niedziela, 21 maja 2017

Let's look down...
don't be afraid


Can you see? Now jump
 Shadow Mortem
a.k.a ,,czart"
 27 lat? — Ochroniarz w kasynie

Kiedyś? Kiedyś byłeś odrażającym monstrum; kulawą bestią, która ponoć spadła z nieba. Ponoć, bo tylko naiwni wierzą, że ktokolwiek wpuściłby Cię do raju.
Kiedyś? Kiedyś byłeś odrażającym monstrum; kulawą bestią o sile perswazji, która wnikając do ludzkich umysłów nawoływała słodziutkim głosem: skacz, skacz, skacz. 
Kiedyś? Kiedyś byłeś odrażającym monstrum; kulawą bestią,  mogącą przyjąć postać węża, psa, świni lub czarnego kota, bo taka była Twoja natura.
Kiedyś? Kiedyś byłeś odrażającym monstrum; kulawą bestią, utożsamianą z wiatrem, bo objawiałeś się w wirach powietrznych, zsyłając na ludzi choroby....
Kiedyś? Kiedyś byłeś odrażającym monstrum; kulawą bestią, pragnącą tylko jednego... zaprowadzenia jak największej ilości ludzi do mogiły.
Ale kiedyś... kiedyś już minęło; leży pogrzebane wraz z truchłami, których życiu pomogłeś się skończyć.
Teraz? Teraz jesteś wspomnieniem dawnego monstrum; przetransformowaną w człowieka namiastką kulawej bestii bez możliwości powrotu.
Teraz? Teraz jesteś wspomnieniem dawnego monstrum; przetransformowaną w człowieka namiastką kulawej bestii  o sile perswazji, która oddziałując na ludzkie umysły, szepcze słodziutkim głosem: zrób to, zrób, zrób...
Teraz? Teraz jesteś wspomnieniem dawnego monstrum; przetransformowaną w człowieka namiastką kulawej bestii  uwięzioną w ludzkim, paskudnym ciele.
Teraz? Teraz jesteś wspomnieniem dawnego monstrum; przetransformowaną w człowieka namiastką kulawej bestii, której nie utożsamiają z niczym, bo taka jest Twoja natura.
Ale teraz... teraz nadal trwa; raczkuje pełne wigoru... i jeszcze może wykopać nowe mogiły.

Tutaj mrok jest wieczny. Nie ma słońca, nie ma świtu, tylko wieczny mrok nocy. Jedyne światło pochodzi od rozwidlonych języków błyskawic, wybuchających dziko pomiędzy chmurami. Ich śladem niebo rozdziera grzmot, uwalniając strugi ulewnego, zimnego deszczu. Nadchodzi burza i nie ma dokąd uciec.


Dzień dobry. Wilk trochę pożył, ale nie mogłam się w niego wczuć, więc byłam zmuszona postać zmienić. Mam nadzieję, że i Shadow przyjmie się równie cieplutko.
Fc: Iwan Rheon
W tytule losowy cytat. W treści karty fragment książki The Old Republic: Revan.
Mogę zaczynać, mogę wymyślać. Czasami mam długie zastoje. Nie pomijam, nie faworyzuję, zdarza mi się pisać za długie epopeje. Nie lubię umawiać się z góry na wątki miłosne. Nie mam nic do ukrycia. Lubię dramy i negatywne wątki... Shadow nie gryzie, pożera w całości :D
Wątki: Ivan, Valerie, Dorothy, Asherah, Verity,

48 komentarzy:

  1. [Czartów i diabłów Ci u nas dostatek, jak grzybów po deszczu :) Witam zatem kolejnego i życzę powodzenia. Mam nadzieję, że Lucjan będzie łaskawy i podzieli się wódeczką.]

    D&D czyli Duncan&Drake... i Walter :)

    OdpowiedzUsuń
  2. [Czart! No to piekielna rodzinka się nam powiększa z czego jestem szczerze zadowolony :D
    Nie wiem jak zapatrujesz się na pisanie ze mną, jeśli masz chęć to zapraszam do któregoś z moich panów. Proponuję jakiegoś diabła ;) Będzie zdecydowanie ciekawiej, prawda?]

    Lucek
    Will
    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  3. [Wiedziałem! Słowiańskie demony niech się łączą! xD
    To co destrukcyjnego?
    Odbieranie jakiegoś długu od baśniowca, który nie będzie skłonny do płacenia? Więc nasi panowie będą musieli mu pomóc w tym wszystkim? Czy może po prostu jakiś niezobowiązujący mord na doczesnych? Taka mała rzeźnia?
    Albo jeszcze coś zupełnie innego?]

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  4. [ja chce Bigusia... plisss daj mi go xD nie no zart ;> A tak to witaj ponownie z nowa postacia... demony przejma system *smiech*]

    Shakuntala

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Nie wiem czy tylko mnie...ale ten uśmiech mnie przeraża XD
    Ale mimo wszystko witam :D
    Życzę wielu ciekawych wątków i weny przede wszystkim :D ]

    Alexander

    OdpowiedzUsuń
  6. [Iwan wygląda idealnie jako Czart! Po prostu strzał w dziesiątkę, nikt inny nie jest takim cudownym oszołomem jak on :D
    Sam pomysł na postać ciekawy, a karta napisana w interesujący sposób. Chyba nie miałyśmy przyjemności wcześniej ze sobą pisać, chętnie to nadrobię. I chętnie zostanę jego przyjacielem, bo to smutne że nie ma żadnych! Także, jeśli masz ochotę na jakiś wątek, zapraszam :)]

    Nadine

    OdpowiedzUsuń
  7. [Idealny wizerunek dla czarta. Jak w komentarzu Q "czartów tu dostatek", ale jestem pewna, że i Mortem odnajdzie tu swoje miejsce :) Ciekawa forma karty muszę powiedzieć, rzadko taką widziałam - no i postać też diabelska.
    Życzę ci masy, masy, masy wątków i super weny! :)]

    Cash

    OdpowiedzUsuń
  8. [O manio! Dosyć, że słowiański czart to jeszcze Iwan. Uwielbiam tego chłoptasia!
    To było dosyć dziwne cześć, także hej, heloł, witam. Nie wiem za bardzo co tu wielce pisać, bo byłby to zdecydowanie za długo komentarz. W skrócie: Shadow cudowny, karta cudowna, właściwie wszystko cudowne. No i słowiańszczyzna - łączmy się wszyscy. :D
    Bardzo bym chciała wątek z tym panem, bo kurczę jak tu z takim fajoskim czartem nie mieć wątku? XD Tym bardziej, że Shadow i moja Val są z tym samych ziem, więc nie zdziwiłabym się gdyby kiedyś może na siebie jakoś wpadli. Także w razie chęci zapraszam do siebie, no i co? Dużo ciekawych wątków i weny! :)]

    Valerie i jej zauroczona autorka

    OdpowiedzUsuń
  9. [Może być :D Nawet sobie wyobrażam Ivana, który spogląda sobie na tego twojego czarta, który wpierdziela popcorn i patrzy jak to Ivan ściąga dług :D
    Wiesz co, ja to może mam nawet jakiś pomysł, może Ivan po jakimś czasie zdecydowałby się...mianować Shadowa taką swoją nieoficjalną prawą ręką? Kiedy Zwonariew nie będzie mógł to czarta pośle :)
    Ale tak, żeby było ciekawiej. To może Ivan zabrałby czarta na ściągnięcie długu od jakiegoś...doczesnego, który pożyczył dosyć sporą sumę kilka lat(miesięcy) temu? Okaże się jednak, że na miejscu nie ma nikogo, a po doczesnym trop się nieco...zerwał... A żeby było ciekawiej, to ziomeczka nie będzie nigdzie, ot tak wyparował sobie razem z rodzinką...prawie całą, bo okaże się, że zostawił dziecko małe. Nie mówię, że nasze diabły od razu rzucą się aby wychować to dziecko, ale na chwilę będą musieli się nim zająć, bo może smarkacz wie gdzie jest jego ojciec. Poza tym... dzieciak będzie dosyć...dziwny... o zbyt wybujałej wyobraźni, taki który chyba nie boi się naszych panów, a dzieciak nawet nie myślałby żeby sie zabić...albo cokolwiek sobie zrobić.
    Dzieciak jakoś przez przypadek "pomaga" naszym panom dotrzeć do tego doczesnego, który długi to ma chyba u każdego. Co później z dzieciakiem i jego ojcem, to się zobaczy.
    Jak takie coś widzisz? Takie poszukiwania i do tego dziecko, które nie boi sie diabłów?]

