wtorek, 9 maja 2017

Fabulous hair, fabulous style, fabulous eyes and that fabulous smile

Chociaż nic na to nie wskazuje (na razie) musiałam odpowiednio oznaczyć notkę, żeby się w ogóle pojawiła. Dlatego weźcie pod uwagę, że jest mocno +18, a czytacie na własne ryzyko. Serio. Nie odpowiadam za zniszczoną psychikę i leczenie.


To był bardzo zły pomysł.
To był fatalny pomysł.
To był najgorszy pomysł, jaki w życiu przyszedł Oscarowi do głowy.
Nie potrafił mu się oprzeć.*


- Moja droga, nie bądź wobec siebie taka krytyczna. Wiesz przecież, że twój mąż cię kochał. Mimo twoich wad.
- Jesteś pewny, Oscarze?
- Tak. Tak, jestem. Widzę go wyraźnie, daje mi znaki, wskazuje na szyję… - zerknął szybko na zgrabną szyję kobiety, na której na złotym łańcuszku zawieszona była obrączka. - … wskazuje na twoją szyję, serdecznym palcem. Skarbie, kiedy przestałaś nosić obrączkę na palcu?
- Kiedy… jeszcze przed wypadkiem. Nie dogadywaliśmy się, a ja… nie chciałam, nie chciałam żeby Tom wiedział, że mam męża. – na ślicznej twarzy pojawił się grymas. – Powiedziałam mu że to pamiątka po babci, nie pytał więcej…
- Myślę że Mark ci wybaczył. Tak, na pewno ci wybaczył, jestem tego pewny. Martwi się o ciebie, o to że nie dasz sobie rady finansowo, że nie znajdziesz pracy bez wykształcenia…
- Skąd wiesz, że nie skończyłam studiów?
- Musisz pytać? – uniósł szelmowsko jedną brew. – Wiesz dobrze do kogo przyszłaś po pomoc, i wiesz co potrafię, właśnie rozmawiam z twoim zmarłym mężem.
- Oscarze…
- Ciii… - kładzie jej palec na ustach, na bardzo ponętnych ustach co już wcześniej zauważył. – To twoja siódma wizyta. Mark powoli się niecierpliwi, chciałby żebyś dała mu odejść w spokoju. Żeby nie musiał się już martwić. Próbuje mi coś przekazać, coś o ukrytym sejfie… - kolejne badawcze spojrzenie na klientkę, po wyrazie jej twarzy już wiedział, że trafił w sedno. - … to na pewno jest sejf, w jego gabinecie. Chciałby żebyś wykorzystała jego zawartość i wiodła godne ciebie życie. Tak jak na to zasługujesz.
- Jak, nie znam kodu, nigdy mi nie powiedział…
- Od tego masz mnie, prawda? Kod to jeden, dwa, zero, siedem, zero, dziewięć.
- Skąd wiesz?
- Jestem medium, prawda? – posłał jej jeden ze swoich zniewalających uśmiechów.
Głupia, naiwna idiotka. Właśnie podał jej datę jej ślubu. Którą sam od niej wyciągnął przy pierwszej wizycie. Potem upewnił się, że jej mąż kochał ją na zabój pomimo tego, że zdradzała go praktycznie od początku małżeństwa. Biedny poczciwy Mark. Chciał mieć przy swoim boku piękną kobietę, dla której stracił głowę. Ona jednak wolała młodszych, pełnych życia i wigoru. W mężu kochała tylko pieniądze. Pieniądze, którymi chętnie podzieliła się z nim, kiedy nie mogła pogodzić się ze śmiercią swojej skarbonki. Doskonale wiedział, że to właśnie kod do sejfu był prawdziwą przyczyną jej wizyt. I miał dziwne wrażenie, że bezbłędnie go odgadł. Mąż zapatrzony był w swoją śliczną żonę jak w obrazek. I na pewno uważał dzień ślubu za godny szyfr. Co trzymał w sejfie tego nie był pewny, ale dla Nikki sama świadomość, że może się dostać do środka, była najistotniejsza. Na szczęście pobierał opłatę z góry, więc nawet jeśli nie znajdzie tam nic, on swoją dolę dostał. A o to chodziło od samego początku.
- Kochana, myślę że dobiegliśmy końca. Jak widać siódemka to twoja szczęśliwa liczba. Mark może odejść w spokoju bo wie, że dasz sobie radę. Życzy ci szczęścia i ma nadzieję, że kiedyś do niego dołączysz.
- Tak, oczywiście, na pewno. Też go kochałam, pomimo tego… - wzdycha, zadbaną dłonią pociera czoło.  – Jak zwykle bardzo rozbolała mnie głowa…
- To przez obecność ducha. Nie jesteś medium, odczuwasz skutki uboczne, to całkiem normalne. – kłamał jak z nut.
Ból głowy, który sam odczuwał, był skutkiem zapalenia w pokoju kilku mocno kadzących kadzidełek. Było duszno, ale chodziło o atmosferę. Musiał stwarzać pozory, żeby te wszystkie nadziane kobiety chciały do niego wrócić i przepuścić pieniądze, na które ciężko harowali ich mężowie.
- Tak, to na pewno przez to… - spojrzała na niego spod rzęs. – A wiesz co jest najlepsze na ból głowy? Babcia mi zawsze powtarzała…

