niedziela, 25 czerwca 2017

„Na świecie znowu, ale nie dla świata; czymże ten człowiek? - Upiorem."

 
Ayre Sewell; 25 lat; Południca; mieszkanka farmy 
i pracowniczka biura detektywistycznego

W bezwietrzne południe zboże się zakołysało. Długie włosy istoty rozwiało. W biel przyodziana przeszukuje złote łany. Na snopach siana przesiaduje nieraz dzień cały. W spalonej słońcem dłoni trzyma naostrzony sierp. Na plecach worek w nadziei, że napatoczy się jej bachorek. Z bladym uśmiecham na twarzy nawiedza w pocie pracujących. W upale nieszczęśliwie przebywających. Podchodzi, uwodzi, zadaje pytania. Zwodzi, zawodzi kołysząc się w ukrytej rozpaczy. Nagle czując chłód metalu przy karku wiesz, że nie doczekasz już ranku. Spękana ziemia zaraz nasyci się twoją krwią.
Opowieść ta nie zakończy się szczęśliwie. Nie zatryumfuje miłość, a sprawiedliwość nie dopadnie niegodziwców. To historia o zwodzącym głosie serca i plugawym mordzie. 
       Niegdyś żyła sobie pewna młoda dziewczyna, która miała wszystko. Los nie poskąpił jej ani urody ani bogactwa. Egzystowała w swym utopijnym świecie czekając tylko aż nadjedzie książę z bajki, ale tym razem los zadecydował inaczej. 
Do miasteczka przybył przystojny, ale bardzo biedny nieznajomy. Szybko zawrócił jej w głowie i oddała mu swe naiwne serce. Jednak jej ojciec nie zgodził się na ślub. Zrozpaczona nie mogła znieść rozłąki i postanowiła uciec. Zabrała jak jej kazał sakiewki ze złotem i rodzinne klejnoty. Wykradła również suknię ślubną matki, która pasowała jak ulał. Na koniec uplotła wianek z niebieskich kwiatów i już była gotowa do ucieczki. Nikomu nic nie powiedzieli. I w ciemną, mglistą noc ruszyła na spotkanie z ukochanym. A niezapominajki w jej włosach po wsze czasy miały zapamiętać dzień niedoszłego ślubu.
Przybyła na miejsce gdzie miał czekać z kapłanem-żercą. Była gotowa złożyć mu dozgonną przysięgę. Wypatrywała go z niecierpliwością nieświadoma tego co miało za chwilę nadejść. Zerwał się wiatr i zakołysały się stare drzewa. Nagle w śród cieni wyłoniła się czyjaś sylwetka. Jej serce zaczęło trzepotać. Cień zbliżał się przybierając coraz wyraźniejsze kształty. Kształty kobiety. Kiedy ta zbliżyła się do niej wystarczająco blisko by mogła rozpoznać jej twarz, twarz jej siostry, nagle poczuła jak ktoś wbił  między jej łopatki sztylet. Zachwiała się, a oczy zaszła jej ciemność.
Kiedy je otworzyła była martwa. Wyciągnęła z pleców uwierające ostrze i ze łzami w oczach patrzyła na zakrwawioną suknię ślubną swojej matki. Jej skarby zniknęły, a serce było złamane. Zmieniła się Południcę. Nie potrafiła zapanować nad żądzami, które w nią wstąpiły. Była zraniona, zła i głodna. Zabijanie przynosiło jej ukojenie. Wybierała ofiary, obserwowała je i kończyła ich życie, jak zakończono jej. Z początku, kiedy odzyskiwała zmysły rozpaczała nad tym co robiła, jednak z czasem stawała się coraz bardziej bezwzględna zatracając resztki człowieczeństwa.
Do Fabletown trafiła przypadkiem. Odzyskała swoją cielesną, niepozorną postać, a jej żądza mordu została przygłuszona, choć nie znikła całkowicie. Zamieszkała na farmie, gdzie z przyzwyczajenia czasem popołudniami przechadza się wśród pól. Z nadzieją na nowe życie próbuje się zasymilować i nikogo nie zabić. 
_______________________________________________________
Witam wszystkich i zapraszam na spotkanie z Południcą :) 
Wybaczcie kartę, ale nie potrafię zrobić takich ładnych jak poprzednie.
W tytule fragment "Upiora" Mickiewicza

21 komentarzy:

  1. [No witaj moja droga Południco! Co tam będę dużo mówić, już się ode mnie nasłuchałaś. Porywam więc na wątek. c:]

    Valerie & Petyr

    OdpowiedzUsuń
  2. [Oj tak, byłabym bardzo wdzięczna za zaczęcie. No a spykniemy je już chyba na farmie. Valerie przychodzi odwiedzić drugą Południcę i dokładniej poznać jej historię. No i vice versa. c:]

    Valerie

    OdpowiedzUsuń
  3. [Znaczy, myślałam żeby miały za sobą już parę spotkań, ale dopiero teraz by im się wzięło na wspominki. W końcu wypytywać o coś takiego przy pierwszym spotkaniu, to tak troszku nie wypada. :)]

    Valerie

    OdpowiedzUsuń
  4. [Nie wiem czego to kwestia, ale zdjęcie jest bardzo magiczne. I historia też niezwykle ujmująca, choć chciałabym dowiedzieć się jakie były siostrzane motywy... co się tam działo itd :D. Karta jest moim zdaniem cudna, postać... kochana, mimo że to południca. Mój czart na pewno nie wystraszyłaby się jej żądzy! Może nawet troszkę by się dogadali i ukradli jej czystą suknię ślubną dla zabawy? :D
    Słowiańskie demony powinny trzymać się razem! Gdybyś więc miała ochotę na wątek, zapraszam do mojego czarta♥]

