piątek, 5 maja 2017

Captain Hook doesn't get cold feet


Jonesowych dramatów część dalsza.
Co tym razem? 
Przeczytajcie, a się dowiecie. 
Mniej smutku niż zazwyczaj <3
Miłej lektury.


 Kapitan Hak się nie boi. Te słowa powtarzał niczym cholerną mantrę odkąd tylko się obudził. Przez cały długi dzień. A był to chyba najdłuższy dzień w jego życiu. Wszystko przez te nerwy i komplikacje. Gdyby ten jeden, jedyny raz wszystko poszło po jego myśli. Świat byłby wtedy piękniejszy, a przecież tak być nie może. To też, jak zwykle, prześladowało go pasmo katastrof. Huckelberry już do tego przywykł i był w stanie wiele znieść. Nie mniej każde kolejne utrudnienie sprawiało, że coraz bardziej się stresował. Nic zresztą dziwnego, w takim dniu... Choć nie, on stresował się już na długo przed tym dniem. Przynajmniej się nie bał. Prawda? Kapitan Hak się nie boi. Nie bał się. Do tej chwili. 

Wszystko zaczęło się od głupiej kolacji. On myślał, że będzie tylko z Tytanią. Porozmawiają, ustalą szczegóły, ona trochę go wesprze i ogółem będzie bardzo przyjemnie. Jak się domyślacie stało się inaczej. Dlaczego? Może dlatego, że Tytania robi wszystko po swojemu i za nic wzięła sobie prośby Jonesa. Skończyło się więc na tym, że do stolika, przy którym siedział już Huck, dosiadły się dwie osoby. Pierwszą była właśnie "Dobra Wróżka" pirata, a drugą... Król Olch, Oberon Alder, cholerny elf o wydumanym mniemaniu o sobie. Jones o mało co nie opluł się wodą, gdy zobaczył szczerze znienawidzonego ojca swojej ukochanej. Jak się można spodziewać Oberon wyglądał w tamtej chwili na zdegustowanego. Bo przecież to takie ludzkie i beznadziejne, że Huck się zdziwił. Największa zbrodnia na świecie. Każdemu się zdarzy. Zresztą Huckelberry był gotów się założyć, że stojący przed nim król też nie raz opluł się wodą i wcale się tym nie przejmował. Naszła go też wielka ochota, by wyrazić to przekonanie na głos, ale spojrzenie Tytani go powstrzymało. Skoro już byli w trójkę, to nie było sensu wydziwiać i kombinować. W sumie to fakt, że znajdowali się w miejscu publicznym dawał mu przewagę. Wszak Oberon nie upokorzy się na oczach marnych ludzi po przez wyzywanie jednego z nich. No i jeszcze była z nimi Królowa Mab, która popierała Jonesa z całego serca. Tak przynajmniej mówiła. W takim razie nie było na co czekać.
Wstał ze swojego miejsca, powolutku, tak by Tytania i Oberon zdążyli na swoich usiąść. Czuł presję ich spojrzeń ciążących na jego osobie. Do czorta... Odchrząknął, pokiwał głową w zadumie i przygryzł wargę. Kapitan Hak się nie boi
- Chciałbym prosić waszą córkę o rękę. A was o błogosławieństwo -  oświadczył, szukając pociechy w ciepłym uśmiechu Tytanii. Co prawda ona nie była matką Lucy, ale za to była małżonką jej ojca. To wystarczyło. 
Nie ma co rozpamiętywać. Tamta kolacja miała wyglądać inaczej, ale w sumie wyszło na lepsze. To jedno. Choć fakt, że Tytania uparła się, by zrobić to tak, jak ona chciała, trochę go zirytował. Tysiąc razy ją prosił, by przygotowała męża na jego prośbę i żeby jego samego przygotowała na złożenie tej prośby. Tymczasem ona postanowiła rzucić go na głęboką wodę. Kochana "Dobra Wróżka". Grunt, że wszystko dobrze się skończyło. Może musiał znieść te nienawistne, pełne pogardy spojrzenia, ale ostatecznie otrzymał to, czego chciał. Kto wie czy nie tylko i wyłącznie dzięki obecności Tytanii. 
Będąc wciąż w temacie Alderów. ( Wszelcy bogowie na niebie i ziemi powiedzcie, że Oberon pozwoli córce przyjąć nazwisko Jones i nie będzie kombinował ze zmienianiem jej w Alderównę! ) W każdym razie. Hagen. Kolejny członek tej rodziny, do którego podejście Hucka jest... No.. Było lepsze. Potem wyszło na jaw kilka faktów, w bardzo nieprzyjemnych okolicznościach. Podsumowując Jones wolał się od nauczyciela łucznictwa trzymać na dystans. Nie mniej postanowił i u niego poszukać pomocy. Choć oznaczało to przyznanie się przed nim do swoich planów. Najgorsze było jednak, że Jones nie miał pewności, czy Hagen będzie w stanie mu w tej konkretnej kwestii pomóc. Nie mniej wybrał się do niego. Kapitan Hak się nie boi
W ten właśnie sposób doszło do obiecujące rozmowy. Nie obyło się bez pokazywania zawartości małego pudełeczka, bo przecież brat Lucy musiał koniecznie ocenić, co jego siostra włoży na palec. Tymczasem do głowy Jonesa przychodziły coraz nowsze, coraz bardziej uszczypliwe uwagi, których jednak nie wypowiedział na głos. Chwała niebiosom, że jego ukochana dzięki szlachetności Hagena uniknęła kazirodztwa. W innym wypadku Huck zapewne rzuciłby się na Aldera z chęcią skręcenia mu karku. Ale wracając. Rozmowa poszła raczej po przyjacielsku i wyszło na to, że Hagen załatwi Jonesowi jakąś małą orkiestrę i wyśle ją w umówione miejsce.
- Ale ani słowa Lucy. Nie może się domyślić. 