Zbudziło go ostre światło. Jęknął cicho, przeciągając się, i otwierając oczy. Przeklął. To był zły ruch. Powinien pamiętać o tych przeklętych zasłonach gdy kładł się do łóżka. Potarł oślepione oczy dłonią, przewrócił się na drugi bok uderzając ramieniem w coś, czego zdecydowanie nie powinno tam być. Całkowicie rozbudzony poderwał się na łóżku, spoglądając na swoją towarzyszkę. Cholera. Nie powinien tego robić. Spanie z klientką było najgorszym posunięciem na jakie mógł wpaść. Dlaczego w ogóle do tego dopuścił?
W tym momencie kobieta westchnęła przez sen, odwróciła się nieco, a kołdra zjechała jej z ramion. O tak, już wiedział dlaczego ten głupi pomysł wpadł mu do głowy. To co widział zdecydowanie było grzechu warte. No i to ona go poderwała, miała to we krwi, nie potrafiła się oprzeć żadnemu. Tak, to zdecydowanie była jej wina. Ale teraz musiała już pójść.
- Nikki? Skarbie? – złapał ją za rękę i potrząsnął. – Wstań już, nie możesz zostać na śniadanie.
To było bardzo logiczne. Powinna wyjść zanim przyjdą pierwsi klienci, żaden nie mógł spotkać roznegliżowanej kobiety w jego apartamencie. Był w końcu profesjonalistą, i nic, absolutnie nic nie mogło tego zmienić…
- Hmm, Oscarze? – ciągle zaspana spojrzała na niego spod półprzymkniętych powiek, wyciągając ręce nad głowę.
Kołdra zjechała jeszcze niżej. Cholera jasna. Przełknął głośno. Tak, powinna wyjść, powinna w pośpiechu opuścić jego łóżko…
- Na pewno chcesz żebym już sobie poszła?
Nie chciał. Oczywiście że nie chciał. A po jej jękach wywnioskował, że podjął słuszną decyzję.