    Shadow Mortem

    OdpowiedzUsuń
  5. Szybkim krokiem przemierzała kolejne uliczki Farmy, czując jak iskierki ciekawości budzą w niej tak bardzo uśpiony ogień. Przechodziła obok najbardziej wymyślnych domów, w kształcie buta lub też kamiennych zamków aby zaraz ominąć Aleję Dużych Śpiochów, takich jak smoki, olbrzymy czy bazyliszki. Tuliła do piersi zeszyt wraz z długopisem, zbyt zajęta myślami o nadchodzącym spotkaniu by włożyć je do przełożonej przez ramię, skórzanej teczki. Czarne trampki kompletnie oblane były już grubą warstwą szarego błota, schnąc szybko w promieniach ciepłego, popołudniowego słońca. Spojrzała w niebo próbując uspokoić biegające po jej głowie myśli, jakby po cichu liczyła iloma kolorami się mieni. Niebieski, czerwień, róż i żółć. Ciepłe barwy coraz bardziej pokrywały błękitny nieboskłon, każąc słońcu zajść za horyzont, linie widocznego obrazu.
    Tutaj było kompletnie inaczej niż w centrum prawdziwego Fabletown. Przesiąknięte okrutnościami i zapachem spalin miasto zniknęło kilkadziesiąt kilometrów wstecz, zostawiając ją pośród zarośniętych łąk, pól oblanych złocistym kolorem pszenicy. Chociaż bywała tutaj nieraz, badając kolejne sprawki nadające się na artykuł do gazety, nigdy nie spojrzała na to miejsce z tej strony. Zawsze wydawało jej się jedynie więzieniem dla tych, którzy nie mogli uchować się pośród ludzi, miejscem dla wygnańców, tych gorszych i niechcianych. Jednak teraz… Teraz Farma niemal przypominała jej stary dom. Drewniane chatki otaczające ją z każdej strony, pola zarośnięte niebieskimi chabrami i krwistym makiem.
    W tej jednej chwili chciała tam wbiec. W niezbadane odmęty złotych ziaren, poczuć zapach kwitnących dopiero kwiatów, muskający po skórze delikatny wiatr. Jeszcze raz chciała usłyszeć przyjemny śpiew ptaków, szum pobliskiego strumyka przepływającego zaraz za wioską. Jakby to jedno miejsce miało z powrotem przenieść ją do dawnego domu, w ręce kochającej choć obojętnej matki, zaraz pod próg ich skromnej, drewnianej chatki. Chciała jeszcze raz ujrzeć roześmiany wzrok swojego ukochanego, ubrać białą, zwiewną suknię wyszywaną kwiatowymi wzorami, włożyć na głowę zrobiony przez matkę wianek ze słoneczników i glistnika. Ale tym razem wszystko by naprawiła. Porozmawiała z nim, kiedy z kamiennym wyrazem twarzy wpatrywał się w ich biesiadny stół, kiedy zakłopotany myślami, wciąż prosił aby jeszcze raz powtórzyła wypowiadane przed chwilą zdania. Nie wiedziała czy cokolwiek by to zmieniło. Jednak każda próba była tego warta. Warta odzyskania dawnego, zniszczonego marzenia.
    Wreszcie zauważyła w oddali poszukiwaną, drewnianą chatę. Wolnym krokiem podeszła w jej stronę, jakby bała się że wchodząc tam coś znowu w niej pęknie, przywoła tęsknotę za znienawidzonym, a zarazem ukochanym domem. Dokładnie przyjrzała się kolorowym, kwiecistym wzorom wyrysowanym na ciemnych balach drewna. Pamiętała jak wraz z matką każdego lata przyozdabiała dom kwiatowymi malowidłami, rysowały wszelkie symbole mające chronić jej rodzinę przed złymi mocami, czającymi się w nocy Nocnicami. Uśmiechnęła się sama do siebie na wspomnienie dawnych czasów, tych zanim stała się tylko bezdusznym, dzikim potworem. Jej twarz zbladła nagle, kiedy obrazy bryzgającej krwi pojawiły się przed jej szarymi ślepiami. Znów poczuła palący ból w udach, szorstki materiał sznura na szyi. Szybkim ruchem dłoni złapała się za gardziel, jakby chciała ściągnąć z siebie czekający na nią stryczek. Jedyne co poczuła to poziomą bliznę, pozostawioną przez wbijającą się w jej gnijące ciało przez dziesięć lat linę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyganiając z głowy krwawe wspomnienia, podeszła do drewnianych, litowych drzwi. Wciąż nie chowając czarnego notesu, zapukała wolną ręką kilka razy, dając znajomej znać że stawiła się na ich spotkanie. Czekała niedługą chwilą, jeszcze raz rozglądając się po okolicy. Wreszcie jednak brązowowłosa dziewczyna otworzyła przed nią wejście, lekkim uśmiechem witając jej osobę. Valerie odwdzięczyła się tym samym, dokładnie się jej przyglądając i znów myśląc przez jak wiele okropieństw musiały obie przejść.
      — Cześć — wybełkotała, wciąż nie wiedząc dokładnie jak powinna się przy niej zachowywać. — Stawiam się, tak jak zaplanowałyśmy.