I wyglądało na to, że panienka Crale niczego nie podejrzewa. Mijały kolejne nudne dni, a ona zadomawiała się na Jolly Rogerze. Natomiast Huck chodził coraz bardziej zestresowany. Wszystko przez lampiony. Dochodziło jeszcze rozważanie nad ewentualną odmową, ale o tym starał się akurat nie myśleć. Natomiast o lampionach nie myśleć nie mógł. To one były pierwszym problemem. No. Jeszcze telefony od Tytanii z radami Oberona były upierdliwe. Jones wiedział, że to podstęp, by ich wysłuchiwał. Samego Króla Olch mógłby zwyczajnie zignorować, albo skutecznie uprzedzić do siebie na tyle, by się odczepił. Tytani urazić nie chciał w żaden sposób. 
- Pozwólcie mi się oświadczyć po mojemu - westchnął raz do telefonu i rozłączył się. Im więcej osób wiedziało o jego planach, tym więcej pojawiało się kłopotów. Z drugiej jednak strony Huck w pojedynkę nie był w stanie wszystkiego ogarnąć. Takie na przykład lampiony. 
Tak też o sprawie dowiedział się Peter. No bo kto będzie lepszy do załatwienia i rozwieszenia lampionów w powietrzu, jak nie dzieciak, który umie latać? Poza tym chyba akurat syn powinien wiedzieć o tym, że ojciec zamierza się oświadczyć... To też się dowiedział i wszystko było by cacy, gdyby Peter nie uznał, że wiedział o planach Hucka już dużo wcześniej. Skąd? Otóż znalazł pewne małe pudełko z pierścionkiem, gdy wpadł na Jolly Rogera w odwiedziny. Wredny statek. Zwykle utrudnia przybyszom odnalezienie cennych rzeczy, a tym razem poprowadził Petera prosto do pierścionka zaręczynowego! Nieprawdopodobne. Odkąd tylko Jones kupił to małe cudo, jego statek zachowywał się dziwnie. Jakby był niezadowolony, wściekły i obrażony. Aż dziw, że samej Lucy do pierścionka nie doprowadził. 
W każdym razie na wieść o tym, że Peter od tak znalazł to małe cudo, Huck zaczął je nosić stale przy sobie. Choć do obawy o ewentualną odmowę doszła obawa o to, że Lucy już pierścionek widziała. Może po prostu nic nie powiedziała o swoim odkryciu? Od tamtej chwili spokój na dobre opuścił Huckelberry'ego. Rozwiązał się za to problem lampionów, bo po kilku próbach wymigania się, Peter obiecał sprawę ogarnąć. Potem oczywiście Jones otrzymał kilka smsów, że wszystko spłonęło i tym podobnych. Kochany synek uważał to za bardzo zabawne. Bo przecież kto by się przejmował zaręczynami? Tylko jakiś idiota. Ten sam sentymentalny idiota, któremu zależało na błogosławieństwie rodziciela swojej wybranki. 
Potem, jakby mało było tych zmartwień, przyszła pora na rozmowę z Lucy. I na kłamstwo. Huck naprawdę nie lubił jej okłamywać, to nie było nic przyjemnego. Kochał swoją nimfę ponad życie i pragnął tylko jej szczęścia. Potwierdzała to chęć oświadczyn. Nie mniej nie miał wyboru. Wszak chciał wielkiej niespodzianki, wielkiej chwili, magii i innych cudowności. 
- Rozmawiałam z Mordredem ostatnio... Pamiętasz go? Przedstawiłam was sobie na tym obiedzie... - zaczęła, a jej błękitne oczy uporczywie się w niego wpatrywały.
- Aye. Pamiętam, honey.
- Powiedział mi, że spotkałeś się ostatnio z Tytanią i Oberonem. 
No i masz babo placek. Wpadła na trop. Hucka sparaliżowało. Kapitan Hak się nie boi.
- Aye...
- Po co? 
Wzruszył ramionami, mając nadzieję, że wypadło to w miarę naturalnie. Nie mógł jej przecież powiedzieć o prośbie o błogosławieństwo! Och Mordred, dlaczego?! Skąd on w ogóle wiedział? Jakoś Jonesowi nie chciało się wierzyć, że Tytania albo Oberon od tak sobie opowiedzieli Mordredowi o ich spotkaniu z Huckiem. To było by bez sensu.
- Po nic. To był przypadek. Zatrzymałem się w restauracji na kawę, a wtedy weszli oni. Zobaczyli mnie i się przysiedli - skłamał z uśmiechem i pocałował Lucy w policzek. Podejrzliwość jednak nie zniknęła z jej lica, więc Jones czym prędzej się ulotnił. Jak tak dalej pójdzie, to ukochana zacznie snuć jakieś niebezpieczne podejrzenia. Kto wie, co może wtedy wymyślić. Miał tylko nadzieję, że ufa mu na tyle, by samej siebie podejrzeniami nie krzywdzić.
Na szczęście kolejne przedsięwzięcie poszło gładko. Tym razem rozchodziło się o rozmowę z Margot, szefową Lucy i... być może niedługo też jego. Ale wracając. Huckelberry poprosił ją, by następnego dnia przetrzymała kochaną Crale w pracy przed godzinami otwarcia, a potem puściła ją z nim. Wytłumaczył przyczyny takiej prośby i okrasił je szerokim uśmiechem. Musiał zająć czymś ukochaną w czasie, gdy będzie dopinał resztę przygotowań i koniecznie musiał mieć ją wolną w godzinach zachodu słońca. To miała być magiczna i wyjątkowa chwila, która zapadnie w pamięci im obojgu. Dzięki więc niebiosa, że Margot się zgodziła. Choć przy okazji Huck raz jeszcze musiał powtórzyć, że poważnie przemyśli przeniesienie się do jej lokalu. 
- Żeby pilnować narzeczonej. 
- O ile się zgodzi. 
W odpowiedzi dostał tylko spojrzenie, które wyrażało więcej niż tysiąc słów. Czyżby Lucy opowiadała o nim z tak wielką namiętnością, że ich miłość była teraz oczywistością? A może wychwalała jego urodę? Tak, urodę na pewno, ale to chyba nie o to chodziło Margot. Skąd niby ona mogła mieć pewność?! Za dużo pytań i zbyt mało odpowiedzi. 

