poniedziałek, 19 czerwca 2017

don't be so emotional?




Dawno temu żyła w pięknym zamku wspaniała dziewczyna. Miała białą jak śnieg skórę i ciemne jak noc włosy. Jej śpiew sprawiał, że ptaki milknęły, zasłuchane, a uśmiech miała tak radosny, że słońce wstydziło się na nią patrzeć. Niczego jej nie brakowało - aż do czasu, gdy wiedźma będąca jej macochą nie przelękła się tego piękna i nie postanowiła jej zabić. Ciemne chmury zebrały się nad głową ślicznej dziewczyny, ale ponieważ w baśniach grzeczne, uśmiechnięte dziewczęta zawsze wychodzą z problemów obronną ręką, nie będziemy się tym zajmować. Żyła długo i cośtam.

Cofnijmy się do tych czasów, gdy jeszcze nie mieszkała w zamku, gdy baśń nie miała kształtu powtarzanego przez setki bezmózgich Doczesnych. Dawno temu żyły w pięknej, choć wiejskiej chacie, dwie wspaniałe dziewczyny. Obie miały białą jak śnieg skórę, a choć jedna otrzymała od losu włosy ciemne jak noc, druga urodziła się z czupryną czerwoną jak krew. Lub róża. Lub krew na koniuszku palca po ukłuciu kolcem róży. Niczego im nie brakowało i cieszyły się zgodą. Aż pewnego dnia - nikt nie wie, jak dokładnie to się stało - wszystko zostało zniszczone.
======================================================
Rose Red
siostra bliźniaczka Snow White / 32 lata / rządzi Farmą
======================================================
Początki były trudne. Tak to się tutaj wśród Doczesnych mówi - a Rose poznała ich świat bardzo dobrze, dogłębnie, dosadnie, z ogromną, zżerającą ciekawością. Nie zachwyciła się. Poczuła niechęć, gdy okazało się, że tutaj pieniądze mają jeszcze większe znaczenie niż, no wiecie, po drugiej stronie. A przecież to dopiero wierzchołek góry lodowej - bo dochodzili narzekający taksówkarze, czepliwi policjanci i złośliwi dilerzy, których trzeba było... No wiecie, uciszyć. Tak, początki z całą pewnością były trudne, ale Rose Red była przyzwyczajona do tego, że trud to część życia. Pamiętacie jak sfingowała własną śmierć, żeby nie spłacać długów? Och, to było całkiem zabawne. Nie interesowaliście się? Wasz problem.

Przyznaje trochę z rozbawieniem, że dalej było lepiej. O wiele, wiele lepiej! I nie jest pewna, czy to kwestia tego, że miło się jej ogląda rozpady baśni, czy może tego, że odkryła Netflixa, sklepy całodobowe i kasyna online. Radość, tak, to jest silna radość, gdy rozumie, że radzi sobie lepiej niż tak wielu dotychczasowych bo-ha-te-rów, teraz żałośnie nierozpoznawalnych. To satysfakcja. Żarłoczne poczucie rosnącej siły. Pewność siebie, do tego momentu wykorzystywana na złośliwości, a od teraz - na robienie dobrze sobie. Oto piękno tego świata - bohaterowie drugiej kategorii mogą odetchnąć z ulgą. Nie są niczyim tłem.

Masz przed sobą zupełnie nieznaną siostrę pewnej ex-królewny. Oto Rose Red. Jest zawsze trochę nietrzeźwa, często trochę zadłużona, zazwyczaj trochę rozproszona jakimś projekcikiem, nad którym pracuje. Ma rękę tylko do zwierząt i jedynie w ich przypadku nie myśli o sobie, sobie, właśnie o sobie. Jest przekonana, że świat Doczesnych to jej bajka i... No wiecie, wszystkim wam pokaże! Kiedyś.

