czwartek, 1 czerwca 2017

Historia


Tekst przetłumaczony przez Night Tear na podstawie norweskiej baśni Książę Lindworm, spisany przez Petera Christena Asbjørnsena oraz Jørgena Engebretsena Moe.



Dawno, dawno temu, żył sobie wspaniały młody Król, który poślubiony został najcudowniejszej Królowej ze wszystkich władczyń świata. Byli bardzo szczęśliwi, jednak sen z powiek spędzał im jeden problem – nie mieli dzieci. A był to problem dla nich potwornie ważny, gdyż Królowa pragnęła małego dziecka, Król zaś chciał ujrzeć następcę tronu.
Pewnego dnia, podczas spaceru Królowa spotkała brzydką, starą kobietę. Kobieta ta była wiedźmą, ale była z rodzaju tych dobrych wiedźm, nie tych skłonnych do rozpoczynania kłótni. Wiedźma zagadnęła:
— Dlaczego jesteś taka zasmucona, piękna pani?
— Nie ma sensu, abym ci mówiła – odpowiedziała Królowa. – Nikt na świecie nie może mi pomóc.
— Och, tego nie możesz wiedzieć – odrzekła stara kobieta. – Powiedz mi, co ci leży na sercu, a może będę mogła ci jakoś pomóc.
— Ależ, moja droga, jak? – spytała Królowa. I opowiedziała jej: - Król i ja nie mamy dzieci, dlatego jestem taka zmartwiona.
— Cóż, niepotrzebnie – rzekła stara wiedźma. – Mogę coś na to zaradzić, jeśli tylko zrobisz dokładnie tak, jak ci powiem. Słuchaj. Dzisiaj, o zachodzie słońca, weź filiżankę z dwoma uchami i połóż ją do góry dnem w północno-wschodnim zakątku twojego ogrodu. Następnie pójdź i podnieś ją nazajutrz rano, o wschodzie słońca. Znajdziesz wtedy dwie róże: jedną czerwoną i jedną białą. Jeśli zjesz czerwoną różę, urodzi wam się mały chłopiec. Jeśli zaś zjesz białą różę, urodzisz dziewczynkę. Lecz, cokolwiek postanowisz, nie wolno ci zjeść obu róż, inaczej gorzko tego pożałujesz, ostrzegam cię! Pamiętaj, tylko jedną!
— Dziękuję! Dziękuję po stokroć! – wykrzyknęła Królowa. – To naprawdę cudowne wieści!
I chciała dać starej kobiecie swój złoty pierścień lecz ta go nie wzięła.
Więc Królowa poszła do domu i zrobiła tak, jak jej powiedziano – a następnego ranka o wschodzie słońca weszła do ogrodu i podniosła filiżankę. Była bardzo zaskoczona, bo naprawdę nie spodziewała się, że dojrzy tam cokolwiek. Ale pod nią faktycznie znajdowały się dwie róże, jedna czerwona i jedna biała.
Jeśli wybiorę czerwoną – myślała Królowai urodzę chłopca, wkrótce dorośnie, zacznie jeździć na wojny i zabiją go. Ale jeśli wybiorę białą i urodzę dziewczynkę, zostanie przez chwilę z nami, ale później wyjdzie za mąż i nas opuści. Więc którąkolwiek różę wybiorę, w końcu pozostaniemy bez dzieci.
W końcu zdecydowała się na białą różę i zjadła ją. A smakowała tak słodko, że wzięła również i czerwoną – zapominając o ostrzeżeniu danym jej przez wiedźmę.
Jakiś czas później, gdy Król wyruszył na wojny i pozostawał z daleka od zamku, Królowa wydała na świat bliźnięta. Jedno z nich było cudownym chłopcem. Drugie z nich natomiast było Lindwormem – czy Smokiem. Śmiertelnie się przestraszyła, gdy dostrzegła Lindworma, ale szybko uciekł z pokoju i nikt poza nią go nie widział – więc pomyślała, że tylko jej się to przyśniło. Gdy wrócił Król, nie o nim wspomniała ani słowa.
Minęło wiele dni, a dziecko wyrosło na przystojnego, młodego Księcia i pewnego dnia miał się ożenić. Król wysłał go do innych królestw w poszukiwaniu Księżniczki dostatecznie godnej, aby zostać jego żoną. Lecz na pierwszym rozdrożu droga została zablokowana przez ogromnego Lindrowma, który wystraszyłby najodważniejszego. Leżał na środku z szeroko otwartą paszczą i krzyczał: Panna młoda dla mnie przed panną młodą dla ciebie!
Wtedy Książę zmusił orszak, by zawrócił i poszli inną drogą – ale nie miało to sensu. Na każdym pierwszym napotkanym rozdrożu leżał Lindworm i krzyczał: Panna młoda dla mnie przed panną młodą dla ciebie! Więc w końcu Książę musiał zawrócić do domu i odwołać wizyty w innych królestwach. Jego matka, Królowa, zmuszona była, aby wyznać, że Lindworm słusznie wyrażał swoje żądania. Był on bowiem starszym z bliźniąt – i jako pierwszy powinien się ożenić.