No i nadszedł ten dzień. Dzień sądu. Dzień ostateczny. Dzień, w którym miał się oświadczyć miłości swojego życia. Okropny, przerażający dzień. Kapitan Hak się nie boi. Po otworzeniu oczu powtórzył to chyba z dziesięć razy za nim w ogóle wstał z łóżka. Wszystko miało się rozstrzygnąć w ciągu najbliższych godzin. Jeszcze tak wiele było do zrobienia. Musiał przygotować kilka rzeczy, a to oznaczało pokonanie kilka razy sporego dystansu, ale przecież było warto. Nawet jeśli pierwszym, co go powitało po przebudzeniu było kilka wiadomości na telefonie, których nie miał ochoty czytać. 
Pierwsza była od Tytanii. Kolejne rady od Oberona, kilka ostrzeżeń i życzenia powodzenia. Wszystko to zakończone gwarancją milczenia i prośbą o to, by jako pierwsza dowiedziała się o przebiegu wszystkiego. Całokształt mimo wszystko wywołał na twarzy Jonesa uśmiech. Tak samo jak kolejna próba przestraszenia go ze strony Petera. Ileż razy lampiony mogły spłonąć? Tym razem wiadomość od syna różniła się jednak paroma rzeczami. Po pierwsze życzeniami powodzenia, kilkoma słowami dodającymi otuchy i zapewnieniem milczenia. Do tego obietnica zawieszenia ostrożnie wcześniej wspomnianych lampionów i to już za chwilę. Czyli wszystko szło dobrze. Tak samo ze strony Hagena, który smsem wysłał Huckowi nazwę wybranej orkiestry i obiecał, że ta pojawi się o czasie w odpowiednim miejscu. Plus życzenia powodzenia. Na tym skończyły się pozytywy.
Kolejna wiadomość informowała o niepowodzeniu. Przyszła od Szczerbatka. A więc Drake. Miał on pomóc Jonesowi z ubraniami na ten dzień. Znaczy się Huckleberry oczekiwał tylko tego, że smok odda mu jego płaszcz. Pożyczył mu go na jakąś tam wydumaną okazję i do tej pory nie dostał z powrotem. To byłby dobry płaszcz żeby się w nim oświadczyć. Niestety Drake pisał, że Burton pilnie go potrzebuje, a z tego względu nie jest w stanie pojawić się u Jonesa. No przecież, bo są rzeczy ważniejsze od oświadczyn. Nie mniej nie było to wielką katastrofą. Tylko mała niedogodność. Wdech, wydech i po kłopocie. Trzeba było wybrać inny płaszcz. Na szczęście Huck nie należał do osób zakompleksionych. Ubrał się w miarę szybko i podsumował to typowymi dla siebie słowami.
- Piekielnie przystojny. Jak zawsze.
Potem jeszcze zerknął na list, który napisał już kilka dni temu. Wciąż nie miał odwagi go wysłać, choć bardzo tego pragnął. To był list do Davyego, do jego brata. Opowiadał całą historię Hucka i Lucy odkąd trafili do Fabletown. Informował o planach młodszego Jonesa. Błagał o błogosławieństwo brata. Huckelberry tak bardzo tęsknił za Davidem, tak bardo mu go brakowało. Chciałby bratu zwierzyć się z wszelkich wątpliwości i nadziei, twarzą w twarz. Ale za bardzo się bał, dlatego napisał lis. Teraz jednak nie był pewien, czy chce go wysłać. Na szczęście ostatecznie chwycił kopertę i wpakował do pierwszej napotkanej skrzynki pocztowej. I po bólu.
Jeżdżenie na plażę i z powrotem niezwykle mu się dłużyło. Ręka mu drżała, a każdy kolejny ruch sprowadzał do jego głowy wątpliwości. Skupiały się one wokół osoby Amary, która otwarcie twierdziła, że Huck nie jest odpowiednią partią dla Lucy. Gmerając w pamięci Jones stwierdził, ze podczas ich ostatniego spotkania Kobyłka wyraziła się dość jasno i że jej opinia tyczyła się konkretnie oświadczyn. Dokładnie tego, że pirat nie powinien się na nie porywać, bo usłyszy odmowę. Na pewno usłyszy odmowę. Dopiero tego dnia Huck zdał sobie sprawę, że dziwnym było, iż Amara o planach oświadczyn wiedziała. Chociaż uwzględniając sms z rana... Drake porzucił pomoc Jonesowi na rzecz Burtona, który był bardzo blisko z Amarą. Czyżby o planach Jonesa wiedziało już pół dzielnicy? Pięknie. Obietnice milczenia na niewiele się ostatecznie zdają. Mimo to postanowił się nie przejmować. Kapitan Hak się nie boi
Dopiero wtedy przyszła pora na prawdziwe katastrofy. Zaczęło się od spotkania Aurory. Huck wciąż pamiętał jaką rozkapryszoną księżniczką była ta dziewczyna i nadziwić się nie mógł tym, kim została. Choć w tamtej chwili nie miało to znaczenia. Pragnął tylko od niej uciec, by nie musieć tłumaczyć jej, że tamto z przeszłości, to nie było nic na poważnie. Głupie zauroczenie i tyle. Łatwo powiedzieć. No hej, dawno się nie widzieliśmy. Kiedyś uważaliśmy, że się uwielbiamy, ale wiesz... muszę już spadać, bo idę oświadczyć się mojej prawdziwej miłości. Jasne. To też wyszło, jak wyszło. Trochę się zakręcił, trochę się wymigiwał, a ona posłała mu uroczy uśmiech. Och jakże on chciał wtedy uciec. Nawet prawie mu się udało. Przeprosił, obiecał się odezwać i szybkim krokiem zaczął się oddalać.
- Hak!
- Śpieszę się, naprawdę. Przepraszam.
- Hak czekaj!
- Odezwę się Auroro!
- Hak! Ty idioto, czekaj!
- Innym razem!
- Zgubiłeś coś! 
Nie miał wyboru, musiał się zatrzymać. Sprawdził kieszenie i wtedy dopiero zrozumiał. Kapitan Hak się nie boi. Odwrócił się do niej z głupim uśmiechem i powolutku się zbliżył. Aurora wcisnęła mu w dłoń pudełko, jakby nie wiedząc, co zawiera i przytuliła go. Potem się rozeszli, a on miał przedziwne wrażenie, że tym uściskiem dziewczyna życzyła mu powodzenia.