--------------
Ostatnio na grupowcu byłam... jakiś czas temu, dlatego proszę o cierpliwość. Zachęcam do wymyślania lub deklarowania rozpoczęcia - wtedy sama chętnie coś wymyślę. Powiązanie - każde. Wątki - bez ograniczeń. Akcja - si! Love story - why not? Bawmy się bardzo bardzo! <3 

9 komentarzy:

  1. [Cześć!
    Gdybym mogła, rozłożyłabym przed Tobą dywan. Jak nie czerwony, to latający. Rose Red jest moją ulubioną postacią z Fables, ale sama nie miałam odwagi jej przejąć. Zresztą nie zrobiłabym tego nawet w połowie tak dobrze, jak Ty.
    Baw się z nami długo i pisz wiele świetnych wątków. W tym jeden ze mną na przykład. Mam pewną propozycję.]

    Shandar Bhandari

    OdpowiedzUsuń
  2. [Ojej, dziękuję za tak miłe słowa!
    I obiecuję być litościwa, jeśli chodzi o kanon. Szczególnie, że propozycja tylko luźno do niego nawiązuje. Tytułem wyjaśnienia, w kanonie jest story arc o wojnie z Adwersarzem, w której czynnie pomagają arabskie baśnie. Po wojnie Rose Red wychodzi za Sindbada i zostawia go tydzień później, żeby próbować szczęścia z Błękitnym Chłopcem. Tego nie proponuję, wręcz odradzam.
    Mój pomysł jest następujący: Rose wygląda mi na kogoś, kto nie pozwoli, by okazja balowania za rządowe pieniądze przeszła bokiem. A czym będzie pokazywanie ambasadorowi Fabletown, jak nie imprezowaniem? Że przy tym przypadnie Sindbadowi do gustu, to już inna sprawa...
    Wątek możemy zacząć od samego ich poznania albo już od wizyty w jakimś klubie (i obowiązkowego pytania: gdzie jest orkiestra?).
    Co Ty na to? ]

    Shandar Bhandari

    OdpowiedzUsuń
  3. [Dzień dobry!
    Tak jak poprzedniczka muszę przyznać, że bardzo lubię komiksową Rose, więc cieszę się, że znalazł się chętny do jej przejęcia. Oczywiście zapraszam do wątku, bo chociaż Cindy Farmy raczej nie odwiedza, to mogłaby zostać wysłana na misję, która by tego wymagała. ;) Poza tym, dla tych, których lubi, może zaoferować zniżkę na zakupy w swoim sklepie! :D
    Życzę Ci wspaniałej zabawy i obyś została jak najdłużej!]

    Cindy

    OdpowiedzUsuń
  4. [Rose jest cudowna! I idealnie oddaje charakter tej komiksowej, cudownej wersji, której perypetie śledziłam z zapartym tchem, czytając baśnie Willinghama.
    Naprawdę wyszła Ci świetnie, a sposób, w jaki została przedstawiona w karcie jest... po prostu jej, no. Naprawdę, czuć, że to właśnie Różyczka! I oby dała popalić Śnieżce! :D
    Mój mały czart pewnie niestety nie nadaje się do wątku (no chyba, że zostaną przyjaciółmi i wprowadzi ją nocą do kasyna xD)... albo potrują tyłki tym zbyt poważnym, pierwszoplanowym baśniom...
    W każdym razie, masy zabawy i dłuugiego stażu!]

    Shadow Mortem

    OdpowiedzUsuń
  5. [Cześć! Urzekła mnie postać Rose Red - jest absolutnie cudowna i z chęcią podjęłabym się wątku <3 Niestety na razie nie mam konkretnego pomysłu, jak mogłybyśmy powiązać nasze postacie, ale może coś się jeszcze zrodzi. Myślę też nad jeszcze jedną postacią, więc może z nią coś się uda...
    W każdym razie mnóstwo weny, a także dobrej i długiej zabawy :)]

    Verity Coeur

    OdpowiedzUsuń
  6. [Na takie zaczęcie mogłabym czekać znacznie dłużej i byłoby absolutnie warto!]