Nie pozostawało więc nic poza znalezieniem panny młodej dla Lindworma. Król napisał do odległego kraju z propozycją ożenku dla jego syna (lecz, oczywiście, nie wspomniał, dla którego) i wkrótce do królestwa przybyła Księżniczka. Nie pozwolono jej zobaczyć pana młodego wcześniej jak przed ołtarzem, podczas ceremonii – a wtedy było już za późno, aby się wycofać. Jednak następnego ranka Księżniczka zniknęła. Lindworm spał całkiem sam – i było to wręcz oczywiste, że ją zjadł.
Jakiś czas później Książę stwierdził, że teraz już może wyruszyć w podróż w poszukiwaniu Księżniczki. Lecz na pierwszym rozdrożu leżał Lindworm z szeroko otwartą paszczą, który krzyczał: Panna młoda dla mnie przed panną młodą dla ciebie! Więc Książę spróbował przejechać inną drogą, ale cały czas przytrafiało mu się to samo i zmuszony był zawrócić do zamku, tak jak poprzednim razem.
Król napisał wtedy do kilku innych królestw. Wkrótce przybyła kolejna Księżniczka, tym razem z naprawdę bardzo daleka. I, oczywiście, nie pozwolono jej zobaczyć swojego męża przed ślubem. Następnego ranka Księżniczka zniknęła, a Lindworm spał sam. I było oczywistym, że to on ją zjadł.
I znów Książę wyruszył w drogę po raz trzeci – i po raz trzeci na rozdrożu spotkał Lindworma, który ponownie domagał się żony dla siebie. I Książę znów wrócił do zamku, mówiąc do Króla:
— Musisz znaleźć kolejną żonę dla mojego starszego brata.
— Nie mam pojęcia, gdzie jej szukać – powiedział Król. – Już zraziłem do siebie dwóch wielkich królów, którzy przysłali do mnie swoje córki. Ludzie zaczynają mówić straszne rzeczy i jestem pewien, że każda księżniczka będzie bała się tutaj zjawić.
Lecz niedaleko, w niewielkiej wsi pośród lasu, żył pasterz wraz ze swoją jedyną córką. Król przyszedł do niego pewnego dnia i spytał:
— Czy oddasz mi swoją córkę, aby poślubiła mego syna, Lindworma? A ja sprawię, że nigdy już nie będziesz cierpiał biedy.
— Nie, panie – odrzekł pasterz. – Nie mogę tego zrobić. To moje jedyne dziecko i chcę, aby opiekowała się mną na moje stare lata. Poza tym, skoro Lindworm nie oszczędził dwóch pięknych Księżniczek, nie oszczędzi i jej. Pożre i ją, a ona jest zbyt dobrym człowiekiem, by mogła dzielić ten los.
Ale Król nie przyjął odmowy i wkrótce pasterz musiał oddać mu swoją córkę. Gdy pasterz opowiedział jej, że ma zostać żoną Lindworma, popadła w prawdziwą rozpacz. Spacerowała pośród drzew w lesie i płakała nad swoim strasznym losem. A gdy tak chodziła w tę i z powrotem, nagle, z cienia starego dębu, wyłoniła się stara wiedźma. Zapytała ją:
— Dlaczego jesteś taka zasmucona, śliczna dziewczynko?
— Nie ma sensu, abym ci mówiła – odpowiedziała Pasterka. – Nikt na świecie nie może mi pomóc.
— Och, tego nie możesz wiedzieć – odrzekła stara kobieta. – Powiedz mi, co ci leży na sercu, a może będę mogła ci jakoś pomóc.
— Ależ jak? – spytała dziewczyna. – Mam poślubić najstarszego z synów Króla, Lindworma. Poślubił przede mną dwie piękne Księżniczki i pożarł je. Mnie również zje! Nie dziw się, że jestem zmartwiona.
— Cóż, niepotrzebnie – rzekła stara wiedźma. – Mogę coś na to zaradzić, jeśli tylko zrobisz dokładnie tak, jak ci powiem.
Pasterka zgodziła się.
— Słuchaj więc – mówiła stara kobieta. – Gdy ceremonia ślubna dobiegnie końca i nadejdzie czas, abyś dołączyła do gości, musisz poprosić, aby ubrano cię w dziesięć śnieżnobiałych sukien. Następnie poprosisz o kadź pełną ługu i kadź pełną świeżego mleka oraz tak wiele biczów, ile tylko chłopiec na posyłki mógł unieść. Wszystko to nakaż umieścić w komnacie sypialnej. Wtedy, gdy Lindworm poprosi cię, byś zrzuciła suknię, rozkaż mu, aby zrzucił skórę. A gdy wszystkie jego skóry opadną, musisz zanurzyć bicze w ługu i zbić go. Następnie obmyjesz go w świeżym mleku. A gdy to zrobisz, musisz objąć go i trzymać w ramionach przez moment.