Wreszcie był na miejscu. Na plaży przy łódce, a ona wysiadła właśnie z samochodu i zbliżyła się do niego. Wyglądała prześlicznie, jak zawsze. Uśmiechała się. Odwzajemnił uśmiech i dłonią wskazał na łódkę. Lucy posłusznie zajęła miejsce w środku, a on zepchnął szalupę na wodę i sam wskoczył do środka. Z jedną dłonią wiosłowanie nie było takie proste, ale ukochana nimfa przyszła mu z pomocą i niebawem wypłynęli dostatecznie daleko, by ujrzeć lampiony. Dookoła zapadła powoli zmrok, słońce praktycznie dotykało horyzontu. Było idealnie.
- Co to za milczenie? - odezwała się wreszcie jego ukochana. - Tajemniczy liścik zostawiony u mojej szefowej, a teraz nic nie mówisz. Sam to zorganizowałeś? Jest ślicznie. Lampiony, zachód słońca i my na łódce.
- Aye. Chciałem sprawić ci przyjemność.
- Udało ci się.
- To zostaniemy tu aż słońce zajdzie!
I zostali. Śmiejąc się, żartując, zaczepiając nawzajem. Cały stres i wcześniejsze zmartwienia wreszcie opuściły Jonesa, choć poziom adrenaliny niezwykle mu skoczył. Zbliżała się chwila. Wtedy jednak Lucy postanowiła pobawić się inaczej. Ujęła jego dłoń i zaczęła ściągać mu pierścienie. On głupi zareagował śmiechem. Łąbądek przymierzała po kolei każdą z błyskotek, a potem mu je oddawała. Oprócz jednego.
- Lucy, oddaj - zaśmiał się po raz kolejny.
- Nie mogę go zatrzymać?
Idiota. Inaczej się tego nazwać nie dało. Zupełnie nie zwrócił uwagi na to, na który palec Lucy założyła pierścień. Nie chciał tego zauważać. Jego myśli zajęte były czymś zupełnie innym. Wszystkie mięśnie miał spięte na myśl o powrocie na brzeg. To miało się stać tam.
- Nie, honey. Tylko ktoś o nazwisku Jones może nosić ten pierścień na palcu - stwierdził lekko.
Nawet się nie zastanowił, nawet nie pomyślał. Tymczasem Lucy drgnęła i wbiła spojrzenie swoich pięknych, błękitnych oczu w jego twarz.
- Hak, czy ty właśnie?...
Zaśmiał się. Co on właśnie zrobił? Co on powiedział? Idiota.
- Nie, honey. To nie były oświadczyny - powiedział, a serce pękło mu na pół.
Jak mógł wszystko zepsuć w tak głupi sposób? Lucy odchrząknęła i ściągnęła pierścień z palca. Oddała mu go w milczeniu, a on wsunął go na palec. Miał już coś powiedzieć dla rozluźnienia atmosfery, gdy oboje usłyszeli cichy plusk. Gdzieś tuż obok łódki w pobliżu Jonesa. Tym razem szybciej pomyślał o tym, by sprawdzić kieszenie. Nie było pudełka. Czy naprawdę jednego dnia może zdarzyć się tyle katastrof?
Bez namysłu wstał.
- Zostań tu - nakazał i wskoczył do wody.
I od razu zobaczył spadające w głębie pudełko. Jeszcze miał szanse. Jeszcze mógł je uratować. Przecież to był idealny pierścionek! Ona by go pokochała! Przecież nie mógł od tak... zatonąć. I nie zatonął. Na ostatnim dechu, bliski omdlenia, Huck chwycił pudełko i skierował się ku powierzchni. Kolejna katastrofa została zażegnana, choć on był przemoczony, a Lucy przerażona.
- Idiota! Co było tak ważne, że musiałeś skoczyć?!
Nie odpowiedział. Wgramolił się do łódki i zabrał do wioseł. Była najwyższa pora wracać. Po drodze atmosfera odrobinę się rozluźniła. Nawet udało mu się rzucić jakimś żartem, który ją rozbawił. Sytuacja powoli się normowała. Ale przecież nie mogło być tak idealne. To też na niebie pojawiły się deszczowe chmury, a niebawem Huck i Lucy poczuli na skórze pierwsze krople. Gdy wysiedli na plaży, rozpadało się na dobre. Jones był załamany. Przypływ, o którym cholerny idiota nie pomyślał i deszcz całkowicie zmyły z piasku jego dzieło. Mianowicie serce, w którym wypisane były te słowa. To pytanie.
Został tylko stolik, dwa krzesła. Szampan i kwiaty. Na które spadały teraz tony wody. Orkiestry ne było widać. Albo Hagnen zawalił, albo grajkowie uciekli przed ulewą. Jones westchnął ciężko i odwrócił sie do drżącej z zimna ukochanej. Za jej plecami widział niknące światło słońca.
- Miało to wyglądać inaczej. Oznajmił.
Potem ściągnął wszystko ze stolika i uśmiechnął się do niej. Miała być muzyka. Miała być piosenka. Trudno. Niech się już do końca upokorzy.
I zaczął śpiewać. A potem z rozpędu wskoczył na krzesło i na stół. Obrócił się kilka razy, wciąż nie przestając śpiewać. Nakręcał go słodki chichot Lucy. Jego wygłupy najwyraźniej wynagradzały zimno i deszcz. Zakręcił się więc raz jeszcze i na koniec piosenki zeskoczył ze stolika. Zeskoczył i kleknął w mokrym piachu. Sięgnął do kieszeni.
- To po to skakałem z łódki - oznajmił i wyciągnął pudełko w jej stronę.
Wtedy właśnie przeszedł go dreszcz. Okropny dreszcz. Kapitan Hak się nie boi. Nie bał się. Do tej chwili. Teraz całe jego szczęście zależało od jednego słowa. Od jej reakcji. Pytanie czy chciała tego samego co on. W końcu nie znali się długo. Kilka dni w baśniowej krainie i kilka dni w Fabletown. Po za tym te wszystkie kłótnie, przez które przeszli. Czy ona będzie chciała poślubić potwora?
Otworzył pudełko, ukazując Lucy śliczny pierścionek.
- Lucy Crale. Wyjdziesz za mnie?


