wtorek, 13 czerwca 2017

Gwiezdny pył to konfetti, brokat i bąbelki szampana



Na wstępie zaznaczam, że to notka od jednorożca więc jest brokat i tęcza! (speszal dla króliczka Hakusia) Mam nadzieję, że nikt nie poczuje się urażony podczas czytania. Pozdrawiam wszystkie pchełki, które dopatrzyły się swoich postaci. To moja pierwsza notka więc przyjmijcie ją z przymrużeniem oka. Króciutko i treściwie, to moje motto! Nie wiem czy tak właśnie potoczyłyby się losy mojej Amraci w świecie bez magii, ale chyba nie jest aż tak źle. Wszystkim, którzy przebrną przez ten tekst, stawiam kawę! Uwaga! Notka zawiera lokowanie produktu!

ZACZNIJMY OD POCZĄTKU
Miejsce i rok bliżej nieokreślone. Pijany kierowca z dwójką dzieci jedzie małym czerwonym autem po leśnej drodze. Mężczyzna nie jest świadom tego, co zaraz ma nastąpić. Nie wiadomo nawet, czy jest świadomy tego, że prowadzi samochód. Dzieci na tylnym siedzeniu bawią się swoimi zabawkami. Chłopiec o ciemnych, kręconych włosach z plastikowym samolocikiem, który ukradł z pokładu Pegasus Airlines i dziewczynka o srebrzystych włosach, splecionych w warkocz z figurką małego jednorożca. Pocieszny kawałek plastiku towarzyszył jej od samego początku, choć nikt nie był w stanie powiedzieć skąd go ma. Wmawiała sobie, że otrzymała go od matki, która według ojca, opuściła ich bez słowa, a oni byli zbyt mali, by to zapamiętać.  
— Daleko jeszcze, tatku? — Chłopiec się już niecierpliwił. Cała trójka wyruszyła bladym świtem, a teraz na niebie królował księżyc. Nie zatrzymywali się nawet na chwilę, nie licząc jednego postoju na odcedzenie kartofelków. Ojciec nigdy nie powiedział dokąd zmierzali, ale jedno było pewne. Nigdy nie dotarli na miejsce. 
Jeleń pojawił się dosłownie znikąd, a pijany mężczyzna nie był w stanie wyminąć go na czas. Doszło do zderzenia. Ciszę i mrok, przeciął pisk opon, krzyk i roztrzaskanej na drobne kawałeczki szyby. Kierowca zginął na miejscu, na skutek wbitego poroża w płuca. Dzieci straciły przytomność, ale uszły z życiem dzięki niedocenianym poduszkom powietrznym. Zapanował mrok, a ostatnia rzeczą, którą ujrzała mała dziewczynka były gwiazdy. Świeciły one jednak na krwistoczerwony kolor, jakby już wcześniej przewidziały, co nastąpi. Był to jednak tylko efekt skapujących z jej rozciętego czoła kropelek krwi.
JAKIŚ CZAS PÓŹNIEJ
Wcześniej wmówiono jej, że jej brat zmarł podczas operacji. Została więc sama, do czasu aż przygarnęła ją dwójka ludzi, którzy już od dawna starała się o dziecko, ale bez skutku. Mieli swoje lata, a pracy na polu nie obywało. Był tylko jeden warunek. Dziewczynka musiała dostać nowe imię. Dosyć specyficzne, oznaczające tyle, co spadającą gwiazdę. Dziewczyna godzinami przesiadywała w starej stodole, bawiąc się z białą klaczą, którą otrzymała na szóste urodziny. Opowiadała jej historie, zaplatała grzywę i zabierała na długie przejażdżki. Klacz była jej pierwszą prawdziwą przyjaciółką. Lata jednak mijały, a dziewczyna zapragnęła czegoś więcej. Ciągnęło ją do wielkiego miasta i choć przybrani rodzice z początku nie chcieli jej puścić, to w końcu wyjechała z ich błogosławieństwem. Co jednak może spotkać kogoś takiego jak ona w Nowym Jorku? Nie miała wyższego wykształcenia, ani żadnych kwalifikacji.
Na zewnątrz było zimno więc oczywistym rozwiązaniem wydała się pobliska kawiarnia. Napis Starbucks zachęcił ją jeszcze bardziej, ale o dziwo w żadnym z napojów nie było nawet jednej gwiazdki. Podeszła do lady, gdzie jej wzrok przykuła kartka z napisem "Szukamy pracownika".
— Zainteresowana? — Kobiecy głos okazał się stać tuż przed nią. Brunetka uśmiechała się do niej, jakby doskonale wiedziała, że ta potrzebuje pomocy. — Nawet nieźle płacą i masz zniżkę na kawę.
Propozycja nie odrzucenia, prawda?
Od razu otrzymała zielony fartuszek z plakietką ze swoim imieniem.
— Grunt, to przekręcać czyjeś imiona. Nic trudnego. Z Lucy, zrób Pussy, a z Oberona, Rododendrona. — Dziewczyna wręczyła jej czarny marker, a sama realizowała kolejne zamówienie. Sprawiała wrażenie strasznej gaduły, ale to zdecydowanie nie było problemem. — Kiedyś tu przyszedł taki jeden, co się nazywał Drake. I wiesz, co wtedy zrobiłam? Napisałam mu na tym kubku "You used to call me on my cell phone". Chyba się nie skapnął, o co chodzi, ale miałam ubaw cały dzień.
Momentalnie zaczęła nucić pod nosem fragment owej piosenki, co wywołało uśmiech u Amary. Nie była to praca jej marzeń, ale czuła, że sobie poradzi. To wszystko było tylko na jakiś czas.
Tak minęło kilka miesięcy, a ona zaprzyjaźniła się już z całym personelem i nie miała ochoty opuszczać tego miejsca. Zapach kawy i smak słodkości był dla niej idealnym połączeniem. Nadszedł jednak dzień, gdy właściciel lokalu przyszedł ze złą wiadomością. Kawiarnia nie cieszyła się takim powodzeniem jak kiedyś, a kryzys gospodarczy zmusił ich jeszcze do podwyższenia cen, które i tak były już kosmiczne. Może właśnie stąd wzięła się nazwa Starbucks? Istniała jednak mała szansa, że uda im się przywrócić dawną świetność lokalu. Każdy z pracowników dostał bowiem zadanie na wymyślenie nowego produktu, który dodaliby do spisu napojów. Najlepszy z nich, będzie dostępny dla wszystkich klientów. Amara postanowiła, że postara się pomóc i wygra ten mały konkurs. Gdy tylko wróciła z pracy do wynajmowanego mieszkania, wzięła się do pracy. Notatnik, ołówek i kubek gorącej kawy na pobudzenie myśli miały załatwić sprawę. Nie spodziewała się jednak, ze wraz z powrotem swojej współlokatorki, przyjdzie z nią ponad dwadzieścia osób.
