niedziela, 4 czerwca 2017

Niestety, Sasza… Nie dotrzymałeś umowy. Wiesz, co to podwójna gra? To bardzo nieładna rzecz...


Erwin König
12 kwietnia 1909 Monachium - grudzień 1942 Stalingrad
Szkoleniowiec snajperów w Zossen - major Wehrmachtu - odznaczony krzyżem żelaznym - snajper
Od 12 sierpnia 1951 roku w Fabletown - oficjalnie 33 lata - były wojskowy - były najemnik - były/obecny nauczyciel historii - uzależnienie jeszcze z "poprzedniego życia" - właściwie to z wychowania antysemita  - "posiadacz" walniętego sąsiada, który czasami wprasza się na prysznic - częste "wypadki" kończące się wizytą w szpitalu - dla znajomych jest w stanie zrobić swoistą "ekstra" robotę - czasami upija się będąc ubranym w mundur jedynej słusznej armii Wehrmachtu


Doskonale pamiętał tą chwilę. Chwilę w której ocknął się na zimnej posadzce, ściskał swój karabin, łapał powietrze niczym ryba, która przez przypadek wypadła z akwarium. Spoglądał na zebranych przed nim, jakieś zielone coś, od którego czuć było nieco przetrawiony alkohol...albo może to był dopiero co wypity trunek? Nie ważne. Była też kobieta, piękna jak z bajki. Miała lekko połyskujące czarne włosy, czerwone niczym krew usta, delikatne rysy twarzy. Była po prostu piękna, to było aż nierealne że przed nim ktoś taki stał. No i jeszcze starszawy mężczyzna w garniturze i okularach, który na myśl przywodził jakiegoś profesora...ewentualnie ciapowatego polityka.
I leżący oficer Wehrmachtu, który szuka w swoim czole dziury zrobionej przez karabin snajperski Mosin należący do Zajcewa. Dał się podejść jak dziecko! Przecież mógł to wygrać! Mógł...ale nie udało się, po prostu Zajcew okazał się lepszy od niego.
Ale dlaczego żył? Dlaczego był tutaj?
- Gdzie ja jestem? - pytanie zawisło w powietrzu bez odpowiedzi. Wstał powoli i zrobił kilka niepewnych oraz chwiejnych kroków. Podszedł do biurka z kalendarzem, ta data... wydawała sie nierealna, nie możliwa. Przecież był rok...końcówka 1942 roku! A nie 12 sierpnia 1951! To było przecież niemożliwe!
Ale jednak był tutaj. Oni to potwierdzali...byli prawdziwi. On był prawdziwy; żywy. Nie był żadnym podrabiańcem... Nie był żywym trupem; normalnie chodził, oddychał, mówił. To wszystko wydawało się być nierealne, ale jednak był to najprawdziwszy świat. Może nie identyczny jaki znał, bo jednak znał świat pogrążony w wojnie, znał ruiny miast. Zamiast tego okropnego widoku, przed oczami ma wieżowce, drogi z asfaltu, żółte taksówki.
Przed nim jego nowe życie, życie które nie będzie nawet w najmniejszym stopniu podobne do jego poprzedniego. Ale czy aby na pewno?
Czy będzie w stanie wieść normalnie życie pełne zwyczajnych sytuacji? Czy da radę znaleźć sobie kogoś z kim byłby gotów spędzić chociażby kawałek swojego życia? Jak ktoś kto nigdy tak naprawdę nie kochał oraz nie był kochany będzie mógł stworzyć normalną rodzinę? Tego chyba nigdy się nie dowie.

POWIĄZANIA
WIĘCEJ



_______
Twarzy użycza Thomas Kretschmann. Bawmy się, nie wiem dlaczego kolejna postać prawdopodobnie jestem jakimś samobójcą/sadomasochistą. Aha i żeby obyło się bez pytań (chociaż to je niemożliwe), postać to Erwin König, snajper który według radzieckiej propagandy pojedynkował się z Zajcewem w Stalingradzie.
Cytat pochodzi z filmu "Wróg u bram" i jest wypowiedzią (a jakże!) E.Königa
NIE MAM NIC DO UKRYCIA
W sumie to szukam kogoś (pana może?) kto mógłby go pokochać...albo kogoś kto pokazałby mu że istnieje inne uczucie niż obojętność, albo nienawiść.
I owszem, wiem że jedyny i słuszny Erwin König ma twarz Eda Harrisa.

25 komentarzy:

  1. [Trochę taki biedny Pan z niego. Zagubiony w nowej rzeczywistości musiał się nauczyć żyć od nowa. No i sam fakt, że chce być kochany i mieć rodzinę jest rozczulający.
    Baw się nim dobrze, Szaleńcze. A jak chcesz, to wpadnij, może coś uda nam się stworzyć.]