--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam za wszelakie wykorzystanie postaci bz spytania o zgodę. 
Gratuluje wszystkim, którzy przeczytali całość <3 
Ha ha! Pisałam sama i notka nie jest smutna! Sukces.
W każdym razie ściskam wszystkich i zapraszam na ślub XD 
Znaczy się o ile Lucy powie tak
Kundelku. Ty wiesz, że cię kocham <3 Ta notka jest przede wszystkim dla ciebie. 
I dla mnie, ale trochę to samolubnie tak pisać :3 
Pozdrawiam każdego wymienionego w notce i dziękuje za pomoc w przygotowaniach do oświadczyn ;) XD <3 

THE END

40 komentarzy:

  1. Oh, nie wierzę że jestem pierwsza! Kocham wszystkie Twoje notki, a tą najbardziej, bo w końcu jest pozytywna ;) Nie mogę doczekać się ślubu. Bo będzie, prawda? ;)
    Tak cichutko tylko się upomnę, że miałam być druhną. Co prawda byłam jeszcze wtedy kobietą, ale podejrzewam że Oscar w sukience będzie wyglądał równie oszałamiająco co panna młoda :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mam nadzieję, że ślub będzie! Musi być, przecież po to to całe zamieszanie. Tylko jeszcze Lucy musi odpowiedzieć. Ale to tylko formalność, prawda? Ona nic nie wywinie i nie będzie chciała... "czasu, żeby to przemyśleć"? XD
      Dzięki wielkie za miłe słowa <3 Cieszę się, że lubisz moje notki, to wiele dla mnie znaczy ^^
      I oczywiście coś trzeba wymyślić w kwestii druhnowania XD Choć nie mam pewności, czy Oskar w sukience to dobry pomysł. Przecież nikt nie może wyglądać równie oszałamiająco co panna młoda. To w końcu będzie jej dzień. Jak już powie to tak.

      Usuń
    2. Ekhm, druhną to będzie Hagen, bo w końcu braciszek i równie słodka blondyneczka co jego siostrzyczka xD
      Za to Oscara trzeba wciągnąć w nasze plany wieczoru kawalerskiego xD

      Usuń
    3. No dobra. To Oscar może zostać kimś kto przyniesie, wyniesie, pozamiata. I tak będzie ubrany najlepiej na tym weselu (oprócz Lucy) ;)
      Ooo, a co Ty skarbie za wieczory kawalerskie kręcisz? Na pewno z Oscarem się pojawię :D

      Usuń
    4. Ja tam się boję o ten wieczór kawalerski, bo Lucy to mnie za to zabije xD <3 Ale co tam! Raz się żyje :3

      Usuń
    5. Tak, Hagen organizuje wieczór kawalerski, więc przydałby się Oscar do pomocy. Bo jeśli pomagać będzie smok to wtedy na pewno Lucy nas zabije. :D

      Usuń
    6. Piszę się na to, oj będzie się działo :3 Ooo, wiem! Oscar wyskoczy z tortu, dobrze? I załatwi im tancerki, ma układy z Gothel ;)

      Usuń
    7. O! Piękna wizja :D
      A od Lucka weźmiemy piekielny samogon, żeby się upić xD

      Usuń
    8. Whoa zapowiada się fajna zabawa :D Tylko mnie nie pokiereszujcie XD Muszę jakoś na następny dzień przysięge złożyć! <3

      Usuń
    9. Spokojnie, odstawimy Cię na czas :)
      O ile dalej będziesz wolał Lucy po tym jak zobaczysz samego Wielkiego Oza w kusej spódniczce!