Została na śniadanie. Siedział przy blacie w kuchni i podziwiał widoki, po raz kolejny uświadamiając sobie jakim jest idiotą. Ale kto by się oparł? Paradowała po jego kuchni jakby się jej należało, jakby robiła to codziennie, w samych stringach! Nie kłopotała się nawet założeniem biustonosza, na co oczywiście nie narzekał. W końcu usiadła, stawiając przed nim talerz pełny parującej jajecznicy. Zaciągnął się kuszącym zapachem, a Nikki posłała mu obezwładniający uśmiech zza kubka kawy.
- A ty nie jesz? – zapytał, przełykając pierwszy kęs.
- Moje śniadanie to zazwyczaj kilka kiełków, których nie znalazłam w twojej kuchni. Wystarczy mi kawa.
No jasne, mógł się domyślić. Takie ciało wymagało wyrzeczeń. Właśnie, ciało. Nie był już pewien czy ślini się na widok jej nagiego biustu czy z zachwytu nad jajecznicą, która była obłędnie pyszna. Jak na kogoś, kto nie jadał normalnie, gotowała wyjątkowo dobrze.
- Wiesz co Oscarze, tak sobie myślę…
- Tak? – wymamrotał, zajadając się jajkami.
- Moja dobra znajoma prowadzi w porannej telewizji program śniadaniowy. Wiesz, zaprasza różnych gości, rozmawiają, widownia zadaje pytania. Tak sobie pomyślałam, że mógłbyś kiedyś u niej wystąpić. Jako medium oczywiście. Jesteś w tym świetny – kolejny oszałamiający uśmiech, tylko dla niego.
- Właściwie czemu nie? – właśnie, czemu nie?
Dlaczego, oh dlaczego nie potrafił jej odmówić? Miał wrażenie że rozmawia z jej piersiami, z jej dumnie stojącymi piersiami, które go aż wołały, jak mógł im odmówić? Będzie tego żałował, na pewno, ale w tym momencie…
- Mógłbym, jasne.
- Cudownie! – klasnęła entuzjastycznie w dłonie, wstając z krzesła żeby włożyć kubek do zlewu. – Zaraz do niej zadzwonię…
- Czy to nie może zaczekać? – zapytał, również wstając i podchodząc do niej.
Objął ją od tyłu w pasie, pocałował w szyję. Zaśmiała się, odwróciła się do niego przodem, cmoknęła go szybko w usta.
- Jeszcze ci mało, mój ty czarowniku?
I chociaż wiedział, że to bardzo, ale to bardzo zła decyzja, decyzja wręcz fatalna w skutkach, położył dłonie na jej cudownie jędrnym tyłku i posadził ją na blacie. Po chwili stwierdził, że właściwie ta decyzja nie była aż tak bardzo zła, a gdy zaczęła szeptać mu do ucha co jeszcze mógłby z nią zrobić, był przekonany, że postępuje właściwie. Tak jak powinien.
A potem została na kolację.
***
- A teraz przed państwem… Oscar Diggs!
Pewnym wszedł krokiem na scenę, dłonią pozdrawiając klaszczącą publiczność, a samą prowadzącą przytulił i soczyście pocałował w policzek. Kilka dni temu, kiedy się poznali, od razu znaleźli wspólny język. Dlatego teraz poczuł się w obowiązku dobrze ją powitać.
- Oscarze, jak zwykle jesteś uroczo niepoprawny – zaśmiała się teatralnie, siadając na kanapie.
- A ty jak zwykle pięknie wyglądasz – łaskawie obdarzył ją uśmiechem, również siadając.
- Oscarze, nie jesteśmy tu po to, żeby rozmawiać o mnie. Zaprosiłam cię z innego powodu. Proszę państwa, Oscar zajmuje się… a może sam nam o tym opowiesz?
- Jak sobie życzysz. Jestem medium – skrzywił się nieznacznie na niepochlebny szmer przebiegający przez widownię. – Moi drodzy, nie lekceważcie tego. Pomogłem wielu osobom, które tak jak wy nie wierzyli w mój dar.
Wstał z kanapy, poprawił marynarkę. Wyjątkowo dobrze czuł się przed kamerą, chyba znalazł swoje powołanie. Jakby robił to od zawsze. Kilka kroków w przód, żeby zbliżyć się do widowni. Wskazał dłonią młodą kobietę w górnym rzędzie.
- Pani. Proszę, dajcie kamerę na tę kobietę – skupił się, obserwował.
Obserwacja była kluczem. Razem z czytaniem z ruchów ciała, nieistotnych dla innych. Dostrzegał to, czego nie widzieli. I dzięki temu wiódł prym w swojej dziedzinie. Był bezbłędny.
- Pani kogoś straciła. Jakiś czas temu, ale nadal to panią boli, mam rację?
- T… tak. Skąd pan… - zaskoczona kobieta pochyliła się w jego stronę.
- Jestem medium. To moja praca. Proszę nic więcej nie mówić… - podszedł w górę po kilku schodkach, stanął obok niej, złapał ją za rękę. – Ten pierścionek, jest dosyć stary, nie kupiła go pani, prawda? To pamiątka. Po matce… - jej twarz mówiła co innego. - … po babci. Po babci, naturalnie. Chociaż i matka nie czuje się najlepiej, martwi się pani, jest pani bardzo zdenerwowana, a pani babcia…
- Proszę, niech pan ją sprowadzi! Muszę jej powiedzieć, musi wiedzieć że mi przykro! Nie chciałam żeby umarła nie wiedząc, jak ją kocham!
- Ciii, skarbie. Spokojnie – zamknął oczy, uniósł głowę w idealnie wystudiowanej pozie. – Mary, moja droga Mary…
- Skąd pan wie…
- Cii, daj mi ją znaleźć… tak, jest, uśmiecha się. Wybaczyła ci, nie wiedziałaś że umrze po waszej kłótni, wie że ją kochałaś, ona ciebie też kochała, bardzo. – syknął cicho, kiedy ścisnęła boleśnie jego dłoń. – Jest szczęśliwa że nosisz ten pierścionek, prosi żebyś przekazała go swojej córce. I masz się nie martwić, taka jest kolej losu, starzy odchodzą, młodzi żyją… i prosi żebyś pilnowała matki, nie ufa jej lekarzowi, prosi żebyś znalazła innego…
Wyprostował się, otworzył oczy, potrząsnął głową. Widział to niedowierzanie w twarzach ludzi, to uwielbienie w oczach Mary, łzy. Wstała i uściskała go, mocząc mu ubranie. Trudno, sława wymaga poświęceń.
- Dziękuję, bardzo panu dziękuję!
- Nie ma za co, kochanie, jestem tu po to żeby ci pomóc – puścił ją, odwrócił się przodem do widowni. – Jestem tu żeby wam wszystkim pomóc!