    Dorothy

    OdpowiedzUsuń
  2. [trzeba ci chyba pauze jakas wlaczyc wiesz? szalejesz z postaciami tak, ze niedlugo ci osob do pisania zabraknie ^__^ nie mniej powodzenia.

    btw. oklaski dla autora - shout na monitornigu byl i zaklad przegrany w sumie ale warto bylo ;)]

    zmora blogowa Sha ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. [Shame on you, Szaleńcze. Za ładny wątek zostanie Ci wybaczone.
    Na szczęście ja aż tryskam pomysłami, którymi mam nadzieję że Cię nie zrażę. Podobno to nie prawda, że Doris jest psycholem, podobno to ja nim jestem. Przeżyjesz, ale niczego nie obiecuję.
    Skoro szukasz pana do miłości, to nie pomożemy, ale... Wymyśliłam sobie, że Dorothy mogłaby się stać jego celem. I tu masz dwie opcje, bo przecież nie damy jej tak szybko zabić. Albo ją oszczędzi z sobie znanych powodów, albo da się jej podejść i to ona oszczędzi jego. Po tych pięknych oczach nikt się nie spodziewa, że sobie potrafi w życiu poradzić, a mało osób wie, że czasem łapie się asasyńskiej roboty. To tak na początek, daj znać co myślisz, to będę kombinować dalej.]

    Dorothy

    OdpowiedzUsuń
  4. [Nie wiem jak to wydedukowałeś, ale ok, jestem w stanie Cię zrozumieć. Dla mnie już będziesz Szaleńcem i koniec. O bocianach w moim wieku lepiej nie wspominać.
    O widzisz, jednak coś tam w tej głowie grzechocze. Doris lubi zlecenia, szczególnie samobójcze. A później ta współpraca może nawet się udać. Mogliby razem zapolować na likwidatora, a później na zleceniodawców i ogólnie zrobiliby rozpierduchę *.*
    Niech się leje krew!]

    Dorothy

    OdpowiedzUsuń
  5. [Nienawidzę zaczynać, dlatego tak bardzo główkowałam nad pomysłem. Więc nie obraź się, ale zrzucę to na Ciebie ;*

    Nadal zostajesz Szaleńcem. Przy czwartej postaci każdy zasługuje na to miano.]

    Doris

    OdpowiedzUsuń
  6. [tiaaa chyba zaloze sie o kolejny zaklad ;p
    *wzdycha* i tak troche mi smutno >.< wcale ze nie, mialam wlasnie nadzieje ze uda ci sie wytrwac w abstynencji ;p
    Ja zawsze mam tylko jakos tak nie ma za bardzo z kim (prawde mowiac - ludzie sie mnie boja i takie tam a ja nie gryze xD) tylko jestem kiepska w wymyslaniu i jeszcze zamulona po pracy ;/]

    OdpowiedzUsuń
  7. Wszystko zaczęło się od tego dziwnego uczucia niepokoju, które zrodziło się w niej kilka dni temu. Uczucia bycia obserwowaną, jednak kiedy tylko rozglądała się wokół nie zauważała niczego szczególnego. Poza tym, jej myśli były zajęte czym innym. Już dawno nie brała zleceń, które zakładały likwidację celu. Po ostatniej nieudanej akcji postanowiła się wycofać i raz na zawsze zamknąć ten rozdział swojego życia. Zaczęła nawet nową drogę, która nie miała nic wspólnego z szeroko pojętym mordobiciem, a przynajmniej taki był plan. Najwidoczniej przeznaczenie nie chciało jej odpuścić i co chwilę znowu spychało ją na wcześniej obraną trasę.
    Nie wiedziała co kierowało nią, kiedy godziła się na kolejne zlecenie. Może to przez jakąś nutkę tęsknoty za adrenaliną, może przez nudę, która powoli wkradała się do jej życia, a może przez nazwisko, które usłyszała. Erwin König. Już nie raz jego czyny obiły jej się o uszy i musiała przyznać, że była pod wrażeniem jego osiągnięć. I pewnie właśnie to postanowiła wrócić z wcześniejszej emerytury. Świadomość, że to ona może być tą, która zdejmie słynnego snajpera, sprawiała że podjęcie decyzji nie było trudne.
    Problem pojawił się w momencie, w którym zrozumiała jak trudne będzie to zadanie, poczynając od tego jak ciężko było go namierzyć. Za każdym razem kiedy wydawało jej się, że jest blisko, rozpływał się w powietrzu, zupełnie jakby nie istniał, a ona goniła samą siebie. Aż w końcu nabrało to sensu, gdy w jednym z szemranych barów usłyszała coś, co teoretycznie nie powinno dotrzeć do jej uszu. Erwin König na nią polował.
    Właściwie jej to nie dziwiło. Wiedziała, że prędzej czy później nadejdzie ten dzień, że ktoś w końcu postanowi odwdzięczyć się jej za śmierć bliskiej osoby czy doprowadzenie do bankructwa. Nie wiedziała tylko, że nastąpi to tak szybko. Choć fakt z czyich rąk ta śmierć miała nastąpić sprawił, że po części czuła się zaszczycona.
    Nie zamierzała mu jednak ułatwiać zadania, zwłaszcza, że teraz dokładnie wiedziała jak całą tą sytuację obrócić przeciwko niemu. Domyślała się, że ów dziwne uczucie było spowodowane jego obserwacjami, więc postanowiła to wykorzystać. Kilka razy przeszła się obok okna i zapaliła światło w łazience, bynajmniej nie po to, by z niej skorzystać, a następnie wyszła z mieszkania i przecisnęła się przez niewielkie okno na klatce schodowej prowadzące na drugą stronę budynku. Nie wiedziała czy ma rację, ale będąc na jego miejscu wybrałaby stojący naprzeciwko nowo budujący się wieżowiec, z którego miałby czysty strzał. Nie miała jednak nic do stracenia. Przemknęła za kilkoma budynkami stojącymi w szeregu by zniknąć z jego pola widzenia i dopiero przeszła na drugą stronę ulicy i skierowała się do biurowca. Starając się nie wydać najmniejszego dźwięku pokonywała kolejne piętra, zastanawiając się właściwie jaki ma plan. Nie przepadała za używaniem broni choć oczywiście zabrała ją ze sobą. Jej popisowym numerem za to było skręcanie karku. Wszystko działo się po cichu i zostawiała porządek. Plamy z krwi na ulubionej białej bluzce doprowadzały ją do szału.
    -Szukałeś mnie? –jej cichy głos właściwie ginął w wolnej przestrzeni pomiędzy metalową konstrukcją, jednak była pewna, że ją usłyszał. Zanim się odwrócił odbezpieczyła broń i wyciągnęła niewielki pistolet z tłumikiem w jego stronę. Wiedziała, że nie miała z nim szans w walce wręcz. Złamałby ją jak zapałkę choćby tylko dzięki doświadczeniu, które niewątpliwie miał większe od niej.