      Valerie

      Usuń
  6. Weszła niepewnym krokiem do środka, rozglądając się powoli po całej chatce. Wewnątrz również przypominała dziewczynie o jej rodzinnych stronach, małym domku pośrodku wioski, wokół którego non stop przechadzały się grupy rolników i dzieci bawiące się w kałużach błota. Dom panny Sewell zawierał jednak liczne, ludzkie urządzenia, które chociaż wydawały się Valerie zbędne, rzeczywiście potrafiły ułatwić życie. Zrobiła parę kroków przed siebie, jednak czując że nie powinna zbyt szybko przyzwyczajać się do obcego miejsca, odwróciła się w stronę znajomej i odwdzięczyła tym samym, ciepłym uśmiechem.
    Ayre jednym ruchem ręki wskazała na krzesło znajdujące się zaraz przy stojącym na środku mieszkania stoliku. Valerie jednak nie mogąc oderwać wzroku od otoczenia, wciąż stała w miejscu, rozglądając się dookoła zielonymi ślepiami. Słysząc słodki głos drugiej kobiety odwróciła szybko głowę.
    — Ja… — zaczęła, przewracając wzrok na czarny notes. Sama do końca nie wiedziała dlaczego go wzięła. Zawód redaktorki zmuszał ją do noszenia przy sobie tego typu rzeczy, gdyby przypadkiem okazała się być w sercu jakiegoś ważnego zdarzenia, gdyby obok nosa przeszedł jej ciekawy temat warty opublikowania w gazecie. Dzisiaj jednak, jej wierny przyjaciel nie był do niczego potrzebny. — To z przyzwyczajenia. Praca daje się we znaki.
    Zaśmiała się pod nosem słysząc własne słowa i kierując ciepły wzrok w stronę drugiej Południcy. Dopiero teraz zauważyła, że Ayre nakłada na talerze przygotowane przez siebie ciasto. Wzięła głęboki wdech, próbując wyłapać unoszący się w powietrzu zapach. Jagody. Doskonale znała ich woń, smak niemal poczuła na ustach. Wciąż pamiętała jak pomimo przestróg matki wprowadzała się w najciemniejsze otchłanie pobliskiego lasu. Do własnoręcznie uplecionego koszyka wkładała zebrane po drodze maliny, jagody i jeżyny. Pamiętała ich słodki smak, jak delikatny sok układał się na jej rozpalonych ustach, żeby zaraz mogła go zlizać. Kiedy Luba pojawił się w jej życiu, wreszcie również go zaciągnęła na niepoznane tereny. Widziała, że się bał, nie był do końca pewien jej spontanicznego planu. Jak cała reszta obawiał się czającego w ciemnych zakątkach Leszego, Utopców pływających po pobliskich stawach. Jednak kiedy wreszcie poczuł się bezpiecznie, kiedy przekonała go że nic im nie grozi, znów się uśmiechnął. Tym samym, pięknym uśmiechem który uwielbiała i o którym niemal codziennie myślała.
    — Uwielbiam — odpowiedziała krótko na wzmiankę o cieście.
    Wreszcie położyła swój notes na starym, drewnianym stole, a skórzaną torbę oparła o jedno z krzeseł. Zamiast usiąść, skierowała się w stronę kuchni. Oparła się wygodnie o blat, nie spuszczając wzroku ze znajomej.
    — Nie przepraszaj — zaczęła ciepło. — Wiem jak to jest. Kiedy pierwszy raz się tutaj znalazłam czułam się taka… samotna. Jak zawsze początek był trudny. Nie miałam bladego pojęcia co ze sobą zrobić, jakim cudem znowu jestem tym kim zawsze byłam. Nie od razu znalazłam pracę. Na początku starałam się pomóc tym którzy byli tak samo zagubieni jak ja. Potem… Sama nie wiem… Wszystko jakby samo się potoczyło.
    Dopiero teraz odwróciła twarz od kobiety, tak jakby jej wzrok w jakimś stopniu sprawiał jej trudności z mówieniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Wiesz dobrze, że nie byłam tym czymś tak długo jak ty. Jedynie 10 lat. Jednak i tak krótki czas był dla mnie niczym wieczność. Odebrałam nieświadomie życie tylu ludziom. W moim chorym mniemaniu, każdy z nich na to zasługiwał. Ale teraz… Teraz nie odważyłabym się tego zrobić. Nawet jeśli to przez nich wszystkich stałam się potworem — przerwała na chwilę widząc przed oczami twarze niemal wszystkich swoich ofiar. — W pewnym momencie prawie całkowicie zapomniałam o tamtym życiu. Jednak kiedy znów przejrzałam się w lustrze, kiedy zauważyłam poziomą linię na szyi, okrągłe blizny na udach… Wtedy znów poczułam ten sam palący ból, od nowa rozprzestrzeniający się po sercu.
      Westchnęła ciężko.
      — Także podsumowując, bardziej udaję niż rzeczywiście jakkolwiek sobie radzę — zaśmiała się. — Dlaczego nie wyprowadzisz się do Fabletown? Tam jest… Zdecydowanie łatwiej zapomnieć.