— Przepraszam, że cię nie uprzedziłam. To moi znajomi ze studiów. — Dziewczyna uwielbiała się tym chwalić i za każdym razem wypominała Amarze, że ta jeszcze na żadne się nie zapisała. Żaden z kierunków nie wydawał się jej wystarczająco ciekawy, by łączyć z nim swoją przyszłość, ale wiedziała że to  już ostatni dzwonek. Nie może być wiecznie baristą i każdego dnia rano parzyć kawę dla klientów. Czuła, że jest stworzona do większych celów. — Nie przeszkadza ci to, prawda? Napij się z nami i rozerwij się się.
Nie czekała nawet na odpowiedź tylko wyrwała jej notatnik i zabrała na parkiet, który stanowił przestrzeń między kanapą, a telewizorem.
— Konia z rzędem temu, kto dorówna jej kocim ruchom! — krzyknął jakiś mężczyzna, który jak później się okazało nazywał się Alexander. Na jego słowa odpowiedział Oscar, który szybko został ogłoszony królem parkietu. Goście jednak się niecierpliwili, gdyż Lucjan, który był odpowiedzialny za alkohol gdzieś przepadł.
— Boga na języku, a diabła ma w sercu. Następnym razem ja załatwię napoje procentowe — Rzucił Peter, który wyglądał na najmłodszego w tym towarzystwie. Pewnie dawno by już odleciał, gdyby jednak złapał za jakąś flaszkę.
— Gdzie jest rum?! — krzyknął brunet i zawiesił swój płaszcz, w którym miał króliczą łapkę na szczęście, na haku. Za nim przyszły dwie urocze kobietki, w tym jedna w uroczych czerwonych pantofelkach, które Amara już wcześniej upatrzyła sobie na wystawie.
Z każdą chwilą liczba osób niebezpiecznie rosła, więc dziewczyna postanowiła wyjść na balkon i zaczerpnąć odrobiny świeżego powietrza. Nawet tam nie mogła liczyć na odrobinę samotności. Stał oparty o barierkę z kieliszkiem szampana w dłoni i bacznie lustrował ją swoim spojrzeniem.
— Piękne mamy dziś gwiazdy, nie sądzisz? — spytał niskim, melodyjnym głosem. — Napijesz się?
Przejęła od niego kieliszek i upiła mały łyk.
— Wiesz, co Dom Perignon powiedział po wynalezieniu szampana? — Dała mu chwilę na krótkie zastanowienie się, aby mógł rozkoszować się jej odpowiedzią, która nastąpiła tuż potem. — "Chodźcie szybko, piję gwiazdy!"
Wieczór minął naprawdę szybko, a w szczególności uroczego młodzieńca, który jak później sprawdziła, nazywał się Terrence. Podsunął jej znakomity pomysł, który miała wykorzystać już nie długo.
Następnego dnia w pracy zjawili się wszyscy, włącznie z właścicielem. Dostali 10 minut na przygotowanie składników i przyrządzenie napoju. Amara złapała wszystko, co różowe i błyszczące. Do kawy dodała kilka kostek lodu, specjalne składniki, których zdradzić nie mogę i wszystko zwieńczyła bitą śmietaną posypaną niebieskim i różowym proszkiem. Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że to dzieło trzylatki, która chciałaby zostać księżniczką. Było w tym jednak magicznego, co nie pozwalało oderwać wzroku od napoju.
— Co to jest? — spytał mężczyzna, który zdążył zobaczyć już wszystkie cuda innych osób. Był zachwycony tym, który zrobił jej poprzednik, ale nadal miała szansę. Wziął napój do ręki i pociągnął przez słomkę. Zmarszczył brwi, a potem jeszcze raz przyjrzał się dziełu dziewczyny.
— Nazwałam to Unicorn Frappuccino — odpowiedziała trochę niepewnie, licząc na to, ze jednak przypadnie mu to do gustu. Mógł wyjść odrobinę za słodki, ale ten świat potrzebuje odrobiny słodyczy. Słodyczy i jednorożców.  Mężczyzna odłożył kubek i zapisał coś w swoim notatniku.
— Uwaga! — krzyknął tak, by wszyscy mogli go usłyszeć. — Mamy zwycięzce! Przez najbliższy miesiąc sprzedajemy Unicorn Frappuccino!
Nikt nie spodziewał się aż takiego sukcesu. Ludzie ustawiali się w długie kolejki, tylko po to by spróbować jednorożcowego specjału. Reszta lokali również dodała go do swojego menu, ale klienci wiedzieli, że to Amara robi je najlepiej. Dzieciaki były w siódmym niebie, odrobinę starsi robili zdjęcia na Instagrama, a dorośli po prostu oddawali się jego słodyczy. I mimo gardzących spojrzeń miłośników Espresso, osiągnęli wielki sukces. Amara otrzymała tytuł pracownika miesiąca (jej zdjęcie na ścianie zostało przyozdobione gwiazdkami, by upamiętnić tą chwilę), tym samym ocalając lokal przed zamknięciem. Zaprosiła nawet w ramach podziękowania jednego z imprezowiczów, który otrzymał od niej spersonalizowany kubek z napisem "Bufon". To był początek ich długiej wspólnej wędrówki, pełnej gwieździstych wieczorów. Pewnej nocy pokazał jej Gwiazdozbiór Jednorożca, który od tamtego czasu był jej ulubionym. Niedługo potem zapisała się też na studia na kierunek, który miał jej dać szansę na znalezienie lepiej płatnej pracy w telewizji jako prezenterka.