    Dorothy
    [W nagrodę dostałeś odpis prosto z pracy, Szaleńcze. Enjoy.]

    OdpowiedzUsuń
  8. [Na to powinien być paragraf xD]

    Twoja ulubiona autorka

    OdpowiedzUsuń
  9. [pomysł sam w sobie zly nie jest acz lekko zakrecony - zatem podsumowujac: partnerka Erwina miala by z nim jakis problem i zwierzyla by sie z tego Sha. Zaczela by narzekac jaki on sztywny i grubianski i chcialaby w zwiazku z tym zmienic partnera. Tylko wyniklby z tego kolejny problem: zamiennika by nie bylo ^_^ Wtedy tez w formie mediacji wkroczylaby Sha próbujac zalagodzic "konflikt"]

    OdpowiedzUsuń
  10. [ostatnio mam ciezka glowe do czegokolwiek wiec moze pojdziemy z tym pomyslem na spontana? a potem zobaczymy co z tego wyniknie ;)]

    OdpowiedzUsuń
  11. Mimo że patrzyła prosto w jego oczy, skupiała się wyłącznie na tym, by nie drżały jej dłonie. Dlatego nienawidziła broni. Widać było każde zawahanie, a to mogło prowadzić do odwrócenia się sytuacji. W końcu każdy spróbowałby szczęścia myśląc, że oprawca nie czuje się pewnie, prawda? Dorothy na pewno wykorzystałaby taki moment. Dlatego milczała i wpatrywała się w niego, choć myślami była częściowo gdzie indziej. Gdyby znajdowali się w normalnym budynku, który ma podłogi i ściany, miałaby więcej opcji. Mogłaby podejść niepostrzeżenie lub przyczaić się za rogiem i zaczekać aż mu się znudzi przyglądanie pustemu mieszkaniu. Mogłaby zaatakować go znienacka, jednym dokładnym ciosem pozbawiając go przytomności. Mogłaby zrobić wiele rzeczy, a teraz została tylko z jedną opcją. Jedną, najgorszą. Nienawidziła broni.
    Przez cały czas starała się wyglądać na rozluźnioną, choć z każdą sekundą mięśnie spinały się coraz bardziej. Właściwie nigdy nie stawała ze swoim celem twarzą w twarz. Była skrytobójcą, niewidzialnym mordercą, który nigdy nie patrzy swojej ofierze w oczy. Poza tym, że posiadała umiejętności, które przez pewien czas pozwalały jej przeżyć, nie była zła. Nadal była tylko kobietą przepełnioną empatią i mieszanymi uczuciami. Zabijanie nie było pasją czy przyjemnością, a koniecznością. Choć nie wiedziała, czy spowodowaną jej własnymi potrzebami czy brakiem asertywności, ale nie to było ważne. Nie potrafiła patrzeć w oczy, kiedy zabijała, a teraz patrzyła zdecydowanie za długo.
    -Kto kazał Ci mnie zabić? –wydusiła w końcu z siebie, nawet na milimetr nie obniżając dłoni trzymających wycelowany w niego pistolet. Nie wiedziała, czy bardziej grała na zwłokę, czy faktycznie ją to interesowało i musiała się tego od niego dowiedzieć. W końcu pewnie nie będzie miała problemu dotrzeć do źródła, kiedy już go zabije. Jednak z każdą chwilą było to coraz trudniejsze.
    Nawet nie potrafiła zliczyć ilu miała wrogów. Ilu matkom odebrała dzieci, ilu żonom mężów, ilu mężom żony, ilu dzieciom rodzica. Nigdy nie prowadziła zapisków, nie odznaczała kolejnych nazwisk w ukrytym notesie. Zabijała i zapominała, inaczej wyrzuty sumienia zżarłyby ją już dawno temu. Łatwiej było udawać bez niezbitych dowodów na swoje zbrodnie.