    Przyjmując posadę ambasadora, Sindbad był przekonany, że to ułatwi mu przedstawianie się. Nie zliczyłby, ile razy już słyszał wykrzykiwane gorączkowo „kim jesteś i jak się tu dostałeś?!”. Przez krótką chwilę, klęcząc w pałacu przed Sułtanem Bagdadu, wyobrażał sobie jasną przyszłość. Że nie będzie już musiał uciekać, przewracając co się da, żeby spowolnić pogoń. Że teraz będzie mógł uśmiechnąć się do strażnika, który mógłby zgnieść mu kark jedną ręką. Więc uśmiechnąłby się i pokazał spisany sułtańską ręką dokument. A wtedy strażnik mógłby co najwyżej podziękować mu za zaszczyt, jaki wyświadczył, składając wizytę w najbardziej strzeżonej części domu jego pana.
    Rzeczywistość nie miała z tym nic wspólnego.
    – Ja jestem ambasadorem! - zawołał, akcentując każdą sylabę, jakby mówił do dziecka. – To znaczy, że idę sam.
    Zapiął zegarek na nadgarstku. Jeśli wskazówki nie kłamały, nie był jeszcze spóźniony. Miał dość czasu, żeby chwycić nadgryziony rogalik.
    – Ależ ambasadorze... - podjął znów Jusuf.
    Stary mag był niewątpliwie najgorszą częścią tej wycieczki. Miał zajmować się tylko sprawami magii, której najwyraźniej niewiele przyniesiono do tego świata, a wtrącał się do wszystkiego. Od dziesięciu minut (czyli odkąd Sindbad został obudzony) kwestionował treść wiadomości przyniesionej wieczorem przez posłańca.
    Przybyli do Fabletown przed czterema dniami, co stanowiło zaledwie początek długiej wizyty, lecz Sindbad już kombinował, jak pozbyć się niechcianego towarzysza.
    – Skoro jesteś taki mądry, powinieneś umieć czytać po arabsku – dodał, stojąc w otwartych drzwiach. - Jest napisane, że tylko ja mam się zjawić. - Cisnął kartkę za siebie, trzasnął drzwiami i wyszedł. W drodze skończył śniadanie.
    Spóźnienie, z jakim zjawił się na miejscu spotkania, nie było niczym, czego nie wybaczono by ambasadorowi arabskich baśni. Co mniej więcej pokrywało się z tym, jak Sindbad definiował immunitet dyplomatyczny.
    W holu pałacu Woodlands (najwyraźniej jedynego miejsca, które służyło tutejszym do spotykania się) czekała przewodniczka. Oszczędziła mu zgadywania, której z kobiet (a dostrzegł przynajmniej pięć) powierzono to zadanie i sama podeszła.
    Jej wygląd był... zaskakujący. W ten miły sposób. Do tej pory Sindbadowi dane było rozmawiać jedynie z ludźmi ubranymi w sztywne tkaniny, z pasami materiału zawiązanymi u szyi, chyba nazywali to krawatami, ewentualnie kobietami w dziwacznych sukniach. Dziwacznych, lecz ładnych egzotyczną urodą czegoś, co w jego ojczyźnie uznano by za zniewagę. Ubiór przewodniczki bardziej przypominał stroje zwykłych przechodniów.
    Zaskoczenie nie zbiło mężczyzny z tropu. Na dygnięcie odpowiedział głębokim ukłonem. Jak się okazało, była to najłatwiejsza część powitania. Słowa o rozpaczy... brzmiały okropnie. Wobec tego mógł powiedzieć tylko jedno:
    - Bardzo mi przykro. Ale Sułtan przysłał mnie, żebym dowiedział się, jak możemy wam pomóc. – Potem było jeszcze trudniej. Książki znał, o Wikipedii nigdy nie słyszał, ale liczył, że to się jakoś wyjaśni w toku rozmowy.
    Gdy zapytała o imię, uśmiechnął się szeroko, odsłaniając równe zęby.
    – Sindbad – przedstawił się, odruchowo wyprężając pierś. – Burmistrz mówił, że do tego świata dotarły wieści o moich dokonaniach. Żałuję, że nie mogę tego samego powiedzieć o pani. - Przerwał na dwie sekundy. - Wasz pałac już widziałem, nie musimy tu stać.