 Zakryjcie to szybko ♥
cytat w tytule: Michał Witkowski – Drwal

4 komentarze:

  1. Krótko, treściwie i fajnie :D Jestem w szoku że pojawiła się wzmianka o Lucjanie :) Czyżby mój diabełek był takim fejmem, że pojawia się na każdej imprezie? I do tego on jest tym od alkoholu?
    Bawiłem się świetnie czytając twoją notkę :) Naprawdę :D Oby tak dalej mój ty koniorożcu! Czekam na jeszcze jakąś notkę, która będzie kawałkiem życia Amary ;)

    Aha...i byłbym zapomniał... PIERWSZY! (przepraszam musiałem, bo już zdążyłem też SMSa do Bogusia napisać, że dodałem komentarz jako pierwszy xD)

    OdpowiedzUsuń
  2. O kurde,kurde. Kobyłka stworzyła notkę! I jeszcze mnie ukróliczyła :") Nie no, przepiękne <3 Królicza łapka na haku wywołała na mojej buzi szeroki uśmiech :D Gdzie jest rum?!
    Cała notka jest przesłodka i taka jednorożcowata <3 Nosz tyle brokatu dawno nie widziałam. Gdzie się podziała krwiożercza Amara, która z takim upodobaniem wyzywa mojego pirata? ;)
    No cóż mogę rzec więcej. Nawiązania do postaci przesłodkie, sama Amara przesłodka, słodycz aż ocieka, wycieka, przecieka. Czuję posmak cukru. Mniam.
    Oby więcej takich cudeniek, ty wredne czterokopytne :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Naprawdę pozytywna, mega ciepła notka :) Nie znam tak dobrze Amary, ale skoro jednorożec - to idealnie pasuje. Naprawdę szybko i przyjemnie się całość czytało, pozostawia uśmiech na twarzy to pewne.
    A połączenie Amary i najnowszego dziełka Starbucksa to strzał w dziesiątkę!
    Oby więcej takich milutkich, cukierkowych notek :)

    P.S. Amara mogłaby jeszcze wynaleźć coś takiego: https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/ab/b2/18/abb218cc0158cfb6849b453cec0dd127.jpg

    OdpowiedzUsuń
  4. Oh, zdecydowanie za krótkie to, ale cudne! :D
    Lucy Pussy i Oberon Rhododendron, padłam xD A Hakuś musi w końcu dostać taką króliczą łapkę na szczęście, przyda się na pewno! Tyle tu cudownej tęczy i słodkości, że aż nabrałam ochoty na taką różową kawę...
    ...i wiesz co! Nie wiem, co twoja Amarka teraz planuje, ale niech założy taki fabletownski odpowiednik Starbucks! :D Specjalnością byłaby jednorożcowa kawa, na którą przychodziliby wszyscy Baśniowcy (Lucy z Hakiem szczególnie, mimo że ciągle wypierają się tej tęczozy... xD) :D
    Czekam na kolejne notki <3

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.