    Doris

    OdpowiedzUsuń
  12. Dorothy nigdy nie była na wojnie, jednak nie zmienia to faktu, że często musiała walczyć o własne życie. Nie była jednym z „baśniowców”, a po powrocie do Kanady była zdana właściwie na samą siebie. Oskarżona o chorobę psychiczną uciekła i przez długi czas tułała się z miasta do miasta, aż poznała Jego. Zaopiekował się nią, dał jej dach nad głową i pracę. Początkowo była tylko zwykłą złodziejką, aż przestało mu to wystarczać. Spędziła z nim kilka lat, kradła i zabijała dla niego, kochała go, aż dowiedziała się, że ją tylko wykorzystuje. Kłamał, mówiąc że odwzajemnia jej uczucia, że już zawsze będą razem, że jeszcze trochę i przestaną wieść takie życie. Kłamał, mówiąc że jest jedyna, lecz dopiero kiedy zobaczyła go z inną zrozumiała, że ma już dość. Już wcześniej słyszała o miejscu dla baśniowców, o mieście, w którym mogą być sobą i choć wiedziała, że tam nie pasuje, postanowiła spróbować. Przybyła pod przybranym imieniem, przedstawiając się jako słynny łowca głów, w końcu tylko to potrafiła robić. Do tej pory niewielu zleceniodawców znało ją pod prawdziwym imieniem. Najwidoczniej ktoś jednak je poznał, skoro postanowił pozbawić ją życia.
    Źle czuła się pod jego uważnym wzrokiem. Wydawało jej się, że widzi więcej niż zakładała, że widzi drżące dłonie, które wcale nie drżały, że widzi strach w jej oczach przed naciśnięciem za spust. Przez to sama zaczęła widzieć rzeczy, na które wcześniej nie zwróciła uwagi. Nie bał się. Zachowywał się swobodnie, zupełnie jakby spotkali się na kawie, co niesamowicie ją drażniło. Nikt z wycelowaną w niego bronią nie powinien zachowywać się spokojnie. Byłoby jej łatwiej pociągnąć za spust, gdyby okazał zdenerwowanie, czy nawet wściekłość, gdyby rzucił się w jej stronę z próbą ratowania życia.
    Znowu skwitowała jego słowa milczeniem. Nie było ważne z jakich powodów chciała poznać nazwisko jego mocodawcy, szczególnie że nie zamierzał go zdradzić. I powinien w takim razie wiedzieć, że sama też nie zamierza się bardziej narażać mówiąc mu kto zlecił jej zabicie go.
    -Musimy jakoś rozwiązać tą sytuację. –mruknęła nieco się odprężając, mimo wszystko nadal celując w niego i nie spuszczając z niego oka. Byli dwójką morderców i choć wiedziała, że w tym momencie jest na wygranej pozycji, nie chciała tego robić. Nawet jeśli wiązało się to z utratą sporej sumki. Przecież nie robiła tego dla pieniędzy. Zabicie Erwina Königa dałoby jej prestiż, jednak nie była pewna, czy go chciała. Przecież miała z tym skończyć, mogła odejść po cichu.

    Doris

    OdpowiedzUsuń
  13. [ Fajna postać, papo :D
    Chcesz popisać ze mną jeszcze jeden wątek z Lexem, czy poczekasz na mojego Rasputina? ]

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Cóż, ja również mam nadzieję, że uda mi się zabawić tu nieco dłużej. Owszem, byłam tu kiedyś, ale panowało wtedy nieco większe... zamieszanie. Ostatnio doszłam do wniosku, że drugie podejście nie zaszkodzi.
    Przyznam szczerze, że zrobiłam wyliczankę i wypadło w niej na Erwina, tak więc oto jestem. Wydaje się być bardzo ciekawy, na pewno jest to oryginalny wybór i chętnie się przekonam jaki E. jest w wątkach. ;) Miałbyś może jakiś pomysł? ]

    Mare

    OdpowiedzUsuń
  15. [Z Tym Twoim panem jeszcze w sumie nie miałem wątku... XD Rozszalałeś się z postaciami! Jakbyś chciał coś napisać, to wiesz gdzie przyjść.]