    Shandar Bhandari

    OdpowiedzUsuń
  7. Ze wszystkich krain, do jakich trafił, ta była najmniej jaskrawa. Ten fakt uderzył go już na samym początku wizyty, lecz teraz wrażenie powróciło. Gdy wyszli na ulicę, koszula i włosy jego przewodniczki okazały się najbarwniejszymi plamami w krajobrazie. Wszystko inne wyglądało, jakby malarz rozcieńczał farby i skąpił barwników. Przy tym nawet najbardziej ponure zaułki Bagdadu mieniły się kolorami jak obsypana kwiatami łąka.
    - Jestem Sindbad Żeglarz – powtórzył. W jego głosie zabrzmiało niedowierzanie. Nie oczekiwał, by w tym świecie było jak w Bagdadzie, gdzie nawet najmniejsze dzieci rozpoznawały jego imię. Wydawało mu się jednak, że kto jak kto, ale wyznaczona przewodniczka powinna coś wiedzieć.
    – Nie uwierzysz mi, jeśli sam opowiem o moich przygodach – zauważył przytomnie i tylko po części dlatego, że ciągnęła się za nim reputacja zakochanego w sobie człowieka ze skłonnością do podbarwiania rzeczywistości. – Mój niewolnik może ci wszystko wyjaśnić. Nie martw się, jeśli nie znasz arabskiego. Sprowadziłem ze sobą tłumacza.
    Tłumacz, nawiasem mówiąc, został sprowadzony we flakoniku po perfumach Arklei. Dziewczyna zapewne nadal jest przekonana, że flakonik się stłukł. Sindbad w jej imieniu podjął decyzję, że takie przekonanie jest lepsze od świadomości, że szklana buteleczka służy za tymczasowe lokum dla dżinniji.
    - Już widziałem podziemia pałacu – powiedział, wzruszając ramionami. - Są rozległe, ale dość puste. Nie macie za wiele magii w tym świecie. A ja się śmiałem z magów z Agrabah, którzy szukają starożytnych skarbców na pustyni, żeby znaleźć w nich magiczne przedmioty. - Jego ton jasno sugerował, że tacy magowie i ludzie zbierający złom należeli do jednej kategorii. Może z wyjątkiem tych kilku magów, którzy byli źli i pragnęli obalić władce Agrabah. Co jakiś czas się zdarzali, ale to Jafarowi udało się zajść najdalej. Wiadomo, jak skończył.
    - To gdzie idziemy najpierw? Może nie do lazaretu, jakoś nie brzmi to szczególnie ciekawie. Za to to więzienie jest daleko? Chętnie bym zobaczył jak radzicie sobie bez jadowitych węży. - Z dołu z jadowitymi wężami było całkiem łatwo uciec, ale na razie oszczędził dziewczynie tej informacji. Niektórych pytań wolał unikać tak długo, jak było to możliwe. „Co robiłeś w dole pełnym jadowitych węży?” łapało się pod tę kategorię.
    Jakaś starsza dama zatrzymała się parę kroków od nich i zmierzyła Sindbada badawczym spojrzeniem. Tego typu spojrzenia człowiek po prostu na sobie czuje, jakby wbito mu w podeszwę stopy szpilkę. Odwrócił się ku damie i uśmiechnął szeroko, po czym złożył przed sobą dłonie, łokcie rozstawiwszy szeroko. Wystarczyło, że dwa razy ruszył szyją na lewo i prawo, a starsza dama odwróciła wzrok i czym prędzej odczłapała w inną stronę.

    Shandar Bhandari

    OdpowiedzUsuń
  8. [Cześć! Ciekawa ci ta siostra Śnieżki wyszła :D Bardzo się cieszę, że w końcu ktoś zechciał ją "zaadoptować" ;) Jestem na blogu dosyć długo, ale Rose Red jeszcze nie widziałem, tak więc jest powód do dumy :D
    Baw sie z nami dobrze, jeśli masz chęć to zapraszam do jednego ze swoich panów. Może coś wymyślimy?]

    Lucek
    Willard
    Ivan
    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  9. [Dzień dobry! Ilekroć słyszałam o Śnieżce, rzadko kiedy było wspomnienie o Rose Red. Świetnie napisana karta, wspaniała postać i w ogóle aż chce się coś stworzyć! Mam nadzieję, że uda się coś nam napisać z czasem, więc od razu zapraszam do którejś z moich postaci. ;)]

    Asherah Connor & Morgana Le Fay

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.