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  10. [Aktualnie to leki przeciwalergiczne zażywam xD
    Tak ten wątek będzie ciekawy :)
    Zaczniesz nam, czy ja mam to zrobić? :D]

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  11. [Mogę zacząć ale to najprawdopodobniej dopiero jutro albo w środę :D
    Tak więc jeśli masz cierpliwość to moge zacząć :)]

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  12. [Czy to źle, że lubię Ramsaya? I że było mi smutno kiedy umarł? Zawsze słyszę tylko od wszystkich: Co? Ramsay to taki walnięty świr! No ale właśnie dlatego go lubię. XD
    Czarty, Południce, Bruxy - ah co ten Wiesiek z nami robi. ;)
    Owszem zadawały, chociaż często jest to pomijane w jakichkolwiek książkach, ewentualnie jakiś internetowych encyklopediach. Valerie jako Południca to właściwie takie zwierzę, który myśli tylko o tym aby się nażreć (w tym przypadku śmiercią ludzi heh).
    Pomyślałam sobie, że może Valerie kojarzyłaby pana Mortem jeszcze przed własną przemianą. Czart nawiedzał by ich wioskę czy cuś i wielu by przez niego zginęło. Czyli krótko rzecz ujmując: siał by prawdziwy postrach. Potem najwyżej już jako Południca mogłaby się jakoś mentalnie z Shadow dogadać, że będzie dostawał tych, których jej nie udało się pozbyć i na odwrót.
    No i coś czuję, że w Fabletown Val mogłaby dostać niezłego ataku paniki, kiedy dowiedziałaby się kim jest Shadow. + Najprawdopodobniej pamiętałaby Czarta jedynie z czasów, kiedy sama była tylko zwykłą dziewuszką. W końcu wszystko co przeżyła pod postacią Południcy praktycznie jej się z pamięci wymazało (ewentualnie jakieś strzępy obrazów tam zostały). Wtedy Mortem mógłby się nieźle zdziwić, że koleżanka z którą tak przyjemnie *finger guns* mu się na prawo i lewo mordowało, nagle pamięta go tylko jako bezdusznego potwora. :D
    No więc coś takiego siedzi mi w głowie, ale jeśli masz jakiś inny pomysł to ja zawsze chętna. :)]

    Valerie

    OdpowiedzUsuń
  13. Przekrzywił nieco głowę. Ludzie byli dla niego dziwni, tacy…mali, drobni, krusi. Z pozoru odważni niczym lwy, jednak po czasie okazywali się tchórzliwi niczym zwykłe zające uciekające przed ogarami podczas polowań. To było takie zabawne!
    Baśniowcy też nie byli lepsi. Nie jeden zaczął po prostu mówić po kilku godzinach spędzonych razem z Ivanem. Cóż…widocznie po służbie w policji politycznej, oraz służbie na froncie zyskał taką charyzmę, że przed nim to każdy mógłby się otwierać i spowiadać. No może mógłby…gdyby nie fakt, że Ivan był po prostu diabłem, który nie rozmawiał w sposób normalny ze swoimi dłużnikami, oraz osobami, które kiedyś coś przeskrobały. Ci to zazwyczaj mieli dosyć odmienne zdanie odnośnie metod konwersacji diabła. Chociaż nawet niektórzy tylko i wyłącznie ze słyszenia wiedzieli co się działo. Wiedzieli czym się zajmował wcześniej, słyszeli od innych, którzy to słyszeli od jeszcze innych.
    — Nu… To jak? – zapytał. – Będziesz bardziej rozmowny…czy mam cię pozbawić czegoś jeszcze? – zapytał i wymownie spojrzał na krocze mężczyzny. Zmaltretowany człowiek leżał przed nim i kulił się na tyle na ile pozwalały mu obolałe mięśnie. Dłonie miał chyba zaciśnięte w pięści…chociaż naprawdę ciężko było jednoznacznie to określić. Więcej tam było zakrzepniętej krwi, która potworzyła strupy na skórze, niż widocznej skóry. Twarz opuchnięta, włosy posklejane od krwi… Kiedyś biała koszulka, teraz była miejscami rozdarta i poplamiona jaśniejszymi, bądź ciemniejszymi plamami krwi. Człowieczek przedstawiał sobą obraz nędzy i rozpaczy. A to w sumie tylko po godzinie takiej „rozmowy”. Diabeł ewidentnie nie próżnował.
    — B-będę – wyjąkał cicho. Ułożył nawet opuchnięte wargi do kolejnego słowa, zaraz jednak zamknął usta i spojrzał błagalnie na Zwonariewa. Szukał w nienaturalnie spokojnej twarzy diabła jakiegoś znaku, że ten na pewno pozwoli mu odejść. Że go puści wolno.
    — Mów – stopa Ivana znalazła się niebezpiecznie blisko krocza leżącego na zimnym betonie człowieka.
    — Ma mieszkanie…przy Macon Street…31 – wydukał. Diabeł niespiesznie odsunął nogę. Przeszedł kilka kroków do twarzy leżącego nachylił się przed nim i poklepał lekko człowieka po policzku.
    — Jak chcesz to potrafisz – uśmiechnął się pod nosem. Wstał odszedł kilka kroków, wyciągnął broń zza pazuchy, odwrócił się na pięcie wycelował w głowę człowieczka i strzelił. Po chwili zaraz schował oficerskiego TT-33.
    Wyciągnął papierosa. W końcu od godziny nie zapalił ani jednego szluga. A za dobrze wykonaną robotę należy się jakaś nagroda.
    — Shadow… Pozwól, że sobie zażartuję… Cieszę się, że cię widzę Czarcie – oznajmił uśmiechając się pod nosem. Zupełnie nie wyglądał jakby dopiero co zabił człowieka, albo nie sprawiał wrażenia, ze dopiero co skończył dosyć krwawe przesłuchiwania.

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  14. [Jeju, tak bardzo chcę przeczytać komiksy bo narazie grałam tylko w TWAU, stety niestety. Ostatnio jak byłam na dłuższym wyjeździe wchodziłam do każdego sklepu z komiksami jaki minęłam ale oczywiście nigdzie nie było pierwszego tomu. Coś czuję, że będzie musiał mi pomóc przyjaciel internet. XD
    Dlaczego podoba mi się pomysł z tym balem? Znaczy no, widzę po prostu jak Shadow by się koszmarnie czuł pośród tych wszystkich ludzi, może nawet zacząłby coś broić, a Val jako prosta osóbka sama nie przypadałaby za takim miejscem. Ale właśnie tam mogłaby się od jakiegoś znajomego typka dowiedzieć o Czarcie.
    Bo tak to w sumie nie wiem jakie jeszcze oryginalne miejsce możnaby wymyślić. XD
    Może Valerie dopuściłaby do wypuszczenia w gazecie artykuł o rosnących ilościach samobójstw w Fabletown gdzie oskarżono o to właśnie Shadow. Mógłby się nieźle wkurzyć, przyjść i dać dziewczynie jakiś wykład. Potem zostają nam kawiarnie i bary w Fabletown, ale nie wiem czy brniemy w tym kierunku bo to takie kurcze typowe już.
    Cholibka, serio nie wiem w co by tu ich jeszcze wpakować, dlatego chętnie przyjmę jakieś pomysły. :D]