    Brian O'Connor (i martwa spółka)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie wiedział jak długo ten świat będzie jeszcze trwał. Wydawało mu się, że jednak niedługo. Wszystko zaczęło się nakładać na siebie, tworząc na prawdę mroczną przyszłość.
    Jako demon, nie mógł opowiedzieć się za żadną ze stron. Tak na prawdę nawet nie powinno go tu być. Jednak miał na sobie mundur wojsk brytyjskich i czy chciał czy też nie, siedział w alianckim centrum dowiedzenia. Zadanie które otrzymał nie było proste. Miał wykraść pewne mapy, albo chociaż je sfotografować. To była najłatwiejsza część zadania. Najtrudniej było się do tych map dostać.
    Nie wiedział jak to się mogło stać. W jednej chwili przesuwał znaczniki na dużej mapie, rozłożonej na stole a w drugiej, leżał skuty w jakimś obskurnym pomieszczeniu, jak ocenił w piwnicy. Jak przez mgłę wydarzenia poprzedniego dnia. Wybuch bardzo blisko budynku, pisk i szum w uszach. A potem ciszę. Leżąc na podłodze widział obute w wojskowe buciory nogi żołnierzy, którzy pojawili się nie wiadomo skąd. Nie mógł się ruszyć albo po prostu nie chciał. A wtedy ktoś kopnął go w głowę i znalazł się tutaj.
    Możliwe, że został jeńcem...
    ~Oczywiście że jesteś jeńcem - mruknął Hans, jeden z żołnierzy którego pożarł jakiś czas temu - Będą cie przesłuchiwać. Pobiją cie na śmierć. Musisz się stąd wydostać
    Hans wydawał się mówić z sensem. Jednak ta podpowiedź nie dawała zbyt wiele. Był skuty. Nie miał przy sobie broni ani nic innego, gdyż miał na sobie spodnie i koszulę. Zostawili mu chociaż buty...
    Pozostało tylko wybadanie sytuacji. Może pojawi się jakiś wysokiej rangi oficer, którego po prostu zje i dowie się jak mógłby się stąd wydostać.

    Lex

    [Trochę enigmatycznie, ale wolałem zacząć neutralnie :) ]

    OdpowiedzUsuń
  17. Jego rozmyślania przerwało pojawienie się jakiegoś Niemca. Po papie odziedziczył pewną zdolność do posługiwania się wieloma językami, ale tylko w mówieniu. Nie pisał i nie czytał w językach innych niż swoim i tych które istotnie uczył się jak kazdy śmiertelnik, czyli w łacinie, francuskim i włoskim. Jednak nie miał zamiaru nikomu chwalić się tym, że zna niemiecki. Lepiej nie odsłaniać kart zbyt wcześnie.
    ~To on! to König! - zachwycił się Hans, bez konkretnego powodu. Lex uniósł brew... Przecie przed chwilą się przedstawił...
    - Trzeba było nie zrywać ze mnie munduru to byście wiedzieli. - odparł po angielsku. Skoro nie wiedział jakiego był stopnia mógł nakłamać... gorzej jeśli wiedział i go sprawdzał.
    ~Na pewno wie! - podpowiedział Hans, jakby dumny z siebie.
    - Major Heller. - odparł, jakby od niechcenia. Właściwie to kilka dni temu dostał awans ale jeszcze nie dosłali belek. Z resztą nie dziwił się. Trwała w końcu wojna a oni się takimi gównami zajmowali.
    - Mam panu przekazać pozdrowienia od Hansa Wolfa. Chociaż pan go nazywałeś Baldur.
    Przeglądał wspomnienia Hansa, szukając jeszcze czegoś interesującego. Chwilę obserwował jak Hans klęczy przed swoim mistrzem i ssie jego członka. Ciekawe...
    - Ja nie jestem tu w interesie Anglii, Ameryki czy innego ludzkiego kraju. Mam swoje powody i zadania.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  18. Gdyby wstał i spróbował wyjść, Dorothy nie miałaby wyjścia i choć bardzo nie chciała tego robić, strzeliłaby. I nie, nie ze względu na to, że się odważył, że ją zlekceważył, że uznał, że jest zbyt słaba by nacisnąć spust. Zrobiłaby to ze strachu. Nie mogła pozwolić, żeby poszedł wolno i zagrażał każdej następnej sekundzie. Nie mogła pozwolić, żeby każdy kolejny dzień musiała spędzić w ukryciu, czy oglądając się za siebie na każdym kroku. Nigdy więcej.
    Już raz stchórzyła, już raz opuściła broń i patrzyła za oddalającymi się plecami swojego przeciwnika, już raz bała się o własne życie każdego cholernego dnia i nie zamierzała przeżywać tego ponownie. Przekonała się, że bycie litościwym nie popłaca, że nawet przyjazna buźka będzie chciała ją w odwecie dorwać, że będzie żądna zemsty na słabej dziewczynce, która ledwo była w stanie utrzymać w drżącej dłoni pistolet. I już nigdy nie popełni tego błędu.
    Więc dobrze, że poszedł po rozum do głowy i został w miejscu, choć sięganie po paczkę papierosów o mało nie doprowadziło do jego tragedii. Źrenice rozszerzyły jej się, a oddech zamarł, gotowy do opuszczenia jej płuc dopiero po wystrzale. Palec mocniej przyległ do spustu, lecz nie na tyle, by wystrzelić. Jeszcze nie, jeszcze nie teraz. Nazwisko, najpierw nazwisko.
    Wypuściła powietrze i pokręciła głową, odmawiając ”poczęstunku”. Nigdy nie paliła i nie miała zamiaru zaczynać. Smród papierosowego dymu doprowadzał ją do szału, ale co jeśli on doskonale o tym wiedział i postanowił to wykorzystać?
    Spokojnie, Dorothy.
    -Ty chcesz współpracować? W ogóle potrafisz? –prychnęła przekręcając nieznacznie głowę, nie ukrywając swojego zaciekawienia. Zaraz jednak się opanowała i zastąpiła minę zainteresowanej dziewczynki na powrót beznamiętnym spojrzeniem. –Nie mam zamiaru z Tobą współpracować König. Dałeś się podejść, jesteś nieuważny i pewnie zbyt przekonany o tym jaki jesteś dobry. Jeśli ja Cię nie zabiję, zrobi to kto inny, a później przyjdzie też po mnie. –dodała mrużąc złośliwie oczy. Chciała go sprowokować, zmusić do nieuważnego ruchu, który by jej zagroził. Wtedy bez mrugnięcia okiem mogłaby go zabić i zakończyć temat raz na zawsze. Tak jak powiedział. Pociągnąć za spust, zabić, zgarnąć kasę. Przecież o to właśnie chodziło.