- Oscarze, byłeś wspaniały! – Nikki biegła w jego stronę z rozwianymi włosami, na jej twarzy widział dumę. – Wiedziałam że to dobry pomysł, pomogłeś tylu ludziom, tak jak mi! Jesteś cudowny!
Gdy rzuciła mu się w ramiona objął ją, uśmiechając się. Owszem, był cudowny. A prowadząca nie była taką naiwną idiotką jak jej koleżanka i wcześniej pomogła mu w odstawieniu tego przedstawienia. Wiedział dokładnie kto gdzie siedzi, cała piątka została specjalnie wybrana, chociaż oczywiście nie mieli o tym pojęcia. Ludzie jednak uwierzą we wszystko co zobaczą na własne oczy. I dobrze, z czegoś musiał żyć. Sam producent był zachwycony i podpisał z nim kontrakt na kolejne dziesięć występów. Za takie pieniądze mógł robić to do śmierci, i rzucić pracę z klientem indywidualnym. Ale nie chciał. Za domowe wizyty liczył sobie równie sporo. Musiał przyznać, że Nikki na coś się przydała. Chociaż jeszcze kilka dni temu nie był do końca pewny czy ta cała telewizja to taki dobry pomysł. Teraz musiał zmienić zdanie.
- Nikki, Oscarze, tu jesteście.
Odwrócił się w stronę głosu. Szła do nich prowadząca, uśmiechała się promiennie, i sama go mocno uściskała.  Kolejna porcja piersi na jego torsie. Żyć nie umierać.
- Catherine, bez twojej pomocy nic by mi nie wyszło. I oczywiście bez Nikki, to jej pomysł – w jego głowie nagle zapaliła się czerwona lampka. – Moje panie, co powiecie na kieliszek szampana w moich skromnych progach? Musimy to uczcić…
***
Obudził go kac. I dzwonek do drzwi. I ból głowy. Przede wszystkim jednak dzwonek. Długi, głośny, wkurzający. Podniósł się z jękiem, wciągnął wypatrzone na parapecie bokserki na tyłek, na ramiona zarzucił szlafrok. Zawsze wisiał na krześle przy łóżku, idealnie pod ręką. Wtulił się w kolorowy jedwab, i rzucił szybkie spojrzenie na łóżko. Uśmiech sam wkradł mu się na usta kiedy zobaczył plątaninę włosów. Jasne, ciemne. Na białych poduszkach bardziej odcinały się te Catherine, a jasna grzywa Nikki stanowiła przy nich miły dla oka kontrast. Kolejny sygnał dzwonku. Z przykrością oderwał oczy od nagich kobiet, nie chciał ich budzić, więc w końcu musiał otworzyć.
Otworzył. I zamarł. W drzwiach stała dziewczynka. No, może nastolatka, miała jakieś siedemnaście lat. Tak na pierwszy rzut oka. Uniósł brew, ale był za bardzo zmęczony żeby się z nią kłócić, więc tylko otworzył szerzej drzwi i pozwolił jej wejść.
- Dzień dobry, nazywam się Dorothy Gale, widziałam pana w telewizji… - zaczęła, ale uciszył ją kładąc jej palec na ustach.
- Cii, dziewczyno. Daj mi najpierw wypić kawę. I aspirynę. Albo dwie.
Po kilku minutach siedzieli w jasnym salonie, on półleżąc na kanapie, ona strachliwie na samym brzegu fotela. W dłoniach kurczowo ściskał kubek z kawą jakby od tego zależało jego życie. I tak poniekąd było, chociaż wypite przed chwilą dwie aspiryny powinny pomóc same w sobie. Ale kawa to kawa, nie zamierzał z tym dyskutować.
- No więc, Dorothy Gale, co ty tu robisz? – zapytał, upijając  z kubka napój bogów.
- Jak mówiłam, widziałam pana wczoraj w tym programie, i chciałabym żeby mi pan pomógł.
- Pomógł? Jak?
- Widzi pan… moi rodzice zginęli kilka lat temu. Wiem że mam jakichś krewnych, opowiadali mi o ciotce Emily i wuju Henrym, ale niestety nic więcej nie wiem. Dlatego wychowuję się w domu dziecka. Chciałabym… chciałam prosić pana, żeby porozmawiał pan z moimi rodzicami i odnalazł moją rodzinę.
Cholera. Teraz dopiero się wpakował. Nie sądził, że rozgłos w telewizji może przynieść takie niespodziewane skutki. Co miał zrobić? Nie odmówi przecież dziecku… no, nie takiemu dziecku. Walorów mogła jej pozazdrościć niejedna dorosła kobieta… cholera, Oscar, skup się!
- Moje, ekhem, usługi, sporo kosztują… - może to ją odstraszy, warto spróbować.
- Domyślam się. Co prawda nie mam pieniędzy, ale… - pewnymi palcami rozpięła guzik w koszuli, i kolejny, i kolejny…
Zahipnotyzował go ten widok. I skrawek koronkowego biustonosza, który coraz bardziej wychodził na światło dzienne. Opanuj się, człowieku!
- Oscarze? – w drzwiach sypialni stanęła Catherine, obrzucając ich dwójkę ciekawym spojrzeniem. – Dlaczego samolubnie trzymasz ją tylko dla siebie?
- Ja… ja tak właściwie to… - wyjąkał, nie mogąc oderwać wzroku od rudowłosej nastolatki.
- Proszę, bardzo mi zależy, wiem że pan może mi pomóc – koszula poleciała na podłogę.
Catherine uśmiechnęła się, złapała dziewczynę za rękę i pociągnęła do sypialni.
- Pośpiesz się Oscarze, bo zaczniemy bez ciebie!
Poderwał się z kanapy, kubek z gorącą jeszcze kawą wylądował na podłodze, zalewając kremowy dywan. Nieważne. Zrzucił szlafrok, stanął w drzwiach sypialni. Serce mu stanęło na ładnych kilka sekund gdy zobaczył trzy nieziemskie niewiasty we własnym łóżku.
- Pomoże mi pan? – zapytała dziewczyna, rozpinając biustonosz.
- Oczywiście. Wspaniałomyślny Oscar spełni wszystkie twoje prośby...