      Valerie

      Usuń
  7. [Cześć! Wybacz tak spóźnione powitanie, ale cieszę się, że jesteś już z nami oficjalnie :D
    Mam nadzieję, że mimo tego początkowego zamieszania, spodoba ci się na blogu, więc życzę samych ciekawych wątków! Obyś została z nami jak najdłużej :D]

    Administracja & Lucy

    OdpowiedzUsuń
  8. Dokładnie słuchała każdego kolejnego zdania wypowiedzianego przez Południcę. Układała je w głowie, jakby chciała ułożyć z nich jedną, spójną całość. Ból, który niosły za sobą jej słowa niemal wierciły w umyśle Valerie dziury, zostawiały piętno, zmuszały ją aby dokładniej przestudiowała ich znaczenie. Nigdy nie słyszała o eliksirze, o którym opowiadała znajoma jej kobieta. Różne magiczne przedmioty czy też artefakty były jej kompletnie obce. Wioska Valerie oddalona była od najbliższej alchemiczki o niemal pięćdziesiąt kilometrów. Jedynie w ostateczności ludzie wybierali się do niej, kiedy ktoś z wioski walczył z przedwczesną śmiercią lub rozprowadzającą się powoli chorobą. Słyszała jedynie o niektórych znakach obronnych, czy też amuletach, a wszystko to opowiadała jej matka.
    Valerie westchnęła ciężko, kiedy opowieść dobiegła końca. Chociaż przez chwilę nie wiedziała dokładnie jak na to zareagować, wreszcie spojrzała w ciemne oczy Ayri i uśmiechnęła się czuło.
    — Skoro sam Boruta czy nawet Mortem nie trafili jeszcze za kratki, nie sądzę żebyśmy my miały w najbliższym czasie się tam pojawić — zaśmiała się pod nosem, chcąc rozweselić atmosferę. Widząc jednak, że jej znajoma dalej się nie uśmiecha, od razu spoważniała.
    Nie wiedziała dokładnie co myśleć o eliksirze połowicznego przywrócenia. W jakimś stopniu ciekawiło ją jak dokładniej działa. Chciała głębiej przestudiować jego skład, konsekwencje zażycia, jednak opowieść panny Sewell dała jej do zrozumienia, że powinna odpuścić swoim planom. Nie dziwiła się jej. Sama zrobiłaby wszystko żeby wtedy jeszcze raz poczuć bijące w piersi serce, krew krążącą po niebieskich żyłach. Wtedy wydawało się to niemal niemożliwe. Żeby jeszcze raz stać się tą dziewczyną co wtedy, tą samą Valerie jaką była na samym początku. Jednak po dziesięciu latach tułania się po złocistych polach i odbierania życia każdemu, kto stanął jej na drodze, zjawiła się tutaj. W świecie kompletnie obcym, jednak na tyle hojnym żeby oddał jej to co straciła we własnym domu. Samą siebie.
    — Nie pamiętam wiele z czasu, kiedy byłam… nią — zacięła się, nie wiedząc dokładnie jak nazywać swoją prawdziwą postać potwora. — Jedyny moment jaki pamiętam to wtedy… Wtedy kiedy go znalazłam.
    Znów zobaczyła przez oczami jego twarz. Dokładnie pamiętała ten moment, w którym po niego przyszła. Wciąż nie wiedziała dlaczego był taki roztrzęsiony. Czy spodziewał się jej przyjścia, czy sądził, że gdy zobaczy go zdruzgotanego, wybaczy mu to co jej zrobił? Siedział w kącie własnej chaty, wtulając się w kolana i kołysząc powoli we wszystkie strony. Widziała spływające po jego bladych policzkach łzy. Pierwszy raz zobaczyła jak płacze, jak wygląda kiedy smutek oraz rozpacz przepełniają jego umysł i ciało. Nie protestował. Kiedy zbliżała się do jego wątłego, zmęczonego ciała, kiedy przyłożyła zardzewiałą kosę do szyi. Ułożył usta jakby jeszcze raz chciał powiedzieć jej, że ją kocha, jednak zanim dokończył, ona narysowała na jego bladej skórze poziomą, czerwoną linię. Wciąż pamiętała ciepło jego krwi na zgniłej, zniszczonej twarzy. Jak biała suknia przesiąkła smrodem jego limfy.
    — Kochałam go. Nigdy przedtem nikt nie obdarował mnie takimi uczuciami. Byłam pewna, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Zaślepiona jego słodkimi słówkami, obietnicami. Ale zrobił to, chociaż wciąż nie wiem dlaczego. Zaraz po naszym ślubie, kiedy miałam cała mu się oddać, on… Rozpoczął cały ten koszmar. Najpierw zranił nogi, żebym nie mogła uciekać, chociaż byliśmy tak oddaleni od jakichkolwiek ludzi, że niemiałabym szans znaleźć pomocy. Potem zaciągnął do studni, założył na szyję sznur i… I puścił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale potem ja po niego przyszłam. Wyglądał jakby żałował. Tego co mi zrobił, jakby za mną tęsknił. Nie wiem czy była to tylko jego kolejna gra, czy chciał wzbudzić we mnie współczucie. Ale jak dobrze wiesz, my nie wiemy co to znaczy współczuć. Nie darowałam mu. Chociaż zabiłam go szybko, przez kolejne parę dni wreszcie czułam się spokojna. Jakby jego śmierć napawała mnie dumą. Dopiero teraz wiem, że jest to nieludzkie. Że to co wtedy robiłam… Było po prostu złe, nawet jeśli każdy z nich z osobna zasługiwał na taki los. Dlatego… Dlatego jednak wolę zapomnieć. Nawet jeśli jest to częścią mojej historii. Nie obchodzi mnie to. Po prostu nie chcę mieć nic wspólnego z tamtą Valerie.