      Usuń
    10. O rany, przerażają mnie wasze plany xD Żebym ja tylko Huckelberry'ego nie musiała w Bangkoku szukać... xD <3

      Usuń
    11. Spokojnie, nawet jeśli zmienisz zdanie to ślub i tak będzie ;)

      Usuń
    12. Hahaha, o zmianie zdania nie ma mowy <3 xD

      Usuń
    13. To jest tru luv! Takze nikt tu nie myśli o zmianie zdania! <333

      Usuń
    14. No i dobrze. W końcu bez powodu Oscar nie wciskałby się w hawajską spódniczkę :D

      Usuń
  2. To się w końcu musiało stać. Nie wiem, czy królik jest dobrym materiałem na męża, ale Hak z pewnością. Notka jest świetna i bardzo szybko/przyjemnie się ją czyta. Mam nadzieję, że kolejna będzie już weselna i nie zapomnicie zaprosić Amary. Może nie jest ucieszona tym faktem, ale obiecuję, że nic nie zepsuje! Może nawet ofiaruje coś tęczowego w prezencie!
    Ps. Jeśli chcesz uchodzić za groźnego pirata, to kompletnie ci to nie wychodzi <3
    Ps. part 2 Wspominałam już, że jesteście moją ulubiona parą na Fable?
    No i oczywiście życzę wam wytrwałości i dużo miłości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ba, że musiało! To było nieuniknione!
      Dzięki za wszystkie miłe słowa <3 Oczywiście, że Amare zaprosimy na ślub ( najpierw jednak Lucy musi powiedzieć tak XD ). Zwłaszcza, że obiecujesz i Amarą nic nie popsuje! :3 Ale o nie! Tęczowe prezenty xD
      Ech. Nie wychodzi mi bycie groźnym piratem :< Jak to tak.
      I jej! :3 Naprawdę jesteśmy twoją ulubioną parą na Fable? Jak miło <3

      Usuń
  3. Cześć,tak sobie czytam, czytam i nie wierzę... Hakuś się żeni :D No jestem w pozytywnym szoku, już pomijając to, że notka jest pozytywna i uśmiechnąłem się pod nosem widząc szczęście innych (taka...no może nie dusza...ale z cała pewnością jakiś pierwiastek romantyka mi się włączył). Nie wiem czemu, ale myślałem w pewnej chwili, że gdzieś tam pojawi się pijany Lucek, który mówi że Hak planuje zmieniać stan cywilny...albo że...a sam nie wiem xD Że chociażby może ten muł gdzieś się tam pojawi :D
    A tak poza tym to naprawdę bardzo fajna notka :)

    PS. Gdybyście potrzebowali alkoholu na wesele to zapraszam do Lucjana, coś tam pewnie znajdzie ;)
    No i szczęścia od całej piekielnej rodzinki :D No i od Bogusia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano tak ^^ I haha! Skoro w Lucyferze jestem wstanie namiastkę romantyczności włączyć to jest z czego być dumnym :> Muszę też przyznać, że były, oj były rozważania jakby tu Lucka wkręcić w to wszystko,ale jakoś żaden pomysł mi nie podszedł :/ A o mułach nic nie chcę słyszeć! xD
      Chociaż wiesz co... Ja podejrzewam, że orkiestra się nie pojawiła, bo to Lucek ich rozpił. A jako wynagrodzenie zostawił tego szampana! O! I to jest head canon XD <3
      I dzięki wielkie za wszystkie miłe słowa <3
      Oooo :3 Mamy dostawcę alkoholu na weselicho, choć najpierw Lucy musi powiedzieć tak XD

      Usuń
    2. A ja tak myślę, że ślub powinien się odbyć w kościele lucjanizmu, a Lucyfer powinien udzielić wam tego świętego sakramentu razem z błogosławieństwem wódką. Nie sądzicie, że to byłoby piękne? ;)

      Usuń
    3. To jest dopiero wizja :D Trzeba to na poważnie przemyśleć! XD

      Usuń
    4. To jest myśl! Aż nawet chyba rozpatrzę poważniej opcję z tym kościołem xD
      Pierwszy kościół w historii Fable (jeśli sie mylę to mnie poprawcie), który powstanie specjalnie dla Haka i Lucy (oraz żeby spełnić chore ambicje Lucjana...ale o tym cii...)
      Oraz muszę powiedzieć, że Lucjan z chęcią udzieli sakramentu małżeństwa, Will przyniesie jakiś piękny prezent ślubny...a Ivan kupi młodej parze podróż poślubną do Rosji na Krym, albo gdzieś gdzie będą chcieć :D

      Usuń
  4. Katastrofa idealnie w stylu Haka. :D
    Za to noteczka urocza. Uśmiałam się ze szlachetności Hagena, zdegustowania Oberona, smoka, który zawsze coś odwali (i chyba spełnia się w zabieraniu garderoby komu się da), no i rzecz jasna Hakusia, który wcale się nie boi i jest bardzo dzielnym, groźnym piratem. :)
    Uroczo, wesoło i czekam na ślub! Hagen będzie piekna druhną, a Davy na pewno się pojawi niczym Maleficent xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez katastrofy by się nie obyło XD Bo przecież nie mogły być to śliczne, piękne, romantyczne oświadczyny. Nieeee.... To nie w ich stylu.
      I Hakuś est dzielnym, groźnym piratem! Arrrr! Kapitan Hak się nie boi! X"D
      Nie wątpie, że Hagen będzie piękną druhną. Niechże tylko panny młodej nie przyćmi! A ja już czekam na wielkie wejście Davyego XD <3 To będzie idealne, piękne i katastroficzne za razem. Nie może braciszka zabraknąć na takim wydarzeniu. Zwłaszcza, że list informujący o planach Hakusia już poszedł! {:

      Usuń
  5. Wariatka, po prostu wariatka! xD ;*
    Tyle tu cudnych katastrof, że nie wiem, od czego zacząć z pochwałami! Oczywiście to, że jakieś katastrofy musiały się wydarzyć, to obowiązkowe! :D Chyba taki już nasz los i od tego nie uciekniemy xD
    Oberon i jego wymowne spojrzenie – już nie mogę się doczekać komentarza Annabel <3 Cudowne gościnne wystąpienia!
    Hahaha, i jeszcze nasz pomysł z pierścionkami Haka, pięknie po prostu! <3 Idealne podsumowanie naszych głupich faz i pomysłów! :D
    To chyba najcudowniejsza blogowa niespodzianka, jaka mnie tu spotkała :D Zuzajs, jesteś cudowna, kocham cię jeszcze bardziej! xD <333