    [Przepraszam, że tak późno. Miałam pewne... problemy.]
    Dorothy

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie tylko Erwin miał problem z zaakceptowaniem otaczającej ich rzeczywistości. Dorothy może nie brała udziału w wojnie, właściwie była wtedy młodą dziewczyną, a tereny na których zamieszkiwała nie zostały nią dotknięte, jednak wydarzenia z Oz i wiedza, którą posiadła zmieniły jej życie. Oczywiście na lepsze. Jednak żyła, z dnia na dzień zmieniało się wszystko co ją otacza, a ona ciągle pozostawała taka sama. A później znalazła się w Fabletown i wszystko wróciło do normy. Nie była sama, nie była wyjątkowa, właściwie nie była nikim szczególnym, co bardzo jej odpowiadało.
    Nawet nie mrugnęła, choć wiedziała, że trafił w sedno. Oczywiście, że wiedziała, że nikt nie da jej tak po prostu odejść, choć szacunek jaki zdobędzie po zabiciu samozwańczego najlepszego snajpera mógłby w tym pomóc. Mógłby też zwrócić na nią uwagę kilku innych osób, którym by to się nie spodobało, nie mniej miała pięćdziesiąt procent szans na to, żeby jednak ujść z życiem. Co jednak, jeśli współpraca z nim zwiększy te szanse? Jeśli nikt się nie dowie jakim zagrożeniem jest niepozorna rudowłosa z uroczym uśmiechem?
    -Wiem, że będą chcieli mnie zabić. –prychnęła przewracając oczami. Nie wierzyła, że nadal miał ją za amatora. Może faktycznie był od niej lepszy, może mógł zabić ją dawno temu, jednak tego nie zrobił, nie wykorzystał okazji, dlaczego ona miałaby tego nie zrobić?
    Westchnęła cicho i pokręciła głową. Naprawdę nie miała ochoty opuszczać przy nim broni i pozostać nieubezpieczoną. Nie chciała pokazać jak bardzo zmęczona jest tą robotą i konsekwencjami, które przez nią musi ponosić. Nie chciała, jednak miała wrażenie, że to będzie lepsze od zabicia go, bez choćby wysłuchania co takiego miał do powiedzenia.
    -Załóżmy, że jednak chcę współpracować. Teoretycznie. Masz jakiś plan? –zapytała opuszczając broń, jednak nadal trzymała palec na spuście, nadal była w gotowości. Mniej czasu zajmie jej uniesienie dłoni i wystrzał niż jemu sięgnięcie do swojej i wymierzenie w nią. Tak, była bezpieczna. Choć taka się nie czuła.