      Valerie

      Usuń
  9. [Cześć i czołem! Wpadłam zapytać o chęć na wątek między Jackiem, a Ayre (swoją drogą piękne imię! ;_; ) Mogę coś zaproponować lub pomyślimy razem!]


    Jack

    OdpowiedzUsuń
  10. [Na wątek zawsze jestem chętna, choć chwilowo nie mam konkretnych pomysłów :D Może rzucę czymś ogólnym i zrobimy burzę mózgów!
    Pierwsze, co przyszło mi do głowy to to, że obie zabijały. Lucy oczywiście pozbywała się tylko tych panów, którzy zamierzali zdobyć skarb Nibelungów, ale tu mamy jakieś wspólne odniesienie :) Po przybyciu do Fabletown, Lucy uwodziła i okradała, a po złapaniu jej, Wiedźmy rzuciły na nią urok ograniczający tą zdolność, więc może Ayre też w taki sposób próbowano powstrzymać?
    Obie mają też za sobą jakąś historię miłosną. Twojej pani nie udało się wziąć ślubu, bo została zabita. Lucy natomiast, pod wpływem magicznego uroku zdradziła ukochanego, więc też nie miała swojego happy endu.
    Cóż tam jeszcze... Wnioskuję, że Ayre stara się jakoś wpasować w społeczeństwo, nawet znalazła pracę, więc tu też mają trochę wspólnego - Lucy na siłę próbuje być jak inni, pracuje, chce ułożyć sobie życie.
    Nie wiem tylko, w jakich okolicznościach mogłyby się poznać? Może właśnie jakoś na początku ich pobytu w Fabletown? Mogły przybyć do NY w podobnym czasie, obie nieco zagubione i wyrwane ze swojego świata. Tylko co dalej? x) Daj znać, czy masz jakieś pomysły :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  11. [Co powiesz na wątek z pracą Arye? Na przykład będzie kogoś/czegoś szukała, a Frost ją przyuważy i potem będzie śledził, bo uzna to za świetną zabawę?]


    Jack

    OdpowiedzUsuń
  12. Wzięła do ręki przysunięty przez znajomą kieliszek i dokładnie przyjrzała się zamieszczonemu w środku trunku. Chociaż nie lubiła jakiegokolwiek alkoholu oraz jego palącego smaku, szybkim ruchem ręki wlała w siebie czystą wódkę, wzdrygając się przy tym i czując jak po jej ciele przechodzą dreszcze. Wykrzywiła twarz, kidy mocny napój spływał jej do żołądka, ocieplając całe ciało. Odłożyła na blat pusty kieliszek, po czym uśmiechnęła się w stronę Ayri, wciąż czując w gardle gorzki smak alkoholu.
    Zazdrościła przyjaciółce tej nienawiści. Wszystkich negatywnych emocji, które kierowała w stronę tych, którzy ją skrzywdzili, doprowadzili do osobistego upadku. Chciała go nienawidzić, swojego ukochanego. Wmawiała sobie, że już nic do niego nie czuje, że nie tęskni za jego błogim uśmiechem, napawającym ciepłem spojrzeniem. Jednak pomimo wszystkich krzywd, które jej wyrządził tęskniła za nim. Chociaż nie potrafiła mu tego wszystkiego wybaczyć, całego bólu i koszmaru, który jej zaoferował, chciała jeszcze raz poczuć ciepło jego ciała, rozpalone usta dotykające jej bladych, zimnych warg.
    Nie miała takiego problemu jak Ayre. Jej rodzice wręcz namawiali ją aby wyszła za mąż za swojego Lube. Kiedy dowiedzieli się, że ich dwójkę cokolwiek łączy, w pośpiechu zaoferowali jej ukochanemu odpowiedni posag, nie chcąc nawet bliżej go poznać. Nie dziwiła im się. Jako czarna owca całej wioski, jej rodzicom niemal wydawało się, że nigdy nie pozbędą się córki ze swojej ciasnej, drewnianej chatki. Że nigdy nie da im upragnionych wnucząt, wszystkiego tego czego oczekiwali od córki. Jednak ona była szczęśliwa razem z nimi. Że może wyjść za kogoś, kogo naprawdę darzy jakimś uczuciem, że spędzi resztę swojego życia z osobą, którą bezgranicznie kocha. Wszystko to jednak przepadło, kiedy wsadził jej w blade, wychudzone udo zardzewiały sztylet. Wzdrygnęła się, czując ból w pozostawionej bliźnie.
    Jeszcze raz odwróciła się w stronę znajomej, słysząc że powoli kończy swoją wypowiedź. Tutaj jednak musiała się z nią zgodzić. To co Fabletown robiło z Baśniowcami, było dla wielu niemal niewytłumaczalne. Jeszcze bardziej popadali we własne rządze krwi, co dzień kolejna osoba ginęła w ciemnym zaułku, rozszarpana przez dziką bestię lub bez portfela w kieszeni. Valerie jako nieliczna próbowała to naprawić. Kiedy szychy z Woodlands nie robiły nic dla własnego miasta i jego mieszkańców, ona próbowała rozwiązywać wszelkie zbrodnie, doprowadzać winnych przed sąd. Niemal wmawiała ludziom, że to czego uczy Fabletown jest błędne, że życie w ciągłym cieniu i przepełniającym niczym toksyna przygnębieniu, prowadzi jedynie do coraz większego rozlewu krwi. Jedynym problemem było jednak to, że prawie nikt nie słuchał jej drobnej paplaniny.
    — Masz rację — przysunęła się do koleżanki, opierając dłonie o drewniany blat. — Mieszkańcy Fabletown są o wiele gorsi niż wcześniej. Jednak niektórzy chcą pokazać im, że nie wszystko musi kończyć się rozlewem krwi. Szeryf Bigby, panna Fletcher, Kopciuszek który potajemnie współpracuje z policją, posterunkowy Huisman… ja — dodała niepewnie, odwracając wzrok. — Chcę Ci pomóc, Ayre. Chcę dać ci do zrozumienia, że nie musisz się tutaj kryć, na Farmie. Mogłabyś nawet zamieszkać ze mną. Mam małe mieszkanie, ale jestem pewna, że byśmy się zmieściły. Wiem, że dałabyś radę żyć tak jak my i być lepsza, niż wszyscy Ci, przez których codziennie ginie kolejny, niewinny Baśniowiec. Oczywiście, nie mam prawa do niczego cię zmuszać. Zrób tak jak uważasz.