    Valerie

    OdpowiedzUsuń
  15. — Polemizowałbym – mruknął zaciągając się papierosem. Nie lubił tego jak ktoś mu przeszkadzał i pojawiał się nagle niczym krosta, albo pryszcz na nieskazitelnie czystej oraz zadbanej skórze modelki. Chociaż z tą nieskazitelną cerą to chyba by się nie do końca zgodził. Był starym diabłem…chociaż może nie aż tak starym jak niektórzy, ale ogarniał internet oraz wiedział mniej więcej co w świecie technologicznym się dzieje. Musiał przyznać sam przed sobą, że to takie na swój sposób intrygujące pamiętać oraz żyć w czasach, gdzie nikt nie pomyślałby o internecie albo telefonach. A później powoli wiedzieć postęp technologiczny ludzkości. Być na swój sposób świadkiem wybuchu bomby atomowej, „widzieć” jak powstaje internet. – No ślicznie. Że tak zacytuję mojego kuzynka „Ruchałbym” – powiedział. Nie zdziwiłby się jeśli Shadow wiedział o kogo konkretnie chodzi. Naprawdę, chyba nie trudno się domyślić który diabeł, czy też który mieszkaniec tej dzielnicy tak właśnie by powiedział. Odpowiedź była jedna.
    Prychnął. Zabicie to zabicie, nie obchodziło go jak. Najważniejsze ze skutecznie! Osobiście to mógłby nawet zrobić tak jak za starych dobrych czasów. Wykopać dół, skrępować ręce drutem kolczastym, ewentualnie jeszcze nałożyć worek na szyję, przyłożyć pistolet w okolice trzeciego kręgu szyjnego i pociągnąć za spust. Wtedy krew tak nie cieknie, co w przypadku masowego…zabójstwa…ludobójstwa było na rękę.
    Nie zareagował na jego gest. Nadal palił papierosa, co jakiś czas strzepując popiół na podłogę. Nie podobało mu się to spotkanie, naprawdę nie miał ochoty na rozmowę z Czartem. Dlaczego on musiał teraz się tutaj pojawić? Czy nie mógł odwiedzić kogoś zupełnie innego?
    — My? – prychnął wypuszczając dym z ust. Uśmiechnął się nawet delikatnie, wziął to za jakiś żart. On pracował sam i nie zapowiadało się żeby cokolwiek w tej kwestii miało się zmienić. A już na pewno nie zamierzał współpracować z Czartem. Jeszcze pewno będzie chciał żeby kopsnął mu jakiś procent…chociaż może…może okazać się pomocny.
    — Dlaczego miałbyś ze mną pójść? – zapytał zgniatając w dłoni papierosa. Przez chwilę trzymał dłoń zaciśniętą w pięść, do momentu kiedy spomiędzy palców nie zaczął wydobywać się siwy dym. Wtedy to rozprostował dłoń i na podłogę opadł jasno-szary popiół, pozostałości po papierosie. No cóż…hrabia wysłannik z piekła w taki sposób pozbywał się papierosów. Ale nie zawsze, teraz to zależało mu żeby nie znaleziono tutaj żadnego papierosa, żadnej większej pozostałości po tej słabostce. Niemalże natychmiast zapalił drugiego szluga.
    — Chociaż…chociaż może się mi przydasz w razie czegoś. Wyglądasz na wariata, to całkiem dobrze – zaczął mówić cicho po rosyjsku do siebie. Czasami tak miał, że zaczynał mówić po rosyjsku, albo po polsku do siebie. Wtedy naprawdę niewielu go rozumiało. – Ktoś musi robić za straszaka… Tak… Shadow będzie dobry – zaciągnął się lekko, po chwili wypuścił dym papierosa. Cóż, gdyby stał przed szeryfem Wolfem i gdyby obaj palili, to wilk może nawet wyczułby zapach pieniądza, który wydobywał się z dymu papierosowego. W końcu Ivan nie palił byle czego jak szeryf.
    — Jebać to – mruknął. Zaciągnął się papierosem – Chodź lepiej i słuchaj się mnie – powiedział wypuszczając dym z ust. Odwrócił się na pięcie i przeszedł kilkanaście kroków w kierunku gdzie miał zaparkowany samochód.

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  16. [Oh, my.. Całe życie o tym marzyłam <3
    Znaczy... nie ja. Dorotka. Siebie bym tak bardzo nie skrzywdziła xD
    TAK, TAK, TAK, BIERZ JĄ]

    psychoDoris

    OdpowiedzUsuń
  17. [Ja tak samo! Piromania pełną gębą! :D W sumie kraken, smok, jednorożec i wiele innych ciekawych postaci, że Feniks musiał się pojawić. Za to powiem, że genialnie pasuje twarz. Taki uroczy psychopata. :D
    A na wątek zawsze jestem chętna. A, że ochroniarz w kasynie, to moglibyśmy coś w Fable stworzyć już. Powiedzmy, ktoś przehandlowałby jakiś artefakt. Asherah chciałaby go odzyskać i musieliby razem współpracować. Póki co, tylko takie coś mi przyszło do głowy...
    I dziękuję bardzo za komentarz. ;)]

    Asherah.

    OdpowiedzUsuń
  18. [Nadzieja umiera ostatnia xD
    Ja myślałam, że serio małżeństwo proponujesz :P Już tu miłości im wymyślałam, w końcu to takie podobne do Doris, żeby się za Czartem uganiała xD]

    Dorothy

    OdpowiedzUsuń
  19. Zaciągnął się papierosem. De facto starał się nie utrzymywać kontaktu z innymi słowiańskimi demonami, duchami, zjawami, legendami… Ogólnie starał się ich jakoś unikać, no bo dla większości był…dwulicowym diabłem. No i w sumie to chyba nawet nie był o tyle co krwawy, co być może zbyt wiele osób zdążył zabić dla samej idei zabijania. Kilku bohaterów baśni, legend, podań z środkowej i wschodniej Europy było jego ofiarami. Ale to jakoś nie przeszkadzało mu za bardzo, robił to co do niego należało.
    W sumie to Ivan nawet tęsknił za czasami wojny, kiedy to mógł po prostu mordować za same podejrzenia. Ludzie obawiali się go, nie wiedząc że jest diabłem. A kiedy ktoś się dowiedział o tym, że jest inny niż wszyscy ich obawa wzrastała. W końcu ludzie to w przeważającej części istoty ciemne i zabobonne. Bojące się tego co nieznane. A przecież taki diabeł był czymś nieznanym, był tym co biblia, czy inne święte księgi przedstawiały jako coś złego oraz okrutnego, ale Ivan oraz pewnie kilku innych diabłów, czy demonów wiedziało, że to nie jest tak do końca i zawsze znajdzie się w tym wszystkim jakaś taka….swoista czarna owca, która jest nieogarnięta, ma problemy życiowe…no i nie do końca wiadomo jakim cudem ktoś taki może być uznawany za jednego z najpotężniejszych.
    — Powiedziałbym, że w twoim przypadku to nie ma różnicy. Pojawiasz się wszędzie tam, gdzie chcesz i kiedy chcesz…idziesz w tany z kim chcesz i akurat masz ochotę – mruknął i uśmiechnął się delikatnie. Zaciągnął się papierosem po raz ostatni, po czym zgniótł niedopałek w dłoni. Jednak nie za długo był bez papierosa, po chwili w jego ustach był już nowy z lekko tlącą się końcówką.
    — Dobra, dobra… skoro ustaliliśmy sobie kilka spraw, to chodź. Że tak zażartuję dzisiaj jest dzień dobroci dla zwierząt oraz psychicznych czarcich pokrak – westchnął. – Chcesz? – zapytał wyciągając w kierunku czarta paczkę z papierosami.
    — Mam ci jakieś specjalne zaproszenie wysłać, czy może twierdzisz, że nie będziesz się poruszać ze mną samochodem? – zapytał. W sumie to jemu było obojętnie, czy będzie jechać sam, czy może z nim. Teoretycznie to mógł nie korzystać z samochodu, ale prawdę powiedziawszy to podróżowanie samochodem było strasznie wygodne. No i cóż…słynne legendy o Czarnej Wołdze, albo Czarnym BMW nie brały się znikąd, prawda? Chociaż on nie był tym powodem zamieszania, tak jednak uwielbiał poruszać się czymś co przyprawiało ludzi o jakiś niepokój. W planach miał nawet kupno pewnego modelu Mercedesa, którym to porusza się ruska mafia. Ale zrezygnował na rzecz czarnego BMW.

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  20. [Jeju! O manio! Tak bardzo dziękuję! Nie potrafię wyrazić tego słowami jak bardzo jestem wdzięczna! <3
    Jeden tom mam już za sobą i nie ma co, wciągnęłam się nieźle bo przeczytałam go w jakąś godzinę. A potem skończył mi się internet, więc nie mogłam załadować kolejnych. :')
    Ale już jestem w domciu, tutaj jest wi-fi więc brak internetu mi nie straszny.
    Bardzo podoba mi się ten pomysł! Tak też możemy zrobić. Może po jakimś czasie ich mała wymiana zdań mogłaby przerodzić się w coś większego i jedną z głównych atrakcji na balu? To co, zostawiamy to tak jak jest? :)]

    Valerie

    OdpowiedzUsuń
  21. [Hah, ciesze się, że Seth aż tak się spodobał :) Jeśli masz chęci to można coś wykombinować między nimi, bo pewnie Shadow i Seth mają wiele wspólnego ^^]

    OdpowiedzUsuń
  22. [To praktycznie będziesz widział w pewnym sensie rodzime klimaty. :D To byłby naprawdę potężny artefakt. Jeszcze pomyślę co by mogło to być, ale nie wiem... może zróbmy totalną rozpierduchę i zginęłoby coś, dzięki czemu Fable jest nie wiem, odcięte od zwykłych śmiertelników, a jeśli by ten artefakt trafił w niepowołane ręce to życie byłoby zagrożone w dzielnicy. A przekonać do współpracy moja Asherah potrafi, to rude wredne stworzenie jest! :D]

    Asherah

    OdpowiedzUsuń
  23. [Dziękuję raz jeszcze za miłe słowa, jestem bardzo wdzięczna. c: No i, oczywiście, jeśli coś Ci przyjdzie do głowy, to wpadaj!]