Na Merlina pieprzącego Nimue. Myślę, że teraz mógłbym umrzeć. Jestem przerażony.**


*Cassandra Clare ''Kroniki Bane'a'', oczywiście ze zmienionym imieniem.
** Femme ''Londyński Pocałunek'', z dedykacją dla żony <3
No a w tytule podlinkowana pod nim piosenka, idealnie pasująca do Oscara. Nigdzie nie ma jej coveru w męskiej wersji :(
Tak jak ostrzegałam, notka wyszła dość niepoprawna (nie taki był zamiar, wyszło w praniu) i dłuższa niż się spodziewałam. Oscar poleje szampana każdemu, kto przez nią przebrnął. Mam nadzieję, że mimo wszystko, dobrze bawiliście się przy czytaniu, tak jak Skipper. No i jak ja przy pisaniu. Naprawdę, dawno nie pisało mi się niczego tak szybko i dobrze. Jeśli zepsułam wam dzieciństwo to bardzo przepraszam, ale Oscar jest niepoprawny, musiałam się dostosować. Kocham was słodziaki <3 
No i zapraszam kogoś po Dorotkę, ta notka to czysta fikcja, na pewno nic takiego się nie wydarzy między Ozem a nią w wątkach, ale chętnie przygarnę ją na bloga. I wszystkich innych z Oz. Chodźcie, będzie fajnie :3