— Ostatnia część jest najgorszą, ugh! – rzekła córka pasterza i wzdrygnęła się na myśl o tuleniu zimnego, śluzowatego, łuskowatego Lindworma.
— Po prostu zrób jak mówię i wszystko będzie dobrze – odparła stara kobieta i zniknęła znów w cieniu drzewa.
Kiedy nadszedł dzień ślubu, po dziewczynę przyjechała kareta zaprzężona w sześć białych koni i zabrała ją do zamku. Wtedy Pasterka poprosiła o dziesięć śnieżnobiałych sukien, dwie kadzie pełne ługu i świeżego mleka, i tak wiele biczów, ile tylko chłopiec mógł unieść. Goście w zamku myśleli, że jest to jakiś rodzaj przesądu, całkiem bez sensu. Ale Król powiedział:
— Dajcie jej wszystko, o co poprosi.
Została więc ubrana w piękne szaty i wyglądała najcudowniej ze wszystkich panien młodych. Zaprowadzono ją do sali, w której miała odbyć się ślubna ceremonia i ujrzała po raz pierwszy Lindworma, gdy nadchodził i stanął obok niej. Pobrali się i wyprawiono im cudowny bankiet, godny pierwszego syna Króla.
Gdy uczta dobiegła końca, pan młody wraz ze swoją świeżo poślubioną żoną odeszli do swoich komnat, wśród muzyki, pochodni i z ogromną procesją ciągnącą się za nimi. Gdy tylko drzwi za nimi się zamknęły, Lindworm odwrócił się do dziewczyny i rzekł:
— Piękna pani, zrzuć z siebie szatę!
A córka pasterza odrzekła:
— Książę Lindwormie, zrzuć z siebie skórę!
— Nikt nigdy wcześniej nie ośmielił się zażądać czegoś takiego! – odpowiedział.
— Ale rozkazuję ci zrobić to natychmiast! – odparła.
Wtedy zaczął wyć i wić się, a kilka minut później okropnie długa warstwa skóry leżała na podłodze przed nimi. Dziewczyna zdjęła z siebie pierwszą suknię i rzuciła ją na skórę księcia.
Lindworm zwrócił się do niej ponownie:
— Piękna pani, zrzuć z siebie szatę!
A córka pasterza odparła mu:
— Książę Lindwormie, zrzuć z siebie skórę!
— Nikt nigdy wcześniej nie ośmielił się zażądać czegoś takiego – odpowiedział.
— Ale rozkazuję ci zrobić to natychmiast – odparła.
Wtedy, wśród krzyków i jęków, zrzucił z siebie drugą skórę. Zwrócił się do niej po raz trzeci:
— Piękna pani, zrzuć z siebie szatę.
A córka pasterza odparła mu ponownie:
— Książę Lindwormie, zrzuć z siebie skórę.
— Nikt nigdy wcześniej nie ośmielił się zażądać czegoś takiego – odpowiedział, a jego oczy zajarzyły się ze wściekłości.
Ale dziewczyna nie przestraszyła się, raz jeszcze rozkazała mu zrzucić warstwę skóry. I tak działo się, aż Lindworm zrzucił z siebie dziewięć warstw, a każda z nich została przykryta śnieżnobiałą suknią.
I nie pozostało z niego nic oprócz ogromnej masy, która przerażała jeszcze bardziej. Wtedy dziewczyna chwyciła za bicze, zamoczyła je w ługu i wychłostała go tak mocno, jak tylko potrafiła. Następnie umyła go całego w świeżym mleku. Na koniec położyła go na łóżku i objęła go własnymi ramionami. Zasnęła niemal od razu.
Następnego ranka Król wraz ze świtą przyszli i zerknęli przez dziurkę od klucza. Chcieli wiedzieć, co stało się z dziewczyną, ale żaden z nich nie odważył się wejść do komnaty. Jednakże, wiedzieni ciekawością, wkrótce otworzyli odrobinę drzwi. Wtedy ujrzeli piękną dziewczynę, całą i zdrową, a obok niej leżał – nie Lindworm, ale najprzystojniejszy książę jakiego kiedykolwiek widzieli.
Król wybiegł i opowiedział o wszystkim Królowej. Nikt dotąd nie widział takiej radości w zamku. Ślub odbył się ponownie, znacznie bardziej wystawny niż pierwszy, z festiwalami i bankietami – trwał długie noce i dnie. Żadna żona nie była tak ceniona przez Króla i Królową niż ta urocza dama z pasterskiej wsi. Ich miłość nigdy się nie skończyła – bo dzięki jej zmysłom, opanowaniu i odwadze odratowała ich syna, Księcia Lindworma.
Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.