    Gerda Frank

    OdpowiedzUsuń
  24. [Dziękuję za miłe powitanie :3 jak najbardziej mam ochotę na wątek i co sądzisz o tym, żeby Verity czuła zagrożenie ze strony Shadowa? Wiesz, skoro może przejrzeć jej idealną maskę i być może zrujnować wizerunek ;) Może jakiś mały szantażyk czy coś w tym stylu? :D Jak myślisz?]

    Verity Coeur

    OdpowiedzUsuń
  25. [Ty jesteś fanatyczką gry, a ja planuję w tę grę zagrać niebawem (jak tylko kolega użyczy mi swojego komputera, buahaha). W każdym razie dzięki za miłe powitanie. A na mind fucka nie będę Cię narażać, więc wątek między naszymi chłopcami w tym przypadku sobie darujemy, za to przygotuj się na odpis na Misfits, bo zbieram tyłek w kroki i zamierzam ponadrabiać zaległości. Tymczasem weny, wątków i akcji! W tej lub innej kolejności.]

    Bigby Wolf

    OdpowiedzUsuń
  26. [Witam serdecznie po raz drugi! ;) I dziękuję bardzo za miłe słowa. Starałam się najlepiej jak tylko mogłam, by dać najważniejsze informacje, a resztę, by mogli wszyscy inni odkryć. A jeśli tak wyszło, to jestem z siebie zadowolona, pierwszy raz chyba. ;D
    Och, a gdzie tam jakie zawalanie. Uwielbiam pisać, więc nie pogniewałabym się za kolejny wątek! No i sama liczę, że zostanę z Wami jak najdłużej. <3]

    Asherah Connor & Morgana Le Fay

    OdpowiedzUsuń
  27. [Dziękuję za przemiłe powitanie!
    I to tak szczerze dziękuję, bo nic nie może ucieszyć bardziej niż słowa uznania od fellow comic book lover. Jak wcześniej patrzyłam na kartę Shawa, przyciągnął mnie Rheon, ale jednak trochę spłoszyły piekielne konotacje. Teraz wróciłam, przeczytałam raz jeszcze i chyba udzieliło mi się sindbadowe współczucie, jak zobaczyłam tę pustkę w powiązaniach.
    Gdybyś miała ochotę na wątek, to widzę nawet punkt zaczepienia. Bo Diabeł Morski, to też diabeł (chociaż sam twierdzi inaczej), na pewno kiedyś opowiedział Czartowi o tym, jak stworzył legendę. Ale to tylko punkt wyjścia, choć chętnie pomyślę dalej. Zależy od Ciebie.]

    Shandar Bhandari

    OdpowiedzUsuń
  28. [Jestem w tym ogólnym fandomie dobrych aktorów. Oraz dobrze obsadzonych aktorów. Oraz aktorów, którzy nie są Zackiem Efronem.
    Sindbada wcale nie jest tak trudno zirytować (można na przykład wręczyć mu przeklęty list albo powiedzieć, że Chwała Bagdadu nie jest najlepszym, co stworzono (albo stworzą) z latających dywanów), więc absolutnie idę w to. Mam taką wizję, że Shadow dopada Shandara w jakiejś zupełnie zwykłej sytuacji. Na przykład przysiada się do niego przy śniadaniu. I zaczyna się osobisty koszmar Sindbada, bo doświadczenie go nauczyło, że dobrze jest mieć dibała za druha tylko, jeśli trzyma się go w znacznej odległości. ]

    Shandar Bhandari

    OdpowiedzUsuń
  29. [Nie masz pojęcia, jak bardzo doceniam żart o bekonie. Idę na to cała. Rano zacznę.]

    Shandar Bhandari

    OdpowiedzUsuń
  30. [W ogóle nie masz się co przejmować. Złośliwość rzeczy martwych, jak kiedyś jakiś pan powiedział. Ah, tak! Myślę, że wylądowanie w celi to i tak nie taka zła kara. W końcu ważny bal, nikt z manierami nie powinien przerywać tak dobrej zabawy. Ale czy nasi mają maniery? No właśnie tu możnaby polemizować. A więc jestem jak najbardziej na tak i idę w to na całego. c:]

    Valerie

    OdpowiedzUsuń
  31. [Podoba mi się ten pomysł :) Już widzę, jak Verity siedzi sobie spokojnie przy biurku, wypełnia jakieś papiery, a tu nagle pojawia się Shadow i totalnie wyprowadza ją z równowagi :D Chciałbyś zacząć? :)]

    Verity

    OdpowiedzUsuń
  32. Skinął głową. Uśmiechnął się do niego lekko, zazwyczaj tak robił. Ktoś kiedyś powiedział, że Ivan to ma chyba tylko jeden lekki uśmiech, który wyraża niemalże wszystko: zadowolenie, politowanie, zażenowanie daną sytuacją….ogólnie wszystko. Raczej był to uśmiech, który stawiał jego pochodzenie w spory znak zapytania. Może nawet Zwonariew wydawał się być przyjemnym biznesmenem, który po prostu brzydzi się przemocą, oraz różnymi szemranymi interesami. Kimś kto jest do bólu uczciwy, oraz porządny. Może daleko mu było do osoby która chodzi co niedziela na kolanach do kościoła. Jednak z całą pewnością zwykli ludzie stwierdziliby, że nie różnią się niczym od niego…może tylko tym faktem, że hrabia pali więcej od nich i chyba praktycznie zawsze ma papierosa w ustach. To go zawsze wyróżniało. Jak Lucyfera wyróżnia alkohol oraz jakieś narkotyki i głupie pomysły, tak jego zamiłowanie do papierosów. Oczywiście miał też dosyć zasobny portfel, oraz żonę, która nie była ani diablicą ani demonicą. Wręcz przeciwnie! Była w jego mniemaniu, oraz mniemaniu innych, ucieleśnieniem dobra, co stanowiło kontrast w stosunku do Ivana. Ale najwidoczniej w tym całym „interesie” o to właśnie chodziło.
    — Uuuu… to ty modlić się potrafisz? – spojrzał na niego i pogwizdał „z uznaniem” – Do kogo? Do Lucyfera? Samaela? A może do Azazela? Czy może jednak do Bogdana? – zapytał z udawanej ciekawości. Przeszedł do swojego pojazdu i otworzył drzwi. Sam usiadł za kierownicą. Włożył kluczyki do stacyjki.
    Niespiesznie ruszył…jechał powoli…ale tylko przez dosłownie dziesięć, może dwadzieścia metrów. Po przejechaniu tej odległości drastycznie przyspieszył. Ze spokojem i z zawrotną szybkością „atakował” skrzyżowania oraz zakręty. Pozostawał przy tym dosyć obojętny wyraz na jego twarzy. Jedno było pewne, wiedział co robi…gdyby nie wiedział, to zakończyłoby się to pewnie jakimś zderzeniem czołowym z innym samochodem.
    — Kurwa…no nie… - mruknął patrząc we wsteczne lusterko. Nie chciało mu się teraz bawić ze służbami porządkowymi. Nie miał zamiaru jakiejś kary…chociaż powątpiewał że za taka prędkość w terenie zabudowanym oraz, momentami jazdę pod prąd, notoryczne przejeżdżanie na czerwonym świetle, zakończyłoby się mandatem. To byłoby niemożliwe.
    Przyspieszył jeszcze bardziej, skręcił w jakąś mniejszą uliczkę. Później w następną, i jeszcze jedną aż w końcu wrócił na główną ulicę. Kilkaset metrów przejechał względnie spokojnie. Zatrzymał się na jakimś podziemnym parkingu, zgasił światła i spojrzał na Mortema.
    — Mam nadzieję, że ten chuj się mnie nie spodziewa tak wcześnie – powiedział wysiadając. Spojrzał nawet na zegarek, w sumie nie wiedział czy godzina pierwsza w nocy, to późno, czy może już wcześnie. Myśląc o tym zapalił kolejnego papierosa. Zastanawiał się, czy jest uzależniony i naprawdę potrzebuje takiej dawki nikotyny, czy może po prostu pali już z przyzwyczajenia.
    Skinął ręką na Mortema, a kiedy czart zrównał się z nim, zamknął samochód. Na razie nie mówił nic. Wolał się przejść, we względnym milczeniu.