8 komentarzy:

  1. Ej, a ja dostanę szampana za przedpremierowe czytanie? :D
    Dobra, moją opinię już znasz, ale może wreszcie mi się uda skomentować jakąś notkę jako pierwsza. xD
    Noteczka mnie rozwaliła. Oscar jest niepoprawny i to jego piękne myślenie nieco inną częścią ciała niż głowa mnie rozwala. ;) Dorotka też mnie rozwala, a już końcówka ze specjalną dedykacją dla mnie - miszczostwo. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tobie wiszę wino i torta, więc powiedzmy że jak już się to uda, dołożę też bąbelki :3 Będziesz usatysfakcjonowana?
      Twoja opinia jest najważniejsza, bo przecież ja wątpiłam w końcu czy publikować czy nie, więc to wszystko Twoja wina że notka się pojawiła w ogóle :D
      Oscar, jak już ustaliłyśmy, jest CZARujący i zdecydowanie nie myśli głową, oj nie ;)

      Usuń
    2. Może być, taki układ mi się podoba. <3
      Hahaha tak, biorę odpowiedzialność za Twoje szaleństwo. Chociaż jak sama wiesz ja mam spaczony gust i lubię zwariowane rzeczy. xD
      Ja stwierdziłam, że jest raczej "czarującym idiotą myślącym ch..." :D

      Usuń
    3. Już nie chciałam tak dosłownie cytować, chociaż oczywiście Twoje określenie jest bezbłędne <3

      Usuń
  2. O manio. Prawie przez całą notkę płakałam ze śmiechu, raz nawet poplułam się piciem. To co właśnie przeczytałam było po prostu znakomite. :) Lubię wreszcie oderwać się od jakichś smutasów i przeczytać coś takiego. Dorotka na końcu rozwala system, sam Oscar serwery rozwala jeszcze bardziej. XD Kocham go mocno, mocno. No i brawa za opisy, bo nie wszyscy potrafią pisać tak dobrze śmieszkowe opowiadania. :D Powtórzę po Skipper bo chyba inaczej się nie da — miszczostwo!

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak słodko niepoprawny ten Oscar! Ale Hakuś go rozumie XD Ten dawny Hakuś, sprzed ograniczenia zwanego miłością. Wracając. Notkę przyjemnie się czytało, wiesz e uwielbiam Twoje notki <3
    Och ale z tego Oscara krętacz, och jaki cudny krętacz. A jaki podatny na kobiece manipulacje i tak słodko przy ty zapomina własnego rozumu. Nic tylko rozczulić się i zaśmiać. Jestem wprost oczarowana ;) Co się dziwić, wszak czarownik. Wielki i potężny. Nie śmiem wątpić.
    Przy tym wypadł trochę na takiego Sherlocka ze spaczonym kompasem moralnym xD Nie ma to jak dedukcja wykorzystana dla własnych korzyści. Genialne wprost! Polejcie temu panu!

    OdpowiedzUsuń
  4. Fabulous notka, Mr. Diggs aka Bane! Nic dodać, nic ująć <3
    Przyznam się, że Dorotka mnie kompletnie zaskoczyła i ubawiła do łez!
    Przypomniał mi się pewien dowcip o męskim przyrodzeniu, ale nie powinnam się chyba tym chwalić :D Chociaż to notka +18, to można! Ps. Będzie po angielsku, bo śmieszniej serduczko
    Mam nadzieję, że z czasem dodasz więcej notek od super Oskarka i będziemy mogli się nimi zachwycać, jak tą tutaj!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak mówiłam, notka rozwala system. Zwłaszcza końcówka z Dorotką. xD Smok go nienawidzi za zmniejszanie populacji dziewic!

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.