    Valerie

    OdpowiedzUsuń
  13. Jack tradycyjnie szukał sobie zajęcia. Ostatnio taaaaak się nudził, że nawet obserwował ptaki, a raz skakał z żabami, próbując być jak one. No..., nie szło mu najlepiej, to fakt, ale próbował! A teraz dreptał ulicą, jedynie wymijając tych, którzy go nie widzą.
    - Lodziarnia! - krzyknął nagle dostrzegłszy ów miejsce. Podbiegł tam radośnie, kupił sobie dwie duże porcje, o dziwo miał pieniądze w kieszeni, co nie zdarzało mu się zbyt często, a potem powrócił do swojego spokojnego chodu, rozglądając się za potencjalną ofiarą, eghem..., zajęciem. Był już w połowie jedzenia pierwszego loda, gdy ujrzał smutną dziewczynę. Popatrzył na nią, potem na loda, potem znowu na nią i znów na loda. Niewiele myśląc podszedł do niej, ofiarował jej smakołyk, a potem szybko oddalił się w innym kierunku, z lekkimi rumieńcami na twarzy, bo bardzo spodobał mu się jej uśmiech. Lubił widzieć uniesione kąciki ust ludzi, czy tam baśniowców, ogółem wszystkich istot żyjących, o. W końcu sam był tym od śmiechu i zabawy.
    Jego "podróż" dalej się ciągnęła, gdy wtem ujrzał kogoś, kto się bardzo uważnie rozgląda, a potem dostrzegł dodatkowo jakąś osóbkę, podążającą jego śladem.
    - A co to? A co to? - pomyślał zachwycony z równie mocnym zaintrygowaniem. Niewiele myśląc podążał śladem tej dwójki, co jakiś czas kryjąc się na drzewach, w końcu był baśniowcem ze swymi szalonymi mocami, także bez trudu latał i się skrywał. Kiedy ona się zatrzymała on również, dlatego postanowił się schować gdzieś. Jedynie co mu wpadło do głowy to za rogiem budynku, tak też zrobił. Uważnie obserwował rozwój wydarzeń, ale nic się nie działo, tamci zniknęli mu z widoku, to pomyślał, że może jednak wróci do domu, ale wtedy poczuł coś przy gardle.
    Czekaj, ale że co?, pomyślał zaskoczony i zamrugał kilkukrotnie ze zdziwienia.
    - Będę odpowiadał tylko w obecności mojego adwokata! - zawołał dość wesoło. - Kurde, zawsze chciałem to powiedzieć - zaśmiał się, podnosząc lekko ręce do góry w geście bezbronności. - A tak na poważnie to nikt mi niczego nie zlecił, chyba że mowa o mojej ciekawości. O, albo nie, o nudzie! Nuda mi zleciła śledzenie! - dodał. - A ty co taka nerwowa? Spójrz mi w oczy i pomyśl, czy mogę kłamać?! - zawołał udając lekko przejęty głos.


    Jack

    OdpowiedzUsuń
  14. Odetchnął z lekką ulgą, gdy odsunęła ostrze od jego gardła. Jednak wolał mieć je w całości bez żadnej dziwnej ranki. Teraz mógł uważnie się przyjrzeć jej twarzy.
    Hej! Jaka ona młoda i ładna! To czemu robi taką skwaszoną, ponurą minę? Pewnie kolejna skrzywdzona przez swoją bajkę albo coś, pomyślał przechylając lekko głowę na bok. Już otwierał usta by coś powiedzieć, ale ta coś burknęła i poszła sobie.
    - Nawet nie mam po co - wypalił widząc już jej plecy. Podrapał się w tył głowy, nie bardzo rozumiejąc, lecz Frost nie miał ochoty iść za jakimś gościem, bo po co? Jeszcze by się władował w jakieś bagno. Ohhh, co to, to nie! Nie lubił zbytnich kłopotów! Nie takich poważnych. Stał tak pogrążony w myślach, gdy nagle poczuł uścisk na ręce, a potem szarpnięcie i mimochodem podążył za ów osobą.
    - Hej, hej, hej! Hola-hola! - zawołał słysząc aluzję do swojego wieku. - Może i wyglądam na hot osiemnaście, ale w rzeczywistości mam dużo, dużo, DUŻO więcej, także nie mów "dziecko", nie jestem dzieckiem - skrzyżował ręce na klatce piersiowej z obrażoną miną. - Jestem Jack Frost, dla twojej informacji, a jeśli chcesz coś ukryć to twoje zachowanie działa jedynie na twoją niekorzyść, nie żeby coś. Jesteś podejrzana i masz coś na sumieniu! Oooj to nie ja się będę musiał jutro spowiadać, nie ja! - zawołał grożąc jej palcem. - A ty? Kim ty jesteś?