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  33. [Dorcia go rozkocha, oschłe i wycofane persony są w jej typie.
    Ach, niedobry Shadow, celowo psuć takie piękne przedstawienie. Ale bierzemy, a skoro tak baaaardzo lubisz zaczynać, to zwalimy to na Ciebie. Nie gniewasz się, co? :)]

    Dorothy

    OdpowiedzUsuń
  34. [O, to bardzo dobry pomysł, geniuszem jesteś! A takie skrzynie naprawdę byłyby niebezpieczne, więc nie byłoby pewnie osoby, której nie zależałoby na ich powrocie na miejsce. A wcześniej, właśnie ta jedna nawet mogłaby być w posiadaniu prywatnej kolekcji, z której ktoś coś skradł. Właściciel z braku pewności, przybył by do strażników artefaktów spytać się o skrzynię i okazałoby się, że to właśnie ta jedna ze zbiorów.
    Genialnie rozbudowany pomysł, do tego trochę grozy, horroru i nawet katastrofizm, bo koniec świata gwarantowany! Także mamy prawie wszystko, tylko trzeba zacząć.]

    Asherah Connor

    OdpowiedzUsuń
  35. [ Hahh, ja zarejestrowałam ten moment, ponieważ - krótko mówiąc - czaiłam się na Śnieżkę już od jakiegoś czasu, ale nie mogłam znaleźć odpowiedniego wizerunku, a gdy już na takowy wpadłam; ktoś ją zarezerwował. Takie już moje szczęście. No, ale oto jestem! I mam nadzieję, że zabawię na dłużej. ;)
    Twój Czart też jest bardzo ciekawy... Nie wpadłabym na to, by wykorzystać tą legendę, ale Ty poraziłaś sobie świetnie. Jestem bardzo ciekawa jak Shadow wypadnie w grze, więc wątkowi mówię zdecydowane tak.
    Podstawy do powiązań znajdą się raczej bez problemu, bo w końcu Śnieżka, jako zastępczyni burmistrza, która jednak pociąga za większość sznurków, musiała zapewne odbyć z Twoim Czartem jakąś (choćby krótką) pogawędkę. Zapewne pogroziłaby mu odrobinę "banicją" lub więzieniem, ale koniec końców powitałaby go w Fabletown dosyć entuzjastycznie, co mogłoby być dla niego miłą (bądź też nie) odmianą. Mare mimo wszystko uważa, że większość Baśniowców zasługuje na drugą szansę. Biada jednak temu, kto wystawi jej cierpliwość i zaufanie na próbę. ;D Tak się teraz zastanawiam... Może Śnieżka załatwiłaby mu nawet jego obecną posadę. Co o tym wszystkim sądzisz? ;> ]

    Śnieżka

    OdpowiedzUsuń
  36. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem za. Po jego przybyciu do Fabletown i ustaleniu jego pochodzenia, Śnieżka dała mu wystarczająco dużo swobody, by mógł się zaaklimatyzować, nie czując się wcale osaczony. Przy każdym ich kolejnym spotkaniu pomarudziłaby pewnie przez chwilę, jak na zastępczynię burmistrza przystało, ale ostatecznie nie miałaby co do niego żadnych większych zastrzeżeń i w końcu załatwiłaby mu pracę wierząc, że sobie poradzi. Wytworzyłaby się między nimi pewnego rodzaju nić sympatii, a wiedząc, do czego Śnieżka tak naprawdę jest zdolna, Twój Shadow mógłby ją darzyć szacunkiem i (tak jak powiedziałaś), byłaby jedyną osobą, której faktycznie się czasem słucha. Z drugiej strony on byłby jedną z niewielu osób, na których pyskówki i chamskie odzywki, Mare najczęściej przymykałaby oko.
      Pomysł na wątek też mi się podoba. Zobaczymy co nam z tego wyjdzie. W takim razie - kto zaczyna? ]

      Śnieżka

      Usuń
  37. [Dziękuję za miłe słowa :) A mnie za to od razu lekko odrzuciło przez Ramsay'a :D Nie chciałam się jeszcze bardziej rozpisywać w karcie, dlatego motywy mogą zostać wyjaśnione kiedy indziej. Może w wątkach ;) Postać nie jest zbyt kochana, kiedyś była, ale teraz chce mordować :D Oczywiście mam ochotę na wątek, tylko już jutro. Dziś jeszcze muszę się pouczyć, bo jutro mam wypasiony egzamin :P I brawa za pamiętanie o własnej mitologii :)]

    OdpowiedzUsuń
  38. Zaśmiał się. Bo co mu pozostało? Teoretycznie mógł teraz wyjechać, z tym że skoro jest zło to też musi być i dobro i właściwie to zło wywodzi się z dobra oraz wolnej woli. Nawet gdyby chciał to mógł zacytować pewnego księdza, który powiedział: „Wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi, ty Lucyferze, oraz ty…Ivanie”. Ksiądz się poznał na nich…nawet nie bawił się w żadne egzorcyzmy. Nie próbował ich przepędzić, ani nie próbował uciekać w kierunku kościoła. To było naprawdę dziwne. Do tej pory nie rozumiał pojmowania tego księdza….facet pragnął śmierci. Może myślał, że skoro przed nim objawiły się dwa diabły to oznacza, że jego „szef” też jest?
    Nie mylił się.
    — Fatalnie? – zapytał zdziwiony. – Dowiozłem nas na miejsce? Dowiozłem. Auto w jednym kawałku? W jednym. Zarysowane? Nie – na wszelki wypadek spojrzał na karoserię, która była w stanie takim, który naprawdę nie wskazywał na ich wcześniejszą jazdę.
    — W sumie…nie wiem jak to do końca z tobą jest…ale ja…Lucyfer…Azazel…większość demonów może spłodzić potomka. To ty pewnie też – wzruszył niedbale ramionami. Zaciągnął się papierosem, szkoda aby się marnował, prawda? Poza tym skoro żaden Rak, czy też inny Popek mu nie groził, to nie musiał się niczego obawiać. Właściwie to nawet śmierci się nie bał… od samego stworzenia był postacią demoniczną, był demonem…diabłem…spotkanie z nim wiązało się z porwaniem do piekła.
    Wywrócił tylko oczami. No tak, mógł to przewidzieć. On osobiście wolał swoją normalną ludzką formę. Była zdecydowanie lepsza, może nie był jakoś bardzo przystojny, ale nie był znowuż odrażający niczym Quasimodo. Był raczej przeciętniakiem jakich wielu i to dobrze. Łatwiej się zgubić wśród tłumów…gorzej jeśli to będą tłumy chińczyków bo wtedy zamiana w kota lub psa mogłaby się zakończyć w najlepszym przypadku źle.
    Przeszedł do drzwi. Nie spieszył się miał czas…poza tym musiał przemyśleć kilka spraw, musiał ułożyć plan działania. Chciał gościa rozwalić…oraz być może całą jego rodzinę, tak od razu z miejsca. Ale najpierw musiał się dowiedzieć gdzie są pieniądze. No i też byłoby naprawdę dobrze, gdyby oddał ten hajs, w końcu…Ivan znał różne metody na zmuszenie do mówienia, oraz uregulowanie długów.
    — Wolę zostać przy normalnej wersji – mruknął od niechcenia. Zgasił papierosa i spojrzał na drzwi. Dotknął klamki i lekko ją przekręcił. Tylko po to aby upewnić się, że drzwi są zamknięte. Wyciągnął z kieszeni scyzoryk, podłubał przez chwilę przy zamku i otworzył drzwi. Nic trudnego, stare zamki. – Wygląda na to – mówił szeptem, wyciągnął pistolet, oraz telefon, który posłużył mu za latarkę – że nikogo nie ma – zapalił światło. Usłyszał szmer w okolicach odrapanej kanapy, natychmiast tam wycelował. Schował telefon do kieszeni i podszedł do kanapy. – Wyłaź – warknął. Był pewny, że kogoś słyszał.
    Nie mylił się. Przed nim pojawił się mały chłopiec. Ivan najwyżej dałby mu sześć lat.
    — Możesz nie celować we mnie? – zapytał. – I co tu robicie? Wyjdźcie z naszego domu! – rozkazał i małą rączką wskazał drzwi. Zwonariew o mało co się nie zaśmiał. Widział w swoim życiu wiele, ale szczerość dzieci zawsze go bawiła.
    — Powiedz, gdzie jest tata, to sobie pójdziemy – powiedział ze spokojem. Nawet lekko się uśmiechnął. – Muszę z twoim tatą porozmawiać.
    — Nie wiem. Zostawili mnie tutaj. Powiedzieli, że idą do kina z moim rodzeństwem. Ja miałem zostać, bo jestem chory – oznajmił rezolutnie i wskazał nawet na leki, które były na stoliku.
    — Shadow…sprawdź mieszkanie. Czy nie ma nikogo, oprócz młodego. Oraz…czy nie ma niczego co świadczyłoby że mój dłużnik użył jakiegoś glamour – powiedział sadzając dzieciaka na kanapie. Sądząc po cichym „uważaj”, nie zrobił tego za delikatnie.