    Dorothy

    OdpowiedzUsuń
  20. - Niestety, wszyscy dowódcy mają w głębokim poważaniu nas, zwykłych żołnierzy. - westchnął, kręcąc głową. - Ale skargę mogę napisać. Masz pan papier i pióro? Będę panu dyktował, bo tak się składa że nie umiem pisać po niemiecku.
    Poprawił swoją pozycję. Zaczynał nieprzyjemnie drętwieć mu tyłek.
    - A złapałem sobie niedawno takiego człowieczka, wysłanego na przeszpiegi od tych, zza morza. Strasznie irytujący człowiek. Więc możnaby się spodziewać że się jednak ruszą.
    Nie interesowała go ta wojna. Dla niego, ludzie mogliby się pozabijać. To nawet lepiej. Więcj duszyczek napłynie do piekła. Szef szefów będzie zadowolony.
    - Okłamywać to pan może swoich przełożonych. Obaj znamy pewne fakty... Ale jak pan chce to może jeszcze o coś zapytać dla pewności. Hans był całkiem ciekawym człowiekiem. Bardzo mu na panu zależało. Właściwie dalej zależy. Bardzo chce bym panu nie zrobił krzywdy. - zaśmiał się, ale nie było w tym śmiechu ani jednej ciepłej nuty.
    - Nie mam ani żony, ani dzieci i nikt na mnie nie czeka. Przynajmniej nie na ziemi. Jednak proponuje panu układ... Pan mnie stąd wypuści i załatwi mi niemiecki mundur i może jakiś papier bym mógł się dostać tam gdzie chce, a ja w zamian nie będę rozgłaszał pańskich preferencji, bo przecież może mi się to wymsknąć na przesłuchaniu... no i te wszystkie nazwiska... Łącznie z tym pułkownikiem Klosse... I dam wam jakieś tam mikrofilmy z planami inwazji czy czegoś tam. Nie przyglądałem się dokładnie czemu dokładnie robiłem zdjęcia. Straszny burdel tam w tej Anglii mają. Nie to co u was. Macie nawet mapy ułożone alfabestycznie. Podziwiam, na prawdę.
    Zamilkł na chwilę, dając możęczyźnie chwilę na przemyślenie tej propozycji.
    - Przełożonym pan powie, że połknąłem kapsułkę z cyjankiem czy coś. Według Hansa ma pan zawsze zapasowy mundur więc z tym nie powinno być problemu.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  21. Musiała przyznać, że facet mówił całkiem do rzeczy, choć początkowo myślała, że sugeruje, że to ona powinna uciec do Ameryki Południowej i zaszyć się tam pod zmienionym nazwiskiem, co oczywiście nawet nie wchodziło w grę. Było jej dobrze w Fabletown i nie zamierzała się stąd ruszać, choćby miała wybić co do jednego palantów, którzy połaszą się o jej życie. Czy śmierć, wszystko jedno. Całe szczęście, że powstrzymała się od przewrócenia oczami i pozwoliła mu dokończyć, bo reszta planu brzmiała całkiem sensownie. No, może poza opcją z kawą, herbatą czy czymś mocniejszym. Nie, jeszcze nie byli przyjaciółmi, a już na pewno nie zamierzała się z nim pokazywać na mieście. Jeszcze jakiś kolejny jego wróg pomyśli, że faktycznie są w czymś razem i zginie przez marnego snajpera, który dał się jej podejść. Tak, będzie to powtarzać aż jej się znudzi.
    -Możemy dopracować plan tu. –odparła lakonicznie, a gdy rozejrzała się już po pustym betonowym pomieszczeniu, wzruszyła ramionami. Lepsze to, niż zatłoczona kawiarnia, w której każdy będzie na nich zerkał, zastanawiając się co robią. Dorothy miała już dość spojrzeń typu „widziałem Cię wczoraj w nocy” albo ”no już, pokaż co masz pod tymi ciuszkami”. Baśniowcy zdecydowanie zbyt szybko się nakręcali i nie mieli za grosz taktu i wyczucia.
    -Nie sądzisz, że mogą mi nie uwierzyć, że zabiłam najlepszego strzelca? Będą chcieli Twojej głowy, dowodu. –stwierdziła opierając się o ścianę za swoimi plecami. Myślenie i opracowywanie zuchwałych planów nie leżało w jej naturze. Żyła z szybkich decyzji, przeżyła tylko dzięki nim. Wchodzi, strzela, wychodzi. Bez targowania się o życie, bez ostatnich słów, bez sentymentów. Nadal była tylko kobietą i gdyby pozwoliła emocjom przejąć nad nią władzę, mogłoby się to źle skończyć. Dlatego nie wiedziała dlaczego jeszcze z nim rozmawia.
    -Tobie pójdzie lepiej, przecież to takie oczywiste że poradziłeś sobie ze słabą dziewczynką.

    Dorothy

    OdpowiedzUsuń
  22. - Szkoda. Był bystrym człowiekiem. Właściwie to chętnie był się z nim bliżej zapoznał. Miał mi przekazać coś ważnego... - westchnął. Miał odnaleźć tego człowieka i zjeść go, gdyż z tego co wiedział, znał kody wejścia do całego kompleksu podziemi, które go interesowały.
    - Jesteś kreatywnym człowiekiem. Zapewne coś wymyślisz
    ~ Powiedz, żeby powiedział że miałeś tyfusa. Wszyscy boją się tu chorób zakaźnych
    Wydawało się to dość logiczne.
    - Albo lepiej... Powiesz, ze miałem tyfusa... chociaż nie wiem dlaczego akurat ta choroba tak was przeraża, i powiedz że musiałeś mnie spalić czy coś. A ciało do spalenia ci dosterczę w ciągu kilku minut. Ale... ty chcesz zostać zapamiętany. Chcesz być najlepszy. Ja ci mogę to dać. Nie jestem zwykłym człowiekiem...
    Wątpił by mu uwierzył tak na słowo, ale według Hansa major był człowiekiem na prawdę niezwykłym i wyjątkowym.