    Jack

    OdpowiedzUsuń
  15. Podniosła pospiesznie głowę, słysząc dochodzący z pól wysoki, kobiecy krzyk. Popatrzyła się niepewnie na znajomą, czując jak zdenerwowanie w jej klatce piersiowej rośnie, jak krew przyspiesza niebezpiecznie w niebieskich żyłach. Otworzyła usta, jednak zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, stojąca obok niej dziewczyna wybiegła z małej, drewnianej chatki ciągnięta przez ciekawość i pewnego rodzaju zaniepokojenie. Jednak ona nie chciała wychodzić. Dziwny niepokój, który zawładnął jej ciałem, nie pozwalał się ruszyć. Przykleił kobietę do drewnianego blatu, twardej posadzki. Jeszcze chwilę rozglądała się dookoła, jakby szukała w sobie jakiejś siły, hartu ducha który wyprowadziłby ją na zewnątrz, w sam środek zdarzenia.
    Spojrzała w stronę stołu i krzeseł, gdzie jeszcze niedawno zostawiła swoją torbę. Czarny notes niezmiennie leżał na swoim miejscu, razem z nałożonym na niego długopisem. Wiedziała, że powinna wziąć go ze sobą. Że był jej potrzebny właśnie do tego typu sytuacji, że mógł jej się przydać w dokładnym odtworzeniu tego co się stało. Pokiwała jednak przecząco głową, wiedząc że nie ma czasu aby po niego podbiec. Wybiegła z chaty tak samo jak jej przyjaciółka, która teraz przepychała się między farmerami aby dojrzeć co takiego się stało.
    Wstrzymała oddech, widząc zabrudzone, martwe dziecko leżące na dłoniach rozpłakanej kobiety. Czuła przechodzącą na wszystkich rozpacz, jak atmosfera coraz bardziej się zagęszcza, kiedy niektórzy próbowali z jej rąk wyrwać martwe ciało dzieciaka. Ona jednak nie puszczała. Zasłonięty przez łzy wzrok pozwalał jej jeszcze dojrzeć swoich przeciwników, nie puszczała wychudzonych palców z dziecięcych szmat. Valerie chciała tam podejść. Odsunąć od niej nachalnych mężczyzn, którzy bez żadnego współczucia szykowali już dół dla martwego. Niemal czuła ból przepływający przez nieznajomą kobietę, stratę tak straszną, że czasem również śmiercionośną. Jednak nie potrafiła zrobić kroku. Obraz martwego dziecka zastygł jej przed oczami, złapała się za brzuch jakby na wspomnienie czegoś co nigdy się nie wydarzyło, co było tylko w jej umyśle. Chciała odwrócić wzrok, ale nie potrafiła. Nieszczęsna ciekawość kazała jej patrzeć. Patrzeć i wyodrębnić każdy, ważny detal.
    Dopiero po chwili usłyszała równie zdruzgotany szept koleżanki. Pospiesznie odwróciła wzrok w jej stronę, widząc jak młoda kobieta wolnym krokiem cofa się w tył, jakby zaraz chciała uciec, znów schować się we własnej chacie. Delikatnym ruchem oparła swoją rękę na jej ramieniu, próbując ją uspokoić, dać do zrozumienia, że to co się wydarzyło nie było jej winą. Zanim jednak zdążyła cokolwiek powiedzieć, do ich uszu doszły wściekłe pytania farmerów, szepczących między sobą i wołających w ich stronę.
    Szybkim ruchem zasłoniła ciało koleżanki własną sobą, jakby chciała ją odgrodzić od padających wyzwisk. Zmierzyła każdego z osobna dzikim, rozwścieczonym wzrokiem, dając im znać, że w tej chwili powinni się wycofać i zaprzestać jakiemukolwiek konfliktowi. Oni dalej jednak napierali. Machali rękoma w stronę dwóch kobiet, krzyczeli prosto w twarze rzucając im pod nogi widły i łopaty. Valerie czuła jak przez ogarniającą ją wściekłość, krew w żyłach zaczyna wrzeć, buzuje w jej uszach jakby chciała jej dać znać, że powinna się uspokoić. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego co działo się, kiedy nienawiść znów przepełniała jej serce, zatruwała umysł. Jednak nie potrafiła tego powstrzymać. Napływu emocji, roztrzęsionych dłoni.
    — Wszyscy mają się odsunąć! — rozkazała dzikim głosem, mierząc każdego z farmerów z osobna. — Jeśli któryś z was się zbliży, pożałujecie tego.