    [No i pojawił się dzieciaczek xD Teraz tylko oficjalne mianowanie ich na pełnoetatowe niańki]

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  39. Oparła łokcie o marmurowy balkon wyglądający na krajobraz rozciągającego się przed nią Fabletown. Westchnęła głośno, czując że wreszcie uwolniła się od unoszącej się wewnątrz woni alkoholu i dymu wypuszczanego z papierosów. Lubiła wypełniający jej płuca chłód, nawet jeśli zabrudzony był smrodem stęchlizny, wymiocin.
    Z tego miejsca Fabletown wyglądało całkowicie inaczej. Nie przypominało swojej prawdziwej postaci, nie potrafiło powiedzieć jak wiele niebezpieczeństw czeka tam na dole, w ciemnych, ulicznych zakamarkach. Za każdym razem, kiedy spoglądała na swój dom z ogromnego balkonu samego króla Cole’a, zastanawiała się czy tak właśnie widzą swoje miasto mieszkańcy Woodlands. Czy naprawdę sądzili, że wszystko co tam się dzieje jest w porządku? Czy może przymykali oczy na wszystkie zbrodnie, niewyjaśnione śmierci licznych Baśniowców? Chciała dociec do prawdy. Zawsze ciekawska, nieraz stawała na podium sądu najwyższego, ostrzegając pobratymców przed straszną prawdą. Ale ta sprawa nigdy nie miała zostać rozwiązana. Tajemnice Woodlands już zawsze miały tutaj pozostać.
    Nagle poczuła jak coś miękkiego przemyka między jej nogami, ocierając się sierścią o gołe kostki. Podskoczyła, nie wiedząc co dokładnie znalazło się zaraz pod jej sukienką, jednak uspokoiła się zaraz widząc czarnego kota, który umknął spod jej wzroku podchodząc do bocznej barierki balkonu. Dokładnie mierzyła go wzrokiem jakby chciała wyłapać skąd się tu znalazł i co dokładnie od niej chciał.
    Wiedziała, że na samym kocie się nie skończy. Nie było mowy o jakimkolwiek podobnym zwierzaku na tak gustownym balu jak ten, gdzie całe grono wyższych mas bawiło się w dobre, wkładając w siebie litry alkoholu i wykwintnego jedzenia, które wreszcie lądowało w czarnych workach na śmierdzących od zgnilizny ulicach. Obserwowała każdy jego ruch, czekając aż nieproszony gość wreszcie zaszczyci ją swoją prawdziwą formą i da jej do zrozumienia, dlaczego przerywa kobiecie tak dobrze spędzany, samotny moment.
    Poczuła przechodzący po jej plecach dreszcz, kiedy z ciemnej chmury wyłonił się jeden z najgorszych szumowin miasta — sam Shadow Mortem. Spojrzała na niego z niesmakiem i grymasem na twarzy, mierząc dokładnie jego posturę, złośliwy uśmiech, czarną marynarkę. Nie sądziła, że go tutaj spotka, że w ogóle pojawi się na tak wykwintnej imprezie jak ta. Wiedziała z czego słynęli tacy jak on. Nie lubili tego typu spotkań, znajdować się w centrum uwagi. Cień jako ich przyjaciel, kiedy przemykali między ciemnymi kątami pomieszczeń.
    Ona sama nie chciała się tutaj stawiać. Brzydziły ją ciasne sukienki, buty na obcasie w których nie potrafiła nawet chodzić, sztuczne uśmiechy i gry wszystkich tych osobistości, z którymi nie potrafiła rozmawiać. Jednak praca, jak i sama redakcja, bez jakichkolwiek ale nakazała jej się tu stawić i zbierać wszystkie możliwe informacje, do których dostałaby dostęp.
    Dopiero teraz spojrzała prosto w jego zimne, wyblakłe oczy. Może gdyby nie to wszystko do czego doprowadził, uznałaby go nawet za przystojnego, w jakimś stopniu enigmatycznego. Miał w sobie to coś, czego brakowało innym mężczyznom. Jego uśmiech sprawiał, że jej serce przyspieszało, przeszywający wzrok nie pozwalał racjonalnie myśleć. Jednak po tym wszystkim co słyszała na temat niejakiego Mortem, nie potrafiła na niego tak spojrzeć. Jego twarz ją brzydziła, w całej swojej okazałości był dla niej jedynie obrzydliwy i przesiąknięty okrutnością, niebezpiecznym ogniem. Wzdrygnęła się, kiedy usłyszała jak wymawia jej imię. Skąd mógł je znać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Mortem — wysyczała przez zęby, nie odwracając od niego wzroku. — O czym ty w ogóle mówisz?
      Spytała niepewnie. To była jej pierwsza rozmowa z miejscowym Czartem. Chociaż nieraz słyszała o nim i prowadzonych przez niego zabawach na śmierć oraz życie, spotkanie twarzą w twarz z jego osobą, wydawało się niemal niemożliwe. Dlaczego więc o niej wspomniał? O niej i o spędzonych razem chwilach?
      — Jeśli to kolejna z twoich gierek, to nie mam zamiaru w niej uczestniczyć — jeszcze raz spojrzała na czarny, pusty nieboskłon. Kontynuowała jednak po chwili. — Mieszkańcy tego miasta zasługują na prawdę. Słyszałam o tobie i twoich niecnych wyczynach. To co robisz zasługuje na ujawnienie. Każdy mieszkaniec Fabletown powinien strzec się takich jak ty. — wysyczała w jego stronę, jeszcze raz patrząc w jego jasne tęczówki z ogniem w oczach. — Nie obracam się przeciwko tobie. Zawsze byłam przeciwko tobie. Pamiętaj, że amnestia nie obejmuje już twoich występków w Fabletown.

      Valerie

      Usuń
  40. Dzień zapowiadał się naprawdę owocnie. Z samego rana podpisała umowę z kolejną firmą odpowiedzialną za produkcję sprzętu medycznego. Negocjacje trwały chwilę, jednak była pewna, że oddział rehabilitacji neurologicznej się ucieszy – już od dłuższego czasu czekali na nowy sprzęt.
    Miała jeszcze zaplanowanych kilka spotkań na popołudnie, mniejszych co prawda, jednak również z nich mogło wyniknąć wiele pożytecznego dla szpitala. Jednak mimo to, Verity nie była zbyt zadowolona. Zresztą jak zwykle. Wciąż czekała na wieści od swoich zaufanych ludzi, jednak nikt nie był w stanie dostarczyć jej upragnionej informacji. Że Jefferson wciąż żyje i chce się z nią spotkać. Od wielu lat żyła w ciągłej nerwowości, z niepokojem reagując na każdy dzwoniący telefon.
    Nie wiedziała, czego mogłaby się spodziewać po takim czasie rozłąki, biorąc również oczywiście pod uwagę jak przebiegło ich ostatnie spotkanie. Jednak była gotowa ponieść każdą karę, jaką by jej wymierzył. Zasłużyła. Nie sądziła, że mogliby jeszcze odbudować związek. Na to było za późno. Chciała jednak wiedzieć, jak mu się wiedzie… o ile wciąż jeszcze żył.
    Chłodny wiatr targał delikatnie jej włosy, ale nie zwracała na to uwagi. Wciąż próbowała wyrzucić z myśli Jeffersona i skupić się na swojej pracy. Miała dużo papierkowej roboty tego dnia. Zza okna ledwo docierały do niej krzyki dzieci, wracających ze szkoły. Przez tyle lat przyzwyczaiła się już do różnych hałasów, które były nieodłączną częścią życia w mieście.
    Oderwała oczy od dokumentów i potoczyła wzrokiem po gabinecie, jakby poszukując weny lub motywacji. Zawiesiła spojrzenie na chwilę na dużym, staromodnym zegarze. Wskazówki poruszały się powoli, wręcz leniwie. Dokończę podpisywać te papiery i zrobię sobie przerwę przed kolejnymi spotkaniami. Czuła, że jest coraz bardziej zmęczona, ale starała się tego nie pokazywać. Co prawda nikogo oprócz niej w pokoju nie było, jednak w każdej chwili ktoś mógł wejść. A o wiele łatwiej jest po prostu podtrzymywać maskę, która już stała się dla niej naturalna, niż przybierać pozory przy każdej napotkanej osobie.
    Odłożyła plik kartek na bok i sięgnęła po drugi. Jak się pośpieszy, zdąży zjeść obiad w swojej ulubionej restauracji. Chwyciła mocnej pióro i znów zaczęła podpisywać dokumenty. Gdybym wiedziała, że bycie dyrektorem szpitala wiąże się z takim ogromem papierkowej roboty, w życiu bym się tego nie podjęła. Czasami żałowała, że uznała akurat tę pracę za odkupienie swoich win. Ale tylko czasami. Zazwyczaj nie miała czasu na tego typu rozmyślania.
    W pewnym momencie dobiegł do niej z bliska cichy dźwięk. Miauknięcie. Zmarszczyła brwi i odwróciła się.
    - A co ty tutaj robisz?
    Na parapecie przysiadł czarny kot. Przemknęło jej przez chwilę, że może to Kot z Cheshire, ale skarciła się za to od razu w myślach. Kot z Cheshire był większy i nigdy nie pozwoliłby sobie na futerko w jednym, i to tak normalnym kolorze. Poza tym od razu zatopiłby pazury w jej gardle, zamiast przyglądać się jej.
    Wciąż ze zmarszczonymi brwiami obserwowała jak kot zeskakuje zwinnie na podłogę i szybko do niej podchodzi. Zanim zdążyła zareagować, zaczął ocierać się o jej nogi. Nagle przeszył ją strach. To nie był zwykły kot. Nie mógł być. Podświadomie czuła, że coś jest nie tak, jednak nie była w stanie sprecyzować tego uczucia. Podejrzewała jedno – lepiej dla niej skończyłaby się już wizyta Kota z Cheshire.
    Dlatego zarówno z ulgą, jak i ze strachem odetchnęła, gdy oderwał się od jej nóg i przemknął pod biurkiem. Nie zdziwiła się za bardzo, gdy przemienił się w człowieka. Była na to zbyt przestraszona. Oczywiście tylko w środku, w końcu potrafiła zachować…
    CO?! Musiała przyznać, że ani trochę nie spodobały się jej jego słowa.
    - Obawiam się, że nie mam pojęcia o czym pan mówi – odparła z uśmiechem, mimo wewnętrznego chaosu. - Byłabym również wdzięczna, gdyby wytłumaczył mi pan, kim jest i dlaczego znalazł się w moim gabinecie w taki sposób.
    Potrafiła zachować pozory w każdej sytuacji. Lata praktyki. Poza tym nie mogła pozwolić, żeby coś takiego wytrąciło ją z równowagi.