    Ok, do rzeczy, bo milczenie Lucy może wydać się podejrzane xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeprowadzka na Jolly Rogera wcale nie była trudna. Lucy nie miała wielu rzeczy, a to, co zajmowało najwięcej miejsca, spoczywało w garderobie Moonriver Burlesque. Nie musiała też specjalnie długo się nad wszystkim zastanawiać. Kochała Haka, a już kiedyś trochę czasu spędziła na Rogerze, choć w zupełnie innym świecie, i takie życie w cale jej nie przeszkadzało. Ba! Było wręcz idealnie! Od razu zapomniała o szarości i beznadziei Fabletown, bo znów mogła poczuć delikatnie kołyszący się pokład pod stopami.

      Wtedy pojawiły się pierwsze komplikacje. Hak od kilku dni zachowywał się dość osobliwie. Najchętniej określiłaby to słowem „dziwacznie”, choć w rzeczywistości przychodziły jej do głowy o wiele gorsze skojarzenia. Bo zmienił się od kiedy ona zamieszkała na jego statku na stałe. Poważnie martwiła ją ta zmiana. Czy to możliwe, że nagle się rozmyślił? Może jednak jej obecność zaczynała mu przeszkadzać? Może znów wszystko działo się zbyt szybko? Tego nie wiedziała. Wiedziała jedynie, że znikał gdzieś nad ranem i dostawał tony smsów dziennie. Nie miała zamiaru ich po kryjomu sprawdzać, nigdy by mu tego nie zrobiła. Postanowiła jedynie znaleźć odpowiednią chwilę, by z nim porozmawiać. Kolejna poważna rozmowa. Cudownie. Wcale nie cieszyła jej ta perspektywa.
      Ale nimfy nie płaczą.

      Z każdym dniem było coraz gorzej. Miała nawet wrażenie, że zaczął jej unikać i to bolało ją najbardziej. Huck snuł się po kajucie, myślami będąc gdzieś daleko. Czasem nie słyszał jej pytań i dopiero po trzecim powtórzeniu tego samego otrząsał się z letargu. Pytała, wzdychała, zamartwiała się, ale ten usilnie twierdził z głupim uśmieszkiem, że wszystko jest w najlepszym porządku. Dopiero Mordred uświadomił ją, że dzieje się coś naprawdę niepokojącego.
      - Widziałem Haka w restauracji, razem z Tytanią i Oberonem – oznajmił jej pewnego dnia, najwyraźniej równie zbity z tropu, co ona. Wystraszyła się, nie na żarty. Rozmawiał o niej z jej ojcem… Skarżył się, może chciał, by Oberon z nią o czymś porozmawiał. Co innego mogłoby skłonić pirata do rozmowy z królem elfów? Oh, miała pustkę w głowie i zbierało jej się na płacz.
      Choć nimfy przecież nie płaczą.

      Potem jeszcze głupie, niezrozumiałe zaczepki ze strony Petera i uśmieszki jej szefowej. Czym sobie na to zasłużyła? Czy działo się coś, o czym nie wiedziała, czy już kompletnie ześwirowała? Została jej już tylko rozmowa z Huckelberrym. Podpytała, dodając, że Mordred coś widział, coś wiedział. Jones jednak wymigał się opowiastką o przypadkowym spotkaniu Tytanii i Oberona, i tyle go widziała. Beznadzieja goniła beznadzieję i chyba nic nie było w stanie poprawić jej nastroju.

      A jednak, w klubie czekał na nią liścik. Zaproszenie od Haka, wyznaczona godzina i miejsce. Oczy jej zabłyszczały. Może dotarło do niego, że ostatnie dni nie należały do udanych i postanowił ją przeprosić? Nie zastanawiała się długo, przebrała, opuściła Moonriver i już chwilę później była na plaży. Łódka, kilka wspólnych chwil na wodzie, zachód słońca i piękne lampiony. Mogło być cudownie, idealnie gdyby Hak znów nie milczał. Musiała coś zrobić, by nie zwariować. Rzuciła kilka żartów, potem zabrała mu wszystkie pierścionki. On tego nie lubił, a ona lubiła go denerwować. I tak zawsze kończyło się śmiechem, więc czemu nie tym razem? W końcu oddała wszystkie prócz jednego, co miało być wspaniałym żartem. A ten z rubinem zawsze podobał jej się najbardziej.

      Usuń
    2. Nie, honey. To nie były oświadczyny. Pobladła, by po chwili spalić się ze wstydu. Jej serce drgnęło, a potem jakaś niewidzialna dłoń ścisnęła je niewyobrażalnie mocno. Jego słowa zabrzmiały tak poważnie, że była niemal pewna, że za moment po prostu oznajmi, że z nimi koniec. A potem coś wpadło do wody. Lucy nie zdążyła nawet otworzyć ust, bo Hak rozejrzał się z przerażeniem w oczach i wyskoczył z łódki. Co było tak ważnie, że postanowił tak desperacko to wyłowić? Tego nie dowiedziała się przez całą drogę powrotną na plażę. Niemal na zawołanie i chyba odczytując jej dzisiejszy nastrój – z nieba spadł deszcz. W ułamku sekundy zrobił się niemiłosiernie zimno, a ona trzęsła się jak galareta. I dopiero po chwili dostrzegła stolik tkwiący na piasku i zamrugała nerwowo. Krzesła, kwiaty i szampan. Nic z tego nie rozumiała. A może już rozumiała?

