miał szczęśliwe 10 centów, to może ów przybysz, ambasador miał szczęśliwego dukata?
    Sam był postacią baśniową…legendarną. Wiedział jak to wszystko działa. Dobrzy wygrywają a źli przegrywają. Zastanawiał się tylko kto w tym ich zestawieniu jest tym złym. Wychodzi na to, że jednak Will….ale czy skoro ukradł to wszystko w dobrej wierze, to wciąż jest tym złym? Czy może jest po prostu ani dobrym, ani złym, czyli po prostu przeciętnym?
    — Jestem zmęczony…nie mam zamiaru dłużej z panem rozmawiać – westchnął i oparł się nonszalancko o framugę. Lewą ręką wciąż trzymał drzwi. Miał nadzieję, że sobie w końcu pójdą. Jimmy mógłby wtedy wrócić do domu…chociaż powątpiewał aby ośmiolatek wyrażał taką chęć. Wywnioskował to po tym jak piętro wyżej ktoś otworzył drzwi i zaczął coś bełkotać. Po tym bełkocie coś upadło…najprawdopodobniej flaszka jakiegoś taniego alkoholu. Ojciec Jimmy’ego bardzo często sięgał po cokolwiek, co miało procenty.

    Will

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.