    Verity

    OdpowiedzUsuń
  41. Jeśli Ivan miał być przed sobą oraz innymi zupełnie szczery, to tak właściwie nie czuł miłości do nikogo. Ze swoją żoną był chyba bardziej z przyzwyczajenia oraz wcześniejszego rozsądku jak z pożądania, czy czegokolwiek. Nawet kiedy mówił, że ją kocha to kłamał, bo tak właściwie nigdy tego nie czuł. W jego przypadku nie było tak, że nie mógłby bez niej żyć, bo spokojnie mógł i nawet pogodziłby się z tym faktem że odeszła, albo coś.
    Seksu nie traktował jako zabawy, chociaż wiedział, że naprawdę może być na swój sposób zabawnie i przyjemnie. Niekiedy podobało mu się, niekiedy wręcz przeciwnie. Spróbował wielu rzeczy związanych ze sferą erotyczną. Nie wszystkiego, bo niektóre wydawały się mu więcej jak dziwne. Poza tym skoro i Lucek przy niektórych rzeczach spasował, to coś musiało w tym być.
    Zawsze śmiał się z tego, że te jego dzieci, to były takie naprawdę przypadkowe. Mógłby je porównać do jakiegoś eksperymentu, który polegał na „uczłowieczeniu” go. Miało to jakiś sens, przynajmniej (teoretycznie) wiedział że jak dzieciak beczy to oznacza to pierdyliard różnych rzeczy. Jeszcze jak może mówić to pół biedy bo powie o co chodzi, a jak mały to jest to zdecydowanie bardziej skomplikowane.
    — No zajebiście – warknął ni to do siebie ni to do dzieciaka, nawet nie do czarta. – Kurrrrwwwwaaaa! – krzyknął po polsku odchylając nieco głowę do tyłu. Spojrzał na dzieciaka z chęcią mordu w oczach. Młody jednak nie przejął się tym za bardzo. Bardziej interesował go facet, który zamienił się w kota.
    — Ale super! – pisknął zachwycony i nawet lekko jakby z obawą dotknął tego kociego futra. – Ty też tak potrafisz? – zapytał się Ivana, co diabeł zbył machnięciem ręki.
    Zwonariew chwycił czarta za kark, jak to zazwyczaj robi się z kotami.
    — Serio pchlarzu? – zapytał po czym przeszedł z kotem do okna. – Po kiego grzyba się zmieniałeś teraz w tego kota? – spojrzał z wściekłością wprost w ślepia Shadowa. Zerknął na chłopaka akurat wtedy kiedy dzieciak zechciał sobie po prostu wyjść. Natychmiast puścił kota na podłogę i chwycił małego za ramię.
    — Siadaj na tej pierdolonej kanapie, bo w przeciwnym razie ci nogi z dupy powyrywam – warknął po czym spojrzał na okno. Przygryzł wargę w zamyśleniu, coś musiał wymyśleć.
    — Ty zawsze taki wredny jesteś? – zapytał i spojrzał na niego tak niewinnie jak może spojrzeć tylko dziecko. – Jak się zmieniłeś w kota? A potrafisz tak normalnie w drugą stronę? A potrafisz zmienić się w coś innego? – wypytywał Shadowa. – A umiesz… - nie dokończył ponieważ Ivan był na tyle dobroduszny że zakleił dzieciakowi usta taśmą izolacyjną. Ręce zresztą też.
    — Zawsze tak dużo gadasz? Ludzie… - usiadł na stoliku do kawy. – Shadow, co z tym małym robimy? – zapytał się. – Topimy, rozjeżdżamy, wieszamy, bawimy się w chirurgów, czy może próbujemy jakoś z niego wyciągnąć informacje? Wszak noc jest jeszcze młoda – uśmiechnął się wrednie do dzieciaka, pewnie dyby nie ta taśma, to mały pokazałby diabłu język.
    Niewychowana swołocz - przemknęło Ivanowi przez myśl. Teoretycznie istniała też taka możliwość, że na jakiś czas „zaadoptowałby” tego dzieciaka. Jego żona przynajmniej by się ucieszyła, jeszcze jak by powiedział, że to sierota i przygarnął go, to już w ogóle. Jednak jeśli dzieciak powiedziałby co się wydarzyło (w co nie wątpił) to Ivana czekałaby nocka na kanapie…i to w najlepszym wypadku. Poza tym, może Shadow miał jakąś myśl.

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  42. Owszem, kiedy tylko dotarła do niej niejasna informacja o tym, że Shadow znów narobił bałaganu, od razu kazała po niego posłać. Bynajmniej nie dlatego, że chciała oszczędzić diabłowi spotkania z tutejszymi stróżami prawa... Martwiła się raczej o każdego delikwenta, który nieproszony stanąłby mu na drodze. Mortem stanowił w końcu szczególny przypadek; przystosowywanie się do zasad szło mu opornie i duży udział w tym miała jego dzika, nieokiełznana natura, której nijak nie dało się stłumić. Nie miała pojęcia co ją podkusiło, by wziąć czarta pod swoje skrzydła.
    Śnieżka westchnęła i wniosła oczy ku niebu, zdradzając w ten sposób wyraźną rezygnację. Zamiast jednak zastanawiać się nad tym, co powie, kiedy jej podopieczny zjawi się w gabinecie, postanowiła zająć się kolejnym plikiem dokumentów, które zalegały na jej biurku już od jakiegoś czasu. Ciężko jej się było do tego przyznać, ale poza tym, że papierkowa robota niezmiernie ją męczyła, wypisywanie druczków było w pewien sposób uspokajające.
    Mare bardziej wyczuła niż dostrzegła obecność mężczyzny w pomieszczeniu. Z biegiem czasu nauczyła się rejestrować jego materializowanie się zupełnie podświadomie. Wyłapywała skupisko jego energii, a dopiero potem zwracała uwagę na cielesną powłokę. Dlatego też nawet nie drgnęła, kiedy ciszę przerwał jego niewzruszony głos. Wypełniała kolejne rubryki na papierze jak gdyby nigdy nic, pozwalając diabłowi się wypowiedzieć.
    W pewnym momencie, docierając do końca strony, uniosła w kierunku Shadow'a drobną, bladą dłoń z wyprostowanym palcem wskazującym, by dać mu do zrozumienia, że nie powinien mówić w tym momencie nic więcej. Sekundę później złożyła zamaszysty podpis na dokumencie i spokojnie odłożyła długopis do przegródki z przyborami do pisania. Przez moment trwała jeszcze w dziwnym bezruchu, po czym wyprostowała się i dopiero wtedy podniosła na towarzysza wyraźnie znużone spojrzenie.
    - Nawet przez myśl mi nie przeszło, by podejrzewać cię o skruchę - przyznała zgodnie z prawdą i oparła się na krześle nieco wygodniej, układając obie dłonie na miękkich podłokietnikach. Jej postawa nie zdradzała ani grama irytacji.
    - Nie zamierzam też przekonywać cię do zmiany zdania, bo nie na tym rzecz polega - mruknęła, unosząc nieznacznie ciemną brew. - Sądziłam, że już to wiesz - dodała, bezwiednie przechylając na bok głowę, by lepiej się brunetowi przyjrzeć.
    - Sztuką jest się z czymś nie zgadzać, ale mimo to dostosowywać się do zasad w imię większego dobra - oznajmiła, ciekawa jak tym razem Mortem to skomentuje.