      I wtedy zaczął śpiewać. Wydurniał się jak dzieciak, wskakując na krzesło i stół. Otworzyła szerzej oczy, nie wierząc w to, co widzi. I w końcu roześmiała się, po raz pierwszy od kilku dni rozbrzmiał jej wesoły, szczery śmiech. Hak całkowicie ją rozbroił, zawsze przychodziło mu to z łatwością, choć takiego przedstawienia jeszcze nie doświadczyła. Takie przeprosimy mogła przyjmować codziennie.
      Skończył, uklęknął, wyjął z kieszeni małe pudełeczko. On chyba zwariował, przeszło jej przez myśl. Zanim jeszcze cokolwiek zdążył powiedzieć, na już dobrze wiedziała.
      Lucy Crale. Wyjdziesz za mnie?. Zakręciło jej się w głowie. Teraz wszystko już rozumiała, szczególnie własną głupotę i niedomyślność. Jak mogła pomyśleć, że…
      - Czy ty chcesz powiedzieć, że… - przełknęła ślinę, zamrugała, a serce niemal wyskoczyło jej z piersi – Boże, Huck… Chcesz powiedzieć, że chcesz spędzić resztę życia z kimś takim jak ja…? Z taką nieodpowiedzialną, zdradziecką nimfą…? Z moimi humorami i problemami…? Ty samobójco…
      Jak zawsze, z jej ust wyleciał potok niepotrzebnych słów. Padła na kolana tuż przed nim, trochę nieplanowo, po prostu kolana same się pod nią ugięły. Znowu, choć tym razem w piasku, a nie w śniegu.
      - Tak, mój cholerny piracie! Oczywiście, że tak!
      Oj tak, byli siebie warci. Dwie zagubione dusze w okropnym Fabletown. Czyż mogłoby to skończyć się inaczej? Rozpłakała się jak małe dziecko. Nimfy przecież nie płaczą, prawda?


      [P.S.: Ludzie, wybaczcie, że to tyle trwało i trzymałam was (i groźnego, krwawego pirata w szczególności!) w niepewności! Sądzę jednak, że wszyscy domyślali się odpowiedzi Lucy :D <3]

      Usuń
    3. No i kamień z serca :") Biedny Hakuś drżał z niepewności! <3 Czyli te wszystkie katastrofy się opłaciły ^^ Oficjalnie Huckelberry Jones stał się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
      No... To teraz się zaczną pewnie komplikacje XD Strach się bać tego, co nadejdzie. <33333
      Nie mogłam sobie darować nie wykorzystania naszych faz. Z pierścionkami, z tańczeniem na stole. Było obiecane, więc nie mogło się nie pojawić ;)

      Usuń
  6. Tak się zbierałem, zbierałem... No i w końcu się zebrałem, ale nigdy nie umiem sensownie komentować notek, więc z góry przepraszam, no i proszę, nie jedz mnie, grrroźny piracie. :D
    Bardzo szybko i przyjemnie się czytało, dziękuję za wzmiankę o Burtonie, oboje poczuliśmy się sławni. No i dziękuję za to, jaką dawkę miUości wprowadzacie do Fabletown, miśki moje.
    Ściskam mocno Haka i Lucynę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przemyślę twą prośbę i może cię nie zjem xD
      Dzięki za miłe słowa i uściski <3
      Oj a tej miUości to chyba za dużo wprowadzamy, bo nikt już nie wierzy, że jestem groźnym piratem. I jak to tak? Myślą, że mnie tylko kobieta w głowie XD A ja przecież tyle złych uczynków mam na koncie.

      Usuń
    2. Jasne, że tylko kobieta ci w głowie. A niby co innego...? xD <333

      Usuń
    3. Nie podsłuchuj, Lucyna!

      Usuń
  7. No jak to skąd Mordred wiedział? Bo on ma szósty zmysł w tych sprawach. Cieszcie się, że się wam w sypialni nie czaił. :)
    Notka naprawdę zabawna, bardzo podobał mi się pomysł wplątania w to innych postaci i tych wszystkich nawiązań. Trzymam kciuki i mam nadzieję, że dostanę zaproszenie na ślub? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mordred wiedział, bo niecnie śledził Tytanię... xD
      Eh, żeby czaić się w sypialni musiałbyś chyba wykupić bilet, bo już kilku chętnych jest, począwszy od Oberona w szafie/pod łóżkiem xD
      Zaproszenie obowiązkowe <3 Jeszcze zgarnę cię do wspólnych poszukiwań sukni ślubnej xD

      Usuń
    2. Oj do tej sypialni jest duża kolejka... Trzeba będzie ą dokładniej przeszukać przed oddaniem się nocy poślubnej xD
      A zaproszenie na ślub masz gwarantowane ;) Choć uprzedzamy, że może być katastroficznie. Choć tego chyba wszyscy są świadomi XD

      Usuń
  8. Przeczytałam całą z wielkim zaciekawieniem - nie znam wszystkich postaci i ich relacji, ale opowiadanie jest mega zabawne i rozczulające :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja tu wyczuwam zazdrość o Burtona!
    Poza tym smok kradnący ubrania i wystawiający Hakusia dla swojego jeźdźca. Do tego wredna Amara. No pięknie nas podsumowałaś w tej notce. ;)
    Polecamy się z Burtonem na wieczór panieński jako striptizerzy-hydraulicy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdrość? Jaka zazdrość. Ktoś tu jest zazdrosny? Na pewno nie ja. ( Bloody hell,smok wyczuł sprawę... )
      Podsuwywanie ludzi i smoków i jednorożców i innych nieludzi zawsze miłe XD <3
      I tego się właśnie obawiam, że się polecacie. Mi chcą wcisnąć striptiz teścia, a Lucy się będzie aż za dobrze bawić. Gdzie jest sprawiedliwość na tym świecie?! :)

      Usuń
    2. My love, zróbmy sobie wieczór panieńsko-kawalerski i sprawa załatwiona xD

      Usuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.