    Lex
    [Odpiszę ci dopiero w piątek. Muszę się uczyć na obronę XD]

    OdpowiedzUsuń
  23. - A może zrobimy inaczej... Rozkuje mnie pan, panie majorze, ja się zajmę strażnikiem a pan sobie popatrzy co również przecież pan lubi... - powiedział, nim zdążył ugryźć się w język. Jadnak wspomnienia Hansa były bardzo wyraźne i trudno było do nich nie zaglądać.
    Major rozkuł go, chociaż niechętnie. Lex pomasował nadgarstki i znów ukrył je za plecami, by wchodzący strażnik nie zauważył jego uwolnienia. Gdy wszedł i zbliżył się do Hellera, ten uśmiechnął się pogodnie.
    - Ludzie zawsze mnie fascynowali. - powiedział po niemiecku, z doskonałym Berlińskim akcentem. Poderwał się z krzesła, złapał żołnierza za mundur i przyciągnął do siebie, wpijając się mocno w jego wargi. Żołnierz nie protestował. Był zmęczony tą wojną. Bał się iść na front, bał się śmierci i bólu a jednak nie chciał już robić tego czego od niego wymagano.
    Pozwolił ciału opaść na podłogę. Szybko przejrzał wspomnienia mężczyzny, moszcząc mu wygodne lokum wewnątrz siebie. Z litości stworzył mu prawidzwy mały raj, pełen spokoju i wszystkiego tego co kochał i uwielbiał. Dopieszczane dusze były bardziej użyteczne i mniej waleczne.
    - W sumie, dobrze się złożyło... Chciał dziś donieść na pana i tego... Jakoba. Przyjemny młodzieniec.
    Zdjął koszulę, ukazując majorowi zbyt blade i zbyt umięśnione ciało z kilkoma czarnymi znakami na skórze, które były zapisanymi w języku piekielnym informacjami o jego przynależności. Włożył mundur martwego żołdaka.
    - Niech pan tak na mnie nie patrzy... Przecież mówiłem, że nie jestem takim zwykłym człowiekiem...

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  24. To był straszny dzień. Najpierw terapia przedmałżeńska... Ona i on, oboje kochali się bardzo i chcieli się pobrać, ale kłócili się o każdy nawet najmniejszy drobiazg. Potem kilku innych, wcale nie lepszych pacjentów. Czuł się zmęczony psychicznie... Dawniej, kazałby ich podtopić, to zwykle pomagało na większość problemów.
    Jednak jego praca, pozwalała mu na godne życie i duży apartament w centrum dzielnicy Fabletown. Lubił otwartą przestrzeń salonu z wysokim sufitem. Przez lata, w których mieszkać musiał w barakach, jakichś lepiankach i jaskiniach, ukrywając się przed tymi którzy na niego polowali, takie luksusy były wręcz magiczne.
    Nowoczesne, surowe wnętrze idealnie odzwierciedlało jego obecny humor. Ledwie miesiąc temu przemeblował całe mieszkanie z tradycyjnych antycznych mebli i wystroju, na surowy i nowoczesny, pełny szarości, połysku i ostrych kątów. Dużym minusem jednak był puchaty dywan, po którym cudownie chodziło się boso, jednak plamy po winie były dla dywanu tego zabójcze.
    Nie spodziewał się gości, a już na pewno nie tego konkretnego osobnika.
    - Proszę. - powiedział, po krotkiej chwili wahania. Wpuścił go do środka i zamknął dokładnie drzwi. - Mam pokój gościnny, także będziesz miał gdzie spać. Rozgość się... tylko zdejmij buty. - zerknął z powątpiewaniem na biały dywan na którym widniała duża czerwoana świeża plama po winie, który rozlał całkiem niedawno.
    - Więc... byłeś na misji. Opowiesz mi o tym?

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  25. - i tak nikt nie korzysta z tego pokoju. Zastanawiałem się nawet ostatnio po co mi on, skoro nie miewam gości... A jeśli już miewam, to raczej nie kładą się spać w innym pokoju.
    Pamiętał pierwszą wizytę Erwina w swoim gabinecie. Właściwie obaj nie byli pewni po co mężczyzna przyszedł do terapeuty. Długo trwało nim Cillian zdołał przekonać go do pewnych zwierzeń i spokojnych rozmów, których żołnierz nie uznałby za zdradzanie tajemnic wojskowych.
    - Każdy dzień z życia terapeuty jest ciekawy. Chociaż od czasu gdy chciałeś zastrzelić pająka chodzącego po mojej ścianie, nic tak spektakularnego się nie wydarzyło. Zjesz coś? Zwykle jadam sam ale i tak przygotowuje większą porcję.
    Wolał sie ne przyznawać do tego, ze czasem wstawał w środku nocy pozjadać jakieś resztki z obiadu czy kolacji, umieszczone specjalnie w lodówce na później.

    Cillian

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.