    OdpowiedzUsuń
  43. [tak też sobie właśnie pomyślałam przeglądając co my tutaj mamy za charakterki :D
    co do mojego wstępu, dzięki dzięki, pisany w środku nocy xd
    Poruszyła mnie kwestia "czarty nie mają przyjaciół", cóż może Baba Jaga mogła być kiedyś twoją swego rodzaju psiapsią od złych rzeczy? Wiesz no, w końcu ten czarny kot, mieszkanie w lesie, krzywda ludzka itd... :D]

    Jaga

    OdpowiedzUsuń
  44. [Przepraszam za takie opóźnienie, przez ostanie dni byłam wyjęta z życia :D]

    Nie podobał się jej sposób w jaki na nią patrzył. Tak przeszywająco, jakby potrafił spojrzeć w głąb jej duszy. Próbowała zgadnąć, kim z Baśniowców mógł być. Bo to, że nie był Doczesnym stało się całkowicie jasne, gdy porzucił kocią formę. Jednak nie była w stanie się w pełni skupić, gdy wciąż tak na nią patrzył. Równocześnie odwzajemniała jego spojrzenie, chociaż z pewnością nie miało w sobie takiej intensywności jak to jego. Ani nie wywierało na nim takiego wrażenia.
    Kiedy jeszcze zasiadała na tronie w Krainie Czarów, jednym spojrzeniem potrafiła wywołać paraliżujący strach u swoich poddanych. Była znana ze swojego wyjątkowego okrucieństwa, więc nie sprawiało jej to wtedy większych trudności. Teraz niejako nowością było dla niej to, że sama z trudem powstrzymywała się od okazania strachu i niepewności w reakcji na zachowanie przybysza. Czego on od niej chciał? Podejrzewała, że nie była to towarzyska wizyta, a przynajmniej nie w jej rozumieniu tego słowa.
    Nie dała rady powstrzymać lekkiego drgnięcia, gdy dobiegł do niej jego śmiech. Coraz mniej jej się to wszystko podobało. Z każdym jego słowem czuła się coraz gorzej, jakby nasączył je trucizną, która miała ją wyraźnie osłabić przed ostatecznym ciosem. Nie odpowiedział na jej pytanie. A może odpowiedział, tylko że na tyle pokrętnie, że nie była w stanie tego dostrzec, zbyt przejęta własnymi emocjami, rozsadzającymi ją od środka. O co chodzi z tym niezabliźnionym sercem? Wciąż przyglądała się swojemu niezbyt chcianemu gościowi ze zmarszczonym czołem. W pewnym momencie dotarło do niej, że od początku podświadomie wiedziała z kim ma do czynienia. Wcale nie poprawiło jej to nastroju – jego wizyta mogła oznaczać jedynie kłopoty.
    Czy ostatnio zrobiła coś, co mogło go do niej zaprowadzić? Nie, nie ostatnio. Ale przecież została objęta amnestią… Czyli nie może chodzić o te wszystkie morderstwa same w sobie. Niezabliźnione serce… Jefferson?
    Z coraz większym przerażeniem obserwowała, jak ponownie czart przyjmuje kocią formę. Czy wiedział coś więcej, coś oprócz tego, co sugerował? Czy chciał ją zniszczyć? Wyraźnie słyszała groźbę w jego głosie. Jednak wciąż wpatrywała się w niego uważnie, starając się zachować spokój. Nawet gdy wskoczył na jej biurko, wkraczając w jej strefę osobistą. Tym razem fizycznie, bo psychicznie przekroczył ją już z pierwszym słowem. Zacisnęła zęby, gdy zbliżył się jeszcze bardziej, wskakując jej na kolana. Z trudem powstrzymała się przed odskoczeniem od niego, wiedziała, że nie byłoby to zbyt rozsądne. Nie wiedziała do czego zmierza, ale na pewno skutecznie zaburzył jej poczucie godności… o ile w ogóle jeszcze jakieś miała i nie była to po prostu kolejna z masek.
    Niemal z ulgą odetchnęła, gdy znów przeniósł się na krzesło po drugiej stronie biurka. Tym razem w ludzkiej postaci. Wiedziała, że i tak może ją zniszczyć. Ona była tylko człowiekiem. Z niedowierzaniem jednak przysłuchiwała się jego słowom, niepewna ile w tym prawdy. Gdy, znów w kociej formie, położył się na biurku, odetchnęła głęboko. Nie mogła dać ponieść się emocjom. Emocje są zdecydowanie przeszkodą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Skąd mogę wiedzieć, że choć jedno twoje słowo jest prawdziwe? - spytała, starając się zabrzmieć pewnie. - Wielu Baśniowców, jak i Doczesnych ma, jak to określiłeś, niezabliźnione serca. Mam rozumieć, że każdemu składasz wizytę? - zapytała cicho, unosząc brew.
      Wstała od biurka i wyjrzała przez okno, zbierając myśli. Nie wiedziała jak skończą się jej próby wyciągnięcia z niego informacji, jednak nie mogła być również pewna, że spełnienie niedorzecznej prośby czarta pomoże jej w czymkolwiek. Za oknem widziała już coraz mniej dzieci. Większość rozeszła się już do domów. Spojrzała ukradkowo na zegarek. Wskazówki niewiele się przesunęły, co uświadomiło jej, że to spotkanie tylko jej wydawało się tak długie. Odwróciła się z powrotem do gościa, zaciskając wargi. Nie podobało się jej to. A to, że nie była w stanie rozegrać spotkania na własnych zasadach nie podobało się jej jeszcze bardziej.
      - Co będziesz miał z mojego upadku? Kogo w ogóle mogłaby zainteresować prawda o mnie? O ile w ogóle jest jakaś prawda – dodała z goryczą w głosie.
      Jeffersonowi nie spodobałyby się jej maski i gry. Ale Jeffersona tu nie ma. Nie wiadomo, czy w ogóle jeszcze żyje.

      lekko zdezorientowana Verity

      Usuń
  45. [O i genialnie :D Załóżmy może, że ona jest już w Fable jakiś czas, ale Shadow dopiero teraz się o tym dowiedział czy tam dopiero teraz się do niej wybrał, oki?
    No i pozwolę sobie zacząć coby było fair, szczegóły wyjdą nam najwyżej w praniu :D
    Z góry zaznaczam, że narazie może być cienko z ilością tekstu xd]


    Wróciwszy wreszcie do domu, opadła ciężko na stary, bujany fotel stojący w dalszej części salonu. Niesamowicie męczyły ją te całe wycieczki do centrum, samochody, hałas, masa ludzi - wszystko to zdecydowanie nie było dla niej, ale co zrobić, trzeba się przyzwyczaić do takiego życia i nie oglądać za siebie. I tak ostatnie lata w jej świecie były ciężkie, ludzie przestali wierzyć w nią i bać się legendarnej Baby Jagi, bo i czego by się spodziewać po ciemnej masie nie wytykającej choćby czubka nosa zza tego przeklętego, metalowego prostokąta. Tak, wiedziała już, że to telefon, ba nawet umiała się nimi posługiwać, ale nadal nie potrafiła pojąć dlaczego ludzie wolą na nich bawić się w zbieranie klocków czy pieczenie pizzy, zamiast wyjść do lasu na grzyby czy ugotować obiad. Och, zupa. Podniosła się z powrotem i przeszła przez mały korytarzyk do kuchni, żeby wrzucić co potrzebne do gara, po czym wyjrzała przed domek. Wspaniale byłoby gdyby dwieście metrów dalej nie stał inny dom, a za nim jeszcze jeden, wspaniale byłby gdyby otaczały ją tylko drzewa, ale nie, wielkie miasto, o prywatności zapomnij... Pokręciła głową i rozejrzała się dookoła.
    - Łajdak! - krzyknęła, wiedząc, że prędzej obrazi jakiegoś sąsiada niż rzeczywiście przywoła tego małego potwora.
    Jaga obróciła się na pięcie i wróciła do kuchni zostawiają za sobą uchylone drzwi, może przynajmniej zapach mięsa jakoś go skusi.


    Jadźka

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.