    Valerie

    OdpowiedzUsuń
  16. - Super, każdy tu mówi o sumieniu, też mam sporo za plecami. - przewrócił oczami. - Ostatnio ukradłem ciasteczka z blatu Babci i uciekłem. Przesadzacie. Macie szanse na nowe życie, a i tak krępujecie się przeszłością. No ile można?! - Umilkł na chwilę starając stłumić swoje wzburzenie, które czasem w nim wzbierało, gdy ciągle słyszał jakieś smutne historie i widział baśniowców, którzy byli skuci łańcuchami lat wcześniejszych.
    - Czekaj. Nie żyjesz? - Jack wypalił, jakby nagle ten fakt do niego dotarł. Zamrugał dwukrotnie zaskoczony, niczym się nie krępując dotknął jej dłoni. Może i fakt temperatury ciała byłby jakąkolwiek wskazówką, ale nie przy nim, gdzie on ma naprawdę niższą o dużych kilka stopni i to on się wydawał bardziej umarłym, aniżeli ktokolwiek inny. - Ej, nie, jesteś cieplejsza ode mnie. A umarli... a może jesteś zombie? Albo zawładnęłaś czyimś ciałem!? - przyłożył dwie ręce do twarzy robiąc przerażoną minę. - Ale lubisz ciasteczka?! Jeśli lubisz, to znaczy, że żyjesz. - Pokiwał głową parokrotnie.
    Logika Frosta była dziwna i niezwykle niezrozumiała, jeszcze nie trafiła się istota, która by go w pełni pojęła. W sumie on sam też za dobrze się nie rozumiał, ale wiedział jedno. Był lekkoduchem, który rozbawiał większość tutejszych mieszkańców i tego się trzymał. Chciał być inny.
    - Cóż, tak czy siak, miło mi cię poznać, Arye. Nie wiem skąd jestem, nie pamiętam tego, mam lukę w pamięci i z nią żyję, a ludzi śledzę tylko dla zabawy i niezbyt często. Tylko jak mi się bardzo nudzi. - Wzruszył lekko ramionami z uśmiechem. - A ty? Czemu śledzisz ludzi i skąd jesteś?


    Jack

    OdpowiedzUsuń
  17. Widząc jak zaczęła odchodzić, bez namysłu do niej podfrunął.
    - Nie musisz mi jej opowiadać, jeśli nie chcesz, jestem daleki od tego, by wyciągać czyjąść historię - po raz kolejny wzruszył ramionami i tylko zrównał z nią kroku. - Jeśli cię uraziłem to przepraszam, pomyślałem, że cię rozbawię. Zazwyczaj każdy patrzy się na mnie jak na kretyna, gdy mówię o ciastkach, ale to tak dla humoru. - wyjaśnił, czująć jakąś nutę poczucia winy. Co prawda to nie było dla niego zbyt typowe, ale jeśli ją uraził, to wolał przeprosić, by nie było żadnych nieporozumień.
    - W takim co lubisz, jeśli nie ciasteczka? Czekoladę? Cukierki? A może ryż? Ryż jest super - ciągnął niewzruszony.
    Normalna osoba zrezygnowałaby i odpuściła, kiedy ktoś nie ma ochoty rozmawiać, ale nie on. Jack lubił towarzystwo i kochał uśmiech, a pesymistom ucierał nocy. Zawsze ciągnęło go do tych mrocznych, by znaleźć jakikolwiek powód do uśmiechu w danej osobie. Tak też było tutaj. Obrał sobie za cel wywołać u Arye uśmiech i nie zamierzał łatwo odpuszczać.


    Jack

    OdpowiedzUsuń
  18. [Przepraszam, że dopiero odpisuję. Ostatnio nie mogę się za nic zabrać i mam pustkę w głowie x)
    Dobra myśl! :D Sądzę nawet, że o jakieś kryminalne motywy nie będzie trudno, bo Lucy trochę wcześniej nabroiła i przez pierwsze miesiące swojego pobytu w Fabletown trzymała w półświatkiem dzielnicy, więc nasza sprawa może mieć związek z czymś z przeszłości właśnie :D
    Kiedyś miałam fajny wątek z jedną z postaci. Fabuła wyglądała tak, że ta postać planowała zabójstwo pewnego gangstera z Fabletown i przyszła z bronią do jego mieszkania. Gdy mafioso otworzył drzwi, ten go zastrzelił i wrzucił ciało do wanny. Lucy była świadkiem całego zajścia - sama przyszła do gangstera zaledwie chwilę wcześniej i planowała go otróć (miała u niego długi, a zły pan chciał, by spłaciła je... w wiadomy sposób xD). Akurat wykorzystała okazję, że ktoś zapukał do drzwi i wsypała truciznę do wina, a potem z ukrycia widziała zabójstwo. Zorientowała się, że zabójcą jest jej przyjaciel, więc potem razem mieli wszystko zatuszować. Może coś takiego by ci pasowało? :D
    Powiedzmy, że jakiś gangster, ktoś z przeszłości Lucy mógłby ją zaszantażować. Mógł mieć jakieś "nieciekawe" zdjęcia, na któryh była i zagroził, że je ujawni. Ojciec Lucy jest ważną szychą w dzielnicy, do tego zaręczyła się niedawno, więc wolałaby uniknąć nawet takich skandali. I teraz, jeśli byś chciała, ów gangster mógł mieć również coś na Ayre. Wówczas, albo obie w jakiś sposób się dogadały i postanowiły się go pozbyć (lub z nim pogadać i przypadkiem go zabić xD), albo właśnie wykombinowałybyśmy sytuację podobną do tej, którą opisałam wyżej. W takim przypadku mogłyby się znać od jakiegoś czasu i może nawet przyjaźnić, żeby jedna drugiej tak bezinteresownie pomogła, zacierając ślady. W jego mieszkaniu mogą nawet wpaść na jakiś magiczny przedmiot, nie wiem tylko, do czego mógłby się im przydać. Co o tym sądzisz?]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.